Tag Team Match
Cyclone Diallo & Demonio Caido vs Dale "Big Rig" Rucker & Nicolas McDanniel
Gong rozpoczyna walkę, a w ringu pozostają Big Rig oraz Diallo. Dookoła kwadratowego pierścienia stoją pozostali członkowie WRECKD, zaś nieco dalej, na rampie, akcji przygląda się grupa Nathana Martina. Od razu mamy klincz, który wygrywa zdecydowanie większy Dale, który z łatwością przepycha Cyclone'a do narożnika. Ten jednak szybko uwalnia się Dropkickiem, a następnie wskakuje na narożnik, wykonując Diving Hurricanranę. Rucker po tej akcji szybko wstaje, jednak zostaje trafiony przez Jumping Knee Strike, po którym chwieje się na nogach. Następnie Gwinejczyk odbija się od lin i dokłada Wheelbarrow Bulldog. Po tej akcji zawodnik z Teksasu ma dość i przetacza się w kierunku swojego narożnika, gdzie dokonuje zmiany z Nicolasem McDannielem! Do ringu wchodzi zawodnik, który kiedyś został spuszczony w kiblu, gwoli przypomnienia. Już pierwsza próba jego ataku zostaje skontrowana przez Diallo, który wykonuje Irish Whip, wysyłając Kanadyjczyka w jeden z narożników. Tam mamy próbę ataku z biegu, jednak Nicolas zaskakuje Cyclone'a wystawiając nogi. Sam wskakuje na górne liny z zamiarem wykonania akcji wysokiego ryzyka...jednak Diallo szybko dopada do niego, trafiając go Top Rope Enzuigiri, a następnie dokłada Super Frankensteiner! Tymczasem Demonio Caido wystawia rękę, a Mythomaniac postanawia dokonać zmiany. Do ringu pakuje się gigant z Hondurasu, zaś Diallo wskakuje na narożnik, po czym wdrapuje się z niego na barki swojego kompana. Ten powolnym krokiem rusza w stronę leżącego McDanniela, zaś Diallo stara się utrzymać równowagę, po czym skacze, wykonując 450 Splash! The West African Prophet opuszcza miejsce starcia, zaś Demonio podchodzi do poobijanego i oczekującego na zmianę Ruckera, trafiając go potężnym Headbuttem, w wyniku czego ten spada z apronu. Następnie powraca do McDanniela, podnosi go z maty, po czym stojąc za nim chwyta go oburącz za szyję! Mało tego - podnosi niewielkiego Kanadyjczyka w górę jak kukłę! Gigant ściska z całej siły, a Nicolas początkowo usiłuje się szarpać, jednak szybko opada z sił. Sędzia podchodzi do niego i zauważa, że już odpłynął! To koniec tej walki!
Sędzia nakazuje uderzyć w gong, jednak to nie powstrzymuje Demonio Caido, który w dalszym ciągu zaciska swoje łapska na szyi pokonanego zawodnika. Arbiter próbuje mu przerwać, jednak ten zupełnie nie zwraca na to uwagi. Po chwili..podchodzi do lin od strony stage'u i wystawia trzymaną ofiarę poza liny, tak by Nathan Martin z resztą ekipy mogli z bliska obserwować scenę "egzekucji". Po kilku kolejnych sekundach Walker gestem ręki pokazuje, że wystarczy, a Demonio w końcu puszcza McDanniela, który bezwładnie spada na podłogę obok ringu. Ekipa Martina obserwuje całe zajście ze spokojem, jednak można się domyślać, co właśnie przechodzi im przez głowy. Willy Walker najwyraźniej także się tego domyśla, gdyż w jego oczach widać olbrzymią satysfakcję.
Wulkanizacja „Bez Gum(y)” - Pamiętaj, bez dobrej gumy daleko nie zajedziesz!
Po krótkiej przerwie na arenie rozbrzmiewa theme song Zygmunta Butli. The Bar Room Warlord wychodzi na rampę, jednak tym razem nie ma przy sobie ani butelki, ani Uszczelki. W dłoni trzyma za to białą kopertę z logo kliniki, w której kilka dni wcześniej wykonano jego badania DNA. Zygmunt wchodzi do ringu, odbiera mikrofon i przez chwilę przygląda się kopercie.
Zygmunt Butla: No dobra... całe życie człowiek myślał, że wie przynajmniej jak się nazywa i ile ma lat, a w ciągu dwóch tygodni się okazało, że z jednym i drugim może być problem. Lekarz już mi oznajmił, że zamiast trzydziestu sześciu mam koło pięćdziesięciu pięciu, także dzisiaj naprawdę już niewiele jest mnie w stanie zdziwić. Chociaż jak tu będzie napisane, że jestem Chińczykiem, to chyba wracam do tego wróżbity.
Na trybunach słychać pojedyncze śmiechy. Zygmunt rozrywa kopertę i wyciąga ze środka kilka kartek. Początkowo próbuje czytać dokument samodzielnie, jednak szybko marszczy brwi.
Zygmunt Butla: Marker genetyczny... zgodność alleli... prawdopodobieństwo... dobra, gdzie oni tu napisali po ludzku...
Butla przesuwa palcem po tekście i nagle milknie. Kilkukrotnie czyta ten sam fragment. Humor momentalnie znika z jego twarzy.
Zygmunt Butla: „Prawdopodobieństwo biologicznego ojcostwa: 99,99%”. Wiktor Ciureja...
Zygmunt opuszcza dokument i przez chwilę stoi nieruchomo. Wtedy na rampie pojawia się znany już widzom Emil Ciureja. Tym razem jednak nie jest sam. Obok niego stoi starszy, bardzo elegancko ubrany mężczyzna. Obaj ruszają w kierunku ringu.
Po wejściu pomiędzy liny Emil bierze mikrofon.
Emil Ciureja: Zygmunt... wynik, który trzymasz w rękach, jest prawdziwy. Pozwól, że przedstawię ci człowieka, który czekał na ten dzień znacznie dłużej, niż możesz sobie wyobrazić. Wiktor Ciureja. Twój ojciec.
Wiktor oraz Zygmunt przez dłuższą chwilę stoją naprzeciwko siebie. Starszy mężczyzna jako pierwszy wyciąga dłoń, jednak po chwili rezygnuje z oficjalnego gestu i podchodzi bliżej.
Wiktor Ciureja: Szukałem cię przez lata. Były tropy, dokumenty, ludzie, którzy obiecywali, że wiedzą, gdzie jesteś... i zawsze kończyło się tak samo. W pewnym momencie wszyscy wokół mnie uznali, że powinienem zaakceptować, że mojego syna już nie ma. Ja nigdy tego nie zrobiłem.
Wiktor wyciąga spod marynarki drugą połowę złotego medalionu. Zygmunt natychmiast rozpoznaje wzór. Sam wyjmuje fragment, który otrzymał wcześniej. Obie części idealnie do siebie pasują.
Wiktor Ciureja: To należało do ciebie od dnia narodzin. Po pięćdziesięciu pięciu latach wreszcie wróciło do właściciela.
Zygmunt Butla: Ja nawet nie wiem, co mam powiedzieć... Pierwszy raz w życiu to mi się zdarza. Całe życie myślałem, że moi starzy mnie nie chcieli, a teraz wychodzi, że w ogóle nie byli moimi starymi. Jak chcesz nadrabiać zaległości, to trochę tego jest. Ze czterdzieści parę urodzin, komunie nie wiem czy liczymy... i kilka kolejek do postawienia.
Wiktor lekko się uśmiecha. Wyciąga rękę i kładzie ją na ramieniu Zygmunta.
Wiktor Ciureja: Na wszystko przyjdzie czas.
Nagle ktoś wpada do ringu zza pleców Butli! Zygmunt nie zdąża się nawet odwrócić, gdy otrzymuje potężne uderzenie w tył głowy. Zaskoczony Butla pada na kolana, a napastnik natychmiast łapie go za rękę, przyciąga do siebie i ścina brutalnym Lariatem! Zygmunt ląduje na macie.
Emil robi krok w stronę napastnika, lecz Wiktor wyciąga przed niego rękę, zatrzymując go. Tajemniczy zawodnik poprawia mankiety koszuli, bierze leżący obok mikrofon i spogląda z góry na swojego kuzyna.
???: Pięćdziesiąt pięć lat. Przez pięćdziesiąt pięć lat nie było cię przy tej rodzinie. Nie znałeś jej zasad, nie znałeś ludzi, nie budowałeś jej pozycji i nawet nie wiedziałeś, że nosisz jej krew. A teraz jeden świstek papieru ma sprawić, że wejdziesz tutaj i nagle staniesz się jednym z nas? Nazywam się Giovanni CIureja i jestem jedynym prawowitym spadkobiercą rodu Ciureja.
Giovanni przykuca przy leżącym Zygmuncie.
Giovanni Ciureja: Możesz być synem Wiktora. Możesz mieć nasze DNA. Możesz nawet nosić medalion. Ale jeżeli myślisz, że dzięki temu wejdziesz do rodzinnego interesu i położysz ręce na tym, na co inni pracowali całe życie... to bardzo szybko wyprowadzę cię z błędu. Zrobię wszystko, żeby Zygmunt Butla nigdy nie dostał nawet kawałka tego, co należy do rodziny Ciureja.
Giovanni podnosi się i odrzuca mikrofon. Zygmunt próbuje podciągnąć się przy linach, spoglądając w stronę swojego ojca. Wiktor przez moment patrzy na syna bez żadnej reakcji... po czym powoli zaczyna klaskać. Giovanni odwraca się w jego stronę. Wiktor kiwa głową z wyraźnym uznaniem.
Wiktor Ciureja: Krew daje ci nazwisko, Zygmunt. Na miejsce przy naszym stole trzeba sobie zasłużyć.
Wiktor rusza w stronę wyjścia. Giovanni dołącza do niego, a po krótkim wahaniu za nimi podąża również Emil. Zygmunt pozostaje w ringu sam, siedząc pod dolną liną z wynikami DNA oraz połączonym medalionem w dłoniach. Jeszcze kilka minut wcześniej odnalazł ojca. Teraz wyraźnie nie jest już pewien, co odnalazł razem z nim.
Piekarnia „Gorące Bułeczki” - Rano twarde, wieczorem miękkie. Zawsze świeże!
Kamera zagląda do biura Generalnego Menadżera Colosseum. Ted DiBiase Jr. przegląda dokumenty, kiedy nagle odzywa się jego telefon. Ted spogląda na ekran i odbiera połączenie.
Ted DiBiase Jr.: Tak?... Rozumiem. A Otunga?
Ted milknie na kilka sekund, słuchając odpowiedzi. Jego wyraz twarzy wyraźnie się zmienia.
Ted DiBiase Jr.: Obaj? Dzisiaj?
Kolejna krótka chwila ciszy.
Ted DiBiase Jr.: Dobrze. Dzięki za informację.
Ted kończy połączenie i przez moment wpatruje się w ekran telefonu. Następnie odkłada go na biurko i opiera się o fotel.
Ted DiBiase Jr.: Ciekawe…
Generalny Menadżer przez chwilę pozostaje zamyślony, po czym ponownie sięga po telefon. Kamera jednak ucina obraz, zanim dowiadujemy się, do kogo zamierza zadzwonić.
Hólmgang Nordic War Match
Fenrir vs Thor
Rozpoczynamy więc starcie w surowych, nordyckich warunkach atmosferycznych. W oddali widać nadchodzącą, ciemną chmurę zza areny jakby zmierzającą prosto ich stronę. Słońce powoli zachodzi, pochodnie wspomagają słońcu oświetlanie areny. Sędzia pyta zawodników czy są gotowi przystąpić do walki i gdy obaj potwierdzają arbiter nakazuje wybić w gong, po czym słychać taki pusty, głośny dźwięk roznoszący się z echem po lesie. Zainteresowani podchodzą do siebie powolnym krokiem cały czas nie spuszczając z siebie wzroku. Żaden z nich nie okazuje strachu. W końcu spotykają się mniej więcej w środku i zaczynają wymieniać się punchami. W tej wymianie jednak górą wychodzi Fenrir przez co zaczyna dominować nad oponentem w liczbie punchy. W końcu mamy Gut Kick wyprowadzony przez Wilkołaka, który po tym ataku dokłada jeszcze Axe Handle. Thor po tym aż syczy z bólu i odchodzi kilka kroków. Thorland ponownie podchodzi do przeciwnika i mamy Clothesline od Norsk Werewolfa. Haraldsson wstaje i otrzymuje kolejny atak przedramieniem. Thor się nie poddaje i ponownie się podnosi. Teraz Fenrir jest już gotowy, wynosi przeciwnika i dokłada jeszcze Pendulum Backbreaker. Wilkołak pada na ziemię zaraz po swoim rywalu i mamy próbę przypięcia. 1... Kickout. Obaj panowie wstają, ale Thorland odchodzi od swojego przeciwnika, żeby trochę odpocząć. Nie zauważa z tego wszystkiego wystającego korzenia i wywraca się prosto w taki nieco bardziej piaszczysty teren Norsk Werewolf podchodzi do rywala i pomaga mu wstać, jednak Haraldsson będąc jeszcze na kolanach chwyta garść piasku i ciska nim prosto w twarz oponenta. Między piaskiem trafił się kamień, który powoduje chwilowe zamroczenie, poza tym Fenrir po prostu nie spodziewał się, że przeciwnik ciśnie w niego piaskiem. Thor to wykorzystuje, wstaje na równe nogi i wyprowadza szybki Push Kick, po którym Wilkołak zostaje pchnięty do tyłu, spotyka się z wystającym pieńkiem i upada teraz na ziemię, na plecy. Thorland teraz do niego dopada, wyprowadza kilka szybkich stompów i wyprowadza jeszcze szybki Elbow Drop i od razu próba pinu. 1... Kickout. Teraz Haraldsson podnosi przeciwnika trzymając go za maskę i ciska nim w stronę roku areny. Norsk Werewolf spotyka się z drewnianym palem i obraca teraz przodem do oponenta opierając się jednocześnie plecami o drewnianego pala. W okolicy rogu areny techniczni luźno rozrzucili wcześniej sztachety i kantówki różnych długości. Zadowolony Thor tylko zatarł ręce i wziął do ręki jedną ze średniej długości kantówek. Z zadowoleniem patrzy teraz na oponenta bierze zamach i... uderza prosto w stojący w rogu pal! Fenrir w porę zdążył się pochylić i będąc tak pochylonym sięga również, tym razem po sztachetę. Haraldssonowi natomiast pod wpływem trzeciej zasady dynamiki Newtona, wypada z ręki kantówka. Teraz odwraca się do swojego przeciwnika i Wilkołak wyprowadza uderzenie sztachetą prosto w łysą głowę przeciwnika. Thor po tym ataku wpada w pal trzymając się za głowę, spod ręki widać maleńką stróżkę krwi. Fenrir w tym momencie wyprowadza jeszcze uderzenie na brzuch przeciwnika przez co ten chwyta się rękami właśnie za tors i teraz faktycznie widać zakrwawione czoło przeciwnika. Norsk Werewolf po tym wyrzuca sztachetę i bierze nieco dłuższą kantówkę, cofa się kilka kroków w tył, rozpędza się w stronę przeciwnika stawia kantówkę niczym tyczkarz, wybija się w powietrze i mamy taki mocniejszy Corner Splash! Po tym próba pinu, 1... 2... Kickout. W międzyczasie rozpadał się deszcz, a słońce zaczyna schodzić coraz niżej. Na arenie zaczęły pojawiać się kałuże i błoto. Fenrir podnosi przeciwnika samemu również wstając do stójki. Bierze teraz rywala za rękę i Irish Whipem wysyła go w głąb areny, jednak mamy reversal i to Thor wykonuje tę akcję. Wilkołak wbiega w kałużę i się w niej zatrzymuje. Norsk Werewolf odwraca się do przeciwnika i otrzymuje Running Shoulder Block, który przyjmuje, jednak nie pada w kałużę. Nieco zaskoczony Thorland patrzy teraz na Fenrira, wyprowadza Gut Kick, bierze, krótki rozpęd i dokłada jeszcze Running Double Axe Handle i ten atak już wywraca Fenrira w kałużę. Próba pinu. 1... 2... Kickout. Zawodnicy już mokrzy od coraz mocniej padającego deszczu leżą na ziemi. Haraldsson wykorzystuje jeszcze leżącego rywala, przekręca się z nim odpowiednio i zapina Triangle Choke! Obaj panowie tarzają się już w błocie, jednak ani Thor nie chce odpuścić duszenia, ani Wilkołak poddać tego pojedynku. Sędzia co chwila pyta się zamaskowanego zawodnika czy chce to poddać, jednak ten nie zamierza przegrać tego pojedynku. Thor stara się jeszcze ciaśniej dopiąć uchwyt, jednak to zdaje się nie dawać rezultatów. W końcu Fenrir po prostu postanawia uderzać rywala po żebrach, Thor w końcu zaczyna uciekać tak na boki, żeby jakoś amortyzować uderzenia. Brudny od błota zmieszanej z krwią Haraldsson ostatecznie coraz słabiej trzyma uchwyt, aż Norsk Werewolf coraz bardziej mokry wyślizguje się rywalowi z uchwytu. Nad areną już całkowicie zapadł zmrok i cały pojedynek oświetlają już jedynie pochodnie, a Fenrir jakby karcąc swojego oponenta wyprowadza na jego głowę wiele punchy jeszcze bardziej rozmazując krew i brud na jego twarzy. Teraz Norsk Werewolf podnosi przeciwnika za rękę, wyprowadza Gut Kick i mamy Unchaining (Swinging Fisherman Suplex)! Od razu próba pinu. 1... 2... 3?! Kickout! W tym momencie Fenrir wstaje, wszystko cichnie i w oddali słychać tylko wycie wilka. Wilkołak spogląda w górę, gdzie również swoje „oko” kieruje kamera i widać, że znad gęstego lasu wyłania się już księżyc, który jest w pełni. Norsk Werewolf szybkim ruchem głowy spogląda na swojego rywala i oczodoły zaświecają mu się na czerwono jakby bardziej, niż wcześniej. Niezwykle pobudzony Fenrir wstaje podnosząc swojego przeciwnika, od razu wkłada jego głowę pod pachę. Wyniesienie pod Vertical Suplex... i mamy Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)! Od razu po tym potężnym ataku mamy próbę pinu. 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Fenrir zwyciężą tę wojnę!
Video Promo
Obraz na ekranie ukazuje jakieś ciemne pomieszczenie, a w oddali można z trudem dostrzec postać siedzącą na krześle. Operator powoli zbliża się, aż nagle zapala się światło, ukazując oblicze Erwina Eckharta, który poprawia swój kołnierzyk. Wówczas zaczyna także grać jego theme song - Eine Kleine Nachtmusik. Następnie pokazywane zostają naprzemiennie: ujęcia przedstawiające rzeczonego zawodnika w różnych sytuacjach oraz wypowiedzi osób, które mają bądź miały styczność z Erwinem (są one podpisane na pasku u dołu ekranu).
Section 104, jak zwykle bezbłędnie wykonane! 1...2...3! Ring the Bell!
John Southwarden (dyrektor Rockcliffe Hall Academy for Academic Excellence): Oczywiście, że pamiętam tego chłopaka! Już pierwszego dnia w szkole zwrócił na siebie uwagę, gdy przez całą lekcję wytykał błędy nauczycielowi. Co najciekawsze - miał rację! *śmiech*
Kamera ukazuje Erwina podczas rutynowego wejścia na ring, podczas którego starannie wyciera swoje buty, a także sprawdza długość oraz wytrzymałość białego sznurka używanego w walkach tag teamowych. Następnie spokojnym krokiem przekracza liny.
Clive Stanton (dziadek Erwina Eckharta): *uśmiecha się* To wyjątkowy chłopak. Już od najmłodszych lat chciał wszystko robić najlepiej.
Kolejne ujęcie przedstawia Erwina przemawiającego w ringu.
Erwin Eckhart: Zasady to fundamentalna część pro wrestlingu, czy wam się to podoba, czy nie!
Rob Van Dam: Od razu wydał mi się inny od wszystkich. Rzadko spotykamy się z taką determinacją, nawet w naszym biznesie.
Kolejne ujęcie przedstawia Eckharta w pustej sali treningowej, który powtarza Elbow Drop na pustej macie, nadal nie będąc zadowolonym z rezultatów.
Marius Gunn (były trener Erwina): Praca z nim to wyzwanie. Nawet gdy robił wszystko dobrze, wciąż chciał się poprawić.
Scena ukazuje Erwina we własnej sypialni, w środku nocy, gdy ogląda nagranie ze swojego treningu, raz za razem cofając jeden moment i nerwowo notując coś w zeszycie.
Whack Ax (pro wrestler): On nie umie się bawić. Wiele razy oferowałem mu piwo po treningu, a on wolał zostawać po godzinach i robić te same ćwiczenia po raz drugi. Później podobno jeszcze sprzątał salę!
Na obrazie ukazuje się ponownie hala treningowa, tym razem jednak nie ma ringu, a w hali jest jedynie Erwin oraz trener. Zawodnik biega sprintem, a trener przygląda się ze stoperem i w momencie przekroczenia mety zapisuje wynik na kartce papieru. Zbliżenie ukazuje następujące liczby, jedna pod drugą:
12.38
12.34
12.33
12.30
Clay Boston (projektant mody): Nigdy wcześniej ani później nie spotkałem takiego klienta. Odrzucił ponad dwadzieścia projektów stroju, zanim w końcu coś mu się spodobało. To był tylko strój zapaśniczy!
Erwin zaciska submission coraz mocniej - koniec! Rywal odklepuje!
Steve Eilberg (sędzia Legion Pro Wrestling): Odkąd się pojawił, musimy mieć oczy szeroko otwarte. Nieczęsto zdarza się wrestler, który zna przepisy lepiej od jakiegokolwiek sędziego!
Scena ukazuje Erwina w szatni, który tłumaczy coś innemu wrestlerowi.
Erwin Eckhart: Ile razy można ci to powtarzać? Kąt załamania twojego ramienia musi być o cztery stopnie mniejszy! *nerwowo pokazuje na trzymany w ręku papier*
Clive Stanton (dziadek Erwina Eckharta): *wzdycha* Gdyby tylko chciał, tak jak szacunku do branży, nauczyć się również szacunku do drugiego człowieka...
Ponownie widzimy przemawiającego Eckharta.
Erwin Eckhart: Perfekcja? Nie ma czegoś takiego. Zawsze istnieje pole do poprawy.
Rob Van Dam: To diament, ale nieoszlifowany.
Ostatnie ujęcie ponownie przedstawia Erwina, wstającego z krzesła, na którym pozostawia swój podręcznik - "Eckhart Wrestling Regulations", na który operator dokonuje zbliżenia kamery. Sam zawodnik znika z pola widzenia i w tym czasie muzyka również przestaje grać. Po chwili obraz gaśnie.
Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy Jay'a Dimateo, do którego podchodzi uśmiechnięty Zbyszek Uszczelka.
Uszczelka: Panie Andrzeju, tego meksykola to my mamy z głowy. Mam takiego znajomego Krzyśka co w knajpie w Czikago klei te ich naleśniki. Dzwoni do mnie wczoraj i mówi tak "Zbyszek przyszedł do mnie ten twój kolega co żeś się z nim prał ostatnio o pas" ja mu mówię na to "Krzysiu pamiętasz jak wam kiedyś zamknęli knajpę bo kanalizą waliło na sali? Jak po walce przyjechałem, żeby to ogarnąć? To będę miał prośbę, a za tamto będziemy kwita. Daj mu kochaniutki tak od serca kropelek sosu co by kolega z meksyku prawdziwy ogień poczuł." *śmieje się* I tym sposobem Jorge zamiast tacos miał srakos *kaszel* dobrze żem to wymyślił co?
Jay DiMateo: *podnosi głowę z nad telefonu* No i to jest to, czego nam było potrzeba! Powiem Ci...Zbychuj? *Uszczelka marszczy czoło, jakby zaraz miał wyprowadzić prawy sierpowy* *pluje przed siebie* Znaczy się, Zbychu! Mogę chyba tak, nie? Dobrze to wymyśliłeś. Perfekcyjnie to wymyśliłeś. A wiesz, co ja rozkminiłem? To słuchaj, bo normalnie aż Ci pas spadnie z ramienia, jak to usłyszysz. *Jay dziwnie się podniecił* Jak wiadomo, gardzę moim ojcem i jego interesami. No, ale...nie jestem debilem. *[puszcza oczko do kamery, perfidnie łamiąc czwartą ścianę* Więc poprosiłem moich kolegów, żeby załatwili za mnie pewną sprawę. Wiesz, jak mnie ten Otunga ostatnio wpienił? Bla, bla, bla, ja jestem wielki adwokat, ja wam pokaże, co możecie, a co nie! Znalazł się. *prycha* Tylko wiesz, trzeba uważać. Jak to mówią "ściany mają uszy". Przy Tedzie lepiej mieć się na baczności, RVD nawet jakby nas przyłapał, to co by nam zrobił? Kazał by najwyżej napisać esej...*śmieje się, dumny z tego żartu
Uszczelka: Kurde bele trza przyznać, że nie pierdolisz się pan w tańcu. Jak już twoje koleżki go schwytali, to niech mu założą te sukienkę dla papugi i niech zatańczy kujawiaka to do kabaretu filmik wyślemy. *śmiech* Ja się panie tego Roba nie boję, on Robercik nasz jest, polak znaczy sie podobno. A jak mnie wkurwią to pas zabiorę i szukaj wiatru w polu hehe..
Uszczelka chce coś powiedzieć, ale wtem zza pleców obu zawodników rozlega się znajomy głos.
Ted DiBiase Jr.: Jay, kilka chwil temu powiedziałeś coś bardzo mądrego. Ściany rzeczywiście mają uszy.
Uśmiechy momentalnie znikają z twarzy obu zawodników. Kamera przesuwa się nieco w bok i widzimy podchodzącego do nich Teda DiBiase Jr.
Ted DiBiase Jr.: Muszę przyznać, że wykazaliście się sporą kreatywnością. Jeden znajomy w restauracji, kilka odpowiednich telefonów, koledzy z wypożyczalni... Całkiem dużo pracy jak na dwóch ludzi, którzy chcieli sobie po prostu ułatwić drogę do walki podczas PPV. <Ted spogląda najpierw na Uszczelkę, a następnie na DiMateo.> Problem polega na tym, że wiem, dlaczego Jorge Cavazos nie pojawił się dziś w tej arenie. Wiem również, dlaczego David Otunga miał po drodze do Baltimore dość nieplanowany przystanek. I przede wszystkim wiem, że żadne z tych wydarzeń nie było przypadkiem.
Jay chce coś powiedzieć, jednak Ted od razu unosi dłoń.
Ted DiBiase Jr.: Spokojnie. Nie interesują mnie teraz wasze wyjaśnienia. Interesuje mnie rozwiązanie. <GM spogląda na Valor Championship znajdujący się przy Uszczelce.> Zbyszek, na najbliższym PPV będziesz bronił Valor Championship, w walce przeciwko Davidowi Otundze, a także Jorge Cavazosowi.
Jay momentalnie robi krok w stronę Teda, ale ten przenosi wzrok właśnie na niego.
Ted DiBiase Jr.: A jeśli właśnie pomyślałeś, że pozbycie się ich obu automatycznie zrobiło z ciebie jedynego pretendenta... to bardzo źle zainwestowałeś swój czas. <Ted robi krótką pauzę.> Nie zamierzam jednak odbierać ci możliwości udowodnienia, że zasługujesz na miejsce w tej walce. Wręcz przeciwnie. Dostaniesz ją już za chwilę. Jay DiMateo kontra Zbyszek Uszczelka. Non-Title Match. Jeśli pokonasz Valor Championa, dodam cię do walki na Danse Macabre. <Ted spogląda na obu zawodników z lekkim uśmiechem.> Chcieliście być w centrum uwagi. Proszę bardzo. Za chwilę będziecie mieli ring tylko dla siebie. Szykować się do walki.
Ted odchodzi, pozostawiając Uszczelkę i DiMateo samych. Obraz z kamery gaśnie,
Non-TItle Singles Match - If DiMateo wins, he will be added to the Valor Championship Match at LPW: Danse Macabre
Zbyszek Uszczelka vs Jay DiMateo
Końcówka pojedynku. Zbyszek Uszczelka stoi przy linach i przez chwilę łapie oddech, kiedy Jay DiMateo próbuje wykorzystać okazję i rusza z Calf Kickiem! Majster przyjmuje uderzenie, cofa się o krok, ale odpowiada potężnym Forearm Smashem. Made Man oddaje Chopem, Zbyszek kolejnym Forearmem i po chwili obaj stoją na środku ringu, wymieniając cios za ciosem. Jay próbuje zakończyć wymianę Roundhouse Kickiem, jednak Uszczelka schyla się pod nogą przeciwnika i natychmiast łapie go w pas. Body Slam! DiMateo uderza plecami o matę, a Zbyszek bierze krótki rozpęd i dokłada Elbow Drop! Nie pinuje jednak od razu. Siada obok przeciwnika, przez chwilę ciężko oddycha, po czym podciąga go do góry. Knee Strike w brzuch i próba Powerbombu! Jay zostaje wyniesiony, ale zaczyna zasypywać rywala krótkimi Punchami w głowę. Uszczelka traci kontrolę i DiMateo zeskakuje za jego plecy. Zbyszek odwraca się... ENZUIGIRI! Polak zatacza się w narożnik. Jay rusza za nim, trafia Chopem, kolejnym Chopem, a następnie wyciąga rywala i wykonuje Running Bulldog! Pin! 1... 2... NIE! Majster podnosi bark. DiMateo nie kryje irytacji i coś wykrzykuje w kierunku sędziego, dając Zbyszkowi kilka sekund na dojście do siebie. Jay wraca do rywala, ale otrzymuje nagły Knee Strike w brzuch! Uszczelka przechwytuje jego głowę. URWANY GWINT! Swinging Neckbreaker! Obaj zostają na macie. Zbyszek przekręca się na bok i przez chwilę zbiera siły, podczas gdy DiMateo podciąga się przy linach. Majster rusza za nim i łapie przeciwnika we Front Facelock, szykując Będzie Pan Zadowolony! Próbuje wyniesienia, lecz Jay obniża pozycję, blokuje akcję i wbija dwa krótkie Punch'e w żebra. Uchwyt puszcza. Calf Kick od DiMateo! Uszczelka cofa się i pada plecami tuż obok lin. Jay momentalnie rzuca się na niego z klasycznym przypięciem, mocno dociskając barki do maty i zahaczając jedną z nóg rywala. Zbyszek zaczyna się szarpać, więc Made Man wykorzystuje swoje położenie - wyciąga nogi za siebie i opiera obie stopy na środkowej linie! Dodatkowa dźwignia przygniata Uszczelkę do maty, a sędzia, skupiony wyłącznie na jego barkach, niczego nie zauważa! 1... 2... Zbyszek próbuje się wyrwać... 3! Gong! Jay natychmiast zdejmuje nogi z liny, puszcza przeciwnika i odsuwa się, unosząc ręce z miną niewiniątka.
Jay wygląda jakby poczuł właśnie wielką ulgę, podnosi się mocno zmęczony, w międzyczasie widzimy, że Uszczelka zabiera swój tytuł i szybko udaje się na backstage. DiMateo ewidentnie o czymś myśli, rozgląda się teraz po trybunach, po czym przeczesuje gwałtownie włosy i prosi obsługę o mikrofon.
Jay DiMateo: Baltimore! *cheer* Czy wszyscy mnie widzą i słyszą? *cheer* To świetnie, bo mam coś do powiedzenia. *kładzie ręce na linach i patrzy się w stronę titantronu* Głupio wam? Próbowaliście wszyscy, jak tylko się dało! RVD robił wszystko, by uprzykrzyć mi życie, Ted poszedł w jego ślady i...NIC Z TEGO! Pokonałem Uszczelkę, zapewniłem sobie miejsce w walce o Valor Championship...na przekór wszystkim! *rozgląda się po publiczności* Was też to boli, co? Boli was, że nie mieliście racji! *buczenie* Siedzieliście w tych swoich zapierdziałych gaciach i klikaliście bezmyślnie "LUBIĘ TO" pod wpisem jakiegoś starego masturbatora "DiMateo niczego nie osiągnie, to jakiś dziwny twór, nie wróże mu kariery". Ja nadal tu jestem i co więcej - wszystko zaczyna się układać. *uśmiecha się* Na Danse Macabre udowodnię raz jeszcze, że nie tylko jestem przyszłością LPW, ale jestem również przyszłością wrestlingu! Zdobędę Valor Championship, chociaż bądźmy szczerzy - to ten tytuł potrzebuje mnie bardziej, niż ja jego! *buczenie* Taka prawda. Myślicie, że Cavazos był dobrym mistrzem? Albo, że Uszczelka godnie nas reprezentował? Fakty są takie, że Don Leone nawet by się nie schylił po ten pas. *buczenie* Spokojnie, spokojnie, poczekajcie jeszcze chwilę, a uwierzcie mi - nadejdą dni światłości dla tego tytułu i całego Colosseum. *ustawia się na środku ringu i wznosi rękę do góry, w drugiej trzymając mikrofon* 25.10.2026 otworzy się brama, która da wam mistrza godnego. Mistrza, który da wam wszystko, czego zapragniecie...
Jay upuszcza mikrofon na matę, a następnie szelmowsko się uśmiecha i dumny z siebie przeskakuje przez liny. W drodze na backstage krzyczy jeszcze głośno w kierunku kibiców, którzy są już mocno sprowokowani i pobudzeni.
Zakład Stolarski „Na Wymiar” - Nie liczy się długość, tylko technika obróbki!
Kamera przenosi nas do szatni zawodnika, który jest już mocno zmęczony, ale wciąż ma przed sobą jeszcze jedno starcie dzisiejszego wieczoru. Dokładnie tak, jesteśmy w locker roomie Kennetha Riddle'a. Obserwujemy, jak Sacramento Saint kończy krótką sesję medytacji, po czym zgarnia jeszcze butelkę wody i kieruje się do wyjścia na trzecią, decydującą batalię podczas 11 edycji Colosseum. Riddle zamyka za sobą drzwi szatni, obraca się i nagle uśmiecha się lekko pod nosem, po czym kręci głową. Jak się okazuje, The Icon zareagował tak na obecność... Ralfa!
Kenneth Riddle: To chyba będzie musiało poczekać, Ralf...
Ralf: *wyraźnie blokując drogę Riddle'owi* Ja też się cieszę, że cię widzę, Kenneth. *uśmiecha się* Czyli jeszcze o mnie pamiętasz. Spieszysz się gdzieś? Faktycznie - to będzie musiało poczekać...
Kenneth Riddle: Niektórych twarzy się nie zapomina… Tak się składa, że spieszę się wyszarpać sobie miano pretendenta do Global Championship. Czego chcesz, Ralf?
Ralf: Nie jesteś zbyt rozmowny. Walka nie zając, może zaczekać. Nathan Martin nigdzie ci nie ucieknie, możesz być o to spokojny. Widzisz...nie tylko ciebie interesuje dzisiejsza walka wieczoru. Ja również jestem bardzo zainteresowany. Powiedziałbym nawet, że gramy do jednej bramki, Ken. Dobrze wiesz, że wcale nie będziesz musiał niczego sobie wyszarpywać...
Kenneth Riddle: Dzięki za propozycję… bo chyba tak powinienem rozumieć Twoje słowa… ale nie skorzystam ze wsparcia. Jeśli jesteś zainteresowany walką wieczoru, to znajdź sobie miejsce przy telewizorze na zapleczu i obejrzyj show w jakimś dobrym towarzystwie. Wszyscy lepiej na tym wyjdziemy.
Riddle poklepuje Ralfa po ramieniu i próbuje ruszyć w stronę Gorilla Position… jednak Holender ponownie blokuje mu możliwość przejścia.
Ralf: Chyba się nie zrozumieliśmy. Kenneth, ja wcale nie składam ci propozycji. Za twoją również dziękuję, ale także nie skorzystam. Będę miał ciekawsze rzeczy do roboty, niż siedzenie przed telewizorem. *uśmiecha się* Powiedzmy sobie wprost - obaj dobrze wiemy, jak bardzo zależy ci na tym zwycięstwie. Znam cię, wiem że nie jesteś głupi, a przecież tylko głupiec chciałby samemu sobie rzucić kłodę pod nogi, prawda? No chyba że, sam wiesz, honor jest dla ciebie ważniejszy od zwycięstwa. W końcu możesz zostać honorowym wojownikiem...ale nie jestem pewien, czy warto. Pamiętasz Sakazakiego? Ja też nie. Wiesz, że nie jestem tak uzdolniony jak mój kolega Cyclone i nie mogę zabronić ci kroczenia ścieżką Samuraja, ale myślę, że masz świadomość tego, że droga do chwały bywa kręta...*zbliża swoją twarz do Riddle'a* i bolesna.
Kenneth stoi bez ruchu, wpatrując się z kamiennym wyrazem twarzy w Ralfa. Ten zauważył, że Riddle nie zamierza kontynuować rozmowy, więc lekko się wycofuje i odchodzi. Sacramento Saint wpatruje się przez chwilę w stronę, w którą odszedł jego rozmówca, po czym bierze głęboki oddech i rusza dalej…
Hodowla „Króliczy Raj” - Nasze samce nie pytają, czy boli głowa!
Przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy znajdującego się w niej Johnny'ego Turna. Siedzi on na ławce, spoglądając przy tym przed siebie. Osobą, na którą zwracał uwagę, był Luis Borges, stojący naprzeciwko niemu.
Luis Borges: Ehhhh... *lekko zasmucony* Dobrze, że chociaż tobie udało się wygrać. *wzdycha* Otrzymałem od losu wielką szansę i musiałem ją zmarnować. Riddle to jednak nie jest jeszcze mój poziom. Ukazał mi dobitną różnicę między najlepszymi a tymi, którzy zamierzają aspirować do tego grona. *zerka na Tornado Mana* Tyle dobrego, że chociaż twoja misja zakończyła się powodzeniem. Ralf myślał, że wybiegając przed szereg, gwarantuje sobie pewny sukces. Głupiec... *lekko się podśmiewa* Być może po tym pojedynku zrozumie, że milczenie bywa złotem i lepiej dla niego, aby korzystał z tego przywileju. Właściwie powinniśmy świętować, ale czy mamy ku temu powody? *zerka ponownie na Turna, oczekując jego reakcji* Widzisz, Johnny. Dotychczas myślałem, że to wszystko jest jednak trochę mniej skomplikowane. Wychodzisz, walczyć, pokazujesz swoją wolę walki i to wystarczy. Oszukiwałem siebie wystarczająco długi czas. Walker i jego kółko wzajemnej adoracji uzmysłowiło mi, że zawsze będziemy krok za nimi w tyle.
Johnny Turn: Wola walki to za mało i musisz się nauczyć tego, że żeby wygrać trzeba wstać i stawić czoła przeciwnikom. *Johnny wstaje i kładzie rękę na ramieniu Luisa* Ale nie załamuj się, przecież to są Twoje pierwsze pojedynki w tej federacji, jeszcze masz wiele do ugrania. *Johnny ściąga rękę z ramienia i opiera teraz obie dłonie na swoich biodrach* Zwłaszcza, że Kenneth jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem. To musi już pójść w zapomnienie, bo mamy inne sprawy na głowie. Walker to przeciwnik wszystkich, którzy pojawiają się w ringu LPW, nieprzewidywalny człowiek z własną armią, bo jak nazwać już tylu ludzi pod sobą, szczególnie patrząc na tego czołga, którego dzisiaj przedstawił szerszej publiczności.
Luis Borges: Masz rację, Johnny. Muszę zapomnieć o tej porażce, gdyż Walker nie śpi i zawsze ma coś w zanadrzu, czym z chęcią nas będzie chciał zaskoczyć. *spogląda na Turna* Nie możemy przez to wykonywać żadnych pochopnych ruchów. To jest właśnie to, na co tak bardzo liczy Willy. On stawia na nieprzewidywalność i trzeba zaskoczyć go dosłownie tym samym. Musimy uderzyć go w momencie, gdy najmniej się tego spodziewa. Gdy on buduje i rozwija swoją armię, my musimy zadbać o to, aby nasza też stale się wzmacniała. Gdy nadejdzie odpowiedni moment - uderzymy. Zrobimy to jednak na własnych zasadach. Mimo wszystko, potrzebny nam jest odpowiedni plan, by nie robić zbędnych ruchów. *poklepuje Tornado Mana po ramieniu* Może i dużo nauki jeszcze przede mną, ale jak widzisz, wyciągam wnioski i na nich buduje to, co w przyszłości może zapewnić nam osiągnięcie założonego celu.
Johnny Turn: I tego się trzymaj, Europejczyku. Pamiętaj, że musisz mieć oczy dookoła głowy, bo jak sam widziałeś na poprzedniej gali, że za wszelką cenę chcieli mnie zniechęcić do walki. Ale zastanów się sam czy garstka ludzi jest w stanie zatrzymać Tornado? Nie wydaje mi się. Ta siła żywiołu powoduje tak naprawdę strach w ich głowach dlatego chcą się mnie pozbyć. Dlatego trzeba działać, musimy zwalczyć tę hołotę!
W tym momencie drzwi do szatni się otwierają, a oczom Borgesa i Turna ukazuje się nie kto inny, jak Willy Walker.
Willy Walker: O proszę, kogo to moje piękne oczy widzą! Idealnie się złożyło - tak się składa, że właśnie waszej dwójki szukałem. *Turn początkowo chce ruszyć w stronę Walkera, jednak wtedy w drzwiach ukazuje się także Demonio Caido, co studzi zapał Johnny'ego* Spokojnie, kowboju, na wszystko przyjdzie czas. Nie jestem tutaj po to, żeby się z wami bić, wszak to byłoby niehonorowe zachowanie, skoro wasi kompani mają ciekawsze zajęcia niż ubezpieczanie was. Przychodzę do was z propozycją. Nie powiem, że jest to oferta nie do odrzucenia, bo wiecie, sumienie mi nie pozwala, ale z pewnością zdrowy rozsądek skłoni was co najmniej do przemyślenia mojej propozycji. Powiedzmy sobie wprost - cały ten cyrk to tylko biznes. Nieistotne, jak smaczną kiełbasę wyborczą zechcecie zapodać tym głąbom, którzy was oglądają - i tak każdemu koniec końców chodzi o pieniądze. Ja je mam, a wam zapewne by się przydały. Nie oczekuję wiele, wystarczy że staniecie po właściwej stronie, a na pewno dobrze na tym wyjdziecie.
Johnny Turn: Niedoczekanie Twoje, Walker! Po tym wszystkim co robiłeś ostatnio jeszcze masz czelność przychodzić tu i próbować nas werbować do swojej bandy? Kupić nas? Nie masz za grosz szacunku ani kręgosłupa moralnego Nas nikt nie musi ubezpieczać, sami sobie poradzimy w natarciu ze strony szajki Walkera. Zejdź mi z oczu, bo zaraz obaj wpadniecie w sam środek tornada i nie obchodzą mnie gabaryty Twojego kompana.
Luis Borges: *staje przed Turnem, oddzielając go od Walkera i Caido* Johnny, twój temperament przyprawia mnie momentami o ból głowy. Najpierw pomyśl, potem dopiero coś rób. Myślisz, że on *wskazuje palcem na Walkera* nie jest gotowy na twoje tornado? *odwraca się spoglądając na Willy'ego* Co do ciebie... *nie spuszcza wzroku z Walkera*, to wiem, że nie jesteś osobą, która dotrzymuje słowa i możesz stwarzać wyłącznie pozory. Zresztą zdołałem już poznać się na twoich zagrywkach, także odpuść dalsze starania, bo nic z nich nie wyniknie.
Willy Walker: Zatem chciałbyś wiedzieć, czy mogę złamać dane słowo? *śmiech* No oczywiście, że tak! To chyba jasne, że w każdej chwili mogę wbić wam nóż w plecy, jeśli tylko będę miał na to ochotę i nawet przez sekundę się nie zawaham. Problem w tym, że dokładnie to samo uczynią wasi tak zwani przyjaciele, gdy tylko zwietrzą szansę na korzyść dla siebie. Mało tego - wy sami zrobilibyście tak samo. Kogo wy próbujecie oszukać? Dzisiaj współpracujecie, ponieważ dostarczyłem wam wspólnego wroga, ale wystarczy rzucić wam kawałek złota i szybko staniecie się śmiertelnymi wrogami. *uśmiecha się* Wiem, że przemyślicie sobie to, co wam powiedziałem. Nie musicie odpowiadać teraz, przed kamerami, gdy wasi kompani z drużyny mogą to zobaczyć na ekranie. *puszcza oczko* Do zobaczenia niebawem.
Zadowolony z siebie Willy opuszcza szatnię, nie czekając na odpowiedź ze strony Borgesa i Turna, którzy patrzą na siebie zmieszani. Obraz gaśnie.
Main Event
Global Championship Contender Series #3: Singles Match
Kenneth Riddle vs Nathan Martin
Wracamy do ringu gdzie Nathan jest w gazie i atakuje w narożniku szybkimi punchami na brzuch Kennetha, po czym odchodzi na chwilę.. bierze nabieg i leci w stronę Riddle’a! Running Corner Clothesline! Nie! Kenneth unika w ostatnim momencie, ale upada niedaleko! The Solipsist jednak nie odczuwa zbyt wielu obrażeń związanych z wbiegnięciem w narożnik, odwraca się i próbuje kopnąć na ziemi Kenny’ego.. ten jednak jest czujny i wyślizguje się z ringu! Nate nie zwalnia i widzi jak jeszcze Riddle nie patrzy w jego stronę, rozpędza się i Suicide Dive! Trafiony-zatopiony! Sacramento Saint pada jak rażony piorunem, a Nathan jest na fali - łapie Kennetha, pomaga mu wstać, po czym Irish Whipem rzuca go na apron. Psycho Leaf wchodzi na barierkę.. co on chce zrobić!? Skacze w kierunku Riddle’a, ten znowu unika! Nate utrzymuje się na apronie na nogach, patrzy za siebie i widzi jak Marvelous lekko przyklęknął po ostatnim uniku.. Asai Moonsault od Nathana Martina! Udało się! Sędzia w międzyczasie odlicza, ale wiemy, że zawodnicy zaraz wrócą do ringu.. Widzimy jak Nate wrzuca Kenny’ego do pierścienia, a sam zmierza do narożnika.. chce skapitalizować tę przewagę! Widzi jak Riddle ciężko oddycha na macie i przygotowuje się do skoku.. Ale co to za dźwięk!? To
theme song.. Dana Dowsona!? Nathan patrzy z niedowierzaniem w kierunku rampy, przymruża oczy, ale nikt nie wychodzi. Po chwili theme song cichnie, a na titantronie widzimy Kannonballa, który ucieka z pomieszczenia technicznego.. co on tam robił? Ale zaraz.. co się dzieje w ringu!? Kenneth wykorzystuje moment i zrzuca Nathana Martina z narożnika! Ten ląduje na środku ringu.. Lionsault od Sacramento Sainta! Mamy przypięcie, ale bardzo powoli do niego dochodzi: 1.. The Solipsist szybko kick outuje! Kenneth chce wykorzystać moment, pomaga się podnieść przeciwnikowi, ale rzuca nim praktycznie od razu Irish Whipem w narożnik.. kontra! Teraz Nathan wysyła Kenny’ego w narożnik! Nabiega i.. Kenneth próbuje uniknąć! Nathan widząc to wyhamowuje, nie wpada w ten narożnik i widzi jak Riddle siada obok, jest wycieńczony, ale próbuje wstać.. nie zauważył, że The Solipsist rozpędzony od lin biegnie.. Lower Your Head! Ależ impet uderzenia! Pin: 1.. 2.. 3.. nie! W ostatniej chwili Marvelous podnosi bark! To jeszcze nie koniec! Nathan podnosi się i pomaga też wstać Kennethowi.. Roundhouse Kick! Trafiony! Na dokładkę Pele Kick! Riddle zamroczony wycofuje się, pada na liny, odbija się od nich idąc.. Nathan chce wykonać Superman Punch! Nie! Kenneth unika, ale nie z własnej woli! Upada ze zmęczenia ciężko oddychając! Nathan zdziwiony nie traci rezonu i odwraca się, patrzy na przeciwnika.. chyba będziemy mieli Sharpshooter! Nathan przygotowuje sobie przeciwnika, ale nagle odciąga go sędzia.. czemu? Kenneth trzyma dolną linę, a Nathan widząc to podnosi ręce do góry, sędzia daje mu spokój i sprawdza co z Sacramento Saintem. The Solipsist czeka chwilę aż sędzia wznowi.. Marvelous się podnosi powoli.. Nathan będzie chciał to chyba kończyć, ale widzi jak Riddle stoi twardo w miejscu i pokazuje “dawaj!”.. będzie chyba wymiana calf kicków! Nate uderza! Teraz Kenny! Znowu Nate! Znów Kenny! Nathan Martin ponawia, ale nie ma odpowiedzi, więc kontynuuje.. Riddle zaczyna utykać, a jego przeciwnik odbija się od lin i znowu próbuje Superman Puncha.. nie! Kenneth sam uderza The Dreamweavera łokciem, a ten zostaje lekko wytrącony z równowagi! To ten moment! Nathan wstaje w miarę szybkim tempie.. Painkiller! Connected! Kenneth pod wpływem adrenaliny wstaje.. i czeka na przeciwnika, gdy ten się powoli podnosi to Sacramento Saint wyczuwa moment, wynosi przeciwnika powolnie na barki.. Nathan się nie daje - wyrywa się i spada za plecy oponenta, Kenneth odwraca się.. Springboard High Knee! Marvelous pada na matę jak rażony piorunem! Pin? Nie! The Solipsist czeka na oponenta, aż ten się lekko podniesie, podchodzi do Kenny’ego i.. gaśnie światło! Słyszymy mały hałas, a po krótkiej chwili światło wraca! Nathan patrzy na klęczącego przeciwnika i ma już go wykańczać, odwraca go.. to Ralf z grupy Willy’ego Walkera! Śmieje się Nate’owi prosto w twarz! Sędzia osłupiony, nie wie co się dzieje! Nathan patrzy przez chwilę na Ralfa, po czym nie zastanawiając się dłużej.. Kiss of Solipsism! Ralf nie żyje, a jego zwłoki leżą gdzieś przy linach. Nathan odwraca się, ale Kenneth łapie go w Small Package! 1.. 2.. 3! Nie ma kick outu! Kenneth Riddle zwycięża!
Czyli jednak to Kenneth Riddle, mimo wszystkich przeciwności losu na swojej drodze, zostaje rywalem Bena Zamory! Nie ma jednak za bardzo sił świętować, wyczerpany po trzech długich walkach, odbytych podczas jednej gali. Nathan Martin natomiast w szoku nie bardzo wie co ze sobą zrobić, patrzy na nieprzytomnego poza ringiem Ralfa, potem na Kenny'ego, następnie na stage, rozgląda się po publiczności... W końcu łapie się za głowę, tak jakby go nagle rozbolała i szybkim krokiem udaje się na zaplecze. W międzyczasie sędzia w końcu pomaga Riddle'owi wstać i unosi jego rękę do góry w geście triumfu... Le Manu! Oczywiście, że tak! Ben Zamora pojawia się na rampie i bez żadnego zatrzymania zmierza do ringu, do którego dociera po kilkunastu sekundach. Wygląda, jakby ponownie zamierzał zaatakować, na jego drodze staje nawet sędzia próbujący go powstrzymać! Big Ben przepycha go jednak na bok... I po prostu staje twarzą w twarz z Kennethem, spoglądając na niego władczo z góry. Ten mimo, że wyczerpany, nie odpuszcza nawet o milimetr, tylko przytyka spocone czoło do czoła pochylonego lekko Tongijczyka. Zamora uśmiecha się pod nosem, mówiąc coś czego kamery nie są w stanie wyłapać, po chwili pada jeszcze odpowiedź z ust Riddle'a. Sędzia próbuje po raz kolejny wejść pomiędzy nich, tym razem zostaje jednak odepchnięty nie przez Bena, a przez Kenny'ego! Napięcie sięga zenitu, widać, że obaj zawodnicy są gotowi na Danse Macabre!
Tym obrazem Colosseum schodzi z anteny!