Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed PPV LPW: Ascension - Chicago, Illinois - 05.07.2026

LPW: Ascension - Chicago, Illinois - 05.07.2026

LPW: Ascension - Chicago, Illinois - 05.07.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
303
05.07.2026, 23:03
#1
Earlier Tonight

Kamera pokazuje zaplecze hali. Korytarzem w stronę swojej szatni zmierza Jose Lopez, zawodnik który na ten moment nie zna swojego przeciwnika na Ascension.
Lopez dochodzi do drzwi, naciska klamkę i wchodzi do środka. W pomieszczeniu panuje niemal idealna cisza. Jose rzuca torbę na ławkę, robi kilka kroków w głąb szatni, nagle zatrzymuje się w miejscu. Kamera przesuwa się za jego ramieniem, pokazując biurko stojące pod ścianą. Na środku blatu leży stary, kremowy list. Papier przypomina pergamin, przewiązany jest ciemno czerwoną wstęgą, a całość zamyka gruba pieczęć z wosku. Na pieczęci widać znak przypominający laurowy wieniec oraz ostrze kosy. Jose przez chwilę tylko patrzy. Lopez rozgląda się po szatni, jakby sprawdzał, czy ktoś jeszcze tam jest. Potem ostrożnie sięga po list. Przełamuje pieczęć kciukiem. W środku jest tylko mała kartka. Jose rozkłada ją powoli.Kamera robi zbliżenie na tekst zapisany czarnym atramentem: „Nie skończyłem.”Lopez przez moment stoi nieruchomo, a z jego twarzy znika nonszalancki uśmiech. Nagle w tle słychać ciche pukanie do drzwi. Jose gwałtownie odwraca głowę. Jednak drzwi pozostają zamknięte. Kamera wraca na dłonie zawodnika w których widzimy jedynie pogniecioną kartkę.


Obraz powoli zanika.

[Obrazek: ut90VgD.png]

Michael Cole: Mamy to, proszę państwa! Mamy pierwsze PPV tej wspaniałej federacji, pod dowództwem Roba Van Dama! Jesteśmy w Chicago, a ze stanowiska komentatorskiego witają państwa Michael Cole...

Tomasz Hajto: I wasz ulubiony Tomasz Hajto, ale to nie koniec, bo oto nasz gość specjalny...

Na arenie rozbrzmiewa spokojniejszy, elegancki motyw wejściowy — theme song jednego z najnowszych nabytków Legion Pro Wrestling — The Advocate’a. David Otunga wychodzi na stage z uśmiechem, w perfekcyjnie skrojonym garniturze. Z charakterystycznym spokojem rozgląda się po wypełnionej hali i z lekkim uśmiechem poprawia mankiet koszuli. Nie reaguje przesadnie ani na pozytywne, ani na negatywne reakcje publiczności. Pewnym krokiem kieruje się do stanowiska komentatorskiego, wita się z Cole’em i Hajtą uściskiem dłoni, po czym zajmuje miejsce, odkładając na blat cienką teczkę z logo LPW.

David Otunga: Dziękuję za zaproszenie, panowie. Wiele osób przyjechało dziś do Chicago, żeby kierować się emocjami. Pozwólcie, że ja dziś przełamię tę barierę i pokieruję się stanem faktycznym. Na tej gali usłyszymy mnóstwo deklaracji, zobaczymy wielkie ambicje i jeszcze większe ego. Ale kiedy zabrzmi ostatni gong, pozostaną wyłącznie wyniki. A wyniki są jedynym werdyktem, którego nie da się podważyć. Ze stanowiska komentatorskiego kłania się państwu The Verdict Maker — David Otunga. Mam nadzieję, że dzisiejsi zawodnicy są równie dobrze przygotowani do obrony swoich racji, jak twierdzą w swoich wypowiedziach. Bo dziś każda ze spraw ma znaleźć swój finał.

Michael Cole: Jorge Cavazos vs Zack Sabre Jr. vs Derek Halloway vs Derrick Mantel vs El Garra De Gato vs Lord Sebastien, czyli starcie aż sześciu mocnych osobowości. El Garra dość szybko dostał dużą szansę w naszej federacji, jednak czy wygra? Nie jestem przekonany. Moim zdaniem to Zack Sabre Jr. jest tutaj wyraźnym faworytem tej walki. Jak myślisz, Tomku? Tomek... śpisz?

Tomasz Hajto: Nie, nie. Sobota była wczoraj po prostu i trochę gorzej się dzisiaj czuję. Masz rację, Zack Sabre Sr. to naturalny faworyt tej walki, aczkolwiek Jorge Cavazos również może namieszać. Co na to pan Otunga?

David Otunga: Gdybyśmy oceniali tę sprawę wyłącznie na podstawie reputacji, zgodziłbym się z wami. Zack Sabre Jr. wchodzi do tego pojedynku z najmocniejszym materiałem dowodowym. Ale to nie jest zwykły pojedynek. To Ladder Match, a w takich warunkach precedensy mają znacznie mniejszą wartość. Nie wygrywa ten, kto jest najlepszym zapaśnikiem. Wygrywa ten, kto najlepiej odnajdzie się w chaosie. Cavazos dysponuje siłą, która może usunąć z drogi każdego rywala. El Garra De Gato dzięki swojej szybkości może znaleźć się przy zdobyczy, zanim pozostali zorientują się, co się dzieje. Lord Sebastien zapewne będzie próbował zachować zimną krew, podczas gdy Halloway... cóż, zakładam, że jeśli przegra, i tak uzna, że wynik został sfałszowany przez jakiś tajny spisek. Natomiast Mantel... to dla mnie największy znak zapytania. Czasem najbardziej niepozorny uczestnik postępowania okazuje się tym, który na końcu wychodzi z sali rozpraw jako zwycięzca. Dlatego nie podejmę się wyrokowania przed rozpoczęciem postępowania. W Ladder Matchu nawet najmocniejszy faworyt musi jeszcze udowodnić, że potrafi wspiąć się po zwycięstwo. Dosłownie.

David Otunga: Czas na starcie drużynowe. Zygmunt Butla i Zbyszek Uszczelka zmierzą się z Prestonem Steele’em i Miguelem Escobarem. Dwie zupełnie różne filozofie życia spotkają się dziś w jednym ringu. Ta walka jest ciekawsza, niż mogłoby się wydawać. Wiele osób spojrzy na Butlę i zobaczy wyłącznie menela, na Uszczelkę i zobaczy zwykłego fachowca, a po drugiej stronie dwóch ludzi wychowanych w luksusie. Tyle że to są tylko etykiety. W moim zawodzie etykiety nie wygrywają spraw. Liczą się dowody. Preston Steele wciąż prowadzi bardzo chaotyczną linię obrony. Raz przekonuje, że chce odciąć się od rodzinnego majątku, innym razem sam buduje na nim swój wizerunek. Trudno traktować poważnie kogoś, kto sam sobie zaprzecza. Miguel Escobar ma dziś doskonałą okazję udowodnić, że nie jest jedynie dodatkiem do Prestona. Bo jeśli po raz kolejny zniknie w jego cieniu, trudno będzie znaleźć argument, który przemówi na jego korzyść. A po drugiej stronie? Butla i Uszczelka mogą wyglądać niepozornie, ale widziałem już wiele spraw, w których ludzie lekceważeni na początku opuszczali salę sądową jako zwycięzcy. W ringu obowiązuje dokładnie ta sama zasada. Nie wygląd decyduje o werdykcie, tylko rezultat.

Tomasz Hajto: Butla to jeden z moich ulubionych zawodników, szczególnie w sobotę. Wydaje mi się, że będzie to niezwykle wyrównane starcie.

Michael Cole: W żadnym wypadku nie można lekceważyć ani Uszczelki, ani Butli, jednakże moim zdaniem faworytem są Steele i Escobar. I to dość zdecydowanie. Elias Shadow kontra Mike F’N Brutal, czyli starcie, które wydaje się być ciałem obcym w karcie. Brutal powinien to dość łatwo wygrać.

Tomasz Hajto: Powiem tak, trudniejsza niż walka z Shadowem dla Brutala może być walka z cieniem, hehe.

David Otunga: Z punktu widzenia faktów trudno nie przyznać wam racji. Mike F’N Brutal wchodzi do Extreme Rules Matchu z przewagą. Jeśli istnieje środowisko stworzone pod jego styl, to właśnie takie, w którym regulamin ogranicza się do absolutnego minimum. Ale jest jeszcze druga strona tej sprawy. Brutal przez ostatni czas próbował złamać Eliasa Shadowa psychicznie. To nie była wyłącznie rywalizacja w ringu, lecz próba podporządkowania sobie przeciwnika. Teraz przekonamy się, czy osiągnął zamierzony efekt. Bo jeśli Shadow będzie działał pod wpływem strachu, ten proces zakończy się bardzo szybko. Jeżeli jednak wykorzysta to, co go spotkało, jako motywację, wtedy Mike może odkryć, że stworzył sobie znacznie trudniejszego przeciwnika, niż zakładał. Uważałbym jednak z wygłaszaniem mowy końcowej. Materiał dowodowy zdecydowanie przemawia na korzyść Brutala, ale nawet najmocniejsza sprawa potrafi się rozsypać, gdy druga strona w końcu przestaje się bać.

David Otunga: Następnie czeka nas Open Challenge imienia Dana Dowsona, panowie. Dowson to weteran tej sceny, którego dorobek trudno podważyć. Doświadczony zapaśnik, który w tym biznesie widział już wszystko i który z niejednego zatargu wychodził jako zwycięzca. Otwarte wyzwanie w jego wykonaniu nie jest gestem desperacji. To wezwanie do ujawnienia intencji drugiej strony. W prawie nazywa się to testem wiarygodności. I właśnie dlatego ta sytuacja jest dla mnie wyjątkowo interesująca. Bo kiedy pozostawiasz pytanie bez odpowiedzi, zawsze istnieje ryzyko, że odpowiedź już została podjęta, tylko jeszcze nie została wypowiedziana na głos. A w takich przypadkach najczęściej okazuje się, że „znak zapytania” nie dotyczy tego, czy ktoś się pojawi, tylko tego, kto tak naprawdę miał się pojawić od samego początku. Czuję, że ostateczny werdykt w tej sprawie zapadnie w ringu.

Tomasz Hajto: Don Dawson to legenda, pamiętam go odkąd tu komentuję, a trochę lat minęło. Zastanawia mnie, kto może mu odpowiedzieć. Wydaje mi się, że Piotr Świerczewski.

Michael Cole: Kto?! W sumie to nieważne, bo zaraz siedząc obok ciebie będę miał szesnaście promili, a nic nie piłem. David, przed nami starcie Jose Lopez kontra nieznany rywal. Jose udowodnił przez cały pobyt w federacji, że jest A Player. Bardzo ciężko go pokonać. Kto może być jego rywalem?

David Otunga: W przypadku Jose Lopeza mamy do czynienia z zawodnikiem, którego dorobek nie jest już kwestią potencjału, tylko faktów. Regularność jego wyników tworzy bardzo solidne wnioski dowodowe i to takie, które trudno zignorować. Dlatego pytanie „kto mu odpowie” jest w gruncie rzeczy mniej istotne niż pytanie, jaką sprawę dziś rozstrzyga Lopez. Bo jeśli ktoś decyduje się stanąć naprzeciw niego, to automatycznie bierze na siebie ciężar udowodnienia, że należy do tej samej kategorii. A to nie jest łatwy standard do spełnienia. Widzieliśmy już wielu „A Playerów” w różnych organizacjach. Różnica polega na tym, że nie wszyscy potrafią utrzymać ten status, kiedy zaczyna się presja konsekwentnych występów, a nie pojedynczych momentów. Dlatego nie będę spekulował, kto dziś wyjdzie na rampę. W tej sytuacji ważniejsze jest to, że Lopez nie musi odpowiadać na pytania. On zmusza innych, żeby to oni odpowiadali na niego.

David Otunga: I na koniec creme de la creme, mamy w Main Evencie Fatal 4-Way o LPW World Championship. To nie jest sprawa, którą da się rozpatrywać w kategoriach jednego faworyta i trzech pretendentów. To sytuacja, w której cztery różne linie argumentacji zderzają się jednocześnie, bez możliwości odwołania. Kenneth Riddle przeszedł przez turniej w sposób, który trudno podważyć. To materiał na mistrza oparty na konsekwencji i wynikach, nie na deklaracjach. Axel Blaze natomiast reprezentuje coś zupełnie innego — kontrolowaną nieprzewidywalność. Publiczność często bywa jego największym adwokatem, nawet jeśli jego metody nie zawsze mieszczą się w klasycznych standardach. Ryback… The Butcher to przypadek, w którym nie analizuje się stylu, tylko skutki. Kiedy on dominuje, nie pozostawia wielu argumentów obrony. A Edgar Dickinson wnosi do tej sprawy coś, czego nie da się zmierzyć statystyką. Pewny element, który wymyka się logice, dopóki nie jest za późno na reakcję. W takich warunkach tytuł nie trafia do „najlepszego przypadku”. Trafia do tego, kto przetrwa wystarczająco długo, żeby jako ostatni utrzymać kluczowego asa w rękawie.

Michael Cole: To jest wspaniała walka. Sól tej ziemi, która zwie się LPW. Potężny Kenneth Riddle, wspaniały Axel Blaze, nieobliczalny stary Ryback i poeta Edgar Dickinson. Nie wiem jak ty, David, ale ja mam potężne ciarki na myśl o tym, że możemy mieć pierwszego 5-stara w historii tej federacji, gdyż zasłyszałem, iż słynny Dave Meltzer jest zainteresowany ocenieniem tej walki!

Tomasz Hajto: Co ty gadasz, Cole? Wspaniale. Moim wyraźnym faworytem jest Alex, aczkolwiek Dick Edgarson też może dać radę. Oby Meltzer przybił nam piątkę.

Michael Cole: Ty wiesz, że za przekręcanie tych nazwisk to kiedyś w głowę dostaniesz?

Tomasz Hajto: Jakie przekręcanie nazwisk, jak ja wszystko mam tu napisane. Wczoraj pisałem przecież... o kurwa, a kto tak poprzekręcał nazwiska? Dobra, ja dzisiaj mam grypę gorzołową, znaczy żołądkową, i niech mi będzie wybaczone.

David Otunga: Jeśli rzeczywiście mówimy o zainteresowaniu takiego punktu odniesienia jak Dave Meltzer, to trzeba jasno powiedzieć jedno: to nie jest już tylko kolejna walka na karcie. To potencjalnie sprawa, która może wejść do kategorii precedensów w historii tej federacji. I tak, Michael… jeżeli ta walka spełni pokładane w niej oczekiwania, nie zdziwi mnie, jeśli rzeczywiście znajdzie uznanie w oczach osób, które zawodowo oceniają jakość tego typu pojedynków. Bo potencjał, z jakim mamy tu do czynienia, jest… wyjątkowo mocny.

David Otunga: A teraz zapraszam wszystkich państwa na LPW: Ascension. Bo jak już na początku wspominałem, dzisiejszy wieczór nie skończy się na pustych zapowiedziach i deklaracjach. To wieczór, w którym wszystkie sprawy powinny zostać odfajkowane i odesłane do archiwum w annałach.

Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. RVD pojawia się na stage’u ubrany w elegancki garnitur, w rękach trzyma mikrofon. W tym samym czasie pracownicy techniczni wnoszą do ringu stolik przykryty czarną płachtą z logo LPW. RVD wchodzi do ringu, czeka chwilę, aż reakcja publiczności ucichnie, po czym spogląda na trybuny z wyraźną dumą.

Rob Van Dam: Chicago... witajcie na pierwszym historycznym PPV Legion Pro Wrestling! *Publiczność reaguje głośnym cheerem.* Ascension to nie jest zwykła gala. To noc, podczas której LPW robi kolejny krok. Noc, na której poznamy pierwszego LPW World Championa. Ale zanim do tego dojdzie, mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia.

RVD odwraca się w stronę przykrytego stolika.

Rob Van Dam: Sześciu zawodników wejdzie dziś do Ladder Matchu. Lord Sebastien de Montclair, Derrick Mantel, Jorge Cavazos, Derek Halloway, Zack Sabre Jr. i El Garra De Gato. Każdy z nich będzie walczył o szansę, która może zmienić jego karierę.

RVD chwyta za płachtę.

Rob Van Dam: Spokojnie, zanim dowiecie się o co walczycie mam jeszcze jedno ogłoszenie. LPW się rozwija i rośnie w siłę. A skoro rośnie, potrzebuje nowych wyzwań i nowych twarzy, które będą potrafić poprowadzić tę federację w przyszłość.

RVD spogląda w stronę rampy.

Rob Van Dam: Dlatego od dzisiaj Legion Pro Wrestling oficjalnie powołuje do życia drugi brand.*publiczność wybucha niewyobrażalnym cheerem* A każdy brand potrzebuje lidera. Kogoś z klasą, doświadczeniem i autorytetem. Kogoś, kto wie, jak wygląda prawdziwa walka o prestiż.

RVD odwraca się w stronę stage’u.

Rob Van Dam: Panie i panowie... przedstawiam wam Generalnego Menedżera drugiego brandu LPW...Przed Państwem Nick Aldis!

Na arenie wybrzmiewa "God Save The King" a po chwili na rampie pojawia się Nick Aldis, oczywiście klasycznie ubrany w szyty na miarę garnitur. Mężczyzna przystaje na chwilę na rampie i rozkłada ręce, spijając trochę spływającego na niego cheeru. Po chwili jednak poprawia krawat i rusza w kierunku ringu, do którego wchodzi po schodkach. W środku podaje rękę RVD, po czym odbiera od niego drugi z przygotowanych mikrofonów.

Nick Aldis: Dziękuję Ci za tą zapowiedź, Rob. <rozgląda się dookoła po wciąż głośnej publice i ucisza ich lekkim gestem dłoni> Naprawdę, rozumiem, że się cieszycie i dziękuję za takie ciepłe powitanie. Potrzebujemy jednak chwili spokoju i waszego skupienia, bo mamy do przekazania bardzo ważne informacje! publika cichnie, <na co Aldis się uśmiecha> Myślę, że skoro wiecie już z jakiego powodu tu jestem, to warto uzupełnić kilka luk informacyjnych. Aldis wskazuje na titantron na którym wyświetla się TO logo Chciałbym poinformować wszystkich tu zebranych, oraz tych którzy oglądają nas z domu, iż drugi brand Legion Pro Wrestling nazywać się będzie Elysium! A oto jego logo! gromki cheer, który Aldis dość szybko ponownie ucisza Spokojnie, to jeszcze nie koniec ważnych informacji. Podejrzewam, iż każdy z was sądzi, że stawką tego pojedynku będzie pas mistrzowski. Myślę jednak, iż nikt z was nie zakładał... spogląda na Roba który kiwa głową DWÓCH PASÓW JEDNOCZEŚNIE! Aldis zrywa płachtę i odkrywa znajdujące się pod nimi PASY Przed państwem Valor Championship przynależące do Colosseum, oraz Eternal Championship przynależące do Elysium!

Na trybunach dochodzi do istnej erupcji, w tym czasie z nad ringu zjeżdża lina do przypięcia obu mistrzostw, czym zaczyna zajmować się Nick, odkładając mikrofon na stolik.

Rob Van Dam: Skoro stawka jest już jasna, czas wyjaśnić zasady. <RVD spogląda na oba mistrzostwa, a potem w stronę kamery> Dzisiejszy Ladder Match nie skończy się w momencie zdjęcia pierwszego pasa. Gdy jeden z zawodników sięgnie po któryś z tytułów, walka będzie trwać dalej.

Publiczność reaguje głośno, a Nick Aldis przypina pierwszy pas do haka.

Rob Van Dam: W ringu nadal zostaje cała szóstka uczestników. Nie ma eliminacji. Nie ma przerwy. Nie ma resetu. Dopóki drugi pas wisi nad ringiem, walka trwa.

Aldis bierze do rąk drugi pas i spokojnie przypina go obok pierwszego. Kamera pokazuje oba mistrzostwa zawieszone nisko nad ringiem.

Rob Van Dam: A to oznacza jedno. Jeden zawodnik może wyjść z Ascension nawet jako podwójny mistrz!

Na arenie wybucha wrzawa. Nick Aldis kończy przypinać mistrzostwa do haka, po czym cofa się o krok i razem z RVD spogląda w górę. Lina zaczyna powoli unosić oba pasy nad ring. LPW Valor Championship i LPW Eternal Championship zatrzymują się wysoko nad ringiem. RVD i Nick Aldis wymieniają krótkie spojrzenie, po czym podają sobie dłonie, a następnie opuszczają ring zostawiając miejsce na prawdziwą batalię.


Kamera pokazuje nam rampę. Teraz rozbrzmiewa Sang Bleu, co oznacza, że w drodze do ringu jest właśnie Lord Sebastien. Sel de la Terre pokazuje nam się teraz na rampie. Jest ubrany w swój standardowy strój ringowy, na barki ma również zarzucony granatowy płaszcz z bogatymi, złotymi zdobieniami. W ręku znajduje się jego ukochana, Margaux. The Noble One kieruje się powolnym krokiem w stronę ringu, a fani wyraźnie na niego buczą. Francuz wydaje się nie zwracać na to uwagi, a wręcz przeciwnie. Zdaje się mieć przyjemność ze słuchania tego i nie przerywa swojego marszu. Jeden z fanów wychyla się, aby dosięgnąć Lorda, ale ten odsuwa się zdecydowanie od niego, a na jego twarzy maluje się wyraźne obrzydzenie. Kiedy znalazł się już pod ringiem, wchodzi na znajdującą się tam drabinę. Kilka razy oklepuje jeden ze stopni drabiny, jakby chciał pokazać swoim dzisiejszym rywalom co ich będzie czekało. Teraz schodzi z drabiny i wchodzi powoli po schodkach na apron. Woła sędziego, żeby podszedł, a ten siada na linie pomagając wejść do ringu The Sovereign. Ten od razu pakuje się na narożnik i napawa się buczeniem fanów, które teraz narasta. Po chwili schodzi z narożnika, całuje Margaux i oddaje ją pracownikowi technicznemu. Następnie ściąga swój płaszcz i również go podaje temu samemu pracownikowi.

Kamera pokazuje nam teraz początek rampy areny. HASTA EL ULTIMO RONDA! Na arenie rozbrzmiewa teraz theme song Jorge Cavazosa i to Fiesta Master pojawia się teraz we własnej osobie na arenie. Jest ubrany tak jak zwykle, spodnie jeansowe oraz biały podkoszulek, a na nogach ma czarne, ciężkie buty. Na to wszystko narzucił tradycyjne meksykańskie poncho. Fani na arenie wiwatują, a Jorge podchodzi i zbija z każdym po drodze piątki. Jedno z dzieci wyrywa się bardzo z trybuny, a El Desenmascarado bierze młodego fana na ręce i pozuje z nim do zdjęcia, które mu robi teraz jego tata. Po wszystkim oddaje dziecko swojemu rodzicowi i ściąga poncho z siebie przez głowę, a robi to po to aby nakryć nim młodego fana. Teraz Jorge odwraca się w stronę ringu i to właśnie tam się kieruje. Po drodze ostukuje parę drabin, aby sprawdzić czy na pewno wytrzymają jego ciężar. Po kontroli sprzętu wchodzi wturluje się do ringu i od razu wskakuje na narożnik. Prezentuje się dumnie fanom, a oni wiwatują jeszcze głośniej.

Na arenie rozbrzmiewa ten theme song i na arenie pojawia się Derek Halloway. The Truth Seeker przechodzi przez rampę niepewnie spoglądając na ludzi zgromadzonych na gali. Dłonią przeciera usta, w tłumie wyszukuje jego wrogów polujących go za poglądy. W końcu jednak dociera do ringu i wślizguje się do środka. Podchodzi do lin i rozkłada ręce na boki ukazując swoją koszulkę z płaską ziemią. Po tym zdejmuje okulary i przygotowuje się do rozpoczęcia walki.

Na arenie wybrzmiewa muzyka zapowiadajaca Kociego Luchadora. El Garra De Gato wybiega na arenę, który od razu po wyjściu energicznie wskazuje na sektory kibiców po swojej lewej i prawej stronie! Zamaskowany obrońca zwierząt zachęca publiczność do jeszcze głośniejszej reakcji pompując rękoma w górę i w dół. El Garra zmierza w stronę ringu, po drodze machając do fanów oraz przybijając piątki młodszym fanom, którzy znajdowali się w pierwszym rzędzie. El Garra wchodzi do ringu, okrąża ring dookoła i po raz ostatni wskazuje na różne sektory publiczności.

Do ringu wszedł też Zack Sabre Jr przy swoim themie

Jako ostatni pojawił się Normal Guy



Six-Man Ladder Match for the LPW Valor Championship & LPW Eternal Championship
[Obrazek: HgX61nr.png]
Jorge Cavazos vs Zack Sabre Jr. vs Derek Halloway vs Derrick Mantel vs El Garra de Gato vs Lord Sebastien

Sześciu uczestników. Dwa mistrzostwa na szali. Drabiny poustawiane niemal w każdym dostępnym miejscu poza ringiem. Wszyscy zawodnicy są już w środku, a zatem nadszedł czas na pierwsze starcie dzisiejszego wieczoru. Sędzia nakazuje uderzyć w gong i zaczynamy! Niemal od razu po sygnale obaj wrestlerzy pochodzący z Meksyku zostają zaatakowani - El Garra de Gato przez Derricka Mantela, zaś Jorge Cavazos przez Zacka Sabre Juniora. Derek Halloway początkowo obserwuje akcję między oponentami, zaś Lord Sebastien postanowił niepostrzeżenie opuścić ring. Wracając do walczących - Sabre miał dobry start, jednak po kilku uderzeniach to Cavazos przejął inicjatywę - teraz to on wbija Anglika w narożnik, częstuje serią ciosów, a następnie bierze rozbieg i wykonuje Corner Clothesline...nie, Sabre w porę zauważył nadciągającego rywala i wystawił obie nogi, na które nadziewa się Jorge. Zack wyślizguje się poza ring, zaś z sytuacji postanawia skorzystać Halloway, który powala Cavazosa Lariatem w tył głowy, a następnie decyduje się wziąć rozbieg w stronę drugiego narożnika - Corner Body Avalanche dla Mantela i El Garra! Obaj zawodnicy po zmiażdżeniu przez płaskoziemcę stali się nieco bardziej podobni do dysku, osunęli się na matę, a Kociarz postanowił wyturlać się poza obręb kwadratowego pierścienia. Mantel pozostaje w środku, z czego korzysta Halloway, który chwyta go w ręce, po czym aplikuje Rib Breaker. To nie wszystko, Derek nadal trzyma Derricka, po czym wykonuje Body Slam, a na dokładkę dorzuca jeszcze Running Senton Bomb! Mantel na razie chyba będzie miał dość. The Truth Seeker jest podobnego zdania, bo teraz przechodzi do walki z Cavazosem, który wstał z pomocą narożnika. Zerknijmy jednak na to, co dzieje się poza ringiem. Lord Sebastien jak dotąd pozostawał bierny, jednak widząc zbliżających się rywali postanowił chwycić za najbliższą drabinę. Po chwili dopada do niej także Koci Luchador i obaj panowie szarpią się o to, który z nich przejmie drabinę. Po chwili jednak zmieniają zdanie i decydują się współpracować. Zauważają, że zarówno Cavazos, jak i Halloway przenieśli się poza ring i teraz kierują się w ich stronę. Postanawiają więc skorzystać ze swojego atrybutu i już po chwili najpierw wyznawca teorii spiskowych, a potem koneser tequili otrzymują bliskie spotkanie z drabiną, po którym lądują na podłodze. Gato i Lord nadal trzymają drabinę przed sobą, jednak nie zauważyli, że Zack Sabre Jr. wdrapał się na narożnik. Panowie orientują się dopiero, gdy ten postanawia skoczyć! Instynktownie zasłaniają się drabiną, w którą wpada brytyjski zapaśnik, powalając ich obu! Sam również ucierpiał przez ten atak, jednak to właśnie Technical Wizard pozbierał się najszybciej. Chwyta za drabinę, na którą przed chwilą skakał, po czym umieszcza wewnątrz ringu. W tym momencie nikt prócz niego nie stoi na nogach, a więc Zack podejmuje pierwszą dziś próbę sięgnięcia po zawieszone nad ringiem pasy mistrzowskie. Zaczyna wspinać się po drabinie, jednak nie udaje mu się nawet dotrzeć do ostatnich szczebli, gdyż zostaje powstrzymany przez Derricka Mantela, który właśnie się pozbierał. Normal Guy najpierw uderza Anglika w kolano, następnie w plecy, a na koniec udaje mu się złapać go za nogę i ściągnąć z drabiny. Rozpoczyna się wymiana ciosów. Publiczność reaguje na każdy cios, wspierając w większym stopniu Zacka. Obaj zawodnicy wymierzają kolejne uderzenia, aż w końcu Sabre'owi udaje się zablokować punch ze strony Derricka, po czym przechwytuje jego rękę i zapina Wristlock. Coraz bardziej wykręca górną kończynę Amerykanina, sprowadzając go najpierw na kolano, a następnie do parteru, gdzie przechwytuje dłoń Mantela, odginając jego palce, po czym wykonuje silny stomp! Derrick momentalnie chwyta się za dłoń, podnosząc się z maty, po czym zatrzymuje się obok drabiny, chwytając za nią. Sabre postanawia skorzystać z okazji i łapie za drabinę, zamykając ją i ponownie przygniatając palce Derricka! Ten upada na matę, zwijając się z bólu, ale Zack nie może ruszyć z kolejnym ciosem, ponieważ właśnie zauważył wracającego do ringu Cavazosa, który zabrał ze sobą drugą drabinę. Sabre postanawia zaatakować Running Dropkickiem, jednak Jorge wyciąga do przodu ręce wraz z drabiną, w którą wpada Anglik, nie czyniąc Meksykaninowi żadnej krzywdy. Oczywiście Zack upadł na matę, a Jorge postanawia rzucić w niego swoją drabiną - nie trafia, gdyż Submission Master w porę odskoczył. ZSJ z powrotem staje na nogach, po czym atakuje Cavazosa serią Low Kicków. Próba wykonania Enzuigiri kończy się jednak unikiem Fiesta Mastera, który następnie przechwytuje Brytyjczyka pod German Suplex...również nieudany, gdyż Sabre wylądował na nogach. Jorge odwraca się i chce wykonać Gut Kick, jednak Technical Wizard przechwytuje jego nogę. Czyżby Ankle Lock? Nic z tego, Bone Breaker z dużą siłą odpycha Zacka nogą, ten następnie odbija się od lin, po czym inkasuje No More Tequila! W dodatku Jorge miotnął nim prosto na leżącą na macie drabinę! Zdaje się, że Zacka na jakiś czas będziemy mieli z głowy. W międzyczasie drugi z Meksykanów, El Garra De Gato, walczy z Lordem Sebastienem obok kwadratowego pierścienia. Przed chwilą Kociarz ułożył jedną z drabin tak, by jeden jej koniec spoczywał na krawędzi ringu, a drugi na barierkach, a następnie posłał Francuza Irish Whipem prosto na krawędź tej drabiny, w którą Lord uderza korpusem, po czym pada na podłogę. Cavazos nie decyduje się jednak na dołączenie do tej rywalizacji, tylko zamiast tego ustawia drabinę na środku ringu z zamiarem wspięcia się. Ale zaraz...gdzie w ogóle jest Derek Halloway? Gdy Jorge rozpoczyna wspinaczkę, kamera ukazuje właśnie The Truth Seekera, który aktualnie znajduje się na rampie. Czego on tam szuka? Widzimy, że podchodzi do kilku drabin stojących z boku, a następnie chwyta za jedną z nich! Ta drabina jest wyraźnie dłuższa od tych, które aktualnie znajdują się w ringu i o mało nie wyleciała Derekowi z rąk. Ten jednak postanawia zabrać ją ze sobą i wrócić w rejon toczącej się walki. Cavazos postanawia się zatrzymać, obserwując sytuację. Halloway wraca w okolice ringu i ustawia tę długą drabinę na podłodze, tuż obok ringu. Ta drabina ma spokojnie z siedem metrów wysokości i pewnie nawet bez podwyższenia w postaci ringu sięgnęłaby tych pasów. Nie wiadomo, co wymyślił Halloway, miejmy tylko nadzieję, że nie będzie starał się za moment dotknąć kopuły świata. Na wszelki wypadek Cavazos opuszcza ring, nie chcąc ryzykować ataku ze strony nieobliczalnego rywala. Rozpoczyna się wymiana ciosów z udziałem dwóch najcięższych uczestników dzisiejszego Ladder Matchu. Cavazos zdaje się zyskiwać przewagę, w końcu wykonuje Irish Whip, jednak Derekowi udaje się tę akcję skontrować i to on posyła Jorge na bliskie spotkanie z barierką. Meksykanin stosunkowo szybko się zbiera, jednak w tym momencie Derek trafia go przy pomocy Third Eye! Fiesta Master osuwa się na podłogę, jednak płaskoziemca z wielkim brzuchem nie poprzestaje na tej akcji. Chwyta Jorge, a następnie wykonuje Powerbomb prosto na barierkę! Po wykonaniu tego rzutu Derek postanawia wrócić do ringu, ale chyba nie spodziewał się, że trzech innych wrestlerów będzie miało taki sam plan. Lord Sebastien, Derrick Mantel, El Garra De Gato i właśnie Halloway - każdy z nich jest teraz w środku, wszyscy rozmyślają nad kolejnymi krokami. Po chwili badania terenu Lord sygnalizuje pozostałym, że powinni połączyć siły przeciwko Hallowayowi. Tak też się dzieje - na głowę i tułów Truth Seekera spada lawina ciosów. Derek początkowo zostaje wepchnięty w narożnik, a następnie pod wpływem kolejnych uderzeń osuwa się do pozycji siedzącej. El Garra bierze rozbieg, po czym wbija się w Hallowaya Hesitation Dropkickiem! Pod wpływem uderzenia Derek osuwa się na matę, z czego korzysta Lord Sebastien, aplikując Guillotine Drop! Następnie Mantel postanawia podnieść płaszczaka z maty, po czym wykonuje mu Spin-Out Powerbomb! Po tej akcji The Awakened przetacza się w kierunku lin, po czym wypada z ringu. W środku pozostaje trzech, a dwóch z nich ruszyło już w kierunku drabiny - konkretnie El Garra i Derrick Mantel. Zarówno Normal Guy, jak i Gato Oscuro wdrapują się po szczeblach z obu stron, zaś Lord Sebastien spokojnie obserwuje sytuację. Dopiero kiedy wymieniona wcześniej dwójka znalazła się na górze, francuski arystokrata dopada do nich i przewraca drabinę, powodując ich upadek! Zaraz potem Arist of Pain przechwytuje Mantela i wysyła poza ring. Następnym krokiem burżuja z Paryża jest złapanie za drabinę. Zauważa jednak, że Kociarz już prawie się podniósł, więc postanawia odłożyć przedmiot, opierając go o liny (w taki sposób, że koniec drabiny wystaje na zewnątrz ringu), po czym rusza w stronę zawodnika z Meksyku. Ten jednak zaskakuje go European Uppercutem, po którym Lord cofa się o kilka kroków. W międzyczasie Zack Sabre Jr. powrócił do ringu i teraz stoi za plecami nieświadomego Francuza. W jednym momencie zarówno Kociarz, jak i ZSJ ruszają i Lord Sebastien otrzymuje kombinację Running Elbow Strike + Chop Block! Zaraz potem Anglik i Meksykanin wypychają leżącego rywala poza ring. Na tym kończy się ich współpraca, bo niemal od razu po pozbyciu się Lorda oni sami rzucają się do walki między sobą! Irish Whip w wykonaniu Zacka, odbicie od lin, próba Clothesline'u nietrafiona, El Garra kolejny raz się odbija i wpada w Sabre'a, wykonując Running Crossbody! Teraz także Zack wytacza się poza ring, kierując w stronę rywali. Sabre, Halloway, Mantel i Lord Sebastien stoją teraz obok siebie poza ringiem. Koci Luchador spogląda na wystawioną w ich kierunku drabinę, po czym postanawia zrobić z niej użytek. Bierze rozbieg, po czym przebiega po szczeblach drabiny i wyskakuje poza ring, powalając na ziemię całe towarzystwo! "This is Awesome" niesie się po arenie! Jak można się łatwo domyślić, akcja na kilkanaście sekund zamiera. W końcu jednak zbiera się bohater ostatniej akcji, czyli Koci Luchador, który powraca do ringu i bierze drabinę, z której ostatnio skorzystał, po czym ustawia ją na środku ringu i rozpoczyna wspinaczkę. W tym czasie do kwadratowego pierścienia powraca także Jorge Cavazos i również on zaczyna wchodzić po szczeblach. Na górze wywiązuje się wymiana ciosów między meksykańskimi wrestlerami, a publika na każdy cios odpowiada cheerem. W którymś momencie Garra chwyta Jorge za głowę i próbuje uderzyć nią o zwieńczenie drabiny, jednak El Locomotora blokuje, a następnie silnym uderzeniem w korpus studzi zapędy swojego rywala. W tym momencie jednak obraz przełącza się na inną kamerę, która ukazuje....Lorda Sebastiena, który wdrapał się na szczyt tej wysokiej drabiny stojącej poza ringiem! Co ten facet wymyślił!? Staje na równych nogach, skierowany w stronę ringu i...skacze! Francuz wpieprza się w dwóch Meksykanów walczących tuż pod zawieszonymi tytułami!! Drabina zostaje przewrócona na bok, a wszyscy trzej zawodnicy lądują na macie! Publika skanduje "HOLY SHIT!", a część fanów nagradza wysiłki zawodników gromkimi brawami. Skupmy się jednak na rywalizacji. Lord samemu ucierpiał przez tę karkołomną akcję, jednak widać, że bardzo zależy mu na wygranej. Będąc jeszcze na kolanach chwyta za przewróconą drabinę, ustawiając ją z powrotem do pionu, a następnie wstaje i próbuje wdrapać się na szczyt. W połowie drogi zostaje jednak zatrzymany...przez Zacka Sabre Jr., który chwyta go za rękę, blokując ją, po czym zakłada Armbar, przyciskając kończynę oponenta do metalowego szczebla drabiny! The Sovereign walczy z potężnym bólem, próbuje się wyrwać, ale nie jest w stanie! W końcu nie wytrzymuje i odklepuje, po czym powoli zsuwa się z drabiny i opada na matę, trzymając się za obolałą rękę. ZSJ chce przystąpić do wspinaczki, jednak w tej chwili zauważa Dereka Hallowaya, który przed momentem wszedł do ringu i chwycił za drugą drabinę, która leżała na macie. Truth seeker odkopuje stojącą na środku konstrukcję, przez co ta się przewraca. Po chwili...zakłada sobie na szyję trzymaną przez siebie drabinę, po czym staje na środku ringu i zaczyna się obracać! Na dodatek krzyczy przy tym "HELIKOPTER! HELIKOPTER!" Już po sekundzie Zack Sabre Jr. obrywa drabiną w twarz! To samo czeka także Lorda! Jorge Cavazos również spotyka się z metalem, po czym wypada poza ring! Derrick Mantel powraca do ringu, ale tylko po to, by również oberwać! W końcu Halloway trafia także Kociarza, po czym zatrzymuje się, nie wiadomo czy przez to, że zabrakło mu już przeciwników, czy po prostu opadł z sił. W końcu zdejmuje drabinę z siebie i przyklęka na jedno kolano. Widać, że ten popis kosztował go mnóstwo sił. Trudno mu złapać oddech. Przez pewien czas nie jest w stanie ruszyć z miejsca. W końcu jednak ponownie chwyta za drabinę i rozstawia ją na środku ringu. Podchodzi i zaczyna się wspinać. Czyni to bardzo wolno, pozwalając rywalom na odzyskanie sił, jednak poszukiwacz prawdy z żółtymi napisami nie jest w stanie wspinać się szybciej. W którymś momencie...Derrick Mantel, wciąż leżąc na macie, zaczyna kopać w nią, wytrącając swojego prawie imiennika z równowagi. Halloway postanawia zejść, nie chcąc ryzykować upadku. Podchodzi do Normal Guya, chcąc podnieść go z maty, jednak nadziewa się na silnego puncha w brzuch, który hamuje jego zapędy. Następnie Mantel wstaje i wymierza Gut Kick, po czym ustawia oponenta pod Piledriver...ten jednak rusza do przodu, kierując Derricka na kurs kolizyjny z drabiną. Ta się przewraca, zaś Hallowayowi udaje się wyswobodzić. Dwa Darki rozpoczynają wymianę ciosów, a już po chwili dołączają do nich pozostali zawodnicy, którzy także się podnieśli. Lord Sebastien, Zack Sabre Jr. oraz El Garra de Gato - każdy z nich atakuje teraz Hallowaya i Mantela! w zasadzie wszyscy teraz walczą z wszystkimi, jeden wielki chaos! Ale co tu znowu się dzieje? Wait....NO WAY! Jorge Cavazos stoi na szczycie drabiny stojącej poza ringiem! Cała piątka rywali stoi blisko siebie, po chwili spostrzegają oni potężnego Meksykanina, który...skacze! DIVING CROSSBODY Z DRABINY NA WSZYSTKICH PIĘCIU RYWALACH! Wszyscy padają, a publika znów skanduje, wyrażając aprobatę! Pojawiają się pierwsze chanty "fight forever!", jednak ta walka kiedyś skończyć się musi! Cavazos stosunkowo szybko się zbiera, jednak nie chce od razu ruszać w górę. Zauważa, że Sabre również powoli wstaje, więc przechwytuje go, a następnie usuwa z ringu. Zaraz potem podnosi Hallowaya, po czym ustawia się wraz z nim przy tej krawędzi, o którą cały czas opiera się drabina ustawiona dawno temu poza ringiem. El Locomotora postanawia zrobić wreszcie z niej użytek - mamy Overhead Belly-to-belly Suplex na potężnym Dereku! Jorge przerzuca go ponad linami, prosto na rozłożoną za ringiem drabinę, która łamie się w pół! Cava zauważa, że jeszcze Lord wstał, więc i jego chwyta, a następnie podnosi w górę. Kilka kroków z rywalem na barkach w stronę lin, po czym jesteśmy świadkami C-Factora....poza ring! Sel de la Terre wylądował na podłodze i nie daje oznak życia, podobnie zresztą jak pozostali uczestnicy, z wyjątkiem Jorge. Bone Breaker chwyta za drabinę i rozstawia ją na środku ringu. Wdrapuje się po szczeblach, wygląda na to, że tym razem osiągnie szczyt, nikt mu nie zagraża! Jest już na górze i wyciąga rękę w kierunku jednego z tytułów mistrzowskich. Zbliżenie kamery ukazuje, że jest to tytuł Valor Championship. Cavazos chwyta za niego, po czym odpina, zgarniając tytuł w swoje ręce! Jorge Cavazos zostaje LPW Valor Championem! Meksykanin jest bardzo zmęczony, ale jednocześnie na jego twarzy maluje się wielka radość. Unosi on mistrzostwo w górę w geście triumfu, zaś publika nagradza go aplauzem. Następnie podaje on swój pas mistrzowski sędziemu. Ale to nie wszystko! Wygląda na to, że Jorge spróbuje sięgnąć także po Eternal Championship! Wyciąga rękę w górę, dotyka nią tytułu...i w tym momencie zostaje trafiony w plecy rzuconym krzesłem! Okazuje się, że sprawcą jest Derrick Mantel, który chwilę wcześniej znalazł krzesełko pod ringiem i w ten sposób postanowił unieszkodliwić rywala. Z sytuacji postanawia skorzystać także powracający do ringu Zack Sabre Jr., który chwyta krzesło w ręce, po czym wymierza silne uderzenie w plecy Cavazosa! Następnie odkłada przedmiot i wraz z Mantelem ustawiają się pod drabiną, przechwytując obolałego Jorge. Nie mija wiele czasu i jesteśmy świadkami Double Powerbombu! Na tym jednak zawodnicy nie chcą poprzestać. Podnoszą oni Cavazosa i już po chwili Derrick aplikuje mu Fatal Blow! Zack również postanawia dorzucić coś od siebie. Podnosi Meksykanina i z niemałym trudem, ale wykonuje mu Zack Driver! W całym tym zamieszaniu odnajduje się także El Garra De Gato, który podobnie jak poprzednicy chce zneutralizować zagrożenie, jakie stanowi Jorge Cavazos. Mantel i Sabre ponownie podnoszą zawodnika pochodzącego z Tijuany, aby ten wywodzący się z sąsiedniego Rosarito mógł wykończyć go Garra Slamem! Niedający oznak życia nowy Valor Champion zostaje wypchnięty poza ring przez trójkę walczących, którzy następnie ruszają w jego stronę. Co znowu wymyślili? Wygląda na to, że chcą na dobre pozbyć się Jorge z tej walki. Sięgają po inne, dotychczas niewykorzystane drabiny, które stoją rozstawione wokół ringu. Każda kolejna ląduje na leżącym na podłodze Cavazosie. Bone Breaker zostaje przysypany do tego stopnia, że ledwo go widać pod tymi drabinami. W każdym razie nie zanosi się, by szybko się stamtąd wygrzebał. W międzyczasie kamera ukazuje także pana Hallowaya, który stoi przy ringu, po drugiej stronie względem reszty i akurat postanowił sobie ułożyć aż dwie drabiny pomiędzy barierkami a krawędzią ringu. Po jaką cholerę? Nie wiadomo, ale lepiej zostawmy tego człowieka w spokoju. Tym bardziej, że tutaj zdają się dziać ważniejsze rzeczy.  Kociarz, ZSJ i Mantel byli tak zajęci, że prawie zapomnieli o głównym celu swojej walki, z czego postanowił skorzystać Lord Sebastien, który przed chwilą wrócił do ringu i próbuje wspinać się po drabinie po mistrzostwo! Mantel jako pierwszy spostrzega zagrożenie i wślizguje się do środka, rozpoczynając marsz w górę po drugiej stronie. Wraz z Lordem pną się w górę, jednak zostają złapani przez Sabre'a i Gato, którzy ściągają ich z powrotem na matę. Rozpoczyna się walka w dwóch parach. Sabre kontra Mantel i Lord przeciwko Kociarzowi. Już po chwili El Garra podrzuca Francuza w górę i neutralizuje go Pop-up Lariatem! W międzyczasie Normal Guyowi udało się uniknąć ciosu od Zacka, po czym on sam zaskakuje go Spin Kickiem, po którym Your favourite wrestler's favourite wrestler osuwa się na matę! Teraz to właśnie ci dwaj panowie - Zamaskowany Kociarz i Zwykły koleś postanawiają ruszyć po szczeblach w kierunku upragnionego złota. Na górze znów wywiązuje się walka, w której El Garra początkowo zyskuje przewagę...ale tylko na moment, gdyż Derrick właśnie chwycił za jego maskę! Normal Guy właśnie stara się odebrać Luchadorowi jego znak rozpoznawczy! W końcu jednak Kociarzowi udaje się ochronić przed zdemaskowaniem, odrywając ręce Mantela. Jednocześnie wystawia się on jednak na atak, gdyż Derrick silnym Headbuttem zyskuje przewagę, a następnie zrzuca on rywala prosto na matę! Ten ląduje na brzuchu, a po chwili dość nieporadnie próbuje się podnieść. Mantel jest wyraźnie poirytowany, że nie udało mu się zerwać tej maski i po chwili postanawia stanąć na najwyższym szczeblu drabiny, a następnie skoczyć prosto na rywala! Head Crusher! Head Crusher z drabiny! Bardzo ryzykowny ruch ze strony Derricka. Wygląda na to, że okupił to jakimś urazem, gdyż wyraźnie kuleje. Na dodatek nie zauważa czającego się już za jego plecami Lorda, który już po chwili uderza go w plecy laską Margaux! Derrick nie zdążył nawet upaść, gdyż Sebastien łapie go, a następnie przerzuca ponad linami, prosto na te dwie drabiny, które nieco wcześniej rozłożył Halloway. To nie wszystko - Francuz odkłada swoją laskę, a następnie chwyta za krzesło, które także zostało nieco wcześniej użyte, po czym wdrapuje się wraz z nim na narożnik. Kilka sekund mija i widzimy Sang Bleu Elbow na Mantelu, w dodatku wzmocniony stalowym krzesłem! Obie drabiny zostają złamane! W tym czasie Derek Halloway wrócił do ringu i postanawia skorzystać na tym, że nikt nie wspina się po pas. Sam podchodzi do drabiny i powoli się wdrapuje. Zauważa to obolały Lord, który dość szybko pozbierał się. Ciągle trzymając się za ramię wchodzi na apron, a następnie na narożnik. Po chwili...przeskakuje nad głową Hallowaya, lądując na drabinie! Na dodatek wymierza Derekowi Double Foot Stomp na obie ręce, powodując jego ześlizgnięcie się z powrotem na matę! The Awakened nie upadł, jednak trzyma się za obolałe dłonie. Teraz to już ewidentnie się wściekł! Szybko przestał zwracać uwagę na ból, tylko podchodzi z powrotem do Lorda i przechwytuje go, układając na swoich barkach. Ściąga Francuza z drabiny, a następnie aplikuje Electric Chair Drop! Zaraz potem wstaje i znów stara się wspiąć po drabinie. Nie zauważa, że to samo z drugiej strony czyni Zack Sabre Junior! Obaj panowie są wreszcie na samej górze. Derek jeszcze tego nie widzi, ale Zack trzyma w ręku laskę Margaux należącą do Lorda Sebastiena! Halloway wymierza cios! Sabre odpowiada laską! Nie! Derek jakimś cudem zablokował! Truth Seeker następnie wytrąca obiekt z ręki Brytyjczyka! Laska spada tuż obok leżącego na macie Lorda! Derek chce zadać kolejny cios, jednak Sabre przechwytuje jego rękę! Łapie go za palce, chcąc je uszkodzić! Ale nie udaje mu się, gdyż Halloway uderza go drugą ręką w gardło! Zack krztusi się, a Derek wyprowadza kolejny cios! Trafiony! Następnie chwyta Brytola za głowę i uderza nią o zwieńczenie drabiny! Sabre już ledwo się trzyma. The Truth Seeker nie poprzestaje. Przyciąga rywala do siebie, po czym umieszcza na swoich barkach. Po paru sekundach Zack zostanie wyniesiony wysoko w górę, ponad głowę Hallowaya. Próbuje jeszcze sięgnąć pasa...jednak Derek w porę to zauważa, po czym odrzuca oponenta! POFRUNĄĄĄĄĄĄĄŁ! Prosto na biednego Lorda Sebastiena! To już musi być koniec! Nikt mu tego nie zabierze! Halloway może w końcu sięgnąć po upragniony tytuł! Wyciąga ręce w górę, po czym odpina tytuł mistrzowski! Derek Halloway zostaje LPW Eternal Championem!

Po usłyszeniu gongu Derek Halloway podnosi swój pas mistrzowski w górę, a następnie powoli schodzi z drabiny. W międzyczasie Jorge Cavazosowi udało się wydostać spod sterty drabin, którą wcześniej został przygnieciony i powraca on do ringu, gdzie arbiter wręcza mu pas LPW Valor Championship. Spiker ogłasza triumf najpierw Meksykanina, a następnie Dereka, zaś sędzia wznosi ręce obu zawodników w górę. Jeden i drugi otrzymują aplauz od publiczności i teraz każdy z nich staje na narożniku, eksponując świeżo zdobyte trofea. Potem Jorge postanawia wyciągnąć rękę w kierunku Hallowaya, a Derek po chwili zawahania decyduje się ją uścisnąć przy aprobacie z trybun. Panowie wymieniają jeszcze uścisk, a następnie Cavazos opuszcza ring, pozostawiając w nim dalej celebrującego Truth Seekera.


Na arenie robi się ciemno. Z sufitu areny zjeżdża na dół wielka, stalowa rura ustawiona pionowo. Światło reflektora wskazuje tylko na tę rurę. Jeden z techników stawia przed rurą schodki. Po chwili na arenie rozbrzmiewa theme song Zbyszka Uszczelki, a z wnętrza rury, wyłania się postać majstra. Gdy hydraulik jest już na samym szczycie rury, wskazuje palcem na rywali, a następnie z boku areny wyjeżdża wózek widłowy, na którym zapakowane są skrzynki z butelkami w kształcie tronu. Na tronie zasiada Zygmunt Uszczelka, który w ręku dzierży butelkę niczym berło. Pijany mistrz wypija resztki z dna i rozbija butelkę po czym obaj agresywnie ruszają w stronę ringu przybijając między sobą piątki i klepiąc się nawzajem, żeby się pobudzić. Obaj wchodzą na narożniki, Zbyszek wyciąga z kieszeni klucz i unosi go w górę, a Zygmunt wyciąga ukrytą seteczkę, którą opróżnia na raz. Następnie zeskakują z narożników i szykują się do walki.

Kamera przenosi nas na arenę i jest obecnie skierowana na stage. W pewnym momencie na titantronie pojawia się jakieś nagranie. Widzimy na nim końcówkę walki Steele'a z Halloweyem z Colosseum 1. Preston przypina Dereka, a po chwili sędzia podnosi jego rękę w górę. Przebitka…kolejna scena. Tym razem czarno-biała. Preston zostaje przypięty przez Uszczelkę, a następnie przez Rybacka. Po tej scenie na ekranie pojawia się wielki czerwony X. Obraz ponownie nabiera koloru. Widzimy Prestona I Miguela, którzy podają sobie ręce. Po chwili naszym oczom ukazuje się wygrana przez tę dwójkę walka tag teamowa, a następnie wspólny atak na Zygmunta. Ekran staje się czarny lecz po chwili pojawia się na nim platynowy napis “PRESTON STEELE”. W tym momencie na arenie rozbrzmiewa “I don't need your legacy”. Wreszcie na rampie pojawiają się jakieś postaci. Ich ubiór ewidentnie nawiązuje do stylówek Butli i Uszczelki. Ustawiają się oni wzdłuż rampy, po obu jej stronach, a ich wzrok jest skierowany w dół. Wtedy jeden z reflektorów kieruje się na sam początek stage'u. W tym miejscu staje Preston Steele. Nie jest on witany przez fanów zbyt przychylnie, jest wręcz zgoła inaczej. Reakcje fanów przerywa jednak zmiana muzyki. Nagle w tle słyszymy “Livin’ La Vida Loca”, a to oznacza tylko jedno. Kolejne 2 reflektory dołączają obok wcześniejszego. Na ekranie do nazwiska Prestona dodany zostaje napis “MIGUEL ESCOBAR”. W tym momencie Miguel Escobar oraz Sara Rojas stają w blasku reflektorów, a napis na ekranie się zmienia. Znikają nazwiska zawodników, a w ich miejsce pojawia się napis “PLATINUM CLUB” ułożony z banknotów. Dźwięk muzyki zostaje lekko przytłumiony odgłosem brzęku monet, a wtedy cała trójka pewnym krokiem zmierza w kierunku ringu. Postaci obecne na rampie padają do ich stóp gdy Preston, Miguel oraz Sara obok nich przechodzą. Sara staje blisko metalowych schodków, odbiera od Miguela złoty naszyjnik z jego inicjałami, a także jego szatę. Wtedy Miguel i Preston zbijają żółwika i wchodzą do ringu.


Tag Team Match
[Obrazek: UniFYaP.png]
Zygmunt Butla & Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele & Miguel Escobar

Proszę państwa, jest to starcie dwóch światów, ale następuje już teraz! Gong! Zaczynają Butla i Steele. Panowie powoli się do siebie zbliżają, i mamy klincz, który Preston niemalże natychmiast zrywa. Widać, że obaj zawodnicy są ciekawi swojego rywala, czują respekt. Steele dąży do klinczu, jednak Zygmunt go odpycha, i oponent ląduje na plecach pod swoim narożnikiem. Wydawało się, że Escobar ma pewne pretensje do swojego tag mate, ale był to sprytny zabieg, gdyż Prest zaatakował Butle chopem, do czego dołożył Clothesline! Zyga padł jak rażony piorunem, jednak dało to tylko 1 count. Steele zrobił zmianę z Miguelem, ale Butla już nie takie rażenia piorunem wytrzymywał, więc rzucił sie do zmiany, i klepnął Uszczelkę! Zbyszek ruszył na Escobara z Clotheslinem, potem z kolejnym Clotheslinem, kopnięcie w brzuch i Suplex! 1...2..i kick out. Esco niekoniecznie dobrze wszedł w ten pojedynek, jednak Uszczelka zdaje się być bardzo zły, z faktu, iż nie zakończył tej walki. Lekkie rozkojarzenie Zerwanego Gwintu, i Escobar szybko jest na nogach,  wyprowadza kopnięcie w brzuch i Suplex dla oponenta. Miguel krzyczy do Zbysia 'Im The Prince of Spain', podnosi go i DDT! 1...2! Kickout! Zaczeło być groźnie. Escobar wrócił do gry, i chciał zaatakować również Butle, jednak...tego nie było w narożniku! Zdziwienie Escobara było gigantyczne, jak i realizatora, gdyż Zygi wyczołgał się z pod ringu wycierając usta. Esco odwrócił się w stronę rywala, który miał na tyle czasu by wstać, i wyprowadzić Knee Strike! Escobar padł, natomiast Uszczelka zmienił się z Butlą, jednak przez chwile patrzył mu w oczy po czym rzucił dość głośno 'A co Ty tam sadzisz po kątach?!' Zygmunt jednak zdawał się tego nie słyszeć, albo po prostu nie chciał i ruszył na Miguela z Big Bootem, po czym wykonał przedziwnie krzywy German Suplex. 2 count! Butla schodzi z ringu po czym z pod ringu wyciąga...pustą butelkę piwa! O nie, on chyba ruszy po Butle Na Łeb! Uszczelka jednak szybko reaguje i zabiera butelkę od kolegi tłumacząc mu, że za to jest dyskwalifikacja. A my już wiemy, co Butla robił pod ringiem alkus jeden. Zygmunt ze Zbyszkiem pozostali poza ringiem, i zamieszanie trwało na tyle długo, że Escobar zdążył zmienić się ze Steelem. Preston nie czekając ruszył z Suicide Divem, którym zmiótł obu przeciwników z planszy! Nakręcił się Preston jak nakrętka na śrube, i postanowił nie czekać wrzucając Zygiego do kwadratowego pierścienia. Zygmunt w pozycji poziomej pozostał na ringu, natomiast Steele ruszył na narożnik i mamy Diving Elbow Drop! 1..2.. I nie ma końca! Wściekły Steele podnosi rywala, i mamy Enzuigiri, a zaraz po tym The Heir Apparent zapina Crossface na środku ringu! Dla Butli mógłby to być koniec, ale Uszczelka interweniował kopnięciem, mało tego, wykonuje błyskawicznie Zaliczkę Na Materiał! Escobar widząc to również wpadł do ringu aplikując Uszczelce Neckbreaker! Señor Destrucción widząc co się dzieje przyciągnął Zygmunta oraz Prestona do swojego narożnika i zmienił się ze Steelem, który odpocznie poza ringiem. Butla niestety o odpoczynku może zapomnieć, gdyż Escobar dosiada go w Grounds & Pounds i raz za razem rozbija nieszczelną gardnę swojego rywala. Uszczelka zdołał pozbierać się na nogi po Neckbreakerze i domaga się od sędziego sprawiedliwego prowadzenia pojedynku, tymczasem, Escobar podnosi Butle i mamy Bulldog do środka ringu. Zbiera ciężkie razy Zygmunt, jednakże Hiszpan niepotrzebnie zaczął skupiać swoją uwagę na Uszczelce krzycząc, że jest ze znacznie wyższych sfer niż dwójka oponentów. Trwało to na tyle długo, że Butla zdołał zdjąć buta, po czym pchnął Hiszpana w swój narożnik i wykonał Face Wash! Smród kopyt utrwali się na twarzy Escobara jeszcze bardzo długo... Ale Butla nie odpuszcza, cofa się o kilka kroków w jednym bucie i mamy Stinger Splash! Pada na kolana Esco, tymczasem Zygmunt w końcu doczekał się upragnionej zmiany, i mamy Uszczelkę na ringu! Ten wynosi rywala w górę i mamy piękny, długi Vertical Suplex! 1..2..! Nie ma! Odkopał to Escobar, a Uszczelka po raz kolejny nie może uwierzyć, że nie skończył pojedynku. Najgorsze jednak najpewniej przed Escobarem, gdyż Zbysiek ustawia go tuż obok swojego narożnika i mamy Banzai Drop! 1...2.. Kick Out! Teraz to Uszczelka wpada już niemalże w furie, jednak sygnalizuje, że będzie sposobił się do wykonania Kto To Panu Tak Spierdolił! Czy to może być koniec tego pojedynku? Uszczelka podnosi Hiszpana, jednak ten mu się wyślizguje i natychmiast zmienia ze Steelem! Preston nie zamierza czekać na będącego na fali Uszczelkę i rusza od razu z kapitalną Hurricanraną! Zbyszek wstaje, jednak od razu nadziewa się na European Uppercut, i o ile to nie zwala z nóg Betonowego Syfonu, o tyle Spinning Heel Kick już skutecznie poziomuje oponenta! Uszczelka czuł co się święci, więc spróbował wyturlać się z ringu, ale przy neutralnym narożniku dopadł do Preston! Steele powoli wciągnął rywala na narożnik i mamy...o matko...Spanish Fly!! 1...2.. Kick Out! Jakim cudem to nie zakończyło walki?!Preston nie dowierzał, ale żeby nie tracić czasu to ciosem wyeliminował Butle z narożnika. Na tym jednak nie koniec, gdyż Steele sposobi się do wykonania Golden Divident, ale Uszczelka uchyla się w ostatniej chwili, po czym kontruje Zaliczką Na Materiał! Skąd on znalazł w sobie jeszcze tyle siły?! Butla będący poza ringiem zdołał się pozbierać, Steele wyczuł, że to czas na zmianę, natomiast Uszczelka już nie miał wyboru - on musiał zmienić się z Butlą i mamy Hot Tag! Escobar rusza na Butlę, jednak wpada wprost w jego ręce i BodySlam, a do tego Backbreaker, Mocna Głowa i trzy razy Bydgoszcz City! 1...2.. I interweniuje Steel! Preston przerwał próbę pinu, po czym wyturlał się z ringu, ruszył dookoła i zdjął z przeciwległego narożnika Uszczelkę, po czym zaaplikował mu Codebrekaer  poza ringiem! Wściekły Butla domagał się sprawiedliwości u sędziego, a to pozwoliło pozbierać się Escobarowi, który stanął na narożniku i mamy Corner Flying Clothesline, a do tego Cash Out! 1..2...3! Koniec! Escobar przypina Butle kończąc ten potężny Tag Team Match!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2026, 23:11 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
05.07.2026, 23:03 #1
Earlier Tonight

Kamera pokazuje zaplecze hali. Korytarzem w stronę swojej szatni zmierza Jose Lopez, zawodnik który na ten moment nie zna swojego przeciwnika na Ascension.
Lopez dochodzi do drzwi, naciska klamkę i wchodzi do środka. W pomieszczeniu panuje niemal idealna cisza. Jose rzuca torbę na ławkę, robi kilka kroków w głąb szatni, nagle zatrzymuje się w miejscu. Kamera przesuwa się za jego ramieniem, pokazując biurko stojące pod ścianą. Na środku blatu leży stary, kremowy list. Papier przypomina pergamin, przewiązany jest ciemno czerwoną wstęgą, a całość zamyka gruba pieczęć z wosku. Na pieczęci widać znak przypominający laurowy wieniec oraz ostrze kosy. Jose przez chwilę tylko patrzy. Lopez rozgląda się po szatni, jakby sprawdzał, czy ktoś jeszcze tam jest. Potem ostrożnie sięga po list. Przełamuje pieczęć kciukiem. W środku jest tylko mała kartka. Jose rozkłada ją powoli.Kamera robi zbliżenie na tekst zapisany czarnym atramentem: „Nie skończyłem.”Lopez przez moment stoi nieruchomo, a z jego twarzy znika nonszalancki uśmiech. Nagle w tle słychać ciche pukanie do drzwi. Jose gwałtownie odwraca głowę. Jednak drzwi pozostają zamknięte. Kamera wraca na dłonie zawodnika w których widzimy jedynie pogniecioną kartkę.


Obraz powoli zanika.

[Obrazek: ut90VgD.png]

Michael Cole: Mamy to, proszę państwa! Mamy pierwsze PPV tej wspaniałej federacji, pod dowództwem Roba Van Dama! Jesteśmy w Chicago, a ze stanowiska komentatorskiego witają państwa Michael Cole...

Tomasz Hajto: I wasz ulubiony Tomasz Hajto, ale to nie koniec, bo oto nasz gość specjalny...

Na arenie rozbrzmiewa spokojniejszy, elegancki motyw wejściowy — theme song jednego z najnowszych nabytków Legion Pro Wrestling — The Advocate’a. David Otunga wychodzi na stage z uśmiechem, w perfekcyjnie skrojonym garniturze. Z charakterystycznym spokojem rozgląda się po wypełnionej hali i z lekkim uśmiechem poprawia mankiet koszuli. Nie reaguje przesadnie ani na pozytywne, ani na negatywne reakcje publiczności. Pewnym krokiem kieruje się do stanowiska komentatorskiego, wita się z Cole’em i Hajtą uściskiem dłoni, po czym zajmuje miejsce, odkładając na blat cienką teczkę z logo LPW.

David Otunga: Dziękuję za zaproszenie, panowie. Wiele osób przyjechało dziś do Chicago, żeby kierować się emocjami. Pozwólcie, że ja dziś przełamię tę barierę i pokieruję się stanem faktycznym. Na tej gali usłyszymy mnóstwo deklaracji, zobaczymy wielkie ambicje i jeszcze większe ego. Ale kiedy zabrzmi ostatni gong, pozostaną wyłącznie wyniki. A wyniki są jedynym werdyktem, którego nie da się podważyć. Ze stanowiska komentatorskiego kłania się państwu The Verdict Maker — David Otunga. Mam nadzieję, że dzisiejsi zawodnicy są równie dobrze przygotowani do obrony swoich racji, jak twierdzą w swoich wypowiedziach. Bo dziś każda ze spraw ma znaleźć swój finał.

Michael Cole: Jorge Cavazos vs Zack Sabre Jr. vs Derek Halloway vs Derrick Mantel vs El Garra De Gato vs Lord Sebastien, czyli starcie aż sześciu mocnych osobowości. El Garra dość szybko dostał dużą szansę w naszej federacji, jednak czy wygra? Nie jestem przekonany. Moim zdaniem to Zack Sabre Jr. jest tutaj wyraźnym faworytem tej walki. Jak myślisz, Tomku? Tomek... śpisz?

Tomasz Hajto: Nie, nie. Sobota była wczoraj po prostu i trochę gorzej się dzisiaj czuję. Masz rację, Zack Sabre Sr. to naturalny faworyt tej walki, aczkolwiek Jorge Cavazos również może namieszać. Co na to pan Otunga?

David Otunga: Gdybyśmy oceniali tę sprawę wyłącznie na podstawie reputacji, zgodziłbym się z wami. Zack Sabre Jr. wchodzi do tego pojedynku z najmocniejszym materiałem dowodowym. Ale to nie jest zwykły pojedynek. To Ladder Match, a w takich warunkach precedensy mają znacznie mniejszą wartość. Nie wygrywa ten, kto jest najlepszym zapaśnikiem. Wygrywa ten, kto najlepiej odnajdzie się w chaosie. Cavazos dysponuje siłą, która może usunąć z drogi każdego rywala. El Garra De Gato dzięki swojej szybkości może znaleźć się przy zdobyczy, zanim pozostali zorientują się, co się dzieje. Lord Sebastien zapewne będzie próbował zachować zimną krew, podczas gdy Halloway... cóż, zakładam, że jeśli przegra, i tak uzna, że wynik został sfałszowany przez jakiś tajny spisek. Natomiast Mantel... to dla mnie największy znak zapytania. Czasem najbardziej niepozorny uczestnik postępowania okazuje się tym, który na końcu wychodzi z sali rozpraw jako zwycięzca. Dlatego nie podejmę się wyrokowania przed rozpoczęciem postępowania. W Ladder Matchu nawet najmocniejszy faworyt musi jeszcze udowodnić, że potrafi wspiąć się po zwycięstwo. Dosłownie.

David Otunga: Czas na starcie drużynowe. Zygmunt Butla i Zbyszek Uszczelka zmierzą się z Prestonem Steele’em i Miguelem Escobarem. Dwie zupełnie różne filozofie życia spotkają się dziś w jednym ringu. Ta walka jest ciekawsza, niż mogłoby się wydawać. Wiele osób spojrzy na Butlę i zobaczy wyłącznie menela, na Uszczelkę i zobaczy zwykłego fachowca, a po drugiej stronie dwóch ludzi wychowanych w luksusie. Tyle że to są tylko etykiety. W moim zawodzie etykiety nie wygrywają spraw. Liczą się dowody. Preston Steele wciąż prowadzi bardzo chaotyczną linię obrony. Raz przekonuje, że chce odciąć się od rodzinnego majątku, innym razem sam buduje na nim swój wizerunek. Trudno traktować poważnie kogoś, kto sam sobie zaprzecza. Miguel Escobar ma dziś doskonałą okazję udowodnić, że nie jest jedynie dodatkiem do Prestona. Bo jeśli po raz kolejny zniknie w jego cieniu, trudno będzie znaleźć argument, który przemówi na jego korzyść. A po drugiej stronie? Butla i Uszczelka mogą wyglądać niepozornie, ale widziałem już wiele spraw, w których ludzie lekceważeni na początku opuszczali salę sądową jako zwycięzcy. W ringu obowiązuje dokładnie ta sama zasada. Nie wygląd decyduje o werdykcie, tylko rezultat.

Tomasz Hajto: Butla to jeden z moich ulubionych zawodników, szczególnie w sobotę. Wydaje mi się, że będzie to niezwykle wyrównane starcie.

Michael Cole: W żadnym wypadku nie można lekceważyć ani Uszczelki, ani Butli, jednakże moim zdaniem faworytem są Steele i Escobar. I to dość zdecydowanie. Elias Shadow kontra Mike F’N Brutal, czyli starcie, które wydaje się być ciałem obcym w karcie. Brutal powinien to dość łatwo wygrać.

Tomasz Hajto: Powiem tak, trudniejsza niż walka z Shadowem dla Brutala może być walka z cieniem, hehe.

David Otunga: Z punktu widzenia faktów trudno nie przyznać wam racji. Mike F’N Brutal wchodzi do Extreme Rules Matchu z przewagą. Jeśli istnieje środowisko stworzone pod jego styl, to właśnie takie, w którym regulamin ogranicza się do absolutnego minimum. Ale jest jeszcze druga strona tej sprawy. Brutal przez ostatni czas próbował złamać Eliasa Shadowa psychicznie. To nie była wyłącznie rywalizacja w ringu, lecz próba podporządkowania sobie przeciwnika. Teraz przekonamy się, czy osiągnął zamierzony efekt. Bo jeśli Shadow będzie działał pod wpływem strachu, ten proces zakończy się bardzo szybko. Jeżeli jednak wykorzysta to, co go spotkało, jako motywację, wtedy Mike może odkryć, że stworzył sobie znacznie trudniejszego przeciwnika, niż zakładał. Uważałbym jednak z wygłaszaniem mowy końcowej. Materiał dowodowy zdecydowanie przemawia na korzyść Brutala, ale nawet najmocniejsza sprawa potrafi się rozsypać, gdy druga strona w końcu przestaje się bać.

David Otunga: Następnie czeka nas Open Challenge imienia Dana Dowsona, panowie. Dowson to weteran tej sceny, którego dorobek trudno podważyć. Doświadczony zapaśnik, który w tym biznesie widział już wszystko i który z niejednego zatargu wychodził jako zwycięzca. Otwarte wyzwanie w jego wykonaniu nie jest gestem desperacji. To wezwanie do ujawnienia intencji drugiej strony. W prawie nazywa się to testem wiarygodności. I właśnie dlatego ta sytuacja jest dla mnie wyjątkowo interesująca. Bo kiedy pozostawiasz pytanie bez odpowiedzi, zawsze istnieje ryzyko, że odpowiedź już została podjęta, tylko jeszcze nie została wypowiedziana na głos. A w takich przypadkach najczęściej okazuje się, że „znak zapytania” nie dotyczy tego, czy ktoś się pojawi, tylko tego, kto tak naprawdę miał się pojawić od samego początku. Czuję, że ostateczny werdykt w tej sprawie zapadnie w ringu.

Tomasz Hajto: Don Dawson to legenda, pamiętam go odkąd tu komentuję, a trochę lat minęło. Zastanawia mnie, kto może mu odpowiedzieć. Wydaje mi się, że Piotr Świerczewski.

Michael Cole: Kto?! W sumie to nieważne, bo zaraz siedząc obok ciebie będę miał szesnaście promili, a nic nie piłem. David, przed nami starcie Jose Lopez kontra nieznany rywal. Jose udowodnił przez cały pobyt w federacji, że jest A Player. Bardzo ciężko go pokonać. Kto może być jego rywalem?

David Otunga: W przypadku Jose Lopeza mamy do czynienia z zawodnikiem, którego dorobek nie jest już kwestią potencjału, tylko faktów. Regularność jego wyników tworzy bardzo solidne wnioski dowodowe i to takie, które trudno zignorować. Dlatego pytanie „kto mu odpowie” jest w gruncie rzeczy mniej istotne niż pytanie, jaką sprawę dziś rozstrzyga Lopez. Bo jeśli ktoś decyduje się stanąć naprzeciw niego, to automatycznie bierze na siebie ciężar udowodnienia, że należy do tej samej kategorii. A to nie jest łatwy standard do spełnienia. Widzieliśmy już wielu „A Playerów” w różnych organizacjach. Różnica polega na tym, że nie wszyscy potrafią utrzymać ten status, kiedy zaczyna się presja konsekwentnych występów, a nie pojedynczych momentów. Dlatego nie będę spekulował, kto dziś wyjdzie na rampę. W tej sytuacji ważniejsze jest to, że Lopez nie musi odpowiadać na pytania. On zmusza innych, żeby to oni odpowiadali na niego.

David Otunga: I na koniec creme de la creme, mamy w Main Evencie Fatal 4-Way o LPW World Championship. To nie jest sprawa, którą da się rozpatrywać w kategoriach jednego faworyta i trzech pretendentów. To sytuacja, w której cztery różne linie argumentacji zderzają się jednocześnie, bez możliwości odwołania. Kenneth Riddle przeszedł przez turniej w sposób, który trudno podważyć. To materiał na mistrza oparty na konsekwencji i wynikach, nie na deklaracjach. Axel Blaze natomiast reprezentuje coś zupełnie innego — kontrolowaną nieprzewidywalność. Publiczność często bywa jego największym adwokatem, nawet jeśli jego metody nie zawsze mieszczą się w klasycznych standardach. Ryback… The Butcher to przypadek, w którym nie analizuje się stylu, tylko skutki. Kiedy on dominuje, nie pozostawia wielu argumentów obrony. A Edgar Dickinson wnosi do tej sprawy coś, czego nie da się zmierzyć statystyką. Pewny element, który wymyka się logice, dopóki nie jest za późno na reakcję. W takich warunkach tytuł nie trafia do „najlepszego przypadku”. Trafia do tego, kto przetrwa wystarczająco długo, żeby jako ostatni utrzymać kluczowego asa w rękawie.

Michael Cole: To jest wspaniała walka. Sól tej ziemi, która zwie się LPW. Potężny Kenneth Riddle, wspaniały Axel Blaze, nieobliczalny stary Ryback i poeta Edgar Dickinson. Nie wiem jak ty, David, ale ja mam potężne ciarki na myśl o tym, że możemy mieć pierwszego 5-stara w historii tej federacji, gdyż zasłyszałem, iż słynny Dave Meltzer jest zainteresowany ocenieniem tej walki!

Tomasz Hajto: Co ty gadasz, Cole? Wspaniale. Moim wyraźnym faworytem jest Alex, aczkolwiek Dick Edgarson też może dać radę. Oby Meltzer przybił nam piątkę.

Michael Cole: Ty wiesz, że za przekręcanie tych nazwisk to kiedyś w głowę dostaniesz?

Tomasz Hajto: Jakie przekręcanie nazwisk, jak ja wszystko mam tu napisane. Wczoraj pisałem przecież... o kurwa, a kto tak poprzekręcał nazwiska? Dobra, ja dzisiaj mam grypę gorzołową, znaczy żołądkową, i niech mi będzie wybaczone.

David Otunga: Jeśli rzeczywiście mówimy o zainteresowaniu takiego punktu odniesienia jak Dave Meltzer, to trzeba jasno powiedzieć jedno: to nie jest już tylko kolejna walka na karcie. To potencjalnie sprawa, która może wejść do kategorii precedensów w historii tej federacji. I tak, Michael… jeżeli ta walka spełni pokładane w niej oczekiwania, nie zdziwi mnie, jeśli rzeczywiście znajdzie uznanie w oczach osób, które zawodowo oceniają jakość tego typu pojedynków. Bo potencjał, z jakim mamy tu do czynienia, jest… wyjątkowo mocny.

David Otunga: A teraz zapraszam wszystkich państwa na LPW: Ascension. Bo jak już na początku wspominałem, dzisiejszy wieczór nie skończy się na pustych zapowiedziach i deklaracjach. To wieczór, w którym wszystkie sprawy powinny zostać odfajkowane i odesłane do archiwum w annałach.

Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. RVD pojawia się na stage’u ubrany w elegancki garnitur, w rękach trzyma mikrofon. W tym samym czasie pracownicy techniczni wnoszą do ringu stolik przykryty czarną płachtą z logo LPW. RVD wchodzi do ringu, czeka chwilę, aż reakcja publiczności ucichnie, po czym spogląda na trybuny z wyraźną dumą.

Rob Van Dam: Chicago... witajcie na pierwszym historycznym PPV Legion Pro Wrestling! *Publiczność reaguje głośnym cheerem.* Ascension to nie jest zwykła gala. To noc, podczas której LPW robi kolejny krok. Noc, na której poznamy pierwszego LPW World Championa. Ale zanim do tego dojdzie, mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia.

RVD odwraca się w stronę przykrytego stolika.

Rob Van Dam: Sześciu zawodników wejdzie dziś do Ladder Matchu. Lord Sebastien de Montclair, Derrick Mantel, Jorge Cavazos, Derek Halloway, Zack Sabre Jr. i El Garra De Gato. Każdy z nich będzie walczył o szansę, która może zmienić jego karierę.

RVD chwyta za płachtę.

Rob Van Dam: Spokojnie, zanim dowiecie się o co walczycie mam jeszcze jedno ogłoszenie. LPW się rozwija i rośnie w siłę. A skoro rośnie, potrzebuje nowych wyzwań i nowych twarzy, które będą potrafić poprowadzić tę federację w przyszłość.

RVD spogląda w stronę rampy.

Rob Van Dam: Dlatego od dzisiaj Legion Pro Wrestling oficjalnie powołuje do życia drugi brand.*publiczność wybucha niewyobrażalnym cheerem* A każdy brand potrzebuje lidera. Kogoś z klasą, doświadczeniem i autorytetem. Kogoś, kto wie, jak wygląda prawdziwa walka o prestiż.

RVD odwraca się w stronę stage’u.

Rob Van Dam: Panie i panowie... przedstawiam wam Generalnego Menedżera drugiego brandu LPW...Przed Państwem Nick Aldis!

Na arenie wybrzmiewa "God Save The King" a po chwili na rampie pojawia się Nick Aldis, oczywiście klasycznie ubrany w szyty na miarę garnitur. Mężczyzna przystaje na chwilę na rampie i rozkłada ręce, spijając trochę spływającego na niego cheeru. Po chwili jednak poprawia krawat i rusza w kierunku ringu, do którego wchodzi po schodkach. W środku podaje rękę RVD, po czym odbiera od niego drugi z przygotowanych mikrofonów.

Nick Aldis: Dziękuję Ci za tą zapowiedź, Rob. <rozgląda się dookoła po wciąż głośnej publice i ucisza ich lekkim gestem dłoni> Naprawdę, rozumiem, że się cieszycie i dziękuję za takie ciepłe powitanie. Potrzebujemy jednak chwili spokoju i waszego skupienia, bo mamy do przekazania bardzo ważne informacje! publika cichnie, <na co Aldis się uśmiecha> Myślę, że skoro wiecie już z jakiego powodu tu jestem, to warto uzupełnić kilka luk informacyjnych. Aldis wskazuje na titantron na którym wyświetla się TO logo Chciałbym poinformować wszystkich tu zebranych, oraz tych którzy oglądają nas z domu, iż drugi brand Legion Pro Wrestling nazywać się będzie Elysium! A oto jego logo! gromki cheer, który Aldis dość szybko ponownie ucisza Spokojnie, to jeszcze nie koniec ważnych informacji. Podejrzewam, iż każdy z was sądzi, że stawką tego pojedynku będzie pas mistrzowski. Myślę jednak, iż nikt z was nie zakładał... spogląda na Roba który kiwa głową DWÓCH PASÓW JEDNOCZEŚNIE! Aldis zrywa płachtę i odkrywa znajdujące się pod nimi PASY Przed państwem Valor Championship przynależące do Colosseum, oraz Eternal Championship przynależące do Elysium!

Na trybunach dochodzi do istnej erupcji, w tym czasie z nad ringu zjeżdża lina do przypięcia obu mistrzostw, czym zaczyna zajmować się Nick, odkładając mikrofon na stolik.

Rob Van Dam: Skoro stawka jest już jasna, czas wyjaśnić zasady. <RVD spogląda na oba mistrzostwa, a potem w stronę kamery> Dzisiejszy Ladder Match nie skończy się w momencie zdjęcia pierwszego pasa. Gdy jeden z zawodników sięgnie po któryś z tytułów, walka będzie trwać dalej.

Publiczność reaguje głośno, a Nick Aldis przypina pierwszy pas do haka.

Rob Van Dam: W ringu nadal zostaje cała szóstka uczestników. Nie ma eliminacji. Nie ma przerwy. Nie ma resetu. Dopóki drugi pas wisi nad ringiem, walka trwa.

Aldis bierze do rąk drugi pas i spokojnie przypina go obok pierwszego. Kamera pokazuje oba mistrzostwa zawieszone nisko nad ringiem.

Rob Van Dam: A to oznacza jedno. Jeden zawodnik może wyjść z Ascension nawet jako podwójny mistrz!

Na arenie wybucha wrzawa. Nick Aldis kończy przypinać mistrzostwa do haka, po czym cofa się o krok i razem z RVD spogląda w górę. Lina zaczyna powoli unosić oba pasy nad ring. LPW Valor Championship i LPW Eternal Championship zatrzymują się wysoko nad ringiem. RVD i Nick Aldis wymieniają krótkie spojrzenie, po czym podają sobie dłonie, a następnie opuszczają ring zostawiając miejsce na prawdziwą batalię.


Kamera pokazuje nam rampę. Teraz rozbrzmiewa Sang Bleu, co oznacza, że w drodze do ringu jest właśnie Lord Sebastien. Sel de la Terre pokazuje nam się teraz na rampie. Jest ubrany w swój standardowy strój ringowy, na barki ma również zarzucony granatowy płaszcz z bogatymi, złotymi zdobieniami. W ręku znajduje się jego ukochana, Margaux. The Noble One kieruje się powolnym krokiem w stronę ringu, a fani wyraźnie na niego buczą. Francuz wydaje się nie zwracać na to uwagi, a wręcz przeciwnie. Zdaje się mieć przyjemność ze słuchania tego i nie przerywa swojego marszu. Jeden z fanów wychyla się, aby dosięgnąć Lorda, ale ten odsuwa się zdecydowanie od niego, a na jego twarzy maluje się wyraźne obrzydzenie. Kiedy znalazł się już pod ringiem, wchodzi na znajdującą się tam drabinę. Kilka razy oklepuje jeden ze stopni drabiny, jakby chciał pokazać swoim dzisiejszym rywalom co ich będzie czekało. Teraz schodzi z drabiny i wchodzi powoli po schodkach na apron. Woła sędziego, żeby podszedł, a ten siada na linie pomagając wejść do ringu The Sovereign. Ten od razu pakuje się na narożnik i napawa się buczeniem fanów, które teraz narasta. Po chwili schodzi z narożnika, całuje Margaux i oddaje ją pracownikowi technicznemu. Następnie ściąga swój płaszcz i również go podaje temu samemu pracownikowi.

Kamera pokazuje nam teraz początek rampy areny. HASTA EL ULTIMO RONDA! Na arenie rozbrzmiewa teraz theme song Jorge Cavazosa i to Fiesta Master pojawia się teraz we własnej osobie na arenie. Jest ubrany tak jak zwykle, spodnie jeansowe oraz biały podkoszulek, a na nogach ma czarne, ciężkie buty. Na to wszystko narzucił tradycyjne meksykańskie poncho. Fani na arenie wiwatują, a Jorge podchodzi i zbija z każdym po drodze piątki. Jedno z dzieci wyrywa się bardzo z trybuny, a El Desenmascarado bierze młodego fana na ręce i pozuje z nim do zdjęcia, które mu robi teraz jego tata. Po wszystkim oddaje dziecko swojemu rodzicowi i ściąga poncho z siebie przez głowę, a robi to po to aby nakryć nim młodego fana. Teraz Jorge odwraca się w stronę ringu i to właśnie tam się kieruje. Po drodze ostukuje parę drabin, aby sprawdzić czy na pewno wytrzymają jego ciężar. Po kontroli sprzętu wchodzi wturluje się do ringu i od razu wskakuje na narożnik. Prezentuje się dumnie fanom, a oni wiwatują jeszcze głośniej.

Na arenie rozbrzmiewa ten theme song i na arenie pojawia się Derek Halloway. The Truth Seeker przechodzi przez rampę niepewnie spoglądając na ludzi zgromadzonych na gali. Dłonią przeciera usta, w tłumie wyszukuje jego wrogów polujących go za poglądy. W końcu jednak dociera do ringu i wślizguje się do środka. Podchodzi do lin i rozkłada ręce na boki ukazując swoją koszulkę z płaską ziemią. Po tym zdejmuje okulary i przygotowuje się do rozpoczęcia walki.

Na arenie wybrzmiewa muzyka zapowiadajaca Kociego Luchadora. El Garra De Gato wybiega na arenę, który od razu po wyjściu energicznie wskazuje na sektory kibiców po swojej lewej i prawej stronie! Zamaskowany obrońca zwierząt zachęca publiczność do jeszcze głośniejszej reakcji pompując rękoma w górę i w dół. El Garra zmierza w stronę ringu, po drodze machając do fanów oraz przybijając piątki młodszym fanom, którzy znajdowali się w pierwszym rzędzie. El Garra wchodzi do ringu, okrąża ring dookoła i po raz ostatni wskazuje na różne sektory publiczności.

Do ringu wszedł też Zack Sabre Jr przy swoim themie

Jako ostatni pojawił się Normal Guy



Six-Man Ladder Match for the LPW Valor Championship & LPW Eternal Championship
[Obrazek: HgX61nr.png]
Jorge Cavazos vs Zack Sabre Jr. vs Derek Halloway vs Derrick Mantel vs El Garra de Gato vs Lord Sebastien

Sześciu uczestników. Dwa mistrzostwa na szali. Drabiny poustawiane niemal w każdym dostępnym miejscu poza ringiem. Wszyscy zawodnicy są już w środku, a zatem nadszedł czas na pierwsze starcie dzisiejszego wieczoru. Sędzia nakazuje uderzyć w gong i zaczynamy! Niemal od razu po sygnale obaj wrestlerzy pochodzący z Meksyku zostają zaatakowani - El Garra de Gato przez Derricka Mantela, zaś Jorge Cavazos przez Zacka Sabre Juniora. Derek Halloway początkowo obserwuje akcję między oponentami, zaś Lord Sebastien postanowił niepostrzeżenie opuścić ring. Wracając do walczących - Sabre miał dobry start, jednak po kilku uderzeniach to Cavazos przejął inicjatywę - teraz to on wbija Anglika w narożnik, częstuje serią ciosów, a następnie bierze rozbieg i wykonuje Corner Clothesline...nie, Sabre w porę zauważył nadciągającego rywala i wystawił obie nogi, na które nadziewa się Jorge. Zack wyślizguje się poza ring, zaś z sytuacji postanawia skorzystać Halloway, który powala Cavazosa Lariatem w tył głowy, a następnie decyduje się wziąć rozbieg w stronę drugiego narożnika - Corner Body Avalanche dla Mantela i El Garra! Obaj zawodnicy po zmiażdżeniu przez płaskoziemcę stali się nieco bardziej podobni do dysku, osunęli się na matę, a Kociarz postanowił wyturlać się poza obręb kwadratowego pierścienia. Mantel pozostaje w środku, z czego korzysta Halloway, który chwyta go w ręce, po czym aplikuje Rib Breaker. To nie wszystko, Derek nadal trzyma Derricka, po czym wykonuje Body Slam, a na dokładkę dorzuca jeszcze Running Senton Bomb! Mantel na razie chyba będzie miał dość. The Truth Seeker jest podobnego zdania, bo teraz przechodzi do walki z Cavazosem, który wstał z pomocą narożnika. Zerknijmy jednak na to, co dzieje się poza ringiem. Lord Sebastien jak dotąd pozostawał bierny, jednak widząc zbliżających się rywali postanowił chwycić za najbliższą drabinę. Po chwili dopada do niej także Koci Luchador i obaj panowie szarpią się o to, który z nich przejmie drabinę. Po chwili jednak zmieniają zdanie i decydują się współpracować. Zauważają, że zarówno Cavazos, jak i Halloway przenieśli się poza ring i teraz kierują się w ich stronę. Postanawiają więc skorzystać ze swojego atrybutu i już po chwili najpierw wyznawca teorii spiskowych, a potem koneser tequili otrzymują bliskie spotkanie z drabiną, po którym lądują na podłodze. Gato i Lord nadal trzymają drabinę przed sobą, jednak nie zauważyli, że Zack Sabre Jr. wdrapał się na narożnik. Panowie orientują się dopiero, gdy ten postanawia skoczyć! Instynktownie zasłaniają się drabiną, w którą wpada brytyjski zapaśnik, powalając ich obu! Sam również ucierpiał przez ten atak, jednak to właśnie Technical Wizard pozbierał się najszybciej. Chwyta za drabinę, na którą przed chwilą skakał, po czym umieszcza wewnątrz ringu. W tym momencie nikt prócz niego nie stoi na nogach, a więc Zack podejmuje pierwszą dziś próbę sięgnięcia po zawieszone nad ringiem pasy mistrzowskie. Zaczyna wspinać się po drabinie, jednak nie udaje mu się nawet dotrzeć do ostatnich szczebli, gdyż zostaje powstrzymany przez Derricka Mantela, który właśnie się pozbierał. Normal Guy najpierw uderza Anglika w kolano, następnie w plecy, a na koniec udaje mu się złapać go za nogę i ściągnąć z drabiny. Rozpoczyna się wymiana ciosów. Publiczność reaguje na każdy cios, wspierając w większym stopniu Zacka. Obaj zawodnicy wymierzają kolejne uderzenia, aż w końcu Sabre'owi udaje się zablokować punch ze strony Derricka, po czym przechwytuje jego rękę i zapina Wristlock. Coraz bardziej wykręca górną kończynę Amerykanina, sprowadzając go najpierw na kolano, a następnie do parteru, gdzie przechwytuje dłoń Mantela, odginając jego palce, po czym wykonuje silny stomp! Derrick momentalnie chwyta się za dłoń, podnosząc się z maty, po czym zatrzymuje się obok drabiny, chwytając za nią. Sabre postanawia skorzystać z okazji i łapie za drabinę, zamykając ją i ponownie przygniatając palce Derricka! Ten upada na matę, zwijając się z bólu, ale Zack nie może ruszyć z kolejnym ciosem, ponieważ właśnie zauważył wracającego do ringu Cavazosa, który zabrał ze sobą drugą drabinę. Sabre postanawia zaatakować Running Dropkickiem, jednak Jorge wyciąga do przodu ręce wraz z drabiną, w którą wpada Anglik, nie czyniąc Meksykaninowi żadnej krzywdy. Oczywiście Zack upadł na matę, a Jorge postanawia rzucić w niego swoją drabiną - nie trafia, gdyż Submission Master w porę odskoczył. ZSJ z powrotem staje na nogach, po czym atakuje Cavazosa serią Low Kicków. Próba wykonania Enzuigiri kończy się jednak unikiem Fiesta Mastera, który następnie przechwytuje Brytyjczyka pod German Suplex...również nieudany, gdyż Sabre wylądował na nogach. Jorge odwraca się i chce wykonać Gut Kick, jednak Technical Wizard przechwytuje jego nogę. Czyżby Ankle Lock? Nic z tego, Bone Breaker z dużą siłą odpycha Zacka nogą, ten następnie odbija się od lin, po czym inkasuje No More Tequila! W dodatku Jorge miotnął nim prosto na leżącą na macie drabinę! Zdaje się, że Zacka na jakiś czas będziemy mieli z głowy. W międzyczasie drugi z Meksykanów, El Garra De Gato, walczy z Lordem Sebastienem obok kwadratowego pierścienia. Przed chwilą Kociarz ułożył jedną z drabin tak, by jeden jej koniec spoczywał na krawędzi ringu, a drugi na barierkach, a następnie posłał Francuza Irish Whipem prosto na krawędź tej drabiny, w którą Lord uderza korpusem, po czym pada na podłogę. Cavazos nie decyduje się jednak na dołączenie do tej rywalizacji, tylko zamiast tego ustawia drabinę na środku ringu z zamiarem wspięcia się. Ale zaraz...gdzie w ogóle jest Derek Halloway? Gdy Jorge rozpoczyna wspinaczkę, kamera ukazuje właśnie The Truth Seekera, który aktualnie znajduje się na rampie. Czego on tam szuka? Widzimy, że podchodzi do kilku drabin stojących z boku, a następnie chwyta za jedną z nich! Ta drabina jest wyraźnie dłuższa od tych, które aktualnie znajdują się w ringu i o mało nie wyleciała Derekowi z rąk. Ten jednak postanawia zabrać ją ze sobą i wrócić w rejon toczącej się walki. Cavazos postanawia się zatrzymać, obserwując sytuację. Halloway wraca w okolice ringu i ustawia tę długą drabinę na podłodze, tuż obok ringu. Ta drabina ma spokojnie z siedem metrów wysokości i pewnie nawet bez podwyższenia w postaci ringu sięgnęłaby tych pasów. Nie wiadomo, co wymyślił Halloway, miejmy tylko nadzieję, że nie będzie starał się za moment dotknąć kopuły świata. Na wszelki wypadek Cavazos opuszcza ring, nie chcąc ryzykować ataku ze strony nieobliczalnego rywala. Rozpoczyna się wymiana ciosów z udziałem dwóch najcięższych uczestników dzisiejszego Ladder Matchu. Cavazos zdaje się zyskiwać przewagę, w końcu wykonuje Irish Whip, jednak Derekowi udaje się tę akcję skontrować i to on posyła Jorge na bliskie spotkanie z barierką. Meksykanin stosunkowo szybko się zbiera, jednak w tym momencie Derek trafia go przy pomocy Third Eye! Fiesta Master osuwa się na podłogę, jednak płaskoziemca z wielkim brzuchem nie poprzestaje na tej akcji. Chwyta Jorge, a następnie wykonuje Powerbomb prosto na barierkę! Po wykonaniu tego rzutu Derek postanawia wrócić do ringu, ale chyba nie spodziewał się, że trzech innych wrestlerów będzie miało taki sam plan. Lord Sebastien, Derrick Mantel, El Garra De Gato i właśnie Halloway - każdy z nich jest teraz w środku, wszyscy rozmyślają nad kolejnymi krokami. Po chwili badania terenu Lord sygnalizuje pozostałym, że powinni połączyć siły przeciwko Hallowayowi. Tak też się dzieje - na głowę i tułów Truth Seekera spada lawina ciosów. Derek początkowo zostaje wepchnięty w narożnik, a następnie pod wpływem kolejnych uderzeń osuwa się do pozycji siedzącej. El Garra bierze rozbieg, po czym wbija się w Hallowaya Hesitation Dropkickiem! Pod wpływem uderzenia Derek osuwa się na matę, z czego korzysta Lord Sebastien, aplikując Guillotine Drop! Następnie Mantel postanawia podnieść płaszczaka z maty, po czym wykonuje mu Spin-Out Powerbomb! Po tej akcji The Awakened przetacza się w kierunku lin, po czym wypada z ringu. W środku pozostaje trzech, a dwóch z nich ruszyło już w kierunku drabiny - konkretnie El Garra i Derrick Mantel. Zarówno Normal Guy, jak i Gato Oscuro wdrapują się po szczeblach z obu stron, zaś Lord Sebastien spokojnie obserwuje sytuację. Dopiero kiedy wymieniona wcześniej dwójka znalazła się na górze, francuski arystokrata dopada do nich i przewraca drabinę, powodując ich upadek! Zaraz potem Arist of Pain przechwytuje Mantela i wysyła poza ring. Następnym krokiem burżuja z Paryża jest złapanie za drabinę. Zauważa jednak, że Kociarz już prawie się podniósł, więc postanawia odłożyć przedmiot, opierając go o liny (w taki sposób, że koniec drabiny wystaje na zewnątrz ringu), po czym rusza w stronę zawodnika z Meksyku. Ten jednak zaskakuje go European Uppercutem, po którym Lord cofa się o kilka kroków. W międzyczasie Zack Sabre Jr. powrócił do ringu i teraz stoi za plecami nieświadomego Francuza. W jednym momencie zarówno Kociarz, jak i ZSJ ruszają i Lord Sebastien otrzymuje kombinację Running Elbow Strike + Chop Block! Zaraz potem Anglik i Meksykanin wypychają leżącego rywala poza ring. Na tym kończy się ich współpraca, bo niemal od razu po pozbyciu się Lorda oni sami rzucają się do walki między sobą! Irish Whip w wykonaniu Zacka, odbicie od lin, próba Clothesline'u nietrafiona, El Garra kolejny raz się odbija i wpada w Sabre'a, wykonując Running Crossbody! Teraz także Zack wytacza się poza ring, kierując w stronę rywali. Sabre, Halloway, Mantel i Lord Sebastien stoją teraz obok siebie poza ringiem. Koci Luchador spogląda na wystawioną w ich kierunku drabinę, po czym postanawia zrobić z niej użytek. Bierze rozbieg, po czym przebiega po szczeblach drabiny i wyskakuje poza ring, powalając na ziemię całe towarzystwo! "This is Awesome" niesie się po arenie! Jak można się łatwo domyślić, akcja na kilkanaście sekund zamiera. W końcu jednak zbiera się bohater ostatniej akcji, czyli Koci Luchador, który powraca do ringu i bierze drabinę, z której ostatnio skorzystał, po czym ustawia ją na środku ringu i rozpoczyna wspinaczkę. W tym czasie do kwadratowego pierścienia powraca także Jorge Cavazos i również on zaczyna wchodzić po szczeblach. Na górze wywiązuje się wymiana ciosów między meksykańskimi wrestlerami, a publika na każdy cios odpowiada cheerem. W którymś momencie Garra chwyta Jorge za głowę i próbuje uderzyć nią o zwieńczenie drabiny, jednak El Locomotora blokuje, a następnie silnym uderzeniem w korpus studzi zapędy swojego rywala. W tym momencie jednak obraz przełącza się na inną kamerę, która ukazuje....Lorda Sebastiena, który wdrapał się na szczyt tej wysokiej drabiny stojącej poza ringiem! Co ten facet wymyślił!? Staje na równych nogach, skierowany w stronę ringu i...skacze! Francuz wpieprza się w dwóch Meksykanów walczących tuż pod zawieszonymi tytułami!! Drabina zostaje przewrócona na bok, a wszyscy trzej zawodnicy lądują na macie! Publika skanduje "HOLY SHIT!", a część fanów nagradza wysiłki zawodników gromkimi brawami. Skupmy się jednak na rywalizacji. Lord samemu ucierpiał przez tę karkołomną akcję, jednak widać, że bardzo zależy mu na wygranej. Będąc jeszcze na kolanach chwyta za przewróconą drabinę, ustawiając ją z powrotem do pionu, a następnie wstaje i próbuje wdrapać się na szczyt. W połowie drogi zostaje jednak zatrzymany...przez Zacka Sabre Jr., który chwyta go za rękę, blokując ją, po czym zakłada Armbar, przyciskając kończynę oponenta do metalowego szczebla drabiny! The Sovereign walczy z potężnym bólem, próbuje się wyrwać, ale nie jest w stanie! W końcu nie wytrzymuje i odklepuje, po czym powoli zsuwa się z drabiny i opada na matę, trzymając się za obolałą rękę. ZSJ chce przystąpić do wspinaczki, jednak w tej chwili zauważa Dereka Hallowaya, który przed momentem wszedł do ringu i chwycił za drugą drabinę, która leżała na macie. Truth seeker odkopuje stojącą na środku konstrukcję, przez co ta się przewraca. Po chwili...zakłada sobie na szyję trzymaną przez siebie drabinę, po czym staje na środku ringu i zaczyna się obracać! Na dodatek krzyczy przy tym "HELIKOPTER! HELIKOPTER!" Już po sekundzie Zack Sabre Jr. obrywa drabiną w twarz! To samo czeka także Lorda! Jorge Cavazos również spotyka się z metalem, po czym wypada poza ring! Derrick Mantel powraca do ringu, ale tylko po to, by również oberwać! W końcu Halloway trafia także Kociarza, po czym zatrzymuje się, nie wiadomo czy przez to, że zabrakło mu już przeciwników, czy po prostu opadł z sił. W końcu zdejmuje drabinę z siebie i przyklęka na jedno kolano. Widać, że ten popis kosztował go mnóstwo sił. Trudno mu złapać oddech. Przez pewien czas nie jest w stanie ruszyć z miejsca. W końcu jednak ponownie chwyta za drabinę i rozstawia ją na środku ringu. Podchodzi i zaczyna się wspinać. Czyni to bardzo wolno, pozwalając rywalom na odzyskanie sił, jednak poszukiwacz prawdy z żółtymi napisami nie jest w stanie wspinać się szybciej. W którymś momencie...Derrick Mantel, wciąż leżąc na macie, zaczyna kopać w nią, wytrącając swojego prawie imiennika z równowagi. Halloway postanawia zejść, nie chcąc ryzykować upadku. Podchodzi do Normal Guya, chcąc podnieść go z maty, jednak nadziewa się na silnego puncha w brzuch, który hamuje jego zapędy. Następnie Mantel wstaje i wymierza Gut Kick, po czym ustawia oponenta pod Piledriver...ten jednak rusza do przodu, kierując Derricka na kurs kolizyjny z drabiną. Ta się przewraca, zaś Hallowayowi udaje się wyswobodzić. Dwa Darki rozpoczynają wymianę ciosów, a już po chwili dołączają do nich pozostali zawodnicy, którzy także się podnieśli. Lord Sebastien, Zack Sabre Jr. oraz El Garra de Gato - każdy z nich atakuje teraz Hallowaya i Mantela! w zasadzie wszyscy teraz walczą z wszystkimi, jeden wielki chaos! Ale co tu znowu się dzieje? Wait....NO WAY! Jorge Cavazos stoi na szczycie drabiny stojącej poza ringiem! Cała piątka rywali stoi blisko siebie, po chwili spostrzegają oni potężnego Meksykanina, który...skacze! DIVING CROSSBODY Z DRABINY NA WSZYSTKICH PIĘCIU RYWALACH! Wszyscy padają, a publika znów skanduje, wyrażając aprobatę! Pojawiają się pierwsze chanty "fight forever!", jednak ta walka kiedyś skończyć się musi! Cavazos stosunkowo szybko się zbiera, jednak nie chce od razu ruszać w górę. Zauważa, że Sabre również powoli wstaje, więc przechwytuje go, a następnie usuwa z ringu. Zaraz potem podnosi Hallowaya, po czym ustawia się wraz z nim przy tej krawędzi, o którą cały czas opiera się drabina ustawiona dawno temu poza ringiem. El Locomotora postanawia zrobić wreszcie z niej użytek - mamy Overhead Belly-to-belly Suplex na potężnym Dereku! Jorge przerzuca go ponad linami, prosto na rozłożoną za ringiem drabinę, która łamie się w pół! Cava zauważa, że jeszcze Lord wstał, więc i jego chwyta, a następnie podnosi w górę. Kilka kroków z rywalem na barkach w stronę lin, po czym jesteśmy świadkami C-Factora....poza ring! Sel de la Terre wylądował na podłodze i nie daje oznak życia, podobnie zresztą jak pozostali uczestnicy, z wyjątkiem Jorge. Bone Breaker chwyta za drabinę i rozstawia ją na środku ringu. Wdrapuje się po szczeblach, wygląda na to, że tym razem osiągnie szczyt, nikt mu nie zagraża! Jest już na górze i wyciąga rękę w kierunku jednego z tytułów mistrzowskich. Zbliżenie kamery ukazuje, że jest to tytuł Valor Championship. Cavazos chwyta za niego, po czym odpina, zgarniając tytuł w swoje ręce! Jorge Cavazos zostaje LPW Valor Championem! Meksykanin jest bardzo zmęczony, ale jednocześnie na jego twarzy maluje się wielka radość. Unosi on mistrzostwo w górę w geście triumfu, zaś publika nagradza go aplauzem. Następnie podaje on swój pas mistrzowski sędziemu. Ale to nie wszystko! Wygląda na to, że Jorge spróbuje sięgnąć także po Eternal Championship! Wyciąga rękę w górę, dotyka nią tytułu...i w tym momencie zostaje trafiony w plecy rzuconym krzesłem! Okazuje się, że sprawcą jest Derrick Mantel, który chwilę wcześniej znalazł krzesełko pod ringiem i w ten sposób postanowił unieszkodliwić rywala. Z sytuacji postanawia skorzystać także powracający do ringu Zack Sabre Jr., który chwyta krzesło w ręce, po czym wymierza silne uderzenie w plecy Cavazosa! Następnie odkłada przedmiot i wraz z Mantelem ustawiają się pod drabiną, przechwytując obolałego Jorge. Nie mija wiele czasu i jesteśmy świadkami Double Powerbombu! Na tym jednak zawodnicy nie chcą poprzestać. Podnoszą oni Cavazosa i już po chwili Derrick aplikuje mu Fatal Blow! Zack również postanawia dorzucić coś od siebie. Podnosi Meksykanina i z niemałym trudem, ale wykonuje mu Zack Driver! W całym tym zamieszaniu odnajduje się także El Garra De Gato, który podobnie jak poprzednicy chce zneutralizować zagrożenie, jakie stanowi Jorge Cavazos. Mantel i Sabre ponownie podnoszą zawodnika pochodzącego z Tijuany, aby ten wywodzący się z sąsiedniego Rosarito mógł wykończyć go Garra Slamem! Niedający oznak życia nowy Valor Champion zostaje wypchnięty poza ring przez trójkę walczących, którzy następnie ruszają w jego stronę. Co znowu wymyślili? Wygląda na to, że chcą na dobre pozbyć się Jorge z tej walki. Sięgają po inne, dotychczas niewykorzystane drabiny, które stoją rozstawione wokół ringu. Każda kolejna ląduje na leżącym na podłodze Cavazosie. Bone Breaker zostaje przysypany do tego stopnia, że ledwo go widać pod tymi drabinami. W każdym razie nie zanosi się, by szybko się stamtąd wygrzebał. W międzyczasie kamera ukazuje także pana Hallowaya, który stoi przy ringu, po drugiej stronie względem reszty i akurat postanowił sobie ułożyć aż dwie drabiny pomiędzy barierkami a krawędzią ringu. Po jaką cholerę? Nie wiadomo, ale lepiej zostawmy tego człowieka w spokoju. Tym bardziej, że tutaj zdają się dziać ważniejsze rzeczy.  Kociarz, ZSJ i Mantel byli tak zajęci, że prawie zapomnieli o głównym celu swojej walki, z czego postanowił skorzystać Lord Sebastien, który przed chwilą wrócił do ringu i próbuje wspinać się po drabinie po mistrzostwo! Mantel jako pierwszy spostrzega zagrożenie i wślizguje się do środka, rozpoczynając marsz w górę po drugiej stronie. Wraz z Lordem pną się w górę, jednak zostają złapani przez Sabre'a i Gato, którzy ściągają ich z powrotem na matę. Rozpoczyna się walka w dwóch parach. Sabre kontra Mantel i Lord przeciwko Kociarzowi. Już po chwili El Garra podrzuca Francuza w górę i neutralizuje go Pop-up Lariatem! W międzyczasie Normal Guyowi udało się uniknąć ciosu od Zacka, po czym on sam zaskakuje go Spin Kickiem, po którym Your favourite wrestler's favourite wrestler osuwa się na matę! Teraz to właśnie ci dwaj panowie - Zamaskowany Kociarz i Zwykły koleś postanawiają ruszyć po szczeblach w kierunku upragnionego złota. Na górze znów wywiązuje się walka, w której El Garra początkowo zyskuje przewagę...ale tylko na moment, gdyż Derrick właśnie chwycił za jego maskę! Normal Guy właśnie stara się odebrać Luchadorowi jego znak rozpoznawczy! W końcu jednak Kociarzowi udaje się ochronić przed zdemaskowaniem, odrywając ręce Mantela. Jednocześnie wystawia się on jednak na atak, gdyż Derrick silnym Headbuttem zyskuje przewagę, a następnie zrzuca on rywala prosto na matę! Ten ląduje na brzuchu, a po chwili dość nieporadnie próbuje się podnieść. Mantel jest wyraźnie poirytowany, że nie udało mu się zerwać tej maski i po chwili postanawia stanąć na najwyższym szczeblu drabiny, a następnie skoczyć prosto na rywala! Head Crusher! Head Crusher z drabiny! Bardzo ryzykowny ruch ze strony Derricka. Wygląda na to, że okupił to jakimś urazem, gdyż wyraźnie kuleje. Na dodatek nie zauważa czającego się już za jego plecami Lorda, który już po chwili uderza go w plecy laską Margaux! Derrick nie zdążył nawet upaść, gdyż Sebastien łapie go, a następnie przerzuca ponad linami, prosto na te dwie drabiny, które nieco wcześniej rozłożył Halloway. To nie wszystko - Francuz odkłada swoją laskę, a następnie chwyta za krzesło, które także zostało nieco wcześniej użyte, po czym wdrapuje się wraz z nim na narożnik. Kilka sekund mija i widzimy Sang Bleu Elbow na Mantelu, w dodatku wzmocniony stalowym krzesłem! Obie drabiny zostają złamane! W tym czasie Derek Halloway wrócił do ringu i postanawia skorzystać na tym, że nikt nie wspina się po pas. Sam podchodzi do drabiny i powoli się wdrapuje. Zauważa to obolały Lord, który dość szybko pozbierał się. Ciągle trzymając się za ramię wchodzi na apron, a następnie na narożnik. Po chwili...przeskakuje nad głową Hallowaya, lądując na drabinie! Na dodatek wymierza Derekowi Double Foot Stomp na obie ręce, powodując jego ześlizgnięcie się z powrotem na matę! The Awakened nie upadł, jednak trzyma się za obolałe dłonie. Teraz to już ewidentnie się wściekł! Szybko przestał zwracać uwagę na ból, tylko podchodzi z powrotem do Lorda i przechwytuje go, układając na swoich barkach. Ściąga Francuza z drabiny, a następnie aplikuje Electric Chair Drop! Zaraz potem wstaje i znów stara się wspiąć po drabinie. Nie zauważa, że to samo z drugiej strony czyni Zack Sabre Junior! Obaj panowie są wreszcie na samej górze. Derek jeszcze tego nie widzi, ale Zack trzyma w ręku laskę Margaux należącą do Lorda Sebastiena! Halloway wymierza cios! Sabre odpowiada laską! Nie! Derek jakimś cudem zablokował! Truth Seeker następnie wytrąca obiekt z ręki Brytyjczyka! Laska spada tuż obok leżącego na macie Lorda! Derek chce zadać kolejny cios, jednak Sabre przechwytuje jego rękę! Łapie go za palce, chcąc je uszkodzić! Ale nie udaje mu się, gdyż Halloway uderza go drugą ręką w gardło! Zack krztusi się, a Derek wyprowadza kolejny cios! Trafiony! Następnie chwyta Brytola za głowę i uderza nią o zwieńczenie drabiny! Sabre już ledwo się trzyma. The Truth Seeker nie poprzestaje. Przyciąga rywala do siebie, po czym umieszcza na swoich barkach. Po paru sekundach Zack zostanie wyniesiony wysoko w górę, ponad głowę Hallowaya. Próbuje jeszcze sięgnąć pasa...jednak Derek w porę to zauważa, po czym odrzuca oponenta! POFRUNĄĄĄĄĄĄĄŁ! Prosto na biednego Lorda Sebastiena! To już musi być koniec! Nikt mu tego nie zabierze! Halloway może w końcu sięgnąć po upragniony tytuł! Wyciąga ręce w górę, po czym odpina tytuł mistrzowski! Derek Halloway zostaje LPW Eternal Championem!

Po usłyszeniu gongu Derek Halloway podnosi swój pas mistrzowski w górę, a następnie powoli schodzi z drabiny. W międzyczasie Jorge Cavazosowi udało się wydostać spod sterty drabin, którą wcześniej został przygnieciony i powraca on do ringu, gdzie arbiter wręcza mu pas LPW Valor Championship. Spiker ogłasza triumf najpierw Meksykanina, a następnie Dereka, zaś sędzia wznosi ręce obu zawodników w górę. Jeden i drugi otrzymują aplauz od publiczności i teraz każdy z nich staje na narożniku, eksponując świeżo zdobyte trofea. Potem Jorge postanawia wyciągnąć rękę w kierunku Hallowaya, a Derek po chwili zawahania decyduje się ją uścisnąć przy aprobacie z trybun. Panowie wymieniają jeszcze uścisk, a następnie Cavazos opuszcza ring, pozostawiając w nim dalej celebrującego Truth Seekera.


Na arenie robi się ciemno. Z sufitu areny zjeżdża na dół wielka, stalowa rura ustawiona pionowo. Światło reflektora wskazuje tylko na tę rurę. Jeden z techników stawia przed rurą schodki. Po chwili na arenie rozbrzmiewa theme song Zbyszka Uszczelki, a z wnętrza rury, wyłania się postać majstra. Gdy hydraulik jest już na samym szczycie rury, wskazuje palcem na rywali, a następnie z boku areny wyjeżdża wózek widłowy, na którym zapakowane są skrzynki z butelkami w kształcie tronu. Na tronie zasiada Zygmunt Uszczelka, który w ręku dzierży butelkę niczym berło. Pijany mistrz wypija resztki z dna i rozbija butelkę po czym obaj agresywnie ruszają w stronę ringu przybijając między sobą piątki i klepiąc się nawzajem, żeby się pobudzić. Obaj wchodzą na narożniki, Zbyszek wyciąga z kieszeni klucz i unosi go w górę, a Zygmunt wyciąga ukrytą seteczkę, którą opróżnia na raz. Następnie zeskakują z narożników i szykują się do walki.

Kamera przenosi nas na arenę i jest obecnie skierowana na stage. W pewnym momencie na titantronie pojawia się jakieś nagranie. Widzimy na nim końcówkę walki Steele'a z Halloweyem z Colosseum 1. Preston przypina Dereka, a po chwili sędzia podnosi jego rękę w górę. Przebitka…kolejna scena. Tym razem czarno-biała. Preston zostaje przypięty przez Uszczelkę, a następnie przez Rybacka. Po tej scenie na ekranie pojawia się wielki czerwony X. Obraz ponownie nabiera koloru. Widzimy Prestona I Miguela, którzy podają sobie ręce. Po chwili naszym oczom ukazuje się wygrana przez tę dwójkę walka tag teamowa, a następnie wspólny atak na Zygmunta. Ekran staje się czarny lecz po chwili pojawia się na nim platynowy napis “PRESTON STEELE”. W tym momencie na arenie rozbrzmiewa “I don't need your legacy”. Wreszcie na rampie pojawiają się jakieś postaci. Ich ubiór ewidentnie nawiązuje do stylówek Butli i Uszczelki. Ustawiają się oni wzdłuż rampy, po obu jej stronach, a ich wzrok jest skierowany w dół. Wtedy jeden z reflektorów kieruje się na sam początek stage'u. W tym miejscu staje Preston Steele. Nie jest on witany przez fanów zbyt przychylnie, jest wręcz zgoła inaczej. Reakcje fanów przerywa jednak zmiana muzyki. Nagle w tle słyszymy “Livin’ La Vida Loca”, a to oznacza tylko jedno. Kolejne 2 reflektory dołączają obok wcześniejszego. Na ekranie do nazwiska Prestona dodany zostaje napis “MIGUEL ESCOBAR”. W tym momencie Miguel Escobar oraz Sara Rojas stają w blasku reflektorów, a napis na ekranie się zmienia. Znikają nazwiska zawodników, a w ich miejsce pojawia się napis “PLATINUM CLUB” ułożony z banknotów. Dźwięk muzyki zostaje lekko przytłumiony odgłosem brzęku monet, a wtedy cała trójka pewnym krokiem zmierza w kierunku ringu. Postaci obecne na rampie padają do ich stóp gdy Preston, Miguel oraz Sara obok nich przechodzą. Sara staje blisko metalowych schodków, odbiera od Miguela złoty naszyjnik z jego inicjałami, a także jego szatę. Wtedy Miguel i Preston zbijają żółwika i wchodzą do ringu.


Tag Team Match
[Obrazek: UniFYaP.png]
Zygmunt Butla & Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele & Miguel Escobar

Proszę państwa, jest to starcie dwóch światów, ale następuje już teraz! Gong! Zaczynają Butla i Steele. Panowie powoli się do siebie zbliżają, i mamy klincz, który Preston niemalże natychmiast zrywa. Widać, że obaj zawodnicy są ciekawi swojego rywala, czują respekt. Steele dąży do klinczu, jednak Zygmunt go odpycha, i oponent ląduje na plecach pod swoim narożnikiem. Wydawało się, że Escobar ma pewne pretensje do swojego tag mate, ale był to sprytny zabieg, gdyż Prest zaatakował Butle chopem, do czego dołożył Clothesline! Zyga padł jak rażony piorunem, jednak dało to tylko 1 count. Steele zrobił zmianę z Miguelem, ale Butla już nie takie rażenia piorunem wytrzymywał, więc rzucił sie do zmiany, i klepnął Uszczelkę! Zbyszek ruszył na Escobara z Clotheslinem, potem z kolejnym Clotheslinem, kopnięcie w brzuch i Suplex! 1...2..i kick out. Esco niekoniecznie dobrze wszedł w ten pojedynek, jednak Uszczelka zdaje się być bardzo zły, z faktu, iż nie zakończył tej walki. Lekkie rozkojarzenie Zerwanego Gwintu, i Escobar szybko jest na nogach,  wyprowadza kopnięcie w brzuch i Suplex dla oponenta. Miguel krzyczy do Zbysia 'Im The Prince of Spain', podnosi go i DDT! 1...2! Kickout! Zaczeło być groźnie. Escobar wrócił do gry, i chciał zaatakować również Butle, jednak...tego nie było w narożniku! Zdziwienie Escobara było gigantyczne, jak i realizatora, gdyż Zygi wyczołgał się z pod ringu wycierając usta. Esco odwrócił się w stronę rywala, który miał na tyle czasu by wstać, i wyprowadzić Knee Strike! Escobar padł, natomiast Uszczelka zmienił się z Butlą, jednak przez chwile patrzył mu w oczy po czym rzucił dość głośno 'A co Ty tam sadzisz po kątach?!' Zygmunt jednak zdawał się tego nie słyszeć, albo po prostu nie chciał i ruszył na Miguela z Big Bootem, po czym wykonał przedziwnie krzywy German Suplex. 2 count! Butla schodzi z ringu po czym z pod ringu wyciąga...pustą butelkę piwa! O nie, on chyba ruszy po Butle Na Łeb! Uszczelka jednak szybko reaguje i zabiera butelkę od kolegi tłumacząc mu, że za to jest dyskwalifikacja. A my już wiemy, co Butla robił pod ringiem alkus jeden. Zygmunt ze Zbyszkiem pozostali poza ringiem, i zamieszanie trwało na tyle długo, że Escobar zdążył zmienić się ze Steelem. Preston nie czekając ruszył z Suicide Divem, którym zmiótł obu przeciwników z planszy! Nakręcił się Preston jak nakrętka na śrube, i postanowił nie czekać wrzucając Zygiego do kwadratowego pierścienia. Zygmunt w pozycji poziomej pozostał na ringu, natomiast Steele ruszył na narożnik i mamy Diving Elbow Drop! 1..2.. I nie ma końca! Wściekły Steele podnosi rywala, i mamy Enzuigiri, a zaraz po tym The Heir Apparent zapina Crossface na środku ringu! Dla Butli mógłby to być koniec, ale Uszczelka interweniował kopnięciem, mało tego, wykonuje błyskawicznie Zaliczkę Na Materiał! Escobar widząc to również wpadł do ringu aplikując Uszczelce Neckbreaker! Señor Destrucción widząc co się dzieje przyciągnął Zygmunta oraz Prestona do swojego narożnika i zmienił się ze Steelem, który odpocznie poza ringiem. Butla niestety o odpoczynku może zapomnieć, gdyż Escobar dosiada go w Grounds & Pounds i raz za razem rozbija nieszczelną gardnę swojego rywala. Uszczelka zdołał pozbierać się na nogi po Neckbreakerze i domaga się od sędziego sprawiedliwego prowadzenia pojedynku, tymczasem, Escobar podnosi Butle i mamy Bulldog do środka ringu. Zbiera ciężkie razy Zygmunt, jednakże Hiszpan niepotrzebnie zaczął skupiać swoją uwagę na Uszczelce krzycząc, że jest ze znacznie wyższych sfer niż dwójka oponentów. Trwało to na tyle długo, że Butla zdołał zdjąć buta, po czym pchnął Hiszpana w swój narożnik i wykonał Face Wash! Smród kopyt utrwali się na twarzy Escobara jeszcze bardzo długo... Ale Butla nie odpuszcza, cofa się o kilka kroków w jednym bucie i mamy Stinger Splash! Pada na kolana Esco, tymczasem Zygmunt w końcu doczekał się upragnionej zmiany, i mamy Uszczelkę na ringu! Ten wynosi rywala w górę i mamy piękny, długi Vertical Suplex! 1..2..! Nie ma! Odkopał to Escobar, a Uszczelka po raz kolejny nie może uwierzyć, że nie skończył pojedynku. Najgorsze jednak najpewniej przed Escobarem, gdyż Zbysiek ustawia go tuż obok swojego narożnika i mamy Banzai Drop! 1...2.. Kick Out! Teraz to Uszczelka wpada już niemalże w furie, jednak sygnalizuje, że będzie sposobił się do wykonania Kto To Panu Tak Spierdolił! Czy to może być koniec tego pojedynku? Uszczelka podnosi Hiszpana, jednak ten mu się wyślizguje i natychmiast zmienia ze Steelem! Preston nie zamierza czekać na będącego na fali Uszczelkę i rusza od razu z kapitalną Hurricanraną! Zbyszek wstaje, jednak od razu nadziewa się na European Uppercut, i o ile to nie zwala z nóg Betonowego Syfonu, o tyle Spinning Heel Kick już skutecznie poziomuje oponenta! Uszczelka czuł co się święci, więc spróbował wyturlać się z ringu, ale przy neutralnym narożniku dopadł do Preston! Steele powoli wciągnął rywala na narożnik i mamy...o matko...Spanish Fly!! 1...2.. Kick Out! Jakim cudem to nie zakończyło walki?!Preston nie dowierzał, ale żeby nie tracić czasu to ciosem wyeliminował Butle z narożnika. Na tym jednak nie koniec, gdyż Steele sposobi się do wykonania Golden Divident, ale Uszczelka uchyla się w ostatniej chwili, po czym kontruje Zaliczką Na Materiał! Skąd on znalazł w sobie jeszcze tyle siły?! Butla będący poza ringiem zdołał się pozbierać, Steele wyczuł, że to czas na zmianę, natomiast Uszczelka już nie miał wyboru - on musiał zmienić się z Butlą i mamy Hot Tag! Escobar rusza na Butlę, jednak wpada wprost w jego ręce i BodySlam, a do tego Backbreaker, Mocna Głowa i trzy razy Bydgoszcz City! 1...2.. I interweniuje Steel! Preston przerwał próbę pinu, po czym wyturlał się z ringu, ruszył dookoła i zdjął z przeciwległego narożnika Uszczelkę, po czym zaaplikował mu Codebrekaer  poza ringiem! Wściekły Butla domagał się sprawiedliwości u sędziego, a to pozwoliło pozbierać się Escobarowi, który stanął na narożniku i mamy Corner Flying Clothesline, a do tego Cash Out! 1..2...3! Koniec! Escobar przypina Butle kończąc ten potężny Tag Team Match!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2026, 23:11 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
303
05.07.2026, 23:07
#2
Na hali rozbrzmiewa najcudowniejsza piosenka jaką można usłyszeć podczas gal Legion Pro Wrestling - "Jebać Dorosłość" w wykonaniu Doliego. Nie jest to jednak standardowy podkład znany już fanom LPW - jest to zdecydowanie wykonanie na żywo! Publiczność natychmiast reaguje mieszanką buczenia oraz śmiechu. Światła gasną, na rampę skoncentrowany zostaje wyłącznie jeden reflektor. Po kilku sekundach w oświetlonym miejscu pojawia się on - Elias Shadow! Z zamaskowaną twarzą, oraz w czarnym płaszczu opadającym do kolan, na którym po obu stronach znajdują się cyferki 6 oraz 7. Nagle Doli wciąż śpiewając łapie za maskę Eliasa i ściąga mu ją z głowy, a w tym czasie zapalają się światła. Widać, że Elias ma w ręku worek z fantami do walki, a w drugim mikrofon i - o zgrozo - zaczyna z niego robić użytek w drodze do ringu! Fani raczej nie są zbyt zadowoleni, no ale w sumie kto by był słuchając takiego zawodzenia. Eliasowi jednak niespecjalnie to robi, odstawia worek na apron, zbija pionę z Dolim i wsuwa się do ringu. Po chwili wskakuje na narożnik, niestety wciąż śpiewając. Zeskakuje, odkłada mikrofon oraz worek pod narożnikiem, po czym robi do kamery Six Seven i sam przykuca w narożniku, czekając na przeciwnika.

Elias Shadow stoi już w ringu, nagle na arenie rozbrzmiewa „Bodies” w wykonaniu Drowning Pool, światła zaczynają pulsować w rytm muzyki, a reakcja publiki jest wyraźnie pomieszana buczeniem z wyczuwalną ekscytacją z uwagi na to, że jest to pierwsza walka o ekstremalnej stypulacji w LPW. Ale na arenie poza skonsternowanym Eliasem i fanami niewiele się dzieje. Do czasu aż w końcu słychać narastający warkot starego, wyraźnie zużytego przez kilkadziesiąt lat silnika, który zaczyna przebijać się przez muzykę. Wszystkie oczy zwrócone są w stronę wjazdu dla pojazdów w domyśle karetek, ale to nie ona wjeżdża na arenę. Ze wspomnianego sektora hali wyłania się stara furgonetka, porysowana, oblepiona taśmami, jednym słowem zniszczona. Kierowca wjeżdża na arenę pewnie, bez wahania. Na jej boku widzimy czerwone, wyraźnie napisane sprayem „Welcome to my paradise”. Pojazd nie zatrzymuje się przy rampie, tylko jedzie dalej, aż ustawia się idealnie pod krawędzią ringu. Drzwi boczne otwierają się z metalicznym trzaskiem. W środku siedzi sam Mike F'N Brutal! Patrzy prosto na Eliasa bez emocji, bez pośpiechu, jak na kogoś, kto już wszedł w jego świat i nie ma odwrotu.Brutal wychodzi z furgonetki. Zaczyna metodycznie „ustawiać” ring pod siebie, mianowicie krzesło trafia pod apron, łańcuch zostaje rzucony pod narożnik, stół opiera się o krawędź ringu, tworząc wizualną koncepcję Brutala na potraktowanie przeciwnika inaczej, niż tych dotychczasowych. Każdy ruch jest spokojny, pewny, niemal ceremonialny. Elias z góry krzyczy coś w jego stronę, próbuje go rozproszyć, ale Brutal nawet nie patrzy w jego kierunku, przynajmniej dopóki nie skończy dekorować otoczenia. Dopiero wtedy powoli podnosi głowę i wchodzi na apron. Muzyka zaczyna się wyciszać, zostaje tylko szum publiki. Extrememaniac szybkim krokiem podchodzi do Eliasa i robi face-to-face, Shadow chce się postawić, ale Brutal nie cofa się ani o centymetr. Extremely Mad Dog nagle chwyta krzesło i rzuca nim w Eliasa. Shadow unika, krzesło uderza w narożnik z hukiem, który odbija się echem po arenie. Przez sekundę obaj stoją w ciszy, a publiczność wstrzymuje oddech. Gong jeszcze nie zabrzmiał.

Extreme Rules Match
[Obrazek: a8c4dAK.png]
Elias Shadow vs Mike F'N Brutal

Obaj zawodnicy są nabuzowani emocjami i czekają tylko na rozpoczęcie walki. Sędzia w końcu daje znak by rozpocząć pojedynek! Brutal rusza w kierunku Shadowa, ale ten bardzo szybko wytacza się z ringu i wybucha śmiechem. Publiczność nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw, dając o tym znać głośnym buczeniem - które po chwili zmienia się w cheer, ponieważ Brutal również wysuwa się z ringu w trakcie sprzeczki Eliasa z fanami, łapie go za głowę i wrzuca w pobliską barierkę! Beta Wolf uderza o nie plecami po czym upada na posadzkę. Chwilę zajmuje mu pozbieranie się i próba powstania, jednak gdy w końcu do niej dochodzi Extremely Mad Dog jest już na posterunku! Z kijem do kendo w dłoni! Young Viper z przerażeniem reaguje na ten widok, próbując ratować się ucieczką, która zostaje przerwana kijem spadającym na jego plecy! I jeszcze jeden, i jeszcze kolejny! Mike okłada młodziaka aż miło, przy akompaniamencie cheeru fanów zebranych dookoła. To chyba dla niego niespodziewana odmiana, bo lekko zdziwiony rozgląda się przez chwilę dookoła i wzrusza ramionami, wracając do wymierzania uderzeń Eliasowi. Ten w końcu zaczyna wręcz błagać Brutala o łaskę, a kij zatrzymuje się w powietrzu. Elias łapie się za serce i zaczyna ciężko oddychać, po chwili patrzy do góry, uśmiecha się, wyciąga ręce przed siebie i zaczyna nimi machać, krzycząc “Six Seven!”... No to niestety musiało spotkać się z dezaprobatą South Philly Scumbaga który od razu zaczyna młócić go ponownie! Do tego stopnia, iż w pewnym momencie kij po prostu poddał się od siły ciosów! Zniesmaczony Extremaniac odrzuca go na bok, zaczynając poszukiwania nowej zabawki. Jego wzrok w końcu przykuwa worek przyniesiony przez Eliasa, który leży pod narożnikiem. Mike łapie go, rozwiązuje i zagląda do środka, a po chwili marszczy brwi. Wkłada do środka rękę i wyciąga… Zdjęcie Doliego oraz Shadowa, oprawione w ramkę! I to z podpisem, mówiącym “Dla mojego najwierniejszego fana Eliasa!”... Brutal chwilę przygląda się zdjęciu, patrzy na Lone Wolfa próbującego się podnieść, po czym wybucha szczerym śmiechem! Trwa to zaledwie kilka sekund, ponieważ po chwili momentalnie poważnieje, chwyta zdjęcie w obie dłonie i rozwala je na głowie Eliasa! Na czubku jego głowy zaczyna pojawiać się czerwony kolor, a młodzian zaczyna dotykać tego miejsca! Mike ma to jednak gdzieś, ponieważ od razu rusza po krzesło! Chwyta je jedną ręką, obraca się do swojej ofiary… Która nagle wskakuje na niego i wpycha mu zakrwawione palce do oczu! Obaj upadają na podłogę, Violence Bastard chwilowo oślepiony próbuje pozbyć się krwi z oczu, a Beta Wolf łapie oddech, podnosi wzrok i klęka przy przeciwniku, zaczynając go okładać pięściami! Lawina ciosów spada na Brutala, próbuje się jednak podnieść i lekko odpycha rywala… Enzuigiri na klęczącym wciąż Mike’u! Young Viper po kopnięciu przyklęka i odrzuca do tyłu włosy, ponownie dotykając rany na czubku głowy. Strzela karkiem, w końcu wstaje na nogi na dłużej i wyciąga z torby ukryty niżej przedmiot - kastet! Nakłada go na prawą rękę, spogląda na Mike’a i wyprowadza cios! Chybiony! The Concrete Saint schyla głowę w ostatniej chwili i po chwili przechwyca Shadowa, wynosi do góry i aplikuje Back Suplex na rozbite wcześniej szkło! Elias zwija się z bólu, ale nie tylko jego plecy są poranione - na ramionach Brutala również zaczęła pojawiać się krew! Niewiele to jednak zmieniło w zachowaniu zawodnika lubującego się w sytuacjach ekstremalnych. Wstał jak gdyby nigdy nic, i skierował się do opartego o krawędź ringu stołu! Rozkłada przedmiot na zewnątrz, pod jednym z narożników! Ale widocznie jest mu mało, bo kręci głową, zagląda pod baner na boku ringu i po chwili wyciąga stamtąd drugi stół! Rozstawia go równolegle do pierwszego i zadowolony podziwia swoje dzieło, co wykorzystuje Lone Wolf! Robi Mike’owi Dropkicka w plecy, tak iż ten wpada na stoły i je przewraca! Tym razem Elias nie daje czasu na wytchnienie rywalowi i od razu wyciąga go za włosy, wrzuca do ringu, a sam wskakuje na 3 linę! Jak widać zamierza wykorzystać ten czas jak najlepiej może! Wyskakuje do góry, zaczyna machać rękami i krzyczy “Six Seven!”... Ale na jego nieszczęście Extremely Mad Dog podnosi kolana do góry, powstrzymując akcję kończącą! Beta Wolf zwija się z bólu trzymając się za brzuch, a King of Extreme podnosi się i łapie go pod This is Gonna Hurt! Tego jednak też na razie nie uświadczymy, bowiem Shadow w ostatniej chwili wykręca się z uchwytu i wykonuje Roundhouse Kick! Mimo iż ta walka rozpoczęła się od użycia przedmiotów, praktycznie całkowicie odbywając się poza ringiem, tak teraz w końcu powróciliśmy do ringu. Young Viper od razu dokłada Senton Bomb i próbuje pinu! 1…2.. Kick out! Brutal pozostaje w grze. Zniesmaczony młodzian wysuwa się ponownie z ringu i zagląda pod płachtę… Po chwili wyciągając pudełko z klockami lego, oraz worek z pinezkami! Ojojoj nie wiem czy to najlepszy pomysł! Odmiennego zdania jest jednak Elias, który powraca do ringu i rozsypuje zawartość obu opakowań na ringu, po czym staje przed twarzą klęczącego Extremaniaca, układa palce w kształcie litery L, przykłada je do czoła i… zaczyna robić taniec z Fortnite’a… Żenujący widok… Tego samego zdania jest publiczność która zaczyna głośno buczeć. I chyba tego samego zdania był Brutal, który nagle, bez żadnych zbędnych ceregieli, uderzył w klejnoty przeciwnika! Na hali nagle zapadła cisza, którą przerwał skowyt. Oczywiście wydobywający się z ust młodziaka, któremu przed chwilą zrobiono jajecznicę z dwóch jajek. Mike spluwa na wijącego się z bólu rywala i podnosi go, ponownie łapiąc go pod swoją akcję kończącą! Elias jednak przytomnie wyprostował się, przerzucając swojego oprawcę za siebie Back Body Dropem! I to wprost na rozsypane wcześniej pinezki i klocki lego! To musiało kurewsko boleć! Obaj jednak wciąż zwijają się z bólu. Pierwszy dochodzi do siebie Elias, który wytacza się z ringu i powoli podchodzi do przewróconych stołów, stawiając je po raz kolejny. Następnie wyciąga schowane pod ringiem dwa krzesła, które stawia na szczycie stołów, tworząc swego rodzaju wieżę. Po chwili wraca do ringu, podnosi Violence Bastarda, wkłada jego głowę pod pachę i… Ten się wyswobadza, wyprostowuje i serwuje Dead Static! Shadow pada jak rażony piorunem, odtacza się do narożnika, jednak tam dopada do niego Brutal z Concrete Checkiem - najpierw Clothesline w narożniku, po którym dokłada Running Buldoga! Mamy próbę pinu! 1…2… Kick out! Brutal bez chwili zawahania podnosi przeciwnika i dokłada jeszcze Hardcore City! Elias jednak jakimś cudem robi z tego backflipa i ląduje chwiejnie na nogach, czego nie spodziewa się jego oponent! Mike wstaje, obraca się i zostaje poczęstowany Skibidi Kickiem! Po ciosie pada na matę i wytacza się poza ring, lądując pod samym apronem, zanim Lone Wolf może w ogóle podjąć próbę zakończenia walki. Zmęczony całą walką zawodnik po chwili również wytacza się z ringu, podchodzi do The Concrete Sainta… I dostaje jarzeniówką wyciągniętą spod ringu w głowę! Shadow oszołomiony samodzielnie wślizguje się z powrotem do ringu, turlając się po całej macie. Po chwili pojawia się obok niego Brutal, trzymający w rękach linę… Oj to nie wróży nic dobrego… Zanim Elias jest w stanie dojść do siebie, na jego głowie ląduje worek który sam tu przyniósł, ówcześnie opróżniony z fantów. Po chwili Brutal zarzuca również pętlę na szyję Shadowa i wsadza go na narożnika od zewnętrznej strony, przerzuca również linę na zewnątrz, sam wytacza się na zewnątrz, łapie linę i mocno ciągnie młodzieńca! Tak iż ten zlatuje z narożnika, wprost na wcześniej przygotowaną konstrukcję ze stołów i krzeseł! Cóż za katastrofa! Mike od razu wyciąga go ze szczątków stołów, wraca z nim do ringu, wkłada sobie jego głowę pomiędzy nogi i aplikuje This is Gonna Hurt! To musi być koniec! 1…2… SAM BRUTAL PRZERYWA PIN! Kręci lekko głową, uśmiecha się pod nosem i zbiera garść klocków lego z maty, wpycha je do ust Eliasa i zapina Tap Out S.O.B! Klepnięcie następuje niemal natychmiast! Słychać gong i to oficjalne - Mike F’N Brutal pokonuje Eliasa Shadowa!
Dan Dowson Open Challenge
[Obrazek: 0oyJHLp.png]
Dan Dowson vs ???

"Despite the lies that you're making…" - na arenie rozlegają się słowa piosenki, co oznacza, że w drodze na ring Dan Dowson. Zawodnik powolnym krokiem pojawia się na rampie, przysłuchując się solidnej dawce heatu ze strony fanów. Z aroganckim uśmieszkiem odbiera mikrofon od annoucera.

Dan Dowson: Chicago! Miasto, które przyciąga wzrok, jest dla niektórych spełnieniem marzeń, mające jeden problem... Was. <heat> Zawsze uważacie siebie za lepszych od innych, ale to przecież nie jest wada, prawda? To jest ta cecha, która nas łączy, życie przeszłością, dawnymi sukcesami, liczenie, że ta dobra passa kiedyś wróci. Wychodząc na ostatniej gali rzuciłem wyzwanie komukolwiek w szatni na starcie, które miałoby wyłonić tego najlepszego. Jak widzicie, nie boję się tego, ale czy znajdzie się ktoś z jajami, kto wyjdzie do tego ringu? Zapraszam!

Dowson rozpościera ręce, czekając na rywala..

Dan Dowson stoi na środku ringu, wpatrzony w rampę i wyczekuje swojego dzisiejszego przeciwnika. Prezentuje bardzo lekceważącą postawę, jakby nie dowierzał, że ktoś w ogóle będzie miał jaja, żeby do niego wyjść. W tym momencie David Otunga przeprasza swoich kolegów przy stoliku komentatorskim, zdejmuje słuchawki i rusza w kierunku ringu. Chyba dostał na ucho wiadomość od Roba Van Dama, co zrobić w przypadku braku odpowiedzi na Open Challange i chce ją przekazać zainteresowanemu. Powoli wchodzi po schodach, garnitur wyraźnie krępuje jego ruchy. Ledwo udaje mu się wejść między linami, powolnym i eleganckim krokiem podchodzi do Dana. Ten wciąż wpatrzony jest w rampę. David delikatnie klepie go w ramię, a zaskoczony Dowson odwraca się do niego. W tym momencie uderza All About The Power! One and Only przygląda mu się teraz zażenowaniem, po czym zmienia wyraz twarzy na szyderczy uśmiech. "Ty?" - pyta drwiąco. Chyba poczuł łatwe zadanie. Garnitur na pewno nie ułatwi zadania dotychczasowemu komentatorowi. Otunga uśmiecha się... i jednym ruchem zrywa z siebie garnitur! Pod spodem ma już przygotowany strój, a jego buty okazują się wysokimi butami wrestlingowymi, które maskowały spodnie od garnituru! W tym momencie mina The Cage'a rzednie i zaczyna mieć pretensje do swojego przeciwnika. Na szczęście interweniuje sędzia, który odciąga go do narożnika i rozpoczyna sprawdzanie przed walką. To samo powtarza z Adwokatem. Obaj zawodnicy są już gotowi. Gong! Wrestlerzy zaczynają krążyć po obwodzie ringu, uważnie się przy tym obserwując. Powoli kreślone kręgi stają się coraz ciaśniejsze, aż w końcu Dan markuje wyjście do przodu. David jest na to przygotowany, więc Dowson nie robi ostatecznie kroku w przód, a jedynie schodzi nisko na nogach i z obrotem wokół własnej osi płynnie wraca do poprzedniej pozycji. Zawodnicy wracają do wzajemnego badania się, aż w końcu wchodzą w klincz. Przez chwilę sprawdzają się w tej próbie sił, ale to Legal Killer okazuje się mieć więcej pary i odpycha rywala, który upada, ale natychmiast zrywa się na równe nogi. Biały zawodnik coś mruczy pod nosem, wskazuje palcem na przeciwnika i od razu doskakuje do niego, aby ponownie wejść w klincz. Sytuacja powtarza się jeden do jednego, tym razem jednak Dan wstaje wolniej i stara się wyśmiać oponenta, jakby miał po prostu farta. Podchodzi bliżej, kręci głową i jeszcze raz wchodzi w siłowe zwarcie. Tym razem czarnoskóry zawodnik ponownie jest górą, lecz nie odpycha Dowsona, a sprawnie przechodzi do Headlocku. The Cage nie panikuje, mimo lekkiego grymasu bólu jedną ręką szuka głowy silniejszego zawodnika i próbuje pociągnąć go za włos. Nie jest to jednak możliwe, ponieważ są za krótkie. Doświadczenie podpowiada, że to jeszcze nie koniec dostępnych rozwiązań. Zjeżdża dłonią trochę niżej i do boku, aby złapać i wykręcić ucho! Uścisk traci na sile, a druga ręka Dana wędruje na klatkę piersiową Davida i z całej siła spycha go na liny. Kiedy w końcu się to udaje, bierze głęboki oddech i mocno wypycha Otungę na przeciwległe liny, a sam rusza za nim. Verdict Maker odbija się od lin, a One and Only natychmiast rzuca mu się pod nogi, próbując go wyciąć. Jednak nic z tych rzeczy, The Harvard Hammer przeskakuje nad nim i kontynuuje bieg. Jeszcze raz odbij się od lin, w tym czasie Wrestlingowy Weteran wstaje, ustawia się na środku ringu i czeka na nadciągającego przeciwnika. David już ma wpaść w mniejszego wrestlera, ale ten z gracją przeskakuje nad nim. Adwokat jeszcze raz odbija się od lin i tym razem powala rywala przy pomocy Running Shoulder Block! Publiczności chyba się to podoba. One and Only natychmiast zmierza do narożnika i tam wstaje przy pomocy lin. Otunga nie traci czasu, od razu wpada w niego z Corber Clothesline'em. Potem chwyta go za nadgarstek i wysyła do przeciwległego narożnika... jednak nie, po prostu wykonuje Short-Arm Clothesline! Dowson turla się do lin, próbuje uciekać z ringu, ale nic z tego! David kładzie stopę na jego klacie, po czym sprawnie dokłada jeszcze Springboard Elbow Drop. Pin i od razu Rope Break. The Cage natychmiast wykorzystuje sytuację i ucieka z ringu. Sędzia zaczyna wyliczanie, a fani dają znać o swoim niezadowoleniu. Dan odpoczywa, a David nie chce mu na to pozwolić. On również opuszcza ring i rozpoczyna pościg. Dowson jest szybszy, robi pół okrążenia, po czym znowu wślizguje się do ringu. Otunga jest tuż za nim, robi to samo... i nadziewa się na serię stompów! One and Only miał wszystko przemyślane i przygotowane. Po stompach przyklęka przy przeciwniku i zasypuje go seria Punchy. Sędzia zmuszony jest do interwencji, grozi dyskwalifikacja i zaczyna odliczać. 1... 2... 3... 4... Dopiero to działa na Dowsona i wstaje udając niewiniątko. Adwokat wstaje przy pomocy lin, ale od razu inkasuje Gut Kick, a następnie Dan płynnie przechodzi do One Handed Bulldoga. Pin. 1... Kick Out! The Cage przekazuje swoje uwagi sędziemu na temat szybkości odliczania, po czym znowu częstuje rywala serią stompów. Tym razem nie daje szansy arbitrowi na rozpoczęcie liczenia, bo dokłada jeszcze Knee Drop. Otunga aż podnosi się do siadu z bólu, jednak ta instynktowna reakcja tylko przynosi mu kłopoty, bo bardzo szybko inkasuje Basement Roundhouse Kicka, który ponownie powala go na matę. Tym razem nie ma próby pinu. One and Only rusza do lin i popisuje się fenomenalnym Lionsaultem! 1... 2... Nie! Sfrustrowany Weteran już nawet nie próbuje kryć irytacji. Powoli wstaje i podchodzi do sędziego, aby zacząć regularną kłótnię. Kończy się to jednak na tym, że arbiter pokazuje na logo LPW na koszulce i ostrzega przed dyskwalifikacją, jeśli zawodnik go dotknie. Wściekły Dan odwraca się... i już czeka na niego Otunga! Zawodnicy "wpadają sobie w objęcia" i Adokat prezentuje wspaniały Overhead Belly To Belly Suplex. To jednak za mało na takiego dziada, jak Dowson, ten od razu zrywa się na równe nogi i rusza do kontrataku. Jednak nadziewa się prosto na Burden of Proof! David Otunga jest nakręcony, leci na fali dopingu publiczności. Podnosi swojego przeciwnika i ustawia go pod The Verdict. Fani szaleją. Adwokat wynosi rywala... i nagle zostaje powalony od tyłu! Co się dzieje?! Sędzia ogłasza dyskwalifikację! To Allan Hill! Rozwścieczony The Broken Prodigy od razu rzuca się na swoją ofiarę, dosiada go jak w MMA i dewastuje przy pomocy bezwzględnego Ground and Pound. Sędzia próbuje reagować, ale nie jest w stanie nic zrobić. Zmieszany Dowson szybko opuszcza ring, a po drodze mija go ochrona, która sprawnie interweniuje i pacyfikuje agresora w ringu.

Na arenie rozbrzmiewa theme Roba McŁowicza. Kamera pokazuje ring, w którym ustawiono niewielki blat, kilka misek z dodatkami, bułki, parówki, ogórki, cebulę, musztardę, papryczki i tabliczkę z dużym napisem „NO KETCHUP”. Po chwili Rob pojawia się na stage’u w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i drewnianą łyżką w dłoni. Publiczność w Chicago reaguje głośno, a Rob spokojnym krokiem zmierza do ringu, po drodze wskazując na fanów i teatralnie poprawiając okulary. Wchodzi między liny, staje przy blacie i bierze mikrofon.

Rob McŁowicz: Witam państwa bardzo serdecznie na specjalnym wydaniu Pobitych Garów! Jesteśmy w Chicago, a skoro jesteśmy w Chicago, to nie będziemy dzisiaj udawać, że świat potrzebuje kolejnego smutnego dania z plastikowego pudełka. Dzisiaj będzie szybko, konkretnie i lokalnie.<Rob wskazuje drewnianą łyżką na przygotowane składniki.> Przed nami Chicago-style hot dog. Bułka, parówka, musztarda, ogórek, cebula, papryczki, i jedna święta zasada, której w tym mieście nie wolno lekceważyć. <Rob odwraca tabliczkę „NO KETCHUP” w stronę kamery.> Ketchup trzymamy z daleka od stołu, od ringu i najlepiej od całej hali.<Rob uśmiecha się szeroko i spogląda w stronę rampy.>

Rob McŁowicz: A skoro danie ma być proste, szybkie i niebezpiecznie bliskie katastrofy, potrzebuję gościa, który sam wygląda, jakby przyszedł do kuchni bez instrukcji obsługi. Panie i panowie, człowiek o imieniu brzmiącym jak francuska karta win i apetycie godnym całego legionu ludzi przed Państwem Jean-Pierre Dolnick!

Wybrzmiewa SATELLITE! Piosenka, za którą federacja LPW ma ponoć dostać pozew od samego Jean-Pierre Dolnicka, który pojawia się na rampie. Witany jest głośnym cheerem. Nasz lekko puszysty zawodnik odziany jest w swoją piękną hawajską koszulę. Na twarzy ma lekki, a nawet i spory uśmiech, bo wokół są fani. Ewentualnie chodzi o jedzenie, które jest przed nim. Grubcio powolnym krokiem zmierza w kierunku kwadratowego pierścienia, gdzie bój będzie toczyć jedynie z tym, czy ma silną wolę. Big Jean wchodzi po schodkach ślamazarnie, jeszcze chwilę przed wejściem odbiera mikrofon od pracownika. Gdy jest już w ringu to.. no sami wiecie. Ślinka lekutko mu z buzi cieknie, a oczy się świecą.

Rob patrzy na Jean-Pierre’a z lekkim uśmiechem, po czym spogląda na tabliczkę „NO KETCHUP”, jakby upewniał się, że nadal stoi na swoim miejscu. Dolnick zbliża się do blatu, a jego wzrok natychmiast ląduje na jedzeniu, nie na prowadzącym.

Rob McŁowicz: Jean-Pierre Dolnick, proszę państwa! Człowiek, którego wejście trwa dłużej tylko wtedy, kiedy po drodze zastanie otwarty catering. Jean, witaj w Pobitych Garach na żywo, w Chicago, miasta, gdzie jedzenie musi być szybkie, konkretne i na tyle proste, żebyś nawet ty nie zdążył go zepsuć przed pierwszym gryzem.

Rob wskazuje na przygotowane składniki.

Rob McŁowicz: Dzisiaj robimy Hot-doga w stylu Chicago. Bułka, parówka, musztarda, ogórek, cebula, papryczki, trochę soli selerowej i najważniejsze…

Rob bierze tabliczkę „NO KETCHUP” i podstawia ją Dolnickowi niemal pod twarz.

Rob McŁowicz: Żadnego ketchupu. W Chicago to nie jest dodatek, to jest prowokacja.

Dolnick patrzy na składniki, po czym powoli przenosi wzrok na Roba, jakby właśnie usłyszał najgorszą możliwą zasadę.

Rob McŁowicz: Spokojnie, Jean. Wiem, że twoim naturalnym odruchem jest złapać wszystko naraz, ścisnąć w dłoni i sprawdzić, czy da się to zjeść na jednego gryza. Ale dzisiaj spróbujemy zrobić to inaczej. Ja będę składał hot doga, ty będziesz udawał, że słuchasz, a Chicago oceni, czy w tym ciele jest choć odrobina kulinarnej dyscypliny.

Rob bierze bułkę i parówkę, układając je na blacie.

Rob McŁowicz: Zaczynamy prosto. Bułka, środek, żadnej filozofii. Jean-Pierre, twoje zadanie na początek jest bardzo trudne: nie zjedz składników przed końcem gotowania.

Jean-Pierre Dolnick: T-ty... chyba chcesz ze mnie tutaj jakiegoś grubasa zrobić, co ma fioła na punkcie jedzenia, tak?!  Tak to ma wyglądać? <Dolnick jest lekko rozsierdzony> Wiesz co... nie myl mnie z tym chujem Rybackiem! <cheer> A to.. <Dolnick spogląda na jedzenie i lekko go zamurowało> T-to mnie w ogóle nie obchodzi! Ani odrobinę

Rob unosi dłonie w geście niewinności, ale na jego twarzy widać ten charakterystyczny uśmiech człowieka, który właśnie usłyszał dokładnie to, czego się spodziewał. Spogląda na Dolnicka, potem na hot dogi i kiwa głową.

Rob McŁowicz: Jean-Pierre, spokojnie. Nikt nie myli cię z Rybackiem, bo gdyby Ryback stał teraz przy tym stole, to tego stołu już by nie było, a hot dogi opłakiwałyby swoich bliskich. Ty natomiast jesteś człowiekiem dużo bardziej złożonym. Człowiekiem, który mówi, że jedzenie go nie obchodzi, ale patrzy na tę parówkę tak, jakby właśnie odkrył sens życia w bułce.<Rob bierze jedną bułkę i kładzie ją na blacie.> I bardzo dobrze, bo dzisiaj nie będziemy robić z ciebie żadnej karykatury. Dzisiaj sprawdzimy coś znacznie ważniejszego: czy Jean-Pierre Dolnick potrafi przez dziewięćdziesiąt sekund nie zjeść składników, zanim powstanie prawdziwy Chicago-style hot dog. Proste zadanie, wielka presja, zero ketchupu. <Rob przesuwa w jego stronę musztardę i wskazuje na tabliczkę „NO KETCHUP”.> Ty podasz musztardę, ja pilnuję kolejności, a jeśli po drodze nie wydarzy się żadna tragedia, Chicago dostanie hot doga, a ty udowodnisz, że masz silną wolę. Przynajmniej większą niż twoje oczy w tej chwili.

Jean-Pierre Dolnick: Tak właściwie.. to czemu ja mam być posłuszny tobie? Myślisz, że jak masz na imię Rob, to jesteś moim przełożonym? Haha, nie jesteś tamtym Robem. <Grubas zajebiście dumny ze swojego cudownego tekstu> Więc jak będę chciał, to zrobię to, co będę chciał, o ile będę chciał, rozumiesz? To ja sam z siebie uznałem, że nic nie tknę. <Jean zerka na jedzenie  i szybko przestaje> Co ty tam chciałeś ode mnie.. m-mmusztardę, tak? <Dolnick sięga po musztardę I daje Robowi do ręki> Masz. Podałem musztardę.

Rob odbiera musztardę i patrzy na Dolnicka z udawaną dumą.

Rob McŁowicz: Proszę państwa, Jean-Pierre Dolnick podał musztardę i żaden składnik nie ucierpiał. Chicago, jesteśmy świadkami historii.

Rob szybko składa hot doga: musztarda, relish, cebula, pomidor, ogórek, papryczki i sól selerowa. Obraca gotowe danie w stronę kamery.

Rob McŁowicz: I proszę bardzo. Chicago-style hot dog. Prosty, konkretny i bez ketchupu, może nawet bardziej zdyscyplinowany niż mój dzisiejszy gość.

Rob podaje hot doga Dolnickowi, ale na chwilę zatrzymuje rękę.

Rob McŁowicz: Spokojnie, Jean-Pierre. W Pobitych Garach najpierw odbywa się prezentacja, potem konsumpcja. A skoro danie gotowe, to czas na tradycję. Każdy gość dostaje swoją porcję. Czasem na talerzu, czasem w słowach.

Rob uśmiecha się szeroko i wskazuje na ekran.

Rob McŁowicz: Chicago. Czas na diss. Smakuje?!


Po rozbrzmianiu nieznanej dotąd muzyki na twarzy zarówno Roba jak i Dolnicka pojawia się spore zdziwienie. Obaj patrzą teraz w stronę rampy, jednak dłuższą chwilę nikt się nie pojawia. Wśród fanów zebranych na arenie również panuje konsternacja ze względu na zaistniałą sytuację... Zaraz, zaraz! W końcu zza zaplecza wychodzi pewien mężczyzna! Co tu dużo mówić, na arenie wybucha potężny cheer, jednak wraz z nim na twarzach ludzi widzimy zmieszanie i kompletne niedowierzanie! Otóż proszę Państwa, Maxwell Ransom, ten prawdziwy tu jest! Nie jest to jednak Wilgotniak, jakiego wszyscy pamiętamy, ponieważ głowę ma całkowicie ogoloną! To łysy Maxwell Ransom! Kamera robi nam teraz zbliżenie na twarz Dolnicka, który jest w kompletnym szoku, w tym czasie Ransom z dość kamienną twarzą, patrząc wyłącznie przed siebie zmierza do kwadratowego pierścienia. Po chwili jest już w ringu, gdzie odbiera mikrofon i ignorując Roba staje jakieś półtora metra przed Jean-Pierrem. W tle słychać chanty wiwatujące Maxwella, ten jednak sfokusowany jest na swoim przyjacielu... A może już nie? Sytuacja ta nie pozwala stwierdzić jednoznacznie. W końcu po kilkudziesięciu sekundach Ransom przykłada mikrofon do ust...

Maxwell Ransom: *wyciąga z kieszeni telefon* "Nie mogę teraz pisać Maxwell na planie jestem więc pisać nie mogę bo na planie jestem zajęty jak co puzniej się odezwe". *zerka na Dolnicka* Od tej wiadomości minęło prawie 9 miesięcy... I jest to ostatnia wiadomość, jaką od Ciebie dostałem, Jean. Miałem wtedy swoje problemy, o których Ci wspominałem jako najlepszemu przyjacielowi. Bo przyjaźniliśmy się długo, nawet bardzo. Ty wtedy zacząłeś dostawać więcej ról, cieszyłeś się życiem, układało się, kiedy ja... *Maxwell hamuje się i bierze głębszy wdech* Przepraszam, mogę być mocno chaotyczny, ale naprawdę ciężko mi uporządkować teraz myśli... To trudne. *patrzy na Dolnicka* Zawsze cieszyłem się z twoich sukcesów, razem też świętowaliśmy moje. Stary, te poprzednie lata... Momentami było jak w bajce. To jest nie do opisania... Ludzie się jednak zmieniają i dosłownie wszystko potrafi stanąć na głowie, jak stało się to u mnie... *z żalem spuszcza wzrok* I kiedy to wszystko znikąd zaczęło się dziać, rozpłynąłeś się. *głębszy wdech* A ja nie miałem po prostu tej werwy wewnątrz, żeby przypomnieć o sobie chociażby tą jedną wiadomością... Jean, kłębi się w mojej głowie teraz pytanie, dlaczego dopiero dzisiaj widzimy się i rozmawiamy. *podnosi wzrok* Nie wiem jednak, czy tak naprawdę chcę poznać na to odpowiedź. Ostatecznie każdy z nas ma prawo podejmować własne decyzje. Mamy swoje wybory, wolną wolę, tak już po prostu jest. *patrzy na Dolnicka* Miałem Ci wiele do powiedzenia, jednak pewne rzeczy chcę już przemilczeć. Jest tylko jedna ważna kwestia, której nie chcę ukrywać. *ściszony głos* Odczuwam żal i zawód w stosunku do Ciebie, Jean. Chciałem żebyś po prostu to wiedział... I tyle. Bez zemsty, bez ataku zza pleców, bez fajerwerków, bez show. *kręci głową i wzdycha* Skończmy więc na tym, że się po prostu przywitam. *ogląda się po widowni* I oznajmię wszystkim, że wróciłem tam gdzie moje miejsce... Ale tym razem wróciłem sam.

Po tych słowach Maxwell odrzuca mikrofon i opuszcza ring. W drodze na zaplecze ma spuszczoną głowę i wygląda na mocno przygnębionego. W kwadratowym pierścieniu kamera pokazuje nam jeszcze zszokowanego Dolnicka, którego cała sytuacja zaskoczyła na tyle, że nawet nie tknął hot-doga przygotowanego mu przez Roba. I właśnie po tym ujęciu obraz z kamery gaśnie...

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
05.07.2026, 23:07 #2
Na hali rozbrzmiewa najcudowniejsza piosenka jaką można usłyszeć podczas gal Legion Pro Wrestling - "Jebać Dorosłość" w wykonaniu Doliego. Nie jest to jednak standardowy podkład znany już fanom LPW - jest to zdecydowanie wykonanie na żywo! Publiczność natychmiast reaguje mieszanką buczenia oraz śmiechu. Światła gasną, na rampę skoncentrowany zostaje wyłącznie jeden reflektor. Po kilku sekundach w oświetlonym miejscu pojawia się on - Elias Shadow! Z zamaskowaną twarzą, oraz w czarnym płaszczu opadającym do kolan, na którym po obu stronach znajdują się cyferki 6 oraz 7. Nagle Doli wciąż śpiewając łapie za maskę Eliasa i ściąga mu ją z głowy, a w tym czasie zapalają się światła. Widać, że Elias ma w ręku worek z fantami do walki, a w drugim mikrofon i - o zgrozo - zaczyna z niego robić użytek w drodze do ringu! Fani raczej nie są zbyt zadowoleni, no ale w sumie kto by był słuchając takiego zawodzenia. Eliasowi jednak niespecjalnie to robi, odstawia worek na apron, zbija pionę z Dolim i wsuwa się do ringu. Po chwili wskakuje na narożnik, niestety wciąż śpiewając. Zeskakuje, odkłada mikrofon oraz worek pod narożnikiem, po czym robi do kamery Six Seven i sam przykuca w narożniku, czekając na przeciwnika.

Elias Shadow stoi już w ringu, nagle na arenie rozbrzmiewa „Bodies” w wykonaniu Drowning Pool, światła zaczynają pulsować w rytm muzyki, a reakcja publiki jest wyraźnie pomieszana buczeniem z wyczuwalną ekscytacją z uwagi na to, że jest to pierwsza walka o ekstremalnej stypulacji w LPW. Ale na arenie poza skonsternowanym Eliasem i fanami niewiele się dzieje. Do czasu aż w końcu słychać narastający warkot starego, wyraźnie zużytego przez kilkadziesiąt lat silnika, który zaczyna przebijać się przez muzykę. Wszystkie oczy zwrócone są w stronę wjazdu dla pojazdów w domyśle karetek, ale to nie ona wjeżdża na arenę. Ze wspomnianego sektora hali wyłania się stara furgonetka, porysowana, oblepiona taśmami, jednym słowem zniszczona. Kierowca wjeżdża na arenę pewnie, bez wahania. Na jej boku widzimy czerwone, wyraźnie napisane sprayem „Welcome to my paradise”. Pojazd nie zatrzymuje się przy rampie, tylko jedzie dalej, aż ustawia się idealnie pod krawędzią ringu. Drzwi boczne otwierają się z metalicznym trzaskiem. W środku siedzi sam Mike F'N Brutal! Patrzy prosto na Eliasa bez emocji, bez pośpiechu, jak na kogoś, kto już wszedł w jego świat i nie ma odwrotu.Brutal wychodzi z furgonetki. Zaczyna metodycznie „ustawiać” ring pod siebie, mianowicie krzesło trafia pod apron, łańcuch zostaje rzucony pod narożnik, stół opiera się o krawędź ringu, tworząc wizualną koncepcję Brutala na potraktowanie przeciwnika inaczej, niż tych dotychczasowych. Każdy ruch jest spokojny, pewny, niemal ceremonialny. Elias z góry krzyczy coś w jego stronę, próbuje go rozproszyć, ale Brutal nawet nie patrzy w jego kierunku, przynajmniej dopóki nie skończy dekorować otoczenia. Dopiero wtedy powoli podnosi głowę i wchodzi na apron. Muzyka zaczyna się wyciszać, zostaje tylko szum publiki. Extrememaniac szybkim krokiem podchodzi do Eliasa i robi face-to-face, Shadow chce się postawić, ale Brutal nie cofa się ani o centymetr. Extremely Mad Dog nagle chwyta krzesło i rzuca nim w Eliasa. Shadow unika, krzesło uderza w narożnik z hukiem, który odbija się echem po arenie. Przez sekundę obaj stoją w ciszy, a publiczność wstrzymuje oddech. Gong jeszcze nie zabrzmiał.

Extreme Rules Match
[Obrazek: a8c4dAK.png]
Elias Shadow vs Mike F'N Brutal

Obaj zawodnicy są nabuzowani emocjami i czekają tylko na rozpoczęcie walki. Sędzia w końcu daje znak by rozpocząć pojedynek! Brutal rusza w kierunku Shadowa, ale ten bardzo szybko wytacza się z ringu i wybucha śmiechem. Publiczność nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw, dając o tym znać głośnym buczeniem - które po chwili zmienia się w cheer, ponieważ Brutal również wysuwa się z ringu w trakcie sprzeczki Eliasa z fanami, łapie go za głowę i wrzuca w pobliską barierkę! Beta Wolf uderza o nie plecami po czym upada na posadzkę. Chwilę zajmuje mu pozbieranie się i próba powstania, jednak gdy w końcu do niej dochodzi Extremely Mad Dog jest już na posterunku! Z kijem do kendo w dłoni! Young Viper z przerażeniem reaguje na ten widok, próbując ratować się ucieczką, która zostaje przerwana kijem spadającym na jego plecy! I jeszcze jeden, i jeszcze kolejny! Mike okłada młodziaka aż miło, przy akompaniamencie cheeru fanów zebranych dookoła. To chyba dla niego niespodziewana odmiana, bo lekko zdziwiony rozgląda się przez chwilę dookoła i wzrusza ramionami, wracając do wymierzania uderzeń Eliasowi. Ten w końcu zaczyna wręcz błagać Brutala o łaskę, a kij zatrzymuje się w powietrzu. Elias łapie się za serce i zaczyna ciężko oddychać, po chwili patrzy do góry, uśmiecha się, wyciąga ręce przed siebie i zaczyna nimi machać, krzycząc “Six Seven!”... No to niestety musiało spotkać się z dezaprobatą South Philly Scumbaga który od razu zaczyna młócić go ponownie! Do tego stopnia, iż w pewnym momencie kij po prostu poddał się od siły ciosów! Zniesmaczony Extremaniac odrzuca go na bok, zaczynając poszukiwania nowej zabawki. Jego wzrok w końcu przykuwa worek przyniesiony przez Eliasa, który leży pod narożnikiem. Mike łapie go, rozwiązuje i zagląda do środka, a po chwili marszczy brwi. Wkłada do środka rękę i wyciąga… Zdjęcie Doliego oraz Shadowa, oprawione w ramkę! I to z podpisem, mówiącym “Dla mojego najwierniejszego fana Eliasa!”... Brutal chwilę przygląda się zdjęciu, patrzy na Lone Wolfa próbującego się podnieść, po czym wybucha szczerym śmiechem! Trwa to zaledwie kilka sekund, ponieważ po chwili momentalnie poważnieje, chwyta zdjęcie w obie dłonie i rozwala je na głowie Eliasa! Na czubku jego głowy zaczyna pojawiać się czerwony kolor, a młodzian zaczyna dotykać tego miejsca! Mike ma to jednak gdzieś, ponieważ od razu rusza po krzesło! Chwyta je jedną ręką, obraca się do swojej ofiary… Która nagle wskakuje na niego i wpycha mu zakrwawione palce do oczu! Obaj upadają na podłogę, Violence Bastard chwilowo oślepiony próbuje pozbyć się krwi z oczu, a Beta Wolf łapie oddech, podnosi wzrok i klęka przy przeciwniku, zaczynając go okładać pięściami! Lawina ciosów spada na Brutala, próbuje się jednak podnieść i lekko odpycha rywala… Enzuigiri na klęczącym wciąż Mike’u! Young Viper po kopnięciu przyklęka i odrzuca do tyłu włosy, ponownie dotykając rany na czubku głowy. Strzela karkiem, w końcu wstaje na nogi na dłużej i wyciąga z torby ukryty niżej przedmiot - kastet! Nakłada go na prawą rękę, spogląda na Mike’a i wyprowadza cios! Chybiony! The Concrete Saint schyla głowę w ostatniej chwili i po chwili przechwyca Shadowa, wynosi do góry i aplikuje Back Suplex na rozbite wcześniej szkło! Elias zwija się z bólu, ale nie tylko jego plecy są poranione - na ramionach Brutala również zaczęła pojawiać się krew! Niewiele to jednak zmieniło w zachowaniu zawodnika lubującego się w sytuacjach ekstremalnych. Wstał jak gdyby nigdy nic, i skierował się do opartego o krawędź ringu stołu! Rozkłada przedmiot na zewnątrz, pod jednym z narożników! Ale widocznie jest mu mało, bo kręci głową, zagląda pod baner na boku ringu i po chwili wyciąga stamtąd drugi stół! Rozstawia go równolegle do pierwszego i zadowolony podziwia swoje dzieło, co wykorzystuje Lone Wolf! Robi Mike’owi Dropkicka w plecy, tak iż ten wpada na stoły i je przewraca! Tym razem Elias nie daje czasu na wytchnienie rywalowi i od razu wyciąga go za włosy, wrzuca do ringu, a sam wskakuje na 3 linę! Jak widać zamierza wykorzystać ten czas jak najlepiej może! Wyskakuje do góry, zaczyna machać rękami i krzyczy “Six Seven!”... Ale na jego nieszczęście Extremely Mad Dog podnosi kolana do góry, powstrzymując akcję kończącą! Beta Wolf zwija się z bólu trzymając się za brzuch, a King of Extreme podnosi się i łapie go pod This is Gonna Hurt! Tego jednak też na razie nie uświadczymy, bowiem Shadow w ostatniej chwili wykręca się z uchwytu i wykonuje Roundhouse Kick! Mimo iż ta walka rozpoczęła się od użycia przedmiotów, praktycznie całkowicie odbywając się poza ringiem, tak teraz w końcu powróciliśmy do ringu. Young Viper od razu dokłada Senton Bomb i próbuje pinu! 1…2.. Kick out! Brutal pozostaje w grze. Zniesmaczony młodzian wysuwa się ponownie z ringu i zagląda pod płachtę… Po chwili wyciągając pudełko z klockami lego, oraz worek z pinezkami! Ojojoj nie wiem czy to najlepszy pomysł! Odmiennego zdania jest jednak Elias, który powraca do ringu i rozsypuje zawartość obu opakowań na ringu, po czym staje przed twarzą klęczącego Extremaniaca, układa palce w kształcie litery L, przykłada je do czoła i… zaczyna robić taniec z Fortnite’a… Żenujący widok… Tego samego zdania jest publiczność która zaczyna głośno buczeć. I chyba tego samego zdania był Brutal, który nagle, bez żadnych zbędnych ceregieli, uderzył w klejnoty przeciwnika! Na hali nagle zapadła cisza, którą przerwał skowyt. Oczywiście wydobywający się z ust młodziaka, któremu przed chwilą zrobiono jajecznicę z dwóch jajek. Mike spluwa na wijącego się z bólu rywala i podnosi go, ponownie łapiąc go pod swoją akcję kończącą! Elias jednak przytomnie wyprostował się, przerzucając swojego oprawcę za siebie Back Body Dropem! I to wprost na rozsypane wcześniej pinezki i klocki lego! To musiało kurewsko boleć! Obaj jednak wciąż zwijają się z bólu. Pierwszy dochodzi do siebie Elias, który wytacza się z ringu i powoli podchodzi do przewróconych stołów, stawiając je po raz kolejny. Następnie wyciąga schowane pod ringiem dwa krzesła, które stawia na szczycie stołów, tworząc swego rodzaju wieżę. Po chwili wraca do ringu, podnosi Violence Bastarda, wkłada jego głowę pod pachę i… Ten się wyswobadza, wyprostowuje i serwuje Dead Static! Shadow pada jak rażony piorunem, odtacza się do narożnika, jednak tam dopada do niego Brutal z Concrete Checkiem - najpierw Clothesline w narożniku, po którym dokłada Running Buldoga! Mamy próbę pinu! 1…2… Kick out! Brutal bez chwili zawahania podnosi przeciwnika i dokłada jeszcze Hardcore City! Elias jednak jakimś cudem robi z tego backflipa i ląduje chwiejnie na nogach, czego nie spodziewa się jego oponent! Mike wstaje, obraca się i zostaje poczęstowany Skibidi Kickiem! Po ciosie pada na matę i wytacza się poza ring, lądując pod samym apronem, zanim Lone Wolf może w ogóle podjąć próbę zakończenia walki. Zmęczony całą walką zawodnik po chwili również wytacza się z ringu, podchodzi do The Concrete Sainta… I dostaje jarzeniówką wyciągniętą spod ringu w głowę! Shadow oszołomiony samodzielnie wślizguje się z powrotem do ringu, turlając się po całej macie. Po chwili pojawia się obok niego Brutal, trzymający w rękach linę… Oj to nie wróży nic dobrego… Zanim Elias jest w stanie dojść do siebie, na jego głowie ląduje worek który sam tu przyniósł, ówcześnie opróżniony z fantów. Po chwili Brutal zarzuca również pętlę na szyję Shadowa i wsadza go na narożnika od zewnętrznej strony, przerzuca również linę na zewnątrz, sam wytacza się na zewnątrz, łapie linę i mocno ciągnie młodzieńca! Tak iż ten zlatuje z narożnika, wprost na wcześniej przygotowaną konstrukcję ze stołów i krzeseł! Cóż za katastrofa! Mike od razu wyciąga go ze szczątków stołów, wraca z nim do ringu, wkłada sobie jego głowę pomiędzy nogi i aplikuje This is Gonna Hurt! To musi być koniec! 1…2… SAM BRUTAL PRZERYWA PIN! Kręci lekko głową, uśmiecha się pod nosem i zbiera garść klocków lego z maty, wpycha je do ust Eliasa i zapina Tap Out S.O.B! Klepnięcie następuje niemal natychmiast! Słychać gong i to oficjalne - Mike F’N Brutal pokonuje Eliasa Shadowa!
Dan Dowson Open Challenge
[Obrazek: 0oyJHLp.png]
Dan Dowson vs ???

"Despite the lies that you're making…" - na arenie rozlegają się słowa piosenki, co oznacza, że w drodze na ring Dan Dowson. Zawodnik powolnym krokiem pojawia się na rampie, przysłuchując się solidnej dawce heatu ze strony fanów. Z aroganckim uśmieszkiem odbiera mikrofon od annoucera.

Dan Dowson: Chicago! Miasto, które przyciąga wzrok, jest dla niektórych spełnieniem marzeń, mające jeden problem... Was. <heat> Zawsze uważacie siebie za lepszych od innych, ale to przecież nie jest wada, prawda? To jest ta cecha, która nas łączy, życie przeszłością, dawnymi sukcesami, liczenie, że ta dobra passa kiedyś wróci. Wychodząc na ostatniej gali rzuciłem wyzwanie komukolwiek w szatni na starcie, które miałoby wyłonić tego najlepszego. Jak widzicie, nie boję się tego, ale czy znajdzie się ktoś z jajami, kto wyjdzie do tego ringu? Zapraszam!

Dowson rozpościera ręce, czekając na rywala..

Dan Dowson stoi na środku ringu, wpatrzony w rampę i wyczekuje swojego dzisiejszego przeciwnika. Prezentuje bardzo lekceważącą postawę, jakby nie dowierzał, że ktoś w ogóle będzie miał jaja, żeby do niego wyjść. W tym momencie David Otunga przeprasza swoich kolegów przy stoliku komentatorskim, zdejmuje słuchawki i rusza w kierunku ringu. Chyba dostał na ucho wiadomość od Roba Van Dama, co zrobić w przypadku braku odpowiedzi na Open Challange i chce ją przekazać zainteresowanemu. Powoli wchodzi po schodach, garnitur wyraźnie krępuje jego ruchy. Ledwo udaje mu się wejść między linami, powolnym i eleganckim krokiem podchodzi do Dana. Ten wciąż wpatrzony jest w rampę. David delikatnie klepie go w ramię, a zaskoczony Dowson odwraca się do niego. W tym momencie uderza All About The Power! One and Only przygląda mu się teraz zażenowaniem, po czym zmienia wyraz twarzy na szyderczy uśmiech. "Ty?" - pyta drwiąco. Chyba poczuł łatwe zadanie. Garnitur na pewno nie ułatwi zadania dotychczasowemu komentatorowi. Otunga uśmiecha się... i jednym ruchem zrywa z siebie garnitur! Pod spodem ma już przygotowany strój, a jego buty okazują się wysokimi butami wrestlingowymi, które maskowały spodnie od garnituru! W tym momencie mina The Cage'a rzednie i zaczyna mieć pretensje do swojego przeciwnika. Na szczęście interweniuje sędzia, który odciąga go do narożnika i rozpoczyna sprawdzanie przed walką. To samo powtarza z Adwokatem. Obaj zawodnicy są już gotowi. Gong! Wrestlerzy zaczynają krążyć po obwodzie ringu, uważnie się przy tym obserwując. Powoli kreślone kręgi stają się coraz ciaśniejsze, aż w końcu Dan markuje wyjście do przodu. David jest na to przygotowany, więc Dowson nie robi ostatecznie kroku w przód, a jedynie schodzi nisko na nogach i z obrotem wokół własnej osi płynnie wraca do poprzedniej pozycji. Zawodnicy wracają do wzajemnego badania się, aż w końcu wchodzą w klincz. Przez chwilę sprawdzają się w tej próbie sił, ale to Legal Killer okazuje się mieć więcej pary i odpycha rywala, który upada, ale natychmiast zrywa się na równe nogi. Biały zawodnik coś mruczy pod nosem, wskazuje palcem na przeciwnika i od razu doskakuje do niego, aby ponownie wejść w klincz. Sytuacja powtarza się jeden do jednego, tym razem jednak Dan wstaje wolniej i stara się wyśmiać oponenta, jakby miał po prostu farta. Podchodzi bliżej, kręci głową i jeszcze raz wchodzi w siłowe zwarcie. Tym razem czarnoskóry zawodnik ponownie jest górą, lecz nie odpycha Dowsona, a sprawnie przechodzi do Headlocku. The Cage nie panikuje, mimo lekkiego grymasu bólu jedną ręką szuka głowy silniejszego zawodnika i próbuje pociągnąć go za włos. Nie jest to jednak możliwe, ponieważ są za krótkie. Doświadczenie podpowiada, że to jeszcze nie koniec dostępnych rozwiązań. Zjeżdża dłonią trochę niżej i do boku, aby złapać i wykręcić ucho! Uścisk traci na sile, a druga ręka Dana wędruje na klatkę piersiową Davida i z całej siła spycha go na liny. Kiedy w końcu się to udaje, bierze głęboki oddech i mocno wypycha Otungę na przeciwległe liny, a sam rusza za nim. Verdict Maker odbija się od lin, a One and Only natychmiast rzuca mu się pod nogi, próbując go wyciąć. Jednak nic z tych rzeczy, The Harvard Hammer przeskakuje nad nim i kontynuuje bieg. Jeszcze raz odbij się od lin, w tym czasie Wrestlingowy Weteran wstaje, ustawia się na środku ringu i czeka na nadciągającego przeciwnika. David już ma wpaść w mniejszego wrestlera, ale ten z gracją przeskakuje nad nim. Adwokat jeszcze raz odbija się od lin i tym razem powala rywala przy pomocy Running Shoulder Block! Publiczności chyba się to podoba. One and Only natychmiast zmierza do narożnika i tam wstaje przy pomocy lin. Otunga nie traci czasu, od razu wpada w niego z Corber Clothesline'em. Potem chwyta go za nadgarstek i wysyła do przeciwległego narożnika... jednak nie, po prostu wykonuje Short-Arm Clothesline! Dowson turla się do lin, próbuje uciekać z ringu, ale nic z tego! David kładzie stopę na jego klacie, po czym sprawnie dokłada jeszcze Springboard Elbow Drop. Pin i od razu Rope Break. The Cage natychmiast wykorzystuje sytuację i ucieka z ringu. Sędzia zaczyna wyliczanie, a fani dają znać o swoim niezadowoleniu. Dan odpoczywa, a David nie chce mu na to pozwolić. On również opuszcza ring i rozpoczyna pościg. Dowson jest szybszy, robi pół okrążenia, po czym znowu wślizguje się do ringu. Otunga jest tuż za nim, robi to samo... i nadziewa się na serię stompów! One and Only miał wszystko przemyślane i przygotowane. Po stompach przyklęka przy przeciwniku i zasypuje go seria Punchy. Sędzia zmuszony jest do interwencji, grozi dyskwalifikacja i zaczyna odliczać. 1... 2... 3... 4... Dopiero to działa na Dowsona i wstaje udając niewiniątko. Adwokat wstaje przy pomocy lin, ale od razu inkasuje Gut Kick, a następnie Dan płynnie przechodzi do One Handed Bulldoga. Pin. 1... Kick Out! The Cage przekazuje swoje uwagi sędziemu na temat szybkości odliczania, po czym znowu częstuje rywala serią stompów. Tym razem nie daje szansy arbitrowi na rozpoczęcie liczenia, bo dokłada jeszcze Knee Drop. Otunga aż podnosi się do siadu z bólu, jednak ta instynktowna reakcja tylko przynosi mu kłopoty, bo bardzo szybko inkasuje Basement Roundhouse Kicka, który ponownie powala go na matę. Tym razem nie ma próby pinu. One and Only rusza do lin i popisuje się fenomenalnym Lionsaultem! 1... 2... Nie! Sfrustrowany Weteran już nawet nie próbuje kryć irytacji. Powoli wstaje i podchodzi do sędziego, aby zacząć regularną kłótnię. Kończy się to jednak na tym, że arbiter pokazuje na logo LPW na koszulce i ostrzega przed dyskwalifikacją, jeśli zawodnik go dotknie. Wściekły Dan odwraca się... i już czeka na niego Otunga! Zawodnicy "wpadają sobie w objęcia" i Adokat prezentuje wspaniały Overhead Belly To Belly Suplex. To jednak za mało na takiego dziada, jak Dowson, ten od razu zrywa się na równe nogi i rusza do kontrataku. Jednak nadziewa się prosto na Burden of Proof! David Otunga jest nakręcony, leci na fali dopingu publiczności. Podnosi swojego przeciwnika i ustawia go pod The Verdict. Fani szaleją. Adwokat wynosi rywala... i nagle zostaje powalony od tyłu! Co się dzieje?! Sędzia ogłasza dyskwalifikację! To Allan Hill! Rozwścieczony The Broken Prodigy od razu rzuca się na swoją ofiarę, dosiada go jak w MMA i dewastuje przy pomocy bezwzględnego Ground and Pound. Sędzia próbuje reagować, ale nie jest w stanie nic zrobić. Zmieszany Dowson szybko opuszcza ring, a po drodze mija go ochrona, która sprawnie interweniuje i pacyfikuje agresora w ringu.

Na arenie rozbrzmiewa theme Roba McŁowicza. Kamera pokazuje ring, w którym ustawiono niewielki blat, kilka misek z dodatkami, bułki, parówki, ogórki, cebulę, musztardę, papryczki i tabliczkę z dużym napisem „NO KETCHUP”. Po chwili Rob pojawia się na stage’u w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i drewnianą łyżką w dłoni. Publiczność w Chicago reaguje głośno, a Rob spokojnym krokiem zmierza do ringu, po drodze wskazując na fanów i teatralnie poprawiając okulary. Wchodzi między liny, staje przy blacie i bierze mikrofon.

Rob McŁowicz: Witam państwa bardzo serdecznie na specjalnym wydaniu Pobitych Garów! Jesteśmy w Chicago, a skoro jesteśmy w Chicago, to nie będziemy dzisiaj udawać, że świat potrzebuje kolejnego smutnego dania z plastikowego pudełka. Dzisiaj będzie szybko, konkretnie i lokalnie.<Rob wskazuje drewnianą łyżką na przygotowane składniki.> Przed nami Chicago-style hot dog. Bułka, parówka, musztarda, ogórek, cebula, papryczki, i jedna święta zasada, której w tym mieście nie wolno lekceważyć. <Rob odwraca tabliczkę „NO KETCHUP” w stronę kamery.> Ketchup trzymamy z daleka od stołu, od ringu i najlepiej od całej hali.<Rob uśmiecha się szeroko i spogląda w stronę rampy.>

Rob McŁowicz: A skoro danie ma być proste, szybkie i niebezpiecznie bliskie katastrofy, potrzebuję gościa, który sam wygląda, jakby przyszedł do kuchni bez instrukcji obsługi. Panie i panowie, człowiek o imieniu brzmiącym jak francuska karta win i apetycie godnym całego legionu ludzi przed Państwem Jean-Pierre Dolnick!

Wybrzmiewa SATELLITE! Piosenka, za którą federacja LPW ma ponoć dostać pozew od samego Jean-Pierre Dolnicka, który pojawia się na rampie. Witany jest głośnym cheerem. Nasz lekko puszysty zawodnik odziany jest w swoją piękną hawajską koszulę. Na twarzy ma lekki, a nawet i spory uśmiech, bo wokół są fani. Ewentualnie chodzi o jedzenie, które jest przed nim. Grubcio powolnym krokiem zmierza w kierunku kwadratowego pierścienia, gdzie bój będzie toczyć jedynie z tym, czy ma silną wolę. Big Jean wchodzi po schodkach ślamazarnie, jeszcze chwilę przed wejściem odbiera mikrofon od pracownika. Gdy jest już w ringu to.. no sami wiecie. Ślinka lekutko mu z buzi cieknie, a oczy się świecą.

Rob patrzy na Jean-Pierre’a z lekkim uśmiechem, po czym spogląda na tabliczkę „NO KETCHUP”, jakby upewniał się, że nadal stoi na swoim miejscu. Dolnick zbliża się do blatu, a jego wzrok natychmiast ląduje na jedzeniu, nie na prowadzącym.

Rob McŁowicz: Jean-Pierre Dolnick, proszę państwa! Człowiek, którego wejście trwa dłużej tylko wtedy, kiedy po drodze zastanie otwarty catering. Jean, witaj w Pobitych Garach na żywo, w Chicago, miasta, gdzie jedzenie musi być szybkie, konkretne i na tyle proste, żebyś nawet ty nie zdążył go zepsuć przed pierwszym gryzem.

Rob wskazuje na przygotowane składniki.

Rob McŁowicz: Dzisiaj robimy Hot-doga w stylu Chicago. Bułka, parówka, musztarda, ogórek, cebula, papryczki, trochę soli selerowej i najważniejsze…

Rob bierze tabliczkę „NO KETCHUP” i podstawia ją Dolnickowi niemal pod twarz.

Rob McŁowicz: Żadnego ketchupu. W Chicago to nie jest dodatek, to jest prowokacja.

Dolnick patrzy na składniki, po czym powoli przenosi wzrok na Roba, jakby właśnie usłyszał najgorszą możliwą zasadę.

Rob McŁowicz: Spokojnie, Jean. Wiem, że twoim naturalnym odruchem jest złapać wszystko naraz, ścisnąć w dłoni i sprawdzić, czy da się to zjeść na jednego gryza. Ale dzisiaj spróbujemy zrobić to inaczej. Ja będę składał hot doga, ty będziesz udawał, że słuchasz, a Chicago oceni, czy w tym ciele jest choć odrobina kulinarnej dyscypliny.

Rob bierze bułkę i parówkę, układając je na blacie.

Rob McŁowicz: Zaczynamy prosto. Bułka, środek, żadnej filozofii. Jean-Pierre, twoje zadanie na początek jest bardzo trudne: nie zjedz składników przed końcem gotowania.

Jean-Pierre Dolnick: T-ty... chyba chcesz ze mnie tutaj jakiegoś grubasa zrobić, co ma fioła na punkcie jedzenia, tak?!  Tak to ma wyglądać? <Dolnick jest lekko rozsierdzony> Wiesz co... nie myl mnie z tym chujem Rybackiem! <cheer> A to.. <Dolnick spogląda na jedzenie i lekko go zamurowało> T-to mnie w ogóle nie obchodzi! Ani odrobinę

Rob unosi dłonie w geście niewinności, ale na jego twarzy widać ten charakterystyczny uśmiech człowieka, który właśnie usłyszał dokładnie to, czego się spodziewał. Spogląda na Dolnicka, potem na hot dogi i kiwa głową.

Rob McŁowicz: Jean-Pierre, spokojnie. Nikt nie myli cię z Rybackiem, bo gdyby Ryback stał teraz przy tym stole, to tego stołu już by nie było, a hot dogi opłakiwałyby swoich bliskich. Ty natomiast jesteś człowiekiem dużo bardziej złożonym. Człowiekiem, który mówi, że jedzenie go nie obchodzi, ale patrzy na tę parówkę tak, jakby właśnie odkrył sens życia w bułce.<Rob bierze jedną bułkę i kładzie ją na blacie.> I bardzo dobrze, bo dzisiaj nie będziemy robić z ciebie żadnej karykatury. Dzisiaj sprawdzimy coś znacznie ważniejszego: czy Jean-Pierre Dolnick potrafi przez dziewięćdziesiąt sekund nie zjeść składników, zanim powstanie prawdziwy Chicago-style hot dog. Proste zadanie, wielka presja, zero ketchupu. <Rob przesuwa w jego stronę musztardę i wskazuje na tabliczkę „NO KETCHUP”.> Ty podasz musztardę, ja pilnuję kolejności, a jeśli po drodze nie wydarzy się żadna tragedia, Chicago dostanie hot doga, a ty udowodnisz, że masz silną wolę. Przynajmniej większą niż twoje oczy w tej chwili.

Jean-Pierre Dolnick: Tak właściwie.. to czemu ja mam być posłuszny tobie? Myślisz, że jak masz na imię Rob, to jesteś moim przełożonym? Haha, nie jesteś tamtym Robem. <Grubas zajebiście dumny ze swojego cudownego tekstu> Więc jak będę chciał, to zrobię to, co będę chciał, o ile będę chciał, rozumiesz? To ja sam z siebie uznałem, że nic nie tknę. <Jean zerka na jedzenie  i szybko przestaje> Co ty tam chciałeś ode mnie.. m-mmusztardę, tak? <Dolnick sięga po musztardę I daje Robowi do ręki> Masz. Podałem musztardę.

Rob odbiera musztardę i patrzy na Dolnicka z udawaną dumą.

Rob McŁowicz: Proszę państwa, Jean-Pierre Dolnick podał musztardę i żaden składnik nie ucierpiał. Chicago, jesteśmy świadkami historii.

Rob szybko składa hot doga: musztarda, relish, cebula, pomidor, ogórek, papryczki i sól selerowa. Obraca gotowe danie w stronę kamery.

Rob McŁowicz: I proszę bardzo. Chicago-style hot dog. Prosty, konkretny i bez ketchupu, może nawet bardziej zdyscyplinowany niż mój dzisiejszy gość.

Rob podaje hot doga Dolnickowi, ale na chwilę zatrzymuje rękę.

Rob McŁowicz: Spokojnie, Jean-Pierre. W Pobitych Garach najpierw odbywa się prezentacja, potem konsumpcja. A skoro danie gotowe, to czas na tradycję. Każdy gość dostaje swoją porcję. Czasem na talerzu, czasem w słowach.

Rob uśmiecha się szeroko i wskazuje na ekran.

Rob McŁowicz: Chicago. Czas na diss. Smakuje?!


Po rozbrzmianiu nieznanej dotąd muzyki na twarzy zarówno Roba jak i Dolnicka pojawia się spore zdziwienie. Obaj patrzą teraz w stronę rampy, jednak dłuższą chwilę nikt się nie pojawia. Wśród fanów zebranych na arenie również panuje konsternacja ze względu na zaistniałą sytuację... Zaraz, zaraz! W końcu zza zaplecza wychodzi pewien mężczyzna! Co tu dużo mówić, na arenie wybucha potężny cheer, jednak wraz z nim na twarzach ludzi widzimy zmieszanie i kompletne niedowierzanie! Otóż proszę Państwa, Maxwell Ransom, ten prawdziwy tu jest! Nie jest to jednak Wilgotniak, jakiego wszyscy pamiętamy, ponieważ głowę ma całkowicie ogoloną! To łysy Maxwell Ransom! Kamera robi nam teraz zbliżenie na twarz Dolnicka, który jest w kompletnym szoku, w tym czasie Ransom z dość kamienną twarzą, patrząc wyłącznie przed siebie zmierza do kwadratowego pierścienia. Po chwili jest już w ringu, gdzie odbiera mikrofon i ignorując Roba staje jakieś półtora metra przed Jean-Pierrem. W tle słychać chanty wiwatujące Maxwella, ten jednak sfokusowany jest na swoim przyjacielu... A może już nie? Sytuacja ta nie pozwala stwierdzić jednoznacznie. W końcu po kilkudziesięciu sekundach Ransom przykłada mikrofon do ust...

Maxwell Ransom: *wyciąga z kieszeni telefon* "Nie mogę teraz pisać Maxwell na planie jestem więc pisać nie mogę bo na planie jestem zajęty jak co puzniej się odezwe". *zerka na Dolnicka* Od tej wiadomości minęło prawie 9 miesięcy... I jest to ostatnia wiadomość, jaką od Ciebie dostałem, Jean. Miałem wtedy swoje problemy, o których Ci wspominałem jako najlepszemu przyjacielowi. Bo przyjaźniliśmy się długo, nawet bardzo. Ty wtedy zacząłeś dostawać więcej ról, cieszyłeś się życiem, układało się, kiedy ja... *Maxwell hamuje się i bierze głębszy wdech* Przepraszam, mogę być mocno chaotyczny, ale naprawdę ciężko mi uporządkować teraz myśli... To trudne. *patrzy na Dolnicka* Zawsze cieszyłem się z twoich sukcesów, razem też świętowaliśmy moje. Stary, te poprzednie lata... Momentami było jak w bajce. To jest nie do opisania... Ludzie się jednak zmieniają i dosłownie wszystko potrafi stanąć na głowie, jak stało się to u mnie... *z żalem spuszcza wzrok* I kiedy to wszystko znikąd zaczęło się dziać, rozpłynąłeś się. *głębszy wdech* A ja nie miałem po prostu tej werwy wewnątrz, żeby przypomnieć o sobie chociażby tą jedną wiadomością... Jean, kłębi się w mojej głowie teraz pytanie, dlaczego dopiero dzisiaj widzimy się i rozmawiamy. *podnosi wzrok* Nie wiem jednak, czy tak naprawdę chcę poznać na to odpowiedź. Ostatecznie każdy z nas ma prawo podejmować własne decyzje. Mamy swoje wybory, wolną wolę, tak już po prostu jest. *patrzy na Dolnicka* Miałem Ci wiele do powiedzenia, jednak pewne rzeczy chcę już przemilczeć. Jest tylko jedna ważna kwestia, której nie chcę ukrywać. *ściszony głos* Odczuwam żal i zawód w stosunku do Ciebie, Jean. Chciałem żebyś po prostu to wiedział... I tyle. Bez zemsty, bez ataku zza pleców, bez fajerwerków, bez show. *kręci głową i wzdycha* Skończmy więc na tym, że się po prostu przywitam. *ogląda się po widowni* I oznajmię wszystkim, że wróciłem tam gdzie moje miejsce... Ale tym razem wróciłem sam.

Po tych słowach Maxwell odrzuca mikrofon i opuszcza ring. W drodze na zaplecze ma spuszczoną głowę i wygląda na mocno przygnębionego. W kwadratowym pierścieniu kamera pokazuje nam jeszcze zszokowanego Dolnicka, którego cała sytuacja zaskoczyła na tyle, że nawet nie tknął hot-doga przygotowanego mu przez Roba. I właśnie po tym ujęciu obraz z kamery gaśnie...

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
303
05.07.2026, 23:09
#3
Słyszymy FATE! To oznacza dwie rzeczy. Pojawienie sie Jose Lopeza na rampie oraz ogromne buczenie. Wszakże przez ostatnie tygodnie pracował sobie na to, by fani jak najbardziej go znienawidzili. Lopezzo ubrany jest w TEN SPOSÓB. Jose ma lekki uśmiech słysząc gniew kibiców, ale teraz ma coś ważniejszego na głowie. Jest z letsza zamyślony, lekko rozgrzewa nadgarstki i idzie w kierunku ringu. Szybko wskakuje na apron i przeskakuje przez liny, pokazując swoje super zdolności parkourowe. Anti Heroe zmierza do jednego z narożników i w skupieniu rozgrzewa się dalej, oczekując na swojego dzisiejszego rywala. Nagle na titaronie wyświetla się kadr ze szpitala na którym widzimy teczkę z dokumentacją medyczną na której widnieje nazwisko Jose Lopez. Tajemnicza postać otwiera teczkę, a tam widzimy datę 24.08.2020, kontuzja karku - planowany powrót - niemożliwy. Po chwili z głośników wydobywa się Ta muzyka Na rampie w asyście mnichów pojawia się The Reaper, koszmar Jose Lopeza, zawodnik, który niemal zakończył jego karierę. Monstrum zmierza powolnie w kierunku ringu po czym sędzia daje znać do rozpoczęcia walki.

Singles Match
[Obrazek: DDusyHn.png]
Jose Lopez vs The Reaper

Gong rozpoczyna pojedynek, ale Lopez nie atakuje od razu. Stoi nieruchomo, z jedną dłonią opartą o górną linę, a drugą gładzącą się po karku. To nie wygląda jak przypadkowy gest. To odruch człowieka, który pamięta dokładnie, przez co musiał przejść, aby wrócić do występów w ringu. Naprzeciwko niego stoi osoba, która doprowadziła do jego kontuzji. The Reaper stoi spokojnie, on nie potrzebuje słów ani szaleńczego ataku. Jego spojrzenie zatrzymuje się na oponencie, ale wyraz twarzy nie zdradza niczego. Reaper rusza pierwszy. Capone wyciąga rękę w stronę gardła rywala, ale Jose schyla się pod ręką, a następnie trafia Low Kickiem w udo, po którym dokłada kolejne dwa. Reaper nie pada, więc Lopez dorzuca Spinning Wheel Kick w klatkę piersiową. Capone cofa się o pół kroku. Jose od razu odbija się od lin i próbuje Dropkicku, lecz Reaper przechwytuje go w powietrzu i zrzuca na matę z brutalną siłą. Lopez uderza plecami o ring i momentalnie próbuje przeturlać się pod liny, ale zawodnik z Włoch nie daje mu odejść. Łapie go za głowę, podnosi i wciska w narożnik. Rapid Corner Punches! Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty! Jose zasłania głowę, ale kolejne uderzenia przebijają się przez gardę. Sędzia zaczyna liczyć, a Reaper odpuszcza dopiero przy czterech. Capone cofa się tylko na moment i wraca z Throat Strike! Lopez łapie się za gardło i osuwa w narożniku. The Reaper kładzie mu dłoń na twarzy, sprowadza go niżej Rest Holdem i dociska do maty, zmuszając rywala do szarpania się przy dolnych linach. Anti Héroe kopie z dołu w kolano. Raz, drugi, trzeci. Capone puszcza uchwyt, a Lopez szybko wysuwa się bokiem spod jego ramienia. Reaper rusza za nim, ale Hiszpan odpowiada Step Up Enzuigiri! Salvatore tylko chwieje się na nogach. Jose nie czeka, odbija się od lin i trafia Springboard High Knee! Tym razem przeciwnik cofa się na środek ringu. Lopez wskakuje na drugą linę i dokłada Springboard DDT! Głowa Reapera wbija się w matę, a Jose od razu przechodzi do pinu. 1... nie! Capone wyrzuca go z siebie z ogromną siłą. Lopez ląduje na kolanach, ale szybko wraca do stójki. Roundhouse Kick w bok! Calf Kick w nogę! Kolejny Low Kick! Jose stara się rozbić większego rywala, zanim ten znowu złapie go w swoje sidła. Reaper pada na jedno kolano. Spanish Star bierze rozpęd i trafia Shining Wizard! Pin! 1... 2... kickout! Jose natychmiast siada na rywalu i zaczyna okładać go krótkimi uderzeniami. Nie są to czyste ciosy, sędzia musi go odciągać. Lopez puszcza przy czterech, po czym podnosi Capone za głowę i próbuje ustawić go pod Hasta Luego. Jednak nie! Reaper blokuje rotację, łapie go za gardło i unosi. Death Grip! Chokeslam wbija Lopeza w matę z ogromną siłą. Pin! 1... 2... nie! Lopez odkopuje! Capone nie traci czasu. Chwyta Jose za kark i podnosi go powoli do stójki. Lopez próbuje złapać przeciwnika za nadgarstek, ale Reaper prowadzi go do narożnika. Snake Eyes! Chico Malo odbija się twarzą od poduszki, odchodzi kilka kroków do tyłu i inkasuje Big Boot! Kolejna próba pinu. 1... 2... nie! Lopez znów podrywa bark. Reaper podnosi rywala i wykonuje Pendulum Backbreaker. Jose wygina się po uderzeniu i spada na matę, łapiąc się za plecy oraz kark. Capone stawia stopę na jego szyi i dociska go do maty. Sędzia natychmiast reaguje, ale zawodnik z Włoch znów wykorzystuje liczenie prawie do końca. Lopez odsuwa się do lin, lecz Reaper odciąga go za nogę na środek ringu. Capone nie pozwala mu odpocząć. Podnosi Lopeza i posyła go Irish Whipem w narożnik. Jose uderza plecami o poduszki, a Reaper rusza z Corner Clothesline! Trafia! Lopez wychodzi z narożnika chwiejnym krokiem, a Capone dorzuca Sidewalk Slam. Pin! 1... 2... kickout! Reaper od razu przechodzi do Leg Dropu, ale Jose w ostatniej chwili odsuwa się w bok. Capone trafia w matę, a Lopez wykorzystuje moment. Dropkick w siedzącego rywala! Reaper nie pada, więc Hiszpan dokłada Running Low Dropkick w bok głowy! Pin! 1... 2... nie! Lopez próbuje szybko przejść do Muta Locku, ale Włoch zrzuca go z siebie siłą nóg. Jose ląduje przy linach. Reaper wstaje i łapie go za rękę. Walk to Hell! Jose pada na jedno kolano, a Reaper od razu dokłada Running DDT! Pin! 1... 2... nie! Capone przechodzi do Triangle Choke. Jose kręci biodrami, próbuje znaleźć pozycję, ale Reaper trzyma go nisko. Ręka Lopeza przez moment zawisa nad matą, ale Hiszpan przerzuca ciężar ciała i dociska barki Capone do podłoża. 1... 2... Reaper musi puścić chwyt, aby uniknąć przypięcia! Lopez wypada pod dolną liną na podłogę. Opiera się o barierkę i bierze kilka ciężkich oddechów. Reaper wychodzi za ring, ale Lopez czeka do ostatniej chwili. Front Kick! Gut Kick! Jeszcze jeden Gut Kick! Hiszpan wbija Capone plecami w krawędź ringu, po czym dokłada Running  High Knee przy barierce. Reaper chwieje się, a Lopez wraca na ring bierze rozbieg. Tope Con Hilo! Obaj padają na podłogę! Sędzia zaczyna liczyć. Lopez podnosi się jako pierwszy, choć robi to wyraźnie wolniej niż na początku. Wrzuca przeciwnika do ringu i sam wskakuje na apron. Czeka, aż Capone zacznie wracać do pionu. Springboard Corkscrew Plancha! Trafia! Pin! 1... 2... nie! Reaper odkopuje. Jose nie daje mu miejsca. Snap DDT! Pin? Nie, Lopez nie przypina. Wchodzi na narożnik. Diving Elbow Drop! Teraz pin! 1... 2... kickout! Capone dalej zostaje w walce. Lopez podnosi go i dorzuca Swinging Neckbreaker. Kolejna próba. 1... 2... nie! Spanish Star zaczyna przyspieszać. Kopnięcie w bark, kopnięcie w szyję, po czym Arm DDT! Jose chce osłabić rękę i górną część ciała rywala, ale Capone nagle łapie go od dołu za gardło. Lopez zrywa chwyt kopnięciem w ramię, odbija się od lin i trafia La Patada de Las Palmas! Kopnięcie ląduje czysto na szczęce Reapera. Pin! 1... 2... NIE! Reaper odkopuje Jose uderza dłonią w matę, ale nie marnuje czasu na kłótnię. Podnosi rywala i próbuje Lop-ez! Jednak nie! Reaper zsuwa się z barków, łapie go od tyłu i wykonuje Sidewalk Slam! Lopez aż podrywa nogi po uderzeniu. Capone nie przypina. Zamiast tego chwyta go obiema rękami za głowę i szyję. Two-Handed Chokelift! Jose kopie nogami, próbuje uderzyć kolanem, ale Reaper ciska nim w narożnik. Lopez uderza plecami o poduszki, wychodzi chwiejnym krokiem i inkasuje Fire Bullet! Jumping Clothesline obraca go w powietrzu. Pin! 1... 2... NIE! Capone wstaje i powoli przeciąga kciukiem po gardle. Podnosi Jose i ustawia go pod Farewell Time. Lopez zaczyna szarpać się od razu, zanim Reaper dobrze wyniesie go do góry. Capone mimo tego podnosi go głową w dół. Jose wbija kolano w głowę przeciwnika. Raz! Drugi raz! Trzeci! Zsuwa się za plecy i trafia Poisoned Frankensteiner! Reaper odbija się od maty i pada na kolana. Lopez natychmiast podnosi go pod Lop-ez! Fireman’s Carry Roundhouse Kick! Pin! 1... 2... NIE! Reaper odkopuje. Lopez łapie się za kark i podnosi przy linach. Capone też zaczyna siadać. Jose rusza do niego z kolejnymi ciosami, ale robi to zbyt chaotycznie. Reaper przechwytuje go za gardło, wynosi i mamy Fall Into Nowhere! wbija Lopeza w matę! Pin! 1... 2... NIE! Lopez odkopuje po finisherze Reapera! Tym razem Capone zostaje na chwilę w klęku. Spogląda na rywala, który ledwo przetacza się na bok. Reaper podnosi go jeszcze raz, łapie za gardło i próbuje kolejnego wyniesienia, ale Jose zsuwa się za plecy. Chop Block! Capone pada na jedno kolano. Lopez trafia Enzuigiri! Reaper nadal nie leży. Jose bierze rozpęd, ale Salvatore przechwytuje go w locie i wykonuje Powerslam! Pin! 1... 2... Kickout! Reaper podnosi Lopeza i ciągnie go do narożnika. Rapid Corner Punches po raz drugi! Jose próbuje zasłaniać głowę, ale po kilku uderzeniach odpowiada Gut Kickiem. Jeszcze jeden Gut Kick! Lopez chwyta rywala za głowę i próbuje Springboard DDT z narożnika, ale Capone łapie go w powietrzu. Powerbomb? Nie! Jose zaczyna uderzać pięściami w głowę przeciwnika i zeskakuje za jego plecy. Russian Leg Sweep! Capone pada, a Lopez od razu przechodzi do Figure Four Necklock, próbując choć na chwilę zatrzymać większego rywala. Reaper szarpie się, powoli przesuwa w stronę lin i w końcu kładzie długą nogę na dolnej linie. Rope break. Jose puszcza dopiero przy czterech, a potem od razu próbuje przeciągnąć go na środek. Capone kopie go w brzuch z dołu, po czym łapie w Breaking The Soul! Hell’s Gate! Lopez zostaje zamknięty na środku ringu! Jose od razu próbuje uciekać biodrami, ale Reaper trzyma mocno. Anti Héroe macha ręką nad matą, palce raz się rozkładają, raz zaciskają. Sędzia pyta, czy się poddaje. Lopez nie odpowiada. Próbuje obrócić ciało, ale Capone dociska chwyt. Hiszpan zsuwa stopę po macie, szuka lin, lecz jest zbyt daleko. Lopez wbija palce w matę, przerzuca ciężar i dociska barki Reapera do podłoża. 1... 2... Capone musi puścić! Jose wypada z uchwytu i przetacza się pod liny, łapiąc powietrze. Obaj podnoszą się wolno. Reaper rusza z kolejnym Fire Bullet, ale Lopez schyla się pod ręką. Capone wpada w narożnik, a Jose trafia Turnbuckle-Trapped Superkick! Reaper zostaje przy linach. Lopez bierze krótki rozbieg i dorzuca Running Corner High Knee! Capone wychodzi z narożnika zamroczony. Spanish Star łapie go i wykonuje Hasta Luego! Pin! 1... 2... NIE! Reaper odkopuje! Jose zostaje na kolanach. Przez chwilę patrzy na rywala, który znów rusza do ataku. Lopez chwyta go za głowę i dokłada kilka krótkich uderzeń. Reaper odpowiada Throat Strike! Jose cofa się do lin, a Capone próbuje Two-Handed Chokelift. Jednak nie! Lopez trafia Fireman’s Carry Gut Kickiem! Potem odbija się od lin i wykonuje Springboard DDT! Reaper pada na środek ringu. Lopez nie przypina. Podnosi Capone jeszcze raz, choć kosztuje go to dużo sił. Hasta Luego! wbija Reapera w matę! Jose zostaje przez sekundę przy rywalu, ale nie przechodzi do pinu. Spogląda na narożnik. Powoli wstaje, trzymając się za kark, i zaczyna wspinać się na górną linę. Capone leży na środku ringu. Lopez ustawia stopy, łapie równowagę i bierze krótki oddech. Es El Final! trafia idealnie! Lopez sam zwija się po kontakcie, ale od razu rzuca się na Reapera i przykrywa go całym ciałem. Sędzia pada na matę. 1... 2... 3! Jose Lopez wygrywa tą batalię!

Po zakończeniu przedostatniego pojedynku kamera przenosi się na środek ringu. Stoi tam elegancki piedestał przykryty czarną płachtą z logo LPW. Publiczność reaguje poruszeniem, wiedząc, że za chwilę rozpocznie się Main Event pierwszego historycznego PPV federacji. Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. Właściciel LPW pojawia się na stage’u w eleganckim garniturze, z mikrofonem w dłoni. Tym razem nie uśmiecha się tak szeroko jak zwykle. Wygląda na człowieka, który doskonale rozumie wagę chwili. RVD wchodzi do ringu, staje obok przykrytego piedestału i przez moment spogląda na trybuny.

Rob Van Dam: Chicago... zanim przejdziemy do Main Eventu, muszę powiedzieć jedną rzecz.

Publiczność powoli cichnie, a kamera pokazuje czarną płachtę z logo LPW.

Rob Van Dam: Kiedy zaczynaliśmy turniej o LPW World Championship, ta federacja była na innym etapie. Mieliśmy jedną tygodniówkę, jedną drogę i jeden cel. Ale dziś, na Ascension, LPW zrobiło kolejny krok.

RVD spogląda w stronę rampy.

Rob Van Dam: Od dzisiaj mamy Colosseum. Mamy Elysium. Dwa brandy. Dwie sceny. Dwie drogi dla zawodników, którzy chcą zapisać się w historii.

RVD odwraca się w stronę przykrytego pasa.

Rob Van Dam: Ale LPW World Champion nie będzie mistrzostwem jednego brandu. Człowiek, który dziś wygra Main Event, nie będzie mistrzem Colosseum. Nie będzie mistrzem Elysium.

RVD robi krótką pauzę.

Rob Van Dam: Będzie mistrzem całego Legion Pro Wrestling.

Publiczność reaguje głośnym cheerem. RVD chwyta za czarną płachtę.

Rob Van Dam: Dlatego główne mistrzostwo LPW również musiało wykonać ten sam krok co federacja.

RVD jednym ruchem zdejmuje płachtę, odsłaniając nowy wygląd LPW World Championship. Kamera robi długie zbliżenie na pas  .

Rob Van Dam: Panowie... czas napisać historię.

RVD opuszcza ring, a kamera jeszcze przez moment pokazuje LPW World Championship ustawiony na piedestale. Po chwili realizator przechodzi na grafikę zapowiadającą Main Event: Axel Blaze vs Ryback vs Edgar Dickinson vs Kenneth Riddle o LPW World Championship.
Arenę wypełnia cisza, przeplatana chantami pojedynczych grupek kibiców. Napięcie sięga zenitu. Nagle z głośników wydobywają się pierwsze nuty kultowego utworu, który jednak nie kojarzy się fanom Legion Pro Wrestling z jakimkolwiek zawodnikiem. Jeżeli ktoś oglądał film Requiem dla Snu, to z pewnością poznaje już charakterystyczną linię melodyczną Lux Aeterna... ale wygląda na to, że będzie to nietypowa odsłona tego dzieła! Na całkowicie zaciemniony stage zostaje skierowany reflektor, który oświetla gitarzystę z gitarą elektryczną w dłoniach. Muzyka stopniowo się rozkręca, aż po około minucie gitarzysta zaczyna grać z większą mocą. Titantron odpala się w pełnej okazałości, a na nim widoczne imię i nazwisko - Kenneth Riddle! Sacramento Saint wychodzi na stage w czarnej, rozpiętej bluzie z kapturem narzuconym na głowę. Kenny łapie kontakt wzrokowy z gitarzystą, kiwa głową z uznaniem, po czym zaczyna swój marsz w kierunku ringu. The Icon wygląda na skupionego i nawet na chwilę nie spuszcza wzroku z kwadratowego pierścienia. Nie pozostaje przy tyn głuchy na okrzyki fanów w pierwszych rzędach przy rampie i wyciąga dłonie po obu stronach, aby można było przybić mu piątkę. W tle gitarzysta raczy nas właśnie klimatyczną solówką. Marvelous wchodzi po schodkach na apron i dopiero w tym momencie zrzuca kaptur z głowy, czemu towarzyszy spory aplauz na trybunach. Riddle wyrzuca czarną bluzę w trybuny, po czym wkracza do kwadratowego pierścienia i zajmuje miejsce w jednym z narożników. Czy Kenneth przez właśnie taki wybór muzyki na wejście chciał niejako przekazać, że dziś to jego rywale pożegnają się z marzeniami? Wkrótce się przekonamy...

Feed Me.... Nagle mamy małą przerwę i słyszymy utwór Eminema - Kings Never Die, a to oznacza nic innego jak Rybacka! The Butcherback zmierza w swojej koszulce do ringu zatrzymując się jednak po drodzę i patrząc w kamerę... 'Im Paul Heyman Guy!', wypowiedziane z ust uśmiechniętego The Big Guy'a. Ten wydaje się być bardzo wyluzowany wchodząc do ringu

Światła na całej arenie delikatnie przygasają.  Przez ładne dziesięć sekund, nic się nie dzieje, w końcu jednak z głośników rozbrzmiewa muzyka a arenę zalewa czerwone światło. Po kilku pierwszych chwilach melodii, wraz w zwiększeniem się tempa utworu, na rampie pojawia się Edgar Dickinson. Artysta ubrany jest w swój klasyczny płaszcz, kapelusz, a w dłoni dzierży laskę. Jedyna różnica względem klasycznego jego wyglądu, jest w charakteryzacji która zamiast biało czarnej jest czerwono czarna. Poeta zmierza w stronę ringu, równym pewnym siebie krokiem, można jednak dostrzec, że w trakcie tej drogi mamrocze coś do siebie. Finalnie jednak, melduje się w ringu i wspina na narożnik i rozpościera szeroko ręce. <Widownia wiwatuje, witając kolorowego ptaka starcia wieczoru> Kiedy muzyka artysty się kończy, światło wraca do normalnego, a Edgar ciska kapelusz w publikę, i zaczyna rozdziewać z ozdobnych ubrań i rozgrzewać do walki nie zwracając szczególnej uwagi na rywali.

Na arenie rozbrzmiewa Queen - I Want It All. Gdy tylko kończą się pierwsze wersy i zaczyna instrumentalne intro na rampie pojawia się ostatni uczestnik walki wieczoru - Axel Blaze! Zawodnik ma na sobie długi, skórzany płaszcz, który sięga aż do kostek. Na ramionach znajdują się ćwieki, na sercu naszywka LPW, a z tyłu znajduje się logo zawodnika. Płaszcz jest rozpięty, odsłania klatę oraz strój. Zawodnik ma założone swoje charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne. Publiczność reaguje żywiołowo na pojawienie się swojego ulubieńca. Axel idzie powoli, płynąc razem z rytmem. Kroczy niezwykle pewnie, po drodze przybija piąteczki z fanami. W połowie rampy zatrzymuje się i z zadowoleniem przeciągle rozgląda się po publiczności, lekko potakując głową. Nagle jego wzrok zatrzymuje się na dziecku w oficjalnej koszulce Blaze'a. Podchodzi do młodziana, zbija z nim żółwika, po czym zdejmuje okulary i zakłada je dzieciakowi. Chłopiec szaleje ze szczęścia, a Wrestler patrzy prosto w kamerę, wskazują ją palcem, po czym puszcza oczko i sprintem rusza do ringu. Axel wślizguje się pod linami w pełnym biegu, na środku tuntuje unosząc w górę obie ręce w charakterystycznym geście rock 'n' rolla. Następnie zdejmuje płaszcz, rzuca go poza ring i zmierzając do swojego narożnika podchodzi do każdego z rywali, z którym staje na chwilę twarzą w twarz. W końcu dociera na miejsce i zaczyna się dogrzewać przed walką.


Main Event
Final of the LPW World Championship Tournament
Elimination Fatal 4-Way Match
[Obrazek: gWDfzjr.png]
Axel Blaze vs Edgar Dickinson vs Ryback vs Kenneth Riddle

A zatem zaczynamy najważniejszą walkę w dotychczasowej historii LPW! Zawodnicy przygotowują się do walki w swoich narożnikach i wyglądają na ogromnie skupionych. Sędzia sprawdza gotowość każdego z czterech uczestników pojedynku i nakazuje zabić w gong rozpoczynając starcie o LPW World Championship! Od razu Ryback rzuca się na Riddle’a atakując go punchami. No kto by się spodziewał. Kenneth nie daje jednak za wygraną i sam odpowiada uderzeniami z pięści w przeciwnika. Obaj panowie przenoszą się z tą walką do narożnika, natomiast Blaze oraz Dickson wchodzą w klasyczny klincz. Legend in Making zwycięża to starcie łapiąc przeciwnika w Side Headlock, jego oponent jednak przytomnie wpada z nim w liny i odpycha go od siebie. Mr. Forever odbija się od przeciwległych lin i wyprowadza Forearm Strike na rywalu. Blaze nie traci czasu odbijając się od lin, a The Poet próbuje podciąć przeciwnika kładąc się na macie. Jednak nie, Axel przeskakuje nad przeciwnikiem. Legend in Making szybko podbiega do przeciwległych lin i w tym momencie Lyrical Assassin wykonuje Dropkick, jednak trafia w pustkę, ponieważ Blaze chwyta się trzeciej liny dwiema rękami i nie wraca do swojego rywala. Sprytny ruch ze strony Axela, jednak nie może się nim długo nacieszyć, ponieważ w tym momencie doskakuje do niego Riddle atakując go punchami na głowę. Ryback w tej chwili stoi w narożniku trzymając się za brzuch po otrzymaniu kopnięcia z kolana od Kenny’ego. Dickson podnosi się z lekkim grymasem bólu trzymając się za brzuch, jednak nie traci czasu i widząc wychodzącego już z narożnika Rybacka atakuje go Gut Kickiem. Jednak nie, The Big Guy przechwytuje nogę przeciwnika. Enzuguri w wykonaniu The Dreamera! Human Wrecking Ball stoi teraz nieco zamroczony, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Lyrical Assassin chwyta przeciwnika w Front Facelock, ale nie daje wykonać na sobie DDT, gdyż atakuje on tors przeciwnika, zrywa chwyt i sam wynosi go pod Gorilla Press Slam! Udane, próba pinu. 1... nie, Kickout. The Big Guy od razu wstaje i zaczyna wypłacać mu stompy. W tym momencie Axel wykonuje Irish Whip na Riddle’u w stronę Rybacka. Ten w porę atakuje rywala Clothesline, jednak Sacramento Saint pochla głowę przed otrzymaniem akcji, mija już powoli wstającego Edgara, wskakuje na drugą linę i mamy piękny Springboard Kick dla Human Wrecking Balla. Po tym ataku The Big Guy pada na matę i wytacza się z ringu, a do Kennetha momentalnie doskakuje Blaze i wypłaca rywalowi European Uppercut. Po tym ataku Marvelous wpada plecami w narożnik, Mr. Forever dokłada jeszcze Corner Clothesline. Po tym ataku Kenneth aż przysiada, a Axel odwraca się od niego plecami. Superkick od Edgara! Zaskoczony Blaze pada na matę, a The Poet dopada do przypięcia. 1... 2... nie, Kckout. Ależ tempo walki, publika szaleje, a Lyrical Assassin podchodzi do siedzącego w narożniku Kennetha i wyprowadza dwa kopnięcia dobijające. Teraz podnosi za rękę i głowę przeciwnika i tak odpycha go od narożnika. Teraz The Dreamer wchodzi na szczyt narożnika. Publika już zachęca Edgara do wykonania akcji i w tym momencie Ryback wchodzi na apron, rzuca się na trzecią linę, przez co The Poet pada klejnotami na szczyt narożnika. Grymas bólu jest widoczny na jego twarzy, a Human Wrecking Ball wchodzi do ringu i podchodzi do siedzącego na szczycie narożnika Dicksona. The Big Guy pakuje rywala na bark i mamy piękny Powerslam. Od razu próba pinu, 1... 2... nie, Kickout. Ryback od razu wstaje i podochodzi do swojego ulubionego przeciwnika. Zaczyna stompowanie Riddle’a, przez co wytacza się on na apron. Human Wrecking Ball podnosi za rękę przeciwnika i Sacramento Saint gdy jest już wyprostowany chwyta przeciwnika za głowę i mamy Hotshot. The Big Guy pada po tym na matę, a Kenneth od razu wyprowadza Slingshot Somersault Setnton. Próba pinu, 1... 2... nie, Kickout. Panowie już nieco zmęczeni odpoczywają na macie, jednak Kenny, pchany do przodu poprzez swoje momentum, podnosi się do stójki i wciąż leżącego Rybacka zaczyna stompować. Któreś z kopnięć zaczyna podrywać w końcu do stójki Human Wrecking Balla. Szybki Gut Kick od Sacramento Sainta. Riddle chwyta przeciwnika w Front Facelock, jednak i tym razem Ryback wykręca się z tego uścisku i sam chwyta w takiej pozycji rywala. Mamy Falcon Arrow od The Big Guy’a. Przypięcie, 1... 2... nie, Kickout. Ryback podnosi się i w ostatniej chwili zauważa siedzącego już na szczycie narożnika Blaze’a. Nie zdążył jednak zrobić nic, bo mamy Meteorę od Axela! Teraz to Legend in Making próbuje pinu. 1... 2... nie, Kickout. Mr. Forever podnosi Human Wrecking Balla za rękę i wyrzuca go ponad trzecią liną. Nagle Edgar rzuca się na Blaze’a z punchami. Axel wygląda na coraz bardziej zamoczonego, jednak ostatecznie odpowiada kolanem na brzuch przeciwnika. Teraz The Poet stoi przy linach, gdzie podnosi się Ryback. Legend in Making odbija się od przeciwległych lin i wylatuje ponad trzecią liną prosto w The Big Guy’a. Teraz obaj panowie powoli zbierają się na macie otaczającej ring, a w kwadratowym pierścieniu The Dreamer podchodzi do tych samych lin i mamy Pescado na dwóch stojących poza ringiem przeciwników! Publika głośno dopinguje i cała trójka wstaje z tej maty, a w międzyczasie Marvelous obserwuje poczynania swoich rywali. Gdy już wszyscy są na nogach, Kenny bierze rozpęd, wybija się z drugiej liny i mamy Triangle Plancha na wszystkich przeciwników! Ależ teraz publiczność w Chicago rozgrzana do czerwoności. Wszyscy zawodnicy teraz leżą na tej macie i odpoczywają. Już widać po nich trudy tego pojedynku. Ryback ukradkiem, leżąc jeszcze na matach, odciąga baner i zagląda pod ring w poszukiwaniu jakiejś broni. The Big Guy dobywa krzesło i na razie również wciąż się nie podnosi odpoczywając. Riddle z racji tego, że, mimo wszystko, najmniej ucierpiał w tej poza ringowej potyczce, wstaje jako pierwszy i podnosi za głowę Axela. W międzyczasie Human Wrecking Ball wstaje podpierając się o apron. Sacramento Saint posyła Irish Whipem Mr. Forevera w schodki przy ringu. Po tym ataku odwraca się w stronę Rybacka i mamy uderzenie w brzuch krzesłem, a następnie chairshot na plecy. Riddle pada, ale The Big Guy nie zwalnia tempa i również w plecy atakuje wstającego Edgara. The Poet aż syczy z bólu, i łapie się właśnie za plecy klękając. Na celowniku The Bug Guy’a został jeszcze jeden zawodnik, który również klęczy na jednym kolanie przy schodkach, w które został rzucony. Ryback z zadowoleniem na twarzy podchodzi do swojej ostatniej ofiary. Blaze w tym momencie wstaje, a Human Wrecking Ball zamachuje się i kolejny chairshot! Jednak nie, w ostatniej chwili Legend in Making ucieka w bok, przez co Ryback trafia w ring post, co z kolei skutkuje tym, że krzesło aż wypada z jego rąk. Wyraźnie zdenerwowany Mr. Forever popycha Rybacka właśnie w ring post, przez co ten twarzą pierwszą uderza w słupek. Zamroczony The Big Guy prawie upada na matę, jednak ostatkiem sił odwraca się w stronę swojego przeciwnika, a ten częstuje go jeszcze Bicycle Knee Strike! Po tym ataku Human Wrecking Ball pada na matę jak rażony piorunem, ale Axel podnosi go i wrzuca do kwadratowego pierścienia. Od razu próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Wytrzymały The Big Guy nie poddaje się tak łatwo. Axel zaczyna stompować przeciwnika, natomiast za ringiem jeszcze walczą Edgar z Riddlem. Wymiana punchy, raz jeden, raz drugi, publiczność raz dopinguje jednego, raz drugiego. W pewnym momencie Sacramento Saint pochyla się pod punchem przeciwnika, przechwytuje go i szykuje pod Side Efect. Jednak nie, The poet trzema łokciami przerywa akcję. Kenneth odchodzi kilka kroków od przeciwnika i gdy wraca, ten częstuje go Plot Twistem! Potężny łokieć wylądował na głowie Kenny’ego, The Dreamer nie traci czasu i wrzuca oponenta do ringu. Sam się wślizguje i mamy próbę pinu. 1... 2... 3?! Nie, Kickout! To również za mało na takiego zawodnika. W tej chwili widzimy Rybacka w narożniku, Kennetha na macie, a po powstaniu Axel i Edgar spoglądają na siebie powoli podchodząc do siebie. Blaze pokazuje jednoznacznie, że po tej walce pas będzie się znajdował na jego biodrach, a Edgar przecząco kiwa głową i pokazuje dokładnie to samo. Legend in Making kiwa głową z uznaniem dla rywala. Panowie podchodzą do siebie i wchodzą w klincz. The Dreamer szybko to zrywa i przechodzi za plecy przeciwnika. Russian Leg Sweep? Nie, Axel się zapiera i nie daje wykonać na sobie tej akcji. Teraz to Mr. Forever przechodzi za oponenta i czy będzie German Suplex? Nie, Lyrical Assassin blokuje nogą o nogę rywala. Teraz wyprowadza swoje trzy łokcie na głowę przeciwnika. Szybkie odbicie od lin i Edgar pada na matę podcięty przez Rybacka. Human Wrecking Ball w tym momencie wstaje już bardziej wypoczęty i uchyla się pod punchem wyprowadzonym przez Blaze’a. Uranaga ze strony The Big Guy’a! Teraz próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, znów Kickout! Wściekły Ryback krzyczy na sędziego. Riddle w międzyczasie wspiął się na szczyt narożnika. Human Wrecking Ball w końcu macha ręką i odwraca się od sędziego. Mamy Diving Front Dropkick od Kennetha! Próba przypięcia, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Ależ dramaturgia, każdy nich wciąż ma wyrównane szanse na zwycięstwo obecnie najważniejszego mistrzostwa w federacji. Edgar powolutku wstaje jako pierwszy. Naprzeciw niego podnosi się również Kenneth. Pierwszy, nieco chwiejny krok robi Riddle, który dochodzi do przeciwnika i częstuje go Low Kickiem. Po tym powoli zaczyna się nakręcać, bo wypłaca mu już drugi i trzeci leci Middle Kick. Następnie Sacramento Saint zamachuje się i wyprowadza High Kick, jednak Edgar unika tego ataku przez co Kenny staje teraz tyłem do swojego przeciwnika Lyrical Assassin momentalnie to wykorzystuje i wyprowadza Paroxym! Marvelous leży teraz okropnie poobijany na macie, a The Dreamer czym prędzej pędzi na apron, a stamtąd na trzecią linę jednego z narożników. Szykuje się coś mocnego, Edgar jest już na szczycie mimo zmęczenia. Czy zobaczymy The End! Edgar mocno się do tego szykuje, jednak Ryback tak samo jak wcześniej rzuca się na trzecią linę, przez co The Dreamer traci równowagę i pada najczulszym męskim miejscem na szczyt narożnika. Lyrical Assassin zwija się z bólu, a Human Wrecking Ball nie zamierza tracić czasu, od razu ściąga przeciwnika lekko w swoją stronę i wciąż siedzącego na narożniku przeciwnika wynosi jak pod Suplex... mamy Brainbuster! Wyczerpany Edgar chwyta się za głowę, a również zmęczony The Big Guy w końcu podnosi przeciwnika do stójki. I mamy wyniesienie. Typowy dla Rybacka taunt i czy będzie Shell Shocked?! Nie, Blaze wypłaa Gut Kick The Big Guy’owi, przez co ten zrzuca z siebie Edgara, sam chwytając się za splot słoneczny. Mr. Forever nie traci ani chwili i wyprowadza Facebreaker Knee Smash. Po tym ataku Ryback ponownie pada na matę, a Legend on Making zmierza do niego, żeby go wykończyć. W tym momencie otrzymuje Icon’s Stamp od Kennetha! Po tym potężnym ataku Blaze wpada w narożnik kompletnie zamroczony. Riddle to zauważa i idzie do przeciwległego narożnika, żeby dokończyć dzieła zniszczenia. Nikt mu teraz nie przeszkodzi, więc szykuje się Helluva Kick! Sacramento Saint w charakterystyczny sposób namierza rywala, bierze rozpęd i mamy Helluva Kick! Prosto w pusty narożnik! Na powtórce widać, jak Axel ostatkiem sił ucieka z narożnika i pada na matę kompletnie zamroczony, a Riddle boleśnie spotyka się swoją nogą z rogiem ringu i również pada na matę będąc wyraźnie zmęczonym, a publika aż wychodzi z siebie widząc to widowisko. Teraz wszyscy czterej panowie leżą kompletnie wykończeni na macie. Sędzia sprawdza każdego z uczestników. Jako pierwszy, przy pomocy lin, do stójki podnosi się Ryback. The Big Guy zaczyna okopywać Axela, później przez chwilę stompuje Edgara, a na deser zostawia swojego głównego nemezis. Riddle dosyć mocno obrywa od Rybacka. Human Wrecking Ball dominuje i widać, że sprawia mu to przyjemność. Ryback podnosi przeciwnika i aż wypycha go w narożnik. Tam mocnymi ciosami osłabia Kennetha. W tym momencie Edgar już się podniósł i atakuje plecy The Big Guy’a. Human Wrecking Ball się prostuje i odwraca do przeciwnika. The Poet nakręcony zaprasza przeciwnika do walki, a ten przecząco kiwa głową. Lyrical Assassin wyprowadza teraz punch na głowę Rybacka, jednak ten przechwytuje jego rękę. Odpycha teraz od siebie oponenta w stronę lin i mamy Meathook Clothesline! The Dreamer pada na matę, a Human Wrecking Ball z sadystycznym uśmiechem wstaje podnosząc przeciwnika. Teraz The Big Guy chwyta przeciwnika za szyję i szykuje się Chokeslam! Ryback przenosi już przenosi drugą rękę rywala na swoje przedramię i... w tym momencie Riddle wyprowadza Roundhouse Kick na głowę The Big Guy’a! Potężnie zamroczony Human Wrecking Ball nie pada na matę, jednak puszcza Edgara, który wpada w narożnik. The Poet instynktownie zaczyna wchodzić na szczyt narożnika. Wciąż zamroczonego Rybacka przechwytuje Axel, który chwyta go za rękę, napędza w swoją stronę i mamy Fade to Black! Connected! To nie koniec, bo w tym momencie The Poet, który jest już na szczycie narożnika dokłada jeszcze The End! Przez impet walki jednak nie pinuje przeciwnika i łapie się za obolałe plecy. Blaze odpycha Edgara i sam pinuje nieprzytomnego Rybacka. 1... 2... 3?! Tak, to koniec dla The Big Guy’a! Sędzia pomaga wytoczyć się Rybackowi z kwadratowego pierścienia, a Mr. Forever zaczyna teraz stompować leżącego Edgara, a Sacramento Saint odpycha atakującego. Legend in Making rozkłada ręce na boki i sam odpycha Kenny’ego. Skończyły się miłe słowa i uprzejmości. Od razu widać, że to walka o najważniejsze cele. Teraz zaczynają punchować się nawzajem, a publika szaleje. Axel w pewnym momencie wyprowadza Gut Kick i dokłada jeszcze Clubbing Blow. Ależ teraz Sacramento Saint cierpi, ale Blaze nie ma zamiaru zwalniać. Wyniesienie przeciwnika pod Fireman’s Carry i szykuje się Ushigoroshi! Jednak nie, trzy łokcie ze strony Marvelousa szybko demotywują Mr. Forevera do wykonania tej akcji i zrzuca on rywala z barków za siebie. W tej chwili Edgar podbiega i wykonuje Double Knee Facebuster Blaze’owi! Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout. Axel jest niezmordowany w tej walce. The Poet wstaje, jednak będąc pochylonym otrzymuje Fame Asser od Kenny’ego! Riddle, jednak nie przypina, tylko podnosi rywala za rękę i Irish Whipem wysyła go do narożnika. Sacramento Saint sam ustawia się w przeciwległym rogu ringu i bierze na celownik rywala. Szykuje się Helluva Kick... connected! Marvelous nie traci ani chwili i wykorzystuje to, że zamroczony The Poet jescze na kilka kroków odchodzi od narożnika. Suppression! Suppression dla oponenta i próba pinu, 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Edgar również oddał tutaj serce, ale został wyeliminowany. Kenneth wstaje i szuka Blaze’a, który już wstał... Fade to Black! Fade to Black dla Riddle’a! Sacramento Saint pada, a Mr. Forever próbuje przypiąć, 1... 2... 3?! Nie! Kickout! Ależ nearfall, chyba było 2.99, a Marvelous i tak zdołał odkopać. Legend in Making chowa twarz w dłoniach i nie może w to uwierzyć. Jednak Axel się nie poddaje i wstaje pomagając również swojemu rywalowi. Teraz bierze rękę Kenny’ego i go rozpędza, by wykonać kolejny Fade to Black! Jednak Riddle w odpowiedniej chwili wypłaca przeciwnikowi Running Forearm Smash wolną ręką. Mr. Forever aż odchodzi kilka kroków w tył i odwraca się przodem do przeciwnika. Suppression od Kennetha! Udane! Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie! Kickout! Kolejny nearfall, panowie nie mogą się pokonać. Teraz obaj leżą potwornie zmęczeni trudami tej walki. Zawodnicy wstają po przeciwległych stronach ringu i spoglądają na siebie zastanawiając się jak tu podejść przeciwnika. Podchodzą do siebie chwiejnym krokiem i, bez żadnej zbędnej w tej chwili kurtuazji, Riddle atakuje oponenta poprzez Gut Kick. Próba Suppression, jednak nie, Axel odpycha od siebie rywala na liny i czy będzie Fade to Black? Nie, Marvelous nie daje się nawet złapać przechwytuje rękę przeciwnika i wykręca się z nią za jego plecy. Kenny ją puszcza i wyprowadza Dropkick na plecy, którym wysyła rywala do narożnika. Blaze wypada w róg ringu, a Riddle ustawia się po przeciwległej stronie. Szykuje się Helluva Kick! Sacramento Saint się rozpędza, a Mr. Forever niespodziewanie odchodzi kilka kroków od narożnika! Kenneth jest zaskoczony, jednak nic już nie może zrobić. Próba Fade to Black! Udane! Próba pinu, 1... 2... 3?! Tak, to koniec tej walki! Axel Blaze wygrywa cały pojedynek i zostaje pierwszym LPW World Championem!

Axel Blaze jest na kolanach. Słyszymy jego theme song i bardzo głośną oraz pozytywną reakcję fanów. Real Rock 'n' Roller jest wymęczony, wycieńczony, ale jakże szczęśliwy. Świeżo upieczony mistrz chwiejnie podnosi się i czeka na koronację. Sędzia bierze pas LPW od jednego z pracowników, wręcza go Axelowi i unosi jego rękę do góry, ten wzruszony ponownie osuwa się na kolana i patrzy na swoje trofeum. Co za prawdziwa, męska radość. Amerykanin ma lekko załzawione oczy. Spogląda dalej na zdobycz, którą wywalczył przed chwilą po morderczej batalii. W końcu pierwszy w historii LPW World Champion poprawia włosy i wstaje, po czym unosi pas ku górze. Publiczność wiwatuje! Mr. Forever spokojnym krokiem zalicza wszystkie narożniki, by każdy z jego kibiców mógł przyjrzeć się świętowaniu! W końcu Blaze opuszcza kwadratowy pierścień i staje przy barierkach, zarzucając pas na swe ramię. Mistrz spogląda na publiczność i fani zaczynają go zachęcać, by ten wskoczył do nich. Długo namysł nie trwa, bo Blaze lekko się uśmiecha i... zostaje zaatakowany od tyłu przez nadbiegającego Jose Lopeza! Hiszpan nagle wybiegł z rampy i punchami okłada Axela Blaze'a w tył głowy, po czym ciska nim w barierkę. Muzyka naszego championa przestaje grać, a fani zaczynają ostro buczeć. Ci, którzy są blisko, dają upust negatywnym emocjom, rzucając kilka śmieci w kierunku Jose. Ten nie zwraca aktualnie na to uwagi, bo szybko podnosi Axela i... Hasta Luego na podłogę! Buczenie coraz mocniejsze, a Lopezzo z wrednym uśmiechem spogląda w kierunku publiczności. Jose podnosi mistrzostwo LPW, które jest w pobliżu, chwilę patrzy na nie i unosi je ku górze, stojąc tuż przy leżącym na podłodze posiadaczu tego pasa. Tym widokiem oraz akcentem kończymy pierwszą w historii LPW galę PPV Ascension!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
05.07.2026, 23:09 #3
Słyszymy FATE! To oznacza dwie rzeczy. Pojawienie sie Jose Lopeza na rampie oraz ogromne buczenie. Wszakże przez ostatnie tygodnie pracował sobie na to, by fani jak najbardziej go znienawidzili. Lopezzo ubrany jest w TEN SPOSÓB. Jose ma lekki uśmiech słysząc gniew kibiców, ale teraz ma coś ważniejszego na głowie. Jest z letsza zamyślony, lekko rozgrzewa nadgarstki i idzie w kierunku ringu. Szybko wskakuje na apron i przeskakuje przez liny, pokazując swoje super zdolności parkourowe. Anti Heroe zmierza do jednego z narożników i w skupieniu rozgrzewa się dalej, oczekując na swojego dzisiejszego rywala. Nagle na titaronie wyświetla się kadr ze szpitala na którym widzimy teczkę z dokumentacją medyczną na której widnieje nazwisko Jose Lopez. Tajemnicza postać otwiera teczkę, a tam widzimy datę 24.08.2020, kontuzja karku - planowany powrót - niemożliwy. Po chwili z głośników wydobywa się Ta muzyka Na rampie w asyście mnichów pojawia się The Reaper, koszmar Jose Lopeza, zawodnik, który niemal zakończył jego karierę. Monstrum zmierza powolnie w kierunku ringu po czym sędzia daje znać do rozpoczęcia walki.

Singles Match
[Obrazek: DDusyHn.png]
Jose Lopez vs The Reaper

Gong rozpoczyna pojedynek, ale Lopez nie atakuje od razu. Stoi nieruchomo, z jedną dłonią opartą o górną linę, a drugą gładzącą się po karku. To nie wygląda jak przypadkowy gest. To odruch człowieka, który pamięta dokładnie, przez co musiał przejść, aby wrócić do występów w ringu. Naprzeciwko niego stoi osoba, która doprowadziła do jego kontuzji. The Reaper stoi spokojnie, on nie potrzebuje słów ani szaleńczego ataku. Jego spojrzenie zatrzymuje się na oponencie, ale wyraz twarzy nie zdradza niczego. Reaper rusza pierwszy. Capone wyciąga rękę w stronę gardła rywala, ale Jose schyla się pod ręką, a następnie trafia Low Kickiem w udo, po którym dokłada kolejne dwa. Reaper nie pada, więc Lopez dorzuca Spinning Wheel Kick w klatkę piersiową. Capone cofa się o pół kroku. Jose od razu odbija się od lin i próbuje Dropkicku, lecz Reaper przechwytuje go w powietrzu i zrzuca na matę z brutalną siłą. Lopez uderza plecami o ring i momentalnie próbuje przeturlać się pod liny, ale zawodnik z Włoch nie daje mu odejść. Łapie go za głowę, podnosi i wciska w narożnik. Rapid Corner Punches! Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty! Jose zasłania głowę, ale kolejne uderzenia przebijają się przez gardę. Sędzia zaczyna liczyć, a Reaper odpuszcza dopiero przy czterech. Capone cofa się tylko na moment i wraca z Throat Strike! Lopez łapie się za gardło i osuwa w narożniku. The Reaper kładzie mu dłoń na twarzy, sprowadza go niżej Rest Holdem i dociska do maty, zmuszając rywala do szarpania się przy dolnych linach. Anti Héroe kopie z dołu w kolano. Raz, drugi, trzeci. Capone puszcza uchwyt, a Lopez szybko wysuwa się bokiem spod jego ramienia. Reaper rusza za nim, ale Hiszpan odpowiada Step Up Enzuigiri! Salvatore tylko chwieje się na nogach. Jose nie czeka, odbija się od lin i trafia Springboard High Knee! Tym razem przeciwnik cofa się na środek ringu. Lopez wskakuje na drugą linę i dokłada Springboard DDT! Głowa Reapera wbija się w matę, a Jose od razu przechodzi do pinu. 1... nie! Capone wyrzuca go z siebie z ogromną siłą. Lopez ląduje na kolanach, ale szybko wraca do stójki. Roundhouse Kick w bok! Calf Kick w nogę! Kolejny Low Kick! Jose stara się rozbić większego rywala, zanim ten znowu złapie go w swoje sidła. Reaper pada na jedno kolano. Spanish Star bierze rozpęd i trafia Shining Wizard! Pin! 1... 2... kickout! Jose natychmiast siada na rywalu i zaczyna okładać go krótkimi uderzeniami. Nie są to czyste ciosy, sędzia musi go odciągać. Lopez puszcza przy czterech, po czym podnosi Capone za głowę i próbuje ustawić go pod Hasta Luego. Jednak nie! Reaper blokuje rotację, łapie go za gardło i unosi. Death Grip! Chokeslam wbija Lopeza w matę z ogromną siłą. Pin! 1... 2... nie! Lopez odkopuje! Capone nie traci czasu. Chwyta Jose za kark i podnosi go powoli do stójki. Lopez próbuje złapać przeciwnika za nadgarstek, ale Reaper prowadzi go do narożnika. Snake Eyes! Chico Malo odbija się twarzą od poduszki, odchodzi kilka kroków do tyłu i inkasuje Big Boot! Kolejna próba pinu. 1... 2... nie! Lopez znów podrywa bark. Reaper podnosi rywala i wykonuje Pendulum Backbreaker. Jose wygina się po uderzeniu i spada na matę, łapiąc się za plecy oraz kark. Capone stawia stopę na jego szyi i dociska go do maty. Sędzia natychmiast reaguje, ale zawodnik z Włoch znów wykorzystuje liczenie prawie do końca. Lopez odsuwa się do lin, lecz Reaper odciąga go za nogę na środek ringu. Capone nie pozwala mu odpocząć. Podnosi Lopeza i posyła go Irish Whipem w narożnik. Jose uderza plecami o poduszki, a Reaper rusza z Corner Clothesline! Trafia! Lopez wychodzi z narożnika chwiejnym krokiem, a Capone dorzuca Sidewalk Slam. Pin! 1... 2... kickout! Reaper od razu przechodzi do Leg Dropu, ale Jose w ostatniej chwili odsuwa się w bok. Capone trafia w matę, a Lopez wykorzystuje moment. Dropkick w siedzącego rywala! Reaper nie pada, więc Hiszpan dokłada Running Low Dropkick w bok głowy! Pin! 1... 2... nie! Lopez próbuje szybko przejść do Muta Locku, ale Włoch zrzuca go z siebie siłą nóg. Jose ląduje przy linach. Reaper wstaje i łapie go za rękę. Walk to Hell! Jose pada na jedno kolano, a Reaper od razu dokłada Running DDT! Pin! 1... 2... nie! Capone przechodzi do Triangle Choke. Jose kręci biodrami, próbuje znaleźć pozycję, ale Reaper trzyma go nisko. Ręka Lopeza przez moment zawisa nad matą, ale Hiszpan przerzuca ciężar ciała i dociska barki Capone do podłoża. 1... 2... Reaper musi puścić chwyt, aby uniknąć przypięcia! Lopez wypada pod dolną liną na podłogę. Opiera się o barierkę i bierze kilka ciężkich oddechów. Reaper wychodzi za ring, ale Lopez czeka do ostatniej chwili. Front Kick! Gut Kick! Jeszcze jeden Gut Kick! Hiszpan wbija Capone plecami w krawędź ringu, po czym dokłada Running  High Knee przy barierce. Reaper chwieje się, a Lopez wraca na ring bierze rozbieg. Tope Con Hilo! Obaj padają na podłogę! Sędzia zaczyna liczyć. Lopez podnosi się jako pierwszy, choć robi to wyraźnie wolniej niż na początku. Wrzuca przeciwnika do ringu i sam wskakuje na apron. Czeka, aż Capone zacznie wracać do pionu. Springboard Corkscrew Plancha! Trafia! Pin! 1... 2... nie! Reaper odkopuje. Jose nie daje mu miejsca. Snap DDT! Pin? Nie, Lopez nie przypina. Wchodzi na narożnik. Diving Elbow Drop! Teraz pin! 1... 2... kickout! Capone dalej zostaje w walce. Lopez podnosi go i dorzuca Swinging Neckbreaker. Kolejna próba. 1... 2... nie! Spanish Star zaczyna przyspieszać. Kopnięcie w bark, kopnięcie w szyję, po czym Arm DDT! Jose chce osłabić rękę i górną część ciała rywala, ale Capone nagle łapie go od dołu za gardło. Lopez zrywa chwyt kopnięciem w ramię, odbija się od lin i trafia La Patada de Las Palmas! Kopnięcie ląduje czysto na szczęce Reapera. Pin! 1... 2... NIE! Reaper odkopuje Jose uderza dłonią w matę, ale nie marnuje czasu na kłótnię. Podnosi rywala i próbuje Lop-ez! Jednak nie! Reaper zsuwa się z barków, łapie go od tyłu i wykonuje Sidewalk Slam! Lopez aż podrywa nogi po uderzeniu. Capone nie przypina. Zamiast tego chwyta go obiema rękami za głowę i szyję. Two-Handed Chokelift! Jose kopie nogami, próbuje uderzyć kolanem, ale Reaper ciska nim w narożnik. Lopez uderza plecami o poduszki, wychodzi chwiejnym krokiem i inkasuje Fire Bullet! Jumping Clothesline obraca go w powietrzu. Pin! 1... 2... NIE! Capone wstaje i powoli przeciąga kciukiem po gardle. Podnosi Jose i ustawia go pod Farewell Time. Lopez zaczyna szarpać się od razu, zanim Reaper dobrze wyniesie go do góry. Capone mimo tego podnosi go głową w dół. Jose wbija kolano w głowę przeciwnika. Raz! Drugi raz! Trzeci! Zsuwa się za plecy i trafia Poisoned Frankensteiner! Reaper odbija się od maty i pada na kolana. Lopez natychmiast podnosi go pod Lop-ez! Fireman’s Carry Roundhouse Kick! Pin! 1... 2... NIE! Reaper odkopuje. Lopez łapie się za kark i podnosi przy linach. Capone też zaczyna siadać. Jose rusza do niego z kolejnymi ciosami, ale robi to zbyt chaotycznie. Reaper przechwytuje go za gardło, wynosi i mamy Fall Into Nowhere! wbija Lopeza w matę! Pin! 1... 2... NIE! Lopez odkopuje po finisherze Reapera! Tym razem Capone zostaje na chwilę w klęku. Spogląda na rywala, który ledwo przetacza się na bok. Reaper podnosi go jeszcze raz, łapie za gardło i próbuje kolejnego wyniesienia, ale Jose zsuwa się za plecy. Chop Block! Capone pada na jedno kolano. Lopez trafia Enzuigiri! Reaper nadal nie leży. Jose bierze rozpęd, ale Salvatore przechwytuje go w locie i wykonuje Powerslam! Pin! 1... 2... Kickout! Reaper podnosi Lopeza i ciągnie go do narożnika. Rapid Corner Punches po raz drugi! Jose próbuje zasłaniać głowę, ale po kilku uderzeniach odpowiada Gut Kickiem. Jeszcze jeden Gut Kick! Lopez chwyta rywala za głowę i próbuje Springboard DDT z narożnika, ale Capone łapie go w powietrzu. Powerbomb? Nie! Jose zaczyna uderzać pięściami w głowę przeciwnika i zeskakuje za jego plecy. Russian Leg Sweep! Capone pada, a Lopez od razu przechodzi do Figure Four Necklock, próbując choć na chwilę zatrzymać większego rywala. Reaper szarpie się, powoli przesuwa w stronę lin i w końcu kładzie długą nogę na dolnej linie. Rope break. Jose puszcza dopiero przy czterech, a potem od razu próbuje przeciągnąć go na środek. Capone kopie go w brzuch z dołu, po czym łapie w Breaking The Soul! Hell’s Gate! Lopez zostaje zamknięty na środku ringu! Jose od razu próbuje uciekać biodrami, ale Reaper trzyma mocno. Anti Héroe macha ręką nad matą, palce raz się rozkładają, raz zaciskają. Sędzia pyta, czy się poddaje. Lopez nie odpowiada. Próbuje obrócić ciało, ale Capone dociska chwyt. Hiszpan zsuwa stopę po macie, szuka lin, lecz jest zbyt daleko. Lopez wbija palce w matę, przerzuca ciężar i dociska barki Reapera do podłoża. 1... 2... Capone musi puścić! Jose wypada z uchwytu i przetacza się pod liny, łapiąc powietrze. Obaj podnoszą się wolno. Reaper rusza z kolejnym Fire Bullet, ale Lopez schyla się pod ręką. Capone wpada w narożnik, a Jose trafia Turnbuckle-Trapped Superkick! Reaper zostaje przy linach. Lopez bierze krótki rozbieg i dorzuca Running Corner High Knee! Capone wychodzi z narożnika zamroczony. Spanish Star łapie go i wykonuje Hasta Luego! Pin! 1... 2... NIE! Reaper odkopuje! Jose zostaje na kolanach. Przez chwilę patrzy na rywala, który znów rusza do ataku. Lopez chwyta go za głowę i dokłada kilka krótkich uderzeń. Reaper odpowiada Throat Strike! Jose cofa się do lin, a Capone próbuje Two-Handed Chokelift. Jednak nie! Lopez trafia Fireman’s Carry Gut Kickiem! Potem odbija się od lin i wykonuje Springboard DDT! Reaper pada na środek ringu. Lopez nie przypina. Podnosi Capone jeszcze raz, choć kosztuje go to dużo sił. Hasta Luego! wbija Reapera w matę! Jose zostaje przez sekundę przy rywalu, ale nie przechodzi do pinu. Spogląda na narożnik. Powoli wstaje, trzymając się za kark, i zaczyna wspinać się na górną linę. Capone leży na środku ringu. Lopez ustawia stopy, łapie równowagę i bierze krótki oddech. Es El Final! trafia idealnie! Lopez sam zwija się po kontakcie, ale od razu rzuca się na Reapera i przykrywa go całym ciałem. Sędzia pada na matę. 1... 2... 3! Jose Lopez wygrywa tą batalię!

Po zakończeniu przedostatniego pojedynku kamera przenosi się na środek ringu. Stoi tam elegancki piedestał przykryty czarną płachtą z logo LPW. Publiczność reaguje poruszeniem, wiedząc, że za chwilę rozpocznie się Main Event pierwszego historycznego PPV federacji. Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba Van Dama. Właściciel LPW pojawia się na stage’u w eleganckim garniturze, z mikrofonem w dłoni. Tym razem nie uśmiecha się tak szeroko jak zwykle. Wygląda na człowieka, który doskonale rozumie wagę chwili. RVD wchodzi do ringu, staje obok przykrytego piedestału i przez moment spogląda na trybuny.

Rob Van Dam: Chicago... zanim przejdziemy do Main Eventu, muszę powiedzieć jedną rzecz.

Publiczność powoli cichnie, a kamera pokazuje czarną płachtę z logo LPW.

Rob Van Dam: Kiedy zaczynaliśmy turniej o LPW World Championship, ta federacja była na innym etapie. Mieliśmy jedną tygodniówkę, jedną drogę i jeden cel. Ale dziś, na Ascension, LPW zrobiło kolejny krok.

RVD spogląda w stronę rampy.

Rob Van Dam: Od dzisiaj mamy Colosseum. Mamy Elysium. Dwa brandy. Dwie sceny. Dwie drogi dla zawodników, którzy chcą zapisać się w historii.

RVD odwraca się w stronę przykrytego pasa.

Rob Van Dam: Ale LPW World Champion nie będzie mistrzostwem jednego brandu. Człowiek, który dziś wygra Main Event, nie będzie mistrzem Colosseum. Nie będzie mistrzem Elysium.

RVD robi krótką pauzę.

Rob Van Dam: Będzie mistrzem całego Legion Pro Wrestling.

Publiczność reaguje głośnym cheerem. RVD chwyta za czarną płachtę.

Rob Van Dam: Dlatego główne mistrzostwo LPW również musiało wykonać ten sam krok co federacja.

RVD jednym ruchem zdejmuje płachtę, odsłaniając nowy wygląd LPW World Championship. Kamera robi długie zbliżenie na pas  .

Rob Van Dam: Panowie... czas napisać historię.

RVD opuszcza ring, a kamera jeszcze przez moment pokazuje LPW World Championship ustawiony na piedestale. Po chwili realizator przechodzi na grafikę zapowiadającą Main Event: Axel Blaze vs Ryback vs Edgar Dickinson vs Kenneth Riddle o LPW World Championship.
Arenę wypełnia cisza, przeplatana chantami pojedynczych grupek kibiców. Napięcie sięga zenitu. Nagle z głośników wydobywają się pierwsze nuty kultowego utworu, który jednak nie kojarzy się fanom Legion Pro Wrestling z jakimkolwiek zawodnikiem. Jeżeli ktoś oglądał film Requiem dla Snu, to z pewnością poznaje już charakterystyczną linię melodyczną Lux Aeterna... ale wygląda na to, że będzie to nietypowa odsłona tego dzieła! Na całkowicie zaciemniony stage zostaje skierowany reflektor, który oświetla gitarzystę z gitarą elektryczną w dłoniach. Muzyka stopniowo się rozkręca, aż po około minucie gitarzysta zaczyna grać z większą mocą. Titantron odpala się w pełnej okazałości, a na nim widoczne imię i nazwisko - Kenneth Riddle! Sacramento Saint wychodzi na stage w czarnej, rozpiętej bluzie z kapturem narzuconym na głowę. Kenny łapie kontakt wzrokowy z gitarzystą, kiwa głową z uznaniem, po czym zaczyna swój marsz w kierunku ringu. The Icon wygląda na skupionego i nawet na chwilę nie spuszcza wzroku z kwadratowego pierścienia. Nie pozostaje przy tyn głuchy na okrzyki fanów w pierwszych rzędach przy rampie i wyciąga dłonie po obu stronach, aby można było przybić mu piątkę. W tle gitarzysta raczy nas właśnie klimatyczną solówką. Marvelous wchodzi po schodkach na apron i dopiero w tym momencie zrzuca kaptur z głowy, czemu towarzyszy spory aplauz na trybunach. Riddle wyrzuca czarną bluzę w trybuny, po czym wkracza do kwadratowego pierścienia i zajmuje miejsce w jednym z narożników. Czy Kenneth przez właśnie taki wybór muzyki na wejście chciał niejako przekazać, że dziś to jego rywale pożegnają się z marzeniami? Wkrótce się przekonamy...

Feed Me.... Nagle mamy małą przerwę i słyszymy utwór Eminema - Kings Never Die, a to oznacza nic innego jak Rybacka! The Butcherback zmierza w swojej koszulce do ringu zatrzymując się jednak po drodzę i patrząc w kamerę... 'Im Paul Heyman Guy!', wypowiedziane z ust uśmiechniętego The Big Guy'a. Ten wydaje się być bardzo wyluzowany wchodząc do ringu

Światła na całej arenie delikatnie przygasają.  Przez ładne dziesięć sekund, nic się nie dzieje, w końcu jednak z głośników rozbrzmiewa muzyka a arenę zalewa czerwone światło. Po kilku pierwszych chwilach melodii, wraz w zwiększeniem się tempa utworu, na rampie pojawia się Edgar Dickinson. Artysta ubrany jest w swój klasyczny płaszcz, kapelusz, a w dłoni dzierży laskę. Jedyna różnica względem klasycznego jego wyglądu, jest w charakteryzacji która zamiast biało czarnej jest czerwono czarna. Poeta zmierza w stronę ringu, równym pewnym siebie krokiem, można jednak dostrzec, że w trakcie tej drogi mamrocze coś do siebie. Finalnie jednak, melduje się w ringu i wspina na narożnik i rozpościera szeroko ręce. <Widownia wiwatuje, witając kolorowego ptaka starcia wieczoru> Kiedy muzyka artysty się kończy, światło wraca do normalnego, a Edgar ciska kapelusz w publikę, i zaczyna rozdziewać z ozdobnych ubrań i rozgrzewać do walki nie zwracając szczególnej uwagi na rywali.

Na arenie rozbrzmiewa Queen - I Want It All. Gdy tylko kończą się pierwsze wersy i zaczyna instrumentalne intro na rampie pojawia się ostatni uczestnik walki wieczoru - Axel Blaze! Zawodnik ma na sobie długi, skórzany płaszcz, który sięga aż do kostek. Na ramionach znajdują się ćwieki, na sercu naszywka LPW, a z tyłu znajduje się logo zawodnika. Płaszcz jest rozpięty, odsłania klatę oraz strój. Zawodnik ma założone swoje charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne. Publiczność reaguje żywiołowo na pojawienie się swojego ulubieńca. Axel idzie powoli, płynąc razem z rytmem. Kroczy niezwykle pewnie, po drodze przybija piąteczki z fanami. W połowie rampy zatrzymuje się i z zadowoleniem przeciągle rozgląda się po publiczności, lekko potakując głową. Nagle jego wzrok zatrzymuje się na dziecku w oficjalnej koszulce Blaze'a. Podchodzi do młodziana, zbija z nim żółwika, po czym zdejmuje okulary i zakłada je dzieciakowi. Chłopiec szaleje ze szczęścia, a Wrestler patrzy prosto w kamerę, wskazują ją palcem, po czym puszcza oczko i sprintem rusza do ringu. Axel wślizguje się pod linami w pełnym biegu, na środku tuntuje unosząc w górę obie ręce w charakterystycznym geście rock 'n' rolla. Następnie zdejmuje płaszcz, rzuca go poza ring i zmierzając do swojego narożnika podchodzi do każdego z rywali, z którym staje na chwilę twarzą w twarz. W końcu dociera na miejsce i zaczyna się dogrzewać przed walką.


Main Event
Final of the LPW World Championship Tournament
Elimination Fatal 4-Way Match
[Obrazek: gWDfzjr.png]
Axel Blaze vs Edgar Dickinson vs Ryback vs Kenneth Riddle

A zatem zaczynamy najważniejszą walkę w dotychczasowej historii LPW! Zawodnicy przygotowują się do walki w swoich narożnikach i wyglądają na ogromnie skupionych. Sędzia sprawdza gotowość każdego z czterech uczestników pojedynku i nakazuje zabić w gong rozpoczynając starcie o LPW World Championship! Od razu Ryback rzuca się na Riddle’a atakując go punchami. No kto by się spodziewał. Kenneth nie daje jednak za wygraną i sam odpowiada uderzeniami z pięści w przeciwnika. Obaj panowie przenoszą się z tą walką do narożnika, natomiast Blaze oraz Dickson wchodzą w klasyczny klincz. Legend in Making zwycięża to starcie łapiąc przeciwnika w Side Headlock, jego oponent jednak przytomnie wpada z nim w liny i odpycha go od siebie. Mr. Forever odbija się od przeciwległych lin i wyprowadza Forearm Strike na rywalu. Blaze nie traci czasu odbijając się od lin, a The Poet próbuje podciąć przeciwnika kładąc się na macie. Jednak nie, Axel przeskakuje nad przeciwnikiem. Legend in Making szybko podbiega do przeciwległych lin i w tym momencie Lyrical Assassin wykonuje Dropkick, jednak trafia w pustkę, ponieważ Blaze chwyta się trzeciej liny dwiema rękami i nie wraca do swojego rywala. Sprytny ruch ze strony Axela, jednak nie może się nim długo nacieszyć, ponieważ w tym momencie doskakuje do niego Riddle atakując go punchami na głowę. Ryback w tej chwili stoi w narożniku trzymając się za brzuch po otrzymaniu kopnięcia z kolana od Kenny’ego. Dickson podnosi się z lekkim grymasem bólu trzymając się za brzuch, jednak nie traci czasu i widząc wychodzącego już z narożnika Rybacka atakuje go Gut Kickiem. Jednak nie, The Big Guy przechwytuje nogę przeciwnika. Enzuguri w wykonaniu The Dreamera! Human Wrecking Ball stoi teraz nieco zamroczony, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Lyrical Assassin chwyta przeciwnika w Front Facelock, ale nie daje wykonać na sobie DDT, gdyż atakuje on tors przeciwnika, zrywa chwyt i sam wynosi go pod Gorilla Press Slam! Udane, próba pinu. 1... nie, Kickout. The Big Guy od razu wstaje i zaczyna wypłacać mu stompy. W tym momencie Axel wykonuje Irish Whip na Riddle’u w stronę Rybacka. Ten w porę atakuje rywala Clothesline, jednak Sacramento Saint pochla głowę przed otrzymaniem akcji, mija już powoli wstającego Edgara, wskakuje na drugą linę i mamy piękny Springboard Kick dla Human Wrecking Balla. Po tym ataku The Big Guy pada na matę i wytacza się z ringu, a do Kennetha momentalnie doskakuje Blaze i wypłaca rywalowi European Uppercut. Po tym ataku Marvelous wpada plecami w narożnik, Mr. Forever dokłada jeszcze Corner Clothesline. Po tym ataku Kenneth aż przysiada, a Axel odwraca się od niego plecami. Superkick od Edgara! Zaskoczony Blaze pada na matę, a The Poet dopada do przypięcia. 1... 2... nie, Kckout. Ależ tempo walki, publika szaleje, a Lyrical Assassin podchodzi do siedzącego w narożniku Kennetha i wyprowadza dwa kopnięcia dobijające. Teraz podnosi za rękę i głowę przeciwnika i tak odpycha go od narożnika. Teraz The Dreamer wchodzi na szczyt narożnika. Publika już zachęca Edgara do wykonania akcji i w tym momencie Ryback wchodzi na apron, rzuca się na trzecią linę, przez co The Poet pada klejnotami na szczyt narożnika. Grymas bólu jest widoczny na jego twarzy, a Human Wrecking Ball wchodzi do ringu i podchodzi do siedzącego na szczycie narożnika Dicksona. The Big Guy pakuje rywala na bark i mamy piękny Powerslam. Od razu próba pinu, 1... 2... nie, Kickout. Ryback od razu wstaje i podochodzi do swojego ulubionego przeciwnika. Zaczyna stompowanie Riddle’a, przez co wytacza się on na apron. Human Wrecking Ball podnosi za rękę przeciwnika i Sacramento Saint gdy jest już wyprostowany chwyta przeciwnika za głowę i mamy Hotshot. The Big Guy pada po tym na matę, a Kenneth od razu wyprowadza Slingshot Somersault Setnton. Próba pinu, 1... 2... nie, Kickout. Panowie już nieco zmęczeni odpoczywają na macie, jednak Kenny, pchany do przodu poprzez swoje momentum, podnosi się do stójki i wciąż leżącego Rybacka zaczyna stompować. Któreś z kopnięć zaczyna podrywać w końcu do stójki Human Wrecking Balla. Szybki Gut Kick od Sacramento Sainta. Riddle chwyta przeciwnika w Front Facelock, jednak i tym razem Ryback wykręca się z tego uścisku i sam chwyta w takiej pozycji rywala. Mamy Falcon Arrow od The Big Guy’a. Przypięcie, 1... 2... nie, Kickout. Ryback podnosi się i w ostatniej chwili zauważa siedzącego już na szczycie narożnika Blaze’a. Nie zdążył jednak zrobić nic, bo mamy Meteorę od Axela! Teraz to Legend in Making próbuje pinu. 1... 2... nie, Kickout. Mr. Forever podnosi Human Wrecking Balla za rękę i wyrzuca go ponad trzecią liną. Nagle Edgar rzuca się na Blaze’a z punchami. Axel wygląda na coraz bardziej zamoczonego, jednak ostatecznie odpowiada kolanem na brzuch przeciwnika. Teraz The Poet stoi przy linach, gdzie podnosi się Ryback. Legend in Making odbija się od przeciwległych lin i wylatuje ponad trzecią liną prosto w The Big Guy’a. Teraz obaj panowie powoli zbierają się na macie otaczającej ring, a w kwadratowym pierścieniu The Dreamer podchodzi do tych samych lin i mamy Pescado na dwóch stojących poza ringiem przeciwników! Publika głośno dopinguje i cała trójka wstaje z tej maty, a w międzyczasie Marvelous obserwuje poczynania swoich rywali. Gdy już wszyscy są na nogach, Kenny bierze rozpęd, wybija się z drugiej liny i mamy Triangle Plancha na wszystkich przeciwników! Ależ teraz publiczność w Chicago rozgrzana do czerwoności. Wszyscy zawodnicy teraz leżą na tej macie i odpoczywają. Już widać po nich trudy tego pojedynku. Ryback ukradkiem, leżąc jeszcze na matach, odciąga baner i zagląda pod ring w poszukiwaniu jakiejś broni. The Big Guy dobywa krzesło i na razie również wciąż się nie podnosi odpoczywając. Riddle z racji tego, że, mimo wszystko, najmniej ucierpiał w tej poza ringowej potyczce, wstaje jako pierwszy i podnosi za głowę Axela. W międzyczasie Human Wrecking Ball wstaje podpierając się o apron. Sacramento Saint posyła Irish Whipem Mr. Forevera w schodki przy ringu. Po tym ataku odwraca się w stronę Rybacka i mamy uderzenie w brzuch krzesłem, a następnie chairshot na plecy. Riddle pada, ale The Big Guy nie zwalnia tempa i również w plecy atakuje wstającego Edgara. The Poet aż syczy z bólu, i łapie się właśnie za plecy klękając. Na celowniku The Bug Guy’a został jeszcze jeden zawodnik, który również klęczy na jednym kolanie przy schodkach, w które został rzucony. Ryback z zadowoleniem na twarzy podchodzi do swojej ostatniej ofiary. Blaze w tym momencie wstaje, a Human Wrecking Ball zamachuje się i kolejny chairshot! Jednak nie, w ostatniej chwili Legend in Making ucieka w bok, przez co Ryback trafia w ring post, co z kolei skutkuje tym, że krzesło aż wypada z jego rąk. Wyraźnie zdenerwowany Mr. Forever popycha Rybacka właśnie w ring post, przez co ten twarzą pierwszą uderza w słupek. Zamroczony The Big Guy prawie upada na matę, jednak ostatkiem sił odwraca się w stronę swojego przeciwnika, a ten częstuje go jeszcze Bicycle Knee Strike! Po tym ataku Human Wrecking Ball pada na matę jak rażony piorunem, ale Axel podnosi go i wrzuca do kwadratowego pierścienia. Od razu próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Wytrzymały The Big Guy nie poddaje się tak łatwo. Axel zaczyna stompować przeciwnika, natomiast za ringiem jeszcze walczą Edgar z Riddlem. Wymiana punchy, raz jeden, raz drugi, publiczność raz dopinguje jednego, raz drugiego. W pewnym momencie Sacramento Saint pochyla się pod punchem przeciwnika, przechwytuje go i szykuje pod Side Efect. Jednak nie, The poet trzema łokciami przerywa akcję. Kenneth odchodzi kilka kroków od przeciwnika i gdy wraca, ten częstuje go Plot Twistem! Potężny łokieć wylądował na głowie Kenny’ego, The Dreamer nie traci czasu i wrzuca oponenta do ringu. Sam się wślizguje i mamy próbę pinu. 1... 2... 3?! Nie, Kickout! To również za mało na takiego zawodnika. W tej chwili widzimy Rybacka w narożniku, Kennetha na macie, a po powstaniu Axel i Edgar spoglądają na siebie powoli podchodząc do siebie. Blaze pokazuje jednoznacznie, że po tej walce pas będzie się znajdował na jego biodrach, a Edgar przecząco kiwa głową i pokazuje dokładnie to samo. Legend in Making kiwa głową z uznaniem dla rywala. Panowie podchodzą do siebie i wchodzą w klincz. The Dreamer szybko to zrywa i przechodzi za plecy przeciwnika. Russian Leg Sweep? Nie, Axel się zapiera i nie daje wykonać na sobie tej akcji. Teraz to Mr. Forever przechodzi za oponenta i czy będzie German Suplex? Nie, Lyrical Assassin blokuje nogą o nogę rywala. Teraz wyprowadza swoje trzy łokcie na głowę przeciwnika. Szybkie odbicie od lin i Edgar pada na matę podcięty przez Rybacka. Human Wrecking Ball w tym momencie wstaje już bardziej wypoczęty i uchyla się pod punchem wyprowadzonym przez Blaze’a. Uranaga ze strony The Big Guy’a! Teraz próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, znów Kickout! Wściekły Ryback krzyczy na sędziego. Riddle w międzyczasie wspiął się na szczyt narożnika. Human Wrecking Ball w końcu macha ręką i odwraca się od sędziego. Mamy Diving Front Dropkick od Kennetha! Próba przypięcia, 1... 2... 3?! Nie, Kickout! Ależ dramaturgia, każdy nich wciąż ma wyrównane szanse na zwycięstwo obecnie najważniejszego mistrzostwa w federacji. Edgar powolutku wstaje jako pierwszy. Naprzeciw niego podnosi się również Kenneth. Pierwszy, nieco chwiejny krok robi Riddle, który dochodzi do przeciwnika i częstuje go Low Kickiem. Po tym powoli zaczyna się nakręcać, bo wypłaca mu już drugi i trzeci leci Middle Kick. Następnie Sacramento Saint zamachuje się i wyprowadza High Kick, jednak Edgar unika tego ataku przez co Kenny staje teraz tyłem do swojego przeciwnika Lyrical Assassin momentalnie to wykorzystuje i wyprowadza Paroxym! Marvelous leży teraz okropnie poobijany na macie, a The Dreamer czym prędzej pędzi na apron, a stamtąd na trzecią linę jednego z narożników. Szykuje się coś mocnego, Edgar jest już na szczycie mimo zmęczenia. Czy zobaczymy The End! Edgar mocno się do tego szykuje, jednak Ryback tak samo jak wcześniej rzuca się na trzecią linę, przez co The Dreamer traci równowagę i pada najczulszym męskim miejscem na szczyt narożnika. Lyrical Assassin zwija się z bólu, a Human Wrecking Ball nie zamierza tracić czasu, od razu ściąga przeciwnika lekko w swoją stronę i wciąż siedzącego na narożniku przeciwnika wynosi jak pod Suplex... mamy Brainbuster! Wyczerpany Edgar chwyta się za głowę, a również zmęczony The Big Guy w końcu podnosi przeciwnika do stójki. I mamy wyniesienie. Typowy dla Rybacka taunt i czy będzie Shell Shocked?! Nie, Blaze wypłaa Gut Kick The Big Guy’owi, przez co ten zrzuca z siebie Edgara, sam chwytając się za splot słoneczny. Mr. Forever nie traci ani chwili i wyprowadza Facebreaker Knee Smash. Po tym ataku Ryback ponownie pada na matę, a Legend on Making zmierza do niego, żeby go wykończyć. W tym momencie otrzymuje Icon’s Stamp od Kennetha! Po tym potężnym ataku Blaze wpada w narożnik kompletnie zamroczony. Riddle to zauważa i idzie do przeciwległego narożnika, żeby dokończyć dzieła zniszczenia. Nikt mu teraz nie przeszkodzi, więc szykuje się Helluva Kick! Sacramento Saint w charakterystyczny sposób namierza rywala, bierze rozpęd i mamy Helluva Kick! Prosto w pusty narożnik! Na powtórce widać, jak Axel ostatkiem sił ucieka z narożnika i pada na matę kompletnie zamroczony, a Riddle boleśnie spotyka się swoją nogą z rogiem ringu i również pada na matę będąc wyraźnie zmęczonym, a publika aż wychodzi z siebie widząc to widowisko. Teraz wszyscy czterej panowie leżą kompletnie wykończeni na macie. Sędzia sprawdza każdego z uczestników. Jako pierwszy, przy pomocy lin, do stójki podnosi się Ryback. The Big Guy zaczyna okopywać Axela, później przez chwilę stompuje Edgara, a na deser zostawia swojego głównego nemezis. Riddle dosyć mocno obrywa od Rybacka. Human Wrecking Ball dominuje i widać, że sprawia mu to przyjemność. Ryback podnosi przeciwnika i aż wypycha go w narożnik. Tam mocnymi ciosami osłabia Kennetha. W tym momencie Edgar już się podniósł i atakuje plecy The Big Guy’a. Human Wrecking Ball się prostuje i odwraca do przeciwnika. The Poet nakręcony zaprasza przeciwnika do walki, a ten przecząco kiwa głową. Lyrical Assassin wyprowadza teraz punch na głowę Rybacka, jednak ten przechwytuje jego rękę. Odpycha teraz od siebie oponenta w stronę lin i mamy Meathook Clothesline! The Dreamer pada na matę, a Human Wrecking Ball z sadystycznym uśmiechem wstaje podnosząc przeciwnika. Teraz The Big Guy chwyta przeciwnika za szyję i szykuje się Chokeslam! Ryback przenosi już przenosi drugą rękę rywala na swoje przedramię i... w tym momencie Riddle wyprowadza Roundhouse Kick na głowę The Big Guy’a! Potężnie zamroczony Human Wrecking Ball nie pada na matę, jednak puszcza Edgara, który wpada w narożnik. The Poet instynktownie zaczyna wchodzić na szczyt narożnika. Wciąż zamroczonego Rybacka przechwytuje Axel, który chwyta go za rękę, napędza w swoją stronę i mamy Fade to Black! Connected! To nie koniec, bo w tym momencie The Poet, który jest już na szczycie narożnika dokłada jeszcze The End! Przez impet walki jednak nie pinuje przeciwnika i łapie się za obolałe plecy. Blaze odpycha Edgara i sam pinuje nieprzytomnego Rybacka. 1... 2... 3?! Tak, to koniec dla The Big Guy’a! Sędzia pomaga wytoczyć się Rybackowi z kwadratowego pierścienia, a Mr. Forever zaczyna teraz stompować leżącego Edgara, a Sacramento Saint odpycha atakującego. Legend in Making rozkłada ręce na boki i sam odpycha Kenny’ego. Skończyły się miłe słowa i uprzejmości. Od razu widać, że to walka o najważniejsze cele. Teraz zaczynają punchować się nawzajem, a publika szaleje. Axel w pewnym momencie wyprowadza Gut Kick i dokłada jeszcze Clubbing Blow. Ależ teraz Sacramento Saint cierpi, ale Blaze nie ma zamiaru zwalniać. Wyniesienie przeciwnika pod Fireman’s Carry i szykuje się Ushigoroshi! Jednak nie, trzy łokcie ze strony Marvelousa szybko demotywują Mr. Forevera do wykonania tej akcji i zrzuca on rywala z barków za siebie. W tej chwili Edgar podbiega i wykonuje Double Knee Facebuster Blaze’owi! Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, Kickout. Axel jest niezmordowany w tej walce. The Poet wstaje, jednak będąc pochylonym otrzymuje Fame Asser od Kenny’ego! Riddle, jednak nie przypina, tylko podnosi rywala za rękę i Irish Whipem wysyła go do narożnika. Sacramento Saint sam ustawia się w przeciwległym rogu ringu i bierze na celownik rywala. Szykuje się Helluva Kick... connected! Marvelous nie traci ani chwili i wykorzystuje to, że zamroczony The Poet jescze na kilka kroków odchodzi od narożnika. Suppression! Suppression dla oponenta i próba pinu, 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Edgar również oddał tutaj serce, ale został wyeliminowany. Kenneth wstaje i szuka Blaze’a, który już wstał... Fade to Black! Fade to Black dla Riddle’a! Sacramento Saint pada, a Mr. Forever próbuje przypiąć, 1... 2... 3?! Nie! Kickout! Ależ nearfall, chyba było 2.99, a Marvelous i tak zdołał odkopać. Legend in Making chowa twarz w dłoniach i nie może w to uwierzyć. Jednak Axel się nie poddaje i wstaje pomagając również swojemu rywalowi. Teraz bierze rękę Kenny’ego i go rozpędza, by wykonać kolejny Fade to Black! Jednak Riddle w odpowiedniej chwili wypłaca przeciwnikowi Running Forearm Smash wolną ręką. Mr. Forever aż odchodzi kilka kroków w tył i odwraca się przodem do przeciwnika. Suppression od Kennetha! Udane! Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie! Kickout! Kolejny nearfall, panowie nie mogą się pokonać. Teraz obaj leżą potwornie zmęczeni trudami tej walki. Zawodnicy wstają po przeciwległych stronach ringu i spoglądają na siebie zastanawiając się jak tu podejść przeciwnika. Podchodzą do siebie chwiejnym krokiem i, bez żadnej zbędnej w tej chwili kurtuazji, Riddle atakuje oponenta poprzez Gut Kick. Próba Suppression, jednak nie, Axel odpycha od siebie rywala na liny i czy będzie Fade to Black? Nie, Marvelous nie daje się nawet złapać przechwytuje rękę przeciwnika i wykręca się z nią za jego plecy. Kenny ją puszcza i wyprowadza Dropkick na plecy, którym wysyła rywala do narożnika. Blaze wypada w róg ringu, a Riddle ustawia się po przeciwległej stronie. Szykuje się Helluva Kick! Sacramento Saint się rozpędza, a Mr. Forever niespodziewanie odchodzi kilka kroków od narożnika! Kenneth jest zaskoczony, jednak nic już nie może zrobić. Próba Fade to Black! Udane! Próba pinu, 1... 2... 3?! Tak, to koniec tej walki! Axel Blaze wygrywa cały pojedynek i zostaje pierwszym LPW World Championem!

Axel Blaze jest na kolanach. Słyszymy jego theme song i bardzo głośną oraz pozytywną reakcję fanów. Real Rock 'n' Roller jest wymęczony, wycieńczony, ale jakże szczęśliwy. Świeżo upieczony mistrz chwiejnie podnosi się i czeka na koronację. Sędzia bierze pas LPW od jednego z pracowników, wręcza go Axelowi i unosi jego rękę do góry, ten wzruszony ponownie osuwa się na kolana i patrzy na swoje trofeum. Co za prawdziwa, męska radość. Amerykanin ma lekko załzawione oczy. Spogląda dalej na zdobycz, którą wywalczył przed chwilą po morderczej batalii. W końcu pierwszy w historii LPW World Champion poprawia włosy i wstaje, po czym unosi pas ku górze. Publiczność wiwatuje! Mr. Forever spokojnym krokiem zalicza wszystkie narożniki, by każdy z jego kibiców mógł przyjrzeć się świętowaniu! W końcu Blaze opuszcza kwadratowy pierścień i staje przy barierkach, zarzucając pas na swe ramię. Mistrz spogląda na publiczność i fani zaczynają go zachęcać, by ten wskoczył do nich. Długo namysł nie trwa, bo Blaze lekko się uśmiecha i... zostaje zaatakowany od tyłu przez nadbiegającego Jose Lopeza! Hiszpan nagle wybiegł z rampy i punchami okłada Axela Blaze'a w tył głowy, po czym ciska nim w barierkę. Muzyka naszego championa przestaje grać, a fani zaczynają ostro buczeć. Ci, którzy są blisko, dają upust negatywnym emocjom, rzucając kilka śmieci w kierunku Jose. Ten nie zwraca aktualnie na to uwagi, bo szybko podnosi Axela i... Hasta Luego na podłogę! Buczenie coraz mocniejsze, a Lopezzo z wrednym uśmiechem spogląda w kierunku publiczności. Jose podnosi mistrzostwo LPW, które jest w pobliżu, chwilę patrzy na nie i unosi je ku górze, stojąc tuż przy leżącym na podłodze posiadaczu tego pasa. Tym widokiem oraz akcentem kończymy pierwszą w historii LPW galę PPV Ascension!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
06.07.2026, 11:02
#4
Earlier Tonight - Nie mam pojęcia kto to może być. Byłem pewien, że to kolejna walka z Pierdolnickiem i ekipą, a tu nagle ktoś tajemniczy. Może ktoś pamięta ze starych for, ale ja nie mam pojęcia kto to może być i czemu wywołał, aż takie przerażenie u Lopeza.

Komentatorzy - Całkiem poprawnie. Fajnie, że gość odgrywa tu główną rolę i wyraził dużo opinii. Czuć, że nie został zaproszony jako dodatek na siłę tylko ubarwia tę część gali. Co do samego opisu walk przez komentatorów raczej pokrywały sie one z moją opinią na ich temat, więc bez żadnych zarzutów.

Nowy brand - Szkoda, że nie odbył się od razu jakiś draft. Mielibyśmy więcej emocji w tej gali jako jeden brand vs drugi już na tej gali. Kurde mam trochę ale do tego brandu. Po pierwsze nie za dużo tych pasów w tej federacji? Wyjdzie na to, że połowa rosteru ma pasy. Jeden by wystarczył unikalny, jakiś midcardowy, a główny pas byłby unified. Do tego w takiej walce od razu stawką dwa pasy to trochę słabo. Panowie byli przegranymi, więc bardziej należy im się ten midcardowy. Tak średnio te decyzje widzę.

Ladder Match - Ale lipa, że Zack i Derrick nie mają wejść. Przecież to wiele nie kosztuje. Szkoda. Chyba najbardziej podobało mi się wejście Cavazosa i Lorda. Ciężko określić, który lepiej to opisał. Walka napisana bardzo dobrze. Czuć było tempo akcji, trochę dawki humoru najbardziej rozwalił mnie Helikopter z drabiny xD dodatkowo podobało mi się, że nie było czasu na wyszukane akcje tylko raczej jedna, wielka bitwa na ciosy i skoki. Co do wyników mieszane uczucia. Dla mnie na pasy zasługują: Zack na Valor, Cavazos na Eternal. Tymczasem mamy mistrza głównego Cavazosa, który średnio wygląda przy zawodnikach walczących o główny pas Colosseum, za to Derek ostatnio raczej średnio mu szło, a tu nagle pas. No ja bym to widział inaczej.

Walka tag team - No i tu się zaczyna problem. Zacznijmy od wejścia. Preston, który używa "I dont need your legacy" budzi trochę politowanie bo jednak potrzebuje tego legacy skoro postanowił korzystać z hajsu ojca. Walka napisana dość chaotycznie. To znaczy dosyć szybko przechodzimy do odliczania do dwóch co przy początku walki jest mało immersyjne. W końcu to dwa duże chłopy są. Ciężko, żeby ich tak łatwo zgnieść. Uszczelka jest zakręcony, jak przy ostatniej walce ten letarg miał sens, tak tu mam wrażenie, że robi się z niego półgłówka trochę, nie mówiąc o Butli, który wydaje się tu być słabiakiem. Steele też wypadł dosyć słabo, o tyle dobrze, że Escobar zachował poziom. Jak na moje trochę zmarnowany potencjał walki. I teraz niestety dochodzimy do wyniku. Powiem tak, jeśli chodzi o wynik starcia to bardziej upatrywałem wynik korzystny dla Butli i Uszczelki. Ich relacja jako tag team jest dużo bardziej ułożona i bardziej zgrana, z czego Preston i Escobar cały czas dają vibe jakby Escobar tylko używał Prestona. W solowej walce Uszczelka położył Steela, więc tu raczej miał przewagę. W walce zrobiono z Butli szmatę troszeczkę, Steele też za wiele nie pokazał, więc walka toczyła się raczej Uszczelka vs Escobar i tu jestem w stanie pogodzić się z wynikiem bo Miguel nieźle się pokazuje. Ale jeśli chodzi o wynik teamowy to nie zgadzam się z werdyktem. Przynajmniej rozwiązanie walki jest sensowne nie umniejszając Butli to on zostaje przypięty i to przez Miguela, więc przynajmniej to jest akceptowalne.

Brutal vs Shadow - Wejście Shadowa boskie. Ale go cudownie gruzują jednocześnie doceniam poświęcenie w kreowaniu jego postaci, a nie suche wejście. Brutal wchodzi jak imperator i już wiesz, że Elias będzie zgruzowany. Walka bardzo dobra, Shadow zaliczył spodziewany wpiernicz. Fajnie, że coś tam próbował się stawiać, a nie był tylko bity to na plus dla bookera. Spoty opisane bardzo dobrze, czuć ten klimat extreme matchu i agresję połączoną z nakręceniem Brutala.

Open Challenge Dowsona - Dowson zaczyna typową gadką heela, może nawet lekko nudną jakby ciągle to samo gadał. Nie spodziewałem się, że to Otunga podejmie wyzwanie. Dużo typów się nie sprawdziło. Co prawda Hill się pojawił, ale nie skupił swojej uwagi na Dowsonie co uważa także mój typ. Dan nie zalicza porażki, ale traktuje to jako uwagę do Shiro, żeby wykazał więcej aktywności bo póki co zżył się z gimmickiem Dowsona i ma wyjebane. Ciekawe jak potoczy się feud Hilla z Otungą.

Pobite Gary - No nie znowu ten durny program. I to jeszcze na PPV. Oby był dobry bo już miałem go dość xD Co to za danie. Taki wyrafinowany kucharz, a wali gościowi hot doga. Jean to by wszystko zeżarł. Na widok parówki mu się oczy świecą. Rob niepotrzebnie się tak rozgaduje jak cały sens ich wypowiedzi można określić: Rob robi hot doga, Jean Pierre chce go zjeść. Wraca Maxwell i nic mi to nie mówi bo go nie pamiętam z poprzednich fedów. Za dużo czasu minęło. No zobaczymy co pokaże i jaki cel obierze.

Walka Lopeza - Tego się nie spodziewałem absolutnie. Postać Reapera pamiętam, więc musiał w dawnych czasach zaznaczyć swoją obecność. Bardzo mocna walka. Czuć było te wrogość obu i pamięć Lopeza o kontuzji. Jose zyskuje odebranie się na rywalu i zasłużoną i przede wszystkim poważną wygraną. Ciekawe czy ten konflikt zostanie tym zakończony czy dopiero teraz się rozpocznie. W końcu Jose miał teraz celować w mistrzostwo.

Promo RVD - No i teraz zgłupiałem. To Colosseum ma jeden pas plus pasy tag team. Elysium ma dwa pasy. Główny pas federacji jest między brandowy. Czyli na logikę na Colosseum pojawi się jeszcze jeden pas. Skoro tak to nie będzie to trochę przesada 5 pasów + pasy tag team? Wiadomo lepiej, żeby była jakaś stawka na szali, ale mimo wszystko jak na obecny rozwój federacji to dla mnie przerost formy nad treścią.

Main Event - Riddle wchodzi jak legenda. Niezłe to wejście. Dalej mamy Rybacka, który wchodzi jak pisany na kolanie. Słabo trochę. Edgar zaczyna mieć trochę vibe Shadowa, a to nie jest dobrze xD Blaze wchodzi jak kozak jak faktyczny pretendent do tytułu. Jakbym miał zrobić ranking wejść: 1 Riddle 2 Blaze 3 Edgar no i 5 Ryback bo słabo. Walka napisana bardzo dobrze, godna miana Main Eventu. Ogólnie ME i walka Lopeza z Reaperem topka tej gali. Kolejność eliminacji też zgodnie z moimi przewidywaniami, ale sam wynik. No cóż. Dla mnie liderem jest Riddle. Fakt Blaze błyszczał i był na 90 procent w drodze do mistrza, ale ja bym tu widział jednak Riddla. Pokazał, że jest legendą i dlaczego wszyscy go wskazywali, ale mówi się trudno. Lopez atakuje po walce mistrza czyli jednak był to koniec historii z Reaperem. Z drugiej strony spodziewałem się, że to Riddle przejdzie na heela i zaatakuje Axela, no ale cóż. Ciekawe jak to się rozwiąże dalej.

Ocena gali: Niestety ale nie jestem usatysfakcjonowany. Gala była niezła, były niezłe walki tak jak mówiłem ME i Lopeza, ale strasznie dziwne decyzje kreatywne. Uszczelke pomijam bo ok wynik przez Escobara przełknę, choć nie kupuje dalej Prestona. Ale Blaze jako zwycięzca ME po tym co pokazywał Riddle mi nie leży. Dwa pasy od razu na szali średnio mi siedzą. Do tego zwycięzcy tacy trochę z dupy dla mnie tak jak mówiłem główny pas Zack, podrzędne Cavazos. Chaos z pasami też taki dziwny, szkoda że tego podziału draftu od razu nie było. Ehh nie tak to miało wyglądać.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
06.07.2026, 11:02 #4
Earlier Tonight - Nie mam pojęcia kto to może być. Byłem pewien, że to kolejna walka z Pierdolnickiem i ekipą, a tu nagle ktoś tajemniczy. Może ktoś pamięta ze starych for, ale ja nie mam pojęcia kto to może być i czemu wywołał, aż takie przerażenie u Lopeza.

Komentatorzy - Całkiem poprawnie. Fajnie, że gość odgrywa tu główną rolę i wyraził dużo opinii. Czuć, że nie został zaproszony jako dodatek na siłę tylko ubarwia tę część gali. Co do samego opisu walk przez komentatorów raczej pokrywały sie one z moją opinią na ich temat, więc bez żadnych zarzutów.

Nowy brand - Szkoda, że nie odbył się od razu jakiś draft. Mielibyśmy więcej emocji w tej gali jako jeden brand vs drugi już na tej gali. Kurde mam trochę ale do tego brandu. Po pierwsze nie za dużo tych pasów w tej federacji? Wyjdzie na to, że połowa rosteru ma pasy. Jeden by wystarczył unikalny, jakiś midcardowy, a główny pas byłby unified. Do tego w takiej walce od razu stawką dwa pasy to trochę słabo. Panowie byli przegranymi, więc bardziej należy im się ten midcardowy. Tak średnio te decyzje widzę.

Ladder Match - Ale lipa, że Zack i Derrick nie mają wejść. Przecież to wiele nie kosztuje. Szkoda. Chyba najbardziej podobało mi się wejście Cavazosa i Lorda. Ciężko określić, który lepiej to opisał. Walka napisana bardzo dobrze. Czuć było tempo akcji, trochę dawki humoru najbardziej rozwalił mnie Helikopter z drabiny xD dodatkowo podobało mi się, że nie było czasu na wyszukane akcje tylko raczej jedna, wielka bitwa na ciosy i skoki. Co do wyników mieszane uczucia. Dla mnie na pasy zasługują: Zack na Valor, Cavazos na Eternal. Tymczasem mamy mistrza głównego Cavazosa, który średnio wygląda przy zawodnikach walczących o główny pas Colosseum, za to Derek ostatnio raczej średnio mu szło, a tu nagle pas. No ja bym to widział inaczej.

Walka tag team - No i tu się zaczyna problem. Zacznijmy od wejścia. Preston, który używa "I dont need your legacy" budzi trochę politowanie bo jednak potrzebuje tego legacy skoro postanowił korzystać z hajsu ojca. Walka napisana dość chaotycznie. To znaczy dosyć szybko przechodzimy do odliczania do dwóch co przy początku walki jest mało immersyjne. W końcu to dwa duże chłopy są. Ciężko, żeby ich tak łatwo zgnieść. Uszczelka jest zakręcony, jak przy ostatniej walce ten letarg miał sens, tak tu mam wrażenie, że robi się z niego półgłówka trochę, nie mówiąc o Butli, który wydaje się tu być słabiakiem. Steele też wypadł dosyć słabo, o tyle dobrze, że Escobar zachował poziom. Jak na moje trochę zmarnowany potencjał walki. I teraz niestety dochodzimy do wyniku. Powiem tak, jeśli chodzi o wynik starcia to bardziej upatrywałem wynik korzystny dla Butli i Uszczelki. Ich relacja jako tag team jest dużo bardziej ułożona i bardziej zgrana, z czego Preston i Escobar cały czas dają vibe jakby Escobar tylko używał Prestona. W solowej walce Uszczelka położył Steela, więc tu raczej miał przewagę. W walce zrobiono z Butli szmatę troszeczkę, Steele też za wiele nie pokazał, więc walka toczyła się raczej Uszczelka vs Escobar i tu jestem w stanie pogodzić się z wynikiem bo Miguel nieźle się pokazuje. Ale jeśli chodzi o wynik teamowy to nie zgadzam się z werdyktem. Przynajmniej rozwiązanie walki jest sensowne nie umniejszając Butli to on zostaje przypięty i to przez Miguela, więc przynajmniej to jest akceptowalne.

Brutal vs Shadow - Wejście Shadowa boskie. Ale go cudownie gruzują jednocześnie doceniam poświęcenie w kreowaniu jego postaci, a nie suche wejście. Brutal wchodzi jak imperator i już wiesz, że Elias będzie zgruzowany. Walka bardzo dobra, Shadow zaliczył spodziewany wpiernicz. Fajnie, że coś tam próbował się stawiać, a nie był tylko bity to na plus dla bookera. Spoty opisane bardzo dobrze, czuć ten klimat extreme matchu i agresję połączoną z nakręceniem Brutala.

Open Challenge Dowsona - Dowson zaczyna typową gadką heela, może nawet lekko nudną jakby ciągle to samo gadał. Nie spodziewałem się, że to Otunga podejmie wyzwanie. Dużo typów się nie sprawdziło. Co prawda Hill się pojawił, ale nie skupił swojej uwagi na Dowsonie co uważa także mój typ. Dan nie zalicza porażki, ale traktuje to jako uwagę do Shiro, żeby wykazał więcej aktywności bo póki co zżył się z gimmickiem Dowsona i ma wyjebane. Ciekawe jak potoczy się feud Hilla z Otungą.

Pobite Gary - No nie znowu ten durny program. I to jeszcze na PPV. Oby był dobry bo już miałem go dość xD Co to za danie. Taki wyrafinowany kucharz, a wali gościowi hot doga. Jean to by wszystko zeżarł. Na widok parówki mu się oczy świecą. Rob niepotrzebnie się tak rozgaduje jak cały sens ich wypowiedzi można określić: Rob robi hot doga, Jean Pierre chce go zjeść. Wraca Maxwell i nic mi to nie mówi bo go nie pamiętam z poprzednich fedów. Za dużo czasu minęło. No zobaczymy co pokaże i jaki cel obierze.

Walka Lopeza - Tego się nie spodziewałem absolutnie. Postać Reapera pamiętam, więc musiał w dawnych czasach zaznaczyć swoją obecność. Bardzo mocna walka. Czuć było te wrogość obu i pamięć Lopeza o kontuzji. Jose zyskuje odebranie się na rywalu i zasłużoną i przede wszystkim poważną wygraną. Ciekawe czy ten konflikt zostanie tym zakończony czy dopiero teraz się rozpocznie. W końcu Jose miał teraz celować w mistrzostwo.

Promo RVD - No i teraz zgłupiałem. To Colosseum ma jeden pas plus pasy tag team. Elysium ma dwa pasy. Główny pas federacji jest między brandowy. Czyli na logikę na Colosseum pojawi się jeszcze jeden pas. Skoro tak to nie będzie to trochę przesada 5 pasów + pasy tag team? Wiadomo lepiej, żeby była jakaś stawka na szali, ale mimo wszystko jak na obecny rozwój federacji to dla mnie przerost formy nad treścią.

Main Event - Riddle wchodzi jak legenda. Niezłe to wejście. Dalej mamy Rybacka, który wchodzi jak pisany na kolanie. Słabo trochę. Edgar zaczyna mieć trochę vibe Shadowa, a to nie jest dobrze xD Blaze wchodzi jak kozak jak faktyczny pretendent do tytułu. Jakbym miał zrobić ranking wejść: 1 Riddle 2 Blaze 3 Edgar no i 5 Ryback bo słabo. Walka napisana bardzo dobrze, godna miana Main Eventu. Ogólnie ME i walka Lopeza z Reaperem topka tej gali. Kolejność eliminacji też zgodnie z moimi przewidywaniami, ale sam wynik. No cóż. Dla mnie liderem jest Riddle. Fakt Blaze błyszczał i był na 90 procent w drodze do mistrza, ale ja bym tu widział jednak Riddla. Pokazał, że jest legendą i dlaczego wszyscy go wskazywali, ale mówi się trudno. Lopez atakuje po walce mistrza czyli jednak był to koniec historii z Reaperem. Z drugiej strony spodziewałem się, że to Riddle przejdzie na heela i zaatakuje Axela, no ale cóż. Ciekawe jak to się rozwiąże dalej.

Ocena gali: Niestety ale nie jestem usatysfakcjonowany. Gala była niezła, były niezłe walki tak jak mówiłem ME i Lopeza, ale strasznie dziwne decyzje kreatywne. Uszczelke pomijam bo ok wynik przez Escobara przełknę, choć nie kupuje dalej Prestona. Ale Blaze jako zwycięzca ME po tym co pokazywał Riddle mi nie leży. Dwa pasy od razu na szali średnio mi siedzą. Do tego zwycięzcy tacy trochę z dupy dla mnie tak jak mówiłem główny pas Zack, podrzędne Cavazos. Chaos z pasami też taki dziwny, szkoda że tego podziału draftu od razu nie było. Ehh nie tak to miało wyglądać.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
06.07.2026, 13:24
#5
ET - Przyjemne rozpoczęcie gali. Lopez dostał niezłą zagwostkę i na pewno taka wiadomość mogła spowodować w nim niepewność przed swoim pojedynkiem. Nie wiedziałem nic o tej wstawce, aczkolwiek jestem na tak z tym psychologicznym zabiegiem.

Komentatorzy - A skąd tam się pojawiły dwie wypowiedzi Otungi z rzędu? Coś tu chyba nie do końca zagrało. Po 1, ta długość to olbrzymia przesada, a jako że nie jestem w ogóle fanem komentatorów to straszliwie mi się ten wstęp dłuży. Okrutnie wręcz, niezbyt chce się to czytać. Zwłaszcza, że jeśli komentarzy mają się pojawiać, dobrze jakby było tylko i wyłącznie dodatkiem. Po 2, Hajto jest dla mnie do wyjebania. Ta postać jest tu kompletnie zbędna i zdecydowanie nie rozumiem po co któryś już raz ją widujemy w naszej federacji, zwłaszcza że chcemy raczej być poważną organizacją. Niezależnie od tego jak Bryx nim pisze, dla mnie jego w ogóle nie powinniśmy oglądać. Z Otungą mam taki problem jak na początku z Robem - zdecydowanie za dużo porównań związanych z pełnioną profesją i część z nich jest przez to strasznie na siłę. Będzie tego trochę mniej, ale bardziej w punkt - będzie lepiej. Rob mam wrażenie, że to ograniczył i widać efekty. Tu mam wrażenie, że powinno być tak samo. O, no i znowu Otunga dwa razy z rzędu. Nie no, jak widzę Hajtę jeszcze wspominającego o Świerczewskim, to jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że postać nie powinna się tu już pojawić, naprawdę dajmy sobie z nim spokój. Otunga -> Otunga 3 raz. No dziwne to. Dotarłem do końca, ale w bólach. Chyba tylko do Michaela nie mam zastrzeżeń, największą zaletą był fakt, że mówił krótko, aczkolwiek to co mówił miało sens (tak mi się wydaje po jednym przeczytaniu, bo nie ma co ukrywać, że Cole zanikał też trochę między pierdoleniem Hajty, a elaboratami Davida, ale nie mam zamiaru się cofać i to weryfikować). Otunga jak poprawi to, o czym wspominałem to powinno być lepiej, jakiś potencjał w tej postaci widzę. Hajto już wolę zostawić bez komentarza, wystarczająco powiedziałem. Potwornie dłużył mi się ten wstęp, błagam - krócej następnym razem. To powinien być dodatek, a nie taki tasiemiec. Nie chcę się zagłębiać w to, jak wyglądała analiza walk w wykonaniu komentatorów, za bardzo wymęczyłem się czytając ten wstęp - a początek dobrze jakby zachęcał nas do dalszego zagłębiania się w galę. Tu efekt był niestety odwrotny, naprawdę pilnujmy się czy cos takiego musi być aż tak kurewsko długie. Sponiewierali mnie ci komentatorzy straszliwie, duży minus za to.

RVD i Aldis - Mamy oficjalne ogłoszenie brandu. Wybór Aldisa jako GM'a Elysium jest dla mnie jak najbardziej okey. Cieszę się, że udało się znaleźć ciekawe rozwiązanie względem openera i umieścić tam dwa pasy na szali. Uzyskaliśmy efekt zaskoczenia i o to chodziło, a jak już mamy dwa brandy to dobrze aby każdy z nich miał swojego mistrza. Samo logo i pasy moim zdaniem prezentują się pięknie. No to lecimy do walki.

Opener - Zawsze na mnie duże wrażenie robiło, jak Raptor odnajduje się w walkach wieloosobowych. Brak chaosu, pilnowanie tego co się dzieje, przebieg wydarzeń, uporządkowanie całości - klasa, co tu więcej mówić. Jak zawsze miałem problem ze skupieniem się przy czytaniu walk, tak tu muszę przyznać - płynie się przez te wieloosobówki Raptora, tak je zapamiętałem i tu nie jest inaczej. Jestem po przeczytaniu całości i według mnie był to świetnie napisany pojedynek. Każdy zawodnik dostał swoje momenty, mieliśmy bardzo ciekawe spoty, na ogromny plus super oddanie gimmicków wszystkich zawodników, co było bardzo zauważalne zwłaszcza w przypadku Lorda i Dereka, mieliśmy też fajne zagrywki jak np. ta z Mantelem i próbą zdjęcia maski. Świetna akcja, psychologia ringowa, na plus zdecydowanie również momenty ściągnięcia obu pasów - zwłaszcza mogę wyróżnić tu bardzo dobry finisz całej walki. Nie wiem czy jest cokolwiek, do czego mogę się przyczepić. Raptor znowu oddał nam coś ekstra. Co do wyników - nie chcę tu na razie za dużo zdradzać. Jeden wybór dla mnie ujdzie, innym jestem całkiem usatysfakcjonowany. Super był ten pierwszy pojedynek, bangerek na rozpoczęcie gali.

TT Match - Dziwnie to wygląda, że Preston najpierw zrywa klincz i dąży do niego chwilkę później. Mam wrażenie, że trochę chaotycznie był napisany ten pojedynek w porównaniu do Openera. Nie da się jednak ukryć, że takie komediowe pojedynki to coś zdecydowanie dla Bryxa, na pewno kilka tekstów czy porównań urozmaicało czytanie. Nic specjalnego ten pojedynek, ot zwykły TT Match, gdzie jednak właśnie ten sposób pisania autora zasługuje na największy plus. Co do wyniku - dla mnie nie mógłby być inny. Varost jest w formie, ale umówmy się - Butli nie można traktować poważnie, w końcu jest postacią-menelem. Na przeciwko mieliśmy dwóch normalnych zawodników i bardzo dobrze, że to oni wyszli z tego starcia zwycięsko. Dla Uszczelki najlepsze teraz będzie rozdzielenie go od Butli i tego mu zdecydowanie życzę, wtedy będzie mógł pójść wyżej. Z Zygmuntem jako partnerem niestety dla mnie to nie ma po prostu prawa bytu. Menel jest jego hamulcowym w układzie karty. Kropka.

ER Match - Nic tak nie oddało na lajwie jak wejście Eliasa. Wspaniały Doli <3 Jest i pierwsze 67 xD. Dopiero początek, ale już widać do czego dąży ta walka i nie mam zdecydowanie co narzekać, a wręcz przeciwnie. I te zdjęcie xD. Ten Elias jest wspaniały, ten taniec z fortnite, cudownie go Kuba prowadzi xD. Pierwszy mankament - chyba za szybko się ogarnął po ciosie w jaja Elias, ale to chyba jedyne co tutaj znalazłem. Super końcówka. Patrząc na to co działo się z Brutalem i jak wkurwiajacą postacią dla innych zawodników jest Elias - wręcz idealne zakończenie. Podsumowując - zajebiście to zostało rozpisane. Mieliśmy tempo, mocne akcje, psychologia ringowa taka jak powinna być, obie postacie myślę, że zostały rozpisane wręcz idealnie. Klasa ten pojedynek. Rezultat inny być nie mógł.

Open Challange - Dowsonowi nie ułatwia gadanie do ściany, nie zmienia to faktu, że to to samo biadolenie co podczas jego ostatnich pobytów na e-fedach i nie chce mi się tu nic więcej odpowiadać. Siadło kodowanie, tu nie ma pogrubienia, tu jakiejś linijki przerwy. No to czas na debiut Otungi. Powoli się to rozkręcało i zanim zdążyło nabrać tempa mamy atak Hilla. Taka tygodniówka walka z tego wyszła, nic specjalnego, nie mieliśmy za dużo akcji. Nie ma się co tu jednak dziwić bo po pierwsze - zawodnicy nie dostali dużo czasu z wiadomych przyczyn a po drugie - Dowson ma zajebiście czerstwy move set, prawdopodobnie najgorszy w federacji. Ciężko coś mocnego z tego wykręcić. Żałuję, że Dan nie mógł tego przegrać, bo oczywiście wygrana nie wchodziła tutaj w grę. Po pierwsze aktywność, po drugie ten pomysł z listą, który na szczęście chyba już został porzucony. Kolejny raz Dowson "pożyczający" gimmick od prawdziwego zawodnika (bo chyba tajemnicą nie jest, że takie coś pojawiało się już w przeszłości) byłby nie do przełknięcia w jakimkolwiek stopniu.

Pobite jako przerywnik między walkami tu był okey, jakiś segment na PPV jest mile widziany. Zamysł był taki, żeby doprowadzić do tego powrotu Ransoma, który teasowałem np. w newsach. Rob i Dolnick we wstępie segmentu myślę, że zdecydowanie spełnili swoje zadanie. McŁowicz fajnie podpuszczał Grubasa, ten się na to łapał, podkurwiał i odpowiadał w swoim stylu, nie mam się do czego przyczepić. Maksiu wraca w nowej roli, jakiś pomysł na to jest, zobaczymy co z tego wyjdzie. PS. Pozdro Kuba xD

Lopez - Główne typy na rywala Jose były dwa, padło na Reapera. Biorąc pod uwagę ostatnią postawę Lopeza, jego przeszłość i napięte stosunki z RVD - rywal chyba najlepszy z możliwych. Bardzo fajnie tu zagrała psychologia. Co do walki - właśnie ta psychologia bardzo dobrze tu działała. Podobały mi się częste próby pinu zwłaszcza w wykonaniu Lopeza, który ma w pamięci co się kiedyś stało podczas walki z Reaperem i chciał to zakończyć jak najszybciej, nawet z obawy przed dawnymi wydarzeniami. Całościowo bardzo przyjemna i żywa walka, sporo akcji, kickouty po finisherach też miały tu rację bytu. Bardzo udany Co-ME. Warto zaznaczyć, że po walce z Wesem z sierpniowej gali z WCW Lopez przestał chyba całkiem używać akcji wysokiego ryzyka, zwłaszcza finishera z narożnika. Tu on się pojawił i biorąc pod uwagę powyższe - ta akcja tu pasuje. Jose mógł w tym wypadku zaryzykować żeby mieć pewność, że nareszcie sędzia odliczy do 3, a że to walka z Reaperem - jednocześnie może zerwać z dwoma demonami z przeszłości (hehe). W sumie dwie pieczenie na jednym ogniu. Jose wygrywa po naprawdę wyrównanym starciu z poważnym rywalem, nie sądzę, żeby było się tu do czego przyczepić. Naprawdę dobra robota.

RVD2 - będziemy mieć jednego głównego mistrza dla obu brandów, dla mnie na ten moment jedyna słuszna decyzja - co tu więcej dodać. Powinno to się obronić.


ME - Bardzo, naprawdę bardzo dobry pojedynek. Mega przyjemnie czytało się to starcie, wydarzenia zostały pokazane zdecydowanie przejrzyście. W sumie tak jak w przypadku openera - mimo długości lekko przebrnąłem przez całe starcie. Każdy z finalistów dostał tu swoje momenty, mieliśmy sporo akcji, czuć było chemię między zawodnikami. Eliminacje również zostały bardzo dobrze przedstawione, przede wszystkim nie były do siebie podobne. Im dalej w las, tym bardziej było widać desperację wśród uczestników aby zadać ten ostateczny cios i to również na duży plus. Naprawdę bardzo, ale to bardzo dobra robota - zdecydowanie walka wieczoru dowiozła, za co brawa należą się Zimnemu. Szkoda tylko klejnotów Edgara, chyba dwa razy ucierpiały w trakcie całego starcia. Co do rezultatu - mogło to pójść w różne strony, tym razem zwycięsko wyszedł z batalii Remik, za co też należą mu się gratulacje. Axel zasłużył sobie na ten tytuł, takie moje zdanie. Na pewno cieszy powrót FoTiego w takiej formie i liczę, że niedługo ponownie zakręci się przy głównym tytule. Fociak, naprawdę duży szacun za formę, którą prezentujesz po powrocie. Było blisko. Edgar też dostał swój moment i moim zdaniem Emiel również sobie na to zasłużył. Jak dla mnie jest w ścisłej topce pod względem kreatywności, a ja bardzo to cenię. I trzymam kciuki Bryx aby postać Rybacka w obecnym formacie dowiozła w najbliższym czasie, jego również miło go było zobaczyć w ścisłym finale. Po walce mamy Lopeza, który tak jak zapowiadał - będzie miał na celu przyszłego mistrza. Bardzo dobrze rozpisane to kurewskie wręcz przerwanie takiego momentu Axelowi, który na pewno będzie miał prawo być wkurwiony za przeszkodzenie w celebracji z fanami. W końcu to miał być tylko jego moment. Bardzo pasowało to do obecnej postaci Jose. Zakończenie dla mnie również na duży plus.

Wiem, że ocenami walk Ameryki nie odkryję, ale zawsze szło mi to z większym trudem. Sedno raczej zawarłem. Nie trudno w pisaniu tasiemców o pojedyncze literówki, więc takich rzeczy się nie będę przypierdalał (The Bug Guy chyba moja ulubiona). Całościowo PPV wypadło moim zdaniem dobrze. Rezultaty niektóre były zaskakujące, jeszcze inne były totalnie na styk. Poziom pojedynków dowiózł. Większość walk mieliśmy myślę nieprzewidywalnych i jest to spory plus. Same wyniki to już kwestia gustu, mogą się podobać lub nie, ja sam będąc w CT nie muszę być przecież fanem każdego rezultatu. Największy mankament to ci komentatorzy, ale o tym już sporo napisałem. Do zobaczenia podczas następnego PPV i mam też nadzieję, że relacji na discordzie. Fajna sprawa wspólnie posiedzieć przy takiej gali.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2026, 13:24 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
Panter
Moderatorzy
06.07.2026, 13:24 #5
ET - Przyjemne rozpoczęcie gali. Lopez dostał niezłą zagwostkę i na pewno taka wiadomość mogła spowodować w nim niepewność przed swoim pojedynkiem. Nie wiedziałem nic o tej wstawce, aczkolwiek jestem na tak z tym psychologicznym zabiegiem.

Komentatorzy - A skąd tam się pojawiły dwie wypowiedzi Otungi z rzędu? Coś tu chyba nie do końca zagrało. Po 1, ta długość to olbrzymia przesada, a jako że nie jestem w ogóle fanem komentatorów to straszliwie mi się ten wstęp dłuży. Okrutnie wręcz, niezbyt chce się to czytać. Zwłaszcza, że jeśli komentarzy mają się pojawiać, dobrze jakby było tylko i wyłącznie dodatkiem. Po 2, Hajto jest dla mnie do wyjebania. Ta postać jest tu kompletnie zbędna i zdecydowanie nie rozumiem po co któryś już raz ją widujemy w naszej federacji, zwłaszcza że chcemy raczej być poważną organizacją. Niezależnie od tego jak Bryx nim pisze, dla mnie jego w ogóle nie powinniśmy oglądać. Z Otungą mam taki problem jak na początku z Robem - zdecydowanie za dużo porównań związanych z pełnioną profesją i część z nich jest przez to strasznie na siłę. Będzie tego trochę mniej, ale bardziej w punkt - będzie lepiej. Rob mam wrażenie, że to ograniczył i widać efekty. Tu mam wrażenie, że powinno być tak samo. O, no i znowu Otunga dwa razy z rzędu. Nie no, jak widzę Hajtę jeszcze wspominającego o Świerczewskim, to jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że postać nie powinna się tu już pojawić, naprawdę dajmy sobie z nim spokój. Otunga -> Otunga 3 raz. No dziwne to. Dotarłem do końca, ale w bólach. Chyba tylko do Michaela nie mam zastrzeżeń, największą zaletą był fakt, że mówił krótko, aczkolwiek to co mówił miało sens (tak mi się wydaje po jednym przeczytaniu, bo nie ma co ukrywać, że Cole zanikał też trochę między pierdoleniem Hajty, a elaboratami Davida, ale nie mam zamiaru się cofać i to weryfikować). Otunga jak poprawi to, o czym wspominałem to powinno być lepiej, jakiś potencjał w tej postaci widzę. Hajto już wolę zostawić bez komentarza, wystarczająco powiedziałem. Potwornie dłużył mi się ten wstęp, błagam - krócej następnym razem. To powinien być dodatek, a nie taki tasiemiec. Nie chcę się zagłębiać w to, jak wyglądała analiza walk w wykonaniu komentatorów, za bardzo wymęczyłem się czytając ten wstęp - a początek dobrze jakby zachęcał nas do dalszego zagłębiania się w galę. Tu efekt był niestety odwrotny, naprawdę pilnujmy się czy cos takiego musi być aż tak kurewsko długie. Sponiewierali mnie ci komentatorzy straszliwie, duży minus za to.

RVD i Aldis - Mamy oficjalne ogłoszenie brandu. Wybór Aldisa jako GM'a Elysium jest dla mnie jak najbardziej okey. Cieszę się, że udało się znaleźć ciekawe rozwiązanie względem openera i umieścić tam dwa pasy na szali. Uzyskaliśmy efekt zaskoczenia i o to chodziło, a jak już mamy dwa brandy to dobrze aby każdy z nich miał swojego mistrza. Samo logo i pasy moim zdaniem prezentują się pięknie. No to lecimy do walki.

Opener - Zawsze na mnie duże wrażenie robiło, jak Raptor odnajduje się w walkach wieloosobowych. Brak chaosu, pilnowanie tego co się dzieje, przebieg wydarzeń, uporządkowanie całości - klasa, co tu więcej mówić. Jak zawsze miałem problem ze skupieniem się przy czytaniu walk, tak tu muszę przyznać - płynie się przez te wieloosobówki Raptora, tak je zapamiętałem i tu nie jest inaczej. Jestem po przeczytaniu całości i według mnie był to świetnie napisany pojedynek. Każdy zawodnik dostał swoje momenty, mieliśmy bardzo ciekawe spoty, na ogromny plus super oddanie gimmicków wszystkich zawodników, co było bardzo zauważalne zwłaszcza w przypadku Lorda i Dereka, mieliśmy też fajne zagrywki jak np. ta z Mantelem i próbą zdjęcia maski. Świetna akcja, psychologia ringowa, na plus zdecydowanie również momenty ściągnięcia obu pasów - zwłaszcza mogę wyróżnić tu bardzo dobry finisz całej walki. Nie wiem czy jest cokolwiek, do czego mogę się przyczepić. Raptor znowu oddał nam coś ekstra. Co do wyników - nie chcę tu na razie za dużo zdradzać. Jeden wybór dla mnie ujdzie, innym jestem całkiem usatysfakcjonowany. Super był ten pierwszy pojedynek, bangerek na rozpoczęcie gali.

TT Match - Dziwnie to wygląda, że Preston najpierw zrywa klincz i dąży do niego chwilkę później. Mam wrażenie, że trochę chaotycznie był napisany ten pojedynek w porównaniu do Openera. Nie da się jednak ukryć, że takie komediowe pojedynki to coś zdecydowanie dla Bryxa, na pewno kilka tekstów czy porównań urozmaicało czytanie. Nic specjalnego ten pojedynek, ot zwykły TT Match, gdzie jednak właśnie ten sposób pisania autora zasługuje na największy plus. Co do wyniku - dla mnie nie mógłby być inny. Varost jest w formie, ale umówmy się - Butli nie można traktować poważnie, w końcu jest postacią-menelem. Na przeciwko mieliśmy dwóch normalnych zawodników i bardzo dobrze, że to oni wyszli z tego starcia zwycięsko. Dla Uszczelki najlepsze teraz będzie rozdzielenie go od Butli i tego mu zdecydowanie życzę, wtedy będzie mógł pójść wyżej. Z Zygmuntem jako partnerem niestety dla mnie to nie ma po prostu prawa bytu. Menel jest jego hamulcowym w układzie karty. Kropka.

ER Match - Nic tak nie oddało na lajwie jak wejście Eliasa. Wspaniały Doli <3 Jest i pierwsze 67 xD. Dopiero początek, ale już widać do czego dąży ta walka i nie mam zdecydowanie co narzekać, a wręcz przeciwnie. I te zdjęcie xD. Ten Elias jest wspaniały, ten taniec z fortnite, cudownie go Kuba prowadzi xD. Pierwszy mankament - chyba za szybko się ogarnął po ciosie w jaja Elias, ale to chyba jedyne co tutaj znalazłem. Super końcówka. Patrząc na to co działo się z Brutalem i jak wkurwiajacą postacią dla innych zawodników jest Elias - wręcz idealne zakończenie. Podsumowując - zajebiście to zostało rozpisane. Mieliśmy tempo, mocne akcje, psychologia ringowa taka jak powinna być, obie postacie myślę, że zostały rozpisane wręcz idealnie. Klasa ten pojedynek. Rezultat inny być nie mógł.

Open Challange - Dowsonowi nie ułatwia gadanie do ściany, nie zmienia to faktu, że to to samo biadolenie co podczas jego ostatnich pobytów na e-fedach i nie chce mi się tu nic więcej odpowiadać. Siadło kodowanie, tu nie ma pogrubienia, tu jakiejś linijki przerwy. No to czas na debiut Otungi. Powoli się to rozkręcało i zanim zdążyło nabrać tempa mamy atak Hilla. Taka tygodniówka walka z tego wyszła, nic specjalnego, nie mieliśmy za dużo akcji. Nie ma się co tu jednak dziwić bo po pierwsze - zawodnicy nie dostali dużo czasu z wiadomych przyczyn a po drugie - Dowson ma zajebiście czerstwy move set, prawdopodobnie najgorszy w federacji. Ciężko coś mocnego z tego wykręcić. Żałuję, że Dan nie mógł tego przegrać, bo oczywiście wygrana nie wchodziła tutaj w grę. Po pierwsze aktywność, po drugie ten pomysł z listą, który na szczęście chyba już został porzucony. Kolejny raz Dowson "pożyczający" gimmick od prawdziwego zawodnika (bo chyba tajemnicą nie jest, że takie coś pojawiało się już w przeszłości) byłby nie do przełknięcia w jakimkolwiek stopniu.

Pobite jako przerywnik między walkami tu był okey, jakiś segment na PPV jest mile widziany. Zamysł był taki, żeby doprowadzić do tego powrotu Ransoma, który teasowałem np. w newsach. Rob i Dolnick we wstępie segmentu myślę, że zdecydowanie spełnili swoje zadanie. McŁowicz fajnie podpuszczał Grubasa, ten się na to łapał, podkurwiał i odpowiadał w swoim stylu, nie mam się do czego przyczepić. Maksiu wraca w nowej roli, jakiś pomysł na to jest, zobaczymy co z tego wyjdzie. PS. Pozdro Kuba xD

Lopez - Główne typy na rywala Jose były dwa, padło na Reapera. Biorąc pod uwagę ostatnią postawę Lopeza, jego przeszłość i napięte stosunki z RVD - rywal chyba najlepszy z możliwych. Bardzo fajnie tu zagrała psychologia. Co do walki - właśnie ta psychologia bardzo dobrze tu działała. Podobały mi się częste próby pinu zwłaszcza w wykonaniu Lopeza, który ma w pamięci co się kiedyś stało podczas walki z Reaperem i chciał to zakończyć jak najszybciej, nawet z obawy przed dawnymi wydarzeniami. Całościowo bardzo przyjemna i żywa walka, sporo akcji, kickouty po finisherach też miały tu rację bytu. Bardzo udany Co-ME. Warto zaznaczyć, że po walce z Wesem z sierpniowej gali z WCW Lopez przestał chyba całkiem używać akcji wysokiego ryzyka, zwłaszcza finishera z narożnika. Tu on się pojawił i biorąc pod uwagę powyższe - ta akcja tu pasuje. Jose mógł w tym wypadku zaryzykować żeby mieć pewność, że nareszcie sędzia odliczy do 3, a że to walka z Reaperem - jednocześnie może zerwać z dwoma demonami z przeszłości (hehe). W sumie dwie pieczenie na jednym ogniu. Jose wygrywa po naprawdę wyrównanym starciu z poważnym rywalem, nie sądzę, żeby było się tu do czego przyczepić. Naprawdę dobra robota.

RVD2 - będziemy mieć jednego głównego mistrza dla obu brandów, dla mnie na ten moment jedyna słuszna decyzja - co tu więcej dodać. Powinno to się obronić.


ME - Bardzo, naprawdę bardzo dobry pojedynek. Mega przyjemnie czytało się to starcie, wydarzenia zostały pokazane zdecydowanie przejrzyście. W sumie tak jak w przypadku openera - mimo długości lekko przebrnąłem przez całe starcie. Każdy z finalistów dostał tu swoje momenty, mieliśmy sporo akcji, czuć było chemię między zawodnikami. Eliminacje również zostały bardzo dobrze przedstawione, przede wszystkim nie były do siebie podobne. Im dalej w las, tym bardziej było widać desperację wśród uczestników aby zadać ten ostateczny cios i to również na duży plus. Naprawdę bardzo, ale to bardzo dobra robota - zdecydowanie walka wieczoru dowiozła, za co brawa należą się Zimnemu. Szkoda tylko klejnotów Edgara, chyba dwa razy ucierpiały w trakcie całego starcia. Co do rezultatu - mogło to pójść w różne strony, tym razem zwycięsko wyszedł z batalii Remik, za co też należą mu się gratulacje. Axel zasłużył sobie na ten tytuł, takie moje zdanie. Na pewno cieszy powrót FoTiego w takiej formie i liczę, że niedługo ponownie zakręci się przy głównym tytule. Fociak, naprawdę duży szacun za formę, którą prezentujesz po powrocie. Było blisko. Edgar też dostał swój moment i moim zdaniem Emiel również sobie na to zasłużył. Jak dla mnie jest w ścisłej topce pod względem kreatywności, a ja bardzo to cenię. I trzymam kciuki Bryx aby postać Rybacka w obecnym formacie dowiozła w najbliższym czasie, jego również miło go było zobaczyć w ścisłym finale. Po walce mamy Lopeza, który tak jak zapowiadał - będzie miał na celu przyszłego mistrza. Bardzo dobrze rozpisane to kurewskie wręcz przerwanie takiego momentu Axelowi, który na pewno będzie miał prawo być wkurwiony za przeszkodzenie w celebracji z fanami. W końcu to miał być tylko jego moment. Bardzo pasowało to do obecnej postaci Jose. Zakończenie dla mnie również na duży plus.

Wiem, że ocenami walk Ameryki nie odkryję, ale zawsze szło mi to z większym trudem. Sedno raczej zawarłem. Nie trudno w pisaniu tasiemców o pojedyncze literówki, więc takich rzeczy się nie będę przypierdalał (The Bug Guy chyba moja ulubiona). Całościowo PPV wypadło moim zdaniem dobrze. Rezultaty niektóre były zaskakujące, jeszcze inne były totalnie na styk. Poziom pojedynków dowiózł. Większość walk mieliśmy myślę nieprzewidywalnych i jest to spory plus. Same wyniki to już kwestia gustu, mogą się podobać lub nie, ja sam będąc w CT nie muszę być przecież fanem każdego rezultatu. Największy mankament to ci komentatorzy, ale o tym już sporo napisałem. Do zobaczenia podczas następnego PPV i mam też nadzieję, że relacji na discordzie. Fajna sprawa wspólnie posiedzieć przy takiej gali.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2026, 13:24 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
06.07.2026, 19:11
#6
ET - Pisane przez Rysia, skoro zaakceptowałem formę tego, to znaczy, że mi się spodobało. xD Ładnie napisane, nic tu nawet zmian nie sugerowałem, bo po prostu wszystko, co powinno być jest i trzeba było jednak trochę Lopezowi namieszać w głowie. Nawet po tym segmencie mało kto mógłby wpaść, co wydarzy się na gali.

Komentatorzy - Bałem się, że na ostatniej tygodniówce komentatorzy byli za dłudzy, ale to był mój segment, nie wiedziałem, że potem będę miał drugi. Tutaj jednak mamy to 2 razy dłuższe, no i sam fakt, że to jest taka ściana tekstu odstrasza, bo koniec końców, to jest tylko omówienie walk, ale no zobaczmy. Może Otunga osłodzi nam to, bo swoją drogą to ciekawy debiut, już wiem, że on potem będzie walczył, ale zacząć jako komentator? Nie brzmi to źle, serio akurat. Ty no, ja się tu z Panterem zgodzę, ten jeden raz, pierwsza kwestia Otungi wygląda jak te McŁowicza, gdzie dawał kulinarne porównanie w każdym zdaniu, nawet budowa tego jest podobna, że to aż wygląda, jakby jedna osoba pisała. xD Czemu David ma w ogóle dwie kwestie pod sobą. Te porównania są spoko, bo pasujące do charakteru postaci, ale kurde, on się z tego wystrzela w komentatorce, która męczy każdego i co potem? Może niepotrzebnie się tu zjawił, bo sobie zaszkodzi. xD Brak mi trochę w tych kwestiach Otungi emocji po prostu. Strasznie to takie suche się wydaje. Bardziej ludzko musi gadać albo uznam, że ai to robiło.. Nie no, taka porada po prostu. Można dawać te porównania, ale trzeba też trochę luzu więcej i emocji dorzucić. Dick Edgarson, to jest tak głupie, że się w końcu zaśmiałem. Mi się już nie chce nawet po Hajcie jako komentatorze jechać, bo robiłem to na początku federacji. Przebrnąłem przez całość w końcu. Cole'a i Hajto cięzko tu ocenić, do odbębnienia po prostu, a Tomek to po prostu żarty o alkoholiźmie. Dajcie mu Butle do komentowania w takim razie, skoro i tak został przejęty. Otunga mimo zastrzeżeń ode mnie, czy też porad.. to się źle nie pokazał. Przyłożył się do tego wszystkiego i to się spina z jego charakterem, raczej można uznać, że pozytywnie się pokazał, zwłaszcza że to jest jego debiut. Tylko czy on nie wystrzela się z tych tekstów?

Ogłoszenie - Mój pomysł przeszedł, jakieś dodatkowe punkty do arkusza za taką rewolucję? Dwa brandy powinny oddać. U Aldisa w pewnym momencie chyba coś źle kodowanie wleciało. Nawet w kilku momentach, oj się pomieszało wszystko. Dobra, totalna wyjebka kodu, z widłami na tego, który to zrobił. Pasy ładne, nowa nazwa tygodniówki super. Kolorystyka mi się bardzo podoba. Ten pomysł z walką o dwa pasy zajebisty, nie miałem pojęcia o tym.

Opener - Najlepsze wejściówki mają Sabre i Mantel. Dobra robota panowie. Francuz ma lepszy theme niż Cava. Ogólnie się mocno postarano przy obu wejściówkach. Postać Montclaira mi bardziej siedzi i klimat wokół niej, ale Jorge dobrą robotę robi jako baby face. Derek to ma tak dospermiony theme song, ja się bałem jako dziecko tego mocno XD. On i zamaskowany obrońca zwierząt wejściówki do odbębnienia bardziej, ale spoko. Ja też tak zrobiłem, w końcu nie main eventowałem najważniejszej gali.  Przejdźmy już do starcia. Na wstępie szacun dla Raptora za branie się za to. Dla mnie jako ex bookera to była prawdziwa zmora. Starcia wieloosobowe i to jeszcze z drabinami i innymi chujami mujami. Rzucili się na Meksoli jako pierwszych za te ich hiszpańskie wstawki, zaufajcie mi. Tak było. Ciekawe czy Francuz typową heelową zagrywkę odjebał i uciekł, by potem wrócić się bić. Trzeba też Raptorowi plusa dać od razu za to, jakie piękne pseudonimy wymyśla na poczekaniu uczestnikom. To jest ważna umiejętność bookerska. Fajnie, że nawet tutaj Sabre kmini, jak gwałcić palce swoich rywali i drabiny do tego używa. xD Podoba się mnie ta wstawka z Hallowayem i tą drabiną, no i bookerski dopisek o kopule świata. No koci luchador właśnie od takich spotów jest jak ten z wyskokiem z drabiny. O, to użycie też Derekowej drabiny przez Lorda Kruszwila też fajne. Ciekawe jak duży procent osób czytając ''HELIKOPTER, HELIKOPTER'' ma od razu tamtą zjebaną piosenkę w głowie. Cava z pasem, ale jakim kosztem, jak chwilę później zbiera taki tęgi wpierdol. Derrick z tym zdejmowaniem maski ostro odpierdala, iskrzy między nimi, ale w sumie to już na poprzedniej gali były zalążki, więć można się spodziewać, że będzie iskrzyć dalej. Bardzo fajny spot z drabinami i skokiem z krzesłem. No i Derek z pasem, do tego zaraz wrócimy. Teraz oceńmy całość, którą czytało się bardzo dobrze, bo chaos był kontrolowany. Nie było momentów takich, że szło się pogubić. Mieli wszyscy swoje momenty większe lub mniejsze. Drabin używano sporo, do tego dochodziły krzesła, laski. Zadbano nawet, żeby Zack nadal trzymał się swojego stylu walki, ale w stylu drabiniastym. Zawsze mnie uczono, że nie powinno mieszać się czasów podczas pisania walki, ale chyba w takiej wieloosobowej to byłoby niewykonalne lub bardzo, bardzo trudne i ograniczające. Raptor odwalił dobrą robotę i takim openerem to na pewno by zachęcił do oglądania reszty gali. Same bookerskie wstawki też robiły robotę. Teraz przejdźmy do wyników. Cavazosa w sumie obstawiałem, bo jest bardzo aktywny i miał teraz dobry moment. Nie miałem pojęcia, że wygrają dwie osoby. W sumie cieszy, że jest to Halloway, tylko czy jemu ten pas nie będzie przeszkadzał? Na pewno coś wymyśli, ale powinien być nieufny wobec tego trofeum. xD Poziomowo pewnie Zack był faworytem, ale jak jesteś w dupę z aktywnością jak zwykle, to cudów nie zdziałasz. Arkusz jest bezlitosny, samym postem sie nie wygra, a nie znam też ocen postów, to ciężko mi coś powiedzieć więcej.

Tag Team - Jak przy tej pierwszej wejściówce wskazują na rywali, skoro oni pierwsi weszli do ringu? Plus co to za hybryda ''Zygmunt Uszczelka''. Chociaż nie powiem, jak ich poznawałem, to ich iminiona w komentarzu mi się zawsze jebały i musiałem poprawiać. Ogólnie wejście fajne, ale opróżnianie seteczki przed walką, to chyba nie jest dobry pomysł, co nie? Ogólnie zamysł Butli to już coraz bardziej przeginka się robiła, bo najebany menel ma pokonywać kogokolwiek? Bogacze jak na taką walkę to też się postarali. Chociaż to ''i dont need your legacy'' to tak średnio pasuje, patrząc na zmiany w postaci Steele'a. Przejdźmy do walki już, liczę na komedię. No i prawidłowe rozpisanie Uszczelki, który w hierarchii jest wyżej tu niż ktokolwiek. Czemu Uszczelka jest bardzo zły, że nie zakończył walki po suplexie? Bez przesady. xD Czy Butla tam pod ringiem też chlał jeszcze? Wychodzi na to, że tak. Dobrze, że chociaż jest to rozpisane, że na przykład akcję krzywo wykonuje przez ten stan, ale sam fakt, że oni walczą z nim, zbierają ciosy, a on jest najebanym menelem, to pogrzebuje naszych bogaczy. Jakieś takie z dupy to zakończenie. Wstawki komediowe spoko, ale na gali zbudowali to starcie brutalnie dosyć, wydarzyło się sporo. Przychodzi walka i Butla wali sobie setke, potem piwo. Jeszcze jest w stanie i tak walczyć. Dobrze, że on pin zebrał na japę i że Uszczelka nie traci, który po prostu nie był w stanie ugrać tego 1v2. Mnie to starcie nie porwało i chyba nie miało jak, skoro to normalny tag team match z żulem, który sobie pije podczas walk. Komedia komedia, ale przyjmowanie ciosów i akcji od niego to nie stawia i tak bogaczy w dobrym świetle. Ryse widzę wprowadza w nim zmiany i dobrze, ale to tak do końca to nie da się tego odratować. Uszczelka powinien solo walczyć i się ograniczać do segmentów z Butlą, bo on po prostu go ciągnie na dno i Zbyszek przez cały turniej pokazał, że stać go na wiele więcej niż przejebanie takiego tag team matchu. A jak jeszcze profesjonalniejsza ocena tego starcia jest potrzebna, to ja nie wiem. Nie umiem. Po prostu cięzko miał booker, żeby wyrzeźbić coś z tego.

Brutal vs Shadow - Śmieje się do monitora, rozpierdoliło mnie wejścia Eliasa na łopatki. Ta piosenka, jeszcze wykonanie na żywo o in śpiewający to razem z tym Dolim zajebanym.  XDD Jeszcze tego 67 brakowało, ja pierdole. Wejście gali chyba co. Brutal też się popisał, ale on w inny sposób. Fajnie to obmyślone i przygotowanie sobie wszystkiego na później, podoba się mnie to. Elias spierdalający z ringu już na start to dobry zabieg, boże jak mi ta jego postać siedzi i jak to wszystko łatwo sobie wyobrazić. xD Brutal aż cheer dostaje z  tego wszystkiego, ale słusznie. Fani raczej byliby za tym, żeby ten edgy gówniak dostał nauczkę. Psychologia ringowa to ma tutaj level 67. XD Tego zdjęcia w tym woreczku to się nie spodziewałem. Żeby tak biednego Eliasa bić w jaja za taniec Fortnite.. ale jako fan gimmicku Nakamury napierdalającego po jajach to jestem za... Skibidi Kicka się nie spodziewałem. XDDD Błagam, niech ta postać będzie jak najdłużej, nie zabijajcie jej nigdy. Piękna walka. Sam Michał był zadowolony na VC discordowym i się nie dziwię. Brutal idealnie rozpisany, Elias to samo. Dużo psychologii ringowej, dużo śmiesznych rzeczy, do tego hardcore. Bardzo dobrze się to czytało. Takie walki ocenia się najlepiej. Mike ma swój upragniony hardcore i dewastacje na Eliasie. Chyba koniec już ich zabaw i Brutal może powoli odkutkę robić.

Dowson vs ??? - Nie wiem czy to promo było potrzebne, już można to było zakończyć na tym, co było na poprzedniej gali. Tutaj wychodzi po raz setny, by pogadać do ściany i nie wnieść totalnie nic do swojej postaci, do gali, do czegokolwiek. No ja nie wiem, po co ta kwestia się tutaj pojawiła. Odpowiedź na ten czelendż można było oddzielić, a nie mieszać razem z walką. Davida to się chyba nikt nie spodziewał. xD A sama walka? No tygodniówką  trąci na kilometrów tysiąc. Nie rozumiem tego, Dowson nie zyskał totalnie nic. Cały ten czas, gadał, gadał i gadał, dostał na PPV takie coś, przegrywa ostatecznie przez DQ jeszcze. Zyskał na tym Hill, bo przyszedł komus najebać, zyskał również Otunga, która zapewne będzie w Allanie miał rywala, ale no ja nie jestem fanem tego starcia i całego pomysłu na to wszystko. Do bookera się nie czepiam, bo nie mam o co, nie było z czego rzeźbić, jeśli dosłownie dostajemy tygodniówkowe coś. Szacun, że bookerowi się w ogóle pisać to chciało, bo zazwyczaj na PPV chce się pisać coś fajnego, a tutaj za zadanie jest pisanie takiego czegoś. Tyle czekania i ostatecznie taka dupa.

Pobite gary - Ja tutaj Dolnickiem błyszczeć nie próbowałem, bo i nie było po co, wiedziałem, co będzie najważniejsze. Rob spoko to poprowadził, dzięki niemu mogłem się opierdalać, bo się bardziej przyłożył i nadał temu kierunek, ale ten segment i tak prowadził głównie do czegoś większego i spełnił swoje zdanie. Ransom był teasowany w różne sposoby, niektórzy to go widzieli w walce z Lopezem. xD Takiego Maksia nikt się nie spodziewał, totalnie odmieniona wersja i mi się ten speech podoba. Czuć ten żal i to, że ostatni czas go  trochę sponiewierał. Tak się właśnie powinno  przekazywać emocje w speechu i wyczekujcie wielkich rzeczy z Ransomem. A Panter jak to czytasz - pierdol się.

Lopez vs Reaper - Ngl podoba mi się ta muzyka, która przy wejściu Reapera jest. W tej walce na bank będzie dużo psychologii ringowej. Jest sporo akcji celujących w plecy i kark, czyli tak jak być powinno. Obaj mocno rozpisani. Przebrnąłem przez całość. Fajny singles match, który opowiedział historię. Gabaryty dobrze zaznaczone. Jose przypomniał jak świetny w ringu jest i jakie rzeczy potrafi robić, nadal to ma. Była ta psychologia, było dużo akcji, tempo też spoko. Reaper przyjął na papę 3 finishery, więc Lopezzo się musiał ostro postarać, żeby pogrzebać demona. Nawet dwa, bo Panter słusznie zauważył, że Jose może mieć awersję do Es El Final, chociaż to potem już chyba i tak tego jeszcze użył kiedyś. Tutaj w LPW pokazał środkowe palce i zszedł z lin jak miał to robić, ale teraz, teraz zrobił to dla świętego spokoju i odcięcia się. Miło się to czytało. Jak na to, że musiałem użerać się sam ze sobą i komediowymi postaciami przez cały ten czas, to chyba nie było źle, a samo to starcie opowiedziało historię nawet tym, którzy jej nie znają. Mała ściągawka: Lopez już w PHW 8 lat temu walczył z Reaperem, który był pretendentem do głównego tytułu i Jose pokonał go, broniąc pas. Potem w WCW znowu się spotkali, ale Reaper władał Riddlem wtedy i go na ciemną stronę przeciągnął, więc walczył jego rękoma. Ostatecznie Żniwiarz botchem podczas walki w tym sierpniu 2020 roku posłał Jose na dłuższą przerwę i to taką prawdziwą, która zmieniła cały charakter Lopeza jako człowieka.

Główny mistrz w obu brandach to chyba spoko rozwiązanie, ale będzie miał więcej roboty. Powodzenia. xD

Main Event  - Dobra, już mi końcówka została, trzeba aż kawę walnąć. Requiem dla snu piękny film, więc szacun Kenny za muzę. Mocny pomysł na wejście, godny Main Eventu. Takie to epickie z letsza, czyż nie? 2026 a ten po raz kolejny w swoim życiu main eventuje gale. Ryback wchodzi, Riddle już jest i wyluzowany jest? Nie zgrywa się to. Edgar spoko, klimatycznie, ale tęsknie za jego dawnym theme songiem, ten nie jest zły, ale tamten był jakiś taki cool mega. Ten jednak chyba bardziej pasuje do aktualnego wydania Edgara, więc no jest i tak spoko. Remik to zdecydowanie lubi klasyki dawnych lat, a ja lubię ,gdy on je ma, czemu one tak zawsze pasują do tych jego postaci i wejsciówek. No i klasa entrance, koszulka też fajna, podoba mi się. Dobrze, booker nie zapomniał, ze oni muszą się rzucić na siebie. Mowa o Riddle'u i Rybacku. Fajne kombinacje z użyciem każdej osoby. Miałem się nie czepiać literówek, ale ''zamoczonego'' sprawia, że przez chwilę myślałem, że po prostu miało być zmęczonego, ale potem szybko dotarło, że zamroczonego. XD No tak w połowie jestem i naprawdę dobra robota. Tempo konkretne i zadbane o to, byśmy w każdym momencie wiedzieli, gdzie kto jest. To się ceni. Edgara klejnoty w tej walce to największy przegrany. No i Ryback odpada jako pierwszy, ale przyjął sporo przed tym pinem, więc będzie mógł się jakoś wybronić z tego. Po tym przypięciu Edgara, to myslę, że wiekszość by kupiła, że po Fade to Black na japę Riddle'a będzie koniec, więc fajny nearfall. Ogólnie to tam młyn super na koniec był i kontrowanie wszystkiego, to tygryski lubią najbardziej. Całość - klasa. Tempo, styl pisania, sekwencje, emocje. Było to wszystko, więc z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że walka godna ME, aż rozpala we mnie moją dawną bookerską krew.. mam nadzieję, że jeszcze kiedyś skrobnę coś na PPV wielkiego. Wynik? Wiadome było od początku, że to będzie między Riddlem i Axelem. Ja w typerze dałem Blaze'a, przez to, że większy potencjał BSowy miała jego postać. Na galach Riddle leciał jak wściekły. Podobno Edgar też dał fajnego posta, ale nie czytałem ich postów. To co na końcu to już ja napisałem, Lopez zachował się słownie, co można tutaj dodać. Czy to sprawia, że będzie walczył o pas? Niekoniecznie, ale to zobaczycie dalej.

Całość wypada ocenić, chociaż ciężko. Opener i ME były najlepsze i potem Lopez vs Reaper. A jeszcze Brutal vs Shadow, ale to trochę ciężko zestawiać z tymi walkami, bo było napisane super, ale umówmy się - Brutal miał mu wpierdolić i to zrobił. Reszta walk mniej dowiozła, więc w sumie dwie tylko, ale to też nawet nie wina bookerów. Wina tego, że nie było z czego tam rzeźbić.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
06.07.2026, 19:11 #6
ET - Pisane przez Rysia, skoro zaakceptowałem formę tego, to znaczy, że mi się spodobało. xD Ładnie napisane, nic tu nawet zmian nie sugerowałem, bo po prostu wszystko, co powinno być jest i trzeba było jednak trochę Lopezowi namieszać w głowie. Nawet po tym segmencie mało kto mógłby wpaść, co wydarzy się na gali.

Komentatorzy - Bałem się, że na ostatniej tygodniówce komentatorzy byli za dłudzy, ale to był mój segment, nie wiedziałem, że potem będę miał drugi. Tutaj jednak mamy to 2 razy dłuższe, no i sam fakt, że to jest taka ściana tekstu odstrasza, bo koniec końców, to jest tylko omówienie walk, ale no zobaczmy. Może Otunga osłodzi nam to, bo swoją drogą to ciekawy debiut, już wiem, że on potem będzie walczył, ale zacząć jako komentator? Nie brzmi to źle, serio akurat. Ty no, ja się tu z Panterem zgodzę, ten jeden raz, pierwsza kwestia Otungi wygląda jak te McŁowicza, gdzie dawał kulinarne porównanie w każdym zdaniu, nawet budowa tego jest podobna, że to aż wygląda, jakby jedna osoba pisała. xD Czemu David ma w ogóle dwie kwestie pod sobą. Te porównania są spoko, bo pasujące do charakteru postaci, ale kurde, on się z tego wystrzela w komentatorce, która męczy każdego i co potem? Może niepotrzebnie się tu zjawił, bo sobie zaszkodzi. xD Brak mi trochę w tych kwestiach Otungi emocji po prostu. Strasznie to takie suche się wydaje. Bardziej ludzko musi gadać albo uznam, że ai to robiło.. Nie no, taka porada po prostu. Można dawać te porównania, ale trzeba też trochę luzu więcej i emocji dorzucić. Dick Edgarson, to jest tak głupie, że się w końcu zaśmiałem. Mi się już nie chce nawet po Hajcie jako komentatorze jechać, bo robiłem to na początku federacji. Przebrnąłem przez całość w końcu. Cole'a i Hajto cięzko tu ocenić, do odbębnienia po prostu, a Tomek to po prostu żarty o alkoholiźmie. Dajcie mu Butle do komentowania w takim razie, skoro i tak został przejęty. Otunga mimo zastrzeżeń ode mnie, czy też porad.. to się źle nie pokazał. Przyłożył się do tego wszystkiego i to się spina z jego charakterem, raczej można uznać, że pozytywnie się pokazał, zwłaszcza że to jest jego debiut. Tylko czy on nie wystrzela się z tych tekstów?

Ogłoszenie - Mój pomysł przeszedł, jakieś dodatkowe punkty do arkusza za taką rewolucję? Dwa brandy powinny oddać. U Aldisa w pewnym momencie chyba coś źle kodowanie wleciało. Nawet w kilku momentach, oj się pomieszało wszystko. Dobra, totalna wyjebka kodu, z widłami na tego, który to zrobił. Pasy ładne, nowa nazwa tygodniówki super. Kolorystyka mi się bardzo podoba. Ten pomysł z walką o dwa pasy zajebisty, nie miałem pojęcia o tym.

Opener - Najlepsze wejściówki mają Sabre i Mantel. Dobra robota panowie. Francuz ma lepszy theme niż Cava. Ogólnie się mocno postarano przy obu wejściówkach. Postać Montclaira mi bardziej siedzi i klimat wokół niej, ale Jorge dobrą robotę robi jako baby face. Derek to ma tak dospermiony theme song, ja się bałem jako dziecko tego mocno XD. On i zamaskowany obrońca zwierząt wejściówki do odbębnienia bardziej, ale spoko. Ja też tak zrobiłem, w końcu nie main eventowałem najważniejszej gali.  Przejdźmy już do starcia. Na wstępie szacun dla Raptora za branie się za to. Dla mnie jako ex bookera to była prawdziwa zmora. Starcia wieloosobowe i to jeszcze z drabinami i innymi chujami mujami. Rzucili się na Meksoli jako pierwszych za te ich hiszpańskie wstawki, zaufajcie mi. Tak było. Ciekawe czy Francuz typową heelową zagrywkę odjebał i uciekł, by potem wrócić się bić. Trzeba też Raptorowi plusa dać od razu za to, jakie piękne pseudonimy wymyśla na poczekaniu uczestnikom. To jest ważna umiejętność bookerska. Fajnie, że nawet tutaj Sabre kmini, jak gwałcić palce swoich rywali i drabiny do tego używa. xD Podoba się mnie ta wstawka z Hallowayem i tą drabiną, no i bookerski dopisek o kopule świata. No koci luchador właśnie od takich spotów jest jak ten z wyskokiem z drabiny. O, to użycie też Derekowej drabiny przez Lorda Kruszwila też fajne. Ciekawe jak duży procent osób czytając ''HELIKOPTER, HELIKOPTER'' ma od razu tamtą zjebaną piosenkę w głowie. Cava z pasem, ale jakim kosztem, jak chwilę później zbiera taki tęgi wpierdol. Derrick z tym zdejmowaniem maski ostro odpierdala, iskrzy między nimi, ale w sumie to już na poprzedniej gali były zalążki, więć można się spodziewać, że będzie iskrzyć dalej. Bardzo fajny spot z drabinami i skokiem z krzesłem. No i Derek z pasem, do tego zaraz wrócimy. Teraz oceńmy całość, którą czytało się bardzo dobrze, bo chaos był kontrolowany. Nie było momentów takich, że szło się pogubić. Mieli wszyscy swoje momenty większe lub mniejsze. Drabin używano sporo, do tego dochodziły krzesła, laski. Zadbano nawet, żeby Zack nadal trzymał się swojego stylu walki, ale w stylu drabiniastym. Zawsze mnie uczono, że nie powinno mieszać się czasów podczas pisania walki, ale chyba w takiej wieloosobowej to byłoby niewykonalne lub bardzo, bardzo trudne i ograniczające. Raptor odwalił dobrą robotę i takim openerem to na pewno by zachęcił do oglądania reszty gali. Same bookerskie wstawki też robiły robotę. Teraz przejdźmy do wyników. Cavazosa w sumie obstawiałem, bo jest bardzo aktywny i miał teraz dobry moment. Nie miałem pojęcia, że wygrają dwie osoby. W sumie cieszy, że jest to Halloway, tylko czy jemu ten pas nie będzie przeszkadzał? Na pewno coś wymyśli, ale powinien być nieufny wobec tego trofeum. xD Poziomowo pewnie Zack był faworytem, ale jak jesteś w dupę z aktywnością jak zwykle, to cudów nie zdziałasz. Arkusz jest bezlitosny, samym postem sie nie wygra, a nie znam też ocen postów, to ciężko mi coś powiedzieć więcej.

Tag Team - Jak przy tej pierwszej wejściówce wskazują na rywali, skoro oni pierwsi weszli do ringu? Plus co to za hybryda ''Zygmunt Uszczelka''. Chociaż nie powiem, jak ich poznawałem, to ich iminiona w komentarzu mi się zawsze jebały i musiałem poprawiać. Ogólnie wejście fajne, ale opróżnianie seteczki przed walką, to chyba nie jest dobry pomysł, co nie? Ogólnie zamysł Butli to już coraz bardziej przeginka się robiła, bo najebany menel ma pokonywać kogokolwiek? Bogacze jak na taką walkę to też się postarali. Chociaż to ''i dont need your legacy'' to tak średnio pasuje, patrząc na zmiany w postaci Steele'a. Przejdźmy do walki już, liczę na komedię. No i prawidłowe rozpisanie Uszczelki, który w hierarchii jest wyżej tu niż ktokolwiek. Czemu Uszczelka jest bardzo zły, że nie zakończył walki po suplexie? Bez przesady. xD Czy Butla tam pod ringiem też chlał jeszcze? Wychodzi na to, że tak. Dobrze, że chociaż jest to rozpisane, że na przykład akcję krzywo wykonuje przez ten stan, ale sam fakt, że oni walczą z nim, zbierają ciosy, a on jest najebanym menelem, to pogrzebuje naszych bogaczy. Jakieś takie z dupy to zakończenie. Wstawki komediowe spoko, ale na gali zbudowali to starcie brutalnie dosyć, wydarzyło się sporo. Przychodzi walka i Butla wali sobie setke, potem piwo. Jeszcze jest w stanie i tak walczyć. Dobrze, że on pin zebrał na japę i że Uszczelka nie traci, który po prostu nie był w stanie ugrać tego 1v2. Mnie to starcie nie porwało i chyba nie miało jak, skoro to normalny tag team match z żulem, który sobie pije podczas walk. Komedia komedia, ale przyjmowanie ciosów i akcji od niego to nie stawia i tak bogaczy w dobrym świetle. Ryse widzę wprowadza w nim zmiany i dobrze, ale to tak do końca to nie da się tego odratować. Uszczelka powinien solo walczyć i się ograniczać do segmentów z Butlą, bo on po prostu go ciągnie na dno i Zbyszek przez cały turniej pokazał, że stać go na wiele więcej niż przejebanie takiego tag team matchu. A jak jeszcze profesjonalniejsza ocena tego starcia jest potrzebna, to ja nie wiem. Nie umiem. Po prostu cięzko miał booker, żeby wyrzeźbić coś z tego.

Brutal vs Shadow - Śmieje się do monitora, rozpierdoliło mnie wejścia Eliasa na łopatki. Ta piosenka, jeszcze wykonanie na żywo o in śpiewający to razem z tym Dolim zajebanym.  XDD Jeszcze tego 67 brakowało, ja pierdole. Wejście gali chyba co. Brutal też się popisał, ale on w inny sposób. Fajnie to obmyślone i przygotowanie sobie wszystkiego na później, podoba się mnie to. Elias spierdalający z ringu już na start to dobry zabieg, boże jak mi ta jego postać siedzi i jak to wszystko łatwo sobie wyobrazić. xD Brutal aż cheer dostaje z  tego wszystkiego, ale słusznie. Fani raczej byliby za tym, żeby ten edgy gówniak dostał nauczkę. Psychologia ringowa to ma tutaj level 67. XD Tego zdjęcia w tym woreczku to się nie spodziewałem. Żeby tak biednego Eliasa bić w jaja za taniec Fortnite.. ale jako fan gimmicku Nakamury napierdalającego po jajach to jestem za... Skibidi Kicka się nie spodziewałem. XDDD Błagam, niech ta postać będzie jak najdłużej, nie zabijajcie jej nigdy. Piękna walka. Sam Michał był zadowolony na VC discordowym i się nie dziwię. Brutal idealnie rozpisany, Elias to samo. Dużo psychologii ringowej, dużo śmiesznych rzeczy, do tego hardcore. Bardzo dobrze się to czytało. Takie walki ocenia się najlepiej. Mike ma swój upragniony hardcore i dewastacje na Eliasie. Chyba koniec już ich zabaw i Brutal może powoli odkutkę robić.

Dowson vs ??? - Nie wiem czy to promo było potrzebne, już można to było zakończyć na tym, co było na poprzedniej gali. Tutaj wychodzi po raz setny, by pogadać do ściany i nie wnieść totalnie nic do swojej postaci, do gali, do czegokolwiek. No ja nie wiem, po co ta kwestia się tutaj pojawiła. Odpowiedź na ten czelendż można było oddzielić, a nie mieszać razem z walką. Davida to się chyba nikt nie spodziewał. xD A sama walka? No tygodniówką  trąci na kilometrów tysiąc. Nie rozumiem tego, Dowson nie zyskał totalnie nic. Cały ten czas, gadał, gadał i gadał, dostał na PPV takie coś, przegrywa ostatecznie przez DQ jeszcze. Zyskał na tym Hill, bo przyszedł komus najebać, zyskał również Otunga, która zapewne będzie w Allanie miał rywala, ale no ja nie jestem fanem tego starcia i całego pomysłu na to wszystko. Do bookera się nie czepiam, bo nie mam o co, nie było z czego rzeźbić, jeśli dosłownie dostajemy tygodniówkowe coś. Szacun, że bookerowi się w ogóle pisać to chciało, bo zazwyczaj na PPV chce się pisać coś fajnego, a tutaj za zadanie jest pisanie takiego czegoś. Tyle czekania i ostatecznie taka dupa.

Pobite gary - Ja tutaj Dolnickiem błyszczeć nie próbowałem, bo i nie było po co, wiedziałem, co będzie najważniejsze. Rob spoko to poprowadził, dzięki niemu mogłem się opierdalać, bo się bardziej przyłożył i nadał temu kierunek, ale ten segment i tak prowadził głównie do czegoś większego i spełnił swoje zdanie. Ransom był teasowany w różne sposoby, niektórzy to go widzieli w walce z Lopezem. xD Takiego Maksia nikt się nie spodziewał, totalnie odmieniona wersja i mi się ten speech podoba. Czuć ten żal i to, że ostatni czas go  trochę sponiewierał. Tak się właśnie powinno  przekazywać emocje w speechu i wyczekujcie wielkich rzeczy z Ransomem. A Panter jak to czytasz - pierdol się.

Lopez vs Reaper - Ngl podoba mi się ta muzyka, która przy wejściu Reapera jest. W tej walce na bank będzie dużo psychologii ringowej. Jest sporo akcji celujących w plecy i kark, czyli tak jak być powinno. Obaj mocno rozpisani. Przebrnąłem przez całość. Fajny singles match, który opowiedział historię. Gabaryty dobrze zaznaczone. Jose przypomniał jak świetny w ringu jest i jakie rzeczy potrafi robić, nadal to ma. Była ta psychologia, było dużo akcji, tempo też spoko. Reaper przyjął na papę 3 finishery, więc Lopezzo się musiał ostro postarać, żeby pogrzebać demona. Nawet dwa, bo Panter słusznie zauważył, że Jose może mieć awersję do Es El Final, chociaż to potem już chyba i tak tego jeszcze użył kiedyś. Tutaj w LPW pokazał środkowe palce i zszedł z lin jak miał to robić, ale teraz, teraz zrobił to dla świętego spokoju i odcięcia się. Miło się to czytało. Jak na to, że musiałem użerać się sam ze sobą i komediowymi postaciami przez cały ten czas, to chyba nie było źle, a samo to starcie opowiedziało historię nawet tym, którzy jej nie znają. Mała ściągawka: Lopez już w PHW 8 lat temu walczył z Reaperem, który był pretendentem do głównego tytułu i Jose pokonał go, broniąc pas. Potem w WCW znowu się spotkali, ale Reaper władał Riddlem wtedy i go na ciemną stronę przeciągnął, więc walczył jego rękoma. Ostatecznie Żniwiarz botchem podczas walki w tym sierpniu 2020 roku posłał Jose na dłuższą przerwę i to taką prawdziwą, która zmieniła cały charakter Lopeza jako człowieka.

Główny mistrz w obu brandach to chyba spoko rozwiązanie, ale będzie miał więcej roboty. Powodzenia. xD

Main Event  - Dobra, już mi końcówka została, trzeba aż kawę walnąć. Requiem dla snu piękny film, więc szacun Kenny za muzę. Mocny pomysł na wejście, godny Main Eventu. Takie to epickie z letsza, czyż nie? 2026 a ten po raz kolejny w swoim życiu main eventuje gale. Ryback wchodzi, Riddle już jest i wyluzowany jest? Nie zgrywa się to. Edgar spoko, klimatycznie, ale tęsknie za jego dawnym theme songiem, ten nie jest zły, ale tamten był jakiś taki cool mega. Ten jednak chyba bardziej pasuje do aktualnego wydania Edgara, więc no jest i tak spoko. Remik to zdecydowanie lubi klasyki dawnych lat, a ja lubię ,gdy on je ma, czemu one tak zawsze pasują do tych jego postaci i wejsciówek. No i klasa entrance, koszulka też fajna, podoba mi się. Dobrze, booker nie zapomniał, ze oni muszą się rzucić na siebie. Mowa o Riddle'u i Rybacku. Fajne kombinacje z użyciem każdej osoby. Miałem się nie czepiać literówek, ale ''zamoczonego'' sprawia, że przez chwilę myślałem, że po prostu miało być zmęczonego, ale potem szybko dotarło, że zamroczonego. XD No tak w połowie jestem i naprawdę dobra robota. Tempo konkretne i zadbane o to, byśmy w każdym momencie wiedzieli, gdzie kto jest. To się ceni. Edgara klejnoty w tej walce to największy przegrany. No i Ryback odpada jako pierwszy, ale przyjął sporo przed tym pinem, więc będzie mógł się jakoś wybronić z tego. Po tym przypięciu Edgara, to myslę, że wiekszość by kupiła, że po Fade to Black na japę Riddle'a będzie koniec, więc fajny nearfall. Ogólnie to tam młyn super na koniec był i kontrowanie wszystkiego, to tygryski lubią najbardziej. Całość - klasa. Tempo, styl pisania, sekwencje, emocje. Było to wszystko, więc z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że walka godna ME, aż rozpala we mnie moją dawną bookerską krew.. mam nadzieję, że jeszcze kiedyś skrobnę coś na PPV wielkiego. Wynik? Wiadome było od początku, że to będzie między Riddlem i Axelem. Ja w typerze dałem Blaze'a, przez to, że większy potencjał BSowy miała jego postać. Na galach Riddle leciał jak wściekły. Podobno Edgar też dał fajnego posta, ale nie czytałem ich postów. To co na końcu to już ja napisałem, Lopez zachował się słownie, co można tutaj dodać. Czy to sprawia, że będzie walczył o pas? Niekoniecznie, ale to zobaczycie dalej.

Całość wypada ocenić, chociaż ciężko. Opener i ME były najlepsze i potem Lopez vs Reaper. A jeszcze Brutal vs Shadow, ale to trochę ciężko zestawiać z tymi walkami, bo było napisane super, ale umówmy się - Brutal miał mu wpierdolić i to zrobił. Reszta walk mniej dowiozła, więc w sumie dwie tylko, ale to też nawet nie wina bookerów. Wina tego, że nie było z czego tam rzeźbić.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
07.07.2026, 20:01
#7
Na wstępie chciałem napisać, że dzięki za dobrą zabawę na live, już zapomniałem, że live jest głosowy i w ogóle na spokojnie sobie rozmawiamy i leci gala. Bawiłem się naprawdę swietnie. Komentarz leci i tak jakbym nie czytał tej gali, bo wszystko szło dosyć szybko i jeszcze gadaliśmy w tle, także wiecie. Ale i tak nie uważam tego wieczoru za zmarnowany czas.

ET: o kurde, jakie czary mary tutaj są rozgrywane. Teraz już wiem kto będzie jego przeciwnikiem, ale jakbym nie wiedział, to i tak raczej bym nie zgadł. Nie znam tego lore na tyle dobrze. Ale fajny, klimatyczny początek.

Komentatorzy: Panie i panowie, David Otunga. Naprawdę zawsze lubiłem tego zawodnika jako prawdziwą postać. A teraz jak ma go Michał, to nie sądzę, żeby było inaczej. Umi chłop prowadzić Brutala, nie spodziewam się, że gimmick The Advocate będzie mu ciążył, a wręcz przeciwnie. O i już w pierwszej wypowiedzi widać to doświadczenie, które ma z prywatnej pracy. No ja jakbym miał taki gimmick, raczej bym tego tak nie napisał. Czy Tomasz Hajto to odpowiednik Rysia? Tak pytam, bo on też po sobocie mógł być wczorajszy XD. Dziwnie to wygląda, że jedną kwestię kończy Otunga k następną zaczyna również on. Mógłby być tutaj choćby krótki przerywnik z innym komentatorem. Teraz widzę, że jest to nagminne w tych komentarzach. Można by zrobić to nieco inaczej. Nie no nie było tak źle, taki delikatny minusik może za ten brak przerywniku między dwoma wypowiedziami Davida.

RVD: dojebana piosenka wejściowa, dobrze to brzmiało na live. Ogłoszenie drugiego brandu, szczerze spodziewałem się tego dopiero po PPV. Nieśmiertelny Nick Aldis. Dobry wrestler swoją drogą, dziwi fakt, że WWE dało go na GMa. Bo my jesteśmy e-fedem, tutaj rządzą inne prawa. Elysium, to bardzo ciekawa nazwa, klimat starożytnej Grecji zachowany i zgodny z Colosseum chociażby. No i bardzo ładne logo. I jeszcze ta stawka, no w życiu bym nie przewidział, że dwa pasy będą na szali. I to z dwóch brandów. I to na Colosseum zupełnie inne, niż LPW World Championship. Czyli p porostu, jakbym miał zgadywać, to są dwa główne tytuły brandów, będą jeszcze pasy midcardowe (chyba, że to są midcardowe, i ten Valor zastąpi Windy City), a LPW World Champion będzie po prostu jeszcze ponad tym. Fajne wyglądy pasów. Z perspektywy czasu nie ma raczej szans, żeby tutaj mógł być podwójny mistrz. To jednak wygląda bardziej, na dwa osobne pasy do dwóch osobnych brandów. Bardo fajny segment, nowe nagrody zawsze bardziej motywują do walki, czy coś XD.

Pierwsza walka: daruję sobie te wejściówki mimo wszystko. Dużo innych rzeczy będzie do czytania. Kociarz i Koci Luchador to pomysły Raptora? Bo nie pisałem jeszcze walki z tym zawodnikiem i nie jestem w stanie stwierdzić, bo brzmi to trochę jak „a to ten Kociarz czy jak mu tam”. Ok, po innych nazewnictwach wrestlerów stwierdzam, że raczej Raptor sam to dopisuje po prostu. Ależ ciekawe są w tej walce spoty, świetne tempo. Każdy ma swoją chwilę. Dobre też techniczne wstawki. Z ZSJ. Naprawdę świetna robota, Panie Raptorze. Może niekoniecznie na razie żeby wyróżnić któryś spot, ale może się to zmienić. No właśnie, w środku walki Derek dostał w lampę drabiną i się zagubił XD. I choć wydaje się, że jest chaos, to też było przemyślane, żeby go nie uwzględniać w walce do tej pory. Nie pamiętam czy w Ladder Matchach są takie wysokie drabiny, które sięgają aż do pasów bez ringu. Ale w sumie cóż szkodzi takie coś po prostu wymyślić? To daje duże pole do popisu dla bookera. „miejmy tylko nadzieję, że nie będzie starał się za moment dotknąć kopuły świata” no co Ty opowiadasz każda próba kończy się straceniem przez siły zła! Nie rozumiesz tego? XDDDDD Płaskoziemca z wielkim brzuchem tez dobre XD. Dobre są te chwilowe sojusze przeciwko danemu zawodnikowi, by zaraz jednak zacząć walczyć miedzy sobą. O, fajny ten spot z tym, że Kociarz wbiega po drabinie i wyskakuje poza ring. Zawsze lubię takie coś oglądać jak widzę walki lotników. O kurde, dobre to ze skokiem arystokraty z tej najwyższej drabiny. Mega ryzykowny, dobry byłby to highlight z tej walki, albo i całej gali. Publika krzyczy holy shit, dobrze, że to nie Netflix, bo znowu podłożyliby w montażu this is awesome (naprawdę, ostatnio WWE coś takiego zrobiło, kuriozum XD). Armbar na drabinie, o kurdebele. Im dalej w las, tym coraz ciekawsze te spoty. Nie mówię, że wcześniej były gorsze czy coś, ale teraz to naprawdę. Helikopter, helikopter XD. Dzięki, że przypomniałeś ten hit, jeszcze nie tak dawno leciało to co jakiś czas w internecie. A to też dobre, też highlight z Jorge. Bo to jednak potężny zawodnik i wali Diving Crossbody na wszystkich zawodników. I jeszcze jaki silny, żeby takiemu grubasowi Overheada walnąć. No ale nie jest to niemożliwe. No i wypełniło się jedno z moich założeń, czyli Cavazos jako mistrz. Według mnie zasłużył, nie ma co pierdolić. Jak zobaczyłem na live, że walka będzie o dwa pasy, bezwiednie powiedziałem, że Sabre, jednakże jak teraz o tym myślę, to czysto excelowo o tym myśląc, SowOffowi brakuje komentarza do jednej gali, a to też jest ważne. Także Zack odpada. Jorge zostaje zakopany w cholerę. Skarcony przez wszystkich zawodników. No może poza Derekiem. Jednak dżentelmen XD. A no i przez Francuzika i jeszcze drabiny na koniec . Wszyscy walczą, jakieś ataki wyprowadzają, a Halloway robi swoje z drabinami. To są właśnie te detale, które prowadzą do zwycięstwa XD. I jest użyta Margaux, zawsze jest to fajny smaczek. W ogóle zawsze lubiłem, jak jakiś zawodnik wchodzi ze swoim jakimś przedmiotem i, choćby nielegalnie, co działo się najczęściej, używa go w walce czy to pod koniec, czy jak. A ta laska jest jeszcze ściśle związana z jego gimmickiem. Derek zablokował tylko dlatego, że Francuz nie atakował, łaską, on wie jak tam w łeb zajebać. I to „pofrunąąąął!” XDDDDDD Jeszcze brakuje do pełnego cytatu „pieknieeeee”. No i wooo, Derek mistrzem, naprawdę kompletnie się tego nie spodziewałem. No ale najwidoczniej zasłużyłem. Nie jestem taki 100% pewny, ale to jest chyba pierwsza taka wieloosobowa walka, w sensie więcej, niż czterech zawodników, jaką mój zawodnik wygrał, albo, jak w tym przypadku, był jednym ze zwycięzców. No i ładna celebracja pod koniec. Bardzo dobra walka, Raptor. Doceniam w chuj.

TT Match: oho, bez żadnego przerywnika lecimy do drugiej walki. „jest to starcie dwóch światów, ale następuje już teraz” trochę nie rozumiem co autor miał na myśli. Widać, że w tej drużynie żartownisiów to Uszczelka wiedzie prym. Czytam już krótką chwilę ten pojedynek i tak cholera więcej w nim chaosu, niż w walce poprzedniej, gdzie przecież była większa liczba zawodników. Ground and pound, nie ma w tym liczby mnogiej jak coś. Ten Face Wash śmierdzącym butem to jest naprawdę gruba akcja, prawie DQ normalnie XD. Kurde, wykonanie Spanish Fly na tak ogromnym przeciwniku to takie trochę niebezpieczne. Nie mówię, że niemożliwe, ale niebiezpieczne na pewno. Końcówka atak dosyć niezła, ale to tyle z pozytywów. Walka średnia, można było to inaczej poprowadzić i mniej chaotycznie to wszystko opisać. Nie było najgorzej, ale to w zasadzie tyle. Nic ponad miarę.

ER Match: aż sprawdziłem teraz kartę, jakoś umknęło mi to, że to Extreme Rules Match. Byłem pewien, że to po prostu singles XD. I tak nie napisałem w komentarzu, ale pomyślałem sobie „taka możliwość dla Brutala, żeby ponapierdalać w NPC przedmiotami. A tutaj jednak XD. Ale żeby six seven tak rozjuszyło Brutala, strasznie nerwowy człowiek. Powinien sobie nervosolku zaparzyć. No takie ładne zdjęcie z dedykacją, żeby niszczyć, ja nie wiem. Spoko, że to nie jest taki totalny squash dla Mike’a, nigdy nie byłem fanem tego typu rozwiązań. Elias ciągnie Brutala za włosy, które są krótkie. To takie trochę dziwne. Przynajmniej tak wynika z wyglądu postaci Mike’a. Ua, klocki Lego i pinezki, nie mam pewności co jest gorsze w sumie XD. O matko, ten taniec to żenujący w chuj. Ale i tak szok, że Shadow ma aż tyle do powiedzenia. W sensie nie to, żeby nic nie wykonywał, ale zwariowany Brutal jednak dostał tego Back Body Dropa na pinezki i, o zgrozo, lego. Ale Mike to w sumie lubi podobno. Kurwa, mocna końcówka. Naprawdę, bardzo dużo się wydarzyło pod sam koniec. Jeszcze ten submission, czyli Brutal w końcu poddał, a nie sam został poddany. Naprawdę spoko ta walka. Większość rzeczy spójna, nie było takiego chaosu. Fajnie się czytało. No i masz swoje zwycięstwo, Europejczyku.

Dowson OC: kurde, takie płynne przejście z tego segmentu w walkę, ze prawie nie zauważyłem jak się zaczęła. Oni nie mają ringname’ów tylko „biały zawodnik”, „czarnoskóry zawodnik”. Nie przeszkadza mi ogólnie nazywanie rzeczy po imieniu, czyli koloru skóry, ale jednak po coś daje się ringname’y do karty postaci. Wyjście z Headlocku poprzez wykręcenie ucha, ciekawa rzecz, chyba jeszcze nie widziałem, żeby ktoś na fedach tak wychodził z tego typu uchwytu. Jestem tak w połowie walki, spoko singlesik, nie narzekam. Tempo fajne, dobrze opisane akcje. Ooo, taki fajny misiek zaliczony w obięciach i Overhead, zajebiste XD. Opem challenge specjalnie dla Dowsona, jeszcze sam sobie zapowiedział tę walkę, i ją przegrał XD Przez DQ co prawda, ale wciąż. Ale brawo Michał, dwie postacie, dwa zwycięstwa. No i mamy jakiś początek programu. Na pewno będę śledził.

Pobite gary: no nareszcie, tak dawno nie było, że się stęskniłem XD. Ale ogłoszenie na tygodniówce poszło, więc zacierałem ręce. „No ketchup”? Czyżby jakieś danie kuchni włoskiej, gdzie to makaroniarze są zdecydowanymi przeciwnikami dawania wszędzie tego sosu? Hot dog z Chicago? Ok, zawsze to jakieś danie lokalne. Nawet nie wiem czy jest jakoś szalenie popularne w tym mieście. Ciekawe czy prawdziwy Makłowicz raczyłby się w hot dogu po prostu parówką czy coś innego by wymyślał. No ale to McŁowicz, to nie Makłowicz, to jednak różnica. No i jedyny gość, który jest zasadny w tym programie poza Rybackiem. Zabawne jakby Pierdolnick przyszedł z jakimś ketchupem pod marynarką XD. Lekko puszysty, nie da się ukryć. Jeździ po nim ten Rob XD. Aż się Jean zorientował. Ale pocisk z tym Robem. Gada jak dziecko, ale zabawnie to wszystko brzmi. On do jedzenia jak alkoholik. Aż mu się ręce trzęsą. O, ciekawie wymyślił to Rysiu z tym, że w trakcie dissu wchodzi theme song. Już myślałem, że będzie jakiś metalowy diss czy coś XD. Łysy Maxwell XD. Przecież to kompletna odwrotność tego gimmicku. Świetne są te błędy ortograficzne w praktycznie każdym napisanym przez Dolnicka słowie. O kurde, jakie to jest emocjonalne. Naprawdę dobrze się to czytało. Tak jak pisałem, nie znam do końca tego lore, ale podoba mi się to. I nawet Jean nie zjadł hot doga, to niż naprawdę poszło za daleko. Doprawdy, zajebisty segment.

Walka Lopeza i jego rywala: i wchodzimy w trzeci post. Coś pięknego. Kolejna rzecz, której nie ogarniam, ale podoba mi się. Dawny oprawca wraca, by zawalczyć z Lopezem. Jak ktoś zna to lore, to już po ET pewnie wiedział kto jest jego przeciwnikiem. Mega klimatyczne theme w ogóle ma. Ale to jest dobre, od początku czuć, że Lopez walczy jakby ze swoim koszmarem, jakby ze strachem w oczach, jednak mimo wszystko się przeciwstawia. Tak bardzo krzyczał na galach, że musi walczyć z tymi wszystkimi Tautu i teraz dostał co chciał. Poważniejszego rywala nie mógł się doprosić. Calf Kick w nogę? Ciekawe, nigdy nie myślałem w taki sposób o tym kopnięciu, zawsze z tym atakiem kojarzył mi się ten spot Morrisona w kontrze na biegnącym przeciwniku, albo ogólnie w stójce. Ależ mocarne tempo, bardzo dobra walka. Momentem na kilka akcji, naprawdę dobrze się to czyta. Świetna walka, gratulacje dla bookera. No i Lopezzo wygrał z koszmarem, nie każdemu się to udaje.

RVD przed ME: teraz już wiem, że te pasy z openera to pasy midcardowe, co można było domniemać po samym składzie walki, a pas Windy City idzie jednak w niepamięć. Poza Sabrem sami midcarderzy w sumie. A główny mistrz jest jeden i to w sumie bardzo ciekawe. Nigdy chyba się z tym nie spotkałem.

ME: pisałem ja, życzę miłej lektury. A jednak Blaze, do samego końca zastanawiałem się który z nich wygra, Riddle czy Blaze, ale jednak Mr. Forever. Graty, Remik.

Po ME: o proszę i od razu po co-main evencie mamy atak od Lopeza. Takie zwycięstwo zdecydowanie zbudowało go jako pretendenta. Ciekawie się zapowiada ta rywalizacja.

Podsumowując: naprawdę dobre PPV. Ilość plusów zdecydowanie większa, niż minusów. Brawo dla wszystkich zaangażowanych, stworzyliśmy naprawdę dobrą galę.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
07.07.2026, 20:01 #7
Na wstępie chciałem napisać, że dzięki za dobrą zabawę na live, już zapomniałem, że live jest głosowy i w ogóle na spokojnie sobie rozmawiamy i leci gala. Bawiłem się naprawdę swietnie. Komentarz leci i tak jakbym nie czytał tej gali, bo wszystko szło dosyć szybko i jeszcze gadaliśmy w tle, także wiecie. Ale i tak nie uważam tego wieczoru za zmarnowany czas.

ET: o kurde, jakie czary mary tutaj są rozgrywane. Teraz już wiem kto będzie jego przeciwnikiem, ale jakbym nie wiedział, to i tak raczej bym nie zgadł. Nie znam tego lore na tyle dobrze. Ale fajny, klimatyczny początek.

Komentatorzy: Panie i panowie, David Otunga. Naprawdę zawsze lubiłem tego zawodnika jako prawdziwą postać. A teraz jak ma go Michał, to nie sądzę, żeby było inaczej. Umi chłop prowadzić Brutala, nie spodziewam się, że gimmick The Advocate będzie mu ciążył, a wręcz przeciwnie. O i już w pierwszej wypowiedzi widać to doświadczenie, które ma z prywatnej pracy. No ja jakbym miał taki gimmick, raczej bym tego tak nie napisał. Czy Tomasz Hajto to odpowiednik Rysia? Tak pytam, bo on też po sobocie mógł być wczorajszy XD. Dziwnie to wygląda, że jedną kwestię kończy Otunga k następną zaczyna również on. Mógłby być tutaj choćby krótki przerywnik z innym komentatorem. Teraz widzę, że jest to nagminne w tych komentarzach. Można by zrobić to nieco inaczej. Nie no nie było tak źle, taki delikatny minusik może za ten brak przerywniku między dwoma wypowiedziami Davida.

RVD: dojebana piosenka wejściowa, dobrze to brzmiało na live. Ogłoszenie drugiego brandu, szczerze spodziewałem się tego dopiero po PPV. Nieśmiertelny Nick Aldis. Dobry wrestler swoją drogą, dziwi fakt, że WWE dało go na GMa. Bo my jesteśmy e-fedem, tutaj rządzą inne prawa. Elysium, to bardzo ciekawa nazwa, klimat starożytnej Grecji zachowany i zgodny z Colosseum chociażby. No i bardzo ładne logo. I jeszcze ta stawka, no w życiu bym nie przewidział, że dwa pasy będą na szali. I to z dwóch brandów. I to na Colosseum zupełnie inne, niż LPW World Championship. Czyli p porostu, jakbym miał zgadywać, to są dwa główne tytuły brandów, będą jeszcze pasy midcardowe (chyba, że to są midcardowe, i ten Valor zastąpi Windy City), a LPW World Champion będzie po prostu jeszcze ponad tym. Fajne wyglądy pasów. Z perspektywy czasu nie ma raczej szans, żeby tutaj mógł być podwójny mistrz. To jednak wygląda bardziej, na dwa osobne pasy do dwóch osobnych brandów. Bardo fajny segment, nowe nagrody zawsze bardziej motywują do walki, czy coś XD.

Pierwsza walka: daruję sobie te wejściówki mimo wszystko. Dużo innych rzeczy będzie do czytania. Kociarz i Koci Luchador to pomysły Raptora? Bo nie pisałem jeszcze walki z tym zawodnikiem i nie jestem w stanie stwierdzić, bo brzmi to trochę jak „a to ten Kociarz czy jak mu tam”. Ok, po innych nazewnictwach wrestlerów stwierdzam, że raczej Raptor sam to dopisuje po prostu. Ależ ciekawe są w tej walce spoty, świetne tempo. Każdy ma swoją chwilę. Dobre też techniczne wstawki. Z ZSJ. Naprawdę świetna robota, Panie Raptorze. Może niekoniecznie na razie żeby wyróżnić któryś spot, ale może się to zmienić. No właśnie, w środku walki Derek dostał w lampę drabiną i się zagubił XD. I choć wydaje się, że jest chaos, to też było przemyślane, żeby go nie uwzględniać w walce do tej pory. Nie pamiętam czy w Ladder Matchach są takie wysokie drabiny, które sięgają aż do pasów bez ringu. Ale w sumie cóż szkodzi takie coś po prostu wymyślić? To daje duże pole do popisu dla bookera. „miejmy tylko nadzieję, że nie będzie starał się za moment dotknąć kopuły świata” no co Ty opowiadasz każda próba kończy się straceniem przez siły zła! Nie rozumiesz tego? XDDDDD Płaskoziemca z wielkim brzuchem tez dobre XD. Dobre są te chwilowe sojusze przeciwko danemu zawodnikowi, by zaraz jednak zacząć walczyć miedzy sobą. O, fajny ten spot z tym, że Kociarz wbiega po drabinie i wyskakuje poza ring. Zawsze lubię takie coś oglądać jak widzę walki lotników. O kurde, dobre to ze skokiem arystokraty z tej najwyższej drabiny. Mega ryzykowny, dobry byłby to highlight z tej walki, albo i całej gali. Publika krzyczy holy shit, dobrze, że to nie Netflix, bo znowu podłożyliby w montażu this is awesome (naprawdę, ostatnio WWE coś takiego zrobiło, kuriozum XD). Armbar na drabinie, o kurdebele. Im dalej w las, tym coraz ciekawsze te spoty. Nie mówię, że wcześniej były gorsze czy coś, ale teraz to naprawdę. Helikopter, helikopter XD. Dzięki, że przypomniałeś ten hit, jeszcze nie tak dawno leciało to co jakiś czas w internecie. A to też dobre, też highlight z Jorge. Bo to jednak potężny zawodnik i wali Diving Crossbody na wszystkich zawodników. I jeszcze jaki silny, żeby takiemu grubasowi Overheada walnąć. No ale nie jest to niemożliwe. No i wypełniło się jedno z moich założeń, czyli Cavazos jako mistrz. Według mnie zasłużył, nie ma co pierdolić. Jak zobaczyłem na live, że walka będzie o dwa pasy, bezwiednie powiedziałem, że Sabre, jednakże jak teraz o tym myślę, to czysto excelowo o tym myśląc, SowOffowi brakuje komentarza do jednej gali, a to też jest ważne. Także Zack odpada. Jorge zostaje zakopany w cholerę. Skarcony przez wszystkich zawodników. No może poza Derekiem. Jednak dżentelmen XD. A no i przez Francuzika i jeszcze drabiny na koniec . Wszyscy walczą, jakieś ataki wyprowadzają, a Halloway robi swoje z drabinami. To są właśnie te detale, które prowadzą do zwycięstwa XD. I jest użyta Margaux, zawsze jest to fajny smaczek. W ogóle zawsze lubiłem, jak jakiś zawodnik wchodzi ze swoim jakimś przedmiotem i, choćby nielegalnie, co działo się najczęściej, używa go w walce czy to pod koniec, czy jak. A ta laska jest jeszcze ściśle związana z jego gimmickiem. Derek zablokował tylko dlatego, że Francuz nie atakował, łaską, on wie jak tam w łeb zajebać. I to „pofrunąąąął!” XDDDDDD Jeszcze brakuje do pełnego cytatu „pieknieeeee”. No i wooo, Derek mistrzem, naprawdę kompletnie się tego nie spodziewałem. No ale najwidoczniej zasłużyłem. Nie jestem taki 100% pewny, ale to jest chyba pierwsza taka wieloosobowa walka, w sensie więcej, niż czterech zawodników, jaką mój zawodnik wygrał, albo, jak w tym przypadku, był jednym ze zwycięzców. No i ładna celebracja pod koniec. Bardzo dobra walka, Raptor. Doceniam w chuj.

TT Match: oho, bez żadnego przerywnika lecimy do drugiej walki. „jest to starcie dwóch światów, ale następuje już teraz” trochę nie rozumiem co autor miał na myśli. Widać, że w tej drużynie żartownisiów to Uszczelka wiedzie prym. Czytam już krótką chwilę ten pojedynek i tak cholera więcej w nim chaosu, niż w walce poprzedniej, gdzie przecież była większa liczba zawodników. Ground and pound, nie ma w tym liczby mnogiej jak coś. Ten Face Wash śmierdzącym butem to jest naprawdę gruba akcja, prawie DQ normalnie XD. Kurde, wykonanie Spanish Fly na tak ogromnym przeciwniku to takie trochę niebezpieczne. Nie mówię, że niemożliwe, ale niebiezpieczne na pewno. Końcówka atak dosyć niezła, ale to tyle z pozytywów. Walka średnia, można było to inaczej poprowadzić i mniej chaotycznie to wszystko opisać. Nie było najgorzej, ale to w zasadzie tyle. Nic ponad miarę.

ER Match: aż sprawdziłem teraz kartę, jakoś umknęło mi to, że to Extreme Rules Match. Byłem pewien, że to po prostu singles XD. I tak nie napisałem w komentarzu, ale pomyślałem sobie „taka możliwość dla Brutala, żeby ponapierdalać w NPC przedmiotami. A tutaj jednak XD. Ale żeby six seven tak rozjuszyło Brutala, strasznie nerwowy człowiek. Powinien sobie nervosolku zaparzyć. No takie ładne zdjęcie z dedykacją, żeby niszczyć, ja nie wiem. Spoko, że to nie jest taki totalny squash dla Mike’a, nigdy nie byłem fanem tego typu rozwiązań. Elias ciągnie Brutala za włosy, które są krótkie. To takie trochę dziwne. Przynajmniej tak wynika z wyglądu postaci Mike’a. Ua, klocki Lego i pinezki, nie mam pewności co jest gorsze w sumie XD. O matko, ten taniec to żenujący w chuj. Ale i tak szok, że Shadow ma aż tyle do powiedzenia. W sensie nie to, żeby nic nie wykonywał, ale zwariowany Brutal jednak dostał tego Back Body Dropa na pinezki i, o zgrozo, lego. Ale Mike to w sumie lubi podobno. Kurwa, mocna końcówka. Naprawdę, bardzo dużo się wydarzyło pod sam koniec. Jeszcze ten submission, czyli Brutal w końcu poddał, a nie sam został poddany. Naprawdę spoko ta walka. Większość rzeczy spójna, nie było takiego chaosu. Fajnie się czytało. No i masz swoje zwycięstwo, Europejczyku.

Dowson OC: kurde, takie płynne przejście z tego segmentu w walkę, ze prawie nie zauważyłem jak się zaczęła. Oni nie mają ringname’ów tylko „biały zawodnik”, „czarnoskóry zawodnik”. Nie przeszkadza mi ogólnie nazywanie rzeczy po imieniu, czyli koloru skóry, ale jednak po coś daje się ringname’y do karty postaci. Wyjście z Headlocku poprzez wykręcenie ucha, ciekawa rzecz, chyba jeszcze nie widziałem, żeby ktoś na fedach tak wychodził z tego typu uchwytu. Jestem tak w połowie walki, spoko singlesik, nie narzekam. Tempo fajne, dobrze opisane akcje. Ooo, taki fajny misiek zaliczony w obięciach i Overhead, zajebiste XD. Opem challenge specjalnie dla Dowsona, jeszcze sam sobie zapowiedział tę walkę, i ją przegrał XD Przez DQ co prawda, ale wciąż. Ale brawo Michał, dwie postacie, dwa zwycięstwa. No i mamy jakiś początek programu. Na pewno będę śledził.

Pobite gary: no nareszcie, tak dawno nie było, że się stęskniłem XD. Ale ogłoszenie na tygodniówce poszło, więc zacierałem ręce. „No ketchup”? Czyżby jakieś danie kuchni włoskiej, gdzie to makaroniarze są zdecydowanymi przeciwnikami dawania wszędzie tego sosu? Hot dog z Chicago? Ok, zawsze to jakieś danie lokalne. Nawet nie wiem czy jest jakoś szalenie popularne w tym mieście. Ciekawe czy prawdziwy Makłowicz raczyłby się w hot dogu po prostu parówką czy coś innego by wymyślał. No ale to McŁowicz, to nie Makłowicz, to jednak różnica. No i jedyny gość, który jest zasadny w tym programie poza Rybackiem. Zabawne jakby Pierdolnick przyszedł z jakimś ketchupem pod marynarką XD. Lekko puszysty, nie da się ukryć. Jeździ po nim ten Rob XD. Aż się Jean zorientował. Ale pocisk z tym Robem. Gada jak dziecko, ale zabawnie to wszystko brzmi. On do jedzenia jak alkoholik. Aż mu się ręce trzęsą. O, ciekawie wymyślił to Rysiu z tym, że w trakcie dissu wchodzi theme song. Już myślałem, że będzie jakiś metalowy diss czy coś XD. Łysy Maxwell XD. Przecież to kompletna odwrotność tego gimmicku. Świetne są te błędy ortograficzne w praktycznie każdym napisanym przez Dolnicka słowie. O kurde, jakie to jest emocjonalne. Naprawdę dobrze się to czytało. Tak jak pisałem, nie znam do końca tego lore, ale podoba mi się to. I nawet Jean nie zjadł hot doga, to niż naprawdę poszło za daleko. Doprawdy, zajebisty segment.

Walka Lopeza i jego rywala: i wchodzimy w trzeci post. Coś pięknego. Kolejna rzecz, której nie ogarniam, ale podoba mi się. Dawny oprawca wraca, by zawalczyć z Lopezem. Jak ktoś zna to lore, to już po ET pewnie wiedział kto jest jego przeciwnikiem. Mega klimatyczne theme w ogóle ma. Ale to jest dobre, od początku czuć, że Lopez walczy jakby ze swoim koszmarem, jakby ze strachem w oczach, jednak mimo wszystko się przeciwstawia. Tak bardzo krzyczał na galach, że musi walczyć z tymi wszystkimi Tautu i teraz dostał co chciał. Poważniejszego rywala nie mógł się doprosić. Calf Kick w nogę? Ciekawe, nigdy nie myślałem w taki sposób o tym kopnięciu, zawsze z tym atakiem kojarzył mi się ten spot Morrisona w kontrze na biegnącym przeciwniku, albo ogólnie w stójce. Ależ mocarne tempo, bardzo dobra walka. Momentem na kilka akcji, naprawdę dobrze się to czyta. Świetna walka, gratulacje dla bookera. No i Lopezzo wygrał z koszmarem, nie każdemu się to udaje.

RVD przed ME: teraz już wiem, że te pasy z openera to pasy midcardowe, co można było domniemać po samym składzie walki, a pas Windy City idzie jednak w niepamięć. Poza Sabrem sami midcarderzy w sumie. A główny mistrz jest jeden i to w sumie bardzo ciekawe. Nigdy chyba się z tym nie spotkałem.

ME: pisałem ja, życzę miłej lektury. A jednak Blaze, do samego końca zastanawiałem się który z nich wygra, Riddle czy Blaze, ale jednak Mr. Forever. Graty, Remik.

Po ME: o proszę i od razu po co-main evencie mamy atak od Lopeza. Takie zwycięstwo zdecydowanie zbudowało go jako pretendenta. Ciekawie się zapowiada ta rywalizacja.

Podsumowując: naprawdę dobre PPV. Ilość plusów zdecydowanie większa, niż minusów. Brawo dla wszystkich zaangażowanych, stworzyliśmy naprawdę dobrą galę.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
08.07.2026, 11:51
#8
Earlier Tonight
Fajne takie otwarcie gali. Nie jakiś bardzo długi segment tylko krótkie, ale takie dosyć klimatyczne zapowiedzenie kto może być rywalem Lopeza. Moim zdaniem coś takiego bardzo pasuje do PPV. W sumie to po tym już można było się domyślać, że będziemy mieli do czynienia z mroczną postacią. Czy bym zgadł, że to The Reaper przed przeczytaniem gali? Nie wiem.

Komentatorzy
Śmiesznie to wygląda, że Cole czyta wszystkich uczestników walki wieloosobowej zamiast po prostu powiedzieć Ladder Match i potem po zdaniu rzucić o każdym z nich. Hajto jak zawsze musi wejść z jakimś mocnym tekstem jak tym razem o butli w sobotę xd. Komentatorzy spełnili swoją rolę. Przedstawili każdy pojedynek i to tak naprawdę szczegółowo co moim zdaniem pasuje do PPV. Trzeba dać uwagę każdemu z zawodników. Michael i Tomasz jak zawsze co tydzień fajnie się pokazują. Nawet chyba można powiedzieć, że Hajto jakiś bardziej barwny w swoich wypowiedziach niż zazwyczaj. Może to zasługa PPV. Co do Otungi to dziwnie to wygląda, że jego wypowiedzi są dłuższe od pozostałych komentatorów razem wziętych. Ja rozumiem, że Michał chce się dobrze pokazać swoją postacią, ale chyba nie tędy droga moim zdaniem. Same wypowiedzi utrzymane w gimmicku postaci, ale moim zdaniem można by to znacznie skrócić.

RVD/Aldis
Takie typowe otwarcie prezesa i GM’a na PPV. Wyjaśnili nam panowie sporo rzeczy, których nie wiedzieliśmy jeszcze przed Ascension. Nie było tutaj jakiś wielkich fajerwerków, ale też nie o to chodzi, żeby oni nam swoimi wypowiedziami próbowali skraść show. Co do wyboru nowego GM’a to ja się trochę zawiodłem. Sądziłem, że wykażemy się nieco większą oryginalnością i poszukamy kogoś kto byłby świeższy na tym stanowisku, a nie obecny GM w WWE. Można było pokusić się o jakąś bardziej zasłużoną legendę wrestlingu albo w ogóle kogoś z kim w przyszłości RVD miał coś wspólnego. Nie mniej jednak mamy mimo przyzwoite otwarcie gali.

Ladder Match
Na początek trzeba zwrócić uwagę, że większość zawodników wymyśliła fajne, długie wejścia, podczas gdy dwóch albo olała albo zapomniała o tym. Kuje to trochę w oczy, że część się postarała, a część tylko w jednym zdaniu streszczona. Najbardziej mi się podobały wejścia Cavazosa i żabojada. Fajnie podkreślają ich charakter postaci. Na początku mamy mocny początek Zacka, rozdaje każdemu jakieś dźwignie i ciosy. Dużo z kolei obrywa Jorge, który później już się zaczyna rozkręcać i w momencie jak już ma ściągnąć swój pas to zaczął mocno dominować wszystkich w ringu, moim zdaniem trochę aż za mocno. W sumie nie ma co się dziwić, że skoro ściągnął pas i wszystkich rozwalił to potem wszyscy mi zrobili spot fest finisherów chcąc sobie zapewnić, że ktoś inny zdejmie drugi pas. Fajnie, że Mantel próbował ściągnąć maskę El Garze. Pasuje to do jego gimmicku. Sama walka naprawdę dobrze jest napisana. Było tempo, booker opanował nam akcję w ringu mimo tego, że pewnie naprawdę ciężko jest logicznie rozpisać z udziałem aż sześciu zawodników. Cieszę się, że każdy z zawodników miał jakiś swój mocniejszy spot w tej walce, bo głupio by chyba wyszło jakbym ktoś został z czymś takim pominięty. Podoba mi się też, że było tutaj dużo spotów związanych z drabinami. Właśnie na coś takiego liczę zawsze w walkach z drabinami. Co do zwycięzców to zasłużenie wygrywa tutaj Cavazos jeden z pasów, ale czy właśnie Halloway potrzebował tutaj ściągnąć drugi z pasów? Nigdy nie byłem zwolennikiem, żeby pchać nie wiadomo jak do przodu takie komediowe postacie, a dodatkowo on mógłby spokojnie znaleźć jakiś feud i bez tego pasa.

Tag Team Match
Fajnie, że obie drużyny się postarały i wymyśliły jakieś oryginalne wejście do ringu. Co do samej walki to nie mam większych zastrzeżeń. Każdy zawodnik dostał w walce to, na co zasłużył swoją postawą na Colosseum aż do PPV. Fajnie, że walka też nie była jakaś mega długa, wystarczy nam taka walka otwarcia i pewnie walka wieczoru. Co do samego zakończenia walki to dobrze, że został tutaj przypięty Butla przez Escobara, bo to tutaj było najbardziej logicznym rozwiązaniem biorąc pod uwagę jak zawodnicy pokazują się na galach. Fajnie też, że Uszczelka mimo porażki nie ucierpiał na tym zbytnio, bo jest to dobra postać, a z takiej porażki jakoś na pewno się wybroni i będzie mógł pójść też w różne strony z takiego rozwiązania. A co do bogaczy to mocno by ucierpieli na tym jakby przegrali ten pojedynek, ale chyba nikt się nie spodziewa, że tak się zakończy historia między tymi dwoma drużynami. Raczej dostaniemy kontynuację.

Elias Shadow vs. Mike Brutal
Fajne wejścia dali nam obaj panowie. Widać, że na Eliasa jest jakiś pomysł z tym 67 xd. Bardzo fajna walka jak na Extreme Rules Match. Fajnie, że booker nie podszedł nam do sytuacji, że skoro właściciel zostawił Shadowa to niech zbierze tylko oklep w tej walce. Podobają mi się te humorystyczne wstawki w walce z tymi 67 i innymi młodzieżowymi rzeczami. Trzymają się jego nowego gimmicku. Sama walka moim zdaniem może nawet trochę za mało brutalna jak na tego rodzaju stypulacji, ale może to tylko moje narzekanie. Wygrywa oczywiście Brutal i może jednak coś z niego będzie po tych ostatnich porażkach z ciężkimi rywalami. Zobaczymy co jest przygotowane dla niego dalej.

Dan Dowson Open Challenge
Na początku odnosząc się do wypowiedzi to fajnie, że nie była jakaś mega długa, bo w takiej sytuacji raczej to nie pasuje. Krótko podkreślić, że to Open Challenge i jedziemy z walką. Co do samej wypowiedzi to z jednej strony obraża fanów z Chicago, a z drugiej później mówi, że są w sumie podobni do niego. To nie jest takie plucie samemu sobie w ryj? Co do samej walki to jak się to czyta to wygląda to jak typowa walka krok po kroku rodem z WWE. Fajnie się to czyta tylko mogło to jeszcze trochę dłużej potrwać. Moim zdaniem trochę za szybko ten Allan się w to wszystko wmieszał, mógł zaczekać do samej końcówki walki. Druga sprawa to co wspólnego Hill ma z Otungą? Taka trochę z dupy ta interwencja, bo David nie zdążył mu tak naprawdę niczym zaszkodzić i bez sensu, że akurat jego zaatakował. Już bardziej logicznie by wyglądało jakby Dowsona najebał, bo Sam cały czas dostaje czas antenowy, a Hill jest używany z gali za swoje postępowanie co na pewno dałoby się logiczniej wytłumaczyć niż atak na drugiego zawodnika. Walka ogólnie spoko, ale mogłaby być zdecydowanie dłuższa.

Pobite Gary
Kurde jak było hasło “No Ketchup” to sądziłem, że gościem będzie Tony Leone, bo wiecie Włoch i ketchup na pizzy xd. W Chicago się nie używa ketchupu? Nie wiedziałem. Nie no już samym opisem wejścia grubasa Carni robi robotę xd. McŁowicz jak w poprzednich programach wypadł spoko, ale też bez jakiegoś efektu wow. Dolnick z kolei bardzo dobrze odgrywa tutaj swoją komediową rolę. Z resztą jak zawsze, bardzo dobrze się to czyta. Mamy jeszcze na koniec Ransoma i tylko brakowało, żeby się rozpłakał mówiąc o żalu do Dolnicka, żeby jeszcze bardziej zbudować dramatyzm sytuacji xd. Całkiem fajny przerywnik od walk. Dobrze, że nie jest to już taki tasiemiec jak wcześniej.

Jose Lopez vs. The Reaper
O, czyli jednak panowie mają jakąś historię między sobą. To jednak zrozumiały wybór przeciwnika w takim razie. Sama walka rozpisana moim zdaniem bardzo dobrze. Jak taka typowa walka większego powerhouse’a z mniejszymi, technicznym high flyerem. Było tempo tej walki, były fajne kontry, nikt nie dominował tej walki non stop, więc fajnie się to czytało. Wygrywa to Lopez co jest chyba zrozumiałe i jego postać mimo, że nie brał udziału w turnieju stoi już w naprawdę dobrej pozycji. Ciekawi mnie też czy Reaper zagości u nas na dłużej czy to tylko taki jednorazowy angaż.

Walka wieczoru
RVD fajnie nam podkreśla przed samą walką o co jest ta walka. Dobrze też, że podkreślił, że nie będzie dwóch main eventowych pasów, żeby była jasność. Moim zdaniem trochę niepotrzebna jest zmiana wyglądu pasa, bo mamy dwa tostery. Co to zmienia skoro cały czas jest jeden main eventowy mistrz federacji? Należą się zdecydowanie propsy temu, kto pisał tą walkę. Mimo, że brało udział w tej walce czterech zawodników to nie było tutaj zbędnego chaosu w walce i całkiem fajnie się przez to przebrnęło to czytając. Było tempo, były kontry i nearfalle. Wszystko to czego potrzeba, żeby były emocje w tego typu walce wieczoru. Co do eliminacji to chyba każdy się zgodzi, że w takiej kolejności powinno to być. Może ewentualnie byłaby dyskusja czy zwycięzcą ma być Blaze czy Riddle, ale dla mnie zwycięzca zdecydowanie zasłużony. Fajne zamknięcie pierwszego PPV w historii i na koniec też mamy szokujące zdarzenie, które dokłada nam do myślenia i sprawia, że czekamy na rozwiązania różnych historii na następnych tygodniówkach.

Ogólna ocena gali
Bardzo fajna gala nam z tego wyszła. Były walki, które swoim przebiegiem się wyróżniały. Były walki, które moim zdaniem były po prostu przyzwoite, ale nie było walk takich, które były zwyczajnie słabe. Nie lubię nigdy komentować walk i zawsze mi to jakoś dłużej idzie w porównaniu z segmentami, ale tutaj jakoś w miarę płynnie przez to przeszedłem. Fajnie, że po Ascension mamy też jakieś historię, które czekają na dalsze rozwinięcia. Jestem ciekaw co dalej nam się wydarzy na Colosseum i Elysium w najbliższym tygodniu.

PRESTON STEELE 
STREAK 3-4
ACHIEVEMENTS:


ALAN HILL:
STREAK 1-2
ACHIEVEMENTS:
Odpowiedz
Cytuj
Yarexon
Colosseum
08.07.2026, 11:51 #8
Earlier Tonight
Fajne takie otwarcie gali. Nie jakiś bardzo długi segment tylko krótkie, ale takie dosyć klimatyczne zapowiedzenie kto może być rywalem Lopeza. Moim zdaniem coś takiego bardzo pasuje do PPV. W sumie to po tym już można było się domyślać, że będziemy mieli do czynienia z mroczną postacią. Czy bym zgadł, że to The Reaper przed przeczytaniem gali? Nie wiem.

Komentatorzy
Śmiesznie to wygląda, że Cole czyta wszystkich uczestników walki wieloosobowej zamiast po prostu powiedzieć Ladder Match i potem po zdaniu rzucić o każdym z nich. Hajto jak zawsze musi wejść z jakimś mocnym tekstem jak tym razem o butli w sobotę xd. Komentatorzy spełnili swoją rolę. Przedstawili każdy pojedynek i to tak naprawdę szczegółowo co moim zdaniem pasuje do PPV. Trzeba dać uwagę każdemu z zawodników. Michael i Tomasz jak zawsze co tydzień fajnie się pokazują. Nawet chyba można powiedzieć, że Hajto jakiś bardziej barwny w swoich wypowiedziach niż zazwyczaj. Może to zasługa PPV. Co do Otungi to dziwnie to wygląda, że jego wypowiedzi są dłuższe od pozostałych komentatorów razem wziętych. Ja rozumiem, że Michał chce się dobrze pokazać swoją postacią, ale chyba nie tędy droga moim zdaniem. Same wypowiedzi utrzymane w gimmicku postaci, ale moim zdaniem można by to znacznie skrócić.

RVD/Aldis
Takie typowe otwarcie prezesa i GM’a na PPV. Wyjaśnili nam panowie sporo rzeczy, których nie wiedzieliśmy jeszcze przed Ascension. Nie było tutaj jakiś wielkich fajerwerków, ale też nie o to chodzi, żeby oni nam swoimi wypowiedziami próbowali skraść show. Co do wyboru nowego GM’a to ja się trochę zawiodłem. Sądziłem, że wykażemy się nieco większą oryginalnością i poszukamy kogoś kto byłby świeższy na tym stanowisku, a nie obecny GM w WWE. Można było pokusić się o jakąś bardziej zasłużoną legendę wrestlingu albo w ogóle kogoś z kim w przyszłości RVD miał coś wspólnego. Nie mniej jednak mamy mimo przyzwoite otwarcie gali.

Ladder Match
Na początek trzeba zwrócić uwagę, że większość zawodników wymyśliła fajne, długie wejścia, podczas gdy dwóch albo olała albo zapomniała o tym. Kuje to trochę w oczy, że część się postarała, a część tylko w jednym zdaniu streszczona. Najbardziej mi się podobały wejścia Cavazosa i żabojada. Fajnie podkreślają ich charakter postaci. Na początku mamy mocny początek Zacka, rozdaje każdemu jakieś dźwignie i ciosy. Dużo z kolei obrywa Jorge, który później już się zaczyna rozkręcać i w momencie jak już ma ściągnąć swój pas to zaczął mocno dominować wszystkich w ringu, moim zdaniem trochę aż za mocno. W sumie nie ma co się dziwić, że skoro ściągnął pas i wszystkich rozwalił to potem wszyscy mi zrobili spot fest finisherów chcąc sobie zapewnić, że ktoś inny zdejmie drugi pas. Fajnie, że Mantel próbował ściągnąć maskę El Garze. Pasuje to do jego gimmicku. Sama walka naprawdę dobrze jest napisana. Było tempo, booker opanował nam akcję w ringu mimo tego, że pewnie naprawdę ciężko jest logicznie rozpisać z udziałem aż sześciu zawodników. Cieszę się, że każdy z zawodników miał jakiś swój mocniejszy spot w tej walce, bo głupio by chyba wyszło jakbym ktoś został z czymś takim pominięty. Podoba mi się też, że było tutaj dużo spotów związanych z drabinami. Właśnie na coś takiego liczę zawsze w walkach z drabinami. Co do zwycięzców to zasłużenie wygrywa tutaj Cavazos jeden z pasów, ale czy właśnie Halloway potrzebował tutaj ściągnąć drugi z pasów? Nigdy nie byłem zwolennikiem, żeby pchać nie wiadomo jak do przodu takie komediowe postacie, a dodatkowo on mógłby spokojnie znaleźć jakiś feud i bez tego pasa.

Tag Team Match
Fajnie, że obie drużyny się postarały i wymyśliły jakieś oryginalne wejście do ringu. Co do samej walki to nie mam większych zastrzeżeń. Każdy zawodnik dostał w walce to, na co zasłużył swoją postawą na Colosseum aż do PPV. Fajnie, że walka też nie była jakaś mega długa, wystarczy nam taka walka otwarcia i pewnie walka wieczoru. Co do samego zakończenia walki to dobrze, że został tutaj przypięty Butla przez Escobara, bo to tutaj było najbardziej logicznym rozwiązaniem biorąc pod uwagę jak zawodnicy pokazują się na galach. Fajnie też, że Uszczelka mimo porażki nie ucierpiał na tym zbytnio, bo jest to dobra postać, a z takiej porażki jakoś na pewno się wybroni i będzie mógł pójść też w różne strony z takiego rozwiązania. A co do bogaczy to mocno by ucierpieli na tym jakby przegrali ten pojedynek, ale chyba nikt się nie spodziewa, że tak się zakończy historia między tymi dwoma drużynami. Raczej dostaniemy kontynuację.

Elias Shadow vs. Mike Brutal
Fajne wejścia dali nam obaj panowie. Widać, że na Eliasa jest jakiś pomysł z tym 67 xd. Bardzo fajna walka jak na Extreme Rules Match. Fajnie, że booker nie podszedł nam do sytuacji, że skoro właściciel zostawił Shadowa to niech zbierze tylko oklep w tej walce. Podobają mi się te humorystyczne wstawki w walce z tymi 67 i innymi młodzieżowymi rzeczami. Trzymają się jego nowego gimmicku. Sama walka moim zdaniem może nawet trochę za mało brutalna jak na tego rodzaju stypulacji, ale może to tylko moje narzekanie. Wygrywa oczywiście Brutal i może jednak coś z niego będzie po tych ostatnich porażkach z ciężkimi rywalami. Zobaczymy co jest przygotowane dla niego dalej.

Dan Dowson Open Challenge
Na początku odnosząc się do wypowiedzi to fajnie, że nie była jakaś mega długa, bo w takiej sytuacji raczej to nie pasuje. Krótko podkreślić, że to Open Challenge i jedziemy z walką. Co do samej wypowiedzi to z jednej strony obraża fanów z Chicago, a z drugiej później mówi, że są w sumie podobni do niego. To nie jest takie plucie samemu sobie w ryj? Co do samej walki to jak się to czyta to wygląda to jak typowa walka krok po kroku rodem z WWE. Fajnie się to czyta tylko mogło to jeszcze trochę dłużej potrwać. Moim zdaniem trochę za szybko ten Allan się w to wszystko wmieszał, mógł zaczekać do samej końcówki walki. Druga sprawa to co wspólnego Hill ma z Otungą? Taka trochę z dupy ta interwencja, bo David nie zdążył mu tak naprawdę niczym zaszkodzić i bez sensu, że akurat jego zaatakował. Już bardziej logicznie by wyglądało jakby Dowsona najebał, bo Sam cały czas dostaje czas antenowy, a Hill jest używany z gali za swoje postępowanie co na pewno dałoby się logiczniej wytłumaczyć niż atak na drugiego zawodnika. Walka ogólnie spoko, ale mogłaby być zdecydowanie dłuższa.

Pobite Gary
Kurde jak było hasło “No Ketchup” to sądziłem, że gościem będzie Tony Leone, bo wiecie Włoch i ketchup na pizzy xd. W Chicago się nie używa ketchupu? Nie wiedziałem. Nie no już samym opisem wejścia grubasa Carni robi robotę xd. McŁowicz jak w poprzednich programach wypadł spoko, ale też bez jakiegoś efektu wow. Dolnick z kolei bardzo dobrze odgrywa tutaj swoją komediową rolę. Z resztą jak zawsze, bardzo dobrze się to czyta. Mamy jeszcze na koniec Ransoma i tylko brakowało, żeby się rozpłakał mówiąc o żalu do Dolnicka, żeby jeszcze bardziej zbudować dramatyzm sytuacji xd. Całkiem fajny przerywnik od walk. Dobrze, że nie jest to już taki tasiemiec jak wcześniej.

Jose Lopez vs. The Reaper
O, czyli jednak panowie mają jakąś historię między sobą. To jednak zrozumiały wybór przeciwnika w takim razie. Sama walka rozpisana moim zdaniem bardzo dobrze. Jak taka typowa walka większego powerhouse’a z mniejszymi, technicznym high flyerem. Było tempo tej walki, były fajne kontry, nikt nie dominował tej walki non stop, więc fajnie się to czytało. Wygrywa to Lopez co jest chyba zrozumiałe i jego postać mimo, że nie brał udziału w turnieju stoi już w naprawdę dobrej pozycji. Ciekawi mnie też czy Reaper zagości u nas na dłużej czy to tylko taki jednorazowy angaż.

Walka wieczoru
RVD fajnie nam podkreśla przed samą walką o co jest ta walka. Dobrze też, że podkreślił, że nie będzie dwóch main eventowych pasów, żeby była jasność. Moim zdaniem trochę niepotrzebna jest zmiana wyglądu pasa, bo mamy dwa tostery. Co to zmienia skoro cały czas jest jeden main eventowy mistrz federacji? Należą się zdecydowanie propsy temu, kto pisał tą walkę. Mimo, że brało udział w tej walce czterech zawodników to nie było tutaj zbędnego chaosu w walce i całkiem fajnie się przez to przebrnęło to czytając. Było tempo, były kontry i nearfalle. Wszystko to czego potrzeba, żeby były emocje w tego typu walce wieczoru. Co do eliminacji to chyba każdy się zgodzi, że w takiej kolejności powinno to być. Może ewentualnie byłaby dyskusja czy zwycięzcą ma być Blaze czy Riddle, ale dla mnie zwycięzca zdecydowanie zasłużony. Fajne zamknięcie pierwszego PPV w historii i na koniec też mamy szokujące zdarzenie, które dokłada nam do myślenia i sprawia, że czekamy na rozwiązania różnych historii na następnych tygodniówkach.

Ogólna ocena gali
Bardzo fajna gala nam z tego wyszła. Były walki, które swoim przebiegiem się wyróżniały. Były walki, które moim zdaniem były po prostu przyzwoite, ale nie było walk takich, które były zwyczajnie słabe. Nie lubię nigdy komentować walk i zawsze mi to jakoś dłużej idzie w porównaniu z segmentami, ale tutaj jakoś w miarę płynnie przez to przeszedłem. Fajnie, że po Ascension mamy też jakieś historię, które czekają na dalsze rozwinięcia. Jestem ciekaw co dalej nam się wydarzy na Colosseum i Elysium w najbliższym tygodniu.

PRESTON STEELE 
STREAK 3-4
ACHIEVEMENTS:


ALAN HILL:
STREAK 1-2
ACHIEVEMENTS:
Odpowiedz
Cytuj
303
09.07.2026, 12:36
#9
Czas na komentarz z mojej strony. Na początku podziękowania dla bookerów, którzy pisali dane walki, a także dla osób które pojawiły się na Live z PPVV(Michał nie ma z tego dodatkowych punktów za aktywność jakbyś pytał)

Osoby, które pisały walki:

Opener - Raptor
Tag Team- Bryx
Elias - Jakub
Dowson - Remik
Lopez - Ryse
Main Event - Zimny
Dobra podziękowania mam za sobą teraz czas przejść do komentarza. 

Komentatorzy:  O może jaka ściana tekstu, w dodatku chyba coś z kodowaniem chłopakom nie poszło - bo dostałem to nie zakodowane i poprawiałem na szybko, na przyszłość używajcie tagów (code)Treść(/code) bo nie chce mi się wszystkiego poprawiać. Jeśli chodzi o treść to przez to, że było to tak rozwleczone (Tak wiem Pobite też są), to jakoś ciężko było przez to przebrnąć, bo tutaj poza omówieniem karty to za wiele się nie wydarzyło. Myślę, że trzeba pomyśleć dwa razy zanim się za to weźmiemy następnym razem, bo łatwo tym zanudzić. 

Opener - Wiadomo, że takie walki to jest cholernie ciężki kawałek chleba do pisania. Ciężko zachować dynamikę wydarzeń bez wprowadzania chaosu i o ile jak to ktoś wspomniał zawsze mówimy, żeby nie mieszać czasów w walce tak tutaj się nie dało tego uniknąć. Raptor dostarczył nam naprawdę dobrego widowiska, każdy z zawodników pokazał swoje mocne strony, nawet Helikopter Parakopter był cudowne to było nie zapomnę tego nigdy. Zwycięzcy pojedynków według mnie zasłużeni, arkusz nie kłamie, a matematyka to brutalna dziedzina nauki. Bardzo ciekawie zostało to rozwiązane jak reszta poskładała Cavazosa jak ten został mistrzem, wiadomo nie mógł przecież zdobyć dwóch tytułów. Jeszcze raz bardzo dobra robota Raptor.

Tag Team: Mam trochę problem z tą walką, widać że Bryx dawno nie pisał, ale z drugiej strony do takiego zestawiania z jego poczuciem humoru zdawał się być idealnym kandydatem. Niestety według mnie przesadził jeśli chodzi o Butlę, bo wiadomo jest to alkus, ale picie bądź jego sugerowanie podczas walki jest już imo słabe. W tej walce w arkuszu zadecydował jeden punkt i wynikał głównie z braku aktywności mojego brata, który teraz całkowicie odpuścił grę. Mimo wszystko uważam, że no Butla został tutaj pokazany bardzo słabo i generalnie dla tej postaci nie ma już ratunku. Wygrali lepsi, ale czy to koniec ich historii? Czas pokaże.

Elias - Brutal: Nie będę się rozwodzić o wejściach powiem krótko były dojebane xD Natomiast sama walka została napisana naprawdę ok, wiadomo że Mike mógł po prostu wytrzeć sobie podłogę Eliasem i nikt nie miałby o to pretensji. Tutaj nasz skibidi sigma rizz man ma też swoje momenty, ale każdy wiedział do czego to dążyło, Mike w końcu powoduje że to ktoś odklepał, a nie on więc na pewno pod kątem psychologii znaczy to dla niego bardzo wiele.

Dowson - Tak tutaj całe story z Danem było trochę lepione na kolanie, bo kolega Shiro spóźnił się ze swoim zapisem przez co musieliśmy mu szukać zajęcia na siłę. Czy jestem z tego zadowolony? Nie, czy Shiro przy większej aktywności mógłby liczyć na więcej na tym PPV? Też nie, bo nie było z kim go zestawić. Miał trudne zadanie gadania cały czas do ściany, ale miejmy nadzieję, że wkrótce się do zmieni. Ta walka, to takie starcie do odbębnienia pod późniejsze wydarzenia, Dan nic na tym nie stracił, Otunga również, a Hill może poczuć się prawdziwym zwycięzcą. Wszystko między stronami było uzgodnione więc tutaj nie będzie żadnego żalu. Sama walka bardziej przypominała potyczkę na tygodniówce, co zauważyło już wiele osób aniżeli walkę na PPV. Uważam, jednak że i takie walki są potrzebne, wynik tak jak mówiłem wcześniej zapewne doprowadzi do czegoś więcej.

Lopez -  Za tą walkę odpowiadam ja, szukaliśmy kogoś wiarygodnego, a skoro kontuzja którą Jose odniósł przez Reapera tak bardzo go zmieniła to ten wybór wydał nam się oczywisty. Poszedłem delikatnie w psychologię ringową, że Jose musi sięgać po naprawdę wiele aby rozprawić się ze swoim demonem. Generalnie wydaje mi się, że wyszło z tego naprawdę solidne starcie.

ME - No panie Zimny został pan wytypowany do tego zadania i dał pan radę. Mówię to z czystym sumieniem bo podobnie jak w przypadku openera tą walkę czytało się niezwykle płynnie. Nie było w niej przestojów cały czas coś się działo. A samo starcie pod kątem ocen w arkuszu było chyba najmocniejsze więc finalnie wybraliśmy bardzo dobrą finałową czwórkę do tego zestawienia. Jak każdy z Was typował dwójka faworytów została do końca i czuć było to drżenie o to kto finalnie zostanie pierwszym mistrzem. Uważam, że booker spisał się bardzo dobrze, bo walka trzymała dobre tempo do tego były odpowiednie emocje, a każdy zawodnik dostał swój moment, powtórzę się, ale good job Zimny.

Podsumowując PPV to raczej same walki więc dam je w rankingu według mojej oceny, bez walki której pisałem. Miejsce 1 to : Opener i Main Event, Miejsce 3: To starcie Eliasa, 4: Open Challange i 5 Tag Teamy. Dobra robota, LPW się nie zatrzymuje tylko leci dalej. 


[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
09.07.2026, 12:36 #9
Czas na komentarz z mojej strony. Na początku podziękowania dla bookerów, którzy pisali dane walki, a także dla osób które pojawiły się na Live z PPVV(Michał nie ma z tego dodatkowych punktów za aktywność jakbyś pytał)

Osoby, które pisały walki:

Opener - Raptor
Tag Team- Bryx
Elias - Jakub
Dowson - Remik
Lopez - Ryse
Main Event - Zimny
Dobra podziękowania mam za sobą teraz czas przejść do komentarza. 

Komentatorzy:  O może jaka ściana tekstu, w dodatku chyba coś z kodowaniem chłopakom nie poszło - bo dostałem to nie zakodowane i poprawiałem na szybko, na przyszłość używajcie tagów (code)Treść(/code) bo nie chce mi się wszystkiego poprawiać. Jeśli chodzi o treść to przez to, że było to tak rozwleczone (Tak wiem Pobite też są), to jakoś ciężko było przez to przebrnąć, bo tutaj poza omówieniem karty to za wiele się nie wydarzyło. Myślę, że trzeba pomyśleć dwa razy zanim się za to weźmiemy następnym razem, bo łatwo tym zanudzić. 

Opener - Wiadomo, że takie walki to jest cholernie ciężki kawałek chleba do pisania. Ciężko zachować dynamikę wydarzeń bez wprowadzania chaosu i o ile jak to ktoś wspomniał zawsze mówimy, żeby nie mieszać czasów w walce tak tutaj się nie dało tego uniknąć. Raptor dostarczył nam naprawdę dobrego widowiska, każdy z zawodników pokazał swoje mocne strony, nawet Helikopter Parakopter był cudowne to było nie zapomnę tego nigdy. Zwycięzcy pojedynków według mnie zasłużeni, arkusz nie kłamie, a matematyka to brutalna dziedzina nauki. Bardzo ciekawie zostało to rozwiązane jak reszta poskładała Cavazosa jak ten został mistrzem, wiadomo nie mógł przecież zdobyć dwóch tytułów. Jeszcze raz bardzo dobra robota Raptor.

Tag Team: Mam trochę problem z tą walką, widać że Bryx dawno nie pisał, ale z drugiej strony do takiego zestawiania z jego poczuciem humoru zdawał się być idealnym kandydatem. Niestety według mnie przesadził jeśli chodzi o Butlę, bo wiadomo jest to alkus, ale picie bądź jego sugerowanie podczas walki jest już imo słabe. W tej walce w arkuszu zadecydował jeden punkt i wynikał głównie z braku aktywności mojego brata, który teraz całkowicie odpuścił grę. Mimo wszystko uważam, że no Butla został tutaj pokazany bardzo słabo i generalnie dla tej postaci nie ma już ratunku. Wygrali lepsi, ale czy to koniec ich historii? Czas pokaże.

Elias - Brutal: Nie będę się rozwodzić o wejściach powiem krótko były dojebane xD Natomiast sama walka została napisana naprawdę ok, wiadomo że Mike mógł po prostu wytrzeć sobie podłogę Eliasem i nikt nie miałby o to pretensji. Tutaj nasz skibidi sigma rizz man ma też swoje momenty, ale każdy wiedział do czego to dążyło, Mike w końcu powoduje że to ktoś odklepał, a nie on więc na pewno pod kątem psychologii znaczy to dla niego bardzo wiele.

Dowson - Tak tutaj całe story z Danem było trochę lepione na kolanie, bo kolega Shiro spóźnił się ze swoim zapisem przez co musieliśmy mu szukać zajęcia na siłę. Czy jestem z tego zadowolony? Nie, czy Shiro przy większej aktywności mógłby liczyć na więcej na tym PPV? Też nie, bo nie było z kim go zestawić. Miał trudne zadanie gadania cały czas do ściany, ale miejmy nadzieję, że wkrótce się do zmieni. Ta walka, to takie starcie do odbębnienia pod późniejsze wydarzenia, Dan nic na tym nie stracił, Otunga również, a Hill może poczuć się prawdziwym zwycięzcą. Wszystko między stronami było uzgodnione więc tutaj nie będzie żadnego żalu. Sama walka bardziej przypominała potyczkę na tygodniówce, co zauważyło już wiele osób aniżeli walkę na PPV. Uważam, jednak że i takie walki są potrzebne, wynik tak jak mówiłem wcześniej zapewne doprowadzi do czegoś więcej.

Lopez -  Za tą walkę odpowiadam ja, szukaliśmy kogoś wiarygodnego, a skoro kontuzja którą Jose odniósł przez Reapera tak bardzo go zmieniła to ten wybór wydał nam się oczywisty. Poszedłem delikatnie w psychologię ringową, że Jose musi sięgać po naprawdę wiele aby rozprawić się ze swoim demonem. Generalnie wydaje mi się, że wyszło z tego naprawdę solidne starcie.

ME - No panie Zimny został pan wytypowany do tego zadania i dał pan radę. Mówię to z czystym sumieniem bo podobnie jak w przypadku openera tą walkę czytało się niezwykle płynnie. Nie było w niej przestojów cały czas coś się działo. A samo starcie pod kątem ocen w arkuszu było chyba najmocniejsze więc finalnie wybraliśmy bardzo dobrą finałową czwórkę do tego zestawienia. Jak każdy z Was typował dwójka faworytów została do końca i czuć było to drżenie o to kto finalnie zostanie pierwszym mistrzem. Uważam, że booker spisał się bardzo dobrze, bo walka trzymała dobre tempo do tego były odpowiednie emocje, a każdy zawodnik dostał swój moment, powtórzę się, ale good job Zimny.

Podsumowując PPV to raczej same walki więc dam je w rankingu według mojej oceny, bez walki której pisałem. Miejsce 1 to : Opener i Main Event, Miejsce 3: To starcie Eliasa, 4: Open Challange i 5 Tag Teamy. Dobra robota, LPW się nie zatrzymuje tylko leci dalej. 


[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
09.07.2026, 17:01
#10
ET: No trzeba przyznać, że klimacik zbudowano konkretny. Przyznam szczerze nie za bardzo miałem pomysł co to może być za postać, ale jedno było pewne, to był na pewno ktoś ważny. Jeśli ktoś właściwie myślał, że na Lopezza wyjdzie kolejny komediowy NPC, to można było tutaj się z tego wrażenia wyprowadzić. Bo to oznaczało, że wyjdzie poważniejszy NPC, przynajmniej dla mnie. Kupuję zawsze segi które pozostawiają więcej pytań niż odpowiedzi - i to był jeden z nich. I w sumie pierwszy raz w LPW widzimy Lopeza, który wydaje się że traci kontrolę nad tym co się dzieje. RVD zresztą zapowiadał, że Lopez ma sobie radzić bez kontroli - i na razie dotrzymuje słowa. 

Komentatorzy: Słów kilka także ode mnie. Zależało mi na tym, aby zrobić z tego przyzwoity debiut Otungi zamiast zwykłych, pustych komentatorów i jak dla mnie misja została spełniona. Chciałem, aby wszystko i każdą walkę przeanalizował typowo zgodnie z gimmickiem i zostało to osiągnięte. Minus na pewno dla mnie to jakby zbyt mocne trzymanie się tego gimmicku, terminologia była w sumie dość powtarzalna i nawet wiem dlaczego, za bardzo na raty sobie to rozłożyłem i nie czułem co pisałem wcześniej, no i wyszło co wyszło, ale nie jest to na pewno na tyle złe, żeby uznać to za klapę, za długo owszem, ale hej - po pierwsze PPV - po drugie chciałem podkreślić debiut - więc ja tam jakoś się sam usprawiedliwiam. Chciałem też, żeby wypadli oni inaczej niż na tygodniówkach, no i się udało, zależy jak się na to patrzy xD. 

RVD/Aldis: Mamy oficjalnie jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej historii LPW. No bo nie dość, że otwieramy pierwsze PPV, to jeszcze zapowiadamy drugiego GM'a. Aj jak mi pasuje ten Aldis, gość to jest klasa i marka sama w sobie, także bardzo się cieszę, że postawiono na niego. Bardzo fajnie zresztą kontrastuje on z RVD a w przypadku draftu będzie to jeszcze bardziej widoczne bo RVD to taki energiczny show-man, a Aldis taki spokojny, elokwentny, zawsze garniak, wiadomo - no fajnie to na pewno będzie wyglądało. Niezła też nazwa drugiego brandu, taka bardziej elitarna. I w sumie bardzo dobry pomysł z tymi dwoma pasami, bo nawet jeśli ktoś napisał gorszy post od kogoś innego w Promo Zone, to mógł jakiś pas nadal zdobyć. Nie byłbym sobą jakbym się do czegoś w tej całej ekstazie nie przyczepił. Mianowicie mam jeden problem z nowo powstałymi pasami, no bo fajnie mamy Valor, mamy Eternal i w sumie poza ładnie opakowanymi nazwami to nie mamy nic. Wiadomo, to jest pierwsze PPV, te pasy dopiero zaistniały i niewiele będą znaczyć, ale brakuje mi coś aby dodać np dwa, trzy zdania ze strony RVD że pas Valor będzie reprezentował ducha rywalizacji na Colosseum, a od Aldisa że pas Eternal będzie symbolizował dziedzictwo Elysium i tak dalej, już by od razu te pasy znaczyły więcej przez takie pierdoły, przynajmniej dla mnie. 

Ladder Match - Halloway vs. Lord Sebastien vs. ZSJ vs. Cavazos vs. Mantel vs. EGDG o pasy Valor i Eternal: Dobra, spodziewałem się pustego spotfestu, ale Raptor ewidentnie zrobił z tego coś więcej. Mimo naprawdę sporej długości, mityczne 1000 słów za dużo czy ileś tam, ani przez moment nie poczułem, że nie dzieje się nic, właściwie ciągła akcja nonstop. Każda postać dostała swoje 5 minut tak naprawdę, Sabre łamie ręce, palce, paliczki i hooy wie co jeszcze, nawet przy użyciu broni, Cavazos wygląda jak żywy czołg, którego naprawdę nie sposób zatrzymać. Kociarz robił tutaj za hajflajera, zawsze ktoś taki jest potrzebny w tego typu walkach, LS idealnie się sprawdza w roli takiego oportunisty jak właśnie w tej walce, ale Halloway słusznie skradł całe show. Jego booking mega mi podszedł, jego rola bycia odklejeńcem w tej walce przyćmiła całą resztę, niby te jego użycie drabin (helikopter XDDD) wydaje się mega losowy, rozstawianie i tak dalej, ale potem wgłąb walki widać że miało to większy sens. I wreszcie Derek o dziwo nie tylko w segu ale i walce nie wygląda jak kompletny idiota, tylko jak gość który ma swój świat, żyje sobie w nim, jakoś funkcjonuje i przynosi to pozytywnie zaskakujące efekty - jak właśnie wygranie pasa. Tym bardziej nie rozumiem jak z bookingowego punktu widzenia ktoś kwestionuje wygraną Dereka, przecież on się tu najlepiej pokazał, zatem musiał dać najlepszy post na PZ Zimnoch, w końcu. Pewnie poszperał w notatkach Buffalona z przeszłości i wykorzystał coś stamtąd. Podobał mi się też booking Cavazosa i jego właściciel powinien być zadowolony, bo był moment gdzie bodajże w trójkę skupiono się tylko na nim, a on i tak zdołał sięgnąć po złoto. Moim zdaniem Traktor mocno tu zbudował Ostaszewskiemu postać tym wpierdolem doszczętnym dla Jorgego i tym, co się stało potem. Jak on tego nie wykorzysta, to jest tępy, bo jego wartość chyba mocno wybiła w górę po tej walce i ja - między innymi - na pewno inaczej będę patrzył na Cavazosa po gali, niż przed nią. Żeby Cavazinios jeszcze bardziej obrósł w piórka to o szlachcicu powiem słów kilka. Dobrze wypadł, jak ktoś kto jest w stanie wszystko zaryzykować dla zwycięstwa, dobre spoty mu tu zrobiono. Czy właśnie się skapnąłem że stary Ostaszewski miał największe szanse na wygranie pasa wśród wszystkich? No bo dwie jego postacie brały tu udział xd. Reszta w sumie tak sobie - Mantel nie wychylał się za bardzo, EGDG poza paroma spotami coś tam porobił. Jak dla mnie to mamy dobrych mistrzów, jakby ShowOff był aktywniejszy to wyglądałoby to z deka inaczej, no ale tak się stało jak się stało, myślę że dobrych mistrzów Midcardowych mamy na ten moment. Bardzo mocno na pewno zostali mistrzowie zbudowani w tej walce, taki na pewno był cel, tak samo jak celem było napisanie kapitalnego openeru na to PPV - bo to też się udało. 

Butla & Uszczelka vs. Steele & Escobar: Nie próbowano tutaj przebić Ladder Matchu i słusznie. Chemia Uszczelki i Butli jest mocna, dobrze że po odejściu Loliksbola (może kiedyś wróci) nie porzuca się całkowicie Butli bo jest on Uszczelce jakby nie było potrzebny, choć prędzej było na odwrót, ale Zbyszek też na tym korzysta, są różni, ale jednocześnie kompletnie zgrani. Uszczelka jest bardziej przyziemny, Butla nawet w tej walce żyje w swoim świecie, prawie jak Derek. To jest komediowy tag-team ale taki ze smakiem, bo kiedy trzeba wyglądać groźnie, to panowie stają na wysokości zadania. Po tym co pisałem w Power Rankingu Escobar wreszcie zaczyna nabierać swojej tożsamości, kontrolował długi czas walkę, zresztą zdobył przypięcie, więc to już jest sygnał że traktujemy go poważniej. 

Brutal vs. Shadow: Kulminacja programu nie boję się tego stwierdzenia - w którym była największa nienawiść między panami, no bo ME wiadomo - turniej, Ladder? Motywem była nagroda, jedynie tag-teamy jakąś tam niechęcią do siebie biły, ale nie był to taki jej poziom jak w tym wypadku. Bardzo podobał mi się motyw Shadowa, który chce wszystkim pokazać, że nie jest tylko chłopkiem goniącym za marzeniami tylko momentami jakimś tam zagrożeniem. Problem w tym, że za każdym razem kiedy zaczynał nabierać wiatru w żagle - Brutal go sprowadzał z powrotem na ziemie, dosłownie xD. Każde użycie przedmiotu miało jakiś sens, nie było tu nic robione na siłę. Lego wprowadziły trochę takiej abstrakcji i komedii czyli ogólnie na plus bo dużo rzeczy w LPW opiera się na tym, ale w momencie pojawienia się liny zrobiło się groźnie xd. Chciałem, żeby Mike bawił się tą walką - i tak w sumie było. Sadystyczny Brutal to jest to czego mi tu brakowało do tej pory. Porażka dla Eliasa wbrew pozorom nie jest jakaś uwłaczająca, pokazał naprawdę sporo ofensywy, więcej niż się spodziewałem. 

Dowson vs. Otunga: Tym razem promo Dowsona nie było ani troche przeciągane i było o czymś więc nawet jego najwięksi hejterzy nie powinni się zmęczyć tą przemową xd. Fajnie to rozegrano z Otungą, do samego końca nie było wiadomo czy on coś chce przekazać RVD, czy idzie do walki faktycznie. I w sumie niewiele można tu napisać ot co, wyjście Dowsona na salony i debiut Otungi i w sumie fabularne pociągnięcie wątku Hilla ma sens. Hilla wkurzyło to, że Otunga nawet ze stolika komentatorskiego dostaje walke, a on nie. Swoją drogą Panie Jajku ciśniemy Brutala za bycie agresywnym i drącym ryja typem - czym rózni się Hill w tej kwestii? Nie pytam o inne kwestie bo znam odpowiedzi, które mogłyby ci nie podejść xd. Podoba mi się wykorzystywanie ochroniarzy w LPW - są praktycznie ciągle na czas, normalnie mogą się napierdalać 3-5 minut w rzeczywistości - tutaj mamy szybkie reakcje, taka powinna być ochrona na tych galach. 

Pobite Gary: McŁowicz się spełnia w tej roli ewidentnie, nie jest błaznem, tylko traktuje te kuchniowe wstawki mocno poważnie, i dobrze. W sumie to mamy tu dwie takie części, na początku mamy typową już komedię jaką od tygodni serwuje nam Dolnick, Rob nawet się w to wpisuje, jakoś to współgra ze sobą. Nic na pewno nie wskazywało na to, co się wydarza w drugiej części. Muszę dać największy plus, że mimo że mamy tutaj naprawdę mocny konflikt na horyzoncie, to nie zdecydowano się na klasyczny zabieg w stylu gadka, gadka i brawl, tu rozwiązano to inaczej, tak jak się w tym wypadku powinno. Niby można byłoby się przyczepić do tego, że z komedii przeszliśmy do poważnego tonu tak naprawdę w sekundę, ale nie upatrywałbym w tym minusa, to pokazuje jak Ransom potrafi zadziałać na sytuację, jak dla mnie mocno na plus to wszystko. Jak mniemam to ten Ransom jest Panterowej, więc w końcu Dolnick będzie miał jakiś temat z kimś innym niż Lopez, który chyba zacznie już coś odrębnego, swojego, a skoro już o nim mowa...

Lopez vs. Reaper: No i warto było czekać na to co się stanie z Jose, o to mi chodziło, wartościowy przeciwnik na PPV zamiast żartów, wreszcie się to skończyło xD. Choć było to wszystko potrzebne, to nie tak że dyskredytuje to wszystko, bo mogło tak się Carniemu wydawać przez chwilę, za co go nie winię. Było i jest wyraźne story, bardzo konsekwentnie zresztą prowadzone. No bo to nie była zwykła walka, jak niektóre na tej gali - to był Lopez mierzący się z własną traumą, fajnie to panowie wymyślili. Dotknięcie karku przez Lopeza mówi więcej niż pięć linijek tekstu w wejściu, mały detal, a cieszy. Rzeczą oczywistą było skupienie się Reapera na właśnie tym sektorze ciała Lopezza, to był obowiązek bookerski. Reaper zresztą nie wypadł tutaj też jako jakiś słabeusz, ktoś do odbębnienia, sprawił przyszłemu mistrzowi LPW spory problem. 

RVD: Ostatni przystanek przed ME musi być dobry. Rzadko mamy okazję widzieć RVD w garniturze, bodajże ja go kojarzę w tym stylu tylko podczas cerenomii HOF. Aha czyli mamy jednego mistrza głównego, no to będzie miał dużo roboty, czyli to musi być ktoś kto dźwignie się na obu brandach, dobrze rozumiem? No to spory warunek jest do spełnienia dla głównego mistrza, pisałem już u góry o potencjalnie przyszłym mistrzu, który myślę odnalazłby się w tej roli idealnie, nic nie odbierając Remikowi. Okej, mówimy o rozwoju federacji, o pasie, ale można byłoby mimo tego, że jeszcze nie został wyłoniony - o pierwszym mistrzu, który wyznaczy nowy trend, no ale taki tam szczegół. 

Blaze vs. Riddle vs. Ryback vs. Dickinson: Każdy z panów dostał swój moment, zresztą to nic dziwnego, tak samo w Ladderze pokazano każdego, bo na to zasłużył, tak samo tutaj. W przypadku Laddera nie było wyliczanki, nikt przypadkowy się tam nie znalazł, tutaj tym bardziej, bo każdy z nich musiał przejść przez trzy fazy w turnieju i je wygrać, albo przynajmniej większość z nich, choć byli tacy którzy nic nie przegrali - i to właśnie oni byli tu faworytami. Z wejść to chyba Rydleusza mi najbardziej podeszło, było takie naturalne, kameralne, jak na Kennego przystało. Wejście Blaze'a było mocno babyface'owe a zabieg z dzieciakiem jest zawsze skuteczny dla tego typu postaci. Edgar tak teatralnie, mocno ekscentrycznie, a Ryback w sumie dość na luzaku, spodziewałem się czegoś więcej, ale jedziemy dalej. Trzeba przyznać, że mocno skradła show rywalizacja na linii Riddle - Ryback i w sumie bardzo sympatycznie, że Rzeźnik się w tej walce znalazł zamiast McŁowicza, bo można tu wklepać też inną rywalizację dzięki temu. Ryback mimo tego, że odpadł pierwszy nie wypadł tak źle, trzeba było konkretów, żeby go położyć. Edgar na pewno tu bardziej pasował niż Ryback, aż szkoda że ktoś musiał odpaść przed faworytami, no ale taki był zamysł tej walki, finałowa dwójka nieprzypadkowa, chyba każdy obstawiał któregoś z nich. Co do zwycięstwa Blaze'a? No to był dobry wybór, Remualdo jest niekwestionowanym królem prom na LPW obecnie i ciężko na razie go dogonić, ale pamiętajcie nic nie może przecież wiecznie trwać, kiedyś się spotkamy xD. Pierwszym mistrzem musi być ktoś kto dźwignie ciężar bycia twarzą federacji, ktoś nieskazitelny do bólu, Blaze jak na razie taki właśnie jest. Riddle ma Rybacka za rogiem, niech się nim zajmie, zanim znów szarpnie się na główny pas. Fajnie, że Lopez dał Blaze'owi moment na świętowanie i mu tego nie zabrano, należało mu się, dobrze to rozwiązano. No i Lopez vs. Blaze to jest coś co każdy raczej chce widzieć.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2026, 10:36 przez Michał.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Michał
Zawodowiec
09.07.2026, 17:01 #10
ET: No trzeba przyznać, że klimacik zbudowano konkretny. Przyznam szczerze nie za bardzo miałem pomysł co to może być za postać, ale jedno było pewne, to był na pewno ktoś ważny. Jeśli ktoś właściwie myślał, że na Lopezza wyjdzie kolejny komediowy NPC, to można było tutaj się z tego wrażenia wyprowadzić. Bo to oznaczało, że wyjdzie poważniejszy NPC, przynajmniej dla mnie. Kupuję zawsze segi które pozostawiają więcej pytań niż odpowiedzi - i to był jeden z nich. I w sumie pierwszy raz w LPW widzimy Lopeza, który wydaje się że traci kontrolę nad tym co się dzieje. RVD zresztą zapowiadał, że Lopez ma sobie radzić bez kontroli - i na razie dotrzymuje słowa. 

Komentatorzy: Słów kilka także ode mnie. Zależało mi na tym, aby zrobić z tego przyzwoity debiut Otungi zamiast zwykłych, pustych komentatorów i jak dla mnie misja została spełniona. Chciałem, aby wszystko i każdą walkę przeanalizował typowo zgodnie z gimmickiem i zostało to osiągnięte. Minus na pewno dla mnie to jakby zbyt mocne trzymanie się tego gimmicku, terminologia była w sumie dość powtarzalna i nawet wiem dlaczego, za bardzo na raty sobie to rozłożyłem i nie czułem co pisałem wcześniej, no i wyszło co wyszło, ale nie jest to na pewno na tyle złe, żeby uznać to za klapę, za długo owszem, ale hej - po pierwsze PPV - po drugie chciałem podkreślić debiut - więc ja tam jakoś się sam usprawiedliwiam. Chciałem też, żeby wypadli oni inaczej niż na tygodniówkach, no i się udało, zależy jak się na to patrzy xD. 

RVD/Aldis: Mamy oficjalnie jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej historii LPW. No bo nie dość, że otwieramy pierwsze PPV, to jeszcze zapowiadamy drugiego GM'a. Aj jak mi pasuje ten Aldis, gość to jest klasa i marka sama w sobie, także bardzo się cieszę, że postawiono na niego. Bardzo fajnie zresztą kontrastuje on z RVD a w przypadku draftu będzie to jeszcze bardziej widoczne bo RVD to taki energiczny show-man, a Aldis taki spokojny, elokwentny, zawsze garniak, wiadomo - no fajnie to na pewno będzie wyglądało. Niezła też nazwa drugiego brandu, taka bardziej elitarna. I w sumie bardzo dobry pomysł z tymi dwoma pasami, bo nawet jeśli ktoś napisał gorszy post od kogoś innego w Promo Zone, to mógł jakiś pas nadal zdobyć. Nie byłbym sobą jakbym się do czegoś w tej całej ekstazie nie przyczepił. Mianowicie mam jeden problem z nowo powstałymi pasami, no bo fajnie mamy Valor, mamy Eternal i w sumie poza ładnie opakowanymi nazwami to nie mamy nic. Wiadomo, to jest pierwsze PPV, te pasy dopiero zaistniały i niewiele będą znaczyć, ale brakuje mi coś aby dodać np dwa, trzy zdania ze strony RVD że pas Valor będzie reprezentował ducha rywalizacji na Colosseum, a od Aldisa że pas Eternal będzie symbolizował dziedzictwo Elysium i tak dalej, już by od razu te pasy znaczyły więcej przez takie pierdoły, przynajmniej dla mnie. 

Ladder Match - Halloway vs. Lord Sebastien vs. ZSJ vs. Cavazos vs. Mantel vs. EGDG o pasy Valor i Eternal: Dobra, spodziewałem się pustego spotfestu, ale Raptor ewidentnie zrobił z tego coś więcej. Mimo naprawdę sporej długości, mityczne 1000 słów za dużo czy ileś tam, ani przez moment nie poczułem, że nie dzieje się nic, właściwie ciągła akcja nonstop. Każda postać dostała swoje 5 minut tak naprawdę, Sabre łamie ręce, palce, paliczki i hooy wie co jeszcze, nawet przy użyciu broni, Cavazos wygląda jak żywy czołg, którego naprawdę nie sposób zatrzymać. Kociarz robił tutaj za hajflajera, zawsze ktoś taki jest potrzebny w tego typu walkach, LS idealnie się sprawdza w roli takiego oportunisty jak właśnie w tej walce, ale Halloway słusznie skradł całe show. Jego booking mega mi podszedł, jego rola bycia odklejeńcem w tej walce przyćmiła całą resztę, niby te jego użycie drabin (helikopter XDDD) wydaje się mega losowy, rozstawianie i tak dalej, ale potem wgłąb walki widać że miało to większy sens. I wreszcie Derek o dziwo nie tylko w segu ale i walce nie wygląda jak kompletny idiota, tylko jak gość który ma swój świat, żyje sobie w nim, jakoś funkcjonuje i przynosi to pozytywnie zaskakujące efekty - jak właśnie wygranie pasa. Tym bardziej nie rozumiem jak z bookingowego punktu widzenia ktoś kwestionuje wygraną Dereka, przecież on się tu najlepiej pokazał, zatem musiał dać najlepszy post na PZ Zimnoch, w końcu. Pewnie poszperał w notatkach Buffalona z przeszłości i wykorzystał coś stamtąd. Podobał mi się też booking Cavazosa i jego właściciel powinien być zadowolony, bo był moment gdzie bodajże w trójkę skupiono się tylko na nim, a on i tak zdołał sięgnąć po złoto. Moim zdaniem Traktor mocno tu zbudował Ostaszewskiemu postać tym wpierdolem doszczętnym dla Jorgego i tym, co się stało potem. Jak on tego nie wykorzysta, to jest tępy, bo jego wartość chyba mocno wybiła w górę po tej walce i ja - między innymi - na pewno inaczej będę patrzył na Cavazosa po gali, niż przed nią. Żeby Cavazinios jeszcze bardziej obrósł w piórka to o szlachcicu powiem słów kilka. Dobrze wypadł, jak ktoś kto jest w stanie wszystko zaryzykować dla zwycięstwa, dobre spoty mu tu zrobiono. Czy właśnie się skapnąłem że stary Ostaszewski miał największe szanse na wygranie pasa wśród wszystkich? No bo dwie jego postacie brały tu udział xd. Reszta w sumie tak sobie - Mantel nie wychylał się za bardzo, EGDG poza paroma spotami coś tam porobił. Jak dla mnie to mamy dobrych mistrzów, jakby ShowOff był aktywniejszy to wyglądałoby to z deka inaczej, no ale tak się stało jak się stało, myślę że dobrych mistrzów Midcardowych mamy na ten moment. Bardzo mocno na pewno zostali mistrzowie zbudowani w tej walce, taki na pewno był cel, tak samo jak celem było napisanie kapitalnego openeru na to PPV - bo to też się udało. 

Butla & Uszczelka vs. Steele & Escobar: Nie próbowano tutaj przebić Ladder Matchu i słusznie. Chemia Uszczelki i Butli jest mocna, dobrze że po odejściu Loliksbola (może kiedyś wróci) nie porzuca się całkowicie Butli bo jest on Uszczelce jakby nie było potrzebny, choć prędzej było na odwrót, ale Zbyszek też na tym korzysta, są różni, ale jednocześnie kompletnie zgrani. Uszczelka jest bardziej przyziemny, Butla nawet w tej walce żyje w swoim świecie, prawie jak Derek. To jest komediowy tag-team ale taki ze smakiem, bo kiedy trzeba wyglądać groźnie, to panowie stają na wysokości zadania. Po tym co pisałem w Power Rankingu Escobar wreszcie zaczyna nabierać swojej tożsamości, kontrolował długi czas walkę, zresztą zdobył przypięcie, więc to już jest sygnał że traktujemy go poważniej. 

Brutal vs. Shadow: Kulminacja programu nie boję się tego stwierdzenia - w którym była największa nienawiść między panami, no bo ME wiadomo - turniej, Ladder? Motywem była nagroda, jedynie tag-teamy jakąś tam niechęcią do siebie biły, ale nie był to taki jej poziom jak w tym wypadku. Bardzo podobał mi się motyw Shadowa, który chce wszystkim pokazać, że nie jest tylko chłopkiem goniącym za marzeniami tylko momentami jakimś tam zagrożeniem. Problem w tym, że za każdym razem kiedy zaczynał nabierać wiatru w żagle - Brutal go sprowadzał z powrotem na ziemie, dosłownie xD. Każde użycie przedmiotu miało jakiś sens, nie było tu nic robione na siłę. Lego wprowadziły trochę takiej abstrakcji i komedii czyli ogólnie na plus bo dużo rzeczy w LPW opiera się na tym, ale w momencie pojawienia się liny zrobiło się groźnie xd. Chciałem, żeby Mike bawił się tą walką - i tak w sumie było. Sadystyczny Brutal to jest to czego mi tu brakowało do tej pory. Porażka dla Eliasa wbrew pozorom nie jest jakaś uwłaczająca, pokazał naprawdę sporo ofensywy, więcej niż się spodziewałem. 

Dowson vs. Otunga: Tym razem promo Dowsona nie było ani troche przeciągane i było o czymś więc nawet jego najwięksi hejterzy nie powinni się zmęczyć tą przemową xd. Fajnie to rozegrano z Otungą, do samego końca nie było wiadomo czy on coś chce przekazać RVD, czy idzie do walki faktycznie. I w sumie niewiele można tu napisać ot co, wyjście Dowsona na salony i debiut Otungi i w sumie fabularne pociągnięcie wątku Hilla ma sens. Hilla wkurzyło to, że Otunga nawet ze stolika komentatorskiego dostaje walke, a on nie. Swoją drogą Panie Jajku ciśniemy Brutala za bycie agresywnym i drącym ryja typem - czym rózni się Hill w tej kwestii? Nie pytam o inne kwestie bo znam odpowiedzi, które mogłyby ci nie podejść xd. Podoba mi się wykorzystywanie ochroniarzy w LPW - są praktycznie ciągle na czas, normalnie mogą się napierdalać 3-5 minut w rzeczywistości - tutaj mamy szybkie reakcje, taka powinna być ochrona na tych galach. 

Pobite Gary: McŁowicz się spełnia w tej roli ewidentnie, nie jest błaznem, tylko traktuje te kuchniowe wstawki mocno poważnie, i dobrze. W sumie to mamy tu dwie takie części, na początku mamy typową już komedię jaką od tygodni serwuje nam Dolnick, Rob nawet się w to wpisuje, jakoś to współgra ze sobą. Nic na pewno nie wskazywało na to, co się wydarza w drugiej części. Muszę dać największy plus, że mimo że mamy tutaj naprawdę mocny konflikt na horyzoncie, to nie zdecydowano się na klasyczny zabieg w stylu gadka, gadka i brawl, tu rozwiązano to inaczej, tak jak się w tym wypadku powinno. Niby można byłoby się przyczepić do tego, że z komedii przeszliśmy do poważnego tonu tak naprawdę w sekundę, ale nie upatrywałbym w tym minusa, to pokazuje jak Ransom potrafi zadziałać na sytuację, jak dla mnie mocno na plus to wszystko. Jak mniemam to ten Ransom jest Panterowej, więc w końcu Dolnick będzie miał jakiś temat z kimś innym niż Lopez, który chyba zacznie już coś odrębnego, swojego, a skoro już o nim mowa...

Lopez vs. Reaper: No i warto było czekać na to co się stanie z Jose, o to mi chodziło, wartościowy przeciwnik na PPV zamiast żartów, wreszcie się to skończyło xD. Choć było to wszystko potrzebne, to nie tak że dyskredytuje to wszystko, bo mogło tak się Carniemu wydawać przez chwilę, za co go nie winię. Było i jest wyraźne story, bardzo konsekwentnie zresztą prowadzone. No bo to nie była zwykła walka, jak niektóre na tej gali - to był Lopez mierzący się z własną traumą, fajnie to panowie wymyślili. Dotknięcie karku przez Lopeza mówi więcej niż pięć linijek tekstu w wejściu, mały detal, a cieszy. Rzeczą oczywistą było skupienie się Reapera na właśnie tym sektorze ciała Lopezza, to był obowiązek bookerski. Reaper zresztą nie wypadł tutaj też jako jakiś słabeusz, ktoś do odbębnienia, sprawił przyszłemu mistrzowi LPW spory problem. 

RVD: Ostatni przystanek przed ME musi być dobry. Rzadko mamy okazję widzieć RVD w garniturze, bodajże ja go kojarzę w tym stylu tylko podczas cerenomii HOF. Aha czyli mamy jednego mistrza głównego, no to będzie miał dużo roboty, czyli to musi być ktoś kto dźwignie się na obu brandach, dobrze rozumiem? No to spory warunek jest do spełnienia dla głównego mistrza, pisałem już u góry o potencjalnie przyszłym mistrzu, który myślę odnalazłby się w tej roli idealnie, nic nie odbierając Remikowi. Okej, mówimy o rozwoju federacji, o pasie, ale można byłoby mimo tego, że jeszcze nie został wyłoniony - o pierwszym mistrzu, który wyznaczy nowy trend, no ale taki tam szczegół. 

Blaze vs. Riddle vs. Ryback vs. Dickinson: Każdy z panów dostał swój moment, zresztą to nic dziwnego, tak samo w Ladderze pokazano każdego, bo na to zasłużył, tak samo tutaj. W przypadku Laddera nie było wyliczanki, nikt przypadkowy się tam nie znalazł, tutaj tym bardziej, bo każdy z nich musiał przejść przez trzy fazy w turnieju i je wygrać, albo przynajmniej większość z nich, choć byli tacy którzy nic nie przegrali - i to właśnie oni byli tu faworytami. Z wejść to chyba Rydleusza mi najbardziej podeszło, było takie naturalne, kameralne, jak na Kennego przystało. Wejście Blaze'a było mocno babyface'owe a zabieg z dzieciakiem jest zawsze skuteczny dla tego typu postaci. Edgar tak teatralnie, mocno ekscentrycznie, a Ryback w sumie dość na luzaku, spodziewałem się czegoś więcej, ale jedziemy dalej. Trzeba przyznać, że mocno skradła show rywalizacja na linii Riddle - Ryback i w sumie bardzo sympatycznie, że Rzeźnik się w tej walce znalazł zamiast McŁowicza, bo można tu wklepać też inną rywalizację dzięki temu. Ryback mimo tego, że odpadł pierwszy nie wypadł tak źle, trzeba było konkretów, żeby go położyć. Edgar na pewno tu bardziej pasował niż Ryback, aż szkoda że ktoś musiał odpaść przed faworytami, no ale taki był zamysł tej walki, finałowa dwójka nieprzypadkowa, chyba każdy obstawiał któregoś z nich. Co do zwycięstwa Blaze'a? No to był dobry wybór, Remualdo jest niekwestionowanym królem prom na LPW obecnie i ciężko na razie go dogonić, ale pamiętajcie nic nie może przecież wiecznie trwać, kiedyś się spotkamy xD. Pierwszym mistrzem musi być ktoś kto dźwignie ciężar bycia twarzą federacji, ktoś nieskazitelny do bólu, Blaze jak na razie taki właśnie jest. Riddle ma Rybacka za rogiem, niech się nim zajmie, zanim znów szarpnie się na główny pas. Fajnie, że Lopez dał Blaze'owi moment na świętowanie i mu tego nie zabrano, należało mu się, dobrze to rozwiązano. No i Lopez vs. Blaze to jest coś co każdy raczej chce widzieć.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2026, 10:36 przez Michał.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości