Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #1 - Chicago, Illinois - 16.05.2026

Colosseum #1 - Chicago, Illinois - 16.05.2026

Colosseum #1 - Chicago, Illinois - 16.05.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
303
16.05.2026, 10:34
#1
To tutaj wszystko się zaczęło

Ekran jest czarny. Przez chwilę słychać jedynie niski, narastający dźwięk, przypominający uderzenia serca. Po chwili pojawiają się pierwsze przebitki Chicago. Nocne ulice, światła miasta, stalowe mosty, puste areny i panorama wieżowców odbijająca się w wodzie.

Narrator:  Chicago. Miasto o twardym charakterze. Miasto sportu, walki i ludzi, którzy wiedzą, że na wszystko trzeba zapracować.

Na ekranie pojawiają się ujęcia pustej hali, ringu pogrążonego w półmroku, reflektorów budzących się do życia i czerwonego światła przebijającego się przez dym. Muzyka zaczyna grać coraz głośniej.

Narrator: To właśnie tutaj narodziła się nowa federacja. Miejsce, w którym wrestling ma być czymś więcej niż walką. Ma być ambicją, charakterem i drogą po własną legendę.

Pojawiają się szybkie przebitki lin ringowych, stalowych schodów, pustych krzeseł, dłoni zaciskających taśmy i logo LPW. Kamera powoli zbliża się do wejścia na arenę.

Narrator: Rob Van Dam, legenda ringu, postanowił stworzyć federację dla tych, którzy nie szukają łatwej drogi. Jego polskie korzenie oraz wybór Chicago, miasta z silną polonijną historią, nadały LPW dodatkowy charakter, ale fundament był jeden: prawdziwa arena walki.

Na ekranie pojawiają się sylwetki zawodników stojących w cieniu. Nie widać dokładnie twarzy. Widać tylko spojrzenia, zaciśnięte pięści, buty wchodzące po stalowych schodach i światło padające na ring.

Narrator:  Legion Pro Wrestling to miejsce dla ludzi z różnych środowisk, których łączy jeden cel: walczyć o chwałę, pozycję i miejsce w historii.

Muzyka przyspiesza. Kamera pokazuje pusty ring, nad którym pojawia się czerwony blask. Na ekranie pojawia się logo Colosseum.

Narrator:  Główną areną tej walki będzie Colosseum. Show, na którym narodzą się rywalizacje, powstaną nowe gwiazdy i rozpocznie się droga po LPW World Championship.

Na końcu kamera pokazuje pusty ring oświetlony czerwonym światłem. W tle słychać narastający szum publiczności, jakby arena dopiero budziła się do życia.

Narrator: Colosseum #1. Chicago, Illinois. 16.05.2026. Historia LPW zaczyna się teraz.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]

Na arenie gasną światła. Po chwili czerwono-białe reflektory rozświetlają stage, a na ekranie pojawia się logo Colosseum. Publiczność w Chicago reaguje głośnym cheerem, gdy rozpoczyna grać Muzyka, a na rampie pojawia się Rob Van Dam. RVD z charakterystycznym luzem wchodzi do ringu, odbiera mikrofon i przez chwilę rozgląda się po arenie.

Rob Van Dam:  Chicago... witajcie na pierwszym w historii Colosseum! Dzisiaj zaczynamy coś nowego. Legion Pro Wrestling oficjalnie otwiera swoje drzwi i nie wyobrażam sobie lepszego miejsca na pierwszy rozdział tej historii niż właśnie tutaj, w Chicago. To miasto wie, czym jest walka. Wie, czym jest charakter. Wie, że nikt nie dostaje niczego za darmo. Kiedy tworzyłem LPW, chciałem zbudować miejsce dla zawodników, którzy nie szukają łatwej drogi. Miejsce dla ludzi, którzy są gotowi wejść do tego ringu, spojrzeć rywalowi w oczy i udowodnić, że zasługują na swoje nazwisko, swoją pozycję i swoją szansę. A skoro mówimy o szansach, dzisiaj rozpoczynamy turniej, który wyłoni pierwszego w historii LPW World Championa. *cheer*

Rob Van Dam: Nie będzie tutaj żadnego namaszczenia. Nie będzie wybrańca, któremu ktoś po prostu wręczy pas. Każdy uczestnik turnieju zaczyna z bilansem 0-0. Dwa zwycięstwa oznaczają awans. Dwie porażki oznaczają koniec drogi. Proste zasady. Uczciwe zasady. I co najważniejsze, zasady, które zmuszą każdego do pokazania, ile naprawdę jest wart. W pierwszej rundzie zobaczymy pojedynki singlowe. Jeden na jednego. Bez wymówek, bez chowania się za kimkolwiek, bez przypadkowych zwycięstw w chaosie. Tylko ty, twój rywal i ring. Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem kartę walk, to trochę zabolało mnie jedno. Żadnego hardcore matchu. Żadnych stołów, krzeseł, drabin. Nawet jednego małego ekstremalnego akcentu na dobry początek. *We want tables niesie się po trybunach*

Rob Van Dam: Ale spokojnie. To dopiero pierwsze Colosseum. A jeśli znacie mnie choć trochę, to wiecie, że prędzej czy później w LPW zrobi się naprawdę ekstremalnie. Dzisiaj jednak chodzi o fundament. O pierwszy krok. O rozpoczęcie drogi po najważniejsze mistrzostwo tej federacji. Dzisiaj zobaczymy, kto potrafi udźwignąć presję, kto potrafi wykorzystać swoją szansę i kto już od pierwszej nocy pokaże, że może zostać twarzą Legion Pro Wrestling. To jest Colosseum. Tutaj nie wystarczy dobrze wyglądać. Tutaj nie wystarczy dużo mówić. Tutaj trzeba walczyć.

RVD bierze solidny oddech i krzyczy

Rob Van Dam: Chicago, jesteście gotowi? *ogromny cheer* Bo historia LPW zaczyna się właśnie teraz.

RVD opuszcza mikrofon, a publiczność jeszcze raz reaguje głośnym cheerem. Kamera pokazuje logo Colosseum, po czym przenosi się do stanowiska komentatorskiego.

Michael Cole: Proszę państwa, ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym sposobem, by przewidzieć przyszłość, jest jej stworzenie. Dziś tworzymy teraźniejszość pod wspaniałą przyszłość i to my, Legion Pro Wrestling, które jako członek loży komentatorskiej mogę dumnie reprezentować, tworzymy przyszłość! Razem ze mną przy stole komentatorskim wybitny reprezentant Polski w piłce nożnej — Tomasz Hajto!

Tomasz Hajto: Witam państwa! Jaram się jak czajnik na gazie. To będzie niezapomniana noc, tym bardziej że mamy do czynienia z wieloma zawodnikami, których już kojarzymy!

Michael Cole: Dokładnie, ale nie znamy jeszcze trzeciego komentatora. Mianowicie co galę będzie do nas dołączał specjalny komentator, a dziś jest nim…

Na trybunach zapada cisza, lecz już po chwili wybucha Cult of Personality. Best in the World, przy ogromnym aplauzie fanów, dociera do stanowiska komentatorskiego.

Tomasz Hajto: Jak ja cię, kurde, lubię, Punk! Teraz to się jeszcze bardziej jaram... Ja pierdzielę, CM Punk!

CM Punk: Rob zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chciałbym skomentować tej gali z legendą komentatorstwa i jakimś żulem. A wiem, że to mieszanka wybuchowa, więc od razu się zgodziłem.

Tomasz Hajto: Yyy... jeszcze raz?

Michael Cole: Nie, nie ma potrzeby. Skupmy się na najważniejszych osobach tej nocy. Już w walce numer jeden dostajemy starcie turniejowe, w którym zawodnicy toczą bój o LPW World Championship. Zresztą każda kolejna walka również będzie starciem turniejowym. Wróćmy jednak do pierwszej walki, w której zmierzy się doskonale znany, żarłoczny i głodny Ryback. Jego rywalem będzie Miguel Escobar, który przedstawił nam się w bardzo ciekawy sposób

CM Punk: Ryback to debil, ale jednak dość silny. Wydaje mi się, że jest lekkim faworytem.

Tomasz Hajto: Wydaje mi się, że Escobar, jak każdy zawodnik z Meksyku, niczym Guillermo Ochoa na mundialach, wzniesie się na wyżyny swoich możliwości i wygra.

Michael Cole: Tomek, to jest Hiszpan.

Tomasz Hajto: A, bo mi się z Casillasem pomyliło. Tak czy siak, stawiam na Escobara.

Michael Cole: Zygmunt Butla kontra Zbyszek Uszczelka. Starcie, którego nie powstydziłby się żaden pośredniak. Trudno tutaj wytypować jakiegoś faworyta.

CM Punk: Nie znam żadnego, ale już mnie wątroba boli.

Tomasz Hajto: Powiem wam, że alkohol ma dużo wspólnego z wrestlingiem — wygra ten, który ostatni ustoi na nogach.

CM Punk: Tak, dziwne, że RVD nie wybrał, kur*a, Last Man Standing Match. Najbardziej tajemnicza walka z karty.

Michael Cole: Walka numer trzy. Pozostajemy przy tym samym pasie, jednak starcie będzie zupełnie inne. Derek Halloway kontra Preston Steele. Walka jakby z dwóch kompletnie innych światów, jednak chyba takie kochamy najbardziej.

Tomasz Hajto: Preston jest moim faworytem. Nie znam go zupełnie, jednak jego aparycja robi na mnie dużo większe wrażenie niż Hallowaya. Niemniej jednak trudno uznać to za pojedynek do jednej bramki. Football nie takie rzeczy widział.

CM Punk: Po pierwsze, to jest soccer, kretynie, a po drugie, to nawet nie jest to! Wygra Halloway. On posiada w sobie jakiś taki... zimny styl, który mi odpowiada. Preston z kolei to po prostu... banan.

Michael Cole: Jorge Cavazos kontra Mateusz MW. Tym razem może podziać się naprawdę wszystko.

Tomasz Hajto: Jak dla mnie Cavazos. Ten Hiszpan ma naprawdę wyróżniający się styl i aparycję, która pomoże mu w kolejnych walkach.

CM Punk: Ty... akurat teraz to jest gość z Meksyku. Ale twoja wiedza merytoryczna jest żadna. Wygra to Mateusz MW. Urodził się w Krakowie, a Kraków i Chicago to miasta partnerskie. Tak się przygotowuje do gali, matole. A Cavazos? Jest ciekawy, przyjdzie jeszcze na niego czas... lecz na razie będzie musiał poczekać.

Michael Cole: Rob McŁowicz kontra Derrick Mantel, czyli walka... kucharza z debiutantem? Bardzo ciekawie nam się ta karta ułożyła.

CM Punk: Michael, pozwól, że ja się wypowiem, zanim ten drugi kretyn zacznie coś mówić. To nie jest walka kucharza z debiutantem. To dwóch ludzi, którzy odnaleźli w sobie wielką pasję do wrestlingu. Pochodzą z innych środowisk, ale robią to, co kochają, a LPW dało im szansę, gdyż ludziom, którzy robią to, co kochają, daje się po prostu szansę. I to będzie pojedynek, który przyniesie nam ogromne emocje... i jeśli Rob czegoś dobrego nie ugotuje... to Derrick go zje.

Tomasz Hajto: Moim zdaniem wygra McŁowicz. W Łowiczu jest taki klub piłkarski, Pelikan, który grał kiedyś w…

Michael Cole: Zamknij się, Tomek! I mówię to po dobroci, bo jak ci Punk wysprzęgli, to na następną galę będę musiał dwóch gości specjalnych zaprosić!

CM Punk: Czekajcie, teraz czytam kartę i następna walka to może być rzeka miodem płynąca. Axel Blaze kontra Elias Shadow. Powiem wam, że pomimo iż doświadczenie rozkazuje stawiać na Eliasa, to Axel może się mocno postawić.

Michael Cole: Też skłaniam się ku temu, żeby nie skreślać Axela. Bardzo charakterystyczna postać.

Tomasz Hajto: A dla mnie wyraźnie Axel. Wydaje mi się, że ten rock'n'rollowiec rozjedzie swojego rywala niczym samochód jakąś babc... A w sumie to po prostu go rozjedzie.

Michael Cole: Edgar Dickinson kontra Zack Sabre Jr. Ta walka jest niemożliwa do wytypowania. Jakbyśmy chcieli z 50/50 wydobyć coś więcej, ale to po prostu jest 50/50 i nie da się tego przeskoczyć.

CM Punk: Gdybym chciał, to zapewne wygrałbym każde z tych starć, ale tutaj faktycznie wisi jakaś burza. Coś, czego sam nie jestem w stanie opisać. Myślę, że typowanie tutaj to hardcore.

Tomasz Hajto: Dla mnie Zack... W tym gościu jest jakaś dziwna aura. Aura, która nie zaprasza do współpracy…

Michael Cole: I walka wieczoru. Niezawodny, nieśmiertelny Kenneth Riddle kontra wielki, potężny Mike F'N Brutal. Starcie legend — tak bym to nazwał.

Tomasz Hajto: Lepiej się tego nie dało ująć, Michael. Moim zdaniem to Brutal brutalnie przejdzie się po Riddle'u.

CM Punk: Bo gówno się znasz na wrestlingu. Na soccerze zresztą również. Wygra Kenneth, bo jest najlepszy. Oczywiście zaraz po mnie.

Michael Cole: Galę zapowiedzieliśmy, ale resztę muszą zrobić oni. Czas na tych gladiatorów — panie i panowie... CZAS... START!

Tuż po otwarciu show kamera przenosi nas na zaplecze. Widzimy Rene Paquette trzymającą w ręce mikrofon, a obok niej stoi Miguel Escobar. Jeszcze przed swoją walką Hiszpan będzie miał szansę na przedstawienie się fanom LPW. Może to być dla mnie dobra platforma do przekazania co Prince of Spain chce tutaj osiągnąć. Renee uśmiecha się do kamery, spogląda na Miguela i przemawia.

Renee Paquette - Witam państwa. Ze mną jest tutaj Miguel Escobar.

Miguel Escobar - Hola!

Renee Paquette - Nie będę ci Miguelu zabierać dużo czasu, bo wiem, że niedługo musisz wyjść do swojej walki, ale federacja dała nam kilka minut. Na początek skróć nam swoją historię żeby fani wiedzieli z kim mają do czynienia.

Miguel Escobar- Krótka historia…no dobra. Wiele lat walczyłem w Hiszpanii oraz Meksyku lecz bardziej mogłem pokazać się tutaj w Stanach. Federacje TWW, PPW czy wreszcie WWE to te które mogły mnie pokazać szerszej publice. Jeśli jednak ktoś mnie nie kojarzy to spokojnie, niedługo będę tutaj głównym mistrzem. Moja osoba to mieszanka zawodnika idealnego. Szybkość połączona z siłą, technika połączona z brutalnością i wreszcie ringowe IQ połączone z ogromną charyzmą. Gdyby tylko fani i "eksperci" mieli jakąś wiedzę to zawsze byłbym wybierany na najlepszego zawodnika roku.

Renee Paquette - Widzę, że twoja pewność siebie nie zna granic. Mierzysz bardzo wysoko, czy nie jest jednak za szybko na takie ogłoszenia.

Miguel Escobar- Przygotowuje was po prostu do tego co się wydarzy.

Renee Paquette - Pierwszy krok do tytułu już za chwilę. Federacja dała ci ogromną szansę i uczestniczysz w turnieju o pas. Jak widzisz swoją walkę z Rybackiem w pierwszej rundzie?

Miguel Escobar- To ja dałem szansę tej federacji, nie na odwrót. Zapamiętaj to. A co do walki to sprawie, że będzie to wyglądać na łatwe. Widziałem, że niektóre osoby tutaj łykają mu aż po same kule…zresztą ogólnie panuje tu przekonanie o umiejętnościach ludzi o których nie mam pojęcia. Nie żeby mnie to ruszało, ale ruszy ich, a może nawet zaboli. Wasi idole szybko odejdą w zapomnienie. Wracając do Rybacka. Chłop jest silny i głupi. Najgorszy typ zawodnika. Vete al gimnasio! Ring nie jest dla ciebie. Wychodzę po swoje i przechodzę dalej. Nie ma nic do ciebie, ale stoisz na mojej drodze. Jeszcze znajdę tu niejednego wroga, a na ten moment nim nie jesteś. Jesteś po prostu pierwszym, pobocznym celem.

Renee Paquette - No dobrze, a co dalej? Jeśli uda ci się pokonać Rybacka?

Miguel Escobar- Nie jeśli, tylko jak już go pokonam. Boisz się tego powiedzieć? Przecież tak samo jak ja wiesz, że nie ma on szans z Divine. Pokażę różnicę poziomów, a w następnej fazie zrobię to znowu i znowu. Pas ma już właściciela, ale i tak zachęcam do oglądania turnieju. Każda chwila na oglądanie mnie jest dobra. Muchas gracias, me tengo que ir.

Miguel bez słowa odchodzi od Renee, a ta lekko zdziwiona spogląda chwilę na niego, a następnie mówi.

Renee Paquette - Miguel Escobar proszę państwa! Już za chwilę pokaże czy słowa idące w parze z czynami.

Po tych słowach Renee każe wyłączyć kamerę, a my wracamy na arenę.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Ryback vs Miguel Escobar
[Obrazek: 03e0786168cd2.png]
Przenosimy się do ringu, w którym Ryback okłada w narożniku swojego przeciwnika. Po paru ciosach łapie chwilę oddechu i ciska rywalem w przeciwległy narożnik. Biegnie i mamy potężny Corner Running Clothesline, Miguel pada bezwładnie na matę. Pin… 1… 2… Kickout! Walka trwa dalej, a The Big Guy nie odpuszcze i zapina teraz przeciwnikowi Chin Lock od tyłu. Escobarowi zajęło to parę sekund, ale teraz już wstaje i wymierza łokcie prosto pod żebra Rybacka. Ten odpuszcza swój uchwyt i to jest moment, w którym Señor Destrucción może przejść do ofensywy. Wyprowadza jeden Clothesline, dokłada drugi. Ryback chce to przerwać uderzeniem, ale Miguel robi unik pod jego ręką odbija się od lin, chwyta Rybacka za głowę i mamy teraz piękne Tornado DDT! Pin… 1… 2… Kickout! Escobar nie chce tracić swojego momentum. Od razu kiedy tylko oponent wstał, ten wykonuje na nim Pele Kick, a oszołomiony zawodnik z Las Vegas ląduje z dużym impetem w narożniku. Prince of Spain bierze rozbieg… ale Human Wrecking Ball wynosi go bardzo wysoko do góry i mamy potężny Gorilla Press Slam. Hiszpan aż od razu podnosi się na równe nogi z bólu, a Ryback idzie za ciosem i dokłada Brainbuster po czym błyskawicznie pinuje swojego przeciwnika. 1.. 2… Divine dalej pozostaje w turniejowej grze! Próbuje się pozbierać na równe nogi, ale nie robi tego zbyt szybko. Amerykanin w tym czasie idzie do narożnika oraz sygnalizuje, że będzie chciał wykonać swojemu przeciwnikowi Meat Hook Clothesline. Ofiara wstaje… ale w ostatniej chwili wychwyca ramię rywala i ma go już w pozycji Inverted DDT! Tambor en la Lavadora! Pin! 1… 2… Kick out w ostatniej chwili. Oboje odczuwają już mocno trudy tego pojedynku i długo im zajmuje podniesienie się na równe nogi. Kiedy to się dzieje, Ryback wypłaca zamaszystego sierpa przeciwnikowi, ale ten robi unik i boleśnie traktuje jego plecy Backstabberem. Przeciwnik leży na ziemi, a zawodnik z Kanarów od razu dokłada do tego Standing Moonsault. Hiszpan sygnalizuje teraz chęć zakończenia walki. Czeka na powstanie swojego rywala na równe nogi… Czy to będzie… Adios!? Nie, The Fearles popycha oponenta na liny, ten się odbija… i inkasuje potężny Meat Hook Clothesline, który ścina go z nóg! Amerykanin nie chce marnować więcej czasu. Poczuł teraz krew i sygnalizuje fanom na arenie, że zaraz możemy zobaczyć Shell Shocked. Escobar powoli się podnosi, a to tylko czekał Ryback i od razu wynosi go na swoje barki… ale Miguel przytomnie zsuwa się za jego plecy. Ryback od razu rusza na niego szybkim Clotheslinem, ale Prince of Spain robi unik, Ryback odbija się od lin i pada jak rażony piorunem po soczystym La Mandibula Cae! Pin! 1… 2… w ostatniej chwili Rybackowi udaje się uratować skórę! Teraz Hiszpan próbuje złapać chwilę oddechu. Amerykanin zbyt szybko nie wstaje, co daje czas Escobarowi, który wchodzi na narożnik i będzie chciał teraz wykonać jakąś akcję wysokiego ryzyka. Kiedy tylko zawodnik z Las Vegas jest już na nogach Prince of Spain skacze na przeciwnika wysoki Cross Body. Human Wrecking Ball przetacza się po macie ze swoim przeciwnikiem oraz wynosi go na swoje barki. Czy to będzie Shell Shocked!? Nie Miguel ponownie zsuwa się za plecy rywala, odbija się od liny i wypłaca mocny Discus Elbow w tył głowy Rybacka! Zawodnik z Las Vegas odbija się od lin, Prince of Spain od razu rusza za nim i chce wykonać Tornado DDT… ale Ryback zatrzymuje go w powietrzu i zarzuca sobie na barki. Shell Shocked!!! Pin! 1… 2… 3! Ryback zostaje zwycięzcą tej walki i przechodzi dalej w turnieju

Sponsorem gali jest producent filmu... ''Gruby, Grubszy i Najgrubszy''!

Już w Lipcu nadchodzi WIELKA sprawa... Wielka jak sama główna postać, a nawet i trzy główne postacie...''Gruby, Grubszy i Najgrubszy'' to film, który może odmienić kino... Wybuchy.. jedzenie, pościgi, więcej jedzenia, bycie kompletnym debilem i jeszcze więcej jedzenia. To temat przewodni tego tworu. Rozbolą was brzuchy od śmiechu, nie od żarcia tak jak wiadomo kogo. W świętą trójcę wciela się sam Jean-Pierre Dolnick. Znany z niezbyt ciekawych ról oraz ''niesamowitej'' przygody z wrestlingiem, bo karierą tego nazwać się nie da. Krótka rozmowa protagonisty z reżyserem o tym innowacyjnym dziele. Aktor był tak podekscytowany, że trzeba było użyć cenzury.

Pan reżyser siedzi na swoim cudownym fotelu na planie filmowym, a Jean stoi.

Reżyser: Jean, jak to jest zagrać trzy główne postacie jednocześnie? Jesteś jedną z nielicznych osób, która mogła takiego czegoś doznać, o ile nie jedyną...

Jean-Pierre Dolnick: Kur&* nie taka była umowa, co to ma do chu^% być? Czemu ja mam grać niby trzech grubasów?? Nie pisałem się na takie coś.

Reżyser: Cieszy mnie twój entuzjazm, muszę przyznać, że jesteś prawdziwym diamentem. Masz to coś... ta tusza.. ten talent do... jedzenia...? Taaak... zdecydowanie jesteś stworzony do tego filmu. Czy nie uważasz, że scenariusz jest cudowny?

Jean-Pierre Dolnick: Jest chujo^%^& jak sam skurw%^#$% i gram to tylko dlatego że...

Reżyser odchrząkuje i przerywa Dolnickowi.

Reżyser: Dziękuję za uwagę. Wyczekujcie tego dzieła!
Nie przegapcie tego!


Odpala się obraz przedniej kamery w telefonie, a on pokazuje niezwykle przejętego Derecka Hallowaya, który w pocie czoła ustawia telefon na statywie. Gdy już mu się to udaje oddala się na dalszy plan i teraz widać więcej. Wyłania się bowiem postać Derecka w nieco przykrótkiej koszulce, na której widnieje napis „ziemia jest płaska”, a on sam w przyciemnianych okularach jeszcze dokładnie poprawia swoją aluminiową czapkę, żeby nic go nie trafiło. The Truth Seeker stoi w korytarzu hali. Dwa głębokie wdechy i rozpoczyna.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych. Pragnę przekazać, że jestem niezwykle zadowolony z waszej aktywności. Między innymi dzięki waszej aktywności miałem okazję znaleźć się w tym miejscu. By móc zasiewać prawdę w dotychczas nie oświecone umysły. To dzięki wam zdecydowałem się przystąpić do tego miejsca skażonego trującymi oparami. Czy wy sobie wyobrażacie, że ludzie tutaj nie mają nawet pojęcia czym tak naprawdę jest perspektywa? Co za lemingi. Myślą, że to co zobaczą w podręcznikach i czego nauczą się w szkole, to czysta prawda. Jednak my wiemy, że karmią ich tymi bzdurami, żeby można było łatwiej nimi sterować! Prosta sytuacja: przychodzę do szefa podpisać kontrakt, wiecie jak się nazywa? Rob Van Dam. Rozbijmy to na atomy. RVD. R jest powiązane z liczbą 2, która jest zarządzana przez księżyc co niby oznacza troskę. V, co jest oczywiste, powiązane jest z liczbą 4, czyli człowiek niby porządny oraz lojalny. D symbolizuje tę samą cyfrę. Niby tak... ale od RVD można również rozwinąć jako Reptilian Violent Dangerous! Co by się zgadzało, bo człowiek ten miał jakieś węże na swoim stroju zapaśniczym! To tylko przykład tego, że te gady rządzą światem! Wszędzie wcielą tych swoich jaszczuroludzi! Nie dajmy się zawładnąć elitom! Ależ ja jestem odporny, mam nadzieję, że każdy z was ma na swojej głowie foliową czapeczkę, bo 5G grasuje wszędzie i tylko czeka, by zawładnąć waszymi umysłami. Z resztą, widzę tutaj kolegę, który akurat przechodzi i również niedawno się tutaj przyjął. Kolego, pozwól!

Derek pstryka palcami i zaprasza do siebie kogoś zza kamery. Człowiekiem okazuje się być Derrick Mantel. Niczego się nie spodziewający Normal Guy podchodzi do Hallowaya i staje na przeciwko niego.

Derek Halloway: Witaj, kolego. Widzę, również niedawno się tutaj przyjąłeś. Nie uważasz, że dziwnie tu nieco? Atmosfera jest taka jakby zatruta, a 5G atakuje wszystko dookoła. No i ten szef, nie słyszałem o nim wcześniej, ale nieco dziwny z niego typek. Co uważasz?

Mantel spogląda lekko zmieszany na stojącego naprzeciw niego Dereka. W jego spojrzeniu można dostrzec mieszankę lekkiej irytacji i jednocześnie zaciekawienia. Nie decyduje się on na szybką ripostę. Wyczekuje na odpowiednią chwilę i gdy ona nadchodzi, z ust Derricka padają pierwsze słowa.

Derrick Mantel: Witaj, Dereku. Miałem okazję słuchać tego, co miałeś do powiedzenia. Osobiście nie należę do osób, które chętnie przeprowadzają dyskusję na temat teorii spiskowych. Nie zrozum mnie źle, ale ten temat jest lekko... kontrowersyjny? Raczej dobrze się określiłem. Zazwyczaj w takich przypadkach odpuszczam niepotrzebne generowanie niepotrzebnych tarć. W tym miejscu jednak wszystko działa inaczej i z jednym mogę się zgodzić. Atmosfera w tym miejscu jest lekko... zatruta. I nie, nie chodzi mi tutaj o twoje teorie, z którymi się nie zgadzam. Chodzi tutaj o coś kompletnie innego. Widzisz, Dereku. Ci ludzie. Oni wszyscy starają udawać się kogoś, kim właściwie nie są. Nie chcę wnikać, ile w tej twojej prezencji jest "prawdy". Brzydzę się wszelką maścią ludźmi, którzy starają się zakładać różne maski. Udawanie kogoś, kim się nie jest... to wszystko jest takie naiwne. Zamiast przedstawiać siebie, samego siebie w całej okazałości. Oni wszyscy starają przedstawiać się kreacje, które mają się po prostu "podobać". Nie zwracają uwagi na to, aby bym autentycznym. Cecha jakże zapomniana w tym świecie, w dobie internetu i portali społecznościowych. Z jednym raczej powinieneś się zgodzić. Ci ludzie są jakby "ogłupieni".

Normal Guy patrzy w stronę The Truth Seekera, który nie stara się mu przerywać. Wygląda na lekko zaciekawionego słowami Derricka, jakby w jego opinii znajdowało się z nich ziarenko prawdy. Ten natomiast na tym nie poprzestaje i kontynuuje swój wywód.

Derrick Mantel: Szczerze? Spodziewałem się, że gdy usłyszysz coś, co większość może nudzić - wybierzesz ucieczkę. Podoba mi się w Tobie jedno. O ile twoje teorie, no... nie jest mi z nimi po drodze. Tak widzę w twoich oczach nutkę bycia sobą. Może nawet więcej! Jesteś sobą! Pewnie odczuwasz zawód, ze względu na to, iż nie chcę prowadzić z twoją osobą dyskusji na twój temat. Takie jest jednak życie. Nie możesz otrzymać wszystkiego i musisz zrozumieć pewną rzecz. Ludzie, jako istoty pozornie myślące, nie będą działać według twojego scenariusza. Nie patrząc na to, czy jest to część ich kreacji czy bycie sobą. Ja preferuję kontrolę, oni jednak nie są tacy łatwi do kontrolowania. Nawet najbardziej zepsute jednostki potrafią się sprzeciwić, robiąc coś przeciw nam. Przez twoje milczenie wnioskuję, że jest coś na rzeczy. Zgadza się?

The Awakened podnosi brwi nad przyciemniane okulary i drapie się po swojej foliowej czapce jakby był nieco zdezorientowany. W końcu jednak podnosi wzrok prosto na Mantela.

Derek Halloway: Temat kontrowersyjny? Teorie spiskowe? To nie są teorie! To wszystko składa się jak idealne puzzle, tylko ludzie w podobie do Ciebie nie potrafią zauważyć jak bardzo zostali zindoktrynowani przez establishment. Dobra, nie będę tracił czasu na pogawędki z głupcami!

Halloway szybkim krokiem podchodzi do statywu, jednak przez przypadek kopie w jedną z odnóg i telefon wywraca się razem ze statywem. Zdenerwowany Derek bierze telefon i wyłącza nagrywanie.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Zygmunt Butla vs Zbyszek Uszczelka
[Obrazek: 945aaca6fe73f.png]

Przenosimy się do ringu, gdzie Zygmunt Butla trzyma Zbyszka Uszczelkę przy linach i zasypuje go serią chaotycznych uderzeń. The King of Empty Bottles wygląda, jakby ledwo kontaktował, ale jego pięści najwyraźniej mają własny system nawigacji. Jeden cios trafia w korpus, drugi w bark, trzeci gdzieś w okolice szczęki, a Betonowy Syfon zaczyna cofać się w stronę narożnika. Butla rusza za nim, próbuje dołożyć Face Wash, ale przy zdejmowaniu buta traci równowagę i musi złapać się górnej liny, żeby nie przewrócić się na własnego przeciwnika. Uszczelka wykorzystuje tę chwilę zawahania. Wciska rywalowi Knee Strike w brzuch, dorzuca Forearm Smash i wyciąga go z narożnika. Irish Whip na liny, The Baroom Warlord wraca i inkasuje Shoulder Tackle! Butla pada na matę, po czym niemal od razu próbuje wstać, ale nie do końca w tę stronę, w którą powinien. Majster łapie go za głowę, podnosi i dokłada Body Slam. Pin! 1... 2... kickout! Zerwany Gwint podnosi rywala, ale The Drunk and Dangerous nagle odpowiada brudnym ciosem w brzuch. Potem drugi cios, trzeci i szybki Low Kick, po którym Uszczelka ugina nogę. Butla chwyta go za rękę, próbuje pociągnąć do siebie, ale przez własny rozchwiany krok prawie sam upada na matę. Mimo tego udaje mu się złapać rytm i mamy Bydgoszcz City! Pierwszy rzut! Zygmunt nie puszcza! Drugi rzut! Publiczność zaczyna reagować coraz głośniej, a The Last Sip z trudem wynosi rywala jeszcze raz. Trzeci rzut! Butla pinuje Uszczelkę, bardziej opadając na niego niż świadomie przypinając. 1... 2... nie! Fachowiec z Siedlec odrywa bark od maty! Zygmunt siada obok i przez moment pokazuje sędziemu dwa palce, jakby zamawiał kolejną kolejkę, a nie pytał o liczenie. Po chwili jednak wstaje i bierze rozpęd. Butelkowy Łokieć! Jednak nie! Uszczelka schyla się w ostatniej chwili, a mistrz pustych butelek przelatuje obok i odbija się od lin. Wraca prosto pod Urwany Gwint! Butla zostaje wbity w matę, a Betonowy Syfon natychmiast przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Majster nie czeka. Przeciąga rywala bliżej narożnika, wspina się na drugą linę i przez chwilę patrzy na publiczność, jakby właśnie ogłaszał przerwę w robocie. Przerwa Śniadaniowa! Trafiony zatopiony! Cały ciężar Uszczelki spada na Zygmunta, który aż podkurcza nogi z bólu. Pin! 1... 2... nie! The King of Empty Bottles jeszcze zostaje w walce! Zbyszek łapie się za głowę i zaczyna wyglądać na człowieka, któremu klient po raz trzeci zmienił zdanie co do kafelków. Podnosi Butlę i próbuje zakończyć sprawę. Robota Bez Faktury! Jednak nie! Zygmunt zsuwa się za jego plecy, odpycha go na liny i trafia Butelkowym Łokciem! Uszczelka chwieje się na nogach, ale nie pada. Butla widzi szansę i szykuje Mocną Głowę, lecz Zerwany Gwint w ostatniej chwili cofa głowę, a Zygmunt trafia rozpędem w pustkę, niemal przewracając się na kolana. Fachowiec z Siedlec natychmiast kopie go w brzuch, ustawia pod najgroźniejszą akcję i nie daje mu już czasu na kolejną pijacką improwizację. Kto To Panu Tak Spierdolił?! Butla zostaje wbity w matę, a Uszczelka od razu siada do przypięcia, przytrzymując nogę rywala. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka wygrywa tę walkę.

Vignette

Kamera przenosi nas do bogato zdobionej sali jadalnej. W rozległej sali sufit ozdobiony barokowymi freskami podpierają bogato zdobione marmurowe kolumny. Na ścianach wiszą portrety przodków szlacheckiego rodu. Na podłodze mamy natomiast aksamitny, burgundowy dywan, wykończony złotymi frędzlami na jego brzegach. Przy stole siedzi ktoś tyłem na bogato zdobionym złotym fotelu i ochoczo zajada chleb maczany w kawiorze. Robi to jednak na tyle niezdarnie, że część kawioru spadła na dywan. Postać siedząca przy stole jedynie pstryka palcami, a w jego stronę natychmiast udaje się człowiek należący do jego służby.

???: Posprzątaj mi to raz! Ja nie mogę jeść w takim chlewie! I pamiętaj - nie pozwalaj sobie, kawior nie jest dla takich bezwartościowych kmiotów jak ty!

Służący pośpiesznie sprząta pozostałości po konsumpcji swojego “pracodawcy”, po czym znika za drzwiami z resztkami jedzenie z podłogi w rękach. W tym czasie kamera obraca się, a naszym oczom ukazuje się najnowszy nabytek LPW, Lord Sebastien de Montclair.

LSDM: Niektóre osoby nie muszą walczyć o władzę, niektórym osobom należy się ona ze względu na to, kim się urodzili. Już niedługo udowodnię to wszystkim rustre z LPW.

Obraz z kamery powoli zaczyna ciemnieć, a nam w kadrze pojawia się wielki złoty napis “Lord Sebastien de Montclair”.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Derek Halloway vs Preston Steele
[Obrazek: 177082c7b5e9d.png]
Preston rozpędza się i ciałem odbija się od brzucha przeciwnika. Waga jednak robi swoje. Niewzruszony Derek przejmuje rywala i Irish Whipem ciska go na liny. Próba uderzenia pięścią, jednak Steele uchyla się pod ręką przeciwnika. Kolejne odbicie od lin i Big Boot od Hallowaya. Jednak również chybiony, Legacy Breaker wślizguje się pod nogą rywala za jego plecy. The Heir Apparent od razu wyprowadza Dropkick na plecy przeciwnika, przez co ten wypada poza kwadratowy pierścień. The Truth Seeker czym prędzej się podnosi, The Rebel One obija się od lin i mamy Suicide Dive! Piękna akcja, po której The Red Pill One zalicza glebę. Trzymający się za brzuch z grymasem bólu The Enlightened podnosi się powoli do stójki, a Preston nie czekając ani chwili dokłada Tilt-a-whirl DDT. Ależ wykorzystuje teraz swoje momentum, a publika szaleje. Steele ociężale podnosi rywala za głowę i wtacza go do ringu. Próba pinu, 1... 2... nie, kickout. Naładowany energią Legacy Breaker szybko wyprowadza Lionsault, jednak prosto na kolana przeciwnika. The Truth Seeker przytomnie skontrował i to on wstaje oraz podchodzi do stojącego w narożniku przeciwnika. The Red Pill One z jakiegoś powodu przytula go i wychodzi z nim z narożnika. Czułości nie trwają jednak długo, bo za chwilę mamy Belly-to-belly Supex. Derek dopada do przypięcia, 1... 2... nie, kickout. Halloway wstaje, biegnie do lin i gleba. Niestety przewrócił się o własne nogi. Na kolanach zaczyna krzyczeć do kamery, że to jakiś spisek i zdenerwowany podchodzi do będącego na jednym kolanie rywala. Pomaga mu wstać i dokłada jeszcze Rib Breaker. Po tym już poprawnie się rozpędza, odbija od lin i dokłada Senton. Uwala się na leżącym na plecach przeciwniku, co oznacza pin. 1... 2... nie, kickout. The Truth Seeker kręci głową i podnosi przeciwnika za rękę. Wkłada mu głowę pod pachę, wynosi i dokłada Reverse Atomic Drop, po którym nie puszczając go pakuje rywala na szczyt narożnika w taki sposób, że nogi Steele’a zostają na drugiej linie. Teraz The Enlightened staje, i krzyczy do publiki „IT’S FLAT” i dziwnie się śmieje. The Red Pill One podchodzi do usadzonego Prestona, który kopie w głowę swojego przeciwnika gdy tylko zbliży się na odpowiednią odległość. Zamroczony Derek otrzepuje głowę i podchodzi do rywala, który wprowadza Tornado DDT. Halloway pada na matę jak długi, a Legacy Breaker sam podnosi się wolniej po wyprowadzeniu akcji. Obaj panowie jednak w końcu wstają, The Heir Apparent tylko na to czeka i wyprowadza punche na głowę oponenta. W końcu The Rebel One wyprowadza gut kick i European Uppercutem wbija rywala w narożnik. Mniejszy od Halloway’a, ale wariat. Preston bierze rozpęd od przeciwległego narożnika i wyprowadza Corner Clothesline. Derek pada na matę, a Steele nie traci czasu i dokłada szybki Lionsault. Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, kickout. Zdeterminowany Legacy Breaker po tym ataku zagrzewa publikę do gromkiego dopingu. Publika szaleje, a on czeka, aż Derek wstanie. Halloway podnosi w końcu swoje ociężałe cielsko, a Steele wyprowadza Cash Out! Jednak nie, The Truth Seeker odpycha przeciwnika przed podskokiem na liny. Ten się od nich odbija, a The Red Pill One wykonuje soczystego Big Boota. Preston pada na matę, a The Elightened nie tracąc czasu podnosi przeciwnika za głowę, wyniesienie na barki i mamy potężny Corner Powerbomb! Ależ Steele wygląda teraz na zgruzowanego. Halloway widzi to i nie czekając próbuje przypiąć. 1... 2... 3?! Nie, kickout! Rozzłoszczony Derek wstaje i zaczyna kłócić się z sędzią tego pojedynku. Zaczyna coś do niego krzyczeć, żeby pokazał swoją prawdziwą twarz, a sędzia nie wie o co chodzi. W końcu The Truth Seeker macha na to ręką i podnosi rywala. Cash Out! Cash Out znikąd! Próba pinu ze strony Steele’a. 1... 2... 3?! Tak, to koniec!

Pobite Gary #1 - Program nagrywany 13.05.2026 r.

Na arenie nagle gasną światła. Przez kilka sekund słychać jedynie narastający szum publiczności, po czym ekran pokazuje nam


Po chwili kamera przenosi nas z areny do specjalnie przygotowanej kuchni. Nie jest to jednak zwykłe kulinarne studio. To ciemne, industrialne pomieszczenie oświetlone czerwono-pomarańczowym blaskiem. W tle unosi się lekki dym, a gdzieś poza kadrem słychać ciche bulgotanie gotującej się wody.


Przy blacie stoi już Rob McŁowicz. Ubrany w swoją charakterystyczną kucharską bluzę bez rękawów. Obok niego leży mikrofon. Rob przez chwilę nie patrzy w kamerę. Dopiero po kilku sekundach odkłada łyżkę, poprawia chustę i unosi wzrok.

Rob McŁowicz: Szanowni państwo… woda już wrze. W wrestlingu widzieliśmy już wiele rzeczy. Wielkie deklaracje, wielkie wejścia, wielkie ambicje i jeszcze większe ego. Widzieliśmy ludzi, którzy przychodzili tutaj po chwałę, po pasy, po szacunek… i takich, którzy przychodzili tylko po to, żeby ktoś w końcu powiedział im prawdę prosto w twarz.

Rob uderza palcami w metalową pokrywkę leżącą obok. Rozlega się głośny dźwięk.

Rob McŁowicz: I właśnie dlatego powstało to miejsce. Nie kuchnia, nie studio. Nie zwykły wywiad przy stoliku i letniej herbacie. To jest przestrzeń, w której odpowiedzi muszą mieć smak, słowa muszą mieć ciężar, a każdy gość musi liczyć się z tym, że zanim zdąży wygodnie usiąść… jego reputacja będzie już skwierczeć na patelni.

Rob podnosi z blatu poobijaną pokrywkę i pokazuje ją do kamery.

Rob McŁowicz: Od dziś mikrofon jest moją chochlą, ring moim blatem, a każdy wers przyprawą, której nie da się wypluć. Będą pytania. Będą rymy. Będą dissy. Będzie roast tak ostry, że nawet catering LPW poprosi o szklankę mleka.

Rob odkłada pokrywkę i wskazuje na logo programu widoczne za sobą.

Rob McŁowicz: Witam w programie, którego Creative Team powinien był zakazać, zanim zdążyłem podłączyć mikrofon. To są… Pobite Gary.

[Obrazek: b78a3d4bb1d9b.png]

Rob McŁowicz: A skoro pierwszy odcinek odpalamy tutaj, w Chicago, to wypada zacząć od miasta, które dobrze rozumie ciężar. Ciężar historii, ciężar ambicji i ciężar porządnego jedzenia.

Rob miesza zawartość patelni. Kamera robi zbliżenie na podsmażającą się cebulę, paprykę i cienko pokrojone mięso.

Rob McŁowicz: Chicago to nie jest miejsce dla ludzi, którzy boją się mocnego smaku. Tutaj pizza przypomina konstrukcję nośną, hot dog ma swoje zasady, a jeśli ktoś próbuje polać go ketchupem, to prawdopodobnie nawet wiatr znad jeziora Michigan przestaje go szanować. Ale dziś nie będziemy kłócić się o ketchup. Dziś przygotujemy coś bardziej ulicznego. Coś, co musi wytrzymać nacisk, temperaturę i ciężar tego, co ktoś na siebie przyjął. Moją wariację na temat chicagowskiego Italian beef.

Rob nakłada mięso do bułki i dociska ją lekko nożem..

Rob McŁowicz: Mięso długo nasiąkające smakiem. Papryka z charakterem. Bułka, która musi utrzymać wszystko, co na nią spada. Brzmi znajomo? Powinno. Bo mój pierwszy gość również dźwiga więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Dźwiga nazwisko, oczekiwania, cień ojca, który najchętniej posadziłby go w wygodnym fotelu, daleko od lin, maty i ludzi, którzy nie pytają, ile masz na koncie, tylko ile jesteś w stanie wytrzymać. Jest technikiem, buntownikiem, człowiekiem z Filadelfii, który urodził się blisko wygody, ale wybrał ból, pot i własną drogę. Mówi o sobie The Heir Apparent, ale chce zostać zapamiętany jako Legacy Breaker.

Rob robi krótką pauzę.

Rob McŁowicz: Pytanie tylko, czy naprawdę łamie dziedzictwo… czy wciąż gotuje się w garnku, który postawił mu na ogniu własny ojciec. Szanowni państwo, pierwszy gość w historii Pobitych Garów. Proszę o hałas, odrobinę szacunku i absolutnie żadnego ketchupu. Przed państwem — Preston Steele!

W tle rozbrzmiewa ”I don’t need your Legacy”, Legacy Breaker pojawia się w studiu powolnym krokiem po drodze sprawdzając wyposażenie kuchni i biorąc kolejne przedmioty do ręki. Preston w końcu staje obok Roba, podaje mu rękę na przywitanie i bierze pozostały mikrofon z blatu do ręki.

Rob uśmiecha się szeroko, wskazuje dłonią krzesło przy blacie, a drugą ręką poprawia mikrofon.

Rob McŁowicz: Usiądź, Prestonie. Spokojnie, to nie jest przesłuchanie. To tylko pierwszy odcinek Pobitych Garów, więc najwyżej przypalimy trochę atmosferę, poddusimy kilka niewygodnych tematów i sprawdzimy, czy twoje nazwisko naprawdę jest ze stali, czy tylko dobrze wypolerowane przez rodzinne pieniądze. Przygotowałem dziś coś w stylu Chicago. Solidne, ciężkie, bez zbędnej delikatności. Takie danie, które musi utrzymać na sobie sporo ciężaru. Trochę jak ty, prawda? Bo powiedzmy sobie szczerze, Preston. Nazywasz siebie The Heir Apparent, ale jednocześnie chcesz być znany jako Legacy Breaker. Z jednej strony dziedzic. Z drugiej ktoś, kto chce to dziedzictwo połamać na kawałki i wrzucić do garnka.

Więc moje pierwsze pytanie jest proste. Czy ty naprawdę uciekasz od cienia swojego ojca… czy tylko cały czas walczysz po to, żeby w końcu odwrócił głowę, spojrzał na ciebie i powiedział: „Synu, jednak miałeś rację”?

Preston Steele: Większość osób pewnie spodziewa się po mnie typowego rozpieszczonego syna bogatego biznesmena, który uważa, że wszystko mu się należy na złotej tacy podstawione pod nos. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Od początku ciężko harowałem na treningach, żeby udowodnić każdemu, a przede wszystkim mojemu ojcu, że zapiszę swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii tego biznesu bez udziału jego pieniędzy i wpływów. Chcę, żeby w końcu przestali na mnie patrzeć tylko jako syna człowieka, który jest w stanie wszystko załatwić dzięki swojemu majątkowi tylko na gościa, który jest w stanie pokonać w ringu nawet największe tuzy tego biznesu. Kenneth Riddle? Mike Brutal? Ryback? Może na teraz jest to dla mnie wysoka półka, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Nie interesuje mnie kogo będę musiał pokonać, żeby stanąć na szczycie, bo żeby stać się najlepszym musisz pokonać najlepszych. Chce wejść do ringu z każdym kto stanie mi na drodze do LPW World Championship i pokazać im, że nawet ktoś nowy tak jak ja może ich zaskoczyć. <chwila pauzy> Wszystko to po to, żeby mój ojciec spojrzał na mnie na samym szczycie i przyznał, że jest ze mnie dumny i rzeczywiście dobrze zrobiłem wybierając swoją własną drogę.

Rob przez chwilę nie odpowiada. Zamiast tego patrzy na Prestona z lekkim uśmiechem, po czym powoli sięga po przygotowaną kanapkę i układa ją na talerzu przed swoim gościem.

Rob McŁowicz: No proszę. Czyli jednak nie mamy tu panicza, który przyszedł zamówić zwycięstwo z dostawą do stolika. Mamy człowieka, który chce sam pokroić składniki, sam rozgrzać patelnię i sam sprawdzić, czy nie przypali własnej kariery przy pierwszym większym ogniu. Ale widzisz, Prestonie, jest w tym wszystkim jedna rzecz, która mnie zastanawia. Mówisz, że chcesz iść własną drogą. Mówisz, że nie chcesz pieniędzy ojca, jego wpływów, jego nazwiska jako przepustki. A jednak wciąż bardzo dużo w tej historii kręci się wokół niego. Więc zapytam inaczej. Gdyby jutro twój ojciec powiedział ci, że nigdy nie będzie z ciebie dumny, nieważne co osiągniesz… dalej szedłbyś tą drogą? Czy cały ten bunt straciłby wtedy smak?

Preston Steele: Nie wiem czy uważnie słuchałeś co mówiłem, Rob, czy jednak bardziej się wczułeś w gotowanie, więc nieco odświeżę ci pamięć. Mówiłem też, że chcę, żeby ludzie mnie zapamiętali jako Prestona Steele’a. Jako osobę, która sama zbudowała swoją historię na swoich własnych zasadach, a nie jedynie syna bogacza. <spogląda krzywym wzrokiem na kanapkę> Jeżeli ta kanapka to jest szczyt twoich możliwości to lepiej módl się do Gordona Ramsay’a czy kto tam jest waszym kulinarnym Bogiem, żebyś nie trafił na mnie w turnieju, bo ja się nie zamierzam zatrzymywać niezależnie od tego kto stanie na przeciwko mnie, żeby udowodnić wszystkim, że prędzej czy później każdy będzie musiał do Prestona Steele’a nabrać szacunku.

Rob przez chwilę patrzy na Prestona w milczeniu. Powoli zerka na kanapkę, potem z powrotem na swojego gościa. Na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Nie wygląda na urażonego — raczej na człowieka, który właśnie usłyszał dokładnie to, na co czekał.

Rob McŁowicz: No i bardzo dobrze, Prestonie. Właśnie o to chodziło. Wreszcie nie mówisz jak syn kogoś ważnego, tylko jak ktoś, kto sam chce być ważny. A co do kanapki… spokojnie. Ona przynajmniej nie potrzebuje ojcowskiej aprobaty, żeby mieć smak. Ale skoro przyszedłeś do Pobitych Garów, to musiałeś wiedzieć, że nie skończy się tylko na rozmowie. Tutaj każdy gość dostaje swoją porcję. A ty, mój drogi, właśnie trafiłeś na danie dnia.

Rob chwyta mikrofon pewniej, poprawia chustę pod szyją i zaczyna rytmicznie wybijać tempo palcami o blat. Kamera robi lekkie zbliżenie na jego twarz. Uśmiech nadal jest komediowy, ale spojrzenie ma już ostrzejsze.


Rob kończy, odkłada mikrofon na blat i spokojnie poprawia talerz z kanapką przed Prestonem. Przez chwilę patrzy na niego z szerokim uśmiechem, jakby właśnie podał mu coś, czego nie da się już odesłać do kuchni.

Rob McŁowicz: No i widzisz, Prestonie. To są Pobite Gary. Tutaj nikt nie wychodzi całkiem surowy, ale też nikt nie musi wyjść spalony. Dostałeś ogień, dostałeś przyprawę i dostałeś pytanie, którego nie da się przykryć ładnym nazwiskiem.

Rob przesuwa talerz z przygotowaną kanapką odrobinę bliżej Prestona.

Rob McŁowicz: Teraz wszystko zależy od ciebie. Możesz być kolejnym chłopakiem z wielką historią i jeszcze większą presją na plecach… albo możesz wejść do turnieju o LPW World Championship i pokazać, że Preston Steele to nie jest projekt ojca, tylko gotowy produkt własnej roboty. Bo pamiętaj jedno. W kuchni i w ringu różnica między talentem a porażką jest prosta. Talent trzeba doprawić pracą, a porażkę bardzo łatwo przypalić gadaniem.

Rob uśmiecha się szerzej i unosi lekko dłoń w stronę Prestona.

Rob McŁowicz: Więc jedz, nabieraj sił i idź po swoje. A kiedy wejdziesz między liny, niech wszyscy zobaczą, czy naprawdę jesteś Legacy Breakerem… czy tylko kolejnym daniem, które ładnie wyglądało w menu.

Rob robi krótką pauzę, po czym patrzy prosto w kamerę.

Rob McŁowicz: A nam pozostaje tylko jedno pytanie… smakowało?

Oburzony Legacy Breaker energicznym ruchem wywraca talerz, na którym stoi kanapka, zrzucając ją z blatu. Widać gołym okiem, że po słowach Roba emocje w nim buzują.

Preston Steele: Wydaje ci się, że to wszystko to jest jakaś dziwna zabawa w kuchnię!? Tam w ringu nie będzie się liczyło kto jest w stanie lepiej doprawić danie czy przypilnować, żeby się nie spaliło. Twierdzisz, że bardzo łatwo jest zwiększyć swoje szanse na porażkę zbyt dużym skupieniu na gadaniu, ale to ty właśnie to robisz. Widać, że rozmawiać umiesz, ale zobaczymy czy jak już wejdziesz między liny to w uniwersalnym języku wrestlingu też będziesz miał tak dużo do powiedzenia. Cały czas starasz się mi zarzucić, że mogę być projektem mojego ojca, a odkąd wszedłem do tego biznesu nie szukam okazji, żeby wybić się na czyichś plecach, a zwłaszcza jego. Przekonamy się czy po dzisiejszym wieczorze to ty będziesz się pytał czy smakowało czy ja będę mógł cię zapytać po co było tyle gadać?

Legacy Breaker opuszcza studio wyraźnie niezadowolony przebiegiem rozmowy mijając w korytarzu Rybacka.  Zupełnie nieoczekiwanie mamy The Big Guy’a!, który  pojawia się w kuchni już mając umorusaną twarz jakąś czekoladą. Human Wrecking Ball tauntuje 'Feed Me More!'

Rob McŁowicz: O miło mi cię gościć Rybacku. Widzę, że jesteś głodny, na całe szczęście zrobiłem więcej kanapek bo Pan bogaty nie ma w sobie za grosz kultury. Jak można było wyrzucić tak wykwintne danie? Ty masz więcej klasy także smacznego.

Ryback nawet z zadowoleniem opędzlował przygotowane jedzenie, jednak po chwili znów zaczął krzyczeć 'Feed Me More!'

Rob McŁowicz: Wybacz, ale więcej już nie mam, odnoszę wrażenie że jakbyś mógł to zjadłbyś nawet powietrze z lodówki. Przepraszam, następnym razem lepiej się przygotuje.

Ryback zmienia wyraz twarzy na dużo bardziej złowieszczą, po czym popycha Roba na stół. Wściekły Ryback patrzy na leżącego kucharza i od razu się zawstydza

Ryback: - Wybacz Rob, człowiek głodny to człowiek zły, wiesz o co chodzi, ale zaraz pójdę na zaplecze, dwa kilo jagnięciny zjem, kilogramem słoniny się zapcham i będzie dobrze, wybacz przyjacielu.

Rob McŁowicz: Tak jak świat światem, jak człowiek głodny to zły. Wybaczam Ci, ale teraz uciekaj na zaplecze się najeść. Dziękuję Państwu za uwagę. Pobite Gary powrócą już za tydzień!

Koniec programu

Druga gala z cyklu Colosseum odbędzie się 30 maja w Rockford w stanie Illinois.

Earlier Today

Kamera przenosi nas na siłownię, gdzie wodzi po wszystkich ćwiczących tam osobach. Po chwili łapie Jorge Cavazosa, który wyciska leżąc hantle na klatkę piersiową. Po skończonej serii odkłada hantle na swoje miejsce oraz odwraca się do kamery, rozciągając ramiona po ćwiczeniu.

Jorge Cavazos: Ale dzisiaj jest pompa. W takiej formie nie byłem od czasów WCW. Zniszczę dzisiaj tego debiutanta, Mateusza...

W tym czasie ktoś uderza barkiem Jorge, a ten odwraca się za tą osobą, patrząc na nią ze złością... ale tym gościem okazuje się być dzisiejszy przeciwnik Meksykanina — MateuszMW.

Jorge Cavazos: Proszę, proszę, kto by się tutaj spodziewał o tej porze mojego dzisiejszego przeciwnika? Oto nasz dzisiejszy debiutant, MateuszMW. Szczerze, amigo? Trochę współczuję ci debiutu. Niełatwo będzie kontynuować karierę, kiedy rozpocznie się ją od łomotu, jaki spuści dzisiaj Bone Breaker.

MateuszMW poprawia koszulkę, patrząc prosto w oczy Cavazosa, z lekkim, ironicznym uśmiechem.

MateuszMW: Mówisz o formie z czasów WCW, Jorge? To było dwadzieścia lat temu. Świat poszedł do przodu, a ty najwyraźniej utknąłeś w powtórkach na YouTube. Przyszedłem tutaj poćwiczyć, ale widzę, że ty wolisz trenować język zamiast klatki.

Atmosfera na siłowni gęstnieje, a osoby ćwiczące spoglądają w kierunku zawodników.

MateuszMW: Współczujesz mi? Amigo, zachowaj tę litość dla siebie. Dzisiaj wieczorem twoje kości „pękną”, więc to nie ty będziesz tym, który opuści ring o własnych siłach. Debiutanci mają to do siebie, że nie wiedzą, kiedy przestać... a ja nie zamierzam przerywać, dopóki sędzia nie podniesie mojej ręki w geście zwycięstwa!

MateuszMW lekko klepie swojego rywala w ramię i wskazuje na hantle, które Cavazos przed chwilą odłożył.

MateuszMW: Dobra seria, Jorge. Ale na ringu hantle nie oddają ciosów. Ja tak. Widzimy się wieczorem... „Bone Breakerze”.

MateuszMW odwraca się na pięcie i odchodzi w stronę worków treningowych, zostawiając wściekłego Cavazosa na środku sali. Kamera robi zbliżenie na twarz Jorge, na której maluje się czysta furia.

First Round of the LPW World Championship Tournament 
Singles Match: Jorge Cavazos vs Mateusz MW
[Obrazek: 197d6dcf78cd0.png]
Wracamy do ringu po reklamach, zawodnicy znajdują się w przeciwległych narożnikach, ale to MateuszMW zdaje się mieć wszystko pod kontrolą. Zawodnik z Krakowa jest wyraźnie nabuzowany. Z dumą pokazuje na swój tatuaż na szyi, aby pokazać wszystkim dumę ze swojego pochodzenia, natomiast Jorge Cavazos ciężko oddycha oparty o narożnik, a przy okazji trzyma się za wyraźnie obitą klatkę piersiową. Nagle Polish Fucker wskazuje palcem na stojącego z drugiej strony Meksykanina, po czym wykonuje jednoznaczny gest biodrami, sugerując, że za chwilę odbędzie stosunek ze swoim przeciwnikiem i rusza z pełną prędkością w jego kierunku. Corner Splash w drodze... trafiony zatopiony! Polak sprawia wydaje się nie do zatrzymania! Fiesta Master krzywi się z bólu, jednak nie ma czasu się na tym skupiać. Momentalnie inkasuje kolano prosto w brzuch i odruchowo zgina się w pół. Mateusz wciska głowę rywala pod pachę, wyciąga go z narożnika i wykonuje Suplex. Jednak nie! Cavazos jest zdecydowanie silniejszy i nie pozwala na wyniesienie się w powietrze. To jednak w ogóle nie podcina skrzydeł agresorowi. Błyskawicznie stompuje stopę silniejszego zawodnika, dorzuca Knee Lift bezpośrednio w głowę, po którym zrywa uchwyt podnosi lekko zamroczonego Bone Breakera, aby ostatecznie zasypać go lawiną chaotycznych i brutalnych Forearm Strike'ów. Meksykanin znowu ląduje się w narożniku i tym razem sprawia wrażenie nieobecnego. Sytuacja się powtarza, kolano wciśnięte w brzuch, wyciągnięcie z narożnika i tym razem udany Suplex. Energia Polaka jest poza skalą! Natychmiast zrywa się na równe nogi i rusza do lin. Jedną ręką opiera się o liny, drugą wskazuje na siebie palcem i wykrzykuje, że przejmie ta federację i jest to tylko kwestia czasu, znacznie się przy tym wychylając. W końcu odwraca się do pracownika technicznego i wykonuje gest, jakby polewał sobie czymś głowę. Techniczny szybko rzuca mu butelkę z oliwkę, którą Big MW polewa sobie głowę, wciera ją niedbale a potem energicznie uderza się otwartą dłonią w czoło i wydaje z siebie dziki okrzyk. El Locomotora powoli się podnosi, a Mateusz odrzuca buteleczkę poza ring i rzuca się do przodu. Łysy Punch! Jednak nie! Jorge po prostu odpycha go od siebie w kluczowym momencie i Polish Fucker ląduje na nogach. Całkowicie zaskoczony odwraca się w kierunku przeciwnika i od razu inkasuje Clothesline z rozbiegu. Publika eksploduje z zachwytu! Mateusz szybko wstaje, jednak tylko po to, aby jeszcze raz oberwać Clothesline'em. El Desenmascarado się nie zatrzymuje, Polak wstaje i tym razem obrywa Big Bootem. Teraz MateuszMW nie jest w stanie tak szybko się podnieść, dlatego Meksykanin mu w tym pomaga i od razu wysyła Irish Whipem na liny. No More Tequila! Cóż za zwrot akcji, teraz to Fiesta Master świętuje razem z publicznością i niesiony ich reakcją wskakuje na druga linę w narożnika i przez chwilę pokazuje jak się bawią w Meksyku. W końcu zeskakuje, odwraca się do środka ringu, gdzie jego rywal właśnie się podnosi. El Locomotora nie traci czasu, rusza przed siebie... CavaShock! Mamy pin i 1... 2... 3! Jorge Cavazos zalicz udany debiut!

Kamera przenosi nas na backstage. Na drzwiach do pokoju widnieje napis "Uszczelka", drzwi nie domykają się przez zalegającą w progu butelkę. Operator wchodzi do środka i widzimy dwóch niedawnych rywali Zbyszka i Zygmunta, którzy toczą rozmowę w przyjaznej atmosferze.

Uszczelka: *nalewa kieliszek Butli* Widzisz Zygmunt ja ciebie szanuję, źle zaczęliśmy tę znajomość, ale było minęło. Widzisz kiedyś miałem takiego kolegę *bek* Ryśka. Razem robiliśmy, on elektrykę ja hydraulikę. Fach-Bud Instal się nazywaliśmy, ale Rysiek za mocno dawał po kablach. Zaczęło się niewinnie od Jabola potem poleciał już na grubo bimberki własnej roboty, a że cierpliwy człowiek to on nie był to zaraz mu się wzrok pogorszył, firma musiała zus płacić, a jak on ma fuchę wykonać jak on po omacku kabla w ścianie szuka. Raz niefortunnie chwycił za końcówkę gniazdka jak go kopnęło to go cudem odratowali. Potem jeszcze się wygrażał bo się okazało, że robił mnie na lewo i brał bez faktury, a po szkodzie przyszedł po pieniądze bo sam wszystko przepił. Stąd mój uraz do chłopaków co lubią wychylić, ale równy z ciebie chłop to i przeprosić muszę..

Zygmunt wypił kieliszek wcześniej nalanej mu wódki ze smakiem i zaczął mówić.

Zygmunt: Oj Zbychu, Zbyszku… Widzisz, ja nie jestem zwykłym “alkoholikiem”... Ja jestem TYM alkoholikiem. Ludzie się ze mnie śmieją, a to mój styl życia przecież jest! Ja ciebie też szanuję, Uszczelka, o jak ja cię szanuję… rzadko kiedy mi się zdarza z kimś wypić po walce, tutaj masz mój szacunek, heh…

Tym razem to Zygmunt nalał sobie i Zbyszkowi po kieliszku

Ja raz też znałem… znałem takiego Zbycha. Ukradł mi rower albo… albo ja jemu… już nie pamiętam. Kupił mi piwo i wtedy… wtedy żeśmy… no! Ale równy z niego był gość, to fakt… Ja tam żadnych urazów nigdzie ni do nikogo nie mam… dopóki mam piwo, rzecz jasna

Zygmunt zaśmiał się, wychylając kolejny już kieliszek. Wzruszony Zbyszek ociera łzy z oczu ze wzruszenia, że znalazł kompana tu po drugiej stronie Oceanu

Uszczelka: Zygmunt mordo ty moja! Ja cie doskonale rozumiem. Ja też miałem w życiu chwile słabości. Kiedyś bracie byłem na robocie we Frankfurcie nad Menem robiliśmy wtedy na dachach u starych Niemców. Mieliśmy tam być 2 tygodnie, ale że Rysiek jeszcze wtedy abstynent miał parę w łapach to skończyliśmy 3 dni wcześniej. Mówię sobie to zrobię Krysi niespodziankę jak wrócę do domu. Podjeżdżam Polonezem Ryśka pod blok, a rolety zasłonięte mówię bidulka pewnie śpi z tęsknoty bo co tu robić sama wieczorem. Po cichu się skradam po klatce, otwieram drzwi, a tu wyskakuje Kryśka jak poparzona z pokoju, włosy poszarpane, a za nią Janek z Starczewic. Jak złapałem go za szmaty i palnąłem na drzwi to mało z futryną nie wyleciały. Pytam się Krysi dlaczego, co zrobiłem nie tak, a ta tylko w śmiech bo już była po kilku. Mówię sobie na początku wezmę sznur i będzie spokój, zaglądałem do butelki dzień w dzień w końcu przyszło opamiętanie. Oj nie dam Ci ja satysfakcji, ogarnąłem się, założyłem firmę i nie minął rok jak spotkałem ją znowu, tym razem ja w pięknym granatowym Passacie z niskim przebiegiem, a ona razem z Jaśkiem po flaszce denaturatu kłania mi się w pas bo myśli, że to jakiś Prezes jedzie. Od tamtej pory wyznaje prostą zasadę - dymać to ja, a nie mnie. I za to się napijmy Zygmunt.

Zbyszek wyciąga kieliszek w stronę Zygmunta. Zygmunt również wyciągnął kieliszek w stronę nowo poznanego kompana i szybkim ruchem pozbył się całej zawartości

Zygmunt: Zdrowie! Zdrowie, bo mądre słowa żeś wypowiedział! Ja… ja sam nie mam takich przygód Zbychu, oj nie mam… ale mam to ja za to głowę do interesów. Ooo, mam! Powiem ci taką anegdotkę…

Zygmunt złapał za butlę piwa, unosząc ją trochę za wysoko, prawie wylewając ją na siebie.

Raz żem był w monopolowym. Jak zawsze zresztą… i patrzę: kartka! „Promocja”. To ja myślę: ohoho… interes! Pytam tej pani zza lady, bardzo miłej kobiety… chyba miłej, bo krzyczała tylko trochę… „Pani! Jak ten biznes działa?”. A ona mi mówi, że jak butelki oddam, to piniążki dostanę!

Zygmunt urwał na chwilę i spojrzał dumnie przed siebie, jakby właśnie opowiedział historię życia.

Zygmunt: To ja se myślę… po co kupować piwo, skoro można odzyskać piwo? No geniusz! Człowiek interesu! To żem poszedł nocą zbierać butelki. Po śmietnikach, po ławkach, nawet spod bloku jednemu typowi zabrałem worek… ale spokojnie, oddałem! Znaczy… nie oddałem. Ale chciałem oddać.

Parsknął śmiechem sam do siebie i machnął ręką.

Zygmunt: I słuchaj teraz… oddałem tyle tych butelek, że trzy piwa miałem prawie za darmo! TRZY! Hehehe… tylko potem się okazało, że jedno to było moje, co wcześniej kupiłem. Ale interes i tak dobry!

Uszczelka: Musimy się trzymać razem chłopie! Jak te dwa orły w tym cholernym Czikago. Z kim byś się tu kulturalnie napił wódeczki? No z kim? Jak nie z bratem Polakiem. Oni tu wszystko mają wielkie domy, samochody, ale duchem to są małe płotki, co ja mówię piranie co snują się w krwiożerczym szale, żeby przetrwać! A my jesteśmy jak ten sum.

Zbyszek gładzi się po wąsie.

Musimy się kiedyś wybrać na ryby Zygmunt. Ja, ty i dwa zmoczone kije tego nam trzeba. Zabrałem kiedyś jednego kolegę Johna co akurat wykonywał fuchę w tym samym biurowcu co ja. Fajnie jest, pogoda o dziwo dopisała, złapałem taki solidny okaz z metr miał, już go miałem pakować, a John krzyczy "release release". Pukam się w głowę co on za durnoty wygaduje i hyc do reklamówki i do domu. Jak spróbował to do dziś pamiętam jak mu się oczy zaświeciły "delicious fish Zbiszek". O właśnie pod te naszą wódeczkę to by się śledzik przydał.

Zygmunt ponownie się śmiał podczas kolejnej z opowieści Uszczelki, nalewając im już tego jednego, ostatniego kielicha. Uniósł go w górę i rzekł.

Zygmunt: Równy z Ciebie gość, Zbyszek! Zaprawdę równy zaś jest… ryby… jak tyś na to wpadł, chłopie? Toż to najlepsze co ja w życiu usłyszałem! Jesteś geniuszem!

Po scenie, w której oboje wychylają po ostatnim kielichu, kamera zgasła.

Video Promo

Początkowo obraz jest czarny, a do naszych uszu dobiega tylko cichy mechaniczny stukot i niewyraźne mamrotanie. Wszystko powoli się rozjaśnia, dzięki ciepłemu światłu od dogasającego kominka oraz powoli dopalających się świec. Widzimy bogato urządzony, chociaż nieco zaniedbany gabinet. Ściany zdobią obrazy i fotografie. Przedstawiające zarówno Irlandzkie krajobrazy jak i ujęcia z wrestlingowych ringów. Kluczowe jednak jest wielkie drewniane biurko, za którym zgarbiony siedzi nie kto inny jak Edgar Dickinson. Charakteryzacja poety wygląda jak nałożona kilka dni temu i teraz powoli rozmazująca się wraz z potem i brudem.
Pisarz energicznie, wręcz fanatycznie stuka w klawisze maszyny do pisania, cały czas mamrocząc do siebie.

Przestrzeń wokół artysty jest w nieładzie. Porozrzucane kartki, do połowy opróżniona butelka, brudne szklanki i talerze. Przy nodze biurka leży zrzucony staroświecki telefon z urwanym kablem.Nagle słyszymy trzask, wielkie zdobione okno, będące za plecami Dickinsona rozbija się z hukiem, obsypując pisarza szkłem. Przedmiot który wpadł oknem ląduje na blacie biurka, trącając maszynę i nieomal wywracając stojącą obok świecę. To w końcu wyrywa pisarza z transu i ten z konsternacją sięga, po jak się okazuje srebrną kulę owiniętą papierem. Z perspektywy kamery widzimy tylko tył kartki, na którym widnieje logo Legion Pro Wrestling. Obraz powoli się ściemnia, a Dickinson pogrąża się w lekturze.


[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
16.05.2026, 10:34 #1
To tutaj wszystko się zaczęło

Ekran jest czarny. Przez chwilę słychać jedynie niski, narastający dźwięk, przypominający uderzenia serca. Po chwili pojawiają się pierwsze przebitki Chicago. Nocne ulice, światła miasta, stalowe mosty, puste areny i panorama wieżowców odbijająca się w wodzie.

Narrator:  Chicago. Miasto o twardym charakterze. Miasto sportu, walki i ludzi, którzy wiedzą, że na wszystko trzeba zapracować.

Na ekranie pojawiają się ujęcia pustej hali, ringu pogrążonego w półmroku, reflektorów budzących się do życia i czerwonego światła przebijającego się przez dym. Muzyka zaczyna grać coraz głośniej.

Narrator: To właśnie tutaj narodziła się nowa federacja. Miejsce, w którym wrestling ma być czymś więcej niż walką. Ma być ambicją, charakterem i drogą po własną legendę.

Pojawiają się szybkie przebitki lin ringowych, stalowych schodów, pustych krzeseł, dłoni zaciskających taśmy i logo LPW. Kamera powoli zbliża się do wejścia na arenę.

Narrator: Rob Van Dam, legenda ringu, postanowił stworzyć federację dla tych, którzy nie szukają łatwej drogi. Jego polskie korzenie oraz wybór Chicago, miasta z silną polonijną historią, nadały LPW dodatkowy charakter, ale fundament był jeden: prawdziwa arena walki.

Na ekranie pojawiają się sylwetki zawodników stojących w cieniu. Nie widać dokładnie twarzy. Widać tylko spojrzenia, zaciśnięte pięści, buty wchodzące po stalowych schodach i światło padające na ring.

Narrator:  Legion Pro Wrestling to miejsce dla ludzi z różnych środowisk, których łączy jeden cel: walczyć o chwałę, pozycję i miejsce w historii.

Muzyka przyspiesza. Kamera pokazuje pusty ring, nad którym pojawia się czerwony blask. Na ekranie pojawia się logo Colosseum.

Narrator:  Główną areną tej walki będzie Colosseum. Show, na którym narodzą się rywalizacje, powstaną nowe gwiazdy i rozpocznie się droga po LPW World Championship.

Na końcu kamera pokazuje pusty ring oświetlony czerwonym światłem. W tle słychać narastający szum publiczności, jakby arena dopiero budziła się do życia.

Narrator: Colosseum #1. Chicago, Illinois. 16.05.2026. Historia LPW zaczyna się teraz.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]

Na arenie gasną światła. Po chwili czerwono-białe reflektory rozświetlają stage, a na ekranie pojawia się logo Colosseum. Publiczność w Chicago reaguje głośnym cheerem, gdy rozpoczyna grać Muzyka, a na rampie pojawia się Rob Van Dam. RVD z charakterystycznym luzem wchodzi do ringu, odbiera mikrofon i przez chwilę rozgląda się po arenie.

Rob Van Dam:  Chicago... witajcie na pierwszym w historii Colosseum! Dzisiaj zaczynamy coś nowego. Legion Pro Wrestling oficjalnie otwiera swoje drzwi i nie wyobrażam sobie lepszego miejsca na pierwszy rozdział tej historii niż właśnie tutaj, w Chicago. To miasto wie, czym jest walka. Wie, czym jest charakter. Wie, że nikt nie dostaje niczego za darmo. Kiedy tworzyłem LPW, chciałem zbudować miejsce dla zawodników, którzy nie szukają łatwej drogi. Miejsce dla ludzi, którzy są gotowi wejść do tego ringu, spojrzeć rywalowi w oczy i udowodnić, że zasługują na swoje nazwisko, swoją pozycję i swoją szansę. A skoro mówimy o szansach, dzisiaj rozpoczynamy turniej, który wyłoni pierwszego w historii LPW World Championa. *cheer*

Rob Van Dam: Nie będzie tutaj żadnego namaszczenia. Nie będzie wybrańca, któremu ktoś po prostu wręczy pas. Każdy uczestnik turnieju zaczyna z bilansem 0-0. Dwa zwycięstwa oznaczają awans. Dwie porażki oznaczają koniec drogi. Proste zasady. Uczciwe zasady. I co najważniejsze, zasady, które zmuszą każdego do pokazania, ile naprawdę jest wart. W pierwszej rundzie zobaczymy pojedynki singlowe. Jeden na jednego. Bez wymówek, bez chowania się za kimkolwiek, bez przypadkowych zwycięstw w chaosie. Tylko ty, twój rywal i ring. Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem kartę walk, to trochę zabolało mnie jedno. Żadnego hardcore matchu. Żadnych stołów, krzeseł, drabin. Nawet jednego małego ekstremalnego akcentu na dobry początek. *We want tables niesie się po trybunach*

Rob Van Dam: Ale spokojnie. To dopiero pierwsze Colosseum. A jeśli znacie mnie choć trochę, to wiecie, że prędzej czy później w LPW zrobi się naprawdę ekstremalnie. Dzisiaj jednak chodzi o fundament. O pierwszy krok. O rozpoczęcie drogi po najważniejsze mistrzostwo tej federacji. Dzisiaj zobaczymy, kto potrafi udźwignąć presję, kto potrafi wykorzystać swoją szansę i kto już od pierwszej nocy pokaże, że może zostać twarzą Legion Pro Wrestling. To jest Colosseum. Tutaj nie wystarczy dobrze wyglądać. Tutaj nie wystarczy dużo mówić. Tutaj trzeba walczyć.

RVD bierze solidny oddech i krzyczy

Rob Van Dam: Chicago, jesteście gotowi? *ogromny cheer* Bo historia LPW zaczyna się właśnie teraz.

RVD opuszcza mikrofon, a publiczność jeszcze raz reaguje głośnym cheerem. Kamera pokazuje logo Colosseum, po czym przenosi się do stanowiska komentatorskiego.

Michael Cole: Proszę państwa, ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym sposobem, by przewidzieć przyszłość, jest jej stworzenie. Dziś tworzymy teraźniejszość pod wspaniałą przyszłość i to my, Legion Pro Wrestling, które jako członek loży komentatorskiej mogę dumnie reprezentować, tworzymy przyszłość! Razem ze mną przy stole komentatorskim wybitny reprezentant Polski w piłce nożnej — Tomasz Hajto!

Tomasz Hajto: Witam państwa! Jaram się jak czajnik na gazie. To będzie niezapomniana noc, tym bardziej że mamy do czynienia z wieloma zawodnikami, których już kojarzymy!

Michael Cole: Dokładnie, ale nie znamy jeszcze trzeciego komentatora. Mianowicie co galę będzie do nas dołączał specjalny komentator, a dziś jest nim…

Na trybunach zapada cisza, lecz już po chwili wybucha Cult of Personality. Best in the World, przy ogromnym aplauzie fanów, dociera do stanowiska komentatorskiego.

Tomasz Hajto: Jak ja cię, kurde, lubię, Punk! Teraz to się jeszcze bardziej jaram... Ja pierdzielę, CM Punk!

CM Punk: Rob zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chciałbym skomentować tej gali z legendą komentatorstwa i jakimś żulem. A wiem, że to mieszanka wybuchowa, więc od razu się zgodziłem.

Tomasz Hajto: Yyy... jeszcze raz?

Michael Cole: Nie, nie ma potrzeby. Skupmy się na najważniejszych osobach tej nocy. Już w walce numer jeden dostajemy starcie turniejowe, w którym zawodnicy toczą bój o LPW World Championship. Zresztą każda kolejna walka również będzie starciem turniejowym. Wróćmy jednak do pierwszej walki, w której zmierzy się doskonale znany, żarłoczny i głodny Ryback. Jego rywalem będzie Miguel Escobar, który przedstawił nam się w bardzo ciekawy sposób

CM Punk: Ryback to debil, ale jednak dość silny. Wydaje mi się, że jest lekkim faworytem.

Tomasz Hajto: Wydaje mi się, że Escobar, jak każdy zawodnik z Meksyku, niczym Guillermo Ochoa na mundialach, wzniesie się na wyżyny swoich możliwości i wygra.

Michael Cole: Tomek, to jest Hiszpan.

Tomasz Hajto: A, bo mi się z Casillasem pomyliło. Tak czy siak, stawiam na Escobara.

Michael Cole: Zygmunt Butla kontra Zbyszek Uszczelka. Starcie, którego nie powstydziłby się żaden pośredniak. Trudno tutaj wytypować jakiegoś faworyta.

CM Punk: Nie znam żadnego, ale już mnie wątroba boli.

Tomasz Hajto: Powiem wam, że alkohol ma dużo wspólnego z wrestlingiem — wygra ten, który ostatni ustoi na nogach.

CM Punk: Tak, dziwne, że RVD nie wybrał, kur*a, Last Man Standing Match. Najbardziej tajemnicza walka z karty.

Michael Cole: Walka numer trzy. Pozostajemy przy tym samym pasie, jednak starcie będzie zupełnie inne. Derek Halloway kontra Preston Steele. Walka jakby z dwóch kompletnie innych światów, jednak chyba takie kochamy najbardziej.

Tomasz Hajto: Preston jest moim faworytem. Nie znam go zupełnie, jednak jego aparycja robi na mnie dużo większe wrażenie niż Hallowaya. Niemniej jednak trudno uznać to za pojedynek do jednej bramki. Football nie takie rzeczy widział.

CM Punk: Po pierwsze, to jest soccer, kretynie, a po drugie, to nawet nie jest to! Wygra Halloway. On posiada w sobie jakiś taki... zimny styl, który mi odpowiada. Preston z kolei to po prostu... banan.

Michael Cole: Jorge Cavazos kontra Mateusz MW. Tym razem może podziać się naprawdę wszystko.

Tomasz Hajto: Jak dla mnie Cavazos. Ten Hiszpan ma naprawdę wyróżniający się styl i aparycję, która pomoże mu w kolejnych walkach.

CM Punk: Ty... akurat teraz to jest gość z Meksyku. Ale twoja wiedza merytoryczna jest żadna. Wygra to Mateusz MW. Urodził się w Krakowie, a Kraków i Chicago to miasta partnerskie. Tak się przygotowuje do gali, matole. A Cavazos? Jest ciekawy, przyjdzie jeszcze na niego czas... lecz na razie będzie musiał poczekać.

Michael Cole: Rob McŁowicz kontra Derrick Mantel, czyli walka... kucharza z debiutantem? Bardzo ciekawie nam się ta karta ułożyła.

CM Punk: Michael, pozwól, że ja się wypowiem, zanim ten drugi kretyn zacznie coś mówić. To nie jest walka kucharza z debiutantem. To dwóch ludzi, którzy odnaleźli w sobie wielką pasję do wrestlingu. Pochodzą z innych środowisk, ale robią to, co kochają, a LPW dało im szansę, gdyż ludziom, którzy robią to, co kochają, daje się po prostu szansę. I to będzie pojedynek, który przyniesie nam ogromne emocje... i jeśli Rob czegoś dobrego nie ugotuje... to Derrick go zje.

Tomasz Hajto: Moim zdaniem wygra McŁowicz. W Łowiczu jest taki klub piłkarski, Pelikan, który grał kiedyś w…

Michael Cole: Zamknij się, Tomek! I mówię to po dobroci, bo jak ci Punk wysprzęgli, to na następną galę będę musiał dwóch gości specjalnych zaprosić!

CM Punk: Czekajcie, teraz czytam kartę i następna walka to może być rzeka miodem płynąca. Axel Blaze kontra Elias Shadow. Powiem wam, że pomimo iż doświadczenie rozkazuje stawiać na Eliasa, to Axel może się mocno postawić.

Michael Cole: Też skłaniam się ku temu, żeby nie skreślać Axela. Bardzo charakterystyczna postać.

Tomasz Hajto: A dla mnie wyraźnie Axel. Wydaje mi się, że ten rock'n'rollowiec rozjedzie swojego rywala niczym samochód jakąś babc... A w sumie to po prostu go rozjedzie.

Michael Cole: Edgar Dickinson kontra Zack Sabre Jr. Ta walka jest niemożliwa do wytypowania. Jakbyśmy chcieli z 50/50 wydobyć coś więcej, ale to po prostu jest 50/50 i nie da się tego przeskoczyć.

CM Punk: Gdybym chciał, to zapewne wygrałbym każde z tych starć, ale tutaj faktycznie wisi jakaś burza. Coś, czego sam nie jestem w stanie opisać. Myślę, że typowanie tutaj to hardcore.

Tomasz Hajto: Dla mnie Zack... W tym gościu jest jakaś dziwna aura. Aura, która nie zaprasza do współpracy…

Michael Cole: I walka wieczoru. Niezawodny, nieśmiertelny Kenneth Riddle kontra wielki, potężny Mike F'N Brutal. Starcie legend — tak bym to nazwał.

Tomasz Hajto: Lepiej się tego nie dało ująć, Michael. Moim zdaniem to Brutal brutalnie przejdzie się po Riddle'u.

CM Punk: Bo gówno się znasz na wrestlingu. Na soccerze zresztą również. Wygra Kenneth, bo jest najlepszy. Oczywiście zaraz po mnie.

Michael Cole: Galę zapowiedzieliśmy, ale resztę muszą zrobić oni. Czas na tych gladiatorów — panie i panowie... CZAS... START!

Tuż po otwarciu show kamera przenosi nas na zaplecze. Widzimy Rene Paquette trzymającą w ręce mikrofon, a obok niej stoi Miguel Escobar. Jeszcze przed swoją walką Hiszpan będzie miał szansę na przedstawienie się fanom LPW. Może to być dla mnie dobra platforma do przekazania co Prince of Spain chce tutaj osiągnąć. Renee uśmiecha się do kamery, spogląda na Miguela i przemawia.

Renee Paquette - Witam państwa. Ze mną jest tutaj Miguel Escobar.

Miguel Escobar - Hola!

Renee Paquette - Nie będę ci Miguelu zabierać dużo czasu, bo wiem, że niedługo musisz wyjść do swojej walki, ale federacja dała nam kilka minut. Na początek skróć nam swoją historię żeby fani wiedzieli z kim mają do czynienia.

Miguel Escobar- Krótka historia…no dobra. Wiele lat walczyłem w Hiszpanii oraz Meksyku lecz bardziej mogłem pokazać się tutaj w Stanach. Federacje TWW, PPW czy wreszcie WWE to te które mogły mnie pokazać szerszej publice. Jeśli jednak ktoś mnie nie kojarzy to spokojnie, niedługo będę tutaj głównym mistrzem. Moja osoba to mieszanka zawodnika idealnego. Szybkość połączona z siłą, technika połączona z brutalnością i wreszcie ringowe IQ połączone z ogromną charyzmą. Gdyby tylko fani i "eksperci" mieli jakąś wiedzę to zawsze byłbym wybierany na najlepszego zawodnika roku.

Renee Paquette - Widzę, że twoja pewność siebie nie zna granic. Mierzysz bardzo wysoko, czy nie jest jednak za szybko na takie ogłoszenia.

Miguel Escobar- Przygotowuje was po prostu do tego co się wydarzy.

Renee Paquette - Pierwszy krok do tytułu już za chwilę. Federacja dała ci ogromną szansę i uczestniczysz w turnieju o pas. Jak widzisz swoją walkę z Rybackiem w pierwszej rundzie?

Miguel Escobar- To ja dałem szansę tej federacji, nie na odwrót. Zapamiętaj to. A co do walki to sprawie, że będzie to wyglądać na łatwe. Widziałem, że niektóre osoby tutaj łykają mu aż po same kule…zresztą ogólnie panuje tu przekonanie o umiejętnościach ludzi o których nie mam pojęcia. Nie żeby mnie to ruszało, ale ruszy ich, a może nawet zaboli. Wasi idole szybko odejdą w zapomnienie. Wracając do Rybacka. Chłop jest silny i głupi. Najgorszy typ zawodnika. Vete al gimnasio! Ring nie jest dla ciebie. Wychodzę po swoje i przechodzę dalej. Nie ma nic do ciebie, ale stoisz na mojej drodze. Jeszcze znajdę tu niejednego wroga, a na ten moment nim nie jesteś. Jesteś po prostu pierwszym, pobocznym celem.

Renee Paquette - No dobrze, a co dalej? Jeśli uda ci się pokonać Rybacka?

Miguel Escobar- Nie jeśli, tylko jak już go pokonam. Boisz się tego powiedzieć? Przecież tak samo jak ja wiesz, że nie ma on szans z Divine. Pokażę różnicę poziomów, a w następnej fazie zrobię to znowu i znowu. Pas ma już właściciela, ale i tak zachęcam do oglądania turnieju. Każda chwila na oglądanie mnie jest dobra. Muchas gracias, me tengo que ir.

Miguel bez słowa odchodzi od Renee, a ta lekko zdziwiona spogląda chwilę na niego, a następnie mówi.

Renee Paquette - Miguel Escobar proszę państwa! Już za chwilę pokaże czy słowa idące w parze z czynami.

Po tych słowach Renee każe wyłączyć kamerę, a my wracamy na arenę.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Ryback vs Miguel Escobar
[Obrazek: 03e0786168cd2.png]
Przenosimy się do ringu, w którym Ryback okłada w narożniku swojego przeciwnika. Po paru ciosach łapie chwilę oddechu i ciska rywalem w przeciwległy narożnik. Biegnie i mamy potężny Corner Running Clothesline, Miguel pada bezwładnie na matę. Pin… 1… 2… Kickout! Walka trwa dalej, a The Big Guy nie odpuszcze i zapina teraz przeciwnikowi Chin Lock od tyłu. Escobarowi zajęło to parę sekund, ale teraz już wstaje i wymierza łokcie prosto pod żebra Rybacka. Ten odpuszcza swój uchwyt i to jest moment, w którym Señor Destrucción może przejść do ofensywy. Wyprowadza jeden Clothesline, dokłada drugi. Ryback chce to przerwać uderzeniem, ale Miguel robi unik pod jego ręką odbija się od lin, chwyta Rybacka za głowę i mamy teraz piękne Tornado DDT! Pin… 1… 2… Kickout! Escobar nie chce tracić swojego momentum. Od razu kiedy tylko oponent wstał, ten wykonuje na nim Pele Kick, a oszołomiony zawodnik z Las Vegas ląduje z dużym impetem w narożniku. Prince of Spain bierze rozbieg… ale Human Wrecking Ball wynosi go bardzo wysoko do góry i mamy potężny Gorilla Press Slam. Hiszpan aż od razu podnosi się na równe nogi z bólu, a Ryback idzie za ciosem i dokłada Brainbuster po czym błyskawicznie pinuje swojego przeciwnika. 1.. 2… Divine dalej pozostaje w turniejowej grze! Próbuje się pozbierać na równe nogi, ale nie robi tego zbyt szybko. Amerykanin w tym czasie idzie do narożnika oraz sygnalizuje, że będzie chciał wykonać swojemu przeciwnikowi Meat Hook Clothesline. Ofiara wstaje… ale w ostatniej chwili wychwyca ramię rywala i ma go już w pozycji Inverted DDT! Tambor en la Lavadora! Pin! 1… 2… Kick out w ostatniej chwili. Oboje odczuwają już mocno trudy tego pojedynku i długo im zajmuje podniesienie się na równe nogi. Kiedy to się dzieje, Ryback wypłaca zamaszystego sierpa przeciwnikowi, ale ten robi unik i boleśnie traktuje jego plecy Backstabberem. Przeciwnik leży na ziemi, a zawodnik z Kanarów od razu dokłada do tego Standing Moonsault. Hiszpan sygnalizuje teraz chęć zakończenia walki. Czeka na powstanie swojego rywala na równe nogi… Czy to będzie… Adios!? Nie, The Fearles popycha oponenta na liny, ten się odbija… i inkasuje potężny Meat Hook Clothesline, który ścina go z nóg! Amerykanin nie chce marnować więcej czasu. Poczuł teraz krew i sygnalizuje fanom na arenie, że zaraz możemy zobaczyć Shell Shocked. Escobar powoli się podnosi, a to tylko czekał Ryback i od razu wynosi go na swoje barki… ale Miguel przytomnie zsuwa się za jego plecy. Ryback od razu rusza na niego szybkim Clotheslinem, ale Prince of Spain robi unik, Ryback odbija się od lin i pada jak rażony piorunem po soczystym La Mandibula Cae! Pin! 1… 2… w ostatniej chwili Rybackowi udaje się uratować skórę! Teraz Hiszpan próbuje złapać chwilę oddechu. Amerykanin zbyt szybko nie wstaje, co daje czas Escobarowi, który wchodzi na narożnik i będzie chciał teraz wykonać jakąś akcję wysokiego ryzyka. Kiedy tylko zawodnik z Las Vegas jest już na nogach Prince of Spain skacze na przeciwnika wysoki Cross Body. Human Wrecking Ball przetacza się po macie ze swoim przeciwnikiem oraz wynosi go na swoje barki. Czy to będzie Shell Shocked!? Nie Miguel ponownie zsuwa się za plecy rywala, odbija się od liny i wypłaca mocny Discus Elbow w tył głowy Rybacka! Zawodnik z Las Vegas odbija się od lin, Prince of Spain od razu rusza za nim i chce wykonać Tornado DDT… ale Ryback zatrzymuje go w powietrzu i zarzuca sobie na barki. Shell Shocked!!! Pin! 1… 2… 3! Ryback zostaje zwycięzcą tej walki i przechodzi dalej w turnieju

Sponsorem gali jest producent filmu... ''Gruby, Grubszy i Najgrubszy''!

Już w Lipcu nadchodzi WIELKA sprawa... Wielka jak sama główna postać, a nawet i trzy główne postacie...''Gruby, Grubszy i Najgrubszy'' to film, który może odmienić kino... Wybuchy.. jedzenie, pościgi, więcej jedzenia, bycie kompletnym debilem i jeszcze więcej jedzenia. To temat przewodni tego tworu. Rozbolą was brzuchy od śmiechu, nie od żarcia tak jak wiadomo kogo. W świętą trójcę wciela się sam Jean-Pierre Dolnick. Znany z niezbyt ciekawych ról oraz ''niesamowitej'' przygody z wrestlingiem, bo karierą tego nazwać się nie da. Krótka rozmowa protagonisty z reżyserem o tym innowacyjnym dziele. Aktor był tak podekscytowany, że trzeba było użyć cenzury.

Pan reżyser siedzi na swoim cudownym fotelu na planie filmowym, a Jean stoi.

Reżyser: Jean, jak to jest zagrać trzy główne postacie jednocześnie? Jesteś jedną z nielicznych osób, która mogła takiego czegoś doznać, o ile nie jedyną...

Jean-Pierre Dolnick: Kur&* nie taka była umowa, co to ma do chu^% być? Czemu ja mam grać niby trzech grubasów?? Nie pisałem się na takie coś.

Reżyser: Cieszy mnie twój entuzjazm, muszę przyznać, że jesteś prawdziwym diamentem. Masz to coś... ta tusza.. ten talent do... jedzenia...? Taaak... zdecydowanie jesteś stworzony do tego filmu. Czy nie uważasz, że scenariusz jest cudowny?

Jean-Pierre Dolnick: Jest chujo^%^& jak sam skurw%^#$% i gram to tylko dlatego że...

Reżyser odchrząkuje i przerywa Dolnickowi.

Reżyser: Dziękuję za uwagę. Wyczekujcie tego dzieła!
Nie przegapcie tego!


Odpala się obraz przedniej kamery w telefonie, a on pokazuje niezwykle przejętego Derecka Hallowaya, który w pocie czoła ustawia telefon na statywie. Gdy już mu się to udaje oddala się na dalszy plan i teraz widać więcej. Wyłania się bowiem postać Derecka w nieco przykrótkiej koszulce, na której widnieje napis „ziemia jest płaska”, a on sam w przyciemnianych okularach jeszcze dokładnie poprawia swoją aluminiową czapkę, żeby nic go nie trafiło. The Truth Seeker stoi w korytarzu hali. Dwa głębokie wdechy i rozpoczyna.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych. Pragnę przekazać, że jestem niezwykle zadowolony z waszej aktywności. Między innymi dzięki waszej aktywności miałem okazję znaleźć się w tym miejscu. By móc zasiewać prawdę w dotychczas nie oświecone umysły. To dzięki wam zdecydowałem się przystąpić do tego miejsca skażonego trującymi oparami. Czy wy sobie wyobrażacie, że ludzie tutaj nie mają nawet pojęcia czym tak naprawdę jest perspektywa? Co za lemingi. Myślą, że to co zobaczą w podręcznikach i czego nauczą się w szkole, to czysta prawda. Jednak my wiemy, że karmią ich tymi bzdurami, żeby można było łatwiej nimi sterować! Prosta sytuacja: przychodzę do szefa podpisać kontrakt, wiecie jak się nazywa? Rob Van Dam. Rozbijmy to na atomy. RVD. R jest powiązane z liczbą 2, która jest zarządzana przez księżyc co niby oznacza troskę. V, co jest oczywiste, powiązane jest z liczbą 4, czyli człowiek niby porządny oraz lojalny. D symbolizuje tę samą cyfrę. Niby tak... ale od RVD można również rozwinąć jako Reptilian Violent Dangerous! Co by się zgadzało, bo człowiek ten miał jakieś węże na swoim stroju zapaśniczym! To tylko przykład tego, że te gady rządzą światem! Wszędzie wcielą tych swoich jaszczuroludzi! Nie dajmy się zawładnąć elitom! Ależ ja jestem odporny, mam nadzieję, że każdy z was ma na swojej głowie foliową czapeczkę, bo 5G grasuje wszędzie i tylko czeka, by zawładnąć waszymi umysłami. Z resztą, widzę tutaj kolegę, który akurat przechodzi i również niedawno się tutaj przyjął. Kolego, pozwól!

Derek pstryka palcami i zaprasza do siebie kogoś zza kamery. Człowiekiem okazuje się być Derrick Mantel. Niczego się nie spodziewający Normal Guy podchodzi do Hallowaya i staje na przeciwko niego.

Derek Halloway: Witaj, kolego. Widzę, również niedawno się tutaj przyjąłeś. Nie uważasz, że dziwnie tu nieco? Atmosfera jest taka jakby zatruta, a 5G atakuje wszystko dookoła. No i ten szef, nie słyszałem o nim wcześniej, ale nieco dziwny z niego typek. Co uważasz?

Mantel spogląda lekko zmieszany na stojącego naprzeciw niego Dereka. W jego spojrzeniu można dostrzec mieszankę lekkiej irytacji i jednocześnie zaciekawienia. Nie decyduje się on na szybką ripostę. Wyczekuje na odpowiednią chwilę i gdy ona nadchodzi, z ust Derricka padają pierwsze słowa.

Derrick Mantel: Witaj, Dereku. Miałem okazję słuchać tego, co miałeś do powiedzenia. Osobiście nie należę do osób, które chętnie przeprowadzają dyskusję na temat teorii spiskowych. Nie zrozum mnie źle, ale ten temat jest lekko... kontrowersyjny? Raczej dobrze się określiłem. Zazwyczaj w takich przypadkach odpuszczam niepotrzebne generowanie niepotrzebnych tarć. W tym miejscu jednak wszystko działa inaczej i z jednym mogę się zgodzić. Atmosfera w tym miejscu jest lekko... zatruta. I nie, nie chodzi mi tutaj o twoje teorie, z którymi się nie zgadzam. Chodzi tutaj o coś kompletnie innego. Widzisz, Dereku. Ci ludzie. Oni wszyscy starają udawać się kogoś, kim właściwie nie są. Nie chcę wnikać, ile w tej twojej prezencji jest "prawdy". Brzydzę się wszelką maścią ludźmi, którzy starają się zakładać różne maski. Udawanie kogoś, kim się nie jest... to wszystko jest takie naiwne. Zamiast przedstawiać siebie, samego siebie w całej okazałości. Oni wszyscy starają przedstawiać się kreacje, które mają się po prostu "podobać". Nie zwracają uwagi na to, aby bym autentycznym. Cecha jakże zapomniana w tym świecie, w dobie internetu i portali społecznościowych. Z jednym raczej powinieneś się zgodzić. Ci ludzie są jakby "ogłupieni".

Normal Guy patrzy w stronę The Truth Seekera, który nie stara się mu przerywać. Wygląda na lekko zaciekawionego słowami Derricka, jakby w jego opinii znajdowało się z nich ziarenko prawdy. Ten natomiast na tym nie poprzestaje i kontynuuje swój wywód.

Derrick Mantel: Szczerze? Spodziewałem się, że gdy usłyszysz coś, co większość może nudzić - wybierzesz ucieczkę. Podoba mi się w Tobie jedno. O ile twoje teorie, no... nie jest mi z nimi po drodze. Tak widzę w twoich oczach nutkę bycia sobą. Może nawet więcej! Jesteś sobą! Pewnie odczuwasz zawód, ze względu na to, iż nie chcę prowadzić z twoją osobą dyskusji na twój temat. Takie jest jednak życie. Nie możesz otrzymać wszystkiego i musisz zrozumieć pewną rzecz. Ludzie, jako istoty pozornie myślące, nie będą działać według twojego scenariusza. Nie patrząc na to, czy jest to część ich kreacji czy bycie sobą. Ja preferuję kontrolę, oni jednak nie są tacy łatwi do kontrolowania. Nawet najbardziej zepsute jednostki potrafią się sprzeciwić, robiąc coś przeciw nam. Przez twoje milczenie wnioskuję, że jest coś na rzeczy. Zgadza się?

The Awakened podnosi brwi nad przyciemniane okulary i drapie się po swojej foliowej czapce jakby był nieco zdezorientowany. W końcu jednak podnosi wzrok prosto na Mantela.

Derek Halloway: Temat kontrowersyjny? Teorie spiskowe? To nie są teorie! To wszystko składa się jak idealne puzzle, tylko ludzie w podobie do Ciebie nie potrafią zauważyć jak bardzo zostali zindoktrynowani przez establishment. Dobra, nie będę tracił czasu na pogawędki z głupcami!

Halloway szybkim krokiem podchodzi do statywu, jednak przez przypadek kopie w jedną z odnóg i telefon wywraca się razem ze statywem. Zdenerwowany Derek bierze telefon i wyłącza nagrywanie.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Zygmunt Butla vs Zbyszek Uszczelka
[Obrazek: 945aaca6fe73f.png]

Przenosimy się do ringu, gdzie Zygmunt Butla trzyma Zbyszka Uszczelkę przy linach i zasypuje go serią chaotycznych uderzeń. The King of Empty Bottles wygląda, jakby ledwo kontaktował, ale jego pięści najwyraźniej mają własny system nawigacji. Jeden cios trafia w korpus, drugi w bark, trzeci gdzieś w okolice szczęki, a Betonowy Syfon zaczyna cofać się w stronę narożnika. Butla rusza za nim, próbuje dołożyć Face Wash, ale przy zdejmowaniu buta traci równowagę i musi złapać się górnej liny, żeby nie przewrócić się na własnego przeciwnika. Uszczelka wykorzystuje tę chwilę zawahania. Wciska rywalowi Knee Strike w brzuch, dorzuca Forearm Smash i wyciąga go z narożnika. Irish Whip na liny, The Baroom Warlord wraca i inkasuje Shoulder Tackle! Butla pada na matę, po czym niemal od razu próbuje wstać, ale nie do końca w tę stronę, w którą powinien. Majster łapie go za głowę, podnosi i dokłada Body Slam. Pin! 1... 2... kickout! Zerwany Gwint podnosi rywala, ale The Drunk and Dangerous nagle odpowiada brudnym ciosem w brzuch. Potem drugi cios, trzeci i szybki Low Kick, po którym Uszczelka ugina nogę. Butla chwyta go za rękę, próbuje pociągnąć do siebie, ale przez własny rozchwiany krok prawie sam upada na matę. Mimo tego udaje mu się złapać rytm i mamy Bydgoszcz City! Pierwszy rzut! Zygmunt nie puszcza! Drugi rzut! Publiczność zaczyna reagować coraz głośniej, a The Last Sip z trudem wynosi rywala jeszcze raz. Trzeci rzut! Butla pinuje Uszczelkę, bardziej opadając na niego niż świadomie przypinając. 1... 2... nie! Fachowiec z Siedlec odrywa bark od maty! Zygmunt siada obok i przez moment pokazuje sędziemu dwa palce, jakby zamawiał kolejną kolejkę, a nie pytał o liczenie. Po chwili jednak wstaje i bierze rozpęd. Butelkowy Łokieć! Jednak nie! Uszczelka schyla się w ostatniej chwili, a mistrz pustych butelek przelatuje obok i odbija się od lin. Wraca prosto pod Urwany Gwint! Butla zostaje wbity w matę, a Betonowy Syfon natychmiast przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Majster nie czeka. Przeciąga rywala bliżej narożnika, wspina się na drugą linę i przez chwilę patrzy na publiczność, jakby właśnie ogłaszał przerwę w robocie. Przerwa Śniadaniowa! Trafiony zatopiony! Cały ciężar Uszczelki spada na Zygmunta, który aż podkurcza nogi z bólu. Pin! 1... 2... nie! The King of Empty Bottles jeszcze zostaje w walce! Zbyszek łapie się za głowę i zaczyna wyglądać na człowieka, któremu klient po raz trzeci zmienił zdanie co do kafelków. Podnosi Butlę i próbuje zakończyć sprawę. Robota Bez Faktury! Jednak nie! Zygmunt zsuwa się za jego plecy, odpycha go na liny i trafia Butelkowym Łokciem! Uszczelka chwieje się na nogach, ale nie pada. Butla widzi szansę i szykuje Mocną Głowę, lecz Zerwany Gwint w ostatniej chwili cofa głowę, a Zygmunt trafia rozpędem w pustkę, niemal przewracając się na kolana. Fachowiec z Siedlec natychmiast kopie go w brzuch, ustawia pod najgroźniejszą akcję i nie daje mu już czasu na kolejną pijacką improwizację. Kto To Panu Tak Spierdolił?! Butla zostaje wbity w matę, a Uszczelka od razu siada do przypięcia, przytrzymując nogę rywala. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka wygrywa tę walkę.

Vignette

Kamera przenosi nas do bogato zdobionej sali jadalnej. W rozległej sali sufit ozdobiony barokowymi freskami podpierają bogato zdobione marmurowe kolumny. Na ścianach wiszą portrety przodków szlacheckiego rodu. Na podłodze mamy natomiast aksamitny, burgundowy dywan, wykończony złotymi frędzlami na jego brzegach. Przy stole siedzi ktoś tyłem na bogato zdobionym złotym fotelu i ochoczo zajada chleb maczany w kawiorze. Robi to jednak na tyle niezdarnie, że część kawioru spadła na dywan. Postać siedząca przy stole jedynie pstryka palcami, a w jego stronę natychmiast udaje się człowiek należący do jego służby.

???: Posprzątaj mi to raz! Ja nie mogę jeść w takim chlewie! I pamiętaj - nie pozwalaj sobie, kawior nie jest dla takich bezwartościowych kmiotów jak ty!

Służący pośpiesznie sprząta pozostałości po konsumpcji swojego “pracodawcy”, po czym znika za drzwiami z resztkami jedzenie z podłogi w rękach. W tym czasie kamera obraca się, a naszym oczom ukazuje się najnowszy nabytek LPW, Lord Sebastien de Montclair.

LSDM: Niektóre osoby nie muszą walczyć o władzę, niektórym osobom należy się ona ze względu na to, kim się urodzili. Już niedługo udowodnię to wszystkim rustre z LPW.

Obraz z kamery powoli zaczyna ciemnieć, a nam w kadrze pojawia się wielki złoty napis “Lord Sebastien de Montclair”.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Derek Halloway vs Preston Steele
[Obrazek: 177082c7b5e9d.png]
Preston rozpędza się i ciałem odbija się od brzucha przeciwnika. Waga jednak robi swoje. Niewzruszony Derek przejmuje rywala i Irish Whipem ciska go na liny. Próba uderzenia pięścią, jednak Steele uchyla się pod ręką przeciwnika. Kolejne odbicie od lin i Big Boot od Hallowaya. Jednak również chybiony, Legacy Breaker wślizguje się pod nogą rywala za jego plecy. The Heir Apparent od razu wyprowadza Dropkick na plecy przeciwnika, przez co ten wypada poza kwadratowy pierścień. The Truth Seeker czym prędzej się podnosi, The Rebel One obija się od lin i mamy Suicide Dive! Piękna akcja, po której The Red Pill One zalicza glebę. Trzymający się za brzuch z grymasem bólu The Enlightened podnosi się powoli do stójki, a Preston nie czekając ani chwili dokłada Tilt-a-whirl DDT. Ależ wykorzystuje teraz swoje momentum, a publika szaleje. Steele ociężale podnosi rywala za głowę i wtacza go do ringu. Próba pinu, 1... 2... nie, kickout. Naładowany energią Legacy Breaker szybko wyprowadza Lionsault, jednak prosto na kolana przeciwnika. The Truth Seeker przytomnie skontrował i to on wstaje oraz podchodzi do stojącego w narożniku przeciwnika. The Red Pill One z jakiegoś powodu przytula go i wychodzi z nim z narożnika. Czułości nie trwają jednak długo, bo za chwilę mamy Belly-to-belly Supex. Derek dopada do przypięcia, 1... 2... nie, kickout. Halloway wstaje, biegnie do lin i gleba. Niestety przewrócił się o własne nogi. Na kolanach zaczyna krzyczeć do kamery, że to jakiś spisek i zdenerwowany podchodzi do będącego na jednym kolanie rywala. Pomaga mu wstać i dokłada jeszcze Rib Breaker. Po tym już poprawnie się rozpędza, odbija od lin i dokłada Senton. Uwala się na leżącym na plecach przeciwniku, co oznacza pin. 1... 2... nie, kickout. The Truth Seeker kręci głową i podnosi przeciwnika za rękę. Wkłada mu głowę pod pachę, wynosi i dokłada Reverse Atomic Drop, po którym nie puszczając go pakuje rywala na szczyt narożnika w taki sposób, że nogi Steele’a zostają na drugiej linie. Teraz The Enlightened staje, i krzyczy do publiki „IT’S FLAT” i dziwnie się śmieje. The Red Pill One podchodzi do usadzonego Prestona, który kopie w głowę swojego przeciwnika gdy tylko zbliży się na odpowiednią odległość. Zamroczony Derek otrzepuje głowę i podchodzi do rywala, który wprowadza Tornado DDT. Halloway pada na matę jak długi, a Legacy Breaker sam podnosi się wolniej po wyprowadzeniu akcji. Obaj panowie jednak w końcu wstają, The Heir Apparent tylko na to czeka i wyprowadza punche na głowę oponenta. W końcu The Rebel One wyprowadza gut kick i European Uppercutem wbija rywala w narożnik. Mniejszy od Halloway’a, ale wariat. Preston bierze rozpęd od przeciwległego narożnika i wyprowadza Corner Clothesline. Derek pada na matę, a Steele nie traci czasu i dokłada szybki Lionsault. Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, kickout. Zdeterminowany Legacy Breaker po tym ataku zagrzewa publikę do gromkiego dopingu. Publika szaleje, a on czeka, aż Derek wstanie. Halloway podnosi w końcu swoje ociężałe cielsko, a Steele wyprowadza Cash Out! Jednak nie, The Truth Seeker odpycha przeciwnika przed podskokiem na liny. Ten się od nich odbija, a The Red Pill One wykonuje soczystego Big Boota. Preston pada na matę, a The Elightened nie tracąc czasu podnosi przeciwnika za głowę, wyniesienie na barki i mamy potężny Corner Powerbomb! Ależ Steele wygląda teraz na zgruzowanego. Halloway widzi to i nie czekając próbuje przypiąć. 1... 2... 3?! Nie, kickout! Rozzłoszczony Derek wstaje i zaczyna kłócić się z sędzią tego pojedynku. Zaczyna coś do niego krzyczeć, żeby pokazał swoją prawdziwą twarz, a sędzia nie wie o co chodzi. W końcu The Truth Seeker macha na to ręką i podnosi rywala. Cash Out! Cash Out znikąd! Próba pinu ze strony Steele’a. 1... 2... 3?! Tak, to koniec!

Pobite Gary #1 - Program nagrywany 13.05.2026 r.

Na arenie nagle gasną światła. Przez kilka sekund słychać jedynie narastający szum publiczności, po czym ekran pokazuje nam


Po chwili kamera przenosi nas z areny do specjalnie przygotowanej kuchni. Nie jest to jednak zwykłe kulinarne studio. To ciemne, industrialne pomieszczenie oświetlone czerwono-pomarańczowym blaskiem. W tle unosi się lekki dym, a gdzieś poza kadrem słychać ciche bulgotanie gotującej się wody.


Przy blacie stoi już Rob McŁowicz. Ubrany w swoją charakterystyczną kucharską bluzę bez rękawów. Obok niego leży mikrofon. Rob przez chwilę nie patrzy w kamerę. Dopiero po kilku sekundach odkłada łyżkę, poprawia chustę i unosi wzrok.

Rob McŁowicz: Szanowni państwo… woda już wrze. W wrestlingu widzieliśmy już wiele rzeczy. Wielkie deklaracje, wielkie wejścia, wielkie ambicje i jeszcze większe ego. Widzieliśmy ludzi, którzy przychodzili tutaj po chwałę, po pasy, po szacunek… i takich, którzy przychodzili tylko po to, żeby ktoś w końcu powiedział im prawdę prosto w twarz.

Rob uderza palcami w metalową pokrywkę leżącą obok. Rozlega się głośny dźwięk.

Rob McŁowicz: I właśnie dlatego powstało to miejsce. Nie kuchnia, nie studio. Nie zwykły wywiad przy stoliku i letniej herbacie. To jest przestrzeń, w której odpowiedzi muszą mieć smak, słowa muszą mieć ciężar, a każdy gość musi liczyć się z tym, że zanim zdąży wygodnie usiąść… jego reputacja będzie już skwierczeć na patelni.

Rob podnosi z blatu poobijaną pokrywkę i pokazuje ją do kamery.

Rob McŁowicz: Od dziś mikrofon jest moją chochlą, ring moim blatem, a każdy wers przyprawą, której nie da się wypluć. Będą pytania. Będą rymy. Będą dissy. Będzie roast tak ostry, że nawet catering LPW poprosi o szklankę mleka.

Rob odkłada pokrywkę i wskazuje na logo programu widoczne za sobą.

Rob McŁowicz: Witam w programie, którego Creative Team powinien był zakazać, zanim zdążyłem podłączyć mikrofon. To są… Pobite Gary.

[Obrazek: b78a3d4bb1d9b.png]

Rob McŁowicz: A skoro pierwszy odcinek odpalamy tutaj, w Chicago, to wypada zacząć od miasta, które dobrze rozumie ciężar. Ciężar historii, ciężar ambicji i ciężar porządnego jedzenia.

Rob miesza zawartość patelni. Kamera robi zbliżenie na podsmażającą się cebulę, paprykę i cienko pokrojone mięso.

Rob McŁowicz: Chicago to nie jest miejsce dla ludzi, którzy boją się mocnego smaku. Tutaj pizza przypomina konstrukcję nośną, hot dog ma swoje zasady, a jeśli ktoś próbuje polać go ketchupem, to prawdopodobnie nawet wiatr znad jeziora Michigan przestaje go szanować. Ale dziś nie będziemy kłócić się o ketchup. Dziś przygotujemy coś bardziej ulicznego. Coś, co musi wytrzymać nacisk, temperaturę i ciężar tego, co ktoś na siebie przyjął. Moją wariację na temat chicagowskiego Italian beef.

Rob nakłada mięso do bułki i dociska ją lekko nożem..

Rob McŁowicz: Mięso długo nasiąkające smakiem. Papryka z charakterem. Bułka, która musi utrzymać wszystko, co na nią spada. Brzmi znajomo? Powinno. Bo mój pierwszy gość również dźwiga więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Dźwiga nazwisko, oczekiwania, cień ojca, który najchętniej posadziłby go w wygodnym fotelu, daleko od lin, maty i ludzi, którzy nie pytają, ile masz na koncie, tylko ile jesteś w stanie wytrzymać. Jest technikiem, buntownikiem, człowiekiem z Filadelfii, który urodził się blisko wygody, ale wybrał ból, pot i własną drogę. Mówi o sobie The Heir Apparent, ale chce zostać zapamiętany jako Legacy Breaker.

Rob robi krótką pauzę.

Rob McŁowicz: Pytanie tylko, czy naprawdę łamie dziedzictwo… czy wciąż gotuje się w garnku, który postawił mu na ogniu własny ojciec. Szanowni państwo, pierwszy gość w historii Pobitych Garów. Proszę o hałas, odrobinę szacunku i absolutnie żadnego ketchupu. Przed państwem — Preston Steele!

W tle rozbrzmiewa ”I don’t need your Legacy”, Legacy Breaker pojawia się w studiu powolnym krokiem po drodze sprawdzając wyposażenie kuchni i biorąc kolejne przedmioty do ręki. Preston w końcu staje obok Roba, podaje mu rękę na przywitanie i bierze pozostały mikrofon z blatu do ręki.

Rob uśmiecha się szeroko, wskazuje dłonią krzesło przy blacie, a drugą ręką poprawia mikrofon.

Rob McŁowicz: Usiądź, Prestonie. Spokojnie, to nie jest przesłuchanie. To tylko pierwszy odcinek Pobitych Garów, więc najwyżej przypalimy trochę atmosferę, poddusimy kilka niewygodnych tematów i sprawdzimy, czy twoje nazwisko naprawdę jest ze stali, czy tylko dobrze wypolerowane przez rodzinne pieniądze. Przygotowałem dziś coś w stylu Chicago. Solidne, ciężkie, bez zbędnej delikatności. Takie danie, które musi utrzymać na sobie sporo ciężaru. Trochę jak ty, prawda? Bo powiedzmy sobie szczerze, Preston. Nazywasz siebie The Heir Apparent, ale jednocześnie chcesz być znany jako Legacy Breaker. Z jednej strony dziedzic. Z drugiej ktoś, kto chce to dziedzictwo połamać na kawałki i wrzucić do garnka.

Więc moje pierwsze pytanie jest proste. Czy ty naprawdę uciekasz od cienia swojego ojca… czy tylko cały czas walczysz po to, żeby w końcu odwrócił głowę, spojrzał na ciebie i powiedział: „Synu, jednak miałeś rację”?

Preston Steele: Większość osób pewnie spodziewa się po mnie typowego rozpieszczonego syna bogatego biznesmena, który uważa, że wszystko mu się należy na złotej tacy podstawione pod nos. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Od początku ciężko harowałem na treningach, żeby udowodnić każdemu, a przede wszystkim mojemu ojcu, że zapiszę swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii tego biznesu bez udziału jego pieniędzy i wpływów. Chcę, żeby w końcu przestali na mnie patrzeć tylko jako syna człowieka, który jest w stanie wszystko załatwić dzięki swojemu majątkowi tylko na gościa, który jest w stanie pokonać w ringu nawet największe tuzy tego biznesu. Kenneth Riddle? Mike Brutal? Ryback? Może na teraz jest to dla mnie wysoka półka, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Nie interesuje mnie kogo będę musiał pokonać, żeby stanąć na szczycie, bo żeby stać się najlepszym musisz pokonać najlepszych. Chce wejść do ringu z każdym kto stanie mi na drodze do LPW World Championship i pokazać im, że nawet ktoś nowy tak jak ja może ich zaskoczyć. <chwila pauzy> Wszystko to po to, żeby mój ojciec spojrzał na mnie na samym szczycie i przyznał, że jest ze mnie dumny i rzeczywiście dobrze zrobiłem wybierając swoją własną drogę.

Rob przez chwilę nie odpowiada. Zamiast tego patrzy na Prestona z lekkim uśmiechem, po czym powoli sięga po przygotowaną kanapkę i układa ją na talerzu przed swoim gościem.

Rob McŁowicz: No proszę. Czyli jednak nie mamy tu panicza, który przyszedł zamówić zwycięstwo z dostawą do stolika. Mamy człowieka, który chce sam pokroić składniki, sam rozgrzać patelnię i sam sprawdzić, czy nie przypali własnej kariery przy pierwszym większym ogniu. Ale widzisz, Prestonie, jest w tym wszystkim jedna rzecz, która mnie zastanawia. Mówisz, że chcesz iść własną drogą. Mówisz, że nie chcesz pieniędzy ojca, jego wpływów, jego nazwiska jako przepustki. A jednak wciąż bardzo dużo w tej historii kręci się wokół niego. Więc zapytam inaczej. Gdyby jutro twój ojciec powiedział ci, że nigdy nie będzie z ciebie dumny, nieważne co osiągniesz… dalej szedłbyś tą drogą? Czy cały ten bunt straciłby wtedy smak?

Preston Steele: Nie wiem czy uważnie słuchałeś co mówiłem, Rob, czy jednak bardziej się wczułeś w gotowanie, więc nieco odświeżę ci pamięć. Mówiłem też, że chcę, żeby ludzie mnie zapamiętali jako Prestona Steele’a. Jako osobę, która sama zbudowała swoją historię na swoich własnych zasadach, a nie jedynie syna bogacza. <spogląda krzywym wzrokiem na kanapkę> Jeżeli ta kanapka to jest szczyt twoich możliwości to lepiej módl się do Gordona Ramsay’a czy kto tam jest waszym kulinarnym Bogiem, żebyś nie trafił na mnie w turnieju, bo ja się nie zamierzam zatrzymywać niezależnie od tego kto stanie na przeciwko mnie, żeby udowodnić wszystkim, że prędzej czy później każdy będzie musiał do Prestona Steele’a nabrać szacunku.

Rob przez chwilę patrzy na Prestona w milczeniu. Powoli zerka na kanapkę, potem z powrotem na swojego gościa. Na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Nie wygląda na urażonego — raczej na człowieka, który właśnie usłyszał dokładnie to, na co czekał.

Rob McŁowicz: No i bardzo dobrze, Prestonie. Właśnie o to chodziło. Wreszcie nie mówisz jak syn kogoś ważnego, tylko jak ktoś, kto sam chce być ważny. A co do kanapki… spokojnie. Ona przynajmniej nie potrzebuje ojcowskiej aprobaty, żeby mieć smak. Ale skoro przyszedłeś do Pobitych Garów, to musiałeś wiedzieć, że nie skończy się tylko na rozmowie. Tutaj każdy gość dostaje swoją porcję. A ty, mój drogi, właśnie trafiłeś na danie dnia.

Rob chwyta mikrofon pewniej, poprawia chustę pod szyją i zaczyna rytmicznie wybijać tempo palcami o blat. Kamera robi lekkie zbliżenie na jego twarz. Uśmiech nadal jest komediowy, ale spojrzenie ma już ostrzejsze.


Rob kończy, odkłada mikrofon na blat i spokojnie poprawia talerz z kanapką przed Prestonem. Przez chwilę patrzy na niego z szerokim uśmiechem, jakby właśnie podał mu coś, czego nie da się już odesłać do kuchni.

Rob McŁowicz: No i widzisz, Prestonie. To są Pobite Gary. Tutaj nikt nie wychodzi całkiem surowy, ale też nikt nie musi wyjść spalony. Dostałeś ogień, dostałeś przyprawę i dostałeś pytanie, którego nie da się przykryć ładnym nazwiskiem.

Rob przesuwa talerz z przygotowaną kanapką odrobinę bliżej Prestona.

Rob McŁowicz: Teraz wszystko zależy od ciebie. Możesz być kolejnym chłopakiem z wielką historią i jeszcze większą presją na plecach… albo możesz wejść do turnieju o LPW World Championship i pokazać, że Preston Steele to nie jest projekt ojca, tylko gotowy produkt własnej roboty. Bo pamiętaj jedno. W kuchni i w ringu różnica między talentem a porażką jest prosta. Talent trzeba doprawić pracą, a porażkę bardzo łatwo przypalić gadaniem.

Rob uśmiecha się szerzej i unosi lekko dłoń w stronę Prestona.

Rob McŁowicz: Więc jedz, nabieraj sił i idź po swoje. A kiedy wejdziesz między liny, niech wszyscy zobaczą, czy naprawdę jesteś Legacy Breakerem… czy tylko kolejnym daniem, które ładnie wyglądało w menu.

Rob robi krótką pauzę, po czym patrzy prosto w kamerę.

Rob McŁowicz: A nam pozostaje tylko jedno pytanie… smakowało?

Oburzony Legacy Breaker energicznym ruchem wywraca talerz, na którym stoi kanapka, zrzucając ją z blatu. Widać gołym okiem, że po słowach Roba emocje w nim buzują.

Preston Steele: Wydaje ci się, że to wszystko to jest jakaś dziwna zabawa w kuchnię!? Tam w ringu nie będzie się liczyło kto jest w stanie lepiej doprawić danie czy przypilnować, żeby się nie spaliło. Twierdzisz, że bardzo łatwo jest zwiększyć swoje szanse na porażkę zbyt dużym skupieniu na gadaniu, ale to ty właśnie to robisz. Widać, że rozmawiać umiesz, ale zobaczymy czy jak już wejdziesz między liny to w uniwersalnym języku wrestlingu też będziesz miał tak dużo do powiedzenia. Cały czas starasz się mi zarzucić, że mogę być projektem mojego ojca, a odkąd wszedłem do tego biznesu nie szukam okazji, żeby wybić się na czyichś plecach, a zwłaszcza jego. Przekonamy się czy po dzisiejszym wieczorze to ty będziesz się pytał czy smakowało czy ja będę mógł cię zapytać po co było tyle gadać?

Legacy Breaker opuszcza studio wyraźnie niezadowolony przebiegiem rozmowy mijając w korytarzu Rybacka.  Zupełnie nieoczekiwanie mamy The Big Guy’a!, który  pojawia się w kuchni już mając umorusaną twarz jakąś czekoladą. Human Wrecking Ball tauntuje 'Feed Me More!'

Rob McŁowicz: O miło mi cię gościć Rybacku. Widzę, że jesteś głodny, na całe szczęście zrobiłem więcej kanapek bo Pan bogaty nie ma w sobie za grosz kultury. Jak można było wyrzucić tak wykwintne danie? Ty masz więcej klasy także smacznego.

Ryback nawet z zadowoleniem opędzlował przygotowane jedzenie, jednak po chwili znów zaczął krzyczeć 'Feed Me More!'

Rob McŁowicz: Wybacz, ale więcej już nie mam, odnoszę wrażenie że jakbyś mógł to zjadłbyś nawet powietrze z lodówki. Przepraszam, następnym razem lepiej się przygotuje.

Ryback zmienia wyraz twarzy na dużo bardziej złowieszczą, po czym popycha Roba na stół. Wściekły Ryback patrzy na leżącego kucharza i od razu się zawstydza

Ryback: - Wybacz Rob, człowiek głodny to człowiek zły, wiesz o co chodzi, ale zaraz pójdę na zaplecze, dwa kilo jagnięciny zjem, kilogramem słoniny się zapcham i będzie dobrze, wybacz przyjacielu.

Rob McŁowicz: Tak jak świat światem, jak człowiek głodny to zły. Wybaczam Ci, ale teraz uciekaj na zaplecze się najeść. Dziękuję Państwu za uwagę. Pobite Gary powrócą już za tydzień!

Koniec programu

Druga gala z cyklu Colosseum odbędzie się 30 maja w Rockford w stanie Illinois.

Earlier Today

Kamera przenosi nas na siłownię, gdzie wodzi po wszystkich ćwiczących tam osobach. Po chwili łapie Jorge Cavazosa, który wyciska leżąc hantle na klatkę piersiową. Po skończonej serii odkłada hantle na swoje miejsce oraz odwraca się do kamery, rozciągając ramiona po ćwiczeniu.

Jorge Cavazos: Ale dzisiaj jest pompa. W takiej formie nie byłem od czasów WCW. Zniszczę dzisiaj tego debiutanta, Mateusza...

W tym czasie ktoś uderza barkiem Jorge, a ten odwraca się za tą osobą, patrząc na nią ze złością... ale tym gościem okazuje się być dzisiejszy przeciwnik Meksykanina — MateuszMW.

Jorge Cavazos: Proszę, proszę, kto by się tutaj spodziewał o tej porze mojego dzisiejszego przeciwnika? Oto nasz dzisiejszy debiutant, MateuszMW. Szczerze, amigo? Trochę współczuję ci debiutu. Niełatwo będzie kontynuować karierę, kiedy rozpocznie się ją od łomotu, jaki spuści dzisiaj Bone Breaker.

MateuszMW poprawia koszulkę, patrząc prosto w oczy Cavazosa, z lekkim, ironicznym uśmiechem.

MateuszMW: Mówisz o formie z czasów WCW, Jorge? To było dwadzieścia lat temu. Świat poszedł do przodu, a ty najwyraźniej utknąłeś w powtórkach na YouTube. Przyszedłem tutaj poćwiczyć, ale widzę, że ty wolisz trenować język zamiast klatki.

Atmosfera na siłowni gęstnieje, a osoby ćwiczące spoglądają w kierunku zawodników.

MateuszMW: Współczujesz mi? Amigo, zachowaj tę litość dla siebie. Dzisiaj wieczorem twoje kości „pękną”, więc to nie ty będziesz tym, który opuści ring o własnych siłach. Debiutanci mają to do siebie, że nie wiedzą, kiedy przestać... a ja nie zamierzam przerywać, dopóki sędzia nie podniesie mojej ręki w geście zwycięstwa!

MateuszMW lekko klepie swojego rywala w ramię i wskazuje na hantle, które Cavazos przed chwilą odłożył.

MateuszMW: Dobra seria, Jorge. Ale na ringu hantle nie oddają ciosów. Ja tak. Widzimy się wieczorem... „Bone Breakerze”.

MateuszMW odwraca się na pięcie i odchodzi w stronę worków treningowych, zostawiając wściekłego Cavazosa na środku sali. Kamera robi zbliżenie na twarz Jorge, na której maluje się czysta furia.

First Round of the LPW World Championship Tournament 
Singles Match: Jorge Cavazos vs Mateusz MW
[Obrazek: 197d6dcf78cd0.png]
Wracamy do ringu po reklamach, zawodnicy znajdują się w przeciwległych narożnikach, ale to MateuszMW zdaje się mieć wszystko pod kontrolą. Zawodnik z Krakowa jest wyraźnie nabuzowany. Z dumą pokazuje na swój tatuaż na szyi, aby pokazać wszystkim dumę ze swojego pochodzenia, natomiast Jorge Cavazos ciężko oddycha oparty o narożnik, a przy okazji trzyma się za wyraźnie obitą klatkę piersiową. Nagle Polish Fucker wskazuje palcem na stojącego z drugiej strony Meksykanina, po czym wykonuje jednoznaczny gest biodrami, sugerując, że za chwilę odbędzie stosunek ze swoim przeciwnikiem i rusza z pełną prędkością w jego kierunku. Corner Splash w drodze... trafiony zatopiony! Polak sprawia wydaje się nie do zatrzymania! Fiesta Master krzywi się z bólu, jednak nie ma czasu się na tym skupiać. Momentalnie inkasuje kolano prosto w brzuch i odruchowo zgina się w pół. Mateusz wciska głowę rywala pod pachę, wyciąga go z narożnika i wykonuje Suplex. Jednak nie! Cavazos jest zdecydowanie silniejszy i nie pozwala na wyniesienie się w powietrze. To jednak w ogóle nie podcina skrzydeł agresorowi. Błyskawicznie stompuje stopę silniejszego zawodnika, dorzuca Knee Lift bezpośrednio w głowę, po którym zrywa uchwyt podnosi lekko zamroczonego Bone Breakera, aby ostatecznie zasypać go lawiną chaotycznych i brutalnych Forearm Strike'ów. Meksykanin znowu ląduje się w narożniku i tym razem sprawia wrażenie nieobecnego. Sytuacja się powtarza, kolano wciśnięte w brzuch, wyciągnięcie z narożnika i tym razem udany Suplex. Energia Polaka jest poza skalą! Natychmiast zrywa się na równe nogi i rusza do lin. Jedną ręką opiera się o liny, drugą wskazuje na siebie palcem i wykrzykuje, że przejmie ta federację i jest to tylko kwestia czasu, znacznie się przy tym wychylając. W końcu odwraca się do pracownika technicznego i wykonuje gest, jakby polewał sobie czymś głowę. Techniczny szybko rzuca mu butelkę z oliwkę, którą Big MW polewa sobie głowę, wciera ją niedbale a potem energicznie uderza się otwartą dłonią w czoło i wydaje z siebie dziki okrzyk. El Locomotora powoli się podnosi, a Mateusz odrzuca buteleczkę poza ring i rzuca się do przodu. Łysy Punch! Jednak nie! Jorge po prostu odpycha go od siebie w kluczowym momencie i Polish Fucker ląduje na nogach. Całkowicie zaskoczony odwraca się w kierunku przeciwnika i od razu inkasuje Clothesline z rozbiegu. Publika eksploduje z zachwytu! Mateusz szybko wstaje, jednak tylko po to, aby jeszcze raz oberwać Clothesline'em. El Desenmascarado się nie zatrzymuje, Polak wstaje i tym razem obrywa Big Bootem. Teraz MateuszMW nie jest w stanie tak szybko się podnieść, dlatego Meksykanin mu w tym pomaga i od razu wysyła Irish Whipem na liny. No More Tequila! Cóż za zwrot akcji, teraz to Fiesta Master świętuje razem z publicznością i niesiony ich reakcją wskakuje na druga linę w narożnika i przez chwilę pokazuje jak się bawią w Meksyku. W końcu zeskakuje, odwraca się do środka ringu, gdzie jego rywal właśnie się podnosi. El Locomotora nie traci czasu, rusza przed siebie... CavaShock! Mamy pin i 1... 2... 3! Jorge Cavazos zalicz udany debiut!

Kamera przenosi nas na backstage. Na drzwiach do pokoju widnieje napis "Uszczelka", drzwi nie domykają się przez zalegającą w progu butelkę. Operator wchodzi do środka i widzimy dwóch niedawnych rywali Zbyszka i Zygmunta, którzy toczą rozmowę w przyjaznej atmosferze.

Uszczelka: *nalewa kieliszek Butli* Widzisz Zygmunt ja ciebie szanuję, źle zaczęliśmy tę znajomość, ale było minęło. Widzisz kiedyś miałem takiego kolegę *bek* Ryśka. Razem robiliśmy, on elektrykę ja hydraulikę. Fach-Bud Instal się nazywaliśmy, ale Rysiek za mocno dawał po kablach. Zaczęło się niewinnie od Jabola potem poleciał już na grubo bimberki własnej roboty, a że cierpliwy człowiek to on nie był to zaraz mu się wzrok pogorszył, firma musiała zus płacić, a jak on ma fuchę wykonać jak on po omacku kabla w ścianie szuka. Raz niefortunnie chwycił za końcówkę gniazdka jak go kopnęło to go cudem odratowali. Potem jeszcze się wygrażał bo się okazało, że robił mnie na lewo i brał bez faktury, a po szkodzie przyszedł po pieniądze bo sam wszystko przepił. Stąd mój uraz do chłopaków co lubią wychylić, ale równy z ciebie chłop to i przeprosić muszę..

Zygmunt wypił kieliszek wcześniej nalanej mu wódki ze smakiem i zaczął mówić.

Zygmunt: Oj Zbychu, Zbyszku… Widzisz, ja nie jestem zwykłym “alkoholikiem”... Ja jestem TYM alkoholikiem. Ludzie się ze mnie śmieją, a to mój styl życia przecież jest! Ja ciebie też szanuję, Uszczelka, o jak ja cię szanuję… rzadko kiedy mi się zdarza z kimś wypić po walce, tutaj masz mój szacunek, heh…

Tym razem to Zygmunt nalał sobie i Zbyszkowi po kieliszku

Ja raz też znałem… znałem takiego Zbycha. Ukradł mi rower albo… albo ja jemu… już nie pamiętam. Kupił mi piwo i wtedy… wtedy żeśmy… no! Ale równy z niego był gość, to fakt… Ja tam żadnych urazów nigdzie ni do nikogo nie mam… dopóki mam piwo, rzecz jasna

Zygmunt zaśmiał się, wychylając kolejny już kieliszek. Wzruszony Zbyszek ociera łzy z oczu ze wzruszenia, że znalazł kompana tu po drugiej stronie Oceanu

Uszczelka: Zygmunt mordo ty moja! Ja cie doskonale rozumiem. Ja też miałem w życiu chwile słabości. Kiedyś bracie byłem na robocie we Frankfurcie nad Menem robiliśmy wtedy na dachach u starych Niemców. Mieliśmy tam być 2 tygodnie, ale że Rysiek jeszcze wtedy abstynent miał parę w łapach to skończyliśmy 3 dni wcześniej. Mówię sobie to zrobię Krysi niespodziankę jak wrócę do domu. Podjeżdżam Polonezem Ryśka pod blok, a rolety zasłonięte mówię bidulka pewnie śpi z tęsknoty bo co tu robić sama wieczorem. Po cichu się skradam po klatce, otwieram drzwi, a tu wyskakuje Kryśka jak poparzona z pokoju, włosy poszarpane, a za nią Janek z Starczewic. Jak złapałem go za szmaty i palnąłem na drzwi to mało z futryną nie wyleciały. Pytam się Krysi dlaczego, co zrobiłem nie tak, a ta tylko w śmiech bo już była po kilku. Mówię sobie na początku wezmę sznur i będzie spokój, zaglądałem do butelki dzień w dzień w końcu przyszło opamiętanie. Oj nie dam Ci ja satysfakcji, ogarnąłem się, założyłem firmę i nie minął rok jak spotkałem ją znowu, tym razem ja w pięknym granatowym Passacie z niskim przebiegiem, a ona razem z Jaśkiem po flaszce denaturatu kłania mi się w pas bo myśli, że to jakiś Prezes jedzie. Od tamtej pory wyznaje prostą zasadę - dymać to ja, a nie mnie. I za to się napijmy Zygmunt.

Zbyszek wyciąga kieliszek w stronę Zygmunta. Zygmunt również wyciągnął kieliszek w stronę nowo poznanego kompana i szybkim ruchem pozbył się całej zawartości

Zygmunt: Zdrowie! Zdrowie, bo mądre słowa żeś wypowiedział! Ja… ja sam nie mam takich przygód Zbychu, oj nie mam… ale mam to ja za to głowę do interesów. Ooo, mam! Powiem ci taką anegdotkę…

Zygmunt złapał za butlę piwa, unosząc ją trochę za wysoko, prawie wylewając ją na siebie.

Raz żem był w monopolowym. Jak zawsze zresztą… i patrzę: kartka! „Promocja”. To ja myślę: ohoho… interes! Pytam tej pani zza lady, bardzo miłej kobiety… chyba miłej, bo krzyczała tylko trochę… „Pani! Jak ten biznes działa?”. A ona mi mówi, że jak butelki oddam, to piniążki dostanę!

Zygmunt urwał na chwilę i spojrzał dumnie przed siebie, jakby właśnie opowiedział historię życia.

Zygmunt: To ja se myślę… po co kupować piwo, skoro można odzyskać piwo? No geniusz! Człowiek interesu! To żem poszedł nocą zbierać butelki. Po śmietnikach, po ławkach, nawet spod bloku jednemu typowi zabrałem worek… ale spokojnie, oddałem! Znaczy… nie oddałem. Ale chciałem oddać.

Parsknął śmiechem sam do siebie i machnął ręką.

Zygmunt: I słuchaj teraz… oddałem tyle tych butelek, że trzy piwa miałem prawie za darmo! TRZY! Hehehe… tylko potem się okazało, że jedno to było moje, co wcześniej kupiłem. Ale interes i tak dobry!

Uszczelka: Musimy się trzymać razem chłopie! Jak te dwa orły w tym cholernym Czikago. Z kim byś się tu kulturalnie napił wódeczki? No z kim? Jak nie z bratem Polakiem. Oni tu wszystko mają wielkie domy, samochody, ale duchem to są małe płotki, co ja mówię piranie co snują się w krwiożerczym szale, żeby przetrwać! A my jesteśmy jak ten sum.

Zbyszek gładzi się po wąsie.

Musimy się kiedyś wybrać na ryby Zygmunt. Ja, ty i dwa zmoczone kije tego nam trzeba. Zabrałem kiedyś jednego kolegę Johna co akurat wykonywał fuchę w tym samym biurowcu co ja. Fajnie jest, pogoda o dziwo dopisała, złapałem taki solidny okaz z metr miał, już go miałem pakować, a John krzyczy "release release". Pukam się w głowę co on za durnoty wygaduje i hyc do reklamówki i do domu. Jak spróbował to do dziś pamiętam jak mu się oczy zaświeciły "delicious fish Zbiszek". O właśnie pod te naszą wódeczkę to by się śledzik przydał.

Zygmunt ponownie się śmiał podczas kolejnej z opowieści Uszczelki, nalewając im już tego jednego, ostatniego kielicha. Uniósł go w górę i rzekł.

Zygmunt: Równy z Ciebie gość, Zbyszek! Zaprawdę równy zaś jest… ryby… jak tyś na to wpadł, chłopie? Toż to najlepsze co ja w życiu usłyszałem! Jesteś geniuszem!

Po scenie, w której oboje wychylają po ostatnim kielichu, kamera zgasła.

Video Promo

Początkowo obraz jest czarny, a do naszych uszu dobiega tylko cichy mechaniczny stukot i niewyraźne mamrotanie. Wszystko powoli się rozjaśnia, dzięki ciepłemu światłu od dogasającego kominka oraz powoli dopalających się świec. Widzimy bogato urządzony, chociaż nieco zaniedbany gabinet. Ściany zdobią obrazy i fotografie. Przedstawiające zarówno Irlandzkie krajobrazy jak i ujęcia z wrestlingowych ringów. Kluczowe jednak jest wielkie drewniane biurko, za którym zgarbiony siedzi nie kto inny jak Edgar Dickinson. Charakteryzacja poety wygląda jak nałożona kilka dni temu i teraz powoli rozmazująca się wraz z potem i brudem.
Pisarz energicznie, wręcz fanatycznie stuka w klawisze maszyny do pisania, cały czas mamrocząc do siebie.

Przestrzeń wokół artysty jest w nieładzie. Porozrzucane kartki, do połowy opróżniona butelka, brudne szklanki i talerze. Przy nodze biurka leży zrzucony staroświecki telefon z urwanym kablem.Nagle słyszymy trzask, wielkie zdobione okno, będące za plecami Dickinsona rozbija się z hukiem, obsypując pisarza szkłem. Przedmiot który wpadł oknem ląduje na blacie biurka, trącając maszynę i nieomal wywracając stojącą obok świecę. To w końcu wyrywa pisarza z transu i ten z konsternacją sięga, po jak się okazuje srebrną kulę owiniętą papierem. Z perspektywy kamery widzimy tylko tył kartki, na którym widnieje logo Legion Pro Wrestling. Obraz powoli się ściemnia, a Dickinson pogrąża się w lekturze.


[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
303
16.05.2026, 10:34
#2
First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Rob McŁowicz vs Derrick Mantel
[Obrazek: b6a72f7504208.png]

Końcówka walki…. Derrick trzyma Roba przy linach i bez większych emocji rozbija go kolejnymi uderzeniami. Normal Guy nie daje się wciągnąć w chaotyczny styl walki rywala. Knife-Edge Chop trafia prosto w klatkę piersiową, po chwili kolejny, a The Master Chef of Chaos aż odchodzi do narożnika, łapiąc się za pierś. Derrick rusza za nim, bierze krótki rozpęd i mamy Corner Clothesline! Rob osuwa się w narożniku, a Mantel natychmiast wyciąga go z narożnika i dokłada Powerslam. Pin! 1... 2... kickout! Zawodnik z Sacramento podnosi rywala, ale McŁowicz nagle przykłada palce do ust, mlaska i kręci nosem, jakby właśnie ocenił, że te ciosy są odrobinę za suche. Derrick patrzy na to z niedowierzaniem, co daje Robowi szansę na odwrócenie losów pojedynku. The Culinary Butcher udaje, że sypie pieprzem w oczy przeciwnika. Mantel na moment odruchowo się zasłania, a Rob wykorzystuje to do szybkiego kopnięcia w brzuch i Pionowania Butelki! Normal Guy wita się z matą, a The Sausage King dokłada do tego Leg Drop. Pin! 1... 2... nie! Rob nie ma zamiaru się zatrzymywać. Podnosi Derricka, wykonuje gest solenia nad jego tułowiem i zaczyna serię szybkich ciosów w brzuch. Solenie Rywala! Mantel zgina się w pół, a The Michelin Star Menace dokłada Running Bulldog. McŁowicz podnosi się pierwszy, przez moment pokazuje publiczności, że „danie się robi”, po czym odbija się od lin. Gulasz-line! Jednak nie! Derrick uchyla się, Rob przelatuje obok, odbija się od lin i wraca prosto pod Spin Kick! The Master of the Grill pada na matę, a Mantel przechodzi do przypięcia. 1... 2... kickout! Normal Guy zaczyna przyspieszać. Podnosi McŁowicza, wynosi go i wykonuje Spin-Out Powerbomb! To może być koniec! Pin! 1... 2... nie! Rob odrywa bark od maty w ostatniej chwili! Derrick nie kłóci się z sędzią, tylko wstaje i wchodzi na narożnik. 450 Splash w drodze! Jednak nie! The Master Chef of Chaos odsuwa się w ostatnim możliwym momencie, a Mantel trafia w pustą matę! Rob powoli wstaje i czeka na swojego rywala. Kitchen Sink! Mantel zgina się w pół, a The Culinary Butcher natychmiast łapie go pod Krakowski Kocioł. Jednak nie! Normal Guy blokuje próbę, uderza rywala w bok głowy i odpowiada Running Knee! Rob chwieje się, ale nie pada. Derrick rusza po Discus Lariat, lecz McŁowicz robi unik, obraca rywala i trafia The Spatula Slap prosto w klatkę piersiową! Mantel cofa się, a Rob przykłada palce do ust, mlaska i kiwa głową, jakby wreszcie poczuł smak tej walki. Derrick próbuje jeszcze ruszyć do przodu, ale The Gourmet Grinder zatrzymuje go szybkim kopnięciem w brzuch. Rob łapie przeciwnika za głowę, próbuje ustawić go do kolejnej akcji, ale Mantel wyrywa się i odpycha go na liny. McŁowicz wraca, a zawodnik z Sacramento próbuje jeszcze jednego Spin Kicka. Jednak nie! Rob zatrzymuje się w ostatniej chwili, Derrick obraca się po nietrafionej akcji, a The Sausage King natychmiast dokłada Gulasz-line! Connected! Rob widzi swoją szansę. The Master Chef of Chaos cofa się do lin, jakby szykował ostatni etap swojego dania. Derrick powoli unosi głowę, próbując wrócić do pionu, ale jest w idealnej pozycji. McŁowicz bierze krótki rozpęd, wyskakuje i krzyczy w stronę rywala: „Smakuje?!” Degustacja Goryczy! Derrick zostaje brutalnie wbity twarzą w matę i pada bezwładnie na środek ringu. Rob natychmiast odwraca go na plecy, przykrywa całym ciężarem i przytrzymuje nogę. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Rob McŁowicz zwycięża ze smakiem.

Video Promo

Kamera pokazuje miasto nocą, słyszymy utwór "Do I wanna know" zespołu Arctic Monkeys. Ulica jest spokojna, nie ma ruchu, latarnie świecą, na czystym niebie widoczny jest księżyc w pełni oraz gwiazdy. Z prawej strony kadru widzimy młodą, zgrabną, rudowłosą dziewczynę, która wyraźnie na kogoś czeka. Dziewczyna ma bardzo dobry nastrój, wydaje się wręcz podekscytowana. Niewiasta stoi bezpośrednio pod mrugającym neonem z napisem "BLAZE", wydaje się, jakby neon był uszkodzony, ponieważ działa nieregularnie. Na szczęście nie musi długo czekać, ponieważ już po chwili przez całą długość ekranu przejeżdża motocyklista i zatrzymuje swojego Harleya tuż koło niej. Facet ma na sobie niebieskie jeansy i czarną skórzaną kurtkę. Ruchem głowy pokazuje dziewczynie, żeby wskakiwała na maszynę za niego, a ta podskakując z zadowolenia, posłusznie to robi. Para rusza w drogę, jada ulicami miasta, a my słyszymy głos zawodnika.

Axel Blaze: Niektórzy chcą sławy. Inni chcą pieniędzy.

W momencie, kiedy nasi bohaterowie zatrzymują się pod barem, widzimy na ekranie dynamiczną sekwencję przebitek z życia zawodnika. Najpierw widzimy urywek koncertu The Rolling Stones, bez dźwięku, tylko artystów i tłum ludzi. Potem widzimy Axela na imprezie, wśród grupy ludzi. Wszyscy się śmieją, akurat wznoszą toast i wychylają szklaneczkę. Następnie widzimy grupę dziewczyn, które świetnie się bawią w jacuzzi, a w centralnym miejscu siedzi Legend in Making. Kolejna scena to ranczo, gdzie grupa przyjaciół, z Axelem na czele współpracuje, aby naprawić budynek gospodarczy. Na końcu wszyscy zbijają piątki. Ostatnie dynamiczne ujęcie to Mr. Forever grający na gitarze przy ognisku, dookoła którego siedzi grupa jego przyjaciół. Płomień jest mocny, idealnie oświetla twarz wrestlera.

Axel Blaze: Ale ja chcę czegoś więcej.

Wracamy do baru, Real Rock 'n' Roller oraz jego koleżanka wchodzą przez duże drzwi, Axel pali papierosa. W środku jest tłum ludzi, niektórzy piją przy barze, inni grają w karty w przyciemnionym kącie. W tle widać kilka stołów do bilardu, przy których zebrali się jego entuzjaści. Masa ludzi siedzi przy stolikach, wszyscy dyskutują, śmieją się, widać, że to miejsce żyje, mimo późnej pory. Axel od wejścia wita się barmanem, który od razu go zauważył, a ten wskazuje mu na stolik, który zdecydowanie był dla niego zarezerwowany wcześniej. Para rusza w stronę stolika, przeciska się przez tłum.

Axel Blaze: Bo kiedy wszystko zgaśnie...

Nagle, tuż przed samym stolikiem, do którego zmierzali, jakiś facet klepnął w tyłek przypadkową dziewczynę. Ta go spoliczkowała, ale to go nie powstrzymało. Przyciągnął ją do siebie i zaczął się do niej dobierać.

Axel Blaze: ... zostanie tylko Twoje imię.

Blaze nie zastanawiał się dwa razy. Zgasił papierosa pod butem, Poklepał typa po ramieniu, a kiedy odwrócił się do niego, wypłacił mu szybki prawy sierpowy, po którym agresor padł jak rażony piorunem. Uratowana dziewczyna rzuciła się swojemu wybawcy na szyję, ale Axel nie miał czasu na czułości. Kumple faceta, którego posłał na deski, zerwali się z miejsca i ruszyli na niego. Pierwszy z nich uderzył wrestlera pięścią w twarz, ten tylko splunął i się uśmiechnął. Obraz na chwilę pociemniał, ale wciąż słyszymy muzykę. Po chwili obraz z baru powraca. Bójka trwa w najlepsze, wszędzie panuje chaos. Kamera skupia się jednak na High Life Warriorze, który zasypuje twarz innego gościa lawiną Forearm Strike'ów, potem poczęstował go kolankiem w brzuch, aby dobić kolanem w twarz, kiedy nieszczęśnik się zgiął. Nie widać po nim zmęczenia, ale bójka musi już trochę trwać, bo ma włosy mokre od potu. Odwraca się, a tam już pędzi na niego kolejny napastnik. Ten jednak bardzo się przeliczył, ponieważ wpadł prosto na Fade To Black! W tym momencie ekran ciemnieje i widzimy na nim logo Axela Blaze'a.

Światła na arenie gasną całkowicie. Z głośników wydobywa się lekki, stymulowany, gitarowy początek utworu „Jebać Dorosłość”. Rampę zasłaniają kłęby gęstego, fioletowo-czarnego dymu. Po chwili ciemności Elias już siedzi po turecku na samym środku ringu, ignorując buczenie i inne odgłosy fanów. Długie blond włosy zasłaniają mu twarz, a spod czarnej maski widać tylko błysk oczu.Muzyka cichnie. Elias powoli podnosi mikrofon, bawi się pierścieniami na palcach, a potem zaczyna mówić niskim, nieco zbyt spokojnym głosem.
ELIAS SHADOW Mówią na mnie "Lone Wolf". Nie przyszedłem tu, aby znaleźć przyjaciół. Nie przyszedłem tu, żeby chlać z Wami wódkę w szatni. Nienawidzicie mnie...? Dobrze. Unikacie spotkania mnie na backstage'u...? Jeszcze lepiej. Nie mam problemu z nikim z Was... dopóki, dopóty nie staniecie na drodze między mną a moim kolejnym... polowaniem.

<BUUUUU ĆPUUUUUN>..

Mówią na mnie "Beta Wolf". Pewnie spowodowane jest to tym, że nie jestem olbrzymem z ogromną siłą. Nie mam cech przywódczych. Zawsze jestem w cieniu kogoś innego... lecz jak ktoś nastąpi na mój odcisk, to wtedy ja będę jego CIENIEM...Jestem sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Jestem ulicznym odmętem.

Elias wygląda na wyraźnie pobudzonego, gdy kontynuuje swą wypowiedź.

ELIAS SHADOW Mówią na mnie "Young Viper". Zapewne myślą, że mnie znają. Zapewne myślą, że wiedzą, co płynie w moich żyłach. Przecież wygrywałem turnieje w Europie...
Elias poprawia swoją opaskę i podciąga maskę.

Tak naprawdę nikt z Was... nikt z nich tam na zapleczu nie widział tego, co kryje się pod tą maską. Wcale nie mówię o tym co mam na twarzy. Mówię o tym, co zostaje z człowieka, gdy wyniszcza się, uciekając od świata.

<OUCH>..

Nie jestem tu, żeby być Waszym bohaterem. Nie jestem tu też, żeby być Waszym nemesis. Jestem cieniem, który pojawia się wtedy, gdy myślicie, że macie kontrolę. Moje cele? To proste. Chcę usłyszeć, jak Wasze kości pękają pod moim "Ascent to Lobotomy". Chcę widzieć ten moment, w którym światło w waszych oczach gaśnie, gdy wykonuję "Lights Out!". Ja nie gram według Waszych zasad. Ja po prostu... przeżywam swój dzień.

Elias podnosi się i wykonuje charakterystyczny gest Jeffa Hardy'ego.

LPW jest jak obraz: Backstage pracuje nad szkicowaniem jego dynamiki. Wrestlerzy dodają różnorakich kolorów. Promotorzy podkreślają kontury. A ja...?

Elias śmieje się pod nosem, sprawiając wrażenie jakby jego wypowiedź była jego wewnętrznym monologiem

...a ja nazywam się ELIAS SHADOW i pokażę Wam wszystkim sztukę CIENIOWANIA.

Zapada dłuższa chwila ciszy, a w tle słychać mieszane chanty fanów.

ELIAS SHADOW Axel...

Elias teatralnie kładzie się na środku ringu, robiąc wyraźną przerwę po imieniu rywala. Nagle jego ton głosu robi się jeszcze bardziej psychotyczny niż wcześniej.

ELIAS SHADOW ...myślę, że to najwyższy czas, żebyś skonfrontował się ze swymi demonami...

Elias momentalnie podnosi się ze swojej poprzedniej pozycji, robiąc efektowny kip-up i zaczyna krzyczeć.

ELIAS SHADOW... więc zawijaj swój tłusty, rock'n'roll'owy tyłek na ring i staw czoła temu, co nieuniknione!

<BUUUUU, SHADOW'S RULES>

Shadow delikatnie odkłada mikrofon i momentalnie rozbrzmiewa muzyka Axela Blaze'a

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Axel Blaze vs Elias Shadow
[Obrazek: 33e03bd424a82.png]
Axel powoli wstaje, jego rywal to zauważa i chce mu wykonać Enzuigiri, ale Blaze robi unik pod jego nogą, podnosi Eliasa i wykonuje mu German Suplex. Beta Wolf natychmiast wstaje i chce wyprowadzić Clothesline, ale Mr. Forever ponownie robi unik i mamy kolejny German Suplex. Shadow nic sobie z tego nie robi i ponownie wstaje, ale nadziewa się na Bicycle Knee Strike, po którym High Life Warrior go przypina…1…2…kickout. Axel nie marnuje czasu i wynosi przeciwnika na barki, jednak Lone Wolf nie daje za wygraną, zsuwa mu się za plecy i wykonuje mu Enzuigiri w tył głowy. Blaze chwieje się na nogach, a Elias wykorzystuje okazję i dokłada Swingy-Wingy i natychmiast pinuje…1…2…break. Young Viper trochę kłóci się z sędzią, ale musi kontynuować pojedynek, więc wchodzi na narożnik i chce wykonać Diving Crossbody na rywalu, który już jest na nogach, ale Legend In Making przechwytuje go w powietrzu, wynosi na barki i mamy Ushigoroshi. Fanom wyraźnie podoba się co robi Mr. Forever, a on nakręcony przez publiczność widzi rywala, który wstaje przy pomocy narożnika, więc dokłada mu jeszcze Corner Clothesline. Beta Wolf chwieje się na nogach, więc oponent chce mu jeszcze dołożyć Facebreaker Knee Smash, ale Elias kontruje to Fly-Off My Knees, po którym pinuje…1…2…kickout. Shadow nie dowierza, ale musi walczyć dalej. Lone Wolf wychodzi na apron, jego oponent powoli wraca na nogi, a Shadow wykorzystuje okazję i dokłada Springobard Dropkick, po którym Blaze wyturlał się z ringu, ale Young Viper nie daje za wygraną i dokłada Suicide Dive. Fani wyraźnie nie są zadowoleni z rozwoju sytuacji, ale Lone Wolf się tym nie przejmuje, wrzuca rywala do ringu i dorzuca mu jeszcze Flying Hurricanę z pinem…1…2…break. Obydwoje dosyć szybko wstają i to Elias chce jako pierwszy wymierzyć rywalowi Lights Out, ale Axel robi unik pod jego nogą, wynosi go do góry i wykonuje Reverse Alabama Slam, po którym przypina…1…2…Shadow kładzie nogę na linie. Mr. Forever chce go od razu za to ukarać i dołożyć mu Drive By, ale Beta Wolf robi unik i przypadkowo trafia kopnięciem sędziego, a Elias to wykorzystuje i wykonuje rywalowi Low Blow. Fani zaczynają potężnie buczeć, ale Lone Wolf się tym kompletnie nie przejmuje i dokłada rywalowi Lil’ Swag. Young Viper od razu pinuje, jednak kilka ładnych sekund minęło zanim sędzia się pozbierał i mamy liczenie…1…2…w ostatniej chwili kickout. Elias jest zniesmaczony ruchami sędziego, ale chce już wykończyć swojego przeciwnika i wyraźnie szykuje się do Punt Kicka. Axel jest już na kolanach, więc bierze rozbieg, ale Blaze zaskakuje go Facebreaker Knee Smashem, po którym zakłada mu Last Breath. Lone Wolf wyraźnie walczy o każdy centymetr ringu, aby przesunąć się jak najbliżej lin zanim zabraknie mu tlenu. Widać, że już słabnie, ale ostatkiem sił rzuca się w stronę lin i Blaze musi przerwać submission. Mr. Forever wie, że musi zmierzać do zakończenia tego i chce wymierzyć przeciwnikowi Final Encore, ale ten zatrzymuje go w biegu Basketball Dropkickiem. Beta Wolf chce mu dołożyć akcję z rozbiegu, ale nadziewa się wprost na Fade of Black, po którym High Life Warrior pinuje…1…2…3! Axel Blaze zwycięzcą pojedynku!

Pobite Gary powrócą w przyszłym tygodniu

Światła na arenie gasną! Jest totalna ciemność, a u fanów słychać podekscytowanie, nie mogą się doczekać, kogo ujrzą tym razem. Chwila niepewności... FATE! Ten theme song rozbrzmiewa na arenie... a to oznacza jedno - JOSE LOPEZ POWRACA DO WRESTLINGU! Fani szaleją! Ich dawny ulubieniec pojawia się na rampie. Ubrany jest w skórzaną kurtkę, proste dżinsy i buty w stylu Martensów. Lopezzo rozgląda się dookoła i przygląda reakcji fanów. Ma jedynie lekki uśmiech na twarzy. W końcu zmierza w kierunku ringu, ciągle przyglądając się zaangażowaniu publiki. Odbiera mikrofon i po wejściu do kwadratowego pierścienia podnosi go ku górze, tak jakby chciał wyłapać nim reakcje kibiców, która nadal jest dosyć głośna. Hiszpan chwilę tego słucha i w końcu zabiera głos.

Jose Lopez: 5 długich lat.. 5 CHOLERNIE długich lat, a wy nadal mnie pamiętacie.. *cheer* Do tego jesteście tak głośni, mam nadzieję, że moja percepcja słuchowa jest w porządku i nie uroiłem sobie tyc h dźwięków. Wiecie... przyjaźń z muzykiem może popsuć trochę słuch. *śmiech* Pozdrawiam cię Wes *macha do kamery*, jak za dawnych lat, gala bez wspomnienienia o tobie byłaby galą straconą, co nie? Wiecie, co jeszcze byłoby wielką stratą? Gdybym dalej ciągnął tę szopkę i udawał, że wszystko jest w porządku, gdy nie jest! Jest jeden kurewsko wielki problem... moja pamięć jest o wiele, wiele lepsza od waszej i pamiętam, jak bardzo mieliście mnie w dupie, gdy przez pewnego nieprofesjonalnego pajaca doznałem kontuzji, która była bliska zakończenia mi kariery na AMEN. Co za ironia losu, że zrobił to gość, który bawił się w bycie kimś mrocznym.. *szyderczy uśmiech* Nie jest już wam do śmiechu? Śmiejcie się! To taka radosna chwila. *zaczyna się lekkie buczenie* Wróciłem tylko i wyłącznie dla własnego EGO. *heat* Wiem, jak szybko dana kariera może się skończyć i wszystko może się rozsypać, więc nie chcę niczego żałować. Nie mam zamiaru się hamować, ograniczać, udawać kogokolwiek.. Mam za to zamiar wygrywać, JAKIMKOLWIEK kosztem. Cena nie gra roli... w końcu skończył karierę. *uśmiech* Turniej o LPW World Championship jest idealnym wydarzeniem, bym mógł pokazać swoje możliwości i zaspokoić ego, prawda? *jest wyraźnie rozbawiony* No oczywiście, moim marzeniem jest walczyć z ludźmi, którzy są kloszardami i z tego są znani, ewentualnie mogę pojedynkować się z gościem, który jest hydraulikiem! Co za okazja! *szyderczy śmiech* Swoją drogą, może on jest z ery Michaela Jordana i tamtego Chicago Bulls, bo słyszałem, że wygrywali dzięki grze przeciwko hydraulikom. *ogromny heat i zaciesz na twarzy  Lopeza* Spokojnie, ja bardzo szanuję MJ'a... zwłaszcza za jego mental, chociaż jest jedna rzecz, którą zaplusował sobie u mnie bardziej, a mianowicie to, jak odszedł w 1999 roku i dzięki temu ''Byki'' upadły. *ogromny heat* Wracając do turnieju, nawet kucharz znalazł się w tej federacji, żeby tylko nie padł na zawał, gdy zrozumie, jak tutaj wszyscy rzucają mięsem... Myślę, że to jest wystarczające podsumowanie, dlaczego nie mam zamiaru brać w tym udziału. Zabiorę pas od najlepszego z nich, od tego, który wygra to wszystko. On będzie wart uwagi. Niech potencjalny kandydat ma z tyłu głowy to, że nawet gdy uda mu się zostać mistrzem, to prawdziwe wyzwanie będzie dopiero na niego czekać. TYLE. *rzuca mikrofon*

Jose opuszcza ring przy gwizdach fanów. Hiszpan był witany okrzykami i ekscytacją, teraz jest żegnany buczeniem i zawodem ze strony publiki. Beznamiętnie idzie do wyjścia z areny, na chwilę zatrzymuje się na rampie i jeszcze spogląda na niezadowolonych kibiców. Kiwa głową z zażenowania i opuszcza ich wchodząc na backstage. Kamera jeszcze podąża za nim, gdy ten idzie przez zaplecze, na którym natrafia na... Zacka Sabre Jr.! Obaj wymieniają się niezbyt przyjemnym spojrzeniem. Lopezzo znika z widoku kamery, a Anglik zostaje, ponieważ za chwilę udzieli wywiadu. Po chwili w kadrze, obok Zacka, pojawia się Renee Paquette z mikrofonem

Renee Paquette: Jest ze mną Zack Sabre Jr., który już za chwilę rozpocznie swój udział w turnieju o mistrzostwo LPW World. Zack... zmierzysz się z Edgarem Dickinsonem, czy zgadasz się z tym, że to on jest dziś faworytem?

Zack Sabre Jr.: A jest? Renee, tego typu turnieje, to rywalizacja w której bryluje. G1 Climax. Mówi Ci to coś? Wygrałem go. Tak samo, jak wygram ten turniej. Dla Edgara mam dobrą wiadomość. To jest maraton, a nie sprint, więc... nawet jak przegrasz, wciąż będziesz miał szansę znaleźć się ze mną w finale... dickhead.

Renee Paquette: Gdybyś miał wskazać, kto jest jednym z faworytów turnieju... powiedzmy, obok Ciebie, to kogo byś wskazał?

Zack Sabre Jr.: Swojego psa. Ponieważ jest mądrzejszy od połowy zawodników z tej szatni. Oni nie wiedzą po co są w ringu, co w nim robią i dlaczego. Ja z kolei każdy ruch wykonuje widząc już, co zrobię za trzy kroki. To partie szachów Renee. A oni grają w warcaby.

W tym momencie zaczyna grać muzyka Sabre'a, na co reaguje sam Zack, dając znać Renee, że czas im się kończy

Zack Sabre Jr.: Moi drodzy fani Legion Pro Wrestling. Szykujcie się na spektakl. Spotkanie jednego artysty z drugim. Problem w tym, że tylko jeden z nas, wygra. Poradzisz sobie z tym jakoś Edgar, wierzę w Ciebie.

Zack znika z kadru i rusza do gorilla position.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Edgar Dickinson vs Zack Sabre Jr.
[Obrazek: eedd7b5ac5dac.png]
Panowie stoją w narożniku, Zack otrzymuje mocne uderzenia pięścią od Edgara. W końcu The Poet łapie przeciwnika za rękę i Irish Whip w przeciwległy narożnik. Lyrical Assassin się rozpędza, jednak Sabre odskakuje na bok i Edgar odczuwa bliskie spotkanie z narożnikiem uderzając w niego plecami. ZSJ nie traci czasu i wyprowadza Corner Dropkick. Po tym trzymający się za klatkę The Dreamer wychodzi z rogu ringu, a The Technical Wrestler chwyta go w pasie i dokłada jeszcze German Suplex z próbą pinu, 1... 2... nie, kickout. Edgar podnosi się po tym dosyć szybko, ale Submission Master doskakuje do niego, popycha go na liny i dokłada jeszcze Discus Elbow Smash, po którym Edgar pada na matę po raz kolejny i od razu wytacza się poza ring. Zack wychodzi praktycznie zaraz za nim po innej stronie ringu i idzie w stronę swojego przeciwnika. Bezlitosny Sabre chwyta głowę rywala i uderza nią w barierę oddzielającą ring od fanów. Jednak nie, w ostatniej chwili The Poet chwyta się bandy i blokuje to uderzenie. Sam jednocześnie wyprowadza szybki łokieć w brzuch przeciwnika. Lyrical Assassin jeszcze dodaje Axe Handle na plecy zgiętego rywala i sam wyprowadza mu uderzenie w bandę głową. ZSJ tak zamroczyło, że aż usiadł mniej więcej po środku bariery i apronu, jednak The Dreramer nie zamierza czekać. Bierze krótki rozpęd i wyprowadza Blockbuster. Świetna akcja w wykonaniu Edgara, który podnosi oponenta na nogi i wrzuca go do ringu. Zack przetacza się po ringu, a jego rywal naprawdę nie traci czasu i wchodzi na trzecią linę narożnika. Submission Master w końcu wstaje, a The Poet wyprowadza Diving Crossbody. Od razu próba pinu, 1... 2... kickout. Lyrical Assassin podnosi przeciwnika chwytając go za głowę, wyprowadza gut kick i przechodzi do DDT. Jednak nie, bo technicznie uzdolniony Sabre wykręca się razem z ręką i sam wyprowadza gut kick. Szybkie odbicie się od lin, do których The Dreamer odwrócony jest plecami i... Pele Kick od Edgara właśnie! Świetna kontra, ZSJ pada na matę trzymając się za głowę. The Poet wstaje trzymając się za brzuch, nieco później podnosi się The Technical Wizard. Lyrical Assassin odbija się od lin i mamy Enzuigiri od Submission Mastera. Szybka kontra, po której The Poet pada na matę, jednak niedługo po tym przechodzi do pozycji siedzącej. ZSJ nie mógł przepuścić tej okazji, bierze rozpęd i wyprowadza Penalty Kick. Potężna akcja, po której Sabre przechodzi do pinu. 1... 2... 3? Nie, kickout. Sabre nie zastanawia się długo, choć jest już zmęczony, chwyta przeciwnika w Ankle Lock. Sędzia momentalnie dopada do The Dreamera, który absolutnie nie chce odklepać, chociaż cierpi. Publika zaczyna skandować imię Edgara i oklaskiwać, aby ten wytrzymał. Faktycznie, The Poet zaczyna czołgać się w stronę lin. Zack zauważa, że powoli traci kontrolę, jednak nie może zbyt wiele zrobić, bo liny są dość blisko i Lyrical Assassin chwyta dolną. Wściekły The Technical Wizard wykłóca się z sędzią, który mówi mu, że takie są zasady. Submission Master podchodzi do powoli podnoszącego się, zmęczonego rywala. Irish Whip na liny, jednak kontra i to Zack biegnie w stronę lin i mamy, dosłownie, Plot Twist dla Sabre. Ten pada i na matę, a The Dreamer dokłada jeszcze Epilog. Publika szaleje, a Edgar próbuje pinu. 1... 2... 3?! Nie, kickout! Po tej informacji The Poet już przestaje kalkulować i jak najszybiej w tej chwili porafi wchodzi na trzecią linę narożnika. Fani się cieszą, Edgar tauntuje i mamy The End! Czy to koniec? 1... 2... 3?! Tak, to koniec!

Video Promo

Kamera przenosi nas do jakiegoś ciemnego pomieszczenia, które na pierwszy rzut oka wygląda na jakiś opuszczony parking. Widzimy, że na środku są zgromadzeni ludzie w koło wokół siatki. W środku tego okręgu otoczonego siatką widzimy dwóch zawodników walczących ze sobą. Jeden z nich to wysoki i dobrze zbudowany latynos ubrany w czarne dresy i białą koszulę typu żonobijka. Drugi zawodnik jest czarnoskóry, ale na ten moment jest odwrócony tyłem do kamery. Latynos bierze zamach sierpem, ale rywal robi unik pod jego ręką i przerzuca go za siebie, a następnie przechodzi do parteru dzięki czemu widzimy, że to jest Allan Hill. Widzimy jak w moment The Broken Prodigy coś przeskakuje nagle w głowie i zaczyna zasypywać przeciwnika gradem ciosów. Latynos cały już jest zalany krwią, a The Unstable nie zamierza przestawać aż w końcu tuzin innych ludzi wpada do prowizorycznej klatki i odciąga Allana od oponenta. Widać, że The Rogue powoli zaczyna wracać głową do rzeczywistości, więc kamerzysta wykorzystuje okazję, żeby się do niego zbliżyć, a Hill szybko go zauważa.

Allan Hill: Widzieliście co się stało z tamtym gościem? <wskazuje na leżącego latynosa w kałuży krwi> Właśnie taki los może spotkać każdego kto znajdzie w sobie chociaż krztynę odwagi, żeby wejść ze mną do jednego ringu. Możecie żyć w przekonaniu, że jesteście w stanie stawić czoła komuś takiemu jak ja, ale prawda jest taka, że nie jesteście na to gotowi. <krótka pauza> Nie przyszedłem tutaj dla blasku fleszy i tytułów. Jedyną rzeczą jaką mnie napędza to jest ból, który widzę wyrysowany na waszej twarzy. W przeszłości miałem przed sobą świetlaną karierę w oktagonie, jednak została ona przerwana przez jakiegoś gościa, który nie ma hamulców. Teraz sam też dokładnie taki się stałem i jedyne co mi pozostało to walczyć w federacji jak LPW czy tego typu miejscach, zlizywać krew z waszych zmasakrowanych ciał i rozkoszować się zadawanym wam bólem.

Allan podchodzi do leżącego latynosa, wyciera palcem krew z jego czoła i go oblizuje. Wszyscy dookoła odsuwają się od niego będąc w szoku co on robi. The Rogue wraca do kamerzysty.

Allan Hill: Do tego stopnia obawiacie się mnie, że postanowiliście nie umieścić mnie w turnieju o LPW World Championship? W sumie w jakimś stopniu jestem w stanie to zrozumieć, ale co się odwlecze to nie uciecze. Prędzej czy później wpadnie ktoś na drogę kolizyjną ze mną, a lepiej dla was, żeby to było wcześniej niż później, bo im dłużej będę czekał na możliwość zasmakowania waszego bólu tym bardziej będę go pragnął. Na razie zadowoli mnie ten latynos leżący za mną w kałuży krwi, ale jeżeli nie dostanę w najbliższym czasie kolejnej ofiary to będę zmuszony wziąć sprawy w swoje ręce i sam sobie wybrać kto następny zasmakuje bólu. <chwila pauzy, Allan patrzy groźnym wzrokiem prosto w kamerę> I don’t fight to win. I fight to ruin people.

Światła na arenie przygasają niemal całkowicie, jedyne co widać to pojedyncze latarki telefonów zaświeconych przez licznie zgromadzoną publiczność. Przez kilka sekund nie dzieje się absolutnie nic. Na titantronie wreszcie pojawiły się czarne, zaśnieżone kadry pustych hal z ringiem na środku i siedzącym na krześle mężczyzną. Tajemnicza postać patrzy obsesyjnie niczym psychol w dół w stronę zakrwawionej maty. Dookoła są porozrzucane krzesła, widać też jak kilka osób jest wynoszonych z hali bocznymi drzwiami, w tym momencie zrobiono dokładne zbliżenie na widocznie stare blizny wymienionego wcześniej mężczyzny, który widząc iż kamera jest coraz bliżej - po powstaniu wymierzył prosto w nią chairshota. Obraz zgasł i zapadła głucha cisza. Do momentu, aż na telebimie pojawił się napis ,,MIKE F'N BRUTAL, NO FLIPS, NO FILTERS, JUST SCARS", wybrzmiały słowa ,,Let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor, let the bodies hit the... FLOOOOOOOOOR!!!!" Większość fanów wie co to oznacza, to South Philly Scumbag pojawia się w LPW! Ale jest dość spokojny, jak na niego. Brutal na twarzy ma absolutny brak emocji, brak reakcji na otoczenie wokół, nie reaguje na okrzyki, nie reaguje na publikę, nie zatrzymuje się na rampie. Po wejściu na apron spojrzał na wielki napis LPW na środku maty na co zakręcił głową z wyraźnym niesmakiem na twarzy, jakby chciał być teraz w innym miejscu. Po odwróceniu się w stronę publiki Brutal staje na kilka sekund nieruchomo, z szyderczym uśmiechem spoglądając na fanów, po czym każe sobie podać mikrofon. Gdy ring announcer podszedł do Mike'a, ten wyrwał mu mikrofon z rąk kierując pod nosem parę wyzwisk w jego stronę.

Mike F'N Brutal: Legion Pro Wrestling! A więc to jest ten wielki początek, nowa Era, nowe otwarcie gdzie wszystkim się wydaje, że zaczynają z czystą kartą. Nowa federacja, nowy turniej, no i oczywiście jakżeby inaczej - nowy pas! Nowy, ślicznie opakowany rozdział, który każdy z was nieudaczników zdążył już okrzyknąć czymś wielkim. Gówno prawda! Do mojego wejścia nic wielkiego się tu dziś nie wydarzyło! Ja już zbyt wiele razy słyszałem tą w kółko powtarzaną mantrę i za każdym razem wygląda to tak samo. Zaczynając od nowych logotypów, nowych obietnic, nowych twarzy... albo i nie. Potem naturalną koleją rzeczy jest to, że do ringu wychodzą chłopcy, którzy myślą, że coś znaczą, że coś namieszają, że kilka efektownych flipów, trików czy innych pierdolonych wygibasów i hałasów zrobi z nich wrestlerów z pierwszego zdarzenia. No fuckin' way! Tu już nawet nie chodzi o LPW, nawet nie chodzi o ten turniej. Większy sens jest w tym, co ten turniej ma sobą reprezentować. Ten pas, ten pierwszy pas, to nie jest żadna nagroda, to jest wyraźna odpowiedź. Odpowiedź na pytanie czym ta federacja tak naprawdę chce być i na jaką chce się kreować. Czy chcemy tutaj tworzyć takie miękkie cioty jak jakiś Presley Steel <cheer> , czy chcemy, żeby ta federacja była zapamiętana z momentów takich jak wjechanie jebanym motocyklem prosto w stage! <mieszana reakcja> Pytanie czy będzie tu istniało miejsce dla czegoś takiego? Nie wracam do ringu szukać taniego sentymentu, nie muszę nikomu już nic udowadniać, a na pewno nie wam, brudasy z Chicago! <wyraźny heel heat> Nigdy nie potrzebowałem waszego uznania, myślicie że teraz jest inaczej?! <What?!> Potrzebuję tylko jednej rzeczy, bardzo prostej zresztą. <What?!> Potrzebuję dowodu. <What?!> Jeśli robisz codziennie handjoba koledze pod biurkiem krzyknij What! <What?!> That's what i fuckin' thought! Potrzebuję dowodu, że ten biznes jest nadal żywy i nie zdechł do końca śmiercią naturalną. I jeśli mam go znaleźć, to myślę Kenny, że najlepiej będzie zacząć właśnie od ciebie. Bo ty jesteś dokładnie tym, czym się ten biznes stał. Powrotem opakowanym w chwytliwe hasełka, pięknie sprzedanym momentem i tak dalej. Ty chcesz wygrać ten turniej, aby wykąpać się w blasku chwały i żeby pamiętano twoje nazwisko przez lata. Ja chcę rozwalać każdego kto staje na mojej drodze czy to przy użyciu przedmiotów, czy też nie, gdyż pojawiają się ostatnio głosy, że bez odpowiedniej stypulacji Mike Fuckin' Brutal nie istnieje! Big bloody mistake. Przypomnę wszystkim czym ten biznes tak naprawdę zasłynął najbardziej, przypomnę wszystkim co to jest prawdziwa ekstrema, przypomnę wszystkim co to jest prawdziwy rozpierdol! Przychodzi moment w którym kończą się tweety, kończą się sztuczne comebacki i kończą się słowa - a zostaje sama prawda. I to jest pewnie ten moment, w którym ten nudziarz wyjdzie, prawda?

Pierwszy z uczestników dzisiejszej walki wieczoru zdecydowanie się nie myli, bowiem na arenie rozbrzmiewa długo niesłyszane Evil Ways! Fani, którzy jeszcze przed chwilą nie byli pewni, po czyjej stronie staną, teraz nie mają już wątpliwości. Kenneth Riddle pojawia się na rampie, a publika wita go bardzo entuzjastycznie. Sacramento Saint pewnym, ale powolnym krokiem idzie w kierunku ringu. Przybijając piątki kibicom cały czas spogląda w stronę swojego dzisiejszego oponenta, który ziewa i przewraca oczami. Kenny odbiera swój mikrofon od obsługi i wchodzi do kwadratowego pierścienia. Staje twarzą w twarz z rywalem... po czym omija go i wchodzi jeszcze na jeden z narożników, aby przywitać fanów zajmujących miejsca w rzędach bardziej oddalonych od ringu. Wreszcie Riddle już naprawdę zamierza stawić czoła Brutalowi i ustawia się kilkadziesiąt centymetrów od niego, na środku kwadratowego pierścienia.

Kenneth Riddle: Wiem, że jesteś raczej człowiekiem narwanym, więc czapki z głów, że udało Ci się nie doprowadzić do samookaleczenia, kiedy czekałeś na moje przemówienie. Nie będę odkrywczy, gdy powiem, że stoimy na dwóch różnych biegunach... chociaż czasami mam wrażenie, że Ty stoisz na dwóch jednocześnie, jeśli wiesz co mam na myśli. W każdym razie, jesteśmy całkowicie różni. Mamy inne priorytety, inne motywacje i zupełnie inne metody działania. Byłbym jednak zaślepiony, gdybym nie przyznał Ci racji przynajmniej częściowo. Nowe początki mają to do siebie, że ludzie błyskawicznie wyskakują przed szereg i prezentują się jako ktoś, kim jeszcze nie są... lub być może kim nigdy się nie staną. Ja również bacznie obserwowałem dzisiejsze wydarzenia, ale nie byłbym tak ostry w osądach, jak Ty, Mike. Przed niektórymi z tych chłopaków jest jakaś przyszłość! Muszą jedynie mieć odpowiednią osobę za wzór. A Ty nie chcesz być wzorem, chcesz szerzyć chaos. Chaos jest fajny, Mike... dopóki nie wyjdziesz ze szkoły średniej. W prawdziwym życiu zasady przydają się znacznie bardziej, niż jesteś gotów przyznać. Zresztą liczę na to, że trochę do tego dojrzewasz. Sam przyznałeś, że dotarły do Ciebie głosy, że nie istniejesz bez hardkorowych stypulacji. Cóż, Mike... dzisiaj nie będziesz miał okazji do udowodnienia, że to nieprawda, bo zwyczajnie nie jesteś dla mnie partnerem do tańca. Ja perfekcyjnie opanowałem fokstrota, podczas gdy Ty tupiesz w miejscu na dwa na szkolnej dyskotece. Ja nie chcę wygrać tego turnieju, Mike. Ja go po prostu wygrywam. LPW potrzebuje na samym szczycie człowieka, który może poprowadzić to miejsce ku świetności, a następnie przekazać pałeczkę następnemu pokoleniu. Nie robię też tego, aby pamiętano moje nazwisko przez lata, bo ono już dawno zostało zapisane złotymi zgłoskami w historii każdej federacji, jaka tylko istniała! Kiedy ogłoszono turniej o pas mistrzowski LPW, w kuluarach mówiło się, że wielu zawodników nie chce na mnie trafić, bo jestem zawodnikiem, z którym można przegrać. Mike, spójrz mi głęboko w oczy i powiedz, że nie byłeś jednym z nich... i tak nie uwierzę. Mam złą wiadomość zarówno dla Ciebie, jak i kolejnych rywali. Nie jestem gościem, z którym można przegrać. Jestem gościem, z którym nie można wygrać!

Main Event
First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Kenneth Riddle vs Mike F'N Brutal
[Obrazek: 25481eceff65f.png]

Wracamy po reklamach mydła i powidła do dzisiejszej walki wieczoru i widzimy, że obaj zawodnicy przenieśli się chwilowo poza ring. Kenneth próbuje Irish Whipu, który jednak zostaje skontrowany przez Brutala i już po chwili Sacramento Saint uderza tułowiem o stalową barierkę. Mike następnie podnosi go i dokłada Body Slam na krawędź ogrodzenia dzielącego fanów od walczących. Riddle osuwa się na podłogę, natomiast samozwańczy król hardcorowego wrestlingu zauważa, że sędzia doliczył już do sześciu. Postanawia więc podnieść oponenta i umieścić go z powrotem w ringu. Następnie sam wdrapuje się na krawędź, po czym wchodzi na narożnik. Niewiele myśląc skacze na rywala...i nie trafia. Riddle zrobił unik, przez co Mike przydzwonił twarzą o matę. Teraz Kenny podnosi się powoli z pomocą narożnika. Widzi, że jego rywal także się podniósł, więc nie czeka dłużej i wykonuje Springboard Clothesline! Trafił! Od razu dokłada jeszcze Standing Moonsault i próbuje odliczyć. 1...kickout! The Icon nie zamierza jednak zwalniać, chwyta rywala, po czym sprowadza go do najbliższego narożnika. Sam postanawia wziąć rozbieg. Czyżby Helluva Kick? Riddle rusza...ale Mike orientuje się w sytuacji i powstrzymuje go Gut Kickiem. Zaraz potem sam wbija Kennetha w narożnik, po czym widzimy nawałnicę ciosów i kopnięć! Brutal Beatdown! To jednak nie wszystko! Bezpośrednio po tym South Philly Scumbag biegnie, odbija się od przeciwległego narożnika, a następnie rusza ponownie w kierunku Riddle'a, drąc się przy tym jak opętany! Trafił! Concrete Check wykonany! Ale wygląda na to, że to nie koniec. Mike jest bardzo nakręcony, czeka na to, aż jego rywal wstanie z maty. Kenny w końcu się podnosi i od razu zostaje złapany w łapska Brutala, który aplikuje Factory Reset! Próba przypięcia. 1...2...nie! Riddle poderwał się z maty! King of Extreme szaleje ze złości, tłukąc łapami w matę! Jest coraz bardziej wściekły. Podnosi przeciwnika, a następnie umieszcza jego głowę między swoimi nogami. Próbuje podnieść...ale zostaje zablokowany. Riddle'owi udaje się następnie przerzucić tego wielkiego kloca nad głową. Sam ledwo co trzyma się na nogach, jednak ma jeszcze na tyle sił, by wstającego rywala trafić Roundhouse Kickiem! Nie pozwala jednak Brutalowi upaść, tylko od razu go chwyta, wykonując Reality Check! Riddle pada na tors rywala, próbując go spinować. 1...2...kickout! Coraz bardziej zmęczony Sacramento Saint zachowuje spokój, powoli wstając z maty. Brutal także powoli się podnosi. Przewaga pozostaje po stronie Kenny'ego, który z trudem wynosi Brutala na swoje barki. Suppression wykonane! Niestety dla Kennetha jego rywal padł na matę tuż przy linach i udało mu się wyturlać poza obręb ringu! Kenneth nie może uwierzyć w to, jakiego ma pecha. Słania się na nogach, ale musi zakończyć ten pojedynek. Wychodzi z ringu, po czym powoli podnosi Brutala. Udaje mu się wepchnąć go z powrotem we właściwe miejsce rywalizacji, a następnie sam także wsuwa się do środka. Udaje mu się obrócić Brutala tak, by ten znalazł się mniej więcej na środku maty...po czym zakłada Wonderment! Brutal próbuje się szarpać, usiłuje dosięgnąć drugą ręką, co się nie udaje! Stara się dosięgnąć liny - nic z tego! Przez chwilę jeszcze walczy, ale w końcu odklepuje! To koniec, Kenneth Riddle zwycięża dzisiejszą walkę wieczoru!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
16.05.2026, 10:34 #2
First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Rob McŁowicz vs Derrick Mantel
[Obrazek: b6a72f7504208.png]

Końcówka walki…. Derrick trzyma Roba przy linach i bez większych emocji rozbija go kolejnymi uderzeniami. Normal Guy nie daje się wciągnąć w chaotyczny styl walki rywala. Knife-Edge Chop trafia prosto w klatkę piersiową, po chwili kolejny, a The Master Chef of Chaos aż odchodzi do narożnika, łapiąc się za pierś. Derrick rusza za nim, bierze krótki rozpęd i mamy Corner Clothesline! Rob osuwa się w narożniku, a Mantel natychmiast wyciąga go z narożnika i dokłada Powerslam. Pin! 1... 2... kickout! Zawodnik z Sacramento podnosi rywala, ale McŁowicz nagle przykłada palce do ust, mlaska i kręci nosem, jakby właśnie ocenił, że te ciosy są odrobinę za suche. Derrick patrzy na to z niedowierzaniem, co daje Robowi szansę na odwrócenie losów pojedynku. The Culinary Butcher udaje, że sypie pieprzem w oczy przeciwnika. Mantel na moment odruchowo się zasłania, a Rob wykorzystuje to do szybkiego kopnięcia w brzuch i Pionowania Butelki! Normal Guy wita się z matą, a The Sausage King dokłada do tego Leg Drop. Pin! 1... 2... nie! Rob nie ma zamiaru się zatrzymywać. Podnosi Derricka, wykonuje gest solenia nad jego tułowiem i zaczyna serię szybkich ciosów w brzuch. Solenie Rywala! Mantel zgina się w pół, a The Michelin Star Menace dokłada Running Bulldog. McŁowicz podnosi się pierwszy, przez moment pokazuje publiczności, że „danie się robi”, po czym odbija się od lin. Gulasz-line! Jednak nie! Derrick uchyla się, Rob przelatuje obok, odbija się od lin i wraca prosto pod Spin Kick! The Master of the Grill pada na matę, a Mantel przechodzi do przypięcia. 1... 2... kickout! Normal Guy zaczyna przyspieszać. Podnosi McŁowicza, wynosi go i wykonuje Spin-Out Powerbomb! To może być koniec! Pin! 1... 2... nie! Rob odrywa bark od maty w ostatniej chwili! Derrick nie kłóci się z sędzią, tylko wstaje i wchodzi na narożnik. 450 Splash w drodze! Jednak nie! The Master Chef of Chaos odsuwa się w ostatnim możliwym momencie, a Mantel trafia w pustą matę! Rob powoli wstaje i czeka na swojego rywala. Kitchen Sink! Mantel zgina się w pół, a The Culinary Butcher natychmiast łapie go pod Krakowski Kocioł. Jednak nie! Normal Guy blokuje próbę, uderza rywala w bok głowy i odpowiada Running Knee! Rob chwieje się, ale nie pada. Derrick rusza po Discus Lariat, lecz McŁowicz robi unik, obraca rywala i trafia The Spatula Slap prosto w klatkę piersiową! Mantel cofa się, a Rob przykłada palce do ust, mlaska i kiwa głową, jakby wreszcie poczuł smak tej walki. Derrick próbuje jeszcze ruszyć do przodu, ale The Gourmet Grinder zatrzymuje go szybkim kopnięciem w brzuch. Rob łapie przeciwnika za głowę, próbuje ustawić go do kolejnej akcji, ale Mantel wyrywa się i odpycha go na liny. McŁowicz wraca, a zawodnik z Sacramento próbuje jeszcze jednego Spin Kicka. Jednak nie! Rob zatrzymuje się w ostatniej chwili, Derrick obraca się po nietrafionej akcji, a The Sausage King natychmiast dokłada Gulasz-line! Connected! Rob widzi swoją szansę. The Master Chef of Chaos cofa się do lin, jakby szykował ostatni etap swojego dania. Derrick powoli unosi głowę, próbując wrócić do pionu, ale jest w idealnej pozycji. McŁowicz bierze krótki rozpęd, wyskakuje i krzyczy w stronę rywala: „Smakuje?!” Degustacja Goryczy! Derrick zostaje brutalnie wbity twarzą w matę i pada bezwładnie na środek ringu. Rob natychmiast odwraca go na plecy, przykrywa całym ciężarem i przytrzymuje nogę. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Rob McŁowicz zwycięża ze smakiem.

Video Promo

Kamera pokazuje miasto nocą, słyszymy utwór "Do I wanna know" zespołu Arctic Monkeys. Ulica jest spokojna, nie ma ruchu, latarnie świecą, na czystym niebie widoczny jest księżyc w pełni oraz gwiazdy. Z prawej strony kadru widzimy młodą, zgrabną, rudowłosą dziewczynę, która wyraźnie na kogoś czeka. Dziewczyna ma bardzo dobry nastrój, wydaje się wręcz podekscytowana. Niewiasta stoi bezpośrednio pod mrugającym neonem z napisem "BLAZE", wydaje się, jakby neon był uszkodzony, ponieważ działa nieregularnie. Na szczęście nie musi długo czekać, ponieważ już po chwili przez całą długość ekranu przejeżdża motocyklista i zatrzymuje swojego Harleya tuż koło niej. Facet ma na sobie niebieskie jeansy i czarną skórzaną kurtkę. Ruchem głowy pokazuje dziewczynie, żeby wskakiwała na maszynę za niego, a ta podskakując z zadowolenia, posłusznie to robi. Para rusza w drogę, jada ulicami miasta, a my słyszymy głos zawodnika.

Axel Blaze: Niektórzy chcą sławy. Inni chcą pieniędzy.

W momencie, kiedy nasi bohaterowie zatrzymują się pod barem, widzimy na ekranie dynamiczną sekwencję przebitek z życia zawodnika. Najpierw widzimy urywek koncertu The Rolling Stones, bez dźwięku, tylko artystów i tłum ludzi. Potem widzimy Axela na imprezie, wśród grupy ludzi. Wszyscy się śmieją, akurat wznoszą toast i wychylają szklaneczkę. Następnie widzimy grupę dziewczyn, które świetnie się bawią w jacuzzi, a w centralnym miejscu siedzi Legend in Making. Kolejna scena to ranczo, gdzie grupa przyjaciół, z Axelem na czele współpracuje, aby naprawić budynek gospodarczy. Na końcu wszyscy zbijają piątki. Ostatnie dynamiczne ujęcie to Mr. Forever grający na gitarze przy ognisku, dookoła którego siedzi grupa jego przyjaciół. Płomień jest mocny, idealnie oświetla twarz wrestlera.

Axel Blaze: Ale ja chcę czegoś więcej.

Wracamy do baru, Real Rock 'n' Roller oraz jego koleżanka wchodzą przez duże drzwi, Axel pali papierosa. W środku jest tłum ludzi, niektórzy piją przy barze, inni grają w karty w przyciemnionym kącie. W tle widać kilka stołów do bilardu, przy których zebrali się jego entuzjaści. Masa ludzi siedzi przy stolikach, wszyscy dyskutują, śmieją się, widać, że to miejsce żyje, mimo późnej pory. Axel od wejścia wita się barmanem, który od razu go zauważył, a ten wskazuje mu na stolik, który zdecydowanie był dla niego zarezerwowany wcześniej. Para rusza w stronę stolika, przeciska się przez tłum.

Axel Blaze: Bo kiedy wszystko zgaśnie...

Nagle, tuż przed samym stolikiem, do którego zmierzali, jakiś facet klepnął w tyłek przypadkową dziewczynę. Ta go spoliczkowała, ale to go nie powstrzymało. Przyciągnął ją do siebie i zaczął się do niej dobierać.

Axel Blaze: ... zostanie tylko Twoje imię.

Blaze nie zastanawiał się dwa razy. Zgasił papierosa pod butem, Poklepał typa po ramieniu, a kiedy odwrócił się do niego, wypłacił mu szybki prawy sierpowy, po którym agresor padł jak rażony piorunem. Uratowana dziewczyna rzuciła się swojemu wybawcy na szyję, ale Axel nie miał czasu na czułości. Kumple faceta, którego posłał na deski, zerwali się z miejsca i ruszyli na niego. Pierwszy z nich uderzył wrestlera pięścią w twarz, ten tylko splunął i się uśmiechnął. Obraz na chwilę pociemniał, ale wciąż słyszymy muzykę. Po chwili obraz z baru powraca. Bójka trwa w najlepsze, wszędzie panuje chaos. Kamera skupia się jednak na High Life Warriorze, który zasypuje twarz innego gościa lawiną Forearm Strike'ów, potem poczęstował go kolankiem w brzuch, aby dobić kolanem w twarz, kiedy nieszczęśnik się zgiął. Nie widać po nim zmęczenia, ale bójka musi już trochę trwać, bo ma włosy mokre od potu. Odwraca się, a tam już pędzi na niego kolejny napastnik. Ten jednak bardzo się przeliczył, ponieważ wpadł prosto na Fade To Black! W tym momencie ekran ciemnieje i widzimy na nim logo Axela Blaze'a.

Światła na arenie gasną całkowicie. Z głośników wydobywa się lekki, stymulowany, gitarowy początek utworu „Jebać Dorosłość”. Rampę zasłaniają kłęby gęstego, fioletowo-czarnego dymu. Po chwili ciemności Elias już siedzi po turecku na samym środku ringu, ignorując buczenie i inne odgłosy fanów. Długie blond włosy zasłaniają mu twarz, a spod czarnej maski widać tylko błysk oczu.Muzyka cichnie. Elias powoli podnosi mikrofon, bawi się pierścieniami na palcach, a potem zaczyna mówić niskim, nieco zbyt spokojnym głosem.
ELIAS SHADOW Mówią na mnie "Lone Wolf". Nie przyszedłem tu, aby znaleźć przyjaciół. Nie przyszedłem tu, żeby chlać z Wami wódkę w szatni. Nienawidzicie mnie...? Dobrze. Unikacie spotkania mnie na backstage'u...? Jeszcze lepiej. Nie mam problemu z nikim z Was... dopóki, dopóty nie staniecie na drodze między mną a moim kolejnym... polowaniem.

<BUUUUU ĆPUUUUUN>..

Mówią na mnie "Beta Wolf". Pewnie spowodowane jest to tym, że nie jestem olbrzymem z ogromną siłą. Nie mam cech przywódczych. Zawsze jestem w cieniu kogoś innego... lecz jak ktoś nastąpi na mój odcisk, to wtedy ja będę jego CIENIEM...Jestem sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Jestem ulicznym odmętem.

Elias wygląda na wyraźnie pobudzonego, gdy kontynuuje swą wypowiedź.

ELIAS SHADOW Mówią na mnie "Young Viper". Zapewne myślą, że mnie znają. Zapewne myślą, że wiedzą, co płynie w moich żyłach. Przecież wygrywałem turnieje w Europie...
Elias poprawia swoją opaskę i podciąga maskę.

Tak naprawdę nikt z Was... nikt z nich tam na zapleczu nie widział tego, co kryje się pod tą maską. Wcale nie mówię o tym co mam na twarzy. Mówię o tym, co zostaje z człowieka, gdy wyniszcza się, uciekając od świata.

<OUCH>..

Nie jestem tu, żeby być Waszym bohaterem. Nie jestem tu też, żeby być Waszym nemesis. Jestem cieniem, który pojawia się wtedy, gdy myślicie, że macie kontrolę. Moje cele? To proste. Chcę usłyszeć, jak Wasze kości pękają pod moim "Ascent to Lobotomy". Chcę widzieć ten moment, w którym światło w waszych oczach gaśnie, gdy wykonuję "Lights Out!". Ja nie gram według Waszych zasad. Ja po prostu... przeżywam swój dzień.

Elias podnosi się i wykonuje charakterystyczny gest Jeffa Hardy'ego.

LPW jest jak obraz: Backstage pracuje nad szkicowaniem jego dynamiki. Wrestlerzy dodają różnorakich kolorów. Promotorzy podkreślają kontury. A ja...?

Elias śmieje się pod nosem, sprawiając wrażenie jakby jego wypowiedź była jego wewnętrznym monologiem

...a ja nazywam się ELIAS SHADOW i pokażę Wam wszystkim sztukę CIENIOWANIA.

Zapada dłuższa chwila ciszy, a w tle słychać mieszane chanty fanów.

ELIAS SHADOW Axel...

Elias teatralnie kładzie się na środku ringu, robiąc wyraźną przerwę po imieniu rywala. Nagle jego ton głosu robi się jeszcze bardziej psychotyczny niż wcześniej.

ELIAS SHADOW ...myślę, że to najwyższy czas, żebyś skonfrontował się ze swymi demonami...

Elias momentalnie podnosi się ze swojej poprzedniej pozycji, robiąc efektowny kip-up i zaczyna krzyczeć.

ELIAS SHADOW... więc zawijaj swój tłusty, rock'n'roll'owy tyłek na ring i staw czoła temu, co nieuniknione!

<BUUUUU, SHADOW'S RULES>

Shadow delikatnie odkłada mikrofon i momentalnie rozbrzmiewa muzyka Axela Blaze'a

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Axel Blaze vs Elias Shadow
[Obrazek: 33e03bd424a82.png]
Axel powoli wstaje, jego rywal to zauważa i chce mu wykonać Enzuigiri, ale Blaze robi unik pod jego nogą, podnosi Eliasa i wykonuje mu German Suplex. Beta Wolf natychmiast wstaje i chce wyprowadzić Clothesline, ale Mr. Forever ponownie robi unik i mamy kolejny German Suplex. Shadow nic sobie z tego nie robi i ponownie wstaje, ale nadziewa się na Bicycle Knee Strike, po którym High Life Warrior go przypina…1…2…kickout. Axel nie marnuje czasu i wynosi przeciwnika na barki, jednak Lone Wolf nie daje za wygraną, zsuwa mu się za plecy i wykonuje mu Enzuigiri w tył głowy. Blaze chwieje się na nogach, a Elias wykorzystuje okazję i dokłada Swingy-Wingy i natychmiast pinuje…1…2…break. Young Viper trochę kłóci się z sędzią, ale musi kontynuować pojedynek, więc wchodzi na narożnik i chce wykonać Diving Crossbody na rywalu, który już jest na nogach, ale Legend In Making przechwytuje go w powietrzu, wynosi na barki i mamy Ushigoroshi. Fanom wyraźnie podoba się co robi Mr. Forever, a on nakręcony przez publiczność widzi rywala, który wstaje przy pomocy narożnika, więc dokłada mu jeszcze Corner Clothesline. Beta Wolf chwieje się na nogach, więc oponent chce mu jeszcze dołożyć Facebreaker Knee Smash, ale Elias kontruje to Fly-Off My Knees, po którym pinuje…1…2…kickout. Shadow nie dowierza, ale musi walczyć dalej. Lone Wolf wychodzi na apron, jego oponent powoli wraca na nogi, a Shadow wykorzystuje okazję i dokłada Springobard Dropkick, po którym Blaze wyturlał się z ringu, ale Young Viper nie daje za wygraną i dokłada Suicide Dive. Fani wyraźnie nie są zadowoleni z rozwoju sytuacji, ale Lone Wolf się tym nie przejmuje, wrzuca rywala do ringu i dorzuca mu jeszcze Flying Hurricanę z pinem…1…2…break. Obydwoje dosyć szybko wstają i to Elias chce jako pierwszy wymierzyć rywalowi Lights Out, ale Axel robi unik pod jego nogą, wynosi go do góry i wykonuje Reverse Alabama Slam, po którym przypina…1…2…Shadow kładzie nogę na linie. Mr. Forever chce go od razu za to ukarać i dołożyć mu Drive By, ale Beta Wolf robi unik i przypadkowo trafia kopnięciem sędziego, a Elias to wykorzystuje i wykonuje rywalowi Low Blow. Fani zaczynają potężnie buczeć, ale Lone Wolf się tym kompletnie nie przejmuje i dokłada rywalowi Lil’ Swag. Young Viper od razu pinuje, jednak kilka ładnych sekund minęło zanim sędzia się pozbierał i mamy liczenie…1…2…w ostatniej chwili kickout. Elias jest zniesmaczony ruchami sędziego, ale chce już wykończyć swojego przeciwnika i wyraźnie szykuje się do Punt Kicka. Axel jest już na kolanach, więc bierze rozbieg, ale Blaze zaskakuje go Facebreaker Knee Smashem, po którym zakłada mu Last Breath. Lone Wolf wyraźnie walczy o każdy centymetr ringu, aby przesunąć się jak najbliżej lin zanim zabraknie mu tlenu. Widać, że już słabnie, ale ostatkiem sił rzuca się w stronę lin i Blaze musi przerwać submission. Mr. Forever wie, że musi zmierzać do zakończenia tego i chce wymierzyć przeciwnikowi Final Encore, ale ten zatrzymuje go w biegu Basketball Dropkickiem. Beta Wolf chce mu dołożyć akcję z rozbiegu, ale nadziewa się wprost na Fade of Black, po którym High Life Warrior pinuje…1…2…3! Axel Blaze zwycięzcą pojedynku!

Pobite Gary powrócą w przyszłym tygodniu

Światła na arenie gasną! Jest totalna ciemność, a u fanów słychać podekscytowanie, nie mogą się doczekać, kogo ujrzą tym razem. Chwila niepewności... FATE! Ten theme song rozbrzmiewa na arenie... a to oznacza jedno - JOSE LOPEZ POWRACA DO WRESTLINGU! Fani szaleją! Ich dawny ulubieniec pojawia się na rampie. Ubrany jest w skórzaną kurtkę, proste dżinsy i buty w stylu Martensów. Lopezzo rozgląda się dookoła i przygląda reakcji fanów. Ma jedynie lekki uśmiech na twarzy. W końcu zmierza w kierunku ringu, ciągle przyglądając się zaangażowaniu publiki. Odbiera mikrofon i po wejściu do kwadratowego pierścienia podnosi go ku górze, tak jakby chciał wyłapać nim reakcje kibiców, która nadal jest dosyć głośna. Hiszpan chwilę tego słucha i w końcu zabiera głos.

Jose Lopez: 5 długich lat.. 5 CHOLERNIE długich lat, a wy nadal mnie pamiętacie.. *cheer* Do tego jesteście tak głośni, mam nadzieję, że moja percepcja słuchowa jest w porządku i nie uroiłem sobie tyc h dźwięków. Wiecie... przyjaźń z muzykiem może popsuć trochę słuch. *śmiech* Pozdrawiam cię Wes *macha do kamery*, jak za dawnych lat, gala bez wspomnienienia o tobie byłaby galą straconą, co nie? Wiecie, co jeszcze byłoby wielką stratą? Gdybym dalej ciągnął tę szopkę i udawał, że wszystko jest w porządku, gdy nie jest! Jest jeden kurewsko wielki problem... moja pamięć jest o wiele, wiele lepsza od waszej i pamiętam, jak bardzo mieliście mnie w dupie, gdy przez pewnego nieprofesjonalnego pajaca doznałem kontuzji, która była bliska zakończenia mi kariery na AMEN. Co za ironia losu, że zrobił to gość, który bawił się w bycie kimś mrocznym.. *szyderczy uśmiech* Nie jest już wam do śmiechu? Śmiejcie się! To taka radosna chwila. *zaczyna się lekkie buczenie* Wróciłem tylko i wyłącznie dla własnego EGO. *heat* Wiem, jak szybko dana kariera może się skończyć i wszystko może się rozsypać, więc nie chcę niczego żałować. Nie mam zamiaru się hamować, ograniczać, udawać kogokolwiek.. Mam za to zamiar wygrywać, JAKIMKOLWIEK kosztem. Cena nie gra roli... w końcu skończył karierę. *uśmiech* Turniej o LPW World Championship jest idealnym wydarzeniem, bym mógł pokazać swoje możliwości i zaspokoić ego, prawda? *jest wyraźnie rozbawiony* No oczywiście, moim marzeniem jest walczyć z ludźmi, którzy są kloszardami i z tego są znani, ewentualnie mogę pojedynkować się z gościem, który jest hydraulikiem! Co za okazja! *szyderczy śmiech* Swoją drogą, może on jest z ery Michaela Jordana i tamtego Chicago Bulls, bo słyszałem, że wygrywali dzięki grze przeciwko hydraulikom. *ogromny heat i zaciesz na twarzy  Lopeza* Spokojnie, ja bardzo szanuję MJ'a... zwłaszcza za jego mental, chociaż jest jedna rzecz, którą zaplusował sobie u mnie bardziej, a mianowicie to, jak odszedł w 1999 roku i dzięki temu ''Byki'' upadły. *ogromny heat* Wracając do turnieju, nawet kucharz znalazł się w tej federacji, żeby tylko nie padł na zawał, gdy zrozumie, jak tutaj wszyscy rzucają mięsem... Myślę, że to jest wystarczające podsumowanie, dlaczego nie mam zamiaru brać w tym udziału. Zabiorę pas od najlepszego z nich, od tego, który wygra to wszystko. On będzie wart uwagi. Niech potencjalny kandydat ma z tyłu głowy to, że nawet gdy uda mu się zostać mistrzem, to prawdziwe wyzwanie będzie dopiero na niego czekać. TYLE. *rzuca mikrofon*

Jose opuszcza ring przy gwizdach fanów. Hiszpan był witany okrzykami i ekscytacją, teraz jest żegnany buczeniem i zawodem ze strony publiki. Beznamiętnie idzie do wyjścia z areny, na chwilę zatrzymuje się na rampie i jeszcze spogląda na niezadowolonych kibiców. Kiwa głową z zażenowania i opuszcza ich wchodząc na backstage. Kamera jeszcze podąża za nim, gdy ten idzie przez zaplecze, na którym natrafia na... Zacka Sabre Jr.! Obaj wymieniają się niezbyt przyjemnym spojrzeniem. Lopezzo znika z widoku kamery, a Anglik zostaje, ponieważ za chwilę udzieli wywiadu. Po chwili w kadrze, obok Zacka, pojawia się Renee Paquette z mikrofonem

Renee Paquette: Jest ze mną Zack Sabre Jr., który już za chwilę rozpocznie swój udział w turnieju o mistrzostwo LPW World. Zack... zmierzysz się z Edgarem Dickinsonem, czy zgadasz się z tym, że to on jest dziś faworytem?

Zack Sabre Jr.: A jest? Renee, tego typu turnieje, to rywalizacja w której bryluje. G1 Climax. Mówi Ci to coś? Wygrałem go. Tak samo, jak wygram ten turniej. Dla Edgara mam dobrą wiadomość. To jest maraton, a nie sprint, więc... nawet jak przegrasz, wciąż będziesz miał szansę znaleźć się ze mną w finale... dickhead.

Renee Paquette: Gdybyś miał wskazać, kto jest jednym z faworytów turnieju... powiedzmy, obok Ciebie, to kogo byś wskazał?

Zack Sabre Jr.: Swojego psa. Ponieważ jest mądrzejszy od połowy zawodników z tej szatni. Oni nie wiedzą po co są w ringu, co w nim robią i dlaczego. Ja z kolei każdy ruch wykonuje widząc już, co zrobię za trzy kroki. To partie szachów Renee. A oni grają w warcaby.

W tym momencie zaczyna grać muzyka Sabre'a, na co reaguje sam Zack, dając znać Renee, że czas im się kończy

Zack Sabre Jr.: Moi drodzy fani Legion Pro Wrestling. Szykujcie się na spektakl. Spotkanie jednego artysty z drugim. Problem w tym, że tylko jeden z nas, wygra. Poradzisz sobie z tym jakoś Edgar, wierzę w Ciebie.

Zack znika z kadru i rusza do gorilla position.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Edgar Dickinson vs Zack Sabre Jr.
[Obrazek: eedd7b5ac5dac.png]
Panowie stoją w narożniku, Zack otrzymuje mocne uderzenia pięścią od Edgara. W końcu The Poet łapie przeciwnika za rękę i Irish Whip w przeciwległy narożnik. Lyrical Assassin się rozpędza, jednak Sabre odskakuje na bok i Edgar odczuwa bliskie spotkanie z narożnikiem uderzając w niego plecami. ZSJ nie traci czasu i wyprowadza Corner Dropkick. Po tym trzymający się za klatkę The Dreamer wychodzi z rogu ringu, a The Technical Wrestler chwyta go w pasie i dokłada jeszcze German Suplex z próbą pinu, 1... 2... nie, kickout. Edgar podnosi się po tym dosyć szybko, ale Submission Master doskakuje do niego, popycha go na liny i dokłada jeszcze Discus Elbow Smash, po którym Edgar pada na matę po raz kolejny i od razu wytacza się poza ring. Zack wychodzi praktycznie zaraz za nim po innej stronie ringu i idzie w stronę swojego przeciwnika. Bezlitosny Sabre chwyta głowę rywala i uderza nią w barierę oddzielającą ring od fanów. Jednak nie, w ostatniej chwili The Poet chwyta się bandy i blokuje to uderzenie. Sam jednocześnie wyprowadza szybki łokieć w brzuch przeciwnika. Lyrical Assassin jeszcze dodaje Axe Handle na plecy zgiętego rywala i sam wyprowadza mu uderzenie w bandę głową. ZSJ tak zamroczyło, że aż usiadł mniej więcej po środku bariery i apronu, jednak The Dreramer nie zamierza czekać. Bierze krótki rozpęd i wyprowadza Blockbuster. Świetna akcja w wykonaniu Edgara, który podnosi oponenta na nogi i wrzuca go do ringu. Zack przetacza się po ringu, a jego rywal naprawdę nie traci czasu i wchodzi na trzecią linę narożnika. Submission Master w końcu wstaje, a The Poet wyprowadza Diving Crossbody. Od razu próba pinu, 1... 2... kickout. Lyrical Assassin podnosi przeciwnika chwytając go za głowę, wyprowadza gut kick i przechodzi do DDT. Jednak nie, bo technicznie uzdolniony Sabre wykręca się razem z ręką i sam wyprowadza gut kick. Szybkie odbicie się od lin, do których The Dreamer odwrócony jest plecami i... Pele Kick od Edgara właśnie! Świetna kontra, ZSJ pada na matę trzymając się za głowę. The Poet wstaje trzymając się za brzuch, nieco później podnosi się The Technical Wizard. Lyrical Assassin odbija się od lin i mamy Enzuigiri od Submission Mastera. Szybka kontra, po której The Poet pada na matę, jednak niedługo po tym przechodzi do pozycji siedzącej. ZSJ nie mógł przepuścić tej okazji, bierze rozpęd i wyprowadza Penalty Kick. Potężna akcja, po której Sabre przechodzi do pinu. 1... 2... 3? Nie, kickout. Sabre nie zastanawia się długo, choć jest już zmęczony, chwyta przeciwnika w Ankle Lock. Sędzia momentalnie dopada do The Dreamera, który absolutnie nie chce odklepać, chociaż cierpi. Publika zaczyna skandować imię Edgara i oklaskiwać, aby ten wytrzymał. Faktycznie, The Poet zaczyna czołgać się w stronę lin. Zack zauważa, że powoli traci kontrolę, jednak nie może zbyt wiele zrobić, bo liny są dość blisko i Lyrical Assassin chwyta dolną. Wściekły The Technical Wizard wykłóca się z sędzią, który mówi mu, że takie są zasady. Submission Master podchodzi do powoli podnoszącego się, zmęczonego rywala. Irish Whip na liny, jednak kontra i to Zack biegnie w stronę lin i mamy, dosłownie, Plot Twist dla Sabre. Ten pada i na matę, a The Dreamer dokłada jeszcze Epilog. Publika szaleje, a Edgar próbuje pinu. 1... 2... 3?! Nie, kickout! Po tej informacji The Poet już przestaje kalkulować i jak najszybiej w tej chwili porafi wchodzi na trzecią linę narożnika. Fani się cieszą, Edgar tauntuje i mamy The End! Czy to koniec? 1... 2... 3?! Tak, to koniec!

Video Promo

Kamera przenosi nas do jakiegoś ciemnego pomieszczenia, które na pierwszy rzut oka wygląda na jakiś opuszczony parking. Widzimy, że na środku są zgromadzeni ludzie w koło wokół siatki. W środku tego okręgu otoczonego siatką widzimy dwóch zawodników walczących ze sobą. Jeden z nich to wysoki i dobrze zbudowany latynos ubrany w czarne dresy i białą koszulę typu żonobijka. Drugi zawodnik jest czarnoskóry, ale na ten moment jest odwrócony tyłem do kamery. Latynos bierze zamach sierpem, ale rywal robi unik pod jego ręką i przerzuca go za siebie, a następnie przechodzi do parteru dzięki czemu widzimy, że to jest Allan Hill. Widzimy jak w moment The Broken Prodigy coś przeskakuje nagle w głowie i zaczyna zasypywać przeciwnika gradem ciosów. Latynos cały już jest zalany krwią, a The Unstable nie zamierza przestawać aż w końcu tuzin innych ludzi wpada do prowizorycznej klatki i odciąga Allana od oponenta. Widać, że The Rogue powoli zaczyna wracać głową do rzeczywistości, więc kamerzysta wykorzystuje okazję, żeby się do niego zbliżyć, a Hill szybko go zauważa.

Allan Hill: Widzieliście co się stało z tamtym gościem? <wskazuje na leżącego latynosa w kałuży krwi> Właśnie taki los może spotkać każdego kto znajdzie w sobie chociaż krztynę odwagi, żeby wejść ze mną do jednego ringu. Możecie żyć w przekonaniu, że jesteście w stanie stawić czoła komuś takiemu jak ja, ale prawda jest taka, że nie jesteście na to gotowi. <krótka pauza> Nie przyszedłem tutaj dla blasku fleszy i tytułów. Jedyną rzeczą jaką mnie napędza to jest ból, który widzę wyrysowany na waszej twarzy. W przeszłości miałem przed sobą świetlaną karierę w oktagonie, jednak została ona przerwana przez jakiegoś gościa, który nie ma hamulców. Teraz sam też dokładnie taki się stałem i jedyne co mi pozostało to walczyć w federacji jak LPW czy tego typu miejscach, zlizywać krew z waszych zmasakrowanych ciał i rozkoszować się zadawanym wam bólem.

Allan podchodzi do leżącego latynosa, wyciera palcem krew z jego czoła i go oblizuje. Wszyscy dookoła odsuwają się od niego będąc w szoku co on robi. The Rogue wraca do kamerzysty.

Allan Hill: Do tego stopnia obawiacie się mnie, że postanowiliście nie umieścić mnie w turnieju o LPW World Championship? W sumie w jakimś stopniu jestem w stanie to zrozumieć, ale co się odwlecze to nie uciecze. Prędzej czy później wpadnie ktoś na drogę kolizyjną ze mną, a lepiej dla was, żeby to było wcześniej niż później, bo im dłużej będę czekał na możliwość zasmakowania waszego bólu tym bardziej będę go pragnął. Na razie zadowoli mnie ten latynos leżący za mną w kałuży krwi, ale jeżeli nie dostanę w najbliższym czasie kolejnej ofiary to będę zmuszony wziąć sprawy w swoje ręce i sam sobie wybrać kto następny zasmakuje bólu. <chwila pauzy, Allan patrzy groźnym wzrokiem prosto w kamerę> I don’t fight to win. I fight to ruin people.

Światła na arenie przygasają niemal całkowicie, jedyne co widać to pojedyncze latarki telefonów zaświeconych przez licznie zgromadzoną publiczność. Przez kilka sekund nie dzieje się absolutnie nic. Na titantronie wreszcie pojawiły się czarne, zaśnieżone kadry pustych hal z ringiem na środku i siedzącym na krześle mężczyzną. Tajemnicza postać patrzy obsesyjnie niczym psychol w dół w stronę zakrwawionej maty. Dookoła są porozrzucane krzesła, widać też jak kilka osób jest wynoszonych z hali bocznymi drzwiami, w tym momencie zrobiono dokładne zbliżenie na widocznie stare blizny wymienionego wcześniej mężczyzny, który widząc iż kamera jest coraz bliżej - po powstaniu wymierzył prosto w nią chairshota. Obraz zgasł i zapadła głucha cisza. Do momentu, aż na telebimie pojawił się napis ,,MIKE F'N BRUTAL, NO FLIPS, NO FILTERS, JUST SCARS", wybrzmiały słowa ,,Let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor, let the bodies hit the... FLOOOOOOOOOR!!!!" Większość fanów wie co to oznacza, to South Philly Scumbag pojawia się w LPW! Ale jest dość spokojny, jak na niego. Brutal na twarzy ma absolutny brak emocji, brak reakcji na otoczenie wokół, nie reaguje na okrzyki, nie reaguje na publikę, nie zatrzymuje się na rampie. Po wejściu na apron spojrzał na wielki napis LPW na środku maty na co zakręcił głową z wyraźnym niesmakiem na twarzy, jakby chciał być teraz w innym miejscu. Po odwróceniu się w stronę publiki Brutal staje na kilka sekund nieruchomo, z szyderczym uśmiechem spoglądając na fanów, po czym każe sobie podać mikrofon. Gdy ring announcer podszedł do Mike'a, ten wyrwał mu mikrofon z rąk kierując pod nosem parę wyzwisk w jego stronę.

Mike F'N Brutal: Legion Pro Wrestling! A więc to jest ten wielki początek, nowa Era, nowe otwarcie gdzie wszystkim się wydaje, że zaczynają z czystą kartą. Nowa federacja, nowy turniej, no i oczywiście jakżeby inaczej - nowy pas! Nowy, ślicznie opakowany rozdział, który każdy z was nieudaczników zdążył już okrzyknąć czymś wielkim. Gówno prawda! Do mojego wejścia nic wielkiego się tu dziś nie wydarzyło! Ja już zbyt wiele razy słyszałem tą w kółko powtarzaną mantrę i za każdym razem wygląda to tak samo. Zaczynając od nowych logotypów, nowych obietnic, nowych twarzy... albo i nie. Potem naturalną koleją rzeczy jest to, że do ringu wychodzą chłopcy, którzy myślą, że coś znaczą, że coś namieszają, że kilka efektownych flipów, trików czy innych pierdolonych wygibasów i hałasów zrobi z nich wrestlerów z pierwszego zdarzenia. No fuckin' way! Tu już nawet nie chodzi o LPW, nawet nie chodzi o ten turniej. Większy sens jest w tym, co ten turniej ma sobą reprezentować. Ten pas, ten pierwszy pas, to nie jest żadna nagroda, to jest wyraźna odpowiedź. Odpowiedź na pytanie czym ta federacja tak naprawdę chce być i na jaką chce się kreować. Czy chcemy tutaj tworzyć takie miękkie cioty jak jakiś Presley Steel <cheer> , czy chcemy, żeby ta federacja była zapamiętana z momentów takich jak wjechanie jebanym motocyklem prosto w stage! <mieszana reakcja> Pytanie czy będzie tu istniało miejsce dla czegoś takiego? Nie wracam do ringu szukać taniego sentymentu, nie muszę nikomu już nic udowadniać, a na pewno nie wam, brudasy z Chicago! <wyraźny heel heat> Nigdy nie potrzebowałem waszego uznania, myślicie że teraz jest inaczej?! <What?!> Potrzebuję tylko jednej rzeczy, bardzo prostej zresztą. <What?!> Potrzebuję dowodu. <What?!> Jeśli robisz codziennie handjoba koledze pod biurkiem krzyknij What! <What?!> That's what i fuckin' thought! Potrzebuję dowodu, że ten biznes jest nadal żywy i nie zdechł do końca śmiercią naturalną. I jeśli mam go znaleźć, to myślę Kenny, że najlepiej będzie zacząć właśnie od ciebie. Bo ty jesteś dokładnie tym, czym się ten biznes stał. Powrotem opakowanym w chwytliwe hasełka, pięknie sprzedanym momentem i tak dalej. Ty chcesz wygrać ten turniej, aby wykąpać się w blasku chwały i żeby pamiętano twoje nazwisko przez lata. Ja chcę rozwalać każdego kto staje na mojej drodze czy to przy użyciu przedmiotów, czy też nie, gdyż pojawiają się ostatnio głosy, że bez odpowiedniej stypulacji Mike Fuckin' Brutal nie istnieje! Big bloody mistake. Przypomnę wszystkim czym ten biznes tak naprawdę zasłynął najbardziej, przypomnę wszystkim co to jest prawdziwa ekstrema, przypomnę wszystkim co to jest prawdziwy rozpierdol! Przychodzi moment w którym kończą się tweety, kończą się sztuczne comebacki i kończą się słowa - a zostaje sama prawda. I to jest pewnie ten moment, w którym ten nudziarz wyjdzie, prawda?

Pierwszy z uczestników dzisiejszej walki wieczoru zdecydowanie się nie myli, bowiem na arenie rozbrzmiewa długo niesłyszane Evil Ways! Fani, którzy jeszcze przed chwilą nie byli pewni, po czyjej stronie staną, teraz nie mają już wątpliwości. Kenneth Riddle pojawia się na rampie, a publika wita go bardzo entuzjastycznie. Sacramento Saint pewnym, ale powolnym krokiem idzie w kierunku ringu. Przybijając piątki kibicom cały czas spogląda w stronę swojego dzisiejszego oponenta, który ziewa i przewraca oczami. Kenny odbiera swój mikrofon od obsługi i wchodzi do kwadratowego pierścienia. Staje twarzą w twarz z rywalem... po czym omija go i wchodzi jeszcze na jeden z narożników, aby przywitać fanów zajmujących miejsca w rzędach bardziej oddalonych od ringu. Wreszcie Riddle już naprawdę zamierza stawić czoła Brutalowi i ustawia się kilkadziesiąt centymetrów od niego, na środku kwadratowego pierścienia.

Kenneth Riddle: Wiem, że jesteś raczej człowiekiem narwanym, więc czapki z głów, że udało Ci się nie doprowadzić do samookaleczenia, kiedy czekałeś na moje przemówienie. Nie będę odkrywczy, gdy powiem, że stoimy na dwóch różnych biegunach... chociaż czasami mam wrażenie, że Ty stoisz na dwóch jednocześnie, jeśli wiesz co mam na myśli. W każdym razie, jesteśmy całkowicie różni. Mamy inne priorytety, inne motywacje i zupełnie inne metody działania. Byłbym jednak zaślepiony, gdybym nie przyznał Ci racji przynajmniej częściowo. Nowe początki mają to do siebie, że ludzie błyskawicznie wyskakują przed szereg i prezentują się jako ktoś, kim jeszcze nie są... lub być może kim nigdy się nie staną. Ja również bacznie obserwowałem dzisiejsze wydarzenia, ale nie byłbym tak ostry w osądach, jak Ty, Mike. Przed niektórymi z tych chłopaków jest jakaś przyszłość! Muszą jedynie mieć odpowiednią osobę za wzór. A Ty nie chcesz być wzorem, chcesz szerzyć chaos. Chaos jest fajny, Mike... dopóki nie wyjdziesz ze szkoły średniej. W prawdziwym życiu zasady przydają się znacznie bardziej, niż jesteś gotów przyznać. Zresztą liczę na to, że trochę do tego dojrzewasz. Sam przyznałeś, że dotarły do Ciebie głosy, że nie istniejesz bez hardkorowych stypulacji. Cóż, Mike... dzisiaj nie będziesz miał okazji do udowodnienia, że to nieprawda, bo zwyczajnie nie jesteś dla mnie partnerem do tańca. Ja perfekcyjnie opanowałem fokstrota, podczas gdy Ty tupiesz w miejscu na dwa na szkolnej dyskotece. Ja nie chcę wygrać tego turnieju, Mike. Ja go po prostu wygrywam. LPW potrzebuje na samym szczycie człowieka, który może poprowadzić to miejsce ku świetności, a następnie przekazać pałeczkę następnemu pokoleniu. Nie robię też tego, aby pamiętano moje nazwisko przez lata, bo ono już dawno zostało zapisane złotymi zgłoskami w historii każdej federacji, jaka tylko istniała! Kiedy ogłoszono turniej o pas mistrzowski LPW, w kuluarach mówiło się, że wielu zawodników nie chce na mnie trafić, bo jestem zawodnikiem, z którym można przegrać. Mike, spójrz mi głęboko w oczy i powiedz, że nie byłeś jednym z nich... i tak nie uwierzę. Mam złą wiadomość zarówno dla Ciebie, jak i kolejnych rywali. Nie jestem gościem, z którym można przegrać. Jestem gościem, z którym nie można wygrać!

Main Event
First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Kenneth Riddle vs Mike F'N Brutal
[Obrazek: 25481eceff65f.png]

Wracamy po reklamach mydła i powidła do dzisiejszej walki wieczoru i widzimy, że obaj zawodnicy przenieśli się chwilowo poza ring. Kenneth próbuje Irish Whipu, który jednak zostaje skontrowany przez Brutala i już po chwili Sacramento Saint uderza tułowiem o stalową barierkę. Mike następnie podnosi go i dokłada Body Slam na krawędź ogrodzenia dzielącego fanów od walczących. Riddle osuwa się na podłogę, natomiast samozwańczy król hardcorowego wrestlingu zauważa, że sędzia doliczył już do sześciu. Postanawia więc podnieść oponenta i umieścić go z powrotem w ringu. Następnie sam wdrapuje się na krawędź, po czym wchodzi na narożnik. Niewiele myśląc skacze na rywala...i nie trafia. Riddle zrobił unik, przez co Mike przydzwonił twarzą o matę. Teraz Kenny podnosi się powoli z pomocą narożnika. Widzi, że jego rywal także się podniósł, więc nie czeka dłużej i wykonuje Springboard Clothesline! Trafił! Od razu dokłada jeszcze Standing Moonsault i próbuje odliczyć. 1...kickout! The Icon nie zamierza jednak zwalniać, chwyta rywala, po czym sprowadza go do najbliższego narożnika. Sam postanawia wziąć rozbieg. Czyżby Helluva Kick? Riddle rusza...ale Mike orientuje się w sytuacji i powstrzymuje go Gut Kickiem. Zaraz potem sam wbija Kennetha w narożnik, po czym widzimy nawałnicę ciosów i kopnięć! Brutal Beatdown! To jednak nie wszystko! Bezpośrednio po tym South Philly Scumbag biegnie, odbija się od przeciwległego narożnika, a następnie rusza ponownie w kierunku Riddle'a, drąc się przy tym jak opętany! Trafił! Concrete Check wykonany! Ale wygląda na to, że to nie koniec. Mike jest bardzo nakręcony, czeka na to, aż jego rywal wstanie z maty. Kenny w końcu się podnosi i od razu zostaje złapany w łapska Brutala, który aplikuje Factory Reset! Próba przypięcia. 1...2...nie! Riddle poderwał się z maty! King of Extreme szaleje ze złości, tłukąc łapami w matę! Jest coraz bardziej wściekły. Podnosi przeciwnika, a następnie umieszcza jego głowę między swoimi nogami. Próbuje podnieść...ale zostaje zablokowany. Riddle'owi udaje się następnie przerzucić tego wielkiego kloca nad głową. Sam ledwo co trzyma się na nogach, jednak ma jeszcze na tyle sił, by wstającego rywala trafić Roundhouse Kickiem! Nie pozwala jednak Brutalowi upaść, tylko od razu go chwyta, wykonując Reality Check! Riddle pada na tors rywala, próbując go spinować. 1...2...kickout! Coraz bardziej zmęczony Sacramento Saint zachowuje spokój, powoli wstając z maty. Brutal także powoli się podnosi. Przewaga pozostaje po stronie Kenny'ego, który z trudem wynosi Brutala na swoje barki. Suppression wykonane! Niestety dla Kennetha jego rywal padł na matę tuż przy linach i udało mu się wyturlać poza obręb ringu! Kenneth nie może uwierzyć w to, jakiego ma pecha. Słania się na nogach, ale musi zakończyć ten pojedynek. Wychodzi z ringu, po czym powoli podnosi Brutala. Udaje mu się wepchnąć go z powrotem we właściwe miejsce rywalizacji, a następnie sam także wsuwa się do środka. Udaje mu się obrócić Brutala tak, by ten znalazł się mniej więcej na środku maty...po czym zakłada Wonderment! Brutal próbuje się szarpać, usiłuje dosięgnąć drugą ręką, co się nie udaje! Stara się dosięgnąć liny - nic z tego! Przez chwilę jeszcze walczy, ale w końcu odklepuje! To koniec, Kenneth Riddle zwycięża dzisiejszą walkę wieczoru!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
16.05.2026, 18:18
#3
Tego, że pierwszy dodam komentarz to się nie spodziewaliście? Ja też.

- Opening segment to już e-fedowa klasyka, że GM/Prezes otwiera pierwszą tygodniówkę. Uwaga taka, że o tych "zawodnikach co nie szukają łatwej drogi" to słowo w słowo mówi zarówno narrator, jak i później RVD. Można było na luzie użyć innych słów. Wytłumaczenie zasad turnieju i dość basic gadka, nic specjalnego.

- CM Punk wyzywający Rybacka od debili? 10/10. Hajto mógł w sumie odpowiedzieć na tą poprawkę o narodowości Escobara, że mówił to z głowy, a Punk pewnie z telefonu. Hajto dał typ na Zacka i klątwe na mnie rzucił, dzięki. Dynamika Punk-Hajto generalnie spoko, o ile Cole będzie to jakoś spinał to dość przyjemne powinny być te stoliki.

- Escobar z dość basicowym ale poprawnym wywiadem. Pytanie tylko, jak odbije się po porażce z wielkim Rybackiem. Bryx 1-0, jedzie po pas.

- No to niezły cliffhanger w reklamie filmu, oby pojawił się, że tak użyję terminologii filmowej... sequel (śmiech z puszki) tego segmentu.

- "ten miał jakieś węże na swoim stroju zapaśniczym! To tylko przykład tego, że te gady rządzą światem!" - linijka tygodniówki. Halloway już jest w mojej topce postaci. Mantel za to na przestrzeni kilku zdań z "nie wiem ile jest w twojej prezencji prawdy" przechodzi do "jesteś sobą". To było szybkie. Mantel i Halloway mają jakieś punkty wspólne, by się dogadać kiedyś może. Na dziś Derek wygrywa z Derrickiem (pierwsza tygodniówka, ja ledwo rozróżniam postacie i muszę czytać seg Dereka z Derrickiem, ratunku).

- Króciutkie wprowadzenie de Monokla (sory Cavazos, tak go sobie skrócę). Przydatny heel do rosteru wydaje się, że będzie. Co odnajdzie się w różnych miejscach karty, odbijając się nieźle od większości z tych postaci tu. Na to liczę.

- Derek Sad Ale spokojnie, wróci silniejszy i obierze to w spisek, że nie wygrał tej walki, znajdzie że sędzia ma jakieś korzenie, cztery pokolenia wstecz.

- "Witam w programie, którego Creative Team powinien był zakazać" - na bank powinien zakazać takiej długości segu xD W ramach tej pierwszej odsłony Pobitych Garów to wyszukane wstawki gastronomiczne siadają, ale pytanie czy nie nie zrobi się to zbyt powtarzalne w kolejnych. Steele z kolei niczego nie dostał, wszystko musiał odziedziczyć sam. Jeszcze chce ojcu zaimponować. Wykapany Shane McMahon. Freestyle McŁowicza? Czapki z głów. Seg z miejsca wskakuje na najlepszy na gali, pomimo długości xD I później jeszcze cameo Rybacka! Absolute cinema. McŁowicz bardzo dobry, Preston niezły, Ryback wybitny.

- Chce wierzyć, że to iż MateuszMW i Jorge mówią o innych WCW to zamierzony żart. Szkoda, że Cavazos nie miał szansy już na żadną odpowiedź po kwestiach Mateusza. Taka ot, przystawka przed walką... którą zresztą zgodnie z moim typem wygrywa Cavazos, tu zaskoczenia nie było.

- Zygmunt "TEN ALKOHOLIK" Butla i Zbyszek "1/2 Fach-Bud Instal" Uszczelka to powinni mieć normalnie spin-off, w tygodniach między galami. Przyszli mistrzowie tag team.

- McŁowicz wygrał, co oznacza, że po tej pierwszej tygodniówce jest nagle u mnie jednym z faworytów do pasa... oczywiście NIE DLATEGO, ŻE RYSIU SAM SOBIE GO DA. Oczywiście chodzi o jakość.

- Blaze co nawet neon własny ma. Bardzo zgrabnie napisane, a opisać video package w formie tekstowej, gdzie Twoja postać wymawia kilkanaście słów, to nie jest takie proste xD Fajnie Remik napisał.

- Promo Shadowa do tej pory było najsłabsze. Ofc bez ataku w usera, po prostu ciężko ogarnąć o co w zasadzie chodzi tej postaci. Trochę dużo słów, mało treści, jakieś powtórzenia "mówią na mnie [wstaw nickname] [...] mówią na mnie [inny nickname]" plus średnio czytelne te (jak rozumiem) chanty publiki. Ale jest to oczywiście początek, liczę że będzie lepiej z czasem.

- Pobite gary wrócą w przyszłym tygodniu? Wybitna wiadomość, prawie jak ta, że Blaze wygrał.

- Lopez z promem w takim stylu, które mogłoby się znaleźć w jakimś bingo. Czyli udajemy face'a, by heelować chwilę później. Przy czym sam ten twist jest nieźle napisany i generalnie ten monolog fajnie płynie. W odróżnieniu od tego mojego wywiadu Zackiem, bo o ile z proma byłem nawet jakoś minimalnie zadowolony, tak z tego wywiadu trochę mi kasztanisko wyszło. Obiecuję poprawę.

- To taka może mikro uwaga w sumie nie wiem do kogo konkretnie, ale w zasadzie po sobie (prawie) mamy Lopeza i Hilla, którzy mówią (na dwa różne sposoby ale jednak), o tym że nie ma ich w turnieju. Można było spróbować to rozdzielić bardziej, albo jakoś nakierować, by jedna z tych postaci może pominęła ten temat? Tu bardziej pasowałoby to pominięcie do Hilla, bo to jego promo dałoby się wciąż dowieźć bez gadki o turnieju. Czepiam się, no ale do czegoś muszę.

- Segment przed ME na satysfakcjonującym poziomie. Spokój Riddle'a myślę, że wygrał tu nieco z Brutalem, ale Mike też zaprezentował się nieźle. Ale tu też oczywiście mam trochę wyższe wymagania od obu. Riddle zresztą i samą walkę wygrywa, no i o ile nie czytałem ich prom przed walką, tak nawet na podstawie tego segu, też bym w tym kierunku wskazał.

Podsumowanie:
Mam wrażenie, że z trzydziesty raz w życiu czytam pierwszą galę e-fedy na forum, ale hej... here we go again. Pierwsze odsłony są ciężkie do rozpisania, bo ma się to wrażenie, że wszyscy gadają w zasadzie o tym samym i samo słowo turniej padło tu pewnie z pięćset razy. Jednocześnie solidna gala wypadła, w zasadzie po przeczytaniu jej, sam bym siebie umieścił raczej w dolnej połowie stawki pod względem poziomu. Fajnie, że wszyscy tak aktywnie podeszli do tematu i nic tylko liczyć, że pobawimy się jak najdłużej.
Odpowiedz
Cytuj
ShowOff
Jobber
16.05.2026, 18:18 #3
Tego, że pierwszy dodam komentarz to się nie spodziewaliście? Ja też.

- Opening segment to już e-fedowa klasyka, że GM/Prezes otwiera pierwszą tygodniówkę. Uwaga taka, że o tych "zawodnikach co nie szukają łatwej drogi" to słowo w słowo mówi zarówno narrator, jak i później RVD. Można było na luzie użyć innych słów. Wytłumaczenie zasad turnieju i dość basic gadka, nic specjalnego.

- CM Punk wyzywający Rybacka od debili? 10/10. Hajto mógł w sumie odpowiedzieć na tą poprawkę o narodowości Escobara, że mówił to z głowy, a Punk pewnie z telefonu. Hajto dał typ na Zacka i klątwe na mnie rzucił, dzięki. Dynamika Punk-Hajto generalnie spoko, o ile Cole będzie to jakoś spinał to dość przyjemne powinny być te stoliki.

- Escobar z dość basicowym ale poprawnym wywiadem. Pytanie tylko, jak odbije się po porażce z wielkim Rybackiem. Bryx 1-0, jedzie po pas.

- No to niezły cliffhanger w reklamie filmu, oby pojawił się, że tak użyję terminologii filmowej... sequel (śmiech z puszki) tego segmentu.

- "ten miał jakieś węże na swoim stroju zapaśniczym! To tylko przykład tego, że te gady rządzą światem!" - linijka tygodniówki. Halloway już jest w mojej topce postaci. Mantel za to na przestrzeni kilku zdań z "nie wiem ile jest w twojej prezencji prawdy" przechodzi do "jesteś sobą". To było szybkie. Mantel i Halloway mają jakieś punkty wspólne, by się dogadać kiedyś może. Na dziś Derek wygrywa z Derrickiem (pierwsza tygodniówka, ja ledwo rozróżniam postacie i muszę czytać seg Dereka z Derrickiem, ratunku).

- Króciutkie wprowadzenie de Monokla (sory Cavazos, tak go sobie skrócę). Przydatny heel do rosteru wydaje się, że będzie. Co odnajdzie się w różnych miejscach karty, odbijając się nieźle od większości z tych postaci tu. Na to liczę.

- Derek Sad Ale spokojnie, wróci silniejszy i obierze to w spisek, że nie wygrał tej walki, znajdzie że sędzia ma jakieś korzenie, cztery pokolenia wstecz.

- "Witam w programie, którego Creative Team powinien był zakazać" - na bank powinien zakazać takiej długości segu xD W ramach tej pierwszej odsłony Pobitych Garów to wyszukane wstawki gastronomiczne siadają, ale pytanie czy nie nie zrobi się to zbyt powtarzalne w kolejnych. Steele z kolei niczego nie dostał, wszystko musiał odziedziczyć sam. Jeszcze chce ojcu zaimponować. Wykapany Shane McMahon. Freestyle McŁowicza? Czapki z głów. Seg z miejsca wskakuje na najlepszy na gali, pomimo długości xD I później jeszcze cameo Rybacka! Absolute cinema. McŁowicz bardzo dobry, Preston niezły, Ryback wybitny.

- Chce wierzyć, że to iż MateuszMW i Jorge mówią o innych WCW to zamierzony żart. Szkoda, że Cavazos nie miał szansy już na żadną odpowiedź po kwestiach Mateusza. Taka ot, przystawka przed walką... którą zresztą zgodnie z moim typem wygrywa Cavazos, tu zaskoczenia nie było.

- Zygmunt "TEN ALKOHOLIK" Butla i Zbyszek "1/2 Fach-Bud Instal" Uszczelka to powinni mieć normalnie spin-off, w tygodniach między galami. Przyszli mistrzowie tag team.

- McŁowicz wygrał, co oznacza, że po tej pierwszej tygodniówce jest nagle u mnie jednym z faworytów do pasa... oczywiście NIE DLATEGO, ŻE RYSIU SAM SOBIE GO DA. Oczywiście chodzi o jakość.

- Blaze co nawet neon własny ma. Bardzo zgrabnie napisane, a opisać video package w formie tekstowej, gdzie Twoja postać wymawia kilkanaście słów, to nie jest takie proste xD Fajnie Remik napisał.

- Promo Shadowa do tej pory było najsłabsze. Ofc bez ataku w usera, po prostu ciężko ogarnąć o co w zasadzie chodzi tej postaci. Trochę dużo słów, mało treści, jakieś powtórzenia "mówią na mnie [wstaw nickname] [...] mówią na mnie [inny nickname]" plus średnio czytelne te (jak rozumiem) chanty publiki. Ale jest to oczywiście początek, liczę że będzie lepiej z czasem.

- Pobite gary wrócą w przyszłym tygodniu? Wybitna wiadomość, prawie jak ta, że Blaze wygrał.

- Lopez z promem w takim stylu, które mogłoby się znaleźć w jakimś bingo. Czyli udajemy face'a, by heelować chwilę później. Przy czym sam ten twist jest nieźle napisany i generalnie ten monolog fajnie płynie. W odróżnieniu od tego mojego wywiadu Zackiem, bo o ile z proma byłem nawet jakoś minimalnie zadowolony, tak z tego wywiadu trochę mi kasztanisko wyszło. Obiecuję poprawę.

- To taka może mikro uwaga w sumie nie wiem do kogo konkretnie, ale w zasadzie po sobie (prawie) mamy Lopeza i Hilla, którzy mówią (na dwa różne sposoby ale jednak), o tym że nie ma ich w turnieju. Można było spróbować to rozdzielić bardziej, albo jakoś nakierować, by jedna z tych postaci może pominęła ten temat? Tu bardziej pasowałoby to pominięcie do Hilla, bo to jego promo dałoby się wciąż dowieźć bez gadki o turnieju. Czepiam się, no ale do czegoś muszę.

- Segment przed ME na satysfakcjonującym poziomie. Spokój Riddle'a myślę, że wygrał tu nieco z Brutalem, ale Mike też zaprezentował się nieźle. Ale tu też oczywiście mam trochę wyższe wymagania od obu. Riddle zresztą i samą walkę wygrywa, no i o ile nie czytałem ich prom przed walką, tak nawet na podstawie tego segu, też bym w tym kierunku wskazał.

Podsumowanie:
Mam wrażenie, że z trzydziesty raz w życiu czytam pierwszą galę e-fedy na forum, ale hej... here we go again. Pierwsze odsłony są ciężkie do rozpisania, bo ma się to wrażenie, że wszyscy gadają w zasadzie o tym samym i samo słowo turniej padło tu pewnie z pięćset razy. Jednocześnie solidna gala wypadła, w zasadzie po przeczytaniu jej, sam bym siebie umieścił raczej w dolnej połowie stawki pod względem poziomu. Fajnie, że wszyscy tak aktywnie podeszli do tematu i nic tylko liczyć, że pobawimy się jak najdłużej.
Odpowiedz
Cytuj
303
16.05.2026, 20:17
#4
Mówią, ze przykład idzie z góry to zaczynam

  1. Video promo i RVD są spod mojego pióra. Myślę, że jako wprowadzenie do samej federacji i turnieju wyszło to ok. Nie chcę aby GM grał pierwsze skrzypce i wydaje mi się że spełniłem to założenie.

  2. Komentatorzy - osobiście uważam że wyszli za dłudzy. Jest to całkiem ok, można się uśmiechnąć itd., ale przy tak napakowanej karcie powinni być krótsi podobnie jak inne rzeczy o których nieco później. 

  3. Wywiad Escobara -  Kamyk jest nowym użytkownikiem w naszym gronie i na razie mam wrażenie, że trochę szuka siebie i nie do końca wie w którą stronę pchnąć Escobara. Na pewno podczas tego segmentu wypadl lepiej niż w promo na galę. Myślę, że Kamyka czeka jeszcze trochę pracy, ale Escobar będzie wartościowym elementem całego LPW.

  4. Walka - według mnie napisana ok, każdy zawodnik dostał swoje momenty, Ryback wygrywa, chociaż Bryx też jest jeszcze daleki od swojej optymalnej formy

  5. Sponsorzy - no cóż dopiero startujemy więc bierzemy co jest. Jean zapewne jeszcze się tutaj pojawi

  6. Derek powiem tak nie spodziewałem się takiego rozwinięcia skrótu RVD. Generalnie solidny segment mocno osadzony w gimmikcu. Później pojawia się Derrick i no cóż zgodnie z gimmickiem jest po prostu normalnym facetem. Tutaj na plus progres SLayera od Paddyego, ale takie nijakie postacie jak Derrick z reguły szybko się nudzą. Postaramy się jednak, aby on sam nie był nudny w dłuższej perspektywie. Sama rozmowa ok i nic więcej zdecydowanie jaśniejszą postacią był tutaj nasz wujek foliarz.

  7. Walka nr 2 czyli nieoficjalny main event tej gali. Poprawna walka w dobrym komediowym stylu, który nie przejmuje nad nią kontroli. Wynik tej walki jaki by nie był to byłby dobry.

  8. Lord Sebastien de Montclair, krótka winieta video w której mamy przedstawionego nowego zawodnika. Gimmick ma duży potencjał, ale myślę że będzie wprowadzany ostrożnie z racji tego, że Cava ma swoją postać w turnieju. Co do samego Lorda, to czekam na więcej 

  9. Starcie numer 3 to walka, która była jedną z najbardziej bliskich w arkuszu, w którym Was oceniamy. Muszę przyznać, że obaj panowie na pewno potrafią pisać lepiej. Sama walka też mogłaby być napisana lepiej, szczególnie końcówka, bo trzeba się dobrze wczytać aby rozpoznać zwycięzce. 

  10. Pobite Gary -  tak wiem, że wyszedł tasiemiec za co Was najmocniej przepraszam. Rob jednak podobnie jak swój brat Robert lubi gadać dookoła. Pomysł z roastowaniem wyszedł spontanicznie na konfie CT i macie tutaj tego próbę. Kolejne odcinki będą na pewno krótsze, a sam program nie będzie odbywać się co galę, bo formuła mogłaby się przejeść. Zrobiem też fuckup z napisaniem CT zamiast produkcja albo oficjele federacji, ale no cóż nawet najlepszym się zdarza xD 

  11. Cava - Polak tutaj pozwolę sobie spiąć w całość ich segment i walkę. Cavazos jak na postać faceową podobnie jak Preston w Pobitych Garach wypada dość agresywnie. Nie wiem czy takie zachowanie przystoi postaci która ma być z fanami. Mateusz mam nadzieję, że celowo pomylił te WCW. Generalnie widać, że jest to nowa postać w e-fedach i czeka go wiele nauki. Samo starcie napisane poprawnie, wynik nie mógł być inny. Przynajmniej na razie. 

  12. Jeśli oni nie będą razem to nie wierzę w miłość. Chłopaki opowiedzieli sobie historię życia, bawi mnie fakt że Uszczelka brzydzi się pijakami, skoro jako fachowiec na pewno lubi golnąć xD Sam segment utrzymany w komediowej konwencji czyli takiej do której te postacie zostały według mnie stworzone. Czytało się to lekko z uśmiechem na ustach, jedyny zarzut długość, ale w sumie kto to mówi xD

  13. Poeta jest to jedna z ciekawszych postaci na e-fedach za mojej kadencji, która trwa kilkanaśnie lat. Dobre klimatyczne promo zgodne z wytycznymi od CT co się na tej gali nie zawsze udawało Smile

  14. Walka mojej postaci więc nie mnie oceniać, cieszy zwycięstwo trzeba dalej gotować Big Grin 

  15. Blaze - Elias tutaj pozwolę sobie na proma tej dwójki, a także na samą walkę. Blaze dał nam naprawdę kawał solidnego proma w formie video. Widać, że Remik bardzo dobrze czuje tą postać, co zresztą było widać też w jego poście w Promo Zone. Na razie jest on bardzo wyraźny w swoich działaniach i oby tak zostało. Natomiast z Eliasem mam spory problem. Post w Promo Zone był naprawdę bardzo dobry, ten segment natomiast jest czymś co po pierwsze, ciężko mi się czyta pomimo tego że poprawiłem jego konstrukcje. Po drugie wydaje mi się, że było za dużo pauz, a za mało płynnej wypowiedzi. Wynik walki raczej bez zaskoczeń. Starcie napisane poprawnie i tyle Smile

  16. Powrót Lopeza -  nie będę ukrywać, że chciałem aby Carnival jakoś dowiedział się o LPW. Stara gwardia była przyzwyczajona, że Lopez był "twarzą która biega to miejsce" tutaj dostajemy jego inną wersję. Szczerze mówiąc jestem jej cholernie ciekawy Lopez jako heel to ciekawa odmiana, a samo promo nie jest typowe pomimo tego, że wpisuje się w schemta jestem dobry, a nagle taki ch*j. Dobra robota czekam na więcej. Wywiad z Sabre przed jego walką, jest kontynuacją segmentu więc dopiszę to tutaj. Kurczę Showoff umie pisać lepiej i zapewne jest tego świadomy. Dla mnie było to mocno nijakie i gdyby tego tutaj nie było to chyba nie poczułbym różnicy, sorry Piotrek. Wynik walki jak i sama walka. Każdy spodziewał się, że ta walka będzie 50/50 i tak też było. W arkuszu mieliśmy remis, a o zwycięstwie zadecydowało delikatnie lepsze promo Edgara. Starcie zdecydowanie to oddało bo jest to walka pelna zwrotów akcji.

  17. Alan Hill - czyżby Marvin Jones doczekał się reinkarnacji ? Ma to troszkę podobny vibe, bardzo dobrze zaznaczono to że nie ma go w turnieju. Za to mały plusik. Na razie ciężko coś więcej powiedzieć, ale jak na promo do ściany było ok.

  18. Segment przed Main Eventem -  Z założenia miała być to wymiana zdań, a dostaliśmy dwa speache. Czy to oznacza, że było źle? Nie, ale nie było zgodnie ze wskazaniami. Obie wypowiedzi dobre, Brutal musi spróbować bardziej odejść od Hardcoru, bo to może być zgubne w promach na dłuższą metę. Riddle na pewno lepiej niż w Promo Zone, nadal dalekeo od optymalnej formy, ale lepiej. FoTi widocznie musi się obudzić. 

  19. Walka - Tak wiem, przegrana przez subbmision ogromna ujma dla rywala itd. - Gówno prawda. Porażka to porażka, sposób to rzecz drugorzędna, mieliśmy 7 walk skończonych pinfallem więc zaskoczenie w ME było wskazane. Riddle jako wybitny technik może śmiało poddawać kogo chce, a Brutal przy okazji dostaje szanse na odbudowanie się po "kompromitującej" porażce, bo zapewne tak będzie to przez niego odebrane. Walka bliższa niż wielu mogłoby się wydawać.

Podsumowując. Wiadomo, że jako HB nie mogę napisać więcej niż tutaj. Uważam, że każdy bardzo dobrze wykonał swoją robotę i pchnąl swoją postać w jakimś kierunku. Czy dobrym czy złym, to pokaże czas. Do usłyszenia za dwa tygodnie Smile
Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2026, 20:21 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
16.05.2026, 20:17 #4
Mówią, ze przykład idzie z góry to zaczynam

  1. Video promo i RVD są spod mojego pióra. Myślę, że jako wprowadzenie do samej federacji i turnieju wyszło to ok. Nie chcę aby GM grał pierwsze skrzypce i wydaje mi się że spełniłem to założenie.

  2. Komentatorzy - osobiście uważam że wyszli za dłudzy. Jest to całkiem ok, można się uśmiechnąć itd., ale przy tak napakowanej karcie powinni być krótsi podobnie jak inne rzeczy o których nieco później. 

  3. Wywiad Escobara -  Kamyk jest nowym użytkownikiem w naszym gronie i na razie mam wrażenie, że trochę szuka siebie i nie do końca wie w którą stronę pchnąć Escobara. Na pewno podczas tego segmentu wypadl lepiej niż w promo na galę. Myślę, że Kamyka czeka jeszcze trochę pracy, ale Escobar będzie wartościowym elementem całego LPW.

  4. Walka - według mnie napisana ok, każdy zawodnik dostał swoje momenty, Ryback wygrywa, chociaż Bryx też jest jeszcze daleki od swojej optymalnej formy

  5. Sponsorzy - no cóż dopiero startujemy więc bierzemy co jest. Jean zapewne jeszcze się tutaj pojawi

  6. Derek powiem tak nie spodziewałem się takiego rozwinięcia skrótu RVD. Generalnie solidny segment mocno osadzony w gimmikcu. Później pojawia się Derrick i no cóż zgodnie z gimmickiem jest po prostu normalnym facetem. Tutaj na plus progres SLayera od Paddyego, ale takie nijakie postacie jak Derrick z reguły szybko się nudzą. Postaramy się jednak, aby on sam nie był nudny w dłuższej perspektywie. Sama rozmowa ok i nic więcej zdecydowanie jaśniejszą postacią był tutaj nasz wujek foliarz.

  7. Walka nr 2 czyli nieoficjalny main event tej gali. Poprawna walka w dobrym komediowym stylu, który nie przejmuje nad nią kontroli. Wynik tej walki jaki by nie był to byłby dobry.

  8. Lord Sebastien de Montclair, krótka winieta video w której mamy przedstawionego nowego zawodnika. Gimmick ma duży potencjał, ale myślę że będzie wprowadzany ostrożnie z racji tego, że Cava ma swoją postać w turnieju. Co do samego Lorda, to czekam na więcej 

  9. Starcie numer 3 to walka, która była jedną z najbardziej bliskich w arkuszu, w którym Was oceniamy. Muszę przyznać, że obaj panowie na pewno potrafią pisać lepiej. Sama walka też mogłaby być napisana lepiej, szczególnie końcówka, bo trzeba się dobrze wczytać aby rozpoznać zwycięzce. 

  10. Pobite Gary -  tak wiem, że wyszedł tasiemiec za co Was najmocniej przepraszam. Rob jednak podobnie jak swój brat Robert lubi gadać dookoła. Pomysł z roastowaniem wyszedł spontanicznie na konfie CT i macie tutaj tego próbę. Kolejne odcinki będą na pewno krótsze, a sam program nie będzie odbywać się co galę, bo formuła mogłaby się przejeść. Zrobiem też fuckup z napisaniem CT zamiast produkcja albo oficjele federacji, ale no cóż nawet najlepszym się zdarza xD 

  11. Cava - Polak tutaj pozwolę sobie spiąć w całość ich segment i walkę. Cavazos jak na postać faceową podobnie jak Preston w Pobitych Garach wypada dość agresywnie. Nie wiem czy takie zachowanie przystoi postaci która ma być z fanami. Mateusz mam nadzieję, że celowo pomylił te WCW. Generalnie widać, że jest to nowa postać w e-fedach i czeka go wiele nauki. Samo starcie napisane poprawnie, wynik nie mógł być inny. Przynajmniej na razie. 

  12. Jeśli oni nie będą razem to nie wierzę w miłość. Chłopaki opowiedzieli sobie historię życia, bawi mnie fakt że Uszczelka brzydzi się pijakami, skoro jako fachowiec na pewno lubi golnąć xD Sam segment utrzymany w komediowej konwencji czyli takiej do której te postacie zostały według mnie stworzone. Czytało się to lekko z uśmiechem na ustach, jedyny zarzut długość, ale w sumie kto to mówi xD

  13. Poeta jest to jedna z ciekawszych postaci na e-fedach za mojej kadencji, która trwa kilkanaśnie lat. Dobre klimatyczne promo zgodne z wytycznymi od CT co się na tej gali nie zawsze udawało Smile

  14. Walka mojej postaci więc nie mnie oceniać, cieszy zwycięstwo trzeba dalej gotować Big Grin 

  15. Blaze - Elias tutaj pozwolę sobie na proma tej dwójki, a także na samą walkę. Blaze dał nam naprawdę kawał solidnego proma w formie video. Widać, że Remik bardzo dobrze czuje tą postać, co zresztą było widać też w jego poście w Promo Zone. Na razie jest on bardzo wyraźny w swoich działaniach i oby tak zostało. Natomiast z Eliasem mam spory problem. Post w Promo Zone był naprawdę bardzo dobry, ten segment natomiast jest czymś co po pierwsze, ciężko mi się czyta pomimo tego że poprawiłem jego konstrukcje. Po drugie wydaje mi się, że było za dużo pauz, a za mało płynnej wypowiedzi. Wynik walki raczej bez zaskoczeń. Starcie napisane poprawnie i tyle Smile

  16. Powrót Lopeza -  nie będę ukrywać, że chciałem aby Carnival jakoś dowiedział się o LPW. Stara gwardia była przyzwyczajona, że Lopez był "twarzą która biega to miejsce" tutaj dostajemy jego inną wersję. Szczerze mówiąc jestem jej cholernie ciekawy Lopez jako heel to ciekawa odmiana, a samo promo nie jest typowe pomimo tego, że wpisuje się w schemta jestem dobry, a nagle taki ch*j. Dobra robota czekam na więcej. Wywiad z Sabre przed jego walką, jest kontynuacją segmentu więc dopiszę to tutaj. Kurczę Showoff umie pisać lepiej i zapewne jest tego świadomy. Dla mnie było to mocno nijakie i gdyby tego tutaj nie było to chyba nie poczułbym różnicy, sorry Piotrek. Wynik walki jak i sama walka. Każdy spodziewał się, że ta walka będzie 50/50 i tak też było. W arkuszu mieliśmy remis, a o zwycięstwie zadecydowało delikatnie lepsze promo Edgara. Starcie zdecydowanie to oddało bo jest to walka pelna zwrotów akcji.

  17. Alan Hill - czyżby Marvin Jones doczekał się reinkarnacji ? Ma to troszkę podobny vibe, bardzo dobrze zaznaczono to że nie ma go w turnieju. Za to mały plusik. Na razie ciężko coś więcej powiedzieć, ale jak na promo do ściany było ok.

  18. Segment przed Main Eventem -  Z założenia miała być to wymiana zdań, a dostaliśmy dwa speache. Czy to oznacza, że było źle? Nie, ale nie było zgodnie ze wskazaniami. Obie wypowiedzi dobre, Brutal musi spróbować bardziej odejść od Hardcoru, bo to może być zgubne w promach na dłuższą metę. Riddle na pewno lepiej niż w Promo Zone, nadal dalekeo od optymalnej formy, ale lepiej. FoTi widocznie musi się obudzić. 

  19. Walka - Tak wiem, przegrana przez subbmision ogromna ujma dla rywala itd. - Gówno prawda. Porażka to porażka, sposób to rzecz drugorzędna, mieliśmy 7 walk skończonych pinfallem więc zaskoczenie w ME było wskazane. Riddle jako wybitny technik może śmiało poddawać kogo chce, a Brutal przy okazji dostaje szanse na odbudowanie się po "kompromitującej" porażce, bo zapewne tak będzie to przez niego odebrane. Walka bliższa niż wielu mogłoby się wydawać.

Podsumowując. Wiadomo, że jako HB nie mogę napisać więcej niż tutaj. Uważam, że każdy bardzo dobrze wykonał swoją robotę i pchnąl swoją postać w jakimś kierunku. Czy dobrym czy złym, to pokaże czas. Do usłyszenia za dwa tygodnie Smile
Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2026, 20:21 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
16.05.2026, 21:31
#5
Pierwszy od lat komentarz pod galą, to cudów raczej być nie powinno w moim wykonaniu. Spróbuję jednak to i owo ocenić jak należy, aby był odpowiedni materiał do analizy.


Narrator
Taki zamysł wprowadzenia uważam w pełni za zrozumiały. Przesyt treści nie był tutaj wskazany i też tego się tutaj trzymano. W fajny sposób został wyjaśniony wybór miejsca i te smaczki z pochodzenie Van Dama, jak i z silną polonijną historią były zdecydowanie na plus w tym wszystkim. Narrator spełnił tutaj swoją rolę w odpowiedni sposób i było to fajne rozpoczęcie nowej historii.


Rob Van Dam
Przypadek podobny jak z narratorem. Otrzymaliśmy tutaj właściwie to, czego w zasadzie się wymagało od tego segmentu. Uzasadnienie wyboru miejsca, stworzenia federacji i zahaczenie o temat turnieju - właściwie to powinno paść w tym promie - otrzymaliśmy to. Jeszcze nawiązanie do braku ekstremalnych elementów można zaliczyć na delikatny plus. Widać zdecydowanie jednak, że RVD jest tym, który rozdaje karty i nie będzie bawił się w nędzne przynudzanie.


Komentatorzy
Dobór grona dość interesujący i dodawanie co galę specjalnego komentatora jest dla mnie sporym plusem. Jednak skupiając się na tej gali otrzymaliśmy tutaj trzy odmienne osobowości, które w pewnym stopniu się wzajemnie uzupełniały. Szkoda jedynie tego, że Punk nie zagości na dłużej, bo widziałbym duży potencjał w jego duecie z Hajto. Te wszelkie "tarcia" dodawały temu wszystkiego dodatkowego kolorytu. Zdecydowanym MVP tego grona jest Hajto, którego wstawki były mniej, lub bardziej zabawne i przez to całość nie była taka "sztywna". Samą pracę komentatorów mogę zdecydowanie uznać za plus, gdyż wypełnili oni swoje zadanie i wprowadzili nas w galę, reklamując mniej lub bardziej każdy z odbywających się pojedynków.


Miguel Escobar
Po komentatorach otrzymaliśmy wywiad z udziałem Hiszpana. Nie było to coś szczególnie porywającego i pewne detale mniej lub bardziej mogły wpłynąć na sam poziom segmentu. Kamyk próbował przedstawić Miguela, w jak najlepszy sposób trzymając się jego "gimmicku". Czegoś mi jednak w tym brakowało. Sama treść była co najwyżej solidna i jedno co mógłbym wytknąć - wymienianie federacji nie zawsze działa na plus i szczególnie dla kogoś, kto nie kojarzy ich może to być lekko "problematyczne". Fajnie to może wyglądać jeśli mowa jest o tworach powszechnie znanych. Tutaj jednak nie zadziałało to, jak powinno i być może to lekko zaniżyło w moich oczach samą ocenę Escobara.


Ryback def. Miguel Escobar
Wynik walki nie jest chyba niespodzianką. Ryback uchodził za faworyta i wykonał swoje zadanie. Sama walka mogła się podobać mniej lub bardziej. Dla Miguela porażka może być jednak szansą, na próbę obrania nieco innego kursu a materiału po tej porażce będzie miał bardzo dużo. Co do "Big Guya" - wygrał i zapewne wygra jeszcze jedną walkę, meldując się w kolejnym etapie turnieju.


Jean-Pierre Dolnick
Jest i "sympatyczny" ziomek z WCW. Jego duet z Ransomem był ówcześnie jedną z zabawniejszych rzeczy w federacji. Tutaj Maxwella raczej nie uświadczymy, to chociaż otrzymamy próbkę jego możliwości w solowej karierze. Sam segment miał posłużyć za przedstawienie go szerszemu gronu w mocno komediowy sposób i właściwie udało się to. Każdy, kto zna postać wie, że Jean to potencjał sam w sobie. Pewnie będziemy mieć wielokrotnie ubaw z jego segmentów i osoboście będę bacznie przyglądać się jego poczynaniom.

Derek Holloway & Derrick Mantel
Przechodzimy zatem do segmentu, którego byłem częścią. Nie będę się w tej części odnosił do tego, co padło z mojej strony i odniosę się wyłącznie po postaci Zimnego. Postać może wydawać się pozornie dość specyficzna i ma taką funkcję pełnić. Mamy tutaj bardzo fajne odwzorowanie typowego "spiskowicza", który chętnie się dzieli swoimi teoriami, w jego oczach będącymi prawdą. Zimny postarał się o to, aby Derek w tym wszystkim był jak najbardziej uwydatniony nie tylko czystą gadką, jak i samym charakterem. Jak dla mnie jego postać ma zdecydowanie potencjał i przyszłość zweryfikuje moje słowa. Oby pozytywnie.


Zbyszek Uszczelka def. Zygmunt Butla
Czytając ich walkę miałem momentami niezły ubaw. W żadnym przypadku tutaj nie chodzi o sam przebieg walki. Ksywki, jak i nazwy akcji wkomponowane w walkę wyglądały dość komicznie. Jest to idealne połączenie z charakterem ich postaci. W tym pojedynku wynik nie był najważniejszy. Było to coś innego. Największymi wygranymi tej walki byli czytelnicy, którzy momentami zapewne musieli się powstrzymywać przed śmiechem. Jednak jeśli miałbym się odnieść do samego wyniku pojedynku, to nie było tutaj żadnego zaskoczenia i wygrał ten, który bardziej zasłużył sobie na miano tej lepszego.


Lord Sebastien de Montclair
Zdecydowanym plusem całości był początkowy opis, który nadał temu odpowiedni klimat i czuć były w tym w pewnym stopniu charakter postaci. Jednak wraz z kwestiami mówionymi ocena tego segmentu spadła u mnie dość mocno. Rozumiem zamysł gimmicku i de Montclair taki już jest. Mimo wszystko z postaci Cavazosa zdecydowanie bardziej cenię sobie Jorge. Liczę jednak na pewną poprawę w tym przypadku, bo w moich oczach był tutaj lekki niedosyt.


Preston Steele def. Derek Holloway
Dla mnie wynik tego pojedynku był lekkim zaskoczeniem, bo nastawiałem się na wygraną Hollowaya, który jest według mnie nieco ciekawszą postacią. Sam wynik da się jednak bez żadnego problemu usprawiedliwić. Dla Dereka to nie jest zdecydowanie ostatnie słowo w tym turnieju i powalczy o przejście do dalszego etapu, a Preston? On może być czarnym koniem tego turnieju.


Rob McŁowicz & Preston Steele & Ryback
W mojej opinii jeden z lepszych momentów podczas samej gali. Rob będąc komediową postacią wyróżnia się na tle reszty wyrazistością i nawet na tle pozostałych kolegów komediantów pokazuje on coś więcej. Jak już wyżej było to wspomniane przez poprzedników – wyszedł z tego lekki tasiemiec. Mimo wszystko nie uznawałbym tego, że żaden minus. Obydwie postacie otrzymały możliwość zaprezentowania się i lepiej przy tym wypadł. Rybacka w tym wszystkim nie uwzględniam, bo jego udział w całości na tle reszty był niewielki.


Jorge Cavazos & MateuszMW
Zacznę może od tego feralnego fragmentu z WCW, który mi strasznie zaniżył ocenę tego segmentu. Osoby pamiętające WCW/będące jego częścią pamiętają doskonale epizod Cavazosa, który w swoim szczycie był nawet Television Championem. Jego rywal najwidoczniej nie był świadomy, że taka e-feda istniała i przez to mocno ucierpiała całość. Sam segment wyglądałby dużo lepiej, gdyby nie ta wpadka.


Jorge Cavazos def. MateuszMW
Niespodzianki nie wykryto i wygrał ten, który bardziej na to zasługiwał swoim promem i ogólną prezencją postaci. Jednego i drugiego czeka jednak sporo pracy, bo widać pewne braki, które można bez wątpienia skorygować prędzej czy później.


Zbyszek Uszczelka & Zygmunt Butla
Segment z udziałem kolegów komediantów wypadł dość interesująco. Z góry było wiadome w jakim kierunku to pójdzie. Zabawny moment, gdy Uszczelka nawiązał do kolegi alkoholika i sam się brzydził alkoholem. Jednocześnie rozmawiał w tym momencie z „tym alkoholikiem”. Całość posłużyła jako idealny przerywnik komediowy ze wstawkami historii życiowych.


Edgar Dickinson
Było to zdecydowanie interesujące i jednocześnie klimatyczne. Edgara pamiętam jeszcze z czasów WCW, gdzie było jedną z barwniejszych postaci. Poeta będzie zdecydowanie jedną z większych gwiazd i jego obecny start może posłużyć za potwierdzenie moich słów.


Rob McŁowicz def. Derrick Mantel
Nie będę nikogo specjalnie oszukiwać/zaskakiwać – wygrał lepszy. Rob samym promem w Promo Zone i podczas gali wypadł lepiej i w pełni zasłużył na wygraną. Dla mnie to będzie jednak możliwość na korygowanie popełnionych błędów i próba sprawienia, by Mantel stał się nieco ciekawszy, bo startu nie zaliczam za szczególnie dobrego i w sumie jest co poprawiać.


Axel Blaze
Może być to dość ryzykowne stwierdzenie, ale była to dla mnie najlepsza rzecz podczas całej gali. Remik wie co robić i podobnie jak jego postać z WCW (nie bijcie, ale nie pamiętam każdej postaci z ringname’u) może nim zajść cholernie daleko. Było to mocno klimatycznie i czytało się naprawdę przyjemnie. Mając w pamięci jego promo w Promo Zone to mogę śmiało nastawiać się na to, iż Blaze będzie jednym z faworytów do wygrania całego turnieju.


Elias Shadow
„Mówią na mnie” – nie wiem ile razy to padało, ale dodawania do tego kolejnych ksywek dość mocno mnie irytowało podczas samego czytania. Całość była cholernie chaotyczna i przed kolegą bardzo dużo pracy na przyszłość. Jednak ze względu na to, że dopiero zaczyna to nie ma co tak go na starcie przekreślać. Mimo wszystko jest tutaj bardzo dużo roboty, aby jakoś wyprowadzić to na odpowiednią ścieżkę.


Axel Blaze def. Elias Shadow
W tym przypadku przepaść między nimi była na tyle ogromna, że wygrana Eliasa nawet pewnie nie wchodziła w grę. W ciemno mogę postawić na to, że Axel bez większych problemów przejdzie do dalszej fazy turniejowej. Tego zdecydowanie nie mogę powiedzieć o Eliasie, który zdecydowanie musi bardzo mocno nad sobą popracować.


Jose Lopez
Jest i Hiszpan, którego kojarzę zarówno z PHW oraz WCW. Postać z ogromną historią i niewątpliwie potężnym potencjałem. To, co zaprezentował, zgodnie z moimi przypuszczeniami było na dość wysokim poziomie. Z biegiem lat Carni za wiele nie utracił na formie i dalej jest piekielnie mocno. Sposób w jaki przeszedł z bycia przyjemniaczkiem do bycia gościem, którego EGO jest najważniejsze było rozegrane w dość fajny sposób. Mając na uwadze to, że przed nim występował Shadow, to przeskok był na tyle duży, że człowieka mogła prawie wywalić z butów.


Zack Sabre Jr
Ciężko mi się do tego jakoś odnieść. Było to krótkie. Widać, że nie było też specjalnie mocnego pomysłu na napisanie tego i w porównaniu z promem na Promo Zone było to bardzo, ale to bardzo mizerne.


Edgar Dickinson def. Zack Sabre Jr
Wygrał ten, który lepiej zaprezentował się w bitwie na proma i jednocześnie wypadł podczas samej gali. Dla Edgara to cenna wygrana na start a ZSJ musi mocno popracować nad sobą, aby wrócić na odpowiednie tory.


Allan Hill
Jak już wyżej wspomniał Ryse – widoczne są pewne podobieństwa do Marvina. Czy jest to dla mnie minus? Zdecydowanie nie. Same promo miało swój zamysł i fajnie, że poruszono temat pominięcia go w turnieju. Nie była to najlepsza rzecz podczas gali ani najgorsza. Było to dość solidne i widać, że Yarexon ma pewien pomysł na tego gościa.


Mike F’N Brutal & Kenneth Riddle
Segment z ich udziałem bezpośrednio przed pojedynkiem dodatkowo podbudował całe starcie. Jeden i drugi zaprezentował się z dość dobrej strony. Minimalnie lepiej w tym wszystkim wypadł jednak Kenneth, który wydaje się być bardziej „kompletny” od Brutala i ten detal zaważył nad tym, który z nich wypadł lepiej w całym segmencie.


Kenneth Riddle def. Mike F’N Brutal
Wygrana postaci FoTiego nie jest żadną niespodzianką i uchodził za faworyta. Sama bitwa na proma, jak i segment przed walką dodały tej walce dodatkowej wagi, która i tak była wysoka. Wygrał ten lepszy, będący jednocześnie głównym faworytem do zgarnięcia złota.


Podsumowanie
Jak na pierwszą galę było całkiem przyjemnie i będę wyczekiwał na kolejne gale, które powinny bardziej zarysować/rozwinąć konkretne wątki.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
16.05.2026, 21:31 #5
Pierwszy od lat komentarz pod galą, to cudów raczej być nie powinno w moim wykonaniu. Spróbuję jednak to i owo ocenić jak należy, aby był odpowiedni materiał do analizy.


Narrator
Taki zamysł wprowadzenia uważam w pełni za zrozumiały. Przesyt treści nie był tutaj wskazany i też tego się tutaj trzymano. W fajny sposób został wyjaśniony wybór miejsca i te smaczki z pochodzenie Van Dama, jak i z silną polonijną historią były zdecydowanie na plus w tym wszystkim. Narrator spełnił tutaj swoją rolę w odpowiedni sposób i było to fajne rozpoczęcie nowej historii.


Rob Van Dam
Przypadek podobny jak z narratorem. Otrzymaliśmy tutaj właściwie to, czego w zasadzie się wymagało od tego segmentu. Uzasadnienie wyboru miejsca, stworzenia federacji i zahaczenie o temat turnieju - właściwie to powinno paść w tym promie - otrzymaliśmy to. Jeszcze nawiązanie do braku ekstremalnych elementów można zaliczyć na delikatny plus. Widać zdecydowanie jednak, że RVD jest tym, który rozdaje karty i nie będzie bawił się w nędzne przynudzanie.


Komentatorzy
Dobór grona dość interesujący i dodawanie co galę specjalnego komentatora jest dla mnie sporym plusem. Jednak skupiając się na tej gali otrzymaliśmy tutaj trzy odmienne osobowości, które w pewnym stopniu się wzajemnie uzupełniały. Szkoda jedynie tego, że Punk nie zagości na dłużej, bo widziałbym duży potencjał w jego duecie z Hajto. Te wszelkie "tarcia" dodawały temu wszystkiego dodatkowego kolorytu. Zdecydowanym MVP tego grona jest Hajto, którego wstawki były mniej, lub bardziej zabawne i przez to całość nie była taka "sztywna". Samą pracę komentatorów mogę zdecydowanie uznać za plus, gdyż wypełnili oni swoje zadanie i wprowadzili nas w galę, reklamując mniej lub bardziej każdy z odbywających się pojedynków.


Miguel Escobar
Po komentatorach otrzymaliśmy wywiad z udziałem Hiszpana. Nie było to coś szczególnie porywającego i pewne detale mniej lub bardziej mogły wpłynąć na sam poziom segmentu. Kamyk próbował przedstawić Miguela, w jak najlepszy sposób trzymając się jego "gimmicku". Czegoś mi jednak w tym brakowało. Sama treść była co najwyżej solidna i jedno co mógłbym wytknąć - wymienianie federacji nie zawsze działa na plus i szczególnie dla kogoś, kto nie kojarzy ich może to być lekko "problematyczne". Fajnie to może wyglądać jeśli mowa jest o tworach powszechnie znanych. Tutaj jednak nie zadziałało to, jak powinno i być może to lekko zaniżyło w moich oczach samą ocenę Escobara.


Ryback def. Miguel Escobar
Wynik walki nie jest chyba niespodzianką. Ryback uchodził za faworyta i wykonał swoje zadanie. Sama walka mogła się podobać mniej lub bardziej. Dla Miguela porażka może być jednak szansą, na próbę obrania nieco innego kursu a materiału po tej porażce będzie miał bardzo dużo. Co do "Big Guya" - wygrał i zapewne wygra jeszcze jedną walkę, meldując się w kolejnym etapie turnieju.


Jean-Pierre Dolnick
Jest i "sympatyczny" ziomek z WCW. Jego duet z Ransomem był ówcześnie jedną z zabawniejszych rzeczy w federacji. Tutaj Maxwella raczej nie uświadczymy, to chociaż otrzymamy próbkę jego możliwości w solowej karierze. Sam segment miał posłużyć za przedstawienie go szerszemu gronu w mocno komediowy sposób i właściwie udało się to. Każdy, kto zna postać wie, że Jean to potencjał sam w sobie. Pewnie będziemy mieć wielokrotnie ubaw z jego segmentów i osoboście będę bacznie przyglądać się jego poczynaniom.

Derek Holloway & Derrick Mantel
Przechodzimy zatem do segmentu, którego byłem częścią. Nie będę się w tej części odnosił do tego, co padło z mojej strony i odniosę się wyłącznie po postaci Zimnego. Postać może wydawać się pozornie dość specyficzna i ma taką funkcję pełnić. Mamy tutaj bardzo fajne odwzorowanie typowego "spiskowicza", który chętnie się dzieli swoimi teoriami, w jego oczach będącymi prawdą. Zimny postarał się o to, aby Derek w tym wszystkim był jak najbardziej uwydatniony nie tylko czystą gadką, jak i samym charakterem. Jak dla mnie jego postać ma zdecydowanie potencjał i przyszłość zweryfikuje moje słowa. Oby pozytywnie.


Zbyszek Uszczelka def. Zygmunt Butla
Czytając ich walkę miałem momentami niezły ubaw. W żadnym przypadku tutaj nie chodzi o sam przebieg walki. Ksywki, jak i nazwy akcji wkomponowane w walkę wyglądały dość komicznie. Jest to idealne połączenie z charakterem ich postaci. W tym pojedynku wynik nie był najważniejszy. Było to coś innego. Największymi wygranymi tej walki byli czytelnicy, którzy momentami zapewne musieli się powstrzymywać przed śmiechem. Jednak jeśli miałbym się odnieść do samego wyniku pojedynku, to nie było tutaj żadnego zaskoczenia i wygrał ten, który bardziej zasłużył sobie na miano tej lepszego.


Lord Sebastien de Montclair
Zdecydowanym plusem całości był początkowy opis, który nadał temu odpowiedni klimat i czuć były w tym w pewnym stopniu charakter postaci. Jednak wraz z kwestiami mówionymi ocena tego segmentu spadła u mnie dość mocno. Rozumiem zamysł gimmicku i de Montclair taki już jest. Mimo wszystko z postaci Cavazosa zdecydowanie bardziej cenię sobie Jorge. Liczę jednak na pewną poprawę w tym przypadku, bo w moich oczach był tutaj lekki niedosyt.


Preston Steele def. Derek Holloway
Dla mnie wynik tego pojedynku był lekkim zaskoczeniem, bo nastawiałem się na wygraną Hollowaya, który jest według mnie nieco ciekawszą postacią. Sam wynik da się jednak bez żadnego problemu usprawiedliwić. Dla Dereka to nie jest zdecydowanie ostatnie słowo w tym turnieju i powalczy o przejście do dalszego etapu, a Preston? On może być czarnym koniem tego turnieju.


Rob McŁowicz & Preston Steele & Ryback
W mojej opinii jeden z lepszych momentów podczas samej gali. Rob będąc komediową postacią wyróżnia się na tle reszty wyrazistością i nawet na tle pozostałych kolegów komediantów pokazuje on coś więcej. Jak już wyżej było to wspomniane przez poprzedników – wyszedł z tego lekki tasiemiec. Mimo wszystko nie uznawałbym tego, że żaden minus. Obydwie postacie otrzymały możliwość zaprezentowania się i lepiej przy tym wypadł. Rybacka w tym wszystkim nie uwzględniam, bo jego udział w całości na tle reszty był niewielki.


Jorge Cavazos & MateuszMW
Zacznę może od tego feralnego fragmentu z WCW, który mi strasznie zaniżył ocenę tego segmentu. Osoby pamiętające WCW/będące jego częścią pamiętają doskonale epizod Cavazosa, który w swoim szczycie był nawet Television Championem. Jego rywal najwidoczniej nie był świadomy, że taka e-feda istniała i przez to mocno ucierpiała całość. Sam segment wyglądałby dużo lepiej, gdyby nie ta wpadka.


Jorge Cavazos def. MateuszMW
Niespodzianki nie wykryto i wygrał ten, który bardziej na to zasługiwał swoim promem i ogólną prezencją postaci. Jednego i drugiego czeka jednak sporo pracy, bo widać pewne braki, które można bez wątpienia skorygować prędzej czy później.


Zbyszek Uszczelka & Zygmunt Butla
Segment z udziałem kolegów komediantów wypadł dość interesująco. Z góry było wiadome w jakim kierunku to pójdzie. Zabawny moment, gdy Uszczelka nawiązał do kolegi alkoholika i sam się brzydził alkoholem. Jednocześnie rozmawiał w tym momencie z „tym alkoholikiem”. Całość posłużyła jako idealny przerywnik komediowy ze wstawkami historii życiowych.


Edgar Dickinson
Było to zdecydowanie interesujące i jednocześnie klimatyczne. Edgara pamiętam jeszcze z czasów WCW, gdzie było jedną z barwniejszych postaci. Poeta będzie zdecydowanie jedną z większych gwiazd i jego obecny start może posłużyć za potwierdzenie moich słów.


Rob McŁowicz def. Derrick Mantel
Nie będę nikogo specjalnie oszukiwać/zaskakiwać – wygrał lepszy. Rob samym promem w Promo Zone i podczas gali wypadł lepiej i w pełni zasłużył na wygraną. Dla mnie to będzie jednak możliwość na korygowanie popełnionych błędów i próba sprawienia, by Mantel stał się nieco ciekawszy, bo startu nie zaliczam za szczególnie dobrego i w sumie jest co poprawiać.


Axel Blaze
Może być to dość ryzykowne stwierdzenie, ale była to dla mnie najlepsza rzecz podczas całej gali. Remik wie co robić i podobnie jak jego postać z WCW (nie bijcie, ale nie pamiętam każdej postaci z ringname’u) może nim zajść cholernie daleko. Było to mocno klimatycznie i czytało się naprawdę przyjemnie. Mając w pamięci jego promo w Promo Zone to mogę śmiało nastawiać się na to, iż Blaze będzie jednym z faworytów do wygrania całego turnieju.


Elias Shadow
„Mówią na mnie” – nie wiem ile razy to padało, ale dodawania do tego kolejnych ksywek dość mocno mnie irytowało podczas samego czytania. Całość była cholernie chaotyczna i przed kolegą bardzo dużo pracy na przyszłość. Jednak ze względu na to, że dopiero zaczyna to nie ma co tak go na starcie przekreślać. Mimo wszystko jest tutaj bardzo dużo roboty, aby jakoś wyprowadzić to na odpowiednią ścieżkę.


Axel Blaze def. Elias Shadow
W tym przypadku przepaść między nimi była na tyle ogromna, że wygrana Eliasa nawet pewnie nie wchodziła w grę. W ciemno mogę postawić na to, że Axel bez większych problemów przejdzie do dalszej fazy turniejowej. Tego zdecydowanie nie mogę powiedzieć o Eliasie, który zdecydowanie musi bardzo mocno nad sobą popracować.


Jose Lopez
Jest i Hiszpan, którego kojarzę zarówno z PHW oraz WCW. Postać z ogromną historią i niewątpliwie potężnym potencjałem. To, co zaprezentował, zgodnie z moimi przypuszczeniami było na dość wysokim poziomie. Z biegiem lat Carni za wiele nie utracił na formie i dalej jest piekielnie mocno. Sposób w jaki przeszedł z bycia przyjemniaczkiem do bycia gościem, którego EGO jest najważniejsze było rozegrane w dość fajny sposób. Mając na uwadze to, że przed nim występował Shadow, to przeskok był na tyle duży, że człowieka mogła prawie wywalić z butów.


Zack Sabre Jr
Ciężko mi się do tego jakoś odnieść. Było to krótkie. Widać, że nie było też specjalnie mocnego pomysłu na napisanie tego i w porównaniu z promem na Promo Zone było to bardzo, ale to bardzo mizerne.


Edgar Dickinson def. Zack Sabre Jr
Wygrał ten, który lepiej zaprezentował się w bitwie na proma i jednocześnie wypadł podczas samej gali. Dla Edgara to cenna wygrana na start a ZSJ musi mocno popracować nad sobą, aby wrócić na odpowiednie tory.


Allan Hill
Jak już wyżej wspomniał Ryse – widoczne są pewne podobieństwa do Marvina. Czy jest to dla mnie minus? Zdecydowanie nie. Same promo miało swój zamysł i fajnie, że poruszono temat pominięcia go w turnieju. Nie była to najlepsza rzecz podczas gali ani najgorsza. Było to dość solidne i widać, że Yarexon ma pewien pomysł na tego gościa.


Mike F’N Brutal & Kenneth Riddle
Segment z ich udziałem bezpośrednio przed pojedynkiem dodatkowo podbudował całe starcie. Jeden i drugi zaprezentował się z dość dobrej strony. Minimalnie lepiej w tym wszystkim wypadł jednak Kenneth, który wydaje się być bardziej „kompletny” od Brutala i ten detal zaważył nad tym, który z nich wypadł lepiej w całym segmencie.


Kenneth Riddle def. Mike F’N Brutal
Wygrana postaci FoTiego nie jest żadną niespodzianką i uchodził za faworyta. Sama bitwa na proma, jak i segment przed walką dodały tej walce dodatkowej wagi, która i tak była wysoka. Wygrał ten lepszy, będący jednocześnie głównym faworytem do zgarnięcia złota.


Podsumowanie
Jak na pierwszą galę było całkiem przyjemnie i będę wyczekiwał na kolejne gale, które powinny bardziej zarysować/rozwinąć konkretne wątki.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
16.05.2026, 22:09
#6
Okej, czas na komentarz do gali z perspektywy członka CT. Myślę, że przemycę tu nieco informacji "zza kulis", choćby o samych ocenach postów na BS. Z drugiej strony nie traktujcie tego jak coś wiążącego, wypowiadam się za siebie i będę mówił o własnym spojrzeniu na konkretne tematy. To, że mam taką lub inną opinię o czymś, nie musi koniecznie oznaczać, że odzwierciedla ona oczekiwania całego Creative Teamu.

Na wstępie chcę podziękować wszystkim tworzącym pierwsze show w historii LPW. Nie spodziewałem się takiego zaangażowania. Nie tylko wszyscy wywiązali się z przydzielonych zadań, ale z tego co widzę (po pierwszym pobieżnym przeczytaniu gali), to wszyscy dowieźli. To samo dotyczy postów. Szesnaście osób brało udział w walkach - każdy napisał post. Poziom również nie zawiódł - ani jedno z prom nie dostało oceny niższej niż 3 (przeciętna). Brawo dla każdego z was.

Początkowa wstawka informacyjna fajnie wygląda. Zrozumiałe, że przy starcie federacji coś takiego musiało się znaleźć. RVD wywiązał się z zadania raczej zgrabnie, nawet czuć było charyzmę od niego. Turniej od samego startu to chyba pewna nowość w naszych realiach e-fedowych.

Specjalnie policzyłem wszystkie kwestie komentatorów. 35. TRZYDZIEŚCI PIĘĆ. Kogoś tu ewidentnie poniosło. "Rob zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chciałbym skomentować tej gali z legendą komentatorstwa i jakimś żulem." - już po tym zdaniu można się domyślić, kto jest autorem XD w ogóle zaczepka z dupy. RVD chyba wiedział, kogo zatrudniał. Swoją drogą ten Hajto na strasznego kretyna tu wychodzi. Domyślam się, że taki był zamiar i że ta postać nie słynie z inteligencji, ale sądzę, że szybko się to przeje. "rozjedzie swojego rywala niczym samochód jakąś babc..." - tak tak, na sto procent Hajto powiedziałby coś takiego. Ogólnie niby wywiązali się z zadania, ale czy trzeba było tak to rozwlekać? Według mnie nie, mogli bardziej syntetycznie podejść do tematu, coś powiedzieć o samej federacji, a turniej omówić w bardziej ogólny sposób. Trochę obiekcji mam, bo i ten Hajto niezbyt mi pasuje, i ten konflikt tak na silę wyciągnięty. Polecam zastanowić się nad tym, jak to będzie wyglądać w dalszych programach.

Escobar zaczyna od federacji, które niewiele mi mówią, ale to jest okej. Polecam jednak odpuścić gadanie o WWE, bo wjeżdża tu konflikt różnych uniwersów. Trzymajmy się raczej blisko rzeczywistości. Widzę że jest heelowy narcyz, spoko. Tylko że on miał z tego co kojarzę być "z wyższych sfer", a tego akurat tutaj nie widzę. Szczególnie takie wstawki jak "niektóre osoby tutaj łykają mu aż po same kule", to już brzmi jak typowy rynsztok, a nie jak osoba chcąca identyfikować się z wyższymi sferami. "ogólnie panuje tu przekonanie o umiejętnościach ludzi o których nie mam pojęcia" - to też o Rybacku? Trochę dziwne w takim razie. Jak jesteś wrestlerem i nie znasz Rybacka, to albo żyjesz pod kamieniem, albo masz w dupie tę branżę. No chyba że to miało być ogólne stwierdzenie, a nie konkretnie o nim. Całościowo jest całkiem nieźle. Nie przesadził z długością sega. W miarę czuć tę postać, ale chciałbym tu widzieć więcej tego bogacza, bo póki co tego brakuje.

Co do wyniku, nie było tutaj wielkiej różnicy punktowej. U Escobara widziałem podobne mankamenty, co w segmencie (chociaż myślę, że segment był lepszy niż post) - za dużo rynsztokowego słownictwa, za mało głębi charakteru.

O, grubas z Konga XD bardzo miło go widzieć po tylu latach. "jak sam skurwysyn" to jest takie piękne określenie XDDD to jeszcze tylko jego przyjaciela brakuje do szczęścia.

To teraz dwa Darki. Akurat tak nam wyszło, że dwie osoby o podobnym imieniu mają wspólny segment (sorry ShowOff XD). Hallowaya tu nieźle odkleiło, szczególnie w tym fragmencie o RVD XD nawet mogę powiedzieć, że mi się podobało. Na pewno bardziej niż post na BS. Tutaj rzeczywiście czuć to komediowe zabarwienie tej postaci. Mantel - no przede wszystkim zbyt długa ta odpowiedź. Czy wy sobie wyobrażacie, że idziecie sobie drogą czy gdziekolwiek, nagle zaczepia was typ i gada o jakichś bzdurach, a wy odpowiadacie przemową na półtorej minuty? Bo ja nie. Jak dla mnie to powinno być bardziej dynamiczne, więcej wymian zdań, krótsze odpowiedzi ze strony Mantela i więcej dociekania u Hallowaya, skoro zaangażował taką rozmowę. Ja rozumiem, że każdy chce się pokazać, ale nie róbmy tego kosztem realizmu. Ogólnie wypowiedź Mantela jest poprawna, nad składnią zdań można popracować. Starał się pokazać swój charakter, ale przez to nie pozwolił Hallowayowi rozwinąć skrzydeł. No właśnie, ten odpowiada, ale dopiero na koniec. Tragedii ogólnie nie ma, ale według mnie był tu większy potencjał (komediowy szczególnie), który został ograniczony przez konwencję, jaką przyjęto.

Zbychu wygrał. Zbychu miał fajne promo, chcę więcej Zbycha.

Lord Sebastien de Montclair (strasznie długi jest ten ringname swoją drogą) na razie powoli się wprowadza. Jak na tę długość raczej dobrze zaznaczył swój charakter. Dla mnie okej.

Preston i Derek to kolejna walka, która szła na żyletki. Tu już serio jakieś połówki punktów decydowały o wygranej. Swoją drogą polecam nieco wyraźniej zaznaczać to, kto zwycięża w danej walce, bo z tej końcówki jedynie słowa "ze strony Steele'a" o tym świadczą. Pseudonimy i nazwy finisherów są trudne do spamiętania, o ile nie są jakieś bardzo charakterystyczne.

Pobite Gary - kolejny segment, w którym kogoś poniosło z długością. "w programie, którego Creative Team powinien był zakazać" - jaki Creative Team? O kayfabe nie słyszał? I to jeszcze postać HB XD no nieźle. "hot dog ma swoje zasady, a jeśli ktoś próbuje polać go ketchupem, to prawdopodobnie nawet wiatr znad jeziora Michigan przestaje go szanować" - ja też. Strasznie dlugi jest ten wstęp. Proszę go skrócić w następnym odcinku. Ogólnie to widzę, że Rysiu się nieźle odnajduje w tej postaci, która początkowo miała być chyba tylko żartem. Po co chłopu theme song jak wchodzi do kuchni? Jeszcze mikrofon? Gdzie wy widzieliście program z kuchni, gdzie ludzie latają z mikrofonami? Jeszcze go odłoży do gara i problem się zrobi. Rob powtarza swoją kwestię, tylko tym razem do rozmówcy. Ten Preston taki trochę be like "ale to ty dzwonisz". Dużo o tym ojcu. Może jakieś wprowadzenie by się przydało, to są nowe postacie w tym świecie, a zachowują się tak, jakby od dawna się znali. No i Rob celnie mu odpowiada. Ten dał się sprowokować? Czemu? Jeszcze kanapkę opluł. No nie brzmi to jak face. Kurwa, AI rap XD no wypunktował tutaj gościa. Ogólnie słabo ten seg wypadł ze strony Steele'a, widzę że jednak CT musi mieć coś do powiedzenia w sprawie przebiegu tego programu. Ryback XD ogólnie Bryx miał mało czasu w tym tygodniu, więc dostał tylko taką krótką wstawkę. McŁowicz dobrze wypadł. Preston dał się sprowokować i moim zdaniem nie poprawił swoich notowań wśród fanów. Ale spokojnie, to jest do uratowania.

Co ten Cavazos taki spięty? Jeszcze ciśnie typa od samego wejścia. Kolejny face, który nie brzmi jak face. Mateusz też raczej dość nijaki, zwyczajny heel, nic odkrywczego. No ale Jorge powinien coś odpowiedzieć. Dziwną sekwencję sobie obraliście. Jak dla mnie lepiej by było, gdyby Mateusz go sprowokował, a Jorge mówił jako drugi. Przynajmniej miałby powód do usadzenia go na dupie, bo teraz to głupio wygląda z jego perspektywy.

Gość ma theme song o nazwie "kocham piwo" i ma uraz do chłopaków, co lubią wychylić XD no bardzo interesujące. Ale ten Zygmunt się szczyci tym swoim pijaństwem. Ogólnie polecam jakoś wzbogacić tę postać, bo nie można co tydzień gadać o tym, że się chleje. Proszę oznaczać swoje kwestie, jak dodajecie te didaskalia. Domyślam się, że to kontynuacja gadki Zygmunta, ale wolałbym nie mieć takich dylematów. Kurde, Varost naprawdę się wczuł w tego Zbycha XD szanuję. Zygmunt też daje radę. Nawet się uśmiechnąłem. Teraz to tylko czekać, aż Zbychu załatwi koledze robotę u siebie.

Ten tekst pod "Video Promo" powinien być napisany kursywą (tak samo zresztą, jak nicki bookerów na forum, panie Rysiu, ale to swoją drogą). Edgar niestety nie zaszczycił nas wypowiedzią, ale niech mu będzie. Nawet klimatyczne to było.

Rob nie bierze jeńców. Tutaj też niewiele zabrakło Slayerowi do zwycięstwa. I tak propsy za progres względem czasów Paddy'ego Jacksona.

Axel Blaze wie, jak kreować aurę wokół siebie. Kupuję tę postać. W sumie spoko, że na razie niewiele zdradził na swój temat, będzie miał o czym mówić na kolejnych galach. Ogólnie spoko pomysł, a zdaje się że kształt tego segmentu wymyślił sam Remik.

Elias...już na dzień dobry stylistycznie wygląda to źle. Skąd to założenie, że go nienawidzą? Dla mnie to nowa postać, nie wiem czy ma jakąś historię, ta w karcie postaci jest bardzo szczątkowa. Reakcje fanów niepotrzebne. Powinni być raczej zaciekawieni nową postacią. Widać, że jest tu jakiś pomysł na postać, za to plus. Dość chaotycznie to wyszło. Po dobrym występie na BS miałem pewne oczekiwania co do tej postaci i nie wiem w sumie, czy zostały spełnione. Widać, że Elias umie wczuć się w swoją postać, tu chyba po prostu brakło pomysłów.

Co do walki, to powiem tyle, że Elias trafił bardzo niefortunnie. Promo napisał dobre, ale przyszło mu walczyć z najmocniejszym według nas w tej rundzie Remikiem. Oby porażka nie podcięła mu skrzydeł. Jeśli w kolejnej rundzie utrzyma poziom ze swojego posta na BS, to na spokojnie będzie w stanie się odkuć.

Lopezik. Ja nawet nie wiedziałem, co to dokładnie będzie. Do Carniego mam jednak zaufanie, więc byłem spokojny. "Co za ironia losu, że zrobił to gość, który bawił się w bycie kimś mrocznym" - za chuj nie pamiętam, kto mu zrobił kuku, zdaje się że wtedy już mnie nie było w WCW. Ta wstawka o Cenie akurat z dupy, to by w ogóle nie brzmiało w wersji mówionej. Poza tym nie mam zastrzeżeń. Pocisk po publice to najłatwiejsza droga do zgarnięcia heatu, ale to w żadnym wypadku nie jest minus. Dobre promo, płynnie przeszedł od face'a do heela, może jeszcze delikatnie pod formą, ale Carni się rozkręci, o to nie trzeba się martwić.

No i płynne przejście do Zacka. Mam wrażenie, że było to pisane na szybko. Niewiele mogę powiedzieć. Jest pewny siebie, kolejny zresztą na tej gali. Kolejny, co wzbudził raczej antypatię niż sympatię. W sumie gdybym był fanem, to pewnie miałbym problem z tym, komu w ogóle kibicować, nie licząc Blaze'a. Może Edgar jeszcze.

No i tutaj mamy walkę, gdzie w arkuszu wyszedł nam remis. Panowie dobrze zaprezentowali się w promo zone i trzeba było decydować oceniając segmenty.

Yarek dostał dużo swobody przy segmencie Allana Hilla i uważam, że podołał. Ostro poleciał z tym spijaniem krwi. Niech będzie. Fajny klimat ma ten segment. Nie wiem tylko, gdzie wy panowie widzicie tutaj Marvina Jonesa. Ja akurat zapamiętałem Marvina jako fejsową postać, może był trochę takim bitewniakiem, ale nie sadystą. No ale możliwe, że zapomniałem o którymś epizodzie z jego kariery. Tak czy siak ten tutaj pozytywnie wypadł w moich oczach.

Ale długie wejście. Eronics wrócił? Typ ledwo zaczął gadać, a już chce dostać w papę od samego RVD. Cheer po zwyzywaniu fejsowej postaci? No chyba nie bardzo. Kto niby wjechał motocyklem w stage na tej gali? Nic takiego nie wyczytałem. "Jeśli robisz codziennie handjoba koledze pod biurkiem krzyknij What!" - tak, to jest ten Brutal, którego pamiętam. Pytanie tylko czy chcę pamiętać. Długi ten speech, myślę ze można było go skrócić. Raczej poprawnie, nic odkrywczego, no ale to Brutal, więc odkrywczo nie będzie.

Riddle ładnie zaczął, elokwentnie, podoba mi się. Lubię w jego narracji to, że potrafi wywyższyć się nad rywalem, ale jednocześnie utrzymać przy tym klasę. Bardzo solidne promo, według mnie jedno z lepszych na gali. Lepiej wypadł od Brutala.

Riddle wygrał, zgodnie z oczekiwaniami większości z was, ale to też nie jest tak, że Foti na BS wypadł jakoś super zajebiście. Moim zdaniem było co najmniej kilku lepszych. Po prostu dał solidne promo i wystarczyło to na rywala.

W podsumowania nigdy dobry nie byłem. Sporo rzeczy na wysokim poziomie, inne wymagające poprawy, dopracowania albo po prostu lepszego bookingu z naszej strony, ale raczej wszyscy bez tragedii. Jeszcze raz propsy dla wszystkich za wkład i oby udało się utrzymać taki poziom zaangażowania jak najdłużej. Pozdro

PS. Jeśli ktoś tu dotarł, to jeszcze raz ponowię swoją propozycje, żebyście próbowali odgadnąć, która z walk została napisana przez AI. Nie można za to nic wygrać, ale chcemy sprawdzić, czy jesteście w stanie odsiać sztuczną inteligencję od zwykłych tekstów.
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
16.05.2026, 22:09 #6
Okej, czas na komentarz do gali z perspektywy członka CT. Myślę, że przemycę tu nieco informacji "zza kulis", choćby o samych ocenach postów na BS. Z drugiej strony nie traktujcie tego jak coś wiążącego, wypowiadam się za siebie i będę mówił o własnym spojrzeniu na konkretne tematy. To, że mam taką lub inną opinię o czymś, nie musi koniecznie oznaczać, że odzwierciedla ona oczekiwania całego Creative Teamu.

Na wstępie chcę podziękować wszystkim tworzącym pierwsze show w historii LPW. Nie spodziewałem się takiego zaangażowania. Nie tylko wszyscy wywiązali się z przydzielonych zadań, ale z tego co widzę (po pierwszym pobieżnym przeczytaniu gali), to wszyscy dowieźli. To samo dotyczy postów. Szesnaście osób brało udział w walkach - każdy napisał post. Poziom również nie zawiódł - ani jedno z prom nie dostało oceny niższej niż 3 (przeciętna). Brawo dla każdego z was.

Początkowa wstawka informacyjna fajnie wygląda. Zrozumiałe, że przy starcie federacji coś takiego musiało się znaleźć. RVD wywiązał się z zadania raczej zgrabnie, nawet czuć było charyzmę od niego. Turniej od samego startu to chyba pewna nowość w naszych realiach e-fedowych.

Specjalnie policzyłem wszystkie kwestie komentatorów. 35. TRZYDZIEŚCI PIĘĆ. Kogoś tu ewidentnie poniosło. "Rob zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chciałbym skomentować tej gali z legendą komentatorstwa i jakimś żulem." - już po tym zdaniu można się domyślić, kto jest autorem XD w ogóle zaczepka z dupy. RVD chyba wiedział, kogo zatrudniał. Swoją drogą ten Hajto na strasznego kretyna tu wychodzi. Domyślam się, że taki był zamiar i że ta postać nie słynie z inteligencji, ale sądzę, że szybko się to przeje. "rozjedzie swojego rywala niczym samochód jakąś babc..." - tak tak, na sto procent Hajto powiedziałby coś takiego. Ogólnie niby wywiązali się z zadania, ale czy trzeba było tak to rozwlekać? Według mnie nie, mogli bardziej syntetycznie podejść do tematu, coś powiedzieć o samej federacji, a turniej omówić w bardziej ogólny sposób. Trochę obiekcji mam, bo i ten Hajto niezbyt mi pasuje, i ten konflikt tak na silę wyciągnięty. Polecam zastanowić się nad tym, jak to będzie wyglądać w dalszych programach.

Escobar zaczyna od federacji, które niewiele mi mówią, ale to jest okej. Polecam jednak odpuścić gadanie o WWE, bo wjeżdża tu konflikt różnych uniwersów. Trzymajmy się raczej blisko rzeczywistości. Widzę że jest heelowy narcyz, spoko. Tylko że on miał z tego co kojarzę być "z wyższych sfer", a tego akurat tutaj nie widzę. Szczególnie takie wstawki jak "niektóre osoby tutaj łykają mu aż po same kule", to już brzmi jak typowy rynsztok, a nie jak osoba chcąca identyfikować się z wyższymi sferami. "ogólnie panuje tu przekonanie o umiejętnościach ludzi o których nie mam pojęcia" - to też o Rybacku? Trochę dziwne w takim razie. Jak jesteś wrestlerem i nie znasz Rybacka, to albo żyjesz pod kamieniem, albo masz w dupie tę branżę. No chyba że to miało być ogólne stwierdzenie, a nie konkretnie o nim. Całościowo jest całkiem nieźle. Nie przesadził z długością sega. W miarę czuć tę postać, ale chciałbym tu widzieć więcej tego bogacza, bo póki co tego brakuje.

Co do wyniku, nie było tutaj wielkiej różnicy punktowej. U Escobara widziałem podobne mankamenty, co w segmencie (chociaż myślę, że segment był lepszy niż post) - za dużo rynsztokowego słownictwa, za mało głębi charakteru.

O, grubas z Konga XD bardzo miło go widzieć po tylu latach. "jak sam skurwysyn" to jest takie piękne określenie XDDD to jeszcze tylko jego przyjaciela brakuje do szczęścia.

To teraz dwa Darki. Akurat tak nam wyszło, że dwie osoby o podobnym imieniu mają wspólny segment (sorry ShowOff XD). Hallowaya tu nieźle odkleiło, szczególnie w tym fragmencie o RVD XD nawet mogę powiedzieć, że mi się podobało. Na pewno bardziej niż post na BS. Tutaj rzeczywiście czuć to komediowe zabarwienie tej postaci. Mantel - no przede wszystkim zbyt długa ta odpowiedź. Czy wy sobie wyobrażacie, że idziecie sobie drogą czy gdziekolwiek, nagle zaczepia was typ i gada o jakichś bzdurach, a wy odpowiadacie przemową na półtorej minuty? Bo ja nie. Jak dla mnie to powinno być bardziej dynamiczne, więcej wymian zdań, krótsze odpowiedzi ze strony Mantela i więcej dociekania u Hallowaya, skoro zaangażował taką rozmowę. Ja rozumiem, że każdy chce się pokazać, ale nie róbmy tego kosztem realizmu. Ogólnie wypowiedź Mantela jest poprawna, nad składnią zdań można popracować. Starał się pokazać swój charakter, ale przez to nie pozwolił Hallowayowi rozwinąć skrzydeł. No właśnie, ten odpowiada, ale dopiero na koniec. Tragedii ogólnie nie ma, ale według mnie był tu większy potencjał (komediowy szczególnie), który został ograniczony przez konwencję, jaką przyjęto.

Zbychu wygrał. Zbychu miał fajne promo, chcę więcej Zbycha.

Lord Sebastien de Montclair (strasznie długi jest ten ringname swoją drogą) na razie powoli się wprowadza. Jak na tę długość raczej dobrze zaznaczył swój charakter. Dla mnie okej.

Preston i Derek to kolejna walka, która szła na żyletki. Tu już serio jakieś połówki punktów decydowały o wygranej. Swoją drogą polecam nieco wyraźniej zaznaczać to, kto zwycięża w danej walce, bo z tej końcówki jedynie słowa "ze strony Steele'a" o tym świadczą. Pseudonimy i nazwy finisherów są trudne do spamiętania, o ile nie są jakieś bardzo charakterystyczne.

Pobite Gary - kolejny segment, w którym kogoś poniosło z długością. "w programie, którego Creative Team powinien był zakazać" - jaki Creative Team? O kayfabe nie słyszał? I to jeszcze postać HB XD no nieźle. "hot dog ma swoje zasady, a jeśli ktoś próbuje polać go ketchupem, to prawdopodobnie nawet wiatr znad jeziora Michigan przestaje go szanować" - ja też. Strasznie dlugi jest ten wstęp. Proszę go skrócić w następnym odcinku. Ogólnie to widzę, że Rysiu się nieźle odnajduje w tej postaci, która początkowo miała być chyba tylko żartem. Po co chłopu theme song jak wchodzi do kuchni? Jeszcze mikrofon? Gdzie wy widzieliście program z kuchni, gdzie ludzie latają z mikrofonami? Jeszcze go odłoży do gara i problem się zrobi. Rob powtarza swoją kwestię, tylko tym razem do rozmówcy. Ten Preston taki trochę be like "ale to ty dzwonisz". Dużo o tym ojcu. Może jakieś wprowadzenie by się przydało, to są nowe postacie w tym świecie, a zachowują się tak, jakby od dawna się znali. No i Rob celnie mu odpowiada. Ten dał się sprowokować? Czemu? Jeszcze kanapkę opluł. No nie brzmi to jak face. Kurwa, AI rap XD no wypunktował tutaj gościa. Ogólnie słabo ten seg wypadł ze strony Steele'a, widzę że jednak CT musi mieć coś do powiedzenia w sprawie przebiegu tego programu. Ryback XD ogólnie Bryx miał mało czasu w tym tygodniu, więc dostał tylko taką krótką wstawkę. McŁowicz dobrze wypadł. Preston dał się sprowokować i moim zdaniem nie poprawił swoich notowań wśród fanów. Ale spokojnie, to jest do uratowania.

Co ten Cavazos taki spięty? Jeszcze ciśnie typa od samego wejścia. Kolejny face, który nie brzmi jak face. Mateusz też raczej dość nijaki, zwyczajny heel, nic odkrywczego. No ale Jorge powinien coś odpowiedzieć. Dziwną sekwencję sobie obraliście. Jak dla mnie lepiej by było, gdyby Mateusz go sprowokował, a Jorge mówił jako drugi. Przynajmniej miałby powód do usadzenia go na dupie, bo teraz to głupio wygląda z jego perspektywy.

Gość ma theme song o nazwie "kocham piwo" i ma uraz do chłopaków, co lubią wychylić XD no bardzo interesujące. Ale ten Zygmunt się szczyci tym swoim pijaństwem. Ogólnie polecam jakoś wzbogacić tę postać, bo nie można co tydzień gadać o tym, że się chleje. Proszę oznaczać swoje kwestie, jak dodajecie te didaskalia. Domyślam się, że to kontynuacja gadki Zygmunta, ale wolałbym nie mieć takich dylematów. Kurde, Varost naprawdę się wczuł w tego Zbycha XD szanuję. Zygmunt też daje radę. Nawet się uśmiechnąłem. Teraz to tylko czekać, aż Zbychu załatwi koledze robotę u siebie.

Ten tekst pod "Video Promo" powinien być napisany kursywą (tak samo zresztą, jak nicki bookerów na forum, panie Rysiu, ale to swoją drogą). Edgar niestety nie zaszczycił nas wypowiedzią, ale niech mu będzie. Nawet klimatyczne to było.

Rob nie bierze jeńców. Tutaj też niewiele zabrakło Slayerowi do zwycięstwa. I tak propsy za progres względem czasów Paddy'ego Jacksona.

Axel Blaze wie, jak kreować aurę wokół siebie. Kupuję tę postać. W sumie spoko, że na razie niewiele zdradził na swój temat, będzie miał o czym mówić na kolejnych galach. Ogólnie spoko pomysł, a zdaje się że kształt tego segmentu wymyślił sam Remik.

Elias...już na dzień dobry stylistycznie wygląda to źle. Skąd to założenie, że go nienawidzą? Dla mnie to nowa postać, nie wiem czy ma jakąś historię, ta w karcie postaci jest bardzo szczątkowa. Reakcje fanów niepotrzebne. Powinni być raczej zaciekawieni nową postacią. Widać, że jest tu jakiś pomysł na postać, za to plus. Dość chaotycznie to wyszło. Po dobrym występie na BS miałem pewne oczekiwania co do tej postaci i nie wiem w sumie, czy zostały spełnione. Widać, że Elias umie wczuć się w swoją postać, tu chyba po prostu brakło pomysłów.

Co do walki, to powiem tyle, że Elias trafił bardzo niefortunnie. Promo napisał dobre, ale przyszło mu walczyć z najmocniejszym według nas w tej rundzie Remikiem. Oby porażka nie podcięła mu skrzydeł. Jeśli w kolejnej rundzie utrzyma poziom ze swojego posta na BS, to na spokojnie będzie w stanie się odkuć.

Lopezik. Ja nawet nie wiedziałem, co to dokładnie będzie. Do Carniego mam jednak zaufanie, więc byłem spokojny. "Co za ironia losu, że zrobił to gość, który bawił się w bycie kimś mrocznym" - za chuj nie pamiętam, kto mu zrobił kuku, zdaje się że wtedy już mnie nie było w WCW. Ta wstawka o Cenie akurat z dupy, to by w ogóle nie brzmiało w wersji mówionej. Poza tym nie mam zastrzeżeń. Pocisk po publice to najłatwiejsza droga do zgarnięcia heatu, ale to w żadnym wypadku nie jest minus. Dobre promo, płynnie przeszedł od face'a do heela, może jeszcze delikatnie pod formą, ale Carni się rozkręci, o to nie trzeba się martwić.

No i płynne przejście do Zacka. Mam wrażenie, że było to pisane na szybko. Niewiele mogę powiedzieć. Jest pewny siebie, kolejny zresztą na tej gali. Kolejny, co wzbudził raczej antypatię niż sympatię. W sumie gdybym był fanem, to pewnie miałbym problem z tym, komu w ogóle kibicować, nie licząc Blaze'a. Może Edgar jeszcze.

No i tutaj mamy walkę, gdzie w arkuszu wyszedł nam remis. Panowie dobrze zaprezentowali się w promo zone i trzeba było decydować oceniając segmenty.

Yarek dostał dużo swobody przy segmencie Allana Hilla i uważam, że podołał. Ostro poleciał z tym spijaniem krwi. Niech będzie. Fajny klimat ma ten segment. Nie wiem tylko, gdzie wy panowie widzicie tutaj Marvina Jonesa. Ja akurat zapamiętałem Marvina jako fejsową postać, może był trochę takim bitewniakiem, ale nie sadystą. No ale możliwe, że zapomniałem o którymś epizodzie z jego kariery. Tak czy siak ten tutaj pozytywnie wypadł w moich oczach.

Ale długie wejście. Eronics wrócił? Typ ledwo zaczął gadać, a już chce dostać w papę od samego RVD. Cheer po zwyzywaniu fejsowej postaci? No chyba nie bardzo. Kto niby wjechał motocyklem w stage na tej gali? Nic takiego nie wyczytałem. "Jeśli robisz codziennie handjoba koledze pod biurkiem krzyknij What!" - tak, to jest ten Brutal, którego pamiętam. Pytanie tylko czy chcę pamiętać. Długi ten speech, myślę ze można było go skrócić. Raczej poprawnie, nic odkrywczego, no ale to Brutal, więc odkrywczo nie będzie.

Riddle ładnie zaczął, elokwentnie, podoba mi się. Lubię w jego narracji to, że potrafi wywyższyć się nad rywalem, ale jednocześnie utrzymać przy tym klasę. Bardzo solidne promo, według mnie jedno z lepszych na gali. Lepiej wypadł od Brutala.

Riddle wygrał, zgodnie z oczekiwaniami większości z was, ale to też nie jest tak, że Foti na BS wypadł jakoś super zajebiście. Moim zdaniem było co najmniej kilku lepszych. Po prostu dał solidne promo i wystarczyło to na rywala.

W podsumowania nigdy dobry nie byłem. Sporo rzeczy na wysokim poziomie, inne wymagające poprawy, dopracowania albo po prostu lepszego bookingu z naszej strony, ale raczej wszyscy bez tragedii. Jeszcze raz propsy dla wszystkich za wkład i oby udało się utrzymać taki poziom zaangażowania jak najdłużej. Pozdro

PS. Jeśli ktoś tu dotarł, to jeszcze raz ponowię swoją propozycje, żebyście próbowali odgadnąć, która z walk została napisana przez AI. Nie można za to nic wygrać, ale chcemy sprawdzić, czy jesteście w stanie odsiać sztuczną inteligencję od zwykłych tekstów.
Odpowiedz
Cytuj
16.05.2026, 23:51
#7
No to lecimy z tym koksem. Szczerze to totalnie nie mogłem się doczekać tej gali. Wszystko oddałem w niedzielę i potem cały tydzień siedziałem jak Pablo Escobar na znanym memie xD

Wstęp - ajajajaj, ale szkoda, że nie udało się przegłosować No Surrender, bo według mnie to siedziało po prostu perfekcyjnie. No ale demokratyczne głosowanie zadecydowało to nie będę się czepiać :p Wstęp fajny, klimatyczny, bardzo przemyślany. Szczerze mówiąc bardzo podobnie sobie wyobrażam promocję nowej federacji, która ma odpowiednie środki finansowe i chce być duża. Ewentualnie mogło by być jeszcze bezpośrednio w Koloseum nagrane, stylizowane na starożytny Rzym, z resztą bardzo podobnie jak w teledysku do theme songu gali. Chyba nawet jeszcze bardziej by mi to siedziało. Ale tutaj podoba mi się, że nie pokazują jeszcze żadnych twarzy, zapowiadają w co celują i oddają klimat. Dla mnie mocny, fajny początek. Szybko się czytało, przyjemnie się czytało, a to najważniejsze. Fajny początek, nie zawiodłem się, na plus na pewno, że coś takiego się znalazło, bo równie dobrze można byłoby zacząć komentatorami, a tak jest dodatkowy smaczek.

RVD -  fajnie mi siedzi jako włodarz. W ogóle teraz reklamują jakąś nową federację walk na gołe pięści i tam jest Juras medialnym włodarzem i totalnie te wypowiedzi RVD mają dla mnie vibe tego Jurasa, są bardzo w jego stylu. Czy to źle? Absolutnie nie, to wręcz uwiarygadnia RVD, a przy okazji dalej czuję w tym RVD, więc to bardzo spoko. Mam tylko jedno zastrzeżenie - w sumie kim jest RVD w tej federacji? "kiedy zobaczyłem kartę" - to on nie jest włodarzem? Nie ma tam żadnej władzy? Nie on ustala kartę, albo nie może na nią wpłynąć? Ogólnie spoko, że wszystkie pierwsze walki turniejowe to był singles matche, bo widać, że nie ma tego namaszczenia, o którym mówił i na razie wszyscy zaczęli z tego samego poziomu. No ale RVD tutaj pokazuje, że w sumie poza medialną rolą nie ma nic do gadania. Imo trochę nieprzemyślane to było. Ale ogólnie całość na plus, podane ze smakiem, dobre wejście w galę. Szczerze to musiała to twarz federacji zacząć, nie mogło być inaczej. Tylko teraz się będę zastanawiać kim ostatecznie jest RVD w tej federacji, skoro nie GMem.

komentatorzy - kurcze, no tak dobrze się zaczęło i lecimy z poziomem. Hajto? Naprawdę? Jeszcze wpierdolcie Najmana jako GMa, a Boxdel niech będzie szefem na zapleczu i będziemy się świetnie bawić. Moim zdaniem to jest strasznie słaby wybór. Jak już chcieli tak bardzo zaznaczyć polskie korzenie federacji to nie można było wziąć Suprona, który jest ikoną komentatorki w polskim wrestlingu? I jak już przy nim jestem to szczerze mówiąc w ogóle nie czuję tutaj Tomasza Hajty. To jest bardziej pijany wujek na weselu, niż Tomek Hajto, który raczej jest spokojny, ale lubi wygłosić swoją, totalnie różną od innych opinię i przekręcić przysłowie. Skoro już się zdecydowaliście na taki specyficzny wybór to warto byłoby go dobrze oddać. Jakieś jebnięcie baby na pasach (nie od niego, tylko beka z niego), jakaś truskawka na torcie, jakieś randomowe wymienienie zwycięskiego składu Kaiserslautern z meczu z Bayernem w sezonie 97/98. Ehh, no za to jest minusik. Punk jako komentator jest spoko, dopóki będziemy na stałe w Chicago, a na razie nie do końca rozumiem czy taki jest plan. Jak tak to na plus, jak nie to imo szkoda zabierać bardzo popularnego i wciąż aktywnego zawodnika z puli postaci do grania Chociaż wiadomo, że CM Punk pasuje, bo jest najlepszy na świecie na mikrofonie, w tym ringu, nawet jako komentator. Nikt nie może go dotknąć xD A dobra, Punk to gość specjalny, nie było tematu. Zupełnie szczerze to uważam, że komentatorzy są niepotrzebni. Imo to jest relikt przeszłości, bo kiedyś byli, ale patrząc obiektywnie dzisiaj to chyba bym z nich całkiem zrezygnował. To nic nie wnosi, w zasadzie tylko przelecieli przez kartę, którą raczej wszyscy znają, dodając do tego swoje przewidywania. Imo do skipnięcia na następnych galach, no chyba, że koniecznie chcemy żeby zostali, bo jesteśmy konserwatystami, no to nie róbmy sztampowego omówienia karty tylko powiedzmy o najważniejszych wydarzeniach i planach na tą galę i ewentualnie na najbliższą przyszłość federacji. Dla mnie na minus.

Wywiad Escobara - Dobra, nie dziwię się Hajcie, że się pomylił. Jak Escobar z Hiszpani? xD a już tak na poważnie to mam duży problem jak ocenić ten wywiad. Bo z jednek strony sprzedał mi nową postać i oddał charakter zawodnika, ale z drugiej strony językowo, gramatycznie post leży i czasami traci sens. Może zacznę od tego co było dobre - oddanie charakteru postaci super, od razu widzę, że będzie to heel z manią wyższości i nie muszę zaglądać do KP, żeby to wiedzieć. Bardzo dobrze. Jak masz hiszpańskojęzycznych zawodników, a zwłaszcza heeli to cudownie jak są wtrącenia z hiszpańskiego, dokładnie w tym kierunku trzeba iść, to naprawdę dużo dodaje. Chciał bym w przyszłości zobaczyć chemię z jego managerką, której tutaj w ogóle nie poznaliśmy, chciałbym zobaczyć jak próbują okazać swój status, swoją klasę. Tutaj trochę sobie zaprzecza, bo oczywiście, że zajrzałem do KP i widzę, że w gimmicku ma, że nie zależy mu na tytułach, a tutaj od razu wjeżdża, że zaraz będzie pierwszym mistrzem i elo. No ale ta druga dłuższa odpowiedź, o dawaniu szanys federacji na plus. Przede wszystkim na duży minus błędy językowe  gramatyczne, tutaj to leżało przez całą długość segmentu, musisz na to zwracać większą uwagę, bo to odbiera przyjemność z czytania i po prostu psuje odbiór. "Pierwszy krok do tytułu już za chwilę." - co to znaczy? W sense, nie rozumiem kontekstu, w jakim zostało użyte. Nie daję plusa, ani minusa, bo się zneutralizowało. Jest potencjał, ale trzeba nad nim popracować. No i w sumie przegrał z gościem, dla którego nie ma miejsca w ringu, więc w sumie czy dla niego jest miejsce?

Ogólnie to ta ściana tekstu od RVD do pierwszej walki jest zabójcza, jakby wywalić komentatorów to byłoby idealnie, tak tylko mówię.

Pierwsza walka - od razu powiem, że na walkach nie będę się aż tak bardzo skupiać, bo na tygodniówkach najważniejsze jest dla mnie zakończenie i wynik, ale oczywiście czytam i się odniosę, tylko nie będę się nad nimi tak spuszczać jak na segmentami. Tutaj się trochę tylko przyczepię do tempa i braku dobrej wagi ciosów, no i wpadło mi w oko określenie - "dalej pozostaje w turniejowej grze" - a tutaj nawet porażka nie oznacza, że się odpada, ale to szczegół. Nie wiem, dla mnie Brainbuster to jest taki killer move, że błyskawiczna kontra zaraz po pinie to trochę przesada. No ale ogólnie spoko, szybko przez to przebrnąłem, powymieniali się panowie bez dłuższych serii, bez wielkiej psychologii ringowej, ale też bez większych błędów. Spodziewałem się, że Ryback wygra i tak też się stało, ale bardzo dobrze, że przegrana nie oznacza końca, bo wydaje mi się, że Escobar ma potencjał i jeszcze może się odbić.

Jean-Pierre Dolnick - O Jezu, już się chciałem przypierdalać, że będziemy rozpisywać reklamy i to jest kompletnie useless, a potem zobaczyłem, że to Jean-Pierre Dolnick. Mój Boże, jak ja się cieszę, że go widzę. Nieironicznie to jest moja ulubiona comedy postać w historii efedów. Nie mogę sobie przypomnieć nazwy postaci, ale pamiętam, że ziomek miał wygląd Riddicka Mossa i ich deut to było najczystsze złoto. Pamiętam jak przy Bash at the Beach Dolnick miał segment, gdzie był przebrany za ratownika i potem uciekał w szortach i z deską ratowniczą w dłoni, bardzo mi zapadło to w pamięć jak sobie wyobraziłem tą scenę IRL. No ale co do samego segmentu to był krótki, ale konkretny. No i namówili, nie mogę się doczekać tego dzieła xD nie no, mordka się uśmiechnęła od razu. Zajawienie Pierre Dolnicka to jest zdecydowanie plus i już chcę od niego więcej. To, że się wkurza, że będzie musiał grać grubasów to tak pasuje.

Halloway i Mantel - Halloway świetnie oddaje swój gimmick. To jest dokładnie taki klimat, jakiego spodziewałbym się od foliarza, który głosi swoją prawdę do kamery. Widzę, że tutaj będzie atak na R-Trutha za czasów Lil' Jimmy'ego. Ogólnie od takiej postaci oczekiwałbym, żeby czasami nawiązywał do istniejących teorii, a czasami wymyślał takie, że będziemy się łapać za głowę o co tutaj chodzi. Pole do popisu jest spore. Ooo, może mieć swój segment z zieloną poświatą, jak u Atora przy teoriach spiskowych, tylko oczywiście nie nazywałby tego teoriami xD Mantel miał tutaj bardzo trudne zadanie, bo to jest pierwsze wystąpienie w federacji, warto się trochę przedstawić, pokazać swój gimmick, zarysować kierunek, w którym będzie się szło. A tutaj dostaje odniesienie się do teorii spiskowych foliarza. O ile początek był trochę nijaki, ale totalnie to rozumiem, bo zadanie było trudne, tak im dłużej to szło, tym bardziej się rozkręcało. Zwłaszcza ta druga wypowiedź Mantela jest naprawdę bardzo smaczna. Uderzył w dobre tony, pokazał się publiczności, naprawdę zgrabnie wybrnął z trudnej sytuacji. Ogólnie to powiem Wam, że obaj musicie pilnować języka, bo się zdarzają błędy, ale ogólnie jest dobrze. Uważam, że obie postacie mają potencjał, mam co do nich zupełnie inne oczekiwania, ale myślę, że ogólnie dowiozą. Cały segment był jak najbardziej na plus, a trochę lepiej pokazał się Mantel, bardzo ładnie się wpasował i przedstawił, a reakcja na to Hallowaya trochę mnie rozczarowała, bo Mantel tam wręcz do niego dłoń wyciągnął, kiedy mówił, że ludzie nie chcą prowadzić dyskusji na jakiś temat, że ludzie tylko pozornie myślą itd. przecież to idealnie się pod teorie spiskowe ułożyło. Ale tak czy inaczej przeszedłem przez to sprawnie i byłem zadowolony.

2 Walka - powiem tylko tyle, że czytałem tą walkę wcześniej i uważam, że nie ma się czego wstydzić. To jest dobry kierunek. Pojedynek, który na papierze był dla siebie stworzony. Nie wiem czy serio się tak wylosował, czy raczej "wylosował", ale Panowie musieli stanąć na przeciwko siebie. Prędzej czy później. Myślę, że tutaj jest potencjał na naprawdę dobre story.

Lord Sebastien de Montclair Na samym początku chciałem tylko powiedzieć, że chylę czoła Cavazos. Od samego początku druga postać? Naprawdę podziwiam zaangażowanie. W ogóle te Twoje postacie są bardzo wyraziste, dobrze, o to chodzi. Segment bardzo krótki, ale bardzo smaczny. Uważam, że absolutnie nie było potrzeby na dłuższy. Postać zajawiona, gimmick sprzedany, wiadomo czego można oczekiwać. Nie ma błędów, naprawdę solidna zajawka. Jak dla mnie na plus.

3 walka - Na samym początku to chciałem tylko powiedzieć, że serdeczny **uj Ci w dupę Zimny, bo przez Ciebie ta walka jako jedyna nie weszła mi w typerze i moja słowa z komentarza do karty, że jestem w stanie przewidzieć wszystkie wyniki jednak zostały rzucone na wiatr xD także mogłeś się bardziej postarać xD a tak już poważnie to bardzo solidnie napisana walka, jak do tej pory najlepsza. Naprawdę dobrze się to czytało

Pobite Gary - Ło Panie, to ja miałem wyrzuty sumienia, że za długie video promo mi wyszło. Teraz będę spać jak niemowlę. I teraz całkowicie bez żartów - jak można narzucić limit posta na BS na 700 słów, cisnąć innych o długość, a samemu zapierdolić segment na galę, który ma prawie 2000 słów? xD ogólnie jeszcze jestem przed lekturą całości i może na koniec odszczekam swoje słowa, ale jak na razie to dla mnie ten format jest do zmiany. Przynajmniej do skrócenia. Po ogólnie pomysł super, nazwa super, tylko podanie już nie najlepsze. Ale segment, gdzie Makłowicz będzie grillować swoich gości ma zacnie dużo sensu. Nie będę się rozdrabniać, bo komentarz tego segmentu byłby dłuższy niż mój post na BS, ale musisz dostać po łapach za Creative Team, po co o tym mówić? To nie dobra jest. Nie pokazujmy fanom jak wrestling wygląda, hehe, od kuchni. Ale powiem tak, jak już się robi postać Roberta Makłowicza, to wypadałoby zadbać o wykwintny język i do przesady poprawność językową. Tutaj niektóre zdanie są źle zbudowane, słownictwo jest uproszczone, unowocześnione i mało wyszukane. Ogólnie miejscami wieje mi tutaj konstrukcjami AI, a to nie jest dobre. Ogólnie spodziewałem się czegoś zupełnie innego po Makłowiczu. Najpierw myślałem, że to będzie komediowa postać, teraz widzę, że jest robiona na poważnie, ale jest totalnie odarta z klasy i elegancji prawdziwego Makłowicza. Sam program jest oczywiście klimatyczny, ale ciężko żeby nie był, jak robisz segment na 2k słów. Samą kreacją postaci jestem trochę rozczarowany. Co do Steele'ego to proszę przestać kraść moje teksty, bo to moja postać powstała pierwsza i dosłownie ma to w gimmicku, że chce zapisać swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii. Hmm, ogólnie tutaj czuję głębie postaci, na początku myślałem, że on będzie totalnie przeciwko ojcu, że właśnie chce rozwalić to jego dziedzictwo, żeby stworzyć własne, a jednak widać, że zabiega o względy ojca i wszystko co robi, ostatecznie ma sprawić, że będzie z niego dumny. Chociaż za chwilę zmienia zdanie, jakby jednak nie miało to znaczenia. Ciekawe, tego się nie spodziewałem, ale doceniam, bo jak to będzie odpowiednio ukierunkowane to może wyjść z tego coś ciekawego, ale jak nie będzie dobrze przemyślane to mogą wyjść z tego brednie. Ogólnie ma sporo heelowego zacięcia, jak na face'a. Musisz zwracać uwagę na interpunkcję, bo tworzysz bardzo dużo, bardzo złożonych zdań i to potem się ciężko czyta jak brakuje przecinków. Albo bardziej dzielić zdania, żeby po prostu były lżejsze. I gdyby to się skończyło przed rapem Makłowicza to by było smaczne promo, nie pozbawione błędów, ale byłoby w punkt. A tak mamy niesamowity fikoł w postaci rapującego Makłowicza, który swoją drogą ma dla mnie niesamowicie mocny vibe Marvina Jonesa, który wszędzie zakładał sidła i odnosił się do polowania, tylko tutaj mamy to w kuchni. Nie spodziewałem się rapu, swoją drogą to jest trochę cheatowanie i jeszcze bardziej wydłuża ten segment, bo gdyby te słowa zapisać to pewnie te 2k słów by pękło, a tak są, tylko nie zostały zapisane. Wstawka z Rybakciem na przełamanie, trochę humorystycznie, nawet spoko wyszło. Ale Ryback jest tutaj tak marginalny, że ciężko go jakoś szerzej ocenić. Zobaczymy co tam dalej będzie prezentował. Podsumowując, nie mogę dać segmentu na minus, bo jednak nie jest to wystarczająco mało jakościowe. Nie mogę też dać na plus, bo jest sporo błędów, no i sam format jest do przemyślenia, bo to nie może tak wyglądać. Bo połączenie MizTV z występem Joe Hendry'ego to jest za dużo. Ogólnie jestem też rozczarowany samym Makłowiczem i jestem ciekawy w jaką stronę to pójdzie, bo na razie mam wrażenie, że sam autor jeszcze nie wie, co chce nam pokazać. I dlatego takie długie to wyszło. Update po całości: Steele ma w sobie więcej heela niż face'a w sumie. I nie, nie odszczekam swoich słów z początku xD A, no i za słowa z czatu, że gala jest długa, bo "8 walk robi swoje" to  by się przynajmniej warn należał. Bo w tym jednym segmencie mieszczą się 4 walki, czyli dosłownie połowa wszystkich xD Też nie zrozumcie mnie źle - to nie jest złe, po prostu miałem inne oczekiwania, no i tak długość.

Cavazos i Jorge - można mieć segment dwóch postaci i nie pisać książki? Można, jeszcze jak. Od razu pierwsze co mi się rzuca w oczy to fikołek Mateusza, który kompletnie zignorował, że w Lore Cavazosa jest pobyt w zreinkarnowanym WCW jakieś 6 lat temu. Ogólnie to Mateusz widzę, że sam się zaorał xD "Debiutanci mają to do siebie, że nie wiedzą, kiedy przestać... a ja nie zamierzam przerywać, dopóki sędzia nie podniesie mojej ręki w geście zwycięstwa" - no przecież on właśnie jest debiutantem i przyznał, że nie będzie wiedział kiedy przestać. No i tak teraz patrzę na jego KP i widzę, że tam jest sporo fikołków. Zaczynając od nazwy finishera, który mocno kontrastuje z akcją, kończąc na samej biografii, w której jest napisane, że wszedł do świata "e-wrestlingu". Tutaj widzę, że jest naprawdę dużo pracy do wykonania, jak ma mieć ręce i nogi. Co do samego Cavazosa, to proszę mi powiedzieć, co się stało, że nie ma wyglądu Batisty? Batista był stworzony dla tej postaci :p ale już wracając do segmentu - szczerze to wyszedł dość generycznie, nie całkowicie oczywiście, ale to jest do poprawy. Ogólnie to bardzo lubiłem tą postać na WCW, trzymam mocno kciuki, bo tutaj może się dużo wydarzyć. Więc tego Fiesta Mastera trzeba pokazać, tym bardziej, że teraz ma co świętować, bo wygranko wpadło. Nie daję minusa, bo wiem, że Cavazos będzie dowozić, a Mateusz ma sporo pracy do wykonania, żeby wejść w ten świat. No ale na plusa niestety też nie zasłużyliście.

Walka nr 4 - mojego autorstwa, więc nie oceniam. Powiem tylko tyle, że warto dopracować movesy postaci, nie tylko tej dwójki, ale ogólnie wszyscy mogliby się do tego przyłożyć. Bo to potem dla Bookerów będzie duże ułatwienie. Starałem się oddać postacie jak najwierniej, ale jako, że to pierwsza gala to było totalnie moje wyobrażenie, ewentualnie wspomnienia, więc zawodnicy mogą mieć pretensje, że źle oddałem. Ale to przyjdzie z czasem, obiecuję.

Uszczelka i Butelka - Zbychu, jak ja Cię szanuję. A wiesz czemu Ci jebnąłem? Bo mnie wkurwiłeś xD ależ wspaniały vibe Otyłego Pana, bardzo doceniam segment, oj jak doceniam xD Ogólnie to Wam powiem, że jest to trochę za bardzo rozwleczone, ale za to jaki klimat się zrobił. Mimo długości to sprawnie przez to przebrnąłem. Co tu dużo mówić, postacie są dobrze oddane, no i przede wszystkim cudownie, że się jednak połączyli, a nie będą rywalizować. Chociaż kto wie, jak zostanie ostatnie pół litra to dopiero będzie. Tak jak przez przeszedłem to w sumie podobałyby mi się ich relacja, w której to doświadczony Uszczelka staje się mentorem dla Butelki. Wiecie, idą sobie na te ryby, klimatyczna muzyka. Uszczelka pokazuje jak się zakłada przynętę, a potem myk, wyciąga flaszkę zza pazuchy i tak się skupiają na piciu, że im wędkę wciąga do wody. No wiecie, niby uczy go takich oczywistych rzeczy, a koniec końców i tak wszystko się do chlania sprowadza. Ogólnie zgrabne to było, doczepię się tylko do interpunkcji u Varosta, bo to leżało przy tych dłuższych zdaniach, ale poza tym było git, fajnie, że jakieś błędy językowe czy przekręcenia się pojawiły, bo to po prostu bardzo pasuje do takich zawodników. Segment na plus, gdybym miał wskazać kto wypadł tutaj lepiej to jednak postawiłbym na Uszczelkę, widać po prostu doświadczenie. Ale Butelka też sobie super poradził i widać, że jest potencjał do rozwoju. W ogóle mam wrażenie, że te postacie się świetnie uzupełniają i osobno mogłyby wypaść gorzej. Ale wyszło pico bello.

Dickinson - Zacne, bardzo klimatyczne, bardzo smaczne, a nawet nie powiedział słowa. Nie no, pamiętam postać Dickinsona z WCW, zawsze byłem fanem i fajnie jest znowu go zobaczyć. Poprawnie napisane, postać przedstawiona, na ten moment nie trzeba niczego więcej. Wiem jak duży jest potencjał Edgara, więc o niego się nie martwię. Na pewno pokaże więcej wraz z kolejnymi galami. Propsy, ogólnie klimat Edgara jest nie do podjebania, tu naprawdę nie mogę się doczekać pierwszego pełnoprawnego story.

Walka nr 5 - They got me in the first half, not gonna lie. Już chciałem pisać, że duże propsy dla bookera, bo podjął próbę oddania charakterów i charakterystycznych cech postaci w walce, zwłaszcza przy Makłowiczu, po czym patrzę, że Rysiu sam pisał swoją walkę i już wiem dlaczego tak wyszło xD ale i tak dobrze napisana walka, mam trochę wrażenie, że bardzo podobny styl pisania walki do mojego (dlatego taka dobra xD). Co prawda przed galą stawiałem na taki wynik, ale Slayer mi zaimponował na samej gali i myślę, że za miesiąc jakby doszło do tego zestawienia to wynik mógłby być już inny. Oczywiście nie żeby Makłowicz wypadał słabo.

Blaze - wiadomo, swojego nie oceniam. Powiem tylko tyle, że jestem zadowolony. Wytyczne były takie jak lubię, czyli krótkie, a ja bardzo chciałem zrobić taką filmową zajawkę postaci. Pokazać jaki będzie jej charakter, jakie będą cechy charakterystyczne, no i przede wszystkim oddać klimat.

Elias - Kurcze, ale się rozczarowałem tym promem. Nie będę ukrywać, że przeczytałem post w Promo Zone i bardzo mi zaimponował. Oczywiście nie był perfekcyjny, ale był bardzo solidny. Szczerze to myślę, że patrząc na to, co przeczytałem do tej pory na gali to byłaby to ścisła topka. Ale tutaj promo jest znacznie gorsze i bardzo, bardzo szkoda. Co prawda moim zdaniem nie powinniśmy robić postaci, które będą normalizować korzystanie z nielegalnych substancji, a przynajmniej nie będą tego pokazywać, czy mówić o tym otwarcie, ale to już tylko moja opinia. Lubię postacie, które są tajemnicze, tutaj jeszcze nie do końca wiem o co chodzi w tej postaci, ale moim zdaniem ma naprawdę spory potencjał. Sam tekst o pokazaniu sztuki cieniowania siedzi super. Tylko całość jest bardzo rozlała. Granie pauzą w wypowiedzi jest trudne. Dobrze zrobione doda tajemniczości, może nawet trochę mroku, ale jak będzie się czuło tego za dużo to wychodzi po prostu cringe'owe i traci swój "urok'. Tutaj na pewno trzeba poprawić kodowanie, bo nie jest to do końca czytelne, no i wróciłbym do stylu z PZ, bo było po prostu lepiej. Mimo wszystko intryguje mnie ta postać i jestem ciekawy co pokaże dalej. Szczerze to w ogóle się nie zdziwię, gdyby doszło do rewanżu w "półfinale". Ale to wszystko zależy od Eliasa, w którą stronę to pójdzie, bo widać, że pisać potrafi, tylko trzeba to oszlifować. A, no i takie inside info, mega propsy dla Elisa za delikatne odłożenie mikrofonu. Nawet sobie nie wyobrażacie jak o to potrafią cisnąć niektórzy promotorzy, bo to drogie rzeczy są xD Nie ma rzucania mikrofonami xD

Walka nr 6 - Przede wszystkim to Fade To Black, a nie Fade of Black :p Nie powiem, żebym spał jakoś niespokojnie przez ten tydzień, jak oddaliśmy posty. Co prawda Elias oddał w PZ naprawdę dobrego posta, to jednak czułem, że powinno się udać :p Ej, ale dziwnie mi się czyta jak Lone Wolf to nie jestem ja, człowiek się przyzwyczaił, że to o nim i potem przez chwilę miałem mętlik w głowie jak sam na sobie zrobiłem akcję xD tutaj złapałem jeszcze taki błąd - jak po pinie on mu chce Drive by zrobić? To by musiał szybko za ring wyskoczyć i mieć głowę rywala na apronie, a on tym jeszcze sędziego trafia? To mi się akurat nie klei. O i swoją drogą znowu mamy dwie postacie, które używają tego samego finishera. Imo to jest serio do ogarnięcia ogólnie-forumowo. Kurde, no tutaj nie podoba mi się ta walka. Nie dość, że Blaze próbuje wykonywać swój finisher, który jest tylko na specjalne okazje, na jakieś duże feudy, kiedy wszystko inne zawiedzie, to jeszcze finisher submission tak trochę za łatwo sprzedany, nie czułem w ogóle presji, że to będzie koniec. No i Low Blow, który w zasadzie bardzo szybko przeszedł i nie pozostawił po sobie śladu, a to w sumie liczone jako finisher powinno być. Z plusów to na pewno czułem, że obaj zawodnicy chcą wygrać za wszelką cenę, ale trzeba popracować nad tempem walki i waga ciosów. Ogólnie chaos do opanowania.

Lopez - Wjechał i rozjechał. Chyba najlepsze promo na gali, przynajmniej do tej pory. Bardzo smaczne, bardzo zgrabne. Nawet był plot twist! Klasyczny motyw, ale bardzo fajnie ograny. Ostatecznie w wrestlingu chodzi o emocje i dokładnie to tutaj widzę, bardzo ładną zabawę emocjami publiczności. Potem sięgnięcie po cheap heat, ale to nie ma znaczenia, że heat był cheap, ważne że był i spełnił swoją rolę. McIntyre w Gdańsku też sięgnął po dwa giga cheap heaty, bo całą galę mu śpiewała publiczność i wystarczyło, żeby zostać najbardziej wybuczany ze wszystkich xD Lopez ma klasę, bardzo doceniam, że się pojawił, no i bardzo dobrze, że od razu dał zapowiedź, że chce się bić ze zwycięzcą turnieju. To nam otwiera wiele furtek, no i od razu z góry zapowiada rywalizację na poziomie, ktokolwiek by tego nie wygrał. Jeszcze raz powtórzę, bardzo dobry, bardzo wyważony segment, robi robotę pod kątem psychologicznym. Dodatkowe propsy za wspomnienie Wesa.

Wywiad Zacka - ale Ty lubisz postacie, które krytykują innych wrestlerów xD pamiętam jak na WCW miałeś postać, która zabraniała swoim adeptom nazywać innych wrestlerami, tylko performerami, bo na wrestlerów nie zasługują, trochę poczułem podobny vibe jak wskazałeś Twojego psa xD ogólnie powiem tak, dla mnie takie wywiady są najtrudniejszą formą (o ile to nie jest jakaś konwencja i nie robisz wywiadu z innym graczem, tylko właśnie jako prezenterka sam ze sobą) i udało Ci się wybrnąć zgrabnie. Nie ma błędów, postać jest pokazana, jest wszystko co trzeba. Nie było fajerwerków, ale imo po prostu ta forma nie pozwala na fajerwerki. Segment jak najbardziej na plus, szybko przez niego przebrnąłem i był jednak przyjemny dla oka.

Walka nr 7 - raczej niezła, przyczepiłbym się tylko, że za bardzo chaotyczna. Zwłaszcza w momentach, gdzie mamy te akcje wysokiego ryzyka. Nie ma czasu na oddech między jedną, a drugą, nie ma czasu na reakcję, tylko lecimy z tematem do przodu. Trochę to wygląda jak na treningu masz świeżaków, którzy ledwo zapamiętali na co się umówili przed walką i lecą z kolejnymi sekwencjami, żeby nie zapomnieć :p ogólnie stylistycznie jest dobrze tylko nad tempem trzeba popracować i będzie zacnie. Ogólnie to jeszcze się przyznam, że tutaj głosowałem w typerze na Dickinsona, bo myślałem, że ShowOff nie odda posta na BS (przepraszam, że zwątpiłem xD) ale jak zobaczyłem, że jednak oddał to myślałem, że zgubię punkty xD ostatecznie wydaje mi się, że tam musiało być na żyletki i współczuję tutaj wybierania kto wygra, chociaż z tego co wiem, to tutaj chyba bezlitosny excel wylicza. No ale mocne zestawienie ogólnie, godne co-main eventu i godne równej wagi w typerze.

Hill - ooo, ciekawa postać. Dobre promo, wczułem się w klimat, kupuję tą postać. Jeszcze to backstory, że sam tego doświadczył i zgorzkniał do tego stopnia, że stał się taki sam. Ojej, na tyle motywów to będzie można ogrywać. To jest otwarta furtka dla niego i dla jego rywali, to dodaje głębi postaci, propsy za coś takiego. Ogólnie to zgrabny segmencik, tylko stylistyka do poprawy, bo już nan samym początku dowiedzieliśmy o tym, że krąg jest otoczony siatką dookoła siatką wokół siatki :p No ale jest potencjał i myślę, że nie zostanie zmarnowany.

Brutal i Riddle - Czy Brutal na początku kłóci się sam ze sobą? Dlaczego on będąc helem dostaje cheer po zwyzywaniu face'owej postaci? I skąd ten wjazd w Stage motocyklem? To jest jakaś metafora, albo odniesienie do przeszłości, której nie znam? Ogólnie to on tak ciśnie od cip innych, a sam w sumie na tej gali jedyne co zrobił to wszedł bez fajerwerków i zaczął gadać do mikrofonu. Ogólnie nie było to złe, ale przed chwilą dosłownie dostaliśmy promo postaci, która jest mocno zbliżona swoim charakterem do Mike'a, no i moim zdaniem widać różnicę. Stylistycznie jest spoko, językowo jest spoko. Charakter postaci jest oddany, ale wydaje mi się, że potrzebuje trochę odświeżenia, bo jak tak będzie się opierać na hardcorze cały czas to może nie wypalić. To wymaga sporej ilości gimmick matchów, które będą pozwalały na brutalność, a w federacji, która chce być bardziej PG i nie chce się opierać na Hardcore, albo robić Canadian Detroyerów z narożnika na dwa stoły poza ringiem to może po prostu nie wypalić. Bardziej kupuję pójście w stronę brutalności, przesadnej waleczności, czy bycia pojebem, niż ikoną hardcore'u, bo to po prostu nie zawsze da radę zrobić. Tak jak pisałem, nie było to złe, ale też nie było godne Main Eventu. O ile językowo jest spoko, czuć oddanie gimmicku, tak po prostu oczekiwałbym czegoś więcej. Z kolei Riddle miał na pewno łatwiejsze zadanie, bo nie został jakoś postawiony pod ścianą, a w takiej sytuacji zawsze łatwiej się odpowiada, no ale myślę, że można powiedzieć, że wybrnął jak poeta. Od początku celnie uderza, uwagi bardzo ze smakiem, jestem fanem tej o dwubiegunówce, fajnie przemyślane. No i następny mi podpierdala hasełko postaci, znajdźcie sobie swoje, a nie mój gimmick wycinacie xD bardzo podobał mi się tutaj spokój Riddle'a. Smaczne, celne promo, naprawdę dobry. Może nie lepsze niż Lopez, ale myślę, że zaraz za nim. Patrząc na te posty, bo nie czytałem PZ, no to jednak widzę, że zwycięzca walki słuszny.

Walka nr 8 - Walka jak najbardziej poprawna, tutaj mamy wszystko tak jak trzeba. Jest odpowiednie tempo, jest psychologia ringowa, no i mamy fajny smaczek w postacie poddania. Duży plus, że Main Event jako jedyny kończy się inaczej niż cała reszta walk.

Podsumowując - solidna to była gala. Zdecydowanie więcej plusów niż minusów, a to się bardzo ceni, bo pierwsze gale moim zdaniem wcale nie są proste, bo jeszcze nikt nie zna zawodników. Bardzo podobała mi się proporcja w budowie gali. Dobra ilość wywiadów do video promocji przez speeche i segmenty wieloosobowe. Dzięki temu się lepiej czyta i bardziej płynie przez tą galę. Ogólnie to powiem Wam wszystkim, że mega dobra robota. Nie spodziewałem się, że po takiej przerwie dostaniemy tak solidną galę. Ogólnie mamy ciekawy skład półfinałów, a jak dla mnie zwycięzcą gali Lopez. Szczerze jestem ciekawy jaką kartę wysmażycie z tego, skoro wygrani nie mają walk turniejowych, a w sumie między sobą nie warto ich na razie zestawiać, skoro to potencjalne zestawienia finałowe.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Remik
Eternal Champion
16.05.2026, 23:51 #7
No to lecimy z tym koksem. Szczerze to totalnie nie mogłem się doczekać tej gali. Wszystko oddałem w niedzielę i potem cały tydzień siedziałem jak Pablo Escobar na znanym memie xD

Wstęp - ajajajaj, ale szkoda, że nie udało się przegłosować No Surrender, bo według mnie to siedziało po prostu perfekcyjnie. No ale demokratyczne głosowanie zadecydowało to nie będę się czepiać :p Wstęp fajny, klimatyczny, bardzo przemyślany. Szczerze mówiąc bardzo podobnie sobie wyobrażam promocję nowej federacji, która ma odpowiednie środki finansowe i chce być duża. Ewentualnie mogło by być jeszcze bezpośrednio w Koloseum nagrane, stylizowane na starożytny Rzym, z resztą bardzo podobnie jak w teledysku do theme songu gali. Chyba nawet jeszcze bardziej by mi to siedziało. Ale tutaj podoba mi się, że nie pokazują jeszcze żadnych twarzy, zapowiadają w co celują i oddają klimat. Dla mnie mocny, fajny początek. Szybko się czytało, przyjemnie się czytało, a to najważniejsze. Fajny początek, nie zawiodłem się, na plus na pewno, że coś takiego się znalazło, bo równie dobrze można byłoby zacząć komentatorami, a tak jest dodatkowy smaczek.

RVD -  fajnie mi siedzi jako włodarz. W ogóle teraz reklamują jakąś nową federację walk na gołe pięści i tam jest Juras medialnym włodarzem i totalnie te wypowiedzi RVD mają dla mnie vibe tego Jurasa, są bardzo w jego stylu. Czy to źle? Absolutnie nie, to wręcz uwiarygadnia RVD, a przy okazji dalej czuję w tym RVD, więc to bardzo spoko. Mam tylko jedno zastrzeżenie - w sumie kim jest RVD w tej federacji? "kiedy zobaczyłem kartę" - to on nie jest włodarzem? Nie ma tam żadnej władzy? Nie on ustala kartę, albo nie może na nią wpłynąć? Ogólnie spoko, że wszystkie pierwsze walki turniejowe to był singles matche, bo widać, że nie ma tego namaszczenia, o którym mówił i na razie wszyscy zaczęli z tego samego poziomu. No ale RVD tutaj pokazuje, że w sumie poza medialną rolą nie ma nic do gadania. Imo trochę nieprzemyślane to było. Ale ogólnie całość na plus, podane ze smakiem, dobre wejście w galę. Szczerze to musiała to twarz federacji zacząć, nie mogło być inaczej. Tylko teraz się będę zastanawiać kim ostatecznie jest RVD w tej federacji, skoro nie GMem.

komentatorzy - kurcze, no tak dobrze się zaczęło i lecimy z poziomem. Hajto? Naprawdę? Jeszcze wpierdolcie Najmana jako GMa, a Boxdel niech będzie szefem na zapleczu i będziemy się świetnie bawić. Moim zdaniem to jest strasznie słaby wybór. Jak już chcieli tak bardzo zaznaczyć polskie korzenie federacji to nie można było wziąć Suprona, który jest ikoną komentatorki w polskim wrestlingu? I jak już przy nim jestem to szczerze mówiąc w ogóle nie czuję tutaj Tomasza Hajty. To jest bardziej pijany wujek na weselu, niż Tomek Hajto, który raczej jest spokojny, ale lubi wygłosić swoją, totalnie różną od innych opinię i przekręcić przysłowie. Skoro już się zdecydowaliście na taki specyficzny wybór to warto byłoby go dobrze oddać. Jakieś jebnięcie baby na pasach (nie od niego, tylko beka z niego), jakaś truskawka na torcie, jakieś randomowe wymienienie zwycięskiego składu Kaiserslautern z meczu z Bayernem w sezonie 97/98. Ehh, no za to jest minusik. Punk jako komentator jest spoko, dopóki będziemy na stałe w Chicago, a na razie nie do końca rozumiem czy taki jest plan. Jak tak to na plus, jak nie to imo szkoda zabierać bardzo popularnego i wciąż aktywnego zawodnika z puli postaci do grania Chociaż wiadomo, że CM Punk pasuje, bo jest najlepszy na świecie na mikrofonie, w tym ringu, nawet jako komentator. Nikt nie może go dotknąć xD A dobra, Punk to gość specjalny, nie było tematu. Zupełnie szczerze to uważam, że komentatorzy są niepotrzebni. Imo to jest relikt przeszłości, bo kiedyś byli, ale patrząc obiektywnie dzisiaj to chyba bym z nich całkiem zrezygnował. To nic nie wnosi, w zasadzie tylko przelecieli przez kartę, którą raczej wszyscy znają, dodając do tego swoje przewidywania. Imo do skipnięcia na następnych galach, no chyba, że koniecznie chcemy żeby zostali, bo jesteśmy konserwatystami, no to nie róbmy sztampowego omówienia karty tylko powiedzmy o najważniejszych wydarzeniach i planach na tą galę i ewentualnie na najbliższą przyszłość federacji. Dla mnie na minus.

Wywiad Escobara - Dobra, nie dziwię się Hajcie, że się pomylił. Jak Escobar z Hiszpani? xD a już tak na poważnie to mam duży problem jak ocenić ten wywiad. Bo z jednek strony sprzedał mi nową postać i oddał charakter zawodnika, ale z drugiej strony językowo, gramatycznie post leży i czasami traci sens. Może zacznę od tego co było dobre - oddanie charakteru postaci super, od razu widzę, że będzie to heel z manią wyższości i nie muszę zaglądać do KP, żeby to wiedzieć. Bardzo dobrze. Jak masz hiszpańskojęzycznych zawodników, a zwłaszcza heeli to cudownie jak są wtrącenia z hiszpańskiego, dokładnie w tym kierunku trzeba iść, to naprawdę dużo dodaje. Chciał bym w przyszłości zobaczyć chemię z jego managerką, której tutaj w ogóle nie poznaliśmy, chciałbym zobaczyć jak próbują okazać swój status, swoją klasę. Tutaj trochę sobie zaprzecza, bo oczywiście, że zajrzałem do KP i widzę, że w gimmicku ma, że nie zależy mu na tytułach, a tutaj od razu wjeżdża, że zaraz będzie pierwszym mistrzem i elo. No ale ta druga dłuższa odpowiedź, o dawaniu szanys federacji na plus. Przede wszystkim na duży minus błędy językowe  gramatyczne, tutaj to leżało przez całą długość segmentu, musisz na to zwracać większą uwagę, bo to odbiera przyjemność z czytania i po prostu psuje odbiór. "Pierwszy krok do tytułu już za chwilę." - co to znaczy? W sense, nie rozumiem kontekstu, w jakim zostało użyte. Nie daję plusa, ani minusa, bo się zneutralizowało. Jest potencjał, ale trzeba nad nim popracować. No i w sumie przegrał z gościem, dla którego nie ma miejsca w ringu, więc w sumie czy dla niego jest miejsce?

Ogólnie to ta ściana tekstu od RVD do pierwszej walki jest zabójcza, jakby wywalić komentatorów to byłoby idealnie, tak tylko mówię.

Pierwsza walka - od razu powiem, że na walkach nie będę się aż tak bardzo skupiać, bo na tygodniówkach najważniejsze jest dla mnie zakończenie i wynik, ale oczywiście czytam i się odniosę, tylko nie będę się nad nimi tak spuszczać jak na segmentami. Tutaj się trochę tylko przyczepię do tempa i braku dobrej wagi ciosów, no i wpadło mi w oko określenie - "dalej pozostaje w turniejowej grze" - a tutaj nawet porażka nie oznacza, że się odpada, ale to szczegół. Nie wiem, dla mnie Brainbuster to jest taki killer move, że błyskawiczna kontra zaraz po pinie to trochę przesada. No ale ogólnie spoko, szybko przez to przebrnąłem, powymieniali się panowie bez dłuższych serii, bez wielkiej psychologii ringowej, ale też bez większych błędów. Spodziewałem się, że Ryback wygra i tak też się stało, ale bardzo dobrze, że przegrana nie oznacza końca, bo wydaje mi się, że Escobar ma potencjał i jeszcze może się odbić.

Jean-Pierre Dolnick - O Jezu, już się chciałem przypierdalać, że będziemy rozpisywać reklamy i to jest kompletnie useless, a potem zobaczyłem, że to Jean-Pierre Dolnick. Mój Boże, jak ja się cieszę, że go widzę. Nieironicznie to jest moja ulubiona comedy postać w historii efedów. Nie mogę sobie przypomnieć nazwy postaci, ale pamiętam, że ziomek miał wygląd Riddicka Mossa i ich deut to było najczystsze złoto. Pamiętam jak przy Bash at the Beach Dolnick miał segment, gdzie był przebrany za ratownika i potem uciekał w szortach i z deską ratowniczą w dłoni, bardzo mi zapadło to w pamięć jak sobie wyobraziłem tą scenę IRL. No ale co do samego segmentu to był krótki, ale konkretny. No i namówili, nie mogę się doczekać tego dzieła xD nie no, mordka się uśmiechnęła od razu. Zajawienie Pierre Dolnicka to jest zdecydowanie plus i już chcę od niego więcej. To, że się wkurza, że będzie musiał grać grubasów to tak pasuje.

Halloway i Mantel - Halloway świetnie oddaje swój gimmick. To jest dokładnie taki klimat, jakiego spodziewałbym się od foliarza, który głosi swoją prawdę do kamery. Widzę, że tutaj będzie atak na R-Trutha za czasów Lil' Jimmy'ego. Ogólnie od takiej postaci oczekiwałbym, żeby czasami nawiązywał do istniejących teorii, a czasami wymyślał takie, że będziemy się łapać za głowę o co tutaj chodzi. Pole do popisu jest spore. Ooo, może mieć swój segment z zieloną poświatą, jak u Atora przy teoriach spiskowych, tylko oczywiście nie nazywałby tego teoriami xD Mantel miał tutaj bardzo trudne zadanie, bo to jest pierwsze wystąpienie w federacji, warto się trochę przedstawić, pokazać swój gimmick, zarysować kierunek, w którym będzie się szło. A tutaj dostaje odniesienie się do teorii spiskowych foliarza. O ile początek był trochę nijaki, ale totalnie to rozumiem, bo zadanie było trudne, tak im dłużej to szło, tym bardziej się rozkręcało. Zwłaszcza ta druga wypowiedź Mantela jest naprawdę bardzo smaczna. Uderzył w dobre tony, pokazał się publiczności, naprawdę zgrabnie wybrnął z trudnej sytuacji. Ogólnie to powiem Wam, że obaj musicie pilnować języka, bo się zdarzają błędy, ale ogólnie jest dobrze. Uważam, że obie postacie mają potencjał, mam co do nich zupełnie inne oczekiwania, ale myślę, że ogólnie dowiozą. Cały segment był jak najbardziej na plus, a trochę lepiej pokazał się Mantel, bardzo ładnie się wpasował i przedstawił, a reakcja na to Hallowaya trochę mnie rozczarowała, bo Mantel tam wręcz do niego dłoń wyciągnął, kiedy mówił, że ludzie nie chcą prowadzić dyskusji na jakiś temat, że ludzie tylko pozornie myślą itd. przecież to idealnie się pod teorie spiskowe ułożyło. Ale tak czy inaczej przeszedłem przez to sprawnie i byłem zadowolony.

2 Walka - powiem tylko tyle, że czytałem tą walkę wcześniej i uważam, że nie ma się czego wstydzić. To jest dobry kierunek. Pojedynek, który na papierze był dla siebie stworzony. Nie wiem czy serio się tak wylosował, czy raczej "wylosował", ale Panowie musieli stanąć na przeciwko siebie. Prędzej czy później. Myślę, że tutaj jest potencjał na naprawdę dobre story.

Lord Sebastien de Montclair Na samym początku chciałem tylko powiedzieć, że chylę czoła Cavazos. Od samego początku druga postać? Naprawdę podziwiam zaangażowanie. W ogóle te Twoje postacie są bardzo wyraziste, dobrze, o to chodzi. Segment bardzo krótki, ale bardzo smaczny. Uważam, że absolutnie nie było potrzeby na dłuższy. Postać zajawiona, gimmick sprzedany, wiadomo czego można oczekiwać. Nie ma błędów, naprawdę solidna zajawka. Jak dla mnie na plus.

3 walka - Na samym początku to chciałem tylko powiedzieć, że serdeczny **uj Ci w dupę Zimny, bo przez Ciebie ta walka jako jedyna nie weszła mi w typerze i moja słowa z komentarza do karty, że jestem w stanie przewidzieć wszystkie wyniki jednak zostały rzucone na wiatr xD także mogłeś się bardziej postarać xD a tak już poważnie to bardzo solidnie napisana walka, jak do tej pory najlepsza. Naprawdę dobrze się to czytało

Pobite Gary - Ło Panie, to ja miałem wyrzuty sumienia, że za długie video promo mi wyszło. Teraz będę spać jak niemowlę. I teraz całkowicie bez żartów - jak można narzucić limit posta na BS na 700 słów, cisnąć innych o długość, a samemu zapierdolić segment na galę, który ma prawie 2000 słów? xD ogólnie jeszcze jestem przed lekturą całości i może na koniec odszczekam swoje słowa, ale jak na razie to dla mnie ten format jest do zmiany. Przynajmniej do skrócenia. Po ogólnie pomysł super, nazwa super, tylko podanie już nie najlepsze. Ale segment, gdzie Makłowicz będzie grillować swoich gości ma zacnie dużo sensu. Nie będę się rozdrabniać, bo komentarz tego segmentu byłby dłuższy niż mój post na BS, ale musisz dostać po łapach za Creative Team, po co o tym mówić? To nie dobra jest. Nie pokazujmy fanom jak wrestling wygląda, hehe, od kuchni. Ale powiem tak, jak już się robi postać Roberta Makłowicza, to wypadałoby zadbać o wykwintny język i do przesady poprawność językową. Tutaj niektóre zdanie są źle zbudowane, słownictwo jest uproszczone, unowocześnione i mało wyszukane. Ogólnie miejscami wieje mi tutaj konstrukcjami AI, a to nie jest dobre. Ogólnie spodziewałem się czegoś zupełnie innego po Makłowiczu. Najpierw myślałem, że to będzie komediowa postać, teraz widzę, że jest robiona na poważnie, ale jest totalnie odarta z klasy i elegancji prawdziwego Makłowicza. Sam program jest oczywiście klimatyczny, ale ciężko żeby nie był, jak robisz segment na 2k słów. Samą kreacją postaci jestem trochę rozczarowany. Co do Steele'ego to proszę przestać kraść moje teksty, bo to moja postać powstała pierwsza i dosłownie ma to w gimmicku, że chce zapisać swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii. Hmm, ogólnie tutaj czuję głębie postaci, na początku myślałem, że on będzie totalnie przeciwko ojcu, że właśnie chce rozwalić to jego dziedzictwo, żeby stworzyć własne, a jednak widać, że zabiega o względy ojca i wszystko co robi, ostatecznie ma sprawić, że będzie z niego dumny. Chociaż za chwilę zmienia zdanie, jakby jednak nie miało to znaczenia. Ciekawe, tego się nie spodziewałem, ale doceniam, bo jak to będzie odpowiednio ukierunkowane to może wyjść z tego coś ciekawego, ale jak nie będzie dobrze przemyślane to mogą wyjść z tego brednie. Ogólnie ma sporo heelowego zacięcia, jak na face'a. Musisz zwracać uwagę na interpunkcję, bo tworzysz bardzo dużo, bardzo złożonych zdań i to potem się ciężko czyta jak brakuje przecinków. Albo bardziej dzielić zdania, żeby po prostu były lżejsze. I gdyby to się skończyło przed rapem Makłowicza to by było smaczne promo, nie pozbawione błędów, ale byłoby w punkt. A tak mamy niesamowity fikoł w postaci rapującego Makłowicza, który swoją drogą ma dla mnie niesamowicie mocny vibe Marvina Jonesa, który wszędzie zakładał sidła i odnosił się do polowania, tylko tutaj mamy to w kuchni. Nie spodziewałem się rapu, swoją drogą to jest trochę cheatowanie i jeszcze bardziej wydłuża ten segment, bo gdyby te słowa zapisać to pewnie te 2k słów by pękło, a tak są, tylko nie zostały zapisane. Wstawka z Rybakciem na przełamanie, trochę humorystycznie, nawet spoko wyszło. Ale Ryback jest tutaj tak marginalny, że ciężko go jakoś szerzej ocenić. Zobaczymy co tam dalej będzie prezentował. Podsumowując, nie mogę dać segmentu na minus, bo jednak nie jest to wystarczająco mało jakościowe. Nie mogę też dać na plus, bo jest sporo błędów, no i sam format jest do przemyślenia, bo to nie może tak wyglądać. Bo połączenie MizTV z występem Joe Hendry'ego to jest za dużo. Ogólnie jestem też rozczarowany samym Makłowiczem i jestem ciekawy w jaką stronę to pójdzie, bo na razie mam wrażenie, że sam autor jeszcze nie wie, co chce nam pokazać. I dlatego takie długie to wyszło. Update po całości: Steele ma w sobie więcej heela niż face'a w sumie. I nie, nie odszczekam swoich słów z początku xD A, no i za słowa z czatu, że gala jest długa, bo "8 walk robi swoje" to  by się przynajmniej warn należał. Bo w tym jednym segmencie mieszczą się 4 walki, czyli dosłownie połowa wszystkich xD Też nie zrozumcie mnie źle - to nie jest złe, po prostu miałem inne oczekiwania, no i tak długość.

Cavazos i Jorge - można mieć segment dwóch postaci i nie pisać książki? Można, jeszcze jak. Od razu pierwsze co mi się rzuca w oczy to fikołek Mateusza, który kompletnie zignorował, że w Lore Cavazosa jest pobyt w zreinkarnowanym WCW jakieś 6 lat temu. Ogólnie to Mateusz widzę, że sam się zaorał xD "Debiutanci mają to do siebie, że nie wiedzą, kiedy przestać... a ja nie zamierzam przerywać, dopóki sędzia nie podniesie mojej ręki w geście zwycięstwa" - no przecież on właśnie jest debiutantem i przyznał, że nie będzie wiedział kiedy przestać. No i tak teraz patrzę na jego KP i widzę, że tam jest sporo fikołków. Zaczynając od nazwy finishera, który mocno kontrastuje z akcją, kończąc na samej biografii, w której jest napisane, że wszedł do świata "e-wrestlingu". Tutaj widzę, że jest naprawdę dużo pracy do wykonania, jak ma mieć ręce i nogi. Co do samego Cavazosa, to proszę mi powiedzieć, co się stało, że nie ma wyglądu Batisty? Batista był stworzony dla tej postaci :p ale już wracając do segmentu - szczerze to wyszedł dość generycznie, nie całkowicie oczywiście, ale to jest do poprawy. Ogólnie to bardzo lubiłem tą postać na WCW, trzymam mocno kciuki, bo tutaj może się dużo wydarzyć. Więc tego Fiesta Mastera trzeba pokazać, tym bardziej, że teraz ma co świętować, bo wygranko wpadło. Nie daję minusa, bo wiem, że Cavazos będzie dowozić, a Mateusz ma sporo pracy do wykonania, żeby wejść w ten świat. No ale na plusa niestety też nie zasłużyliście.

Walka nr 4 - mojego autorstwa, więc nie oceniam. Powiem tylko tyle, że warto dopracować movesy postaci, nie tylko tej dwójki, ale ogólnie wszyscy mogliby się do tego przyłożyć. Bo to potem dla Bookerów będzie duże ułatwienie. Starałem się oddać postacie jak najwierniej, ale jako, że to pierwsza gala to było totalnie moje wyobrażenie, ewentualnie wspomnienia, więc zawodnicy mogą mieć pretensje, że źle oddałem. Ale to przyjdzie z czasem, obiecuję.

Uszczelka i Butelka - Zbychu, jak ja Cię szanuję. A wiesz czemu Ci jebnąłem? Bo mnie wkurwiłeś xD ależ wspaniały vibe Otyłego Pana, bardzo doceniam segment, oj jak doceniam xD Ogólnie to Wam powiem, że jest to trochę za bardzo rozwleczone, ale za to jaki klimat się zrobił. Mimo długości to sprawnie przez to przebrnąłem. Co tu dużo mówić, postacie są dobrze oddane, no i przede wszystkim cudownie, że się jednak połączyli, a nie będą rywalizować. Chociaż kto wie, jak zostanie ostatnie pół litra to dopiero będzie. Tak jak przez przeszedłem to w sumie podobałyby mi się ich relacja, w której to doświadczony Uszczelka staje się mentorem dla Butelki. Wiecie, idą sobie na te ryby, klimatyczna muzyka. Uszczelka pokazuje jak się zakłada przynętę, a potem myk, wyciąga flaszkę zza pazuchy i tak się skupiają na piciu, że im wędkę wciąga do wody. No wiecie, niby uczy go takich oczywistych rzeczy, a koniec końców i tak wszystko się do chlania sprowadza. Ogólnie zgrabne to było, doczepię się tylko do interpunkcji u Varosta, bo to leżało przy tych dłuższych zdaniach, ale poza tym było git, fajnie, że jakieś błędy językowe czy przekręcenia się pojawiły, bo to po prostu bardzo pasuje do takich zawodników. Segment na plus, gdybym miał wskazać kto wypadł tutaj lepiej to jednak postawiłbym na Uszczelkę, widać po prostu doświadczenie. Ale Butelka też sobie super poradził i widać, że jest potencjał do rozwoju. W ogóle mam wrażenie, że te postacie się świetnie uzupełniają i osobno mogłyby wypaść gorzej. Ale wyszło pico bello.

Dickinson - Zacne, bardzo klimatyczne, bardzo smaczne, a nawet nie powiedział słowa. Nie no, pamiętam postać Dickinsona z WCW, zawsze byłem fanem i fajnie jest znowu go zobaczyć. Poprawnie napisane, postać przedstawiona, na ten moment nie trzeba niczego więcej. Wiem jak duży jest potencjał Edgara, więc o niego się nie martwię. Na pewno pokaże więcej wraz z kolejnymi galami. Propsy, ogólnie klimat Edgara jest nie do podjebania, tu naprawdę nie mogę się doczekać pierwszego pełnoprawnego story.

Walka nr 5 - They got me in the first half, not gonna lie. Już chciałem pisać, że duże propsy dla bookera, bo podjął próbę oddania charakterów i charakterystycznych cech postaci w walce, zwłaszcza przy Makłowiczu, po czym patrzę, że Rysiu sam pisał swoją walkę i już wiem dlaczego tak wyszło xD ale i tak dobrze napisana walka, mam trochę wrażenie, że bardzo podobny styl pisania walki do mojego (dlatego taka dobra xD). Co prawda przed galą stawiałem na taki wynik, ale Slayer mi zaimponował na samej gali i myślę, że za miesiąc jakby doszło do tego zestawienia to wynik mógłby być już inny. Oczywiście nie żeby Makłowicz wypadał słabo.

Blaze - wiadomo, swojego nie oceniam. Powiem tylko tyle, że jestem zadowolony. Wytyczne były takie jak lubię, czyli krótkie, a ja bardzo chciałem zrobić taką filmową zajawkę postaci. Pokazać jaki będzie jej charakter, jakie będą cechy charakterystyczne, no i przede wszystkim oddać klimat.

Elias - Kurcze, ale się rozczarowałem tym promem. Nie będę ukrywać, że przeczytałem post w Promo Zone i bardzo mi zaimponował. Oczywiście nie był perfekcyjny, ale był bardzo solidny. Szczerze to myślę, że patrząc na to, co przeczytałem do tej pory na gali to byłaby to ścisła topka. Ale tutaj promo jest znacznie gorsze i bardzo, bardzo szkoda. Co prawda moim zdaniem nie powinniśmy robić postaci, które będą normalizować korzystanie z nielegalnych substancji, a przynajmniej nie będą tego pokazywać, czy mówić o tym otwarcie, ale to już tylko moja opinia. Lubię postacie, które są tajemnicze, tutaj jeszcze nie do końca wiem o co chodzi w tej postaci, ale moim zdaniem ma naprawdę spory potencjał. Sam tekst o pokazaniu sztuki cieniowania siedzi super. Tylko całość jest bardzo rozlała. Granie pauzą w wypowiedzi jest trudne. Dobrze zrobione doda tajemniczości, może nawet trochę mroku, ale jak będzie się czuło tego za dużo to wychodzi po prostu cringe'owe i traci swój "urok'. Tutaj na pewno trzeba poprawić kodowanie, bo nie jest to do końca czytelne, no i wróciłbym do stylu z PZ, bo było po prostu lepiej. Mimo wszystko intryguje mnie ta postać i jestem ciekawy co pokaże dalej. Szczerze to w ogóle się nie zdziwię, gdyby doszło do rewanżu w "półfinale". Ale to wszystko zależy od Eliasa, w którą stronę to pójdzie, bo widać, że pisać potrafi, tylko trzeba to oszlifować. A, no i takie inside info, mega propsy dla Elisa za delikatne odłożenie mikrofonu. Nawet sobie nie wyobrażacie jak o to potrafią cisnąć niektórzy promotorzy, bo to drogie rzeczy są xD Nie ma rzucania mikrofonami xD

Walka nr 6 - Przede wszystkim to Fade To Black, a nie Fade of Black :p Nie powiem, żebym spał jakoś niespokojnie przez ten tydzień, jak oddaliśmy posty. Co prawda Elias oddał w PZ naprawdę dobrego posta, to jednak czułem, że powinno się udać :p Ej, ale dziwnie mi się czyta jak Lone Wolf to nie jestem ja, człowiek się przyzwyczaił, że to o nim i potem przez chwilę miałem mętlik w głowie jak sam na sobie zrobiłem akcję xD tutaj złapałem jeszcze taki błąd - jak po pinie on mu chce Drive by zrobić? To by musiał szybko za ring wyskoczyć i mieć głowę rywala na apronie, a on tym jeszcze sędziego trafia? To mi się akurat nie klei. O i swoją drogą znowu mamy dwie postacie, które używają tego samego finishera. Imo to jest serio do ogarnięcia ogólnie-forumowo. Kurde, no tutaj nie podoba mi się ta walka. Nie dość, że Blaze próbuje wykonywać swój finisher, który jest tylko na specjalne okazje, na jakieś duże feudy, kiedy wszystko inne zawiedzie, to jeszcze finisher submission tak trochę za łatwo sprzedany, nie czułem w ogóle presji, że to będzie koniec. No i Low Blow, który w zasadzie bardzo szybko przeszedł i nie pozostawił po sobie śladu, a to w sumie liczone jako finisher powinno być. Z plusów to na pewno czułem, że obaj zawodnicy chcą wygrać za wszelką cenę, ale trzeba popracować nad tempem walki i waga ciosów. Ogólnie chaos do opanowania.

Lopez - Wjechał i rozjechał. Chyba najlepsze promo na gali, przynajmniej do tej pory. Bardzo smaczne, bardzo zgrabne. Nawet był plot twist! Klasyczny motyw, ale bardzo fajnie ograny. Ostatecznie w wrestlingu chodzi o emocje i dokładnie to tutaj widzę, bardzo ładną zabawę emocjami publiczności. Potem sięgnięcie po cheap heat, ale to nie ma znaczenia, że heat był cheap, ważne że był i spełnił swoją rolę. McIntyre w Gdańsku też sięgnął po dwa giga cheap heaty, bo całą galę mu śpiewała publiczność i wystarczyło, żeby zostać najbardziej wybuczany ze wszystkich xD Lopez ma klasę, bardzo doceniam, że się pojawił, no i bardzo dobrze, że od razu dał zapowiedź, że chce się bić ze zwycięzcą turnieju. To nam otwiera wiele furtek, no i od razu z góry zapowiada rywalizację na poziomie, ktokolwiek by tego nie wygrał. Jeszcze raz powtórzę, bardzo dobry, bardzo wyważony segment, robi robotę pod kątem psychologicznym. Dodatkowe propsy za wspomnienie Wesa.

Wywiad Zacka - ale Ty lubisz postacie, które krytykują innych wrestlerów xD pamiętam jak na WCW miałeś postać, która zabraniała swoim adeptom nazywać innych wrestlerami, tylko performerami, bo na wrestlerów nie zasługują, trochę poczułem podobny vibe jak wskazałeś Twojego psa xD ogólnie powiem tak, dla mnie takie wywiady są najtrudniejszą formą (o ile to nie jest jakaś konwencja i nie robisz wywiadu z innym graczem, tylko właśnie jako prezenterka sam ze sobą) i udało Ci się wybrnąć zgrabnie. Nie ma błędów, postać jest pokazana, jest wszystko co trzeba. Nie było fajerwerków, ale imo po prostu ta forma nie pozwala na fajerwerki. Segment jak najbardziej na plus, szybko przez niego przebrnąłem i był jednak przyjemny dla oka.

Walka nr 7 - raczej niezła, przyczepiłbym się tylko, że za bardzo chaotyczna. Zwłaszcza w momentach, gdzie mamy te akcje wysokiego ryzyka. Nie ma czasu na oddech między jedną, a drugą, nie ma czasu na reakcję, tylko lecimy z tematem do przodu. Trochę to wygląda jak na treningu masz świeżaków, którzy ledwo zapamiętali na co się umówili przed walką i lecą z kolejnymi sekwencjami, żeby nie zapomnieć :p ogólnie stylistycznie jest dobrze tylko nad tempem trzeba popracować i będzie zacnie. Ogólnie to jeszcze się przyznam, że tutaj głosowałem w typerze na Dickinsona, bo myślałem, że ShowOff nie odda posta na BS (przepraszam, że zwątpiłem xD) ale jak zobaczyłem, że jednak oddał to myślałem, że zgubię punkty xD ostatecznie wydaje mi się, że tam musiało być na żyletki i współczuję tutaj wybierania kto wygra, chociaż z tego co wiem, to tutaj chyba bezlitosny excel wylicza. No ale mocne zestawienie ogólnie, godne co-main eventu i godne równej wagi w typerze.

Hill - ooo, ciekawa postać. Dobre promo, wczułem się w klimat, kupuję tą postać. Jeszcze to backstory, że sam tego doświadczył i zgorzkniał do tego stopnia, że stał się taki sam. Ojej, na tyle motywów to będzie można ogrywać. To jest otwarta furtka dla niego i dla jego rywali, to dodaje głębi postaci, propsy za coś takiego. Ogólnie to zgrabny segmencik, tylko stylistyka do poprawy, bo już nan samym początku dowiedzieliśmy o tym, że krąg jest otoczony siatką dookoła siatką wokół siatki :p No ale jest potencjał i myślę, że nie zostanie zmarnowany.

Brutal i Riddle - Czy Brutal na początku kłóci się sam ze sobą? Dlaczego on będąc helem dostaje cheer po zwyzywaniu face'owej postaci? I skąd ten wjazd w Stage motocyklem? To jest jakaś metafora, albo odniesienie do przeszłości, której nie znam? Ogólnie to on tak ciśnie od cip innych, a sam w sumie na tej gali jedyne co zrobił to wszedł bez fajerwerków i zaczął gadać do mikrofonu. Ogólnie nie było to złe, ale przed chwilą dosłownie dostaliśmy promo postaci, która jest mocno zbliżona swoim charakterem do Mike'a, no i moim zdaniem widać różnicę. Stylistycznie jest spoko, językowo jest spoko. Charakter postaci jest oddany, ale wydaje mi się, że potrzebuje trochę odświeżenia, bo jak tak będzie się opierać na hardcorze cały czas to może nie wypalić. To wymaga sporej ilości gimmick matchów, które będą pozwalały na brutalność, a w federacji, która chce być bardziej PG i nie chce się opierać na Hardcore, albo robić Canadian Detroyerów z narożnika na dwa stoły poza ringiem to może po prostu nie wypalić. Bardziej kupuję pójście w stronę brutalności, przesadnej waleczności, czy bycia pojebem, niż ikoną hardcore'u, bo to po prostu nie zawsze da radę zrobić. Tak jak pisałem, nie było to złe, ale też nie było godne Main Eventu. O ile językowo jest spoko, czuć oddanie gimmicku, tak po prostu oczekiwałbym czegoś więcej. Z kolei Riddle miał na pewno łatwiejsze zadanie, bo nie został jakoś postawiony pod ścianą, a w takiej sytuacji zawsze łatwiej się odpowiada, no ale myślę, że można powiedzieć, że wybrnął jak poeta. Od początku celnie uderza, uwagi bardzo ze smakiem, jestem fanem tej o dwubiegunówce, fajnie przemyślane. No i następny mi podpierdala hasełko postaci, znajdźcie sobie swoje, a nie mój gimmick wycinacie xD bardzo podobał mi się tutaj spokój Riddle'a. Smaczne, celne promo, naprawdę dobry. Może nie lepsze niż Lopez, ale myślę, że zaraz za nim. Patrząc na te posty, bo nie czytałem PZ, no to jednak widzę, że zwycięzca walki słuszny.

Walka nr 8 - Walka jak najbardziej poprawna, tutaj mamy wszystko tak jak trzeba. Jest odpowiednie tempo, jest psychologia ringowa, no i mamy fajny smaczek w postacie poddania. Duży plus, że Main Event jako jedyny kończy się inaczej niż cała reszta walk.

Podsumowując - solidna to była gala. Zdecydowanie więcej plusów niż minusów, a to się bardzo ceni, bo pierwsze gale moim zdaniem wcale nie są proste, bo jeszcze nikt nie zna zawodników. Bardzo podobała mi się proporcja w budowie gali. Dobra ilość wywiadów do video promocji przez speeche i segmenty wieloosobowe. Dzięki temu się lepiej czyta i bardziej płynie przez tą galę. Ogólnie to powiem Wam wszystkim, że mega dobra robota. Nie spodziewałem się, że po takiej przerwie dostaniemy tak solidną galę. Ogólnie mamy ciekawy skład półfinałów, a jak dla mnie zwycięzcą gali Lopez. Szczerze jestem ciekawy jaką kartę wysmażycie z tego, skoro wygrani nie mają walk turniejowych, a w sumie między sobą nie warto ich na razie zestawiać, skoro to potencjalne zestawienia finałowe.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
17.05.2026, 03:37
#8
- Wstępniak: Bardzo miły, przyjemny klimacik Czuć narastające emocje i nie mogę się doczekać co przyniesie gala.

- RVD: Legendarny RVD. Jak pięknie oglądało się jego walki. Swego czasu naprawdę świetny moveset. Zasady wyjaśnione już wcześniej, ale storyline’owo trzeba było przedstawić to również publiczności. Fajne wprowadzenie, dobre odniesienie do tej hardocre’owej strony RVD. Jest klimacik budowany, zacieram ręce.

- Komentatorzy: Ciekawe zestawienie, Cole i Hajto XD. Ciekawe czy będzie wymieniany zwycięski skład Kaiserslautern. Może jak ktoś wygra World Champa? Jaka szpilka w Hajto, mocny Punk. Dzięki za oko z zimnym stylem przy Dereku Wink. Punk jak jeździ po wszystkich i wszystkim Big Grin. Jeszcze bezcześci piłkę nożną nazywając ją soccerem, tragedia. Fajny wstępniak, super, że będzie nowy guest commentator co galę.

- Wywiad Escobara: Taki po prostu w porządku. Wywiad się odbył. Miguel się przedstawił. Taki pewny siebie Hiszpan. Spoko, zaprezentowanie było. Pierwsze koty za płoty, zobaczymy co będzie dalej. Potrzebne są takie postacie.

- Pierwsza walka: Szybka, wartka akcja. Tempo mi się podobało, szczególnie nieprzewidywalna końcówka. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić, to to, że na końcu powinna być kontra finishera, jakieś małe zamieszanie i finisher zwycięzcy. Tak mi się wydawało zawsze, że to lepsza końcówka walki. A tak ładnie napisana waleczka.

- Reklama: Nie no, nawet reklamy nie można pominąć. Jakby WWE wypuszczało takie reklamy, to z miłą chęcią bym oglądał PPV po nocach XD. Przecież Jean dostanie Oscara za rolę pierwszo, drugo i trzecioplanową.

- Derek i Derrick: To prawda, ShowOff, można się jebnąć. Sam czytałem i chciałem dodatkowe „r” do Derek dodać przypadkowo. Tutaj fajnie Mantel zaprezentował swój gimmick. Widzę potencjał tej postaci i z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój. Prawdziwość ponad wszystko, podoba mi się ta postać.

- Druga walka: Jak zobaczyłem to zestawienie, to ciekaw byłem czy zostanie użyty słynny styl walki pijany mistrz przez Butlę. Kurwa no czytam i patostream chyba widzę XD. Bardzo dobrze oddany styl obu zawodników. W ogóle świetne zestawienie dwóch Polaków w Chicago przed, możliwe że, polską publicznością między innymi Big Grin. Dobry tekst z kafelkami. Fajna walka, naprawdę. Po Twoich opowieściach, Varost, wspaniałe oddanie postaci majstra w ogóle XD. Mistrzowie TT w zasięgu wzroku!

- LSDM: Oesu jaka trudna nazwa XD. Ale przynajmniej czuć ten prestiż. Dobre, podoba mi się to zachowanie. Fajne, stereotypowe. Jak można zauważyć gimmicki są dobre, gdy są stereotypowe. Szkoda, że taki krótki, ale już czuć od niego, że jest jakiś.

- Trzeci pojedynek: Na wstępie chciałem powiedzieć, że cała przyjemność po mojej stronie, Remik XD. Mam zamiar przegrywać wszystko, głosuj na mnie Big Grin. A walka mojego autorstwa, miłej lektury.

- Pobite gary: Jaka ściana tekstu XD Ale nic, po poście na BS mam wrażenie, że będzie to dobre do czytania. Z ostatnich doniesień wiem, że to zaginiony brat samego pana Roberta, więc widać w tym gen kucharski. Jakie w ogóle dojebane intro, na początku myślałem, że to jakiś obrazek tylko, ale odkryłem, że da się to włączyć Big Grin. Nie no, ja już to mówiłem, nie da się tego czytać w normalny sposób, w głowie brzmi ten prawdziwy głos Makłowicza XD. Poetycki sposób robienia kanapki jest mocny. Zachowanie jak prawdziwy Włoch, który nie lubi keczupu. W pierwszej chwili czytam Preston Steele i myślę sobie, że dopiero co była jego walka, ale później sobie przypominam, że na początku było, iż show nagrywane wcześniej. No właśnie dziedzic, ale jak to ten pseudonim brzmi, że jest to pozorny dziedzic i to się zgadza. Podoba mi się w ogóle taki gimmick gościa, który niby ma bogactwo, ale się nim brzydzi. Nie widziałem tego i to jest super. Natomiast Preston zaczyna swoją kwestię i od razu wkłada słowa w usta widzów, że można go uważać za bogatego snoba. Czyli walczy ze stereotypem nie będąc nawet o niego pytanym. Uuu, stawia siebie w roli potężnego żółtodzioba. Fajnie przedstawił tu sam siebie. Podoba mi się ta pierwsza wypowiedź. Obraza kanapki wykonanej przez McŁowicza. Ta zniewaga krwi wymaga. A jednak nie, spodziewałem się typowego jakiegoś ukazania temperamentu ze strony kucharza, jednak ta odpowiedź też w porządku. Jaki flow w tym freestyle’u XD. Maniera Makłowicza zachowana, ale troszkę przyśpieszone jest. Zajebiste Big Grin. czyli jednak nie taka spokojna ta odpowiedź. Pobite Gary to program, po którym nie wiadomo czego się spodziewać. Fajna końcówka w wykonaniu Steele’a. Bardzo dobre zaprezentowanie postaci na samej gali. Bo przyznam, że wszystkich postów na BS nie czytałem i nie miałem żadnego zdania na temat chyba żadnej postaci, poza Derrickiem, ale z nim miałem segment. No i poza tymi, do których pisałem walkę. Jest Ryback XD. Zajebiste show, oby więcej tego.

- Jorge i Mateusz: Z tą wstawką z WCW taka mała pomyłeczka się chyba wkradła po stronie Mateusza, ale to taki szczegół. Taki segment na zasadzie ja Ci powiem tak, a Ty powiesz „Mówisz, że tak? A ja Ci powiem, że nie”. Nie jest najgorszy, jest taki przeciętny po prostu. Szkoda, że Amigo nie miał takiego ostatniego take’a kamery na siebie, żeby jeszcze coś dodał, ale to trudno. I tak, według mnie, Cavazos lepiej tutaj wypadł. Ale jakby się tak zaczęli napierdzielać na siłowni, to też ciekawe by było.

- Czwarty pojedynek: „za chwilę odbędzie stosunek ze swoim przeciwnikiem” matko, testosteron aż tryska i nie tylko. Dziwnie się to czytało. Kurwa, czy ja jestem jakiś tępy? Niech ktoś mi wytłumaczy o co chodzi z tym polewaniem sobie łba oliwką? XD Jest to nieco pojebane Big Grin Bardzo chaotyczna walka, trochę za długo inicjatywa spoczywała na jedym olewając drugiego.

- Butla i Uszczelka: To brzmi jak nazwa jakiejś firmy produkującej butelki z uszczelkami. Trudne życie pana uszczelki. Granatowy Passat z niskim przebiegiem? Ja pierdolę, nie wie co straciła. Złoty człowiek i na samochodach się zna. Panowie na rybach to brzmi jak początek nowego, dobrego segmentu jak i ten. Wo, to było bardzo dobre do czytania, oby tak dalej.

- Problemy okienne Dicksona: Ciekawe, klimatyczne, poetyckie. Tak sobie właśnie wyobrażam Dicksona.

- Piąty pojedynek: Yay, przebrnąłem przez pierwszy post. Dużo razy powtórzone: narożniku, narożnika, choć z doświadczenia wiem, że niewiele jest synonimów na to miejsce w ringu. Ależ dużo zwrotów akcji w tej walce. Bardzo ładnie rozpisane i dobrze pokazany gimmick kucharza.

- Seg Axela: Wstęp taki jakby z filmu noir, podoba mi się ten nastrój. Remik jest dobry w te filmowe wstawki, bo to brzmi jak jakiś przerywnik filmowy. Kiedy LPW otworzy wytwórnię filmową tak jak WWE ja się pytam. Nie no, prawdziwy Steven Segal. Było kilku, najebał wszystkim po kolei, żeby ktoś dwa razy wpierdolu nie obskoczył, zgarnął femme fatale i nara. A dusza romantyka. Bardzo dobry segment i wysoka poprzeczka dla Eliasa.

- Speech Eliasa: Od razu przechodzimy do oponenta. O, jego postać ma finisher, który używała moja pierwotna, e-fedowa postać i jeszcze pochodzi z Buffalo. Przypadek? Derek wam powie, że nie sądzi! Ale wracając, dużo tajemniczości, tak samo z resztą, jak i użytkownik. Po rozmowie z jegomościem na czacie dochodzę do wniosku, że zostawia w tej postaci dużą cząstkę siebie tocząc wokół siebie taką aurę nie wiadomo kogo. Tłumaczy pseudonimy, tłumaczy finishery, cóż powiedzieć. I to siadanie po turecku faktycznie, jakby Alister Black tu był. Z resztą jak dało się wyczytać czy jest to ulubiony wrestler tego użytkownika. Charakterystyczny gest Jeffa Hardy’ego, czyli który? Ten z dłonią składaną w pistolet? W sumie żadnej innej chyba jego nie znam. Ależ to było w ogóle dziwne. W sensie ok, ta postać też jest jakaś, ale ilość chaosu i czegoś niewytłumaczonego trochę przytłacza. Może trzeba by nad tym chaosem właśnie zapanować trochę i będą może nawet ciekawe segmenty.

- Szósty pojedynek: Obydwaj! Gdy mówimy o dwóch panach, mówimy o nich obydwaj. Obydwoje mówimy w momencie, gdy jest kobieta i mężczyzna. Kurde, strasznie mi nie pasuje sprowadzenie Low Blow do zwykłej sygnatury. Low Blow potrafi zmieniać wynik walki pod jej koniec, a tutaj jeszcze dodana jest jakaś akcja dodana. I w ogóle ref bump był, kurwa działo się w tej walce więcej, niż podczas pierwszej nocy Wrestlemanii. Nie no szczerze mówiąc to strasznie źle się to czytało.

- Speech Jose Lopeza: Jak to pobite gary powrócą za tydzień, skoro następna gala za dwa? Niemożliwe. Heel turnik Lopeza na plus. Fajne nawiązania do Ceny i do Chicago Bulls. Eee ale Butlę to ty szanuj, nie nazywaj go kloszardem! Według niego piwo to nie alkohol, więc się kasuje. I jeszcze rzucił mikrofonem. Rysiu! Budżet tego chyba nie przewiduje! Nie no, bardzo dobry speech, szanuję taki powrocik.

- Wywiad Zacka Sabre Jr.: No właśnie G1 Climax to nie żarty są. Dickson - Dickhead, w sumie jeden chuj. No i ładnie nam się pokazał Zack. Krótki, lecz treściwy wywiad.

- Siódma walka: to, to ja pisałem, więc pozdrawiam czytelników.

- Segment Allan Góra: Jakiś fight club. Dobry klimat. Chyba jest Brockiem Lesnarem, skoro 12 ludzi musi go odciągać. Niebezpieczny człowiek, można by go zestawić z Kenem Shamrockiem za najlpeszych lat. Fajny segment, można nieźle się wczuć.

- Brutalny i Riddle: Groźny Brutal, wszyscy czują strach. Śmieszne było, że „jśli robisz codziennie handjoba koledze pod biurkiem krzyknij What!”, po czym sam używa What w zdaniu XD. Outsider szukający brutalizmu. Jestem na tak, ciekawa postać. Dobre z samookaleczeniem na początku Big Grin. Znów te złote zgłoski jak u Steela. Pownniście złączyć się w drużynę. Ona ma dwie litery obok siebie w nazwisku, Riddle tak samo. Naprawdę fajny segment. Trudno jest mi wskazać jednoznacznego zwycięzcę, jednak nie jestem HB, więc nie muszę tego robić i nara XD

- ME: Oo, mydło i powidło bardzo ważne elementy każdego domu. Super się czytało tę walkę. Naprawdę dobrze napisana. Zwycięstwo Rddla ciekawe, nie wiem jakie były noty za styl, ale panowie skoczyli na podobną odległość że tak zaserwuję żargonem ze skoków narciarskich. Porażka przez submission jest porażką przez submission. Nie ma w tym nic dalej. Nie warto dorabiać ideologii do tego, że Mike to jest rozpierdalacz i trzeba go na siłę odliczać albo dawać mu odpływać. Nie ma co tak do tego podchodzić.

- Ogółem: Gala wyszła dobrze, smakowała również dobrze. Miała swoje plusy i minusy, ale dużo postaci mi dzisiaj się zaprezentowało, bo ja KP tak raczej nie przeglądam. Super zaangażowanie aż dziwne tych wszystkich użytkowników. Odwalilim kawał dobrej roboty. Przysięgam, że nie wiedziałem wcześniej która, ale chyba wiem która walka została napisana przez AI.

- Ocena: 4/6

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
17.05.2026, 03:37 #8
- Wstępniak: Bardzo miły, przyjemny klimacik Czuć narastające emocje i nie mogę się doczekać co przyniesie gala.

- RVD: Legendarny RVD. Jak pięknie oglądało się jego walki. Swego czasu naprawdę świetny moveset. Zasady wyjaśnione już wcześniej, ale storyline’owo trzeba było przedstawić to również publiczności. Fajne wprowadzenie, dobre odniesienie do tej hardocre’owej strony RVD. Jest klimacik budowany, zacieram ręce.

- Komentatorzy: Ciekawe zestawienie, Cole i Hajto XD. Ciekawe czy będzie wymieniany zwycięski skład Kaiserslautern. Może jak ktoś wygra World Champa? Jaka szpilka w Hajto, mocny Punk. Dzięki za oko z zimnym stylem przy Dereku Wink. Punk jak jeździ po wszystkich i wszystkim Big Grin. Jeszcze bezcześci piłkę nożną nazywając ją soccerem, tragedia. Fajny wstępniak, super, że będzie nowy guest commentator co galę.

- Wywiad Escobara: Taki po prostu w porządku. Wywiad się odbył. Miguel się przedstawił. Taki pewny siebie Hiszpan. Spoko, zaprezentowanie było. Pierwsze koty za płoty, zobaczymy co będzie dalej. Potrzebne są takie postacie.

- Pierwsza walka: Szybka, wartka akcja. Tempo mi się podobało, szczególnie nieprzewidywalna końcówka. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić, to to, że na końcu powinna być kontra finishera, jakieś małe zamieszanie i finisher zwycięzcy. Tak mi się wydawało zawsze, że to lepsza końcówka walki. A tak ładnie napisana waleczka.

- Reklama: Nie no, nawet reklamy nie można pominąć. Jakby WWE wypuszczało takie reklamy, to z miłą chęcią bym oglądał PPV po nocach XD. Przecież Jean dostanie Oscara za rolę pierwszo, drugo i trzecioplanową.

- Derek i Derrick: To prawda, ShowOff, można się jebnąć. Sam czytałem i chciałem dodatkowe „r” do Derek dodać przypadkowo. Tutaj fajnie Mantel zaprezentował swój gimmick. Widzę potencjał tej postaci i z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój. Prawdziwość ponad wszystko, podoba mi się ta postać.

- Druga walka: Jak zobaczyłem to zestawienie, to ciekaw byłem czy zostanie użyty słynny styl walki pijany mistrz przez Butlę. Kurwa no czytam i patostream chyba widzę XD. Bardzo dobrze oddany styl obu zawodników. W ogóle świetne zestawienie dwóch Polaków w Chicago przed, możliwe że, polską publicznością między innymi Big Grin. Dobry tekst z kafelkami. Fajna walka, naprawdę. Po Twoich opowieściach, Varost, wspaniałe oddanie postaci majstra w ogóle XD. Mistrzowie TT w zasięgu wzroku!

- LSDM: Oesu jaka trudna nazwa XD. Ale przynajmniej czuć ten prestiż. Dobre, podoba mi się to zachowanie. Fajne, stereotypowe. Jak można zauważyć gimmicki są dobre, gdy są stereotypowe. Szkoda, że taki krótki, ale już czuć od niego, że jest jakiś.

- Trzeci pojedynek: Na wstępie chciałem powiedzieć, że cała przyjemność po mojej stronie, Remik XD. Mam zamiar przegrywać wszystko, głosuj na mnie Big Grin. A walka mojego autorstwa, miłej lektury.

- Pobite gary: Jaka ściana tekstu XD Ale nic, po poście na BS mam wrażenie, że będzie to dobre do czytania. Z ostatnich doniesień wiem, że to zaginiony brat samego pana Roberta, więc widać w tym gen kucharski. Jakie w ogóle dojebane intro, na początku myślałem, że to jakiś obrazek tylko, ale odkryłem, że da się to włączyć Big Grin. Nie no, ja już to mówiłem, nie da się tego czytać w normalny sposób, w głowie brzmi ten prawdziwy głos Makłowicza XD. Poetycki sposób robienia kanapki jest mocny. Zachowanie jak prawdziwy Włoch, który nie lubi keczupu. W pierwszej chwili czytam Preston Steele i myślę sobie, że dopiero co była jego walka, ale później sobie przypominam, że na początku było, iż show nagrywane wcześniej. No właśnie dziedzic, ale jak to ten pseudonim brzmi, że jest to pozorny dziedzic i to się zgadza. Podoba mi się w ogóle taki gimmick gościa, który niby ma bogactwo, ale się nim brzydzi. Nie widziałem tego i to jest super. Natomiast Preston zaczyna swoją kwestię i od razu wkłada słowa w usta widzów, że można go uważać za bogatego snoba. Czyli walczy ze stereotypem nie będąc nawet o niego pytanym. Uuu, stawia siebie w roli potężnego żółtodzioba. Fajnie przedstawił tu sam siebie. Podoba mi się ta pierwsza wypowiedź. Obraza kanapki wykonanej przez McŁowicza. Ta zniewaga krwi wymaga. A jednak nie, spodziewałem się typowego jakiegoś ukazania temperamentu ze strony kucharza, jednak ta odpowiedź też w porządku. Jaki flow w tym freestyle’u XD. Maniera Makłowicza zachowana, ale troszkę przyśpieszone jest. Zajebiste Big Grin. czyli jednak nie taka spokojna ta odpowiedź. Pobite Gary to program, po którym nie wiadomo czego się spodziewać. Fajna końcówka w wykonaniu Steele’a. Bardzo dobre zaprezentowanie postaci na samej gali. Bo przyznam, że wszystkich postów na BS nie czytałem i nie miałem żadnego zdania na temat chyba żadnej postaci, poza Derrickiem, ale z nim miałem segment. No i poza tymi, do których pisałem walkę. Jest Ryback XD. Zajebiste show, oby więcej tego.

- Jorge i Mateusz: Z tą wstawką z WCW taka mała pomyłeczka się chyba wkradła po stronie Mateusza, ale to taki szczegół. Taki segment na zasadzie ja Ci powiem tak, a Ty powiesz „Mówisz, że tak? A ja Ci powiem, że nie”. Nie jest najgorszy, jest taki przeciętny po prostu. Szkoda, że Amigo nie miał takiego ostatniego take’a kamery na siebie, żeby jeszcze coś dodał, ale to trudno. I tak, według mnie, Cavazos lepiej tutaj wypadł. Ale jakby się tak zaczęli napierdzielać na siłowni, to też ciekawe by było.

- Czwarty pojedynek: „za chwilę odbędzie stosunek ze swoim przeciwnikiem” matko, testosteron aż tryska i nie tylko. Dziwnie się to czytało. Kurwa, czy ja jestem jakiś tępy? Niech ktoś mi wytłumaczy o co chodzi z tym polewaniem sobie łba oliwką? XD Jest to nieco pojebane Big Grin Bardzo chaotyczna walka, trochę za długo inicjatywa spoczywała na jedym olewając drugiego.

- Butla i Uszczelka: To brzmi jak nazwa jakiejś firmy produkującej butelki z uszczelkami. Trudne życie pana uszczelki. Granatowy Passat z niskim przebiegiem? Ja pierdolę, nie wie co straciła. Złoty człowiek i na samochodach się zna. Panowie na rybach to brzmi jak początek nowego, dobrego segmentu jak i ten. Wo, to było bardzo dobre do czytania, oby tak dalej.

- Problemy okienne Dicksona: Ciekawe, klimatyczne, poetyckie. Tak sobie właśnie wyobrażam Dicksona.

- Piąty pojedynek: Yay, przebrnąłem przez pierwszy post. Dużo razy powtórzone: narożniku, narożnika, choć z doświadczenia wiem, że niewiele jest synonimów na to miejsce w ringu. Ależ dużo zwrotów akcji w tej walce. Bardzo ładnie rozpisane i dobrze pokazany gimmick kucharza.

- Seg Axela: Wstęp taki jakby z filmu noir, podoba mi się ten nastrój. Remik jest dobry w te filmowe wstawki, bo to brzmi jak jakiś przerywnik filmowy. Kiedy LPW otworzy wytwórnię filmową tak jak WWE ja się pytam. Nie no, prawdziwy Steven Segal. Było kilku, najebał wszystkim po kolei, żeby ktoś dwa razy wpierdolu nie obskoczył, zgarnął femme fatale i nara. A dusza romantyka. Bardzo dobry segment i wysoka poprzeczka dla Eliasa.

- Speech Eliasa: Od razu przechodzimy do oponenta. O, jego postać ma finisher, który używała moja pierwotna, e-fedowa postać i jeszcze pochodzi z Buffalo. Przypadek? Derek wam powie, że nie sądzi! Ale wracając, dużo tajemniczości, tak samo z resztą, jak i użytkownik. Po rozmowie z jegomościem na czacie dochodzę do wniosku, że zostawia w tej postaci dużą cząstkę siebie tocząc wokół siebie taką aurę nie wiadomo kogo. Tłumaczy pseudonimy, tłumaczy finishery, cóż powiedzieć. I to siadanie po turecku faktycznie, jakby Alister Black tu był. Z resztą jak dało się wyczytać czy jest to ulubiony wrestler tego użytkownika. Charakterystyczny gest Jeffa Hardy’ego, czyli który? Ten z dłonią składaną w pistolet? W sumie żadnej innej chyba jego nie znam. Ależ to było w ogóle dziwne. W sensie ok, ta postać też jest jakaś, ale ilość chaosu i czegoś niewytłumaczonego trochę przytłacza. Może trzeba by nad tym chaosem właśnie zapanować trochę i będą może nawet ciekawe segmenty.

- Szósty pojedynek: Obydwaj! Gdy mówimy o dwóch panach, mówimy o nich obydwaj. Obydwoje mówimy w momencie, gdy jest kobieta i mężczyzna. Kurde, strasznie mi nie pasuje sprowadzenie Low Blow do zwykłej sygnatury. Low Blow potrafi zmieniać wynik walki pod jej koniec, a tutaj jeszcze dodana jest jakaś akcja dodana. I w ogóle ref bump był, kurwa działo się w tej walce więcej, niż podczas pierwszej nocy Wrestlemanii. Nie no szczerze mówiąc to strasznie źle się to czytało.

- Speech Jose Lopeza: Jak to pobite gary powrócą za tydzień, skoro następna gala za dwa? Niemożliwe. Heel turnik Lopeza na plus. Fajne nawiązania do Ceny i do Chicago Bulls. Eee ale Butlę to ty szanuj, nie nazywaj go kloszardem! Według niego piwo to nie alkohol, więc się kasuje. I jeszcze rzucił mikrofonem. Rysiu! Budżet tego chyba nie przewiduje! Nie no, bardzo dobry speech, szanuję taki powrocik.

- Wywiad Zacka Sabre Jr.: No właśnie G1 Climax to nie żarty są. Dickson - Dickhead, w sumie jeden chuj. No i ładnie nam się pokazał Zack. Krótki, lecz treściwy wywiad.

- Siódma walka: to, to ja pisałem, więc pozdrawiam czytelników.

- Segment Allan Góra: Jakiś fight club. Dobry klimat. Chyba jest Brockiem Lesnarem, skoro 12 ludzi musi go odciągać. Niebezpieczny człowiek, można by go zestawić z Kenem Shamrockiem za najlpeszych lat. Fajny segment, można nieźle się wczuć.

- Brutalny i Riddle: Groźny Brutal, wszyscy czują strach. Śmieszne było, że „jśli robisz codziennie handjoba koledze pod biurkiem krzyknij What!”, po czym sam używa What w zdaniu XD. Outsider szukający brutalizmu. Jestem na tak, ciekawa postać. Dobre z samookaleczeniem na początku Big Grin. Znów te złote zgłoski jak u Steela. Pownniście złączyć się w drużynę. Ona ma dwie litery obok siebie w nazwisku, Riddle tak samo. Naprawdę fajny segment. Trudno jest mi wskazać jednoznacznego zwycięzcę, jednak nie jestem HB, więc nie muszę tego robić i nara XD

- ME: Oo, mydło i powidło bardzo ważne elementy każdego domu. Super się czytało tę walkę. Naprawdę dobrze napisana. Zwycięstwo Rddla ciekawe, nie wiem jakie były noty za styl, ale panowie skoczyli na podobną odległość że tak zaserwuję żargonem ze skoków narciarskich. Porażka przez submission jest porażką przez submission. Nie ma w tym nic dalej. Nie warto dorabiać ideologii do tego, że Mike to jest rozpierdalacz i trzeba go na siłę odliczać albo dawać mu odpływać. Nie ma co tak do tego podchodzić.

- Ogółem: Gala wyszła dobrze, smakowała również dobrze. Miała swoje plusy i minusy, ale dużo postaci mi dzisiaj się zaprezentowało, bo ja KP tak raczej nie przeglądam. Super zaangażowanie aż dziwne tych wszystkich użytkowników. Odwalilim kawał dobrej roboty. Przysięgam, że nie wiedziałem wcześniej która, ale chyba wiem która walka została napisana przez AI.

- Ocena: 4/6

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
17.05.2026, 07:32
#9
Wstęp Rob Van Dam jako GM to wybór naprawdę dobry, chociaż nigdy nie kojarzyłem Jean Clauda z Temu z jakimiś wybitnymi skillsami na mikrofonie

Co do komentatorów to całościowo jest to rozpisane przeze mnie i pomysł był też mój, żeby zrobić z Hajto cipoheela na mikrofonie, z Cole'a profesjonaliste  i ten trzeci, który co gale będzie inny. Patrząc na komentarze - nie był to najlepszy pomysł, no cóż, nie każda idea będzie udana, nie mniej jednak nie rezygnowałbym z nich całkowicie, zobaczymy co się z tego wyklaruje Big Grin

Miguel Escobar  'Pas ma już właściciela, ale i tak zachęcam do oglądania turnieju.' - Bardzo fajny liner. Generalnie mieszało się to promo, od typowego basicu do fajnych linijek, trzeba dać mu trochę czasu, to może być diamencik

Walka nr 1 Bardzo fajnie rozpisana, cóż, wygrałem, jednak nadal uważam, że jestem Rybackiem daleko od  picku, a co do mojego rywala - przyszłość jest Twoja, pozdro!

Pierre Dolnick - ' Masz to coś... ta tusza' xDDDDDD  Generalnie powrót Pierdolnika to jest przepiękna wiadomość xD Rola główna, trzech grubasów, kurwa piękne Big Grin

Derek Halloway &  Derrick Mantel segment  - Bardzo ciekawa pierwsza kwestia, rozbicie RVD i foliarska teoria bardzo mi tutaj siadła, propsuje. Natomiast to co dalej się stało w tym segmencie mnie nie przekonuje. Już pomijając jakieś głupotki typu 'Nie zwracają uwagi na to, aby bym autentycznym' , bo literówki się po prostu zdarzają, natomiast po tej pierwszej kwestii Mantel wypadł jakoś tak...kastratycznie, zabrakło tutaj trochę jaj, a Derek na koncu z dupy się przysrał, bo w sumie Derrick przyznał mu rację, miał potencjał ten segment, ale ostatecznie nie siadł mi (poza świetną pierwszą kwestią), zdarza się

Walka nr 2 - Ale tam musi jebać XD. Przepiękna walka. Butelkowy Łokieć xDD Zerwany gwint, nie no, mój klimacik zdecydowanie Big Grin  (ale nie, że aż tyle chleje, znaczy zdarzy się, ale nie do odciny!)

??? - Już mnie wkurwił, a to naprawdę dobry omen jeśli chodzi o heeli. Coś czuje, że to będzie dobre

Walka nr 3 - Kurde, jak narąbane jest tych pseudonimów na początku walki u nieznanych jeszcze szerzej zawodników to muszę karty postaci odpalać, żeby wiedzieć kto jest kto. Ale całość fajnie wypadła, tylko wyniki mi punktów do typera nie podbijają xD

Pobite Gary - 'Tutaj pizza przypomina konstrukcję nośną, hot dog ma swoje zasady, a jeśli ktoś próbuje polać go ketchupem, to prawdopodobnie nawet wiatr znad jeziora Michigan przestaje go szanować' - Zajebisty random line XD. 'Kenneth Riddle? Mike Brutal? Ryback? Może na teraz jest to dla mnie wysoka półka, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Nie interesuje mnie kogo będę musiał pokonać, żeby stanąć na szczycie, bo żeby stać się najlepszym musisz pokonać najlepszych.' - Bardzo fajny vibe, powiało takim underdog style, naprawdę solidne promo, czyta się płynnie, dobra robota. Rob wypadł fantastycznie, te wstawki życiowe poplątane z jedzeniem dało bardzo ciekawe metafory, podobał mi się ten segment. Swojego udziału nie oceniam, nie mniej jednak fajnie, że wpadłem i coś zeżarłem

Cavazos vs Mateusz - Git segment, Cava ładnie zapoczątkował, a Mateusz dobrze oddał (w przeciwieństwie do hantli), taki przyjemny mini segment z pomysłem i podłożem, propsuje

Walka nr 4 - Uwielbiam w walce te gimmick shoty, typu jak tutaj polewanie globusa oliwką w wykonaniu Mateusza. Wygrał Cava, ale dla obu za wcześniejszy segment szacun

Uszczelka & Zygmunt - 'Ukradł mi rower albo… albo ja jemu' No tak, uciorany to nie pamięta Big Grin  Ten segment to złoto, i dokładnie tak sobie wyobrażałem taki comedy mix w ich wykonaniu, piękne Big Grin

Edgar Dickinson - Ciekawe, klimatyczne, muszą iść za tym później jakieś słowa, żeby to nie trącało monotonią na dłuższą metę, natomiast na razie jest git

Walka nr 5 - Jak dziwnie się czyta walkę, w której jeden rzuca 450 splash, a drugi na to krakowski kocioł xD. Ale oddała ta walka, Rob jest dalej, ciekawe czy aż tak przerysowana gimmickowo postać może być mistrzem Big Grin

Blaze - Kurcze, mam trochę problem z tym segmentem, bo przez to, że było mało gadki (a jednak była) to Blaze nie wypadł aż tak mocno jak się spodziewałem, raczej poszedłbym tutaj albo w całkowite oddanie tła bez wstawek, albo dłuższą wypowiedź po prostu

Shadow - Jest duży potencjał, szkoda, że tak chaotycznie, bo ogólnie rzecz biorąc sam segment rozwijał się całkiem dobrze, fajna gra słów nazwiska z gimmickiem, z zaciekawieniem będe obserwował rozwój tej postaci

Walka nr 6 - Szczerze mówiąc liczyłem po promach na gali, że w jakieś DC pójdzie, natomiast okej, ktoś musiał przegrać

Lopez - Pisałem do Carnivala na FB, ale chyba był już nieaktywny, nie mniej jednak każdy chciał powrotu Carniego i Lopeza, dla takich kurwa segmentów, idealnie jest to rozpisane., budowanie heatu na populizmach to jest typoheel 100%, piękny segment

Sabre - 'Poradzisz sobie z tym jakoś Edgar, wierzę w Ciebie.' - Uwielbiam takie wstawki, takie spojrzenie z góry na rywala nie mówiąc tego wprost. Całościowo promo może nie szałowe, ale poprawne

Walka nr 7 - Świetnie napisana, generalnie tutaj  mocno na styku ta walka. The End jako finisher mi się tylko nie podoba, ale czepiam się Big Grin

Hill - ' jedyne co mi pozostało to walczyć w federacji jak LPW ' - To nie jest filler, generalnie trochę niesmaku poczułem po tej linii, ale może tak miało być. Całościowo jest znów - poprawnie, ale nie ma huku

Brutal & Riddle - Dobrze zaczął Mike, przyjemne te zagrywki z 'What', i zgaszenie tego również, widać tutaj świetny pomysł na promo. 'stoimy na dwóch różnych biegunach... chociaż czasami mam wrażenie, że Ty stoisz na dwóch jednocześnie, jeśli wiesz co mam na myśli.' Kenny co pocisnął XD. Poza tym dobre promo, minimalnie chyba lepiej wypadł tutaj, natomiast brawa dla obu panów, bo to było dobre

Main Event  Riddle wygrywający w walce wieczoru raczej nikogo tutaj nie dziwi, dobrze rozpisane, fajnie się generalnie każdą walkę tutaj czytało, poza tą jedną małą obiekcją, że przy nowicjuszach rzucanie pseudonimów zmusza do sięgnięcia po instrukcje kto jest kim


Podsumowując - Dobra gala, trochę minusów było, chyba zbyt moda na sukces ala tasiemiec, jednak w pierwszej gali każdy chciał się pokazać. Dziękuję wszystkim, któzy brali w tym udział, pozdro!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2026, 14:06 przez Ryse.
Odpowiedz
Cytuj
Bryx Fenrir
Jobber
17.05.2026, 07:32 #9
Wstęp Rob Van Dam jako GM to wybór naprawdę dobry, chociaż nigdy nie kojarzyłem Jean Clauda z Temu z jakimiś wybitnymi skillsami na mikrofonie

Co do komentatorów to całościowo jest to rozpisane przeze mnie i pomysł był też mój, żeby zrobić z Hajto cipoheela na mikrofonie, z Cole'a profesjonaliste  i ten trzeci, który co gale będzie inny. Patrząc na komentarze - nie był to najlepszy pomysł, no cóż, nie każda idea będzie udana, nie mniej jednak nie rezygnowałbym z nich całkowicie, zobaczymy co się z tego wyklaruje Big Grin

Miguel Escobar  'Pas ma już właściciela, ale i tak zachęcam do oglądania turnieju.' - Bardzo fajny liner. Generalnie mieszało się to promo, od typowego basicu do fajnych linijek, trzeba dać mu trochę czasu, to może być diamencik

Walka nr 1 Bardzo fajnie rozpisana, cóż, wygrałem, jednak nadal uważam, że jestem Rybackiem daleko od  picku, a co do mojego rywala - przyszłość jest Twoja, pozdro!

Pierre Dolnick - ' Masz to coś... ta tusza' xDDDDDD  Generalnie powrót Pierdolnika to jest przepiękna wiadomość xD Rola główna, trzech grubasów, kurwa piękne Big Grin

Derek Halloway &  Derrick Mantel segment  - Bardzo ciekawa pierwsza kwestia, rozbicie RVD i foliarska teoria bardzo mi tutaj siadła, propsuje. Natomiast to co dalej się stało w tym segmencie mnie nie przekonuje. Już pomijając jakieś głupotki typu 'Nie zwracają uwagi na to, aby bym autentycznym' , bo literówki się po prostu zdarzają, natomiast po tej pierwszej kwestii Mantel wypadł jakoś tak...kastratycznie, zabrakło tutaj trochę jaj, a Derek na koncu z dupy się przysrał, bo w sumie Derrick przyznał mu rację, miał potencjał ten segment, ale ostatecznie nie siadł mi (poza świetną pierwszą kwestią), zdarza się

Walka nr 2 - Ale tam musi jebać XD. Przepiękna walka. Butelkowy Łokieć xDD Zerwany gwint, nie no, mój klimacik zdecydowanie Big Grin  (ale nie, że aż tyle chleje, znaczy zdarzy się, ale nie do odciny!)

??? - Już mnie wkurwił, a to naprawdę dobry omen jeśli chodzi o heeli. Coś czuje, że to będzie dobre

Walka nr 3 - Kurde, jak narąbane jest tych pseudonimów na początku walki u nieznanych jeszcze szerzej zawodników to muszę karty postaci odpalać, żeby wiedzieć kto jest kto. Ale całość fajnie wypadła, tylko wyniki mi punktów do typera nie podbijają xD

Pobite Gary - 'Tutaj pizza przypomina konstrukcję nośną, hot dog ma swoje zasady, a jeśli ktoś próbuje polać go ketchupem, to prawdopodobnie nawet wiatr znad jeziora Michigan przestaje go szanować' - Zajebisty random line XD. 'Kenneth Riddle? Mike Brutal? Ryback? Może na teraz jest to dla mnie wysoka półka, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Nie interesuje mnie kogo będę musiał pokonać, żeby stanąć na szczycie, bo żeby stać się najlepszym musisz pokonać najlepszych.' - Bardzo fajny vibe, powiało takim underdog style, naprawdę solidne promo, czyta się płynnie, dobra robota. Rob wypadł fantastycznie, te wstawki życiowe poplątane z jedzeniem dało bardzo ciekawe metafory, podobał mi się ten segment. Swojego udziału nie oceniam, nie mniej jednak fajnie, że wpadłem i coś zeżarłem

Cavazos vs Mateusz - Git segment, Cava ładnie zapoczątkował, a Mateusz dobrze oddał (w przeciwieństwie do hantli), taki przyjemny mini segment z pomysłem i podłożem, propsuje

Walka nr 4 - Uwielbiam w walce te gimmick shoty, typu jak tutaj polewanie globusa oliwką w wykonaniu Mateusza. Wygrał Cava, ale dla obu za wcześniejszy segment szacun

Uszczelka & Zygmunt - 'Ukradł mi rower albo… albo ja jemu' No tak, uciorany to nie pamięta Big Grin  Ten segment to złoto, i dokładnie tak sobie wyobrażałem taki comedy mix w ich wykonaniu, piękne Big Grin

Edgar Dickinson - Ciekawe, klimatyczne, muszą iść za tym później jakieś słowa, żeby to nie trącało monotonią na dłuższą metę, natomiast na razie jest git

Walka nr 5 - Jak dziwnie się czyta walkę, w której jeden rzuca 450 splash, a drugi na to krakowski kocioł xD. Ale oddała ta walka, Rob jest dalej, ciekawe czy aż tak przerysowana gimmickowo postać może być mistrzem Big Grin

Blaze - Kurcze, mam trochę problem z tym segmentem, bo przez to, że było mało gadki (a jednak była) to Blaze nie wypadł aż tak mocno jak się spodziewałem, raczej poszedłbym tutaj albo w całkowite oddanie tła bez wstawek, albo dłuższą wypowiedź po prostu

Shadow - Jest duży potencjał, szkoda, że tak chaotycznie, bo ogólnie rzecz biorąc sam segment rozwijał się całkiem dobrze, fajna gra słów nazwiska z gimmickiem, z zaciekawieniem będe obserwował rozwój tej postaci

Walka nr 6 - Szczerze mówiąc liczyłem po promach na gali, że w jakieś DC pójdzie, natomiast okej, ktoś musiał przegrać

Lopez - Pisałem do Carnivala na FB, ale chyba był już nieaktywny, nie mniej jednak każdy chciał powrotu Carniego i Lopeza, dla takich kurwa segmentów, idealnie jest to rozpisane., budowanie heatu na populizmach to jest typoheel 100%, piękny segment

Sabre - 'Poradzisz sobie z tym jakoś Edgar, wierzę w Ciebie.' - Uwielbiam takie wstawki, takie spojrzenie z góry na rywala nie mówiąc tego wprost. Całościowo promo może nie szałowe, ale poprawne

Walka nr 7 - Świetnie napisana, generalnie tutaj  mocno na styku ta walka. The End jako finisher mi się tylko nie podoba, ale czepiam się Big Grin

Hill - ' jedyne co mi pozostało to walczyć w federacji jak LPW ' - To nie jest filler, generalnie trochę niesmaku poczułem po tej linii, ale może tak miało być. Całościowo jest znów - poprawnie, ale nie ma huku

Brutal & Riddle - Dobrze zaczął Mike, przyjemne te zagrywki z 'What', i zgaszenie tego również, widać tutaj świetny pomysł na promo. 'stoimy na dwóch różnych biegunach... chociaż czasami mam wrażenie, że Ty stoisz na dwóch jednocześnie, jeśli wiesz co mam na myśli.' Kenny co pocisnął XD. Poza tym dobre promo, minimalnie chyba lepiej wypadł tutaj, natomiast brawa dla obu panów, bo to było dobre

Main Event  Riddle wygrywający w walce wieczoru raczej nikogo tutaj nie dziwi, dobrze rozpisane, fajnie się generalnie każdą walkę tutaj czytało, poza tą jedną małą obiekcją, że przy nowicjuszach rzucanie pseudonimów zmusza do sięgnięcia po instrukcje kto jest kim


Podsumowując - Dobra gala, trochę minusów było, chyba zbyt moda na sukces ala tasiemiec, jednak w pierwszej gali każdy chciał się pokazać. Dziękuję wszystkim, któzy brali w tym udział, pozdro!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2026, 14:06 przez Ryse.
Odpowiedz
Cytuj
17.05.2026, 16:42
#10
Wstęp i komentatorzy: Uważam, że klasyczne otwarcie od RVD wypadło dobrze, bo z miejsca nakreślił nieco ton federacji. To znaczy... on przez samą nazwę i estetykę jest już nakreślony, ale niektórzy pewnie się ucieszą, że pierwszy etap to fundament, a później mamy dostać pełne ekstremum. Czyli Mike F'N Brutal może być spokojny o przyszłość XD W komentatorach również sądzę, że wymiany zdań wypadły nieźle. Na pewno na plus jest opcja dodawania gościnnych komentatorów. W związku z tym spodziewam się świeżych utarczek słownych między gościem a regularnym składem. Mam nadzieję, że mnie  nie zmęczy Hajto, który jest dla mnie wyjątkowo trudny do zniesienia w rzeczywistości.

Miguel Escobar: Kurcze, już widzę z czym będę miał problem w tej przygodzie e-fedowej. Mam wrażenie, że widziałem już takie wywiady setki razy. Lekkie sponiewieranie osoby przeprowadzającej rozmowę i duża doza pewności siebie u zawodnika. Z drugiej strony, nie wiem czego miałbym oczekiwać. Tak samo pierwsze kilka zdań z tego punktu to bardziej moja obserwacja niż zarzut do Escobara. W tej stylistyce było to całkiem poprawne. Z butów mnie nie wyrwało. Efekt na pewno byłby lepszy, gdyby udało mu się wygrać pierwszą walkę. Tak się niestety dla niego nie stało. W każdym razie, tutaj jest potencjał na ciekawą postać, tylko trzeba popracować nad szczegółami.

Jean-Pierre Dolnick: Wiadomo, że "Gruby, Grubszy i Najgrubszy" w jednoosobowej obsadzie to musi być hit XD Poproszę o więcej i od razu zamawiam bilety!

Derek Halloway i Derrick Mantel: Halloway ma świetny gimmick, z którym można pracować zarówno od strony samego piszącego, jak i ze strony jego rywala. Zresztą widać to także w tym segmencie. Pierwsza część od Dereka to absolutne cudo, zwłaszcza rozkmina na temat naszego GM'a. Derrick w mojej opinii te swoje dwie wypowiedzi zepsuł błędem logicznym. Tak, chodzi o tę kwestię "ile w Tobie jest prawdy" vs po chwili "jesteś sobą". Dobrze jest unikać takich błędów. Gdyby nie to, nie jest źle. W bezpośrednim zestawieniu z doskonale nakreślonym gimmickiem Hallowaya wypadł jednak nieco gorzej.

Lord Sebastien de Montclair: Króciutkie video, ale również fajnie nakreśla charakter tej postaci. Troszkę widzę w nim początki Alberto del Rio w WWE, jak jeszcze wierzyłem, że gość naprawdę jest bogatym snobem XD Czekam na więcej od tej postaci, ale jestem przekonany, że w tym rosterze będzie miał pole do popisu.

Pobite Gary by Rob McŁowicz: Chryste Panie jakie długie XD Ale wielkie brawa za kreatywność i przyłożenie się do tematu od strony prezentacji. Oczywiście z czasem będzie pewnie coraz trudniej utrzymać ten sam poziom dla Roba, ale do tego jeszcze nam bardzo daleko. Póki co cieszmy się podróżą, na którą McŁowicz nas zabiera <3 Grillowanie Prestona rozbawiło mnie niemiłosiernie. Sam Preston mógł być tutaj bardzo łatwo zdominowany, ale według mnie wyciągnął z segmentu swoje. Dla mnie najważniejsze jest to, że czuję jego postać i już trochę mi się wyróżnił z tłumu. Jestem na tak dla samego segmentu, jak i obu tych postaci, które w nim zobaczyliśmy! No i piękny występ Rybacka na koniec. To połączenie musiało się wydarzyć, bo i skojarzenie oczywiste z "Feed me more".

Cavazos i MateuszMW: Kurcze, no w sumie gdyby nie ten kolejny podczas gali błąd logiczny (tym razem z WCW), to MateuszMW byłby tu nieco lepszy w ukazaniu swojej postaci. Minus jednak właśnie za to WCW. Drugi raz pewnie się to nie powtórzy XD Jorge tutaj wypadł... no nie wiem, nijako trochę. De facto nie odpowiedział Mateuszowi wcale, ale z drugiej strony też nie jestem przekonany, że po tych kilku zdaniach na jego twarzy powinna się już malować "czysta furia". Tym bardziej, że to ma być face. Chyba nie było pojechane tak ostro przez jego rywala Big Grin W samym starciu widzę, że górą jednak Jorge, więc musiał się pokazać lepiej.

Uszczelka i Butla: Kilkukrotnie zabrakło podpisu przy kwestiach Zbycha, więc wdał się mały chaos tutaj, ale nawet z podpisami byłoby trudno nadążyć za tą elokwentną wymianą zdań dwóch doświadczonych przez życie prostych chłopów w Czikago. Było to zabawne, a historie chłopaków to w końcu samo życie. Nie będę chyba nawet próbował wskazywać, który z nich zaprezentował się tutaj lepiej. Bardziej traktuję ten segment jako kolektywną pracę na rzecz jego sukcesu. I moim zdaniem wyszło solidnie. Wydaje mi się, że te dwie postaci mogą sporo zyskać na połączeniu sił, bo jednak w swoich podstawach są rzeczywiście podobne.

Edgar Dickinson: Jak powiedzieć wszystko, nie mówiąc nic? Trzeba się uczyć od Edgara. Takie opisy uzmysłowiły mi, że muszę głęboko pogrzebać w sobie, aby wrócić do dobrej jakości. Edgar nie musi grzebać, bo już to ma. Bardzo klimatyczne vignette, czekam na więcej.

Axel Blaze: Jak powiedzieć wszystko, mówiąc zaledwie kilka krótkich zdań? Trzeba się uczyć od Axela. Opisy naprawdę pierwszoligowe, bardzo rozbudowane i obrazowe. Na pewno każdy z nas trochę inaczej wyobraża sobie poszczególne kadry, ale jedno jest pewne - nikt nie ma w głowie pustki na myśl o tej postaci. Świetna rzecz, no i od razu pierwsze zwycięstwo na koncie w turnieju. Myślę, że patrzymy na jednego z faworytów.

Elias Shadow: Na początek ten sam problem, który przytrafił się przy segmencie Uszczelki i Butli. Podział tekstu jest miejscami niejasny i brakuje podpisu, że Elias teraz mówi. Wiadomo, można się połapać bez wielkiego problemu, ale przy przebijaniu się przez całą galę takie detale jednak męczą. Co do samej treści, rozumiem wizję z tym rozpoczynaniem kolejnych fragmentów wypowiedzi od "mówią na mnie". Myślę, że byłoby to do ogrania w promo na żywo, tylko trzeba by było mieć dobre delivery. Uważam też, że mroczny gimmick trzeba podeprzeć dobrej jakości opisami sytuacji, bo w słowach można brzmieć mrocznie, ale zawsze sądziłem, że mroczne promo w ringu nie zadziała tak dobrze.

Jose Lopez: Bardzo dobrze jest zobaczyć Lopezzo z powrotem. Wszyscy przywykliśmy do jego fejsowej postaci, więc Carni stawia sam przed sobą wyzwanie i z miejsca przechodzi na ciemną stronę. Czy jest to dość prosty zabieg bazujący na ciśnięciu publiczności? Zdecydowanie. Uważam, że można było to zrobić trochę ciekawiej, ale z drugiej strony od razu mamy mocnego helowego zawodnika, a czasami przeciąganie realizacji pomysłu dla samego faktu "żeby było zaskakująco" nie musi wychodzić na plus. W przypadku Lopeza nie mam wątpliwości, że będzie jednym z najlepszych.

ZSJ: Dość krótko, ale znalazłem tutaj kilka ciekawych punktów. Na pewno odniesienie do G1 to wypozycjonowanie się jako osoba mające doświadczenie w turniejach tego typu. Zresztą też miałem skojarzenie z tym tworem NJPW. Zack biega jednak bardzo krótkie maratony, jeśli ta formuła turnieju już zasłużyła na to miano Big Grin Jestem ciekaw ZSJ w bezpośredniej słownej konfrontacji z rywalem. Tym razem jednak wpadła porażka, ale z tego co czytam, to było blisko. Spodziewałbym się właśnie tego.

Allan Hill: Duży plus! Dobrze wykorzystana możliwość przygotowania takiego segmentu od zera. Teoretycznie sam gimmick byłego zawodnika MMA nie jest odkrywczy, ale zestawienie do z pewną traumą, wywołaną do tego w taki sposób, daje już pole do popisu. Spodziewam się raczej ciężkiego klimatu i aury wokół tej postaci. Jak będzie podparta solidną robotą Yarexona, to może być przed nią świetlana przyszłość w roli monster heela.

Brutal i Riddle: Jak napisaliśmy ten segment z Michałem, to byłem z niego naprawdę zadowolony - zarówno z formy mojego oponenta, jak i mojego speechu. Parę one-linerów udało się wcisnąć, a do tego chyba dość dobrze postawiłem się w roli gościa, który po prostu nie przegra tej walki. Nie ukrywam, że było to celowe zagranie z mojej strony od samego początku, aby wywrzeć trochę presję. Im dalej w las, im więcej czasu mijało od oddania segmentu, tym bardziej czułem, że chyba można było wycisnąć więcej. W końcu jak słusznie zauważył Ryse, nie była to wymiana zdań tylko w sumie dwa monologi. Po opublikowaniu całej gali wiem, że te odczucia okazały się słuszne. O ile Brutal zrobił według mnie spory postęp i dał w swojej części kilka kwestii, które mogą być punktem zaczepienia do zupełnie nowej wersji tej postaci, tak Riddle moim zdaniem jest o dwie półki poniżej poziomu, na którym powinien być. Mam nadzieję, że znajdę w głowie coś ciekawego żeby nie odstawać wkrótce od zawodników z pomysłem, których w LPW nie brakuje.

Walki: Odniosę się zbiorczo do walk. Przede wszystkim końcówki to jest dobre, powracające rozwiązanie. I bez pełnych walk gala spuchła do dwóch postów. W walce Butli z Uszczelką miałem cały czas banana na ryju przez te ich pseudonimy i nazwy akcji XD To było starcie, które mogło być oszczędzane na main event najważniejszej gali roku w LPW. Szczególnie dobrze czytało mi się oczywiście walkę McŁowicza z Mantelem. Sformułowanie "zwycięża ze smakiem" jest tak proste, ale tak doskonałe w tym, że powinno być takim stałym elementem zwycięstw Roba. Jeżeli chodzi o walkę pisaną przez AI, to według mnie nie jest to takie oczywiste. W sumie dalej nie jestem pewien i starałem się wypatrywać charakterystycznych dla AI zwrotów. Jak miałbym strzelać, to chyba powiedziałbym, że walka Shadow vs Blaze?

Na koniec pierwszego komentarza chciałem powiedzieć, że jestem pełen podziwu, że udało się zebrać ekipę i ruszyć z tym projektem na takim poziomie. Sam nie byłem przekonany i w sumie cały czas nie jestem pewien, że to udźwignę. Być może z tego wynika też trochę wspomniany kryzys tożsamości mojej postaci - po prostu wziąłem Riddle'a takiego jakim był i w 10 minut zmieniłem szczegóły. W każdym razie, to już jest na mojej głowie, aby przynajmniej postarać się nawiązać do tych złotych czasów. Cieszy mnie to, że jest tutaj tak wiele znajomych twarzy. Jestem też uradowany, że trafiły się twarze zupełnie nowe. Miłej zabawy wszystkim!

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
FoTi
Global Champion
17.05.2026, 16:42 #10
Wstęp i komentatorzy: Uważam, że klasyczne otwarcie od RVD wypadło dobrze, bo z miejsca nakreślił nieco ton federacji. To znaczy... on przez samą nazwę i estetykę jest już nakreślony, ale niektórzy pewnie się ucieszą, że pierwszy etap to fundament, a później mamy dostać pełne ekstremum. Czyli Mike F'N Brutal może być spokojny o przyszłość XD W komentatorach również sądzę, że wymiany zdań wypadły nieźle. Na pewno na plus jest opcja dodawania gościnnych komentatorów. W związku z tym spodziewam się świeżych utarczek słownych między gościem a regularnym składem. Mam nadzieję, że mnie  nie zmęczy Hajto, który jest dla mnie wyjątkowo trudny do zniesienia w rzeczywistości.

Miguel Escobar: Kurcze, już widzę z czym będę miał problem w tej przygodzie e-fedowej. Mam wrażenie, że widziałem już takie wywiady setki razy. Lekkie sponiewieranie osoby przeprowadzającej rozmowę i duża doza pewności siebie u zawodnika. Z drugiej strony, nie wiem czego miałbym oczekiwać. Tak samo pierwsze kilka zdań z tego punktu to bardziej moja obserwacja niż zarzut do Escobara. W tej stylistyce było to całkiem poprawne. Z butów mnie nie wyrwało. Efekt na pewno byłby lepszy, gdyby udało mu się wygrać pierwszą walkę. Tak się niestety dla niego nie stało. W każdym razie, tutaj jest potencjał na ciekawą postać, tylko trzeba popracować nad szczegółami.

Jean-Pierre Dolnick: Wiadomo, że "Gruby, Grubszy i Najgrubszy" w jednoosobowej obsadzie to musi być hit XD Poproszę o więcej i od razu zamawiam bilety!

Derek Halloway i Derrick Mantel: Halloway ma świetny gimmick, z którym można pracować zarówno od strony samego piszącego, jak i ze strony jego rywala. Zresztą widać to także w tym segmencie. Pierwsza część od Dereka to absolutne cudo, zwłaszcza rozkmina na temat naszego GM'a. Derrick w mojej opinii te swoje dwie wypowiedzi zepsuł błędem logicznym. Tak, chodzi o tę kwestię "ile w Tobie jest prawdy" vs po chwili "jesteś sobą". Dobrze jest unikać takich błędów. Gdyby nie to, nie jest źle. W bezpośrednim zestawieniu z doskonale nakreślonym gimmickiem Hallowaya wypadł jednak nieco gorzej.

Lord Sebastien de Montclair: Króciutkie video, ale również fajnie nakreśla charakter tej postaci. Troszkę widzę w nim początki Alberto del Rio w WWE, jak jeszcze wierzyłem, że gość naprawdę jest bogatym snobem XD Czekam na więcej od tej postaci, ale jestem przekonany, że w tym rosterze będzie miał pole do popisu.

Pobite Gary by Rob McŁowicz: Chryste Panie jakie długie XD Ale wielkie brawa za kreatywność i przyłożenie się do tematu od strony prezentacji. Oczywiście z czasem będzie pewnie coraz trudniej utrzymać ten sam poziom dla Roba, ale do tego jeszcze nam bardzo daleko. Póki co cieszmy się podróżą, na którą McŁowicz nas zabiera <3 Grillowanie Prestona rozbawiło mnie niemiłosiernie. Sam Preston mógł być tutaj bardzo łatwo zdominowany, ale według mnie wyciągnął z segmentu swoje. Dla mnie najważniejsze jest to, że czuję jego postać i już trochę mi się wyróżnił z tłumu. Jestem na tak dla samego segmentu, jak i obu tych postaci, które w nim zobaczyliśmy! No i piękny występ Rybacka na koniec. To połączenie musiało się wydarzyć, bo i skojarzenie oczywiste z "Feed me more".

Cavazos i MateuszMW: Kurcze, no w sumie gdyby nie ten kolejny podczas gali błąd logiczny (tym razem z WCW), to MateuszMW byłby tu nieco lepszy w ukazaniu swojej postaci. Minus jednak właśnie za to WCW. Drugi raz pewnie się to nie powtórzy XD Jorge tutaj wypadł... no nie wiem, nijako trochę. De facto nie odpowiedział Mateuszowi wcale, ale z drugiej strony też nie jestem przekonany, że po tych kilku zdaniach na jego twarzy powinna się już malować "czysta furia". Tym bardziej, że to ma być face. Chyba nie było pojechane tak ostro przez jego rywala Big Grin W samym starciu widzę, że górą jednak Jorge, więc musiał się pokazać lepiej.

Uszczelka i Butla: Kilkukrotnie zabrakło podpisu przy kwestiach Zbycha, więc wdał się mały chaos tutaj, ale nawet z podpisami byłoby trudno nadążyć za tą elokwentną wymianą zdań dwóch doświadczonych przez życie prostych chłopów w Czikago. Było to zabawne, a historie chłopaków to w końcu samo życie. Nie będę chyba nawet próbował wskazywać, który z nich zaprezentował się tutaj lepiej. Bardziej traktuję ten segment jako kolektywną pracę na rzecz jego sukcesu. I moim zdaniem wyszło solidnie. Wydaje mi się, że te dwie postaci mogą sporo zyskać na połączeniu sił, bo jednak w swoich podstawach są rzeczywiście podobne.

Edgar Dickinson: Jak powiedzieć wszystko, nie mówiąc nic? Trzeba się uczyć od Edgara. Takie opisy uzmysłowiły mi, że muszę głęboko pogrzebać w sobie, aby wrócić do dobrej jakości. Edgar nie musi grzebać, bo już to ma. Bardzo klimatyczne vignette, czekam na więcej.

Axel Blaze: Jak powiedzieć wszystko, mówiąc zaledwie kilka krótkich zdań? Trzeba się uczyć od Axela. Opisy naprawdę pierwszoligowe, bardzo rozbudowane i obrazowe. Na pewno każdy z nas trochę inaczej wyobraża sobie poszczególne kadry, ale jedno jest pewne - nikt nie ma w głowie pustki na myśl o tej postaci. Świetna rzecz, no i od razu pierwsze zwycięstwo na koncie w turnieju. Myślę, że patrzymy na jednego z faworytów.

Elias Shadow: Na początek ten sam problem, który przytrafił się przy segmencie Uszczelki i Butli. Podział tekstu jest miejscami niejasny i brakuje podpisu, że Elias teraz mówi. Wiadomo, można się połapać bez wielkiego problemu, ale przy przebijaniu się przez całą galę takie detale jednak męczą. Co do samej treści, rozumiem wizję z tym rozpoczynaniem kolejnych fragmentów wypowiedzi od "mówią na mnie". Myślę, że byłoby to do ogrania w promo na żywo, tylko trzeba by było mieć dobre delivery. Uważam też, że mroczny gimmick trzeba podeprzeć dobrej jakości opisami sytuacji, bo w słowach można brzmieć mrocznie, ale zawsze sądziłem, że mroczne promo w ringu nie zadziała tak dobrze.

Jose Lopez: Bardzo dobrze jest zobaczyć Lopezzo z powrotem. Wszyscy przywykliśmy do jego fejsowej postaci, więc Carni stawia sam przed sobą wyzwanie i z miejsca przechodzi na ciemną stronę. Czy jest to dość prosty zabieg bazujący na ciśnięciu publiczności? Zdecydowanie. Uważam, że można było to zrobić trochę ciekawiej, ale z drugiej strony od razu mamy mocnego helowego zawodnika, a czasami przeciąganie realizacji pomysłu dla samego faktu "żeby było zaskakująco" nie musi wychodzić na plus. W przypadku Lopeza nie mam wątpliwości, że będzie jednym z najlepszych.

ZSJ: Dość krótko, ale znalazłem tutaj kilka ciekawych punktów. Na pewno odniesienie do G1 to wypozycjonowanie się jako osoba mające doświadczenie w turniejach tego typu. Zresztą też miałem skojarzenie z tym tworem NJPW. Zack biega jednak bardzo krótkie maratony, jeśli ta formuła turnieju już zasłużyła na to miano Big Grin Jestem ciekaw ZSJ w bezpośredniej słownej konfrontacji z rywalem. Tym razem jednak wpadła porażka, ale z tego co czytam, to było blisko. Spodziewałbym się właśnie tego.

Allan Hill: Duży plus! Dobrze wykorzystana możliwość przygotowania takiego segmentu od zera. Teoretycznie sam gimmick byłego zawodnika MMA nie jest odkrywczy, ale zestawienie do z pewną traumą, wywołaną do tego w taki sposób, daje już pole do popisu. Spodziewam się raczej ciężkiego klimatu i aury wokół tej postaci. Jak będzie podparta solidną robotą Yarexona, to może być przed nią świetlana przyszłość w roli monster heela.

Brutal i Riddle: Jak napisaliśmy ten segment z Michałem, to byłem z niego naprawdę zadowolony - zarówno z formy mojego oponenta, jak i mojego speechu. Parę one-linerów udało się wcisnąć, a do tego chyba dość dobrze postawiłem się w roli gościa, który po prostu nie przegra tej walki. Nie ukrywam, że było to celowe zagranie z mojej strony od samego początku, aby wywrzeć trochę presję. Im dalej w las, im więcej czasu mijało od oddania segmentu, tym bardziej czułem, że chyba można było wycisnąć więcej. W końcu jak słusznie zauważył Ryse, nie była to wymiana zdań tylko w sumie dwa monologi. Po opublikowaniu całej gali wiem, że te odczucia okazały się słuszne. O ile Brutal zrobił według mnie spory postęp i dał w swojej części kilka kwestii, które mogą być punktem zaczepienia do zupełnie nowej wersji tej postaci, tak Riddle moim zdaniem jest o dwie półki poniżej poziomu, na którym powinien być. Mam nadzieję, że znajdę w głowie coś ciekawego żeby nie odstawać wkrótce od zawodników z pomysłem, których w LPW nie brakuje.

Walki: Odniosę się zbiorczo do walk. Przede wszystkim końcówki to jest dobre, powracające rozwiązanie. I bez pełnych walk gala spuchła do dwóch postów. W walce Butli z Uszczelką miałem cały czas banana na ryju przez te ich pseudonimy i nazwy akcji XD To było starcie, które mogło być oszczędzane na main event najważniejszej gali roku w LPW. Szczególnie dobrze czytało mi się oczywiście walkę McŁowicza z Mantelem. Sformułowanie "zwycięża ze smakiem" jest tak proste, ale tak doskonałe w tym, że powinno być takim stałym elementem zwycięstw Roba. Jeżeli chodzi o walkę pisaną przez AI, to według mnie nie jest to takie oczywiste. W sumie dalej nie jestem pewien i starałem się wypatrywać charakterystycznych dla AI zwrotów. Jak miałbym strzelać, to chyba powiedziałbym, że walka Shadow vs Blaze?

Na koniec pierwszego komentarza chciałem powiedzieć, że jestem pełen podziwu, że udało się zebrać ekipę i ruszyć z tym projektem na takim poziomie. Sam nie byłem przekonany i w sumie cały czas nie jestem pewien, że to udźwignę. Być może z tego wynika też trochę wspomniany kryzys tożsamości mojej postaci - po prostu wziąłem Riddle'a takiego jakim był i w 10 minut zmieniłem szczegóły. W każdym razie, to już jest na mojej głowie, aby przynajmniej postarać się nawiązać do tych złotych czasów. Cieszy mnie to, że jest tutaj tak wiele znajomych twarzy. Jestem też uradowany, że trafiły się twarze zupełnie nowe. Miłej zabawy wszystkim!

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości