Ryback: Wszystko fajnie ale wstępniak zalatuje mi starym Rybackiem, a liczyłem na odsłonę typowego Rzeźnika jak na poprzednim epizodzie, zwłaszcza po ilości tych talerzy widać tu starego Rybacka. Mimo to Ryback zaczął dobrze, a McŁowicz odpowiedział jeszcze lepiej, to zestawienie i w walce i w segmencie nie miało prawa się nie udać choćby panowie bardzo usiłowali ten segment zepsuć - nie dałoby się. Ale w dalszej części sega zobaczyłem Rybacka, którego chciałem, nie wiem kto wpadł na gimmick Rzeźnika czy ktoś z CT czy sam Bryksiasty, ale to był świetny pomysł i zresztą nadal jest. Bałem się trochę jednowymiarowości McŁowicza w konfrontacjach w sumie z kimkolwiek, ale daje radę. Nie trzyma się gimmicku na tyle mocno jak myślałem i jest to akurat duży plus, bo można z tym przesadzić za bardzo w tę stronę i czasem nie da się tego czytać, ale tu jest to zrobione... ze smakiem. Szczerze to z kwestii na kwestię ten segment jest co raz mocniejszy, a nie spodziewałem się tego po jego starcie, mnie się to podobało, bardzo przyjemny segment przed komentatorami, co zresztą podbudowuje walkę turniejową prowadzącą do finału, good job.
RVD: Ktoś nagrywał GM'a z ukrycia - Derek czy to Ty? Ciekaw jestem o kim może mówić Rob. Nie wiem, choć się domyślam. Czy tylko ja tu nie widzę żadnego powiązania z drugim GMem drugiego brandu? Choć kto widział Ascencion może się domyślać o kogo chodziło - zwłaszcza jeśli ktoś przewidywał tutaj że to ma związek z Hillem - no ma. Chyba xD.
Komentatorzy: Moje modły zostały wysłuchane, mamy kogoś z sensem, nie mamy randomowego gościa specjalnego który może i coś tam wniesie do samego stolika komentatorskiego ale nic do fabuły. Tutaj mamy Lopeza który wnosi dużo i do stolika i do story, także świetny pomysł z samym postawieniem tutaj kogoś z rosteru - jeszcze większy plus za wybór Lopezzo. Jest taki hejt na tego Hajtę, a mnie to on w sumie tu jednak pasuje, choć sam byłem kiedyś przeciwnikiem jego pojawienia się przy stoliku komentatorskim. Wiadomo, Cole jest tu klasycznie od trzymania jakiegoś tam profesjonalizmu, a Hajto właśnie od jego braku - dlatego ten duet ma prawo wypalić nawet na dłuższą metę. Lopez się tu sprawdził idealnie, bo nawet jeśli ktoś tego duetu nie polubił, to Lopez ściąga na siebie większość uwagi w tych komentatorach co sprawia, że właśnie dlatego ci komentatorzy w tym tygodniu są lepsi niż poprzedni, Lopez jako taki gość który podważa decyzje wypada solidnie. To znaczy inaczej - jeśli oceniamy komentatorów, to trochę za dużo jednak uwagi jest na Lopezzo, jeśli oceniamy to jako pokazanie się Lopeza i trochę jakby nie było jego segment - to zajebiste, tak i tak mi się w sumie podobało.
Cavazos/Blaze: Trzeba przyznać, że myślałem, że Cavazos zostanie tu rzucony na pożarcie w tym segmencie, w sensie różnica poziomów jest widoczna, ale nie była to deklasacja przy mikrofonie jak pewnie wielu z nas się spodziewało. Segment spełnił swoją rolę, miał podbudować walkę - i się udało. Nie sądziłem, że Cavazos mi tak podejdzie w roli underdoga, na którego ewidentnie w tym segu wyszedł. Niemniej jednak uważam, że Jorge skoro jest takim mięśniakiem i twardzielem, to nie powinien aż tak wysoko cenić Blaze'a, więcej pewności siebie powinien mieć ktoś taki, ale może to tylko moje czepialstwo, ja inaczej po prostu widzę postacie o takim charakterze, może dlatego jestem wyśmiewany, że źle się starzeją moje słowa w segach jak dostaje na pyrę - no trudno, to część tego sportu. Cavazosowi bym polecił, żeby się nie obawiał tego, że słowa Jorge się źle zestarzeją. On tak jak Brutal też nie wygląda na zbyt inteligentnego, przynajmniej do tej pory. Najważniejsze, że nie był tu mięsem armatnim. Blaze wprowadził niespotykany luz do tego sega, kiedy Jorge się spiął, powstał mega kontrast i może dlatego mi to też tak podeszło. Fajnie, że nie zrobiono jakiejś sztucznej nienawiści, czuć tu było respekt i świadomość, że naturalną koleją rzeczy jest to, że tylko jeden przechodzi dalej, spoko. Jedyne do czego bym się przyczepił, bo nie byłbym sobą to to, że Cavazos za bardzo skupia się na swojej przeszłości, niż na Blaze'ie, nie robisz takich sytuacji przy tak wyrazistym gościu jak Axel i przy tak niewybaczalnym userze jak Remik jeśli o to chodzi, bo on wykorzystuje takie błędy i tu nie było inaczej, nie zepsuło to sega, ale właśnie przez takie rzeczy szala się przechyliła w stronę Blaze'a już w tym segu, nie mówiąc o promach w PZ.
Blaze vs. Cavazos: Co do samej walki to na pewno musiało się ją fajnie pisać, zawsze się fajnie pisze typem takich zawodników jak Cavazos, taki destroyer, monster i tak dalej, choć uważam że skoro on jest z Meksyku powinien mieć w ringu więcej z luchadora niż ma, bo w sumie czemu nie? Teraz nie takie kolosy potrafią robić gwiazdy w ringu i salta. Nie wiem czy taki był zamysł, może to zrobiono przypadkowo, może nie, ale ani przez moment w walce nie było momentu w którym moglibyśmy pomyśleć, że Cava tu wygrywa, w sumie jak się popatrzy na to z kim walczył, to nic dziwnego, więc pewnie to nie przypadek. Co do prom panów, bo wiem że walka była rozstrzygana na Promo Zone'ie. O dziwo oba proma mi się podobały, Cavazos naprawdę nie wypadł jak zieleniak tutaj, już ciul tam z poziomem proma i tak dalej, ja tu bardziej patrzyłem kto lepiej się sprzedaje przed tym wejściem do finału ewentualnym i na to kto lepiej sprzedaje sam turniej, który w sumie wszedł już naprawdę w fazę decydującą. Podoba mi się ta praca organiczna w Cavazosie, że walczy od podstaw i nie udaje nie wiadomo kogo. Ale to jest wciąż ten sam problem co w segmencie powyżej. Za dużo o sobie i o swoim że tak powiem backstory - niż o turnieju i Axelu, to mnie mega ugryzło w Jorge i na gali i w PZ, więc to wszystko było za bardzo ogólne, samo to u mnie już by postawiło promo Blaze'a ponad Cavazosa. No bo Remo poszedł w totalnie inną stronę. Powtórze się, fajnie że nie było tam sztucznej nienawiści, on po prostu idzie po swoje i nawet nie wini Cavy za to, że się znalazł na jego drodze - spoko. W skrócie od Cavazosa czułem taką zwykłość, surowość, a od Blaze'a czuć było Main Event od razu, taki który w telewizji sprzedaje się od razu. I właśnie w tym sprzedawaniu siebie i turnieju Blaze wypadł zdecydowanie lepiej, proste. Cavazos sprzedał się na zasadzie kogoś kto zasłużył na miejsce w tym turnieju, podczas gdy Blaze wyraźnie zaznaczył, że musi się znaleźć w finale. Mimo to, przed Cavazosem wielkie rzeczy.
Uszczelka/Butla i Steele/Escobar: Jesteśmy dziś świadkami wielu kontrastów tak naprawdę i ten segment też to udowadnia. No bo mamy czystą komedię z niespełnionymi bananowymi dziećmi xD. Uszczelka jest poczciwym fachowcem, który mimo przekleństw wydaje się najbardziej kompetentnym człowiekiem na tamten moment na ekranie, natomiast Butla jest chodzącą katastrofą, która nawet wykonując najprostszą czynność potrafi doprowadzić do jeszcze większego bałaganu. Ewidentnie w końcu więcej charakteru pokazał tutaj Preston Jajxona. To podejście do prostaków, grożenie prawnikami i tak dalej dobrze podkreślają gimmick bogatego dzieciaka, który jest przekonany, że pieniądze rozwiązują każdy problem. Jest w tym sporo arogancji, ale jednocześnie nie popada to w przesadną karykaturę, przynajmniej tym razem tak to wyszło, dla odmiany. Jak dla mnie Escobar to jest po prostu cień Steele'a, czy tego ktoś chce czy nie, takie wrażenie odniosłem, zresztą nie tylko dziś. Zamiast budować własną osobowość, momentami wygląda jak ktoś, kto przejmuje pogardę Prestona i dokręca ją o kilka poziomów. Tak naprawdę to tylko jego fizyczny atak wyróżnia go ponad Steele'm, bo wyszedł na tego bardziej narwanego - i dobrze. Fajnie, że z komedii przeszliśmy do bitki, to tylko pokazuje, że ten feud to nie jest tylko komedia - i dobrze. Jedyne co mnie ugryzło w tym segu to to, że pierwsza jego część była zdecydowanie lepsza od drugiej. Nie jest tajemnicą, że Zbyszek i Zygmunt skradli tutaj show i w sumie najbardziej ciekawiło mnie to - co zrobią Escobar i Preston, żeby im dorównać? I w sumie dalej nie wiem, bo niby ich gonili, ale tak nie do końca. Steele jeszcze jakoś dawał radę tymi swoimi tekstami, ale Escobar wyraźnie odstawał i nadal dla mnie jest tylko gościem co się buja z Prestonem. Niby ma jakąś tam tożsamość, niby ma atrakcyjną menadżerkę, ale czegoś mi w nim wciąż brakuje.
EGDG/Mantel: Nie ukrywam, że ciekawi mnie gimmick Garry, jest to na pewno coś innego. Podoba mi się, że to jest więcej niż gimmick, przynajmniej dla mnie - na zasadzie, że maska i ogólnie cała ta kocia tożsamość Garry o dziwo nie jest przedstawiana jako komedia, jako żart, tylko jako świadomy wybór takiej tożsamości i parcie nią do przodu, mega mi się to podoba. Dzięki temu cały ten koci ficik nie jest tylko outfitem dla wyróżnienia się. Renee nie przeszkadzała kociemu luchadorowi i w sumie to wystarczyło, żeby ten segment miał pozytywny odbiór. Mantel trochę dla mnie zabrzmiał tu jak losowy hejter - ja wiem, że on jest ,,normalny" i wrestling dla niego powinien być czysty i poważny jak tutaj zauważyłem w tym segu, ale EGDG wyraźnie półeczka wyżej dla mnie tutaj wypadł, w sumie załatwił Mantela jego własną bronią punktując mu dlaczego to on jest problemem LPW xD. Jak się muszę przywalić to trochę do tego miksu językowego kocura, może trochę tego za dużo było, nie wiem, może się czepiam. Mantel ma prosty cel - wyczyścić LPW z gimmicków. No na razie dobrze mu idzie, bo sam go nie ma póki co jakiegoś wyraźnego. Konkretów więcej po stronie Mantela, ale ogólnie EGDG mnie tu bardziej urzekł.
EGDG vs. MateuszMW: Nie mam w sumie za wiele do powiedzenia na temat samej walki, może poza gimmickiem oliwkarza z Krakowa, to jest taka komedio-karykatura, że ja naprawdę chciałbym wiedzieć co autor miał na myśli i chyba co galę zadaję sobie to pytanie. Co do prom to widzę że Mateusz chyba nie dał swojego proma, a Spaźmik dał. No to niech będzie, coś niecoś powiem o tym promie Spaźmika, żeby nie przepadło w zapomnieniu. W tym promie nie ma za wiele o Mateuszu i normalnie bym za to jechał, ale tu w sumie nie było o kim za bardzo mówić i do czego się odnosić w przeciwieństwie do sytuacji Cavazos - Blaze, wiec nie winię o to Spaźmika. Podoba mi się ta hybryda luchadora z kocurem, naprawdę nie mogę się nachwalić tego pomysłu, prowadzenia tego wszystkiego, widać że Spaźmik nie jest aż takim żółtodziobem jak się wydaje na e-fedach. Wyrasta nam jeden z lepszych babyface'ów federacji.
Shadow: Tę część pisał Kubuś, zresztą jak każdą związaną z Eliasem odkąd kolega nam zrezygnował. Więcej powiem przy dalszej części tego sega, która jak wszyscy wiecie nadeszła też na tej gali, ale powiem tu jedną rzecz. Świetną rzecz robi CT z Shadowem, jest odklejony od rzeczywistości, a przy tym cringe'owo ironiczny, a może i nie do końca? Był potencjał na psychopatycznego heela, a musimy się pocieszyć memiczną, odklejoną jednostką xD.
JPD/Tausom: Chyba zaczynam się odnajdywać w tym NPC-owym uniwersum Carnivala i się w nim lekko zadomawiać więc wreszcie mogę coś więcej tu powiedzieć. Komedia, tak naprawdę parodia gimmicku wiadomo czyjego, nawet mi to siadło. Dolnick jest spoko, duży, na ogół agresywny ale intelektualnie mocno ograniczony potwór bodajże z Konga, to o dziwo działa. Nie wiadomo w sumie jak go traktować, czy jako mema, czy jako groźnego typa, jedno wiem na pewno - ta postać jest spójna i zanim określę jak mam ją postrzegać to na pewno będę wyczekiwał jej dalszych segmentów, podejrzewam że sam Carni tak balansuje między jednym a drugim, że chce zachować tu proporcję 50/50, co na razie mu wychodzi. Tausom sprawia wrażenie, jakby nie bardzo wiedział co tu robi xD. Segment w sumie cały czas nadaje na jednej fali, ale czy to źle? Komedia komedią, jeden taki seg na gale może być, byleby nie przesadzić.
Uszczelka/Edgar: Ucieszyłem się jak zobaczyłem to zestawienie w karcie na galę, bo mamy konfrontację tak naprawdę fizycznego robola z intelektualną elokwencją i poetą, artystą-kombinatorem xD, więc ciesze się, że postanowiono ich zestawić razem w segmencie przed walką. Podoba mi się, że Edgar już od początku stawia intelektualnie siebie ponad Uszczelką, co zresztą nie jest żadną sztuką, czy też tajemnicą. Dickinson coraz bardziej mi się podoba, podoba mi się jego podejście do wrestlingu, jest zdecydowanie nietypowe i takiego kogoś na e-fedach zresztą nie tylko - nigdy nie widziałem. Trzeba mu dać jakiegoś rywala na poważnie to pokaże więcej, bo jak na razie to balansuje między tymi kogo wylosuje w turnieju, więc ma trochę hamulec w sobie Edgar. Uszczela jest po prostu autentyczny, robi tak naprawdę dużo w odwrocie w stosunku do kolegi Edgara. Niby mamy totalnie dwa różne światy, ale chaosu tutaj nie widzę, a trochę się tego obawiałem. Z tym Tuwimem trochę zawiało za dużą literackością o ile jest takie słowo, ale i tak ogólnie wyszło to dobrze. Uszczelka jest bardziej spójny w tym wszystkim w tym segmencie, ale zainteresowaniem wygrywa Edgar, zdecydowanie, przynajmniej dla mnie.
Uszczelka vs. Edgar: Tak naprawdę turniej zszedł tu trochę na drugi plan - Edgar miał wygrać to wygrał i idzie do finału, a sytuacja po walce zrobiła się bardziej wyrazista, bo wbili panowie arystokraci z bogatych rodzin, ich atak został fajnie rozpisany, jakby chcieli wypisać przeciwników z występu na PPV o którym w sumie jeszcze nie wiedzieli, chyba? Wypowiem się troche o promach panów, no bo czemu nie? Polubiłem jedną rzecz w Uszczelce ostatnio, że to nie jest postać pisana pod gimmick, albo nie wyraża ona tanich tekstów, żeby się tego gimmicku trzymać. On po prostu tym gimmickiem jest, całym sobą, a takie postacie się ceni. Ale było to promo trochę gęste dla mnie, w sensie trochę dygresji się wkradło, trochę przerysowanych tekstów, przez co trochę mi nie siadło. Z kolei Edgar jest takie kontrolowane, był w nim większy porządek. Trochę mało wrestlingu jednak w tym wszystkim było po jednej i drugiej stronie, mało o walce i tak dalej, bardziej panowie się starali rysować swoje gimmicki i się udało, jeśli to panowie zamierzali. Przez tą właśnie wspomnianą kontrolę i nadmierną metaforyczność odbiegliśmy trochę od sensu tych prom, jednego i drugiego. I w sumie ja pierwszy raz bym się zawahał jeśli chodzi o zwycięzcę tej walki, bo promo Uszczelki jednak bardziej do mnie mimo wszystko trafiło, mimo tego że mi nie siadło na ogół, było tu więcej bezpośredniości i więcej jednak o tym konflikcie. Oba proma jednak dobrze się uzupełniły w kontrze na siebie wzajemnie, ja bym tu miał spory dylemat i potrzebowałbym policzyć to w Excelu przy czyjejś pomocy xD. Dickinson miał lepszą konstrukcję tego proma i nie wiem co bardziej bym sobie cenił dając ocenę.
Lord Sebastien: Aura jaką sprzedaje Ostaszewski w postaci Sebastiena jest nie do podjebania. Niby zwykła winietka, a naprawdę fajnie mi się to czytało. Ten klimat, ta atmosferka no ja lubię taki vibe, czy tego chcę czy nie, więc ta postać mnie urzeka nawet jeśli niewiele w tym kierunku by zrobiła - a robi. Od razu widać, że LS to nie jest zwykły wrestler, to ktoś więcej i ja to tutaj naprawdę czuję. On żyje w innym świecie, niż reszta naszego rosteru i to w nim lubię, choć każdy ma swój świat, ale on jest wyjątkowo od reszty wyodrębniony haha. Co też lubie w takich postaciach z tak wyraźnym gimmickiem? Że w sumie nie musiałby tutaj być podpisany ten tekst - od razu bym wiedział, że to LS. Ale! Zawsze musi być jakieś ale. W tej postaci jedna rzecz mi nie siedzi - brak jakiejkolwiek dynamiki. Strasznie to statyczne się wydaje wszystko. Mamy jeden monolog, jedno otoczenie, bez jakiejkolwiek zmiany w trakcie. Nawet ta pogarda od początku do końca jest mimo wszystko przewidywalna. To by działało jako jedna linijka tekstu, a nie podstawa segmentu mimo wszystko. Z drugiej strony LS jest wysoko nad resztą rosteru, ale nic za tym nie idzie, w żaden inny sposób niż w gadce przed kamerą tego nie pokazuje na razie, więc lekki przerościk się robi, ale to jest do wyrobienia po że tak powiem nakreśleniu swojej konkretnej pozycji w federacji, także nie ma się co zniechęcać. Widać ten sam problem co w Cavazosie w sumie - nie ma żadnej interakcji z resztą, a jak jest to minimalna. Segmenty w stylu Patrzcie na mnie jaki to ja jestem, albo Byłem tu i tam zdobyłem to i to, jestem taki i taki są spoko na sam początek. A nie na kolejny z rzędu segment. Ale wciąż spuentuję to tym, że segment na plus.
Ryback vs. McŁowicz: Rzeźnik wypada tu dokładnie tak jak wypaść powinien - z każdą kolejną akcją się nakręcał. McŁowicz jak to McŁowicz, niby postać komediowa ale w ringu potrafi być groźny i nie potrzebuje do tego chochli czy zbitych garów. Może się czepiam ale postać taka jak Ryback powinna dominować nawet kogoś takiego jak McŁowicz, brakuje jednego takiego momentu, zwłaszcza że Rzeźnik wygrał, ja wiem że Robowi nie chcieliśmy zaszkodzić, ale naprawdę. Być zdominowanym przez Rybacka w takiej formie to żaden wstyd. Teraz przechodząc do prom. Qrwa coraz większe te dylematy bym miał, ja podziwiam kreatywnych że się tego tak podejmują, bo w zasadzie ja tu nie widzę różnic jakościowych, bardziej różnice stylu no i tutaj zachodzi kwestia gustu. Mi tu bardziej siadło promo Rybacka właśnie dlatego. Zawiało trochę psychozą u Rybacka, już wiem skąd te sianie nasionek pod konflikt z Brutalowskim, bardzo fajny klimat proma Bryksiastego. Podoba mi się jak Ryback tutaj uwierzył w swoją taką ewolucję siły i posiadanie mniemania o McŁowiczu jako o kimś niżej w łańcuchu, ja tak to zrozumiałem przynajmniej. U Roba strasznie mi się podobało używanie kuchennych metafor jako strategię, niż jako komedię dla odmiany, ja wiedziałem że dojdziemy kiedyś do takiego momentu w tej postaci. No nie podejmowałbym się tutaj kto lepiej zrobił promo, ciężko by było, znowu by musiał Excel ratować i troszkę więcej myślenia nad tym wszystkim.
Brutal: Mój segment, ktoś se pomyśli hyhyhy jaki Pierre-Dolnicknięty, no ale mógłby to tylko jeden jajogłowy z naszego grona napisać, który rzadko kiedy myśli. Zwłaszcza kiedy jak zwykle nie doczyta do końca, albo nie skuma kontekstu. Ja tu zrobiłem tylko 20%. Za 80% czyli w sumie za zamysł, pomysł odpowiada członek CT - Jakub bez którego tego sega by nie było z prostej przyczyny. Gdyby nie to, że on na to wpadł, tylko np. ja to bym tego nie wdrożył, bo pewna część tego forum (choć coraz mniejsza, licząca naprawdę dwie osoby) stwierdziłaby, że przesada, że Brutal to, Brutal tamto, Brutal sramto, spoko, biorę na klatę, jak wszystko zresztą. Jestem mega zadowolony z tego segmentu, wyszedł on tak jak chciałem, tak jak chciał Jakub, więc ogólnie jakby to sam zainteresowany powiedział - jest w cipkę. Na pewno najbardziej chodziło mi o to, żeby pokazać, że Brutal naprawdę jest niebezpieczny, a nie tak tylko sobei szczeka i gada i pokazać, że niby mamy do czynienia z psychopatą, ale nadwyraz opanowanym, takiej wersji Brutala nawet ja jeszcze nie widziałem. Może faktycznie z tą długością za bardzo poleciane jest, ale zaznaczę że to pierwszy taki długi segment Mike'a, a mamy czwartą galę, dostałem wolną rękę ze słowami pierwszy raz, więc postanowiłem z tego skorzystać. Druga kwestia to trochę kwestia realizmu, no bo w sumie taka sytuacja to czemu policja nic z tym nie robi? Mamy prawnika w LPW od niedawna, klient już się do niego uśmiecha. To jest wrestling - mieliśmy w tym biznesie Kane'a, Takera, Wyatta i różne rzeczy oni robili. Jeśli szukamy realizmu w wrestlingu to odsyłam do postaci Reapera na przykład, albo innych wariatów. Nieskromnie mimo to powiem, że chyba najlepszy seg na gali i to nie przez teksty Brutala, bo tekściarzy mamy o niebo lepszych w federacji - ale ze względu na scenerię i pomysł, a czyj on był to już wspominałem. Także wszelkie brawa za ten segment może i mi się należą, ale ja tu większą zasługę widzę w Kubusiu. <3
MateuszMW/Derek: Szczerze to zaczynam na Hallowaya patrzeć totalnie inaczej niż patrzyłem do tej pory. Z bardzo prostej przyczyny, on się wydawał komediowy, ba, może nawet do tej pory komuś on się wydaje komediowy i taki by dla mnie był, gdyby było widać, że Derek robi to dla jaj. Sęk w tym, że ten chłop naprawdę wierzy we wszystko co wypowie i owszem, o ile ktoś to może odebrać jako komedię, można zrobić z tego tytułu z tej postaci naprawdę niebezpieczną postać, która przed niczym się nie cofnie i coraz większy w niej potencjał widzę. Mateusz nie za bardzo się wdaje w te tematy, choć na chwilę zaczyna się wkręcać, jedyne co to w tym segu ugryzła mnie powtarzalność na temat tych teorii spiskowych, można było coś innego tu jeszcze wkręcić, zwłaszcza przy takiej długości sega. Tu humor wyraźnie był autentyczny, tu gimmick jest tą postacią, a nie postać gimmickiem, a to bardzo cenię.
Steele & Escobar vs. Brown & DVB: Ewidentnie chodziło tu o podbudowanie bogaczy jako groźny duet. Oponenci słusznie zresztą byli tłem, ale w żadnym wypadku nie było to tutaj wadą, wręcz przeciwnie, po to te postacie zostały stworzone. No i jak dla mnie to na Escobara w tej walce skupiono większą uwagę, dla odmiany to Preston tu był w cieniu, taki długi squash po prostu.
Dowson: Kurde no dla mnie ten Dowson wcale nie jest taki zły. Jest pewnym siebie weteranem, to na pewno, uważa że jest ponad układami, jest naturalny, pokazane tu zostało jego ego przy gadce o turnieju i podpisie, mnie się podobało. Brakło mi tylko jakiegoś mocnego zakończenia, segi najbardziej doświadczonego typka powinny mieć jakiś efekt wow na koniec. No bo dobra, wyzwanie zostało rzucone, ale co poza tym? Trochę przeskoków między tematami też tu było, najpierw Indianapolis, potem turniej, konferencja i na końcu Open Challenge, przejścia mogłyby być bardziej płynne. Nie zniechęcaj się Shiro takimi komentarzami, nawet tym jak mój, bo to wszystko jest do wyrobienia i kto jak kto, ale Ty powinieneś o tym wiedzieć tu najlepiej.
RVD2: Czy ja wiem, czy faktycznie tak za dużo tego Van Dama na tej gali? Jest GMem, poza tym nie odczuwam, żeby jakiemukolwiek zawodnikowi faktycznie kradło to czas antenowy. Zwłaszcza, że musi nabrać jaj po ostatnich tygodniach. Ale nie podoba mi się, że RVD nie jest wykorzystywany jako gość, który dobrze wie z czym się Ladder Matche wiążą, mógłby coś pogadać, że takie walki zmieniają kariery, zawodników, życia i że coś o tym wie, że w takich walkach rodzą się legendy, marzenia się spełniają zamiast po prostu ogłosić i elo.
Lopez vs. Dolnick & Tautu: Nie zaskoczę nikogo jak powiem, że największym wygranym całej tej sielanki Carnivalowej jest Lopez, o to chodziło, to jest oczywiste, został pokazany tak jak powinien zostać. W walce wyraźnie było widać, że Lopez nie robił idiotów z panów, oni trochę sami z siebie ich robili xd. Odklejenie Tautsona też dobre xD. Pill nie zdradził Dolnicka dlatego, że jest złolem, tylko dlatego że mu się tożsamości pojebawszy xD.
Lopez/RVD: Lopez nawet po zwycięstwie jest wkurwiony, chciałbym napisać że to pokazuje rangę tego zwycięstwa, ale obiecałem sobie, że już nie będę. I tak, zdaje sobie sprawę, że to co napisałem przed ale nie ma znaczenia. Niemniej jednak pasuje to do jego gimmicku, gość który nie dostaje poważnych wyzwań chce dostać jakieś poważniejsze, normalne. Z bookingowego punktu widzenia jego pretensje mają sens, Lopez w LPW nie jest sympatyczny, ale ma zajebistą charyzmę i chce się go czytać. I w końcu mamy Van Dama, który ma kontrolę nad jedną rzeczą chociaż, nie wdaje się w pyskówki, nie odgraża się, daje mu to co chce. Odebranie kontroli Lopezowi (dla odmiany) to najlepsze co Rob mógł zrobić.
Riddle/ZSJ: Halo Jajexon, gdzie jest Twój płacz, że ten segment jest za długi i ci się nie chce go czytać? Czy to tylko do jednego jest sens się przypierdolić? Ja naprawdę zaczynam się zastanawiać nad sensem czytania komentarzy co poniektórych, bo level hipokryzji wybija naprawdę na wysoki poziom, fajnie by było jakby poziom komentarza też szedł w tę stronę. Ale tu nie o tym. Obaj mają racje w swoich argumentach, obaj potrafią przygadać drugiej stronie (coś o tym wiem), więc jakiekolwiek wymiany panczy z którymkolwiek z nich zawsze kończy się tak samo - zajebiście. Zack w roli prowokatora zajebiście się sprawdza, tekst z ogniem najmocniejszy z jego strony. W zasadzie najlepsze co Riddle mógł zrobić to poprzyznawać trochę racji Zackowi (co zresztą zrobił), pokazanie, że Kennego bardziej interesuje pokazanie swojej pasji do tego, niż pokazanie komuś że jest gorszy tak mocno definiuje tą postać, że chyba lepiej się tego zrobić nie dało. Długość działa trochę na niekorzyść dla Zacka, bo ile można gadać o tym, że Kenneth jest stary?
Riddle vs. ZSJ: Od razu widać, że booker chciał doprowadzić do świadomości w naszych głowach, że i Riddle i Zack są półkę wyżej nad resztą rosteru - i to się udało, technicznie i tak dalej wyszło to miodnie. Były momenty w tej walce w której było widać, że oni tak naprawdę się nawet lubią i szanują, ale bardzo chcą pokazać sobie nawzajem, że są po prostu lepsi w te klocki. Bookingowo dobrze, że Fociak dał lepsze promo, bo ZSJ totalnie by się tu nie bronił patrząc po dotychczasowym przebiegu ich karier. Fajnie, że nie zakończono gali zwykłym cześć, do widzenia, zwłaszcza ostatniej gali przed Ascencion, ale naprawdę się postarano. Pierwszy raz pokazano o co naprawdę się ten turniej toczył, bo do tej pory to walczono o miejsce w walce - o miejsce w finale - i tak dalej. Teraz walka odbędzie się naprawdę o pas, więc odsyłam do tematu z Ascencion.
c.d.n.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2026, 16:53 przez
Michał.
Chicago, LPW Ascencion 05.07.2026 r. - Niekoloryzowane, Eliasowane.