Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #4 - Indianapolis, Indiana - 27.06.2026

Colosseum #4 - Indianapolis, Indiana - 27.06.2026

Colosseum #4 - Indianapolis, Indiana - 27.06.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
301
27.06.2026, 11:51
#1
Earlier Tonight

Na zapleczu widzimy Rybacka, który w koszulce Butcherback podchodzi obok cateringu. Chwile patrzy na przygotowane dla rosteru dania... po czym zaczyna jeść, talerz po talerzu, ilości wręcz hurtowe, obsługa nie próbuje nawet powstrzymywać olbrzyma. The Big Guy po opróżnieniu 17 talerza z jedzeniem dostrzega idącego obok Roba McŁowicza i trąca go barkiem

Ryback: Najmocniej nie przepraszam... Ty zostałeś szefem tego cateringu, czy co, że się tu pojawiłeś? Robisz to co najbardziej umiesz jak domniemam. Twoje żarcie w pobitych garach, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy było całkiem dobre. Tylko było go mało. To tak jak w ringu...jesteś całkiem dobry...ale na pewnych gości to nadal za mało...i o ile wtedy tylko sobie tak żartowałem, o tyle teraz...słyszałem, że masz stanąć na mojej drodze... To bardzo niebezpieczna droga, nie łatwiej Ci po prostu iść do Twojego imiennika, a naszego szefa i powiedzieć, że nie dasz rady walczyć? Udaj kontuzje na przykład, wierz mi, to znacznie lepsze rozwiązanie niż doznanie prawdziwej kontuzji...

Rob po uderzeniu barkiem cofa się o pół kroku, ale szybko odzyskuje równowagę. Spogląda na puste talerze, potem na Rybacka, poprawia okulary i uśmiecha się pod nosem.

Rob McŁowicz: Najmocniej nie dziękuję za troskę. Widzę, że apetyt dalej masz ogromny, tylko maniery zostały gdzieś między szesnastym a siedemnastym talerzem. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, pomyślałem, że to po prostu głód mówi za ciebie. Zjadłeś, popchnąłeś mnie na stół, potem przeprosiłeś i uznałem, że sprawa jest zamknięta. Teraz widzę jednak kogoś innego. Człowieka, który bardzo chce, żebym uwierzył, że sam rozmiar i groźna mina wystarczą, by zejść mu z drogi. Nie wystarczą. Nie zaszedłem tak daleko w turnieju po to, żeby teraz udawać kontuzję u Roba Van Dama. Jeśli chcesz miejsca na Ascension, będziesz musiał mnie zatrzymać sam. A wtedy sprawdzimy, czy naprawdę jesteś Rzeźnikiem, czy tylko dużym gościem, który nie potrafi odejść od stołu.

Ryback przez chwile jest zajęty dojadaniem kolejnego talerza, po czym wyrzuca go przed nogi Roba i spluwa pod nogi przyszłego oponenta

Ryback: Jeśli masz w ten sposób mówić do pana Rybacka, to lepiej dla Ciebie jakbyś urodził się niemy... Wyglądasz jakby fast food guy z obskórnej budki, z utargiem 12 dolców na dzień nagle zechciał wejść do ringu i pokazać umiejętności... Moje maniery między szesnastym, a siedemnastym talerzem? Ty jesteś gościem, bo nie użyję w Twoim przypadku słowa wrestler, który w rosterze jest dla mnie między szesnastym, a siedemnastym zawodnikiem, nie wiem co masz w karcie, ale moim daniem głównym jest danie Ci takiej lekcji, że po walce będziesz przychodził do mojej rzeźni na korepetycje. Tak bardzo pobije Cię w garnek, że Pobite Gary będą dla Ciebie koszmarem stulecia, a nie tylko programem. Prostak Steel się nie zastosował, i został zezłomowany, tak więc Rob... w mojej rzeźni będzie dla Ciebie specjalny hak…

Rob przez chwilę patrzy na talerz leżący pod jego nogami, potem na ślinę obok buta. Nie robi jednak kroku w tył. Poprawia okulary, powoli unosi wzrok na Rybacka i ponownie arogancko się uśmiecha

Rob McŁowicz: Pan Ryback? No proszę, widzę, że głód nie tylko pozwolił na zjedzenie cateringu, ale też kontaktu z rzeczywistością. Możesz rzucać talerzami, pluć pod nogi i opowiadać o hakach w swojej rzeźni, ale pamiętaj jedno: rzeźnik bez fachu to tylko facet, który macha ostrzem i robi bałagan. Kucharz wie, gdzie ciąć, kiedy odsunąć rękę i kiedy zakończyć gotowanie. Ja nie przyszedłem tu prosić o miejsce przy stole. Ja je sobie wywalczyłem. A jeśli naprawdę widzisz mnie między szesnastym a siedemnastym zawodnikiem rosteru, to tym bardziej będzie bolało, kiedy właśnie ten człowiek zamknie ci drogę do Ascension. Mówisz, że pobijesz mi garnek? Spróbuj. Tylko pamiętaj, Ryback… pusty garnek robi najwięcej hałasu, a ja bardzo dobrze wiem, jak uciszyć coś, co za długo gotuje się bez pokrywki.

Ryback rozrywa koszulkę Butcherback, którą ma na sobie, staje przed Robem bardzo blisko, oko w oko, skupiając wyraźnie swoją uwagę na Robie

Ryback: Robert, nie stać Cię na to, żeby postawić kolczatkę przed pędzącym tirem, a tylko wtedy mógłbyś zamknąć mi drogę do Ascension. Bez pokrywki, to są Twoje słowa, bo one się nie pokryją z rzeczywistością. Ty jesteś kucharzem, ale gotujesz to, co ja wcześniej w rzeźni przygotowuje. To ja decyduje czy Twoje dania będą dobre, czy nie, i żebyś mi nie powiedział, że z moich słów wynika, że jesteś moim szefem, bo wiem, że będziesz chciał to zrobić - nie, ode mnie zależy czy Twoje dania się przyjmą. Czy dam Ci dobrą świnie, czy po prostu...podłożę Ci świnie, a że niestety nie zasługujesz na najlepszej jakości mięso...dostaniesz już tylko podroby, najlepszej jakości mięso zostawię sobie na finał. Bo ja jestem Butcherback, najlepszy rzeźnik w tej federacji, a Ty jesteś tylko Łowicz... prawie nikt w USA nie wie, gdzie leżysz na mapie... i nasza walka zakończy się tak samo...nie będziesz za bardzo wiedział po niej gdzie dokładnie leżysz, zgadzać będzie się tylko pozycja. Bo będziesz leżeć, i żałować, że wszedłeś do tej gry będąc nic nie wartym pionkiem...Choćbyś zaklinał rzeczywistość, na końcu dnia przyjdziesz do domu, odłożysz swoje marzenia i pomyślisz.... Mogłem to lepiej ugotować. Ale chciałeś mi przysolić, a przepieprzysz te walkę... Feed Me...MORON!

Rob przez moment patrzy na Rybacka z bliska, nie cofając się ani o krok. Zerka na porwaną koszulkę, potem z powrotem w oczy rywala i spokojnie poprawia okulary.

Rob McŁowicz: Widzisz, Ryback, ty bardzo chcesz, żebym się przestraszył. Stajesz blisko, rozrywasz koszulkę, mówisz głośniej, rzucasz obelgami i liczysz, że w którymś momencie zrobię krok w tył. Tylko że ja już słyszałem ludzi, którzy mówili mi, czym nie jestem. Nie jestem wystarczająco poważny. Nie jestem prawdziwym zagrożeniem. Nie jestem kimś, kto powinien dojść tak daleko. A jednak stoję tutaj, przed tobą, w ostatniej rundzie turnieju i jestem o krok od walki o mistrzostwo podczas PPV. Możesz nazywać mnie pionkiem, możesz udawać, że nie wiesz, gdzie leży Łowicz, możesz obiecywać kontuzje, haki i rzeźnię. To wszystko brzmi groźnie, naprawdę. Ale pod tym całym hałasem słyszę jedną prostą rzecz: wiesz, że musisz mnie pokonać, żeby dostać się na Ascension. I to boli cię bardziej, niż chcesz pokazać. Nie jestem Prestonem . Nie jestem talerzem z cateringu. Nie jestem kimś, kogo połkniesz między jednym oddechem a drugim. Jeśli chcesz finału, będziesz musiał przejść przeze mnie naprawdę, nie tylko w swoich przemowach.

Rob nachyla się minimalnie bliżej.

Rob McŁowicz: A kiedy po walce będziesz leżał i szukał odpowiedzi, gdzie popełniłeś błąd, przypomnij sobie ten moment. Bo miałeś rację tylko w jednym: mogłem to lepiej ugotować. Dlatego na gali podam cię dokładnie tak, jak trzeba. Smakuje?

Obraz z kamery gaśnie

Kamera przenosi nas na zaplecze. Obraz jest lekko roztrzęsiony, jakby ktoś nagrywał telefonem z ukrycia. W kadrze widać uchylone drzwi do biura Roba Van Dama. Ze środka słychać głos GM’a, który najwyraźniej rozmawia przez telefon.

Rob Van Dam: Tak, dokładnie. Potrzebujemy kogoś, kto będzie reprezentował interesy LPW, zanim pewne sprawy wymkną się spod kontroli. Nie chodzi już tylko o porządek na gali. Chodzi o zabezpieczenie federacji.

RVD robi krótką pauzę, słuchając osoby po drugiej stronie telefonu.

Rob Van Dam: Kogoś konkretnego. Kogoś, kto zna ten biznes i wie, jak rozmawiać z ludźmi, którzy myślą, że zasady ich nie dotyczą.

Nagle RVD odwraca głowę w stronę drzwi, jakby usłyszał szmer. Kamera natychmiast zaczyna się cofać.

Rob Van Dam: Porozmawiamy na miejscu. Do zobaczenia wkrótce.

RVD kończy rozmowę, podchodzi do drzwi i z hukiem je zatrzaskuje. Obraz urywa się gwałtownie.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]


Na hali wybrzmiewa dobrze znana muzyka a na titaronie wyświetlają się kolejno zawodnicy rosteru LPW. Po chwili widzimy złoto czerwoną grę świateł, która ma za zadanie podkreślić wagę tego co za chwilę nas czeka. Przy refrenie utworu na rampie widzimy mały pokaz pirotechniczny, a następnie kamera przenosi nas do stolika komentatorskiego.

Przy stoliku komentatorskim siedzą już Michael Cole oraz Tomasz Hajto. Kamera pokazuje obu panów, którzy przygotowują się do rozpoczęcia kolejnego fragmentu gali.

Michael Cole: Panie i panowie, Michael Cole i Tomasz Hajto witają państwa ze stolika komentatorskiego! Naszym dzisiejszym gościem specjalnym miał być Eugene, jednak rozchorował się, tak więc tym razem jesteśmy bez gościa specjalnego.

Tomasz Hajto: Tak jest, jednak dwóch takich profesjonalistów jak my da sobie radę!

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa theme Jose Lopeza! Ku zdumieniu obu komentatorów Lopez pojawia się przy stoliku komentatorskim, zakłada słuchawki i zajmuje miejsce obok nich.

Jose Lopez: Nie martwcie się, panowie... jestem i ja! Wiem, że w federacji są lepsi kandydaci na bycie gościem „specjalnym”. <Lopez uśmiecha się szyderczo.> Ale nie ma chętnych, a ja nie mogę zostawić was w potrzebie. Przemyślałem swoje zachowanie, zresocjalizowałem się prawie jak Kenneth Riddle i... przybyłem. Miałem czas, by zrozumieć, że Rob Van Dam to konkretny gość. Wie, gdzie uderzyć... <spogląda na Hajto> Daruj sobie teraz piłkarskie żarty. Po tym, gdy nasz GM skazał mnie na walkę z tamtym prymitywnym spaślakiem, a teraz dorzucił mu kolejnego, jeszcze głupszego klauna, boję się, że przy dalszych niesnaskach wymyśli coś jeszcze gorszego i być może zawalczę ja sam kontra wcześniej wymieniona dwójka i... Mike Brutal? To byłoby już zbyt wielkie stężenie głupoty. <parsknięcie> Tak czy siak... zaplusuję i zadbam o to, by nasze ukochane władze nie musiały wydawać kolejnych pieniędzy na jakiegoś zawodnika spoza federacji, który wyduka kilka zdań. Dzisiaj ja zajmę się komentowaniem, więc... co my tutaj mamy ciekawego?

Michael Cole: Bardzo dobrze cię widzieć, Lopezzo. Dziś mamy w karcie kapitalną walkę: Axel Blaze kontra Jorge Cavazos. Axel jest faworytem, ale czy Cava da radę?

Tomasz Hajto: Ivi Lopez, znakomita postać. Lepszego partnera w komentowaniu nie można było wymyślić. Cava myślę, że da radę. On jest na tyle mocny, że Axel może mieć problemy.

Jose Lopez: Czyli mamy starcie dwóch amatorów alkoholu, którzy obnoszą się z tym i jednocześnie aspirują do bycia ulubieńcami dzieciaków. Jasne! Ma to sens... Blaze to bierze i idzie walczyć o pas. <Jose przegląda kartki.> Następnie będzie... <wczytuje się jeszcze bardziej> Ktoś, kto bardzo lubi koty i ten od oliwek. Świetny pojedynek, nieprawdaż?

Michael Cole: Bardzo ciekawe starcie. Mateusz próbuje przełamać się po serii porażek, natomiast debiutant wypadł obiecująco.

Tomasz Hajto: Mateusz to człowiek, w którego mało kto wierzy, ale ja kiedyś komentowałem sport z Mateuszem. Tylko innym. I sport też był inny, dlatego trzymam za niego kciuki.

Michael Cole: Zbyszek Uszczelka kontra Edgar Dickinson. To jakby starcie dwóch światów. Jestem ciekawy twojej fachowej opinii, Jose. Jako wieloletni zawodnik różnych organizacji — wolisz walczyć z zawodnikami bliższymi tobie czy takimi, którzy są zupełnym przeciwieństwem Jose Lopeza?

Tomasz Hajto: Ja raz walczyłem na jednej gali, ale moim zdaniem łatwiej walczyć z kimś równym tobie. A ty, Ivi, jak się na to zapatrujesz?

Jose Lopez: Mam przez to rozumieć, że kimś równym tobie była starsza, bezbronna i niewinna osoba? W takim razie na pewno inaczej postrzegamy równość i wiele innych rzeczy. Ups... skąd ja to wiem? Dziwnym trafem w każdej pieprzonej federacji, w jakiej jestem, władze nabierają się na ciebie i cię zatrudniają, ale ty udawaj, że nie pamiętasz mojego imienia... chociaż ty raczej nie udajesz. Jesteś po prostu idiotą. <spogląda na Cole’a> A co do twojego pytania, Michael... wolę walczyć przede wszystkim z poważnymi rywalami. <patrzy na kartki> McŁowicz kontra Ryback... zapodam wam ciekawostkę. Po części dzięki temu osiłkowi dostałem angaż w mojej pierwszej poważnej federacji, jaką było PHW.

Michael Cole: Dla mnie ta walka to typowe 50/50. Nie ma tutaj wyraźnego faworyta, ale tej ciekawostki chętnie posłuchamy.

Tomasz Hajto: Może ty, Michał, chętnie. Ja po prostu spełnię swój obowiązek z klasą godną finału Ligi Mistrzów. Znacznie bardziej jednak ciekawi mnie starcie Preston Steele i Miguel Escobar kontra Dick A’Very Big i Jeff Brown. Szczególnie postać Dicka Advocaata może budzić duży respekt.

Jose Lopez: Nasz GM ma chyba fetysz dawania zawodnikom z Las Palmas dosyć „intrygujących” oponentów. Tak... kolejna ciekawostka! Miguel Escobar pochodzi z tego samego miasta co ja. Niestety. <wredny uśmiech> Tyle o tym starciu mogę powiedzieć. Przejdźmy dalej. <ponownie Lopez patrzy na kartkę> A, no tak... moja batalia przeciwko Puszystemu i... Tautu. Co powiecie o tym? Myślę, że wszyscy eksperci, którzy bawią się w Dave’a Meltzera, już mogą szykować minimum pięć gwiazdek.

Tomasz Hajto: Lopez, ciebie znam, Jeana znam, to kiedyś aktor był, w Kickboxerze grał, natomiast Tautu? Nie mam pojęcia, kto to jest.

Michael Cole: Przede wszystkim chciałbym o tej walce powiedzieć, że taki człowiek jak ty jest w oczach wielu zdecydowanym faworytem. Ja osobiście mogę powiedzieć, że twoja praca w ringu zdecydowanie mi imponuje i myślę, że realnie nie powinieneś mieć problemów w tym starciu. Chyba że Pierre na ciebie spadnie, to jednak gigantyczny gość. Kenneth Riddle kontra Zack Sabre Jr... Czy to nie jest przypadkiem najmocniejsza walka wieczoru w historii naszej federacji?

Jose Lopez: Doceniam wazelinę z twojej strony, Michael, ale bez przesady, bo tak jak Mateusz MW jest znany z wiadomo czego, to ja zaraz będę jego wazelinowym odpowiednikiem. <ironiczny uśmiech> Przechodząc do walki wieczoru, kojarzę Kennetha Riddle’a... chyba kilka pojedynków ze sobą nawet stoczyliśmy. Całkiem niezły jest. A Zack? Jeśli będzie mu szło tak dobrze jak wymyślanie nowych imion dla Riddle’a, to myślę, że... przegra.

Tomasz Hajto: Moim zdaniem jest tutaj potencjał na wybitny pojedynek, ale wyjątkowo zgadzam się z tobą. Riddle jest tutaj faworytem.

Michael Cole: My więc nie zanudzajmy, nie osądzajmy i nie przewidujmy. Dajmy ringowi popracować. Dziękujemy, Lopezzo, za dołączenie do naszego stolika i oddajmy głos ringowi!

Kamera przenosi nas teraz do ringu, w którym znajdują się Jorge Cavazos oraz Axel Blaze. Obaj mają w ręku mikrofonu, więc chyba będą mieli nam coś do powiedzenia.

Jorge Cavazos: Hola Amigos! Como estais!? *lekki cheer* U mnie ostatnio muy bien, mam nadzieję, że u was tak samo. Ci, którzy śledzili ostanie odcinki Colosseum wiedzą, że wygrałem ostatnią rundę turnieju i cały czas w nim jestem. Moja kariera zaczyna ostatnio nabierać niezłego rozpędu. Szczerze mówiąc, teraz już z perspektywy czasu mogę wam o tym powiedzieć. Sam się nie spodziewałem takiego obrotu spraw. Spodziewałem się, że na tym etapie raczej nie będę brał już udziału w turnieju. Jednak dzięki ciężkiej pracy jestem cały czas tutaj i nie zamierzam się cofać i doprowadzić cały ten turniej do mojego finalnego triumfu. Czy nie brzmi to bueno? Luchador bez maski, którego krytykuje pół środowiska zostaje pierwszym w historii LPW World Championem. Dla mnie to będzie potwierdzenie tego, że moja droga ma sens, a ta naprawdę nie była łatwa. Co prawda w debiucie pokonałem Mateusza MW, który nie okazuje się być zbyt mocnym przeciwnikiem, ale potem natrafiłem na Roba McŁowicza. Rob był bardzo mocny i nie udało mi się go pokonać. Rob, mam nadzieję amigo, że będziemy mieli okazję spotkać się w finale na LPW: Ascension i będę mógł ci udowodnić, że tym razem to ja będę tym lepszym. W ostatniej rundzie odkupienia wylosowałem Zygmunta Butlę. Jedni mogli by powiedzieć, że to przecież alkoholik, żaden przeciwnik. Ja osobiście nie mam nic przeciwko alkoholowi, ale wszystko powinno mieć swój czas i swoje miejsce. Zygmunt nie był łatwym przeciwnikiem, na tym etapie już nie było łatwych rywali i zagwarantowałem sobie miejsce w dzisiejszym półfinale. Nie możemy też zapominać o tym co wydarzyło się na koniec odcinka. Najpierw wylosowałem swojego przeciwnika Axela Blaze`a, a następnie wszyscy jako półfinaliści postanowiliśmy przejść do czynów. Wszyscy widzieliście jak to się skończyło. To ja stałem w tym ringu wskazując palcem na to logo *Jorge wskazuje palcem na logo LPW: Ascension*

Axel Blaze: Jorge, wiem, że angielski to nie jest Twój ojczysty język, ale jesteśmy w Indianie, domu legendarnego wyścigu Indianapolis 500, Ci ludzie zasługują na najwyższy poziom widowiska. *cheer* Nie bierz tego do siebie, kiedy ja popełniam błędy to też oczekuję, że ktoś zwróci mi na nie uwagę. I muszę przyznać, że w Louisville popełniłem ogromny błąd. Nie da się zaprzeczyć, że to ja zaatakowałem Cię jako pierwszy. Nie powinienem tego robić, za co przepraszam. Boleśnie przekonałem się, że nie tędy droga. Swoją drogą, chłopie, ale Ty masz kopyto. Na drugi dzień czułem się jak po ostro zakrapianej nocy. A skoro znowu jesteśmy przy alkoholu, po gali możemy wyskoczyć na kilka głębszych Cava Tequili. Bez względu na wynik. *cheer* Lubię Cię i bardzo szanuję, Jorge, ale tutaj muszę postawić granicę. Tutaj kończą się uprzejmości i czułe słówka. *Blaze staje twarzą w twarz z Cavazosem* Turniej trwa, a w nim każdy może liczyć wyłącznie na siebie. Za chwilę wybrzmi gong, a wtedy zaczniemy nasz koncert. Spokojnie, ja nie uznaję brudnej gry i coś mi się wydaję, że Ty też nie. Teraz wszystko inne schodzi na bok, liczy się tylko dobre show. Ascension czeka i tylko jeden z nas będzie mógł tam wejść jako kandydat do zdobycia pasa. I powiem Ci jedno - w życiu nie byłem tak blisko zapisania się w historii. A im bliżej tego celu jestem, tym bardziej jestem niebezpieczny. Nie rozpraszaj się, nie mrugaj, nie wstrzymuj ręki. Bo jestem gotowy iść na wojnę, żeby trwale wypalić swoje nazwisko w wieczności. Słyszysz jak wali mi serce? Już nie mogę się doczekać, bo wiem, że zaraz damy czadu. Jeszcze nigdy nie byłem tak gotowy, a Ty?

Jorge Cavazos: Na wstępie przyjmuję przeprosiny amigo, a wypad do baru napić się Cavy Tequili brzmi jak dobre romper el hielo. Ostanio to ty zaatakowałeś mnie pierwszy i muszę ci coś szczerze powiedzieć. Trochę Ciebie rozumiem, sam czułem już presję i ekscytację naszą walką, która odbędzie się za chwilę. Pewnie gdybyś Ty tego nie zrobił to mi mogłyby puścić nerwy i ruszyłbym po Ciebie. Na tym jednak dulces palabras się kończą jak sam to określiłeś. Wiem, że bardzo zależy Tobie na tym zwycięstwie i finalnie na zostaniu pierwszym LPW Wolrd Championem w historii. Zresztą byłbyś głupim, gdybyś wziął udział w turnieju w momencie, kiedy by Tobie nie zależało. Wiem, że postarasz się zrobić wszystko, co w twojej mocy aby mnie dzisiaj pokonać i pozostać w stawce turniejowej. Powiedziałes, że jesteś blisko zapisania swojej karty w historii. Ja może jestem trochę dłużej w tym biznesie. Może już osiągałem sukcesy w swojej karierze. Ale nigdy nie osiągnąłem takiego sukcesu jak teraz - nigdy nie zostałem World Championem i nigdy nie byłem twarzą federacji. Nie zamierzam z tego rezygnować. Wiem, że będziesz ciężką przeprawą, ale już nie raz w życiu miałem ciężko i jestem zahartowany. Jesteś faworytem, ale dla mnie to nawet lepiej. To jest pozycja w jakiej to ja się czuje najlepiej, jak peces en el agua. Większość mojego życia byłem skreślany i stawiany na przegranej pozycji. Musiałem sobie z tym radzić i teraz nie będzie inaczej. Myślisz, że możesz mi zagwarantować coś więcej niż piekło gorącej Tijuany albo twarde i zimne cele meksykańskiego więzienia? Nie sądzę, ale mam nadzieję, że kiedy sędzia klepnie trzeci raz w matę i uniesie moją rękę do góry to nie będziesz miał problemu, żeby potem wychylić w barze wspólnie jedną szklankę czy dwie. Pytasz mnie czy jestem gotowy na naszą walkę? Musisz zapytać najpierw siebie - czy jesteś gotowy na zderzenie z El Locomotorą?

Axel Blaze: Ty mnie chyba nie słuchałeś, amigo. *Blaze puszcza oczko* Nie lubię się powtarzać, ale dla Ciebie zrobię wyjątek. NIGDY! NIE BYŁEM! BARDZIEJ! GOTOWY! *cheer* Skup się, Jorge. Żarty się skończyły. Zabawa się skończyła. I bycie miłym też się skończyło. Przynajmniej na dopóki walka będzie trwać. Później, jeśli to Twoja ręka powędruje w górę, stawiam pierwszą kolejkę. Mówisz o piekle gorącej Tijuany i zimnej meksykańskiej celi, ale na mnie nie robi to wrażenia. Widzisz, ja wychowałem się na ranczu w Teksasie. Upał i tornada nie są mi obce. Tak samo jak uczciwa, ciężka praca przy hodowli bydła. I wiesz co, Jorge? Umiejętności poskromienia krnąbrnego byczka wyssałem już mlekiem matki. Co prawda nie siedziałem, ale dyscypliny nauczyła mnie religia i futbol. Ty dorastałeś tam. Ja dorastałem tutaj.  Inne języki, domy, historie... a jednak obaj skończyliśmy w tym samym miejscu. Liczy się tylko to, co jest tu i teraz. Popatrz na to. *Blaze unosi przedramię, na wysokość wzroku Cavazosa. Na skórze widać gęsią skórkę* Właśnie dla takich chwil żyję! Emocje, adrenalina, walka - to mnie napędza, to jest mój sposób na życie. I właśnie dlatego tak cholernie nie mogę się doczekać, aż zabrzmi gong. Nie dlatego, że chcę Cię upokorzyć. Nie dlatego, że chcę Ci coś udowodnić. Nie dlatego, że Cię nienawidzę. Tylko dlatego, żeby postawić kolejny krok w drodze ku wielkości. Nawet jeśli będę musiał się zderzyć z pieprzoną Lokomotywą to stanę na baczność i będę czekał aż we mnie wpadnie, a później otrzepię się i zapytam czy ma dla mnie coś jeszcze! *cheer, Blaze podchodzi jeszcze bliżej i patrzy prosto w oczy Cavazosa* Mam nadzieję, że to co widzę teraz w Twoich oczach to nie strach... bo inaczej właśnie przypieczętował Twój los. Ale może przestaniemy w końcu gadać i damy im coś, czego nigdy nie zapomną?! *cheer* I niech ring zapłonie!

Zawodnicy jeszcze przez chwilę toczą pojedynek na spojrzenia, aż w końcu rozdziela ich sędzia i nakazuje udać się do narożników. Na odchodne jeszcze mamy uścisk dłoni między Panami i faktycznie przechodzą do przeciwległych narożników, a sędzia zaczyna sprawdzać ich gotowość przed walką.

Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Axel Blaze vs Jorge Cavazos
[Obrazek: 7tdYRZp.png]

Wracamy do pojedynku po reklamach i widzimy jak Axel trzyma rywala w Headlocku na macie. Jorge zaczyna powoli wstawać, a gdy już jest na nogach to spycha rywala przed siebie. Blaze odbija się od lin i mamy Shoulder Block, ale na Cavazosie nie robi to wrażenia. Mr. Forever przechodzi do kolejnego Shoulder Blocka, ale dalej nie jest w stanie ruszyć Fiesta Monstera. Meksykanin krzyczy mu nakręcony prosto w twarz, a Amerykanin wychodzi z założenia, że do trzech razy sztuka i chce wyprowadzić trzeciego Shoulder Blocka, ale wpada wprost na No More Tequila, po którym natychmiast przypina…1…2…break. El Locomotora wygląda jakby trochę się tego spodziewał, więc podnosi przeciwnika i wynosi go pod Vertical Suplex. High Life Warrior jest jednak na tyle przytomny, że broni się kolanami w głowę rywala przez Jorge musiał go puścić, a Axel wykorzystuje chwilę, aby wyprowadzić Bicycle Knee Strike. Cavazos chwieje się na nogach, więc Blaze idzie dalej za ciosem i wykonuje Ushigoroshi, po którym przypina…1…2…Fiesta Monster kładzie nogę na linie. Mr. Forever jest zmuszony kontynuować pojedynek. El Locomotora wraca na nogi, a Legend in Making przechodzi do próby Drive By, jednak na próbie się kończy, bo Bone Breaker w odpowiednim momencie wynosi go do góry i mamy potężny Powerbomb! Axel nieco oszołomiony, ale od razu wstaje i nadziewa się na Big Boot. Blaze coraz wolniej, ale znowu wstaje i dostaje kolejny Big Boot. Amerykanin wraca ponownie na nogi i wyprowadza Clothesline, ale Cavazos robi unik pod jego ręką. Blaze odbija się od lin i wpada wprost na Clothesline From Tijuana. Fiesta Monster nakręcony macha linami w takim stylu, jak to kiedyś robił Batista przy owacji całej areny. Mr. Forever wraca na nogi, a latynos wynosi go pod C Factor, jednak High Life Warrior szarpie się i daje radę zsunąć się za jego plecy. Axel wykorzystuje okazję, że Jorge dopiero co się odwrócił i mamy Lariat. Latynos jednak od razu wstaje, ale mamy kolejny Lariat. Bone Breaker jest wyraźnie zirytowany, że dostaje teraz lanie i sam wyprowadza Big Boota, ale przeciwnik robi unik pod jego nogą, odbija się od lin i mamy Facebreaker Knee Smash! Meksykanin pomaga sobie utrzymać równowagę przy pomocy narożnika, a Blaze idealnie wykorzystuje tą okazję dokładając Corner Clothesline. Tym razem to Mr. Forever wchodzi na falę i przy owacji fanów czeka aż oponent wstanie, aby zapiąć mu Last Breathe, jednak Cavazos chyba się tego spodziewał, bo chwiejnym krokiem od razu się cofnął łapiąc się lin przez co sędzia był zmuszony przerwać submission. Fani nagradzają poczynania zawodników ogromnymi brawami. Widać, że obydwoje już są zmęczeni, ale to Amerykanin pierwszy wyprowadza mocny sierpowy. Fiesta Monster nie pozostaje mu dłużny i odpowiada tym samym. Wymiana nam się nakręca coraz bardziej i coraz szybciej panowie wyprowadzają cios za cios. Z całej wymiany lepiej wychodzi Legend in Making, który chce rywalowi dołożyć Bicycle Knee Strike, ale Jorge zdołał w ostatniej chwili zejść z lini ataku i oszałamia rywala Big Bootem w tył głowy, po którym dokłada jeszcze C Factor. Mr. Forever na jego szczęście wiedział, że zaczyna się robić i nieciekawie i wytoczył się z ringu. Cavazos idzie za ciosem i wychodzi za rywalem tylko po to, aby wrzucić go z powrotem do kwadratowego pierścienia. El Locomotora od razu wchodzi za nim do ringu, jednak jednak Axel od razu wykonuje Gut Kick i wynosi Jorge pod Fade to Black, ale Fiesta Monster broni się łokciami w głowę rywala przez co musi go puścić. Meksykanin od razu bez namysłu odbija się od lin i wykonuje Cava Shock, lecz przeciwnik przeskakuje nad nim. Cavazos ponownie odbija się od lin i ponownie próbuje Cava Shock, ale nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Bone Breaker chwieje się na nogach, a Blaze wykonuje mu Fade to Black! Od razu pinuje…1…2…3! Axel Blaze przechodzi do wielkiego finału!

Earlier Tonight

Kamera przenosi nas do jednej z szatni. Na drzwiach widnieje lekko już zdrapany napis „Uszczelka”. W środku widzimy poczciwego hydraulika, który w kącie obwiązuje sobie dłonie pakułami. W tym momencie rozlega się dzwonek telefonu „Mydełko Fa”. Fachowiec odbiera komórkę i marszczy brwi.

Zbyszek Uszczelka: Panie Robie, ale ja mam walkę... Ja wiem, że się leje, ale to do tego służy, żeby się lało. Wybuchnie panu pożar, to... Dobra, ale robię to tylko ze względu na nazwisko. Ten pana krewny, co na tirach się rozkraczał, to był majstersztyk. Dobra, idę…

Obraz kamery kieruje się na parking, gdzie przy cieknącym hydrancie stoi dwóch ekspertów — jeden od wody, drugi od wody z kreską. Fachowiec instruuje swojego towarzysza, jak ma dokręcić śrubę.

Zbyszek Uszczelka: Kurwa, Zygmunt, to musisz z wyczuciem, jak z nakrętką od ruskiego szampana. Odkręcisz za szybko i ci wypierdoli ciśnienie. Ja bym ci to zrobił, ale już ręce pozaklejałem.

Zygmunt Butla: Z wyczuciem, z wyczuciem... Raz kiedyś otworzyłem pół litra z takim wyczuciem, że korek nawet nie wiedział, że już było po nim.

Zygmunt przykłada klucz do jednej ze śrub i zaczyna kręcić w losową stronę. Po chwili zauważa, że kręci w tę złą.

Zygmunt Butla: Cholera, nie w tę stronę.

Butla przekręca mocniej i nagle słychać, jak hydrant zaczyna syczeć. Przez moment słychać tylko ciche „o kurwa”, aż nagle strumień wody trafia go prosto w twarz. Zygmunt szybko się odsuwa, przeciera twarz i spogląda na hydrant, z którego dalej leje się woda, dosięgając także zaparkowanych obok aut.

Zygmunt Butla: Kurwa, Zbyszek, nic żeś nie mówił, że to tak potrafi! A ten strumień to też nie piwo...!

Wykrzykuje to do kolegi tak, jakby cała sytuacja wcale nie była jego winą.

Zbyszek Uszczelka: Zygmunt, ja mam nadzieję, że ty w poprzednim życiu byłeś lakiernikiem... A nie, czekaj... Nic się nie stało. Już się bałem, że w moją Renóweczkę trafiłeś, ale doleciało tylko do tego buraka, co mu tatuś auto kupił. Spokojna głowa. Tata ma, tata da.

Całe zajście widzą idący z drugiej strony parkingu Preston Steele oraz Miguel Escobar. Obaj panowie ubrani są w garnitury, które już na pierwszy rzut oka wyglądają na drogie. Po ich minach widać wściekłość, ale, co ciekawe, na twarzy Hiszpana maluje się znacznie większa złość.

Preston Steele: Buraka? Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, ile taki Maybach może kosztować? Oczywiście, że nie. Taki udany hydraulik jak ty pewnie całe życie haruje, a koniec końców i tak nie zarobi tyle aż do śmierci. Możesz być pewien, że nie zamierzam tego tak po prostu zostawić. Moi prawnicy ogołocą cię z każdego dolara, jaki wpadnie ci do kieszeni w najbliższym czasie. Albo w sumie mam lepszy pomysł. Odpracujesz to. Mam dziesięć tysięcy metrów kwadratowych trawnika w swojej willi. Przynajmniej zaoszczędzę na ogrodnikach. No chyba, że to też byś umiał zepsuć.

Miguel zerka ze zdziwioną miną na Prestona, a następnie przemawia podniesionym głosem.

Miguel Escobar: Co ty wyprawiasz? Z takimi ludźmi nie ma sensu dyskutować. Przecież to margines społeczny. Oni nawet nie wyobrażą sobie terenu tego trawnika. Tutaj słowa nic nie dadzą... ¡Perdedores! ¡Pagarán por esto!

Hiszpan wykrzykuje te słowa i momentalnie doskakuje do Zygmunta, łapiąc go za gardło. Wykrzykuje do niego jeszcze kilka słów, ale nie zdąża zrobić nic więcej. Najpierw Uszczelka odpycha go od Butli, a następnie na miejscu pojawia się ochrona. Ochroniarze łapią nadal zdenerwowanego Escobara, który cały czas odgraża się Zygmuntowi i Zbyszkowi. Preston próbuje go uspokoić, ale na niewiele się to zdaje. Miguel każe ochronie go puścić, a ta faktycznie to robi, jednocześnie ustawiając się przed nim, aby nie mógł ponownie zaatakować. Escobar odwraca się, spogląda na Steele’a i z zaciśniętymi pięściami opuszcza parking.

Kamera przenosi nas na zaplecze LPW Colosseum, gdzie przy stanowisku wywiadowym stoi Renee Paquette. Renee spogląda w kamerę, po czym unosi mikrofon z logiem LPW. WKrótce obok niej pojawia się nowy nabytek LPW El Garra De Gato

Renee Paquette: El Garra, za chwilę czeka cię twój pierwszy pojedynek w LPW, a po drugiej stronie ringu stanie Mateusz MW, zawodnik większy, silniejszy i bardzo bezpośredni. Dla wielu osób to będzie pierwsza okazja, żeby naprawdę zobaczyć, kim jesteś między linami. Co chcesz dziś udowodnić publiczności, Mateuszowi i całemu rosterowi LPW?

El Garra De Gato: <span title=Droga-pani>Estimada señora Renee</span>, przez całą moją karierę byłem wyszydzany i wyśmiewany przez takich ludzi jak señor Mateusz. Nikt nigdy nie widział w El Garra De Gato powodu do szacunku, lecz każdy z nich się mylił… Chce pokazać, że kocie uszy nie czynią nikogo słabszym! Każdy młody señor i każda młoda señora na całym świecie muszą w siebie uwierzyć, nie poddawać się i nie dać sobie wmówić, że są gorsi! <span title=Dzisiejszego-wieczoru>Esta noche</span> udowodnię co znaczy <span title=pazur>el garra</span>! Niech MateuszMW będzie przykładem, że siła i wielkość to nie wszystko. Liczy się serce, pasja i wiara w to co się czyni!

Renee Paquette: Mówisz, że kocie uszy nie czynią nikogo słabszym. Dla jednych to może być tylko kostium, dla ciebie wygląda to jednak jak coś znacznie ważniejszego. Co tak naprawdę oznacza dla ciebie ta kocia natura, którą pokazujesz światu?

El Garra De Gato: Dla mnie ten strój… ta maska…*Kociarz poprawia maskę, zmieniając przy tym ton na poważny* El Gato to symbol niezależności, dyscypliny, odwagi i drapieżnej natury. Szlachetność, jest kocim dziedzictwem, które wziąłem na swoje barki. *El Garra wraca do pozytywnego tonu mowy* Jest to również dla mnie bardzo ważny hołd, dla <span title=mojego-przyjaciela>mi amigo</span> El Queso. To on dał mi wiarę, ale i nadzieję, że każda zła natura człowieka może zostać zwalczona, bez względu na to, czy przeciwnik jest wysoki, niski, gruby czy chudy, czy jest silny, szybki, niebezpieczny… Wierzę, że to co przedstawię w ringu LPW zainspiruje świat do zmiany na lepsze. <span title=nasz-wspólny-lepszy-świat>Nuestro mundo compartido y mejor</span>!

Nie pada jednak kolejne pytanie ze strony Renee. Wszystko zostaje nagle przerwane za sprawą niespodziewanego pojawienia się Derricka Mantela.

Derrick Mantel: Kogo my tu mamy? Kolejny cyrkowiec, który próbuje się wyróżnić swoją barwną osobowością... *śmiech Mantela* Niestety miałem okazję słuchać tego całego bełkotu i im dłużej to trwało, tym bardziej odnosiłem wrażenie, że mam tutaj do czynienia z potencjalnym pacjentem zakładu psychiatrycznego. Rozumiem twoją desperację. Nie chcesz zostać zapomniany. Obrałeś przy tym jednak bardzo zły sposób. Twoja maska... To wszystko, co sobą prezentujesz... Widzę w tym wyłącznie potencjał na kolejną cyrkową małpkę. Widziałem różne dziwadła, ale ty bijesz je na głowę. Rozumiem dziwne upodobania, ale kocia maska i twoje bełkoty o kocim bractwie, noszącym się po zapleczu... Ktoś tu chyba zapomniał o lekach.

El Garra De Gato: Derrick... jesteś wyjątkowo wygadany, cabrón, jednak nie zauważasz, jak niesamowicie bardzo wszyscy są tym zmęczeni. Tak ślepo poszukujesz normalności dookoła, tak bardzo cię to boli... *El Garra kręci głową z dezaprobaty* stałeś się zwykłym wrzodem na dupie! Los fans del LPW, każdy z nich ma dość ciebie i tego co sobą reprezentujesz... a ja stoję wraz z nimi w masce, która tak potwornie na ciebie działa! Mówisz, że widzisz we mnie <span title=pacjenta-zakładu-psychiatrycznego>paciente en un centro psiquiátrico</span>, chociaż to tobie przydałaby się terapia *Kociarz sarkastycznie się uśmiecha*, bo skoro nie możesz znieść chociaż chwili bez tego zbędnego ględzenia, to może wyspecjalizowany terapeuta będzie w stanie cię wysłuchać, <span title=gaduło>hablador</span>! Bo prawda, której za nic w życiu nie chcesz zaakceptować, jest taka, że nikogo nie interesuje co masz do powiedzenia, <span title=nieudaczniku>perdedor</span>!

Derrick Mantel: Jeśli jestem wrzodem na dupie, to muszę Cię zmartwić. Nie spocznę, nim nie oczyszczę tego miejsca z ludzi, którzy uważają, że kostiumy i różne dziwaczne osobowości czynią ich ważnymi. LPW nie potrzebuje dziwacznych osobowości, lecz osób, które rozumieją, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Szczerze? Nie interesuje mnie jakoś szczególnie to, co o mnie mówią inni. Wolę skupić się na swojej misji, a ta była już jasna od samego początku. Dla kogoś takiego jak Ty jest to zabawa. Dla mnie to coś więcej. Miejsca takie jak to potrzebują ludzi takich jak ja. Ty natomiast... *chwilowa pauza* jesteś jedynie chwilą. Przez jakiś czas może być o Tobie głośno. Będą zapewne pojawiały się liczne artykuły o Kociarzu jako nowym talencie. Nie będzie to trwało wiecznie. Gdy efekt świeżości minie i zostaniesz odstawiony na półkę niczym nikomu niepotrzebna zabawka, zrozumiesz, że tak naprawdę miałem rację. Wszyscy to zrozumieją. Teraz każdy może się śmiać, uważając mnie za dziwaka. Za jakiś czas każdy będzie mnie przepraszał, ale na przeprosiny już będzie za późno. Jeśli nadal uważasz, że jesteś kimś więcej niż typem w dziwacznej masce, to mam dla Ciebie pewną radę. Miej oczy dookoła głowy, bo nigdy nie będziesz wiedział, kiedy Twoja kara nadejdzie.

Po słowach padających z ust Mantela dochodzi do dość napiętej wymiany spojrzeń. Po chwili Derrick wycofuje się, podążając w nieznanym kierunku, a Garra rusza w stronę ringu, gdzie za moment zmierzy się z Mateuszem MW.


Singles Match: El Garra De Gato vs Mateusz MW
[Obrazek: JxbGrSN.png]

Kamera przenosi nas do ringu, w którym znajdują się Mateusz MW oraz debiutujący El Garra De Gato. Ten pierwszy dominuje nad debiutantem na tą chwilę trzymając go w head locku. Meksykanin podnosi się z kolan na równe nogi i zaczyna wypłacać łokcie na korpus przeciwnika. Polish Fucker odpuszcza, ale nie chce dać mu dużo czasu na nabranie oddechu. Wypłaca kolano na brzuch, odbija się od lin. Jumping Clothesline… Nie! Kociarz schyla się, a Mateusz odbija od lin i inkasuje Running Elbow Strike. Luchador poczuł teraz krew i nie odpuszcza. Polak wstaje, ale tylko po to, aby przyjąć Tiger Suplex. Koci Luchador nie zatrzymuje się i wchodzi na narożnik. Diving Elbow Drop?! Connected! Pin... 1... 2... Kickout! Mateusz podnosi się do pozycji siedzącej i mówi do rywala, że to nie wystarczy, aby go pokonać. Gato Oscuro chyba jest innego zdania, bo wypłaca teraz oponentowi serię kopnięć na ziemi. Sędzia zaczyna liczyć, ale zawodnik z Rosarito odpuszcza od razu. Krakus powoli wstaje, a przeciwnik napiera na niego... Ale został tylko poczęstowany Forearm Smashem prosto w twarz. Meksykanin wyraźnie to odczuł, bo aż przyklęknął na jedno kolano. To daje czas dla The Big MW, który odbija się od lin i dokłada Jumping Clothesline. Luchador aż odbija się plecami na równe nogi, a Polak dokłada kolejny Jumping Clothesline. Kociarz jest teraz ewidentnie w kłopotach, a krakowianin nie odpuszcza. Kiedy tylko rywal wstał, od razu łapie go za głowę i dokłada mu Suplex. Zamaskowany zawodnik czołga się teraz do narożnika. Mateusz przejeżdża kciukiem po swoim gardle, sygnalizując, że będzie chciał wykończyć swojego oponenta. Kociarz wstał, krakus biegnie... Corner Splash?! Connected! The Big MW chyba poczuł się teraz bardzo pewnie, bo sięga teraz pod swoje spodnie dresowe i wyciąga z nich dziecięcą oliwkę. Wiemy co to oznacza, łysa głowa krakowianina została już cała zlana tym specyfikiem, a to może nam sygnalizować koniec walki. Przynajmniej Mateusz ma takie wrażenie. Czy to będzie Łysy Punch?! Nie, Koci Luchador od razu z wielką siłą przechwytuje rywala łapiąc go za korpus i wynosi na swoje ramiona. Potężnym Powerslamem wbija przeciwnika w matę! Polish Fucker próbuje powoli wstać łapiąc oddech. Robi to z pomocą lin, a kiedy odrywa od nich swoje ręce Meksykanin od razu bierze rozbieg i mamy Running Crossbody. Pin! 1... 2... W ostatniej chwili Mateusz kładzie nogę na dolnej linie, a sędzia nie ma wyboru i musi przerwać liczenie. Gato Oscuro chwilę próbuje dojść do porozumienia z sędzią co przed chwilą się wydarzyło... Ale Polak to wykorzystuje. Gut kick... I potężnie wbija przeciwnika głową w matę za pomocą DDT! Polish Fucker nie chce odpuścić rywalowi i ponownie z pośpiechem polewa głowę oliwką, a następnie energicznie ją rozmasowuje po głowie. Czy tym razem Łysy Punch dojdzie do skutku!? Nie! Luchador popycha go w stronę lin, a ten się od nich odbija i inkasuje silny Spinebuster! Kociarz ewidentnie ma już dosyć walki z Mateuszem i będzie chciał ją zakończyć. Polak powoli wstaje, a Koci Luchador powoli zachodzi go od tyłu. Gato Sleeper?! Nie! Polish Fucker wyrywa się i popycha rywala na liny. MW Kick!? Gato Oscuro unika kopnięcia i sam wyprowadza Garra Slam! Connected! Pin! 1... 2... 3! Koci Luchador w pięknym stylu wygrywa w swoim debiucie!

Video Promo - część 1

Kamera przenosi się na ciemną ulicę. Widać, że jest to wcześniejsze nagranie, ponieważ zdecydowanie jest to środek nocy. W oddali słychać nucenie i pogwizdywanie, a po chwili widać zbliżającą się postać - czarną i zakapturzoną, powoli zbliżającą się i wypełniającą coraz to większą część kadru.

???: Skibidi toilet goni mnie, śpiewając tę piosenkęęęęę... Jesteśmy niepokonani!

Mężczyzna, a w zasadzie chłopaczek (bo można się już domyślić iż jest to Elias Shadow), zaczyna się śmiać, jednak po chwili wraca do śpiewu, tym razem śpiewając swój autorski tekst, ale wciąż w tym samym rytmie.

Elias Shadow: Jestem Brutal, klepię tutaj... Mata jest klepana, jak mama przez tatę z ranaaaaaaa!

W tym momencie Elias zostaje złapany od tyłu a do jego ust zostaje przyłożona biała ściereczka! Młodzieniec natychmiastowo osuwa się do tyłu, na swojego zamaskowanego napastnika, który pozwala mu się przewrócić, łapie go za ręce i zaczyna ciągnąć po ziemi, w kierunku zaparkowanego nieopodal samochodu. Bagażnik zostaje otwarty, a zamaskowana postać wrzuca do środka Beta Wolfa! Po chwili siada za kierownicą i odjeżdża, a obraz z kamery czernieje...

LPW ASCENSION JUŻ 5 LIPCA - TRANSMISJA LIVE NA NASZYM DISCORDZIE

Obraz z kamery przenosi nas do... szatni, gdzie znajduje się sam Jean-Pierre Dolnick. Ubrany jest już w swój wrestlingowy outfit, a jak on wygląda? Dowiecie się, gdy będzie mi się chciało. Grubas siedzi na ławeczce i coś czyta... podejrzana sprawa. Jest to chyba... słownik? Jean jest bardzo skupiony.

Jean-Pierre Dolnick: P-p..pyszałek..

Dolnick duka pod nosem definicję tego słowa. Chyba próbuje to dokładnie zrozumieć, w końcu Big Jean zamyka słownik lekko podirytowany.

Jean-Pierre Dolnick: Gówno jakieś obesrane... <Dolnick bierze do ręki telefon, który ma obok> Dobra, ja to inaczej załatwie, ja się nie będę cackać. GEMINI. Podaj mi definicję słowa ''py...szalet''

Sztuczna inteligencja załapała, że chodzi prawdopodobnie o słowo pyszałek i nauczyła Jeana, co znaczy ten wyraz. Nagle drzwi do szatni otwiera... Maxwell.. nie, Pill Tau.. nie! Pillwell Tausom! Grubas spogląda na to i nie dowierza, jest podirytowany. Tausom z zacieszem na twarzy i wilgotnymi włosami wchodzi do pomieszczenia, mając w ręku baniak z wodą, na której jest bardzo improwizowana naklejka z napisem: ''Uwilgiatniacz 3000''. Pilwell odkłada go na podłogę.

Pillwell Tausom: Hej, Jean! <uśmiech> Widzę przygotowujesz się do naszej walki, staniemy w ringu jak za starych dobrych czasów! <patrzy na wkurwionego Dolnicka> Widzę w tobie tę ekscytację i nie dziwię się, ja sam nie mogę już się doczekać! <jeszcze szerszy uśmiech>

Dolnick wstaje z ławki i łapie za fraki Tautu. Ten się zarumienia, a przynajmniej chciałby, bo nie jest prawdziwym Ransomem.

Jean-Pierre Dolnick: Ty pojebie! Co ty wygadujesz w ogóle! Ubzdurałeś sobie, że jesteś Maxwellem, a nie masz z nim nic wspólnego! Jeszcze ta walka... po co ty polazłeś do tego Roba Van McŁowicza? Ja nie potrzebuję nic temu Lopezowi udowadniać, wygrał dlatego, że po 1... to miałem 5 lat przerwy w ringu. A po 2 i najważniejsze, to wpadł we mnie i mi zepsuł posiłek! Jak głodny miałem dać z siebie wszystko? Chyba każdy to rozumie i wie, że tak naprawdę to bym wygrał.. więc w dupę sobie wsadź to starcie! Przez ciebie to wszystko.

Pilwell Tausom: Ach, Jean... Tyle wigoru w tobie! Damy radę na spokojnie, wyluzuj! <wyrywa się Grubciowi z szerokim uśmiechem> Tylko musisz coś zrobić z tymi włosami.. co to jest w ogóle, są strasznie suche. Masakra jakaś...

Jean-Pierre Dolnick: O ty chuju! Przesadziłeś, kradniesz nawet najważniejszy tekst Maxwella o wilgotnych włosach, to przegięcie! Jesteś jak ten cały Dan Downson, co mi podwędził motyw listy! Rozumiesz to? To ja stworzyłem białą listę i mało tego, on tam nawet kiedyś trafił! Paranoja jakaś.

Pilwell Tausom: Spokojnie partnerze. Musisz wziąć wdech i wydech. <uśmiech> Aż pić mi się zachciało..

Tausom sięga po swój baniak z wodą i możecie się domyślić, że wcale nie chciało mu się pić. Pillwell wylewa wodę na głowę Dolnicka. Ten zszokowany stoi w miejscu i nie dowierza, co się właśnie stało.

Pilwell Tausom: O wiele lepiej, z tak wilgotnymi wlosami teraz na pewno naklepiesz Lopezowi!

Fake Maxwell Ransom uśmiecha się szczerze, po czym momentalnie ucieka z pomieszczenia. Mokrym i totalnie rozsierdzonym Dolnickiem kończymy przedstawienie. Obraz z kamery znika.

NA STRONIE LPW MOŻNA ZAKUPIĆ JUŻ NAJNOWSZY MERCH FEDERACJI

Kamera zabiera nas na zaplecze. Możemy zobaczyć korytarz wiodący zawodników do wejścia na arenę. Przestrzeń jest nieco zatłoczona. Nie brakuje przenoszących rekwizyty technicznych, jak i omawiających coś między sobą oficjeli w garniturach. Tłok ten właśnie sprawił, że w kadrze widzimy jak blisko siebie znaleźli się bohaterowie nadchodzącego starcia. Zbigniew Uszczelka oraz Edgar Dickinson i to do nich, przygotowujących się do walki zmierza kamerzysta.

Edgar Dickinson: Dzień dobry Panie Zbigniewie. Nie mieliśmy chyba wcześniej przyjemności się poznać, a jednak dobrze znamy wzajemnie swoje personalia. To bardzo wygodne prawda? Nie musimy przechodzić przez, ten często niezręczny, protokół przedstawiania się. Muszę przyznać, Panie Zbigniewie, że zaskakuje mnie to jak ważną rolę wraz z swoim przyjacielem pełni Pan w naszej historii. Naprawdę często nie doceniamy siły pracujących rąk prawda? Niemniej jednak mam duże obawy, że może być to na jakiś czas koniec Pana przygody w mojej głównej linii fabularnej.

Uszczelka spluwa na podłogę i głośno odchrząkuje, po czym wyciera rękę o strój zostawiając na nim ślady smaru.

Uszczelka: Pan żeś jest ten artysta co to wierszyki pisze ta? Ja zawsze uważałem, że te gryzipiórki to ino chcą zarobić, a się nie narobić. Jak chcesz się pan ze mną spróbować to się pan postaraj. Jak mały byłem to mamusia mnie czytali taką bajkę, znasz Pan? "Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna i pot z niej spływa.." To ja właśnie jestem taka ciuchcia, więc nie stój pan na torach bo się wykoleisz.

Poeta zmarszczył brwi i spoważniał, a jego głos z przyjaznego i zaczepnego zmienił się w szorstki.

Edgar Dickinson: Znane mi są bajki Tuwima, wielokrotnie przełożono jego dzieła na mój język. W Pana wieku wypadałoby jednak już sięgać po inne dzieła tego artysty.
“O przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi”
“Do prostego człowieka” Powinno do Pana przemówić. Jestem Pana rywalem, ale nie wrogiem, proszę tego nie mylić. Gdzie indziej musi Pan szukać odpowiedzialnych, za to jak wyglądają chociażby losy Pańskiego przyjaciela. Może jeszcze zrozumie Pan z czym tak naprawdę się ścieramy, wierzę, że ma to Pan gdzieś na dnie serca.

Uszczelka: Nie będziesz mi tu wierszokleto mojego druha obrażał. Sam pan masz morde umazaną jak za przeproszeniem wyciągnięty z kolektora ściekowego, a innych będziesz oceniał. Zygmunt może i wychyli za dużo, ale serce to ma chłop złote. Ja może i jestem prosty chłop jak żeś mnie pan nazwał, ale jak z panem skończę to pan będziesz połamany chłop.

Uszczelka akcentuje ostatnie słowa z wrednym uśmiechem i odchodzi odprowadzany zdegustowanym spojrzeniem Poety..

Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Zbyszek Uszczelka vs Edgar Dickinson
[Obrazek: KFBhd0b.png]

Wracamy do ringu po reklamach. Akurat Edgar kończy się wspinać na narożnik, natomiast Zbyszek powoli zbiera się z maty. Poeta czeka na odpowiedni moment, tauntuje i w końcu skacze, kiedy Majster stoi już twardo na nogach. Diving Crossbody! Ale Uszczelka wykazuje się niezwykłą siłą! Bez problemu łapie Dickinsona. Polska Górom! Publiczność nie wydaje się zbyt zadowolona z takiego obrotu spraw, jednak Betonowy Syfon nic sobie z tego nie robi i częstuje swojego przeciwnika Zaliczką na Materiał! Zadowolony z siebie Fachowiec przesuwa się do lin, aby przybić piątkę Butli... ale przecież jego od samego początku tam nie ma. Co wyprawia Uszczelka? Ewidentnie potrzebuje chwili, żeby dojść do siebie, ale w końcu przechodzi do pinu… jednak nie, roll up! 1... 2... Kick Out! To tylko rozjuszyło Zbyszka! Jakimś cudem dźwignął się z maty szybciej niż rywal i od razu ruszył z kopyta do ataku. Clothesline! Wkurzony Polak nie pozwala wstać Edgarowi i częstuje go serią Punchy. Jeszcze raz próbuje pinu. 1... Kick Out! Irlandczyk się nie poddaje. Ale to tylko woda na młyn dla Zerwanego Gwintu. Podnosi on bowiem swojego przeciwnika, wypłaca mu solidny Headbutt, po którym klask było słychać najprawdopodobniej aż Polsce, a zaraz po nim wynosi Dickinsona pod Będzie Pan Zadowolony! Szykuje się koniec walki! Jednak w powietrzu Poeta zaczyna się szarpać w każdą stronę i Polak musi go odstawić. Kilka punchy w solidny bojler i Edgar daje radę wyrwać się z uchwytu. Od razu wypłaca Zbyszkowi szybkie Enzuiguri, choć to nie wystarczy, aby powalić potężnego Majstra. Oj, tanio skóry nie sprzeda. Zachwiał się, ale nie upadł. Dickinson wcale się nad tym nie zastanawiał. Zrobił krok wstecz, aby natychmiast dołożyć jeszcze Plot Twist! Betonowy Syfon pada na matę jak rażony piorunem. Od razu mamy pin. 1... 2... Kick Out! Publiczność jest niepocieszona, Crow Prince już obmyśla dalszy scenariusz. I wygląda na to, że faktycznie jest niezwykle kreatywny i potrafi szybko przelać myśli na papier. Momentalnie zrywa się na równe nogi, ustawia tyłem do przeciwnika i popisuje się fenomenalnym Moonsaultem! Wylądował perfekcyjnie na dorodnym mięśniu piwnym potężnego Polaka i tym samym mamy kolejny pin. 1... 2... Nic z tego! Zawodnik z Siedlec ani myśli bawić się w Najmana i nie zamierza łatwo odpuszczać. Powoli zbiera się maty, ale tam już czeka na niego The Dreamer, który odbija się od lin i niesiony dopingiem publiczności pędzie prosto na Zbyszka. Jednak, jak to mówią, mądry Polak po szkodzie, Uszczelka już nie raz w tej walce widział taką sytuację i kolejny raz nie da się na to nabrać. Przepuszcza biegnącego rywala, lekko popychając go w plecy. Ten jeszcze raz odbija się od lin i nabiera jeszcze większej prędkości, lecz Majster tylko na to czekał. Przygotował się i solidnym Shoulder Blockiem nie tylko sprowadził Dickinsona na deski, ale jeszcze udowodnił, że Betonowy Syfon to pseudonim nie w mąkę pierdnął i zyskał go nie przez przypadek. Co prawda Poeta w miarę sprawnie zbiera się z maty, ale na to tylko czekał Fachowiec i tym razem popisał się fantastycznym Urwanym Gwintem. Ależ to gruchnęło, dajcie spokój. Zbyszek jest w idealnej pozycji, aby kończyć to starcie... ale jednak tego robi? Zapatrzył się w rampę, jak zaczarowany. To chyba jego pierwsza walka bez Butli u boku i widocznie nie może sobie z tym poradzić. Biedaczek. Znam ten ból, jakby mi kto piwo bezalkoholowe do gęby lał. No ale ta chwila zawieszenia trwa już dość długo. Edgar ma wystarczająco dużo czasu, aby dojść do siebie i wstać. W końcu Polak się odwraca, ale Irlandczyk zaskakuje Double Knee Facebreakerem! Betonowy Syfon upada pod narożnikiem, a z jego piersi wydziera się okrzyk - "Aaa! Jaki ból!" Dickinson wykorzystuje to, aby wdrapać się na narożnik. Tym razem już nie tauntuje, nie traci czasu. The End! Trafiony zatopiony! 1... 2... 3! Edgar Dickinson wygrywa!

Po zakończonej walce Edgar świętuje zwycięstwo, a następnie kieruje się w stronę zaplecza. Zbyszek Uszczelka powoli podnosi się z maty...i w tym momencie obraz na ekranie ukazuje nam sytuację na zapleczu, gdzie Zygmunt Butla został zaatakowany przez Prestona Steela'a i Miguela Escobara! Zawodnik z Hiszpanii przytrzymuje ręce Zygmunta za plecami, zaś Preston kilka razy uderza Polaka w brzuch kijem do kendo! Widząc te obrazki, Zbyszek pomimo bólu głowy postanawia ruszyć z pomocą swojemu kompanowi. W tym czasie Escobar chwyta Butlę w Front Facelock i wykonuje DDT na betonową podłogę! Nawet po tej akcji nie odpuszcza, tylko przechodzi do Ground and Pound, zasypując fana wódki nawałnicą ciosów! W tym czasie Preston znalazł jakieś krzesełko, jednak nie zdążył zrobić z niego użytku, gdyż zostaje powalony na ziemię przez Zbyszka Uszczelkę! Betonowy Syfon niemal od razu rzuca się z pięściami na Escobara! Dochodzi do szamotaniny, a po krótkiej chwili zjawiają się także medycy, którzy starają się udzielić pomocy zalanemu krwią Zygmuntowi, a także sędziowie i ochroniarze, którzy usiłują rozdzielić walczących zawodników. Początkowo udaje im się odseparować Escobara i Uszczelkę, jednak taki stan rzeczy nie trwa długo, gdyż Zbychu wyrywa się i ponownie rusza z szarżą - kolejne ciosy spadają na Miguela! Chwilowa przewaga hydraulika nie trwa jednak długo, gdyż zostaje on trafiony w plecy stalowym krzesłem przez Prestona Steele'a! Osuwa się na kolana, zaś obaj agresorzy błyskawicznie zaczynają go otłukiwać punchami! Zbyszek jednak nie poddaje się, nie chce osunąć się na ziemię, gdyż to byłby jego koniec! Steele przechwytuje go w Front Facelock, probując wykonać DDT, jednak Zbyszek broni się! Uderza go kilka razy w korpus, po czym znajduje w sobie siły by wstać i rusza do przodu, wbijając Heir Apparenta plecami w stalową skrzynię! Nadal jednak musi zmagać się z Escobarem, który kontynuuje wymierzanie silnych ciosów. W końcu pojawia się większa grupa ochroniarzy, której udaje się zapanować nad tym chaosem. Wygląda na to, że tym razem na dobre. Escobar i Steele wykrzykują jeszcze coś w kierunku wściekłego i obolałego Zbyszka. Po kilku sekundach w całym tym rozgardiaszu zjawia się także General Manager, Rob Van Dam.

Rob Van Dam: <wyraźnie podniesionym głosem> Dosyć. Jeśli macie ze sobą problem, nie będziecie go rozwiązywać na zapleczu kijami, krzesłami i zasadzkami. Załatwicie to po mojemu - w ringu, przy kamerach i na oczach wszystkich.Na LPW: Ascension, jeśli medycy dopuszczą Zygmunta do walki, zobaczymy starcie drużynowe: Preston Steele i Miguel Escobar kontra Zbyszek Uszczelka i Zygmunt Butla. Dodatkowo jeśli którykolwiek z Was ruszy swojego rywala przed oficjalnym starciem, może zapomnieć o występie na PPV.

RVD każe ochronie odprowadzić Prestona oraz Miguela, podczas gdy medycy dalej zajmują się Butlą.

Earlier This Week
Kamera przenosi nas do bogato zdobionej sypialni hotelowej. Na ścianach wiszą bogato zdobione arrasy ukazujące bitwy z ubiegłych wieków. Przed nami na baldachimie o burgundowym kolorze wyleguje się Lord Sebastien, a obok łóżka stoi oparta o nie jego laska Margaux. Sel de la Terre jest karmiony przez pracownika ubranego jak służba hotelowa winogronami. Francuz wykonuje gest ręką, a służba odchodzi znikając nam z kadru. Lord podnosi się do pozycji siedzącej i spogląda w stronę kamery.

Lord Sebastien: Bonjour, dzisiaj jestem w mojej ukochanej Francji, gdzie ludzie potrafią odpowiednio obsłużyć gościa takiego kalibru jak ja. Pewnie już wam się obiło o uszy, bo  materiał krąży po sieci. Zostałem skandalicznie potraktowany przez służbę hotelową w The St. Regis Bal Harbour Resort w Miami na Florydzie. Tak, nie bójmy się pozwów, mówmy nazwę tego nieprofesjonalnego hotelu wprost. Zachowali się nieprofesjonalnie i prostacko. Zamówiłem butelkę Krug Clos d'Ambonnay. Dla tych, którzy nie znają się na szampanach, muszę powiedzieć, że to nie są tanie rzeczy. Jedna taka butelka kosztuje około 4000 dolarów. Prawdopodobnie nigdy nie będziecie mieli przyjemności spróbować czegoś takiego, pozostaje wam tylko Sowietskoje Igristoje. Ale wróćmy do tematu. Zostałem haniebnie potraktowany przez służbę w Ameryce, ale wiecie co? To wcale mnie nie zdziwiło, w Ameryce nigdy nie wiedzieli jak powinno się postępować z arystokracją. Więcej, tam nawet się mówi, że wszyscy ludzie są sobie równi, ha tfu. *Lord spluwa na podłogę, a służba błyskawicznie podbiega i wyciera ślinę z podłogi* Jedyne miejsce, w którym ludzie wiedzą, jak z nami, szlachetnie urodzonymi, się obchodzić to moja ukochana, rodzinna Francja oraz Europa. Dlatego jestem tutaj, dostałem wolne w tym tygodniu od federacji, więc mam czas na regenerację. *Lord wstaje z łóżka i powolnym krokiem wraz ze swoją Margaux udaje się do wielkiego okna balkonowego patrząc prosto na krajobraz Lazurowego Wybrzeża* Jednak nie tylko regeneracja w tym jest dobra. Ten czas można wykorzystać na to żeby stanąć z boku i obserwować co się dzieje z boku. A nie dzieje się dobrze. W LPW mamy wielu ludzi niegodnych, wiele pracy przede mną, aby pokazać tym wszystkim ludziom gdzie jest ich miejsce. Spójrzcie chociażby na takich ludzi jak Zygmunt Uszczelka czy Zbigniew Butla. Jeden z nich to prosty wyrobnik, którego miejsce powinno być tylko i wyłącznie pod zlewem w jakimś brudnym, polskim mieszkaniu. Drugi z nich ma wrażenie, że cokolwiek mu się należy w tej federacji. Butla, jedyne co ci się należy to renta alkoholowa i brudna melina, w której będziesz zalewał się w trupa co dzień. I można by tak wymieniać w zasadzie bez końca. Federacja woli umieszczać w karcie takich ludzi? Okej, niech będzie. Jeszcze się przekonają w swoim czasie, że jedyne co ich czeka czyniąc takie ruchy to rychła zguba. A wtedy uzmysłowią sobie jak wiele tracą na mojej nieobecności i nie będą mieli żadnego wyboru. Nawet tak ograniczony człowiek jak Rob Van Dam będzie musiał w końcu to zrozumieć, że dla arystokraty zawsze znajdzie się miejsce na show. A wtedy ja wrócę i zimną krwią będę dalej wykonywał swój plan oczyszczenia federacji i pokazania Amerykanom do kogo należy ten świat.

Po tych słowach Lord otwiera drzwi balkonowe i wychodzi na taras patrząc w horyzont znajdujący się na morzu cały czas dzierżąc w ręku swoją Margaux. Obraz z kamery gaśnie.

Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Rob McŁowicz vs Ryback
[Obrazek: E4OoGjg.png]

Końcówka walki… Rob McŁowicz próbuje utrzymać Rybacka w defensywie, ale The Big Guy wygląda, jakby każda kolejna akcja rywala tylko dolewała oliwy do ognia. The Culinary Butcher trafia szybkim kopnięciem w brzuch, wykonuje gest solenia nad przeciwnikiem i rusza z serią ciosów. Solenie Rywala! Ryback cofa się o krok, potem drugi, a Rob natychmiast dokłada Kitchen Sink! Human Wrecking Ball zgina się w pół, McŁowicz odbija się od lin. Gulasz-line! Trafiony zatopiony! Ryback pada na matę! Pin! 1... 2... kickout! Rob przykłada palce do ust i mlaska, jakby właśnie próbował wyjątkowo twardego kawałka mięsa. The Master Chef of Chaos nie czeka, tylko wchodzi na narożnik. Długie „eeeeeeee” zwiastuje Eeee-mak-łowicz-bow! Connected! Pin! 1... 2... nie! Ryback odrywa bark w ostatniej chwili! McŁowicz łapie się za głowę, ale widzi szansę. Podnosi Rybacka, próbuje ustawić go pod Krakowski Kocioł, jednak różnica siły robi swoje. The Butcher blokuje wyniesienie, chwyta Roba i rzuca go przez ring Gorilla Press Slamem! McŁowicz odbija się od maty i próbuje od razu wstać, ale Ryback rusza jak rozpędzona ciężarówka. Jumping Clothesline! Rob pada, a The Big Guy przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Ryback podnosi McŁowicza i wykonuje Uranagę! Rob zwija się z bólu, a Human Wrecking Ball od razu przeciąga go na środek ringu. Pin! 1... 2... nie! The Sausage King jeszcze zostaje w walce! Ryback ustawia się w narożniku. Publiczność wie, co się szykuje. Rob powoli podnosi się na nogi, lekko zamroczony, ale jeszcze próbuje poprawić furażerkę. Meat Hock Clothesline! Jednak nie! McŁowicz uchyla się, Ryback przelatuje obok, a Rob trafia The Spatula Slap prosto w klatkę piersiową! Olbrzym cofa się, a The Michelin Star Menace dorzuca Running Bulldog! Ryback pada na kolano. Rob widzi idealną pozycję. Cofa się do lin, bierze rozpęd i krzyczy: „Smakuje?!” Degustacja Goryczy! Nie! Ryback w ostatniej chwili odsuwa głowę, a McŁowicz trafia nogą w pustą matę. Rob odwraca się zaskoczony i natychmiast inkasuje Meat Hock Clothesline! Matko Boska, to mogło urwać mu głowę! The Big Guy nie poprzestaje na tej akcji. Podnosi bezwładnego Roba, wynosi go na barki i przez chwilę maszeruje po ringu, patrząc z pogardą na publiczność. Shell Shocked! McŁowicz zostaje wbity w matę, a Ryback pinuje 1... 2... 3! Ryback wygrywa i awansuje do wielkiego finału turnieju.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
27.06.2026, 11:51 #1
Earlier Tonight

Na zapleczu widzimy Rybacka, który w koszulce Butcherback podchodzi obok cateringu. Chwile patrzy na przygotowane dla rosteru dania... po czym zaczyna jeść, talerz po talerzu, ilości wręcz hurtowe, obsługa nie próbuje nawet powstrzymywać olbrzyma. The Big Guy po opróżnieniu 17 talerza z jedzeniem dostrzega idącego obok Roba McŁowicza i trąca go barkiem

Ryback: Najmocniej nie przepraszam... Ty zostałeś szefem tego cateringu, czy co, że się tu pojawiłeś? Robisz to co najbardziej umiesz jak domniemam. Twoje żarcie w pobitych garach, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy było całkiem dobre. Tylko było go mało. To tak jak w ringu...jesteś całkiem dobry...ale na pewnych gości to nadal za mało...i o ile wtedy tylko sobie tak żartowałem, o tyle teraz...słyszałem, że masz stanąć na mojej drodze... To bardzo niebezpieczna droga, nie łatwiej Ci po prostu iść do Twojego imiennika, a naszego szefa i powiedzieć, że nie dasz rady walczyć? Udaj kontuzje na przykład, wierz mi, to znacznie lepsze rozwiązanie niż doznanie prawdziwej kontuzji...

Rob po uderzeniu barkiem cofa się o pół kroku, ale szybko odzyskuje równowagę. Spogląda na puste talerze, potem na Rybacka, poprawia okulary i uśmiecha się pod nosem.

Rob McŁowicz: Najmocniej nie dziękuję za troskę. Widzę, że apetyt dalej masz ogromny, tylko maniery zostały gdzieś między szesnastym a siedemnastym talerzem. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, pomyślałem, że to po prostu głód mówi za ciebie. Zjadłeś, popchnąłeś mnie na stół, potem przeprosiłeś i uznałem, że sprawa jest zamknięta. Teraz widzę jednak kogoś innego. Człowieka, który bardzo chce, żebym uwierzył, że sam rozmiar i groźna mina wystarczą, by zejść mu z drogi. Nie wystarczą. Nie zaszedłem tak daleko w turnieju po to, żeby teraz udawać kontuzję u Roba Van Dama. Jeśli chcesz miejsca na Ascension, będziesz musiał mnie zatrzymać sam. A wtedy sprawdzimy, czy naprawdę jesteś Rzeźnikiem, czy tylko dużym gościem, który nie potrafi odejść od stołu.

Ryback przez chwile jest zajęty dojadaniem kolejnego talerza, po czym wyrzuca go przed nogi Roba i spluwa pod nogi przyszłego oponenta

Ryback: Jeśli masz w ten sposób mówić do pana Rybacka, to lepiej dla Ciebie jakbyś urodził się niemy... Wyglądasz jakby fast food guy z obskórnej budki, z utargiem 12 dolców na dzień nagle zechciał wejść do ringu i pokazać umiejętności... Moje maniery między szesnastym, a siedemnastym talerzem? Ty jesteś gościem, bo nie użyję w Twoim przypadku słowa wrestler, który w rosterze jest dla mnie między szesnastym, a siedemnastym zawodnikiem, nie wiem co masz w karcie, ale moim daniem głównym jest danie Ci takiej lekcji, że po walce będziesz przychodził do mojej rzeźni na korepetycje. Tak bardzo pobije Cię w garnek, że Pobite Gary będą dla Ciebie koszmarem stulecia, a nie tylko programem. Prostak Steel się nie zastosował, i został zezłomowany, tak więc Rob... w mojej rzeźni będzie dla Ciebie specjalny hak…

Rob przez chwilę patrzy na talerz leżący pod jego nogami, potem na ślinę obok buta. Nie robi jednak kroku w tył. Poprawia okulary, powoli unosi wzrok na Rybacka i ponownie arogancko się uśmiecha

Rob McŁowicz: Pan Ryback? No proszę, widzę, że głód nie tylko pozwolił na zjedzenie cateringu, ale też kontaktu z rzeczywistością. Możesz rzucać talerzami, pluć pod nogi i opowiadać o hakach w swojej rzeźni, ale pamiętaj jedno: rzeźnik bez fachu to tylko facet, który macha ostrzem i robi bałagan. Kucharz wie, gdzie ciąć, kiedy odsunąć rękę i kiedy zakończyć gotowanie. Ja nie przyszedłem tu prosić o miejsce przy stole. Ja je sobie wywalczyłem. A jeśli naprawdę widzisz mnie między szesnastym a siedemnastym zawodnikiem rosteru, to tym bardziej będzie bolało, kiedy właśnie ten człowiek zamknie ci drogę do Ascension. Mówisz, że pobijesz mi garnek? Spróbuj. Tylko pamiętaj, Ryback… pusty garnek robi najwięcej hałasu, a ja bardzo dobrze wiem, jak uciszyć coś, co za długo gotuje się bez pokrywki.

Ryback rozrywa koszulkę Butcherback, którą ma na sobie, staje przed Robem bardzo blisko, oko w oko, skupiając wyraźnie swoją uwagę na Robie

Ryback: Robert, nie stać Cię na to, żeby postawić kolczatkę przed pędzącym tirem, a tylko wtedy mógłbyś zamknąć mi drogę do Ascension. Bez pokrywki, to są Twoje słowa, bo one się nie pokryją z rzeczywistością. Ty jesteś kucharzem, ale gotujesz to, co ja wcześniej w rzeźni przygotowuje. To ja decyduje czy Twoje dania będą dobre, czy nie, i żebyś mi nie powiedział, że z moich słów wynika, że jesteś moim szefem, bo wiem, że będziesz chciał to zrobić - nie, ode mnie zależy czy Twoje dania się przyjmą. Czy dam Ci dobrą świnie, czy po prostu...podłożę Ci świnie, a że niestety nie zasługujesz na najlepszej jakości mięso...dostaniesz już tylko podroby, najlepszej jakości mięso zostawię sobie na finał. Bo ja jestem Butcherback, najlepszy rzeźnik w tej federacji, a Ty jesteś tylko Łowicz... prawie nikt w USA nie wie, gdzie leżysz na mapie... i nasza walka zakończy się tak samo...nie będziesz za bardzo wiedział po niej gdzie dokładnie leżysz, zgadzać będzie się tylko pozycja. Bo będziesz leżeć, i żałować, że wszedłeś do tej gry będąc nic nie wartym pionkiem...Choćbyś zaklinał rzeczywistość, na końcu dnia przyjdziesz do domu, odłożysz swoje marzenia i pomyślisz.... Mogłem to lepiej ugotować. Ale chciałeś mi przysolić, a przepieprzysz te walkę... Feed Me...MORON!

Rob przez moment patrzy na Rybacka z bliska, nie cofając się ani o krok. Zerka na porwaną koszulkę, potem z powrotem w oczy rywala i spokojnie poprawia okulary.

Rob McŁowicz: Widzisz, Ryback, ty bardzo chcesz, żebym się przestraszył. Stajesz blisko, rozrywasz koszulkę, mówisz głośniej, rzucasz obelgami i liczysz, że w którymś momencie zrobię krok w tył. Tylko że ja już słyszałem ludzi, którzy mówili mi, czym nie jestem. Nie jestem wystarczająco poważny. Nie jestem prawdziwym zagrożeniem. Nie jestem kimś, kto powinien dojść tak daleko. A jednak stoję tutaj, przed tobą, w ostatniej rundzie turnieju i jestem o krok od walki o mistrzostwo podczas PPV. Możesz nazywać mnie pionkiem, możesz udawać, że nie wiesz, gdzie leży Łowicz, możesz obiecywać kontuzje, haki i rzeźnię. To wszystko brzmi groźnie, naprawdę. Ale pod tym całym hałasem słyszę jedną prostą rzecz: wiesz, że musisz mnie pokonać, żeby dostać się na Ascension. I to boli cię bardziej, niż chcesz pokazać. Nie jestem Prestonem . Nie jestem talerzem z cateringu. Nie jestem kimś, kogo połkniesz między jednym oddechem a drugim. Jeśli chcesz finału, będziesz musiał przejść przeze mnie naprawdę, nie tylko w swoich przemowach.

Rob nachyla się minimalnie bliżej.

Rob McŁowicz: A kiedy po walce będziesz leżał i szukał odpowiedzi, gdzie popełniłeś błąd, przypomnij sobie ten moment. Bo miałeś rację tylko w jednym: mogłem to lepiej ugotować. Dlatego na gali podam cię dokładnie tak, jak trzeba. Smakuje?

Obraz z kamery gaśnie

Kamera przenosi nas na zaplecze. Obraz jest lekko roztrzęsiony, jakby ktoś nagrywał telefonem z ukrycia. W kadrze widać uchylone drzwi do biura Roba Van Dama. Ze środka słychać głos GM’a, który najwyraźniej rozmawia przez telefon.

Rob Van Dam: Tak, dokładnie. Potrzebujemy kogoś, kto będzie reprezentował interesy LPW, zanim pewne sprawy wymkną się spod kontroli. Nie chodzi już tylko o porządek na gali. Chodzi o zabezpieczenie federacji.

RVD robi krótką pauzę, słuchając osoby po drugiej stronie telefonu.

Rob Van Dam: Kogoś konkretnego. Kogoś, kto zna ten biznes i wie, jak rozmawiać z ludźmi, którzy myślą, że zasady ich nie dotyczą.

Nagle RVD odwraca głowę w stronę drzwi, jakby usłyszał szmer. Kamera natychmiast zaczyna się cofać.

Rob Van Dam: Porozmawiamy na miejscu. Do zobaczenia wkrótce.

RVD kończy rozmowę, podchodzi do drzwi i z hukiem je zatrzaskuje. Obraz urywa się gwałtownie.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]


Na hali wybrzmiewa dobrze znana muzyka a na titaronie wyświetlają się kolejno zawodnicy rosteru LPW. Po chwili widzimy złoto czerwoną grę świateł, która ma za zadanie podkreślić wagę tego co za chwilę nas czeka. Przy refrenie utworu na rampie widzimy mały pokaz pirotechniczny, a następnie kamera przenosi nas do stolika komentatorskiego.

Przy stoliku komentatorskim siedzą już Michael Cole oraz Tomasz Hajto. Kamera pokazuje obu panów, którzy przygotowują się do rozpoczęcia kolejnego fragmentu gali.

Michael Cole: Panie i panowie, Michael Cole i Tomasz Hajto witają państwa ze stolika komentatorskiego! Naszym dzisiejszym gościem specjalnym miał być Eugene, jednak rozchorował się, tak więc tym razem jesteśmy bez gościa specjalnego.

Tomasz Hajto: Tak jest, jednak dwóch takich profesjonalistów jak my da sobie radę!

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa theme Jose Lopeza! Ku zdumieniu obu komentatorów Lopez pojawia się przy stoliku komentatorskim, zakłada słuchawki i zajmuje miejsce obok nich.

Jose Lopez: Nie martwcie się, panowie... jestem i ja! Wiem, że w federacji są lepsi kandydaci na bycie gościem „specjalnym”. <Lopez uśmiecha się szyderczo.> Ale nie ma chętnych, a ja nie mogę zostawić was w potrzebie. Przemyślałem swoje zachowanie, zresocjalizowałem się prawie jak Kenneth Riddle i... przybyłem. Miałem czas, by zrozumieć, że Rob Van Dam to konkretny gość. Wie, gdzie uderzyć... <spogląda na Hajto> Daruj sobie teraz piłkarskie żarty. Po tym, gdy nasz GM skazał mnie na walkę z tamtym prymitywnym spaślakiem, a teraz dorzucił mu kolejnego, jeszcze głupszego klauna, boję się, że przy dalszych niesnaskach wymyśli coś jeszcze gorszego i być może zawalczę ja sam kontra wcześniej wymieniona dwójka i... Mike Brutal? To byłoby już zbyt wielkie stężenie głupoty. <parsknięcie> Tak czy siak... zaplusuję i zadbam o to, by nasze ukochane władze nie musiały wydawać kolejnych pieniędzy na jakiegoś zawodnika spoza federacji, który wyduka kilka zdań. Dzisiaj ja zajmę się komentowaniem, więc... co my tutaj mamy ciekawego?

Michael Cole: Bardzo dobrze cię widzieć, Lopezzo. Dziś mamy w karcie kapitalną walkę: Axel Blaze kontra Jorge Cavazos. Axel jest faworytem, ale czy Cava da radę?

Tomasz Hajto: Ivi Lopez, znakomita postać. Lepszego partnera w komentowaniu nie można było wymyślić. Cava myślę, że da radę. On jest na tyle mocny, że Axel może mieć problemy.

Jose Lopez: Czyli mamy starcie dwóch amatorów alkoholu, którzy obnoszą się z tym i jednocześnie aspirują do bycia ulubieńcami dzieciaków. Jasne! Ma to sens... Blaze to bierze i idzie walczyć o pas. <Jose przegląda kartki.> Następnie będzie... <wczytuje się jeszcze bardziej> Ktoś, kto bardzo lubi koty i ten od oliwek. Świetny pojedynek, nieprawdaż?

Michael Cole: Bardzo ciekawe starcie. Mateusz próbuje przełamać się po serii porażek, natomiast debiutant wypadł obiecująco.

Tomasz Hajto: Mateusz to człowiek, w którego mało kto wierzy, ale ja kiedyś komentowałem sport z Mateuszem. Tylko innym. I sport też był inny, dlatego trzymam za niego kciuki.

Michael Cole: Zbyszek Uszczelka kontra Edgar Dickinson. To jakby starcie dwóch światów. Jestem ciekawy twojej fachowej opinii, Jose. Jako wieloletni zawodnik różnych organizacji — wolisz walczyć z zawodnikami bliższymi tobie czy takimi, którzy są zupełnym przeciwieństwem Jose Lopeza?

Tomasz Hajto: Ja raz walczyłem na jednej gali, ale moim zdaniem łatwiej walczyć z kimś równym tobie. A ty, Ivi, jak się na to zapatrujesz?

Jose Lopez: Mam przez to rozumieć, że kimś równym tobie była starsza, bezbronna i niewinna osoba? W takim razie na pewno inaczej postrzegamy równość i wiele innych rzeczy. Ups... skąd ja to wiem? Dziwnym trafem w każdej pieprzonej federacji, w jakiej jestem, władze nabierają się na ciebie i cię zatrudniają, ale ty udawaj, że nie pamiętasz mojego imienia... chociaż ty raczej nie udajesz. Jesteś po prostu idiotą. <spogląda na Cole’a> A co do twojego pytania, Michael... wolę walczyć przede wszystkim z poważnymi rywalami. <patrzy na kartki> McŁowicz kontra Ryback... zapodam wam ciekawostkę. Po części dzięki temu osiłkowi dostałem angaż w mojej pierwszej poważnej federacji, jaką było PHW.

Michael Cole: Dla mnie ta walka to typowe 50/50. Nie ma tutaj wyraźnego faworyta, ale tej ciekawostki chętnie posłuchamy.

Tomasz Hajto: Może ty, Michał, chętnie. Ja po prostu spełnię swój obowiązek z klasą godną finału Ligi Mistrzów. Znacznie bardziej jednak ciekawi mnie starcie Preston Steele i Miguel Escobar kontra Dick A’Very Big i Jeff Brown. Szczególnie postać Dicka Advocaata może budzić duży respekt.

Jose Lopez: Nasz GM ma chyba fetysz dawania zawodnikom z Las Palmas dosyć „intrygujących” oponentów. Tak... kolejna ciekawostka! Miguel Escobar pochodzi z tego samego miasta co ja. Niestety. <wredny uśmiech> Tyle o tym starciu mogę powiedzieć. Przejdźmy dalej. <ponownie Lopez patrzy na kartkę> A, no tak... moja batalia przeciwko Puszystemu i... Tautu. Co powiecie o tym? Myślę, że wszyscy eksperci, którzy bawią się w Dave’a Meltzera, już mogą szykować minimum pięć gwiazdek.

Tomasz Hajto: Lopez, ciebie znam, Jeana znam, to kiedyś aktor był, w Kickboxerze grał, natomiast Tautu? Nie mam pojęcia, kto to jest.

Michael Cole: Przede wszystkim chciałbym o tej walce powiedzieć, że taki człowiek jak ty jest w oczach wielu zdecydowanym faworytem. Ja osobiście mogę powiedzieć, że twoja praca w ringu zdecydowanie mi imponuje i myślę, że realnie nie powinieneś mieć problemów w tym starciu. Chyba że Pierre na ciebie spadnie, to jednak gigantyczny gość. Kenneth Riddle kontra Zack Sabre Jr... Czy to nie jest przypadkiem najmocniejsza walka wieczoru w historii naszej federacji?

Jose Lopez: Doceniam wazelinę z twojej strony, Michael, ale bez przesady, bo tak jak Mateusz MW jest znany z wiadomo czego, to ja zaraz będę jego wazelinowym odpowiednikiem. <ironiczny uśmiech> Przechodząc do walki wieczoru, kojarzę Kennetha Riddle’a... chyba kilka pojedynków ze sobą nawet stoczyliśmy. Całkiem niezły jest. A Zack? Jeśli będzie mu szło tak dobrze jak wymyślanie nowych imion dla Riddle’a, to myślę, że... przegra.

Tomasz Hajto: Moim zdaniem jest tutaj potencjał na wybitny pojedynek, ale wyjątkowo zgadzam się z tobą. Riddle jest tutaj faworytem.

Michael Cole: My więc nie zanudzajmy, nie osądzajmy i nie przewidujmy. Dajmy ringowi popracować. Dziękujemy, Lopezzo, za dołączenie do naszego stolika i oddajmy głos ringowi!

Kamera przenosi nas teraz do ringu, w którym znajdują się Jorge Cavazos oraz Axel Blaze. Obaj mają w ręku mikrofonu, więc chyba będą mieli nam coś do powiedzenia.

Jorge Cavazos: Hola Amigos! Como estais!? *lekki cheer* U mnie ostatnio muy bien, mam nadzieję, że u was tak samo. Ci, którzy śledzili ostanie odcinki Colosseum wiedzą, że wygrałem ostatnią rundę turnieju i cały czas w nim jestem. Moja kariera zaczyna ostatnio nabierać niezłego rozpędu. Szczerze mówiąc, teraz już z perspektywy czasu mogę wam o tym powiedzieć. Sam się nie spodziewałem takiego obrotu spraw. Spodziewałem się, że na tym etapie raczej nie będę brał już udziału w turnieju. Jednak dzięki ciężkiej pracy jestem cały czas tutaj i nie zamierzam się cofać i doprowadzić cały ten turniej do mojego finalnego triumfu. Czy nie brzmi to bueno? Luchador bez maski, którego krytykuje pół środowiska zostaje pierwszym w historii LPW World Championem. Dla mnie to będzie potwierdzenie tego, że moja droga ma sens, a ta naprawdę nie była łatwa. Co prawda w debiucie pokonałem Mateusza MW, który nie okazuje się być zbyt mocnym przeciwnikiem, ale potem natrafiłem na Roba McŁowicza. Rob był bardzo mocny i nie udało mi się go pokonać. Rob, mam nadzieję amigo, że będziemy mieli okazję spotkać się w finale na LPW: Ascension i będę mógł ci udowodnić, że tym razem to ja będę tym lepszym. W ostatniej rundzie odkupienia wylosowałem Zygmunta Butlę. Jedni mogli by powiedzieć, że to przecież alkoholik, żaden przeciwnik. Ja osobiście nie mam nic przeciwko alkoholowi, ale wszystko powinno mieć swój czas i swoje miejsce. Zygmunt nie był łatwym przeciwnikiem, na tym etapie już nie było łatwych rywali i zagwarantowałem sobie miejsce w dzisiejszym półfinale. Nie możemy też zapominać o tym co wydarzyło się na koniec odcinka. Najpierw wylosowałem swojego przeciwnika Axela Blaze`a, a następnie wszyscy jako półfinaliści postanowiliśmy przejść do czynów. Wszyscy widzieliście jak to się skończyło. To ja stałem w tym ringu wskazując palcem na to logo *Jorge wskazuje palcem na logo LPW: Ascension*

Axel Blaze: Jorge, wiem, że angielski to nie jest Twój ojczysty język, ale jesteśmy w Indianie, domu legendarnego wyścigu Indianapolis 500, Ci ludzie zasługują na najwyższy poziom widowiska. *cheer* Nie bierz tego do siebie, kiedy ja popełniam błędy to też oczekuję, że ktoś zwróci mi na nie uwagę. I muszę przyznać, że w Louisville popełniłem ogromny błąd. Nie da się zaprzeczyć, że to ja zaatakowałem Cię jako pierwszy. Nie powinienem tego robić, za co przepraszam. Boleśnie przekonałem się, że nie tędy droga. Swoją drogą, chłopie, ale Ty masz kopyto. Na drugi dzień czułem się jak po ostro zakrapianej nocy. A skoro znowu jesteśmy przy alkoholu, po gali możemy wyskoczyć na kilka głębszych Cava Tequili. Bez względu na wynik. *cheer* Lubię Cię i bardzo szanuję, Jorge, ale tutaj muszę postawić granicę. Tutaj kończą się uprzejmości i czułe słówka. *Blaze staje twarzą w twarz z Cavazosem* Turniej trwa, a w nim każdy może liczyć wyłącznie na siebie. Za chwilę wybrzmi gong, a wtedy zaczniemy nasz koncert. Spokojnie, ja nie uznaję brudnej gry i coś mi się wydaję, że Ty też nie. Teraz wszystko inne schodzi na bok, liczy się tylko dobre show. Ascension czeka i tylko jeden z nas będzie mógł tam wejść jako kandydat do zdobycia pasa. I powiem Ci jedno - w życiu nie byłem tak blisko zapisania się w historii. A im bliżej tego celu jestem, tym bardziej jestem niebezpieczny. Nie rozpraszaj się, nie mrugaj, nie wstrzymuj ręki. Bo jestem gotowy iść na wojnę, żeby trwale wypalić swoje nazwisko w wieczności. Słyszysz jak wali mi serce? Już nie mogę się doczekać, bo wiem, że zaraz damy czadu. Jeszcze nigdy nie byłem tak gotowy, a Ty?

Jorge Cavazos: Na wstępie przyjmuję przeprosiny amigo, a wypad do baru napić się Cavy Tequili brzmi jak dobre romper el hielo. Ostanio to ty zaatakowałeś mnie pierwszy i muszę ci coś szczerze powiedzieć. Trochę Ciebie rozumiem, sam czułem już presję i ekscytację naszą walką, która odbędzie się za chwilę. Pewnie gdybyś Ty tego nie zrobił to mi mogłyby puścić nerwy i ruszyłbym po Ciebie. Na tym jednak dulces palabras się kończą jak sam to określiłeś. Wiem, że bardzo zależy Tobie na tym zwycięstwie i finalnie na zostaniu pierwszym LPW Wolrd Championem w historii. Zresztą byłbyś głupim, gdybyś wziął udział w turnieju w momencie, kiedy by Tobie nie zależało. Wiem, że postarasz się zrobić wszystko, co w twojej mocy aby mnie dzisiaj pokonać i pozostać w stawce turniejowej. Powiedziałes, że jesteś blisko zapisania swojej karty w historii. Ja może jestem trochę dłużej w tym biznesie. Może już osiągałem sukcesy w swojej karierze. Ale nigdy nie osiągnąłem takiego sukcesu jak teraz - nigdy nie zostałem World Championem i nigdy nie byłem twarzą federacji. Nie zamierzam z tego rezygnować. Wiem, że będziesz ciężką przeprawą, ale już nie raz w życiu miałem ciężko i jestem zahartowany. Jesteś faworytem, ale dla mnie to nawet lepiej. To jest pozycja w jakiej to ja się czuje najlepiej, jak peces en el agua. Większość mojego życia byłem skreślany i stawiany na przegranej pozycji. Musiałem sobie z tym radzić i teraz nie będzie inaczej. Myślisz, że możesz mi zagwarantować coś więcej niż piekło gorącej Tijuany albo twarde i zimne cele meksykańskiego więzienia? Nie sądzę, ale mam nadzieję, że kiedy sędzia klepnie trzeci raz w matę i uniesie moją rękę do góry to nie będziesz miał problemu, żeby potem wychylić w barze wspólnie jedną szklankę czy dwie. Pytasz mnie czy jestem gotowy na naszą walkę? Musisz zapytać najpierw siebie - czy jesteś gotowy na zderzenie z El Locomotorą?

Axel Blaze: Ty mnie chyba nie słuchałeś, amigo. *Blaze puszcza oczko* Nie lubię się powtarzać, ale dla Ciebie zrobię wyjątek. NIGDY! NIE BYŁEM! BARDZIEJ! GOTOWY! *cheer* Skup się, Jorge. Żarty się skończyły. Zabawa się skończyła. I bycie miłym też się skończyło. Przynajmniej na dopóki walka będzie trwać. Później, jeśli to Twoja ręka powędruje w górę, stawiam pierwszą kolejkę. Mówisz o piekle gorącej Tijuany i zimnej meksykańskiej celi, ale na mnie nie robi to wrażenia. Widzisz, ja wychowałem się na ranczu w Teksasie. Upał i tornada nie są mi obce. Tak samo jak uczciwa, ciężka praca przy hodowli bydła. I wiesz co, Jorge? Umiejętności poskromienia krnąbrnego byczka wyssałem już mlekiem matki. Co prawda nie siedziałem, ale dyscypliny nauczyła mnie religia i futbol. Ty dorastałeś tam. Ja dorastałem tutaj.  Inne języki, domy, historie... a jednak obaj skończyliśmy w tym samym miejscu. Liczy się tylko to, co jest tu i teraz. Popatrz na to. *Blaze unosi przedramię, na wysokość wzroku Cavazosa. Na skórze widać gęsią skórkę* Właśnie dla takich chwil żyję! Emocje, adrenalina, walka - to mnie napędza, to jest mój sposób na życie. I właśnie dlatego tak cholernie nie mogę się doczekać, aż zabrzmi gong. Nie dlatego, że chcę Cię upokorzyć. Nie dlatego, że chcę Ci coś udowodnić. Nie dlatego, że Cię nienawidzę. Tylko dlatego, żeby postawić kolejny krok w drodze ku wielkości. Nawet jeśli będę musiał się zderzyć z pieprzoną Lokomotywą to stanę na baczność i będę czekał aż we mnie wpadnie, a później otrzepię się i zapytam czy ma dla mnie coś jeszcze! *cheer, Blaze podchodzi jeszcze bliżej i patrzy prosto w oczy Cavazosa* Mam nadzieję, że to co widzę teraz w Twoich oczach to nie strach... bo inaczej właśnie przypieczętował Twój los. Ale może przestaniemy w końcu gadać i damy im coś, czego nigdy nie zapomną?! *cheer* I niech ring zapłonie!

Zawodnicy jeszcze przez chwilę toczą pojedynek na spojrzenia, aż w końcu rozdziela ich sędzia i nakazuje udać się do narożników. Na odchodne jeszcze mamy uścisk dłoni między Panami i faktycznie przechodzą do przeciwległych narożników, a sędzia zaczyna sprawdzać ich gotowość przed walką.

Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Axel Blaze vs Jorge Cavazos
[Obrazek: 7tdYRZp.png]

Wracamy do pojedynku po reklamach i widzimy jak Axel trzyma rywala w Headlocku na macie. Jorge zaczyna powoli wstawać, a gdy już jest na nogach to spycha rywala przed siebie. Blaze odbija się od lin i mamy Shoulder Block, ale na Cavazosie nie robi to wrażenia. Mr. Forever przechodzi do kolejnego Shoulder Blocka, ale dalej nie jest w stanie ruszyć Fiesta Monstera. Meksykanin krzyczy mu nakręcony prosto w twarz, a Amerykanin wychodzi z założenia, że do trzech razy sztuka i chce wyprowadzić trzeciego Shoulder Blocka, ale wpada wprost na No More Tequila, po którym natychmiast przypina…1…2…break. El Locomotora wygląda jakby trochę się tego spodziewał, więc podnosi przeciwnika i wynosi go pod Vertical Suplex. High Life Warrior jest jednak na tyle przytomny, że broni się kolanami w głowę rywala przez Jorge musiał go puścić, a Axel wykorzystuje chwilę, aby wyprowadzić Bicycle Knee Strike. Cavazos chwieje się na nogach, więc Blaze idzie dalej za ciosem i wykonuje Ushigoroshi, po którym przypina…1…2…Fiesta Monster kładzie nogę na linie. Mr. Forever jest zmuszony kontynuować pojedynek. El Locomotora wraca na nogi, a Legend in Making przechodzi do próby Drive By, jednak na próbie się kończy, bo Bone Breaker w odpowiednim momencie wynosi go do góry i mamy potężny Powerbomb! Axel nieco oszołomiony, ale od razu wstaje i nadziewa się na Big Boot. Blaze coraz wolniej, ale znowu wstaje i dostaje kolejny Big Boot. Amerykanin wraca ponownie na nogi i wyprowadza Clothesline, ale Cavazos robi unik pod jego ręką. Blaze odbija się od lin i wpada wprost na Clothesline From Tijuana. Fiesta Monster nakręcony macha linami w takim stylu, jak to kiedyś robił Batista przy owacji całej areny. Mr. Forever wraca na nogi, a latynos wynosi go pod C Factor, jednak High Life Warrior szarpie się i daje radę zsunąć się za jego plecy. Axel wykorzystuje okazję, że Jorge dopiero co się odwrócił i mamy Lariat. Latynos jednak od razu wstaje, ale mamy kolejny Lariat. Bone Breaker jest wyraźnie zirytowany, że dostaje teraz lanie i sam wyprowadza Big Boota, ale przeciwnik robi unik pod jego nogą, odbija się od lin i mamy Facebreaker Knee Smash! Meksykanin pomaga sobie utrzymać równowagę przy pomocy narożnika, a Blaze idealnie wykorzystuje tą okazję dokładając Corner Clothesline. Tym razem to Mr. Forever wchodzi na falę i przy owacji fanów czeka aż oponent wstanie, aby zapiąć mu Last Breathe, jednak Cavazos chyba się tego spodziewał, bo chwiejnym krokiem od razu się cofnął łapiąc się lin przez co sędzia był zmuszony przerwać submission. Fani nagradzają poczynania zawodników ogromnymi brawami. Widać, że obydwoje już są zmęczeni, ale to Amerykanin pierwszy wyprowadza mocny sierpowy. Fiesta Monster nie pozostaje mu dłużny i odpowiada tym samym. Wymiana nam się nakręca coraz bardziej i coraz szybciej panowie wyprowadzają cios za cios. Z całej wymiany lepiej wychodzi Legend in Making, który chce rywalowi dołożyć Bicycle Knee Strike, ale Jorge zdołał w ostatniej chwili zejść z lini ataku i oszałamia rywala Big Bootem w tył głowy, po którym dokłada jeszcze C Factor. Mr. Forever na jego szczęście wiedział, że zaczyna się robić i nieciekawie i wytoczył się z ringu. Cavazos idzie za ciosem i wychodzi za rywalem tylko po to, aby wrzucić go z powrotem do kwadratowego pierścienia. El Locomotora od razu wchodzi za nim do ringu, jednak jednak Axel od razu wykonuje Gut Kick i wynosi Jorge pod Fade to Black, ale Fiesta Monster broni się łokciami w głowę rywala przez co musi go puścić. Meksykanin od razu bez namysłu odbija się od lin i wykonuje Cava Shock, lecz przeciwnik przeskakuje nad nim. Cavazos ponownie odbija się od lin i ponownie próbuje Cava Shock, ale nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Bone Breaker chwieje się na nogach, a Blaze wykonuje mu Fade to Black! Od razu pinuje…1…2…3! Axel Blaze przechodzi do wielkiego finału!

Earlier Tonight

Kamera przenosi nas do jednej z szatni. Na drzwiach widnieje lekko już zdrapany napis „Uszczelka”. W środku widzimy poczciwego hydraulika, który w kącie obwiązuje sobie dłonie pakułami. W tym momencie rozlega się dzwonek telefonu „Mydełko Fa”. Fachowiec odbiera komórkę i marszczy brwi.

Zbyszek Uszczelka: Panie Robie, ale ja mam walkę... Ja wiem, że się leje, ale to do tego służy, żeby się lało. Wybuchnie panu pożar, to... Dobra, ale robię to tylko ze względu na nazwisko. Ten pana krewny, co na tirach się rozkraczał, to był majstersztyk. Dobra, idę…

Obraz kamery kieruje się na parking, gdzie przy cieknącym hydrancie stoi dwóch ekspertów — jeden od wody, drugi od wody z kreską. Fachowiec instruuje swojego towarzysza, jak ma dokręcić śrubę.

Zbyszek Uszczelka: Kurwa, Zygmunt, to musisz z wyczuciem, jak z nakrętką od ruskiego szampana. Odkręcisz za szybko i ci wypierdoli ciśnienie. Ja bym ci to zrobił, ale już ręce pozaklejałem.

Zygmunt Butla: Z wyczuciem, z wyczuciem... Raz kiedyś otworzyłem pół litra z takim wyczuciem, że korek nawet nie wiedział, że już było po nim.

Zygmunt przykłada klucz do jednej ze śrub i zaczyna kręcić w losową stronę. Po chwili zauważa, że kręci w tę złą.

Zygmunt Butla: Cholera, nie w tę stronę.

Butla przekręca mocniej i nagle słychać, jak hydrant zaczyna syczeć. Przez moment słychać tylko ciche „o kurwa”, aż nagle strumień wody trafia go prosto w twarz. Zygmunt szybko się odsuwa, przeciera twarz i spogląda na hydrant, z którego dalej leje się woda, dosięgając także zaparkowanych obok aut.

Zygmunt Butla: Kurwa, Zbyszek, nic żeś nie mówił, że to tak potrafi! A ten strumień to też nie piwo...!

Wykrzykuje to do kolegi tak, jakby cała sytuacja wcale nie była jego winą.

Zbyszek Uszczelka: Zygmunt, ja mam nadzieję, że ty w poprzednim życiu byłeś lakiernikiem... A nie, czekaj... Nic się nie stało. Już się bałem, że w moją Renóweczkę trafiłeś, ale doleciało tylko do tego buraka, co mu tatuś auto kupił. Spokojna głowa. Tata ma, tata da.

Całe zajście widzą idący z drugiej strony parkingu Preston Steele oraz Miguel Escobar. Obaj panowie ubrani są w garnitury, które już na pierwszy rzut oka wyglądają na drogie. Po ich minach widać wściekłość, ale, co ciekawe, na twarzy Hiszpana maluje się znacznie większa złość.

Preston Steele: Buraka? Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, ile taki Maybach może kosztować? Oczywiście, że nie. Taki udany hydraulik jak ty pewnie całe życie haruje, a koniec końców i tak nie zarobi tyle aż do śmierci. Możesz być pewien, że nie zamierzam tego tak po prostu zostawić. Moi prawnicy ogołocą cię z każdego dolara, jaki wpadnie ci do kieszeni w najbliższym czasie. Albo w sumie mam lepszy pomysł. Odpracujesz to. Mam dziesięć tysięcy metrów kwadratowych trawnika w swojej willi. Przynajmniej zaoszczędzę na ogrodnikach. No chyba, że to też byś umiał zepsuć.

Miguel zerka ze zdziwioną miną na Prestona, a następnie przemawia podniesionym głosem.

Miguel Escobar: Co ty wyprawiasz? Z takimi ludźmi nie ma sensu dyskutować. Przecież to margines społeczny. Oni nawet nie wyobrażą sobie terenu tego trawnika. Tutaj słowa nic nie dadzą... ¡Perdedores! ¡Pagarán por esto!

Hiszpan wykrzykuje te słowa i momentalnie doskakuje do Zygmunta, łapiąc go za gardło. Wykrzykuje do niego jeszcze kilka słów, ale nie zdąża zrobić nic więcej. Najpierw Uszczelka odpycha go od Butli, a następnie na miejscu pojawia się ochrona. Ochroniarze łapią nadal zdenerwowanego Escobara, który cały czas odgraża się Zygmuntowi i Zbyszkowi. Preston próbuje go uspokoić, ale na niewiele się to zdaje. Miguel każe ochronie go puścić, a ta faktycznie to robi, jednocześnie ustawiając się przed nim, aby nie mógł ponownie zaatakować. Escobar odwraca się, spogląda na Steele’a i z zaciśniętymi pięściami opuszcza parking.

Kamera przenosi nas na zaplecze LPW Colosseum, gdzie przy stanowisku wywiadowym stoi Renee Paquette. Renee spogląda w kamerę, po czym unosi mikrofon z logiem LPW. WKrótce obok niej pojawia się nowy nabytek LPW El Garra De Gato

Renee Paquette: El Garra, za chwilę czeka cię twój pierwszy pojedynek w LPW, a po drugiej stronie ringu stanie Mateusz MW, zawodnik większy, silniejszy i bardzo bezpośredni. Dla wielu osób to będzie pierwsza okazja, żeby naprawdę zobaczyć, kim jesteś między linami. Co chcesz dziś udowodnić publiczności, Mateuszowi i całemu rosterowi LPW?

El Garra De Gato: <span title=Droga-pani>Estimada señora Renee</span>, przez całą moją karierę byłem wyszydzany i wyśmiewany przez takich ludzi jak señor Mateusz. Nikt nigdy nie widział w El Garra De Gato powodu do szacunku, lecz każdy z nich się mylił… Chce pokazać, że kocie uszy nie czynią nikogo słabszym! Każdy młody señor i każda młoda señora na całym świecie muszą w siebie uwierzyć, nie poddawać się i nie dać sobie wmówić, że są gorsi! <span title=Dzisiejszego-wieczoru>Esta noche</span> udowodnię co znaczy <span title=pazur>el garra</span>! Niech MateuszMW będzie przykładem, że siła i wielkość to nie wszystko. Liczy się serce, pasja i wiara w to co się czyni!

Renee Paquette: Mówisz, że kocie uszy nie czynią nikogo słabszym. Dla jednych to może być tylko kostium, dla ciebie wygląda to jednak jak coś znacznie ważniejszego. Co tak naprawdę oznacza dla ciebie ta kocia natura, którą pokazujesz światu?

El Garra De Gato: Dla mnie ten strój… ta maska…*Kociarz poprawia maskę, zmieniając przy tym ton na poważny* El Gato to symbol niezależności, dyscypliny, odwagi i drapieżnej natury. Szlachetność, jest kocim dziedzictwem, które wziąłem na swoje barki. *El Garra wraca do pozytywnego tonu mowy* Jest to również dla mnie bardzo ważny hołd, dla <span title=mojego-przyjaciela>mi amigo</span> El Queso. To on dał mi wiarę, ale i nadzieję, że każda zła natura człowieka może zostać zwalczona, bez względu na to, czy przeciwnik jest wysoki, niski, gruby czy chudy, czy jest silny, szybki, niebezpieczny… Wierzę, że to co przedstawię w ringu LPW zainspiruje świat do zmiany na lepsze. <span title=nasz-wspólny-lepszy-świat>Nuestro mundo compartido y mejor</span>!

Nie pada jednak kolejne pytanie ze strony Renee. Wszystko zostaje nagle przerwane za sprawą niespodziewanego pojawienia się Derricka Mantela.

Derrick Mantel: Kogo my tu mamy? Kolejny cyrkowiec, który próbuje się wyróżnić swoją barwną osobowością... *śmiech Mantela* Niestety miałem okazję słuchać tego całego bełkotu i im dłużej to trwało, tym bardziej odnosiłem wrażenie, że mam tutaj do czynienia z potencjalnym pacjentem zakładu psychiatrycznego. Rozumiem twoją desperację. Nie chcesz zostać zapomniany. Obrałeś przy tym jednak bardzo zły sposób. Twoja maska... To wszystko, co sobą prezentujesz... Widzę w tym wyłącznie potencjał na kolejną cyrkową małpkę. Widziałem różne dziwadła, ale ty bijesz je na głowę. Rozumiem dziwne upodobania, ale kocia maska i twoje bełkoty o kocim bractwie, noszącym się po zapleczu... Ktoś tu chyba zapomniał o lekach.

El Garra De Gato: Derrick... jesteś wyjątkowo wygadany, cabrón, jednak nie zauważasz, jak niesamowicie bardzo wszyscy są tym zmęczeni. Tak ślepo poszukujesz normalności dookoła, tak bardzo cię to boli... *El Garra kręci głową z dezaprobaty* stałeś się zwykłym wrzodem na dupie! Los fans del LPW, każdy z nich ma dość ciebie i tego co sobą reprezentujesz... a ja stoję wraz z nimi w masce, która tak potwornie na ciebie działa! Mówisz, że widzisz we mnie <span title=pacjenta-zakładu-psychiatrycznego>paciente en un centro psiquiátrico</span>, chociaż to tobie przydałaby się terapia *Kociarz sarkastycznie się uśmiecha*, bo skoro nie możesz znieść chociaż chwili bez tego zbędnego ględzenia, to może wyspecjalizowany terapeuta będzie w stanie cię wysłuchać, <span title=gaduło>hablador</span>! Bo prawda, której za nic w życiu nie chcesz zaakceptować, jest taka, że nikogo nie interesuje co masz do powiedzenia, <span title=nieudaczniku>perdedor</span>!

Derrick Mantel: Jeśli jestem wrzodem na dupie, to muszę Cię zmartwić. Nie spocznę, nim nie oczyszczę tego miejsca z ludzi, którzy uważają, że kostiumy i różne dziwaczne osobowości czynią ich ważnymi. LPW nie potrzebuje dziwacznych osobowości, lecz osób, które rozumieją, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Szczerze? Nie interesuje mnie jakoś szczególnie to, co o mnie mówią inni. Wolę skupić się na swojej misji, a ta była już jasna od samego początku. Dla kogoś takiego jak Ty jest to zabawa. Dla mnie to coś więcej. Miejsca takie jak to potrzebują ludzi takich jak ja. Ty natomiast... *chwilowa pauza* jesteś jedynie chwilą. Przez jakiś czas może być o Tobie głośno. Będą zapewne pojawiały się liczne artykuły o Kociarzu jako nowym talencie. Nie będzie to trwało wiecznie. Gdy efekt świeżości minie i zostaniesz odstawiony na półkę niczym nikomu niepotrzebna zabawka, zrozumiesz, że tak naprawdę miałem rację. Wszyscy to zrozumieją. Teraz każdy może się śmiać, uważając mnie za dziwaka. Za jakiś czas każdy będzie mnie przepraszał, ale na przeprosiny już będzie za późno. Jeśli nadal uważasz, że jesteś kimś więcej niż typem w dziwacznej masce, to mam dla Ciebie pewną radę. Miej oczy dookoła głowy, bo nigdy nie będziesz wiedział, kiedy Twoja kara nadejdzie.

Po słowach padających z ust Mantela dochodzi do dość napiętej wymiany spojrzeń. Po chwili Derrick wycofuje się, podążając w nieznanym kierunku, a Garra rusza w stronę ringu, gdzie za moment zmierzy się z Mateuszem MW.


Singles Match: El Garra De Gato vs Mateusz MW
[Obrazek: JxbGrSN.png]

Kamera przenosi nas do ringu, w którym znajdują się Mateusz MW oraz debiutujący El Garra De Gato. Ten pierwszy dominuje nad debiutantem na tą chwilę trzymając go w head locku. Meksykanin podnosi się z kolan na równe nogi i zaczyna wypłacać łokcie na korpus przeciwnika. Polish Fucker odpuszcza, ale nie chce dać mu dużo czasu na nabranie oddechu. Wypłaca kolano na brzuch, odbija się od lin. Jumping Clothesline… Nie! Kociarz schyla się, a Mateusz odbija od lin i inkasuje Running Elbow Strike. Luchador poczuł teraz krew i nie odpuszcza. Polak wstaje, ale tylko po to, aby przyjąć Tiger Suplex. Koci Luchador nie zatrzymuje się i wchodzi na narożnik. Diving Elbow Drop?! Connected! Pin... 1... 2... Kickout! Mateusz podnosi się do pozycji siedzącej i mówi do rywala, że to nie wystarczy, aby go pokonać. Gato Oscuro chyba jest innego zdania, bo wypłaca teraz oponentowi serię kopnięć na ziemi. Sędzia zaczyna liczyć, ale zawodnik z Rosarito odpuszcza od razu. Krakus powoli wstaje, a przeciwnik napiera na niego... Ale został tylko poczęstowany Forearm Smashem prosto w twarz. Meksykanin wyraźnie to odczuł, bo aż przyklęknął na jedno kolano. To daje czas dla The Big MW, który odbija się od lin i dokłada Jumping Clothesline. Luchador aż odbija się plecami na równe nogi, a Polak dokłada kolejny Jumping Clothesline. Kociarz jest teraz ewidentnie w kłopotach, a krakowianin nie odpuszcza. Kiedy tylko rywal wstał, od razu łapie go za głowę i dokłada mu Suplex. Zamaskowany zawodnik czołga się teraz do narożnika. Mateusz przejeżdża kciukiem po swoim gardle, sygnalizując, że będzie chciał wykończyć swojego oponenta. Kociarz wstał, krakus biegnie... Corner Splash?! Connected! The Big MW chyba poczuł się teraz bardzo pewnie, bo sięga teraz pod swoje spodnie dresowe i wyciąga z nich dziecięcą oliwkę. Wiemy co to oznacza, łysa głowa krakowianina została już cała zlana tym specyfikiem, a to może nam sygnalizować koniec walki. Przynajmniej Mateusz ma takie wrażenie. Czy to będzie Łysy Punch?! Nie, Koci Luchador od razu z wielką siłą przechwytuje rywala łapiąc go za korpus i wynosi na swoje ramiona. Potężnym Powerslamem wbija przeciwnika w matę! Polish Fucker próbuje powoli wstać łapiąc oddech. Robi to z pomocą lin, a kiedy odrywa od nich swoje ręce Meksykanin od razu bierze rozbieg i mamy Running Crossbody. Pin! 1... 2... W ostatniej chwili Mateusz kładzie nogę na dolnej linie, a sędzia nie ma wyboru i musi przerwać liczenie. Gato Oscuro chwilę próbuje dojść do porozumienia z sędzią co przed chwilą się wydarzyło... Ale Polak to wykorzystuje. Gut kick... I potężnie wbija przeciwnika głową w matę za pomocą DDT! Polish Fucker nie chce odpuścić rywalowi i ponownie z pośpiechem polewa głowę oliwką, a następnie energicznie ją rozmasowuje po głowie. Czy tym razem Łysy Punch dojdzie do skutku!? Nie! Luchador popycha go w stronę lin, a ten się od nich odbija i inkasuje silny Spinebuster! Kociarz ewidentnie ma już dosyć walki z Mateuszem i będzie chciał ją zakończyć. Polak powoli wstaje, a Koci Luchador powoli zachodzi go od tyłu. Gato Sleeper?! Nie! Polish Fucker wyrywa się i popycha rywala na liny. MW Kick!? Gato Oscuro unika kopnięcia i sam wyprowadza Garra Slam! Connected! Pin! 1... 2... 3! Koci Luchador w pięknym stylu wygrywa w swoim debiucie!

Video Promo - część 1

Kamera przenosi się na ciemną ulicę. Widać, że jest to wcześniejsze nagranie, ponieważ zdecydowanie jest to środek nocy. W oddali słychać nucenie i pogwizdywanie, a po chwili widać zbliżającą się postać - czarną i zakapturzoną, powoli zbliżającą się i wypełniającą coraz to większą część kadru.

???: Skibidi toilet goni mnie, śpiewając tę piosenkęęęęę... Jesteśmy niepokonani!

Mężczyzna, a w zasadzie chłopaczek (bo można się już domyślić iż jest to Elias Shadow), zaczyna się śmiać, jednak po chwili wraca do śpiewu, tym razem śpiewając swój autorski tekst, ale wciąż w tym samym rytmie.

Elias Shadow: Jestem Brutal, klepię tutaj... Mata jest klepana, jak mama przez tatę z ranaaaaaaa!

W tym momencie Elias zostaje złapany od tyłu a do jego ust zostaje przyłożona biała ściereczka! Młodzieniec natychmiastowo osuwa się do tyłu, na swojego zamaskowanego napastnika, który pozwala mu się przewrócić, łapie go za ręce i zaczyna ciągnąć po ziemi, w kierunku zaparkowanego nieopodal samochodu. Bagażnik zostaje otwarty, a zamaskowana postać wrzuca do środka Beta Wolfa! Po chwili siada za kierownicą i odjeżdża, a obraz z kamery czernieje...

LPW ASCENSION JUŻ 5 LIPCA - TRANSMISJA LIVE NA NASZYM DISCORDZIE

Obraz z kamery przenosi nas do... szatni, gdzie znajduje się sam Jean-Pierre Dolnick. Ubrany jest już w swój wrestlingowy outfit, a jak on wygląda? Dowiecie się, gdy będzie mi się chciało. Grubas siedzi na ławeczce i coś czyta... podejrzana sprawa. Jest to chyba... słownik? Jean jest bardzo skupiony.

Jean-Pierre Dolnick: P-p..pyszałek..

Dolnick duka pod nosem definicję tego słowa. Chyba próbuje to dokładnie zrozumieć, w końcu Big Jean zamyka słownik lekko podirytowany.

Jean-Pierre Dolnick: Gówno jakieś obesrane... <Dolnick bierze do ręki telefon, który ma obok> Dobra, ja to inaczej załatwie, ja się nie będę cackać. GEMINI. Podaj mi definicję słowa ''py...szalet''

Sztuczna inteligencja załapała, że chodzi prawdopodobnie o słowo pyszałek i nauczyła Jeana, co znaczy ten wyraz. Nagle drzwi do szatni otwiera... Maxwell.. nie, Pill Tau.. nie! Pillwell Tausom! Grubas spogląda na to i nie dowierza, jest podirytowany. Tausom z zacieszem na twarzy i wilgotnymi włosami wchodzi do pomieszczenia, mając w ręku baniak z wodą, na której jest bardzo improwizowana naklejka z napisem: ''Uwilgiatniacz 3000''. Pilwell odkłada go na podłogę.

Pillwell Tausom: Hej, Jean! <uśmiech> Widzę przygotowujesz się do naszej walki, staniemy w ringu jak za starych dobrych czasów! <patrzy na wkurwionego Dolnicka> Widzę w tobie tę ekscytację i nie dziwię się, ja sam nie mogę już się doczekać! <jeszcze szerszy uśmiech>

Dolnick wstaje z ławki i łapie za fraki Tautu. Ten się zarumienia, a przynajmniej chciałby, bo nie jest prawdziwym Ransomem.

Jean-Pierre Dolnick: Ty pojebie! Co ty wygadujesz w ogóle! Ubzdurałeś sobie, że jesteś Maxwellem, a nie masz z nim nic wspólnego! Jeszcze ta walka... po co ty polazłeś do tego Roba Van McŁowicza? Ja nie potrzebuję nic temu Lopezowi udowadniać, wygrał dlatego, że po 1... to miałem 5 lat przerwy w ringu. A po 2 i najważniejsze, to wpadł we mnie i mi zepsuł posiłek! Jak głodny miałem dać z siebie wszystko? Chyba każdy to rozumie i wie, że tak naprawdę to bym wygrał.. więc w dupę sobie wsadź to starcie! Przez ciebie to wszystko.

Pilwell Tausom: Ach, Jean... Tyle wigoru w tobie! Damy radę na spokojnie, wyluzuj! <wyrywa się Grubciowi z szerokim uśmiechem> Tylko musisz coś zrobić z tymi włosami.. co to jest w ogóle, są strasznie suche. Masakra jakaś...

Jean-Pierre Dolnick: O ty chuju! Przesadziłeś, kradniesz nawet najważniejszy tekst Maxwella o wilgotnych włosach, to przegięcie! Jesteś jak ten cały Dan Downson, co mi podwędził motyw listy! Rozumiesz to? To ja stworzyłem białą listę i mało tego, on tam nawet kiedyś trafił! Paranoja jakaś.

Pilwell Tausom: Spokojnie partnerze. Musisz wziąć wdech i wydech. <uśmiech> Aż pić mi się zachciało..

Tausom sięga po swój baniak z wodą i możecie się domyślić, że wcale nie chciało mu się pić. Pillwell wylewa wodę na głowę Dolnicka. Ten zszokowany stoi w miejscu i nie dowierza, co się właśnie stało.

Pilwell Tausom: O wiele lepiej, z tak wilgotnymi wlosami teraz na pewno naklepiesz Lopezowi!

Fake Maxwell Ransom uśmiecha się szczerze, po czym momentalnie ucieka z pomieszczenia. Mokrym i totalnie rozsierdzonym Dolnickiem kończymy przedstawienie. Obraz z kamery znika.

NA STRONIE LPW MOŻNA ZAKUPIĆ JUŻ NAJNOWSZY MERCH FEDERACJI

Kamera zabiera nas na zaplecze. Możemy zobaczyć korytarz wiodący zawodników do wejścia na arenę. Przestrzeń jest nieco zatłoczona. Nie brakuje przenoszących rekwizyty technicznych, jak i omawiających coś między sobą oficjeli w garniturach. Tłok ten właśnie sprawił, że w kadrze widzimy jak blisko siebie znaleźli się bohaterowie nadchodzącego starcia. Zbigniew Uszczelka oraz Edgar Dickinson i to do nich, przygotowujących się do walki zmierza kamerzysta.

Edgar Dickinson: Dzień dobry Panie Zbigniewie. Nie mieliśmy chyba wcześniej przyjemności się poznać, a jednak dobrze znamy wzajemnie swoje personalia. To bardzo wygodne prawda? Nie musimy przechodzić przez, ten często niezręczny, protokół przedstawiania się. Muszę przyznać, Panie Zbigniewie, że zaskakuje mnie to jak ważną rolę wraz z swoim przyjacielem pełni Pan w naszej historii. Naprawdę często nie doceniamy siły pracujących rąk prawda? Niemniej jednak mam duże obawy, że może być to na jakiś czas koniec Pana przygody w mojej głównej linii fabularnej.

Uszczelka spluwa na podłogę i głośno odchrząkuje, po czym wyciera rękę o strój zostawiając na nim ślady smaru.

Uszczelka: Pan żeś jest ten artysta co to wierszyki pisze ta? Ja zawsze uważałem, że te gryzipiórki to ino chcą zarobić, a się nie narobić. Jak chcesz się pan ze mną spróbować to się pan postaraj. Jak mały byłem to mamusia mnie czytali taką bajkę, znasz Pan? "Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna i pot z niej spływa.." To ja właśnie jestem taka ciuchcia, więc nie stój pan na torach bo się wykoleisz.

Poeta zmarszczył brwi i spoważniał, a jego głos z przyjaznego i zaczepnego zmienił się w szorstki.

Edgar Dickinson: Znane mi są bajki Tuwima, wielokrotnie przełożono jego dzieła na mój język. W Pana wieku wypadałoby jednak już sięgać po inne dzieła tego artysty.
“O przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi”
“Do prostego człowieka” Powinno do Pana przemówić. Jestem Pana rywalem, ale nie wrogiem, proszę tego nie mylić. Gdzie indziej musi Pan szukać odpowiedzialnych, za to jak wyglądają chociażby losy Pańskiego przyjaciela. Może jeszcze zrozumie Pan z czym tak naprawdę się ścieramy, wierzę, że ma to Pan gdzieś na dnie serca.

Uszczelka: Nie będziesz mi tu wierszokleto mojego druha obrażał. Sam pan masz morde umazaną jak za przeproszeniem wyciągnięty z kolektora ściekowego, a innych będziesz oceniał. Zygmunt może i wychyli za dużo, ale serce to ma chłop złote. Ja może i jestem prosty chłop jak żeś mnie pan nazwał, ale jak z panem skończę to pan będziesz połamany chłop.

Uszczelka akcentuje ostatnie słowa z wrednym uśmiechem i odchodzi odprowadzany zdegustowanym spojrzeniem Poety..

Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Zbyszek Uszczelka vs Edgar Dickinson
[Obrazek: KFBhd0b.png]

Wracamy do ringu po reklamach. Akurat Edgar kończy się wspinać na narożnik, natomiast Zbyszek powoli zbiera się z maty. Poeta czeka na odpowiedni moment, tauntuje i w końcu skacze, kiedy Majster stoi już twardo na nogach. Diving Crossbody! Ale Uszczelka wykazuje się niezwykłą siłą! Bez problemu łapie Dickinsona. Polska Górom! Publiczność nie wydaje się zbyt zadowolona z takiego obrotu spraw, jednak Betonowy Syfon nic sobie z tego nie robi i częstuje swojego przeciwnika Zaliczką na Materiał! Zadowolony z siebie Fachowiec przesuwa się do lin, aby przybić piątkę Butli... ale przecież jego od samego początku tam nie ma. Co wyprawia Uszczelka? Ewidentnie potrzebuje chwili, żeby dojść do siebie, ale w końcu przechodzi do pinu… jednak nie, roll up! 1... 2... Kick Out! To tylko rozjuszyło Zbyszka! Jakimś cudem dźwignął się z maty szybciej niż rywal i od razu ruszył z kopyta do ataku. Clothesline! Wkurzony Polak nie pozwala wstać Edgarowi i częstuje go serią Punchy. Jeszcze raz próbuje pinu. 1... Kick Out! Irlandczyk się nie poddaje. Ale to tylko woda na młyn dla Zerwanego Gwintu. Podnosi on bowiem swojego przeciwnika, wypłaca mu solidny Headbutt, po którym klask było słychać najprawdopodobniej aż Polsce, a zaraz po nim wynosi Dickinsona pod Będzie Pan Zadowolony! Szykuje się koniec walki! Jednak w powietrzu Poeta zaczyna się szarpać w każdą stronę i Polak musi go odstawić. Kilka punchy w solidny bojler i Edgar daje radę wyrwać się z uchwytu. Od razu wypłaca Zbyszkowi szybkie Enzuiguri, choć to nie wystarczy, aby powalić potężnego Majstra. Oj, tanio skóry nie sprzeda. Zachwiał się, ale nie upadł. Dickinson wcale się nad tym nie zastanawiał. Zrobił krok wstecz, aby natychmiast dołożyć jeszcze Plot Twist! Betonowy Syfon pada na matę jak rażony piorunem. Od razu mamy pin. 1... 2... Kick Out! Publiczność jest niepocieszona, Crow Prince już obmyśla dalszy scenariusz. I wygląda na to, że faktycznie jest niezwykle kreatywny i potrafi szybko przelać myśli na papier. Momentalnie zrywa się na równe nogi, ustawia tyłem do przeciwnika i popisuje się fenomenalnym Moonsaultem! Wylądował perfekcyjnie na dorodnym mięśniu piwnym potężnego Polaka i tym samym mamy kolejny pin. 1... 2... Nic z tego! Zawodnik z Siedlec ani myśli bawić się w Najmana i nie zamierza łatwo odpuszczać. Powoli zbiera się maty, ale tam już czeka na niego The Dreamer, który odbija się od lin i niesiony dopingiem publiczności pędzie prosto na Zbyszka. Jednak, jak to mówią, mądry Polak po szkodzie, Uszczelka już nie raz w tej walce widział taką sytuację i kolejny raz nie da się na to nabrać. Przepuszcza biegnącego rywala, lekko popychając go w plecy. Ten jeszcze raz odbija się od lin i nabiera jeszcze większej prędkości, lecz Majster tylko na to czekał. Przygotował się i solidnym Shoulder Blockiem nie tylko sprowadził Dickinsona na deski, ale jeszcze udowodnił, że Betonowy Syfon to pseudonim nie w mąkę pierdnął i zyskał go nie przez przypadek. Co prawda Poeta w miarę sprawnie zbiera się z maty, ale na to tylko czekał Fachowiec i tym razem popisał się fantastycznym Urwanym Gwintem. Ależ to gruchnęło, dajcie spokój. Zbyszek jest w idealnej pozycji, aby kończyć to starcie... ale jednak tego robi? Zapatrzył się w rampę, jak zaczarowany. To chyba jego pierwsza walka bez Butli u boku i widocznie nie może sobie z tym poradzić. Biedaczek. Znam ten ból, jakby mi kto piwo bezalkoholowe do gęby lał. No ale ta chwila zawieszenia trwa już dość długo. Edgar ma wystarczająco dużo czasu, aby dojść do siebie i wstać. W końcu Polak się odwraca, ale Irlandczyk zaskakuje Double Knee Facebreakerem! Betonowy Syfon upada pod narożnikiem, a z jego piersi wydziera się okrzyk - "Aaa! Jaki ból!" Dickinson wykorzystuje to, aby wdrapać się na narożnik. Tym razem już nie tauntuje, nie traci czasu. The End! Trafiony zatopiony! 1... 2... 3! Edgar Dickinson wygrywa!

Po zakończonej walce Edgar świętuje zwycięstwo, a następnie kieruje się w stronę zaplecza. Zbyszek Uszczelka powoli podnosi się z maty...i w tym momencie obraz na ekranie ukazuje nam sytuację na zapleczu, gdzie Zygmunt Butla został zaatakowany przez Prestona Steela'a i Miguela Escobara! Zawodnik z Hiszpanii przytrzymuje ręce Zygmunta za plecami, zaś Preston kilka razy uderza Polaka w brzuch kijem do kendo! Widząc te obrazki, Zbyszek pomimo bólu głowy postanawia ruszyć z pomocą swojemu kompanowi. W tym czasie Escobar chwyta Butlę w Front Facelock i wykonuje DDT na betonową podłogę! Nawet po tej akcji nie odpuszcza, tylko przechodzi do Ground and Pound, zasypując fana wódki nawałnicą ciosów! W tym czasie Preston znalazł jakieś krzesełko, jednak nie zdążył zrobić z niego użytku, gdyż zostaje powalony na ziemię przez Zbyszka Uszczelkę! Betonowy Syfon niemal od razu rzuca się z pięściami na Escobara! Dochodzi do szamotaniny, a po krótkiej chwili zjawiają się także medycy, którzy starają się udzielić pomocy zalanemu krwią Zygmuntowi, a także sędziowie i ochroniarze, którzy usiłują rozdzielić walczących zawodników. Początkowo udaje im się odseparować Escobara i Uszczelkę, jednak taki stan rzeczy nie trwa długo, gdyż Zbychu wyrywa się i ponownie rusza z szarżą - kolejne ciosy spadają na Miguela! Chwilowa przewaga hydraulika nie trwa jednak długo, gdyż zostaje on trafiony w plecy stalowym krzesłem przez Prestona Steele'a! Osuwa się na kolana, zaś obaj agresorzy błyskawicznie zaczynają go otłukiwać punchami! Zbyszek jednak nie poddaje się, nie chce osunąć się na ziemię, gdyż to byłby jego koniec! Steele przechwytuje go w Front Facelock, probując wykonać DDT, jednak Zbyszek broni się! Uderza go kilka razy w korpus, po czym znajduje w sobie siły by wstać i rusza do przodu, wbijając Heir Apparenta plecami w stalową skrzynię! Nadal jednak musi zmagać się z Escobarem, który kontynuuje wymierzanie silnych ciosów. W końcu pojawia się większa grupa ochroniarzy, której udaje się zapanować nad tym chaosem. Wygląda na to, że tym razem na dobre. Escobar i Steele wykrzykują jeszcze coś w kierunku wściekłego i obolałego Zbyszka. Po kilku sekundach w całym tym rozgardiaszu zjawia się także General Manager, Rob Van Dam.

Rob Van Dam: <wyraźnie podniesionym głosem> Dosyć. Jeśli macie ze sobą problem, nie będziecie go rozwiązywać na zapleczu kijami, krzesłami i zasadzkami. Załatwicie to po mojemu - w ringu, przy kamerach i na oczach wszystkich.Na LPW: Ascension, jeśli medycy dopuszczą Zygmunta do walki, zobaczymy starcie drużynowe: Preston Steele i Miguel Escobar kontra Zbyszek Uszczelka i Zygmunt Butla. Dodatkowo jeśli którykolwiek z Was ruszy swojego rywala przed oficjalnym starciem, może zapomnieć o występie na PPV.

RVD każe ochronie odprowadzić Prestona oraz Miguela, podczas gdy medycy dalej zajmują się Butlą.

Earlier This Week
Kamera przenosi nas do bogato zdobionej sypialni hotelowej. Na ścianach wiszą bogato zdobione arrasy ukazujące bitwy z ubiegłych wieków. Przed nami na baldachimie o burgundowym kolorze wyleguje się Lord Sebastien, a obok łóżka stoi oparta o nie jego laska Margaux. Sel de la Terre jest karmiony przez pracownika ubranego jak służba hotelowa winogronami. Francuz wykonuje gest ręką, a służba odchodzi znikając nam z kadru. Lord podnosi się do pozycji siedzącej i spogląda w stronę kamery.

Lord Sebastien: Bonjour, dzisiaj jestem w mojej ukochanej Francji, gdzie ludzie potrafią odpowiednio obsłużyć gościa takiego kalibru jak ja. Pewnie już wam się obiło o uszy, bo  materiał krąży po sieci. Zostałem skandalicznie potraktowany przez służbę hotelową w The St. Regis Bal Harbour Resort w Miami na Florydzie. Tak, nie bójmy się pozwów, mówmy nazwę tego nieprofesjonalnego hotelu wprost. Zachowali się nieprofesjonalnie i prostacko. Zamówiłem butelkę Krug Clos d'Ambonnay. Dla tych, którzy nie znają się na szampanach, muszę powiedzieć, że to nie są tanie rzeczy. Jedna taka butelka kosztuje około 4000 dolarów. Prawdopodobnie nigdy nie będziecie mieli przyjemności spróbować czegoś takiego, pozostaje wam tylko Sowietskoje Igristoje. Ale wróćmy do tematu. Zostałem haniebnie potraktowany przez służbę w Ameryce, ale wiecie co? To wcale mnie nie zdziwiło, w Ameryce nigdy nie wiedzieli jak powinno się postępować z arystokracją. Więcej, tam nawet się mówi, że wszyscy ludzie są sobie równi, ha tfu. *Lord spluwa na podłogę, a służba błyskawicznie podbiega i wyciera ślinę z podłogi* Jedyne miejsce, w którym ludzie wiedzą, jak z nami, szlachetnie urodzonymi, się obchodzić to moja ukochana, rodzinna Francja oraz Europa. Dlatego jestem tutaj, dostałem wolne w tym tygodniu od federacji, więc mam czas na regenerację. *Lord wstaje z łóżka i powolnym krokiem wraz ze swoją Margaux udaje się do wielkiego okna balkonowego patrząc prosto na krajobraz Lazurowego Wybrzeża* Jednak nie tylko regeneracja w tym jest dobra. Ten czas można wykorzystać na to żeby stanąć z boku i obserwować co się dzieje z boku. A nie dzieje się dobrze. W LPW mamy wielu ludzi niegodnych, wiele pracy przede mną, aby pokazać tym wszystkim ludziom gdzie jest ich miejsce. Spójrzcie chociażby na takich ludzi jak Zygmunt Uszczelka czy Zbigniew Butla. Jeden z nich to prosty wyrobnik, którego miejsce powinno być tylko i wyłącznie pod zlewem w jakimś brudnym, polskim mieszkaniu. Drugi z nich ma wrażenie, że cokolwiek mu się należy w tej federacji. Butla, jedyne co ci się należy to renta alkoholowa i brudna melina, w której będziesz zalewał się w trupa co dzień. I można by tak wymieniać w zasadzie bez końca. Federacja woli umieszczać w karcie takich ludzi? Okej, niech będzie. Jeszcze się przekonają w swoim czasie, że jedyne co ich czeka czyniąc takie ruchy to rychła zguba. A wtedy uzmysłowią sobie jak wiele tracą na mojej nieobecności i nie będą mieli żadnego wyboru. Nawet tak ograniczony człowiek jak Rob Van Dam będzie musiał w końcu to zrozumieć, że dla arystokraty zawsze znajdzie się miejsce na show. A wtedy ja wrócę i zimną krwią będę dalej wykonywał swój plan oczyszczenia federacji i pokazania Amerykanom do kogo należy ten świat.

Po tych słowach Lord otwiera drzwi balkonowe i wychodzi na taras patrząc w horyzont znajdujący się na morzu cały czas dzierżąc w ręku swoją Margaux. Obraz z kamery gaśnie.

Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Rob McŁowicz vs Ryback
[Obrazek: E4OoGjg.png]

Końcówka walki… Rob McŁowicz próbuje utrzymać Rybacka w defensywie, ale The Big Guy wygląda, jakby każda kolejna akcja rywala tylko dolewała oliwy do ognia. The Culinary Butcher trafia szybkim kopnięciem w brzuch, wykonuje gest solenia nad przeciwnikiem i rusza z serią ciosów. Solenie Rywala! Ryback cofa się o krok, potem drugi, a Rob natychmiast dokłada Kitchen Sink! Human Wrecking Ball zgina się w pół, McŁowicz odbija się od lin. Gulasz-line! Trafiony zatopiony! Ryback pada na matę! Pin! 1... 2... kickout! Rob przykłada palce do ust i mlaska, jakby właśnie próbował wyjątkowo twardego kawałka mięsa. The Master Chef of Chaos nie czeka, tylko wchodzi na narożnik. Długie „eeeeeeee” zwiastuje Eeee-mak-łowicz-bow! Connected! Pin! 1... 2... nie! Ryback odrywa bark w ostatniej chwili! McŁowicz łapie się za głowę, ale widzi szansę. Podnosi Rybacka, próbuje ustawić go pod Krakowski Kocioł, jednak różnica siły robi swoje. The Butcher blokuje wyniesienie, chwyta Roba i rzuca go przez ring Gorilla Press Slamem! McŁowicz odbija się od maty i próbuje od razu wstać, ale Ryback rusza jak rozpędzona ciężarówka. Jumping Clothesline! Rob pada, a The Big Guy przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Ryback podnosi McŁowicza i wykonuje Uranagę! Rob zwija się z bólu, a Human Wrecking Ball od razu przeciąga go na środek ringu. Pin! 1... 2... nie! The Sausage King jeszcze zostaje w walce! Ryback ustawia się w narożniku. Publiczność wie, co się szykuje. Rob powoli podnosi się na nogi, lekko zamroczony, ale jeszcze próbuje poprawić furażerkę. Meat Hock Clothesline! Jednak nie! McŁowicz uchyla się, Ryback przelatuje obok, a Rob trafia The Spatula Slap prosto w klatkę piersiową! Olbrzym cofa się, a The Michelin Star Menace dorzuca Running Bulldog! Ryback pada na kolano. Rob widzi idealną pozycję. Cofa się do lin, bierze rozpęd i krzyczy: „Smakuje?!” Degustacja Goryczy! Nie! Ryback w ostatniej chwili odsuwa głowę, a McŁowicz trafia nogą w pustą matę. Rob odwraca się zaskoczony i natychmiast inkasuje Meat Hock Clothesline! Matko Boska, to mogło urwać mu głowę! The Big Guy nie poprzestaje na tej akcji. Podnosi bezwładnego Roba, wynosi go na barki i przez chwilę maszeruje po ringu, patrząc z pogardą na publiczność. Shell Shocked! McŁowicz zostaje wbity w matę, a Ryback pinuje 1... 2... 3! Ryback wygrywa i awansuje do wielkiego finału turnieju.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
301
27.06.2026, 11:52
#2
Video Promo - część 2

Obraz z kamery powoli wraca. Słyszymy trzask dość starawej instalacji elektrycznej, a kamera przesuwa się po mrocznej, ewidentnie chłodnej piwnicy opuszczonego domu na odległym od jakiegokolwiek życia odludziu. Ściany są betonowe, sufit podpierają stare, drewniane belki, a ze szczytu pomieszczenia kołysze się pojedyncza żarówka na kablu, która oprócz światła nadaje kształty cieniom w miejscach za drewnianymi filarami. W środku piwnicy, na charakterystycznym krześle owiniętym przy oparciu drutem kolczastym siedzi Elias Shadow. Lone Wolf ma ręce zawiązane za plecami, za krzesłem, zatem drut kolczasty cały czas kłuje go po plecach. Shadow na początku ujęcia się szarpał i próbował się uwolnić, lecz po chwili odpuścił, gdyż energiczne ruchy wyraźnie sprawiały mu więcej bólu, niż ulgi, czy też postępów w ucieczce. Na ekranie pojawia się napis ,,2 godziny później", a Young Viper siedzi jakby zrezygnowany z opuszczoną głową, ewidentnie zasnął albo zemdlał. Wokół cały czas panuje cisza, a nagle od strony schodów oprócz skrzypiących drzwi słychać kroki i ciągnący się łańcuch. Z cienia wychodzi właśnie sam Mike F'N Brutal, który powoli podchodzi do swojej ,,ofiary", patrząc na nią z zimnym uśmiechem. Extrememaniac sięgnął po wiadro z zimną wodą, po czym oblał nią Beta Wolfa, na którego wyraźnie to zadziałało.

Mike F'N Brutal: Wake up, Shadow! Rise and shine! Witam Cię w moim raju.

The Concrete Saint okrąża krzesło obserwując Shadowa, ciągnąc za sobą łańcuch oparty na ramionach, trzymając kij bejsbolowy owinięty drutem kolczastym w ręku.

Mike F'N Brutal: Długo się zastanawiałem nad tym co można powiedzieć więcej o takim kimś jak Ty. Długo też myślałem nad tym, co tu z Tobą zrobić, abyś poniósł konsekwencje swoich ostatnich wykolejeń. Nie powiem, należysz do jednej z najbardziej interesujących atrakcji w tym cyrku. Jakbyś mógł wydusić z siebie cokolwiek to zapytałbyś się mnie: Mike, dlaczego? Dlaczego to robisz? Ano dlatego, że chciałem się utwierdzić w przekonaniu, że nie jesteś taki jak reszta. Reszta w dość odległej przeszłości po tym, jak robiłem z nimi co chciałem nigdy więcej nie chciała na mnie spojrzeć ze strachu. Ty zdajesz się wyglądać na gościa, który chce więcej. Nie wystarczyło Ci to, co z Tobą zrobiłem na Colosseum?! Większość z tych miernot w tym momencie by mnie błagała o litość, Ty zdajesz się odnajdywać w tej sytuacji. Zdajesz się odnajdywać w mojej rzeczywistości w której chętnie Cię ugoszczę. A może to jest ta słynna maska Eliasa Shadowa? Wielka tajemnica Beta Wolfa? Ten cały obrazek samotnego, niezrozumianego artysty, który chce iść własną drogą.

Brutal w tym momencie nachyla się nad twarzą Shadowa.

Mike F'N Brutal: Już jednego zbędnego światu i niespełnionego poetę mamy w LPW. Poza jawną kopią wyglądasz mi na człowieka, który popełnia błąd za błędem. Jednym z nich było ponowne zwrócenie na siebie mojej uwagi. Jeśli ktoś za pierwszym razem nie pożałował, że stanął mi na drodze - to lepiej dla niego, żeby do drugiej konfrontacji nie doszło, bo może się to skończyć ekstremalnie źle i mogą się wydarzyć rzeczy niestosowne do pokazywania w telewizji tej kategorii!

Mike w tym momencie zdjął gruby łańcuch z ramion rzucając nim o podłogę, a zaczął opierać o obojczyk kij bejsbolowy owinięty drutem kolczastym. Drut kolczasty wyraźnie parę razy obdarł koszulkę Mike'a i skórę pod nią, jednak ten zdaje się nie przejmować tym faktem.

Mike F'N Brutal: I w tym miejscu kończą się Twoje sztuczki, Twoje jebnięcie z kimś 67. Powiedz mi jeszcze raz prosto w twarz, że spotkamy się przy następnym klepnięciu, wypluta przez życie sieroto! <Brutal częstuje Eliasa soczystym ojcowskim plaskaczem z kostek, po którym z nosa Shadowa leci krew> Gdzie jest Twój uśmiech w sytuacji w której dochodzi do Ciebie, że nie masz dokąd uciec przed ekstremalnie wściekłym psem?! Masz się za wielkiego władcę cieni, pana ciemności - prawdziwa ciemność dopada Cię właśnie teraz!

King of Extreme bierze do ręki nóż leżący na stole obok, po czym obsesyjnie na niego patrzy.

Mike F'N Brutal: Mógłbym zachować się jak psychopata.. sadysta i zakończyć tę historię tu i teraz sprawiając, że już nigdy więcej nie wejdziesz do tego ringu pokazując wszystkim, że każda rzecz którą starasz się reprezentować i cała ta aura wokół Ciebie to tak naprawdę tania przykrywka pod publiczkę. <Mike podchodzi bliżej i przykłada ostrze do liny krępującej Shadowa.> Tylko wiesz jaki jest problem? To byłoby zbyt proste. Nie chcę przejeżdżać się po człowieku, który nie jest w stanie przekroczyć tych lin. Chcę pokonać Shadowa, który nadal będzie żył w przekonaniu, że może wejść do mojego świata i wyjść z niego bez widocznych gołym okiem konsekwencji.

The Human Wrecking Riot zaciska szczękę, przez chwile sprawia wrażenie, jakby chciał zrobić coś więcej niż uderzenie z liścia. Elias zamyka oczy jakby pogodził się z nieuniknionym, jego oddech przyspiesza, a serce wyraźnie szybciej zaczyna bić. W tej chwili zapadła głucha cisza po której słychać tylko dźwięk przecięcia liny. Więzy puszczają, a Elias siedzi nieruchomo jak spetryfikowany nie dowierzając zbytnio w to co się stało. Po chwili otwiera oczy, a Brutal z uśmiechem stoi przed nim.

Mike F'N Brutal: Nie. Nie dzisiaj. <Mike łapie Shadowa za kark, podnosi go z krzesła i brutalnie kładzie na drewnianym stole.> Nie rozegramy tego tutaj, nie w miejscu i czasie gdzie jesteś bez szans. Po tym jak wpieprzyłeś się w moją walkę z Zackiem nawet Van Dam miał tego dość. On wie co jest grane tu i tam, wie czym jest prawdziwy Hardcore jako jeden z niewielu tutaj. Powiedziałem mu tylko jedno, żeby się nie martwił i zostawił to profesjonaliście w tej dziedzinie. Powiedziałem Robowi, że jedyne czego potrzebuję to miejsce, czas i zasady które pozwolą mi być sobą. Dlatego uroczyście ogłaszam Tobie i nie tylko, dzieciaku, że Extreme Rules Match na Ascencion w lipcu między Mike'iem Fuckin' Brutalem, a Eliasem Shadowem od tej chwili staje się oficjalny! Skończyły się zabawy w kotka i myszkę, czy jakieś inne techniczne tańce, połamańce! Tam będziesz miał pole do popisu i pokazania kim naprawdę jesteś. <W tym momencie Mike pokazuje Eliasowi ręką w kierunku schodów, gdzie mieści się wyjście z piwnicy.> Zapamiętaj sobie jedną rzecz - to co się wydarzyło tutaj to nie była kara, ani walka. To był przedsmak tego, jaki naprawdę jest Violence Bastard. Jesteś wolny, spływaj stąd póki nie zmieniłem swojego zdania. A na Ascencion nie czeka Cię kolejne zdarzenie rodem z najgorszego koszmaru. Czeka Cię hardkorowa wojna pod dowództwem Mike'a Fucking Brutala! Teraz otwieram Ci drzwi do wolności, na Ascencion wbiegam w nie na pełnej mocy, taranując je Tobą! Run!

Widokiem biegnącego, potykającego się po schodach Eliasa Shadowa i sadystycznym wzrokiem Extrememaniaca w jego stronę obraz gaśnie.

Kamera pokazuje siedzącego przy małym stoliku i przeglądającego coś w telefonie MateuszaMW. Na stoliku stoi woda oraz ulubiona oliwka Mateusza i obok niego drugie, puste krzesło. Wnet dosiada się do niego Derek Halloway z mikrofonem w dłoni. The Big MW odrywa wzrok od telefonu i nieco zdziwiony spogląda na The Truth Seekera.

MateuszMW: Czego chc…

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych! Ja nazywam się Derek i dziś sprawdzimy przytomność ślepego umysłu mojego rozmówcy, którym jest Mateusz! Mniej Więcej, powiedz proszę jak się czujesz z tym, że dostałeś taki łomot tydzień temu? Illuminati kazali Ci podłożyć się w tej walce czy to po prostu Twoja nieudolność? Bo co nakazują Ci te masońskie elity, to widać na załączonym obrazku.<Derek zasłania jedną ręką, żeby Mateusz nie widział, a drugą palcem wskazującym pokazuje do kamery na oliwkę dla dzieci>. A być może uważasz, że jak się wystarczająco naoliwisz, to uda Ci się wrócić do łona matki z rozpędu? Przez ten groteskowy atrybut i zważywszy na Twoje występy nie jesteś jednak tak groźny na jakiego się pozujesz. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi, więc oddaję Ci głos.

MateuszMW: Ty, Derek... Halloway, tak? Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzał, a z tego co widzę, to te twoje teorie spiskowe już ci całkiem zwoje mózgowe popaliły. Illuminati? Masoni? Elity? Chłopie, jedyna elita, z jaką ja miałem w życiu do czynienia, to chłopaki z osiedla, którzy potrafili otworzyć piwo zębami, a nie jacyś goście w fartuszkach z cyrklami. Ty się chyba za dużo filmów na YouTubie z żółtymi napisami naoglądałeś. Łomot tydzień temu? No dostałem, fakt, ukrywać tego nie zamierzam, bo nie jestem z tych, co udają greka. Wyszło słabo, dostałem po ryju, sędzia odklepał. Ale sugerowanie, że ktoś mi kazał się podłożyć? Mnie?! Przecież ty mnie obrażasz w tym momencie. Ja nikomu się nie kłaniam, żadnym układom, ani w LPW, ani w życiu. Jak przegrywam, to przez własną nieudolność, jak to ładnie nazwałeś, albo po prostu przez to, że rywal był lepszy i sprytniejszy. Wyciągam wnioski, krew wycieram w rękaw i idę dalej. Prosta, krakowska szkoła przeżycia.

Derek Halloway: Czyi jednak nie jesteś tak groźny, jak to podajesz w swoich wypowiedziach? Co, ten chip płata ci figle i raz nakazuje mówić tak, a następnym razem zupełnie coś innego, prawda? Mateusz, Może Wiesz, może nie, ale ja przejrzałem tych wszystkich ludzi z elit. Wyperswadowałeś mi ostatnio to, żebyś przyjmował szczepionki, przynajmniej tyle dobrego, ale widać podrzucili ci go w inny sposób, na przykład do żarcia. Pamiętaj, oni nas cały czas obserwują, ale <Derek nachyla się do ucha Mateusza> jak coś, to mrugnij dwa razy jeśli czujesz, że ktoś Cię do tego zmusza <Halloway się prostuje>

MateuszMW mruga dwukrotnie, patrzy na Hallowaya i odpowiada.

MateuszMW: Jeśli mam być z tobą szczery, to wydaje mi się, że ktoś mnie zmusza do pewnych rzeczy. Już tak miałem za dzieciaka. Mama podała mi oliwkę, o której wspominam za każdym razem i powiedziała, że z niej każdy krakowski patus czerpie siłę. Po kilku porażkach zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle jest mi ona potrzebna, po co jestem w LPW, czy jest jakikolwiek sens? Co mam zrobić? Może to chip..... Może szczepionka i ktoś nami steruje, nieźle mi namieszałeś w głowie.

Chwila przerwy, MateuszMW bierze oliwę do ręki, pociera swoją głowę.

MateuszMW: Dobra stary, my tu pitu pitu, a za moment wyjdziemy przed publiczność, damy sobie po mordzie i rozejdziemy się, jak gdyby nic. Nie myślałeś czasem o sojuszniku? LPW ma bardzo rozbudowany roster, jest wielu świetnych i utalentowanych wrestlerów, którzy posiadają duże umiejętności, ale brakuje im sprytu i tej krakowskiej zawziętości. Przemyśl temat.

Derek z lekkim przerażeniem odskakuje od rozmówcy i aż łapie się za klatkę piersiową.

Derek Halloway: Ależ dobrze Cię zdiagnozowałem. Na razie jesteś jeszcze niedoświadczonym ludzikiem z Krakowa, jednakże dla każdego znajdzie się nadzieja, jeśli w porę zdecyduje się skręcić w odpowiednim kierunku! Wyplewimy z Ciebie tego chipa i skierujemy na odpowiednie tory. Na pohybel iluminatom!

Po tych słowach obraz z kamery gaśnie.

Tag Team Match: Preston Steele & Miguel Escobar vs Dick A'Very Big & Jeff Brown
[Obrazek: lSCzufm.png]

Gong wybrzmiewa, a więc czas rozpocząć pierwszy Tag Team Match w historii LPW! W ringu pozostaje po jednej stronie Dick A'Very Big, a po drugiej Miguel Escobar. Pierwszy z wymienionych wrestlerów zaprasza swojego przeciwnika do klinczu. Mamy pierwsze zwarcie, które kończy się równie szybko, jak się zaczęło, gdyż Escobar nonszalancko powala oponenta na matę silnym odepchnięciem. Holender szybko wstaje i znów chce wejść w klincz, jednak dostaje potężną lepę na ryj od Miguela, któremu najwyraźniej znudziła się zabawa. Zaraz potem Hiszpan chwyta przeciwnika i wbija go w narożnik, gdzie częstuje lawiną Punchy. Po którymś uderzeniu w końcu sędzia odciąga zawodnika z Las Palmas od rywala. Chwila wytchnienia Dicka nie trwa jednak długo - zaraz po odsunięciu się od narożnika otrzymuje on Discus Elbow, po czym Escobar dorzuca jeszcze German Suplex. Na dokładkę jeszcze Standing Moonsault. Widać, że Miguel czuje się bardzo pewnie w tym starciu. Podnosi rywala za włosy, po czym wykonuje Chop w klatkę piersiową, a następnie Irish Whip w kierunku lin. Dick odbija się, po czym inkasuje Spanish Fly! W tym momencie Preston Steele sygnalizuje chęć zmiany. Escobar decyduje się wpuścić kolegę do ringu. Legacy Breaker niemal od razu po przekroczeniu lin dopada podnoszącego się Dicka i wykonuje Northern Lights Suplex, po czym decyduje się dołożyć Lionsault. Następnie podnosi rywala i wysyła go w kierunku narożnika, przy którym stoi Jeff Brown. Ten, niewiele myśląc, klepie Dicka w ramię, dokonując zmiany. Preston nie zauważył tego, gdyż akurat brał rozbieg przed kolejną akcją. Rusza i wbija się w A'Very Biga Corner Flying Clotheslinem. W tym samym czasie Jeff Brown wszedł już do ringu i chwyta Prestona, wykonując Irish Whip. The Heir Apparent odbija się od lin, pseudogangster chce wykonać Clothesline, jednak mamy unik, ponowne odbicie i Tilt-a-whirl DDT w wykonaniu Steele'a! Po tej akcji syn bogatego ojca postanawia wdrapać się na narożnik. Leżący na macie Brown zauważa, co się święci, gdyż szybko chwyta za najbliższą linę i z jej pomocą przeciąga się w stronę krawędzi ringu. Preston jest zmuszony do odpuszczenia akcji z powietrza i schodzi w kierunku rywala. Ten zaczyna go błagać o litość, taki to właśnie z Browna gangster. Legacy Breaker postanawia jednak go zignorować, chwyta tego cymbała za łeb i wciąga z powrotem do ringu, a następnie częstuje solidnym European Uppercutem. Ten cios prawie powalił Fake Thuga, jednak jakimś cudem jeszcze słania się na nogach. Steele kontynuuje ofensywę, mamy Irish Whip, a następnie Enzuigiri! W zasadzie to mógłby być już koniec tej walki, ale Preston nie odpuszcza. Decyduje się ponownie wdrapać na narożnik. Tym razem nic mu nie przeszkadza - mamy 450 Splash! The Rebel One nie poprzestaje na tym. Ustawia się blisko swojego narożnika i oczekuje, aż rywal stanie na nogach. Za moment będziemy świadkami akcji kończącej. Brown po chwili powoli się podnosi. W tym momencie Preston chce ruszyć w jego stronę....jednak zostaje zmieniony przez Miguela Escobara! Legacy Breaker jest wyraźnie zaskoczony, jednak Hiszpan nie przejmuje się, jedynie wskazując Prestonowi, by się odsunął. Sam dopada do mocno już zmęczonego Browna i częstuje go najpierw Frio Fiesta, a zaraz potem chwyta pod Reverse DDT...Tambor en la Lavadora! Prince of Spain postanawia jeszcze podejść do oczekującego za linami Dicka i już po chwili częstuje go Dropkickiem, po którym Holender spada z krawędzi ringu. Miguel tymczasem powraca do legalnego oponenta, który jeszcze się nie pozbierał. Postanawia mu w tym "pomóc", chwytając go za obie ręce. Ustawia Jeffa pod Hammerlock....Adios! To już musi być koniec tej walki! 1....2....nie? Nie ma 3. Ale nie, nie było kickouta, nic z tych rzeczy, Escobar sam podniósł barki rywala z maty, szyderczo się śmiejąc, co publika kwituje gromkim buczeniem. Następnie łapie Jeffa za ręce i wymierza całą serię stompów na jego twarz! Fani w dalszym ciągu buczą, a po kilku takich kopnięciach w końcu sędzia postanawia interweniować. Zrobił to jednak na tyle późno, że Brown zdążył już zalać się krwią. Przerwa w akcji trwa jednak tylko kilka sekund, gdyż Escobar zaraz po odciągnięciu przez arbitra powraca do ledwo żywego oponenta i przechwytuje go w swoją firmową dźwignię - Boa! Brown jest za słaby, by się podnieść, dosłownie ostatnimi siłami odklepuje, a zaraz potem traci przytomność! To koniec tej walki! Escobar jeszcze przez chwilę nie chce puścić chwytu, mimo coraz bardziej stanowczego protestu sędziego! W końcu rozjemca tego starcia dosłownie siłą odrywa Hiszpana od Browna, do którego nadchodzą już służby medyczne, a Escobar i Steele świętują zwycięstwo w tej walce.

PODCZAS LPW: Ascension odbędzie się specjalne wydanie Pobitych Garów

Na arenie rozlega się "Undead", co oznacza, że w drodze na ring Dan Dowson! Ten jest witany solidnym heatem ze strony fanów. Zawodnik, przechodząc przez rampę przygląda się plakatom trzymanym przez fanów, po czym uśmiecha się jedynie kącikiem ust, odbierając mikrofon od annoucera i siada na schodkach prowadzących do ringu.

Dan Dowson: Indianopolis… Miasto znane głównie ze ścigania się co roku w kółko... <heat> Jest to pewnego rodzaju analogia do wydarzeń w ringu. W momencie, kiedy powstaje jakaś federacja, każdy staje na starcie, licząc na to, że zdobędą przewagę i dojadą szczęśliwie do mety. Tak samo logiczne jest, że po pewnym czasie przychodzi ważniejsza gala, a nie tygodniowe ciułanie statystyk. Jeden gość zostanie mianowany głównym mistrzem, blah, blah, każdy chce się pojawić na tej gali i lata do General Managera, aby być uwzględnionym.

Dowson powoli podnosi się na równe nogi, spoglądając na fanów, którzy na razie się przysłuchują jego słowom, gdzieniegdzie słychać lekki heat.

Dan Dowson: Nie miałem okazji dołączyć do tego całego turnieju o pas, który dopiero musi nabrać jakiegoś prestiżu, nie walczyłem przez wszystkie tygodniówki. Zabawne, skoro zabiegano o to, żebym się tutaj pojawił <heat>. Zabawne jest też, że federacja zabiegała o mnie, zorganizowała konferencję z pompą z niewyedukowanymi dziennikarzami <heat>. Tak więc może zabawię się w coś innego, na przekór prezesowi i innym. Skoro nie zamierzali przewidzieć mnie na gali PPV, to dzisiaj rzucę otwarte wyzwanie. Nie będę rzucał tekstów, które najwyraźniej według znawców tematu są zaklepane dla innych... Cholera, trzeba się zabawić w nieco bardziej elokwentnego gościa... Chociaż nie. Pierdolić to, przejdę od razu do rzeczy. Ktokolwiek, kto zamierza ruszyć dupsko na Ascencion, może stanąć ze mną w tym ringu. Nie interesuje mnie, czy dopiero raczkuje, ma jakąś pozycję - najbardziej istotne dla mnie jest pokazanie prawdziwego wrestlingu. Bez bycia pizdą, która na widok krwi zacznie beczeć. To ma być walka, z której tylko jeden z nas wyjdzie jako zwycięzca. Bez spierdalania z ringu i liczenia na sędziego, który przyzna count out. Tak więc 5 lipca, w Chicago, ja kontra tajemniczy rywal. Walka do samego końca.

Po tych słowach Dowosn opuszcza mikrofon i wychodzi z ringu.


Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. Generalny Menedżer Colosseum pojawia się na rampie z mikrofonem w dłoni, po czym spokojnym krokiem wchodzi do ringu. Publiczność reaguje dość żywiołowo, a RVD przez chwilę rozgląda się po trybunach.

Rob Van Dam: Indianapolis, skoro jesteśmy już coraz bliżej LPW: Ascension, to czas dorzucić do tej gali coś, co naprawdę może zmienić przyszłość kilku zawodników.<RVD uśmiecha się lekko i poprawia mikrofon w dłoni.> Na pierwszym PPV w historii LPW zobaczymy nie tylko finał turnieju o LPW World Championship. Zobaczymy także sześcioosobowy Ladder Match. *cheer* Sześciu zawodników. Wiele drabin oraz nagroda zawieszona wysoko nad ringiem. A nagrodą tego pojedynku będzie coś więcej niż tylko chwała i satysfakcja z pokonania rywali.<RVD robi krótką pauzę> Nie powiem wszystkiego od razu. Uczestników tego pojedynku będziemy ogłaszać za pośrednictwem oficjalnych social mediów LPW. Obserwujcie nas uważnie, bo od teraz nazwiska uczestników będą publikowane właśnie tam.<RVD wskazuje na kamerę.> Jedno mogę obiecać już teraz. Ktokolwiek znajdzie się w tej walce, będzie musiał sięgnąć wyżej niż kiedykolwiek wcześniej. Bo na LPW: Ascension sama odwaga nie wystarczy. Aby wygrać będzie trzeba dać z siebie wszystko i wspiąć się ponad innych.

RVD opuszcza mikrofon, a kamera pokazuje logo LPW: Ascension na ekranie. Publiczność reaguje bardzo żywiołowo, a sam RVD po chwili opuszcza ring

Handicap Match: Jose Lopez vs Pill Tautu & Jean-Pierre Dolnick
[Obrazek: zMSxsuD.png]

Jesteśmy w ringu. Clown fiest... prawdziwą batalię czas zacząć. W jednym narożniku zażenowany Jose Lopez. W drugim Pill Tautu oraz mokry Jean-Pierre Dolnick. Mimo globalnego ocieplenia jeszcze nie udało mu się wyschnąć. Derek Halloway to sprawa dla ciebie. Rozjemca tej walki daje znak, mamy gong i zaczynamy! Grubas wykłóca się z Tausomem i każe mu ruszyć na Lopeza, skoro sam ich wpierdzielił w to starcie. Uśmiechnięty Pill przytakuje swojemu partnerowi i mówi: ''dla ciebie wszystko przyjacielu'' po czym biegnie w kierunku Jose. Mamy Clothesline? Oczywiście, że nie. Zbyt prymitywna próba. A mogli po prostu ruszyć we dwójkę...  Hiszpan z łatwością robi unik. Wypłaca odwracającemu się Pillowi Gut Kick, przechodzi za jego plecy i od razu zapodaje Dragon Suplex! Tutaj nie ma czasu na powolne tempo, może nie są najbystrzejsi, ale jednak jest ich dwóch, więc Jose musi się postarać. Wilgotny Jean robi gest uderzeń w klatę niczym goryl i również rusza. Łapie odwróconego Lopezzo w Waist Lock. W końcu coś mądrego z jego strony. Wszakże siłę to on ma. Spanish Star trzymany jest w tym uchwycie, ale zaczyna uderzać łokciem w twarz Dolnicka. Grubcio krzyczy do Tausoma: ''kutasie no wstań szybciej''. Pillwell chwiejnym krokiem podnosi się i widzi, że Hiszpan wyrywa się dzięki tym uderzeniom łokciem w facjatę Dolnicka. Fałszywy Maxwell Ransom podbiega do niego i sam ''przytula się'' od tyłu. Siła złego na jednego. El Hermoso łapie rękę Tautu i próbuje się oswobodzić, ale podchodzi Jean i łapie jego glowę, bierze go do siebie i będzie Suplex! Kibic Realu Madryt będąc wyniesionym do góry używa kolana, by pacnąć Grubasa z Konga w łeb, dzięki temu udaje mu się przeskoczyć za plecy Big Jeana i Lopez sprzedaje Dropkick! Dolnick aż wpada w swojego partnera i go wywraca. Chico Malo nie marnuje czasu, biegnie w stronę lin, odbija się od nich i zapodaje Calf Kick! Użytkownik ex-twittera JeanPierre69 upada, w międzyczasie podnosi się Pilwell Tautu i z ciosami rzuca się od tyłu na Jose. Okłada Hiszpana i krzyczy: ''to za mojego przyjaciela!'' Anti Heroe odwraca się do niego, odpycha go i wypłaca Roundhouse Kick! Tauson na deskach. Zamieszanie wykorzystuje Grubas, który podnosi się  i wykonuje Back suplex! Udany! Zawodnik rodem z Konga jest bardzo zadowolony ze swojej akcji, a fani cheerują go. Idol fanów pomaga wstać Pillowi, bo nie bardzo wie, co sam ma zrobić, a we dwójkę łatwiej, co nie? Co nie? Lekko obolały Pill trzyma się za głowę, patrzy dziwnie na Dolnicka po czym rzuca: ''kurwa, przeszkadzasz mi tylko, jestem PIERDOLONY Wes Wallace, maszyna, nie wpierdalaj mi się''. Jean-Pierre nie dowierza, mamy tutaj kolejne odklejenie w wykonaniu Tautu, w tle podnosi się Jose, który na to patrzy. A Pill... Pilles Tautace zaczyna wypłacać ciosy prosto w japsko Dolnicka! Co tu się dzieje? Przecież oni są razem w drużynie. Pilles okłada Big Jeana, zapodaje Gut Kick i chce coś zrobić, ale MAMY POTĘŻNE ODEPCHNIĘCIE! Tautace wita się z deskami. Ogromny cheer przy tej akcji. Ogromne kłopoty również, bo Lopezzo zachodzi Dolnicka od tyłu i wykonuje Hasta Luego! Nie było łatwo wykonać to z tym cielskiem, ale udało się. Dla pewności Chico Malo ''pomaga'' wstać Tautace'owi, trzymając go za kudły i ten też inkasuje Hasta Luego! Podirytowany Hiszpan pinuje Pilla, kładąc nogę na jego klatce piersiowej. 1..2..3! Koniec!

Słyszymy theme song Jose Lopeza. Zażenowany Hiszpan nie ma zamiaru celebrować, patrzy, jak Grubas wyrolowuje się z ringu, na szczęście nie ma przez to trzęsienia ziemi. Pillwell Tausom czy też po prostu Pill Tautu dostaje za to pomoc od Lopezzo w tej czynności i Chico Malo nogami wypycha swojego rywala sprzed chwili z kwadratowego pierścienia. Następnie El Hermoso podchodzi do lin i prosi o mikrofon, jeden z pracowników wręcza mu go i nasz dzisiejszy komentator ma coś do przekazania.

Jose Lopez:  Wyłączcie muzykę.. <muzyka cichnie> Ten jeden jedyny raz znajcie moją litość i nie będę przedłużać, bo ta gala jest wystarczająco długa, a przecież nie chcemy, by nasz kochany General Manager oraz reszta władz wykosztowały się na opiece medycznej tysięcy ludzi, którzy tutaj zasłabną od tej dłużyzny. <wredny uśmiech> No właśnie.. General Manager.. RVD! Do ciebie teraz mówię. Mogłem się spodziewać, że słowa na pierwszej gali o tym, że nie mam zamiaru walczyć z żadnymi pajacami, obrócą się przeciw mnie i ktoś będzie chciał zrobić mi ''psikusa'', a następnie potraktuje mnie takim czymś. Szczerze? <spogląda na leżącego poza ringiem Dolnicka oraz Tautu> Przegięcie. Jednak to nie jest tak, że ja cię nie rozumiem. Rozumiem to wszystko bardzo dobrze. Podszedłeś do utarcia mi nosa w całkiem kreatywny sposób. Jednakże.. wystarczy już tego. Skoro tak bardzo chcesz, bym walczył.. to po prostu daj mi, kurwa, walczyć, bo tego ścieku nikt nie nazwie walkami. Zbliża się PPV, więc wiesz, co zrobić…

Na arenie przez chwilę panuje cisza. Lopez stoi w ringu z mikrofonem, patrząc w stronę rampy. Po chwili rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. Generalny Menedżer pojawia się na stage’u i zatrzymuje się z mikrofonem w dłoni.

Rob Van Dam: Jose, powiem krótko. Chciałeś prawdziwej walki? Dostaniesz ją.

Lopez uśmiecha się pod nosem, czekając na dalsze słowa.

Rob Van Dam: Na LPW: Ascension wejdziesz do ringu z kimś, kto zdecydowanie nie wpisuje się w obraz komedii czy żartu. Dostaniesz wymagającego rywala i będziesz miał okazję udowodnić, że za tym całym gadaniem nadal stoi zawodnik o ponadprzeciętnych umiejętnościach za którego się uważasz.

RVD robi krótką pauzę.

Rob Van Dam: Dzisiaj nie dostaniesz odpowiedzi na pytanie z kim przyjdzie Ci się zmierzyć. Wszystkiego dowiesz się dopiero na PPV. Skoro tak lubisz mieć wszystko pod kontrolą, to zobaczymy, jak poradzisz sobie bez niej.

RVD wskazuje na Lopeza.

Rob Van Dam: LPW: Ascension. Jose Lopez kontra przeciwnik wybrany przeze mnie. Prosiłeś o walkę, więc teraz przygotuj się na odpowiedź.

RVD opuszcza mikrofon i odchodzi w stronę zaplecza, a Lopez zostaje w ringu z dość chłodnym wyrazem twarzy

ZAGLĄDAJCIE NA NASZEGO FACEBOOKA TO TAM POZNACIE UCZESTNIKÓW 6 OSOBOWEGO LADDER MATCHU

Muzyka cichnie, a zanim rozbrzmi gong walki wieczoru. Widzimy, że Zack Sabre Jr. łapie za mikrofon.

Zack Sabre Jr.: Kenneth! Znowu się tu spotykamy. Jeszcze trochę i pomyślę, że ktoś nas tu łączy celowo, może kulki były podgrzane w trakcie tego losowania? Może to Ty sam coś tam grzebałeś przy tym? Podobam Ci się Kenneth? <Zack wyrazem twarzy sam sygnalizuje, że może nie był to najlepszy z jego żartów> A teraz tak na poważnie. Dzwoniła do mnie kilka dni temu moja kochana babcia, prawie 80 lat na karku, a wciąż się świetnie trzyma. Oglądała ostatnie Colosseum i dzwoniła przekazać, że niesamowicie się ubawiła tym całym moim gagiem, z parodiowaniem Brutala. Mówi do mnie: Zachary, proszę zrób teraz to samo, z tym całym Riddlerem. No więc musiałem ją rozczarować, że w zasadzie... nie mam na Ciebie materiału Kenneth. Byłeś wszędzie. Co prawda do teraz, do LPW nie mieliśmy przyjemności, jednak wszędzie wiedzą kim jest Kenneth Riddle. Wiedzą o tym w Tokyo Dome, wie o tym Arena Mexico, York Hall, Electric Ballroom czy Korakuen Hall. Jesteś legendą. Zasłużoną, warto dodać. Ale odkąd jesteś tutaj mam takie nieodparte wrażenie, jakbyś nie potrafił znaleźć "tego czegoś", tego co czyniło Cię Kennethem Riddle. Wiesz mniej więcej, w jakie tony uderzać, wiesz, kiedy rzucić coś o tym, że jesteś już stary, ale ja nie widzę w Tobie ognia Kenny. Nie widzi go też Ryback. Dlatego dobra rada, od kolegi, który poddał Brutala, do kolegi, który również tego dokonał. Odpuść. Niepotrzebnie wracałeś. Twój czas już minął. Babcia pozdrawia, mówi że trzymają dla Ciebie miejsce w domu spokojnej starości.

Kenneth Riddle: Miło ze strony babci, że pomimo słusznego wieku cały czas wychowuje krnąbrnego wnuka. Niestety zawiodła w tej roli i jeżeli ogląda transmisję, to z pewnością już to wie. Naprawdę, Zack… grzebanie przy kulkach? <Riddle robi facepalma, po czym na chwilę kieruje wzrok do kamery i macha do niej> Pozdrawiam Panią serdecznie. Proszę zatkać uszy, bo w kierunku Pani wnuka padnie kilka przykrych słów <Riddle wraca wzrokiem do Zacka> Nie wiem, czy kulki były podgrzewane podczas losowania par turniejowych. Wiem za to, czyje są teraz rozgrzane do czerwoności na myśl o walce ze mną. Schlebia mi to, jak nazywasz mnie legendą, nawet jak przykrywasz to swoim typowym wyszydzaniem. Kiedy się ostatnio widzieliśmy, próbowałeś rzucić zaklęcie na nasze spotkanie w finałowym Fatal 4 Wayu. Całe szczęście, że jesteś dobrym wrestlerem, bo nie miałbyś przyszłości jako magik. Wywróżyłeś własną porażkę, która stanie się faktem już na ostatniej prostej przed Ascension.

Zack Sabre Jr.: Wróżby? Zaklęcia? Co ty jesteś Kenny, kamieniara jakaś? To nie są jakieś czary, chociaż może o to właśnie ci chodzi. Może ten ząb czasu tak Cię już ruszył, że jedyne, o czym marzysz to jakieś zaklęcie, które pomogłoby ci cofnąć czas? Może zdajesz sobie sprawę, że jednak jesteś już po swoim primie? I tak, tak, zaraz odpowiesz mi w równie zabawnym stylu, co mój, że o... tu mnie kuje w pośladku, to mi strzela kolano, Ale Kenny, co ty tu właściwie robisz? Zadałeś sobie to pytanie? Tak szczerze? Tak znowu Ci posmaruje, jesteś legendą, ale przy okazji masz rodzinę, osiągnąłeś już wiele. Po co tu jeszcze jesteś? Dziś nie będziesz walczył ze mną, ty będziesz walczył ze sobą, swoimi słabościami i z czasem. Czasem, który ucieka przez palce. Trzymaj kciuki, albo tak, żebyś mógł zrozumieć, skoro wierzysz w te wróżki. Módl się, żebym dziś nie wygiął za bardzo tego twojego strzelającego kolana, bo inaczej ciężko będzie ci dziś wrócić do domu.

Kenneth Riddle: Dziwię się, że jesteś pierwszym, który zadaje to pytanie. Co tutaj robię? Wrestling nigdy nie był dla mnie sposobem na osiągnięcie sukcesu. Sama obecność w ringu nim jest! To prawda, mam rodzinę i wszystko, za co wielu dałoby się pokroić… ale ja nie jestem tutaj dla nikogo oprócz siebie. Jestem tutaj, bo rywalizacja jest dla mnie jedną z kluczowych przyjemności. Zawsze jest nowy, ekscytujący rywal na horyzoncie, nowe mistrzostwo do zdobycia lub szczyt, na którym trzeba się utrzymać. Jeżeli tego nie rozumiesz, to chyba powinienem odbić piłeczkę i zapytać Ciebie, Zack… dlaczego tutaj jesteś? Bo to, że nie z pasji, to widzą wszyscy wokół.

Zack Sabre Jr.: Zawsze jest nowy rywal na horyzoncie, nowe mistrzostwo. Bla, bla, bla. Ty cały czas nie czaisz Kenny. Jest 2026 rok. I to, że pociąg ci odjeżdża słychać po tym, jak mówisz, że nie jestem tu z pasji, ale o tym zaraz. Powiem to jak najprościej, tak żebyś zrozumiał. Twoja głowa może jeszcze chce, Twoja głowa może nawet próbuje przekonać ciało, że jeszcze da radę. Za pierwszym razem się udało, za drugim również. Czy uda się za trzecim? Za czwartym? Piątym? Co, jeśli któregoś dnia, może nawet dziś Kenny, stanie ci się coś, co będzie nieodwracalne. Co powiesz wtedy swojej żonie Kenneth? Co powiesz jako mąż? Jako... ojciec? Ale hej! Przecież zawsze jest jakiś nowy ekscytujący rywal na horyzoncie! To niesamowite, że jesteś tak popularny wśród tych ludzi na publice... bo prawda jest taka, że Kenny, jesteś egocentrykiem, który zamiast siedzieć już na emeryturze, dalej chce się grzać w blasku reflektorów, bo tylko wtedy czujesz, że coś znaczysz. Jeżeli dlatego, że mówię ci prawdę, że próbuję otworzyć ci oczy, uważasz, że nie jestem tu z pasji to... cieszę się niezmiernie, bo w tym ringu stoi w takim razie jeden głupek. Zastanówmy się więc, czy jest to człowiek, który kładzie pasje ponad rodzinę czy człowiek, który zdaje sobie sprawę, jak potrafi być groźny, gdy zabrzmi gong.

Kenneth Riddle: Nie myl mojego łagodniejszego usposobienia ze słabością, Zack. Jestem starszy, muszę sobie rekompensować niedostatki fizyczne w pewnych sferach zwiększonym wysiłkiem w pracy nad pozostałymi. Swój prime z pewnością mam już za sobą i niczego nie żałuję, kiedy spojrzę w przeszłość… ale jak to świadczy o Tobie, że za kilka chwil zmusi Cię do poddania dziadek? Dla Ciebie mogę być egocentrykiem, emerytem lub kimkolwiek innym. Na szczęście nie dbam o opinię osób, których nie szanuję. Liczy się to, że dla fanów jestem świetnym wrestlerem, a dla rodziny dobrym ojcem i mężem. Dam Ci radę, tylko że ja nie udzielam ich za darmo. Zapłacisz swoją porażką. Jak już do mnie strzelasz, to lepiej traf tak, aby zabić. Drugiej szansy nie dostaniesz, bo teraz moja kolej… a ja nie zwykłem pudłować!

Napięcie między Kennethem i Zackiem czuć w powietrzu, panowie zrobili po kroku w swoją stronę, tym razem przerzucając się pojedynczymi słowami już z oddalonym mikrofonem. Obaj chyba uznali, że pora na gadkę się zakończyła, odrzucili mikrofony i zaczęli przygotować się do walki w przeciwległych narożnikach

Main Event
Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Kenneth Riddle vs Zack Sabre Jr.
[Obrazek: d7Zkxca.png]

Zawodnicy znajdują się już w ringu. Zack opiera się o narożnik z lekko nonszalanckim uśmiechem spogląda na oponenta. Kenneth natomiast bardziej skupiony, dogrzewa się jeszcze przed samym starciem. Sędzia sprawdza gotowość, nakazuje bić w gong i rozpoczynamy Main Event! Sabre odpycha się rękami od narożnika i również przybiera teraz postawę zapaśniczą. Obaj panowie badają się wzrokiem, otaczają środek kwadratowego pierścienia cały czas nie spuszczając z siebie oka. Wnet przechodzimy do klasycznego klinczu. Obaj panowie przepychają się po ringu wykorzystując siłę swoich mięśni i żaden nie odpuszcza. W pewnym momencie ZSJ wykręca nadgarstek przeciwnikowi i przechodzi za plecy w Hammerlock. Riddle przez chwilę ma grymas bólu, jednak w końcu wykręca się z ręką i sam zapina Hammerlock. The Technical Wizard również przez chwilę odczuwa ból, lecz praktycznie od razu wyprowadza trzy łokcie na głowę oponenta. Ten go puszcza, a Submission Master odbija się od lin i biegnie w stronę rywala. Small Package od Kenny’ego! 1... nie, Zack jako doświadczony zawodnik od razu odkopuje. Obaj od razu się podnoszą, a Sacramento Saint rozpędza się i mamy Arm Drag w wykonaniu Sabre’a. ZSJ wstaje, rozpędza się i teraz Arm Drag od Marvelousa. Po tym ataku obaj panowie wstają u spoglądają na siebie z uśmiechami gotowi i zdeterminowani, a publika wprost szaleje z radości widząc to widowisko. The Technical Wizard kręci głową przecząco, a Sacramento Saint zaprasza do dalszej walki. A zatem po chwili znów mamy zwarcie. Teraz jednak Zack wyprowadza kopnięcie na brzuch i przepycha rywala do narożnika. W rogu ringu wyprowadza punche na głowę rywala. Sabre wyprowadza Irish Whip w przeciwległy narożnik rozpędza się i wpada plecami w jego poduszki. Teraz to Kenny wypłaca rywalowi szybkie punche. Sędzia próbuje zapanować nad walką, ale akcja dzieje się bardzo szybko. Marvelous robi trzy kroki w tył i dokłada jeszcze Corner Clothesline. Riddle wyciąga oponenta za rękę, wyprowadza Irish Whip na liny, jednak szybka kontra i teraz to Kenny biegnie w stronę lin. ZSJ wyprowadza teraz Discus Elbow Smash. Ależ wyrównana walka i od razu próba pinu. 1... nie, Kickout. Obaj panowie wstają, jednak Zack atakuje rywala Gut Kickiem, chwyta przeciwnika i wyprowadza Suplex. Lecz nie, Sacramento Saint wykręca się w powietrzu i ląduje na nogach stojąc przodem do pleców rywala. Teraz to Kenneth chwyta przeciwnika i wykonuje Back Suplex. Jednak nie, Sabre w powietrzu robi salto w tył i ląduje za oponentem w taki sam sposób. Tym razem jednak Kenny to przewidział i wyprowadza teraz Pele Kick na głowę przeciwnika. The Technical Wizard aż przyklęknął na kolano, a Riddle biegnie i odbija się od lin za plecami swojego rywala. Teraz Pele Kick z zaskoczenia od Submission Mastera! Ależ teraz zamroczeni obaj usiedli na macie, a publika nadal szaleje zdzierając gardła. Obaj, już nieco wolniej, podnoszą się z maty, a pierwszy do głosu dochodzi Sacramento Saint, który atakuje rywala punchami na głowę, na końcu dokłada kolano w brzuch i mamy Snapmare, po którym od razu dokłada jeszcze Middle Kick w plecy, przez który jego rywal aż się prostuje. Kenny szybko odbija się od lin i dokłada jeszcze Running Knee Strike. Zack po tym pada na matę, a Riddle próuje pinu. 1... 2... nie, Kickout. To za mało dla zawodnika z Anglii. Sacramento Saint podnosi za głowę swojego przeciwnika i wpycha go w narożnik. Krótki rozpęd i tym razem to on wpada w pusty róg ringu. ZSJ nie zastanawiając się długo wykonuje na rywalu Corner Dropkick. Riddle pada na matę, a Submission Master dokłada jeszcze Knee Drop. Próba pinu, 1... 2... nie, Kickout. The Technical Wizard podnosi rywala i opoera go o liny. Zack odbija się od przeciwległych i ląduje poza ringiem, ponieważ sprytny Kenneth w odpowiednim momencie naciąga trzecią linę! Zaskoczony Sabre łapie się za plecy po upadku, a Marvelous nie traci czasu, wybija się z lin w ringu i mamy piękny Triangle Plancha! Kenneth wstaje trzymając się za brzuch, jednak z uśmiechem zachęca publikę do większego dopingu, a ci szaleją. Kenny spogląda na przeciwnika, który jest w pozycji pochylonej. Mamy Fame Asser poza ringiem od Sacramento Sainta. Teraz ZSJ już dość zmęczony trzyma się za kark na macie otaczającej ring. Zdenerwowany sędzia nakazuje natychmiast wrócić niesfornym zawodnikom do ringu. Marvelous jakby nie chcąc podpaść głównemu arbitrowi, podnosi przeciwnika i wpycha do kwadratowego pierścienia. Sam jednak wskakuje na apron i jeszcze wchodzi na szczyt narożnika. Riddle oczekuje chwilę, aż jego rywal wstanie i dokłada Diving Front Dropkick. Jednak nie, ZSJ odpycha nogi przeciwnika w locie i ucieka na bok. Kenneth cierpi teraz chwytając się za plecy na macie, a The Technical Wizard chwyta go w Full Nelson podnosząc do góry po czym mamy Dragon Suplex Hold! Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Sabre nieco się denerwuje, a Kenneth wciąż trzyma się za obolałe plecy na macie. Teraz Submission Machine podnosi przeciwnika, a Sacramento Saint odpycha od siebie rywala i mamy Icon’s Stamp znikąd! Próba pinu 1... 2... 3?! Nie, Kickout. Ależ są panowie wytrzymali. Kenneth już nieco poddenerwowany przeciera nos i już wyraźnie głośno oddychając przeciąga przeciwnika na środek i próbuje wyciągnąć rękę pod Armbar! Zack się broni, jednak Riddle atakuje nogą przeciwnika, przez co Sabre puszcza rękę, a Sacramento Saint zapina Wonderment! Akcję, po której legendy odklepują lub odpływają! ZSJ wije się w bólu, ale ani myśli odklepać tak łatwo. Desperacko szuka możliwości sięgnięcia do lin, jednak wszelka możliwość jest daleko od niego. Sekundy mijają, a The Technical Wizard co chwila jest sprawdzany przez sędziego. Teraz Zack podnosi się na wolnej ręce i przekręca na bok przeciwlegle do przeciwnika. Następnie odpycha się raz jedną raz drugą nogą i takim helikopterem wychodzi z tej dźwigni! Kenneth i publika w szoku, a Submission Master korzysta z okazji próbując przypięcia. 1... 2... 3?! Nie, Kickout. Ależ teraz Sabre wstaje wściekły i resztkami sił okopuje tors przeciwnika, który też opadł z sił. ZSJ patrzy złym wzrokiem na przeciwnika leżącego na brzuchu i kręci przecząco głową. Przeciąga oponenta na środek ringu, podnosi za łokieć do pozycji klęczącej, ale pochylonej i od razu zapina Jim Breaks Armbar! Teraz to Riddle jest w potrzasku i to w wariacji swojej własnej dźwigni! Widać, że Kenny cierpi, ale również nie ma zamiaru odklepać. Sędzia co chwilę sprawdza stan Marvelousa, który ewidentnie cierpi, a nawet jakby chciał, to w zasadzie nie ma jak odklepać! Kenneth również zaczyna pracować nogami, próbuje się skręcić, jednak nie może od razu tego wykonać. W końcu po kilku próbach takiego obejścia nogami Sacramento Saintowi udaje sie wyślizgnąć rękę z tego swoistego Hammerlocka, a następnie uciekł nogami w taki sam sposób jak jego przeciwnik. Riddle również próbuje pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Niezwykle wyrównana walka, panowie leżą umęczeni na macie nagradzani gromem oklasków. Obaj zawodnicy powoli wstają opierając się o liny. W końcu podchodzą do siebie i pierwszy cios wyprowadza Riddle, za chwilę odpowiada mu również Zack. Kilka razy wymieniają się tak punchami, jednak w końcu Sabre wyprowadza Gut Kick przerywając tę serię i próba Zack Driver! Jednak nie, przy próbie wyniesienia Marvelous odpycha się w powietrzu upadając na nogi za plecami przeciwnika. Teraz Kenneth obraca rywala w swoją stronę i wynosi go pod Fireman’s Carry. Czyżby Suppression?! Nie, będąc na barkach wyprowadza trzy łokcie na głowę rywala i spada na nogi za plecy przeciwnika. Tym razem to Sabre odwraca w swoją stronę oponenta wyniesienie pod Zack Driver i... znów Sacramento Saint odpycha się przy próbie wyniesienia. Tym razem jednak po upadnięciu na nogi odwraca rywala i... Suppression! Suppression bezpośrednio z maty ringu! Od razu próba pinu, 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Kenneth Riddle zwycięża to starcie!

Po zakończeniu Main Eventu kamera pozostaje w ringu. Kenneth Riddle klęczy na macie, ciężko oddychając po wyczerpującym starciu. Sędzia podnosi jego rękę, a publiczność reaguje głośnym cheerem. Riddle powoli wstaje, opiera się na linach i przez chwilę spogląda w stronę rampy, jakby dopiero docierało do niego, że właśnie zapewnił sobie miejsce w finale turnieju na LPW: Ascension. Na ekranie pojawiają się krótkie powtórki końcówki pojedynku. Po kilkunastu sekundach obraz wraca na arenę. Riddle nadal znajduje się w ringu, gdy nagle rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama Generalny Menedżer Colosseum pojawia się na stage’u, ale tym razem nie jest sam. Wychodzi w towarzystwie licznej ochrony. Kilku ochroniarzy od razu rusza w stronę ringu, kolejni ustawiają się przy rampie i barierkach. Za RVD idą także pracownicy techniczni, którzy prowadzą elegancki stolik na kółkach przykryty czarnym materiałem. Stolik zostaje ustawiony na środku ringu, ale materiał nadal pozostaje na swoim miejscu. Ochrona otacza ring i ustawia się również między linami, tworząc wyraźną przestrzeń między Kennethem Riddle’em a wejściem od strony rampy

Rob Van Dam: Kenneth, gratuluję. Zrobiłeś swoje. A teraz, zanim pokażemy wszystkim, o co naprawdę będziecie walczyć na LPW: Ascension, chcę mieć w tym ringu finałową czwórkę. Edgar, Ryback, Axel zapraszam do ringu.

Po chwili na arenie pojawia się Ryback. Kamera natychmiast pokazuje twarz Riddle’a. Kenneth robi krok do przodu, ale ochrona od razu przesuwa się między nim a linami. Ryback zatrzymuje się na rampie, patrzy prosto na Riddle’a i rusza dalej powoli, z prowokującym uśmiechem. Następnie pojawiają się Axel Blaze oraz Edgar Dickinson. Obaj kierują się w stronę ringu, obserwując sytuację z wyraźną ostrożnością. Ryback wchodzi między liny jako ostatni, ale ochrona natychmiast ustawia się tak, by nie dopuścić go bezpośrednio do Kennetha

Rob Van Dam: Droga do finału dobiegła końca. Zostało czterech zawodników. Cztery różne historie. Cztery różne powody, żeby sięgnąć po coś, czego w LPW nie zdobył jeszcze nikt.

RVD podchodzi do stojaka i kładzie dłoń na czarnym materiale.

Rob Van Dam: A teraz czas pokazać wam, o co naprawdę walczycie.

RVD jednym ruchem ściąga materiał, odsłaniając LPW World Championship. Kamera robi długie zbliżenie na pas błyszczący w świetle reflektorów. Publiczność reaguje głośnym popem, a finaliści przez chwilę patrzą wyłącznie na mistrzostwo.

RVD cofa się o krok. Ochrona nadal pozostaje w ringu, szczególnie blisko Rybacka i Kennetha. Cała czwórka finalistów powoli ustawia się wokół pasa. Nikt nie atakuje, ale napięcie jest wyczuwalne w każdym ruchu.

Rob Van Dam: Na LPW: Ascension jeden z was wyjdzie z tym pasem jako pierwszy mistrz świata w historii tej federacji. Jeden z was przejdzie do historii. Reszta będzie musiała żyć z tym, że była o krok od upragnionego tytułu.

RVD opuszcza mikrofon. Kamera pokazuje kolejno twarze Rybacka, Axela Blaze’a, Edgara Dickinsona i Kennetha Riddle’a, a następnie wraca na LPW World Championship ustawiony na środku ringu i tym obrazem Colosseum schodzi z anteny.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 22:19 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
27.06.2026, 11:52 #2
Video Promo - część 2

Obraz z kamery powoli wraca. Słyszymy trzask dość starawej instalacji elektrycznej, a kamera przesuwa się po mrocznej, ewidentnie chłodnej piwnicy opuszczonego domu na odległym od jakiegokolwiek życia odludziu. Ściany są betonowe, sufit podpierają stare, drewniane belki, a ze szczytu pomieszczenia kołysze się pojedyncza żarówka na kablu, która oprócz światła nadaje kształty cieniom w miejscach za drewnianymi filarami. W środku piwnicy, na charakterystycznym krześle owiniętym przy oparciu drutem kolczastym siedzi Elias Shadow. Lone Wolf ma ręce zawiązane za plecami, za krzesłem, zatem drut kolczasty cały czas kłuje go po plecach. Shadow na początku ujęcia się szarpał i próbował się uwolnić, lecz po chwili odpuścił, gdyż energiczne ruchy wyraźnie sprawiały mu więcej bólu, niż ulgi, czy też postępów w ucieczce. Na ekranie pojawia się napis ,,2 godziny później", a Young Viper siedzi jakby zrezygnowany z opuszczoną głową, ewidentnie zasnął albo zemdlał. Wokół cały czas panuje cisza, a nagle od strony schodów oprócz skrzypiących drzwi słychać kroki i ciągnący się łańcuch. Z cienia wychodzi właśnie sam Mike F'N Brutal, który powoli podchodzi do swojej ,,ofiary", patrząc na nią z zimnym uśmiechem. Extrememaniac sięgnął po wiadro z zimną wodą, po czym oblał nią Beta Wolfa, na którego wyraźnie to zadziałało.

Mike F'N Brutal: Wake up, Shadow! Rise and shine! Witam Cię w moim raju.

The Concrete Saint okrąża krzesło obserwując Shadowa, ciągnąc za sobą łańcuch oparty na ramionach, trzymając kij bejsbolowy owinięty drutem kolczastym w ręku.

Mike F'N Brutal: Długo się zastanawiałem nad tym co można powiedzieć więcej o takim kimś jak Ty. Długo też myślałem nad tym, co tu z Tobą zrobić, abyś poniósł konsekwencje swoich ostatnich wykolejeń. Nie powiem, należysz do jednej z najbardziej interesujących atrakcji w tym cyrku. Jakbyś mógł wydusić z siebie cokolwiek to zapytałbyś się mnie: Mike, dlaczego? Dlaczego to robisz? Ano dlatego, że chciałem się utwierdzić w przekonaniu, że nie jesteś taki jak reszta. Reszta w dość odległej przeszłości po tym, jak robiłem z nimi co chciałem nigdy więcej nie chciała na mnie spojrzeć ze strachu. Ty zdajesz się wyglądać na gościa, który chce więcej. Nie wystarczyło Ci to, co z Tobą zrobiłem na Colosseum?! Większość z tych miernot w tym momencie by mnie błagała o litość, Ty zdajesz się odnajdywać w tej sytuacji. Zdajesz się odnajdywać w mojej rzeczywistości w której chętnie Cię ugoszczę. A może to jest ta słynna maska Eliasa Shadowa? Wielka tajemnica Beta Wolfa? Ten cały obrazek samotnego, niezrozumianego artysty, który chce iść własną drogą.

Brutal w tym momencie nachyla się nad twarzą Shadowa.

Mike F'N Brutal: Już jednego zbędnego światu i niespełnionego poetę mamy w LPW. Poza jawną kopią wyglądasz mi na człowieka, który popełnia błąd za błędem. Jednym z nich było ponowne zwrócenie na siebie mojej uwagi. Jeśli ktoś za pierwszym razem nie pożałował, że stanął mi na drodze - to lepiej dla niego, żeby do drugiej konfrontacji nie doszło, bo może się to skończyć ekstremalnie źle i mogą się wydarzyć rzeczy niestosowne do pokazywania w telewizji tej kategorii!

Mike w tym momencie zdjął gruby łańcuch z ramion rzucając nim o podłogę, a zaczął opierać o obojczyk kij bejsbolowy owinięty drutem kolczastym. Drut kolczasty wyraźnie parę razy obdarł koszulkę Mike'a i skórę pod nią, jednak ten zdaje się nie przejmować tym faktem.

Mike F'N Brutal: I w tym miejscu kończą się Twoje sztuczki, Twoje jebnięcie z kimś 67. Powiedz mi jeszcze raz prosto w twarz, że spotkamy się przy następnym klepnięciu, wypluta przez życie sieroto! <Brutal częstuje Eliasa soczystym ojcowskim plaskaczem z kostek, po którym z nosa Shadowa leci krew> Gdzie jest Twój uśmiech w sytuacji w której dochodzi do Ciebie, że nie masz dokąd uciec przed ekstremalnie wściekłym psem?! Masz się za wielkiego władcę cieni, pana ciemności - prawdziwa ciemność dopada Cię właśnie teraz!

King of Extreme bierze do ręki nóż leżący na stole obok, po czym obsesyjnie na niego patrzy.

Mike F'N Brutal: Mógłbym zachować się jak psychopata.. sadysta i zakończyć tę historię tu i teraz sprawiając, że już nigdy więcej nie wejdziesz do tego ringu pokazując wszystkim, że każda rzecz którą starasz się reprezentować i cała ta aura wokół Ciebie to tak naprawdę tania przykrywka pod publiczkę. <Mike podchodzi bliżej i przykłada ostrze do liny krępującej Shadowa.> Tylko wiesz jaki jest problem? To byłoby zbyt proste. Nie chcę przejeżdżać się po człowieku, który nie jest w stanie przekroczyć tych lin. Chcę pokonać Shadowa, który nadal będzie żył w przekonaniu, że może wejść do mojego świata i wyjść z niego bez widocznych gołym okiem konsekwencji.

The Human Wrecking Riot zaciska szczękę, przez chwile sprawia wrażenie, jakby chciał zrobić coś więcej niż uderzenie z liścia. Elias zamyka oczy jakby pogodził się z nieuniknionym, jego oddech przyspiesza, a serce wyraźnie szybciej zaczyna bić. W tej chwili zapadła głucha cisza po której słychać tylko dźwięk przecięcia liny. Więzy puszczają, a Elias siedzi nieruchomo jak spetryfikowany nie dowierzając zbytnio w to co się stało. Po chwili otwiera oczy, a Brutal z uśmiechem stoi przed nim.

Mike F'N Brutal: Nie. Nie dzisiaj. <Mike łapie Shadowa za kark, podnosi go z krzesła i brutalnie kładzie na drewnianym stole.> Nie rozegramy tego tutaj, nie w miejscu i czasie gdzie jesteś bez szans. Po tym jak wpieprzyłeś się w moją walkę z Zackiem nawet Van Dam miał tego dość. On wie co jest grane tu i tam, wie czym jest prawdziwy Hardcore jako jeden z niewielu tutaj. Powiedziałem mu tylko jedno, żeby się nie martwił i zostawił to profesjonaliście w tej dziedzinie. Powiedziałem Robowi, że jedyne czego potrzebuję to miejsce, czas i zasady które pozwolą mi być sobą. Dlatego uroczyście ogłaszam Tobie i nie tylko, dzieciaku, że Extreme Rules Match na Ascencion w lipcu między Mike'iem Fuckin' Brutalem, a Eliasem Shadowem od tej chwili staje się oficjalny! Skończyły się zabawy w kotka i myszkę, czy jakieś inne techniczne tańce, połamańce! Tam będziesz miał pole do popisu i pokazania kim naprawdę jesteś. <W tym momencie Mike pokazuje Eliasowi ręką w kierunku schodów, gdzie mieści się wyjście z piwnicy.> Zapamiętaj sobie jedną rzecz - to co się wydarzyło tutaj to nie była kara, ani walka. To był przedsmak tego, jaki naprawdę jest Violence Bastard. Jesteś wolny, spływaj stąd póki nie zmieniłem swojego zdania. A na Ascencion nie czeka Cię kolejne zdarzenie rodem z najgorszego koszmaru. Czeka Cię hardkorowa wojna pod dowództwem Mike'a Fucking Brutala! Teraz otwieram Ci drzwi do wolności, na Ascencion wbiegam w nie na pełnej mocy, taranując je Tobą! Run!

Widokiem biegnącego, potykającego się po schodach Eliasa Shadowa i sadystycznym wzrokiem Extrememaniaca w jego stronę obraz gaśnie.

Kamera pokazuje siedzącego przy małym stoliku i przeglądającego coś w telefonie MateuszaMW. Na stoliku stoi woda oraz ulubiona oliwka Mateusza i obok niego drugie, puste krzesło. Wnet dosiada się do niego Derek Halloway z mikrofonem w dłoni. The Big MW odrywa wzrok od telefonu i nieco zdziwiony spogląda na The Truth Seekera.

MateuszMW: Czego chc…

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych! Ja nazywam się Derek i dziś sprawdzimy przytomność ślepego umysłu mojego rozmówcy, którym jest Mateusz! Mniej Więcej, powiedz proszę jak się czujesz z tym, że dostałeś taki łomot tydzień temu? Illuminati kazali Ci podłożyć się w tej walce czy to po prostu Twoja nieudolność? Bo co nakazują Ci te masońskie elity, to widać na załączonym obrazku.<Derek zasłania jedną ręką, żeby Mateusz nie widział, a drugą palcem wskazującym pokazuje do kamery na oliwkę dla dzieci>. A być może uważasz, że jak się wystarczająco naoliwisz, to uda Ci się wrócić do łona matki z rozpędu? Przez ten groteskowy atrybut i zważywszy na Twoje występy nie jesteś jednak tak groźny na jakiego się pozujesz. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi, więc oddaję Ci głos.

MateuszMW: Ty, Derek... Halloway, tak? Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzał, a z tego co widzę, to te twoje teorie spiskowe już ci całkiem zwoje mózgowe popaliły. Illuminati? Masoni? Elity? Chłopie, jedyna elita, z jaką ja miałem w życiu do czynienia, to chłopaki z osiedla, którzy potrafili otworzyć piwo zębami, a nie jacyś goście w fartuszkach z cyrklami. Ty się chyba za dużo filmów na YouTubie z żółtymi napisami naoglądałeś. Łomot tydzień temu? No dostałem, fakt, ukrywać tego nie zamierzam, bo nie jestem z tych, co udają greka. Wyszło słabo, dostałem po ryju, sędzia odklepał. Ale sugerowanie, że ktoś mi kazał się podłożyć? Mnie?! Przecież ty mnie obrażasz w tym momencie. Ja nikomu się nie kłaniam, żadnym układom, ani w LPW, ani w życiu. Jak przegrywam, to przez własną nieudolność, jak to ładnie nazwałeś, albo po prostu przez to, że rywal był lepszy i sprytniejszy. Wyciągam wnioski, krew wycieram w rękaw i idę dalej. Prosta, krakowska szkoła przeżycia.

Derek Halloway: Czyi jednak nie jesteś tak groźny, jak to podajesz w swoich wypowiedziach? Co, ten chip płata ci figle i raz nakazuje mówić tak, a następnym razem zupełnie coś innego, prawda? Mateusz, Może Wiesz, może nie, ale ja przejrzałem tych wszystkich ludzi z elit. Wyperswadowałeś mi ostatnio to, żebyś przyjmował szczepionki, przynajmniej tyle dobrego, ale widać podrzucili ci go w inny sposób, na przykład do żarcia. Pamiętaj, oni nas cały czas obserwują, ale <Derek nachyla się do ucha Mateusza> jak coś, to mrugnij dwa razy jeśli czujesz, że ktoś Cię do tego zmusza <Halloway się prostuje>

MateuszMW mruga dwukrotnie, patrzy na Hallowaya i odpowiada.

MateuszMW: Jeśli mam być z tobą szczery, to wydaje mi się, że ktoś mnie zmusza do pewnych rzeczy. Już tak miałem za dzieciaka. Mama podała mi oliwkę, o której wspominam za każdym razem i powiedziała, że z niej każdy krakowski patus czerpie siłę. Po kilku porażkach zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle jest mi ona potrzebna, po co jestem w LPW, czy jest jakikolwiek sens? Co mam zrobić? Może to chip..... Może szczepionka i ktoś nami steruje, nieźle mi namieszałeś w głowie.

Chwila przerwy, MateuszMW bierze oliwę do ręki, pociera swoją głowę.

MateuszMW: Dobra stary, my tu pitu pitu, a za moment wyjdziemy przed publiczność, damy sobie po mordzie i rozejdziemy się, jak gdyby nic. Nie myślałeś czasem o sojuszniku? LPW ma bardzo rozbudowany roster, jest wielu świetnych i utalentowanych wrestlerów, którzy posiadają duże umiejętności, ale brakuje im sprytu i tej krakowskiej zawziętości. Przemyśl temat.

Derek z lekkim przerażeniem odskakuje od rozmówcy i aż łapie się za klatkę piersiową.

Derek Halloway: Ależ dobrze Cię zdiagnozowałem. Na razie jesteś jeszcze niedoświadczonym ludzikiem z Krakowa, jednakże dla każdego znajdzie się nadzieja, jeśli w porę zdecyduje się skręcić w odpowiednim kierunku! Wyplewimy z Ciebie tego chipa i skierujemy na odpowiednie tory. Na pohybel iluminatom!

Po tych słowach obraz z kamery gaśnie.

Tag Team Match: Preston Steele & Miguel Escobar vs Dick A'Very Big & Jeff Brown
[Obrazek: lSCzufm.png]

Gong wybrzmiewa, a więc czas rozpocząć pierwszy Tag Team Match w historii LPW! W ringu pozostaje po jednej stronie Dick A'Very Big, a po drugiej Miguel Escobar. Pierwszy z wymienionych wrestlerów zaprasza swojego przeciwnika do klinczu. Mamy pierwsze zwarcie, które kończy się równie szybko, jak się zaczęło, gdyż Escobar nonszalancko powala oponenta na matę silnym odepchnięciem. Holender szybko wstaje i znów chce wejść w klincz, jednak dostaje potężną lepę na ryj od Miguela, któremu najwyraźniej znudziła się zabawa. Zaraz potem Hiszpan chwyta przeciwnika i wbija go w narożnik, gdzie częstuje lawiną Punchy. Po którymś uderzeniu w końcu sędzia odciąga zawodnika z Las Palmas od rywala. Chwila wytchnienia Dicka nie trwa jednak długo - zaraz po odsunięciu się od narożnika otrzymuje on Discus Elbow, po czym Escobar dorzuca jeszcze German Suplex. Na dokładkę jeszcze Standing Moonsault. Widać, że Miguel czuje się bardzo pewnie w tym starciu. Podnosi rywala za włosy, po czym wykonuje Chop w klatkę piersiową, a następnie Irish Whip w kierunku lin. Dick odbija się, po czym inkasuje Spanish Fly! W tym momencie Preston Steele sygnalizuje chęć zmiany. Escobar decyduje się wpuścić kolegę do ringu. Legacy Breaker niemal od razu po przekroczeniu lin dopada podnoszącego się Dicka i wykonuje Northern Lights Suplex, po czym decyduje się dołożyć Lionsault. Następnie podnosi rywala i wysyła go w kierunku narożnika, przy którym stoi Jeff Brown. Ten, niewiele myśląc, klepie Dicka w ramię, dokonując zmiany. Preston nie zauważył tego, gdyż akurat brał rozbieg przed kolejną akcją. Rusza i wbija się w A'Very Biga Corner Flying Clotheslinem. W tym samym czasie Jeff Brown wszedł już do ringu i chwyta Prestona, wykonując Irish Whip. The Heir Apparent odbija się od lin, pseudogangster chce wykonać Clothesline, jednak mamy unik, ponowne odbicie i Tilt-a-whirl DDT w wykonaniu Steele'a! Po tej akcji syn bogatego ojca postanawia wdrapać się na narożnik. Leżący na macie Brown zauważa, co się święci, gdyż szybko chwyta za najbliższą linę i z jej pomocą przeciąga się w stronę krawędzi ringu. Preston jest zmuszony do odpuszczenia akcji z powietrza i schodzi w kierunku rywala. Ten zaczyna go błagać o litość, taki to właśnie z Browna gangster. Legacy Breaker postanawia jednak go zignorować, chwyta tego cymbała za łeb i wciąga z powrotem do ringu, a następnie częstuje solidnym European Uppercutem. Ten cios prawie powalił Fake Thuga, jednak jakimś cudem jeszcze słania się na nogach. Steele kontynuuje ofensywę, mamy Irish Whip, a następnie Enzuigiri! W zasadzie to mógłby być już koniec tej walki, ale Preston nie odpuszcza. Decyduje się ponownie wdrapać na narożnik. Tym razem nic mu nie przeszkadza - mamy 450 Splash! The Rebel One nie poprzestaje na tym. Ustawia się blisko swojego narożnika i oczekuje, aż rywal stanie na nogach. Za moment będziemy świadkami akcji kończącej. Brown po chwili powoli się podnosi. W tym momencie Preston chce ruszyć w jego stronę....jednak zostaje zmieniony przez Miguela Escobara! Legacy Breaker jest wyraźnie zaskoczony, jednak Hiszpan nie przejmuje się, jedynie wskazując Prestonowi, by się odsunął. Sam dopada do mocno już zmęczonego Browna i częstuje go najpierw Frio Fiesta, a zaraz potem chwyta pod Reverse DDT...Tambor en la Lavadora! Prince of Spain postanawia jeszcze podejść do oczekującego za linami Dicka i już po chwili częstuje go Dropkickiem, po którym Holender spada z krawędzi ringu. Miguel tymczasem powraca do legalnego oponenta, który jeszcze się nie pozbierał. Postanawia mu w tym "pomóc", chwytając go za obie ręce. Ustawia Jeffa pod Hammerlock....Adios! To już musi być koniec tej walki! 1....2....nie? Nie ma 3. Ale nie, nie było kickouta, nic z tych rzeczy, Escobar sam podniósł barki rywala z maty, szyderczo się śmiejąc, co publika kwituje gromkim buczeniem. Następnie łapie Jeffa za ręce i wymierza całą serię stompów na jego twarz! Fani w dalszym ciągu buczą, a po kilku takich kopnięciach w końcu sędzia postanawia interweniować. Zrobił to jednak na tyle późno, że Brown zdążył już zalać się krwią. Przerwa w akcji trwa jednak tylko kilka sekund, gdyż Escobar zaraz po odciągnięciu przez arbitra powraca do ledwo żywego oponenta i przechwytuje go w swoją firmową dźwignię - Boa! Brown jest za słaby, by się podnieść, dosłownie ostatnimi siłami odklepuje, a zaraz potem traci przytomność! To koniec tej walki! Escobar jeszcze przez chwilę nie chce puścić chwytu, mimo coraz bardziej stanowczego protestu sędziego! W końcu rozjemca tego starcia dosłownie siłą odrywa Hiszpana od Browna, do którego nadchodzą już służby medyczne, a Escobar i Steele świętują zwycięstwo w tej walce.

PODCZAS LPW: Ascension odbędzie się specjalne wydanie Pobitych Garów

Na arenie rozlega się "Undead", co oznacza, że w drodze na ring Dan Dowson! Ten jest witany solidnym heatem ze strony fanów. Zawodnik, przechodząc przez rampę przygląda się plakatom trzymanym przez fanów, po czym uśmiecha się jedynie kącikiem ust, odbierając mikrofon od annoucera i siada na schodkach prowadzących do ringu.

Dan Dowson: Indianopolis… Miasto znane głównie ze ścigania się co roku w kółko... <heat> Jest to pewnego rodzaju analogia do wydarzeń w ringu. W momencie, kiedy powstaje jakaś federacja, każdy staje na starcie, licząc na to, że zdobędą przewagę i dojadą szczęśliwie do mety. Tak samo logiczne jest, że po pewnym czasie przychodzi ważniejsza gala, a nie tygodniowe ciułanie statystyk. Jeden gość zostanie mianowany głównym mistrzem, blah, blah, każdy chce się pojawić na tej gali i lata do General Managera, aby być uwzględnionym.

Dowson powoli podnosi się na równe nogi, spoglądając na fanów, którzy na razie się przysłuchują jego słowom, gdzieniegdzie słychać lekki heat.

Dan Dowson: Nie miałem okazji dołączyć do tego całego turnieju o pas, który dopiero musi nabrać jakiegoś prestiżu, nie walczyłem przez wszystkie tygodniówki. Zabawne, skoro zabiegano o to, żebym się tutaj pojawił <heat>. Zabawne jest też, że federacja zabiegała o mnie, zorganizowała konferencję z pompą z niewyedukowanymi dziennikarzami <heat>. Tak więc może zabawię się w coś innego, na przekór prezesowi i innym. Skoro nie zamierzali przewidzieć mnie na gali PPV, to dzisiaj rzucę otwarte wyzwanie. Nie będę rzucał tekstów, które najwyraźniej według znawców tematu są zaklepane dla innych... Cholera, trzeba się zabawić w nieco bardziej elokwentnego gościa... Chociaż nie. Pierdolić to, przejdę od razu do rzeczy. Ktokolwiek, kto zamierza ruszyć dupsko na Ascencion, może stanąć ze mną w tym ringu. Nie interesuje mnie, czy dopiero raczkuje, ma jakąś pozycję - najbardziej istotne dla mnie jest pokazanie prawdziwego wrestlingu. Bez bycia pizdą, która na widok krwi zacznie beczeć. To ma być walka, z której tylko jeden z nas wyjdzie jako zwycięzca. Bez spierdalania z ringu i liczenia na sędziego, który przyzna count out. Tak więc 5 lipca, w Chicago, ja kontra tajemniczy rywal. Walka do samego końca.

Po tych słowach Dowosn opuszcza mikrofon i wychodzi z ringu.


Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. Generalny Menedżer Colosseum pojawia się na rampie z mikrofonem w dłoni, po czym spokojnym krokiem wchodzi do ringu. Publiczność reaguje dość żywiołowo, a RVD przez chwilę rozgląda się po trybunach.

Rob Van Dam: Indianapolis, skoro jesteśmy już coraz bliżej LPW: Ascension, to czas dorzucić do tej gali coś, co naprawdę może zmienić przyszłość kilku zawodników.<RVD uśmiecha się lekko i poprawia mikrofon w dłoni.> Na pierwszym PPV w historii LPW zobaczymy nie tylko finał turnieju o LPW World Championship. Zobaczymy także sześcioosobowy Ladder Match. *cheer* Sześciu zawodników. Wiele drabin oraz nagroda zawieszona wysoko nad ringiem. A nagrodą tego pojedynku będzie coś więcej niż tylko chwała i satysfakcja z pokonania rywali.<RVD robi krótką pauzę> Nie powiem wszystkiego od razu. Uczestników tego pojedynku będziemy ogłaszać za pośrednictwem oficjalnych social mediów LPW. Obserwujcie nas uważnie, bo od teraz nazwiska uczestników będą publikowane właśnie tam.<RVD wskazuje na kamerę.> Jedno mogę obiecać już teraz. Ktokolwiek znajdzie się w tej walce, będzie musiał sięgnąć wyżej niż kiedykolwiek wcześniej. Bo na LPW: Ascension sama odwaga nie wystarczy. Aby wygrać będzie trzeba dać z siebie wszystko i wspiąć się ponad innych.

RVD opuszcza mikrofon, a kamera pokazuje logo LPW: Ascension na ekranie. Publiczność reaguje bardzo żywiołowo, a sam RVD po chwili opuszcza ring

Handicap Match: Jose Lopez vs Pill Tautu & Jean-Pierre Dolnick
[Obrazek: zMSxsuD.png]

Jesteśmy w ringu. Clown fiest... prawdziwą batalię czas zacząć. W jednym narożniku zażenowany Jose Lopez. W drugim Pill Tautu oraz mokry Jean-Pierre Dolnick. Mimo globalnego ocieplenia jeszcze nie udało mu się wyschnąć. Derek Halloway to sprawa dla ciebie. Rozjemca tej walki daje znak, mamy gong i zaczynamy! Grubas wykłóca się z Tausomem i każe mu ruszyć na Lopeza, skoro sam ich wpierdzielił w to starcie. Uśmiechnięty Pill przytakuje swojemu partnerowi i mówi: ''dla ciebie wszystko przyjacielu'' po czym biegnie w kierunku Jose. Mamy Clothesline? Oczywiście, że nie. Zbyt prymitywna próba. A mogli po prostu ruszyć we dwójkę...  Hiszpan z łatwością robi unik. Wypłaca odwracającemu się Pillowi Gut Kick, przechodzi za jego plecy i od razu zapodaje Dragon Suplex! Tutaj nie ma czasu na powolne tempo, może nie są najbystrzejsi, ale jednak jest ich dwóch, więc Jose musi się postarać. Wilgotny Jean robi gest uderzeń w klatę niczym goryl i również rusza. Łapie odwróconego Lopezzo w Waist Lock. W końcu coś mądrego z jego strony. Wszakże siłę to on ma. Spanish Star trzymany jest w tym uchwycie, ale zaczyna uderzać łokciem w twarz Dolnicka. Grubcio krzyczy do Tausoma: ''kutasie no wstań szybciej''. Pillwell chwiejnym krokiem podnosi się i widzi, że Hiszpan wyrywa się dzięki tym uderzeniom łokciem w facjatę Dolnicka. Fałszywy Maxwell Ransom podbiega do niego i sam ''przytula się'' od tyłu. Siła złego na jednego. El Hermoso łapie rękę Tautu i próbuje się oswobodzić, ale podchodzi Jean i łapie jego glowę, bierze go do siebie i będzie Suplex! Kibic Realu Madryt będąc wyniesionym do góry używa kolana, by pacnąć Grubasa z Konga w łeb, dzięki temu udaje mu się przeskoczyć za plecy Big Jeana i Lopez sprzedaje Dropkick! Dolnick aż wpada w swojego partnera i go wywraca. Chico Malo nie marnuje czasu, biegnie w stronę lin, odbija się od nich i zapodaje Calf Kick! Użytkownik ex-twittera JeanPierre69 upada, w międzyczasie podnosi się Pilwell Tautu i z ciosami rzuca się od tyłu na Jose. Okłada Hiszpana i krzyczy: ''to za mojego przyjaciela!'' Anti Heroe odwraca się do niego, odpycha go i wypłaca Roundhouse Kick! Tauson na deskach. Zamieszanie wykorzystuje Grubas, który podnosi się  i wykonuje Back suplex! Udany! Zawodnik rodem z Konga jest bardzo zadowolony ze swojej akcji, a fani cheerują go. Idol fanów pomaga wstać Pillowi, bo nie bardzo wie, co sam ma zrobić, a we dwójkę łatwiej, co nie? Co nie? Lekko obolały Pill trzyma się za głowę, patrzy dziwnie na Dolnicka po czym rzuca: ''kurwa, przeszkadzasz mi tylko, jestem PIERDOLONY Wes Wallace, maszyna, nie wpierdalaj mi się''. Jean-Pierre nie dowierza, mamy tutaj kolejne odklejenie w wykonaniu Tautu, w tle podnosi się Jose, który na to patrzy. A Pill... Pilles Tautace zaczyna wypłacać ciosy prosto w japsko Dolnicka! Co tu się dzieje? Przecież oni są razem w drużynie. Pilles okłada Big Jeana, zapodaje Gut Kick i chce coś zrobić, ale MAMY POTĘŻNE ODEPCHNIĘCIE! Tautace wita się z deskami. Ogromny cheer przy tej akcji. Ogromne kłopoty również, bo Lopezzo zachodzi Dolnicka od tyłu i wykonuje Hasta Luego! Nie było łatwo wykonać to z tym cielskiem, ale udało się. Dla pewności Chico Malo ''pomaga'' wstać Tautace'owi, trzymając go za kudły i ten też inkasuje Hasta Luego! Podirytowany Hiszpan pinuje Pilla, kładąc nogę na jego klatce piersiowej. 1..2..3! Koniec!

Słyszymy theme song Jose Lopeza. Zażenowany Hiszpan nie ma zamiaru celebrować, patrzy, jak Grubas wyrolowuje się z ringu, na szczęście nie ma przez to trzęsienia ziemi. Pillwell Tausom czy też po prostu Pill Tautu dostaje za to pomoc od Lopezzo w tej czynności i Chico Malo nogami wypycha swojego rywala sprzed chwili z kwadratowego pierścienia. Następnie El Hermoso podchodzi do lin i prosi o mikrofon, jeden z pracowników wręcza mu go i nasz dzisiejszy komentator ma coś do przekazania.

Jose Lopez:  Wyłączcie muzykę.. <muzyka cichnie> Ten jeden jedyny raz znajcie moją litość i nie będę przedłużać, bo ta gala jest wystarczająco długa, a przecież nie chcemy, by nasz kochany General Manager oraz reszta władz wykosztowały się na opiece medycznej tysięcy ludzi, którzy tutaj zasłabną od tej dłużyzny. <wredny uśmiech> No właśnie.. General Manager.. RVD! Do ciebie teraz mówię. Mogłem się spodziewać, że słowa na pierwszej gali o tym, że nie mam zamiaru walczyć z żadnymi pajacami, obrócą się przeciw mnie i ktoś będzie chciał zrobić mi ''psikusa'', a następnie potraktuje mnie takim czymś. Szczerze? <spogląda na leżącego poza ringiem Dolnicka oraz Tautu> Przegięcie. Jednak to nie jest tak, że ja cię nie rozumiem. Rozumiem to wszystko bardzo dobrze. Podszedłeś do utarcia mi nosa w całkiem kreatywny sposób. Jednakże.. wystarczy już tego. Skoro tak bardzo chcesz, bym walczył.. to po prostu daj mi, kurwa, walczyć, bo tego ścieku nikt nie nazwie walkami. Zbliża się PPV, więc wiesz, co zrobić…

Na arenie przez chwilę panuje cisza. Lopez stoi w ringu z mikrofonem, patrząc w stronę rampy. Po chwili rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. Generalny Menedżer pojawia się na stage’u i zatrzymuje się z mikrofonem w dłoni.

Rob Van Dam: Jose, powiem krótko. Chciałeś prawdziwej walki? Dostaniesz ją.

Lopez uśmiecha się pod nosem, czekając na dalsze słowa.

Rob Van Dam: Na LPW: Ascension wejdziesz do ringu z kimś, kto zdecydowanie nie wpisuje się w obraz komedii czy żartu. Dostaniesz wymagającego rywala i będziesz miał okazję udowodnić, że za tym całym gadaniem nadal stoi zawodnik o ponadprzeciętnych umiejętnościach za którego się uważasz.

RVD robi krótką pauzę.

Rob Van Dam: Dzisiaj nie dostaniesz odpowiedzi na pytanie z kim przyjdzie Ci się zmierzyć. Wszystkiego dowiesz się dopiero na PPV. Skoro tak lubisz mieć wszystko pod kontrolą, to zobaczymy, jak poradzisz sobie bez niej.

RVD wskazuje na Lopeza.

Rob Van Dam: LPW: Ascension. Jose Lopez kontra przeciwnik wybrany przeze mnie. Prosiłeś o walkę, więc teraz przygotuj się na odpowiedź.

RVD opuszcza mikrofon i odchodzi w stronę zaplecza, a Lopez zostaje w ringu z dość chłodnym wyrazem twarzy

ZAGLĄDAJCIE NA NASZEGO FACEBOOKA TO TAM POZNACIE UCZESTNIKÓW 6 OSOBOWEGO LADDER MATCHU

Muzyka cichnie, a zanim rozbrzmi gong walki wieczoru. Widzimy, że Zack Sabre Jr. łapie za mikrofon.

Zack Sabre Jr.: Kenneth! Znowu się tu spotykamy. Jeszcze trochę i pomyślę, że ktoś nas tu łączy celowo, może kulki były podgrzane w trakcie tego losowania? Może to Ty sam coś tam grzebałeś przy tym? Podobam Ci się Kenneth? <Zack wyrazem twarzy sam sygnalizuje, że może nie był to najlepszy z jego żartów> A teraz tak na poważnie. Dzwoniła do mnie kilka dni temu moja kochana babcia, prawie 80 lat na karku, a wciąż się świetnie trzyma. Oglądała ostatnie Colosseum i dzwoniła przekazać, że niesamowicie się ubawiła tym całym moim gagiem, z parodiowaniem Brutala. Mówi do mnie: Zachary, proszę zrób teraz to samo, z tym całym Riddlerem. No więc musiałem ją rozczarować, że w zasadzie... nie mam na Ciebie materiału Kenneth. Byłeś wszędzie. Co prawda do teraz, do LPW nie mieliśmy przyjemności, jednak wszędzie wiedzą kim jest Kenneth Riddle. Wiedzą o tym w Tokyo Dome, wie o tym Arena Mexico, York Hall, Electric Ballroom czy Korakuen Hall. Jesteś legendą. Zasłużoną, warto dodać. Ale odkąd jesteś tutaj mam takie nieodparte wrażenie, jakbyś nie potrafił znaleźć "tego czegoś", tego co czyniło Cię Kennethem Riddle. Wiesz mniej więcej, w jakie tony uderzać, wiesz, kiedy rzucić coś o tym, że jesteś już stary, ale ja nie widzę w Tobie ognia Kenny. Nie widzi go też Ryback. Dlatego dobra rada, od kolegi, który poddał Brutala, do kolegi, który również tego dokonał. Odpuść. Niepotrzebnie wracałeś. Twój czas już minął. Babcia pozdrawia, mówi że trzymają dla Ciebie miejsce w domu spokojnej starości.

Kenneth Riddle: Miło ze strony babci, że pomimo słusznego wieku cały czas wychowuje krnąbrnego wnuka. Niestety zawiodła w tej roli i jeżeli ogląda transmisję, to z pewnością już to wie. Naprawdę, Zack… grzebanie przy kulkach? <Riddle robi facepalma, po czym na chwilę kieruje wzrok do kamery i macha do niej> Pozdrawiam Panią serdecznie. Proszę zatkać uszy, bo w kierunku Pani wnuka padnie kilka przykrych słów <Riddle wraca wzrokiem do Zacka> Nie wiem, czy kulki były podgrzewane podczas losowania par turniejowych. Wiem za to, czyje są teraz rozgrzane do czerwoności na myśl o walce ze mną. Schlebia mi to, jak nazywasz mnie legendą, nawet jak przykrywasz to swoim typowym wyszydzaniem. Kiedy się ostatnio widzieliśmy, próbowałeś rzucić zaklęcie na nasze spotkanie w finałowym Fatal 4 Wayu. Całe szczęście, że jesteś dobrym wrestlerem, bo nie miałbyś przyszłości jako magik. Wywróżyłeś własną porażkę, która stanie się faktem już na ostatniej prostej przed Ascension.

Zack Sabre Jr.: Wróżby? Zaklęcia? Co ty jesteś Kenny, kamieniara jakaś? To nie są jakieś czary, chociaż może o to właśnie ci chodzi. Może ten ząb czasu tak Cię już ruszył, że jedyne, o czym marzysz to jakieś zaklęcie, które pomogłoby ci cofnąć czas? Może zdajesz sobie sprawę, że jednak jesteś już po swoim primie? I tak, tak, zaraz odpowiesz mi w równie zabawnym stylu, co mój, że o... tu mnie kuje w pośladku, to mi strzela kolano, Ale Kenny, co ty tu właściwie robisz? Zadałeś sobie to pytanie? Tak szczerze? Tak znowu Ci posmaruje, jesteś legendą, ale przy okazji masz rodzinę, osiągnąłeś już wiele. Po co tu jeszcze jesteś? Dziś nie będziesz walczył ze mną, ty będziesz walczył ze sobą, swoimi słabościami i z czasem. Czasem, który ucieka przez palce. Trzymaj kciuki, albo tak, żebyś mógł zrozumieć, skoro wierzysz w te wróżki. Módl się, żebym dziś nie wygiął za bardzo tego twojego strzelającego kolana, bo inaczej ciężko będzie ci dziś wrócić do domu.

Kenneth Riddle: Dziwię się, że jesteś pierwszym, który zadaje to pytanie. Co tutaj robię? Wrestling nigdy nie był dla mnie sposobem na osiągnięcie sukcesu. Sama obecność w ringu nim jest! To prawda, mam rodzinę i wszystko, za co wielu dałoby się pokroić… ale ja nie jestem tutaj dla nikogo oprócz siebie. Jestem tutaj, bo rywalizacja jest dla mnie jedną z kluczowych przyjemności. Zawsze jest nowy, ekscytujący rywal na horyzoncie, nowe mistrzostwo do zdobycia lub szczyt, na którym trzeba się utrzymać. Jeżeli tego nie rozumiesz, to chyba powinienem odbić piłeczkę i zapytać Ciebie, Zack… dlaczego tutaj jesteś? Bo to, że nie z pasji, to widzą wszyscy wokół.

Zack Sabre Jr.: Zawsze jest nowy rywal na horyzoncie, nowe mistrzostwo. Bla, bla, bla. Ty cały czas nie czaisz Kenny. Jest 2026 rok. I to, że pociąg ci odjeżdża słychać po tym, jak mówisz, że nie jestem tu z pasji, ale o tym zaraz. Powiem to jak najprościej, tak żebyś zrozumiał. Twoja głowa może jeszcze chce, Twoja głowa może nawet próbuje przekonać ciało, że jeszcze da radę. Za pierwszym razem się udało, za drugim również. Czy uda się za trzecim? Za czwartym? Piątym? Co, jeśli któregoś dnia, może nawet dziś Kenny, stanie ci się coś, co będzie nieodwracalne. Co powiesz wtedy swojej żonie Kenneth? Co powiesz jako mąż? Jako... ojciec? Ale hej! Przecież zawsze jest jakiś nowy ekscytujący rywal na horyzoncie! To niesamowite, że jesteś tak popularny wśród tych ludzi na publice... bo prawda jest taka, że Kenny, jesteś egocentrykiem, który zamiast siedzieć już na emeryturze, dalej chce się grzać w blasku reflektorów, bo tylko wtedy czujesz, że coś znaczysz. Jeżeli dlatego, że mówię ci prawdę, że próbuję otworzyć ci oczy, uważasz, że nie jestem tu z pasji to... cieszę się niezmiernie, bo w tym ringu stoi w takim razie jeden głupek. Zastanówmy się więc, czy jest to człowiek, który kładzie pasje ponad rodzinę czy człowiek, który zdaje sobie sprawę, jak potrafi być groźny, gdy zabrzmi gong.

Kenneth Riddle: Nie myl mojego łagodniejszego usposobienia ze słabością, Zack. Jestem starszy, muszę sobie rekompensować niedostatki fizyczne w pewnych sferach zwiększonym wysiłkiem w pracy nad pozostałymi. Swój prime z pewnością mam już za sobą i niczego nie żałuję, kiedy spojrzę w przeszłość… ale jak to świadczy o Tobie, że za kilka chwil zmusi Cię do poddania dziadek? Dla Ciebie mogę być egocentrykiem, emerytem lub kimkolwiek innym. Na szczęście nie dbam o opinię osób, których nie szanuję. Liczy się to, że dla fanów jestem świetnym wrestlerem, a dla rodziny dobrym ojcem i mężem. Dam Ci radę, tylko że ja nie udzielam ich za darmo. Zapłacisz swoją porażką. Jak już do mnie strzelasz, to lepiej traf tak, aby zabić. Drugiej szansy nie dostaniesz, bo teraz moja kolej… a ja nie zwykłem pudłować!

Napięcie między Kennethem i Zackiem czuć w powietrzu, panowie zrobili po kroku w swoją stronę, tym razem przerzucając się pojedynczymi słowami już z oddalonym mikrofonem. Obaj chyba uznali, że pora na gadkę się zakończyła, odrzucili mikrofony i zaczęli przygotować się do walki w przeciwległych narożnikach

Main Event
Final Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Kenneth Riddle vs Zack Sabre Jr.
[Obrazek: d7Zkxca.png]

Zawodnicy znajdują się już w ringu. Zack opiera się o narożnik z lekko nonszalanckim uśmiechem spogląda na oponenta. Kenneth natomiast bardziej skupiony, dogrzewa się jeszcze przed samym starciem. Sędzia sprawdza gotowość, nakazuje bić w gong i rozpoczynamy Main Event! Sabre odpycha się rękami od narożnika i również przybiera teraz postawę zapaśniczą. Obaj panowie badają się wzrokiem, otaczają środek kwadratowego pierścienia cały czas nie spuszczając z siebie oka. Wnet przechodzimy do klasycznego klinczu. Obaj panowie przepychają się po ringu wykorzystując siłę swoich mięśni i żaden nie odpuszcza. W pewnym momencie ZSJ wykręca nadgarstek przeciwnikowi i przechodzi za plecy w Hammerlock. Riddle przez chwilę ma grymas bólu, jednak w końcu wykręca się z ręką i sam zapina Hammerlock. The Technical Wizard również przez chwilę odczuwa ból, lecz praktycznie od razu wyprowadza trzy łokcie na głowę oponenta. Ten go puszcza, a Submission Master odbija się od lin i biegnie w stronę rywala. Small Package od Kenny’ego! 1... nie, Zack jako doświadczony zawodnik od razu odkopuje. Obaj od razu się podnoszą, a Sacramento Saint rozpędza się i mamy Arm Drag w wykonaniu Sabre’a. ZSJ wstaje, rozpędza się i teraz Arm Drag od Marvelousa. Po tym ataku obaj panowie wstają u spoglądają na siebie z uśmiechami gotowi i zdeterminowani, a publika wprost szaleje z radości widząc to widowisko. The Technical Wizard kręci głową przecząco, a Sacramento Saint zaprasza do dalszej walki. A zatem po chwili znów mamy zwarcie. Teraz jednak Zack wyprowadza kopnięcie na brzuch i przepycha rywala do narożnika. W rogu ringu wyprowadza punche na głowę rywala. Sabre wyprowadza Irish Whip w przeciwległy narożnik rozpędza się i wpada plecami w jego poduszki. Teraz to Kenny wypłaca rywalowi szybkie punche. Sędzia próbuje zapanować nad walką, ale akcja dzieje się bardzo szybko. Marvelous robi trzy kroki w tył i dokłada jeszcze Corner Clothesline. Riddle wyciąga oponenta za rękę, wyprowadza Irish Whip na liny, jednak szybka kontra i teraz to Kenny biegnie w stronę lin. ZSJ wyprowadza teraz Discus Elbow Smash. Ależ wyrównana walka i od razu próba pinu. 1... nie, Kickout. Obaj panowie wstają, jednak Zack atakuje rywala Gut Kickiem, chwyta przeciwnika i wyprowadza Suplex. Lecz nie, Sacramento Saint wykręca się w powietrzu i ląduje na nogach stojąc przodem do pleców rywala. Teraz to Kenneth chwyta przeciwnika i wykonuje Back Suplex. Jednak nie, Sabre w powietrzu robi salto w tył i ląduje za oponentem w taki sam sposób. Tym razem jednak Kenny to przewidział i wyprowadza teraz Pele Kick na głowę przeciwnika. The Technical Wizard aż przyklęknął na kolano, a Riddle biegnie i odbija się od lin za plecami swojego rywala. Teraz Pele Kick z zaskoczenia od Submission Mastera! Ależ teraz zamroczeni obaj usiedli na macie, a publika nadal szaleje zdzierając gardła. Obaj, już nieco wolniej, podnoszą się z maty, a pierwszy do głosu dochodzi Sacramento Saint, który atakuje rywala punchami na głowę, na końcu dokłada kolano w brzuch i mamy Snapmare, po którym od razu dokłada jeszcze Middle Kick w plecy, przez który jego rywal aż się prostuje. Kenny szybko odbija się od lin i dokłada jeszcze Running Knee Strike. Zack po tym pada na matę, a Riddle próuje pinu. 1... 2... nie, Kickout. To za mało dla zawodnika z Anglii. Sacramento Saint podnosi za głowę swojego przeciwnika i wpycha go w narożnik. Krótki rozpęd i tym razem to on wpada w pusty róg ringu. ZSJ nie zastanawiając się długo wykonuje na rywalu Corner Dropkick. Riddle pada na matę, a Submission Master dokłada jeszcze Knee Drop. Próba pinu, 1... 2... nie, Kickout. The Technical Wizard podnosi rywala i opoera go o liny. Zack odbija się od przeciwległych i ląduje poza ringiem, ponieważ sprytny Kenneth w odpowiednim momencie naciąga trzecią linę! Zaskoczony Sabre łapie się za plecy po upadku, a Marvelous nie traci czasu, wybija się z lin w ringu i mamy piękny Triangle Plancha! Kenneth wstaje trzymając się za brzuch, jednak z uśmiechem zachęca publikę do większego dopingu, a ci szaleją. Kenny spogląda na przeciwnika, który jest w pozycji pochylonej. Mamy Fame Asser poza ringiem od Sacramento Sainta. Teraz ZSJ już dość zmęczony trzyma się za kark na macie otaczającej ring. Zdenerwowany sędzia nakazuje natychmiast wrócić niesfornym zawodnikom do ringu. Marvelous jakby nie chcąc podpaść głównemu arbitrowi, podnosi przeciwnika i wpycha do kwadratowego pierścienia. Sam jednak wskakuje na apron i jeszcze wchodzi na szczyt narożnika. Riddle oczekuje chwilę, aż jego rywal wstanie i dokłada Diving Front Dropkick. Jednak nie, ZSJ odpycha nogi przeciwnika w locie i ucieka na bok. Kenneth cierpi teraz chwytając się za plecy na macie, a The Technical Wizard chwyta go w Full Nelson podnosząc do góry po czym mamy Dragon Suplex Hold! Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Sabre nieco się denerwuje, a Kenneth wciąż trzyma się za obolałe plecy na macie. Teraz Submission Machine podnosi przeciwnika, a Sacramento Saint odpycha od siebie rywala i mamy Icon’s Stamp znikąd! Próba pinu 1... 2... 3?! Nie, Kickout. Ależ są panowie wytrzymali. Kenneth już nieco poddenerwowany przeciera nos i już wyraźnie głośno oddychając przeciąga przeciwnika na środek i próbuje wyciągnąć rękę pod Armbar! Zack się broni, jednak Riddle atakuje nogą przeciwnika, przez co Sabre puszcza rękę, a Sacramento Saint zapina Wonderment! Akcję, po której legendy odklepują lub odpływają! ZSJ wije się w bólu, ale ani myśli odklepać tak łatwo. Desperacko szuka możliwości sięgnięcia do lin, jednak wszelka możliwość jest daleko od niego. Sekundy mijają, a The Technical Wizard co chwila jest sprawdzany przez sędziego. Teraz Zack podnosi się na wolnej ręce i przekręca na bok przeciwlegle do przeciwnika. Następnie odpycha się raz jedną raz drugą nogą i takim helikopterem wychodzi z tej dźwigni! Kenneth i publika w szoku, a Submission Master korzysta z okazji próbując przypięcia. 1... 2... 3?! Nie, Kickout. Ależ teraz Sabre wstaje wściekły i resztkami sił okopuje tors przeciwnika, który też opadł z sił. ZSJ patrzy złym wzrokiem na przeciwnika leżącego na brzuchu i kręci przecząco głową. Przeciąga oponenta na środek ringu, podnosi za łokieć do pozycji klęczącej, ale pochylonej i od razu zapina Jim Breaks Armbar! Teraz to Riddle jest w potrzasku i to w wariacji swojej własnej dźwigni! Widać, że Kenny cierpi, ale również nie ma zamiaru odklepać. Sędzia co chwilę sprawdza stan Marvelousa, który ewidentnie cierpi, a nawet jakby chciał, to w zasadzie nie ma jak odklepać! Kenneth również zaczyna pracować nogami, próbuje się skręcić, jednak nie może od razu tego wykonać. W końcu po kilku próbach takiego obejścia nogami Sacramento Saintowi udaje sie wyślizgnąć rękę z tego swoistego Hammerlocka, a następnie uciekł nogami w taki sam sposób jak jego przeciwnik. Riddle również próbuje pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Niezwykle wyrównana walka, panowie leżą umęczeni na macie nagradzani gromem oklasków. Obaj zawodnicy powoli wstają opierając się o liny. W końcu podchodzą do siebie i pierwszy cios wyprowadza Riddle, za chwilę odpowiada mu również Zack. Kilka razy wymieniają się tak punchami, jednak w końcu Sabre wyprowadza Gut Kick przerywając tę serię i próba Zack Driver! Jednak nie, przy próbie wyniesienia Marvelous odpycha się w powietrzu upadając na nogi za plecami przeciwnika. Teraz Kenneth obraca rywala w swoją stronę i wynosi go pod Fireman’s Carry. Czyżby Suppression?! Nie, będąc na barkach wyprowadza trzy łokcie na głowę rywala i spada na nogi za plecy przeciwnika. Tym razem to Sabre odwraca w swoją stronę oponenta wyniesienie pod Zack Driver i... znów Sacramento Saint odpycha się przy próbie wyniesienia. Tym razem jednak po upadnięciu na nogi odwraca rywala i... Suppression! Suppression bezpośrednio z maty ringu! Od razu próba pinu, 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Kenneth Riddle zwycięża to starcie!

Po zakończeniu Main Eventu kamera pozostaje w ringu. Kenneth Riddle klęczy na macie, ciężko oddychając po wyczerpującym starciu. Sędzia podnosi jego rękę, a publiczność reaguje głośnym cheerem. Riddle powoli wstaje, opiera się na linach i przez chwilę spogląda w stronę rampy, jakby dopiero docierało do niego, że właśnie zapewnił sobie miejsce w finale turnieju na LPW: Ascension. Na ekranie pojawiają się krótkie powtórki końcówki pojedynku. Po kilkunastu sekundach obraz wraca na arenę. Riddle nadal znajduje się w ringu, gdy nagle rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama Generalny Menedżer Colosseum pojawia się na stage’u, ale tym razem nie jest sam. Wychodzi w towarzystwie licznej ochrony. Kilku ochroniarzy od razu rusza w stronę ringu, kolejni ustawiają się przy rampie i barierkach. Za RVD idą także pracownicy techniczni, którzy prowadzą elegancki stolik na kółkach przykryty czarnym materiałem. Stolik zostaje ustawiony na środku ringu, ale materiał nadal pozostaje na swoim miejscu. Ochrona otacza ring i ustawia się również między linami, tworząc wyraźną przestrzeń między Kennethem Riddle’em a wejściem od strony rampy

Rob Van Dam: Kenneth, gratuluję. Zrobiłeś swoje. A teraz, zanim pokażemy wszystkim, o co naprawdę będziecie walczyć na LPW: Ascension, chcę mieć w tym ringu finałową czwórkę. Edgar, Ryback, Axel zapraszam do ringu.

Po chwili na arenie pojawia się Ryback. Kamera natychmiast pokazuje twarz Riddle’a. Kenneth robi krok do przodu, ale ochrona od razu przesuwa się między nim a linami. Ryback zatrzymuje się na rampie, patrzy prosto na Riddle’a i rusza dalej powoli, z prowokującym uśmiechem. Następnie pojawiają się Axel Blaze oraz Edgar Dickinson. Obaj kierują się w stronę ringu, obserwując sytuację z wyraźną ostrożnością. Ryback wchodzi między liny jako ostatni, ale ochrona natychmiast ustawia się tak, by nie dopuścić go bezpośrednio do Kennetha

Rob Van Dam: Droga do finału dobiegła końca. Zostało czterech zawodników. Cztery różne historie. Cztery różne powody, żeby sięgnąć po coś, czego w LPW nie zdobył jeszcze nikt.

RVD podchodzi do stojaka i kładzie dłoń na czarnym materiale.

Rob Van Dam: A teraz czas pokazać wam, o co naprawdę walczycie.

RVD jednym ruchem ściąga materiał, odsłaniając LPW World Championship. Kamera robi długie zbliżenie na pas błyszczący w świetle reflektorów. Publiczność reaguje głośnym popem, a finaliści przez chwilę patrzą wyłącznie na mistrzostwo.

RVD cofa się o krok. Ochrona nadal pozostaje w ringu, szczególnie blisko Rybacka i Kennetha. Cała czwórka finalistów powoli ustawia się wokół pasa. Nikt nie atakuje, ale napięcie jest wyczuwalne w każdym ruchu.

Rob Van Dam: Na LPW: Ascension jeden z was wyjdzie z tym pasem jako pierwszy mistrz świata w historii tej federacji. Jeden z was przejdzie do historii. Reszta będzie musiała żyć z tym, że była o krok od upragnionego tytułu.

RVD opuszcza mikrofon. Kamera pokazuje kolejno twarze Rybacka, Axela Blaze’a, Edgara Dickinsona i Kennetha Riddle’a, a następnie wraca na LPW World Championship ustawiony na środku ringu i tym obrazem Colosseum schodzi z anteny.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 22:19 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
27.06.2026, 15:55
#3
Ryback/Rob McŁowicz - Ryback zaczyna mocno i bez pardonu zaczepia Roba. McŁowicz odgryza się podobnie, można wręcz odczuć jakby obie kwestie wypowiedziała ta sama osoba. Następnie Ryback odbija piłkę hmm.. troszkę obniżył loty z poprzednią galą. Jakby mniej w nim tej agresywności. Jako budzący postrach rzeźnik bardziej bym go widział jako agresora, a nie takiego punktującego rywala gościa. Rob wypadł dalej trochę lepiej od swojego rywala. Jakoś mam takie wrażenie jakby brakowało w tym segmencie ostrości. Obaj podchodzą z szacunkiem i nawet jak sobie grożą to wychodzi to takie passive agressive. Jak u McŁowicza to przejdzie bo on w sumie gotuję się dopiero jak ktoś naprawdę dowali do pieca. To Ryback jest jakiś za cichy. Widziałbym to tak, że Ryback zaczyna ostro, Rob próbuje się dystansować, ale w końcu puszczają mu lejce i dochodzi do bójki. Rzeźnik próbujący odbijać piłeczkę przewidując odpowiedź rywala to trochę się uśmiechnąłem. Wychodzi z Rybacka nagle strateg, który już kontruje odpowiedzi przeciwnika zanim je zada. Rob odpowiada znowu zdawkowo, ale mimo wszystko lepiej od Butchera. Ten brak emocji idealnie widać pod koniec gdzie Smakuje jest podkreślone tylko znakiem zapytania, zamiast być wzmocnione wykrzyknikiem. Segment poprawny, ale jak na takiego agresora jak Ryback i mimo wszystko w moim odczuciu lekko gotującego się w środku Roba, który czeka tylko żeby odpalić to brakuje mi tu trochę więcej akcji.

RVD - Ciekawe kogo miał na myśli Rob. Przez te segmenty z Derekiem mam teraz zboczenie i wszystkie segmenty nagrywane po kryjomu brzmią jakby zaraz miał się odezwać nasz foliarz. Tutaj tego zabrakło, a szkoda w sumie. Jakby chociaż jednym zdaniem podsumował, że "Widzicie coś się dzieje" wzmocniłby swój gimmick świra, a mógłby to być jedynie występ gościnny. Do przemyślenia na przyszłość.

Komentatorzy - Lopez jako gość specjalny kradnie show komentatorom, ależ on się rozkręcił. Teraz co nie powie to złoto. Bije od niego charyzma. Zgasił Brutala jednym zdaniem i to dość konkretnie. Nie ma łatwego życia Mike w LPW. Kolejny punch w stronę Hajty przepotężny. Potem zgaszenie Edgara i Zbyszka. No tutaj Uszczelce poszły by hamulce i ruszył na Lopeza. Szkoda, że się jeszcze nie skonfrontowali. Swoją drogą to chętnie widziałbym występ Uszczelki w loży komentatorskiej. Jako polak mógłby z Hajto się dogadać i zakrzyczeć Colea. Póki co to Tomek dostaje ciągle po głowie od gości i Michaela, a to by była ciekawa odmiana.

Cavazos/Blaze - Jorge zaczyna całkiem dobrze. Nie było może szału, ale też nie było źle. Axel odpowiada już lepiej od rywala. Może delikatnie obniżył lot, ale mimo wszystko to dalej Axel Blaze i świetna marka. Następną wypowiedź Cavazosa już dużo lepsza. Mam z nim podobnie jak z pozostałymi "legendami", że na początku nie mieli tej formy, a im dalej w las tym się bardziej rozkręcają i idzie im coraz lepiej. Axel już odpowiada z mocniejszymi emocjami i to mi się podoba bo na razie mieliśmy galę miłości i szacunku między rywalami, a jak każdy się tak minute to po co walczyć. Blaze znowu pokazuje, że to on jest faworytem i nic dziwnego, że wygrywa. Dalej mamy marsz Axela po złoto. Ciekawe czy zakończy go Riddle, który po ostatniej gali znacząco odżył i wrócił do swojej formy.

Uszczelka/Butla/Steele/Escobar - Pan Preston kończy definitywnie z gimmickiem Mr Nice Guy i płacze nad losem swojej fury. Butla miał krótkie wypowiedzi, ale mega podoba mi się jego styl. Szykuje zdań układa w taki sposób, że nie wiadomo czy to robot czy człowiek tak pisze. Escobar dalej gra przydupasa kolegi. Z takimi charakterami to tylko kwestia czasu kiedy jeden rzuci się na drugiego i wbije mu nóż w plecy. Na razie mamy dobrą podbudowę przed walką tag-team.

El Garra Del Gato - Kodowanie się popsuło. Kot ewidetnie dąży do bycia facem za co szacun bo na efedach rzadko mamy faceów raczej heel lub maks tweener. Gimmick ma dosyć oryginalny, wypowiedzi też są całkiem ok. Pytanie jak wypada w konfrontacji z rywalem. Mantel szuka sobie rywala i chyba trafił w 10 z kocim wojownikiem. Normal Guy irytuje się innością, a już szczególnie jak ktoś tak odmienny jak kociarz. Całkiem niezła wymiana między nimi. Człowiek Kot nieźle odbija piłeczkę i okazuje się, że z przeciwnikiem wypada jeszcze lepiej. Derrick wypadł trochę gorzej niż Kot i tu jest problem. Mantel już spędził dosyć czasu na tym, żeby określić swój gimmick. Proponuję jego zmianę lub jakiś głębszy rozwój bo póki co Normal Guy stał się pułapką zastawioną na siebie i zanosi się, że zostanie takim Normal Guy bez szczególnych osiągnięć. Kot wygrywa oczywiście zasłużenie. Drzemie w nim potencjał na solidny midcard, więc niech buduje swoją legendę.

Elias Shadow - Look how they massacred my boy. Mógłby powiedzieć kolega od Shadowa. Grubo lecimy z gnojeniem tego zawodnika, ale nie ma sie co dziwić. Odpłaca za swoje grzechy. Swoją drogą ciekawe kto go porwał. Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na Brutala w końcu to jego temat poruszył.

Jean Pierre-Dolnick/Tauwell Ransom - I to mi się podoba. Grubcio ma przyjaciela, który mu pomoże nawet w kwestii suchości włosów i o to wlaśnie chodzi. Zaczepiony Dowson ciekawe czy odpowie czy jednak jest zbyt poważną postacią, żeby poruszać temat grubaska.

Edgar Dickinson/Zbyszek Uszczelka - Jak pisaliśmy ten segment to miałem uczucie, że Edgar lekko obniżył loty. Fakt z tym wierszem akurat celnie trafiony Zbyszek, ale jakoś tak na jego poziom to troszkę za słabo. Mimo wszystko wygrywa walkę no i taki wynik musiał zaistnieć. Nie wyobrażam sobie Zbyszka przynajmniej na obecnym etapie jako głowy federacji. Fakt, że trochę go ewoluuje i staram się nie robić go typowo sama komedia i nic. Chcę żeby ten komediowy punkt pozostał, ale tworzył jego charakter, a nie określał go całkowicie, ale na obecną chwilę Poeta musiał to wygrać, żeby podtrzymać swoje tempo, ale mam nadzieję, że to chwilowa niedyspozycja w segmencie i dalej podtrzyma swój poziom. Ps. Fajnie, że Uszczelka nie przegrał po prostu tylko z tęsknoty za Butlą. Dobre rozwiązanie. Po walce niezły chaos się rozkręca. Stawka starcia na PPV staje się więc dosyć mocno wysoka.

LDSM - Strzały w Uszczelkę i Butle są łatwe kiedy nie mogą odpowiedzieć. Z chęcią zobaczyłbym dyskusję takiego konesera win jak Butla z pseudo znawcą Lordem. Gardzi ruskim szampanem proszę państwa. No nie wiem nie kupuję na razie postaci tego Lorda. W zasadzie to po co walczy w tym wrestlingu skoro ma wszystko i czy ten sport jest w ogóle odpowiedni dla takiego szlachcica? No nie wiem niech się rozkręci ta postać bo na razie mnie przynudza.

Ryback vs McŁowicz - Wynik walki jeszcze przed galą wydaje mi się, że wskazywał na Rzeźnika, ale po ich wspólnym segmencie uważam, że szli łeb w łeb. Może nawet wskazywałbym tu Roba jako faworyta. Obydwaj panowie muszą podnieść swoją formę bo coś nieco przygaśli w tym odcinku.

Mike Brutal - Czyli to Mike Pieprzony Brutal porwał Shadowa. Tak jak się domyślałem. Mike ma dużą szansę się odbudować po porażkach. Myślę, że wypadł w tym segmencie całkiem nieźle. Shadow raczej zostanie przejechany walcem na PPV. Ciekaw jestem czy po starciu bedzie kontynuował karierę czy zapomnimy o Panu Eliasie.

Derek Halloway/MateuszMW - No sojuszu Dereka z Mateuszem to się tu nie spodziewałem. Czy Halloway tego potrzebuje? Śmiem wątpić. Sam Mateusz też wydaje się bardziej pasować do solowej kariery. Ale no cóż może coś wyjdzie ciekawego z ich połączenia. Obaj panowie obecnie na rozdrożu, więc ciężko ocenić ten segment. Wypowiedzi były poprawne i czekamy jak to się rozwinie.

Esobar i Steele - Nabijają sobie streak i podbudowują historie tag team przed walką na PPV. Nic więcej tu dodać nie można.

Dan Dowson - No zaczyna grubo, dużo wulgaryzmów co wynika pewnie z jego frustracji. Zero walk i póki co puste proma w powietrze. Przyda mu się ta walka na PPV żeby rozgrzać stare kości i obudzić tego prawdziwego Dowsona bo póki co jest taki nabuczony. Ciekawe kto podejmie rękawice bo nie mam pojęcia na razie.

Ladder Match - A to ciekawe rozwiązanie. Ciekawe kto weźmie w nim udział. Czy będą to zawodnicy, którzy już mieli walki na PPV czy jeszcze inni i nagrodą jest pas dla zawodników z midcardu.

Jose Lopez - Miażdży przeciwników i rzuca wyzwanie. Ciekaw jestem kogo dostanie za rywala. Mógłby mieć starcie z Dowsonem, skoro obaj tak bardzo potrzebują tej walki, a jeśli nie to ciekawe kto będzie tym rywalem. Czy mamy jeszcze w zanadrzu debiutantów czy ktoś nieoczywisty z obecnego rosteru.

Zack/Riddle - ZSJ zaczyna dosyć słabo jak na niego, a szkoda bo zacierałem ręce na kolejny segment z nim. Kenneth za to jedzie z nim równo. W końcu Pan Riddle jest na swoim poziomie i jest nie do ruszenia. Kenneth wypada w tym segmencie bardzo dobrze za to Zack stracił pazur. Wynik walki jak najbardziej zasłużony jak i zwycięzca głównej nagrody na PPV dość jasny. Jako jedyny zachowuje stabilną formę i raczej wszystkie gwiazdy mówią, że będzie to Kenneth.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
27.06.2026, 15:55 #3
Ryback/Rob McŁowicz - Ryback zaczyna mocno i bez pardonu zaczepia Roba. McŁowicz odgryza się podobnie, można wręcz odczuć jakby obie kwestie wypowiedziała ta sama osoba. Następnie Ryback odbija piłkę hmm.. troszkę obniżył loty z poprzednią galą. Jakby mniej w nim tej agresywności. Jako budzący postrach rzeźnik bardziej bym go widział jako agresora, a nie takiego punktującego rywala gościa. Rob wypadł dalej trochę lepiej od swojego rywala. Jakoś mam takie wrażenie jakby brakowało w tym segmencie ostrości. Obaj podchodzą z szacunkiem i nawet jak sobie grożą to wychodzi to takie passive agressive. Jak u McŁowicza to przejdzie bo on w sumie gotuję się dopiero jak ktoś naprawdę dowali do pieca. To Ryback jest jakiś za cichy. Widziałbym to tak, że Ryback zaczyna ostro, Rob próbuje się dystansować, ale w końcu puszczają mu lejce i dochodzi do bójki. Rzeźnik próbujący odbijać piłeczkę przewidując odpowiedź rywala to trochę się uśmiechnąłem. Wychodzi z Rybacka nagle strateg, który już kontruje odpowiedzi przeciwnika zanim je zada. Rob odpowiada znowu zdawkowo, ale mimo wszystko lepiej od Butchera. Ten brak emocji idealnie widać pod koniec gdzie Smakuje jest podkreślone tylko znakiem zapytania, zamiast być wzmocnione wykrzyknikiem. Segment poprawny, ale jak na takiego agresora jak Ryback i mimo wszystko w moim odczuciu lekko gotującego się w środku Roba, który czeka tylko żeby odpalić to brakuje mi tu trochę więcej akcji.

RVD - Ciekawe kogo miał na myśli Rob. Przez te segmenty z Derekiem mam teraz zboczenie i wszystkie segmenty nagrywane po kryjomu brzmią jakby zaraz miał się odezwać nasz foliarz. Tutaj tego zabrakło, a szkoda w sumie. Jakby chociaż jednym zdaniem podsumował, że "Widzicie coś się dzieje" wzmocniłby swój gimmick świra, a mógłby to być jedynie występ gościnny. Do przemyślenia na przyszłość.

Komentatorzy - Lopez jako gość specjalny kradnie show komentatorom, ależ on się rozkręcił. Teraz co nie powie to złoto. Bije od niego charyzma. Zgasił Brutala jednym zdaniem i to dość konkretnie. Nie ma łatwego życia Mike w LPW. Kolejny punch w stronę Hajty przepotężny. Potem zgaszenie Edgara i Zbyszka. No tutaj Uszczelce poszły by hamulce i ruszył na Lopeza. Szkoda, że się jeszcze nie skonfrontowali. Swoją drogą to chętnie widziałbym występ Uszczelki w loży komentatorskiej. Jako polak mógłby z Hajto się dogadać i zakrzyczeć Colea. Póki co to Tomek dostaje ciągle po głowie od gości i Michaela, a to by była ciekawa odmiana.

Cavazos/Blaze - Jorge zaczyna całkiem dobrze. Nie było może szału, ale też nie było źle. Axel odpowiada już lepiej od rywala. Może delikatnie obniżył lot, ale mimo wszystko to dalej Axel Blaze i świetna marka. Następną wypowiedź Cavazosa już dużo lepsza. Mam z nim podobnie jak z pozostałymi "legendami", że na początku nie mieli tej formy, a im dalej w las tym się bardziej rozkręcają i idzie im coraz lepiej. Axel już odpowiada z mocniejszymi emocjami i to mi się podoba bo na razie mieliśmy galę miłości i szacunku między rywalami, a jak każdy się tak minute to po co walczyć. Blaze znowu pokazuje, że to on jest faworytem i nic dziwnego, że wygrywa. Dalej mamy marsz Axela po złoto. Ciekawe czy zakończy go Riddle, który po ostatniej gali znacząco odżył i wrócił do swojej formy.

Uszczelka/Butla/Steele/Escobar - Pan Preston kończy definitywnie z gimmickiem Mr Nice Guy i płacze nad losem swojej fury. Butla miał krótkie wypowiedzi, ale mega podoba mi się jego styl. Szykuje zdań układa w taki sposób, że nie wiadomo czy to robot czy człowiek tak pisze. Escobar dalej gra przydupasa kolegi. Z takimi charakterami to tylko kwestia czasu kiedy jeden rzuci się na drugiego i wbije mu nóż w plecy. Na razie mamy dobrą podbudowę przed walką tag-team.

El Garra Del Gato - Kodowanie się popsuło. Kot ewidetnie dąży do bycia facem za co szacun bo na efedach rzadko mamy faceów raczej heel lub maks tweener. Gimmick ma dosyć oryginalny, wypowiedzi też są całkiem ok. Pytanie jak wypada w konfrontacji z rywalem. Mantel szuka sobie rywala i chyba trafił w 10 z kocim wojownikiem. Normal Guy irytuje się innością, a już szczególnie jak ktoś tak odmienny jak kociarz. Całkiem niezła wymiana między nimi. Człowiek Kot nieźle odbija piłeczkę i okazuje się, że z przeciwnikiem wypada jeszcze lepiej. Derrick wypadł trochę gorzej niż Kot i tu jest problem. Mantel już spędził dosyć czasu na tym, żeby określić swój gimmick. Proponuję jego zmianę lub jakiś głębszy rozwój bo póki co Normal Guy stał się pułapką zastawioną na siebie i zanosi się, że zostanie takim Normal Guy bez szczególnych osiągnięć. Kot wygrywa oczywiście zasłużenie. Drzemie w nim potencjał na solidny midcard, więc niech buduje swoją legendę.

Elias Shadow - Look how they massacred my boy. Mógłby powiedzieć kolega od Shadowa. Grubo lecimy z gnojeniem tego zawodnika, ale nie ma sie co dziwić. Odpłaca za swoje grzechy. Swoją drogą ciekawe kto go porwał. Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na Brutala w końcu to jego temat poruszył.

Jean Pierre-Dolnick/Tauwell Ransom - I to mi się podoba. Grubcio ma przyjaciela, który mu pomoże nawet w kwestii suchości włosów i o to wlaśnie chodzi. Zaczepiony Dowson ciekawe czy odpowie czy jednak jest zbyt poważną postacią, żeby poruszać temat grubaska.

Edgar Dickinson/Zbyszek Uszczelka - Jak pisaliśmy ten segment to miałem uczucie, że Edgar lekko obniżył loty. Fakt z tym wierszem akurat celnie trafiony Zbyszek, ale jakoś tak na jego poziom to troszkę za słabo. Mimo wszystko wygrywa walkę no i taki wynik musiał zaistnieć. Nie wyobrażam sobie Zbyszka przynajmniej na obecnym etapie jako głowy federacji. Fakt, że trochę go ewoluuje i staram się nie robić go typowo sama komedia i nic. Chcę żeby ten komediowy punkt pozostał, ale tworzył jego charakter, a nie określał go całkowicie, ale na obecną chwilę Poeta musiał to wygrać, żeby podtrzymać swoje tempo, ale mam nadzieję, że to chwilowa niedyspozycja w segmencie i dalej podtrzyma swój poziom. Ps. Fajnie, że Uszczelka nie przegrał po prostu tylko z tęsknoty za Butlą. Dobre rozwiązanie. Po walce niezły chaos się rozkręca. Stawka starcia na PPV staje się więc dosyć mocno wysoka.

LDSM - Strzały w Uszczelkę i Butle są łatwe kiedy nie mogą odpowiedzieć. Z chęcią zobaczyłbym dyskusję takiego konesera win jak Butla z pseudo znawcą Lordem. Gardzi ruskim szampanem proszę państwa. No nie wiem nie kupuję na razie postaci tego Lorda. W zasadzie to po co walczy w tym wrestlingu skoro ma wszystko i czy ten sport jest w ogóle odpowiedni dla takiego szlachcica? No nie wiem niech się rozkręci ta postać bo na razie mnie przynudza.

Ryback vs McŁowicz - Wynik walki jeszcze przed galą wydaje mi się, że wskazywał na Rzeźnika, ale po ich wspólnym segmencie uważam, że szli łeb w łeb. Może nawet wskazywałbym tu Roba jako faworyta. Obydwaj panowie muszą podnieść swoją formę bo coś nieco przygaśli w tym odcinku.

Mike Brutal - Czyli to Mike Pieprzony Brutal porwał Shadowa. Tak jak się domyślałem. Mike ma dużą szansę się odbudować po porażkach. Myślę, że wypadł w tym segmencie całkiem nieźle. Shadow raczej zostanie przejechany walcem na PPV. Ciekaw jestem czy po starciu bedzie kontynuował karierę czy zapomnimy o Panu Eliasie.

Derek Halloway/MateuszMW - No sojuszu Dereka z Mateuszem to się tu nie spodziewałem. Czy Halloway tego potrzebuje? Śmiem wątpić. Sam Mateusz też wydaje się bardziej pasować do solowej kariery. Ale no cóż może coś wyjdzie ciekawego z ich połączenia. Obaj panowie obecnie na rozdrożu, więc ciężko ocenić ten segment. Wypowiedzi były poprawne i czekamy jak to się rozwinie.

Esobar i Steele - Nabijają sobie streak i podbudowują historie tag team przed walką na PPV. Nic więcej tu dodać nie można.

Dan Dowson - No zaczyna grubo, dużo wulgaryzmów co wynika pewnie z jego frustracji. Zero walk i póki co puste proma w powietrze. Przyda mu się ta walka na PPV żeby rozgrzać stare kości i obudzić tego prawdziwego Dowsona bo póki co jest taki nabuczony. Ciekawe kto podejmie rękawice bo nie mam pojęcia na razie.

Ladder Match - A to ciekawe rozwiązanie. Ciekawe kto weźmie w nim udział. Czy będą to zawodnicy, którzy już mieli walki na PPV czy jeszcze inni i nagrodą jest pas dla zawodników z midcardu.

Jose Lopez - Miażdży przeciwników i rzuca wyzwanie. Ciekaw jestem kogo dostanie za rywala. Mógłby mieć starcie z Dowsonem, skoro obaj tak bardzo potrzebują tej walki, a jeśli nie to ciekawe kto będzie tym rywalem. Czy mamy jeszcze w zanadrzu debiutantów czy ktoś nieoczywisty z obecnego rosteru.

Zack/Riddle - ZSJ zaczyna dosyć słabo jak na niego, a szkoda bo zacierałem ręce na kolejny segment z nim. Kenneth za to jedzie z nim równo. W końcu Pan Riddle jest na swoim poziomie i jest nie do ruszenia. Kenneth wypada w tym segmencie bardzo dobrze za to Zack stracił pazur. Wynik walki jak najbardziej zasłużony jak i zwycięzca głównej nagrody na PPV dość jasny. Jako jedyny zachowuje stabilną formę i raczej wszystkie gwiazdy mówią, że będzie to Kenneth.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
27.06.2026, 20:00
#4
Ryback, RobMcŁowicz: Początek ze strony Rybacka dość mocny i widać, jak bardzo dobrze oddziałuje na niego przemiana, jaką przeszedł po walce z Kennym. Widać, że porzucenie komediowej otoczki zdecydowanie dobrze wpływa na Butcherbacka. Mimo wszystko nie był to tak mocne, jak podczas poprzedniej gali. Podzielę tutaj opinię Varosta, że pierwsze dwie kwestie w tym segmencie wyglądają trochę, jakby odpowiadała za nie ta sama osoba. Odpowiedź Roba była równie solidna co przedmówcy. Z dalszą częścią segmentu poziom utrzymuje się na dość solidnym poziomie, ale brakuje mi tutaj czegoś „wow”. Były tutaj argumenty zarówno po stronie Rybacka, jak i McŁowicza, ale nie było to idealne. Są fragmenty, które mogą wpaść w pamięć na jakiś czas. Czy był to segment, o którym będzie się mówiło za kilka miesięcy? Śmiem wątpić. Ich konfrontacja słowna utwierdziła mnie jednak w tym, że reprezentują oni dość podobny poziom i, jakby nie fakt, że Ryback prowadzi feud z Kennym, a Rob z gimmickiem kucharza jest komediowy, to wynik w każdą ze stron byłby do zaakceptowania.

RVD: Ciężko mi powiedzieć coś konkretnego na temat tego, co miało tutaj miejsce. Telefon i nutka tajemniczości były tutaj widoczne. Widać jednak, że Rob zamierza zrobić wszystko, aby wszystko chodziło, jak należy. Zapewne w najbliższym czasie poznamy więcej konkretów, ale póki co mam więcej pytań niż odpowiedzi związanych z tym, co tutaj miało miejsce.

Komentatorzy: Obecność Lopeza w loży sprawiła, że ich część była zdecydowanie ciekawsza niż te dotychczasowe. Podobało mi się, jak Jose cisnął zarówno po Hajto, jak i Michaelu. Smakowało mi, i to mocno, jak Hiszpan cisnął Hajto za to, że nie pamięta jego imienia, mimo że przebywali wspólnie w kilku federacjach. Widać, że Lopez nie daje sobie w kaszę dmuchać i nawet na komentatorce nie bierze jeńców. Przy okazji dobrze podkreślono głupotę i jednocześnie odklejenie Tomka, które jest jego znakiem rozpoznawczym od niepamiętnych czasów. Przeszli oni dość sprawnie przez całe omawianie karty i była to najlepsza rzecz dotychczas, jaka wyszła od komentatorów do tej pory. Zdecydowanie spora w tym zasługa Jose, ale i stali bywalcy loży dołożyli od siebie cegiełkę ku temu, aby jakoś umilić wprowadzenie do gali.

Jorge Cavazos/Axel Blaze: Niezły start ze strony Cavazosa, ale jakby dostrzegam tutaj lekki regres w porównaniu z poprzednią galą. Widać jednak, że jest tutaj widoczny jakiś pomysł na postać i nie idziemy ślepo w losowym kierunku. Meksykanin mimo wszystko pokazał się tutaj z dość niezłej strony i warto docenić, że mimo tak ciężkiej walki postanowił on nawiązać jak równiejszy bój z Axelem. Blaze natomiast sprawia wrażenie, jakby miał pewne wahania formy. Bardzo mocny start, później dość solidny, ale daleki od ideałów występ na poprzedniej gali. Tutaj znowu było mocno i widać, że nie pojawił się tutaj, aby bawić się w zbędne gierki wstępne, i nie bierze jeńców. Jednak jak dla mnie wypadł on lepiej od Jorge i w pełni zasłużenie wygrał swój pojedynek. Jednak głowa do góry, Cavazos. Prędzej czy później uda Ci się zdobyć jakieś mistrzostwo. Może niekoniecznie główne, ale nawet te midcardowe nie jest wcale taką złą opcją dla niego, aby stopniowo piąć się po szczeblach.

Uszczelka/Butla/Steele/Escobar: Pierwsza rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to to, że Steele wreszcie przestaje na chama kreować się na tego miłego, dobroczynnego i wreszcie idziemy w odpowiednim dla niego kierunku. Uszczelka z Butlą natomiast klasycznie trzymają poziom i mamy tutaj solidną dawkę komedii w ich wykonaniu, co warto docenić, bo ten duet jest jedną z jaśniej świecących gwiazd na tygodniówkach. Skoro wcześniej wspomniałem o Prestonie, to tutaj jedynie chciałbym go pochwalić, że wreszcie rusza on w odpowiednim kierunku i postać z miejsca stała się nieco ciekawsza, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Escobar, w gorącej wodzie kąpany, idealnie wypełnił wszystko swoją obecnością. Nie podoba mi się jedynie fakt, że robi on za marnego przydupasa, skoro i tak przyćmiewa on Prestona na praktycznie każdym kroku.

El Garra De Gato/Derrick Mantel: Pisząc z nim ten segment, bardzo mocno w oczy rzuciło mi się kodowanie Spazma. Jego kwestie stały na dość solidnym poziomie, jednak chwilami przez kodowanie miałem drobne problemy z czytaniem. Podoba mi się fakt, że jest on jednym z nielicznych czystych face'ów i, w przeciwieństwie do niektórych (ekhem Preston), jest przy tym to dość naturalne. Nie ma tutaj nic wymuszonego ani czegoś, do czego mógłbym się przyczepić. Siebie oceniał nie będę, bo nie ma w tym większego sensu. Za ocenę mojego występu posłużą tutaj opinie innych i zobaczymy, czy i w jakim kierunku uda się konkretniej ruszyć Derrickiem. Co do wyniku walki Kociarza, to odnotował on w pełni zasłużoną wygraną w tym pojedynku. Sam Mateusz chyba nawet nie oddał proma w PZ, to nie ma nawet o czym mówić. Jego postać znajduje się w coraz większej dupie i jak tak dalej pójdzie, to będzie on odpowiednikiem Alvesa z WCW, gdzie ten na koncie miał chyba blisko 20 porażek (popraw mnie, Carni, jeśli się mylę).

Elias Shadow: Gnojenie tej postaci trwa w najlepsze i zasługuje on na takie traktowanie, ze względu na gówno, jakie wylewało się przez jego byłego właściciela. Widać, że będzie robiony tutaj na naczelnego klauna i „67” będzie jego znakiem rozpoznawczym. Bardziej od tego, co powiedział, mogło zaciekawić to całe porwanie.

Jean-Pierre Dolnick/Pillwell Tausom: Można by rzec, że dobrali się tutaj głupi i głupszy. Jean, jak zwykle, w swoim żywiole. Trzyma się bardzo mocno swojego mocno nieporadnego charakteru i wychodzi mu to bardzo dobrze. Wiadomo, nie jest to postać na wielkie walki, ale w takich wstawkach jest bardziej niż pożądany. Tautu ze swoimi zaburzeniami tutaj idealnie wpasował się jako jego kompan do rozmowy i wyszła z tego całkiem zabawna konwersacja. Widać jednak, że Dolnick tęskni bardzo mocno za Maxwellem i nie zdziwię się, jak z biegiem czasu otrzymamy jego debiut w LPW i powrót do jego tag teamu z Pierre Dolnickiem.

Edgar Dickinson/Zbyszek Uszczelka: No kurde, mam dość spory problem z tym, co zaprezentował tutaj Dickinson. W opisach wypada on zdecydowanie lepiej i, gdy przychodzi czas, by coś padło z jego ust, cały czar pryska. Nie wiem, czy to kwestia tego, że Emiel może mieć jakieś problemy z czasem bądź z weną, ale widzę tutaj dość sporą obniżkę formy. Zbyszek za to w moim odczuciu wypadł tutaj dużo lepiej i zdecydowanie bardziej podobała mi się jego część. Gdyby nie fakt, że obecność Edgara w finale była obowiązkowa, a Uszczelka jest komediantem, to w tym przypadku dużo bardziej skłaniałbym się ku wygranej Zbyszka, bo w tej konfrontacji wypadł, jak dla mnie, lepiej. Walkę wygrał Edgar i, jak dla mnie, ciekawiej było po samej walce, gdzie otrzymaliśmy bójkę z udziałem Prestona, Miguela, Butli oraz Uszczelki, zwieńczoną ogłoszeniem ich walki na Ascension.

Lord Sebastien: Może to jakieś urojenia u mnie, ale odnoszę wrażenie, że Lord ma straszne wahania formy. Podczas jednej gali wypada on bardzo solidnie, by na następnej nie popisać się czymś szczególnym. Jakoś nie mogłem się wkręcić w jego wypowiedź, która była dla mnie dość przeciętna. Nie wiem, czy to kwestia tego, że nie mam pełnego przekonania do samej postaci i jej zamysłu, ale brakuje mi tutaj czegoś mocniejszego. Z czasem ciśnięcie po Stanach i wychwalanie Francji może się stać jego przekleństwem. Podobnie to dopierdalanie się do Butli i Uszczelki, którzy dla mnie są bardziej barwnymi postaciami od Sebastiena, któremu brakuje tego czegoś, aby jakoś konkretniej wystrzelić. Najmocniejszym elementem tutaj był fragment o szampanie, który jakoś zapadł w pamięć. Reszta, poza ciśnięciem po Butli i Uszczelce, jest w zasadzie do zapomnienia.
 
Rob McŁowicz vs Ryback: Po segmencie w ich wykonaniu w sumie pojawiły się u mnie pewne obawy co do wyniku. Ostatecznie wszystko zakończyło się na rezultacie, który powinien tutaj paść. Nie chcę w tym miejscu umniejszać McŁowiczowi, ale jego obecność w finale kosztem Rybacka odebrałbym jako pewną kontrowersję. Całe szczęście Butcherback przechodzi dalej i udowadnia wszystkim, że po dość miernym starcie rozkręca się coraz mocniej. Nie obawiałbym się jednak o Roba, bo jest on postacią, która bez większych problemów może się odbić po takiej porażce i obrócić ją w coś dobrego.

Mike F’N Brutal: Na starcie muszę przyznać, że to było mocno i podoba mi się taka wersja Brutala. Nie ma tutaj zbędnego męczenia nas pierdoleniem o ECW i otrzymaliśmy tutaj kogoś, kogo można realnie się bać. Elias zasłużył sobie na takie traktowanie i, jak widać, Mike robi wszystko, aby jak najbardziej zniszczyć swoją przyszłą ofiarę. W pewnym sensie zalatywało tutaj psychopatą gotowym zrobić wszystko, aby zabić wszystko, co go blokuje. Tutaj otrzymałem Brutala, którego właściwie od dawna oczekiwano, i mam nadzieję, że po tym, jak skończy z Shadowem, ruszy w konkretnym kierunku.

Derek Halloway/Mateusz MW: Zimny swoją postacią, jak zwykle, w swoim żywiole. Widać, że odpowiada mu pisanie tą postacią i Halloway wypada zazwyczaj całkiem przyjemnie podczas samej gali. Jestem zdania, że ta postać zasługuje na zdecydowanie więcej, niż otrzymuje na ten moment. Gdyby nie foliarz, to odczuwałbym tutaj brak czegoś, co może jednocześnie rozbawić, a z drugiej strony spowodować konkretny ból głowy. Widać, że na konwersacjach z Derekiem korzysta także Mateusz. Nie wiem, czy porzucił już w pełni korzystanie z AI i działa sam, ale w segmentach z Hallowayem wypada on aż za dobrze. Ich potencjalny „sojusz” brzmi trochę dziwnie, ale może to jakiś sposób, by z Mateusza wyciągnąć coś więcej niż bycie chłopcem do bicia dla innych. W sumie i Derek może na tym lekko skorzystać, mając u boku kogoś podatnego na jego gadki. Będę czekał na rozwój wydarzeń między nimi.

Preston Steele & Miguel Escobar vs Dick A’Very Big & Jeff Brown: Walka bez większej historii i Steele wraz z Escobarem zapisują na swoim koncie pierwszą wygraną jako drużyna. W sumie ciężko by nie wygrali tego pojedynku, skoro walczyli tutaj z afkami. Właściwie ciężko mi powiedzieć coś więcej na temat tego starcia. Ot, zgarnęli wygraną i mają minimalną podbudowę jako team przed walką z duetem Uszczelka & Butla.

Dan Dowson: Widać, że Dan nie bawi się w bycie milusińskim i jedzie po wszystkich ostro. Wypadł on tutaj całkiem przyjemnie i idzie zrozumieć jego motywacje oraz frustracje. Legenda takiego formatu ma prawo wymagać czegoś więcej. Podoba mi się jego nawiązanie do niesławnej konferencji oraz tego, że on nic nie musi, a właściwie może, jeśli mu się zachce. Cała sytuacja z rzuconym wyzwaniem jest dla mnie czymś fajnym, bo jego obecność na Ascension jest wręcz konieczna i nie mamy tutaj zbędnych walk z komediantami w celu nabicia bilansu. Debiut na PPV? Jak najbardziej! Kto będzie jego rywalem? Nie wiem i nawet nie zamierzam bawić się w zbędne domysły.

RVD: No to ten. Otrzymaliśmy ogłoszenie Ladder Matchu na Ascension z nagrodą wywieszoną nad ringiem. Ciężko jest się nie domyślić, o co może w tym wszystkim chodzić. Mamy główne mistrzostwo, to musi być i te midcardowe. Sama stypulacja ogłoszona przez Roba jest zdecydowanym plusem, bo może znacząco wpłynąć na poziom samego pojedynku, który powinien być tym, który skradnie całe show. Sposób ogłoszenia uczestników pojedynku można uznać za interesujący i nawet mi się to podoba, bo nie zostaną wszystkie karty rzucone za jednym zamachem, a wszystko następować będzie stopniowo. Właśnie tego oczekuje się od Roba. Ciekawych ogłoszeń i stypulacji, które mogą pomóc w podwyższeniu poziomu gali.

Jose Lopez vs Pill Tautu & Jean-Pierre Dolnick: Zgodnie z oczekiwaniami wszystkich pewną wygraną zgarnia Lopez i mam nadzieję, że na tym zakończy się historia między tą trójką, bo nie byłem jakimś szczególnym fanem całej ich rywalizacji oraz nadanej otoczki. Jose musi iść naprzód i Rob daje mu ku temu konkretną możliwość. Rywal wybrany przez samego RVD może oznaczać potencjalne kłopoty dla Lopeza oraz zdecydowanie cięższą walkę niż te, które toczył do tej pory. Liczę na to, że po wszystkim, co spotkało Dolnicka, nie zostanie schowany on do szafy i będzie się regularnie pojawiał, aby dbać o odpowiedni poziom komedii podczas gal.

Zack Sabre Jr./Kenneth Riddle: Po ostatniej gali miałem bardzo duże oczekiwania co do ZSJ i odczuwam tutaj dość spory zawód. Jeszcze na trzecim Colosseum w pięknym stylu udało mu się zezłomować Brutala, by potem zmusić go do poddania się. Tutaj za to jakby był bez pazura. Nie było tutaj niczego, czym mógłby jakoś poważnie zagrozić Kennethowi, który w tej konfrontacji czuł się niczym ryba w wodzie. Nie sugeruję, że Zack tak strasznie odstawał od Riddle’a, ale… nie tego się spodziewałem po nim, mając na uwadze jego występ z poprzedniej gali. Kenny natomiast trzyma się bardzo mocno swojego poziomu i z niego nie schodzi, robiąc wszystko, aby udowodnić wszystkim, że nadal ma to coś i jest dla reszty praktycznie nietykalny. W samej walce Riddle w pełni zasłużenie zgarnął wygraną i wchodzi do finału z perfekcyjnym bilansem po pokonaniu trzech bardzo mocnych rywali. Zack natomiast musi jakoś ustabilizować swoją formę, bo jest on jednym z kilku, u których zaobserwować idzie dość mocne wahania dyspozycji, co może być lekkim problemem dla rozwoju jego postaci.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
27.06.2026, 20:00 #4
Ryback, RobMcŁowicz: Początek ze strony Rybacka dość mocny i widać, jak bardzo dobrze oddziałuje na niego przemiana, jaką przeszedł po walce z Kennym. Widać, że porzucenie komediowej otoczki zdecydowanie dobrze wpływa na Butcherbacka. Mimo wszystko nie był to tak mocne, jak podczas poprzedniej gali. Podzielę tutaj opinię Varosta, że pierwsze dwie kwestie w tym segmencie wyglądają trochę, jakby odpowiadała za nie ta sama osoba. Odpowiedź Roba była równie solidna co przedmówcy. Z dalszą częścią segmentu poziom utrzymuje się na dość solidnym poziomie, ale brakuje mi tutaj czegoś „wow”. Były tutaj argumenty zarówno po stronie Rybacka, jak i McŁowicza, ale nie było to idealne. Są fragmenty, które mogą wpaść w pamięć na jakiś czas. Czy był to segment, o którym będzie się mówiło za kilka miesięcy? Śmiem wątpić. Ich konfrontacja słowna utwierdziła mnie jednak w tym, że reprezentują oni dość podobny poziom i, jakby nie fakt, że Ryback prowadzi feud z Kennym, a Rob z gimmickiem kucharza jest komediowy, to wynik w każdą ze stron byłby do zaakceptowania.

RVD: Ciężko mi powiedzieć coś konkretnego na temat tego, co miało tutaj miejsce. Telefon i nutka tajemniczości były tutaj widoczne. Widać jednak, że Rob zamierza zrobić wszystko, aby wszystko chodziło, jak należy. Zapewne w najbliższym czasie poznamy więcej konkretów, ale póki co mam więcej pytań niż odpowiedzi związanych z tym, co tutaj miało miejsce.

Komentatorzy: Obecność Lopeza w loży sprawiła, że ich część była zdecydowanie ciekawsza niż te dotychczasowe. Podobało mi się, jak Jose cisnął zarówno po Hajto, jak i Michaelu. Smakowało mi, i to mocno, jak Hiszpan cisnął Hajto za to, że nie pamięta jego imienia, mimo że przebywali wspólnie w kilku federacjach. Widać, że Lopez nie daje sobie w kaszę dmuchać i nawet na komentatorce nie bierze jeńców. Przy okazji dobrze podkreślono głupotę i jednocześnie odklejenie Tomka, które jest jego znakiem rozpoznawczym od niepamiętnych czasów. Przeszli oni dość sprawnie przez całe omawianie karty i była to najlepsza rzecz dotychczas, jaka wyszła od komentatorów do tej pory. Zdecydowanie spora w tym zasługa Jose, ale i stali bywalcy loży dołożyli od siebie cegiełkę ku temu, aby jakoś umilić wprowadzenie do gali.

Jorge Cavazos/Axel Blaze: Niezły start ze strony Cavazosa, ale jakby dostrzegam tutaj lekki regres w porównaniu z poprzednią galą. Widać jednak, że jest tutaj widoczny jakiś pomysł na postać i nie idziemy ślepo w losowym kierunku. Meksykanin mimo wszystko pokazał się tutaj z dość niezłej strony i warto docenić, że mimo tak ciężkiej walki postanowił on nawiązać jak równiejszy bój z Axelem. Blaze natomiast sprawia wrażenie, jakby miał pewne wahania formy. Bardzo mocny start, później dość solidny, ale daleki od ideałów występ na poprzedniej gali. Tutaj znowu było mocno i widać, że nie pojawił się tutaj, aby bawić się w zbędne gierki wstępne, i nie bierze jeńców. Jednak jak dla mnie wypadł on lepiej od Jorge i w pełni zasłużenie wygrał swój pojedynek. Jednak głowa do góry, Cavazos. Prędzej czy później uda Ci się zdobyć jakieś mistrzostwo. Może niekoniecznie główne, ale nawet te midcardowe nie jest wcale taką złą opcją dla niego, aby stopniowo piąć się po szczeblach.

Uszczelka/Butla/Steele/Escobar: Pierwsza rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to to, że Steele wreszcie przestaje na chama kreować się na tego miłego, dobroczynnego i wreszcie idziemy w odpowiednim dla niego kierunku. Uszczelka z Butlą natomiast klasycznie trzymają poziom i mamy tutaj solidną dawkę komedii w ich wykonaniu, co warto docenić, bo ten duet jest jedną z jaśniej świecących gwiazd na tygodniówkach. Skoro wcześniej wspomniałem o Prestonie, to tutaj jedynie chciałbym go pochwalić, że wreszcie rusza on w odpowiednim kierunku i postać z miejsca stała się nieco ciekawsza, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Escobar, w gorącej wodzie kąpany, idealnie wypełnił wszystko swoją obecnością. Nie podoba mi się jedynie fakt, że robi on za marnego przydupasa, skoro i tak przyćmiewa on Prestona na praktycznie każdym kroku.

El Garra De Gato/Derrick Mantel: Pisząc z nim ten segment, bardzo mocno w oczy rzuciło mi się kodowanie Spazma. Jego kwestie stały na dość solidnym poziomie, jednak chwilami przez kodowanie miałem drobne problemy z czytaniem. Podoba mi się fakt, że jest on jednym z nielicznych czystych face'ów i, w przeciwieństwie do niektórych (ekhem Preston), jest przy tym to dość naturalne. Nie ma tutaj nic wymuszonego ani czegoś, do czego mógłbym się przyczepić. Siebie oceniał nie będę, bo nie ma w tym większego sensu. Za ocenę mojego występu posłużą tutaj opinie innych i zobaczymy, czy i w jakim kierunku uda się konkretniej ruszyć Derrickiem. Co do wyniku walki Kociarza, to odnotował on w pełni zasłużoną wygraną w tym pojedynku. Sam Mateusz chyba nawet nie oddał proma w PZ, to nie ma nawet o czym mówić. Jego postać znajduje się w coraz większej dupie i jak tak dalej pójdzie, to będzie on odpowiednikiem Alvesa z WCW, gdzie ten na koncie miał chyba blisko 20 porażek (popraw mnie, Carni, jeśli się mylę).

Elias Shadow: Gnojenie tej postaci trwa w najlepsze i zasługuje on na takie traktowanie, ze względu na gówno, jakie wylewało się przez jego byłego właściciela. Widać, że będzie robiony tutaj na naczelnego klauna i „67” będzie jego znakiem rozpoznawczym. Bardziej od tego, co powiedział, mogło zaciekawić to całe porwanie.

Jean-Pierre Dolnick/Pillwell Tausom: Można by rzec, że dobrali się tutaj głupi i głupszy. Jean, jak zwykle, w swoim żywiole. Trzyma się bardzo mocno swojego mocno nieporadnego charakteru i wychodzi mu to bardzo dobrze. Wiadomo, nie jest to postać na wielkie walki, ale w takich wstawkach jest bardziej niż pożądany. Tautu ze swoimi zaburzeniami tutaj idealnie wpasował się jako jego kompan do rozmowy i wyszła z tego całkiem zabawna konwersacja. Widać jednak, że Dolnick tęskni bardzo mocno za Maxwellem i nie zdziwię się, jak z biegiem czasu otrzymamy jego debiut w LPW i powrót do jego tag teamu z Pierre Dolnickiem.

Edgar Dickinson/Zbyszek Uszczelka: No kurde, mam dość spory problem z tym, co zaprezentował tutaj Dickinson. W opisach wypada on zdecydowanie lepiej i, gdy przychodzi czas, by coś padło z jego ust, cały czar pryska. Nie wiem, czy to kwestia tego, że Emiel może mieć jakieś problemy z czasem bądź z weną, ale widzę tutaj dość sporą obniżkę formy. Zbyszek za to w moim odczuciu wypadł tutaj dużo lepiej i zdecydowanie bardziej podobała mi się jego część. Gdyby nie fakt, że obecność Edgara w finale była obowiązkowa, a Uszczelka jest komediantem, to w tym przypadku dużo bardziej skłaniałbym się ku wygranej Zbyszka, bo w tej konfrontacji wypadł, jak dla mnie, lepiej. Walkę wygrał Edgar i, jak dla mnie, ciekawiej było po samej walce, gdzie otrzymaliśmy bójkę z udziałem Prestona, Miguela, Butli oraz Uszczelki, zwieńczoną ogłoszeniem ich walki na Ascension.

Lord Sebastien: Może to jakieś urojenia u mnie, ale odnoszę wrażenie, że Lord ma straszne wahania formy. Podczas jednej gali wypada on bardzo solidnie, by na następnej nie popisać się czymś szczególnym. Jakoś nie mogłem się wkręcić w jego wypowiedź, która była dla mnie dość przeciętna. Nie wiem, czy to kwestia tego, że nie mam pełnego przekonania do samej postaci i jej zamysłu, ale brakuje mi tutaj czegoś mocniejszego. Z czasem ciśnięcie po Stanach i wychwalanie Francji może się stać jego przekleństwem. Podobnie to dopierdalanie się do Butli i Uszczelki, którzy dla mnie są bardziej barwnymi postaciami od Sebastiena, któremu brakuje tego czegoś, aby jakoś konkretniej wystrzelić. Najmocniejszym elementem tutaj był fragment o szampanie, który jakoś zapadł w pamięć. Reszta, poza ciśnięciem po Butli i Uszczelce, jest w zasadzie do zapomnienia.
 
Rob McŁowicz vs Ryback: Po segmencie w ich wykonaniu w sumie pojawiły się u mnie pewne obawy co do wyniku. Ostatecznie wszystko zakończyło się na rezultacie, który powinien tutaj paść. Nie chcę w tym miejscu umniejszać McŁowiczowi, ale jego obecność w finale kosztem Rybacka odebrałbym jako pewną kontrowersję. Całe szczęście Butcherback przechodzi dalej i udowadnia wszystkim, że po dość miernym starcie rozkręca się coraz mocniej. Nie obawiałbym się jednak o Roba, bo jest on postacią, która bez większych problemów może się odbić po takiej porażce i obrócić ją w coś dobrego.

Mike F’N Brutal: Na starcie muszę przyznać, że to było mocno i podoba mi się taka wersja Brutala. Nie ma tutaj zbędnego męczenia nas pierdoleniem o ECW i otrzymaliśmy tutaj kogoś, kogo można realnie się bać. Elias zasłużył sobie na takie traktowanie i, jak widać, Mike robi wszystko, aby jak najbardziej zniszczyć swoją przyszłą ofiarę. W pewnym sensie zalatywało tutaj psychopatą gotowym zrobić wszystko, aby zabić wszystko, co go blokuje. Tutaj otrzymałem Brutala, którego właściwie od dawna oczekiwano, i mam nadzieję, że po tym, jak skończy z Shadowem, ruszy w konkretnym kierunku.

Derek Halloway/Mateusz MW: Zimny swoją postacią, jak zwykle, w swoim żywiole. Widać, że odpowiada mu pisanie tą postacią i Halloway wypada zazwyczaj całkiem przyjemnie podczas samej gali. Jestem zdania, że ta postać zasługuje na zdecydowanie więcej, niż otrzymuje na ten moment. Gdyby nie foliarz, to odczuwałbym tutaj brak czegoś, co może jednocześnie rozbawić, a z drugiej strony spowodować konkretny ból głowy. Widać, że na konwersacjach z Derekiem korzysta także Mateusz. Nie wiem, czy porzucił już w pełni korzystanie z AI i działa sam, ale w segmentach z Hallowayem wypada on aż za dobrze. Ich potencjalny „sojusz” brzmi trochę dziwnie, ale może to jakiś sposób, by z Mateusza wyciągnąć coś więcej niż bycie chłopcem do bicia dla innych. W sumie i Derek może na tym lekko skorzystać, mając u boku kogoś podatnego na jego gadki. Będę czekał na rozwój wydarzeń między nimi.

Preston Steele & Miguel Escobar vs Dick A’Very Big & Jeff Brown: Walka bez większej historii i Steele wraz z Escobarem zapisują na swoim koncie pierwszą wygraną jako drużyna. W sumie ciężko by nie wygrali tego pojedynku, skoro walczyli tutaj z afkami. Właściwie ciężko mi powiedzieć coś więcej na temat tego starcia. Ot, zgarnęli wygraną i mają minimalną podbudowę jako team przed walką z duetem Uszczelka & Butla.

Dan Dowson: Widać, że Dan nie bawi się w bycie milusińskim i jedzie po wszystkich ostro. Wypadł on tutaj całkiem przyjemnie i idzie zrozumieć jego motywacje oraz frustracje. Legenda takiego formatu ma prawo wymagać czegoś więcej. Podoba mi się jego nawiązanie do niesławnej konferencji oraz tego, że on nic nie musi, a właściwie może, jeśli mu się zachce. Cała sytuacja z rzuconym wyzwaniem jest dla mnie czymś fajnym, bo jego obecność na Ascension jest wręcz konieczna i nie mamy tutaj zbędnych walk z komediantami w celu nabicia bilansu. Debiut na PPV? Jak najbardziej! Kto będzie jego rywalem? Nie wiem i nawet nie zamierzam bawić się w zbędne domysły.

RVD: No to ten. Otrzymaliśmy ogłoszenie Ladder Matchu na Ascension z nagrodą wywieszoną nad ringiem. Ciężko jest się nie domyślić, o co może w tym wszystkim chodzić. Mamy główne mistrzostwo, to musi być i te midcardowe. Sama stypulacja ogłoszona przez Roba jest zdecydowanym plusem, bo może znacząco wpłynąć na poziom samego pojedynku, który powinien być tym, który skradnie całe show. Sposób ogłoszenia uczestników pojedynku można uznać za interesujący i nawet mi się to podoba, bo nie zostaną wszystkie karty rzucone za jednym zamachem, a wszystko następować będzie stopniowo. Właśnie tego oczekuje się od Roba. Ciekawych ogłoszeń i stypulacji, które mogą pomóc w podwyższeniu poziomu gali.

Jose Lopez vs Pill Tautu & Jean-Pierre Dolnick: Zgodnie z oczekiwaniami wszystkich pewną wygraną zgarnia Lopez i mam nadzieję, że na tym zakończy się historia między tą trójką, bo nie byłem jakimś szczególnym fanem całej ich rywalizacji oraz nadanej otoczki. Jose musi iść naprzód i Rob daje mu ku temu konkretną możliwość. Rywal wybrany przez samego RVD może oznaczać potencjalne kłopoty dla Lopeza oraz zdecydowanie cięższą walkę niż te, które toczył do tej pory. Liczę na to, że po wszystkim, co spotkało Dolnicka, nie zostanie schowany on do szafy i będzie się regularnie pojawiał, aby dbać o odpowiedni poziom komedii podczas gal.

Zack Sabre Jr./Kenneth Riddle: Po ostatniej gali miałem bardzo duże oczekiwania co do ZSJ i odczuwam tutaj dość spory zawód. Jeszcze na trzecim Colosseum w pięknym stylu udało mu się zezłomować Brutala, by potem zmusić go do poddania się. Tutaj za to jakby był bez pazura. Nie było tutaj niczego, czym mógłby jakoś poważnie zagrozić Kennethowi, który w tej konfrontacji czuł się niczym ryba w wodzie. Nie sugeruję, że Zack tak strasznie odstawał od Riddle’a, ale… nie tego się spodziewałem po nim, mając na uwadze jego występ z poprzedniej gali. Kenny natomiast trzyma się bardzo mocno swojego poziomu i z niego nie schodzi, robiąc wszystko, aby udowodnić wszystkim, że nadal ma to coś i jest dla reszty praktycznie nietykalny. W samej walce Riddle w pełni zasłużenie zgarnął wygraną i wchodzi do finału z perfekcyjnym bilansem po pokonaniu trzech bardzo mocnych rywali. Zack natomiast musi jakoś ustabilizować swoją formę, bo jest on jednym z kilku, u których zaobserwować idzie dość mocne wahania dyspozycji, co może być lekkim problemem dla rozwoju jego postaci.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
27.06.2026, 20:32
#5
ET - Dawać go na zawody z Grubasem, skoro on tak sążną ilość jadła pochłania. Ogólnie to jest dobre nawiązanie do ich pierwszego segmentu, który był w pobitych garach i też związany był z żarciem. O, ale ładny punch zarzucił Ryback. Raper Bryx w swoim żywiole, siadło to porównanie Roba do jego jedzenia. Konkretna ta pierwsza kwestia rzeźnika. Zero patyczkowania się i od razu wytoczenie dział. Rob nie pozostał dłużny, fajnie, bardzo fajnie. Odpowiednie podejście do tematu i zero obsrania, w taką narrację właśnie powinien iść, w końcu powygrywał trochę tych walk. Sensownie odbił piłeczki, no ja na razie ładnie ten segment płynie. Nie wiem, czy mi to pasuje do Rybacka, żeby on się tak per pan zaczął nagle nazywać. xD Jednak to ostatnie, do czego się tu mogę przyczepić, bo kolejna konkretna kwestia wleciała. Tutaj już poszło skupienie się na gimmicku Roba i fajne punche związane z tym tematem. Dużo heelowego disrespectu tutaj. No jak na razie panowie dają czadu, zobaczymy czy i tutaj Rob da radę dobrze odpowiedzieć. No i daje rade dalej odbijać piłeczki, nie wymiękł. Podoba mi się ten jego spokój. Umie McŁowicz w odbijanie tych punchy i kontrataki. Tylko ta końcówka jest dla mnie jakaś ciężka, bo mam wrażenie, że tu poszedł autodiss albo ja czegoś nie kminię. Bo on siebie nazwał pustym garem? No to wyszedł imo autodiss trochę. No to jest najlepsza wersja Rybacka, kolejna jego kwestia to już wejście na jeszcze wyższy level. Mega fajne to jest, naszpikowane błyskotliwymi tekstami i różnymi porównaniami. Takie coś chce się czytać. Ostatnia odpowiedź Roba poprawna, nadal starał się odbijać piłki, ale to już trochę w zbyt prosty sposób zrobił. Podoba mi się jego nieugięcie się przez cały segment i spójna narracja, ale jednak Ryback mimo tego, że miał ciężej, bo McŁowicz miał prawo odpowiadania, to Rzeźnik skradł segment. Bardzo błyskotliwy jego występ z masą dobrych tekstów. Nie ma co też odbierać Robowi, bo on również w tym segmencie wypadał mocno, tylko po prostu Ryback rozpędzał się coraz bardziej. Koniec końców to przecież obaj odwalili tu kawał dobrej roboty i mimo że długie, to jak coś jest dobre, to chcemy to czytać.

RVD - Czyżby Derek nagrywał to? Akurat usłyszał, jak RVD używa słowa porządek - czyli NWO. Proste. O ile to on, ale raczej.. kto inny by tam właził z telefonem? Całość no nie ma tu co oceniać, ale przykuło uwagę.

Komentatorów bardzo fajnie mi się pisało. Lopez to postać stworzona, by bawić się w takie rzeczy.

Cava i Blaze - No ta pierwsza kwestia Jorge to jest mocno, mocno nijaka moim zdaniem. Tak naprawdę to jakąkolwiek emocje u mnie tu wywołał tekst z alkoholem i próba zrobienia z Butli sensownego rywala, to akurat po prostu mnie rozbawiło. Strasznie łatwą drogę miał Cavazos, jak tak teraz o tym przypomina. Było to fejsowe, tak jak powinno, ale no nie porwało w żaden sposób, gdzie przecież gale wcześniej dał bardzo fajny segment. Brak w tym jakiegoś nie wiem.. żartu? Luzu większego. Generic to było z domieszką typowych hiszpańskich wstawek jego. Mamy trochę lizanka po jajcach, ale no obaj są mocnymi fejsami. Blaze właśnie pokazuje to, czego Cavazosowi brak. On daje coś błyskotliwszego, jakieś emocje, tu rzuci jakiś zart, tutaj da jakiś luźny tekst. Mimo że też jest mocnym facem nadal to wszystko jest bardziej jakieś. Swoją drogą tekst Lopeza z komentatorki idealnie siadł na temat tych alkusów, powinienem teraz poświęcić 3/4 komentarza tego segmentu na swoją postać, tak jak robią to niektóre inne osoby. He. He. Przyjemny speech Blaze, nie było tutaj jakiejś bomby, ale swój mocny poziom utrzymał. Jorge już lepiej zaczyna w swojej drugiej kwestii i pasuje mi ten tekst, że w sumie to jeśli nie Blaze by zaatakował, to sam Jorge by to zrobił. Chociaż z tymi Hiszpańskimi wstawkami to nie posłuchał Axela totalnie. xD Tu już widać, że jak ma się do czego odnieść, to wygląda to lepiej. Na pewno ta druga kwestia lepsza niż pierwsza, ale to nadal jeszcze nie jest to, czego można oczekiwać po kimś, kto miałby brać udział w walce o najważniejszy pas. Blaze też szybko zauwazył to co i ja. xD Deja vu, może to moja postać jest, bo ostatnio jak go komentowałem na poprzedniej gali, to on też w swoim speechu rzucił to, o czym ja pomyślałem. Tekst z byczkiem siadł tutaj dobrze. Idealnie się to zgrało. Fajny, bardzo fajny speech. Jak mówił to o tej lokomotywie, to z uśmiechem to czytałem. On potrafi oddać emocje i łatwo jest wczuć się w to. To, co mówi Blaze nie jest suche i to jest bardzo ważne. Miły segment, ale pokazujący, że Blaze to jest poziom wyżej po prostu i mógłby być poradnikiem, jak po prostu być facem. Cavazos oby wyciągnął z tego lekcje. Ostatnio i tak ma bardzo dobre momenty.

Cavazos vs Blaze - Faworyt wygrywa. Słusznie. Sam Cava był tutaj i tak dobrze rozpisany, nie miał latwej przeprawy Axel. Zaznaczono tutaj dobrze gabaryty Jorge i dynamicznie było. Meksykanin ostatecznie nie wyląduje w ME PPV, ale myślę, że sobie poradzi. O ile pamiętam, to i tak teraz działy się z nim lepsze rzeczy niz w WCW, więc zrobił progres i jest już wyżej. Teraz pracować jeszcze dalej i nadal piąć się ku górze. 

Tag teamowcy - Śliczny dzwonek panie Uszczelka. Ten co się na tirach rozkraczał. xD Jak mnie to rozbawiło, nie powiem. Eksperci od wody i wody z kreską bardzo błyskotliwy tekst. Podoba mnie się. Kurwa, co tu się dzieje panowie. xD Widzę, że nie tylko Grubcio dzisiaj mokry na tej gali. Misterów mokrego podkoszulka będziemy mieć zaraz. Tata ma, tata da, nie no tutaj się takie złote teksty malują na ekranie. Teraz do mnie dotarło, jakie to jest piękne zestawienie. No przecież genialne. Dwóch bogoli, kontra nasze polskie proste chłopaki, to się samo pisze wszystko. Czyli to już taki pełny turn u Steele? Bo tutaj już jak totalny dupek wypadł. Szybko poszło. Escobar słusznie podszedł do tematu. Ogólnie całość mi konkretnie do gustu przypadła. Ten kontrast był fajny, ale wiadomo, że głowną robotę to tutaj panowie komedianci zrobili i taka też ich robota była. Nie spierdolili tego jak hydrantu.

Wywiad - No ta wyjebka kodu wygląda bardzo źle. xD Mi się to od razu skojarzyło z... DROGA PANI, ALE PANI PACHNIE, PANI AROMAT NA MEJ SKÓRZE JUŻ NIE ZGAŚNIE.. musiałem, mam zniszczony łeb tiktokiem. Kurde dalej też wywrotka tego kodu, no niedobrze, źle się przez to czyta, odbiera to sporo, współczuję trochę, ale to trzeba pilnować mocno takich rzeczy. Trzeba docenić, że user chciał nam po prostu od razu przetłumaczyć te zwroty hiszpańskie, ale to tak czy siak jest ich za dużo. Moja postać to jest taki OG Hiszpan z najdłuższym stażem tutaj, a ma zero takich wstawek. XD A mamy wiele innych hiszpańskojęzycznych postaci i oni też dają to, za dużo tego. Sama treść zła nie była, bo przedstawił nam, ile ta maska znaczy dla niego itp. Miało to sens, ale za dużo wstawek, a próba ratowania tego kodowaniem rozjebała to totalnie, niestety. Do Mantela mieszane odczucia mam. Chcieliśmy zmiany i ten poprzedni wywiad, to była taka zapowiedź, co mamy teraz? Totalną zmianę. Tak o heeluje tutaj ostro i równa z ziemią kogoś, kto jest po prostu inny, no dla mnie to jest za szybkie. Sam byłem za tym, żeby on uderzał w takie klimaty, że jego normalność jest lepsza niż wszystko inne, ale no on jeszcze temu był niby takim spoko, normalnym gościem, w wywiadzie takie lekkie mieszanie już było, a teraz wypada jak generic heel w sumie po prostu. Ja nie wiem, czy to jest dobrze poprowadzone. Kotek odpowiada mu nawet sensownie, chociaż to, do czego czepiałem się wyżej jest nadal aktualne. Wstawki i kodowanie. No ta druga kwestia Derricka i tak chyba lepsza niż pierwsza, to już jest bardziej wyważone i mniej prymitywne, ale nadal ta postać błądzi i niezbyt ciekawi. Nie mogę ocenić tego segmentu pozytywnie, do wielu rzeczy musiałem się tutaj przyczepić, u Kota wystarczy ogarnąć kodowanie i jednak przestać dawać tyle rzeczy po Hiszpańsku. U Mantela to zaczyna się błędne koło robić.

Gato vs Mati - Oliwkę możemy odznaczyć, to było dla mnie najważniejsze w tej walce. Debiutant słusznie wygrywa, Mateuszowi to ta porażka chyba już nic nie zrobi, szczerze? Zaczynam czuć sentyment do tej postaci. Jego oliwka staje się już ikoniczna.

Elias Shadow -  XDDDDDDDDDDDD Złoto. Ja pierdole, idealne dla mojej zniszczonej głowy tiktokiem i innymi rzeczami. Skibidi toilet w świecie wrestlingu. Dziękuję userowi Eliasa, że ''oddał go'' w lepsze ręce. Pioseneczka o Brutalu śliczna, a tego zwrotu akcji na koniec się nie spodziewałem, jestem mocno zainteresowany tym, kto mu to zrobił i co będzie dalej. xdd To pewnie skibidi toilet go dorwał.

Edgar Dickinson i Uszczelka - A to też piękny kontrast jest. Ogólnie Uszczelka daje takie pole do popisu i tworzenia kontrastów. Miło rozpoczyna Edgar, w obu znaczeniach, bo i chodzi o poziom i o samo podejście do Zbigniewa. Tutaj już czuć ten zarysowany nowy gimmick. Hydraulik pięknie odpowiada na to, same fakty wypluwa. Podziwiam jego wiejską mowę i detale typu ''to mamusia mnie czytali taką bajkę''. No to jest imponujące. Dickinson też fajnie odpowiada, dobra ta kwestia jest, oj dobra. Fajnie tego Tuwima wyciągnął. Uszczelka też daje do pieca, jak w lokomotywie.. chyba. xD Nie no, super robota panowie. Bo ten segment był krótki, a tu się tyle wydarzyło i obaj się tak zgraliście. Dobrze wyżej wspomniany kontrast tu zadziałał. Bardzo dobra robota.

Uszczelka vs Dickinson  i po walce- Jak to tak nie ma Butli? Co to za mieszanie w głowie Uszczelki.. Punche w solidny bojler, jak długo jestem na e-fedach, to tak po raz pierwszy widzę chyba to piękne określenie. W końcu musiał niestety Zbysiu przegrać. Ja doceniam bookera, który to pisał, bo bardzo zadbał o to, byśmy się nie nudzili. xD Wynik taki jak typowałem, myślę, że Uszczelce ta przegrana nic nie odbiera i poradzi sobie na luzie. Co tu się wyprawia po walce!! Ależ filmowe emocje, jaki piękny moment, jak obolały Zbigniew rusza na ratunek. Tamte kutafony nie mogły odpuscić.. ale teraz wiemy, dlaczego podczas walki nie było Zygmunta. Ile tu się działo, całkiem brutalnie było. Teraz ta walka na PPV ma duży sens, dobrze, że RVD to ukrócił. Ciekawe to było.

Lord Sebastien - Z samych opisów jego wylewają się pieniadzę. Dobre pociski w Amerykę, moment ze splunięciem i szybkim wytarciem tego mnie rozbawił, nie wiem czemu, bo przecież to bardzo kutasiarskie, ale łatwo sobie to wyobrazić. Lubię tą postać, z tych wszystkich bogaczy to jest najciekawszy. Renta alkoholowa. xD Kurde, problem z tym tekstem jest taki, że ja nie wiem, czy on powinien wiedzieć w ogóle o istnieniu takiego czegoś. Po pierwsze, to ja nie wiem czy w Francji jest coś takiego, ale nawet jakby było, to czy ktoś z wyższych sfer powinien w ogóle o tym wiedzieć? Chyba nie. Do reszty się nie mam gdzie przyczepić, fajne promo, w jego gimmicku, z ciekawymi tekstami i z wylewającą się arogancją i poczuciem wyższości. Dobra robota.

Rob vs Ryback - The Butcher vs The Culinary Butcher. Fajnie się składa. No i Rob musiał w końcu przegrać, padło akurat na Rybacka, który raczej zasłużenie wygrywa. Rozpisane okej, McŁowicz jak zawsze dostaje rozpisanie w swoim stylu.

Brutal i Elias - Od skibidi toilet do klimatów iście horrorowych. Ten początkowy opis jest ładnie napisany i wszystko jest dokładnie rozpisane, trzeba to docenić. Brutal to już taka cipka jest, że nawet takiego Eliasa to musi podstępami i usypianiem capnąć i mu kuku robić. Szkoda, że w ringu taki mocny nie jest, hehe. W sensie ja rozumiem zamysł, bo Elias to jest taki masochista, a Brutal sadysta, więc to się spina, co nie? Tylko że to śmiesznie wszystko wygląda z ust Mike'a, który dostaje wpierdol od każdego. XD Chłop tutaj struga postać z horroru, a w ringu nim mate wycierają ciągle, no ale okej. Jednak jak to pominemy to ja ten zamysł rozumiem i ma on sens. To się zgrywa ze soba. No ale nadal, treść jest spoko, to wszystko ma klimat, jest motyw, to są rzeczy, które grają. Ten świat hardcore'u jest dobrze ukazany nam. ALE! Nie da się brać tego na poważnie, skoro Brutal jest ładowany przez każdego na dziure. W tym segmencie wygląda jak władca demonów, ale każdy dobrze pamięta, co się działo przez ostatnie tygodnie. No mam mocno mieszane odczucia, gdyby tylko Mike mógł tak jak ja sobie NPC wybierać do walk, to jego życie byłoby prostsze...

Derek i Mateusz - Jest oliweczka. <3 Proponuję, żeby Mateusz miał managerke, co Oliwia będzie miała na imię. Derek tutaj co pocisnął. xDDD Piękne, super użył nawiązań do tej oliwki, jeszcze to powątpiewanie nawet we własną wygraną i szukanie spisku. Super. Ej, ta kwestia Mateusza dobra jest, to rozwój ai, rozwój usera czy ktoś inny? Bo to serio jest ładnie napisane, a nazwanie elitą tych co piwką zębami otwierają bardzo fajne. Jeszcze wziął te porażki na klatę, dobrze ten Mati tu wygląda. Co tu sie dzieje w ogóle. Derek utrzymuje poziom i robi piękny wstęp do wyznania Mateusza. Nie no, to nie może ta sama osoba pisać, przecież to jest jakaś pięknie zrobiona parodia. Błagam, Halloway weź go pod swoje skrzydła. Dużo dobrej komedii, mi ten segment siadł mocno.

Walka tag teamowa - Dobra, liczę, że to będzie zabawne. Na pewno fajne pseudonimy są używane, typu syn bogatego ojca, pseudogangster. Brown błagający o litość, ale to jest piękna postać, tęskniłem za nim. XD No napierdolili im, tak to można skwitować, tak też to miało wyglądać. Walka spełniła swoją rolę.

Dan Dowson - Ja mam wrażenie, że taką jak ta pierwsza kwestia Dowsona to widziałem u niego z milion razy. Ten drugi speech lepszy, kilka ciekawszych momentów, ale nadal to było co najwyżej poprawne i to jest postać, od której oczekuje się więcej, ale ona tego więcej nie daje ostatnio. A fakt, że on sobie już 3 galę z rzędu nawala do ściany, nie pomaga mu w niczym, bo o czym on ma gadać? Musi uskuteczniać swoje starcze pierdolenie, no wypadało mu dać kogokolwiek przez te 3 gale, tak to on po prostu był i w kolejnych tygodniach nie miał o czym mówić i tylko zaznaczał obecność. Ta końcówka to taka mocno prymitywna na siłe. Ciekawi mnie, kogo on dostanie na tym PPV i dobrze, że w końcu zawalczy, ale ten jego pobyt aktualny.. no bez pomysłu to wszystko jest.

RVD - Kwestia poprawna, do odbębnienia i tyle, aczkolwiek doceniam, że się pojawiła i że dodajemy takiej ''interaktywności''.  Ta walka z drabinami bardzo się przyda.

Udało mi się najebać NPC. Fajowo, najlepsza wygrana w mojej karierze. Dobrze, że sam sobie zażyczyłem takie coś, bo jakby przyszło mi walczyć z kimkolwiek na BS, to pewnie szybką lekcję pokory bym dostał, bo nie umiem pisać postów i wcale nie Main Eventowałem dwóch poprzednich federacji. : DDDD

Kenny i Zack - Kolejne problemy z kodowaniem, ale nie takie jak u Kotka. Sama kwestia? No taka..średnia. Przedstawienie ich obu jako tych co poddali Brutala nawet fajne. Oddanie mimo wszystko szacunku Riddle'owi przydatne, ale gdzie tu było coś więcej? Może się rozkręci. O jezuniu, Riddle pięknie, ma łatwiej, wiadomo, ale no wpierdala tutaj Sabre'a konkretnie. Super płynie, jak za najlepszych lat, aż mi się nasz piękny feud przypomniał. W bardzo dobry sposób użył tej babci i innych tekstów Zacka. No takie coś chce się czytać, aż mam zaciesz. Teraz lepiej Junior, dalej klepie ten temat starości Riddle'a. Ogólnie to pewnie są w podobnym wieku, skoro najstarsza osoba w historii Dowson ma z 39 lat, Taki Zack ma sam 38, ale rozumiem go, bo on jest czynnym wrestlerem, a Kenny wrócił po dłuższym czasie. Starał się odbić te teksty Zack, wyszło to tak.. no okej w miare. Kenneth poprawnie odbija piłeczki. Brytol dalej uderzyć w podobne tony próbuje i niby ma to trochę sensu, ale no wlasnie.. troche. Takie teksty do gościa, który miał dosyć trudną droge, a zrobił 2-0 będac ''dziadkiem'' nie siadają zbyt dobrze. Sabra próbuje mu wpierać i wpierać, ale to się nie uda i powinien szukać czego innego. Kenny utrzymuje poziom i wyjaśnia to wszystko. No Riddle tutaj kilka leveli wyżej. Łatwiej miał, ale to trzeba wykorzystać, on to zrobił bez problemu. Zack nie porwał w żaden sposób, nie wiedział gdzie ugryźć, po świetnej parodii Brutala tutaj się nie popisał, za to Riddle klasa.

Kenneth vs Zack - O, mamy całą walkę. Jest mój ulubiony rodzaj wrestlingu rodem z NJPW. Dobry techniczny początek. Przebrnąłem bez problemu przez całość. Dużo akcji, dużo techniki, która musiała tu być. Psychologia ringowa na odpowiednim poziomie. Jak na tygodniówkę bardzo mocne starcie. Na PPV przy większym limicie słów to mógłby być taki banger totalny. Tak czy siak, dobra robota bookera i zasłużenie wygrywa dziadek.

Po walce zadbano, żeby wszystko nie pojawiło się w ringu magicznie jak ostatnio. xD Zadbano o szczegóły, szacun. Dobre zakończenie gali.

Teraz ocena całości, ostatnio nie miałem się za bardzo do czego czepiać, teraz było tego sporo. Jednakże też było więcej bangerów, więc ciężko mi ocenić to, bo 3 gala była równiejsza. Jednak może i tak ocenię te lepiej? Bo niektórzy zrobili konkret robotę.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
27.06.2026, 20:32 #5
ET - Dawać go na zawody z Grubasem, skoro on tak sążną ilość jadła pochłania. Ogólnie to jest dobre nawiązanie do ich pierwszego segmentu, który był w pobitych garach i też związany był z żarciem. O, ale ładny punch zarzucił Ryback. Raper Bryx w swoim żywiole, siadło to porównanie Roba do jego jedzenia. Konkretna ta pierwsza kwestia rzeźnika. Zero patyczkowania się i od razu wytoczenie dział. Rob nie pozostał dłużny, fajnie, bardzo fajnie. Odpowiednie podejście do tematu i zero obsrania, w taką narrację właśnie powinien iść, w końcu powygrywał trochę tych walk. Sensownie odbił piłeczki, no ja na razie ładnie ten segment płynie. Nie wiem, czy mi to pasuje do Rybacka, żeby on się tak per pan zaczął nagle nazywać. xD Jednak to ostatnie, do czego się tu mogę przyczepić, bo kolejna konkretna kwestia wleciała. Tutaj już poszło skupienie się na gimmicku Roba i fajne punche związane z tym tematem. Dużo heelowego disrespectu tutaj. No jak na razie panowie dają czadu, zobaczymy czy i tutaj Rob da radę dobrze odpowiedzieć. No i daje rade dalej odbijać piłeczki, nie wymiękł. Podoba mi się ten jego spokój. Umie McŁowicz w odbijanie tych punchy i kontrataki. Tylko ta końcówka jest dla mnie jakaś ciężka, bo mam wrażenie, że tu poszedł autodiss albo ja czegoś nie kminię. Bo on siebie nazwał pustym garem? No to wyszedł imo autodiss trochę. No to jest najlepsza wersja Rybacka, kolejna jego kwestia to już wejście na jeszcze wyższy level. Mega fajne to jest, naszpikowane błyskotliwymi tekstami i różnymi porównaniami. Takie coś chce się czytać. Ostatnia odpowiedź Roba poprawna, nadal starał się odbijać piłki, ale to już trochę w zbyt prosty sposób zrobił. Podoba mi się jego nieugięcie się przez cały segment i spójna narracja, ale jednak Ryback mimo tego, że miał ciężej, bo McŁowicz miał prawo odpowiadania, to Rzeźnik skradł segment. Bardzo błyskotliwy jego występ z masą dobrych tekstów. Nie ma co też odbierać Robowi, bo on również w tym segmencie wypadał mocno, tylko po prostu Ryback rozpędzał się coraz bardziej. Koniec końców to przecież obaj odwalili tu kawał dobrej roboty i mimo że długie, to jak coś jest dobre, to chcemy to czytać.

RVD - Czyżby Derek nagrywał to? Akurat usłyszał, jak RVD używa słowa porządek - czyli NWO. Proste. O ile to on, ale raczej.. kto inny by tam właził z telefonem? Całość no nie ma tu co oceniać, ale przykuło uwagę.

Komentatorów bardzo fajnie mi się pisało. Lopez to postać stworzona, by bawić się w takie rzeczy.

Cava i Blaze - No ta pierwsza kwestia Jorge to jest mocno, mocno nijaka moim zdaniem. Tak naprawdę to jakąkolwiek emocje u mnie tu wywołał tekst z alkoholem i próba zrobienia z Butli sensownego rywala, to akurat po prostu mnie rozbawiło. Strasznie łatwą drogę miał Cavazos, jak tak teraz o tym przypomina. Było to fejsowe, tak jak powinno, ale no nie porwało w żaden sposób, gdzie przecież gale wcześniej dał bardzo fajny segment. Brak w tym jakiegoś nie wiem.. żartu? Luzu większego. Generic to było z domieszką typowych hiszpańskich wstawek jego. Mamy trochę lizanka po jajcach, ale no obaj są mocnymi fejsami. Blaze właśnie pokazuje to, czego Cavazosowi brak. On daje coś błyskotliwszego, jakieś emocje, tu rzuci jakiś zart, tutaj da jakiś luźny tekst. Mimo że też jest mocnym facem nadal to wszystko jest bardziej jakieś. Swoją drogą tekst Lopeza z komentatorki idealnie siadł na temat tych alkusów, powinienem teraz poświęcić 3/4 komentarza tego segmentu na swoją postać, tak jak robią to niektóre inne osoby. He. He. Przyjemny speech Blaze, nie było tutaj jakiejś bomby, ale swój mocny poziom utrzymał. Jorge już lepiej zaczyna w swojej drugiej kwestii i pasuje mi ten tekst, że w sumie to jeśli nie Blaze by zaatakował, to sam Jorge by to zrobił. Chociaż z tymi Hiszpańskimi wstawkami to nie posłuchał Axela totalnie. xD Tu już widać, że jak ma się do czego odnieść, to wygląda to lepiej. Na pewno ta druga kwestia lepsza niż pierwsza, ale to nadal jeszcze nie jest to, czego można oczekiwać po kimś, kto miałby brać udział w walce o najważniejszy pas. Blaze też szybko zauwazył to co i ja. xD Deja vu, może to moja postać jest, bo ostatnio jak go komentowałem na poprzedniej gali, to on też w swoim speechu rzucił to, o czym ja pomyślałem. Tekst z byczkiem siadł tutaj dobrze. Idealnie się to zgrało. Fajny, bardzo fajny speech. Jak mówił to o tej lokomotywie, to z uśmiechem to czytałem. On potrafi oddać emocje i łatwo jest wczuć się w to. To, co mówi Blaze nie jest suche i to jest bardzo ważne. Miły segment, ale pokazujący, że Blaze to jest poziom wyżej po prostu i mógłby być poradnikiem, jak po prostu być facem. Cavazos oby wyciągnął z tego lekcje. Ostatnio i tak ma bardzo dobre momenty.

Cavazos vs Blaze - Faworyt wygrywa. Słusznie. Sam Cava był tutaj i tak dobrze rozpisany, nie miał latwej przeprawy Axel. Zaznaczono tutaj dobrze gabaryty Jorge i dynamicznie było. Meksykanin ostatecznie nie wyląduje w ME PPV, ale myślę, że sobie poradzi. O ile pamiętam, to i tak teraz działy się z nim lepsze rzeczy niz w WCW, więc zrobił progres i jest już wyżej. Teraz pracować jeszcze dalej i nadal piąć się ku górze. 

Tag teamowcy - Śliczny dzwonek panie Uszczelka. Ten co się na tirach rozkraczał. xD Jak mnie to rozbawiło, nie powiem. Eksperci od wody i wody z kreską bardzo błyskotliwy tekst. Podoba mnie się. Kurwa, co tu się dzieje panowie. xD Widzę, że nie tylko Grubcio dzisiaj mokry na tej gali. Misterów mokrego podkoszulka będziemy mieć zaraz. Tata ma, tata da, nie no tutaj się takie złote teksty malują na ekranie. Teraz do mnie dotarło, jakie to jest piękne zestawienie. No przecież genialne. Dwóch bogoli, kontra nasze polskie proste chłopaki, to się samo pisze wszystko. Czyli to już taki pełny turn u Steele? Bo tutaj już jak totalny dupek wypadł. Szybko poszło. Escobar słusznie podszedł do tematu. Ogólnie całość mi konkretnie do gustu przypadła. Ten kontrast był fajny, ale wiadomo, że głowną robotę to tutaj panowie komedianci zrobili i taka też ich robota była. Nie spierdolili tego jak hydrantu.

Wywiad - No ta wyjebka kodu wygląda bardzo źle. xD Mi się to od razu skojarzyło z... DROGA PANI, ALE PANI PACHNIE, PANI AROMAT NA MEJ SKÓRZE JUŻ NIE ZGAŚNIE.. musiałem, mam zniszczony łeb tiktokiem. Kurde dalej też wywrotka tego kodu, no niedobrze, źle się przez to czyta, odbiera to sporo, współczuję trochę, ale to trzeba pilnować mocno takich rzeczy. Trzeba docenić, że user chciał nam po prostu od razu przetłumaczyć te zwroty hiszpańskie, ale to tak czy siak jest ich za dużo. Moja postać to jest taki OG Hiszpan z najdłuższym stażem tutaj, a ma zero takich wstawek. XD A mamy wiele innych hiszpańskojęzycznych postaci i oni też dają to, za dużo tego. Sama treść zła nie była, bo przedstawił nam, ile ta maska znaczy dla niego itp. Miało to sens, ale za dużo wstawek, a próba ratowania tego kodowaniem rozjebała to totalnie, niestety. Do Mantela mieszane odczucia mam. Chcieliśmy zmiany i ten poprzedni wywiad, to była taka zapowiedź, co mamy teraz? Totalną zmianę. Tak o heeluje tutaj ostro i równa z ziemią kogoś, kto jest po prostu inny, no dla mnie to jest za szybkie. Sam byłem za tym, żeby on uderzał w takie klimaty, że jego normalność jest lepsza niż wszystko inne, ale no on jeszcze temu był niby takim spoko, normalnym gościem, w wywiadzie takie lekkie mieszanie już było, a teraz wypada jak generic heel w sumie po prostu. Ja nie wiem, czy to jest dobrze poprowadzone. Kotek odpowiada mu nawet sensownie, chociaż to, do czego czepiałem się wyżej jest nadal aktualne. Wstawki i kodowanie. No ta druga kwestia Derricka i tak chyba lepsza niż pierwsza, to już jest bardziej wyważone i mniej prymitywne, ale nadal ta postać błądzi i niezbyt ciekawi. Nie mogę ocenić tego segmentu pozytywnie, do wielu rzeczy musiałem się tutaj przyczepić, u Kota wystarczy ogarnąć kodowanie i jednak przestać dawać tyle rzeczy po Hiszpańsku. U Mantela to zaczyna się błędne koło robić.

Gato vs Mati - Oliwkę możemy odznaczyć, to było dla mnie najważniejsze w tej walce. Debiutant słusznie wygrywa, Mateuszowi to ta porażka chyba już nic nie zrobi, szczerze? Zaczynam czuć sentyment do tej postaci. Jego oliwka staje się już ikoniczna.

Elias Shadow -  XDDDDDDDDDDDD Złoto. Ja pierdole, idealne dla mojej zniszczonej głowy tiktokiem i innymi rzeczami. Skibidi toilet w świecie wrestlingu. Dziękuję userowi Eliasa, że ''oddał go'' w lepsze ręce. Pioseneczka o Brutalu śliczna, a tego zwrotu akcji na koniec się nie spodziewałem, jestem mocno zainteresowany tym, kto mu to zrobił i co będzie dalej. xdd To pewnie skibidi toilet go dorwał.

Edgar Dickinson i Uszczelka - A to też piękny kontrast jest. Ogólnie Uszczelka daje takie pole do popisu i tworzenia kontrastów. Miło rozpoczyna Edgar, w obu znaczeniach, bo i chodzi o poziom i o samo podejście do Zbigniewa. Tutaj już czuć ten zarysowany nowy gimmick. Hydraulik pięknie odpowiada na to, same fakty wypluwa. Podziwiam jego wiejską mowę i detale typu ''to mamusia mnie czytali taką bajkę''. No to jest imponujące. Dickinson też fajnie odpowiada, dobra ta kwestia jest, oj dobra. Fajnie tego Tuwima wyciągnął. Uszczelka też daje do pieca, jak w lokomotywie.. chyba. xD Nie no, super robota panowie. Bo ten segment był krótki, a tu się tyle wydarzyło i obaj się tak zgraliście. Dobrze wyżej wspomniany kontrast tu zadziałał. Bardzo dobra robota.

Uszczelka vs Dickinson  i po walce- Jak to tak nie ma Butli? Co to za mieszanie w głowie Uszczelki.. Punche w solidny bojler, jak długo jestem na e-fedach, to tak po raz pierwszy widzę chyba to piękne określenie. W końcu musiał niestety Zbysiu przegrać. Ja doceniam bookera, który to pisał, bo bardzo zadbał o to, byśmy się nie nudzili. xD Wynik taki jak typowałem, myślę, że Uszczelce ta przegrana nic nie odbiera i poradzi sobie na luzie. Co tu się wyprawia po walce!! Ależ filmowe emocje, jaki piękny moment, jak obolały Zbigniew rusza na ratunek. Tamte kutafony nie mogły odpuscić.. ale teraz wiemy, dlaczego podczas walki nie było Zygmunta. Ile tu się działo, całkiem brutalnie było. Teraz ta walka na PPV ma duży sens, dobrze, że RVD to ukrócił. Ciekawe to było.

Lord Sebastien - Z samych opisów jego wylewają się pieniadzę. Dobre pociski w Amerykę, moment ze splunięciem i szybkim wytarciem tego mnie rozbawił, nie wiem czemu, bo przecież to bardzo kutasiarskie, ale łatwo sobie to wyobrazić. Lubię tą postać, z tych wszystkich bogaczy to jest najciekawszy. Renta alkoholowa. xD Kurde, problem z tym tekstem jest taki, że ja nie wiem, czy on powinien wiedzieć w ogóle o istnieniu takiego czegoś. Po pierwsze, to ja nie wiem czy w Francji jest coś takiego, ale nawet jakby było, to czy ktoś z wyższych sfer powinien w ogóle o tym wiedzieć? Chyba nie. Do reszty się nie mam gdzie przyczepić, fajne promo, w jego gimmicku, z ciekawymi tekstami i z wylewającą się arogancją i poczuciem wyższości. Dobra robota.

Rob vs Ryback - The Butcher vs The Culinary Butcher. Fajnie się składa. No i Rob musiał w końcu przegrać, padło akurat na Rybacka, który raczej zasłużenie wygrywa. Rozpisane okej, McŁowicz jak zawsze dostaje rozpisanie w swoim stylu.

Brutal i Elias - Od skibidi toilet do klimatów iście horrorowych. Ten początkowy opis jest ładnie napisany i wszystko jest dokładnie rozpisane, trzeba to docenić. Brutal to już taka cipka jest, że nawet takiego Eliasa to musi podstępami i usypianiem capnąć i mu kuku robić. Szkoda, że w ringu taki mocny nie jest, hehe. W sensie ja rozumiem zamysł, bo Elias to jest taki masochista, a Brutal sadysta, więc to się spina, co nie? Tylko że to śmiesznie wszystko wygląda z ust Mike'a, który dostaje wpierdol od każdego. XD Chłop tutaj struga postać z horroru, a w ringu nim mate wycierają ciągle, no ale okej. Jednak jak to pominemy to ja ten zamysł rozumiem i ma on sens. To się zgrywa ze soba. No ale nadal, treść jest spoko, to wszystko ma klimat, jest motyw, to są rzeczy, które grają. Ten świat hardcore'u jest dobrze ukazany nam. ALE! Nie da się brać tego na poważnie, skoro Brutal jest ładowany przez każdego na dziure. W tym segmencie wygląda jak władca demonów, ale każdy dobrze pamięta, co się działo przez ostatnie tygodnie. No mam mocno mieszane odczucia, gdyby tylko Mike mógł tak jak ja sobie NPC wybierać do walk, to jego życie byłoby prostsze...

Derek i Mateusz - Jest oliweczka. <3 Proponuję, żeby Mateusz miał managerke, co Oliwia będzie miała na imię. Derek tutaj co pocisnął. xDDD Piękne, super użył nawiązań do tej oliwki, jeszcze to powątpiewanie nawet we własną wygraną i szukanie spisku. Super. Ej, ta kwestia Mateusza dobra jest, to rozwój ai, rozwój usera czy ktoś inny? Bo to serio jest ładnie napisane, a nazwanie elitą tych co piwką zębami otwierają bardzo fajne. Jeszcze wziął te porażki na klatę, dobrze ten Mati tu wygląda. Co tu sie dzieje w ogóle. Derek utrzymuje poziom i robi piękny wstęp do wyznania Mateusza. Nie no, to nie może ta sama osoba pisać, przecież to jest jakaś pięknie zrobiona parodia. Błagam, Halloway weź go pod swoje skrzydła. Dużo dobrej komedii, mi ten segment siadł mocno.

Walka tag teamowa - Dobra, liczę, że to będzie zabawne. Na pewno fajne pseudonimy są używane, typu syn bogatego ojca, pseudogangster. Brown błagający o litość, ale to jest piękna postać, tęskniłem za nim. XD No napierdolili im, tak to można skwitować, tak też to miało wyglądać. Walka spełniła swoją rolę.

Dan Dowson - Ja mam wrażenie, że taką jak ta pierwsza kwestia Dowsona to widziałem u niego z milion razy. Ten drugi speech lepszy, kilka ciekawszych momentów, ale nadal to było co najwyżej poprawne i to jest postać, od której oczekuje się więcej, ale ona tego więcej nie daje ostatnio. A fakt, że on sobie już 3 galę z rzędu nawala do ściany, nie pomaga mu w niczym, bo o czym on ma gadać? Musi uskuteczniać swoje starcze pierdolenie, no wypadało mu dać kogokolwiek przez te 3 gale, tak to on po prostu był i w kolejnych tygodniach nie miał o czym mówić i tylko zaznaczał obecność. Ta końcówka to taka mocno prymitywna na siłe. Ciekawi mnie, kogo on dostanie na tym PPV i dobrze, że w końcu zawalczy, ale ten jego pobyt aktualny.. no bez pomysłu to wszystko jest.

RVD - Kwestia poprawna, do odbębnienia i tyle, aczkolwiek doceniam, że się pojawiła i że dodajemy takiej ''interaktywności''.  Ta walka z drabinami bardzo się przyda.

Udało mi się najebać NPC. Fajowo, najlepsza wygrana w mojej karierze. Dobrze, że sam sobie zażyczyłem takie coś, bo jakby przyszło mi walczyć z kimkolwiek na BS, to pewnie szybką lekcję pokory bym dostał, bo nie umiem pisać postów i wcale nie Main Eventowałem dwóch poprzednich federacji. : DDDD

Kenny i Zack - Kolejne problemy z kodowaniem, ale nie takie jak u Kotka. Sama kwestia? No taka..średnia. Przedstawienie ich obu jako tych co poddali Brutala nawet fajne. Oddanie mimo wszystko szacunku Riddle'owi przydatne, ale gdzie tu było coś więcej? Może się rozkręci. O jezuniu, Riddle pięknie, ma łatwiej, wiadomo, ale no wpierdala tutaj Sabre'a konkretnie. Super płynie, jak za najlepszych lat, aż mi się nasz piękny feud przypomniał. W bardzo dobry sposób użył tej babci i innych tekstów Zacka. No takie coś chce się czytać, aż mam zaciesz. Teraz lepiej Junior, dalej klepie ten temat starości Riddle'a. Ogólnie to pewnie są w podobnym wieku, skoro najstarsza osoba w historii Dowson ma z 39 lat, Taki Zack ma sam 38, ale rozumiem go, bo on jest czynnym wrestlerem, a Kenny wrócił po dłuższym czasie. Starał się odbić te teksty Zack, wyszło to tak.. no okej w miare. Kenneth poprawnie odbija piłeczki. Brytol dalej uderzyć w podobne tony próbuje i niby ma to trochę sensu, ale no wlasnie.. troche. Takie teksty do gościa, który miał dosyć trudną droge, a zrobił 2-0 będac ''dziadkiem'' nie siadają zbyt dobrze. Sabra próbuje mu wpierać i wpierać, ale to się nie uda i powinien szukać czego innego. Kenny utrzymuje poziom i wyjaśnia to wszystko. No Riddle tutaj kilka leveli wyżej. Łatwiej miał, ale to trzeba wykorzystać, on to zrobił bez problemu. Zack nie porwał w żaden sposób, nie wiedział gdzie ugryźć, po świetnej parodii Brutala tutaj się nie popisał, za to Riddle klasa.

Kenneth vs Zack - O, mamy całą walkę. Jest mój ulubiony rodzaj wrestlingu rodem z NJPW. Dobry techniczny początek. Przebrnąłem bez problemu przez całość. Dużo akcji, dużo techniki, która musiała tu być. Psychologia ringowa na odpowiednim poziomie. Jak na tygodniówkę bardzo mocne starcie. Na PPV przy większym limicie słów to mógłby być taki banger totalny. Tak czy siak, dobra robota bookera i zasłużenie wygrywa dziadek.

Po walce zadbano, żeby wszystko nie pojawiło się w ringu magicznie jak ostatnio. xD Zadbano o szczegóły, szacun. Dobre zakończenie gali.

Teraz ocena całości, ostatnio nie miałem się za bardzo do czego czepiać, teraz było tego sporo. Jednakże też było więcej bangerów, więc ciężko mi ocenić to, bo 3 gala była równiejsza. Jednak może i tak ocenię te lepiej? Bo niektórzy zrobili konkret robotę.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
28.06.2026, 21:20
#6
ET - o nie... i od razu zaczynamy od tego super śmiesznego żartu, że Ryback zajebiście dużo je, bo przecież, hehe, feed me more, no przecież 17 talerzy żarcia to jest to, co najbardziej uwiarygodni psycho Butcherbakca. Nie no, serio nie jestem tego fanem, tydzień temu odtrąbiłem zwycięstwo, że więcej tego nie zobaczę i od razu zaczynamy od rozczarowania. I niestety, im dalej w las, tym wcale się nie rozkręca. No nie siedzi mi ten przeintelektualizowany Ryback. W zeszłym tygodniu był taki klimat, chłop sfarmił taką aurę, żeby tutaj znowu zejść z poziomem. Ogólnie panczlajny były dobre, tylko totalnie nie w klimacie postaci. Ciężko mi się to czytało, bo w ogóle uleciał gdzieś ten psycho Ryback, który tak bardzo mi się spodobał. Rob go tutaj zjadł spokojem, bardzo celnymi odpowiedziami. Rob mega w klimacie, w końcu zrezygnował z ogromnej ilości porównań kulinarnych i teraz naprawdę przyjemnie się to czyta. Jak są na końcu, jako ta puenta to podbijają siłę przekazu. Fajne to porównanie z tym uciszeniem dania, które gotuje się bez pokrywki. Dużo luzu jest u tego Roba i to mega doceniam. Miałem dużo większe oczekiwania co do ich połączenia, ale głównie wymagałem znacznie więcej od Rybacka. No i mam jeszcze jedną zagwostkę. Dlaczego to jest w ET i to na otwarcie gali? Według mnie umiejscowienie segmentu jest totalnie z dupy, mogli to dostać dopiero przed swoją walką i byłoby spoko, nie zmieniłoby to absolutnie nic. Mało tego, mogli to dostać w dowolnym momencie na gali, nawet nie jako ET, ale po prostu przed swoją walką i nie zmieniłoby to nic. Tutaj to mocno nieprzemyślane moim zdaniem, bo albo galę powinni otworzyć Main Eventerzy, czy w ET, czy normalnie, albo Panowie z Openera, którzy powinni od razu wejść, dać show i dopiero po walce komentatorzy. Muszę ocenić neutralnie, bo na pewno nie zasługuje to na minus, ale na plus też ciężko.

RVD - Jak tego nie nagrywał Halloway to nie wierzę w miłość. Tam tylko na koniec zabrakło jego komentarza, który by nam przekazał, że zaraz ujawni jakiś potężny spisek i wkrótce dowiemy się więcej, a tak naprawdę wrzuciłby teorie, że potężny Reptilianin chce sprzedać dusze zawodników masonom. Ale by to siadło. A tak, po prostu dostaliśmy zajawkę czegoś, jakbym miał oceniać to nowego brandu i dogadywanie nowego GMa. Zobaczymy, ale brakowało tutaj Hallowaya, serio.

Komentatorzy - Chyba najlepsi komentatorzy, jak do tej pory. Nie wiem, czy Carni pisał razem z Bryxem, czy Bryx tak dobrze oddał Lopeza, ale to był w końcu gość, który miał dobrze oddany charakter. Lopez fajnie zyskuje na tym, że się tutaj pojawił, przy okazji parę ładnych szpilek wbił w swoim stylu. Co prawda dalej jest to po prostu przejście przez kartę, które uważam, że jest zbędne, ale pierwszy raz daję plusik, bo podobał mi się Lopez.

Cavazos i Blaze - ogólnie co Wam powiem, to, że podczas pisania strasznie kurwiłem, że gram face'em, albo że Cavazos nie gra helem, bo Jorge tak się tutaj wystawiał, że byłaby po prostu strzelanina, a Meksykanin odbijałby się od ścian od lirycznej chłosty. Bardzo się wystawiał i bardzo, bardzo musiałem się gryźć w język, żeby jednak wyjść jako face z krwi i kości. Ogólnie to przyznam szczerze, że już teraz zaczynam poważnie odczuwać trudy braku jakiegokolwiek programu i zestawienia z samymi face'ami. Mega zazdroszczę Rybackowi i Riddle'owi, że już na tym etapie mają program i to jest takie cholerne ułatwienie, tyle koloru dodaje, a jak będzie uławiać BS przed PPV. Uuuuu, nie myślałem o tym wcześniej, ale ta dwójka to będzie miała taki handicap, że nie nieironicznie miło byłoby to jakoś wyrównać xD No tutaj było ciężko, bo znowu dwóch face'ów, starałem się ostrzej, ale z drugim face'em, który mi jeszcze nic nie zrobił to nie ma co, a znowu z drugiej strony ile można gadać tylko o turnieju bez żadnego kontekstu storyline'owego, zwłaszcza jak oni nie mają ze sobą żadnej przeszłości. Dajcie już tego Lopeza po PPV, bo potrzebuję go jak tlenu. Żebyście mi nie wpadli na genialny pomysł rozdzielenia ich przy podziale na dwa brandy, bo Kenneth z pasem już będzie miał rywala w postaci Rybacka, a ja czekam od pierwszej gali na tego Lopeza.

ET - Uszczelka to jest taki kozak, a tak przyjemnie mi się jego waleczkę pisało z Dickinsonem, że to słowa nie oddadzą. Autentycznie podziwiam, jak od samego początku każda wypowiedź Zbyszka jest odpowiednio wyważona. Jak on balansuje między tymi błędami językowymi, walaszkizmami, a przy okazji pcha dyskusje do przodu i nie wychodzi to na siłę, tylko totalnie naturalnie. No mega płynnie przez to się leci. No i tutaj muszę też mega pochwalić Butlę, chłop co progres zaliczył. Od razu jest dynamiczniej, nie rozwleka tak tych wypowiedzi, a dalej dobrze odgrywa swoją rolę. Mega propsy za to. I o ile Uszczelka zawsze dowozi, tak tutaj chyba najlepszy segment do tej pory w wykonaniu Butelki. Steele spoko, tak jak myślałem, heel turn dobrze mu robi. Od razu jakoś bardziej klimatycznie i lepiej czuję postać. Escobar dobrze wtóruje, coś czuję, że to się jeszcze pociągnie dalej. Tylko jedna uwaga do Escobara. Do kogo on to mówi po hiszpańsku? Do Polaków, którzy go nie zrozumieją? Czy do Steele'ego, który też Hiszpanem nie jest? Rozumiem wstawki z hiszpańskiego dla podkreślenia gimmicku, ale to w innych, bardziej logicznych miejscach. I najlepiej żeby to były pojedyncze słówka, które powinny być łatwe do zrozumienia, a nie, że całe zdanie trzeba w translator wrzucać. Ogólnie jak najbardziej na plus segment, fajne, miłe i przyjemne to było, a jeszcze mamy zaczątek do story, coś pięknego.

Pazur i Mantel - No i od razu się przyczepię znowu do tego hiszpańskiego. Nie dość, że jest tego dużo i często trzeba to sprawdzać, to jeszcze jest w sumie źle użyte. To jest bardzo kuszące, żeby używać tych hiszpańskich wstawek, bo to przecież takie łatwe sprawdzić sobie coś w tłumaczu i wrzucić, żeby wysycić to klimatem. Ale jest pułapka, że źle się coś sprawdzi. Jak mówi o młodych oobach to na pewno nie powinien mówić senora, tylko senorita, bo senora dotyczy bezpośrednio starszych kobiet. Do chłopców też senor nie bardzo pasuje. Tutaj wywiad informacyjny niestety zawiódł. Do pojawienia się Mantela to jest po prostu poprawne, chociaż też wkradły się błędy, to zdanie o szacunku jakoś nie bardzo brzmi po polsku. Ale poprawne i tyle, na pewno jak dostanie partnera to będzie łatwiej. Uważałbym przede wszystkim na ten hiszpański. Derrick jak heelowo wjeżdża. I bardzo dobrze, serio uważam, że powinien iść w tą stronę i dobrze mu to zrobi. Całkiem zgrabna ta jego wypowiedź, ożywia od razu ten segment i jest fajnym kontrastem do Pazura. No i Pazur od razu lepiej, ale serio prośba, bez takich kloców po hiszpańsku. Tak teraz na poważnie, jak mówimy o face'owych postaciach w wwe, pomijając takiego Andrade, który tyle czasu jest w USA i dalej się nie nauczył po angielsku, to widzicie żeby oni aż tyle po hiszpańsku biadolili? No nie, bo nikt tego nie zrozumie. Tutaj to sobie jeszcze zgooglasz, ale jak IRL ktoś Ci tak zajedzie, to po prostu równie dobrze można nic nie mówić, jak mają Cię nie zrozumieć. U Heela jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo tym się wtedy można bawić. Ale u face'a tak nie może być. Ale no Mantel tutaj mocno poleciał, jest duży progres względem poprzedniej gali. No muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Oby to dalej szło w tym kierunku. Segmencik na pewno na plus, lepiej pokazał się Mantel, a Pazur na razie po prostu ok. Jak ogarnie hiszpański i dostanie program to może być tylko lepiej.

Elias - dobra, dokonam teraz poważnej i rzetelnej oceny tego segmentu skupiając się na jego wadach i zaletach - "xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD" No skisłem srogo xD Jak ja dziękuję, że Elias wpadł w dobre ręce, bo to jest teraz taka postać, jak ją widziałem od początku i dowozi. Oj, jak on dowozi. Zajebisty taki przerywnik komediowy na gali, przy okazji IRL by mogło w sumie przyciągnąć tik tokową widownię, to serio jest spoko kierunek. Jak dla mnie na pewno na plus, mam nadzieję, że jeszcze jakoś podkurwi Brutala na gali xD

Dolnick i Tautu - szkoda, że dwa komediowe segi są jeden po drugim, ale to uwaga do HB, że można to lepiej przemyśleć przy sklejaniu, a nie do autora, bo na to wpływu nie miał. Grubas jak to grubas, wypada śmiesznie, fajtłapowato i jeszcze elegancko się tłumaczy z porażki. Jak tylko Tautu wspomniał o mokrych suchych włosach to wiedziałem, w którą stronę to zmierza xD Totalnie widzę tego Dolnicka, który stoi i niedowierza co się właśnie stało. Mega doceniam wstawkę, że się tak naprawdę nie rumieni, bo nie jestem prawdziwym Ransomem. Coś pięknego. Zgrabnie to napisane, lekko przez to przeszedłem, chociaż mam wrażenie, że Dolnick solo ma lepszy vibe niż z podróbą Ransoma (albo po prostu już kiedyś czytałem bardzo podobny segment, tylko, że z oryginałem), ale tak czy inaczej było to spoko, przyjemny punkt gali i jest na plus.

Dickinson i Uszczelka - Dickinson w końcu z przeciwnikiem, najwyższy czas. To, co od niego dostaliśmy do tej pory, było świetne, ale przed samym PPV warto było pójść o krok dalej. Zaczyna tutaj bardzo elegancko, bardzo smacznie, od razu z lekkim przekąsem, fajnie. Ale Uszczelka co dobrze odpowiada, powtórzę się i jeszcze raz podkreślę, jak bardzo dobrze te jego wypowiedzi są wyważone. I ta lokomotywa wyciągnięta, ale to siadło. No i Dickinson trzyma poziom, bardzo fajna ta odpowiedź Tuwimem, ta końcówka też bardzo zgrabnie ujęta. Zbyszek króciutko tam leci, prosto, ale bardzo gimmickowo. Mega mi się podobał ten segment, zdecydowanie na plus i na pewno topka gali. I nieironicznie będę rozpaczać, że jeden z nich odpadnie, bo uwielbiam obie postacie i naprawdę zawsze dowożą. Brawo Panowie.
Edit: Ej, kurwa. Bo teraz jak przeczytałem co się działo po walce... to Edgar z losem Butli, hehe, pił do tego, że jest menelem, czy on kurwa już nawiązywał do Escobara i Steele'ego, bo mimo tego, że my jeszcze nie wiedzieliśmy, to on już wiedział, bo jest pierdolonym narratorem? Ale mi teraz rozkminę daliście, o jaaaaa. Człowieku, to jest jeszcze lepsze niż myślałem. Mówiłem już, że uwielbiam postać Dickinsona i to, jak ją zbudował?

Brawl - ciekawe czy zastawili na Butlę zasieki. Nie wiem czy wiecie, ale najlepszym sposobem na meneli są właśnie zasieki. Stawiasz sobie takie, smarujesz tanim winem jako wabik i wystarczy poczekać. A już tak na poważnie to bardzo fajnie rozpisany Brawl. Brutalny, bardzo brutalny, Escobar i Steele wychodzą na totalnych chujków, za to Uszczelka tak mocno tutaj został pokazany, że ja pierdole. Szczerze to nawet nie wiem czy nie za mocno. Bo on dopiero co obskoczył wpierdol, przyjął finisher i został czysto odliczony do 3, a tutaj w sumie radzi sobie 2 vs 1. Rozumiem, że na wkurwie, ale chyba i tak za mocno. Myślę, że jakby ochrona ich za pierwszym razem powstrzymała to by też było git, a może nawet realistyczniej. Ale tak czy inaczej dobry brawl. Na bardzo duży plus. Fajnie, że to prowadzi to starcia na PPV, tylko ten RVD... on to chyba lubi sobie pluć do ryja sam. Nie mają się bić do PPV, bo mają się bić na PPV. Więc mają zakaz bicia się przed... pod groźbą braku występu? Come on... Zbychu to ma raczej wyjebane czy to rozwiążę w ringu, czy tutaj przy użyciu klucza francuskiego, on chce ich rozjebać za to co zrobili. Co to za kara? A z kolei jak to ma odstraszyć cipo heeli? Przecież dla nich w to graj, złamać zakaz, wygrać na zapleczu 2 vs 1 i jeszcze uniknąć uczciwej konfrontacji? Rob, Rob, Rob... Ty to chyba lubisz xD Trzeba było chociaż Zbyszka postraszyć, że jak złamie zakaz to będzie musiał cieniutką blachę spawać spawarką elektrodową.

LS - Uuuu. Uuuuu, kolega. Czaisz, jakby tak przyjechał do hotelu Gołębiewski, do najdroższego apartamentu, a tam klima nie działa w najgorętszy weekend w historii Polski, żółta woda ze szlamem w wannie i jeszcze płacił 3 stówy za room service? Skandal jak chuj. Ja bym się ubiegał o reklamację i zwrot środków. Ogólnie to poprawne promo ze strony Lorda Sebastiena, tylko zastanawiam się, czy w ogóle było potrzebne? Mam trochę wrażenie, że dano mu je totalnie na siłę, żeby po prostu jakkolwiek się pojawił. Bo to nic nie wnosi, on nie ma żadnego programu, żeby pchnęło fabułę do przodu, po prostu jest, bo jest. Fajnie, że możemy stanąć z boku, żeby obserwować, co się dzieje z boku :p to taki większy błąd, no i wkurzyło mnie, że nie dowiedzieliśmy się co się stało, że aż tak haniebnie został potraktowany. Żeby nie było, ma to klimat, sprawnie przeczytałem i jest spoko. Tylko tutaj pytanie do HB, czy było to serio potrzebne?

Brutal - W sumie to nie rozumiem, dlaczego on tak cholernie często wrzuca te zangielszczenia. Przecież my mamy domyślnie galę po angielsku. Rozumiem catchphrase po angielsku, bo ich tłumaczenie na polski często ssie, ale przecież on w każdym segmencie wtrąca coś po angielsku i to są normalne wyrażenia. Czyli w jakim języku on domyślnie mówi przez resztę czasu? No ale przechodząc do mięsa - sam motyw porwania spoko. Opis miejsc klasa, trzyma klimat, naprawdę bardzo doceniam. Brutal taką akcją bardzo dużo zyskuje. Tylko jak przechodzimy do gadania to już jest gorzej. Dlaczego on go porównuje do poety, jak to jest skibidi sigma rizzler z tik toka? W sensie, że Brutal chce tym podkreślić, że też jest odklejony? Ten motyw z przecięciem lin taki klasyczny, tylko mógł sobie odpuścić tą gadkę, że mu nic nie zrobi, bo chce go w ringu pokonać, to by bardziej zbudowało napięcie. A tak to w sumie napięcie padło i już wiedzieliśmy, że przecież mu nic nie zrobi. Trochę się zawiodłem, liczyłem, że tutaj wyjdzie ta cała extremania Brutala, a w sumie wyszło na to, że po prostu ma klimatyczną miejscówkę, a jego miłość do Hardcore'u sprowadza się do tego, że nie rusza kilka otarć drutem kolczastym. Run to jest zajebane od Wyatta po prostu, czy to kolejny przejaw angielskich wstawek, których nie powinno być? Ta ostatnia wypowiedź Brutala najlepsza zdecydowanie, tutaj najbardziej czułem Brutala, który już się ekscytuje na myśl o walce hardcore'owej. Oni ogólnie to do siebie pasują, bo Brutal się tutaj spuszcza, jak to Elias nie wie, w co się wpakował, a z tego co pamiętam to on miał w gimmick wpisane, że lubi cierpieć, więc to może być cudowne na PPV. Ehh, po ostatnim wywiadzie miałem większe oczekiwania. Tutaj sam pomysł na segment jest naprawdę spoko - za to największe propsy dla autora, klei się, jest potencjał, żeby tego Brutala pokazać jako naprawdę takiego sadystę, który kocha ból, jako tą wręcz ikonę hardcore'u. Mega dobrze to pokazuje, że Brutal jest zdolny absolutnie do wszystkiego i nie cofnie się przed niczym, jak ktoś mu zajdzie za skórę, to jest dla niego super. Tylko same teksty Brutala mi się nie kleją, poza tym ostatnim. Nie wiem, ciężko mi da plus za sam pomysł, ale też nie jest to na tyle złe, żeby dawać minus. Myślę, że będzie ocena neutralna, bo dobrze się to równoważy.

Mateusz i Halloway - liczę, że w którymś newsie dowiemy się, która to jego ulubiona oliwka, albo że stworzy własna markę oliwki, tak jak Ransom nawilżacza do włosów. Swoją drogą, to też by było dobre collabo z Wilgotniakiem. Derek zaczyna fajnie, to Mniej Więcej dobrze siadło... o kurwa, ale go zaorał na samym początku, Jezusie najsłodszy. Przecież to jest knock out w pierwszej rundzie. Ten tekst o łonie matki... Ty, no aż mi się szkoda Mateusza zrobiło xD Fajnie, że mamy najpierw zajawienie teorii spiskowych, widz już myśli, że wie czego się spodziewać, w jaką stronę to zmierza, a tu nagle jeb, atomówka znienacka. Mateusz odpowiada trochę nijako. Niby tam na koniec jest trochę gimmicku, ale ogólnie to mało w nim tego zadziornego kibola z Krakowa, chłop trochę daje sobie pluć w mordę i udaje, że deszcz pada. Tu był taki potencjał na podostrzenie maczetą... A Derek to go tak mieli w tym segmencie. Bardzo celnie, no i kocham ten zabieg z Może Wiesz. Coś pięknego. Ale Mateusz na taką pizdę tutaj wychodzi. Nie mogę znaleźć nic w necie, ale wiem, że na forum mamy ekspertów. Serio w Krakowie się mówi, że patologia moc czerpie z oliwki? Ale plot twist, tego się nie spodziewałem, że oni będą połączeni xD trochę się obawiam, na razie tego nie widzę, ale może Halloway to pociągnie, bo chłop tak dowozi na galach. Tutaj segment na mały plus, bo Hallowaya po prostu muszę docenić, chłop nim po prostu wytarł podłogę.

Dowson - Bardzo krótko i bardzo dużo przekleństw, jak na tak krótka formę. Dużo smaku to odbiera, no i totalnie tracą moc te przekleństwa przez to. No przyszedł dziad i ponarzekał. Znowu. Niby ma tak bardzo wywalone jajca, ale jednak chce walki na śmierć i życie, żeby polała się krew, no i żeby był tylko jeden zwycięzca, czyli w sumie tak jak zawsze na PPV w wrestlingu. Ciekawe jak się zestarzeją te słowa. Dobrze, że Dowson wystąpi na PPV, bo na razie mało walk, a trzeba to trochę urozmaicić. Szkoda, że to na razie nie idzie w stronę żadnego programu, bo wątpię, żeby ten open challange przyjął ktoś z aktywnych graczy, podejrzewam, że ściągną jakąś legendę, w stylu Ronalda McDonalda, żeby łatwo nabić sobie streak i dalej mieć paliwo do dziadowania. Ciężko mi to ocenić, bo naprawdę nie porywa, ale też nie ma jak porywać, bo chłop wyszedł po prostu rzucić open challange. Wyszło jak wyszło, nie wiem, czy nie byłoby lepiej, jakby skipnąć to na tej gali, wyszedłby sobie do ringu na samym PPV rzucić open challange i myślę, że wyszłoby to lepiej. Tutaj było to po prostu totalnie zbędne.

RVD - No i RVD wyszedł sobie ogłosić meczyk na PPV. Wyszedł, mało konkretów podał, ale mimo wszystko to ciekawy mecz, który powinien podbić ratingi. Bardzo lubię ten gimmick match, a nieznana stypulacja podnosi atrakcyjność. Już widzę, jak IRL w mediach społecznościowych ludzie by się przerzucali, co to będzie. No i teraz tak, moja teoria jest taka: Stypulacja to będzie walka o pas Windy. Uczestnikami tej walki będą zawodnicy, którym dobrze poszło w turnieju. Czyli ZSJ, Cavazos, McŁowicz, Brutal, Mantel i jeszcze ktoś, kto miał pecha do losowania, ale spoko wypadał na galach, np. Halloway. No i tutaj over idzie ZSJ. Jak dla mnie to jest mocne zestawienie, całkiem realny typ i mamy fajna walkę i od razu wyłonionych obu mistrzów.
Edit: No i kurwa chuj mi w dupę. Sprawdziłem sobie Uczestników i już wiem, że z jednym nie trafiłem xD ale i tak moim zdaniem idą po pas Windy xD

Lopez i RVD - Przede wszystkim to tutaj można zobaczyć jak można rzucić jedną kurwą, która dobrze podkreśli emocje :p Jose krótko, bez mydła, bez wazeliny, imo dobrze wybrnął z tej sytuacji. Nie chciał walczyć z byle kim, tylko od razu po pas, dostał pstryczka w nos, że dostawał galę po gali jobberów i teraz chce kogoś poważnego, żeby pokazać swój kunszt. Dobrze czuję tą irytację Jose, to jego poczucie wyższości. Powiedziałbym, że wyszło very nice, very evil. Uuuu, nie będzie komedii, ani żartu. Czyżby Taker? To by było coś, nie powiem. Ściągnąć taką legendę z emerytury, żeby zbudować Lopeza? Jestem za. Ogólnie to nie wiem, tak mi się to mega skojarzyło z Undertakerem, ale wątpię. Mogłem poczekać z typerem, rzuciłbym Takera xD ale nie będę się prosił o pozwolenie na edytowanie xD Jezu, ale ten RVD tajemniczy dzisiaj, a ile się pcha przed kamerę.

ZSJ i Riddle - Oj dobry, cholernie dobry segment. Tak płynnie mi się to czytało, że przeszedłem przez całość i dopiero biorę się za komentarz, a nie lecę na bieżąco. A to już jest dobry znak. Słusznie panowie dostali Main Event, bardzo słusznie. Zdecydowanie najlepszy segment na gali. Podoba mi się, że Zack obrał sobie konkretną narrację w co chce strzelać i trzyma się tego od początku do końca. Jednocześnie bardzo, ale to bardzo mi się podoba, że chłop zaczyna mówić o rodzinie, to wjeżdża na psychę, dotyka bardziej personalnie, a jednocześnie nie ciśnie bezpośrednio po nich. Bardzo heelowe i bardzo dobre. Smacznie to wyszło. Ale Kenny też bardzo ładnie poleciał. Bardzo celnie się bronił, bardzo dużo luzu u niego widać. Ta końcówka mega, wszystko się bardzo ładnie spięło. Zack próbował go pokazać jako hipokrytę i samoluba, ale się nie dał. Duży kontrast między zawodnikami, świetnie to zostało przedstawione. Heel wyszedł heelowo, face wyszedł face'owo. Tak jak powinno być. Fajnie to podgrzało przed samą walką, naprawdę dobra robota.

Znowu RVD - No i imo zupełnie niepotrzebny ten RVD. Mógł to zrobić przed samym Main Eventem PPV, fajnie by było postawić to przed ringiem, przy rampie, tak, żeby każdy zawodnik mógł wręcz dotknąć pasa, jak będzie wchodzić do ringu. Tutaj to niepotrzebnie przedłużyło galę po prostu, mogli chociaż stare downem zakończyć. Widzę, że Roby mają coś w sobie, że lubią przedłużać gale xD

Podsumowanie - Tak na gorąco to za dużo najebało tego RVD. Już pod koniec gali to miałem wrażenie, że był w każdym segmencie i zaraz mi chłop z lodówki wyskoczy. Mmmm, lodówki, sam bym chciał tam wejść. Ogólnie moim zdaniem gala gorsza niż poprzednia. Co prawda część osób utrzymała poziom, część go nawet podniosła, ale było więcej słabych, albo nie do końca przemyślanych momentów. Mimo wszystko nie była zła, bo było więcej super momentów, niż na poprzedniej. Poprzednia po prostu była bardzo równa. Ale nie powiem, spełniła swoje zadanie, narobiła mi apetytu na PPV.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Remik
Eternal Champion
28.06.2026, 21:20 #6
ET - o nie... i od razu zaczynamy od tego super śmiesznego żartu, że Ryback zajebiście dużo je, bo przecież, hehe, feed me more, no przecież 17 talerzy żarcia to jest to, co najbardziej uwiarygodni psycho Butcherbakca. Nie no, serio nie jestem tego fanem, tydzień temu odtrąbiłem zwycięstwo, że więcej tego nie zobaczę i od razu zaczynamy od rozczarowania. I niestety, im dalej w las, tym wcale się nie rozkręca. No nie siedzi mi ten przeintelektualizowany Ryback. W zeszłym tygodniu był taki klimat, chłop sfarmił taką aurę, żeby tutaj znowu zejść z poziomem. Ogólnie panczlajny były dobre, tylko totalnie nie w klimacie postaci. Ciężko mi się to czytało, bo w ogóle uleciał gdzieś ten psycho Ryback, który tak bardzo mi się spodobał. Rob go tutaj zjadł spokojem, bardzo celnymi odpowiedziami. Rob mega w klimacie, w końcu zrezygnował z ogromnej ilości porównań kulinarnych i teraz naprawdę przyjemnie się to czyta. Jak są na końcu, jako ta puenta to podbijają siłę przekazu. Fajne to porównanie z tym uciszeniem dania, które gotuje się bez pokrywki. Dużo luzu jest u tego Roba i to mega doceniam. Miałem dużo większe oczekiwania co do ich połączenia, ale głównie wymagałem znacznie więcej od Rybacka. No i mam jeszcze jedną zagwostkę. Dlaczego to jest w ET i to na otwarcie gali? Według mnie umiejscowienie segmentu jest totalnie z dupy, mogli to dostać dopiero przed swoją walką i byłoby spoko, nie zmieniłoby to absolutnie nic. Mało tego, mogli to dostać w dowolnym momencie na gali, nawet nie jako ET, ale po prostu przed swoją walką i nie zmieniłoby to nic. Tutaj to mocno nieprzemyślane moim zdaniem, bo albo galę powinni otworzyć Main Eventerzy, czy w ET, czy normalnie, albo Panowie z Openera, którzy powinni od razu wejść, dać show i dopiero po walce komentatorzy. Muszę ocenić neutralnie, bo na pewno nie zasługuje to na minus, ale na plus też ciężko.

RVD - Jak tego nie nagrywał Halloway to nie wierzę w miłość. Tam tylko na koniec zabrakło jego komentarza, który by nam przekazał, że zaraz ujawni jakiś potężny spisek i wkrótce dowiemy się więcej, a tak naprawdę wrzuciłby teorie, że potężny Reptilianin chce sprzedać dusze zawodników masonom. Ale by to siadło. A tak, po prostu dostaliśmy zajawkę czegoś, jakbym miał oceniać to nowego brandu i dogadywanie nowego GMa. Zobaczymy, ale brakowało tutaj Hallowaya, serio.

Komentatorzy - Chyba najlepsi komentatorzy, jak do tej pory. Nie wiem, czy Carni pisał razem z Bryxem, czy Bryx tak dobrze oddał Lopeza, ale to był w końcu gość, który miał dobrze oddany charakter. Lopez fajnie zyskuje na tym, że się tutaj pojawił, przy okazji parę ładnych szpilek wbił w swoim stylu. Co prawda dalej jest to po prostu przejście przez kartę, które uważam, że jest zbędne, ale pierwszy raz daję plusik, bo podobał mi się Lopez.

Cavazos i Blaze - ogólnie co Wam powiem, to, że podczas pisania strasznie kurwiłem, że gram face'em, albo że Cavazos nie gra helem, bo Jorge tak się tutaj wystawiał, że byłaby po prostu strzelanina, a Meksykanin odbijałby się od ścian od lirycznej chłosty. Bardzo się wystawiał i bardzo, bardzo musiałem się gryźć w język, żeby jednak wyjść jako face z krwi i kości. Ogólnie to przyznam szczerze, że już teraz zaczynam poważnie odczuwać trudy braku jakiegokolwiek programu i zestawienia z samymi face'ami. Mega zazdroszczę Rybackowi i Riddle'owi, że już na tym etapie mają program i to jest takie cholerne ułatwienie, tyle koloru dodaje, a jak będzie uławiać BS przed PPV. Uuuuu, nie myślałem o tym wcześniej, ale ta dwójka to będzie miała taki handicap, że nie nieironicznie miło byłoby to jakoś wyrównać xD No tutaj było ciężko, bo znowu dwóch face'ów, starałem się ostrzej, ale z drugim face'em, który mi jeszcze nic nie zrobił to nie ma co, a znowu z drugiej strony ile można gadać tylko o turnieju bez żadnego kontekstu storyline'owego, zwłaszcza jak oni nie mają ze sobą żadnej przeszłości. Dajcie już tego Lopeza po PPV, bo potrzebuję go jak tlenu. Żebyście mi nie wpadli na genialny pomysł rozdzielenia ich przy podziale na dwa brandy, bo Kenneth z pasem już będzie miał rywala w postaci Rybacka, a ja czekam od pierwszej gali na tego Lopeza.

ET - Uszczelka to jest taki kozak, a tak przyjemnie mi się jego waleczkę pisało z Dickinsonem, że to słowa nie oddadzą. Autentycznie podziwiam, jak od samego początku każda wypowiedź Zbyszka jest odpowiednio wyważona. Jak on balansuje między tymi błędami językowymi, walaszkizmami, a przy okazji pcha dyskusje do przodu i nie wychodzi to na siłę, tylko totalnie naturalnie. No mega płynnie przez to się leci. No i tutaj muszę też mega pochwalić Butlę, chłop co progres zaliczył. Od razu jest dynamiczniej, nie rozwleka tak tych wypowiedzi, a dalej dobrze odgrywa swoją rolę. Mega propsy za to. I o ile Uszczelka zawsze dowozi, tak tutaj chyba najlepszy segment do tej pory w wykonaniu Butelki. Steele spoko, tak jak myślałem, heel turn dobrze mu robi. Od razu jakoś bardziej klimatycznie i lepiej czuję postać. Escobar dobrze wtóruje, coś czuję, że to się jeszcze pociągnie dalej. Tylko jedna uwaga do Escobara. Do kogo on to mówi po hiszpańsku? Do Polaków, którzy go nie zrozumieją? Czy do Steele'ego, który też Hiszpanem nie jest? Rozumiem wstawki z hiszpańskiego dla podkreślenia gimmicku, ale to w innych, bardziej logicznych miejscach. I najlepiej żeby to były pojedyncze słówka, które powinny być łatwe do zrozumienia, a nie, że całe zdanie trzeba w translator wrzucać. Ogólnie jak najbardziej na plus segment, fajne, miłe i przyjemne to było, a jeszcze mamy zaczątek do story, coś pięknego.

Pazur i Mantel - No i od razu się przyczepię znowu do tego hiszpańskiego. Nie dość, że jest tego dużo i często trzeba to sprawdzać, to jeszcze jest w sumie źle użyte. To jest bardzo kuszące, żeby używać tych hiszpańskich wstawek, bo to przecież takie łatwe sprawdzić sobie coś w tłumaczu i wrzucić, żeby wysycić to klimatem. Ale jest pułapka, że źle się coś sprawdzi. Jak mówi o młodych oobach to na pewno nie powinien mówić senora, tylko senorita, bo senora dotyczy bezpośrednio starszych kobiet. Do chłopców też senor nie bardzo pasuje. Tutaj wywiad informacyjny niestety zawiódł. Do pojawienia się Mantela to jest po prostu poprawne, chociaż też wkradły się błędy, to zdanie o szacunku jakoś nie bardzo brzmi po polsku. Ale poprawne i tyle, na pewno jak dostanie partnera to będzie łatwiej. Uważałbym przede wszystkim na ten hiszpański. Derrick jak heelowo wjeżdża. I bardzo dobrze, serio uważam, że powinien iść w tą stronę i dobrze mu to zrobi. Całkiem zgrabna ta jego wypowiedź, ożywia od razu ten segment i jest fajnym kontrastem do Pazura. No i Pazur od razu lepiej, ale serio prośba, bez takich kloców po hiszpańsku. Tak teraz na poważnie, jak mówimy o face'owych postaciach w wwe, pomijając takiego Andrade, który tyle czasu jest w USA i dalej się nie nauczył po angielsku, to widzicie żeby oni aż tyle po hiszpańsku biadolili? No nie, bo nikt tego nie zrozumie. Tutaj to sobie jeszcze zgooglasz, ale jak IRL ktoś Ci tak zajedzie, to po prostu równie dobrze można nic nie mówić, jak mają Cię nie zrozumieć. U Heela jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo tym się wtedy można bawić. Ale u face'a tak nie może być. Ale no Mantel tutaj mocno poleciał, jest duży progres względem poprzedniej gali. No muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Oby to dalej szło w tym kierunku. Segmencik na pewno na plus, lepiej pokazał się Mantel, a Pazur na razie po prostu ok. Jak ogarnie hiszpański i dostanie program to może być tylko lepiej.

Elias - dobra, dokonam teraz poważnej i rzetelnej oceny tego segmentu skupiając się na jego wadach i zaletach - "xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD" No skisłem srogo xD Jak ja dziękuję, że Elias wpadł w dobre ręce, bo to jest teraz taka postać, jak ją widziałem od początku i dowozi. Oj, jak on dowozi. Zajebisty taki przerywnik komediowy na gali, przy okazji IRL by mogło w sumie przyciągnąć tik tokową widownię, to serio jest spoko kierunek. Jak dla mnie na pewno na plus, mam nadzieję, że jeszcze jakoś podkurwi Brutala na gali xD

Dolnick i Tautu - szkoda, że dwa komediowe segi są jeden po drugim, ale to uwaga do HB, że można to lepiej przemyśleć przy sklejaniu, a nie do autora, bo na to wpływu nie miał. Grubas jak to grubas, wypada śmiesznie, fajtłapowato i jeszcze elegancko się tłumaczy z porażki. Jak tylko Tautu wspomniał o mokrych suchych włosach to wiedziałem, w którą stronę to zmierza xD Totalnie widzę tego Dolnicka, który stoi i niedowierza co się właśnie stało. Mega doceniam wstawkę, że się tak naprawdę nie rumieni, bo nie jestem prawdziwym Ransomem. Coś pięknego. Zgrabnie to napisane, lekko przez to przeszedłem, chociaż mam wrażenie, że Dolnick solo ma lepszy vibe niż z podróbą Ransoma (albo po prostu już kiedyś czytałem bardzo podobny segment, tylko, że z oryginałem), ale tak czy inaczej było to spoko, przyjemny punkt gali i jest na plus.

Dickinson i Uszczelka - Dickinson w końcu z przeciwnikiem, najwyższy czas. To, co od niego dostaliśmy do tej pory, było świetne, ale przed samym PPV warto było pójść o krok dalej. Zaczyna tutaj bardzo elegancko, bardzo smacznie, od razu z lekkim przekąsem, fajnie. Ale Uszczelka co dobrze odpowiada, powtórzę się i jeszcze raz podkreślę, jak bardzo dobrze te jego wypowiedzi są wyważone. I ta lokomotywa wyciągnięta, ale to siadło. No i Dickinson trzyma poziom, bardzo fajna ta odpowiedź Tuwimem, ta końcówka też bardzo zgrabnie ujęta. Zbyszek króciutko tam leci, prosto, ale bardzo gimmickowo. Mega mi się podobał ten segment, zdecydowanie na plus i na pewno topka gali. I nieironicznie będę rozpaczać, że jeden z nich odpadnie, bo uwielbiam obie postacie i naprawdę zawsze dowożą. Brawo Panowie.
Edit: Ej, kurwa. Bo teraz jak przeczytałem co się działo po walce... to Edgar z losem Butli, hehe, pił do tego, że jest menelem, czy on kurwa już nawiązywał do Escobara i Steele'ego, bo mimo tego, że my jeszcze nie wiedzieliśmy, to on już wiedział, bo jest pierdolonym narratorem? Ale mi teraz rozkminę daliście, o jaaaaa. Człowieku, to jest jeszcze lepsze niż myślałem. Mówiłem już, że uwielbiam postać Dickinsona i to, jak ją zbudował?

Brawl - ciekawe czy zastawili na Butlę zasieki. Nie wiem czy wiecie, ale najlepszym sposobem na meneli są właśnie zasieki. Stawiasz sobie takie, smarujesz tanim winem jako wabik i wystarczy poczekać. A już tak na poważnie to bardzo fajnie rozpisany Brawl. Brutalny, bardzo brutalny, Escobar i Steele wychodzą na totalnych chujków, za to Uszczelka tak mocno tutaj został pokazany, że ja pierdole. Szczerze to nawet nie wiem czy nie za mocno. Bo on dopiero co obskoczył wpierdol, przyjął finisher i został czysto odliczony do 3, a tutaj w sumie radzi sobie 2 vs 1. Rozumiem, że na wkurwie, ale chyba i tak za mocno. Myślę, że jakby ochrona ich za pierwszym razem powstrzymała to by też było git, a może nawet realistyczniej. Ale tak czy inaczej dobry brawl. Na bardzo duży plus. Fajnie, że to prowadzi to starcia na PPV, tylko ten RVD... on to chyba lubi sobie pluć do ryja sam. Nie mają się bić do PPV, bo mają się bić na PPV. Więc mają zakaz bicia się przed... pod groźbą braku występu? Come on... Zbychu to ma raczej wyjebane czy to rozwiążę w ringu, czy tutaj przy użyciu klucza francuskiego, on chce ich rozjebać za to co zrobili. Co to za kara? A z kolei jak to ma odstraszyć cipo heeli? Przecież dla nich w to graj, złamać zakaz, wygrać na zapleczu 2 vs 1 i jeszcze uniknąć uczciwej konfrontacji? Rob, Rob, Rob... Ty to chyba lubisz xD Trzeba było chociaż Zbyszka postraszyć, że jak złamie zakaz to będzie musiał cieniutką blachę spawać spawarką elektrodową.

LS - Uuuu. Uuuuu, kolega. Czaisz, jakby tak przyjechał do hotelu Gołębiewski, do najdroższego apartamentu, a tam klima nie działa w najgorętszy weekend w historii Polski, żółta woda ze szlamem w wannie i jeszcze płacił 3 stówy za room service? Skandal jak chuj. Ja bym się ubiegał o reklamację i zwrot środków. Ogólnie to poprawne promo ze strony Lorda Sebastiena, tylko zastanawiam się, czy w ogóle było potrzebne? Mam trochę wrażenie, że dano mu je totalnie na siłę, żeby po prostu jakkolwiek się pojawił. Bo to nic nie wnosi, on nie ma żadnego programu, żeby pchnęło fabułę do przodu, po prostu jest, bo jest. Fajnie, że możemy stanąć z boku, żeby obserwować, co się dzieje z boku :p to taki większy błąd, no i wkurzyło mnie, że nie dowiedzieliśmy się co się stało, że aż tak haniebnie został potraktowany. Żeby nie było, ma to klimat, sprawnie przeczytałem i jest spoko. Tylko tutaj pytanie do HB, czy było to serio potrzebne?

Brutal - W sumie to nie rozumiem, dlaczego on tak cholernie często wrzuca te zangielszczenia. Przecież my mamy domyślnie galę po angielsku. Rozumiem catchphrase po angielsku, bo ich tłumaczenie na polski często ssie, ale przecież on w każdym segmencie wtrąca coś po angielsku i to są normalne wyrażenia. Czyli w jakim języku on domyślnie mówi przez resztę czasu? No ale przechodząc do mięsa - sam motyw porwania spoko. Opis miejsc klasa, trzyma klimat, naprawdę bardzo doceniam. Brutal taką akcją bardzo dużo zyskuje. Tylko jak przechodzimy do gadania to już jest gorzej. Dlaczego on go porównuje do poety, jak to jest skibidi sigma rizzler z tik toka? W sensie, że Brutal chce tym podkreślić, że też jest odklejony? Ten motyw z przecięciem lin taki klasyczny, tylko mógł sobie odpuścić tą gadkę, że mu nic nie zrobi, bo chce go w ringu pokonać, to by bardziej zbudowało napięcie. A tak to w sumie napięcie padło i już wiedzieliśmy, że przecież mu nic nie zrobi. Trochę się zawiodłem, liczyłem, że tutaj wyjdzie ta cała extremania Brutala, a w sumie wyszło na to, że po prostu ma klimatyczną miejscówkę, a jego miłość do Hardcore'u sprowadza się do tego, że nie rusza kilka otarć drutem kolczastym. Run to jest zajebane od Wyatta po prostu, czy to kolejny przejaw angielskich wstawek, których nie powinno być? Ta ostatnia wypowiedź Brutala najlepsza zdecydowanie, tutaj najbardziej czułem Brutala, który już się ekscytuje na myśl o walce hardcore'owej. Oni ogólnie to do siebie pasują, bo Brutal się tutaj spuszcza, jak to Elias nie wie, w co się wpakował, a z tego co pamiętam to on miał w gimmick wpisane, że lubi cierpieć, więc to może być cudowne na PPV. Ehh, po ostatnim wywiadzie miałem większe oczekiwania. Tutaj sam pomysł na segment jest naprawdę spoko - za to największe propsy dla autora, klei się, jest potencjał, żeby tego Brutala pokazać jako naprawdę takiego sadystę, który kocha ból, jako tą wręcz ikonę hardcore'u. Mega dobrze to pokazuje, że Brutal jest zdolny absolutnie do wszystkiego i nie cofnie się przed niczym, jak ktoś mu zajdzie za skórę, to jest dla niego super. Tylko same teksty Brutala mi się nie kleją, poza tym ostatnim. Nie wiem, ciężko mi da plus za sam pomysł, ale też nie jest to na tyle złe, żeby dawać minus. Myślę, że będzie ocena neutralna, bo dobrze się to równoważy.

Mateusz i Halloway - liczę, że w którymś newsie dowiemy się, która to jego ulubiona oliwka, albo że stworzy własna markę oliwki, tak jak Ransom nawilżacza do włosów. Swoją drogą, to też by było dobre collabo z Wilgotniakiem. Derek zaczyna fajnie, to Mniej Więcej dobrze siadło... o kurwa, ale go zaorał na samym początku, Jezusie najsłodszy. Przecież to jest knock out w pierwszej rundzie. Ten tekst o łonie matki... Ty, no aż mi się szkoda Mateusza zrobiło xD Fajnie, że mamy najpierw zajawienie teorii spiskowych, widz już myśli, że wie czego się spodziewać, w jaką stronę to zmierza, a tu nagle jeb, atomówka znienacka. Mateusz odpowiada trochę nijako. Niby tam na koniec jest trochę gimmicku, ale ogólnie to mało w nim tego zadziornego kibola z Krakowa, chłop trochę daje sobie pluć w mordę i udaje, że deszcz pada. Tu był taki potencjał na podostrzenie maczetą... A Derek to go tak mieli w tym segmencie. Bardzo celnie, no i kocham ten zabieg z Może Wiesz. Coś pięknego. Ale Mateusz na taką pizdę tutaj wychodzi. Nie mogę znaleźć nic w necie, ale wiem, że na forum mamy ekspertów. Serio w Krakowie się mówi, że patologia moc czerpie z oliwki? Ale plot twist, tego się nie spodziewałem, że oni będą połączeni xD trochę się obawiam, na razie tego nie widzę, ale może Halloway to pociągnie, bo chłop tak dowozi na galach. Tutaj segment na mały plus, bo Hallowaya po prostu muszę docenić, chłop nim po prostu wytarł podłogę.

Dowson - Bardzo krótko i bardzo dużo przekleństw, jak na tak krótka formę. Dużo smaku to odbiera, no i totalnie tracą moc te przekleństwa przez to. No przyszedł dziad i ponarzekał. Znowu. Niby ma tak bardzo wywalone jajca, ale jednak chce walki na śmierć i życie, żeby polała się krew, no i żeby był tylko jeden zwycięzca, czyli w sumie tak jak zawsze na PPV w wrestlingu. Ciekawe jak się zestarzeją te słowa. Dobrze, że Dowson wystąpi na PPV, bo na razie mało walk, a trzeba to trochę urozmaicić. Szkoda, że to na razie nie idzie w stronę żadnego programu, bo wątpię, żeby ten open challange przyjął ktoś z aktywnych graczy, podejrzewam, że ściągną jakąś legendę, w stylu Ronalda McDonalda, żeby łatwo nabić sobie streak i dalej mieć paliwo do dziadowania. Ciężko mi to ocenić, bo naprawdę nie porywa, ale też nie ma jak porywać, bo chłop wyszedł po prostu rzucić open challange. Wyszło jak wyszło, nie wiem, czy nie byłoby lepiej, jakby skipnąć to na tej gali, wyszedłby sobie do ringu na samym PPV rzucić open challange i myślę, że wyszłoby to lepiej. Tutaj było to po prostu totalnie zbędne.

RVD - No i RVD wyszedł sobie ogłosić meczyk na PPV. Wyszedł, mało konkretów podał, ale mimo wszystko to ciekawy mecz, który powinien podbić ratingi. Bardzo lubię ten gimmick match, a nieznana stypulacja podnosi atrakcyjność. Już widzę, jak IRL w mediach społecznościowych ludzie by się przerzucali, co to będzie. No i teraz tak, moja teoria jest taka: Stypulacja to będzie walka o pas Windy. Uczestnikami tej walki będą zawodnicy, którym dobrze poszło w turnieju. Czyli ZSJ, Cavazos, McŁowicz, Brutal, Mantel i jeszcze ktoś, kto miał pecha do losowania, ale spoko wypadał na galach, np. Halloway. No i tutaj over idzie ZSJ. Jak dla mnie to jest mocne zestawienie, całkiem realny typ i mamy fajna walkę i od razu wyłonionych obu mistrzów.
Edit: No i kurwa chuj mi w dupę. Sprawdziłem sobie Uczestników i już wiem, że z jednym nie trafiłem xD ale i tak moim zdaniem idą po pas Windy xD

Lopez i RVD - Przede wszystkim to tutaj można zobaczyć jak można rzucić jedną kurwą, która dobrze podkreśli emocje :p Jose krótko, bez mydła, bez wazeliny, imo dobrze wybrnął z tej sytuacji. Nie chciał walczyć z byle kim, tylko od razu po pas, dostał pstryczka w nos, że dostawał galę po gali jobberów i teraz chce kogoś poważnego, żeby pokazać swój kunszt. Dobrze czuję tą irytację Jose, to jego poczucie wyższości. Powiedziałbym, że wyszło very nice, very evil. Uuuu, nie będzie komedii, ani żartu. Czyżby Taker? To by było coś, nie powiem. Ściągnąć taką legendę z emerytury, żeby zbudować Lopeza? Jestem za. Ogólnie to nie wiem, tak mi się to mega skojarzyło z Undertakerem, ale wątpię. Mogłem poczekać z typerem, rzuciłbym Takera xD ale nie będę się prosił o pozwolenie na edytowanie xD Jezu, ale ten RVD tajemniczy dzisiaj, a ile się pcha przed kamerę.

ZSJ i Riddle - Oj dobry, cholernie dobry segment. Tak płynnie mi się to czytało, że przeszedłem przez całość i dopiero biorę się za komentarz, a nie lecę na bieżąco. A to już jest dobry znak. Słusznie panowie dostali Main Event, bardzo słusznie. Zdecydowanie najlepszy segment na gali. Podoba mi się, że Zack obrał sobie konkretną narrację w co chce strzelać i trzyma się tego od początku do końca. Jednocześnie bardzo, ale to bardzo mi się podoba, że chłop zaczyna mówić o rodzinie, to wjeżdża na psychę, dotyka bardziej personalnie, a jednocześnie nie ciśnie bezpośrednio po nich. Bardzo heelowe i bardzo dobre. Smacznie to wyszło. Ale Kenny też bardzo ładnie poleciał. Bardzo celnie się bronił, bardzo dużo luzu u niego widać. Ta końcówka mega, wszystko się bardzo ładnie spięło. Zack próbował go pokazać jako hipokrytę i samoluba, ale się nie dał. Duży kontrast między zawodnikami, świetnie to zostało przedstawione. Heel wyszedł heelowo, face wyszedł face'owo. Tak jak powinno być. Fajnie to podgrzało przed samą walką, naprawdę dobra robota.

Znowu RVD - No i imo zupełnie niepotrzebny ten RVD. Mógł to zrobić przed samym Main Eventem PPV, fajnie by było postawić to przed ringiem, przy rampie, tak, żeby każdy zawodnik mógł wręcz dotknąć pasa, jak będzie wchodzić do ringu. Tutaj to niepotrzebnie przedłużyło galę po prostu, mogli chociaż stare downem zakończyć. Widzę, że Roby mają coś w sobie, że lubią przedłużać gale xD

Podsumowanie - Tak na gorąco to za dużo najebało tego RVD. Już pod koniec gali to miałem wrażenie, że był w każdym segmencie i zaraz mi chłop z lodówki wyskoczy. Mmmm, lodówki, sam bym chciał tam wejść. Ogólnie moim zdaniem gala gorsza niż poprzednia. Co prawda część osób utrzymała poziom, część go nawet podniosła, ale było więcej słabych, albo nie do końca przemyślanych momentów. Mimo wszystko nie była zła, bo było więcej super momentów, niż na poprzedniej. Poprzednia po prostu była bardzo równa. Ale nie powiem, spełniła swoje zadanie, narobiła mi apetytu na PPV.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
29.06.2026, 09:55
#7
ET: 17 talerzy z jedzeniem XDDDDD Ileż to nagranie musiałoby trwać. Ja nie wiem, ale tak mi się jakoś ten Ryback gryzie. Nie mam przekonania jakiegoś do tej postaci, jest głodny i wkurwiony. To takie dosyć proste. No McŁowicz tutaj rozsmarowuje rozmówcę jak chce po prostu. Chociaż ta ostatnia kwestia niezła z tymi porównaniami do kuchni i feed me morom niezłe. Chociaż i tak uważam, że Rob tutaj świetnie to rozegrał.

RVD: oho, poszukiwane GMa na drugi brand? Zobaczymy, zobaczymy. 

Komentatorzy: o, Lopeza się tutaj nie spodziewałem. Ivi Lopez XD. No co, przyjemnie się to czytało.


Segment Axela i Jorge: fajne są te hiszpańskie wstawki, to podkreśla charakter tego zawodnika. No i co, spoko wypowiedź, zestawienie dotychczasowych walk z szacunkiem itp. Ładne. Dobrze to wygląda, dwóch Faceów, z szacunkiem, jednak również z pewnością siebie. Bardzo dobra ta wypowiedź Blaze’a. No ta druga wypowiedź Lopeza lepsza od pierwszej. Jest o co walczyć, więc dają panowie z siebie wszystko. Axel pokazuje gęsią skórkę, jeszcze brakuje, żeby klepał się po przedramieniu jak The Rock (o matko). Bardzo fajny segment, niezwykle wyrównany, chociaż ze względu na tą pierwszą wypowiedź szalę przechylam na stronę Axela. Naprawdę dobra robota, panowie. Super, że wasza dwójka jest w półfinale. No i jeszcze Blaze wygrał, według mnie zasłużenie.

ET Uszczelkowo Butlowe i Steelowo Escobarowe: Mydełko Fa, najlepsza piosenka dla fachowców XD. Już myślałem, że delikatnie jak z kobietą czy coś, bo to podobne do fachowca taki tekst. Kurwa takie ciśnienie z hydrantu to by go chyba w kosmos wyjebalo. Aaa to taki bogaty dzieciak, nie pomyślałem w pierwszej chwili, że to chodziło o Steela, przysięgam XD. Escobar ściągnął w złą drogę Prestona. Taki pozer się zaczyna z niego robić jakim nigdy nie chciał zostać, bo jednak brzydzi go to bogactwo. Oho, chyba feud tag teamowy się szykuje. Bardzo dobry segment, bawiłem się świetnie.

Wywiad Kota i jeszcze ten normalny koleś wpadł: ależ ja uwielbiam to tłumaczenie na Safari. Zaznaczam tekst, daję tłumacz i hiszpański nie jest mi już straszny! Ładny ten pierwszy tekst, taki typowy babyface, który uwielbia dzieciaki. Drugi też to podkreśla. Jakoś zeszłotygodniowe wystąpienie bardziej mi się podobało. Oho, a kto to przyszedł, pan maruda.  O tym kocie mówi, że chyba leków zapomniał, a do Halloway’a nie miał w ogóle takich tekstów chociaż na pewno jest bardziej odklejony. No i tak odpowiedź Kota zdecydowanie lepsza, niż poprzednie wypowiedzi w wywiadzie. Ogólnie ten segment nie jest o niczym, jednak nie porwał mnie jakoś bardzo. Fajny, aczkolwiek tylko tyle w zasadzie.

Walka: ależ Mateusz dostaje oklep z tygodnia na tydzień, matko kochana. Mimo wszystko ciekawa ta postać Kota, będę mu się na pewno przyglądał.


VP part 1: nie wiem kto teraz pisze tego Eliasa, ale to jest złoto XD. Komediowy majstersztyk. Ta piosenka naprawdę wymiata XD. O, ciekawe kto go porwał. Czy mógłby być to Brutalny Brutal? Czas pokaże. Może to jakiś kolega Majkela? Zobaczymy.

Pierdolik i Pilwell: Pyszalet, dobre XD. Śmiesznie by było, jakby Gemini załapało jednak słowo szalet i nauczyło naszego Jeana co to niby znaczy pyszałek, ale on znałby definicję szaletu w to miejsce. Ten dwa gimmicki pomieszał, zajebiste. Śmieszny segment, taki na rozluźnienie.

Dickson i Uszczelka: Jaki w ogóle przeciwieństwa. Dickson tutaj dzień dobry, maniery, kurtuazja, proszę pana, a Uszczelka jak od pługa oderwany XD Ale przeciwieństwa są spoko w wrestlingu. Taki dialog jak trochę w Wiedźminie 3, jak Geralt jest inteligentny i z chłopstwem rozmawia. Bardzo dobry segment. Podkreślenie charakteru obu postaci, krótki, ale treściwy segment. Ogólnie patrząc bardzo wyrównany. Oby więcej takich. No i zwycięstwo Edgara no cóż, obaj na to zasłużyli patrząc jakby tylko po tym segmencie.


Sytuacja po walce: o nie, zyga dostaje po pysku. Czyli jednak ciąg dalszy feudu. Mają szczęście, że poszli we dwóch, bo jakby było solo, to Butla by ich tam najebał. Jest odwet! Przybył wybawiciel uszczelniacz. Dobrze rozpisany brawl, brawo. I mamy RVD, dzisiaj to główna postać. No ale jest to w końcu GM, kto ma cokolwiek ogłaszać jeśli nie on? No i mamy starcie na naszym PPV. Super, może jakieś pasy TT też kiedyś wlecą, to przecież będzie drugi TT Match w historii naszej federacji, prekursorzy normalnie.

ETW: o, jest nasz ulubiony bążur, może to Trzaskowski tak naprawdę? Sól ziemi w innym języku jak to fajnie brzmi. Nie wiem czemu w innych językach to tak dobrze wygląda. Jakoś tak mi się podoba. Kolejne arystokratyczne promo, bardzo fajne, super sprawa.

Walka: no i jednak zwierzyna wygrała z kucharzem. Trudno, według mnie lepszy był Rob, ale gratulacje dla Rybacka. Też nie jestem w CT, więc to nie moja decyzja, piszę swoje odczucia.

VP cz.2: ooo, mamy kontynuację. A jednak to był Majkel. Kurwa z extremalnrgo gościa stał się psychopatą. Coś tam konkretnie odjebalo. Nie no, spoko się to czyta. W tle tego promo powinno być słychać takie niepokojące, ciągnące się motywy skrzypiec jak z horroru. Bardzo klimatyczny segment, ciekawe czy dalej też będą się powtarzać takie wstawki dotyczące Brutala jako takiego psychola. Bo do tej pory był po prostu extremalnym Bruralem, taki trochę Sandman itp. Ale tutaj ewidentna kontrola i w ogóle jakie to było mocne. Chociaż pewnie takie psychopatyczne wyskoki to tylko wtedy jak ktoś mocno zajdzie Majkelowi za skórę.  Prawdziwy Elias byłby chyba zadowolony z takiego Sega XD. Naprawdę fajnie się to czytało. 

Derek i Mateusz: z tygodnia na tydzień Mateusz robi widoczne postępy. Jeszcze daleka droga przed nim, ale warto obserwować tego pana.

Walka: wiadomka, typowy pojedynek na podbicie streaku. O matko, pobite gary na PPV. Już nie lepiej byłoby PPV na same pobite gary zrobić? XD

Emeryt na majku: nie wiem czy jestem takim ignorantem, ale naprawdę nigdy nie słyszałem o tym wyścigu w Indianapolis. Zblazowany wrestler po przejściach. Tylko tyle i aż tyle mogę powiedzieć po pierwszym wystąpieniu. Ależ badass wychodzi z Dowosna. Wydawało się, że będzie wypowiadał się elokwentnie, a tu jednak słychać jak widać bluzgi. Krótkie promo, konkretny przekaz, że będzie open challenge, ale nic ponad to. Doprawdy, nic porywającego.

RVD: kurde, w co drugim segmencie jest RVD XDDD. Jak nigdy do tej pory. O, to zapowiedź Ladder Matchu. Do tej pory ciekawi zawodnicy zostali ogłoszeni, zobaczymy jak to wszystko się rozegra. No i ciekawe co jest nagrodą.

Wynik walki: przewidywalny. Podkręca to streak Lopeza i umacnia ten feud.

Sytuacja po walce: jak to długa gala? Przecież ledwo na dwa posty XD. Ależ w ogóle to było długie zdanie, chociaż w miarę z sensem. Oho, Lopez się wkurwił tym ciągłym wrzucaniem go do takich walk. I znowu ten biedny RVD wyciągany jest do ringu, no nie posiedzi sobie chłop w swoim biurze. Lopez też ma zapowiedzianą walkę, jednak coś mi mówi, że jak RVD gada do niego, iż nie będzie to jakiś komediowy zawodnik, to i tak w chuja go robi i znowu podłoży mu kogoś takiego niepoważnego.

ZSJ i Riddle: jeszcze nie czytałem, ale już wiem, że to będzie dobry segment znając tych dwóch zawodników. Jaki prowokator z Sabre’a, ale dobrze XD. Podgrzane kulki Big Grin. Fajne nawiązanie do tego, że Zack Sabre walczył chyba w większości promocji i wie, że w Japonii wiedzą o Riddle’u itp. zajebiste to było. Szpileczka w Brutala z tym poddaniem, dobre, dobre XD. I Riddle nie dał się sprowokować, nawet zadbał o babcię Zacka i jeszcze pojechał przeciwnikowi. No ci zawodnicy to jest po prostu main event. Kamieniara mnie rozłożyła XDDDDDDDD. Już zapomniałem o tym jak było to jakiś czas temu wyszydzane, uśmiałem się teraz. Ależ go próbuje ugryźć Sabre, kąśliwe uwagi pewnie i tak nie ruszą Kennetha, ale dobre zaczepki. Świetny segment, najlepszy na tej gali. To pokazuje jakość, ZSJ próbuje podgryzać, a Kenneth się nie daje. Mocny seg i jeszcze na koniec z tym poddaniem, gdzie faktycznie zawarłem w walce te aspekty z obu stron.

ME: pisałem ja, miłej lektury jeśli komuś się chce. A jednak zwycięstwo Riddle’a, obaj na to równie zasłużyli jako postacie.

Sytuacja po me: no i jeszcze na domknięcie RVD jakby było mało XD. Zarówno otwiera, jak i zamyka galę. Pracowita noc za generalnym menadżerem. Prezentacja mistrzostwa, bardzo fajny smaczek na koniec. Wow, Ryback nie próbował zabić Riddle’a, szok. 

Podsumowanie: gala wyszła naprawdę dobrze. Były wzloty i upadki, ale już naprawdę dajecie panowie radę i czytając bawię się zazwyczaj bardzo dobrze czytając te nasze wspólne wypociny. Już za chwilę PPV, tak jak kiedyś pisałem, uwielbiam okres przy PPV, jednak czuć wagę tego wydarzenia.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 08:26 przez Zimny.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
29.06.2026, 09:55 #7
ET: 17 talerzy z jedzeniem XDDDDD Ileż to nagranie musiałoby trwać. Ja nie wiem, ale tak mi się jakoś ten Ryback gryzie. Nie mam przekonania jakiegoś do tej postaci, jest głodny i wkurwiony. To takie dosyć proste. No McŁowicz tutaj rozsmarowuje rozmówcę jak chce po prostu. Chociaż ta ostatnia kwestia niezła z tymi porównaniami do kuchni i feed me morom niezłe. Chociaż i tak uważam, że Rob tutaj świetnie to rozegrał.

RVD: oho, poszukiwane GMa na drugi brand? Zobaczymy, zobaczymy. 

Komentatorzy: o, Lopeza się tutaj nie spodziewałem. Ivi Lopez XD. No co, przyjemnie się to czytało.


Segment Axela i Jorge: fajne są te hiszpańskie wstawki, to podkreśla charakter tego zawodnika. No i co, spoko wypowiedź, zestawienie dotychczasowych walk z szacunkiem itp. Ładne. Dobrze to wygląda, dwóch Faceów, z szacunkiem, jednak również z pewnością siebie. Bardzo dobra ta wypowiedź Blaze’a. No ta druga wypowiedź Lopeza lepsza od pierwszej. Jest o co walczyć, więc dają panowie z siebie wszystko. Axel pokazuje gęsią skórkę, jeszcze brakuje, żeby klepał się po przedramieniu jak The Rock (o matko). Bardzo fajny segment, niezwykle wyrównany, chociaż ze względu na tą pierwszą wypowiedź szalę przechylam na stronę Axela. Naprawdę dobra robota, panowie. Super, że wasza dwójka jest w półfinale. No i jeszcze Blaze wygrał, według mnie zasłużenie.

ET Uszczelkowo Butlowe i Steelowo Escobarowe: Mydełko Fa, najlepsza piosenka dla fachowców XD. Już myślałem, że delikatnie jak z kobietą czy coś, bo to podobne do fachowca taki tekst. Kurwa takie ciśnienie z hydrantu to by go chyba w kosmos wyjebalo. Aaa to taki bogaty dzieciak, nie pomyślałem w pierwszej chwili, że to chodziło o Steela, przysięgam XD. Escobar ściągnął w złą drogę Prestona. Taki pozer się zaczyna z niego robić jakim nigdy nie chciał zostać, bo jednak brzydzi go to bogactwo. Oho, chyba feud tag teamowy się szykuje. Bardzo dobry segment, bawiłem się świetnie.

Wywiad Kota i jeszcze ten normalny koleś wpadł: ależ ja uwielbiam to tłumaczenie na Safari. Zaznaczam tekst, daję tłumacz i hiszpański nie jest mi już straszny! Ładny ten pierwszy tekst, taki typowy babyface, który uwielbia dzieciaki. Drugi też to podkreśla. Jakoś zeszłotygodniowe wystąpienie bardziej mi się podobało. Oho, a kto to przyszedł, pan maruda.  O tym kocie mówi, że chyba leków zapomniał, a do Halloway’a nie miał w ogóle takich tekstów chociaż na pewno jest bardziej odklejony. No i tak odpowiedź Kota zdecydowanie lepsza, niż poprzednie wypowiedzi w wywiadzie. Ogólnie ten segment nie jest o niczym, jednak nie porwał mnie jakoś bardzo. Fajny, aczkolwiek tylko tyle w zasadzie.

Walka: ależ Mateusz dostaje oklep z tygodnia na tydzień, matko kochana. Mimo wszystko ciekawa ta postać Kota, będę mu się na pewno przyglądał.


VP part 1: nie wiem kto teraz pisze tego Eliasa, ale to jest złoto XD. Komediowy majstersztyk. Ta piosenka naprawdę wymiata XD. O, ciekawe kto go porwał. Czy mógłby być to Brutalny Brutal? Czas pokaże. Może to jakiś kolega Majkela? Zobaczymy.

Pierdolik i Pilwell: Pyszalet, dobre XD. Śmiesznie by było, jakby Gemini załapało jednak słowo szalet i nauczyło naszego Jeana co to niby znaczy pyszałek, ale on znałby definicję szaletu w to miejsce. Ten dwa gimmicki pomieszał, zajebiste. Śmieszny segment, taki na rozluźnienie.

Dickson i Uszczelka: Jaki w ogóle przeciwieństwa. Dickson tutaj dzień dobry, maniery, kurtuazja, proszę pana, a Uszczelka jak od pługa oderwany XD Ale przeciwieństwa są spoko w wrestlingu. Taki dialog jak trochę w Wiedźminie 3, jak Geralt jest inteligentny i z chłopstwem rozmawia. Bardzo dobry segment. Podkreślenie charakteru obu postaci, krótki, ale treściwy segment. Ogólnie patrząc bardzo wyrównany. Oby więcej takich. No i zwycięstwo Edgara no cóż, obaj na to zasłużyli patrząc jakby tylko po tym segmencie.


Sytuacja po walce: o nie, zyga dostaje po pysku. Czyli jednak ciąg dalszy feudu. Mają szczęście, że poszli we dwóch, bo jakby było solo, to Butla by ich tam najebał. Jest odwet! Przybył wybawiciel uszczelniacz. Dobrze rozpisany brawl, brawo. I mamy RVD, dzisiaj to główna postać. No ale jest to w końcu GM, kto ma cokolwiek ogłaszać jeśli nie on? No i mamy starcie na naszym PPV. Super, może jakieś pasy TT też kiedyś wlecą, to przecież będzie drugi TT Match w historii naszej federacji, prekursorzy normalnie.

ETW: o, jest nasz ulubiony bążur, może to Trzaskowski tak naprawdę? Sól ziemi w innym języku jak to fajnie brzmi. Nie wiem czemu w innych językach to tak dobrze wygląda. Jakoś tak mi się podoba. Kolejne arystokratyczne promo, bardzo fajne, super sprawa.

Walka: no i jednak zwierzyna wygrała z kucharzem. Trudno, według mnie lepszy był Rob, ale gratulacje dla Rybacka. Też nie jestem w CT, więc to nie moja decyzja, piszę swoje odczucia.

VP cz.2: ooo, mamy kontynuację. A jednak to był Majkel. Kurwa z extremalnrgo gościa stał się psychopatą. Coś tam konkretnie odjebalo. Nie no, spoko się to czyta. W tle tego promo powinno być słychać takie niepokojące, ciągnące się motywy skrzypiec jak z horroru. Bardzo klimatyczny segment, ciekawe czy dalej też będą się powtarzać takie wstawki dotyczące Brutala jako takiego psychola. Bo do tej pory był po prostu extremalnym Bruralem, taki trochę Sandman itp. Ale tutaj ewidentna kontrola i w ogóle jakie to było mocne. Chociaż pewnie takie psychopatyczne wyskoki to tylko wtedy jak ktoś mocno zajdzie Majkelowi za skórę.  Prawdziwy Elias byłby chyba zadowolony z takiego Sega XD. Naprawdę fajnie się to czytało. 

Derek i Mateusz: z tygodnia na tydzień Mateusz robi widoczne postępy. Jeszcze daleka droga przed nim, ale warto obserwować tego pana.

Walka: wiadomka, typowy pojedynek na podbicie streaku. O matko, pobite gary na PPV. Już nie lepiej byłoby PPV na same pobite gary zrobić? XD

Emeryt na majku: nie wiem czy jestem takim ignorantem, ale naprawdę nigdy nie słyszałem o tym wyścigu w Indianapolis. Zblazowany wrestler po przejściach. Tylko tyle i aż tyle mogę powiedzieć po pierwszym wystąpieniu. Ależ badass wychodzi z Dowosna. Wydawało się, że będzie wypowiadał się elokwentnie, a tu jednak słychać jak widać bluzgi. Krótkie promo, konkretny przekaz, że będzie open challenge, ale nic ponad to. Doprawdy, nic porywającego.

RVD: kurde, w co drugim segmencie jest RVD XDDD. Jak nigdy do tej pory. O, to zapowiedź Ladder Matchu. Do tej pory ciekawi zawodnicy zostali ogłoszeni, zobaczymy jak to wszystko się rozegra. No i ciekawe co jest nagrodą.

Wynik walki: przewidywalny. Podkręca to streak Lopeza i umacnia ten feud.

Sytuacja po walce: jak to długa gala? Przecież ledwo na dwa posty XD. Ależ w ogóle to było długie zdanie, chociaż w miarę z sensem. Oho, Lopez się wkurwił tym ciągłym wrzucaniem go do takich walk. I znowu ten biedny RVD wyciągany jest do ringu, no nie posiedzi sobie chłop w swoim biurze. Lopez też ma zapowiedzianą walkę, jednak coś mi mówi, że jak RVD gada do niego, iż nie będzie to jakiś komediowy zawodnik, to i tak w chuja go robi i znowu podłoży mu kogoś takiego niepoważnego.

ZSJ i Riddle: jeszcze nie czytałem, ale już wiem, że to będzie dobry segment znając tych dwóch zawodników. Jaki prowokator z Sabre’a, ale dobrze XD. Podgrzane kulki Big Grin. Fajne nawiązanie do tego, że Zack Sabre walczył chyba w większości promocji i wie, że w Japonii wiedzą o Riddle’u itp. zajebiste to było. Szpileczka w Brutala z tym poddaniem, dobre, dobre XD. I Riddle nie dał się sprowokować, nawet zadbał o babcię Zacka i jeszcze pojechał przeciwnikowi. No ci zawodnicy to jest po prostu main event. Kamieniara mnie rozłożyła XDDDDDDDD. Już zapomniałem o tym jak było to jakiś czas temu wyszydzane, uśmiałem się teraz. Ależ go próbuje ugryźć Sabre, kąśliwe uwagi pewnie i tak nie ruszą Kennetha, ale dobre zaczepki. Świetny segment, najlepszy na tej gali. To pokazuje jakość, ZSJ próbuje podgryzać, a Kenneth się nie daje. Mocny seg i jeszcze na koniec z tym poddaniem, gdzie faktycznie zawarłem w walce te aspekty z obu stron.

ME: pisałem ja, miłej lektury jeśli komuś się chce. A jednak zwycięstwo Riddle’a, obaj na to równie zasłużyli jako postacie.

Sytuacja po me: no i jeszcze na domknięcie RVD jakby było mało XD. Zarówno otwiera, jak i zamyka galę. Pracowita noc za generalnym menadżerem. Prezentacja mistrzostwa, bardzo fajny smaczek na koniec. Wow, Ryback nie próbował zabić Riddle’a, szok. 

Podsumowanie: gala wyszła naprawdę dobrze. Były wzloty i upadki, ale już naprawdę dajecie panowie radę i czytając bawię się zazwyczaj bardzo dobrze czytając te nasze wspólne wypociny. Już za chwilę PPV, tak jak kiedyś pisałem, uwielbiam okres przy PPV, jednak czuć wagę tego wydarzenia.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 08:26 przez Zimny.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
01.07.2026, 17:43
#8
Uhh, dobra, lecimy. Tak jak pisałem w komentarzu do karty PPV - oczywiście wypadło na tydzień, w którym czasu mam jak na lekarstwo. Także z góry przepraszam, że prawdopodobnie ten komentarz nie będzie tak wypchany treścią, jak zwyczajowo. Nie chcę z drugiej strony nikogo przetrzymywać, bo wiem, że każdy lubi feedback.

ET
Już widzę ten obrazek, jak Ryback opierdala siedemnaście talerzy, a potem jakby nigdy nic zaczyna sobie gadać z Robem XD No Ryback tak nam trochę tutaj kozaczy, chociaż próbował coś z porównaniami żeby nie wyszło zbyt prostacko. No i Rob chyba po raz pierwszy odpowiedział całą kwestią bez przesadnych nawiązań do kulinariów! Oczywiście poza tym, że generalnie znajdujemy się w sytuacji jedzeniowej. Ciekawie to wyszło i przez moment miałem wrażenie, że czytam kwestię kogoś innego Big Grin Cholera, ta kolejna odpowiedź Rybacka na początku mnie odrzuciła, bo zapowiadała się ultra prostacko XD Ale się rozkręciło, fajne teksty według mnie. McŁowicz super odpowiedział tym tekstem o rzeźniku bez fachu i wywalczeniu sobie miejsca przy stole. Uważam, że całkiem równo tutaj idą panowie. Zresztą w pozostałych wypowiedziach ten kierunek został utrzymany. Podobał mi się ten segment, nie jestem w stanie wskazać jednoznacznie, kto pokazał się lepiej. Na pewno Rob zyskał sporo na odejściu od kulinarnych porównań co dwa zdania, ale Ryback nie odstawał od niego i kilka dobrych docinek zmieścił.

RVD
Trudno tutaj o ocenę, ale na pewno zwróciło to moją uwagę. Czy RVD mówił o GM'ie do nowego brandu? A może raczej o jakiegoś rodzaju enforcerze, skoro chodzi mu o zabezpieczenie federacji i rozmawianie z trudnymi ludźmi? Na pewno w pierwszych czterech tygodniach nasz GM miał styczność z kilkoma takimi ananasami - Allan Hill na przykład. Czekamy, co z tego będzie!

Komentatorzy
Lopez wprowadził tutaj masę świeżości, pociągnął też ze sobą jakością Tomka i Michaela. Strzały padły w wielu kierunkach ze strony Jose, a pozostała dwójka zgrabnie wykorzystała obecność gościnnego komentatora dużo bardziej z wnętrza federacji. Przyjemnie mi się to czytało.

Cavazos i Blaze
Całościowo Cavazos sporo stracił w moich oczach na tym, że pierwszą wypowiedź zmarnował w 90% na wspominanie tego, co doprowadziło go do tego etapu. Niestety tutaj trzeba było podejść do sprawy bardziej ofensywnie, bo jak wszedł Blaze, to miał dużo łatwiej zarówno przez fakt, że nie zaczynał, ale też dlatego, że Jorge w zasadzie niczym go nie ruszył. Oczywiście z perspektywy obu panów doceniam trzymanie się bycia face'em, ale mam wrażenie, że Axel mógłby tutaj postrzelać ostro do Cavazosa, gdyby tylko chciał. Cavazos postanowił trzymać się w tych słodkich ryzach i to mocno wpłynęło na cały segment. Specyficznie to wyszło, bo niewiele tutaj zbudowano napięcia. Myślę, że to kwestia zestawienia, ale i tak zwracam na to uwagę. No i Axel przechodzi do finału. Przed tym starciem to Cavazos musiał się postawić faworytowi. Po powyższym segmencie nie uważam, aby podołał, dlatego Axel przechodzi do F4W bez cienia wątpliwości.

Uszczelka i Butla oraz Steele i Escobar
Chryste oczywiście, że Uszczelka ma taki dzwonek do telefonu XD Bardzo doceniam, jak zawsze zresztą w przypadku tego duetu, dbałość o szczegóły. Wielu, w tym ja, może się uczyć od nich, jak budować scenę. Czapki z głów. "Ten krewny, co na tirach się rozkraczał" XDDD No przepraszam, ten komentarz mógłby się w całości składać z wklejania cytatów i dopisywania moich reakcji. Świetna robota. No ale jednak hydrant ich pokonał, to co dopiero będzie, jak staną naprzeciwko Steele'a i Escobara? No Preston się ewidentnie odpalił do biednych "szpecjalistów" i będziemy mieli z tego awanturę. Takie losowe zdarzenie na rozpoczęcie feudu, ale czy złe? Absolutnie nie!

El Garra De Gato i Mantel
Nie będę tutaj oryginalny niestety, bo również wskażę na zbyt dużą liczbę hiszpańskich wstawek. Porównajcie sobie z Cavazosem, który również ma takie momenty, ale zwykle są to takie bardzo popularne sformułowania, które każdy kojarzy lub ogarnie z kontekstu. Troszeczkę tego za dużo, chociaż rozumiem, że ten zabieg ma nadać postaci charakteru. Spokojnie, wystarczy jej go z racji samego gimmicku kociarza Big Grin Mantel jest na wznoszącej, ewidentnie! Ładnie tutaj wjechał na De Gato i cieszę się, że tak to wygląda. Kociarz w swojej odpowiedzi tez już miał na czym pracować, więc podniósł poziom, ale mimo wszystko to Derrick wygrał tę potyczkę. Nie było źle, ale może być lepiej. Tak czy siak good job! No i Koci Luchador słusznie wygrywa w debiucie. Szkoda tylko Mateusza ponownie XD

Shadow
XDDDDDD fantastycznym zrządzeniem losu była dezercja Eliasa, bo dzięki temu możemy być uraczeni takim cudownym contentem. Jestem prawie pewien, że był to Brutal.

Dolnick i Tausom
Pierwsze kilka literek mógłbym bezpośrednio przekleić z komentarza do poprzedniego fragmentu gali, ale tutaj postaram się mimo wszystko bardziej, bo i dostałem bardzo przyjemny kawałek rozrywki. Kurcze, muszę przyznać, że o wieeeele łatwiej by mi się czytało perypetie Dolnicka i spółki, gdybym pamiętał wydarzenia z przeszłości. Mocno ubolewam, że tak nie jest w 100%. Jean tutaj oczywiście dał najlepsze, co ma, czyli głupotki, ale chciałbym też jak zawsze docenić didaskalia. Ubawiłem się przy tym segmencie!

Edgar i Uszczelka
Totalne zderzenie kontrastów i uważam, że wyszło bardzo solidnie! Edgar w swoim stylu, umniejszył trochę Zbychowi, ale bez przesady. Ten z kolei idealnie wybrał ton dla swojej odpowiedzi. Wyobrażam sobie, że w rzeczywistości ten segment miałby charakter nieco komediowy, bo jednak trudno by było się nie uśmiechnąć na widok takiego zestawienia, ale to żadna uwaga do piszących. Wywiązali się wzorowo ze swojej roli. Ah no i "jak z panem skończę to będziesz pan połamany chłop" skradło me serce Big Grin Edgar zgodnie z moimi przewidywaniami wygrywa, ale cieszy mnie to, że obaj panowie mają tutaj jasny kierunek - mam na myśli sytuację po walce. Miejsce Edgara jest w górnej części karty, a Zbyszek ma jeszcze sporo do zrobienia w drużynie.

LSDM
Duży plus za wykorzystanie newsów do podbudowania narracji. Tak naprawdę krótki wpis tam pozwolił nam z miejsca do czegoś nawiązać podczas gali i Lord Sebastien fajnie to wykorzystał. To się zawsze ceni. Jednak całościowo to promo nie miało jasno wyznaczonego kierunku, więc tyle dobrze, że sama sytuacja była solidnie zbudowana. Z perspektywy piszącego musiało to być trudne zadanie, bo w sumie nie osiągnęliśmy niczego tym segmentem, mimo że był on w porządku. Taki paradoks trochę.

[b]Brutal[/b]
Dobra, tak jak sądziłem, to Brutal zawinął naszego cienistego przyjaciela. Podobał mi się ten segment. Michał zrobił super robotę zarówno w kwestii opisów, jak i samej treści wypowiedzi. Wiadomo, trochę to taka solówka, a nie współpraca z drugą osobą, ale jak się nie ma co się lubi, to się klepie Eliasa Shadowa. Czekam na ten Extreme Rules Match, bo też na pewno będzie fajnie zrobiony. A później chciałbym zobaczyć Brutala w jakimś dobrym programie, bo te kilka porażek, które przyjął na dzień dobry, nie oddają jego pozycji według mnie.

MateuszMW i Halloway[b]
"
[/b]Mniej Więcej" XD Nie no tutaj Derek błyszczy cały czas, Mateusz nie ma kompletnie podjazdu choćby nie wiem, co robił. Ogromna różnica poziomów, a szkoda, bo chciałbym zobaczyć Mateusza na w miarę równym poziomie z Derekiem. Na pewno byłoby to ciekawe. No cóż, musimy się zadowolić demolką w wykonaniu naszego ulubionego miłośnika teorii spiskowych... tzn. poszukiwacza prawdy. Ale to nie jest coś, na co zamierzam narzekać <3

[b]Dowson[/b]
To już drugi raz podczas tej gali, gdy ktoś nawiązuje do Indianapolis jako miejsca, w którym odbywa się Indy 500. Miałem zamiar to zrobić też w swoim segmencie, także cieszę się, że tego nie zrobiłem XD Oczywiście to nic nie znaczy, bo nie znamy swoich kwestii przed galą. Takie luźne spostrzeżenie. Dan już ewidentnie ma dosyć pisania do ściany. No na jego szczęście na PPV się to skończy. Myślę, że wszyscy czekamy, bo taki narzekacz mocno traci, gdy jego frustracja nie ma okazji trafić w kogoś innego. Zobaczymy, kto odpowie na Open Challenge.

[b]RVD[/b]
Krótka, ale treściwa zapowiedź. Na temat samego pomysłu wdrożenia wieloosobowego Ladder Matchu na PPV wypowiedziałem się już w kilku słowach w komentarzu do karty, więc raczej nie będę się powtarzał. Generalnie uważam to za dobry ruch, a i sposób ogłoszenia tego przez GM'a nie pozostawia pola do narzekania.

[b]Lopezzo i spółka[/b]
Wyjątkowa to była walka, oj muszę przyznać z uśmiechem XD To, ile tutaj było cudownych fragmentów... ta walka w całości może trafić do złotych cytatów LPW. Oczywiście Jose musiał to wygrać, bo jego oponenci mają to generalnie w zwyczaju, że nie wygrywają zbyt często. Ja generalnie dalej nie wiem, czy podczas PPV nie zobaczymy ofensywy trzech na jednego i to będzie kontynuacja, przynajmniej na moment, tej wesołej telenoweli. Z perspektywy Lopeza pewnie byłoby lepiej, gdyby na Ascension faktycznie trafił mu się ktoś, kto jest realnym wyzwaniem. No cóż, przekonamy się. Tak czy inaczej na pewno dostaniemy sporo dobrego pisania.

[b]ZSJ i Riddle[/b]
Ubolewam mocno nad tym, w jakich warunkach przyszło mi pisać ten segment. Zaczęliśmy dosyć późno i nie miałem tyle czasu do namysłu, ile bym chciał. Uważam, że moglibyśmy dorzucić jeszcze po jednej wypowiedzi, bo nawet teraz przychodzą mi do głowy teksty, których można by było użyć. No ale wiadomo, jak to jest z ripostami po kłótni, które pojawiają Ci się w głowie, kiedy siedzisz na kiblu tydzień później XD ShowOff mocno się postawił i musiałem iść w opanowanie Kennetha, aby nie zostać skarconym na mikrofonie. W sumie to jest jakiś patent na Riddle'a - atakować i kazać mi odpisywać na wypowiedzi, kiedy siedzę we Wrocławiu w beach barze Big Grin Tak czy inaczej, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności, uważam że wyszło git. Dzięki za współpracę ShowOff!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 23:06 przez FoTi.

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
FoTi
Global Champion
01.07.2026, 17:43 #8
Uhh, dobra, lecimy. Tak jak pisałem w komentarzu do karty PPV - oczywiście wypadło na tydzień, w którym czasu mam jak na lekarstwo. Także z góry przepraszam, że prawdopodobnie ten komentarz nie będzie tak wypchany treścią, jak zwyczajowo. Nie chcę z drugiej strony nikogo przetrzymywać, bo wiem, że każdy lubi feedback.

ET
Już widzę ten obrazek, jak Ryback opierdala siedemnaście talerzy, a potem jakby nigdy nic zaczyna sobie gadać z Robem XD No Ryback tak nam trochę tutaj kozaczy, chociaż próbował coś z porównaniami żeby nie wyszło zbyt prostacko. No i Rob chyba po raz pierwszy odpowiedział całą kwestią bez przesadnych nawiązań do kulinariów! Oczywiście poza tym, że generalnie znajdujemy się w sytuacji jedzeniowej. Ciekawie to wyszło i przez moment miałem wrażenie, że czytam kwestię kogoś innego Big Grin Cholera, ta kolejna odpowiedź Rybacka na początku mnie odrzuciła, bo zapowiadała się ultra prostacko XD Ale się rozkręciło, fajne teksty według mnie. McŁowicz super odpowiedział tym tekstem o rzeźniku bez fachu i wywalczeniu sobie miejsca przy stole. Uważam, że całkiem równo tutaj idą panowie. Zresztą w pozostałych wypowiedziach ten kierunek został utrzymany. Podobał mi się ten segment, nie jestem w stanie wskazać jednoznacznie, kto pokazał się lepiej. Na pewno Rob zyskał sporo na odejściu od kulinarnych porównań co dwa zdania, ale Ryback nie odstawał od niego i kilka dobrych docinek zmieścił.

RVD
Trudno tutaj o ocenę, ale na pewno zwróciło to moją uwagę. Czy RVD mówił o GM'ie do nowego brandu? A może raczej o jakiegoś rodzaju enforcerze, skoro chodzi mu o zabezpieczenie federacji i rozmawianie z trudnymi ludźmi? Na pewno w pierwszych czterech tygodniach nasz GM miał styczność z kilkoma takimi ananasami - Allan Hill na przykład. Czekamy, co z tego będzie!

Komentatorzy
Lopez wprowadził tutaj masę świeżości, pociągnął też ze sobą jakością Tomka i Michaela. Strzały padły w wielu kierunkach ze strony Jose, a pozostała dwójka zgrabnie wykorzystała obecność gościnnego komentatora dużo bardziej z wnętrza federacji. Przyjemnie mi się to czytało.

Cavazos i Blaze
Całościowo Cavazos sporo stracił w moich oczach na tym, że pierwszą wypowiedź zmarnował w 90% na wspominanie tego, co doprowadziło go do tego etapu. Niestety tutaj trzeba było podejść do sprawy bardziej ofensywnie, bo jak wszedł Blaze, to miał dużo łatwiej zarówno przez fakt, że nie zaczynał, ale też dlatego, że Jorge w zasadzie niczym go nie ruszył. Oczywiście z perspektywy obu panów doceniam trzymanie się bycia face'em, ale mam wrażenie, że Axel mógłby tutaj postrzelać ostro do Cavazosa, gdyby tylko chciał. Cavazos postanowił trzymać się w tych słodkich ryzach i to mocno wpłynęło na cały segment. Specyficznie to wyszło, bo niewiele tutaj zbudowano napięcia. Myślę, że to kwestia zestawienia, ale i tak zwracam na to uwagę. No i Axel przechodzi do finału. Przed tym starciem to Cavazos musiał się postawić faworytowi. Po powyższym segmencie nie uważam, aby podołał, dlatego Axel przechodzi do F4W bez cienia wątpliwości.

Uszczelka i Butla oraz Steele i Escobar
Chryste oczywiście, że Uszczelka ma taki dzwonek do telefonu XD Bardzo doceniam, jak zawsze zresztą w przypadku tego duetu, dbałość o szczegóły. Wielu, w tym ja, może się uczyć od nich, jak budować scenę. Czapki z głów. "Ten krewny, co na tirach się rozkraczał" XDDD No przepraszam, ten komentarz mógłby się w całości składać z wklejania cytatów i dopisywania moich reakcji. Świetna robota. No ale jednak hydrant ich pokonał, to co dopiero będzie, jak staną naprzeciwko Steele'a i Escobara? No Preston się ewidentnie odpalił do biednych "szpecjalistów" i będziemy mieli z tego awanturę. Takie losowe zdarzenie na rozpoczęcie feudu, ale czy złe? Absolutnie nie!

El Garra De Gato i Mantel
Nie będę tutaj oryginalny niestety, bo również wskażę na zbyt dużą liczbę hiszpańskich wstawek. Porównajcie sobie z Cavazosem, który również ma takie momenty, ale zwykle są to takie bardzo popularne sformułowania, które każdy kojarzy lub ogarnie z kontekstu. Troszeczkę tego za dużo, chociaż rozumiem, że ten zabieg ma nadać postaci charakteru. Spokojnie, wystarczy jej go z racji samego gimmicku kociarza Big Grin Mantel jest na wznoszącej, ewidentnie! Ładnie tutaj wjechał na De Gato i cieszę się, że tak to wygląda. Kociarz w swojej odpowiedzi tez już miał na czym pracować, więc podniósł poziom, ale mimo wszystko to Derrick wygrał tę potyczkę. Nie było źle, ale może być lepiej. Tak czy siak good job! No i Koci Luchador słusznie wygrywa w debiucie. Szkoda tylko Mateusza ponownie XD

Shadow
XDDDDDD fantastycznym zrządzeniem losu była dezercja Eliasa, bo dzięki temu możemy być uraczeni takim cudownym contentem. Jestem prawie pewien, że był to Brutal.

Dolnick i Tausom
Pierwsze kilka literek mógłbym bezpośrednio przekleić z komentarza do poprzedniego fragmentu gali, ale tutaj postaram się mimo wszystko bardziej, bo i dostałem bardzo przyjemny kawałek rozrywki. Kurcze, muszę przyznać, że o wieeeele łatwiej by mi się czytało perypetie Dolnicka i spółki, gdybym pamiętał wydarzenia z przeszłości. Mocno ubolewam, że tak nie jest w 100%. Jean tutaj oczywiście dał najlepsze, co ma, czyli głupotki, ale chciałbym też jak zawsze docenić didaskalia. Ubawiłem się przy tym segmencie!

Edgar i Uszczelka
Totalne zderzenie kontrastów i uważam, że wyszło bardzo solidnie! Edgar w swoim stylu, umniejszył trochę Zbychowi, ale bez przesady. Ten z kolei idealnie wybrał ton dla swojej odpowiedzi. Wyobrażam sobie, że w rzeczywistości ten segment miałby charakter nieco komediowy, bo jednak trudno by było się nie uśmiechnąć na widok takiego zestawienia, ale to żadna uwaga do piszących. Wywiązali się wzorowo ze swojej roli. Ah no i "jak z panem skończę to będziesz pan połamany chłop" skradło me serce Big Grin Edgar zgodnie z moimi przewidywaniami wygrywa, ale cieszy mnie to, że obaj panowie mają tutaj jasny kierunek - mam na myśli sytuację po walce. Miejsce Edgara jest w górnej części karty, a Zbyszek ma jeszcze sporo do zrobienia w drużynie.

LSDM
Duży plus za wykorzystanie newsów do podbudowania narracji. Tak naprawdę krótki wpis tam pozwolił nam z miejsca do czegoś nawiązać podczas gali i Lord Sebastien fajnie to wykorzystał. To się zawsze ceni. Jednak całościowo to promo nie miało jasno wyznaczonego kierunku, więc tyle dobrze, że sama sytuacja była solidnie zbudowana. Z perspektywy piszącego musiało to być trudne zadanie, bo w sumie nie osiągnęliśmy niczego tym segmentem, mimo że był on w porządku. Taki paradoks trochę.

[b]Brutal[/b]
Dobra, tak jak sądziłem, to Brutal zawinął naszego cienistego przyjaciela. Podobał mi się ten segment. Michał zrobił super robotę zarówno w kwestii opisów, jak i samej treści wypowiedzi. Wiadomo, trochę to taka solówka, a nie współpraca z drugą osobą, ale jak się nie ma co się lubi, to się klepie Eliasa Shadowa. Czekam na ten Extreme Rules Match, bo też na pewno będzie fajnie zrobiony. A później chciałbym zobaczyć Brutala w jakimś dobrym programie, bo te kilka porażek, które przyjął na dzień dobry, nie oddają jego pozycji według mnie.

MateuszMW i Halloway[b]
"
[/b]Mniej Więcej" XD Nie no tutaj Derek błyszczy cały czas, Mateusz nie ma kompletnie podjazdu choćby nie wiem, co robił. Ogromna różnica poziomów, a szkoda, bo chciałbym zobaczyć Mateusza na w miarę równym poziomie z Derekiem. Na pewno byłoby to ciekawe. No cóż, musimy się zadowolić demolką w wykonaniu naszego ulubionego miłośnika teorii spiskowych... tzn. poszukiwacza prawdy. Ale to nie jest coś, na co zamierzam narzekać <3

[b]Dowson[/b]
To już drugi raz podczas tej gali, gdy ktoś nawiązuje do Indianapolis jako miejsca, w którym odbywa się Indy 500. Miałem zamiar to zrobić też w swoim segmencie, także cieszę się, że tego nie zrobiłem XD Oczywiście to nic nie znaczy, bo nie znamy swoich kwestii przed galą. Takie luźne spostrzeżenie. Dan już ewidentnie ma dosyć pisania do ściany. No na jego szczęście na PPV się to skończy. Myślę, że wszyscy czekamy, bo taki narzekacz mocno traci, gdy jego frustracja nie ma okazji trafić w kogoś innego. Zobaczymy, kto odpowie na Open Challenge.

[b]RVD[/b]
Krótka, ale treściwa zapowiedź. Na temat samego pomysłu wdrożenia wieloosobowego Ladder Matchu na PPV wypowiedziałem się już w kilku słowach w komentarzu do karty, więc raczej nie będę się powtarzał. Generalnie uważam to za dobry ruch, a i sposób ogłoszenia tego przez GM'a nie pozostawia pola do narzekania.

[b]Lopezzo i spółka[/b]
Wyjątkowa to była walka, oj muszę przyznać z uśmiechem XD To, ile tutaj było cudownych fragmentów... ta walka w całości może trafić do złotych cytatów LPW. Oczywiście Jose musiał to wygrać, bo jego oponenci mają to generalnie w zwyczaju, że nie wygrywają zbyt często. Ja generalnie dalej nie wiem, czy podczas PPV nie zobaczymy ofensywy trzech na jednego i to będzie kontynuacja, przynajmniej na moment, tej wesołej telenoweli. Z perspektywy Lopeza pewnie byłoby lepiej, gdyby na Ascension faktycznie trafił mu się ktoś, kto jest realnym wyzwaniem. No cóż, przekonamy się. Tak czy inaczej na pewno dostaniemy sporo dobrego pisania.

[b]ZSJ i Riddle[/b]
Ubolewam mocno nad tym, w jakich warunkach przyszło mi pisać ten segment. Zaczęliśmy dosyć późno i nie miałem tyle czasu do namysłu, ile bym chciał. Uważam, że moglibyśmy dorzucić jeszcze po jednej wypowiedzi, bo nawet teraz przychodzą mi do głowy teksty, których można by było użyć. No ale wiadomo, jak to jest z ripostami po kłótni, które pojawiają Ci się w głowie, kiedy siedzisz na kiblu tydzień później XD ShowOff mocno się postawił i musiałem iść w opanowanie Kennetha, aby nie zostać skarconym na mikrofonie. W sumie to jest jakiś patent na Riddle'a - atakować i kazać mi odpisywać na wypowiedzi, kiedy siedzę we Wrocławiu w beach barze Big Grin Tak czy inaczej, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności, uważam że wyszło git. Dzięki za współpracę ShowOff!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 23:06 przez FoTi.

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
01.07.2026, 19:06
#9
Ryback/McŁowicz
Początkowy opis z tym jedzeniem aż tylu talerzy to chyba takie fajne nawiązanie do wcześniejszego, komediowego charakteru postaci. Ryback w pierwszej wypowiedzi fajnie odniósł się do Pobitych Garów, w których miał wcześniej okazję uczestniczyć. Podobał mi się ten argument. Rob też całkiem fajnie i spójnie ze swoim gimmickiem odbija piłeczkę. Dobrze podkreślił, że po heel turnie już nie jest taki sam. Druga wypowiedź jeszcze lepsza od poprzedniej. Spodobało mi się jak Pan Ryback zaczął się poczuwać. Rob z kolei w drugiej wypowiedzi już daje więcej takiej gadki z tymi kulinarnymi odniesieniami. Lepiej to u niego wygląda niż w pierwszej wypowiedzi. Butcherback bardzo dobrze obrócił słowa z pokrywką przeciwko kucharzowi. Ciekawe argumenty z rzeźnikiem i kucharzem oraz Łowiczem, ale szczerze wątpię, żeby Ryback wiedział, że takie miasto w ogóle istnieje, a co dopiero gdzie. Ostatnia wypowiedź McŁowicza to takie fajne domknięcie całego segmentu i dobre podkreślenie, że Rob się go nie boi. W moich oczach lepiej słownie tutaj wypadł Ryback. Trochę co prawda długie to jak Pobite Gary. Mam nadzieję, że nie będziemy mieli jakoś bardzo często takich długich segmentów.

RVD
Krótkie to było, ale nabrałem ciekawości do czego ta sytuacja może nas prowadzić. Możliwe, że to ma nas prowadzić do jakiś rozwiązań związanych z Allanem Hillem.

Komentatorzy
Przy tym podkreśle, że zajebiście, że ktoś (pewnie Rysiu jak zawsze) zrobił intro do naszej tygodniówki. Nawet w takiej prostej formie jak jest tutaj jest lepsze niż jakbym ja się w ogóle za to próbował zabrać, więc Wielki props za włożoną w to pracę. Przede wszystkim nie spodziewałem się, że ktoś wpadnie na pomysł, żeby wcisnąć nam zawodnika LPW do komentatorki. Czytam pierwszą kwestię Lopeza i już widać, że będzie ładnie orał tutaj. Całkiem przyjemny pocisk w stronę Brutala. Ah ten Hajto, nie mógł się powstrzymać z Ivi Lopezem xd. Co do stałych komentatorów to fajnie się ich czytało, robią dobrą robotę jak co tydzień spełniając swoją rolę. Jose bardzo dobrze cisnął każdego dookoła o kim przyszło mu się wypowiadać tylko trochę oszczędził uczestników walki wieczoru. Może czuję respekt do nich po prostu jak do niewielu w tej federacji. Przyjemne wprowadzenie do samej gali.

Blaze/Cavazos
Można by informować zawodników, że będą mieli segment otwarcia gali, bo dziwnie się czyta, że kamera przenosi nas do ringu jak dopiero co byliśmy przy stoliku komentatorskim, ale to taki szczegół tylko. Jak zawsze fajne wstawki z Hiszpańskiego u Jorge, ale te muy bien to już takie trochę na siłę tutaj wg mnie. Nie ma co tego wpychać tak na chama aż tyle. Lepiej, żeby było to subtelnie. Ja tam kupuję tą gadkę o jego drodze i o tym, że idzie pod prąd jako luchador bez maski. Dobrze odniósł się do każdego z rywali zgodnie z gimmickiem. Może nawet trochę za grzecznie, ale wchodzi Blaze i może zaraz się rozkręci. Wchodzi Axel i już na samym początku dobrze odnosi się do hiszpańskiego języka i przy okazji podlizuje się swoim fanom. Fajnie, że nie była to taka trochę gadką dwóch face’ów, którzy wchodzą sobie w dupę tylko coś tam próbowali powbijać sobie szpilki, ale tak z wyczuciem jak na dwie dobre postacie. Obydwoje mieli tam jakieś swoje argumenty, które wydają się logiczne, ale lepiej moim zdaniem wypadł Blaze tutaj. Bardziej się go czytało jakby był zżyty z publiką. Jakby wiedział kiedy jak typowy face rzucić tekstem typowo pod reakcję publiczności.

Uszczelka/Butla/Escobar/Steele
Naturalnie będę się odnosił do rzeczy, które nie należą do mnie w tym wypadku. Uszczelka i Butla fajnie się uzupełniają jako tacy kompani. Te teksty Uszczelki o krewnym na tirach i tata ma, tata da są poprostu boskie. Żeby nie było, Butla też dobrze wygląda jako postać. Widać, że jest wczucie w gimmick również, ale teksty Zbycha bardziej mi się rzucają w oczy. Co do tekstów bogaczy mam nadzieję, że spełniły swoje zadanie w tym segmencie. Sam segment krótki jest dosyć zwłaszcza w porównaniu do dwóch poprzednich gdzie uczestnicy mieli po 2-3 długie wypowiedzi każdy, ale jak na zawiązanie feudy chyba ujdzie coś takiego.

El Garra/Mantel
Niby federacja amerykańska ma być, a coraz więcej mamy tutaj zawodników co wplatają hiszpańskie słowa w swoje wypowiedzi. Sam wywiad jest przyjemny. Kociarz nam w końcu się przedstawił i powiedział nieco więcej o sobie. Jak na razie wygląda poprawnie. Oho, mamy w końcu chyba te zapowiadane zmiany Mantela w jego gimmicku i muszę przyznać, że mi wypowiedź w takim stylu z jego strony czyta się o wiele lepiej niż to co mieliśmy wcześniej. Fajnie wypunktował El Garrę odnosząc się do jego gimmicku. Kociarz próbuje odbić trochę argumenty, które rzucił mu Derrick, ale czy zrobił to jakoś mega skutecznie? Moim zdaniem lepiej wypadł tutaj Mantel i swoją drugą wypowiedzią tylko to podkreślił. Naprawdę fajna zmiana w jego wykonaniu i czekam do czego go zaprowadzi takie postępowanie.

Elias Shadow
Krótkie to jest i ciężko to w sumie jakoś sensownie ocenić czy skomentować. Ciekawy pomysł z tą piosenką. Nie każdy z nas chyba ma już zniszczony łeb od tik toka i zna takie rzeczy. Fajnie, że ten Elias do czegoś został wykorzystany skoro jego postać i tak by przepadła i fajnie, że z jakimś pomysłem to jest, a nie, że po prostu gadanie rywala, że jest słaby i szybki wpierdol dla niego.

Dolnick/Tautu
Panie takie niedawanie zdjęć Dolnicka jak wygląda, jak jest ubrany jest nielegalne. Każdy liczył, że znowu będziemy się mogli pośmiać. Fajny przerywnik w czytaniu gali w postaci takiego komediowego segmentu, a zwłaszcza ze strony Carnivala, bo zdecydowanie dobrze się czuje w tej konwencji jak widzimy. Co do samej podróby Ransoma to ciężko mi się odnieść, bo nie grałem jak ta postać wchodziła w życie, ale wygląda na nieźle odklejoną i naprawdę ciekawą.

Dickinson/Uszczelka
Niby tylko zwykła sytuacja na zapleczu, a Emiel dalej wczuwa się w opisy miejsca tak samo mocno jak na początku. Czuć było od razu zupełnie odmienne klimaty postaci i każda z nich w jakimś sensie ma swój urok. Uszczelka mega mi się podoba z tymi jego prostackim tekstami jak typowy Polski wieśniak. Świetnie się to czyta. Edgar z kolei bardzo dobrze dobrał wiersz, żeby już samym tytułem wbić delikatnie szpilkę swojemu rywalowi. Panowie pokazali, że nie trzeba dawać mega długich tasiemców jak na początku gali, żeby segment wyszedł bardzo dobrze w oczach czytających. Szczerze mówiąc aż trochę ciężko mi ocenić kto tutaj wypadł lepiej.

LSDM
Już po samym opisie da się wczuć w klimat bogactwa jakim ocieka wręcz nasz Francuz. Fajnie, że odniósł się do sytuacji z newsa. Można sobie samemu jakoś urozmaicić pisanie segmentów na galę jak widać skoro przez turniej trochę musi jeszcze czekać na coś konkretnego. Fajnie uderzył w nasz polski duet chłopów. Aż się prosiło patrząc na gimmicki, żeby o nich wspomniał. Dobrze jeszcze raz podkreślił po co jest w federacji, ale fajnie, że nie poszedł drogą Hilla i nie zaczął brać spraw w swoje ręce, bo to by chyba nie pasowało do takiego arystokraty. Bardzo przyjemne promo w jego wykonaniu, mi się podobało. Utrzymuje nam żabojad cały czas określony poziom.

Mike Brutal
Fajny opis tego pomieszczenia mamy na samym początku. Dało się wczuć jakby siedziało się tam w tym miejscu. Co do samego pomysłu to spoko pomysł. Zawsze lepiej się czyta coś takiego niż zwykłe wyzywanie swojego rywala niż mówienie, że jestem po prostu od ciebie lepszy. Na pewno w oczy kłuje Brutal mówiący, że robi z resztą co chce i wszyscy się go boją, a wdupia prawie wszystkie walki jakie na razie ma to totalne nieporozumienie. Nie można czegoś takiego dawać. Ja rozumiem, że ciężcy rywale na start mu się trafili, ale trzymajmy się chociaż trochę logiki w tym wszystkim. No i moim zdaniem trochę to za długie. Jak były Pobite Gary to było to długie, ale chociaż dwie postacie miały okazję się pokazać, a tutaj Brutal daje nam taki długi monolog. Z jednej strony narzekamy na długość fali, że ciężko się komentuje tasiemce takie, a potem sami dajemy takie długie segmenty na galę.

Halloway/MateuszMW
Taki dziwny ten segment moim zdaniem. Derek celnie punktuje Mateusza w swojej wypowiedzi. Podobały mi się te teksty o nieudolności i o łonie matki. Potem do głosu przechodzi Mateusz. Nie było to jakiś najwyższych lotów, ale fajnie chociaż, że nie próbował wyjść na kozaka mimo rezultatów walk tylko wziął je na klatę. Czytając to tak trochę się wydaje jakby Mati chyba zaczął sam to pisać, a nie przez AI co na pewno na plus. Następnie tak trochę z dupy panowie zgadali się, żeby może razem współpracować. Najpierw widać, że jest między nimi jakąś zła krew, a następnie tak trochę bez sensu formują sojusz. Trochę więcej logiki w tym by się przydało.

Dan Dowson
Takie poprawne promo od Dana. Fajnie, że jako efedowy wyjadacz podkreślił, że on tak jakby na tygodniówkach walczyć nie chce tylko bardziej mi zależy, żeby pokazać się na PPV. Pasuje to do jego heelowej odsłony. Liczę, że w końcu zostanie dla niego wymyślony jakiś feud, bo te segmenty bez konkretnego rywala do atakowania zostały w jego wypadku przeciągnięte do granic możliwości.

RVD
Takie całkiem przyjemne promo GM’a. W sumie to nawet nie wiem co tu więcej napisać na ten temat, bo nie pchnęło to żadnych programów do przodu tylko dołożył nam kolejną walkę na Ascension. Fajnie, że coś takiego zostało dodane, bo są osoby, które starają się od samego początku i robią coś ze swoimi postaciami, żeby były jak najciekawsze, a miejsca dla nich w karcie przed tym ogłoszeniem zabrakło.

Lopez/RVD
Kupuję tą wypowiedź Lopeza i fakt, że bierze go już frustracja, że ciągle musi brać udział jak na razie w takiej komedii. Tutaj mamy przykład podobny do Dowsona. Jose też się spóźnił na udział w turnieju, a mimo wszystko udało się to rozplanować, żeby miał co robić do Ascension. Moim zdaniem możnaby też zastanowić się nad lepszym umiejscowienie tych segmentów, bo dziwnie trochę wygląda jak przed chwilą daje ogłoszenie z walką wieloosobową, a teraz spowrotem wraca do ringu, żeby odpowiedzieć Hiszpanowi. No i trochę dużo tego RVD’ego mamy już na tej gali, ale to może kwestia dopinania ostatnich szczegółów walk na Ascension.

ZSJ/Riddle
Fajne otwarcie segmentu ze strony Zacka. Podoba mi się, że mimo wszystko gdzieś tam odnosi się z szacunkiem do Riddle'a. Coś tak czułem, że ta wzmianka o babci jest nie bez powodu. Potem do głosu przechodzi Kenny i mega dobrze odbił argument z podgrzewanymi kulkami. Dobrze też odniósł się do nickname’u Zacka jako czarodzieja. Ja tam kupuję zamysł tej gadki, że Sabre Jr próbuje przekonać Kennetha, że jest już za stary na wrestling, a Riddle próbuje pokazać, że ciągle ma nowe cele do zdobycia. Bardzo fajny segment na podkreślenie wagi main eventu Colosseum. Moim zdaniem ze wszystkich konfrontacji słownych dalszych uczestników turnieju tą mi się czytało najlepiej. Fajnie, że ZSJ nie złomował tutaj Riddle'a jak Brutala tydzień temu, bo nie powinno się podchodzić tak samo do face’owego i heelowego rywala.

Zakończenie gali
Zakończenie jak zakończenie. Ciężko tutaj oceniać to jakoś, bo to nie miało na celu nic innego jak podsumowanie całego turnieju i podkreślenie o co panowie będą walczyć na Ascension.

PRESTON STEELE 
STREAK 3-4
ACHIEVEMENTS:


ALAN HILL:
STREAK 1-2
ACHIEVEMENTS:
Odpowiedz
Cytuj
Yarexon
Colosseum
01.07.2026, 19:06 #9
Ryback/McŁowicz
Początkowy opis z tym jedzeniem aż tylu talerzy to chyba takie fajne nawiązanie do wcześniejszego, komediowego charakteru postaci. Ryback w pierwszej wypowiedzi fajnie odniósł się do Pobitych Garów, w których miał wcześniej okazję uczestniczyć. Podobał mi się ten argument. Rob też całkiem fajnie i spójnie ze swoim gimmickiem odbija piłeczkę. Dobrze podkreślił, że po heel turnie już nie jest taki sam. Druga wypowiedź jeszcze lepsza od poprzedniej. Spodobało mi się jak Pan Ryback zaczął się poczuwać. Rob z kolei w drugiej wypowiedzi już daje więcej takiej gadki z tymi kulinarnymi odniesieniami. Lepiej to u niego wygląda niż w pierwszej wypowiedzi. Butcherback bardzo dobrze obrócił słowa z pokrywką przeciwko kucharzowi. Ciekawe argumenty z rzeźnikiem i kucharzem oraz Łowiczem, ale szczerze wątpię, żeby Ryback wiedział, że takie miasto w ogóle istnieje, a co dopiero gdzie. Ostatnia wypowiedź McŁowicza to takie fajne domknięcie całego segmentu i dobre podkreślenie, że Rob się go nie boi. W moich oczach lepiej słownie tutaj wypadł Ryback. Trochę co prawda długie to jak Pobite Gary. Mam nadzieję, że nie będziemy mieli jakoś bardzo często takich długich segmentów.

RVD
Krótkie to było, ale nabrałem ciekawości do czego ta sytuacja może nas prowadzić. Możliwe, że to ma nas prowadzić do jakiś rozwiązań związanych z Allanem Hillem.

Komentatorzy
Przy tym podkreśle, że zajebiście, że ktoś (pewnie Rysiu jak zawsze) zrobił intro do naszej tygodniówki. Nawet w takiej prostej formie jak jest tutaj jest lepsze niż jakbym ja się w ogóle za to próbował zabrać, więc Wielki props za włożoną w to pracę. Przede wszystkim nie spodziewałem się, że ktoś wpadnie na pomysł, żeby wcisnąć nam zawodnika LPW do komentatorki. Czytam pierwszą kwestię Lopeza i już widać, że będzie ładnie orał tutaj. Całkiem przyjemny pocisk w stronę Brutala. Ah ten Hajto, nie mógł się powstrzymać z Ivi Lopezem xd. Co do stałych komentatorów to fajnie się ich czytało, robią dobrą robotę jak co tydzień spełniając swoją rolę. Jose bardzo dobrze cisnął każdego dookoła o kim przyszło mu się wypowiadać tylko trochę oszczędził uczestników walki wieczoru. Może czuję respekt do nich po prostu jak do niewielu w tej federacji. Przyjemne wprowadzenie do samej gali.

Blaze/Cavazos
Można by informować zawodników, że będą mieli segment otwarcia gali, bo dziwnie się czyta, że kamera przenosi nas do ringu jak dopiero co byliśmy przy stoliku komentatorskim, ale to taki szczegół tylko. Jak zawsze fajne wstawki z Hiszpańskiego u Jorge, ale te muy bien to już takie trochę na siłę tutaj wg mnie. Nie ma co tego wpychać tak na chama aż tyle. Lepiej, żeby było to subtelnie. Ja tam kupuję tą gadkę o jego drodze i o tym, że idzie pod prąd jako luchador bez maski. Dobrze odniósł się do każdego z rywali zgodnie z gimmickiem. Może nawet trochę za grzecznie, ale wchodzi Blaze i może zaraz się rozkręci. Wchodzi Axel i już na samym początku dobrze odnosi się do hiszpańskiego języka i przy okazji podlizuje się swoim fanom. Fajnie, że nie była to taka trochę gadką dwóch face’ów, którzy wchodzą sobie w dupę tylko coś tam próbowali powbijać sobie szpilki, ale tak z wyczuciem jak na dwie dobre postacie. Obydwoje mieli tam jakieś swoje argumenty, które wydają się logiczne, ale lepiej moim zdaniem wypadł Blaze tutaj. Bardziej się go czytało jakby był zżyty z publiką. Jakby wiedział kiedy jak typowy face rzucić tekstem typowo pod reakcję publiczności.

Uszczelka/Butla/Escobar/Steele
Naturalnie będę się odnosił do rzeczy, które nie należą do mnie w tym wypadku. Uszczelka i Butla fajnie się uzupełniają jako tacy kompani. Te teksty Uszczelki o krewnym na tirach i tata ma, tata da są poprostu boskie. Żeby nie było, Butla też dobrze wygląda jako postać. Widać, że jest wczucie w gimmick również, ale teksty Zbycha bardziej mi się rzucają w oczy. Co do tekstów bogaczy mam nadzieję, że spełniły swoje zadanie w tym segmencie. Sam segment krótki jest dosyć zwłaszcza w porównaniu do dwóch poprzednich gdzie uczestnicy mieli po 2-3 długie wypowiedzi każdy, ale jak na zawiązanie feudy chyba ujdzie coś takiego.

El Garra/Mantel
Niby federacja amerykańska ma być, a coraz więcej mamy tutaj zawodników co wplatają hiszpańskie słowa w swoje wypowiedzi. Sam wywiad jest przyjemny. Kociarz nam w końcu się przedstawił i powiedział nieco więcej o sobie. Jak na razie wygląda poprawnie. Oho, mamy w końcu chyba te zapowiadane zmiany Mantela w jego gimmicku i muszę przyznać, że mi wypowiedź w takim stylu z jego strony czyta się o wiele lepiej niż to co mieliśmy wcześniej. Fajnie wypunktował El Garrę odnosząc się do jego gimmicku. Kociarz próbuje odbić trochę argumenty, które rzucił mu Derrick, ale czy zrobił to jakoś mega skutecznie? Moim zdaniem lepiej wypadł tutaj Mantel i swoją drugą wypowiedzią tylko to podkreślił. Naprawdę fajna zmiana w jego wykonaniu i czekam do czego go zaprowadzi takie postępowanie.

Elias Shadow
Krótkie to jest i ciężko to w sumie jakoś sensownie ocenić czy skomentować. Ciekawy pomysł z tą piosenką. Nie każdy z nas chyba ma już zniszczony łeb od tik toka i zna takie rzeczy. Fajnie, że ten Elias do czegoś został wykorzystany skoro jego postać i tak by przepadła i fajnie, że z jakimś pomysłem to jest, a nie, że po prostu gadanie rywala, że jest słaby i szybki wpierdol dla niego.

Dolnick/Tautu
Panie takie niedawanie zdjęć Dolnicka jak wygląda, jak jest ubrany jest nielegalne. Każdy liczył, że znowu będziemy się mogli pośmiać. Fajny przerywnik w czytaniu gali w postaci takiego komediowego segmentu, a zwłaszcza ze strony Carnivala, bo zdecydowanie dobrze się czuje w tej konwencji jak widzimy. Co do samej podróby Ransoma to ciężko mi się odnieść, bo nie grałem jak ta postać wchodziła w życie, ale wygląda na nieźle odklejoną i naprawdę ciekawą.

Dickinson/Uszczelka
Niby tylko zwykła sytuacja na zapleczu, a Emiel dalej wczuwa się w opisy miejsca tak samo mocno jak na początku. Czuć było od razu zupełnie odmienne klimaty postaci i każda z nich w jakimś sensie ma swój urok. Uszczelka mega mi się podoba z tymi jego prostackim tekstami jak typowy Polski wieśniak. Świetnie się to czyta. Edgar z kolei bardzo dobrze dobrał wiersz, żeby już samym tytułem wbić delikatnie szpilkę swojemu rywalowi. Panowie pokazali, że nie trzeba dawać mega długich tasiemców jak na początku gali, żeby segment wyszedł bardzo dobrze w oczach czytających. Szczerze mówiąc aż trochę ciężko mi ocenić kto tutaj wypadł lepiej.

LSDM
Już po samym opisie da się wczuć w klimat bogactwa jakim ocieka wręcz nasz Francuz. Fajnie, że odniósł się do sytuacji z newsa. Można sobie samemu jakoś urozmaicić pisanie segmentów na galę jak widać skoro przez turniej trochę musi jeszcze czekać na coś konkretnego. Fajnie uderzył w nasz polski duet chłopów. Aż się prosiło patrząc na gimmicki, żeby o nich wspomniał. Dobrze jeszcze raz podkreślił po co jest w federacji, ale fajnie, że nie poszedł drogą Hilla i nie zaczął brać spraw w swoje ręce, bo to by chyba nie pasowało do takiego arystokraty. Bardzo przyjemne promo w jego wykonaniu, mi się podobało. Utrzymuje nam żabojad cały czas określony poziom.

Mike Brutal
Fajny opis tego pomieszczenia mamy na samym początku. Dało się wczuć jakby siedziało się tam w tym miejscu. Co do samego pomysłu to spoko pomysł. Zawsze lepiej się czyta coś takiego niż zwykłe wyzywanie swojego rywala niż mówienie, że jestem po prostu od ciebie lepszy. Na pewno w oczy kłuje Brutal mówiący, że robi z resztą co chce i wszyscy się go boją, a wdupia prawie wszystkie walki jakie na razie ma to totalne nieporozumienie. Nie można czegoś takiego dawać. Ja rozumiem, że ciężcy rywale na start mu się trafili, ale trzymajmy się chociaż trochę logiki w tym wszystkim. No i moim zdaniem trochę to za długie. Jak były Pobite Gary to było to długie, ale chociaż dwie postacie miały okazję się pokazać, a tutaj Brutal daje nam taki długi monolog. Z jednej strony narzekamy na długość fali, że ciężko się komentuje tasiemce takie, a potem sami dajemy takie długie segmenty na galę.

Halloway/MateuszMW
Taki dziwny ten segment moim zdaniem. Derek celnie punktuje Mateusza w swojej wypowiedzi. Podobały mi się te teksty o nieudolności i o łonie matki. Potem do głosu przechodzi Mateusz. Nie było to jakiś najwyższych lotów, ale fajnie chociaż, że nie próbował wyjść na kozaka mimo rezultatów walk tylko wziął je na klatę. Czytając to tak trochę się wydaje jakby Mati chyba zaczął sam to pisać, a nie przez AI co na pewno na plus. Następnie tak trochę z dupy panowie zgadali się, żeby może razem współpracować. Najpierw widać, że jest między nimi jakąś zła krew, a następnie tak trochę bez sensu formują sojusz. Trochę więcej logiki w tym by się przydało.

Dan Dowson
Takie poprawne promo od Dana. Fajnie, że jako efedowy wyjadacz podkreślił, że on tak jakby na tygodniówkach walczyć nie chce tylko bardziej mi zależy, żeby pokazać się na PPV. Pasuje to do jego heelowej odsłony. Liczę, że w końcu zostanie dla niego wymyślony jakiś feud, bo te segmenty bez konkretnego rywala do atakowania zostały w jego wypadku przeciągnięte do granic możliwości.

RVD
Takie całkiem przyjemne promo GM’a. W sumie to nawet nie wiem co tu więcej napisać na ten temat, bo nie pchnęło to żadnych programów do przodu tylko dołożył nam kolejną walkę na Ascension. Fajnie, że coś takiego zostało dodane, bo są osoby, które starają się od samego początku i robią coś ze swoimi postaciami, żeby były jak najciekawsze, a miejsca dla nich w karcie przed tym ogłoszeniem zabrakło.

Lopez/RVD
Kupuję tą wypowiedź Lopeza i fakt, że bierze go już frustracja, że ciągle musi brać udział jak na razie w takiej komedii. Tutaj mamy przykład podobny do Dowsona. Jose też się spóźnił na udział w turnieju, a mimo wszystko udało się to rozplanować, żeby miał co robić do Ascension. Moim zdaniem możnaby też zastanowić się nad lepszym umiejscowienie tych segmentów, bo dziwnie trochę wygląda jak przed chwilą daje ogłoszenie z walką wieloosobową, a teraz spowrotem wraca do ringu, żeby odpowiedzieć Hiszpanowi. No i trochę dużo tego RVD’ego mamy już na tej gali, ale to może kwestia dopinania ostatnich szczegółów walk na Ascension.

ZSJ/Riddle
Fajne otwarcie segmentu ze strony Zacka. Podoba mi się, że mimo wszystko gdzieś tam odnosi się z szacunkiem do Riddle'a. Coś tak czułem, że ta wzmianka o babci jest nie bez powodu. Potem do głosu przechodzi Kenny i mega dobrze odbił argument z podgrzewanymi kulkami. Dobrze też odniósł się do nickname’u Zacka jako czarodzieja. Ja tam kupuję zamysł tej gadki, że Sabre Jr próbuje przekonać Kennetha, że jest już za stary na wrestling, a Riddle próbuje pokazać, że ciągle ma nowe cele do zdobycia. Bardzo fajny segment na podkreślenie wagi main eventu Colosseum. Moim zdaniem ze wszystkich konfrontacji słownych dalszych uczestników turnieju tą mi się czytało najlepiej. Fajnie, że ZSJ nie złomował tutaj Riddle'a jak Brutala tydzień temu, bo nie powinno się podchodzić tak samo do face’owego i heelowego rywala.

Zakończenie gali
Zakończenie jak zakończenie. Ciężko tutaj oceniać to jakoś, bo to nie miało na celu nic innego jak podsumowanie całego turnieju i podkreślenie o co panowie będą walczyć na Ascension.

PRESTON STEELE 
STREAK 3-4
ACHIEVEMENTS:


ALAN HILL:
STREAK 1-2
ACHIEVEMENTS:
Odpowiedz
Cytuj
301
02.07.2026, 13:59
#10
Lecimy z komentarzem.

ET- zależało mi na tym aby pokazać nieco inną twarz Roba i myślę że się to udało. Co do Rybacka to mam mocno mieszane odczucia, bo tutaj znowu chciał być tym śmieszkiem od którego myślałem że będziemy powoli odchodzić. Druga kwestia jest zdecydowanie lepsza, jedyny mindfuck jaki mam to o co chodziło z tym Łowiczem, bo wątpię że Ryback interesuje się polską geografią xD Według mnie całość wyszła całkiem smacznie.

Komentatorzy: Chyba udało się znaleźć złoty środek. Naprawdę zawodnik federacji jako gość to coś świeżego na tyle, że czyta się to bardzo przyjemnie. Myślę, że dużo zrobił też fakt, że Panowie pisali to razem przez co Bryx musiał dostosowywać się do słów Lopeza. Jak na razie najlepsi komentatorzy w historii LPW.

Cava-Blaze: Co do twojego komentarza Yarek to panowie wiedzieli, że mają opener seg bo zostali o tym poinformowani. Przejdę teraz do samej treści, Cavazos opowiedział swoją drogę do miejsca w którym się znalazł dał motyw ciężkiej pracy itd. Pasuje to do jego gimmicku i według mnie jest napisane poprawie, z tym że te jego wypowiedzi wystawiają go na strzelnicę co zauważył Remik w swoim komentarzu. Wiadomo w zestawieniu face vs face pisanie jest trudniejsze, mimo wszystko Blaze potrafił delikatnie uszczypnąć swojego przeciwnika nie wychodząc przy tym z roli. Widać, że Cava to jeszcze po prostu nie jest ścisły ME jeśli chodzi o segmenty, ale nie oznacza to tego, że wypadł tutaj źle. Po prostu uważam, że Axel za każdym razem dobrze go punktował to tyle.

Uszczelka i reszta - No cóż Zbyszek musiał przyjść i coś naprawić, ale jego kolega delikatnie rzecz ujmując mu nie pomógł. Myślę, że sam segment został rozpisany dobrze, mamy dopełnienie przemiany Steel'a, który coraz to bardziej zmaga się z pokusą aby przejść na ciemną stronę mocy. Escobar stara się go tylko mocniej nakręcić uważam, że spełnia swoje zadanie. Co do słów hiszpańskich do których jeszcze się zapewne odniosę to chyba musimy zacząć stosować przypisy, albo znaleźć jakiś sposób na tłumaczenie. Segment na plus, ale coś czuję, że to nie koniec tej historii.

Wywiad: Uważam, że wyszedł ok. Wiem, że popsuło się kodowanie bo generalnie po najechaniu na słowa hiszpańskie powinno się wyświetlać polskie tłumaczenie, ale tutaj z jakiegoś względu nie działa to prawidłowo za co mogę tylko przeprosić. Kociarz pokazał się w nieco innej formie niż video promo i uważam, że nawet obronił swój gimmick jedocześnie pokazując, że raczej nie będzie to kolejny komediant. Mantel to taki typowy stary dziadek co narzeka, że wszyscy są inni niż on i uważam, że w takim kierunku powinien iść swoją postacią. Według mnie było to jakieś, ani dobre ani złe, ale przynajmniej była jakaś emocja, której do tej pory brakowało mi u tej postaci.

Skibidi sigma toilet essa brainrot - To tyle z mojego komentarza xD Nie no Kubuś tutaj robi złote rzeczy, ale został nam porwany Eliasek, boję się o niego.

Dolnick - chyba nie polubił się z podrabiańcem i bardzo dobrze. Tutaj muszą być OG postacie a nie jakieś podrabiańce. Dobrze to rozegrał Carni, ale wiadomo że każdy z Was i ja też czekamy na jakieś inne rzeczy niż pisanie Carniego z Carnim. Myślę, że z czasem wszystkie jego twory dostaną coś satysfakcjonującego. 

Uszczelka - Edgar: Ci którzy myśleli, że ten segment pokaże wyższość Edgara mogą się teraz puknąć w czoło. Dostaliśmy naprawdę dwie skrajności, ale każda w tej swojej skrajności jest dobra, a nawet bardzo dobra. Edgar wypadł na pewno lepiej niż na ostatniej gali, a tego się obawiałem, że jak dostanie rywala to nam spektakularnie zgaśnie. Na całe szczęście tak się nie stało, duży plus za Tuwima uwielbiam ten wiersz w wersji muzycznej. Usczelka odpowiada prosto, ale on właśnie taki jest, to jest prosty chłop, a tekst o tym że Edgar będzie połamany chłop naprawdę sprawił, że mocniej się uśmiechnąłem. 

Brawl - No Butla został mocno poobijany i ciekawe czy uda mu się wyjść do walki na PPV. Miejmy nadzieję, że tak. Uszczelka tutaj widać, że na emocjach poszedł i chciał bronić kumpla bo na pewno był mocno zmęczony po swoim pojedynku. Generalnie zostało to rozpisane dobrze. Co do kwestii RVD, chcę aby na PPV wszystkie walki były jak najbardziej uczciwe więc niech panowie załatwiają to w ringu, a nie na zapleczu.

LS - Tutaj odniosę się do komentarza Remika. Segment miał na celu podkreślenie, że to Lord decyduje kiedy może sobie odpocząć itd. Nie zostało to do końca dobrze zaznaczone w tym segmencie, bo moim zamysłem było to aby Lord pokazał swoją wyższość nad innymi. Wygrał swój pojedynek więc teraz może jechać na zasłużony urlop, więc tutaj mamy trochę rozjazd z tym co w instrukcjach a w tym co na gali. Uważam, że jeśli chodzi o gimmick to segment spełnia zadanie, a dodatkowo jest powiązany z Newspackiem.

Brutal- Właśnie osiągnął poziom 16 jako Charmander i ewoluuje w kolejną formę. Powiem tak było to bardzo ciekawe, jakby też nie będę ukrywać od początku kto za tym stoi, ale nie wiedziałem nic o tym w jaki sposób będzie to napisanie. Kupuję takiego brutala zdecydowanie bardziej aniżeli gościa który ma fioła na punkcie ECW. Bardzo dobrze, że nie zabił Eliaska tylko zapowiedział mu solidny wpierdol na PPV. Dobra robota Michał. 

Mateusz-Derek: Tradycja przerwana, Derek nie pojawił się przed Main Eventem xD A co do samego segmentu i jego koncepcji to myślę, że panowie dobrze się w niej odnaleźli, niestety ale między Mateuszem a resztą rosteru dalej jest przepaść i chyba muszę pomyśleć nad jakimś planem naprawczym dla jego postaci. Bo widać, że w słownych potyczkach on po prostu odstaje od reszty. Natomiast analiza Dereka no muszę przyznać, że chłop zawsze mnie zaskakuje tymi swoimi rozkminami.

Dowson: Wiem, że Shiro przechodzi ciężary przez to, że nie mamy dla niego programu, a pisanie do ściany to naprawdę nie jest łatwa sprawa. Szczególnie mają taki gimmick, wierzcie mi lub nie, ale na PPV będą się dziać rzeczy.

Lopez:  Jose chce walki i ją dostanie, bardzo zgrabnie i zgodnie z prawdą zostało to napisane, uważam że Carni naprawdę dobrze radzi sobie z self promami. Od razu mówię NIE BĘDZIE TO KOMEDIOWY RYWAL wystarczy dobrze PRZECZYTAĆ wypowiedź RVD

ZSJ-Riddle: Foti naprawdę wskoczył na obroty jak za starych dobrych czasów i widać to w każdym kolejnym promie, ale czy to oznacza, że zdominował swojego rywala? Absolutnie nie. Dostaliśmy tutaj naprawdę bardzo jakościowy segment. Nie chcę powielać zdań moich poprzedników z komentarzy, ale ciężko dać tutaj coś autorskiego. Kenneth dobrze odbił każdą piłeczkę jaką starał się posłać Zack, ale Sabre po otrzymaniu szpilek też zgrabnie bronił się słowem. Zdecydowanie najlepszy segment na gali i zasłużony Main Event, gdzie ze względu na ogromny potencjał poprosiłem o napisanie całej walki. Myślę, że wyszło to naprawdę świetnie. Dobra robota.

Podsumowując: Gala ta według mnie nie miała słabych momentów, miała te przeciętne, ale większość była naprawdę dobrych. Myślę, że po PPV dostaniemy nieco więcej szczegółów co dalej z konkretnymi postaciami i sam już bardzo czekam na tą galę. Do usłyszenia.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
02.07.2026, 13:59 #10
Lecimy z komentarzem.

ET- zależało mi na tym aby pokazać nieco inną twarz Roba i myślę że się to udało. Co do Rybacka to mam mocno mieszane odczucia, bo tutaj znowu chciał być tym śmieszkiem od którego myślałem że będziemy powoli odchodzić. Druga kwestia jest zdecydowanie lepsza, jedyny mindfuck jaki mam to o co chodziło z tym Łowiczem, bo wątpię że Ryback interesuje się polską geografią xD Według mnie całość wyszła całkiem smacznie.

Komentatorzy: Chyba udało się znaleźć złoty środek. Naprawdę zawodnik federacji jako gość to coś świeżego na tyle, że czyta się to bardzo przyjemnie. Myślę, że dużo zrobił też fakt, że Panowie pisali to razem przez co Bryx musiał dostosowywać się do słów Lopeza. Jak na razie najlepsi komentatorzy w historii LPW.

Cava-Blaze: Co do twojego komentarza Yarek to panowie wiedzieli, że mają opener seg bo zostali o tym poinformowani. Przejdę teraz do samej treści, Cavazos opowiedział swoją drogę do miejsca w którym się znalazł dał motyw ciężkiej pracy itd. Pasuje to do jego gimmicku i według mnie jest napisane poprawie, z tym że te jego wypowiedzi wystawiają go na strzelnicę co zauważył Remik w swoim komentarzu. Wiadomo w zestawieniu face vs face pisanie jest trudniejsze, mimo wszystko Blaze potrafił delikatnie uszczypnąć swojego przeciwnika nie wychodząc przy tym z roli. Widać, że Cava to jeszcze po prostu nie jest ścisły ME jeśli chodzi o segmenty, ale nie oznacza to tego, że wypadł tutaj źle. Po prostu uważam, że Axel za każdym razem dobrze go punktował to tyle.

Uszczelka i reszta - No cóż Zbyszek musiał przyjść i coś naprawić, ale jego kolega delikatnie rzecz ujmując mu nie pomógł. Myślę, że sam segment został rozpisany dobrze, mamy dopełnienie przemiany Steel'a, który coraz to bardziej zmaga się z pokusą aby przejść na ciemną stronę mocy. Escobar stara się go tylko mocniej nakręcić uważam, że spełnia swoje zadanie. Co do słów hiszpańskich do których jeszcze się zapewne odniosę to chyba musimy zacząć stosować przypisy, albo znaleźć jakiś sposób na tłumaczenie. Segment na plus, ale coś czuję, że to nie koniec tej historii.

Wywiad: Uważam, że wyszedł ok. Wiem, że popsuło się kodowanie bo generalnie po najechaniu na słowa hiszpańskie powinno się wyświetlać polskie tłumaczenie, ale tutaj z jakiegoś względu nie działa to prawidłowo za co mogę tylko przeprosić. Kociarz pokazał się w nieco innej formie niż video promo i uważam, że nawet obronił swój gimmick jedocześnie pokazując, że raczej nie będzie to kolejny komediant. Mantel to taki typowy stary dziadek co narzeka, że wszyscy są inni niż on i uważam, że w takim kierunku powinien iść swoją postacią. Według mnie było to jakieś, ani dobre ani złe, ale przynajmniej była jakaś emocja, której do tej pory brakowało mi u tej postaci.

Skibidi sigma toilet essa brainrot - To tyle z mojego komentarza xD Nie no Kubuś tutaj robi złote rzeczy, ale został nam porwany Eliasek, boję się o niego.

Dolnick - chyba nie polubił się z podrabiańcem i bardzo dobrze. Tutaj muszą być OG postacie a nie jakieś podrabiańce. Dobrze to rozegrał Carni, ale wiadomo że każdy z Was i ja też czekamy na jakieś inne rzeczy niż pisanie Carniego z Carnim. Myślę, że z czasem wszystkie jego twory dostaną coś satysfakcjonującego. 

Uszczelka - Edgar: Ci którzy myśleli, że ten segment pokaże wyższość Edgara mogą się teraz puknąć w czoło. Dostaliśmy naprawdę dwie skrajności, ale każda w tej swojej skrajności jest dobra, a nawet bardzo dobra. Edgar wypadł na pewno lepiej niż na ostatniej gali, a tego się obawiałem, że jak dostanie rywala to nam spektakularnie zgaśnie. Na całe szczęście tak się nie stało, duży plus za Tuwima uwielbiam ten wiersz w wersji muzycznej. Usczelka odpowiada prosto, ale on właśnie taki jest, to jest prosty chłop, a tekst o tym że Edgar będzie połamany chłop naprawdę sprawił, że mocniej się uśmiechnąłem. 

Brawl - No Butla został mocno poobijany i ciekawe czy uda mu się wyjść do walki na PPV. Miejmy nadzieję, że tak. Uszczelka tutaj widać, że na emocjach poszedł i chciał bronić kumpla bo na pewno był mocno zmęczony po swoim pojedynku. Generalnie zostało to rozpisane dobrze. Co do kwestii RVD, chcę aby na PPV wszystkie walki były jak najbardziej uczciwe więc niech panowie załatwiają to w ringu, a nie na zapleczu.

LS - Tutaj odniosę się do komentarza Remika. Segment miał na celu podkreślenie, że to Lord decyduje kiedy może sobie odpocząć itd. Nie zostało to do końca dobrze zaznaczone w tym segmencie, bo moim zamysłem było to aby Lord pokazał swoją wyższość nad innymi. Wygrał swój pojedynek więc teraz może jechać na zasłużony urlop, więc tutaj mamy trochę rozjazd z tym co w instrukcjach a w tym co na gali. Uważam, że jeśli chodzi o gimmick to segment spełnia zadanie, a dodatkowo jest powiązany z Newspackiem.

Brutal- Właśnie osiągnął poziom 16 jako Charmander i ewoluuje w kolejną formę. Powiem tak było to bardzo ciekawe, jakby też nie będę ukrywać od początku kto za tym stoi, ale nie wiedziałem nic o tym w jaki sposób będzie to napisanie. Kupuję takiego brutala zdecydowanie bardziej aniżeli gościa który ma fioła na punkcie ECW. Bardzo dobrze, że nie zabił Eliaska tylko zapowiedział mu solidny wpierdol na PPV. Dobra robota Michał. 

Mateusz-Derek: Tradycja przerwana, Derek nie pojawił się przed Main Eventem xD A co do samego segmentu i jego koncepcji to myślę, że panowie dobrze się w niej odnaleźli, niestety ale między Mateuszem a resztą rosteru dalej jest przepaść i chyba muszę pomyśleć nad jakimś planem naprawczym dla jego postaci. Bo widać, że w słownych potyczkach on po prostu odstaje od reszty. Natomiast analiza Dereka no muszę przyznać, że chłop zawsze mnie zaskakuje tymi swoimi rozkminami.

Dowson: Wiem, że Shiro przechodzi ciężary przez to, że nie mamy dla niego programu, a pisanie do ściany to naprawdę nie jest łatwa sprawa. Szczególnie mają taki gimmick, wierzcie mi lub nie, ale na PPV będą się dziać rzeczy.

Lopez:  Jose chce walki i ją dostanie, bardzo zgrabnie i zgodnie z prawdą zostało to napisane, uważam że Carni naprawdę dobrze radzi sobie z self promami. Od razu mówię NIE BĘDZIE TO KOMEDIOWY RYWAL wystarczy dobrze PRZECZYTAĆ wypowiedź RVD

ZSJ-Riddle: Foti naprawdę wskoczył na obroty jak za starych dobrych czasów i widać to w każdym kolejnym promie, ale czy to oznacza, że zdominował swojego rywala? Absolutnie nie. Dostaliśmy tutaj naprawdę bardzo jakościowy segment. Nie chcę powielać zdań moich poprzedników z komentarzy, ale ciężko dać tutaj coś autorskiego. Kenneth dobrze odbił każdą piłeczkę jaką starał się posłać Zack, ale Sabre po otrzymaniu szpilek też zgrabnie bronił się słowem. Zdecydowanie najlepszy segment na gali i zasłużony Main Event, gdzie ze względu na ogromny potencjał poprosiłem o napisanie całej walki. Myślę, że wyszło to naprawdę świetnie. Dobra robota.

Podsumowując: Gala ta według mnie nie miała słabych momentów, miała te przeciętne, ale większość była naprawdę dobrych. Myślę, że po PPV dostaniemy nieco więcej szczegółów co dalej z konkretnymi postaciami i sam już bardzo czekam na tą galę. Do usłyszenia.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości