Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #11 - Baltimore, Maryland - 10.10.2026

Colosseum #11 - Baltimore, Maryland - 10.10.2026

Colosseum #11 - Baltimore, Maryland - 10.10.2026

304
11.10.2026, 17:39
#1
After Colosseum #10

Kilka minut po zakończeniu Colosseum kamera przenosi nas do jednej z sal konferencyjnych na zapleczu areny. Przed ścianą pokrytą logotypami LPW i Colosseum ustawiono długi stół, za którym siedzą Ted DiBiase Jr. oraz David Otunga. Przed nimi znajdują się mikrofony, butelki wody oraz kilka kartek z notatkami. Po drugiej stronie sali swoje miejsca zajmują przedstawiciele mediów, a pojedyncze błyski aparatów co jakiś czas rozświetlają pomieszczenie. Po krótkiej chwili jeden z reporterów otrzymuje możliwość zadania pierwszego pytania.

FightLine: Ted, to dopiero początek twojej pracy jako Generalnego Menadżera Colosseum, ale już wprowadziłeś Global Championship i rozpocząłeś proces wyłaniania pierwszego mistrza. Jak właściwie widzisz rozwój tej marki w najbliższych miesiącach?

Ted DiBiase Jr.: Chcę, żeby Colosseum było miejscem, w którym każdy występ ma swoją wartość. Nie interesuje mnie dokładanie kolejnych walk tylko po to, żeby zapełnić kartę. Chcę tworzyć historie, które prowadzą do czegoś większego, budować nowych ludzi i sprawić, żeby zawodnicy wiedzieli, że dobra seria może realnie zmienić ich pozycję. Global Championship jest tylko pierwszym krokiem.

Ted odkłada mikrofon nieco niżej, a po chwili głos otrzymuje kolejny dziennikarz.

Ringside Report: W swoich pierwszych tygodniach bardzo często mówisz o wartości, możliwościach i biznesie. Czy oznacza to, że zamierzasz prowadzić Colosseum przede wszystkim jak produkt, a dopiero później jak brand wrestlingowy?

Ted DiBiase Jr.: Jedno nie wyklucza drugiego. Dobry wrestling przyciąga ludzi, a dobrze zarządzana marka sprawia, że chcą zostać na dłużej. Jeżeli zawodnicy dostarczają emocje, ja mam obowiązek stworzyć im warunki, żeby te emocje coś znaczyły. Im większą wartość ma Colosseum, tym więcej zyskują wszyscy, którzy są jego częścią.

Po odpowiedzi Teda kilka osób zapisuje coś w swoich notatnikach. Następnie jeden z reporterów przenosi uwagę na siedzącego obok Davida Otungę.

Pro Wrestling Journal: David, po opuszczeniu biura Generalnego Menadżera doszło do krótkiej rozmowy pomiędzy Zbyszkiem Uszczelką a Jayem DiMateo. Biorąc pod uwagę, że obaj jeszcze chwilę wcześniej znajdowali się po przeciwnych stronach tej całej sytuacji wokół Valor Championship, czy nie wyglądało to trochę tak, jakby któryś z nich próbował właśnie zyskać sobie sojusznika?

Otunga słysząc to pytanie patrzy na dziennikarza z zaciekawieniem, po czym poprawia stos kartek leżący przed nim.

David Otunga: Nie będę udawał, że wiem dokładnie o czym oni rozmawiali. Nie słyszałem tej rozmowy więc nie zamierzam dopisywać do niej nieznanych mi treści - byłoby to wysoce nieprofesjonalne z mojej strony. Natomiast najważniejsze jest to, że widziałem kto z kim rozmawiał w jakim momencie. A biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się wcześniej w gabinecie Teda, byłoby zwyczajnie nierozsądne, gdybym to zignorował. Jeżeli ktoś próbuje zyskać sobie sojusznika, zmienić układ sił albo zabezpieczyć własną pozycję przed kolejnym etapem tej historii, ma do tego pełne prawo. Tak jest ten biznes zbudowany drodzy Państwo. Poczułem się zobowiązany do dowiedzenia się nie tego kto z kim rozmawiał - a dlaczego rozmawiał?

The Advocate splata dłonie na blacie oraz z pełnym skupieniem pochyla się nad mikrofonem.

David Otunga: I żebyśmy wszyscy mieli jasność. Nie zamierzam oceniać ludzi na podstawie jednej rozmowy. Zamierzam obserwować ich działania. Bo w tym przypadku nie interesuje mnie to, co Uszczelka i Jay powiedzieli sobie na ucho, tudzież za zamkniętymi drzwiami. Interesuje mnie bardziej to co zrobią później. Dlatego tak, będę miał ich obu na oku. Nie dlatego, że zakładam ich winę. Tylko dlatego, że nauczyłem się nie ignorować rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się przypadkowe. A jeżeli rzeczywiście ktoś próbuje zbudować sobie sojusz, to chcę wiedzieć o tym, zanim ten sojusz zacznie mieć jakiekolwiek znaczenie.

Po tej odpowiedzi Ted wyraźnie wskazuje dziennikarzom, że czas konferencji dobiegł końca i wraz z Davidem opuszczają arenę.

[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Muzyka rozbrzmiewa w całej hali, a kamera wykonuje przejazd po licznie zgromadzonej publiczności. Przed nami ostatnie Colosseum przed zbliżającym się LPW: Danse Macabre! Na ekranach pojawiają się plansze przedstawiające pojedynki Global Championship Series, które przybliżą nas do wyłonienia pretendenta do nowego mistrzowskiego pasa. Kamera przenosi się następnie na stolik komentatorski, gdzie komentatorzy krótko zapowiadają dzisiejsze wydarzenia i przypominają o nadchodzącym PPV. Po chwili realizator ponownie kieruje obraz na ring. Czas rozpocząć kolejne Colosseum!


Global Championship Contender Series #1: Singles Match
Kenneth Riddle vs James Wallace

Wracamy po reklamach do walki, którą w tym momencie zdecydowanie prowadzi ten bardziej doświadczony z zawodników. Akcja dzieje się w narożniku i widzimy oraz słyszymy, jak sędzia upomina Kanadyjczyka i zaczyna odliczanie. Kenny od razu podnosi ręce do góry, odsuwa się o kilka kroków do tyłu i wykonuje Corner Clothesline, po którym wyciąga James'a na środek i dokłada jeszcze Snap DDT! Mamy pin! 1...2.. Kick Out. Wonderkid powoli się podnosi, a Kenny bierze rozbieg, wskakuje na liny i trafia Springboard Kickiem. Kolejna próba pinu. 1...2... Kick Out! Riddle kręci tylko głową, jednak od razu przechodzi do dalszej ofensywy. Wychodzi pomiędzy linami na apron i mamy Slingshot Sommersault Sento... A jednak nietrafiony! Wallace w ostatniej chwili przetacza się w kierunku lin, unikając zagrożenia! Młody próbuje zebrać w sobie trochę sił, podnosząc ręce do góry i co chwila zaciskając dłoń w pięść, a następnie ją otwierając. Powoli wstaje, udaje mu się nawet wrócić do stójki. Nagle zostaje złapany w pasie i obrywa German Suplexem! Po publice przetoczył się lekki szmer w ramach zawodu nieskutecznym powrotem do walki młodego Wesa. Sacramento Saint jednak jakby był w małym transie, kompletnie nie zwraca uwagi na tłum zebrany dookoła tylko wskakuje na narożnik i wykonuje Moonsault, tym razem trafiając! Od razu pinuje! 1...2... Kick out! Riddle spogląda na rękę Jamesa... Wonderment! Jednak nie dopięte w 100%, Młody w ostatniej chwili łapie swoją kończynę drugą ręką, nie pozwalając Kenny'emu zapiąć dźwigni do końca! A następnie przekręca się tak, że teraz to on pinuje Kanadyjczyka! 1...2.. Kick Out! Obaj się podnoszą, jednak to Riddle jest mniej poobijany i to on wstaje jako pierwszy... Icon's Stamp! Unik! Discus Lariat od Wallace'a! Po tym ciosie obaj lądują na deskach! Sędzia sprawdza najpierw jednego, potem drugiego, ale wygląda na to, że wszystko w porządku i możemy kontynuować walkę. James zdążył odtoczyć się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Kenny również wrócił już do stójki i rusza na rywala, jednak ten uskakuje w bok przez co The Icon uderza twarzą w gąbkę! Wonderkid przemieszcza się na środek ringu, Riddle otrząsa się po nieudanym ataku, rusza ponownie, jednak jest to pusty przebieg z powodu kolejnego uniku zawodnika z Houston. Odbija się od lin... I nadziewa się na Hellraiser w drodze powrotnej! Kenny robi wręcz salto od impetu kopnięcia, a Młody przyklęka na jedno kolano oddychając głęboko. Odgarnia włosy z twarzy i zaczyna "pompować" rękoma w powietrzu, nabierając sił. Publika razem z nim zaczyna reagować coraz głośniej, co jeszcze dodatkowo go nakręca. Nabiera rozpędu i wykonuje Running Uppercut! Od razu wstaje, unika ręki Kenny'ego która przelatuje nad jego głową, podrzuca go do góry i wykonuje Pop-Up Uppercut! James zaczyna krążyć dookoła ringu, krzycząc z całych sił w kierunku publiczności, która w odwecie dodaje mu jeszcze więcej energii do ataku. Riddle wstaje i od razu ponownie próbuje zaatakować, jednak kolejny raz jego atak zostaje uniknięty, a po chwili od razu nadziewa się na Back Kick! Nastepnie Chest Kick! I dodatkowo jeszcze Back Elbow! Wallace momentalnie chwyta oponenta w konkretny sposób i kończy całą kombinację przy pomocy Chain Reaction! Mamy pin! 1...2... Kick Out! Młodzian jednak nie zwalnia, od razu podnosi rywala i wykonuje Blackway Drive! Tym razem jednak nieudane! Kenny w ostatniej chwili wykręca się z uchwytu i sam wykonuje Suppression! Też nie! Zostaje odepchnięty na liny, a po powrocie do centrum ringu inkasuje Black Dust! Znowu mamy pin! 1...2... Kick Out! James przechodzi do kolejnej próby Blackway Drive, ale Riddle raz jeszcze się wykręca i samemu atakuje... Icon's Stamp! James słania się na nogach... Supression! Connected! 1...2...3... Tak jest! Kenneth Riddle wygrywa walkę i przechodzi dalej!

Earlier Tonight
Kamera przenosi się na zaplecze hotelu, gdzie w jednym z korytarzy ubrany w elegancki garnitur oraz złotym zegarkiem na nadgarstku David Otunga natrafia na Jorge Cavazosa. Obaj zatrzymują się na chwilę, a prawnik pierwszy rozpoczyna rozmowę.

David Otunga: Jorge, masz chwilę? Bo po tym, co wydarzyło się ostatnio, radziłbym ci bardzo uważać na DiMateo i Uszczelkę. Mam coraz mocniejsze wrażenie, że oni nie zamierzają ze sobą walczyć o ten pas. Chcą najpierw pozbyć się wszystkich którzy mogą stanąć im na drodze, a potem rozstrzygnąć wszystko między sobą.

Jorge Cavazos: Ciekawe, że akurat ty mi to mówisz. Przecież sam jesteś jednym z ludzi, którzy mogą skończyć z tym pasem. Skąd mam wiedzieć, że nie próbujesz po prostu pozbyć się dwóch konkurentów?

David Otunga: Nie musisz mi ufać. Wręcz przeciwnie, byłbym naiwny gdybym oczekiwał, że mi zaufasz. Ale możesz obserwować fakty. Ja robię dokładnie to samo.

Jorge Cavazos: Właśnie dlatego będę obserwował również ciebie.

David Otunga: I bardzo dobrze. Gdybyś tego nie robił, nie byłbyś dobrym kandydatem do walki o ten pas. I zapamiętaj jedno, Jorge. Jeżeli przyjdzie moment w którym będę musiał wybrać pomiędzy interesem swoim a interesem człowieka stojącego naprzeciwko mnie... to wybiorę swój. Nie będę cię za to potępiał, jeśli zrobisz dokładnie to samo. Różnica polega na tym, że ja przynajmniej nie będę udawał, że jest inaczej.

Harvard Hammer kiwa głową i rusza dalej korytarzem, pozostawiając Fiesta Mastera z wyraźnie nieufnym spojrzeniem.Jorge cały czas spogląda w stronę, w którą odszedł David.

Jorge Cavazos: Ci cholerni abogadosadwokaci. Nigdy nie można im ufać. Jedyne co robią to wiecznie tylko gadają.

Jorge kręci przecząco głową i także odchodzi.

Kamera przenosi nas...gdzieś na zewnątrz, przed wejściem do budynku, w którym odbywa się dzisiejsze Colosseum. Operator zauważa idącą w stronę wejścia postać. Nie widać jej twarzy, gdyż operator filmuje jegomościa z tyłu. Da się jedynie zauważyć jego łysą głowę, ubranie dresowe i walizkę na kółkach, którą ciągnie za sobą. Nagle słychać jakiś krzyk.

???: Chłopaki! To Johnny Turd!

Nie mijają nawet dwie sekundy, a w kadrze zjawia się Kannonball, który z pełną prędkością wpada w idącego jegomościa, powalając go na glebę! Od razu podnosi go i wykonuje Nasty Face! Po chwili podbiega również Ralf i wraz ze swoim kompanem wymierzają kilka stompów swojej ofierze. Zaraz potem Kannonball chwyta za leżącą walizkę i rzuca ją na plecy łysola. Następnie Ralf nachyla się, zakładając Sleeper Hold...i w tym momencie zauważa, że coś jest nie tak. Postanawia odwrócić jegomościa twarzą w górę i jego oczom ukazuje się...nieprzytomny Mateusz MW!

RaLf: Kurwa mać, przecież to nie on!

Kannonball: Jak to nie? Łysa pała przecież!

Ralf łapie się za głowę.

Kannonball: To kto to jest? To pewnie jakiś kolega Turda, bo też łysy, no nie?

Ralf: To jeden z tych pajaców, którzy tu pracują. Nikt ważny na szczęście. Pozbądźmy się go, to może nikt nawet nie zauważy, że się nie pojawił. Diallo! Akcja odwołana, wyłaź!

Po chwili z budynku wychodzi...nie Diallo, którego nigdzie nie widać, tylko Erwin Eckhart.

Erwin Eckhart: Co tutaj się dzieje? *zauważa nieprzytomnego Mateusza MW* Chyba mówiłem wam, że atakowanie neutralnych jest wbrew zasadom.

Ralf: Zamiast się mądrzyć, lepiej nam pomóż.

Erwin Eckhart: *wzdycha z dezaprobatą* Jak zwykle trzeba po was sprzątać. *zauważa coś* Zaczekaj chwilę. *odchodzi na kilka kroków, po czym sięga po jakiś czarny worek* Pokazywanie ludziom na ulicy scen drastycznych stanowi skandaliczny przykład łamania wszelkich zasad moralnych.

Kannonball i Ralf podnoszą nieprzytomnego Mateusza i z pomocą Erwina pakują go do worka.

Ralf: Tam jest jakiś kontener.

Kannonball zarzuca na plecy worek, po czym wraz z pozostałymi rusza w stronę kosza na śmieci. Erwin i Ralf asystują, podnosząc blaszaną klapę i już po chwili Mateusz MW ląduje wewnątrz kontenera.

Ralf: Dobra, przynajmniej to mamy z głowy. *patrzy na Kannonballa* Ty więcej niczego nie planujesz. Gdzie ten Diallo? DIALLO!

Kannonball: Daj spokój, pewnie już poszedł do szatni. Wiesz jaki jest Diallo, jego nawet Jezus się boi! *śmieje się* Nic mu nie będzie.

Ralf wzrusza ramionami, najwyraźniej dając się przekonać, po czym cała trójka wchodzi do budynku. Operator rusza za nimi, jednak przed wejściem spostrzega, że coś się rusza w pobliskich krzakach. Postanawia podejść bliżej i dostrzega...szamoczącego się w zaroślach Cyclone'a Diallo, którego ktoś zakneblował i teraz blokuje jego ręce, przez co ten nie może się wydostać! Nie widać drugiej postaci na ekranie, udaje się uchwycić jedynie jego ręce. Kamerzysta postanawia się wycofać w trosce o własne bezpieczeństwo, po czym obraz powoli gaśnie.

Firma Transportowa „Na Styk” - Ciasno? Spokojnie, wszystko wejdzie!

Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie widzimy... Riddle'a oraz Wallace'a, podających sobie właśnie rękę, pogrążonych w konwersacji.

James Wallace: Dzięki za rady Kenny. <lekki uśmiech> Wiem, że porażka jest nieunikniona. Tylko, że... <przeczesuje ręką włosy, po czym zaciska lekko pięść> kurwa, chcę tu wyrobić swoją renomę. Muszę być w stanie pokonywać najlepszych z najlepszych. Jak inaczej mam GO prześcignąć? Jak mam pozbyć się ciągłych porównań? Jakby to była moja pieprzona wina, że urodziłem się synem Wesa... *wzdycha i opiera się barkiem o ścianę* Nie żeby mi to przeszkadzało, ale z jakiegoś powodu jest solą w oku wielu osób. Nawet jeśli nikt nie mówi mi tego w twarz, to słyszę szepty za plecami. Widzę współczujące spojrzenia. Pogardliwe uśmiechy. Tak jakby moja wartość sprowadzała się wyłącznie do bycia synem wielkiego, pierdolonego Wesa Wallace'a…

Widać i oczywiście słychać, że James zaczyna się coraz bardziej nakręcać, dając się ponieść emocjom. Kenny jednak dość szybko go stopuje, wcinając mu się w słowo.

Kenneth Riddle: Już teraz Twoja wartość jest znacznie wyższa niż tylko nazwisko. Czułem to od razu, jak tylko pojawiłeś się w LPW, ale dzisiaj miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze. James *Kenneth kładzie dłoń na ramieniu swojego rozmówcy*, już teraz wymiatasz, a będzie tylko lepiej i zaraz to ja będę przychodził do Ciebie po rady! *Riddle uśmiecha się* Szepty za plecami? Mam na to jedną radę. Pamiętaj, jeśli nie powiedzą Ci czegoś w twarz, to znaczy, że nie powiedzieli tego wcale. Kariera jest za krótka na branie pod uwagę szumu, który powstaje wokół nas. Dobrze wiem, że ludzie gadali różne rzeczy po mojej porażce z Zamorą. Ale szepty mają tak duże znaczenie, jakie sami im nadamy.

James chwilę patrzy na Kenny'ego, po czym szeroko się uśmiecha i potakuje głową. Bierze głęboki oddech, a następnie otwiera usta... Tylko po to, żeby za chwilę je zamknąć i przenieść wzrok na kogoś stojącego za jego rozmówcą.

Ben Zamora: Kenny, Kenny, Kenny... Bawisz się w dobrego wujka? *Riddle obraca się od razu w pozycji defensywnej, na co Zamora tylko się uśmiecha* Masz chyba ważniejsze rzeczy na głowie, niż niańczenie czyichś dzieci? Poza tym, ten pisklak już dawno jest poza gniazdem. Więc da sobie radę. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, młody. *Ben przenosi wzrok na Jamesa* Masz potencjał. To pewne. Tylko go nie zmarnuj na słuchanie mniejszych od siebie. Rozwijaj się o jeden procent każdego dnia a w końcu zamkniesz im wszystkim gęby. A teraz musisz nam wybaczyć, ale to tutaj *wskazuje palcem na siebie i Riddle'a* wcale Cię nie dotyczy. Także znikaj.

James buńczucznie postępuje krok na przód, jednak Kenny wyciąga rękę w bok i stopuje zamiary młodego Wallace'a. Ten patrzy na Riddle'a pytająco, a Ben uśmiecha się tylko pod nosem i kiwa z podziwem głową.

Kenneth Riddle: Ostatnią radą na dziś ode mnie będzie to - "nie zawsze warto toczyć cudze bitwy". Spokojnie, zasłużyłeś już dzisiaj na odpoczynek. Nie musisz się nim przejmować. *Kenneth spogląda na Jamesa, który bierze głęboki oddech, kiwa głową i odchodzi. Riddle natomiast kieruje wzrok na Zamorę*. Gratulacje! Widzę, że od teraz bijesz się także z ludźmi będącymi w pełni sił! No... przynajmniej fizycznych. To urocze, że mnie szukałeś, ale jeżeli nie chcesz mi życzyć powodzenia, to raczej nie znajdę dla Ciebie teraz czasu. Będziesz musiał poczekać do Danse Macabre...

Ben Zamora: Proszę Cię Kenny. Cały czas próbujesz przeforsować narrację, która sugeruje wszystkim, że to ja wybieram sobie takie walki. Obaj doskonale wiemy, że nie mam takiej mocy sprawczej. Dodatkowo jesteś skończonym hipokrytą. To Ty wcześniej kontuzjowałeś kolano Rybacka, a potem bez żadnego mrugnięcia okiem wykorzystywałeś każdą okazję by uderzyć w jego słaby punkt. Także oszczędź sobie manipulowania faktami. *Ben uśmiecha się szyderczo* I tak, Kenny. Przyszedłem Ci życzyć powodzenia. Bierz ich, Tygrysie.

Kenneth Riddle: Wydaje mi się, że ostatnio dość jasno wypowiedziałem się na temat kreowania narracji wokół Ciebie, więc nie zamierzam się powtarzać. Doskonale wiem, że i tak spróbujesz odwrócić kota ogonem, a ja nie jestem teraz zainteresowany takimi przepychankami. Uznam, że słyszałem tylko ostatnie zdanie i podziękuję. Chociaż obaj wiemy, że nie potrzebuję w tym przypadku szczęścia, tylko świętego spokoju. Motywacji też mi nie brakuje. Jeżeli mam tej samej nocy zdobyć tytuł Global Championship i wyrównać rachunki między nami, to oznacza naprawdę szczęśliwe ułożenie gwiazd.

Ben Zamora: Właśnie. Kreowanie narracji. Może czas zająć się tym co prawdziwe, zamiast wymyślać wymówkę za wymówką? A fakty są niepodważalne - już raz Cię pokonałem. Zrobię wszystko, żeby pokonać Cię po raz kolejny i jednocześnie zostać pierwszym Global Championem. Więc lepiej zepnij to swoje wątłe dupsko i doprowadź sprawy do końca. Bo to z Tobą chcę walczyć. Nic innego nie będzie mnie satysfakcjonowało. A jeśli zawiedziesz, to przyjdę i po raz kolejny podam Ci tą wygraną na talerzu. Następnie na Danse Macabre zmiażdżę Cię doszczętnie i sprawię, że Kenneth Riddle będzie tylko echem przeszłości. Bladym wspomnieniem, które nie było nigdy na tyle ważne, by wyryć się w pamięci. Postaraj się, żebym nie musiał znowu wykonywać całej roboty za Ciebie, Kenny.

Zamora rusza z miejsca, przechodząc obok Riddle'a i lekko przepychając go barkiem toruje sobie drogę. Mamy zbliżenie na twarz zdeterminowanego Kenny'ego, który nawet nie ogląda się za swoim dotychczasowym rozmówcą, a następnie obraz z kamery urywa się.

Singles Match
Preston Steele vs Miguel Escobar

Słychać gong i obaj momentalnie ruszają na środek ringu, ale zamiast klasycznego zwarcia zaczynają od przepychania barkami. Steele wbija palec w klatkę Escobara, Hiszpan odpowiada slapem prosto w twarz i po chwili mamy serię krótkich Punchy z obu stron! Preston trafia mocnym Forearmem, Miguel oddaje Chopem, a następnie próbuje Wrist Locku. Legacy Breaker szybko odwraca uchwyt, wykręca rękę rywala i przyciąga go do Short-Arm Clothesline'u, jednak Escobar schyla się i odpowiada Snap Suplexem! Miguel natychmiast dosiada rywala i dorzuca kilka Punchy, dopóki sędzia nie odciąga go za ramię. Steele wykorzystuje moment, wstaje i bez ostrzeżenia kopie przeciwnika w kolano. DDT! Miguel uderza głową o matę, ale Preston nie pinuje - zamiast tego podciąga go za włosy. Sędzia ponownie reaguje, a Steele tylko uśmiecha się szyderczo. Escobar wykorzystuje zamieszanie, uderza rywala łokciem w brzuch i posyła go Shoulder Blockiem w narożnik, gdzie natychmiast rozpoczyna kolejną serię agresywnych ciosów.

W tym momencie niespodziewanie wybrzmiewa Le Manu! Escobar oraz Steele wręcz zamierają w akcji i jak jeden mąż spoglądają w kierunku rampy, gdzie już po chwili pojawia się nie kto inny jak Zamora! Tongijczyk z uśmiechem kieruje się do ringu, ubrany w strój do walki. Zatrzymuje się tuż pod nim i spogląda na sędziego który jest przy linach i krzyczy do niego, by nie robił nic głupiego. Ben rozgląda się dookoła, wzrusza ramionami... I łapie za nogę sędziego, wyciągając go na zewnątrz! Publiczność reaguje na to głośną wrzawą, a zawodnicy w ringu tylko spoglądają na siebie, potakując nerwowo głowami, zgodni co do właściwego zagrożenia. Tongijski Tyran wślizguje się do ringu, Preston oraz Miguel próbują go zaatakować, jednak to na nic, bowiem ten unika, odbija się od lin i trafia obu poteżnym Double Lariatem! Powaleni zawodnicy odtaczają się do przeciwległych narożników, na co Ben reaguje tylko kolejnym uśmieszkiem... Cannonball dla Escobara! Cannonball dla Steele'a! W międzyczasie sędzia poza ringiem dochodzi do siebie i nakazuje zabić w gong, przerywając całkowicie walkę, bez żadnego rozstrzygnięcia. Zamora jednak niezbyt się tym przejmuje, powoli wstające ofiary łapie w pasie, jednego lewą, drugiego prawą ręką i dorzuca im Double German Suplexa, po którym obaj wytaczają się w okolice stołu komentatorskiego! Big Ben podąża za nimi i oczyszcza stół komentatorski, po czym ponownie łapie obu, jakimś cudem wynosi ich do góry i wykonuje Double Powerbomb na stół! Następnie podnosi praktycznie nieprzytomnego już Escobara i dokłada mu jeszcze Big Ben Down! A po chwili podobna sytuacja spotyka Prestona, który otrzymuje Tyrant's Verdict! To już chyba koniec tej masakry, ponieważ w tym momencie na rampie pojawia się cały tabun zapleczowych pracowników Colosseum! Zamora nie robi sobie z tego zupełnie nic, zamiast tego podchodzi do pracownika technicznego i wyrywa mu z ręki mikrofon, z którym wtacza się do ringu.

Ben Zamora: Świetnie, że pojawiła się tu ekipa sprzątająca. Możecie zabrać te śmieci i zostawić je tam, gdzie ich miejsce. *uśmieszek, Ben bierze głęboki oddech* Gdyby ktoś się zastanawiał "czemu?", to odpowiedź jest krótka i prosta. DiBiase obiecał mi czas w tym ringu, który rozpoczynał się dokładnie w momencie w którym wybiła moja muzyka. Skoro walka jednak wciąż trwała, cóż - postanowiłem, że wezmę sprawy w swoje ręce. *Ogląda się na opatrywanych zawodników* A teraz, nie przedłużając - zapraszam do walki. *obraca się w stronę rampy* Znajdzie się jakikolwiek śmiałek, gotów podjąć rękawicę? Czy wszyscy tam na zapleczu musicie się najpierw uszkodzić, żeby mieć wymówkę w razie nieuniknionej porażki?

Ben odrzuca mikrofon i spogląda raz jeszcze na wywożonych z hali zawodników, po czym odsuwa się do narożnika, oczekując na śmiałka. W tym momencie na arenie wybucha muzyka Kannonballa i tej zdecydowanym krokiem zmierza do ringu

Open Challange
Ben Zamora vs Kannonball

GONG!. Kannonball biegnie w kierunku Bena, ten jednak robi unik i jego przeciwnik trafia prosto w narożnik. Odbija się od niego i trafia prosto w ramiona Tongijskiego Tyrana.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Kannonball wstaje przy pomocy narożnika, a Zamora nie traci czasu, łapie w Full Nelsona.. Dragon Suplex! Chaos Creator pada na matę, Ben natomiast nie chce go jeszcze przypinać tylko powoli pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go z impetem w narożnik, sprzedaje mu kilka punchy po czym.. Biel Throw! Co za siła! Kannonball ląduje po środku ringu.. Running Senton! Pin: 1.. 2.. to jeszcze nie ten moment, Demolition Machine odkopuje. Warmachine wstaje powoli i patrzy jak jego przeciwnik powoli się podnosi, a po chwili nabiega na liny, odbija się od nich.. Kannonball chce skontrować Clotheslinem! Pudło! Zamora odbija się od przeciwległych lin, Chaos Creator się odwraca.. Running Lariat! Trafiony! Będzie przypięcie!? Nie! Tongijski Tyran widzi, że dostał tłustą kluchę, którą będzie musiał jeszcze trochę otłuc. Pomaga mu wstać i próbuje go.. wynieść pod Military Press!? Z lekkim wysiłkiem, ale prawie daje radę.. w ostatniej chwili kilka łokci od Kannonballa ratuje sytuację. Ben jest lekko zamroczony i Demolition Machine chce wykorzystać sytuację.. rozpędza się od jednych lin, przebiega obok Tongijczyka, zawraca i.. Running Crossbody! W końcu trafił! Będzie przypięcie: 1.. co!? To było za proste dla Zamory, szybko odkopał i wyrzucił też nieco dalej swojego przeciwnika. Ten zdezorientowany nie wie co robić, stara się jak najszybciej wstać.. Yakuza Kick od Warmachine’a! Chaos Creator szybko wstaje i rusza na oponenta trzymając się za twarz, ale ten unika.. Kannonball odbija się od lin.. Pop-up Samoan Drop od Tongijczyka! To nie może się inaczej skończyć! Zamora wstaje lekko wkurwiony i patrzy na przeciwnika.. ten trzymając się za plecy wstaje.. Big Ben Down! Czy to tyle!? Pin: 1.. 2.. 3! To koniec, Ben Zamora zwycięzcą pojedynku.

Przenosimy  się do... jakiegoś składziku, gdzie są miotły i inne duperele. Warto też zaznaczyć, że jest tutaj siedzący na podłodze Cyclone Diallo, a to taka duperela już nie jest. Ma związane ręce, zawiązane oczy i zakneblowaną buzię. W kadrze pojawia się dłoń, która oswobadza oczy oraz usta Cyclone i po chwili widzimy, że jest to Nathan Martin! Możemy go teraz dostrzec w pełnej okazałości. Kanadyjczyk ma wymalowany przerażający uśmiech na twarzy, ale jest on pomieszany... z ekscytacją.

Nathan Martin: Od razu cię uprzedzam...  *przybliża się do ucha Cyclone* krzyczenie nie ma sensu, zaprowadziłem nas w takie miejsce, że i tak nikogo nie ma w pobliżu, a poza tym... to po co miałbyś to robić? To wielka chwila! *rozkłada szeroko ręce* W końcu mogę podyskutować z kimś od Williego Walkera! *uradowany, tupie mocno stopą wprost w związane dłonie Diallo* Och, pardon! To z ekscytacji. Długo wyczekiwałem tej chwili.

Cyclone Diallo: *rozgląda się nerwowo* Co...co to za miejsce? Nathan...nie da się ukryć, że również liczyłem na nasze spotkanie, jednak niekoniecznie w takich okolicznościach. Czy mógłbyś mnie rozwiązać? Wtedy z pewnością dyskusja stanie się bardziej komfortowa dla nas obu.

Nathan Martin: Gdybyś był grzecznym chłopcem, to może i bym cię rozwiązał, ale niestety wiem, że potraaafisz napsocić, więc... musisz zadowolić się  czymś takim. *uśmiecha się, po czym kuca przy Diallo* Doprawdy to jest niesamowite, że Willy Walker wiedząc, co MOGĘ i co POTRAFIĘ i tak obrał mnie sobie za jeden ze swoich celi... To takie odważne, szalone oraz... głupie. *wzdycha* Powiedz mi... Panie Diallo, zrób to tu i teraz! Wytłumacz mi co kieruje akurat... TOBĄ? *podejrzliwie patrzy na niego*

Cyclone Diallo: *szarpie się* Jesteś Stwórcą tego świata, a przynajmniej tak twierdzisz...powinieneś zatem rozumieć, że pytanie o motyw moich działań nie ma żadnego sensu. Tak po prostu musi być. Siła wyższa, myślę że wiesz o czym mówię. To jest o wiele ważniejsze, niż potrzeby śmiertelników. *spuszcza głowę, zamykając oczy* Nie jest dobrze. Źle się stało. *patrzy z powrotem na Martina* Popełniłeś błąd, Nathan. Widać to wyraźnie, nawet bez specjalnych rytuałów. Gwiazdy mówią jednym głosem. Być może jeszcze tego nie dostrzegasz, twoje ciało nie wysłało jeszcze żadnego alarmującego sygnału...lecz twoja dusza woła o pomoc. Pewnie myślisz sobie, że próbuję ci grozić. Nic z tych rzeczy Nathan...

Nathan Martin: Grozić? *prycha, po czym wstaje* Gdybym tylko zechciał, to KAŻDY z was... po kolei... skończyłby jak Sakazaki oraz Dowson. *lekki uśmiech* Aktualnie wasza egzystencja bazuje na moim miłosierdziu oraz CIEKAWOŚCI. *patrzy przeraźliwie na Diallo* Mam pomysł! Sprawdźmy... jakie jest TWOJE przeznaczenie! O tak!

Nathan podchodzi do wierzgającego się Diallo i ponownie zaczyna kneblować mu twarz. Następnie rozgląda się po pomieszczeniu i zauważa sznur, który sięga i w niezbyt honorowy sposób, używajac siły, związuje Diallo nogi.

Nathan Martin: Przekonajmy się zatem, czy ktokolwiek lub COKOLWIEK ci pomoże...

Nate zabiera ze sobą kamerzystę, patrząc się przeraźliwie i wraz z nim opuszcza pomieszczenie, zostawiając samego Cyclone. Obraz z kamery gaśnie.

Video Promo
Kamera przenosi nas gdzieś w okolice jakiegoś domku w górach, gdzieniegdzie widać lekko ośnieżoną trawę czy drogę, mnóstwo wokół sosen i świerków. Domek, któremu się przyglądamy wykonany jest z drewna, widać, że jest w bardzo dobrym stanie. Nagle zza budynku rozlega się dźwięk uderzania o drzewo, jakby ktoś je ścinał dość tępą siekierą. Obraz przechodzi w miejsce wydobywania odgłosu.. widzimy człowieka rozebranego od pasa w górę, tylko w spodniach, butach i masce wilka - to Fenrir. Uderza raz po raz z pięści w drzewo, na pniu widać ślady po wyprowadzonych ciosach i plamki krwi. Po chwili Norsk Werewolf przestaje “trenować” i rusza w kierunku domku, jednak siada on po chwili na schodach do tylnego wejścia do chaty..

Fenrir: Dwa tygodnie.. Tyle muszę czekać by w końcu to zakończyć.. bo nie powiesz mi, że wyzwanie na Hólmgang to nie jest próba zakończenia tego co zaczęło się miesiąc temu. Tego co zaczęło się w momencie gdy walczyliśmy po sobie, gdy nasze drogi się przecięły.. bo tak musiało być, nasze przeznaczenie musiało się skrzyżować w tym konkretnym momencie, bo to nie był przypadek, że obaj trafiliśmy tutaj w tym samym czasie. *Fenrir myje ręce w wiadrze z wodą, które leżało nieopodal* Myślałem, że będąc wikingami z krwi i kości - bo Ty się tak nazywałeś, a ja mimo tego, że nie odczuwam potrzeby mówienia o tym na lewo i prawo to też nim jestem - będziemy ze sobą rettferdigfair. Jednak Ty wybrałeś inną drogę.. i nie będę Cię za nią winił, ani potępiał, bo jestem ponad to - widziałem takie rzeczy nie raz.. *oczy Fenrira zapalają się na czerwono i powoli wstaje, rusza on w stronę kamerzysty, który się cofa* Thor zachowujący się jak Loki? Det er et nytt bunnivåTego jeszcze nie grali. Ale co innego pozostało Ci widząc to, jak sieję zniszczenie? Co Ci pozostało widząc jak pokonuję Jaya DiMateo i Johnny’ego Turna - dwóch wspaniałych wojowników - na jednym Colosseum? Co innego pozostało Ci, Thorze, widząc jak wilk, który miał być zwiastunem Ragnaroku wypełnia powoli swoje przeznaczenie, a Ty zostałeś odstawiony na boczny tor!? *głos Fenrira zaczyna się nieco modulować, mieszając się z warczeniem wilka* Jedyne co mogłeś zrobić to próbować zabrać moją chwałę i mój moment! Utmerketznakomicie! Udało się! Tylko teraz uważaj, bo to co na siebie zesłałeś to nie jest zwykły gniew.. o nie! Pamiętasz jak to było!? “Kroczy dziewięć kroków [Thor], pada martwy, rażony jadem potwora, który nie znał trwogi.” *Fenrir zbliża się do kamery niebezpiecznie blisko, oczy świecą jeszcze jaśniej krwawą czerwienią* W mitologii boga piorunów zabił Jormungandr.. a w Legion Pro Wrestling na jedenastym Colosseum.. BĘDĘ.. TO.. JA!

Obraz natychmiast gaśnie po ostatnim wypowiedzianym słowie.

Pogotowie Ślusarskie „Dobry Wkład” - Nie możesz wsadzić? My mamy odpowiedni klucz!

Earlier Tonight
David Otunga odbiera kluczyki do Mercedesa GLE 450d w wypożyczalni, sprawdza pojazd i rusza w drogę na Colosseum. Przez pierwsze kilkanaście minut wszystko przebiega bez problemów. Sytuacja zmienia się, gdy samochód zaczyna szarpać, a silnik stopniowo traci moc. Po chwili Otunga zatrzymuje się na poboczu w oddalonej od miasta okolicy. Prawnik wysiada, otwiera maskę i próbuje zorientować się, co się stało. Po krótkich oględzinach wyciąga telefon i kontaktuje się z wypożyczalnią, zgłaszając awarię. Dowiaduje się, że na pomoc będzie musiał poczekać, dlatego zamyka maskę i staje przy samochodzie, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Po kilku minutach na pustej drodze pojawia się czarny Jeep. Pojazd zatrzymuje się obok Otungi, a ze środka wysiada dwóch mężczyzn ubranych w dresy. Jeden z nich pyta Davida, czy potrzebuje pomocy. Harvard Hammer wyjaśnia, że zepsuł mu się samochód, a drugi z mężczyzn proponuje podwiezienie do wypożyczalni. David zgadza się na propozycję i zabiera swoje rzeczy. Kiedy podchodzi do Jeepa, jeden z mężczyzn niespodziewanie chwyta go od tyłu, unieruchamiając jego ręce. Drugi wyciąga przygotowaną szmatkę nasączoną środkiem usypiającym i przyciska ją do ust oraz nosa Verdict Makera. David natychmiast zaczyna się szarpać i próbuje uwolnić się z uścisku. Napastnik mocniej go przytrzymuje, uniemożliwiając mu ucieczkę. Po krótkiej szamotaninie Otunga traci siły i osuwa się w ramiona mężczyzn.

Napastnicy otwierają tylne drzwi Jeepa i umieszczają nieprzytomnego Otungę na siedzeniu. Jeden z nich wsiada obok niego, a drugi zajmuje miejsce kierowcy. Chwilę później samochód rusza i odjeżdża z miejsca zdarzenia, pozostawiając zepsutego Mercedesa Otungi na poboczu.

Global Championship Contender Series #2: Singles Match
Kenneth Riddle vs Luis Borges

Końcówka pojedynku. Riddle wyraźnie odczuwa już trudy wcześniejszej walki - przez moment opiera się o liny i łapie głęboki oddech, co natychmiast zauważa Borges. Portugalczyk rusza z Running Forearm Smashem, dokłada European Uppercut, a następnie trafia Shotgun Dropkickiem, posyłając Kennetha plecami w narożnik. Luis nie zwalnia, bierze rozpęd i wbija Running Knee Strike w klatkę rywala! Sacramento Saint osuwa się na matę, a The Fighting Spirit szybko przechodzi do przypięcia. 1... 2... nie! Riddle podnosi bark, ale robi to z wyraźnym wysiłkiem. Borges podciąga go do góry i próbuje Snap Suplexu, jednak Kenneth blokuje wyniesienie, szeroko rozstawiając nogi, po czym odpowiada kilkoma krótkimi uderzeniami w żebra. Luis puszcza uchwyt, a Riddle przechwytuje jego głowę i wykonuje Swinging Neckbreaker! Kenneth nie jest jednak w stanie od razu pójść za ciosem przez kilka sekund obaj leżą na macie, a Riddle wyraźnie próbuje złapać oddech. W końcu podnoszą się niemal równocześnie. Kenny rusza z Running Forearm Smashem, ale Borges schodzi z linii uderzenia. Riddle obraca się z powrotem w jego stronę i natychmiast otrzymuje Step-Up Enzuigiri! Kenneth zatacza się w kierunku lin. Luis widzi swoją szansę, odbija się od przeciwległych sznurów i rusza z Killshotem! Bicycle Knee Strike... NIE! Riddle w ostatniej chwili odsuwa się na bok, a Borges przelatuje obok. Portugalczyk szybko hamuje i odwraca się. Roundhouse Kick! Kenneth przyjmuje kopnięcie na gardę, ale jego siła i tak zmusza go do cofnięcia się o kilka kroków. Borges rusza za nim z kolejnym Running Forearmem, lecz tym razem Riddle przechwytuje jego nadgarstek, przyciąga go bliżej i wbija Knee Strike w brzuch. Luis zgina się wpół, a Kenneth natychmiast zamyka jego głowę pod pachą. Snap DDT! Riddle powoli przewraca się na rywala. 1... 2... NIE! Borges podnosi bark. Sacramento Saint siada obok niego i ciężko oddycha, przez chwilę wyglądając, jakby zwyczajnie zabrakło mu już paliwa. To Luis jako pierwszy wraca na nogi. Spinning Back Elbow trafia Kennetha w szczękę! Borges odbija się od lin i rusza po kolejne uderzenie, ale Riddle w ostatniej chwili robi pół kroku w bok, przechwytuje głowę nadbiegającego przeciwnika pod ramię i wykorzystuje jego własny impet. SUPPRESSION! kompletnie znikąd! Kenneth również pada na matę i dopiero po chwili zdoła przewrócić się w stronę Borgesa, zarzucając rękę na jego klatkę piersiową. 1... 2... 3! Riddle wygrywa, wykorzystując moment nieuwagi przeciwnika!

Po zakończonym pojedynku Kenneth Riddle świętuje swoje zwycięstwo, a następnie opuszcza ring, udając się w stronę zaplecza. Luis Borges tymczasem powoli wstaje z maty. Jest niepocieszony po porażce, jednak publiczność docenia jego występ, nagradzając go brawami. Gdy Portugalczyk chce wyjść z ringu...wybrzmiewa "Gold on the Ceiling"! Co za niespodzianka, że akurat Willy Walker się tutaj zjawi. Borges patrzy z niepokojem w kierunku rampy, na której po paru sekundach muzyki zjawia się Texas Tycoon, który akurat rozmija się z wychodzącym Kennethem Riddle'em i między panami dochodzi do wymiany spojrzeń. Walker nie wygląda jednak na zainteresowanego Sacramento Saintem, bowiem rusza w stronę ringu. W tym czasie...z trybun wyłaniają się także ubrani w takie koszulki Erwin Eckhart, Kannonball i Ralf, którzy otaczają ring z trzech stron, a zaraz potem dołącza do nich również Walker, blokując Luisowi możliwość wyjścia od strony rampy. Cała czwórka z zadowoleniem wpatruje się w Portugalczyka, który nerwowo się rozgląda wokół...IMMORTAL! Muzyka Johnny'ego Turna wywołuje natychmiastowy cheer na widowni, a sam Tornado Man niemal od razu zjawia się na rampie. Mało tego - towarzyszą mu również James Wallace i Nathan Martin. Wszyscy szybkim krokiem idą w stronę ringu. Walker niemal od razu odchodzi na bok, a jego towarzysze decydują się odstąpić od ringu. Willy nawet wykonuje gest w stronę Borgesa, że ten może opuścić ring. Portugalczyk po chwili zawahania decyduje się wyjść i dołączyć do Turna, Martina i Wallace'a. Przez kilka sekund między grupami trwa wymiana spojrzeń, jednak żadna ekipa nie decyduje się ruszyć na rywali. W końcu Walker podejmuje decyzję - wchodzi po schodach do kwadratowego pierścienia i sięga po mikrofon.

Willy Walker: Jak widać niewiele trzeba, żeby wywołać wilka z lasu! Dobra rada, panowie - oszczędźcie sobie energii, może się przydać na lepsze okazje niż ta. *heat* A właściwie...skoro już zebraliśmy się tutaj *zerka za siebie, w kierunku swoich kompanów* prawie w komplecie, to proponuję przejść od razu do rzeczy.

Walker wykonuje w stronę swojej ekipy gest zapraszający do ringu. Po chwili Ralf, który najwyraźniej był adresatem, wślizguje się do środka.

Willy Walker: Najwyższy czas rozwiązać sprawę Lumberjack Matchu, na który wszyscy czekają. Cieszę się, Johnny, że oszczędziłeś nam fatygi i sam postanowiłeś tutaj przyjść. Może jednak masz w sobie odrobinę złotego rozsądku. A skoro przyprowadziłeś ze sobą kolegów, to nie widzę przeciwwskazań, by to starcie rozpoczęło się już teraz!

Prawdopodobnie pierwszy raz w historii po słowach Willy'ego Walkera rozlega się pozytywna reakcja na widowni. On sam zaprasza Johnny'ego Turna do ringu, po czym odchodzi na bok. Tornado Man tymczasem wchodzi po schodkach, a następnie przeskakuje nad linami. W międzyczasie Walker opuszcza ring, a następnie zdejmuje swoją marynarkę i przekazuje ją pracownikowi technicznemu. Do ringu wchodzi sędzia, a obydwie grupy ustawiają się po dwóch stronach ringu.

Lumberjack Match
Johnny Turn vs Ralf

Po reklamach wracamy do pojedynku, w którym aktualnie dzieje się totalny chaos! Przed momentem Ralf został wyrzucony z ringu i właśnie dopadają do niego zawodnicy sprzymierzeni z jego przeciwnikiem, obijając Holendra, który nawet nie jest w stanie się podnieść. Sytuacja ulega jednak zmianie, gdyż nadbiegają członkowie drużyny WRECKD, którzy wdają się w batalię z pozostałymi "drwalami". Nawet Willy Walker podwinął rękawy i ruszył wraz z resztą kompanii, co prawda trzymając się z tyłu, ale jednak. Zaczyna się regularna bijatyka i gdyby ekipa Walkera nie miała na sobie jednakowych koszulek, to trudno byłoby w ogóle zorientować się, kto tu z kim się napierdala. Wiemy natomiast jedno - Johnny Turn właśnie wszedł na narożnik! Mało tego - Tornado Man postanawia przejść kilka kroków po górnej linie, a następnie skacze prosto na walczącą ekipę, wykonując Tope Con Hilo! Wszyscy padają jak muchy, a publiczność nagradza Johnny'ego gromkim cheerem. On sam jest mocno nakręcony i szybko w tym zamieszaniu odnajduje Ralfa, którego podnosi, a następnie umieszcza wewnątrz kwadratowego pierścienia. Sam także nie czeka na nic, tylko szybko wsuwa się do środka i natychmiast rusza w stronę leżącego rywala, wykonując Speed Test! Pinfall. 1...2...kickout! Tornado Man nie zamierza zwalniać tempa. Chce podnieść Ralfa z maty...jednak ten wkłada palec w jego oko, czego sędzia nie zauważa, po czym przystępuje do Roll-upu. 1...2...niewiele zabrakło! Obydwaj się podnoszą, Turn biegnie na rywala, jednak nadziewa się na Hurricanranę. Ponownie się podnosi, jednak Ralf rusza już na niego z Running Front Dropkickiem, po którym Teksańczyk wpada plecami w narożnik. Osuwa się do pozycji siedzącej, zaś kompan Walkera decyduje się wziąć rozbieg i wykonać Facewash! Turn osuwa się na matę, zaś Ralf postanawia wejść na narożnik. Mija kilka sekund i mamy Diving Elbow Drop...chybiony! Tornado Man w porę się odsunął. Obolały Ralf podnosi się z maty, to samo czyni także jego przeciwnik. Rozpoczyna się wymiana ciosów. Raz jeden, raz drugi. W końcu Ralfowi udaje się zablokować cios oponenta. Następnie odwraca się on i wykonuje Pele Kick...ale Johnny w porę odskakuje i Holender trafia sędziego! Arbiter pada na matę, zaś Johnny chce skorzystać z zamieszania i powala Ralfa, zakładając mu Johnny Special! Ralf orientuje się, że sędzia nie widzi akcji, więc odklepuje, licząc że Turn puści chwyt. Ten jednak nie odpuszcza...i w tym momencie zostaje zaatakowany przez Kannonballa, który wbiega do ringu i powala Johnny'ego! Od razu wchodzi w Ground & Pound, zasypując Turna lawiną ciosów! Już po chwili za nim wbiegają pozostali "drwale" - James Wallace odciąga Kannonballa, wykonując mu Chain Reaction! Sam jednak zostaje zaskoczony przez Erwina Eckharta, który eliminuje go z ringu poprzez Running Clothesline! Chwilę potem w stronę Nerda podąża Luis Borges...jednak zostaje podcięty i także ląduje poza ringiem! Ale już starczy tego dobrego dla Kanadyjczyka, bo właśnie przechwycił go jego rodak - Nathan Martin, który aplikuje Kiss of Solipsism! Znokautowany Erwin wytacza się poza ring, zaś Martin odwraca się i...zostaje złapany przez samego Willy'ego Walkera, który wykonuje The Downsizing! Zdaje się, że nie zamierza na tym poprzestać - cofa się kilka kroków, podwijając rękaw koszuli. Gdy Nathan zaczyna wstawać, jest obrócony tyłem do Willy'ego. Ten postanawia ruszyć...i w tym momencie do ringu wślizguje się ponownie Luis Borges, który neutralizuje Walkera Killshotem! Biznesmen od razu po tej akcji opuszcza ring. To samo czynią także pozostali drwale, gdyż sędzia zaczyna wreszcie wstawać z gleby. W ringu pozostają tylko dwaj "legalni" zawodnicy, a z zamieszania korzysta Ralf, który zaskakuje Turna Swinging Neckbreakerem. Następnie przesuwa leżącego oponenta bliżej narożnika, po czym bierze rozbieg i wykonuje Corner Slingshot 450 Splash...na pustą matę! Turnowi udało się uniknąć akcji kończącej rywala. Sam przesuwa się za liny, wstając z ich pomocą. Obserwuje Ralfa, który także się podnosi. W końcu Tornado Man postanawia skorzystać z asysty lin i wykonuje F6! Mamy próbę odliczenia. 1...2...3! To koniec tej chaotycznej walki!

Po zakończonej walce Johnny Turn ma chwilę na świętowanie wraz ze swoimi sojusznikami, którzy wracają do ringu. Willy Walker i jego ekipa powoli się wycofują. Nagle wybrzmiewa nieznany dotąd w LPW utwór. Na czarnym ekranie wyświetlają się kolejno literki W, R, E, C oraz K w kolorze białym. Po sekundowej pauzie na ekranie wyświetla się także litera D, której towarzyszy efekt płomienia. Po chwili napis zmienia się w słowa "DEMONIO CAIDO". Mija kilka sekund, a na stage'u zjawia się taka postać. Mało tego - tuż za jego plecami pokazuje się także nie kto inny, jak Cyclone Diallo, również odziany w koszulkę grupy WRECKD. Widać od razu, że nowo przybyły członek ekipy Walkera zdecydowanie góruje nad niewielkim Gwinejczykiem, który jest od niego o ponad głowę niższy. Obydwaj zawodnicy idą powoli w kierunku Walkera i reszty, którzy zdają się być zadowoleni z takiego obrotu spraw. Cała szóstka wpatruje się przez chwilę w czterech zawodników stojących w ringu. W końcu Demonio Caido występuje przed szereg i postanawia wdrapać się na apron, a następnie przejść nad górną liną do środka. Po chwili dołączają do niego także pozostali. Widząc przewagę liczebną ekipy Walkera, ulubieńcy publiczności decydują się wycofać. Jedynie Turn początkowo pozostaje niezłomny, jednak i jego odciąga ostatecznie James Wallace. W końcu opuszczają ring bez rozlewu krwi, a gdy kierują się w stronę zaplecza, Willy Walker decyduje się ponownie sięgnąć po mikrofon.

Willy Walker: Mądra decyzja. Zanim stąd  znikniecie...poczekajcie moment. Myślę, że to, co za chwilę wydarzy się w tym ringu, powinno was zainteresować. *widzimy, że w ringu poza Walkerem pozostają jedynie Demonio i Diallo, a pozostali wychodzą na zewnątrz* LPW! Macie tam jeszcze jakiegoś śmiałka? A wam radzę się uważnie przyglądać - to zaledwie preludium przed tym, co czeka was na Danse Macabre.

Po chwili ciszy rozlega się theme song Dale'a Ruckera, który co ciekawe nie jest sam, gdyż towarzyszy mu...również debiutujący Nicolas McDanniel!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
11.10.2026, 17:39 #1
After Colosseum #10

Kilka minut po zakończeniu Colosseum kamera przenosi nas do jednej z sal konferencyjnych na zapleczu areny. Przed ścianą pokrytą logotypami LPW i Colosseum ustawiono długi stół, za którym siedzą Ted DiBiase Jr. oraz David Otunga. Przed nimi znajdują się mikrofony, butelki wody oraz kilka kartek z notatkami. Po drugiej stronie sali swoje miejsca zajmują przedstawiciele mediów, a pojedyncze błyski aparatów co jakiś czas rozświetlają pomieszczenie. Po krótkiej chwili jeden z reporterów otrzymuje możliwość zadania pierwszego pytania.

FightLine: Ted, to dopiero początek twojej pracy jako Generalnego Menadżera Colosseum, ale już wprowadziłeś Global Championship i rozpocząłeś proces wyłaniania pierwszego mistrza. Jak właściwie widzisz rozwój tej marki w najbliższych miesiącach?

Ted DiBiase Jr.: Chcę, żeby Colosseum było miejscem, w którym każdy występ ma swoją wartość. Nie interesuje mnie dokładanie kolejnych walk tylko po to, żeby zapełnić kartę. Chcę tworzyć historie, które prowadzą do czegoś większego, budować nowych ludzi i sprawić, żeby zawodnicy wiedzieli, że dobra seria może realnie zmienić ich pozycję. Global Championship jest tylko pierwszym krokiem.

Ted odkłada mikrofon nieco niżej, a po chwili głos otrzymuje kolejny dziennikarz.

Ringside Report: W swoich pierwszych tygodniach bardzo często mówisz o wartości, możliwościach i biznesie. Czy oznacza to, że zamierzasz prowadzić Colosseum przede wszystkim jak produkt, a dopiero później jak brand wrestlingowy?

Ted DiBiase Jr.: Jedno nie wyklucza drugiego. Dobry wrestling przyciąga ludzi, a dobrze zarządzana marka sprawia, że chcą zostać na dłużej. Jeżeli zawodnicy dostarczają emocje, ja mam obowiązek stworzyć im warunki, żeby te emocje coś znaczyły. Im większą wartość ma Colosseum, tym więcej zyskują wszyscy, którzy są jego częścią.

Po odpowiedzi Teda kilka osób zapisuje coś w swoich notatnikach. Następnie jeden z reporterów przenosi uwagę na siedzącego obok Davida Otungę.

Pro Wrestling Journal: David, po opuszczeniu biura Generalnego Menadżera doszło do krótkiej rozmowy pomiędzy Zbyszkiem Uszczelką a Jayem DiMateo. Biorąc pod uwagę, że obaj jeszcze chwilę wcześniej znajdowali się po przeciwnych stronach tej całej sytuacji wokół Valor Championship, czy nie wyglądało to trochę tak, jakby któryś z nich próbował właśnie zyskać sobie sojusznika?

Otunga słysząc to pytanie patrzy na dziennikarza z zaciekawieniem, po czym poprawia stos kartek leżący przed nim.

David Otunga: Nie będę udawał, że wiem dokładnie o czym oni rozmawiali. Nie słyszałem tej rozmowy więc nie zamierzam dopisywać do niej nieznanych mi treści - byłoby to wysoce nieprofesjonalne z mojej strony. Natomiast najważniejsze jest to, że widziałem kto z kim rozmawiał w jakim momencie. A biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się wcześniej w gabinecie Teda, byłoby zwyczajnie nierozsądne, gdybym to zignorował. Jeżeli ktoś próbuje zyskać sobie sojusznika, zmienić układ sił albo zabezpieczyć własną pozycję przed kolejnym etapem tej historii, ma do tego pełne prawo. Tak jest ten biznes zbudowany drodzy Państwo. Poczułem się zobowiązany do dowiedzenia się nie tego kto z kim rozmawiał - a dlaczego rozmawiał?

The Advocate splata dłonie na blacie oraz z pełnym skupieniem pochyla się nad mikrofonem.

David Otunga: I żebyśmy wszyscy mieli jasność. Nie zamierzam oceniać ludzi na podstawie jednej rozmowy. Zamierzam obserwować ich działania. Bo w tym przypadku nie interesuje mnie to, co Uszczelka i Jay powiedzieli sobie na ucho, tudzież za zamkniętymi drzwiami. Interesuje mnie bardziej to co zrobią później. Dlatego tak, będę miał ich obu na oku. Nie dlatego, że zakładam ich winę. Tylko dlatego, że nauczyłem się nie ignorować rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się przypadkowe. A jeżeli rzeczywiście ktoś próbuje zbudować sobie sojusz, to chcę wiedzieć o tym, zanim ten sojusz zacznie mieć jakiekolwiek znaczenie.

Po tej odpowiedzi Ted wyraźnie wskazuje dziennikarzom, że czas konferencji dobiegł końca i wraz z Davidem opuszczają arenę.

[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Muzyka rozbrzmiewa w całej hali, a kamera wykonuje przejazd po licznie zgromadzonej publiczności. Przed nami ostatnie Colosseum przed zbliżającym się LPW: Danse Macabre! Na ekranach pojawiają się plansze przedstawiające pojedynki Global Championship Series, które przybliżą nas do wyłonienia pretendenta do nowego mistrzowskiego pasa. Kamera przenosi się następnie na stolik komentatorski, gdzie komentatorzy krótko zapowiadają dzisiejsze wydarzenia i przypominają o nadchodzącym PPV. Po chwili realizator ponownie kieruje obraz na ring. Czas rozpocząć kolejne Colosseum!


Global Championship Contender Series #1: Singles Match
Kenneth Riddle vs James Wallace

Wracamy po reklamach do walki, którą w tym momencie zdecydowanie prowadzi ten bardziej doświadczony z zawodników. Akcja dzieje się w narożniku i widzimy oraz słyszymy, jak sędzia upomina Kanadyjczyka i zaczyna odliczanie. Kenny od razu podnosi ręce do góry, odsuwa się o kilka kroków do tyłu i wykonuje Corner Clothesline, po którym wyciąga James'a na środek i dokłada jeszcze Snap DDT! Mamy pin! 1...2.. Kick Out. Wonderkid powoli się podnosi, a Kenny bierze rozbieg, wskakuje na liny i trafia Springboard Kickiem. Kolejna próba pinu. 1...2... Kick Out! Riddle kręci tylko głową, jednak od razu przechodzi do dalszej ofensywy. Wychodzi pomiędzy linami na apron i mamy Slingshot Sommersault Sento... A jednak nietrafiony! Wallace w ostatniej chwili przetacza się w kierunku lin, unikając zagrożenia! Młody próbuje zebrać w sobie trochę sił, podnosząc ręce do góry i co chwila zaciskając dłoń w pięść, a następnie ją otwierając. Powoli wstaje, udaje mu się nawet wrócić do stójki. Nagle zostaje złapany w pasie i obrywa German Suplexem! Po publice przetoczył się lekki szmer w ramach zawodu nieskutecznym powrotem do walki młodego Wesa. Sacramento Saint jednak jakby był w małym transie, kompletnie nie zwraca uwagi na tłum zebrany dookoła tylko wskakuje na narożnik i wykonuje Moonsault, tym razem trafiając! Od razu pinuje! 1...2... Kick out! Riddle spogląda na rękę Jamesa... Wonderment! Jednak nie dopięte w 100%, Młody w ostatniej chwili łapie swoją kończynę drugą ręką, nie pozwalając Kenny'emu zapiąć dźwigni do końca! A następnie przekręca się tak, że teraz to on pinuje Kanadyjczyka! 1...2.. Kick Out! Obaj się podnoszą, jednak to Riddle jest mniej poobijany i to on wstaje jako pierwszy... Icon's Stamp! Unik! Discus Lariat od Wallace'a! Po tym ciosie obaj lądują na deskach! Sędzia sprawdza najpierw jednego, potem drugiego, ale wygląda na to, że wszystko w porządku i możemy kontynuować walkę. James zdążył odtoczyć się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Kenny również wrócił już do stójki i rusza na rywala, jednak ten uskakuje w bok przez co The Icon uderza twarzą w gąbkę! Wonderkid przemieszcza się na środek ringu, Riddle otrząsa się po nieudanym ataku, rusza ponownie, jednak jest to pusty przebieg z powodu kolejnego uniku zawodnika z Houston. Odbija się od lin... I nadziewa się na Hellraiser w drodze powrotnej! Kenny robi wręcz salto od impetu kopnięcia, a Młody przyklęka na jedno kolano oddychając głęboko. Odgarnia włosy z twarzy i zaczyna "pompować" rękoma w powietrzu, nabierając sił. Publika razem z nim zaczyna reagować coraz głośniej, co jeszcze dodatkowo go nakręca. Nabiera rozpędu i wykonuje Running Uppercut! Od razu wstaje, unika ręki Kenny'ego która przelatuje nad jego głową, podrzuca go do góry i wykonuje Pop-Up Uppercut! James zaczyna krążyć dookoła ringu, krzycząc z całych sił w kierunku publiczności, która w odwecie dodaje mu jeszcze więcej energii do ataku. Riddle wstaje i od razu ponownie próbuje zaatakować, jednak kolejny raz jego atak zostaje uniknięty, a po chwili od razu nadziewa się na Back Kick! Nastepnie Chest Kick! I dodatkowo jeszcze Back Elbow! Wallace momentalnie chwyta oponenta w konkretny sposób i kończy całą kombinację przy pomocy Chain Reaction! Mamy pin! 1...2... Kick Out! Młodzian jednak nie zwalnia, od razu podnosi rywala i wykonuje Blackway Drive! Tym razem jednak nieudane! Kenny w ostatniej chwili wykręca się z uchwytu i sam wykonuje Suppression! Też nie! Zostaje odepchnięty na liny, a po powrocie do centrum ringu inkasuje Black Dust! Znowu mamy pin! 1...2... Kick Out! James przechodzi do kolejnej próby Blackway Drive, ale Riddle raz jeszcze się wykręca i samemu atakuje... Icon's Stamp! James słania się na nogach... Supression! Connected! 1...2...3... Tak jest! Kenneth Riddle wygrywa walkę i przechodzi dalej!

Earlier Tonight
Kamera przenosi się na zaplecze hotelu, gdzie w jednym z korytarzy ubrany w elegancki garnitur oraz złotym zegarkiem na nadgarstku David Otunga natrafia na Jorge Cavazosa. Obaj zatrzymują się na chwilę, a prawnik pierwszy rozpoczyna rozmowę.

David Otunga: Jorge, masz chwilę? Bo po tym, co wydarzyło się ostatnio, radziłbym ci bardzo uważać na DiMateo i Uszczelkę. Mam coraz mocniejsze wrażenie, że oni nie zamierzają ze sobą walczyć o ten pas. Chcą najpierw pozbyć się wszystkich którzy mogą stanąć im na drodze, a potem rozstrzygnąć wszystko między sobą.

Jorge Cavazos: Ciekawe, że akurat ty mi to mówisz. Przecież sam jesteś jednym z ludzi, którzy mogą skończyć z tym pasem. Skąd mam wiedzieć, że nie próbujesz po prostu pozbyć się dwóch konkurentów?

David Otunga: Nie musisz mi ufać. Wręcz przeciwnie, byłbym naiwny gdybym oczekiwał, że mi zaufasz. Ale możesz obserwować fakty. Ja robię dokładnie to samo.

Jorge Cavazos: Właśnie dlatego będę obserwował również ciebie.

David Otunga: I bardzo dobrze. Gdybyś tego nie robił, nie byłbyś dobrym kandydatem do walki o ten pas. I zapamiętaj jedno, Jorge. Jeżeli przyjdzie moment w którym będę musiał wybrać pomiędzy interesem swoim a interesem człowieka stojącego naprzeciwko mnie... to wybiorę swój. Nie będę cię za to potępiał, jeśli zrobisz dokładnie to samo. Różnica polega na tym, że ja przynajmniej nie będę udawał, że jest inaczej.

Harvard Hammer kiwa głową i rusza dalej korytarzem, pozostawiając Fiesta Mastera z wyraźnie nieufnym spojrzeniem.Jorge cały czas spogląda w stronę, w którą odszedł David.

Jorge Cavazos: Ci cholerni abogadosadwokaci. Nigdy nie można im ufać. Jedyne co robią to wiecznie tylko gadają.

Jorge kręci przecząco głową i także odchodzi.

Kamera przenosi nas...gdzieś na zewnątrz, przed wejściem do budynku, w którym odbywa się dzisiejsze Colosseum. Operator zauważa idącą w stronę wejścia postać. Nie widać jej twarzy, gdyż operator filmuje jegomościa z tyłu. Da się jedynie zauważyć jego łysą głowę, ubranie dresowe i walizkę na kółkach, którą ciągnie za sobą. Nagle słychać jakiś krzyk.

???: Chłopaki! To Johnny Turd!

Nie mijają nawet dwie sekundy, a w kadrze zjawia się Kannonball, który z pełną prędkością wpada w idącego jegomościa, powalając go na glebę! Od razu podnosi go i wykonuje Nasty Face! Po chwili podbiega również Ralf i wraz ze swoim kompanem wymierzają kilka stompów swojej ofierze. Zaraz potem Kannonball chwyta za leżącą walizkę i rzuca ją na plecy łysola. Następnie Ralf nachyla się, zakładając Sleeper Hold...i w tym momencie zauważa, że coś jest nie tak. Postanawia odwrócić jegomościa twarzą w górę i jego oczom ukazuje się...nieprzytomny Mateusz MW!

RaLf: Kurwa mać, przecież to nie on!

Kannonball: Jak to nie? Łysa pała przecież!

Ralf łapie się za głowę.

Kannonball: To kto to jest? To pewnie jakiś kolega Turda, bo też łysy, no nie?

Ralf: To jeden z tych pajaców, którzy tu pracują. Nikt ważny na szczęście. Pozbądźmy się go, to może nikt nawet nie zauważy, że się nie pojawił. Diallo! Akcja odwołana, wyłaź!

Po chwili z budynku wychodzi...nie Diallo, którego nigdzie nie widać, tylko Erwin Eckhart.

Erwin Eckhart: Co tutaj się dzieje? *zauważa nieprzytomnego Mateusza MW* Chyba mówiłem wam, że atakowanie neutralnych jest wbrew zasadom.

Ralf: Zamiast się mądrzyć, lepiej nam pomóż.

Erwin Eckhart: *wzdycha z dezaprobatą* Jak zwykle trzeba po was sprzątać. *zauważa coś* Zaczekaj chwilę. *odchodzi na kilka kroków, po czym sięga po jakiś czarny worek* Pokazywanie ludziom na ulicy scen drastycznych stanowi skandaliczny przykład łamania wszelkich zasad moralnych.

Kannonball i Ralf podnoszą nieprzytomnego Mateusza i z pomocą Erwina pakują go do worka.

Ralf: Tam jest jakiś kontener.

Kannonball zarzuca na plecy worek, po czym wraz z pozostałymi rusza w stronę kosza na śmieci. Erwin i Ralf asystują, podnosząc blaszaną klapę i już po chwili Mateusz MW ląduje wewnątrz kontenera.

Ralf: Dobra, przynajmniej to mamy z głowy. *patrzy na Kannonballa* Ty więcej niczego nie planujesz. Gdzie ten Diallo? DIALLO!

Kannonball: Daj spokój, pewnie już poszedł do szatni. Wiesz jaki jest Diallo, jego nawet Jezus się boi! *śmieje się* Nic mu nie będzie.

Ralf wzrusza ramionami, najwyraźniej dając się przekonać, po czym cała trójka wchodzi do budynku. Operator rusza za nimi, jednak przed wejściem spostrzega, że coś się rusza w pobliskich krzakach. Postanawia podejść bliżej i dostrzega...szamoczącego się w zaroślach Cyclone'a Diallo, którego ktoś zakneblował i teraz blokuje jego ręce, przez co ten nie może się wydostać! Nie widać drugiej postaci na ekranie, udaje się uchwycić jedynie jego ręce. Kamerzysta postanawia się wycofać w trosce o własne bezpieczeństwo, po czym obraz powoli gaśnie.

Firma Transportowa „Na Styk” - Ciasno? Spokojnie, wszystko wejdzie!

Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie widzimy... Riddle'a oraz Wallace'a, podających sobie właśnie rękę, pogrążonych w konwersacji.

James Wallace: Dzięki za rady Kenny. <lekki uśmiech> Wiem, że porażka jest nieunikniona. Tylko, że... <przeczesuje ręką włosy, po czym zaciska lekko pięść> kurwa, chcę tu wyrobić swoją renomę. Muszę być w stanie pokonywać najlepszych z najlepszych. Jak inaczej mam GO prześcignąć? Jak mam pozbyć się ciągłych porównań? Jakby to była moja pieprzona wina, że urodziłem się synem Wesa... *wzdycha i opiera się barkiem o ścianę* Nie żeby mi to przeszkadzało, ale z jakiegoś powodu jest solą w oku wielu osób. Nawet jeśli nikt nie mówi mi tego w twarz, to słyszę szepty za plecami. Widzę współczujące spojrzenia. Pogardliwe uśmiechy. Tak jakby moja wartość sprowadzała się wyłącznie do bycia synem wielkiego, pierdolonego Wesa Wallace'a…

Widać i oczywiście słychać, że James zaczyna się coraz bardziej nakręcać, dając się ponieść emocjom. Kenny jednak dość szybko go stopuje, wcinając mu się w słowo.

Kenneth Riddle: Już teraz Twoja wartość jest znacznie wyższa niż tylko nazwisko. Czułem to od razu, jak tylko pojawiłeś się w LPW, ale dzisiaj miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze. James *Kenneth kładzie dłoń na ramieniu swojego rozmówcy*, już teraz wymiatasz, a będzie tylko lepiej i zaraz to ja będę przychodził do Ciebie po rady! *Riddle uśmiecha się* Szepty za plecami? Mam na to jedną radę. Pamiętaj, jeśli nie powiedzą Ci czegoś w twarz, to znaczy, że nie powiedzieli tego wcale. Kariera jest za krótka na branie pod uwagę szumu, który powstaje wokół nas. Dobrze wiem, że ludzie gadali różne rzeczy po mojej porażce z Zamorą. Ale szepty mają tak duże znaczenie, jakie sami im nadamy.

James chwilę patrzy na Kenny'ego, po czym szeroko się uśmiecha i potakuje głową. Bierze głęboki oddech, a następnie otwiera usta... Tylko po to, żeby za chwilę je zamknąć i przenieść wzrok na kogoś stojącego za jego rozmówcą.

Ben Zamora: Kenny, Kenny, Kenny... Bawisz się w dobrego wujka? *Riddle obraca się od razu w pozycji defensywnej, na co Zamora tylko się uśmiecha* Masz chyba ważniejsze rzeczy na głowie, niż niańczenie czyichś dzieci? Poza tym, ten pisklak już dawno jest poza gniazdem. Więc da sobie radę. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, młody. *Ben przenosi wzrok na Jamesa* Masz potencjał. To pewne. Tylko go nie zmarnuj na słuchanie mniejszych od siebie. Rozwijaj się o jeden procent każdego dnia a w końcu zamkniesz im wszystkim gęby. A teraz musisz nam wybaczyć, ale to tutaj *wskazuje palcem na siebie i Riddle'a* wcale Cię nie dotyczy. Także znikaj.

James buńczucznie postępuje krok na przód, jednak Kenny wyciąga rękę w bok i stopuje zamiary młodego Wallace'a. Ten patrzy na Riddle'a pytająco, a Ben uśmiecha się tylko pod nosem i kiwa z podziwem głową.

Kenneth Riddle: Ostatnią radą na dziś ode mnie będzie to - "nie zawsze warto toczyć cudze bitwy". Spokojnie, zasłużyłeś już dzisiaj na odpoczynek. Nie musisz się nim przejmować. *Kenneth spogląda na Jamesa, który bierze głęboki oddech, kiwa głową i odchodzi. Riddle natomiast kieruje wzrok na Zamorę*. Gratulacje! Widzę, że od teraz bijesz się także z ludźmi będącymi w pełni sił! No... przynajmniej fizycznych. To urocze, że mnie szukałeś, ale jeżeli nie chcesz mi życzyć powodzenia, to raczej nie znajdę dla Ciebie teraz czasu. Będziesz musiał poczekać do Danse Macabre...

Ben Zamora: Proszę Cię Kenny. Cały czas próbujesz przeforsować narrację, która sugeruje wszystkim, że to ja wybieram sobie takie walki. Obaj doskonale wiemy, że nie mam takiej mocy sprawczej. Dodatkowo jesteś skończonym hipokrytą. To Ty wcześniej kontuzjowałeś kolano Rybacka, a potem bez żadnego mrugnięcia okiem wykorzystywałeś każdą okazję by uderzyć w jego słaby punkt. Także oszczędź sobie manipulowania faktami. *Ben uśmiecha się szyderczo* I tak, Kenny. Przyszedłem Ci życzyć powodzenia. Bierz ich, Tygrysie.

Kenneth Riddle: Wydaje mi się, że ostatnio dość jasno wypowiedziałem się na temat kreowania narracji wokół Ciebie, więc nie zamierzam się powtarzać. Doskonale wiem, że i tak spróbujesz odwrócić kota ogonem, a ja nie jestem teraz zainteresowany takimi przepychankami. Uznam, że słyszałem tylko ostatnie zdanie i podziękuję. Chociaż obaj wiemy, że nie potrzebuję w tym przypadku szczęścia, tylko świętego spokoju. Motywacji też mi nie brakuje. Jeżeli mam tej samej nocy zdobyć tytuł Global Championship i wyrównać rachunki między nami, to oznacza naprawdę szczęśliwe ułożenie gwiazd.

Ben Zamora: Właśnie. Kreowanie narracji. Może czas zająć się tym co prawdziwe, zamiast wymyślać wymówkę za wymówką? A fakty są niepodważalne - już raz Cię pokonałem. Zrobię wszystko, żeby pokonać Cię po raz kolejny i jednocześnie zostać pierwszym Global Championem. Więc lepiej zepnij to swoje wątłe dupsko i doprowadź sprawy do końca. Bo to z Tobą chcę walczyć. Nic innego nie będzie mnie satysfakcjonowało. A jeśli zawiedziesz, to przyjdę i po raz kolejny podam Ci tą wygraną na talerzu. Następnie na Danse Macabre zmiażdżę Cię doszczętnie i sprawię, że Kenneth Riddle będzie tylko echem przeszłości. Bladym wspomnieniem, które nie było nigdy na tyle ważne, by wyryć się w pamięci. Postaraj się, żebym nie musiał znowu wykonywać całej roboty za Ciebie, Kenny.

Zamora rusza z miejsca, przechodząc obok Riddle'a i lekko przepychając go barkiem toruje sobie drogę. Mamy zbliżenie na twarz zdeterminowanego Kenny'ego, który nawet nie ogląda się za swoim dotychczasowym rozmówcą, a następnie obraz z kamery urywa się.

Singles Match
Preston Steele vs Miguel Escobar

Słychać gong i obaj momentalnie ruszają na środek ringu, ale zamiast klasycznego zwarcia zaczynają od przepychania barkami. Steele wbija palec w klatkę Escobara, Hiszpan odpowiada slapem prosto w twarz i po chwili mamy serię krótkich Punchy z obu stron! Preston trafia mocnym Forearmem, Miguel oddaje Chopem, a następnie próbuje Wrist Locku. Legacy Breaker szybko odwraca uchwyt, wykręca rękę rywala i przyciąga go do Short-Arm Clothesline'u, jednak Escobar schyla się i odpowiada Snap Suplexem! Miguel natychmiast dosiada rywala i dorzuca kilka Punchy, dopóki sędzia nie odciąga go za ramię. Steele wykorzystuje moment, wstaje i bez ostrzeżenia kopie przeciwnika w kolano. DDT! Miguel uderza głową o matę, ale Preston nie pinuje - zamiast tego podciąga go za włosy. Sędzia ponownie reaguje, a Steele tylko uśmiecha się szyderczo. Escobar wykorzystuje zamieszanie, uderza rywala łokciem w brzuch i posyła go Shoulder Blockiem w narożnik, gdzie natychmiast rozpoczyna kolejną serię agresywnych ciosów.

W tym momencie niespodziewanie wybrzmiewa Le Manu! Escobar oraz Steele wręcz zamierają w akcji i jak jeden mąż spoglądają w kierunku rampy, gdzie już po chwili pojawia się nie kto inny jak Zamora! Tongijczyk z uśmiechem kieruje się do ringu, ubrany w strój do walki. Zatrzymuje się tuż pod nim i spogląda na sędziego który jest przy linach i krzyczy do niego, by nie robił nic głupiego. Ben rozgląda się dookoła, wzrusza ramionami... I łapie za nogę sędziego, wyciągając go na zewnątrz! Publiczność reaguje na to głośną wrzawą, a zawodnicy w ringu tylko spoglądają na siebie, potakując nerwowo głowami, zgodni co do właściwego zagrożenia. Tongijski Tyran wślizguje się do ringu, Preston oraz Miguel próbują go zaatakować, jednak to na nic, bowiem ten unika, odbija się od lin i trafia obu poteżnym Double Lariatem! Powaleni zawodnicy odtaczają się do przeciwległych narożników, na co Ben reaguje tylko kolejnym uśmieszkiem... Cannonball dla Escobara! Cannonball dla Steele'a! W międzyczasie sędzia poza ringiem dochodzi do siebie i nakazuje zabić w gong, przerywając całkowicie walkę, bez żadnego rozstrzygnięcia. Zamora jednak niezbyt się tym przejmuje, powoli wstające ofiary łapie w pasie, jednego lewą, drugiego prawą ręką i dorzuca im Double German Suplexa, po którym obaj wytaczają się w okolice stołu komentatorskiego! Big Ben podąża za nimi i oczyszcza stół komentatorski, po czym ponownie łapie obu, jakimś cudem wynosi ich do góry i wykonuje Double Powerbomb na stół! Następnie podnosi praktycznie nieprzytomnego już Escobara i dokłada mu jeszcze Big Ben Down! A po chwili podobna sytuacja spotyka Prestona, który otrzymuje Tyrant's Verdict! To już chyba koniec tej masakry, ponieważ w tym momencie na rampie pojawia się cały tabun zapleczowych pracowników Colosseum! Zamora nie robi sobie z tego zupełnie nic, zamiast tego podchodzi do pracownika technicznego i wyrywa mu z ręki mikrofon, z którym wtacza się do ringu.

Ben Zamora: Świetnie, że pojawiła się tu ekipa sprzątająca. Możecie zabrać te śmieci i zostawić je tam, gdzie ich miejsce. *uśmieszek, Ben bierze głęboki oddech* Gdyby ktoś się zastanawiał "czemu?", to odpowiedź jest krótka i prosta. DiBiase obiecał mi czas w tym ringu, który rozpoczynał się dokładnie w momencie w którym wybiła moja muzyka. Skoro walka jednak wciąż trwała, cóż - postanowiłem, że wezmę sprawy w swoje ręce. *Ogląda się na opatrywanych zawodników* A teraz, nie przedłużając - zapraszam do walki. *obraca się w stronę rampy* Znajdzie się jakikolwiek śmiałek, gotów podjąć rękawicę? Czy wszyscy tam na zapleczu musicie się najpierw uszkodzić, żeby mieć wymówkę w razie nieuniknionej porażki?

Ben odrzuca mikrofon i spogląda raz jeszcze na wywożonych z hali zawodników, po czym odsuwa się do narożnika, oczekując na śmiałka. W tym momencie na arenie wybucha muzyka Kannonballa i tej zdecydowanym krokiem zmierza do ringu

Open Challange
Ben Zamora vs Kannonball

GONG!. Kannonball biegnie w kierunku Bena, ten jednak robi unik i jego przeciwnik trafia prosto w narożnik. Odbija się od niego i trafia prosto w ramiona Tongijskiego Tyrana.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Kannonball wstaje przy pomocy narożnika, a Zamora nie traci czasu, łapie w Full Nelsona.. Dragon Suplex! Chaos Creator pada na matę, Ben natomiast nie chce go jeszcze przypinać tylko powoli pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go z impetem w narożnik, sprzedaje mu kilka punchy po czym.. Biel Throw! Co za siła! Kannonball ląduje po środku ringu.. Running Senton! Pin: 1.. 2.. to jeszcze nie ten moment, Demolition Machine odkopuje. Warmachine wstaje powoli i patrzy jak jego przeciwnik powoli się podnosi, a po chwili nabiega na liny, odbija się od nich.. Kannonball chce skontrować Clotheslinem! Pudło! Zamora odbija się od przeciwległych lin, Chaos Creator się odwraca.. Running Lariat! Trafiony! Będzie przypięcie!? Nie! Tongijski Tyran widzi, że dostał tłustą kluchę, którą będzie musiał jeszcze trochę otłuc. Pomaga mu wstać i próbuje go.. wynieść pod Military Press!? Z lekkim wysiłkiem, ale prawie daje radę.. w ostatniej chwili kilka łokci od Kannonballa ratuje sytuację. Ben jest lekko zamroczony i Demolition Machine chce wykorzystać sytuację.. rozpędza się od jednych lin, przebiega obok Tongijczyka, zawraca i.. Running Crossbody! W końcu trafił! Będzie przypięcie: 1.. co!? To było za proste dla Zamory, szybko odkopał i wyrzucił też nieco dalej swojego przeciwnika. Ten zdezorientowany nie wie co robić, stara się jak najszybciej wstać.. Yakuza Kick od Warmachine’a! Chaos Creator szybko wstaje i rusza na oponenta trzymając się za twarz, ale ten unika.. Kannonball odbija się od lin.. Pop-up Samoan Drop od Tongijczyka! To nie może się inaczej skończyć! Zamora wstaje lekko wkurwiony i patrzy na przeciwnika.. ten trzymając się za plecy wstaje.. Big Ben Down! Czy to tyle!? Pin: 1.. 2.. 3! To koniec, Ben Zamora zwycięzcą pojedynku.

Przenosimy  się do... jakiegoś składziku, gdzie są miotły i inne duperele. Warto też zaznaczyć, że jest tutaj siedzący na podłodze Cyclone Diallo, a to taka duperela już nie jest. Ma związane ręce, zawiązane oczy i zakneblowaną buzię. W kadrze pojawia się dłoń, która oswobadza oczy oraz usta Cyclone i po chwili widzimy, że jest to Nathan Martin! Możemy go teraz dostrzec w pełnej okazałości. Kanadyjczyk ma wymalowany przerażający uśmiech na twarzy, ale jest on pomieszany... z ekscytacją.

Nathan Martin: Od razu cię uprzedzam...  *przybliża się do ucha Cyclone* krzyczenie nie ma sensu, zaprowadziłem nas w takie miejsce, że i tak nikogo nie ma w pobliżu, a poza tym... to po co miałbyś to robić? To wielka chwila! *rozkłada szeroko ręce* W końcu mogę podyskutować z kimś od Williego Walkera! *uradowany, tupie mocno stopą wprost w związane dłonie Diallo* Och, pardon! To z ekscytacji. Długo wyczekiwałem tej chwili.

Cyclone Diallo: *rozgląda się nerwowo* Co...co to za miejsce? Nathan...nie da się ukryć, że również liczyłem na nasze spotkanie, jednak niekoniecznie w takich okolicznościach. Czy mógłbyś mnie rozwiązać? Wtedy z pewnością dyskusja stanie się bardziej komfortowa dla nas obu.

Nathan Martin: Gdybyś był grzecznym chłopcem, to może i bym cię rozwiązał, ale niestety wiem, że potraaafisz napsocić, więc... musisz zadowolić się  czymś takim. *uśmiecha się, po czym kuca przy Diallo* Doprawdy to jest niesamowite, że Willy Walker wiedząc, co MOGĘ i co POTRAFIĘ i tak obrał mnie sobie za jeden ze swoich celi... To takie odważne, szalone oraz... głupie. *wzdycha* Powiedz mi... Panie Diallo, zrób to tu i teraz! Wytłumacz mi co kieruje akurat... TOBĄ? *podejrzliwie patrzy na niego*

Cyclone Diallo: *szarpie się* Jesteś Stwórcą tego świata, a przynajmniej tak twierdzisz...powinieneś zatem rozumieć, że pytanie o motyw moich działań nie ma żadnego sensu. Tak po prostu musi być. Siła wyższa, myślę że wiesz o czym mówię. To jest o wiele ważniejsze, niż potrzeby śmiertelników. *spuszcza głowę, zamykając oczy* Nie jest dobrze. Źle się stało. *patrzy z powrotem na Martina* Popełniłeś błąd, Nathan. Widać to wyraźnie, nawet bez specjalnych rytuałów. Gwiazdy mówią jednym głosem. Być może jeszcze tego nie dostrzegasz, twoje ciało nie wysłało jeszcze żadnego alarmującego sygnału...lecz twoja dusza woła o pomoc. Pewnie myślisz sobie, że próbuję ci grozić. Nic z tych rzeczy Nathan...

Nathan Martin: Grozić? *prycha, po czym wstaje* Gdybym tylko zechciał, to KAŻDY z was... po kolei... skończyłby jak Sakazaki oraz Dowson. *lekki uśmiech* Aktualnie wasza egzystencja bazuje na moim miłosierdziu oraz CIEKAWOŚCI. *patrzy przeraźliwie na Diallo* Mam pomysł! Sprawdźmy... jakie jest TWOJE przeznaczenie! O tak!

Nathan podchodzi do wierzgającego się Diallo i ponownie zaczyna kneblować mu twarz. Następnie rozgląda się po pomieszczeniu i zauważa sznur, który sięga i w niezbyt honorowy sposób, używajac siły, związuje Diallo nogi.

Nathan Martin: Przekonajmy się zatem, czy ktokolwiek lub COKOLWIEK ci pomoże...

Nate zabiera ze sobą kamerzystę, patrząc się przeraźliwie i wraz z nim opuszcza pomieszczenie, zostawiając samego Cyclone. Obraz z kamery gaśnie.

Video Promo
Kamera przenosi nas gdzieś w okolice jakiegoś domku w górach, gdzieniegdzie widać lekko ośnieżoną trawę czy drogę, mnóstwo wokół sosen i świerków. Domek, któremu się przyglądamy wykonany jest z drewna, widać, że jest w bardzo dobrym stanie. Nagle zza budynku rozlega się dźwięk uderzania o drzewo, jakby ktoś je ścinał dość tępą siekierą. Obraz przechodzi w miejsce wydobywania odgłosu.. widzimy człowieka rozebranego od pasa w górę, tylko w spodniach, butach i masce wilka - to Fenrir. Uderza raz po raz z pięści w drzewo, na pniu widać ślady po wyprowadzonych ciosach i plamki krwi. Po chwili Norsk Werewolf przestaje “trenować” i rusza w kierunku domku, jednak siada on po chwili na schodach do tylnego wejścia do chaty..

Fenrir: Dwa tygodnie.. Tyle muszę czekać by w końcu to zakończyć.. bo nie powiesz mi, że wyzwanie na Hólmgang to nie jest próba zakończenia tego co zaczęło się miesiąc temu. Tego co zaczęło się w momencie gdy walczyliśmy po sobie, gdy nasze drogi się przecięły.. bo tak musiało być, nasze przeznaczenie musiało się skrzyżować w tym konkretnym momencie, bo to nie był przypadek, że obaj trafiliśmy tutaj w tym samym czasie. *Fenrir myje ręce w wiadrze z wodą, które leżało nieopodal* Myślałem, że będąc wikingami z krwi i kości - bo Ty się tak nazywałeś, a ja mimo tego, że nie odczuwam potrzeby mówienia o tym na lewo i prawo to też nim jestem - będziemy ze sobą rettferdigfair. Jednak Ty wybrałeś inną drogę.. i nie będę Cię za nią winił, ani potępiał, bo jestem ponad to - widziałem takie rzeczy nie raz.. *oczy Fenrira zapalają się na czerwono i powoli wstaje, rusza on w stronę kamerzysty, który się cofa* Thor zachowujący się jak Loki? Det er et nytt bunnivåTego jeszcze nie grali. Ale co innego pozostało Ci widząc to, jak sieję zniszczenie? Co Ci pozostało widząc jak pokonuję Jaya DiMateo i Johnny’ego Turna - dwóch wspaniałych wojowników - na jednym Colosseum? Co innego pozostało Ci, Thorze, widząc jak wilk, który miał być zwiastunem Ragnaroku wypełnia powoli swoje przeznaczenie, a Ty zostałeś odstawiony na boczny tor!? *głos Fenrira zaczyna się nieco modulować, mieszając się z warczeniem wilka* Jedyne co mogłeś zrobić to próbować zabrać moją chwałę i mój moment! Utmerketznakomicie! Udało się! Tylko teraz uważaj, bo to co na siebie zesłałeś to nie jest zwykły gniew.. o nie! Pamiętasz jak to było!? “Kroczy dziewięć kroków [Thor], pada martwy, rażony jadem potwora, który nie znał trwogi.” *Fenrir zbliża się do kamery niebezpiecznie blisko, oczy świecą jeszcze jaśniej krwawą czerwienią* W mitologii boga piorunów zabił Jormungandr.. a w Legion Pro Wrestling na jedenastym Colosseum.. BĘDĘ.. TO.. JA!

Obraz natychmiast gaśnie po ostatnim wypowiedzianym słowie.

Pogotowie Ślusarskie „Dobry Wkład” - Nie możesz wsadzić? My mamy odpowiedni klucz!

Earlier Tonight
David Otunga odbiera kluczyki do Mercedesa GLE 450d w wypożyczalni, sprawdza pojazd i rusza w drogę na Colosseum. Przez pierwsze kilkanaście minut wszystko przebiega bez problemów. Sytuacja zmienia się, gdy samochód zaczyna szarpać, a silnik stopniowo traci moc. Po chwili Otunga zatrzymuje się na poboczu w oddalonej od miasta okolicy. Prawnik wysiada, otwiera maskę i próbuje zorientować się, co się stało. Po krótkich oględzinach wyciąga telefon i kontaktuje się z wypożyczalnią, zgłaszając awarię. Dowiaduje się, że na pomoc będzie musiał poczekać, dlatego zamyka maskę i staje przy samochodzie, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Po kilku minutach na pustej drodze pojawia się czarny Jeep. Pojazd zatrzymuje się obok Otungi, a ze środka wysiada dwóch mężczyzn ubranych w dresy. Jeden z nich pyta Davida, czy potrzebuje pomocy. Harvard Hammer wyjaśnia, że zepsuł mu się samochód, a drugi z mężczyzn proponuje podwiezienie do wypożyczalni. David zgadza się na propozycję i zabiera swoje rzeczy. Kiedy podchodzi do Jeepa, jeden z mężczyzn niespodziewanie chwyta go od tyłu, unieruchamiając jego ręce. Drugi wyciąga przygotowaną szmatkę nasączoną środkiem usypiającym i przyciska ją do ust oraz nosa Verdict Makera. David natychmiast zaczyna się szarpać i próbuje uwolnić się z uścisku. Napastnik mocniej go przytrzymuje, uniemożliwiając mu ucieczkę. Po krótkiej szamotaninie Otunga traci siły i osuwa się w ramiona mężczyzn.

Napastnicy otwierają tylne drzwi Jeepa i umieszczają nieprzytomnego Otungę na siedzeniu. Jeden z nich wsiada obok niego, a drugi zajmuje miejsce kierowcy. Chwilę później samochód rusza i odjeżdża z miejsca zdarzenia, pozostawiając zepsutego Mercedesa Otungi na poboczu.

Global Championship Contender Series #2: Singles Match
Kenneth Riddle vs Luis Borges

Końcówka pojedynku. Riddle wyraźnie odczuwa już trudy wcześniejszej walki - przez moment opiera się o liny i łapie głęboki oddech, co natychmiast zauważa Borges. Portugalczyk rusza z Running Forearm Smashem, dokłada European Uppercut, a następnie trafia Shotgun Dropkickiem, posyłając Kennetha plecami w narożnik. Luis nie zwalnia, bierze rozpęd i wbija Running Knee Strike w klatkę rywala! Sacramento Saint osuwa się na matę, a The Fighting Spirit szybko przechodzi do przypięcia. 1... 2... nie! Riddle podnosi bark, ale robi to z wyraźnym wysiłkiem. Borges podciąga go do góry i próbuje Snap Suplexu, jednak Kenneth blokuje wyniesienie, szeroko rozstawiając nogi, po czym odpowiada kilkoma krótkimi uderzeniami w żebra. Luis puszcza uchwyt, a Riddle przechwytuje jego głowę i wykonuje Swinging Neckbreaker! Kenneth nie jest jednak w stanie od razu pójść za ciosem przez kilka sekund obaj leżą na macie, a Riddle wyraźnie próbuje złapać oddech. W końcu podnoszą się niemal równocześnie. Kenny rusza z Running Forearm Smashem, ale Borges schodzi z linii uderzenia. Riddle obraca się z powrotem w jego stronę i natychmiast otrzymuje Step-Up Enzuigiri! Kenneth zatacza się w kierunku lin. Luis widzi swoją szansę, odbija się od przeciwległych sznurów i rusza z Killshotem! Bicycle Knee Strike... NIE! Riddle w ostatniej chwili odsuwa się na bok, a Borges przelatuje obok. Portugalczyk szybko hamuje i odwraca się. Roundhouse Kick! Kenneth przyjmuje kopnięcie na gardę, ale jego siła i tak zmusza go do cofnięcia się o kilka kroków. Borges rusza za nim z kolejnym Running Forearmem, lecz tym razem Riddle przechwytuje jego nadgarstek, przyciąga go bliżej i wbija Knee Strike w brzuch. Luis zgina się wpół, a Kenneth natychmiast zamyka jego głowę pod pachą. Snap DDT! Riddle powoli przewraca się na rywala. 1... 2... NIE! Borges podnosi bark. Sacramento Saint siada obok niego i ciężko oddycha, przez chwilę wyglądając, jakby zwyczajnie zabrakło mu już paliwa. To Luis jako pierwszy wraca na nogi. Spinning Back Elbow trafia Kennetha w szczękę! Borges odbija się od lin i rusza po kolejne uderzenie, ale Riddle w ostatniej chwili robi pół kroku w bok, przechwytuje głowę nadbiegającego przeciwnika pod ramię i wykorzystuje jego własny impet. SUPPRESSION! kompletnie znikąd! Kenneth również pada na matę i dopiero po chwili zdoła przewrócić się w stronę Borgesa, zarzucając rękę na jego klatkę piersiową. 1... 2... 3! Riddle wygrywa, wykorzystując moment nieuwagi przeciwnika!

Po zakończonym pojedynku Kenneth Riddle świętuje swoje zwycięstwo, a następnie opuszcza ring, udając się w stronę zaplecza. Luis Borges tymczasem powoli wstaje z maty. Jest niepocieszony po porażce, jednak publiczność docenia jego występ, nagradzając go brawami. Gdy Portugalczyk chce wyjść z ringu...wybrzmiewa "Gold on the Ceiling"! Co za niespodzianka, że akurat Willy Walker się tutaj zjawi. Borges patrzy z niepokojem w kierunku rampy, na której po paru sekundach muzyki zjawia się Texas Tycoon, który akurat rozmija się z wychodzącym Kennethem Riddle'em i między panami dochodzi do wymiany spojrzeń. Walker nie wygląda jednak na zainteresowanego Sacramento Saintem, bowiem rusza w stronę ringu. W tym czasie...z trybun wyłaniają się także ubrani w takie koszulki Erwin Eckhart, Kannonball i Ralf, którzy otaczają ring z trzech stron, a zaraz potem dołącza do nich również Walker, blokując Luisowi możliwość wyjścia od strony rampy. Cała czwórka z zadowoleniem wpatruje się w Portugalczyka, który nerwowo się rozgląda wokół...IMMORTAL! Muzyka Johnny'ego Turna wywołuje natychmiastowy cheer na widowni, a sam Tornado Man niemal od razu zjawia się na rampie. Mało tego - towarzyszą mu również James Wallace i Nathan Martin. Wszyscy szybkim krokiem idą w stronę ringu. Walker niemal od razu odchodzi na bok, a jego towarzysze decydują się odstąpić od ringu. Willy nawet wykonuje gest w stronę Borgesa, że ten może opuścić ring. Portugalczyk po chwili zawahania decyduje się wyjść i dołączyć do Turna, Martina i Wallace'a. Przez kilka sekund między grupami trwa wymiana spojrzeń, jednak żadna ekipa nie decyduje się ruszyć na rywali. W końcu Walker podejmuje decyzję - wchodzi po schodach do kwadratowego pierścienia i sięga po mikrofon.

Willy Walker: Jak widać niewiele trzeba, żeby wywołać wilka z lasu! Dobra rada, panowie - oszczędźcie sobie energii, może się przydać na lepsze okazje niż ta. *heat* A właściwie...skoro już zebraliśmy się tutaj *zerka za siebie, w kierunku swoich kompanów* prawie w komplecie, to proponuję przejść od razu do rzeczy.

Walker wykonuje w stronę swojej ekipy gest zapraszający do ringu. Po chwili Ralf, który najwyraźniej był adresatem, wślizguje się do środka.

Willy Walker: Najwyższy czas rozwiązać sprawę Lumberjack Matchu, na który wszyscy czekają. Cieszę się, Johnny, że oszczędziłeś nam fatygi i sam postanowiłeś tutaj przyjść. Może jednak masz w sobie odrobinę złotego rozsądku. A skoro przyprowadziłeś ze sobą kolegów, to nie widzę przeciwwskazań, by to starcie rozpoczęło się już teraz!

Prawdopodobnie pierwszy raz w historii po słowach Willy'ego Walkera rozlega się pozytywna reakcja na widowni. On sam zaprasza Johnny'ego Turna do ringu, po czym odchodzi na bok. Tornado Man tymczasem wchodzi po schodkach, a następnie przeskakuje nad linami. W międzyczasie Walker opuszcza ring, a następnie zdejmuje swoją marynarkę i przekazuje ją pracownikowi technicznemu. Do ringu wchodzi sędzia, a obydwie grupy ustawiają się po dwóch stronach ringu.

Lumberjack Match
Johnny Turn vs Ralf

Po reklamach wracamy do pojedynku, w którym aktualnie dzieje się totalny chaos! Przed momentem Ralf został wyrzucony z ringu i właśnie dopadają do niego zawodnicy sprzymierzeni z jego przeciwnikiem, obijając Holendra, który nawet nie jest w stanie się podnieść. Sytuacja ulega jednak zmianie, gdyż nadbiegają członkowie drużyny WRECKD, którzy wdają się w batalię z pozostałymi "drwalami". Nawet Willy Walker podwinął rękawy i ruszył wraz z resztą kompanii, co prawda trzymając się z tyłu, ale jednak. Zaczyna się regularna bijatyka i gdyby ekipa Walkera nie miała na sobie jednakowych koszulek, to trudno byłoby w ogóle zorientować się, kto tu z kim się napierdala. Wiemy natomiast jedno - Johnny Turn właśnie wszedł na narożnik! Mało tego - Tornado Man postanawia przejść kilka kroków po górnej linie, a następnie skacze prosto na walczącą ekipę, wykonując Tope Con Hilo! Wszyscy padają jak muchy, a publiczność nagradza Johnny'ego gromkim cheerem. On sam jest mocno nakręcony i szybko w tym zamieszaniu odnajduje Ralfa, którego podnosi, a następnie umieszcza wewnątrz kwadratowego pierścienia. Sam także nie czeka na nic, tylko szybko wsuwa się do środka i natychmiast rusza w stronę leżącego rywala, wykonując Speed Test! Pinfall. 1...2...kickout! Tornado Man nie zamierza zwalniać tempa. Chce podnieść Ralfa z maty...jednak ten wkłada palec w jego oko, czego sędzia nie zauważa, po czym przystępuje do Roll-upu. 1...2...niewiele zabrakło! Obydwaj się podnoszą, Turn biegnie na rywala, jednak nadziewa się na Hurricanranę. Ponownie się podnosi, jednak Ralf rusza już na niego z Running Front Dropkickiem, po którym Teksańczyk wpada plecami w narożnik. Osuwa się do pozycji siedzącej, zaś kompan Walkera decyduje się wziąć rozbieg i wykonać Facewash! Turn osuwa się na matę, zaś Ralf postanawia wejść na narożnik. Mija kilka sekund i mamy Diving Elbow Drop...chybiony! Tornado Man w porę się odsunął. Obolały Ralf podnosi się z maty, to samo czyni także jego przeciwnik. Rozpoczyna się wymiana ciosów. Raz jeden, raz drugi. W końcu Ralfowi udaje się zablokować cios oponenta. Następnie odwraca się on i wykonuje Pele Kick...ale Johnny w porę odskakuje i Holender trafia sędziego! Arbiter pada na matę, zaś Johnny chce skorzystać z zamieszania i powala Ralfa, zakładając mu Johnny Special! Ralf orientuje się, że sędzia nie widzi akcji, więc odklepuje, licząc że Turn puści chwyt. Ten jednak nie odpuszcza...i w tym momencie zostaje zaatakowany przez Kannonballa, który wbiega do ringu i powala Johnny'ego! Od razu wchodzi w Ground & Pound, zasypując Turna lawiną ciosów! Już po chwili za nim wbiegają pozostali "drwale" - James Wallace odciąga Kannonballa, wykonując mu Chain Reaction! Sam jednak zostaje zaskoczony przez Erwina Eckharta, który eliminuje go z ringu poprzez Running Clothesline! Chwilę potem w stronę Nerda podąża Luis Borges...jednak zostaje podcięty i także ląduje poza ringiem! Ale już starczy tego dobrego dla Kanadyjczyka, bo właśnie przechwycił go jego rodak - Nathan Martin, który aplikuje Kiss of Solipsism! Znokautowany Erwin wytacza się poza ring, zaś Martin odwraca się i...zostaje złapany przez samego Willy'ego Walkera, który wykonuje The Downsizing! Zdaje się, że nie zamierza na tym poprzestać - cofa się kilka kroków, podwijając rękaw koszuli. Gdy Nathan zaczyna wstawać, jest obrócony tyłem do Willy'ego. Ten postanawia ruszyć...i w tym momencie do ringu wślizguje się ponownie Luis Borges, który neutralizuje Walkera Killshotem! Biznesmen od razu po tej akcji opuszcza ring. To samo czynią także pozostali drwale, gdyż sędzia zaczyna wreszcie wstawać z gleby. W ringu pozostają tylko dwaj "legalni" zawodnicy, a z zamieszania korzysta Ralf, który zaskakuje Turna Swinging Neckbreakerem. Następnie przesuwa leżącego oponenta bliżej narożnika, po czym bierze rozbieg i wykonuje Corner Slingshot 450 Splash...na pustą matę! Turnowi udało się uniknąć akcji kończącej rywala. Sam przesuwa się za liny, wstając z ich pomocą. Obserwuje Ralfa, który także się podnosi. W końcu Tornado Man postanawia skorzystać z asysty lin i wykonuje F6! Mamy próbę odliczenia. 1...2...3! To koniec tej chaotycznej walki!

Po zakończonej walce Johnny Turn ma chwilę na świętowanie wraz ze swoimi sojusznikami, którzy wracają do ringu. Willy Walker i jego ekipa powoli się wycofują. Nagle wybrzmiewa nieznany dotąd w LPW utwór. Na czarnym ekranie wyświetlają się kolejno literki W, R, E, C oraz K w kolorze białym. Po sekundowej pauzie na ekranie wyświetla się także litera D, której towarzyszy efekt płomienia. Po chwili napis zmienia się w słowa "DEMONIO CAIDO". Mija kilka sekund, a na stage'u zjawia się taka postać. Mało tego - tuż za jego plecami pokazuje się także nie kto inny, jak Cyclone Diallo, również odziany w koszulkę grupy WRECKD. Widać od razu, że nowo przybyły członek ekipy Walkera zdecydowanie góruje nad niewielkim Gwinejczykiem, który jest od niego o ponad głowę niższy. Obydwaj zawodnicy idą powoli w kierunku Walkera i reszty, którzy zdają się być zadowoleni z takiego obrotu spraw. Cała szóstka wpatruje się przez chwilę w czterech zawodników stojących w ringu. W końcu Demonio Caido występuje przed szereg i postanawia wdrapać się na apron, a następnie przejść nad górną liną do środka. Po chwili dołączają do niego także pozostali. Widząc przewagę liczebną ekipy Walkera, ulubieńcy publiczności decydują się wycofać. Jedynie Turn początkowo pozostaje niezłomny, jednak i jego odciąga ostatecznie James Wallace. W końcu opuszczają ring bez rozlewu krwi, a gdy kierują się w stronę zaplecza, Willy Walker decyduje się ponownie sięgnąć po mikrofon.

Willy Walker: Mądra decyzja. Zanim stąd  znikniecie...poczekajcie moment. Myślę, że to, co za chwilę wydarzy się w tym ringu, powinno was zainteresować. *widzimy, że w ringu poza Walkerem pozostają jedynie Demonio i Diallo, a pozostali wychodzą na zewnątrz* LPW! Macie tam jeszcze jakiegoś śmiałka? A wam radzę się uważnie przyglądać - to zaledwie preludium przed tym, co czeka was na Danse Macabre.

Po chwili ciszy rozlega się theme song Dale'a Ruckera, który co ciekawe nie jest sam, gdyż towarzyszy mu...również debiutujący Nicolas McDanniel!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
304
11.10.2026, 17:45
#2
Tag Team Match
Cyclone Diallo & Demonio Caido vs Dale "Big Rig" Rucker & Nicolas McDanniel

Gong rozpoczyna walkę, a w ringu pozostają Big Rig oraz Diallo. Dookoła kwadratowego pierścienia stoją pozostali członkowie WRECKD, zaś nieco dalej, na rampie, akcji przygląda się grupa Nathana Martina. Od razu mamy klincz, który wygrywa zdecydowanie większy Dale, który z łatwością przepycha Cyclone'a do narożnika. Ten jednak szybko uwalnia się Dropkickiem, a następnie wskakuje na narożnik, wykonując Diving Hurricanranę. Rucker po tej akcji szybko wstaje, jednak zostaje trafiony przez Jumping Knee Strike, po którym chwieje się na nogach. Następnie Gwinejczyk odbija się od lin i dokłada Wheelbarrow Bulldog. Po tej akcji zawodnik z Teksasu ma dość i przetacza się w kierunku swojego narożnika, gdzie dokonuje zmiany z Nicolasem McDannielem! Do ringu wchodzi zawodnik, który kiedyś został spuszczony w kiblu, gwoli przypomnienia. Już pierwsza próba jego ataku zostaje skontrowana przez Diallo, który wykonuje Irish Whip, wysyłając Kanadyjczyka w jeden z narożników. Tam mamy próbę ataku z biegu, jednak Nicolas zaskakuje Cyclone'a wystawiając nogi. Sam wskakuje na górne liny z zamiarem wykonania akcji wysokiego ryzyka...jednak Diallo szybko dopada do niego, trafiając go Top Rope Enzuigiri, a następnie dokłada Super Frankensteiner! Tymczasem Demonio Caido wystawia rękę, a  Mythomaniac postanawia dokonać zmiany. Do ringu pakuje się gigant z Hondurasu, zaś Diallo wskakuje na narożnik, po czym wdrapuje się z niego na barki swojego kompana. Ten powolnym krokiem rusza w stronę leżącego McDanniela, zaś Diallo stara się utrzymać równowagę, po czym skacze, wykonując 450 Splash! The West African Prophet opuszcza miejsce starcia, zaś Demonio podchodzi do poobijanego i oczekującego na zmianę Ruckera, trafiając go potężnym Headbuttem, w wyniku czego ten spada z apronu. Następnie powraca do McDanniela, podnosi go z maty, po czym stojąc za nim chwyta go oburącz za szyję! Mało tego - podnosi niewielkiego Kanadyjczyka w górę jak kukłę! Gigant ściska z całej siły, a Nicolas początkowo usiłuje się szarpać, jednak szybko opada z sił. Sędzia podchodzi do niego i zauważa, że już odpłynął! To koniec tej walki!

Sędzia nakazuje uderzyć w gong, jednak to nie powstrzymuje Demonio Caido, który w dalszym ciągu zaciska swoje łapska na szyi pokonanego zawodnika. Arbiter próbuje mu przerwać, jednak ten zupełnie nie zwraca na to uwagi. Po chwili..podchodzi do lin od strony stage'u i wystawia trzymaną ofiarę poza liny, tak by Nathan Martin z resztą ekipy mogli z bliska obserwować scenę "egzekucji". Po kilku kolejnych sekundach Walker gestem ręki pokazuje, że wystarczy, a Demonio w końcu puszcza McDanniela, który bezwładnie spada na podłogę obok ringu. Ekipa Martina obserwuje całe zajście ze spokojem, jednak można się domyślać, co właśnie przechodzi im przez głowy. Willy Walker najwyraźniej także się tego domyśla, gdyż w jego oczach widać olbrzymią satysfakcję.

Wulkanizacja „Bez Gum(y)” - Pamiętaj, bez dobrej gumy daleko nie zajedziesz!

Po krótkiej przerwie na arenie rozbrzmiewa theme song Zygmunta Butli. The Bar Room Warlord wychodzi na rampę, jednak tym razem nie ma przy sobie ani butelki, ani Uszczelki. W dłoni trzyma za to białą kopertę z logo kliniki, w której kilka dni wcześniej wykonano jego badania DNA. Zygmunt wchodzi do ringu, odbiera mikrofon i przez chwilę przygląda się kopercie.

Zygmunt Butla: No dobra... całe życie człowiek myślał, że wie przynajmniej jak się nazywa i ile ma lat, a w ciągu dwóch tygodni się okazało, że z jednym i drugim może być problem. Lekarz już mi oznajmił, że zamiast trzydziestu sześciu mam koło pięćdziesięciu pięciu, także dzisiaj naprawdę już niewiele jest mnie w stanie zdziwić. Chociaż jak tu będzie napisane, że jestem Chińczykiem, to chyba wracam do tego wróżbity.

Na trybunach słychać pojedyncze śmiechy. Zygmunt rozrywa kopertę i wyciąga ze środka kilka kartek. Początkowo próbuje czytać dokument samodzielnie, jednak szybko marszczy brwi.

Zygmunt Butla: Marker genetyczny... zgodność alleli... prawdopodobieństwo... dobra, gdzie oni tu napisali po ludzku...

Butla przesuwa palcem po tekście i nagle milknie. Kilkukrotnie czyta ten sam fragment. Humor momentalnie znika z jego twarzy.

Zygmunt Butla: „Prawdopodobieństwo biologicznego ojcostwa: 99,99%”. Wiktor Ciureja...

Zygmunt opuszcza dokument i przez chwilę stoi nieruchomo. Wtedy na rampie pojawia się znany już widzom Emil Ciureja. Tym razem jednak nie jest sam. Obok niego stoi starszy, bardzo elegancko ubrany mężczyzna. Obaj ruszają w kierunku ringu.

Po wejściu pomiędzy liny Emil bierze mikrofon.

Emil Ciureja: Zygmunt... wynik, który trzymasz w rękach, jest prawdziwy. Pozwól, że przedstawię ci człowieka, który czekał na ten dzień znacznie dłużej, niż możesz sobie wyobrazić. Wiktor Ciureja. Twój ojciec.

Wiktor oraz Zygmunt przez dłuższą chwilę stoją naprzeciwko siebie. Starszy mężczyzna jako pierwszy wyciąga dłoń, jednak po chwili rezygnuje z oficjalnego gestu i podchodzi bliżej.

Wiktor Ciureja: Szukałem cię przez lata. Były tropy, dokumenty, ludzie, którzy obiecywali, że wiedzą, gdzie jesteś... i zawsze kończyło się tak samo. W pewnym momencie wszyscy wokół mnie uznali, że powinienem zaakceptować, że mojego syna już nie ma. Ja nigdy tego nie zrobiłem.

Wiktor wyciąga spod marynarki drugą połowę złotego medalionu. Zygmunt natychmiast rozpoznaje wzór. Sam wyjmuje fragment, który otrzymał wcześniej. Obie części idealnie do siebie pasują.

Wiktor Ciureja: To należało do ciebie od dnia narodzin. Po pięćdziesięciu pięciu latach wreszcie wróciło do właściciela.

Zygmunt Butla: Ja nawet nie wiem, co mam powiedzieć... Pierwszy raz w życiu to mi się zdarza. Całe życie myślałem, że moi starzy mnie nie chcieli, a teraz wychodzi, że w ogóle nie byli moimi starymi. Jak chcesz nadrabiać zaległości, to trochę tego jest. Ze czterdzieści parę urodzin, komunie nie wiem czy liczymy... i kilka kolejek do postawienia.

Wiktor lekko się uśmiecha. Wyciąga rękę i kładzie ją na ramieniu Zygmunta.

Wiktor Ciureja: Na wszystko przyjdzie czas.

Nagle ktoś wpada do ringu zza pleców Butli! Zygmunt nie zdąża się nawet odwrócić, gdy otrzymuje potężne uderzenie w tył głowy. Zaskoczony Butla pada na kolana, a napastnik natychmiast łapie go za rękę, przyciąga do siebie i ścina brutalnym Lariatem! Zygmunt ląduje na macie.

Emil robi krok w stronę napastnika, lecz Wiktor wyciąga przed niego rękę, zatrzymując go. Tajemniczy zawodnik poprawia mankiety koszuli, bierze leżący obok mikrofon i spogląda z góry na swojego kuzyna.

???: Pięćdziesiąt pięć lat. Przez pięćdziesiąt pięć lat nie było cię przy tej rodzinie. Nie znałeś jej zasad, nie znałeś ludzi, nie budowałeś jej pozycji i nawet nie wiedziałeś, że nosisz jej krew. A teraz jeden świstek papieru ma sprawić, że wejdziesz tutaj i nagle staniesz się jednym z nas? Nazywam się Giovanni CIureja i jestem jedynym prawowitym spadkobiercą rodu Ciureja.

Giovanni przykuca przy leżącym Zygmuncie.

Giovanni Ciureja: Możesz być synem Wiktora. Możesz mieć nasze DNA. Możesz nawet nosić medalion. Ale jeżeli myślisz, że dzięki temu wejdziesz do rodzinnego interesu i położysz ręce na tym, na co inni pracowali całe życie... to bardzo szybko wyprowadzę cię z błędu. Zrobię wszystko, żeby Zygmunt Butla nigdy nie dostał nawet kawałka tego, co należy do rodziny Ciureja.

Giovanni podnosi się i odrzuca mikrofon. Zygmunt próbuje podciągnąć się przy linach, spoglądając w stronę swojego ojca. Wiktor przez moment patrzy na syna bez żadnej reakcji... po czym powoli zaczyna klaskać. Giovanni odwraca się w jego stronę. Wiktor kiwa głową z wyraźnym uznaniem.

Wiktor Ciureja: Krew daje ci nazwisko, Zygmunt. Na miejsce przy naszym stole trzeba sobie zasłużyć.

Wiktor rusza w stronę wyjścia. Giovanni dołącza do niego, a po krótkim wahaniu za nimi podąża również Emil. Zygmunt pozostaje w ringu sam, siedząc pod dolną liną z wynikami DNA oraz połączonym medalionem w dłoniach. Jeszcze kilka minut wcześniej odnalazł ojca. Teraz wyraźnie nie jest już pewien, co odnalazł razem z nim.

Piekarnia „Gorące Bułeczki” - Rano twarde, wieczorem miękkie. Zawsze świeże!

Kamera zagląda do biura Generalnego Menadżera Colosseum. Ted DiBiase Jr. przegląda dokumenty, kiedy nagle odzywa się jego telefon. Ted spogląda na ekran i odbiera połączenie.

Ted DiBiase Jr.: Tak?... Rozumiem. A Otunga?

Ted milknie na kilka sekund, słuchając odpowiedzi. Jego wyraz twarzy wyraźnie się zmienia.

Ted DiBiase Jr.: Obaj? Dzisiaj?

Kolejna krótka chwila ciszy.

Ted DiBiase Jr.: Dobrze. Dzięki za informację.

Ted kończy połączenie i przez moment wpatruje się w ekran telefonu. Następnie odkłada go na biurko i opiera się o fotel.

Ted DiBiase Jr.: Ciekawe…

Generalny Menadżer przez chwilę pozostaje zamyślony, po czym ponownie sięga po telefon. Kamera jednak ucina obraz, zanim dowiadujemy się, do kogo zamierza zadzwonić.

Hólmgang Nordic War Match
Fenrir vs Thor

Rozpoczynamy więc starcie w surowych, nordyckich warunkach atmosferycznych. W oddali widać nadchodzącą, ciemną chmurę zza areny jakby zmierzającą prosto ich stronę. Słońce powoli zachodzi, pochodnie wspomagają słońcu oświetlanie areny. Sędzia pyta zawodników czy są gotowi przystąpić do walki i gdy obaj potwierdzają arbiter nakazuje wybić w gong, po czym słychać taki pusty, głośny dźwięk roznoszący się z echem po lesie. Zainteresowani podchodzą do siebie powolnym krokiem cały czas nie spuszczając z siebie wzroku. Żaden z nich nie okazuje strachu. W końcu spotykają się mniej więcej w środku i zaczynają wymieniać się punchami. W tej wymianie jednak górą wychodzi Fenrir przez co zaczyna dominować nad oponentem w liczbie punchy. W końcu mamy Gut Kick wyprowadzony przez Wilkołaka, który po tym ataku dokłada jeszcze Axe Handle. Thor po tym aż syczy z bólu i odchodzi kilka kroków. Thorland ponownie podchodzi do przeciwnika i mamy Clothesline od Norsk Werewolfa. Haraldsson wstaje i otrzymuje kolejny atak przedramieniem. Thor się nie poddaje i ponownie się podnosi. Teraz Fenrir jest już gotowy, wynosi przeciwnika i dokłada jeszcze Pendulum Backbreaker. Wilkołak pada na ziemię zaraz po swoim rywalu i mamy próbę przypięcia. 1... Kickout. Obaj panowie wstają, ale Thorland odchodzi od swojego przeciwnika, żeby trochę odpocząć. Nie zauważa z tego wszystkiego wystającego korzenia i wywraca się prosto w taki nieco bardziej piaszczysty teren Norsk Werewolf podchodzi do rywala i pomaga mu wstać, jednak Haraldsson będąc jeszcze na kolanach chwyta garść piasku i ciska nim prosto w twarz oponenta. Między piaskiem trafił się kamień, który powoduje chwilowe zamroczenie, poza tym Fenrir po prostu nie spodziewał się, że przeciwnik ciśnie w niego piaskiem. Thor to wykorzystuje, wstaje na równe nogi i wyprowadza szybki Push Kick, po którym Wilkołak zostaje pchnięty do tyłu, spotyka się z wystającym pieńkiem i upada teraz na ziemię, na plecy. Thorland teraz do niego dopada, wyprowadza kilka szybkich stompów i wyprowadza jeszcze szybki Elbow Drop i od razu próba pinu. 1... Kickout. Teraz Haraldsson podnosi przeciwnika trzymając go za maskę i ciska nim w stronę roku areny. Norsk Werewolf spotyka się z drewnianym palem i obraca teraz przodem do oponenta opierając się jednocześnie plecami o drewnianego pala. W okolicy rogu areny techniczni luźno rozrzucili wcześniej sztachety i kantówki różnych długości. Zadowolony Thor tylko zatarł ręce i wziął do ręki jedną ze średniej długości kantówek. Z zadowoleniem patrzy teraz na oponenta bierze zamach i... uderza prosto w stojący w rogu pal! Fenrir w porę zdążył się pochylić i będąc tak pochylonym sięga również, tym razem po sztachetę. Haraldssonowi natomiast pod wpływem trzeciej zasady dynamiki Newtona, wypada z ręki kantówka. Teraz odwraca się do swojego przeciwnika i Wilkołak wyprowadza uderzenie sztachetą prosto w łysą głowę przeciwnika. Thor po tym ataku wpada w pal trzymając się za głowę, spod ręki widać maleńką stróżkę krwi. Fenrir w tym momencie wyprowadza jeszcze uderzenie na brzuch przeciwnika przez co ten chwyta się rękami właśnie za tors i teraz faktycznie widać zakrwawione czoło przeciwnika. Norsk Werewolf po tym wyrzuca sztachetę i bierze nieco dłuższą kantówkę, cofa się kilka kroków w tył, rozpędza się w stronę przeciwnika stawia kantówkę niczym tyczkarz, wybija się w powietrze i mamy taki mocniejszy Corner Splash! Po tym próba pinu, 1... 2... Kickout. W międzyczasie rozpadał się deszcz, a słońce zaczyna schodzić coraz niżej. Na arenie zaczęły pojawiać się kałuże i błoto. Fenrir podnosi przeciwnika samemu również wstając do stójki. Bierze teraz rywala za rękę i Irish Whipem wysyła go w głąb areny, jednak mamy reversal i to Thor wykonuje tę akcję. Wilkołak wbiega w kałużę i się w niej zatrzymuje. Norsk Werewolf odwraca się do przeciwnika i otrzymuje Running Shoulder Block, który przyjmuje, jednak nie pada w kałużę. Nieco zaskoczony Thorland patrzy teraz na Fenrira, wyprowadza Gut Kick, bierze, krótki rozpęd i dokłada jeszcze Running Double Axe Handle i ten atak już wywraca Fenrira w kałużę. Próba pinu. 1... 2... Kickout. Zawodnicy już mokrzy od coraz mocniej padającego deszczu leżą na ziemi. Haraldsson wykorzystuje jeszcze leżącego rywala, przekręca się z nim odpowiednio i zapina Triangle Choke! Obaj panowie tarzają się już w błocie, jednak ani Thor nie chce odpuścić duszenia, ani Wilkołak poddać tego pojedynku. Sędzia co chwila pyta się zamaskowanego zawodnika czy chce to poddać, jednak ten nie zamierza przegrać tego pojedynku. Thor stara się jeszcze ciaśniej dopiąć uchwyt, jednak to zdaje się nie dawać rezultatów. W końcu Fenrir po prostu postanawia uderzać rywala po żebrach, Thor w końcu zaczyna uciekać tak na boki, żeby jakoś amortyzować uderzenia. Brudny od błota zmieszanej z krwią Haraldsson ostatecznie coraz słabiej trzyma uchwyt, aż Norsk Werewolf coraz bardziej mokry wyślizguje się rywalowi z uchwytu. Nad areną już całkowicie zapadł zmrok i cały pojedynek oświetlają już jedynie pochodnie, a Fenrir jakby karcąc swojego oponenta wyprowadza na jego głowę wiele punchy jeszcze bardziej rozmazując krew i brud na jego twarzy. Teraz Norsk Werewolf podnosi przeciwnika za rękę, wyprowadza Gut Kick i mamy Unchaining (Swinging Fisherman Suplex)! Od razu próba pinu. 1... 2... 3?! Kickout! W tym momencie Fenrir wstaje, wszystko cichnie i w oddali słychać tylko wycie wilka. Wilkołak spogląda w górę, gdzie również swoje „oko” kieruje kamera i widać, że znad gęstego lasu wyłania się już księżyc, który jest w pełni. Norsk Werewolf szybkim ruchem głowy spogląda na swojego rywala i oczodoły zaświecają mu się na czerwono jakby bardziej, niż wcześniej. Niezwykle pobudzony Fenrir wstaje podnosząc swojego przeciwnika, od razu wkłada jego głowę pod pachę. Wyniesienie pod Vertical Suplex... i mamy Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)! Od razu po tym potężnym ataku mamy próbę pinu. 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Fenrir zwyciężą tę wojnę!

Video Promo

Obraz na ekranie ukazuje jakieś ciemne pomieszczenie, a w oddali można z trudem dostrzec postać siedzącą na krześle. Operator powoli zbliża się, aż nagle zapala się światło, ukazując oblicze Erwina Eckharta, który poprawia swój kołnierzyk. Wówczas zaczyna także grać jego theme song - Eine Kleine Nachtmusik. Następnie pokazywane zostają naprzemiennie: ujęcia przedstawiające rzeczonego zawodnika w różnych sytuacjach oraz wypowiedzi osób, które mają bądź miały styczność z Erwinem (są one podpisane na pasku u dołu ekranu).

Section 104, jak zwykle bezbłędnie wykonane! 1...2...3! Ring the Bell!

John Southwarden (dyrektor Rockcliffe Hall Academy for Academic Excellence): Oczywiście, że pamiętam tego chłopaka! Już pierwszego dnia w szkole zwrócił na siebie uwagę, gdy przez całą lekcję wytykał błędy nauczycielowi. Co najciekawsze - miał rację! *śmiech*

Kamera ukazuje Erwina podczas rutynowego wejścia na ring, podczas którego starannie wyciera swoje buty, a także sprawdza długość oraz wytrzymałość białego sznurka używanego w walkach tag teamowych. Następnie spokojnym krokiem przekracza liny.

Clive Stanton (dziadek Erwina Eckharta): *uśmiecha się* To wyjątkowy chłopak. Już od najmłodszych lat chciał wszystko robić najlepiej.

Kolejne ujęcie przedstawia Erwina przemawiającego w ringu.

Erwin Eckhart: Zasady to fundamentalna część pro wrestlingu, czy wam się to podoba, czy nie!

Rob Van Dam: Od razu wydał mi się inny od wszystkich. Rzadko spotykamy się z taką determinacją, nawet w naszym biznesie.

Kolejne ujęcie przedstawia Eckharta w pustej sali treningowej, który powtarza Elbow Drop na pustej macie, nadal nie będąc zadowolonym z rezultatów.

Marius Gunn (były trener Erwina): Praca z nim to wyzwanie. Nawet gdy robił wszystko dobrze, wciąż chciał się poprawić.

Scena ukazuje Erwina we własnej sypialni, w środku nocy, gdy ogląda nagranie ze swojego treningu, raz za razem cofając jeden moment i nerwowo notując coś w zeszycie.

Whack Ax (pro wrestler): On nie umie się bawić. Wiele razy oferowałem mu piwo po treningu, a on wolał zostawać po godzinach i robić te same ćwiczenia po raz drugi. Później podobno jeszcze sprzątał salę!

Na obrazie ukazuje się ponownie hala treningowa, tym razem jednak nie ma ringu, a w hali jest jedynie Erwin oraz trener. Zawodnik biega sprintem, a trener przygląda się ze stoperem i w momencie przekroczenia mety zapisuje wynik na kartce papieru. Zbliżenie ukazuje następujące liczby, jedna pod drugą:

12.38

12.34

12.33

12.30


Clay Boston (projektant mody): Nigdy wcześniej ani później nie spotkałem takiego klienta. Odrzucił ponad dwadzieścia projektów stroju, zanim w końcu coś mu się spodobało. To był tylko strój zapaśniczy!

Erwin zaciska submission coraz mocniej - koniec! Rywal odklepuje!

Steve Eilberg (sędzia Legion Pro Wrestling): Odkąd się pojawił, musimy mieć oczy szeroko otwarte. Nieczęsto zdarza się wrestler, który zna przepisy lepiej od jakiegokolwiek sędziego!

Scena ukazuje Erwina w szatni, który tłumaczy coś innemu wrestlerowi.

Erwin Eckhart: Ile razy można ci to powtarzać? Kąt załamania twojego ramienia musi być o cztery stopnie mniejszy! *nerwowo pokazuje na trzymany w ręku papier*

Clive Stanton (dziadek Erwina Eckharta): *wzdycha* Gdyby tylko chciał, tak jak szacunku do branży, nauczyć się również szacunku do drugiego człowieka...

Ponownie widzimy przemawiającego Eckharta.

Erwin Eckhart: Perfekcja? Nie ma czegoś takiego. Zawsze istnieje pole do poprawy.

Rob Van Dam: To diament, ale nieoszlifowany.

Ostatnie ujęcie ponownie przedstawia Erwina, wstającego z krzesła, na którym pozostawia swój podręcznik - "Eckhart Wrestling Regulations", na który operator dokonuje zbliżenia kamery. Sam zawodnik znika z pola widzenia i w tym czasie muzyka również przestaje grać. Po chwili obraz gaśnie.

Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy Jay'a Dimateo, do którego podchodzi uśmiechnięty Zbyszek Uszczelka.

Uszczelka: Panie Andrzeju, tego meksykola to my mamy z głowy. Mam takiego znajomego Krzyśka co w knajpie w Czikago klei te ich naleśniki. Dzwoni do mnie wczoraj i mówi tak "Zbyszek przyszedł do mnie ten twój kolega co żeś się z nim prał ostatnio o pas" ja mu mówię na to "Krzysiu pamiętasz jak wam kiedyś zamknęli knajpę bo kanalizą waliło na sali? Jak po walce przyjechałem, żeby to ogarnąć? To będę miał prośbę, a za tamto będziemy kwita. Daj mu kochaniutki tak od serca kropelek sosu co by kolega z meksyku prawdziwy ogień poczuł." *śmieje się* I tym sposobem Jorge zamiast tacos miał srakos *kaszel* dobrze żem to wymyślił co?

Jay DiMateo: *podnosi głowę z nad telefonu* No i to jest to, czego nam było potrzeba! Powiem Ci...Zbychuj? *Uszczelka marszczy czoło, jakby zaraz miał wyprowadzić prawy sierpowy* *pluje przed siebie* Znaczy się, Zbychu! Mogę chyba tak, nie? Dobrze to wymyśliłeś. Perfekcyjnie to wymyśliłeś. A wiesz, co ja rozkminiłem? To słuchaj, bo normalnie aż Ci pas spadnie z ramienia, jak to usłyszysz. *Jay dziwnie się podniecił* Jak wiadomo, gardzę moim ojcem i jego interesami. No, ale...nie jestem debilem. *[puszcza oczko do kamery, perfidnie łamiąc czwartą ścianę* Więc poprosiłem moich kolegów, żeby załatwili za mnie pewną sprawę. Wiesz, jak mnie ten Otunga ostatnio wpienił? Bla, bla, bla, ja jestem wielki adwokat, ja wam pokaże, co możecie, a co nie! Znalazł się. *prycha* Tylko wiesz, trzeba uważać. Jak to mówią "ściany mają uszy". Przy Tedzie lepiej mieć się na baczności, RVD nawet jakby nas przyłapał, to co by nam zrobił? Kazał by najwyżej napisać esej...*śmieje się, dumny z tego żartu

Uszczelka: Kurde bele trza przyznać, że nie pierdolisz się pan w tańcu. Jak już twoje koleżki go schwytali, to niech mu założą te sukienkę dla papugi i niech zatańczy kujawiaka to do kabaretu filmik wyślemy. *śmiech* Ja się panie tego Roba nie boję, on Robercik nasz jest, polak znaczy sie podobno. A jak mnie wkurwią to pas zabiorę i szukaj wiatru w polu hehe..

Uszczelka chce coś powiedzieć, ale wtem zza pleców obu zawodników rozlega się znajomy głos.

Ted DiBiase Jr.: Jay, kilka chwil temu powiedziałeś coś bardzo mądrego. Ściany rzeczywiście mają uszy.

Uśmiechy momentalnie znikają z twarzy obu zawodników. Kamera przesuwa się nieco w bok i widzimy podchodzącego do nich Teda DiBiase Jr.

Ted DiBiase Jr.: Muszę przyznać, że wykazaliście się sporą kreatywnością. Jeden znajomy w restauracji, kilka odpowiednich telefonów, koledzy z wypożyczalni... Całkiem dużo pracy jak na dwóch ludzi, którzy chcieli sobie po prostu ułatwić drogę do walki podczas PPV. <Ted spogląda najpierw na Uszczelkę, a następnie na DiMateo.> Problem polega na tym, że wiem, dlaczego Jorge Cavazos nie pojawił się dziś w tej arenie. Wiem również, dlaczego David Otunga miał po drodze do Baltimore dość nieplanowany przystanek. I przede wszystkim wiem, że żadne z tych wydarzeń nie było przypadkiem.

Jay chce coś powiedzieć, jednak Ted od razu unosi dłoń.

Ted DiBiase Jr.: Spokojnie. Nie interesują mnie teraz wasze wyjaśnienia. Interesuje mnie rozwiązanie. <GM spogląda na Valor Championship znajdujący się przy Uszczelce.> Zbyszek, na najbliższym PPV będziesz bronił Valor Championship, w walce przeciwko Davidowi Otundze, a także Jorge Cavazosowi.

Jay momentalnie robi krok w stronę Teda, ale ten przenosi wzrok właśnie na niego.

Ted DiBiase Jr.: A jeśli właśnie pomyślałeś, że pozbycie się ich obu automatycznie zrobiło z ciebie jedynego pretendenta... to bardzo źle zainwestowałeś swój czas. <Ted robi krótką pauzę.> Nie zamierzam jednak odbierać ci możliwości udowodnienia, że zasługujesz na miejsce w tej walce. Wręcz przeciwnie. Dostaniesz ją już za chwilę. Jay DiMateo kontra Zbyszek Uszczelka. Non-Title Match. Jeśli pokonasz Valor Championa, dodam cię do walki na Danse Macabre. <Ted spogląda na obu zawodników z lekkim uśmiechem.> Chcieliście być w centrum uwagi. Proszę bardzo. Za chwilę będziecie mieli ring tylko dla siebie. Szykować się do walki.

Ted odchodzi, pozostawiając Uszczelkę i DiMateo samych. Obraz z kamery gaśnie,

Non-TItle Singles Match - If DiMateo wins, he will be added to the Valor Championship Match at LPW: Danse Macabre
Zbyszek Uszczelka vs Jay DiMateo

Końcówka pojedynku. Zbyszek Uszczelka stoi przy linach i przez chwilę łapie oddech, kiedy Jay DiMateo próbuje wykorzystać okazję i rusza z Calf Kickiem! Majster przyjmuje uderzenie, cofa się o krok, ale odpowiada potężnym Forearm Smashem. Made Man oddaje Chopem, Zbyszek kolejnym Forearmem i po chwili obaj stoją na środku ringu, wymieniając cios za ciosem. Jay próbuje zakończyć wymianę Roundhouse Kickiem, jednak Uszczelka schyla się pod nogą przeciwnika i natychmiast łapie go w pas. Body Slam! DiMateo uderza plecami o matę, a Zbyszek bierze krótki rozpęd i dokłada Elbow Drop! Nie pinuje jednak od razu. Siada obok przeciwnika, przez chwilę ciężko oddycha, po czym podciąga go do góry. Knee Strike w brzuch i próba Powerbombu! Jay zostaje wyniesiony, ale zaczyna zasypywać rywala krótkimi Punchami w głowę. Uszczelka traci kontrolę i DiMateo zeskakuje za jego plecy. Zbyszek odwraca się... ENZUIGIRI! Polak zatacza się w narożnik. Jay rusza za nim, trafia Chopem, kolejnym Chopem, a następnie wyciąga rywala i wykonuje Running Bulldog! Pin! 1... 2... NIE! Majster podnosi bark. DiMateo nie kryje irytacji i coś wykrzykuje w kierunku sędziego, dając Zbyszkowi kilka sekund na dojście do siebie. Jay wraca do rywala, ale otrzymuje nagły Knee Strike w brzuch! Uszczelka przechwytuje jego głowę. URWANY GWINT! Swinging Neckbreaker! Obaj zostają na macie. Zbyszek przekręca się na bok i przez chwilę zbiera siły, podczas gdy DiMateo podciąga się przy linach. Majster rusza za nim i łapie przeciwnika we Front Facelock, szykując Będzie Pan Zadowolony! Próbuje wyniesienia, lecz Jay obniża pozycję, blokuje akcję i wbija dwa krótkie Punch'e w żebra. Uchwyt puszcza. Calf Kick od DiMateo! Uszczelka cofa się i pada plecami tuż obok lin. Jay momentalnie rzuca się na niego z klasycznym przypięciem, mocno dociskając barki do maty i zahaczając jedną z nóg rywala. Zbyszek zaczyna się szarpać, więc Made Man wykorzystuje swoje położenie - wyciąga nogi za siebie i opiera obie stopy na środkowej linie! Dodatkowa dźwignia przygniata Uszczelkę do maty, a sędzia, skupiony wyłącznie na jego barkach, niczego nie zauważa! 1... 2... Zbyszek próbuje się wyrwać... 3! Gong! Jay natychmiast zdejmuje nogi z liny, puszcza przeciwnika i odsuwa się, unosząc ręce z miną niewiniątka.

Jay wygląda jakby poczuł właśnie wielką ulgę, podnosi się mocno zmęczony, w międzyczasie widzimy, że Uszczelka zabiera swój tytuł i szybko udaje się na backstage. DiMateo ewidentnie o czymś myśli, rozgląda się teraz po trybunach, po czym przeczesuje gwałtownie włosy i prosi obsługę o mikrofon.

Jay DiMateo: Baltimore! *cheer* Czy wszyscy mnie widzą i słyszą? *cheer* To świetnie, bo mam coś do powiedzenia. *kładzie ręce na linach i patrzy się w stronę titantronu* Głupio wam? Próbowaliście wszyscy, jak tylko się dało! RVD robił wszystko, by uprzykrzyć mi życie, Ted poszedł w jego ślady i...NIC Z TEGO! Pokonałem Uszczelkę, zapewniłem sobie miejsce w walce o Valor Championship...na przekór wszystkim! *rozgląda się po publiczności* Was też to boli, co? Boli was, że nie mieliście racji! *buczenie* Siedzieliście w tych swoich zapierdziałych gaciach i klikaliście bezmyślnie "LUBIĘ TO" pod wpisem jakiegoś starego masturbatora "DiMateo niczego nie osiągnie, to jakiś dziwny twór, nie wróże mu kariery". Ja nadal tu jestem i co więcej - wszystko zaczyna się układać. *uśmiecha się* Na Danse Macabre udowodnię raz jeszcze, że nie tylko jestem przyszłością LPW, ale jestem również przyszłością wrestlingu! Zdobędę Valor Championship, chociaż bądźmy szczerzy - to ten tytuł potrzebuje mnie bardziej, niż ja jego! *buczenie* Taka prawda. Myślicie, że Cavazos był dobrym mistrzem? Albo, że Uszczelka godnie nas reprezentował? Fakty są takie, że Don Leone nawet by się nie schylił po ten pas. *buczenie* Spokojnie, spokojnie, poczekajcie jeszcze chwilę, a uwierzcie mi - nadejdą dni światłości dla tego tytułu i całego Colosseum. *ustawia się na środku ringu i wznosi rękę do góry, w drugiej trzymając mikrofon* 25.10.2026 otworzy się brama, która da wam mistrza godnego. Mistrza, który da wam wszystko, czego zapragniecie...

Jay upuszcza mikrofon na matę, a następnie szelmowsko się uśmiecha i dumny z siebie przeskakuje przez liny. W drodze na backstage krzyczy jeszcze głośno w kierunku kibiców, którzy są już mocno sprowokowani i pobudzeni.

Zakład Stolarski „Na Wymiar” - Nie liczy się długość, tylko technika obróbki!

Kamera przenosi nas do szatni zawodnika, który jest już mocno zmęczony, ale wciąż ma przed sobą jeszcze jedno starcie dzisiejszego wieczoru. Dokładnie tak, jesteśmy w locker roomie Kennetha Riddle'a. Obserwujemy, jak Sacramento Saint kończy krótką sesję medytacji, po czym zgarnia jeszcze butelkę wody i kieruje się do wyjścia na trzecią, decydującą batalię podczas 11 edycji Colosseum. Riddle zamyka za sobą drzwi szatni, obraca się i nagle uśmiecha się lekko pod nosem, po czym kręci głową. Jak się okazuje, The Icon zareagował tak na obecność... Ralfa!

Kenneth Riddle: To chyba będzie musiało poczekać, Ralf...

Ralf: *wyraźnie blokując drogę Riddle'owi* Ja też się cieszę, że cię widzę, Kenneth. *uśmiecha się* Czyli jeszcze o mnie pamiętasz. Spieszysz się gdzieś? Faktycznie - to będzie musiało poczekać...

Kenneth Riddle: Niektórych twarzy się nie zapomina… Tak się składa, że spieszę się wyszarpać sobie miano pretendenta do Global Championship. Czego chcesz, Ralf?

Ralf: Nie jesteś zbyt rozmowny. Walka nie zając, może zaczekać. Nathan Martin nigdzie ci nie ucieknie, możesz być o to spokojny. Widzisz...nie tylko ciebie interesuje dzisiejsza walka wieczoru. Ja również jestem bardzo zainteresowany. Powiedziałbym nawet, że gramy do jednej bramki, Ken. Dobrze wiesz, że wcale nie będziesz musiał niczego sobie wyszarpywać...

Kenneth Riddle: Dzięki za propozycję… bo chyba tak powinienem rozumieć Twoje słowa… ale nie skorzystam ze wsparcia. Jeśli jesteś zainteresowany walką wieczoru, to znajdź sobie miejsce przy telewizorze na zapleczu i obejrzyj show w jakimś dobrym towarzystwie. Wszyscy lepiej na tym wyjdziemy.

Riddle poklepuje Ralfa po ramieniu i próbuje ruszyć w stronę Gorilla Position… jednak Holender ponownie blokuje mu możliwość przejścia.

Ralf: Chyba się nie zrozumieliśmy. Kenneth, ja wcale nie składam ci propozycji. Za twoją również dziękuję, ale także nie skorzystam. Będę miał ciekawsze rzeczy do roboty, niż siedzenie przed telewizorem. *uśmiecha się* Powiedzmy sobie wprost - obaj dobrze wiemy, jak bardzo zależy ci na tym zwycięstwie. Znam cię, wiem że nie jesteś głupi, a przecież tylko głupiec chciałby samemu sobie rzucić kłodę pod nogi, prawda? No chyba że, sam wiesz, honor jest dla ciebie ważniejszy od zwycięstwa. W końcu możesz zostać honorowym wojownikiem...ale nie jestem pewien, czy warto. Pamiętasz Sakazakiego? Ja też nie. Wiesz, że nie jestem tak uzdolniony jak mój kolega Cyclone i nie mogę zabronić ci kroczenia ścieżką Samuraja, ale myślę, że masz świadomość tego, że droga do chwały bywa kręta...*zbliża swoją twarz do Riddle'a* i bolesna.

Kenneth stoi bez ruchu, wpatrując się z kamiennym wyrazem twarzy w Ralfa. Ten zauważył, że Riddle nie zamierza kontynuować rozmowy, więc lekko się wycofuje i odchodzi. Sacramento Saint wpatruje się przez chwilę w stronę, w którą odszedł jego rozmówca, po czym bierze głęboki oddech i rusza dalej…

Hodowla „Króliczy Raj” - Nasze samce nie pytają, czy boli głowa!

Przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy znajdującego się w niej Johnny'ego Turna. Siedzi on na ławce, spoglądając przy tym przed siebie. Osobą, na którą zwracał uwagę, był Luis Borges, stojący naprzeciwko niemu.

Luis Borges: Ehhhh... *lekko zasmucony* Dobrze, że chociaż tobie udało się wygrać. *wzdycha* Otrzymałem od losu wielką szansę i musiałem ją zmarnować. Riddle to jednak nie jest jeszcze mój poziom. Ukazał mi dobitną różnicę między najlepszymi a tymi, którzy zamierzają aspirować do tego grona. *zerka na Tornado Mana* Tyle dobrego, że chociaż twoja misja zakończyła się powodzeniem. Ralf myślał, że wybiegając przed szereg, gwarantuje sobie pewny sukces. Głupiec... *lekko się podśmiewa* Być może po tym pojedynku zrozumie, że milczenie bywa złotem i lepiej dla niego, aby korzystał z tego przywileju. Właściwie powinniśmy świętować, ale czy mamy ku temu powody? *zerka ponownie na Turna, oczekując jego reakcji* Widzisz, Johnny. Dotychczas myślałem, że to wszystko jest jednak trochę mniej skomplikowane. Wychodzisz, walczyć, pokazujesz swoją wolę walki i to wystarczy. Oszukiwałem siebie wystarczająco długi czas. Walker i jego kółko wzajemnej adoracji uzmysłowiło mi, że zawsze będziemy krok za nimi w tyle.

Johnny Turn: Wola walki to za mało i musisz się nauczyć tego, że żeby wygrać trzeba wstać i stawić czoła przeciwnikom. *Johnny wstaje i kładzie rękę na ramieniu Luisa* Ale nie załamuj się, przecież to są Twoje pierwsze pojedynki w tej federacji, jeszcze masz wiele do ugrania. *Johnny ściąga rękę z ramienia i opiera teraz obie dłonie na swoich biodrach* Zwłaszcza, że Kenneth jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem. To musi już pójść w zapomnienie, bo mamy inne sprawy na głowie. Walker to przeciwnik wszystkich, którzy pojawiają się w ringu LPW, nieprzewidywalny człowiek z własną armią, bo jak nazwać już tylu ludzi pod sobą, szczególnie patrząc na tego czołga, którego dzisiaj przedstawił szerszej publiczności.

Luis Borges: Masz rację, Johnny. Muszę zapomnieć o tej porażce, gdyż Walker nie śpi i zawsze ma coś w zanadrzu, czym z chęcią nas będzie chciał zaskoczyć. *spogląda na Turna* Nie możemy przez to wykonywać żadnych pochopnych ruchów. To jest właśnie to, na co tak bardzo liczy Willy. On stawia na nieprzewidywalność i trzeba zaskoczyć go dosłownie tym samym. Musimy uderzyć go w momencie, gdy najmniej się tego spodziewa. Gdy on buduje i rozwija swoją armię, my musimy zadbać o to, aby nasza też stale się wzmacniała. Gdy nadejdzie odpowiedni moment - uderzymy. Zrobimy to jednak na własnych zasadach. Mimo wszystko, potrzebny nam jest odpowiedni plan, by nie robić zbędnych ruchów. *poklepuje Tornado Mana po ramieniu* Może i dużo nauki jeszcze przede mną, ale jak widzisz, wyciągam wnioski i na nich buduje to, co w przyszłości może zapewnić nam osiągnięcie założonego celu.

Johnny Turn: I tego się trzymaj, Europejczyku. Pamiętaj, że musisz mieć oczy dookoła głowy, bo jak sam widziałeś na poprzedniej gali, że za wszelką cenę chcieli mnie zniechęcić do walki. Ale zastanów się sam czy garstka ludzi jest w stanie zatrzymać Tornado? Nie wydaje mi się. Ta siła żywiołu powoduje tak naprawdę strach w ich głowach dlatego chcą się mnie pozbyć. Dlatego trzeba działać, musimy zwalczyć tę hołotę!

W tym momencie drzwi do szatni się otwierają, a oczom Borgesa i Turna ukazuje się nie kto inny, jak Willy Walker.

Willy Walker: O proszę, kogo to moje piękne oczy widzą! Idealnie się złożyło - tak się składa, że właśnie waszej dwójki szukałem. *Turn początkowo chce ruszyć w stronę Walkera, jednak wtedy w drzwiach ukazuje się także Demonio Caido, co studzi zapał Johnny'ego* Spokojnie, kowboju, na wszystko przyjdzie czas. Nie jestem tutaj po to, żeby się z wami bić, wszak to byłoby niehonorowe zachowanie, skoro wasi kompani mają ciekawsze zajęcia niż ubezpieczanie was. Przychodzę do was z propozycją. Nie powiem, że jest to oferta nie do odrzucenia, bo wiecie, sumienie mi nie pozwala, ale z pewnością zdrowy rozsądek skłoni was co najmniej do przemyślenia mojej propozycji. Powiedzmy sobie wprost - cały ten cyrk to tylko biznes. Nieistotne, jak smaczną kiełbasę wyborczą zechcecie zapodać tym głąbom, którzy was oglądają - i tak każdemu koniec końców chodzi o pieniądze. Ja je mam, a wam zapewne by się przydały. Nie oczekuję wiele, wystarczy że staniecie po właściwej stronie, a na pewno dobrze na tym wyjdziecie.

Johnny Turn: Niedoczekanie Twoje, Walker! Po tym wszystkim co robiłeś ostatnio jeszcze masz czelność przychodzić tu i próbować nas werbować do swojej bandy? Kupić nas? Nie masz za grosz szacunku ani kręgosłupa moralnego Nas nikt nie musi ubezpieczać, sami sobie poradzimy w natarciu ze strony szajki Walkera. Zejdź mi z oczu, bo zaraz obaj wpadniecie w sam środek tornada i nie obchodzą mnie gabaryty Twojego kompana.

Luis Borges: *staje przed Turnem, oddzielając go od Walkera i Caido* Johnny, twój temperament przyprawia mnie momentami o ból głowy. Najpierw pomyśl, potem dopiero coś rób. Myślisz, że on *wskazuje palcem na Walkera* nie jest gotowy na twoje tornado? *odwraca się spoglądając na Willy'ego* Co do ciebie... *nie spuszcza wzroku z Walkera*, to wiem, że nie jesteś osobą, która dotrzymuje słowa i możesz stwarzać wyłącznie pozory. Zresztą zdołałem już poznać się na twoich zagrywkach, także odpuść dalsze starania, bo nic z nich nie wyniknie.

Willy Walker: Zatem chciałbyś wiedzieć, czy mogę złamać dane słowo? *śmiech* No oczywiście, że tak! To chyba jasne, że w każdej chwili mogę wbić wam nóż w plecy, jeśli tylko będę miał na to ochotę i nawet przez sekundę się nie zawaham. Problem w tym, że dokładnie to samo uczynią wasi tak zwani przyjaciele, gdy tylko zwietrzą szansę na korzyść dla siebie. Mało tego - wy sami zrobilibyście tak samo. Kogo wy próbujecie oszukać? Dzisiaj współpracujecie, ponieważ dostarczyłem wam wspólnego wroga, ale wystarczy rzucić wam kawałek złota i szybko staniecie się śmiertelnymi wrogami. *uśmiecha się* Wiem, że przemyślicie sobie to, co wam powiedziałem. Nie musicie odpowiadać teraz, przed kamerami, gdy wasi kompani z drużyny mogą to zobaczyć na ekranie. *puszcza oczko* Do zobaczenia niebawem.

Zadowolony z siebie Willy opuszcza szatnię, nie czekając na odpowiedź ze strony Borgesa i Turna, którzy patrzą na siebie zmieszani. Obraz gaśnie.

Main Event
Global Championship Contender Series #3: Singles Match

Kenneth Riddle vs Nathan Martin

Wracamy do ringu gdzie Nathan jest w gazie i atakuje w narożniku szybkimi punchami na brzuch Kennetha, po czym odchodzi na chwilę.. bierze nabieg i leci w stronę Riddle’a! Running Corner Clothesline! Nie! Kenneth unika w ostatnim momencie, ale upada niedaleko! The Solipsist jednak nie odczuwa zbyt wielu obrażeń związanych z wbiegnięciem w narożnik, odwraca się i próbuje kopnąć na ziemi Kenny’ego.. ten jednak jest czujny i wyślizguje się z ringu! Nate nie zwalnia i widzi jak jeszcze Riddle nie patrzy w jego stronę, rozpędza się i Suicide Dive! Trafiony-zatopiony! Sacramento Saint pada jak rażony piorunem, a Nathan jest na fali - łapie Kennetha, pomaga mu wstać, po czym Irish Whipem rzuca go na apron. Psycho Leaf wchodzi na barierkę.. co on chce zrobić!? Skacze w kierunku Riddle’a, ten znowu unika! Nate utrzymuje się na apronie na nogach, patrzy za siebie i widzi jak Marvelous lekko przyklęknął po ostatnim uniku.. Asai Moonsault od Nathana Martina! Udało się! Sędzia w międzyczasie odlicza, ale wiemy, że zawodnicy zaraz wrócą do ringu.. Widzimy jak Nate wrzuca Kenny’ego do pierścienia, a sam zmierza do narożnika.. chce skapitalizować tę przewagę! Widzi jak Riddle ciężko oddycha na macie i przygotowuje się do skoku.. Ale co to za dźwięk!? To theme song.. Dana Dowsona!? Nathan patrzy z niedowierzaniem w kierunku rampy, przymruża oczy, ale nikt nie wychodzi. Po chwili theme song cichnie, a na titantronie widzimy Kannonballa, który ucieka z pomieszczenia technicznego.. co on tam robił? Ale zaraz.. co się dzieje w ringu!? Kenneth wykorzystuje moment i zrzuca Nathana Martina z narożnika! Ten ląduje na środku ringu.. Lionsault od Sacramento Sainta! Mamy przypięcie, ale bardzo powoli do niego dochodzi: 1.. The Solipsist szybko kick outuje! Kenneth chce wykorzystać moment, pomaga się podnieść przeciwnikowi, ale rzuca nim praktycznie od razu Irish Whipem w narożnik.. kontra! Teraz Nathan wysyła Kenny’ego w narożnik! Nabiega i.. Kenneth próbuje uniknąć! Nathan widząc to wyhamowuje, nie wpada w ten narożnik i widzi jak Riddle siada obok, jest wycieńczony, ale próbuje wstać.. nie zauważył, że The Solipsist rozpędzony od lin biegnie.. Lower Your Head! Ależ impet uderzenia! Pin: 1.. 2.. 3.. nie! W ostatniej chwili Marvelous podnosi bark! To jeszcze nie koniec! Nathan podnosi się i pomaga też wstać Kennethowi.. Roundhouse Kick! Trafiony! Na dokładkę Pele Kick! Riddle zamroczony wycofuje się, pada na liny, odbija się od nich idąc.. Nathan chce wykonać Superman Punch! Nie! Kenneth unika, ale nie z własnej woli! Upada ze zmęczenia ciężko oddychając! Nathan zdziwiony nie traci rezonu i odwraca się, patrzy na przeciwnika.. chyba będziemy mieli Sharpshooter! Nathan przygotowuje sobie przeciwnika, ale nagle odciąga go sędzia.. czemu? Kenneth trzyma dolną linę, a Nathan widząc to podnosi ręce do góry, sędzia daje mu spokój i sprawdza co z Sacramento Saintem. The Solipsist czeka chwilę aż sędzia wznowi.. Marvelous się podnosi powoli.. Nathan będzie chciał to chyba kończyć, ale widzi jak Riddle stoi twardo w miejscu i pokazuje “dawaj!”.. będzie chyba wymiana calf kicków! Nate uderza! Teraz Kenny! Znowu Nate! Znów Kenny! Nathan Martin ponawia, ale nie ma odpowiedzi, więc kontynuuje.. Riddle zaczyna utykać, a jego przeciwnik odbija się od lin i znowu próbuje Superman Puncha.. nie! Kenneth sam uderza The Dreamweavera łokciem, a ten zostaje lekko wytrącony z równowagi! To ten moment! Nathan wstaje w miarę szybkim tempie.. Painkiller! Connected! Kenneth pod wpływem adrenaliny wstaje.. i czeka na przeciwnika, gdy ten się powoli podnosi to Sacramento Saint wyczuwa moment, wynosi przeciwnika powolnie na barki.. Nathan się nie daje - wyrywa się i spada za plecy oponenta, Kenneth odwraca się.. Springboard High Knee! Marvelous pada na matę jak rażony piorunem! Pin? Nie! The Solipsist czeka na oponenta, aż ten się lekko podniesie, podchodzi do Kenny’ego i.. gaśnie światło! Słyszymy mały hałas, a po krótkiej chwili światło wraca! Nathan patrzy na klęczącego przeciwnika i ma już go wykańczać, odwraca go.. to Ralf z grupy Willy’ego Walkera! Śmieje się Nate’owi prosto w twarz! Sędzia osłupiony, nie wie co się dzieje! Nathan patrzy przez chwilę na Ralfa, po czym nie zastanawiając się dłużej.. Kiss of Solipsism! Ralf nie żyje, a jego zwłoki leżą gdzieś przy linach. Nathan odwraca się, ale Kenneth łapie go w Small Package! 1.. 2.. 3! Nie ma kick outu! Kenneth Riddle zwycięża!

Czyli jednak to Kenneth Riddle, mimo wszystkich przeciwności losu na swojej drodze, zostaje rywalem Bena Zamory! Nie ma jednak za bardzo sił świętować, wyczerpany po trzech długich walkach, odbytych podczas jednej gali. Nathan Martin natomiast w szoku nie bardzo wie co ze sobą zrobić, patrzy na nieprzytomnego poza ringiem Ralfa, potem na Kenny'ego, następnie na stage, rozgląda się po publiczności... W końcu łapie się za głowę, tak jakby go nagle rozbolała i szybkim krokiem udaje się na zaplecze. W międzyczasie sędzia w końcu pomaga Riddle'owi wstać i unosi jego rękę do góry w geście triumfu... Le Manu! Oczywiście, że tak! Ben Zamora pojawia się na rampie i bez żadnego zatrzymania zmierza do ringu, do którego dociera po kilkunastu sekundach. Wygląda, jakby ponownie zamierzał zaatakować, na jego drodze staje nawet sędzia próbujący go powstrzymać! Big Ben przepycha go jednak na bok... I po prostu staje twarzą w twarz z Kennethem, spoglądając na niego władczo z góry. Ten mimo, że wyczerpany, nie odpuszcza nawet o milimetr, tylko przytyka spocone czoło do czoła pochylonego lekko Tongijczyka. Zamora uśmiecha się pod nosem, mówiąc coś czego kamery nie są w stanie wyłapać, po chwili pada jeszcze odpowiedź z ust Riddle'a. Sędzia próbuje po raz kolejny wejść pomiędzy nich, tym razem zostaje jednak odepchnięty nie przez Bena, a przez Kenny'ego! Napięcie sięga zenitu, widać, że obaj zawodnicy są gotowi na Danse Macabre!

Tym obrazem Colosseum schodzi z anteny!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
11.10.2026, 17:45 #2
Tag Team Match
Cyclone Diallo & Demonio Caido vs Dale "Big Rig" Rucker & Nicolas McDanniel

Gong rozpoczyna walkę, a w ringu pozostają Big Rig oraz Diallo. Dookoła kwadratowego pierścienia stoją pozostali członkowie WRECKD, zaś nieco dalej, na rampie, akcji przygląda się grupa Nathana Martina. Od razu mamy klincz, który wygrywa zdecydowanie większy Dale, który z łatwością przepycha Cyclone'a do narożnika. Ten jednak szybko uwalnia się Dropkickiem, a następnie wskakuje na narożnik, wykonując Diving Hurricanranę. Rucker po tej akcji szybko wstaje, jednak zostaje trafiony przez Jumping Knee Strike, po którym chwieje się na nogach. Następnie Gwinejczyk odbija się od lin i dokłada Wheelbarrow Bulldog. Po tej akcji zawodnik z Teksasu ma dość i przetacza się w kierunku swojego narożnika, gdzie dokonuje zmiany z Nicolasem McDannielem! Do ringu wchodzi zawodnik, który kiedyś został spuszczony w kiblu, gwoli przypomnienia. Już pierwsza próba jego ataku zostaje skontrowana przez Diallo, który wykonuje Irish Whip, wysyłając Kanadyjczyka w jeden z narożników. Tam mamy próbę ataku z biegu, jednak Nicolas zaskakuje Cyclone'a wystawiając nogi. Sam wskakuje na górne liny z zamiarem wykonania akcji wysokiego ryzyka...jednak Diallo szybko dopada do niego, trafiając go Top Rope Enzuigiri, a następnie dokłada Super Frankensteiner! Tymczasem Demonio Caido wystawia rękę, a  Mythomaniac postanawia dokonać zmiany. Do ringu pakuje się gigant z Hondurasu, zaś Diallo wskakuje na narożnik, po czym wdrapuje się z niego na barki swojego kompana. Ten powolnym krokiem rusza w stronę leżącego McDanniela, zaś Diallo stara się utrzymać równowagę, po czym skacze, wykonując 450 Splash! The West African Prophet opuszcza miejsce starcia, zaś Demonio podchodzi do poobijanego i oczekującego na zmianę Ruckera, trafiając go potężnym Headbuttem, w wyniku czego ten spada z apronu. Następnie powraca do McDanniela, podnosi go z maty, po czym stojąc za nim chwyta go oburącz za szyję! Mało tego - podnosi niewielkiego Kanadyjczyka w górę jak kukłę! Gigant ściska z całej siły, a Nicolas początkowo usiłuje się szarpać, jednak szybko opada z sił. Sędzia podchodzi do niego i zauważa, że już odpłynął! To koniec tej walki!

Sędzia nakazuje uderzyć w gong, jednak to nie powstrzymuje Demonio Caido, który w dalszym ciągu zaciska swoje łapska na szyi pokonanego zawodnika. Arbiter próbuje mu przerwać, jednak ten zupełnie nie zwraca na to uwagi. Po chwili..podchodzi do lin od strony stage'u i wystawia trzymaną ofiarę poza liny, tak by Nathan Martin z resztą ekipy mogli z bliska obserwować scenę "egzekucji". Po kilku kolejnych sekundach Walker gestem ręki pokazuje, że wystarczy, a Demonio w końcu puszcza McDanniela, który bezwładnie spada na podłogę obok ringu. Ekipa Martina obserwuje całe zajście ze spokojem, jednak można się domyślać, co właśnie przechodzi im przez głowy. Willy Walker najwyraźniej także się tego domyśla, gdyż w jego oczach widać olbrzymią satysfakcję.

Wulkanizacja „Bez Gum(y)” - Pamiętaj, bez dobrej gumy daleko nie zajedziesz!

Po krótkiej przerwie na arenie rozbrzmiewa theme song Zygmunta Butli. The Bar Room Warlord wychodzi na rampę, jednak tym razem nie ma przy sobie ani butelki, ani Uszczelki. W dłoni trzyma za to białą kopertę z logo kliniki, w której kilka dni wcześniej wykonano jego badania DNA. Zygmunt wchodzi do ringu, odbiera mikrofon i przez chwilę przygląda się kopercie.

Zygmunt Butla: No dobra... całe życie człowiek myślał, że wie przynajmniej jak się nazywa i ile ma lat, a w ciągu dwóch tygodni się okazało, że z jednym i drugim może być problem. Lekarz już mi oznajmił, że zamiast trzydziestu sześciu mam koło pięćdziesięciu pięciu, także dzisiaj naprawdę już niewiele jest mnie w stanie zdziwić. Chociaż jak tu będzie napisane, że jestem Chińczykiem, to chyba wracam do tego wróżbity.

Na trybunach słychać pojedyncze śmiechy. Zygmunt rozrywa kopertę i wyciąga ze środka kilka kartek. Początkowo próbuje czytać dokument samodzielnie, jednak szybko marszczy brwi.

Zygmunt Butla: Marker genetyczny... zgodność alleli... prawdopodobieństwo... dobra, gdzie oni tu napisali po ludzku...

Butla przesuwa palcem po tekście i nagle milknie. Kilkukrotnie czyta ten sam fragment. Humor momentalnie znika z jego twarzy.

Zygmunt Butla: „Prawdopodobieństwo biologicznego ojcostwa: 99,99%”. Wiktor Ciureja...

Zygmunt opuszcza dokument i przez chwilę stoi nieruchomo. Wtedy na rampie pojawia się znany już widzom Emil Ciureja. Tym razem jednak nie jest sam. Obok niego stoi starszy, bardzo elegancko ubrany mężczyzna. Obaj ruszają w kierunku ringu.

Po wejściu pomiędzy liny Emil bierze mikrofon.

Emil Ciureja: Zygmunt... wynik, który trzymasz w rękach, jest prawdziwy. Pozwól, że przedstawię ci człowieka, który czekał na ten dzień znacznie dłużej, niż możesz sobie wyobrazić. Wiktor Ciureja. Twój ojciec.

Wiktor oraz Zygmunt przez dłuższą chwilę stoją naprzeciwko siebie. Starszy mężczyzna jako pierwszy wyciąga dłoń, jednak po chwili rezygnuje z oficjalnego gestu i podchodzi bliżej.

Wiktor Ciureja: Szukałem cię przez lata. Były tropy, dokumenty, ludzie, którzy obiecywali, że wiedzą, gdzie jesteś... i zawsze kończyło się tak samo. W pewnym momencie wszyscy wokół mnie uznali, że powinienem zaakceptować, że mojego syna już nie ma. Ja nigdy tego nie zrobiłem.

Wiktor wyciąga spod marynarki drugą połowę złotego medalionu. Zygmunt natychmiast rozpoznaje wzór. Sam wyjmuje fragment, który otrzymał wcześniej. Obie części idealnie do siebie pasują.

Wiktor Ciureja: To należało do ciebie od dnia narodzin. Po pięćdziesięciu pięciu latach wreszcie wróciło do właściciela.

Zygmunt Butla: Ja nawet nie wiem, co mam powiedzieć... Pierwszy raz w życiu to mi się zdarza. Całe życie myślałem, że moi starzy mnie nie chcieli, a teraz wychodzi, że w ogóle nie byli moimi starymi. Jak chcesz nadrabiać zaległości, to trochę tego jest. Ze czterdzieści parę urodzin, komunie nie wiem czy liczymy... i kilka kolejek do postawienia.

Wiktor lekko się uśmiecha. Wyciąga rękę i kładzie ją na ramieniu Zygmunta.

Wiktor Ciureja: Na wszystko przyjdzie czas.

Nagle ktoś wpada do ringu zza pleców Butli! Zygmunt nie zdąża się nawet odwrócić, gdy otrzymuje potężne uderzenie w tył głowy. Zaskoczony Butla pada na kolana, a napastnik natychmiast łapie go za rękę, przyciąga do siebie i ścina brutalnym Lariatem! Zygmunt ląduje na macie.

Emil robi krok w stronę napastnika, lecz Wiktor wyciąga przed niego rękę, zatrzymując go. Tajemniczy zawodnik poprawia mankiety koszuli, bierze leżący obok mikrofon i spogląda z góry na swojego kuzyna.

???: Pięćdziesiąt pięć lat. Przez pięćdziesiąt pięć lat nie było cię przy tej rodzinie. Nie znałeś jej zasad, nie znałeś ludzi, nie budowałeś jej pozycji i nawet nie wiedziałeś, że nosisz jej krew. A teraz jeden świstek papieru ma sprawić, że wejdziesz tutaj i nagle staniesz się jednym z nas? Nazywam się Giovanni CIureja i jestem jedynym prawowitym spadkobiercą rodu Ciureja.

Giovanni przykuca przy leżącym Zygmuncie.

Giovanni Ciureja: Możesz być synem Wiktora. Możesz mieć nasze DNA. Możesz nawet nosić medalion. Ale jeżeli myślisz, że dzięki temu wejdziesz do rodzinnego interesu i położysz ręce na tym, na co inni pracowali całe życie... to bardzo szybko wyprowadzę cię z błędu. Zrobię wszystko, żeby Zygmunt Butla nigdy nie dostał nawet kawałka tego, co należy do rodziny Ciureja.

Giovanni podnosi się i odrzuca mikrofon. Zygmunt próbuje podciągnąć się przy linach, spoglądając w stronę swojego ojca. Wiktor przez moment patrzy na syna bez żadnej reakcji... po czym powoli zaczyna klaskać. Giovanni odwraca się w jego stronę. Wiktor kiwa głową z wyraźnym uznaniem.

Wiktor Ciureja: Krew daje ci nazwisko, Zygmunt. Na miejsce przy naszym stole trzeba sobie zasłużyć.

Wiktor rusza w stronę wyjścia. Giovanni dołącza do niego, a po krótkim wahaniu za nimi podąża również Emil. Zygmunt pozostaje w ringu sam, siedząc pod dolną liną z wynikami DNA oraz połączonym medalionem w dłoniach. Jeszcze kilka minut wcześniej odnalazł ojca. Teraz wyraźnie nie jest już pewien, co odnalazł razem z nim.

Piekarnia „Gorące Bułeczki” - Rano twarde, wieczorem miękkie. Zawsze świeże!

Kamera zagląda do biura Generalnego Menadżera Colosseum. Ted DiBiase Jr. przegląda dokumenty, kiedy nagle odzywa się jego telefon. Ted spogląda na ekran i odbiera połączenie.

Ted DiBiase Jr.: Tak?... Rozumiem. A Otunga?

Ted milknie na kilka sekund, słuchając odpowiedzi. Jego wyraz twarzy wyraźnie się zmienia.

Ted DiBiase Jr.: Obaj? Dzisiaj?

Kolejna krótka chwila ciszy.

Ted DiBiase Jr.: Dobrze. Dzięki za informację.

Ted kończy połączenie i przez moment wpatruje się w ekran telefonu. Następnie odkłada go na biurko i opiera się o fotel.

Ted DiBiase Jr.: Ciekawe…

Generalny Menadżer przez chwilę pozostaje zamyślony, po czym ponownie sięga po telefon. Kamera jednak ucina obraz, zanim dowiadujemy się, do kogo zamierza zadzwonić.

Hólmgang Nordic War Match
Fenrir vs Thor

Rozpoczynamy więc starcie w surowych, nordyckich warunkach atmosferycznych. W oddali widać nadchodzącą, ciemną chmurę zza areny jakby zmierzającą prosto ich stronę. Słońce powoli zachodzi, pochodnie wspomagają słońcu oświetlanie areny. Sędzia pyta zawodników czy są gotowi przystąpić do walki i gdy obaj potwierdzają arbiter nakazuje wybić w gong, po czym słychać taki pusty, głośny dźwięk roznoszący się z echem po lesie. Zainteresowani podchodzą do siebie powolnym krokiem cały czas nie spuszczając z siebie wzroku. Żaden z nich nie okazuje strachu. W końcu spotykają się mniej więcej w środku i zaczynają wymieniać się punchami. W tej wymianie jednak górą wychodzi Fenrir przez co zaczyna dominować nad oponentem w liczbie punchy. W końcu mamy Gut Kick wyprowadzony przez Wilkołaka, który po tym ataku dokłada jeszcze Axe Handle. Thor po tym aż syczy z bólu i odchodzi kilka kroków. Thorland ponownie podchodzi do przeciwnika i mamy Clothesline od Norsk Werewolfa. Haraldsson wstaje i otrzymuje kolejny atak przedramieniem. Thor się nie poddaje i ponownie się podnosi. Teraz Fenrir jest już gotowy, wynosi przeciwnika i dokłada jeszcze Pendulum Backbreaker. Wilkołak pada na ziemię zaraz po swoim rywalu i mamy próbę przypięcia. 1... Kickout. Obaj panowie wstają, ale Thorland odchodzi od swojego przeciwnika, żeby trochę odpocząć. Nie zauważa z tego wszystkiego wystającego korzenia i wywraca się prosto w taki nieco bardziej piaszczysty teren Norsk Werewolf podchodzi do rywala i pomaga mu wstać, jednak Haraldsson będąc jeszcze na kolanach chwyta garść piasku i ciska nim prosto w twarz oponenta. Między piaskiem trafił się kamień, który powoduje chwilowe zamroczenie, poza tym Fenrir po prostu nie spodziewał się, że przeciwnik ciśnie w niego piaskiem. Thor to wykorzystuje, wstaje na równe nogi i wyprowadza szybki Push Kick, po którym Wilkołak zostaje pchnięty do tyłu, spotyka się z wystającym pieńkiem i upada teraz na ziemię, na plecy. Thorland teraz do niego dopada, wyprowadza kilka szybkich stompów i wyprowadza jeszcze szybki Elbow Drop i od razu próba pinu. 1... Kickout. Teraz Haraldsson podnosi przeciwnika trzymając go za maskę i ciska nim w stronę roku areny. Norsk Werewolf spotyka się z drewnianym palem i obraca teraz przodem do oponenta opierając się jednocześnie plecami o drewnianego pala. W okolicy rogu areny techniczni luźno rozrzucili wcześniej sztachety i kantówki różnych długości. Zadowolony Thor tylko zatarł ręce i wziął do ręki jedną ze średniej długości kantówek. Z zadowoleniem patrzy teraz na oponenta bierze zamach i... uderza prosto w stojący w rogu pal! Fenrir w porę zdążył się pochylić i będąc tak pochylonym sięga również, tym razem po sztachetę. Haraldssonowi natomiast pod wpływem trzeciej zasady dynamiki Newtona, wypada z ręki kantówka. Teraz odwraca się do swojego przeciwnika i Wilkołak wyprowadza uderzenie sztachetą prosto w łysą głowę przeciwnika. Thor po tym ataku wpada w pal trzymając się za głowę, spod ręki widać maleńką stróżkę krwi. Fenrir w tym momencie wyprowadza jeszcze uderzenie na brzuch przeciwnika przez co ten chwyta się rękami właśnie za tors i teraz faktycznie widać zakrwawione czoło przeciwnika. Norsk Werewolf po tym wyrzuca sztachetę i bierze nieco dłuższą kantówkę, cofa się kilka kroków w tył, rozpędza się w stronę przeciwnika stawia kantówkę niczym tyczkarz, wybija się w powietrze i mamy taki mocniejszy Corner Splash! Po tym próba pinu, 1... 2... Kickout. W międzyczasie rozpadał się deszcz, a słońce zaczyna schodzić coraz niżej. Na arenie zaczęły pojawiać się kałuże i błoto. Fenrir podnosi przeciwnika samemu również wstając do stójki. Bierze teraz rywala za rękę i Irish Whipem wysyła go w głąb areny, jednak mamy reversal i to Thor wykonuje tę akcję. Wilkołak wbiega w kałużę i się w niej zatrzymuje. Norsk Werewolf odwraca się do przeciwnika i otrzymuje Running Shoulder Block, który przyjmuje, jednak nie pada w kałużę. Nieco zaskoczony Thorland patrzy teraz na Fenrira, wyprowadza Gut Kick, bierze, krótki rozpęd i dokłada jeszcze Running Double Axe Handle i ten atak już wywraca Fenrira w kałużę. Próba pinu. 1... 2... Kickout. Zawodnicy już mokrzy od coraz mocniej padającego deszczu leżą na ziemi. Haraldsson wykorzystuje jeszcze leżącego rywala, przekręca się z nim odpowiednio i zapina Triangle Choke! Obaj panowie tarzają się już w błocie, jednak ani Thor nie chce odpuścić duszenia, ani Wilkołak poddać tego pojedynku. Sędzia co chwila pyta się zamaskowanego zawodnika czy chce to poddać, jednak ten nie zamierza przegrać tego pojedynku. Thor stara się jeszcze ciaśniej dopiąć uchwyt, jednak to zdaje się nie dawać rezultatów. W końcu Fenrir po prostu postanawia uderzać rywala po żebrach, Thor w końcu zaczyna uciekać tak na boki, żeby jakoś amortyzować uderzenia. Brudny od błota zmieszanej z krwią Haraldsson ostatecznie coraz słabiej trzyma uchwyt, aż Norsk Werewolf coraz bardziej mokry wyślizguje się rywalowi z uchwytu. Nad areną już całkowicie zapadł zmrok i cały pojedynek oświetlają już jedynie pochodnie, a Fenrir jakby karcąc swojego oponenta wyprowadza na jego głowę wiele punchy jeszcze bardziej rozmazując krew i brud na jego twarzy. Teraz Norsk Werewolf podnosi przeciwnika za rękę, wyprowadza Gut Kick i mamy Unchaining (Swinging Fisherman Suplex)! Od razu próba pinu. 1... 2... 3?! Kickout! W tym momencie Fenrir wstaje, wszystko cichnie i w oddali słychać tylko wycie wilka. Wilkołak spogląda w górę, gdzie również swoje „oko” kieruje kamera i widać, że znad gęstego lasu wyłania się już księżyc, który jest w pełni. Norsk Werewolf szybkim ruchem głowy spogląda na swojego rywala i oczodoły zaświecają mu się na czerwono jakby bardziej, niż wcześniej. Niezwykle pobudzony Fenrir wstaje podnosząc swojego przeciwnika, od razu wkłada jego głowę pod pachę. Wyniesienie pod Vertical Suplex... i mamy Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)! Od razu po tym potężnym ataku mamy próbę pinu. 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Fenrir zwyciężą tę wojnę!

Video Promo

Obraz na ekranie ukazuje jakieś ciemne pomieszczenie, a w oddali można z trudem dostrzec postać siedzącą na krześle. Operator powoli zbliża się, aż nagle zapala się światło, ukazując oblicze Erwina Eckharta, który poprawia swój kołnierzyk. Wówczas zaczyna także grać jego theme song - Eine Kleine Nachtmusik. Następnie pokazywane zostają naprzemiennie: ujęcia przedstawiające rzeczonego zawodnika w różnych sytuacjach oraz wypowiedzi osób, które mają bądź miały styczność z Erwinem (są one podpisane na pasku u dołu ekranu).

Section 104, jak zwykle bezbłędnie wykonane! 1...2...3! Ring the Bell!

John Southwarden (dyrektor Rockcliffe Hall Academy for Academic Excellence): Oczywiście, że pamiętam tego chłopaka! Już pierwszego dnia w szkole zwrócił na siebie uwagę, gdy przez całą lekcję wytykał błędy nauczycielowi. Co najciekawsze - miał rację! *śmiech*

Kamera ukazuje Erwina podczas rutynowego wejścia na ring, podczas którego starannie wyciera swoje buty, a także sprawdza długość oraz wytrzymałość białego sznurka używanego w walkach tag teamowych. Następnie spokojnym krokiem przekracza liny.

Clive Stanton (dziadek Erwina Eckharta): *uśmiecha się* To wyjątkowy chłopak. Już od najmłodszych lat chciał wszystko robić najlepiej.

Kolejne ujęcie przedstawia Erwina przemawiającego w ringu.

Erwin Eckhart: Zasady to fundamentalna część pro wrestlingu, czy wam się to podoba, czy nie!

Rob Van Dam: Od razu wydał mi się inny od wszystkich. Rzadko spotykamy się z taką determinacją, nawet w naszym biznesie.

Kolejne ujęcie przedstawia Eckharta w pustej sali treningowej, który powtarza Elbow Drop na pustej macie, nadal nie będąc zadowolonym z rezultatów.

Marius Gunn (były trener Erwina): Praca z nim to wyzwanie. Nawet gdy robił wszystko dobrze, wciąż chciał się poprawić.

Scena ukazuje Erwina we własnej sypialni, w środku nocy, gdy ogląda nagranie ze swojego treningu, raz za razem cofając jeden moment i nerwowo notując coś w zeszycie.

Whack Ax (pro wrestler): On nie umie się bawić. Wiele razy oferowałem mu piwo po treningu, a on wolał zostawać po godzinach i robić te same ćwiczenia po raz drugi. Później podobno jeszcze sprzątał salę!

Na obrazie ukazuje się ponownie hala treningowa, tym razem jednak nie ma ringu, a w hali jest jedynie Erwin oraz trener. Zawodnik biega sprintem, a trener przygląda się ze stoperem i w momencie przekroczenia mety zapisuje wynik na kartce papieru. Zbliżenie ukazuje następujące liczby, jedna pod drugą:

12.38

12.34

12.33

12.30


Clay Boston (projektant mody): Nigdy wcześniej ani później nie spotkałem takiego klienta. Odrzucił ponad dwadzieścia projektów stroju, zanim w końcu coś mu się spodobało. To był tylko strój zapaśniczy!

Erwin zaciska submission coraz mocniej - koniec! Rywal odklepuje!

Steve Eilberg (sędzia Legion Pro Wrestling): Odkąd się pojawił, musimy mieć oczy szeroko otwarte. Nieczęsto zdarza się wrestler, który zna przepisy lepiej od jakiegokolwiek sędziego!

Scena ukazuje Erwina w szatni, który tłumaczy coś innemu wrestlerowi.

Erwin Eckhart: Ile razy można ci to powtarzać? Kąt załamania twojego ramienia musi być o cztery stopnie mniejszy! *nerwowo pokazuje na trzymany w ręku papier*

Clive Stanton (dziadek Erwina Eckharta): *wzdycha* Gdyby tylko chciał, tak jak szacunku do branży, nauczyć się również szacunku do drugiego człowieka...

Ponownie widzimy przemawiającego Eckharta.

Erwin Eckhart: Perfekcja? Nie ma czegoś takiego. Zawsze istnieje pole do poprawy.

Rob Van Dam: To diament, ale nieoszlifowany.

Ostatnie ujęcie ponownie przedstawia Erwina, wstającego z krzesła, na którym pozostawia swój podręcznik - "Eckhart Wrestling Regulations", na który operator dokonuje zbliżenia kamery. Sam zawodnik znika z pola widzenia i w tym czasie muzyka również przestaje grać. Po chwili obraz gaśnie.

Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy Jay'a Dimateo, do którego podchodzi uśmiechnięty Zbyszek Uszczelka.

Uszczelka: Panie Andrzeju, tego meksykola to my mamy z głowy. Mam takiego znajomego Krzyśka co w knajpie w Czikago klei te ich naleśniki. Dzwoni do mnie wczoraj i mówi tak "Zbyszek przyszedł do mnie ten twój kolega co żeś się z nim prał ostatnio o pas" ja mu mówię na to "Krzysiu pamiętasz jak wam kiedyś zamknęli knajpę bo kanalizą waliło na sali? Jak po walce przyjechałem, żeby to ogarnąć? To będę miał prośbę, a za tamto będziemy kwita. Daj mu kochaniutki tak od serca kropelek sosu co by kolega z meksyku prawdziwy ogień poczuł." *śmieje się* I tym sposobem Jorge zamiast tacos miał srakos *kaszel* dobrze żem to wymyślił co?

Jay DiMateo: *podnosi głowę z nad telefonu* No i to jest to, czego nam było potrzeba! Powiem Ci...Zbychuj? *Uszczelka marszczy czoło, jakby zaraz miał wyprowadzić prawy sierpowy* *pluje przed siebie* Znaczy się, Zbychu! Mogę chyba tak, nie? Dobrze to wymyśliłeś. Perfekcyjnie to wymyśliłeś. A wiesz, co ja rozkminiłem? To słuchaj, bo normalnie aż Ci pas spadnie z ramienia, jak to usłyszysz. *Jay dziwnie się podniecił* Jak wiadomo, gardzę moim ojcem i jego interesami. No, ale...nie jestem debilem. *[puszcza oczko do kamery, perfidnie łamiąc czwartą ścianę* Więc poprosiłem moich kolegów, żeby załatwili za mnie pewną sprawę. Wiesz, jak mnie ten Otunga ostatnio wpienił? Bla, bla, bla, ja jestem wielki adwokat, ja wam pokaże, co możecie, a co nie! Znalazł się. *prycha* Tylko wiesz, trzeba uważać. Jak to mówią "ściany mają uszy". Przy Tedzie lepiej mieć się na baczności, RVD nawet jakby nas przyłapał, to co by nam zrobił? Kazał by najwyżej napisać esej...*śmieje się, dumny z tego żartu

Uszczelka: Kurde bele trza przyznać, że nie pierdolisz się pan w tańcu. Jak już twoje koleżki go schwytali, to niech mu założą te sukienkę dla papugi i niech zatańczy kujawiaka to do kabaretu filmik wyślemy. *śmiech* Ja się panie tego Roba nie boję, on Robercik nasz jest, polak znaczy sie podobno. A jak mnie wkurwią to pas zabiorę i szukaj wiatru w polu hehe..

Uszczelka chce coś powiedzieć, ale wtem zza pleców obu zawodników rozlega się znajomy głos.

Ted DiBiase Jr.: Jay, kilka chwil temu powiedziałeś coś bardzo mądrego. Ściany rzeczywiście mają uszy.

Uśmiechy momentalnie znikają z twarzy obu zawodników. Kamera przesuwa się nieco w bok i widzimy podchodzącego do nich Teda DiBiase Jr.

Ted DiBiase Jr.: Muszę przyznać, że wykazaliście się sporą kreatywnością. Jeden znajomy w restauracji, kilka odpowiednich telefonów, koledzy z wypożyczalni... Całkiem dużo pracy jak na dwóch ludzi, którzy chcieli sobie po prostu ułatwić drogę do walki podczas PPV. <Ted spogląda najpierw na Uszczelkę, a następnie na DiMateo.> Problem polega na tym, że wiem, dlaczego Jorge Cavazos nie pojawił się dziś w tej arenie. Wiem również, dlaczego David Otunga miał po drodze do Baltimore dość nieplanowany przystanek. I przede wszystkim wiem, że żadne z tych wydarzeń nie było przypadkiem.

Jay chce coś powiedzieć, jednak Ted od razu unosi dłoń.

Ted DiBiase Jr.: Spokojnie. Nie interesują mnie teraz wasze wyjaśnienia. Interesuje mnie rozwiązanie. <GM spogląda na Valor Championship znajdujący się przy Uszczelce.> Zbyszek, na najbliższym PPV będziesz bronił Valor Championship, w walce przeciwko Davidowi Otundze, a także Jorge Cavazosowi.

Jay momentalnie robi krok w stronę Teda, ale ten przenosi wzrok właśnie na niego.

Ted DiBiase Jr.: A jeśli właśnie pomyślałeś, że pozbycie się ich obu automatycznie zrobiło z ciebie jedynego pretendenta... to bardzo źle zainwestowałeś swój czas. <Ted robi krótką pauzę.> Nie zamierzam jednak odbierać ci możliwości udowodnienia, że zasługujesz na miejsce w tej walce. Wręcz przeciwnie. Dostaniesz ją już za chwilę. Jay DiMateo kontra Zbyszek Uszczelka. Non-Title Match. Jeśli pokonasz Valor Championa, dodam cię do walki na Danse Macabre. <Ted spogląda na obu zawodników z lekkim uśmiechem.> Chcieliście być w centrum uwagi. Proszę bardzo. Za chwilę będziecie mieli ring tylko dla siebie. Szykować się do walki.

Ted odchodzi, pozostawiając Uszczelkę i DiMateo samych. Obraz z kamery gaśnie,

Non-TItle Singles Match - If DiMateo wins, he will be added to the Valor Championship Match at LPW: Danse Macabre
Zbyszek Uszczelka vs Jay DiMateo

Końcówka pojedynku. Zbyszek Uszczelka stoi przy linach i przez chwilę łapie oddech, kiedy Jay DiMateo próbuje wykorzystać okazję i rusza z Calf Kickiem! Majster przyjmuje uderzenie, cofa się o krok, ale odpowiada potężnym Forearm Smashem. Made Man oddaje Chopem, Zbyszek kolejnym Forearmem i po chwili obaj stoją na środku ringu, wymieniając cios za ciosem. Jay próbuje zakończyć wymianę Roundhouse Kickiem, jednak Uszczelka schyla się pod nogą przeciwnika i natychmiast łapie go w pas. Body Slam! DiMateo uderza plecami o matę, a Zbyszek bierze krótki rozpęd i dokłada Elbow Drop! Nie pinuje jednak od razu. Siada obok przeciwnika, przez chwilę ciężko oddycha, po czym podciąga go do góry. Knee Strike w brzuch i próba Powerbombu! Jay zostaje wyniesiony, ale zaczyna zasypywać rywala krótkimi Punchami w głowę. Uszczelka traci kontrolę i DiMateo zeskakuje za jego plecy. Zbyszek odwraca się... ENZUIGIRI! Polak zatacza się w narożnik. Jay rusza za nim, trafia Chopem, kolejnym Chopem, a następnie wyciąga rywala i wykonuje Running Bulldog! Pin! 1... 2... NIE! Majster podnosi bark. DiMateo nie kryje irytacji i coś wykrzykuje w kierunku sędziego, dając Zbyszkowi kilka sekund na dojście do siebie. Jay wraca do rywala, ale otrzymuje nagły Knee Strike w brzuch! Uszczelka przechwytuje jego głowę. URWANY GWINT! Swinging Neckbreaker! Obaj zostają na macie. Zbyszek przekręca się na bok i przez chwilę zbiera siły, podczas gdy DiMateo podciąga się przy linach. Majster rusza za nim i łapie przeciwnika we Front Facelock, szykując Będzie Pan Zadowolony! Próbuje wyniesienia, lecz Jay obniża pozycję, blokuje akcję i wbija dwa krótkie Punch'e w żebra. Uchwyt puszcza. Calf Kick od DiMateo! Uszczelka cofa się i pada plecami tuż obok lin. Jay momentalnie rzuca się na niego z klasycznym przypięciem, mocno dociskając barki do maty i zahaczając jedną z nóg rywala. Zbyszek zaczyna się szarpać, więc Made Man wykorzystuje swoje położenie - wyciąga nogi za siebie i opiera obie stopy na środkowej linie! Dodatkowa dźwignia przygniata Uszczelkę do maty, a sędzia, skupiony wyłącznie na jego barkach, niczego nie zauważa! 1... 2... Zbyszek próbuje się wyrwać... 3! Gong! Jay natychmiast zdejmuje nogi z liny, puszcza przeciwnika i odsuwa się, unosząc ręce z miną niewiniątka.

Jay wygląda jakby poczuł właśnie wielką ulgę, podnosi się mocno zmęczony, w międzyczasie widzimy, że Uszczelka zabiera swój tytuł i szybko udaje się na backstage. DiMateo ewidentnie o czymś myśli, rozgląda się teraz po trybunach, po czym przeczesuje gwałtownie włosy i prosi obsługę o mikrofon.

Jay DiMateo: Baltimore! *cheer* Czy wszyscy mnie widzą i słyszą? *cheer* To świetnie, bo mam coś do powiedzenia. *kładzie ręce na linach i patrzy się w stronę titantronu* Głupio wam? Próbowaliście wszyscy, jak tylko się dało! RVD robił wszystko, by uprzykrzyć mi życie, Ted poszedł w jego ślady i...NIC Z TEGO! Pokonałem Uszczelkę, zapewniłem sobie miejsce w walce o Valor Championship...na przekór wszystkim! *rozgląda się po publiczności* Was też to boli, co? Boli was, że nie mieliście racji! *buczenie* Siedzieliście w tych swoich zapierdziałych gaciach i klikaliście bezmyślnie "LUBIĘ TO" pod wpisem jakiegoś starego masturbatora "DiMateo niczego nie osiągnie, to jakiś dziwny twór, nie wróże mu kariery". Ja nadal tu jestem i co więcej - wszystko zaczyna się układać. *uśmiecha się* Na Danse Macabre udowodnię raz jeszcze, że nie tylko jestem przyszłością LPW, ale jestem również przyszłością wrestlingu! Zdobędę Valor Championship, chociaż bądźmy szczerzy - to ten tytuł potrzebuje mnie bardziej, niż ja jego! *buczenie* Taka prawda. Myślicie, że Cavazos był dobrym mistrzem? Albo, że Uszczelka godnie nas reprezentował? Fakty są takie, że Don Leone nawet by się nie schylił po ten pas. *buczenie* Spokojnie, spokojnie, poczekajcie jeszcze chwilę, a uwierzcie mi - nadejdą dni światłości dla tego tytułu i całego Colosseum. *ustawia się na środku ringu i wznosi rękę do góry, w drugiej trzymając mikrofon* 25.10.2026 otworzy się brama, która da wam mistrza godnego. Mistrza, który da wam wszystko, czego zapragniecie...

Jay upuszcza mikrofon na matę, a następnie szelmowsko się uśmiecha i dumny z siebie przeskakuje przez liny. W drodze na backstage krzyczy jeszcze głośno w kierunku kibiców, którzy są już mocno sprowokowani i pobudzeni.

Zakład Stolarski „Na Wymiar” - Nie liczy się długość, tylko technika obróbki!

Kamera przenosi nas do szatni zawodnika, który jest już mocno zmęczony, ale wciąż ma przed sobą jeszcze jedno starcie dzisiejszego wieczoru. Dokładnie tak, jesteśmy w locker roomie Kennetha Riddle'a. Obserwujemy, jak Sacramento Saint kończy krótką sesję medytacji, po czym zgarnia jeszcze butelkę wody i kieruje się do wyjścia na trzecią, decydującą batalię podczas 11 edycji Colosseum. Riddle zamyka za sobą drzwi szatni, obraca się i nagle uśmiecha się lekko pod nosem, po czym kręci głową. Jak się okazuje, The Icon zareagował tak na obecność... Ralfa!

Kenneth Riddle: To chyba będzie musiało poczekać, Ralf...

Ralf: *wyraźnie blokując drogę Riddle'owi* Ja też się cieszę, że cię widzę, Kenneth. *uśmiecha się* Czyli jeszcze o mnie pamiętasz. Spieszysz się gdzieś? Faktycznie - to będzie musiało poczekać...

Kenneth Riddle: Niektórych twarzy się nie zapomina… Tak się składa, że spieszę się wyszarpać sobie miano pretendenta do Global Championship. Czego chcesz, Ralf?

Ralf: Nie jesteś zbyt rozmowny. Walka nie zając, może zaczekać. Nathan Martin nigdzie ci nie ucieknie, możesz być o to spokojny. Widzisz...nie tylko ciebie interesuje dzisiejsza walka wieczoru. Ja również jestem bardzo zainteresowany. Powiedziałbym nawet, że gramy do jednej bramki, Ken. Dobrze wiesz, że wcale nie będziesz musiał niczego sobie wyszarpywać...

Kenneth Riddle: Dzięki za propozycję… bo chyba tak powinienem rozumieć Twoje słowa… ale nie skorzystam ze wsparcia. Jeśli jesteś zainteresowany walką wieczoru, to znajdź sobie miejsce przy telewizorze na zapleczu i obejrzyj show w jakimś dobrym towarzystwie. Wszyscy lepiej na tym wyjdziemy.

Riddle poklepuje Ralfa po ramieniu i próbuje ruszyć w stronę Gorilla Position… jednak Holender ponownie blokuje mu możliwość przejścia.

Ralf: Chyba się nie zrozumieliśmy. Kenneth, ja wcale nie składam ci propozycji. Za twoją również dziękuję, ale także nie skorzystam. Będę miał ciekawsze rzeczy do roboty, niż siedzenie przed telewizorem. *uśmiecha się* Powiedzmy sobie wprost - obaj dobrze wiemy, jak bardzo zależy ci na tym zwycięstwie. Znam cię, wiem że nie jesteś głupi, a przecież tylko głupiec chciałby samemu sobie rzucić kłodę pod nogi, prawda? No chyba że, sam wiesz, honor jest dla ciebie ważniejszy od zwycięstwa. W końcu możesz zostać honorowym wojownikiem...ale nie jestem pewien, czy warto. Pamiętasz Sakazakiego? Ja też nie. Wiesz, że nie jestem tak uzdolniony jak mój kolega Cyclone i nie mogę zabronić ci kroczenia ścieżką Samuraja, ale myślę, że masz świadomość tego, że droga do chwały bywa kręta...*zbliża swoją twarz do Riddle'a* i bolesna.

Kenneth stoi bez ruchu, wpatrując się z kamiennym wyrazem twarzy w Ralfa. Ten zauważył, że Riddle nie zamierza kontynuować rozmowy, więc lekko się wycofuje i odchodzi. Sacramento Saint wpatruje się przez chwilę w stronę, w którą odszedł jego rozmówca, po czym bierze głęboki oddech i rusza dalej…

Hodowla „Króliczy Raj” - Nasze samce nie pytają, czy boli głowa!

Przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy znajdującego się w niej Johnny'ego Turna. Siedzi on na ławce, spoglądając przy tym przed siebie. Osobą, na którą zwracał uwagę, był Luis Borges, stojący naprzeciwko niemu.

Luis Borges: Ehhhh... *lekko zasmucony* Dobrze, że chociaż tobie udało się wygrać. *wzdycha* Otrzymałem od losu wielką szansę i musiałem ją zmarnować. Riddle to jednak nie jest jeszcze mój poziom. Ukazał mi dobitną różnicę między najlepszymi a tymi, którzy zamierzają aspirować do tego grona. *zerka na Tornado Mana* Tyle dobrego, że chociaż twoja misja zakończyła się powodzeniem. Ralf myślał, że wybiegając przed szereg, gwarantuje sobie pewny sukces. Głupiec... *lekko się podśmiewa* Być może po tym pojedynku zrozumie, że milczenie bywa złotem i lepiej dla niego, aby korzystał z tego przywileju. Właściwie powinniśmy świętować, ale czy mamy ku temu powody? *zerka ponownie na Turna, oczekując jego reakcji* Widzisz, Johnny. Dotychczas myślałem, że to wszystko jest jednak trochę mniej skomplikowane. Wychodzisz, walczyć, pokazujesz swoją wolę walki i to wystarczy. Oszukiwałem siebie wystarczająco długi czas. Walker i jego kółko wzajemnej adoracji uzmysłowiło mi, że zawsze będziemy krok za nimi w tyle.

Johnny Turn: Wola walki to za mało i musisz się nauczyć tego, że żeby wygrać trzeba wstać i stawić czoła przeciwnikom. *Johnny wstaje i kładzie rękę na ramieniu Luisa* Ale nie załamuj się, przecież to są Twoje pierwsze pojedynki w tej federacji, jeszcze masz wiele do ugrania. *Johnny ściąga rękę z ramienia i opiera teraz obie dłonie na swoich biodrach* Zwłaszcza, że Kenneth jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem. To musi już pójść w zapomnienie, bo mamy inne sprawy na głowie. Walker to przeciwnik wszystkich, którzy pojawiają się w ringu LPW, nieprzewidywalny człowiek z własną armią, bo jak nazwać już tylu ludzi pod sobą, szczególnie patrząc na tego czołga, którego dzisiaj przedstawił szerszej publiczności.

Luis Borges: Masz rację, Johnny. Muszę zapomnieć o tej porażce, gdyż Walker nie śpi i zawsze ma coś w zanadrzu, czym z chęcią nas będzie chciał zaskoczyć. *spogląda na Turna* Nie możemy przez to wykonywać żadnych pochopnych ruchów. To jest właśnie to, na co tak bardzo liczy Willy. On stawia na nieprzewidywalność i trzeba zaskoczyć go dosłownie tym samym. Musimy uderzyć go w momencie, gdy najmniej się tego spodziewa. Gdy on buduje i rozwija swoją armię, my musimy zadbać o to, aby nasza też stale się wzmacniała. Gdy nadejdzie odpowiedni moment - uderzymy. Zrobimy to jednak na własnych zasadach. Mimo wszystko, potrzebny nam jest odpowiedni plan, by nie robić zbędnych ruchów. *poklepuje Tornado Mana po ramieniu* Może i dużo nauki jeszcze przede mną, ale jak widzisz, wyciągam wnioski i na nich buduje to, co w przyszłości może zapewnić nam osiągnięcie założonego celu.

Johnny Turn: I tego się trzymaj, Europejczyku. Pamiętaj, że musisz mieć oczy dookoła głowy, bo jak sam widziałeś na poprzedniej gali, że za wszelką cenę chcieli mnie zniechęcić do walki. Ale zastanów się sam czy garstka ludzi jest w stanie zatrzymać Tornado? Nie wydaje mi się. Ta siła żywiołu powoduje tak naprawdę strach w ich głowach dlatego chcą się mnie pozbyć. Dlatego trzeba działać, musimy zwalczyć tę hołotę!

W tym momencie drzwi do szatni się otwierają, a oczom Borgesa i Turna ukazuje się nie kto inny, jak Willy Walker.

Willy Walker: O proszę, kogo to moje piękne oczy widzą! Idealnie się złożyło - tak się składa, że właśnie waszej dwójki szukałem. *Turn początkowo chce ruszyć w stronę Walkera, jednak wtedy w drzwiach ukazuje się także Demonio Caido, co studzi zapał Johnny'ego* Spokojnie, kowboju, na wszystko przyjdzie czas. Nie jestem tutaj po to, żeby się z wami bić, wszak to byłoby niehonorowe zachowanie, skoro wasi kompani mają ciekawsze zajęcia niż ubezpieczanie was. Przychodzę do was z propozycją. Nie powiem, że jest to oferta nie do odrzucenia, bo wiecie, sumienie mi nie pozwala, ale z pewnością zdrowy rozsądek skłoni was co najmniej do przemyślenia mojej propozycji. Powiedzmy sobie wprost - cały ten cyrk to tylko biznes. Nieistotne, jak smaczną kiełbasę wyborczą zechcecie zapodać tym głąbom, którzy was oglądają - i tak każdemu koniec końców chodzi o pieniądze. Ja je mam, a wam zapewne by się przydały. Nie oczekuję wiele, wystarczy że staniecie po właściwej stronie, a na pewno dobrze na tym wyjdziecie.

Johnny Turn: Niedoczekanie Twoje, Walker! Po tym wszystkim co robiłeś ostatnio jeszcze masz czelność przychodzić tu i próbować nas werbować do swojej bandy? Kupić nas? Nie masz za grosz szacunku ani kręgosłupa moralnego Nas nikt nie musi ubezpieczać, sami sobie poradzimy w natarciu ze strony szajki Walkera. Zejdź mi z oczu, bo zaraz obaj wpadniecie w sam środek tornada i nie obchodzą mnie gabaryty Twojego kompana.

Luis Borges: *staje przed Turnem, oddzielając go od Walkera i Caido* Johnny, twój temperament przyprawia mnie momentami o ból głowy. Najpierw pomyśl, potem dopiero coś rób. Myślisz, że on *wskazuje palcem na Walkera* nie jest gotowy na twoje tornado? *odwraca się spoglądając na Willy'ego* Co do ciebie... *nie spuszcza wzroku z Walkera*, to wiem, że nie jesteś osobą, która dotrzymuje słowa i możesz stwarzać wyłącznie pozory. Zresztą zdołałem już poznać się na twoich zagrywkach, także odpuść dalsze starania, bo nic z nich nie wyniknie.

Willy Walker: Zatem chciałbyś wiedzieć, czy mogę złamać dane słowo? *śmiech* No oczywiście, że tak! To chyba jasne, że w każdej chwili mogę wbić wam nóż w plecy, jeśli tylko będę miał na to ochotę i nawet przez sekundę się nie zawaham. Problem w tym, że dokładnie to samo uczynią wasi tak zwani przyjaciele, gdy tylko zwietrzą szansę na korzyść dla siebie. Mało tego - wy sami zrobilibyście tak samo. Kogo wy próbujecie oszukać? Dzisiaj współpracujecie, ponieważ dostarczyłem wam wspólnego wroga, ale wystarczy rzucić wam kawałek złota i szybko staniecie się śmiertelnymi wrogami. *uśmiecha się* Wiem, że przemyślicie sobie to, co wam powiedziałem. Nie musicie odpowiadać teraz, przed kamerami, gdy wasi kompani z drużyny mogą to zobaczyć na ekranie. *puszcza oczko* Do zobaczenia niebawem.

Zadowolony z siebie Willy opuszcza szatnię, nie czekając na odpowiedź ze strony Borgesa i Turna, którzy patrzą na siebie zmieszani. Obraz gaśnie.

Main Event
Global Championship Contender Series #3: Singles Match

Kenneth Riddle vs Nathan Martin

Wracamy do ringu gdzie Nathan jest w gazie i atakuje w narożniku szybkimi punchami na brzuch Kennetha, po czym odchodzi na chwilę.. bierze nabieg i leci w stronę Riddle’a! Running Corner Clothesline! Nie! Kenneth unika w ostatnim momencie, ale upada niedaleko! The Solipsist jednak nie odczuwa zbyt wielu obrażeń związanych z wbiegnięciem w narożnik, odwraca się i próbuje kopnąć na ziemi Kenny’ego.. ten jednak jest czujny i wyślizguje się z ringu! Nate nie zwalnia i widzi jak jeszcze Riddle nie patrzy w jego stronę, rozpędza się i Suicide Dive! Trafiony-zatopiony! Sacramento Saint pada jak rażony piorunem, a Nathan jest na fali - łapie Kennetha, pomaga mu wstać, po czym Irish Whipem rzuca go na apron. Psycho Leaf wchodzi na barierkę.. co on chce zrobić!? Skacze w kierunku Riddle’a, ten znowu unika! Nate utrzymuje się na apronie na nogach, patrzy za siebie i widzi jak Marvelous lekko przyklęknął po ostatnim uniku.. Asai Moonsault od Nathana Martina! Udało się! Sędzia w międzyczasie odlicza, ale wiemy, że zawodnicy zaraz wrócą do ringu.. Widzimy jak Nate wrzuca Kenny’ego do pierścienia, a sam zmierza do narożnika.. chce skapitalizować tę przewagę! Widzi jak Riddle ciężko oddycha na macie i przygotowuje się do skoku.. Ale co to za dźwięk!? To theme song.. Dana Dowsona!? Nathan patrzy z niedowierzaniem w kierunku rampy, przymruża oczy, ale nikt nie wychodzi. Po chwili theme song cichnie, a na titantronie widzimy Kannonballa, który ucieka z pomieszczenia technicznego.. co on tam robił? Ale zaraz.. co się dzieje w ringu!? Kenneth wykorzystuje moment i zrzuca Nathana Martina z narożnika! Ten ląduje na środku ringu.. Lionsault od Sacramento Sainta! Mamy przypięcie, ale bardzo powoli do niego dochodzi: 1.. The Solipsist szybko kick outuje! Kenneth chce wykorzystać moment, pomaga się podnieść przeciwnikowi, ale rzuca nim praktycznie od razu Irish Whipem w narożnik.. kontra! Teraz Nathan wysyła Kenny’ego w narożnik! Nabiega i.. Kenneth próbuje uniknąć! Nathan widząc to wyhamowuje, nie wpada w ten narożnik i widzi jak Riddle siada obok, jest wycieńczony, ale próbuje wstać.. nie zauważył, że The Solipsist rozpędzony od lin biegnie.. Lower Your Head! Ależ impet uderzenia! Pin: 1.. 2.. 3.. nie! W ostatniej chwili Marvelous podnosi bark! To jeszcze nie koniec! Nathan podnosi się i pomaga też wstać Kennethowi.. Roundhouse Kick! Trafiony! Na dokładkę Pele Kick! Riddle zamroczony wycofuje się, pada na liny, odbija się od nich idąc.. Nathan chce wykonać Superman Punch! Nie! Kenneth unika, ale nie z własnej woli! Upada ze zmęczenia ciężko oddychając! Nathan zdziwiony nie traci rezonu i odwraca się, patrzy na przeciwnika.. chyba będziemy mieli Sharpshooter! Nathan przygotowuje sobie przeciwnika, ale nagle odciąga go sędzia.. czemu? Kenneth trzyma dolną linę, a Nathan widząc to podnosi ręce do góry, sędzia daje mu spokój i sprawdza co z Sacramento Saintem. The Solipsist czeka chwilę aż sędzia wznowi.. Marvelous się podnosi powoli.. Nathan będzie chciał to chyba kończyć, ale widzi jak Riddle stoi twardo w miejscu i pokazuje “dawaj!”.. będzie chyba wymiana calf kicków! Nate uderza! Teraz Kenny! Znowu Nate! Znów Kenny! Nathan Martin ponawia, ale nie ma odpowiedzi, więc kontynuuje.. Riddle zaczyna utykać, a jego przeciwnik odbija się od lin i znowu próbuje Superman Puncha.. nie! Kenneth sam uderza The Dreamweavera łokciem, a ten zostaje lekko wytrącony z równowagi! To ten moment! Nathan wstaje w miarę szybkim tempie.. Painkiller! Connected! Kenneth pod wpływem adrenaliny wstaje.. i czeka na przeciwnika, gdy ten się powoli podnosi to Sacramento Saint wyczuwa moment, wynosi przeciwnika powolnie na barki.. Nathan się nie daje - wyrywa się i spada za plecy oponenta, Kenneth odwraca się.. Springboard High Knee! Marvelous pada na matę jak rażony piorunem! Pin? Nie! The Solipsist czeka na oponenta, aż ten się lekko podniesie, podchodzi do Kenny’ego i.. gaśnie światło! Słyszymy mały hałas, a po krótkiej chwili światło wraca! Nathan patrzy na klęczącego przeciwnika i ma już go wykańczać, odwraca go.. to Ralf z grupy Willy’ego Walkera! Śmieje się Nate’owi prosto w twarz! Sędzia osłupiony, nie wie co się dzieje! Nathan patrzy przez chwilę na Ralfa, po czym nie zastanawiając się dłużej.. Kiss of Solipsism! Ralf nie żyje, a jego zwłoki leżą gdzieś przy linach. Nathan odwraca się, ale Kenneth łapie go w Small Package! 1.. 2.. 3! Nie ma kick outu! Kenneth Riddle zwycięża!

Czyli jednak to Kenneth Riddle, mimo wszystkich przeciwności losu na swojej drodze, zostaje rywalem Bena Zamory! Nie ma jednak za bardzo sił świętować, wyczerpany po trzech długich walkach, odbytych podczas jednej gali. Nathan Martin natomiast w szoku nie bardzo wie co ze sobą zrobić, patrzy na nieprzytomnego poza ringiem Ralfa, potem na Kenny'ego, następnie na stage, rozgląda się po publiczności... W końcu łapie się za głowę, tak jakby go nagle rozbolała i szybkim krokiem udaje się na zaplecze. W międzyczasie sędzia w końcu pomaga Riddle'owi wstać i unosi jego rękę do góry w geście triumfu... Le Manu! Oczywiście, że tak! Ben Zamora pojawia się na rampie i bez żadnego zatrzymania zmierza do ringu, do którego dociera po kilkunastu sekundach. Wygląda, jakby ponownie zamierzał zaatakować, na jego drodze staje nawet sędzia próbujący go powstrzymać! Big Ben przepycha go jednak na bok... I po prostu staje twarzą w twarz z Kennethem, spoglądając na niego władczo z góry. Ten mimo, że wyczerpany, nie odpuszcza nawet o milimetr, tylko przytyka spocone czoło do czoła pochylonego lekko Tongijczyka. Zamora uśmiecha się pod nosem, mówiąc coś czego kamery nie są w stanie wyłapać, po chwili pada jeszcze odpowiedź z ust Riddle'a. Sędzia próbuje po raz kolejny wejść pomiędzy nich, tym razem zostaje jednak odepchnięty nie przez Bena, a przez Kenny'ego! Napięcie sięga zenitu, widać, że obaj zawodnicy są gotowi na Danse Macabre!

Tym obrazem Colosseum schodzi z anteny!

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
12.10.2026, 13:37
#3
After Colo 10: Mam nadzieje, że Ted rzeczywiście jak mówi, tak zrobi. To wszystko, co powiedział brzmi bardzo logicznie i sensownie. Zobaczymy czy w najbliższych tygodniach Colosseum to będzie taki brand, w którym ludzie będą dostawać szanse i jak te wszystkie zmiany wpłyną na układ sił. Mam nadzieje, że po Danse Macabre zaczniemy kilka fajnych programów. Co do Otungi, to też dobrze, że tutaj zostaje wpleciona ta rozmowa Uszczelki i Jaya, bo to od razu pokazuje, że faktycznie coś się może tam dziać i też buduje napięcie wokół tego pasa Valor, a to się przyda, bo jednak droga do tego PPV była mocno chaotyczna. Otunga też wychodzi tu na takiego gościa, który sporo analizuje i nie zostawia takich sytuacji przypadkowi, git.
 
Riddle wygrywa, zaskoczenia nie ma. Młody Wallace się pokazał, czyli wszystko zgodnie z planem.
 
Ta wypowiedź Otungi z początku trochę bezsensu, bo wychodzi na to, że nie zamierzają ze sobą walczyć (Uszczelka przecież jest mistrzem, to po co ma walczyć) a potem, że jednak chcą walczyć między sobą xD No ale jakby rozumiem zamysł, więc nie będę się czepiał. "Możesz obserwować fakty", tu też lepiej by chyba pasowało, "możesz obserwować ich zachowanie/czyny" bo obserwowanie faktów trochę dziwnie brzmi. No nie porwał mnie ten segment, ani David ani Cavazos nie zaprezentowali tutaj górnych granic swoich możliwości. Dobrze jedynie, że w dalszym ciągu rozwijamy to, co ostatnio się działo i ten pas Valor jest ważną rzeczą na tej gali.
 
Raptory - Erwin to jest chłop mocno odklejony, bardzo to szanuję. Świetnie pasuje do całej tej mieszanki. A u Ralfa spodobał mi się tekst "tam jest jakiś kontener", jakby wyrzucenie chłopa do śmietnika to była taka zupełnie normalna rzecz xD Czyli czyścimy rostery, bardzo dobrze. Ktoś nie lubi wróżbitów? Biedny Diallo, tacy ludzie muszą bardzo uważać, łatwo im kogoś wkurwić i sprowokować. Ciekawi mnie, kto za tym wszystkim stoi, bo nie jest to takie oczywiste. Myślę, że za samo wyrzucenie Mateusza należy pochwalić ten segment.
 
Stwierdzam, że najwięcej o byciu synem Wesa, mówi syn Wesa. Takie fakty. To co powiedział Riddle o szeptaniu, bardzo mądre. Taka prawda i generalnie w takiej rozrywce jak wrestling to w dużej mierze chodzi o to, jak dana postać zareaguje na gadanie o niej, czy jakieś turbulencje wokół. Tak myślałem, że możemy dostać tego typu segment i ich zestawienie nie jest tak całkiem przypadkowe, więc cieszę się, że poszło to w tę stronę. Na pewno taka konfrontacja, a potem pogadanka daje sporo młodemu. A ciężar jest spory, rzeczywiście. Myślę, że on wkrótce może zacząć heelować i wtedy będzie miał dużo więcej swobody w działaniu. Zamora i Riddle wyszli w tej konfrontacji trochę nienaturalnie, odnoszę wrażenie, że obaj (a szczególnie Ben) skupili się na tym, by odpowiedzieć temu drugiemu. Tak jakby było to pisane na zasadzie moje-twoje, ten powiedział to, więc ja to podchwycę i zmienię narrację. Na razie ta ich rywalizacja nie jara mnie tak, jakbym się tego spodziewał. To nie tak, że oni gadają jakieś głupoty, czy coś. Po prostu odnoszę wrażenie, że oprócz tego, że Zamora zadebiutował w walce Riddle'a z Rybackiem i tego, że obaj walczą o pas Global, to nie ma między nimi czegoś, co sprawiłoby, że mnie to interesuje. Trochę są wrzuceni na zasadzie, że do Danse Macabre musza wokół siebie potańczyć. Na razie Zamora jest budowany tutaj mocniej, bo jednak to co mówi, ma sens i w jakiś sposób to Kenneth musi do niego doskoczyć, ale umówmy się - nikt się nie spodziewa, że będzie inaczej. Ogólnie to można się domyślać, że oni dalej będą ze sobą rywalizować, czy to dobrze? Obecnie: Nie wiem.
 
Zamora to jest szef xD Przychodzi i rozpierdala ludzi w ringu, bo teraz nastał jego czas. Sprzątania ciąg dalszy, jak widać. A wygrana z Kannonballem to tak przy okazji chyba, dla dobra streaku.
 
Nathan Martin bawi się w najlepsze. Należało się spodziewać, że to on będzie stał za porwaniem, bo po pierwsze - lubi takie klimaty, a po drugie - jest jebnięty. Mam w ogóle wrażenie, że coraz bardziej mamy tu pokazane, że on odpierdala mocno niedobrutkie rzeczy, a cały czas wierzy w to, że to jest jakby ok i właściwie to po prostu jest element drogi życiowej. Dobrze tutaj mamy pokazany ten psychopatyczny rys Martina, no i myślę, że to będzie prowadziło do jeszcze ciekawszych rzeczy. Opisy też ładne, takie honorowe i dobrze sobie można to wszystko wyobrazić.
 
Fajny wstęp, dobry klimat. Tam jedno małe powtórzenie się wjebało pod sam koniec, ale oprócz tego naprawdę spoko wprowadza nas to do świata Fenrira. Samo video promo bardzo konkretne, bo wiadomo, że rzeczywiście teraz jego cała uwaga skupia się na Thorze. Szkoda, że tak szybko to się dzieje, bo Fenrir na pewno mógłby tutaj nam zaprezentować więcej, jeśli chodzi o chociażby takie klimatyczne rzeczy, ale z drugiej strony - nie ma co go wstrzymywać, a z Thorem wyszło, jak wyszło, więc trzeba zakończyć to i przejść do rywalizacji z kimś aktywnym. Ogólnie mam właśnie nadzieje, że Dziadek dostanie kogoś sensownego do feudowania, bo fajnie by było wykorzystać jego doświadczenie i aktywność. Tutaj podobał mi się ten motyw z oczami, czy zmianą głosu, bo to ukazuje nam, że on rzeczywiście jest nieco "nieludzki". Jestem zadowolony.
 
O Otunga skończył tak, jak powinien. Widzicie? Mądrzy ludzie wykorzystują swoje kontakty wtedy, kiedy są one naprawdę potrzebne. Spoko to rozpisał Michał, tak bym to właśnie widział.
 
WRECKD. Czyli już nie muszę nazywać ich "Raptorami". Cieszę się. Dla Turna spoko, że zgarnął zwycięstwo, ale najciekawsze rzeczy dzieją się potem, bo mamy debiut nowego zawodnika i wygląda na to, że będzie tam dość istotnym graczem, raczej bezlitosnym. Ta końcówka, gdzie ich rywale obserwują to jak on wykańcza tego biednego McDanniela też ok, chociaż z drugiej strony, czy my naprawdę możemy się domyślać, co jest w głowie Nathana Martina? Radzę wam, nie róbcie tego. Myślę, że nawet dobrze to wszystko wygląda i powiem szczerze, że ta cała rywalizacja coraz bardziej mnie interesuje, chociaż jest tu tego wszystkiego dużo, ludzi głównie. Mam nadzieje, że po PPV trochę się to unormuje, bo po prostu będzie się łatwiej to wszystko analizowało. Mamy tu sporo intrygujących ludzi, więc myślę, że można z nimi budować ciekawe rzeczy.
 
Zygmunt Butla. Kurde, no...już myślałem, że będzie ohhh synu, ohh ojcze i tyle, a tu jednak mamy zwrot akcji. No i dobrze, bo trochę za trywialne by to było. Fajne jest też to wprowadzenie Giovanniego, bo nie mamy nudnego debiutu, tylko jednak widać, że był na to konkretny pomysł. Zobaczymy jak cała sytuacja się zakończy i co będzie z Ciurejami później. Na razie wygląda to całkiem zachęcająco. A ta reakcja starego pasuje właśnie do takich bogatych zjebów z wyjebanym ego : )
 
Ted DiBiase. Wiem o czym to jest i dobrze, że to jest, bo to ładnie ciągnie tam to wszystko, co tutaj się dzieje w tle. Doceniam.

Edit. Walka. Bardzo dużo mamy powtórzeń, tak bym rzekł "nieakceptowalnie" dużo. "Mamy" i "wyprowadza" to jest jakaś plaga, po czasie zaczęło to bardzo męczyć. Kantówka na przestrzeni paru zdań padła z 5 razy, a czasami można napisać np. "sięga po nią", tak samo wcześniej z drewnianym palem, chociaż to przynajmniej szybciej zdechło. Potem dalej to samo mamy z kałużę, to też przecież można napisać, że błoto, ew zastosować to, o czym wcześniej pisałem. Sama walka jeśli chodzi o pomysł i poszczególne akcje, czy nawet wykorzystanie tego bajorka i ogólnie zmian pogody na plus, bo na pewno było to coś specyficznego. Ogólnie to walka dość mocno zapierdalała, jak na takich byczków i to gdzie oni walczyli i w jakich warunkach, więc moim zdaniem ta płynność była aż za duża i ja bym tu postawił bardziej na konkretniejsze spoty i dłuższe wstawanie po nich. Tak jak pisałem - pomysł ciekawy, ale wykonanie obecnie bardzo przeciętne i trochę to mi "śmierdzi" taką walką pisaną na szybko. W sensie, że ktoś usiadł pisał i pisał, bo miał wenę. Może trochę surowa ocena, ale jeśli mamy być szczerzy, to tak to widzę.

Bardzo ciekawa koncepcja na to promo Eckharta. Jeszcze lepiej nam przybliżą tę postać i przy okazji w jakiś sposób go buduje, bo jednak większość tych wypowiedzi była pozytywna. No z perfekcją w pro wrestlingu nie jest łatwo, bo rzeczywiście zawsze może być coś do poprawy. Ten biznes co by nie mówić jest oparty raczej na emocjach i tym, jak te emocje sprzedajemy. Np. taki Eckhart i DiMateo, jeden próbuje trzymać się zasad i używać sztywnej kalkulacji, a drugi to tykająca bomba. Cieszę się, że mamy taką postać, bo myślę, że właśnie to jak jest inny, jest jego najsilniejszą stroną. Samo promo podobało mi się, bo te wypowiedzi wydawały się takie naturalne. Tam znowu mi urwało gwiazdki w jednym momencie i wjebało w drugim : ) 

No i wyszło szydło z worka, chociaż brakowało mi tutaj jakiegoś konkretniejszego wyjaśnienia co z Cavazosem. Bardzo nieładnie się zachowali panowie Uszczelka i Jay. Naprawdę, potępiam takie podejście. Co do samego segmentu, to myślę, że obaj tutaj dobrze zaprezentowaliśmy podejście Zbyszka i Jaya, bo generalnie to są tacy ludzie, którzy zrobią wiele, żeby poszło po ich myśli. Ted dość szybko to wszystko rozkminił, co dobrze o nim świadczy i znów możemy zobaczyć różnicę miedzy nim, a RVD. Ten działa, nie daje sobie wejść na głowę, ale nie wymyśla też idiotycznych kar, tylko daje szanse. Dla Jaya wygrana nad Uszczelką to na pewno sporo, więc fajnie, że przed PPV się odbija i teraz jego udział w tej walce ma już zdecydowanie sens. Zresztą myślę, że cała ta akcja trochę poprawiła tę chaotyczna sytuację przy pasie Valor. Sądzę, że na PZ zobaczymy naprawdę ciekawe rzeczy. O speech po walce poprosiłem Ryse'a sam, bo trochę mało było Jaya patrząc na całą galę, a to jest jednak osoba, która po takiej wygranej na pewno miałaby coś do powiedzenia. A i sam sposób wygranej Jaya też idealnie dobrany, bo to pokazuje jakim jest skurwysynkiem. Tu układy, a chwilę później nóż w plecy i robimy wszystko żeby wygrać.

O Ralf i Kenneth. No, powiem, że tutaj ten zarys Ralfa robi się coraz ciekawszy. Ziomek ma jaja, skoro tak bezpośrednio startuje do Riddle'a. A ten to zawsze musi być uwikłany w jakieś gówno, nawet jak tego nie chce. Martin swoim podejściem na pewno narobił sobie wrogów, więc w Main Evencie będzie się działo, z pewnością. Dobra to było, krótkie ale zdecydowanie przydatne żeby trochę podkręcić emocje przed walką wieczoru. Zawsze mamy jakiś znak zapytania.

O co wam chodzi z tymi jebanymi królikami? XD

Borges i Turn. Powiem, że całkiem to było spoko. Tzn. dalej mi brakuje u Borgesa jakiejś większej ikry, ale tutaj było już dużo lepiej, bo widać też, że zaczyna rzeczywiście analizować te zachowania rywali i wyciąga jakieś wnioski. Generalnie to spoko jest to przedstawiane, bo daje nam to zrozumienia, że on się dopiero uczy i do pewnych rzeczy przyzwyczaja. Turn jak to Turn - dużo zapału, ale generalnie widać też, że zdaje sobie sprawę z tego, że Willy i jego ludzie są coraz większym zaskoczeniem. Największy plus to końcówka segmentu, bo tutaj mamy pokazane, że ten Walker naprawdę nieźle manipuluje tymi ludźmi, a ta ostatnia wypowiedź jak wprost przyznaje, że może nie dotrzymać słowa i może zdradzić - super. To otwiera na pewno umysły i daje więcej możliwości w tej rywalizacji w przyszłości, bo generalnie to taka prawda, ten zlepek rywali Willy'ego to są ludzie, którzy są ze sobą z przypadku.

Main Event - tak jak pisałem, tak jak należało się spodziewać - działo się. Liczyliście na Dana Dowsona? Przecież on jest zakopany. Ralfa też chyba pasuje zakopać, skoro nie żyje. No i zakończenie też takie, jak się spodziewałem. Martin bardzo nie ucierpiał, a Kenneth wygrywa, więc ma to, co chciał. No i na koniec mamy dwóch bohaterów najbliższego PPV, w sumie to może być rożnie z tą walką...

Całkiem udana gala, brakowało mi może jakiegoś wybitnego segmentu, ale rzeczy szły do przodu, chociaż jeśli chodzi o część feudów i rywalizacji to na pewno czegoś tam w dalszym ciągu brakuje i jedno Colosseum więcej przed PPV by nie zaszkodziło, no ale to tak na przyszłość.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2026, 18:19 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
12.10.2026, 13:37 #3
After Colo 10: Mam nadzieje, że Ted rzeczywiście jak mówi, tak zrobi. To wszystko, co powiedział brzmi bardzo logicznie i sensownie. Zobaczymy czy w najbliższych tygodniach Colosseum to będzie taki brand, w którym ludzie będą dostawać szanse i jak te wszystkie zmiany wpłyną na układ sił. Mam nadzieje, że po Danse Macabre zaczniemy kilka fajnych programów. Co do Otungi, to też dobrze, że tutaj zostaje wpleciona ta rozmowa Uszczelki i Jaya, bo to od razu pokazuje, że faktycznie coś się może tam dziać i też buduje napięcie wokół tego pasa Valor, a to się przyda, bo jednak droga do tego PPV była mocno chaotyczna. Otunga też wychodzi tu na takiego gościa, który sporo analizuje i nie zostawia takich sytuacji przypadkowi, git.
 
Riddle wygrywa, zaskoczenia nie ma. Młody Wallace się pokazał, czyli wszystko zgodnie z planem.
 
Ta wypowiedź Otungi z początku trochę bezsensu, bo wychodzi na to, że nie zamierzają ze sobą walczyć (Uszczelka przecież jest mistrzem, to po co ma walczyć) a potem, że jednak chcą walczyć między sobą xD No ale jakby rozumiem zamysł, więc nie będę się czepiał. "Możesz obserwować fakty", tu też lepiej by chyba pasowało, "możesz obserwować ich zachowanie/czyny" bo obserwowanie faktów trochę dziwnie brzmi. No nie porwał mnie ten segment, ani David ani Cavazos nie zaprezentowali tutaj górnych granic swoich możliwości. Dobrze jedynie, że w dalszym ciągu rozwijamy to, co ostatnio się działo i ten pas Valor jest ważną rzeczą na tej gali.
 
Raptory - Erwin to jest chłop mocno odklejony, bardzo to szanuję. Świetnie pasuje do całej tej mieszanki. A u Ralfa spodobał mi się tekst "tam jest jakiś kontener", jakby wyrzucenie chłopa do śmietnika to była taka zupełnie normalna rzecz xD Czyli czyścimy rostery, bardzo dobrze. Ktoś nie lubi wróżbitów? Biedny Diallo, tacy ludzie muszą bardzo uważać, łatwo im kogoś wkurwić i sprowokować. Ciekawi mnie, kto za tym wszystkim stoi, bo nie jest to takie oczywiste. Myślę, że za samo wyrzucenie Mateusza należy pochwalić ten segment.
 
Stwierdzam, że najwięcej o byciu synem Wesa, mówi syn Wesa. Takie fakty. To co powiedział Riddle o szeptaniu, bardzo mądre. Taka prawda i generalnie w takiej rozrywce jak wrestling to w dużej mierze chodzi o to, jak dana postać zareaguje na gadanie o niej, czy jakieś turbulencje wokół. Tak myślałem, że możemy dostać tego typu segment i ich zestawienie nie jest tak całkiem przypadkowe, więc cieszę się, że poszło to w tę stronę. Na pewno taka konfrontacja, a potem pogadanka daje sporo młodemu. A ciężar jest spory, rzeczywiście. Myślę, że on wkrótce może zacząć heelować i wtedy będzie miał dużo więcej swobody w działaniu. Zamora i Riddle wyszli w tej konfrontacji trochę nienaturalnie, odnoszę wrażenie, że obaj (a szczególnie Ben) skupili się na tym, by odpowiedzieć temu drugiemu. Tak jakby było to pisane na zasadzie moje-twoje, ten powiedział to, więc ja to podchwycę i zmienię narrację. Na razie ta ich rywalizacja nie jara mnie tak, jakbym się tego spodziewał. To nie tak, że oni gadają jakieś głupoty, czy coś. Po prostu odnoszę wrażenie, że oprócz tego, że Zamora zadebiutował w walce Riddle'a z Rybackiem i tego, że obaj walczą o pas Global, to nie ma między nimi czegoś, co sprawiłoby, że mnie to interesuje. Trochę są wrzuceni na zasadzie, że do Danse Macabre musza wokół siebie potańczyć. Na razie Zamora jest budowany tutaj mocniej, bo jednak to co mówi, ma sens i w jakiś sposób to Kenneth musi do niego doskoczyć, ale umówmy się - nikt się nie spodziewa, że będzie inaczej. Ogólnie to można się domyślać, że oni dalej będą ze sobą rywalizować, czy to dobrze? Obecnie: Nie wiem.
 
Zamora to jest szef xD Przychodzi i rozpierdala ludzi w ringu, bo teraz nastał jego czas. Sprzątania ciąg dalszy, jak widać. A wygrana z Kannonballem to tak przy okazji chyba, dla dobra streaku.
 
Nathan Martin bawi się w najlepsze. Należało się spodziewać, że to on będzie stał za porwaniem, bo po pierwsze - lubi takie klimaty, a po drugie - jest jebnięty. Mam w ogóle wrażenie, że coraz bardziej mamy tu pokazane, że on odpierdala mocno niedobrutkie rzeczy, a cały czas wierzy w to, że to jest jakby ok i właściwie to po prostu jest element drogi życiowej. Dobrze tutaj mamy pokazany ten psychopatyczny rys Martina, no i myślę, że to będzie prowadziło do jeszcze ciekawszych rzeczy. Opisy też ładne, takie honorowe i dobrze sobie można to wszystko wyobrazić.
 
Fajny wstęp, dobry klimat. Tam jedno małe powtórzenie się wjebało pod sam koniec, ale oprócz tego naprawdę spoko wprowadza nas to do świata Fenrira. Samo video promo bardzo konkretne, bo wiadomo, że rzeczywiście teraz jego cała uwaga skupia się na Thorze. Szkoda, że tak szybko to się dzieje, bo Fenrir na pewno mógłby tutaj nam zaprezentować więcej, jeśli chodzi o chociażby takie klimatyczne rzeczy, ale z drugiej strony - nie ma co go wstrzymywać, a z Thorem wyszło, jak wyszło, więc trzeba zakończyć to i przejść do rywalizacji z kimś aktywnym. Ogólnie mam właśnie nadzieje, że Dziadek dostanie kogoś sensownego do feudowania, bo fajnie by było wykorzystać jego doświadczenie i aktywność. Tutaj podobał mi się ten motyw z oczami, czy zmianą głosu, bo to ukazuje nam, że on rzeczywiście jest nieco "nieludzki". Jestem zadowolony.
 
O Otunga skończył tak, jak powinien. Widzicie? Mądrzy ludzie wykorzystują swoje kontakty wtedy, kiedy są one naprawdę potrzebne. Spoko to rozpisał Michał, tak bym to właśnie widział.
 
WRECKD. Czyli już nie muszę nazywać ich "Raptorami". Cieszę się. Dla Turna spoko, że zgarnął zwycięstwo, ale najciekawsze rzeczy dzieją się potem, bo mamy debiut nowego zawodnika i wygląda na to, że będzie tam dość istotnym graczem, raczej bezlitosnym. Ta końcówka, gdzie ich rywale obserwują to jak on wykańcza tego biednego McDanniela też ok, chociaż z drugiej strony, czy my naprawdę możemy się domyślać, co jest w głowie Nathana Martina? Radzę wam, nie róbcie tego. Myślę, że nawet dobrze to wszystko wygląda i powiem szczerze, że ta cała rywalizacja coraz bardziej mnie interesuje, chociaż jest tu tego wszystkiego dużo, ludzi głównie. Mam nadzieje, że po PPV trochę się to unormuje, bo po prostu będzie się łatwiej to wszystko analizowało. Mamy tu sporo intrygujących ludzi, więc myślę, że można z nimi budować ciekawe rzeczy.
 
Zygmunt Butla. Kurde, no...już myślałem, że będzie ohhh synu, ohh ojcze i tyle, a tu jednak mamy zwrot akcji. No i dobrze, bo trochę za trywialne by to było. Fajne jest też to wprowadzenie Giovanniego, bo nie mamy nudnego debiutu, tylko jednak widać, że był na to konkretny pomysł. Zobaczymy jak cała sytuacja się zakończy i co będzie z Ciurejami później. Na razie wygląda to całkiem zachęcająco. A ta reakcja starego pasuje właśnie do takich bogatych zjebów z wyjebanym ego : )
 
Ted DiBiase. Wiem o czym to jest i dobrze, że to jest, bo to ładnie ciągnie tam to wszystko, co tutaj się dzieje w tle. Doceniam.

Edit. Walka. Bardzo dużo mamy powtórzeń, tak bym rzekł "nieakceptowalnie" dużo. "Mamy" i "wyprowadza" to jest jakaś plaga, po czasie zaczęło to bardzo męczyć. Kantówka na przestrzeni paru zdań padła z 5 razy, a czasami można napisać np. "sięga po nią", tak samo wcześniej z drewnianym palem, chociaż to przynajmniej szybciej zdechło. Potem dalej to samo mamy z kałużę, to też przecież można napisać, że błoto, ew zastosować to, o czym wcześniej pisałem. Sama walka jeśli chodzi o pomysł i poszczególne akcje, czy nawet wykorzystanie tego bajorka i ogólnie zmian pogody na plus, bo na pewno było to coś specyficznego. Ogólnie to walka dość mocno zapierdalała, jak na takich byczków i to gdzie oni walczyli i w jakich warunkach, więc moim zdaniem ta płynność była aż za duża i ja bym tu postawił bardziej na konkretniejsze spoty i dłuższe wstawanie po nich. Tak jak pisałem - pomysł ciekawy, ale wykonanie obecnie bardzo przeciętne i trochę to mi "śmierdzi" taką walką pisaną na szybko. W sensie, że ktoś usiadł pisał i pisał, bo miał wenę. Może trochę surowa ocena, ale jeśli mamy być szczerzy, to tak to widzę.

Bardzo ciekawa koncepcja na to promo Eckharta. Jeszcze lepiej nam przybliżą tę postać i przy okazji w jakiś sposób go buduje, bo jednak większość tych wypowiedzi była pozytywna. No z perfekcją w pro wrestlingu nie jest łatwo, bo rzeczywiście zawsze może być coś do poprawy. Ten biznes co by nie mówić jest oparty raczej na emocjach i tym, jak te emocje sprzedajemy. Np. taki Eckhart i DiMateo, jeden próbuje trzymać się zasad i używać sztywnej kalkulacji, a drugi to tykająca bomba. Cieszę się, że mamy taką postać, bo myślę, że właśnie to jak jest inny, jest jego najsilniejszą stroną. Samo promo podobało mi się, bo te wypowiedzi wydawały się takie naturalne. Tam znowu mi urwało gwiazdki w jednym momencie i wjebało w drugim : ) 

No i wyszło szydło z worka, chociaż brakowało mi tutaj jakiegoś konkretniejszego wyjaśnienia co z Cavazosem. Bardzo nieładnie się zachowali panowie Uszczelka i Jay. Naprawdę, potępiam takie podejście. Co do samego segmentu, to myślę, że obaj tutaj dobrze zaprezentowaliśmy podejście Zbyszka i Jaya, bo generalnie to są tacy ludzie, którzy zrobią wiele, żeby poszło po ich myśli. Ted dość szybko to wszystko rozkminił, co dobrze o nim świadczy i znów możemy zobaczyć różnicę miedzy nim, a RVD. Ten działa, nie daje sobie wejść na głowę, ale nie wymyśla też idiotycznych kar, tylko daje szanse. Dla Jaya wygrana nad Uszczelką to na pewno sporo, więc fajnie, że przed PPV się odbija i teraz jego udział w tej walce ma już zdecydowanie sens. Zresztą myślę, że cała ta akcja trochę poprawiła tę chaotyczna sytuację przy pasie Valor. Sądzę, że na PZ zobaczymy naprawdę ciekawe rzeczy. O speech po walce poprosiłem Ryse'a sam, bo trochę mało było Jaya patrząc na całą galę, a to jest jednak osoba, która po takiej wygranej na pewno miałaby coś do powiedzenia. A i sam sposób wygranej Jaya też idealnie dobrany, bo to pokazuje jakim jest skurwysynkiem. Tu układy, a chwilę później nóż w plecy i robimy wszystko żeby wygrać.

O Ralf i Kenneth. No, powiem, że tutaj ten zarys Ralfa robi się coraz ciekawszy. Ziomek ma jaja, skoro tak bezpośrednio startuje do Riddle'a. A ten to zawsze musi być uwikłany w jakieś gówno, nawet jak tego nie chce. Martin swoim podejściem na pewno narobił sobie wrogów, więc w Main Evencie będzie się działo, z pewnością. Dobra to było, krótkie ale zdecydowanie przydatne żeby trochę podkręcić emocje przed walką wieczoru. Zawsze mamy jakiś znak zapytania.

O co wam chodzi z tymi jebanymi królikami? XD

Borges i Turn. Powiem, że całkiem to było spoko. Tzn. dalej mi brakuje u Borgesa jakiejś większej ikry, ale tutaj było już dużo lepiej, bo widać też, że zaczyna rzeczywiście analizować te zachowania rywali i wyciąga jakieś wnioski. Generalnie to spoko jest to przedstawiane, bo daje nam to zrozumienia, że on się dopiero uczy i do pewnych rzeczy przyzwyczaja. Turn jak to Turn - dużo zapału, ale generalnie widać też, że zdaje sobie sprawę z tego, że Willy i jego ludzie są coraz większym zaskoczeniem. Największy plus to końcówka segmentu, bo tutaj mamy pokazane, że ten Walker naprawdę nieźle manipuluje tymi ludźmi, a ta ostatnia wypowiedź jak wprost przyznaje, że może nie dotrzymać słowa i może zdradzić - super. To otwiera na pewno umysły i daje więcej możliwości w tej rywalizacji w przyszłości, bo generalnie to taka prawda, ten zlepek rywali Willy'ego to są ludzie, którzy są ze sobą z przypadku.

Main Event - tak jak pisałem, tak jak należało się spodziewać - działo się. Liczyliście na Dana Dowsona? Przecież on jest zakopany. Ralfa też chyba pasuje zakopać, skoro nie żyje. No i zakończenie też takie, jak się spodziewałem. Martin bardzo nie ucierpiał, a Kenneth wygrywa, więc ma to, co chciał. No i na koniec mamy dwóch bohaterów najbliższego PPV, w sumie to może być rożnie z tą walką...

Całkiem udana gala, brakowało mi może jakiegoś wybitnego segmentu, ale rzeczy szły do przodu, chociaż jeśli chodzi o część feudów i rywalizacji to na pewno czegoś tam w dalszym ciągu brakuje i jedno Colosseum więcej przed PPV by nie zaszkodziło, no ale to tak na przyszłość.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2026, 18:19 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
304
12.10.2026, 13:38
#4
Konferencja po Colosseum #10: Ten materiał miał przede wszystkim pociągnąć dalej temat rozmowy Uszczelki z DiMateo z poprzedniej gali i moim zdaniem spełnił swoje zadanie. Fajnie, że Otunga nie udaje tutaj, że coś podsłuchał albo zna treść tej rozmowy. Zamiast tego skupia się na samym fakcie, że Jay i Zbyszek rozmawiali właśnie w takim momencie i słusznie zaznacza, że bardziej interesują go ich dalsze działania niż samo szeptanie. Dzięki temu wątek zostaje rozwinięty, ale bez zdradzania zbyt wiele i bez robienia z Davida jasnowidza. Otunga dobrze wypada też jako prawnik, bo podchodzi do całej sytuacji bardzo analitycznie. Nie oskarża ich wprost, tylko obserwuje, zbiera fakty i czeka na to, co wydarzy się dal. Jeśli chodzi o Teda to tutaj zależało mi bardziej na pokazaniu jego podejścia do całego Colosseum niż na kolejnym ogłoszeniu czegoś waznego. Chciałem, żeby wybrzmiało, że patrzy na brand szerzej, nie tylko przez pojedyncze walki czy mistrzostwa, ale przez budowanie wartości zawodników, historii i całej marki.

Kenneth Riddle vs James Wallace: Tutaj założenie było proste - Riddle miał przejść dalej, ale Wallace miał dostać swoje momenty i wyglądać jak realne zagrożenie. Według mnie to się udało. James dostał mocny comeback, kilka near falli i przez chwilę można było uwierzyć w niespodziankę. Riddle finalnie wygrywa swoim doświadczeniem i mocną końcówką, ale Wallace nic na tej porażce nie traci. Dokładnie o to nam chodzi w całym tym turnieju dobra robota.

Otunga/Cavazos: Tutaj przede wszystkim rozwijamy dalej temat potencjalnego układu Uszczelki z DiMateo, ale bez robienia od razu z Otungi i Cavazosa sojuszników. David bardzo dobrze siedzi w swojej postaci, nie oczekuje zaufania, nie próbuje udawać dobrego samarytanina. On po prostu przedstawia fakty i otwarcie mówi, że jeśli będzie musiał wybrać siebie, zrobi to bez chwili zawahania. Podoba mi się ten pragmatyzm z jego strony. Cavazos również wypada tutaj poprawnie. Skoro ich interesy chwilowo mogą być zbieżne, jest gotów wysłuchać Otungi, ale absolutnie nie oznacza to, że zaczyna mu ufać. Końcowe „ci cholerni abogados” dobrze podkreśla tę nieufność xD Dzięki temu dostajemy rozwinięcie wątków wokół pasa Valor, które wcale nie mówią nam o tym, że mamy rywalizację 2 na 2 bo w całym tym galimatiasie nikt nie może sobie ufać. Dobra robota.

Grupa do zadań specjalnych: No cóż, nawet grupa Walkera czasem się pomyli - biedny Mateuszek xD Sam motyw pomylenia go z Turnem przez Kannonballa mi się podobał. Kannonball oczywiście przechodzi do działania zanim pomyśli, Ralf próbuje potem ratować sytuację, a Eckhart pozostaje sobą nawet podczas pozbywania się nieprzytomnego człowieka, bo najbardziej przeszkadza mu łamanie zasad moralnych i pokazywanie drastycznych scen. Najważniejsza dla jest jednak końcówka z Diallo. Grupa zakłada, że po prostu gdzieś poszedł, podczas gdy ktoś zdążył go unieszkodliwić praktycznie pod ich nosem. To pokazuje, że tym razem również druga strona zaczyna działać bardziej aktywnie. 

Riddle/Wallace/Zamora: Bardzo podoba mi się, że po walce dostajemy jeszcze rozmowę Kenny'ego z Jamesem. Dzięki temu porażka Wallace'a zyskuje jeszcze więcej głębi. Młody dalej mocno siedzi w temacie nazwiska ojca i porównań do Wesa, a Riddle dobrze pełni tutaj rolę bardziej doświadczonego zawodnika, który potrafi docenić jego poziom zamiast zwyczajnie go zbyć po zwycięstwie. To fajnie buduje Jamesa bez robienia z Kenny'ego mentora na siłę. Wejście Zamory dobrze przerzuca segment na właściwy program wokół Global Championship. Ben nadal czuje nad Riddle'em wyższość po wcześniejszej wygranej i bardzo skutecznie wbija mu szpilki, ale podoba mi się, że jednocześnie jasno mówi, iż właśnie z Kennethem chce spotkać się na Danse Macabre. Dzięki temu jego docinki nie wyglądają jak próba zdeprecjonowania Riddle'a jako rywala, tylko wręcz przeciwnie, chce udowodnić, że poprzednie zwycięstwo nie było przypadkiem. Riddle z kolei dobrze odbija temat narracji wokół Zamory i też wbija mu kilka drobnych szpileczek. Było to krótkie, ale w mojej opinii naprawdę smaczne.

Zamora/Steele/Escobar/Kannonball: Pozwolę sobie spiąć te dwie walki w całośc. Tutaj najważniejsze było dla mnie pokazanie, że Zamora potrafi wygrać także z całkowicie świeżym rywalem, więc open challenge z Kannonballem dobrze spełnia swoje zadanie. Ben dominuje większość walki, przyjmuje pojedynczy mocniejszy moment przeciwnika, ale finalnie nie ma większych problemów z zamknięciem pojedynku. To dobrze odpowiada na wcześniejsze zarzuty Riddle'a.Wcześniejsza demolka Steele'a i Escobara też dobrze buduje Zamorę jako totalną siłę. Oczywiście obaj dostają tutaj mocno po dupie, ale przy obecnej pozycji tych postaci nie widzę w tym większego problemu xD Ważniejsze było podbicie Bena przed Danse Macabre i pokazanie, że jak chce przejąć ring, to po prostu to robi. Dobra robota

Nathan Martin/Cyclone Diallo: No i rozwiązała nam się jedna z wcześniejszych zagadek, to Nathan stał za zniknięciem Diallo. Podoba mi się, że nie chodziło mu jednak tylko o zwykły rewanż. Martin naprawdę chce zrozumieć ludzi Walkera i podchodzi do całej sytuacji z tą swoją chorą ciekawością, co bardzo dobrze siedzi w jego postaci. Diallo też dobrze się tutaj broni,  nawet związany dalej gada o przeznaczeniu, gwiazdach i sile wyższej. Fajne jest też zderzenie ich dwóch światopoglądów - Nathan uważa, że wszystko istnieje dzięki niemu, a Diallo próbuje przekonać go, że są rzeczy stojące ponad jego kontrolą. Końcówka z pozostawieniem Cyclone'a samego dobrze zostawia pytanie, czy faktycznie ktoś po niego przyjdzie i tym samym daje Nathanowi możliwość sprawdzenia jego "przeznaczenia" w praktyce.

Fenrir: Tutaj głównym zadaniem było pokazanie, że Fenrir nie traktuje Hólmgang jak kolejnej zwykłej walki, tylko jak prawdziwą wojnę i według mnie promo spełnia ten cel bardzo dobrze. Już samo otoczenie i trening poprzez okładanie drzewa budują odpowiedni klimat, a później Fenrir stopniowo przechodzi od spokojniejszego tonu do coraz większej agresji.Bardzo siedzi mi też wykorzystanie mitologii. Nie jest wrzucona tylko po to, żeby Fenrir rzucił kilkoma nordyckimi nazwami, ale faktycznie służy mu do opisania relacji z Thorem i zapowiedzenia końca ich konfliktu. Porównanie Thora do Lokiego, a przede wszystkim finałowe nawiązanie do śmierci Thora z ręki Jormungandra dobrze domykają całość. Dobra robota Dziadku.

Otunga: Tutaj fajnie dokładamy kolejną cegiełkę do całej sytuacji wokół Valor Championship. David wcześniej zaczął podejrzewać, że DiMateo i Uszczelka mogą coś kombinować, a teraz nagle nawet nie dociera na Colosseum. Przypadek? Nie sądze. Najważniejsze jest dla mnie to, że na tym etapie nie wskazujemy sprawcy. Jay jest oczywistym podejrzanym przez swoje rodzinne powiązania i wcześniejsze szeptanie z Uszczelką, ale równie dobrze za wszystkim może stać Zbyszek, któremu zniknięcie jednego z pretendentów jest bardzo na rękę. Dzięki temu rozmowa tej dwójki z poprzedniej gali robi się jeszcze bardziej podejrzana. Segment spełnia zadanie, bo usuwa Otungę z wydarzeń tej gali, ale jednocześnie nie wypisuje go w sztampowy sposób. Dostajemy konkretną zagadkę i kolejny powód, żeby patrzeć na ręce zarówno DiMateo, jak i Uszczelce.

Kenneth Riddle vs Luis Borges: Tutaj pisałem walkę sam i zależało mi na dwóch rzeczach, po pierwsze żeby Riddle wyraźnie odczuwał wcześniejszy pojedynek oraz żeby wygrał bardziej doświadczeniem i wykorzystaniem jednego momentu niż pełną dominacją. Myślę, że oba założenia udało się dobrze sprzedać. Kenny kilka razy potrzebuje czasu na złapanie oddechu, przez co świeższy Borges może przejmować inicjatywę i wygląda jak realne zagrożenie. Dodatkowo wygrywa po wykonaniu finishera z zaskoczenia co ,,chroni" Borgesa.

Walker i spółka: Po walce Riddle'a z Borgesem od razu wracamy do programu grupowego. Walker wraz z Ralfem, Kannonballem i Eckhartem otacza zmęczonego Luisa, ale tym razem druga strona jest przygotowana i praktycznie od razu pojawiają się Turn, Martin i Wallace. Fajnie pokazuje to, jak ten konflikt się rozrósł - Walker nie może już po prostu wykorzystać przewagi liczebnej, bo po drugiej stronie również zebrała się konkretna ekipa. Podoba mi się też sposób, w jaki naturalnie przechodzimy z tego do Lumberjack Matchu. To dobrze utrzymuje tempo gali.

Johnny Turn vs Ralf: Tutaj zależało nam przede wszystkim na tym, żeby Lumberjack Match faktycznie wyglądał jak ważny punkt grupowego konfliktu, a nie zwykły singles z ludźmi stojącymi dookoła ringu. Moim zdaniem to wyszło, bo szybko robi się kompletny chaos. Fajnie też, że Walker sam w końcu angażuje się fizycznie, zamiast tylko sterować wszystkim z boku.
Turn dostaje potrzebne zwycięstwo i po wcześniejszych atakach wreszcie może coś realnie ugrać przeciwko ekipie Walkera. Ralf też nie traci wiele, a całość dobrze pcha ten grupowy program dalej.

Demonio Caido: Tutaj przede wszystkim bardzo dobrze siadło mi samo wprowadzenie nowej postaci, od razu czuć, że nie jest to kolejny losowy członek grupy, tylko ktoś, kto ma zmienić układ sił. Sam obrazek też robi robotę, bo przy niewielkim Diallo Demonio wygląda jeszcze bardziej monumentalnie. Do tego powrót Cyclone'a od razu zamyka wcześniejszy wątek jego zniknięcia i pokazuje, że mimo akcji Nathana grupa Walkera skutecznie go odbiła. Podoba mi się też reakcja drugiej ekipy. Turn początkowo chce zostać, ale Wallace ostatecznie go odciąga, więc nie robimy z nich idiotów rzucających się czterech na sześciu. To ważne, bo przewaga WRECKD ma tutaj naprawdę coś znaczyć. 

Diallo & Demonio Caido vs Rucker & McDanniel: Sama walka ma przede wszystkim pokazać nowego zawodnika i dokładnie to robi. Diallo dostaje swoje dynamiczne momenty, ale gdy wchodzi Demonio, od razu czuć jego potęgę. Sam finish przez odpłynięcie rywala też dobrze zaznacza, że ten facet nie ma hamulców. A nie mówiłem? Od razu po walce postanawia kontynuować ,,egzekucję", którą przerywa Walker, czyli wydaje się, że ma on jakąś kontrolę nad swoim gigantem. 

Zygmunt Butla / ród Ciureja: Tutaj dostajecie już konkretne rozwinięcie wątku Butli. Najpierw potwierdzamy wynik DNA i ujawniamy, że jego biologicznym ojcem faktycznie jest Wiktor Ciureja. Chciałem, żeby przez moment wyglądało to niemal jak szczęśliwy finał całej historii - ojciec szukał go przez lata, medalion się zgadza, pojawia się nawet trochę typowego dla Zygmunta humoru... a potem wszystko zostaje brutalnie przerwane.

Ted DiBiase Jr.: Krótki segment, ale dokładnie taki miał być. Ted ewidentnie dostał jakąś informację dotyczącą Otungi i jeszcze kogoś, a jego reakcja na „obaj? dzisiaj?” od razu sugeruje, że zaczyna dostrzegać coś większego. Celowo nie zdradzam tutaj ani czego dokładnie się dowiedział, ani do kogo później dzwoni, bo na tym etapie ma to po prostu wzbudzić podejrzenia.

Fenrir vs Thor - Hólmgang: Nordic War: Zimny dobrze wykorzystał założenia Hólmgang i nie wyszła z tego zwykła walka przeniesiona do lasu. Pale, piasek, sztachety, kantówki, kałuże i błoto faktycznie wpływają na przebieg starcia, a pogarszająca się pogoda i zapadający zmrok dobrze budują klimat prawdziwej nordyckiej wojny. Jedyne czego trochę zabrakło, to mocniejszego wykorzystania samej granicy pola, skoro pinfall i submission miały liczyć się tylko wewnątrz niego. Poza tym gimmick został wykorzystany naprawdę dobrze, Thor dostał swoje momenty, a Fenrir po wcześniejszym promo dostał ważne zwycięstwo.

Erwin Eckhart: Bardzo fajne rozwinięcie postaci Erwina, bo zamiast kolejnego klasycznego speechu dostajemy coś w rodzaju krótkiego materiału dokumentalnego o tym, jaki on właściwie jest. Wszystkie wypowiedzi składają się na jeden konkretny obraz - perfekcjonista, człowiek obsesyjnie przywiązany do zasad i szczegółów, który zawsze chce być lepszy, ale przy okazji bywa zwyczajnie trudny dla otoczenia. Podoba mi się szczególnie, że nie próbujemy przedstawiać go wyłącznie pozytywnie. Trenerzy i rodzina chwalą jego pracowitość, ale jednocześnie pojawia się problem z relacjami z ludźmi i jego przesadną potrzebą kontroli. Dzięki temu gimmick dostaje trochę więcej głębi. No i wypowiedź RVD zdecydowanie podbija wagę całego materiału. Skoro sam prezes LPW określa go jako kogoś wyjątkowego i "nieoszlifowany diament", to od razu sugeruje, że federacja widzi w Eckharcie większy potencjał. Bardzo dobre promo pod dalsze budowanie tej postaci.

DiMateo/Uszczelka/Ted DiBiase Jr.: No i wszystko staje się jasne xD Uszczelka załatwił Cavazosa po swojemu, czyli przez znajomego z knajpy i "srakos", natomiast Jay faktycznie wykorzystał kontakty związane z interesami ojca, żeby pozbyć się Otungi. Fajnie, że wcześniejsze podejrzenia nie były rzucane bez powodu i cała rozmowa z Cavazosem czy tajemniczy telefon Teda dostają teraz payoff. Sama chemia Jaya ze Zbyszkiem też mi siedzi, bo obaj kombinują, ale każdy robi to kompletnie po swojemu. Jednocześnie są na tyle pewni siebie i zadowoleni z własnego planu, że praktycznie sami się wsypują. Ted natomiast reaguje dokładnie tak, jak chciałem go tutaj prowadzić - nie robi wielkiego moralizatorskiego speechu, tylko pokazuje, że już wszystko sprawdził i od razu przekuwa problem w rozwiązanie. 

Zbyszek Uszczelka vs Jay DiMateo: Tutaj Jay robi dokładnie to, czego potrzebował - dostaje się do walki o Valor Championship, ale nie poprzez jakieś wielkie, dominujące zwycięstwo. Wygrywa szczęśliwie i nieczysto, wykorzystując liny przy przypięciu, więc Uszczelka jako mistrz nie traci przez tę porażkę zbyt wiele. Najbardziej bawi mnie jednak to, jak bardzo DiMateo się później z tym obnosi xD Wygrał dzięki oszustwu, a kilka minut później przedstawia wszystko tak, jakby samotnie pokonał cały system, RVD, Teda, publiczność i pół rosteru. Bardzo dobrze siedzi to w jego charakterze, potrafi z najmniejszego sukcesu zrobić dowód własnej wielkości i jeszcze wmówić wszystkim, że właśnie byli świadkami historycznego momentu. Bookingowo dostajemy też to, do czego cały program zmierzał - Jay dołącza do Uszczelki, Otungi i Cavazosa, więc Fatal 4-Way na Danse Macabre jest już kompletny.

Kenneth Riddle/Ralf: Fajny segment tuż przed main eventem, bo dokłada nam jeszcze jeden problem do sytuacji Riddle'a. Kenny jest już po dwóch walkach, za chwilę czeka go Nathan Martin, a teraz okazuje się, że WRECKD również ma interes w wyniku tego pojedynku. Ralf nawet nie proponuje pomocy, on praktycznie informuje Kennetha, że zamierza się wtrącić, bo porażka Martina jest także korzystna dla jego grupy. Riddle dobrze na to reaguje. Od razu odrzuca możliwość ułatwienia sobie drogi do Global Championship, więc ewentualna wygrana nadal ma być jego własnym osiągnięciem. Ralf z kolei bardzo fajnie próbuje uderzyć właśnie w ten punkt, stawia przed Kennym wybór między honorem a tym, jak bardzo naprawdę zależy mu na walce z Zamorą i zdobyciu pasa.

Turn/Borges/Willy Walker: Ciekawa propozycja nie powiem xD. Walker praktycznie wprost próbuje kupić sobie sojuszników. Sprowadza cały konflikt do biznesu, pieniędzy i korzyści, sugerując, że jeśli staną po jego stronie, mogą na tym dobrze wyjść. Jest to w jego stylu, zamiast kolejnego ataku próbuje załatwić sprawę portfelem. Fajnie wypada też sama dwójka. Turn reaguje impulsywnie i od razu odrzuca całą ofertę, natomiast Borges podchodzi do niej spokojniej i bardziej analitycznie. Widać tutaj ponownie, że Luis zaczyna dostawać trochę więcej charakteru i dobrze. Walker natomiast nawet nie próbuje udawać człowieka godnego zaufania. Otwarcie mówi, że może złamać dane słowo, ale mimo wszystko zostawia im swoją propozycję i wychodzi bez oczekiwania natychmiastowej odpowiedzi. Zobaczymy więc, czy temat przekupienia tej dwójki jeszcze do nas wróci.

Kenneth Riddle vs Nathan Martin: No i jednak Ralf nie rzucał słów na wiatr xD Najpierw Kannonball odpala theme Dowsona, później gaśnie światło i Ralf dosłownie podstawia się Nathanowi pod Kiss of Solipsism. Fajny payoff wcześniejszej rozmowy z Riddle'em, bo WRECKD jasno pokazało, że nie potrzebowało jego zgody, żeby ingerować. Bookingowo też mi to siedzi. Kenneth jest już po dwóch walkach i wyraźnie ledwo stoi na nogach, Nathan natomiast wygląda jak realne zagrożenie i momentami jest bardzo blisko zwycięstwa. Ostatecznie Riddle wykorzystuje zamieszanie Small Package'em, więc przechodzi dalej, ale Martin nie zostaje tutaj czysto ograny. Ciekawy co na to Kenneth, wcześniej odrzucił pomoc Ralfa, a finalnie i tak korzysta z efektu jego interwencji. Nie znaczy to, że o nią prosił, ale zostawia nam małą rysę przed jego starciem z Zamorą. Finalnie dostajemy to, czego potrzebowaliśmy: Riddle wygrywa cały Contender Series po trzech walkach jednego wieczoru, ale naprawdę musiał to zwycięstwo wyszarpać.

Riddle/Zamora: Bardzo dobre zamknięcie gali. Po całym Contender Series Riddle jest kompletnie wyczerpany, ledwo stoi na nogach, ale mimo tego kiedy pojawia się Zamora, ani przez moment się nie cofa. To dobrze sprzedaje fakt, że naprawdę wyszarpał sobie tę walkę i nawet po trzech pojedynkach jednego wieczoru nadal jest gotowy stanąć naprzeciw Bena.
Podoba mi się też, że Zamora tym razem nie atakuje. Po wcześniejszej demolce i całym swoim budowaniu nie potrzebuje kolejnego ataku, samo wejście, przepchnięcie sędziego i stanięcie twarzą w twarz z Kennethem wystarcza. Jeszcze lepiej działa to, że chwilę później Riddle sam odpycha arbitra, bo pokazuje, że mimo zmęczenia nie zamierza być tutaj stroną słabszą.
Na finiszu dostajemy dokładnie to, czego potrzebowaliśmy przed Danse Macabre - dwóch finalistów Global Championship, ogromne napięcie i jasny obraz tego, że ich wcześniejszy konflikt teraz wchodzi na kolejny poziom.

Podsumowanie: Dla mnie była to gala, która przede wszystkim bardzo dobrze dopięła i uporządkowała wiele programów przed Danse Macabre. Sporo rzeczy budowanych przez ostatnie tygodnie dostało tutaj konkretne rozwinięcie albo payoff, a większość historii jest już ustawiona bezpośrednio pod swój punkt kulminacyjny na PPV. Najważniejsze jest dla mnie to, że praktycznie każdy większy program ruszył do przodu i gala nie sprawiała wrażenia zbioru przypadkowych segmentów. Teraz większość historii jest w takim miejscu, że pozostaje tylko dowieźć ich finały na Danse Macabre.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
12.10.2026, 13:38 #4
Konferencja po Colosseum #10: Ten materiał miał przede wszystkim pociągnąć dalej temat rozmowy Uszczelki z DiMateo z poprzedniej gali i moim zdaniem spełnił swoje zadanie. Fajnie, że Otunga nie udaje tutaj, że coś podsłuchał albo zna treść tej rozmowy. Zamiast tego skupia się na samym fakcie, że Jay i Zbyszek rozmawiali właśnie w takim momencie i słusznie zaznacza, że bardziej interesują go ich dalsze działania niż samo szeptanie. Dzięki temu wątek zostaje rozwinięty, ale bez zdradzania zbyt wiele i bez robienia z Davida jasnowidza. Otunga dobrze wypada też jako prawnik, bo podchodzi do całej sytuacji bardzo analitycznie. Nie oskarża ich wprost, tylko obserwuje, zbiera fakty i czeka na to, co wydarzy się dal. Jeśli chodzi o Teda to tutaj zależało mi bardziej na pokazaniu jego podejścia do całego Colosseum niż na kolejnym ogłoszeniu czegoś waznego. Chciałem, żeby wybrzmiało, że patrzy na brand szerzej, nie tylko przez pojedyncze walki czy mistrzostwa, ale przez budowanie wartości zawodników, historii i całej marki.

Kenneth Riddle vs James Wallace: Tutaj założenie było proste - Riddle miał przejść dalej, ale Wallace miał dostać swoje momenty i wyglądać jak realne zagrożenie. Według mnie to się udało. James dostał mocny comeback, kilka near falli i przez chwilę można było uwierzyć w niespodziankę. Riddle finalnie wygrywa swoim doświadczeniem i mocną końcówką, ale Wallace nic na tej porażce nie traci. Dokładnie o to nam chodzi w całym tym turnieju dobra robota.

Otunga/Cavazos: Tutaj przede wszystkim rozwijamy dalej temat potencjalnego układu Uszczelki z DiMateo, ale bez robienia od razu z Otungi i Cavazosa sojuszników. David bardzo dobrze siedzi w swojej postaci, nie oczekuje zaufania, nie próbuje udawać dobrego samarytanina. On po prostu przedstawia fakty i otwarcie mówi, że jeśli będzie musiał wybrać siebie, zrobi to bez chwili zawahania. Podoba mi się ten pragmatyzm z jego strony. Cavazos również wypada tutaj poprawnie. Skoro ich interesy chwilowo mogą być zbieżne, jest gotów wysłuchać Otungi, ale absolutnie nie oznacza to, że zaczyna mu ufać. Końcowe „ci cholerni abogados” dobrze podkreśla tę nieufność xD Dzięki temu dostajemy rozwinięcie wątków wokół pasa Valor, które wcale nie mówią nam o tym, że mamy rywalizację 2 na 2 bo w całym tym galimatiasie nikt nie może sobie ufać. Dobra robota.

Grupa do zadań specjalnych: No cóż, nawet grupa Walkera czasem się pomyli - biedny Mateuszek xD Sam motyw pomylenia go z Turnem przez Kannonballa mi się podobał. Kannonball oczywiście przechodzi do działania zanim pomyśli, Ralf próbuje potem ratować sytuację, a Eckhart pozostaje sobą nawet podczas pozbywania się nieprzytomnego człowieka, bo najbardziej przeszkadza mu łamanie zasad moralnych i pokazywanie drastycznych scen. Najważniejsza dla jest jednak końcówka z Diallo. Grupa zakłada, że po prostu gdzieś poszedł, podczas gdy ktoś zdążył go unieszkodliwić praktycznie pod ich nosem. To pokazuje, że tym razem również druga strona zaczyna działać bardziej aktywnie. 

Riddle/Wallace/Zamora: Bardzo podoba mi się, że po walce dostajemy jeszcze rozmowę Kenny'ego z Jamesem. Dzięki temu porażka Wallace'a zyskuje jeszcze więcej głębi. Młody dalej mocno siedzi w temacie nazwiska ojca i porównań do Wesa, a Riddle dobrze pełni tutaj rolę bardziej doświadczonego zawodnika, który potrafi docenić jego poziom zamiast zwyczajnie go zbyć po zwycięstwie. To fajnie buduje Jamesa bez robienia z Kenny'ego mentora na siłę. Wejście Zamory dobrze przerzuca segment na właściwy program wokół Global Championship. Ben nadal czuje nad Riddle'em wyższość po wcześniejszej wygranej i bardzo skutecznie wbija mu szpilki, ale podoba mi się, że jednocześnie jasno mówi, iż właśnie z Kennethem chce spotkać się na Danse Macabre. Dzięki temu jego docinki nie wyglądają jak próba zdeprecjonowania Riddle'a jako rywala, tylko wręcz przeciwnie, chce udowodnić, że poprzednie zwycięstwo nie było przypadkiem. Riddle z kolei dobrze odbija temat narracji wokół Zamory i też wbija mu kilka drobnych szpileczek. Było to krótkie, ale w mojej opinii naprawdę smaczne.

Zamora/Steele/Escobar/Kannonball: Pozwolę sobie spiąć te dwie walki w całośc. Tutaj najważniejsze było dla mnie pokazanie, że Zamora potrafi wygrać także z całkowicie świeżym rywalem, więc open challenge z Kannonballem dobrze spełnia swoje zadanie. Ben dominuje większość walki, przyjmuje pojedynczy mocniejszy moment przeciwnika, ale finalnie nie ma większych problemów z zamknięciem pojedynku. To dobrze odpowiada na wcześniejsze zarzuty Riddle'a.Wcześniejsza demolka Steele'a i Escobara też dobrze buduje Zamorę jako totalną siłę. Oczywiście obaj dostają tutaj mocno po dupie, ale przy obecnej pozycji tych postaci nie widzę w tym większego problemu xD Ważniejsze było podbicie Bena przed Danse Macabre i pokazanie, że jak chce przejąć ring, to po prostu to robi. Dobra robota

Nathan Martin/Cyclone Diallo: No i rozwiązała nam się jedna z wcześniejszych zagadek, to Nathan stał za zniknięciem Diallo. Podoba mi się, że nie chodziło mu jednak tylko o zwykły rewanż. Martin naprawdę chce zrozumieć ludzi Walkera i podchodzi do całej sytuacji z tą swoją chorą ciekawością, co bardzo dobrze siedzi w jego postaci. Diallo też dobrze się tutaj broni,  nawet związany dalej gada o przeznaczeniu, gwiazdach i sile wyższej. Fajne jest też zderzenie ich dwóch światopoglądów - Nathan uważa, że wszystko istnieje dzięki niemu, a Diallo próbuje przekonać go, że są rzeczy stojące ponad jego kontrolą. Końcówka z pozostawieniem Cyclone'a samego dobrze zostawia pytanie, czy faktycznie ktoś po niego przyjdzie i tym samym daje Nathanowi możliwość sprawdzenia jego "przeznaczenia" w praktyce.

Fenrir: Tutaj głównym zadaniem było pokazanie, że Fenrir nie traktuje Hólmgang jak kolejnej zwykłej walki, tylko jak prawdziwą wojnę i według mnie promo spełnia ten cel bardzo dobrze. Już samo otoczenie i trening poprzez okładanie drzewa budują odpowiedni klimat, a później Fenrir stopniowo przechodzi od spokojniejszego tonu do coraz większej agresji.Bardzo siedzi mi też wykorzystanie mitologii. Nie jest wrzucona tylko po to, żeby Fenrir rzucił kilkoma nordyckimi nazwami, ale faktycznie służy mu do opisania relacji z Thorem i zapowiedzenia końca ich konfliktu. Porównanie Thora do Lokiego, a przede wszystkim finałowe nawiązanie do śmierci Thora z ręki Jormungandra dobrze domykają całość. Dobra robota Dziadku.

Otunga: Tutaj fajnie dokładamy kolejną cegiełkę do całej sytuacji wokół Valor Championship. David wcześniej zaczął podejrzewać, że DiMateo i Uszczelka mogą coś kombinować, a teraz nagle nawet nie dociera na Colosseum. Przypadek? Nie sądze. Najważniejsze jest dla mnie to, że na tym etapie nie wskazujemy sprawcy. Jay jest oczywistym podejrzanym przez swoje rodzinne powiązania i wcześniejsze szeptanie z Uszczelką, ale równie dobrze za wszystkim może stać Zbyszek, któremu zniknięcie jednego z pretendentów jest bardzo na rękę. Dzięki temu rozmowa tej dwójki z poprzedniej gali robi się jeszcze bardziej podejrzana. Segment spełnia zadanie, bo usuwa Otungę z wydarzeń tej gali, ale jednocześnie nie wypisuje go w sztampowy sposób. Dostajemy konkretną zagadkę i kolejny powód, żeby patrzeć na ręce zarówno DiMateo, jak i Uszczelce.

Kenneth Riddle vs Luis Borges: Tutaj pisałem walkę sam i zależało mi na dwóch rzeczach, po pierwsze żeby Riddle wyraźnie odczuwał wcześniejszy pojedynek oraz żeby wygrał bardziej doświadczeniem i wykorzystaniem jednego momentu niż pełną dominacją. Myślę, że oba założenia udało się dobrze sprzedać. Kenny kilka razy potrzebuje czasu na złapanie oddechu, przez co świeższy Borges może przejmować inicjatywę i wygląda jak realne zagrożenie. Dodatkowo wygrywa po wykonaniu finishera z zaskoczenia co ,,chroni" Borgesa.

Walker i spółka: Po walce Riddle'a z Borgesem od razu wracamy do programu grupowego. Walker wraz z Ralfem, Kannonballem i Eckhartem otacza zmęczonego Luisa, ale tym razem druga strona jest przygotowana i praktycznie od razu pojawiają się Turn, Martin i Wallace. Fajnie pokazuje to, jak ten konflikt się rozrósł - Walker nie może już po prostu wykorzystać przewagi liczebnej, bo po drugiej stronie również zebrała się konkretna ekipa. Podoba mi się też sposób, w jaki naturalnie przechodzimy z tego do Lumberjack Matchu. To dobrze utrzymuje tempo gali.

Johnny Turn vs Ralf: Tutaj zależało nam przede wszystkim na tym, żeby Lumberjack Match faktycznie wyglądał jak ważny punkt grupowego konfliktu, a nie zwykły singles z ludźmi stojącymi dookoła ringu. Moim zdaniem to wyszło, bo szybko robi się kompletny chaos. Fajnie też, że Walker sam w końcu angażuje się fizycznie, zamiast tylko sterować wszystkim z boku.
Turn dostaje potrzebne zwycięstwo i po wcześniejszych atakach wreszcie może coś realnie ugrać przeciwko ekipie Walkera. Ralf też nie traci wiele, a całość dobrze pcha ten grupowy program dalej.

Demonio Caido: Tutaj przede wszystkim bardzo dobrze siadło mi samo wprowadzenie nowej postaci, od razu czuć, że nie jest to kolejny losowy członek grupy, tylko ktoś, kto ma zmienić układ sił. Sam obrazek też robi robotę, bo przy niewielkim Diallo Demonio wygląda jeszcze bardziej monumentalnie. Do tego powrót Cyclone'a od razu zamyka wcześniejszy wątek jego zniknięcia i pokazuje, że mimo akcji Nathana grupa Walkera skutecznie go odbiła. Podoba mi się też reakcja drugiej ekipy. Turn początkowo chce zostać, ale Wallace ostatecznie go odciąga, więc nie robimy z nich idiotów rzucających się czterech na sześciu. To ważne, bo przewaga WRECKD ma tutaj naprawdę coś znaczyć. 

Diallo & Demonio Caido vs Rucker & McDanniel: Sama walka ma przede wszystkim pokazać nowego zawodnika i dokładnie to robi. Diallo dostaje swoje dynamiczne momenty, ale gdy wchodzi Demonio, od razu czuć jego potęgę. Sam finish przez odpłynięcie rywala też dobrze zaznacza, że ten facet nie ma hamulców. A nie mówiłem? Od razu po walce postanawia kontynuować ,,egzekucję", którą przerywa Walker, czyli wydaje się, że ma on jakąś kontrolę nad swoim gigantem. 

Zygmunt Butla / ród Ciureja: Tutaj dostajecie już konkretne rozwinięcie wątku Butli. Najpierw potwierdzamy wynik DNA i ujawniamy, że jego biologicznym ojcem faktycznie jest Wiktor Ciureja. Chciałem, żeby przez moment wyglądało to niemal jak szczęśliwy finał całej historii - ojciec szukał go przez lata, medalion się zgadza, pojawia się nawet trochę typowego dla Zygmunta humoru... a potem wszystko zostaje brutalnie przerwane.

Ted DiBiase Jr.: Krótki segment, ale dokładnie taki miał być. Ted ewidentnie dostał jakąś informację dotyczącą Otungi i jeszcze kogoś, a jego reakcja na „obaj? dzisiaj?” od razu sugeruje, że zaczyna dostrzegać coś większego. Celowo nie zdradzam tutaj ani czego dokładnie się dowiedział, ani do kogo później dzwoni, bo na tym etapie ma to po prostu wzbudzić podejrzenia.

Fenrir vs Thor - Hólmgang: Nordic War: Zimny dobrze wykorzystał założenia Hólmgang i nie wyszła z tego zwykła walka przeniesiona do lasu. Pale, piasek, sztachety, kantówki, kałuże i błoto faktycznie wpływają na przebieg starcia, a pogarszająca się pogoda i zapadający zmrok dobrze budują klimat prawdziwej nordyckiej wojny. Jedyne czego trochę zabrakło, to mocniejszego wykorzystania samej granicy pola, skoro pinfall i submission miały liczyć się tylko wewnątrz niego. Poza tym gimmick został wykorzystany naprawdę dobrze, Thor dostał swoje momenty, a Fenrir po wcześniejszym promo dostał ważne zwycięstwo.

Erwin Eckhart: Bardzo fajne rozwinięcie postaci Erwina, bo zamiast kolejnego klasycznego speechu dostajemy coś w rodzaju krótkiego materiału dokumentalnego o tym, jaki on właściwie jest. Wszystkie wypowiedzi składają się na jeden konkretny obraz - perfekcjonista, człowiek obsesyjnie przywiązany do zasad i szczegółów, który zawsze chce być lepszy, ale przy okazji bywa zwyczajnie trudny dla otoczenia. Podoba mi się szczególnie, że nie próbujemy przedstawiać go wyłącznie pozytywnie. Trenerzy i rodzina chwalą jego pracowitość, ale jednocześnie pojawia się problem z relacjami z ludźmi i jego przesadną potrzebą kontroli. Dzięki temu gimmick dostaje trochę więcej głębi. No i wypowiedź RVD zdecydowanie podbija wagę całego materiału. Skoro sam prezes LPW określa go jako kogoś wyjątkowego i "nieoszlifowany diament", to od razu sugeruje, że federacja widzi w Eckharcie większy potencjał. Bardzo dobre promo pod dalsze budowanie tej postaci.

DiMateo/Uszczelka/Ted DiBiase Jr.: No i wszystko staje się jasne xD Uszczelka załatwił Cavazosa po swojemu, czyli przez znajomego z knajpy i "srakos", natomiast Jay faktycznie wykorzystał kontakty związane z interesami ojca, żeby pozbyć się Otungi. Fajnie, że wcześniejsze podejrzenia nie były rzucane bez powodu i cała rozmowa z Cavazosem czy tajemniczy telefon Teda dostają teraz payoff. Sama chemia Jaya ze Zbyszkiem też mi siedzi, bo obaj kombinują, ale każdy robi to kompletnie po swojemu. Jednocześnie są na tyle pewni siebie i zadowoleni z własnego planu, że praktycznie sami się wsypują. Ted natomiast reaguje dokładnie tak, jak chciałem go tutaj prowadzić - nie robi wielkiego moralizatorskiego speechu, tylko pokazuje, że już wszystko sprawdził i od razu przekuwa problem w rozwiązanie. 

Zbyszek Uszczelka vs Jay DiMateo: Tutaj Jay robi dokładnie to, czego potrzebował - dostaje się do walki o Valor Championship, ale nie poprzez jakieś wielkie, dominujące zwycięstwo. Wygrywa szczęśliwie i nieczysto, wykorzystując liny przy przypięciu, więc Uszczelka jako mistrz nie traci przez tę porażkę zbyt wiele. Najbardziej bawi mnie jednak to, jak bardzo DiMateo się później z tym obnosi xD Wygrał dzięki oszustwu, a kilka minut później przedstawia wszystko tak, jakby samotnie pokonał cały system, RVD, Teda, publiczność i pół rosteru. Bardzo dobrze siedzi to w jego charakterze, potrafi z najmniejszego sukcesu zrobić dowód własnej wielkości i jeszcze wmówić wszystkim, że właśnie byli świadkami historycznego momentu. Bookingowo dostajemy też to, do czego cały program zmierzał - Jay dołącza do Uszczelki, Otungi i Cavazosa, więc Fatal 4-Way na Danse Macabre jest już kompletny.

Kenneth Riddle/Ralf: Fajny segment tuż przed main eventem, bo dokłada nam jeszcze jeden problem do sytuacji Riddle'a. Kenny jest już po dwóch walkach, za chwilę czeka go Nathan Martin, a teraz okazuje się, że WRECKD również ma interes w wyniku tego pojedynku. Ralf nawet nie proponuje pomocy, on praktycznie informuje Kennetha, że zamierza się wtrącić, bo porażka Martina jest także korzystna dla jego grupy. Riddle dobrze na to reaguje. Od razu odrzuca możliwość ułatwienia sobie drogi do Global Championship, więc ewentualna wygrana nadal ma być jego własnym osiągnięciem. Ralf z kolei bardzo fajnie próbuje uderzyć właśnie w ten punkt, stawia przed Kennym wybór między honorem a tym, jak bardzo naprawdę zależy mu na walce z Zamorą i zdobyciu pasa.

Turn/Borges/Willy Walker: Ciekawa propozycja nie powiem xD. Walker praktycznie wprost próbuje kupić sobie sojuszników. Sprowadza cały konflikt do biznesu, pieniędzy i korzyści, sugerując, że jeśli staną po jego stronie, mogą na tym dobrze wyjść. Jest to w jego stylu, zamiast kolejnego ataku próbuje załatwić sprawę portfelem. Fajnie wypada też sama dwójka. Turn reaguje impulsywnie i od razu odrzuca całą ofertę, natomiast Borges podchodzi do niej spokojniej i bardziej analitycznie. Widać tutaj ponownie, że Luis zaczyna dostawać trochę więcej charakteru i dobrze. Walker natomiast nawet nie próbuje udawać człowieka godnego zaufania. Otwarcie mówi, że może złamać dane słowo, ale mimo wszystko zostawia im swoją propozycję i wychodzi bez oczekiwania natychmiastowej odpowiedzi. Zobaczymy więc, czy temat przekupienia tej dwójki jeszcze do nas wróci.

Kenneth Riddle vs Nathan Martin: No i jednak Ralf nie rzucał słów na wiatr xD Najpierw Kannonball odpala theme Dowsona, później gaśnie światło i Ralf dosłownie podstawia się Nathanowi pod Kiss of Solipsism. Fajny payoff wcześniejszej rozmowy z Riddle'em, bo WRECKD jasno pokazało, że nie potrzebowało jego zgody, żeby ingerować. Bookingowo też mi to siedzi. Kenneth jest już po dwóch walkach i wyraźnie ledwo stoi na nogach, Nathan natomiast wygląda jak realne zagrożenie i momentami jest bardzo blisko zwycięstwa. Ostatecznie Riddle wykorzystuje zamieszanie Small Package'em, więc przechodzi dalej, ale Martin nie zostaje tutaj czysto ograny. Ciekawy co na to Kenneth, wcześniej odrzucił pomoc Ralfa, a finalnie i tak korzysta z efektu jego interwencji. Nie znaczy to, że o nią prosił, ale zostawia nam małą rysę przed jego starciem z Zamorą. Finalnie dostajemy to, czego potrzebowaliśmy: Riddle wygrywa cały Contender Series po trzech walkach jednego wieczoru, ale naprawdę musiał to zwycięstwo wyszarpać.

Riddle/Zamora: Bardzo dobre zamknięcie gali. Po całym Contender Series Riddle jest kompletnie wyczerpany, ledwo stoi na nogach, ale mimo tego kiedy pojawia się Zamora, ani przez moment się nie cofa. To dobrze sprzedaje fakt, że naprawdę wyszarpał sobie tę walkę i nawet po trzech pojedynkach jednego wieczoru nadal jest gotowy stanąć naprzeciw Bena.
Podoba mi się też, że Zamora tym razem nie atakuje. Po wcześniejszej demolce i całym swoim budowaniu nie potrzebuje kolejnego ataku, samo wejście, przepchnięcie sędziego i stanięcie twarzą w twarz z Kennethem wystarcza. Jeszcze lepiej działa to, że chwilę później Riddle sam odpycha arbitra, bo pokazuje, że mimo zmęczenia nie zamierza być tutaj stroną słabszą.
Na finiszu dostajemy dokładnie to, czego potrzebowaliśmy przed Danse Macabre - dwóch finalistów Global Championship, ogromne napięcie i jasny obraz tego, że ich wcześniejszy konflikt teraz wchodzi na kolejny poziom.

Podsumowanie: Dla mnie była to gala, która przede wszystkim bardzo dobrze dopięła i uporządkowała wiele programów przed Danse Macabre. Sporo rzeczy budowanych przez ostatnie tygodnie dostało tutaj konkretne rozwinięcie albo payoff, a większość historii jest już ustawiona bezpośrednio pod swój punkt kulminacyjny na PPV. Najważniejsze jest dla mnie to, że praktycznie każdy większy program ruszył do przodu i gala nie sprawiała wrażenia zbioru przypadkowych segmentów. Teraz większość historii jest w takim miejscu, że pozostaje tylko dowieźć ich finały na Danse Macabre.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
13.10.2026, 18:03
#5
Ciekawy zamysł segmentu, nie jakiś odkrywczy, ale po prostu nie widzimy tego zbyt często u nas, Dowson na pewno zrobił coś podobnego. Ted dobrze wypada, o niebo lepiej niż RVD i nie kopie sam dołków pod sobą aktualnie, a to jest dobry znak, ale waflowanie się z Otungą nie przynosi coś dobrego. Ten pojawił się w fedce i sprawił, że Van Dam musiał zrezygnować z roli GMa. Także no. Adwokat też w tym segmencie wypada spoko, ma to ręce i nogi i obrał słuszną narrację, bo w sumie to co innego może zrobić prócz obserwowania i odpowiedniej reakcji? No nie mam się co tu tutaj czepiać, odpowiednio wykonana robota.

Aż tak dziwnie, bez jakiegoś konkretnego opener sega, ale tak też można zaczać show, poprzez walkę, nie ma w tym nic absolutnie złego. Aczkolwiek fakt, że show się rozpoczyna, mamy opener i wracamy po reklamach do niego, no trochę to takie se. Riddle to nie Kanadyjczyk przecież. Już nie pierwsza osoba, która się złapała na to, to jest mocny efekt Mandeli. Kenny i bycie z Kanady. Dobrze się tu James pokazał, nie ujmuje mu nic taka porażka, w końcu z grubą rybą przegrał. A że Riddle leci dalej, no to nikt się nie łudził, że on nie wygra wszystkich walk i nie zmierzy się z Zamorą. Przewidywalne aż za bardzo, ale co poradzić.

Co za inspirująca rozmowa, nie wiem czemu, ale mnie ten segment po prostu rozbawił. XD Nie był jakiś zły czy coś, no bo to ma sens, ale jeszcze ten tekst po hiszpańsku od Cavazosa mnie po prostu rozłożył na koniec, ale no dobrze, niech nie ufają sobie. Wszyscy są wrogami aktualnie. Krótkie, pcha dalej story, jest w porządku, dobrze chłopaki robią.

Ten segment jest tak głupi, ale w tym dobrym tego słowa znaczeniu, no cieszy mi się micha. Bardzo kreatywne pozbycie się Mateusza AI i użycie go sobie, by zrobić coś tym feudzie, założenie wora i wrzucenie go do kosza mnie rozwaliło na łopatki totalnie, absolutnie piękny segment. No i tez każdy tutaj swój charakter ładnie ukazał, idealnie wykorzystano potencjał komediowy ich.

Dobra, młody chilluj i nie leć w ślady ojca z tymi przekleństwami, bo zaraz zostaniesz prymitywem, ale rozumiem, że to dzieciak i targają nim emocje, bo przegrał. Biedaczek mierzy się ze swoim własnym nazwiskiem i nie ma się co dziwić, że sam tak do tego podchodzi i tyle o tym gada. Jaki ten Riddle jest kochany, słodko. Dobrze tutaj za mentora robi, bardzo ładnie wszedł w rolę i mądre jest to, co przekazał Jamesowi, którego kwestia też była spoko, bo tak jak wyżej napisałem, on jest młody, chce się pokazać, więc porażka go mierzi, targają nim emocje, wszystko chciałby od razu. Zamora trochę inaczej podchodzi do mentorstwa, ale to również jest sensowne i dobre, no młody tyle komplementów i rad dostał w jednym segmencie, skok dopaminki musi być mocny. Ileż ironii, ileż szpilek, no miód na me serce ten segment. Z mentorskiej, miłej pogadanki, do wbijania szpileczek, obaj tutaj bardzo fajnie wypadają. Riddle jak i Zamora i piłeczki są bardzo fajnie odbijane. Zamora nawet może więcej soków wycisnął z odbijania tych bil, ale no obaj mi się tutaj bardzo podobają, James też, ale on inna funkcję pełnił w tym segmencie. Ogólnie to jestem bardzo usatysfakcjonowany dynamiką tego segmentu jak i wszystkimi kwestiami, więc dobra robota.

Co za banger walka. Rajuśku, jakby to Liam Rooses powiedział. Czyli gala pod tytułem oczyszczenia, bardzo dobrze, trzeba się pozbywać  tego. Ben fajnie użyty i pasuje to do niego. Speech też od niego spoko, nie przedłuzał, bo nie było sensu, spoko to wszystko rozegrane. A Zamora buduje się coraz mocniej, Michał nie lubi tego. ;'(

Celów nie celi, ty cwelu. Tak, sam do siebie to piszę, bo ja wyłapałem ten błąd dopiero, jak już sobie segment na gali czytałem, ale no spoko, ostatnio widzę bardzo często błędy językowe robię, już od ai mi się mózg wyłącza totalnie. Diallo swoje zadanie tutaj spełnił jak najbardziej, jak na to, w jakiej sytuacji był, to jego odklejenie pozwoliło zachować mu totalny spokój.

Fajny, klimatyczny trening sobie uskutecznił, ale już widzę, co tutaj będzie grane i osłabłem. No nie, kolejnego języka nam zabrakło do kolekcji, gdzie będą widoczne wstawki. To już od dawna jest memem i każdy po kolei był jebany za to. Lopez, Martin i Tatsu, 3 moje postacie normalnie obśmiewały i parodiowały ten zwyczaj w swoich segmentach. Norweskiego jeszcze nie było chyba. Znaczy się, no i tak mamy opcje tłumaczenia, co zostało tutaj użyte, ale ja i wiele innych osób nie jest fanami tego po prostu, nadrabianie charakteru wstawkami z innego języka nigdy nie zbuduje jakiegoś super obrazu postaci. Przejdźmy jednak już do treści. Warczenie Wilka, to Xebec by go od furasów zwyzywał. Wylałem, co miałem wylać, ale to nie był zły segment, bo treść i klimat, to wszystko trzyma się tutaj kupy i jest interesujące, fajne porównania, zwłaszcza ta końcówka, no to absolutnie nie było słabe, bo wydźwięk tego komentarza może taki być przez wiele przypierdolek. Fenrir tutaj zaciekawił i klamrą spiął ten feud z martwym gościem, który jak na to, że to wszystko z NPC, to nie ma tragedii i wiem przez co on przechodzi feudując ze zdechlakiem.

Otuga już po raz 3? A potem ta gala taka długa wychodzi. Tak to jest taki nieufny i rozsądny, ale tutaj nagle zero instynktu samozachowawczego? Bullshit, kurwa. No ciekawe, co tu się dzieje, ale takiego debila nagle z tego Kutangi zrobiono, że ja cie pierdziele.

No dupa panie Borges. Nie dość, że porażka, to jeszcze klub przyjaciół Myszki Miki się zjawia. Walker powiedział, co wiedział, no ale płynnie dzięki temu można było przejść do walki. Willy jaki odważny tam, nawet rękawy podwinął. XD  Dobrze rozpisana ta walka, wszyscy ładnie użyci i rzeczywiście to wszystko ''żyło''. Lumberjack Match nie był tutaj tylko nazwą, a miało to rzeczywiście przełożenie, bardzo fajne. Jest i jakiś wielgachny koleś, no sporo ich, naprawdę sporo. Nicolas McDanniel? Wygrzebano solidnego zawodnika. Egzekucja. Na jobberach, ale jednak. Będzie się działo na PPV.

Ten ojciec to chyba niewiele starszy od Butli jest. xD Co za telenowela, ja jebie, jakie to jest odklejone, ale nie mierzi mnie jakoś. Głupkowate takie, ale no jest to też jakaś telewizja, zaraz na PPV będzie walczył z tym Giovannim, chłop co sobie swoje własne uniwersum ma. xD No spoko to było, ja lubię śmieszne rzeczy, chociaż może to nietaktowne i dla kogoś takie coś jest wzruszające, a ja takie głupoty piszę...

No ciekawe, ale nadal się nic nie dowiadujemy, chamsko.

Walka godna PPV i to z NPC, hmm. Podziwiam, że komuś się chciało przyłożyć do tego, użyć tylu przedmiotów i bawić się tym, szacun dla bookera, bo naprawdę ciekawe to było.

Jak sprzedać zawodnika? Właśnie tak. Giga ładnie przemyślane i rozpisane, no szacun za cały pomysł i jak to zgrywa się  z tą postacią. To użycie tych wszystkich osób, by pokazać perfekcjonizm Erwina, siedzi to niesamowicie, nawet tak groteskowe osoby jak projektant mody, no bardzo fajne. Dobra robota

Co za połączenie, dobre połączenie, bo dwa inne światy, ale dwa chujki, więc pasują do siebie. Mega skomplikowany plan Zbyszka. Bardzo fajna rozmowa, ale DiMateo mnie tutaj bardzo kupił, to nawiązanie na końcu do RVD i tej afery esejowej, ałć. Tak czułem, że ci ludzie to musza powiązani być z Jayem, bo  w sumie to kto inny miałby takie coś Kutandze zrobić. Ten Uszczelka. XDDD No tak, Van Dam i ta jego polskośc.. jeszcze straszenie zabraniem pasa, piękne. Ładnie ich Ted ujebał, dobrze to rozwiązane, jak dobrze, że to nie jest RVD.

Jay walkę wygrał z kimś innym niż Sakazaki, piekło zamarzło. Nie sądzę,by go cheerowali za powiedzenie Baltimore i przywitanie się. No ten speech dupska nie urwał, w tej rozmowie o z Uszczelką o wiele lepiej się pokazał, tak samo na poprzedniej gali. Tutaj to w sumie poprawnie i tyle. Ma to sens, wylewa swoje żale i się cieszy swoim sukcesem, ale nie opakował tego jakoś wybitnie, no okej i tyle.

Znowu Riddle, jeszcze Ralf. Większość to nie pamięta, ale ja jestem jednym z tych, co wie, że oni znają się z bardzo dalekiej przeszłości, gdzie Jose Lopez był w low cardzie. Ta rozmowa nie zapowiada nic ciekawego dla Nathana. Riddle bardzo honorowy, dobrze mu to Ralf wygarnął i jeszcze tutaj wyciągnął Shio z kapelusza, no fajnie się tutaj postać Raptora pokazała, ogólnie w porządku segment, ale za dużo już tego wszystkiego, tych samych postaci na jednej gali, potem o tym napiszę.

No ten początek tego segmentu, czyli rozmowa Turna z Borgesem jajec nie urwała i można było się tego spodziewać niestety, patrząc na ich charaktery. Ot poprawna pogadanka i porozmyślanie co dalej, słabe to nie było, ale trzeba aspirować do wyższego poziomu. Bezczelny ten Walker, po tym, co robił zwłaszcza temu Turnowi, on chce ich przekupić, bez sensu. XD Borges sensownie podchodzi do tego wszystkiego, Turn na swój sposób też, ma prawo bardzo negatywnie być nastawiony i rwać się do bitki. Kurde, no ten segment jest poprawny, ale już męczy,dłuży się, nawet Walker nie wypadł to jakoś super, po prostu ok i tyle, za długie to.

Bałem się, jak Nate zostanie rozpisany, ale nie zepsuto tego, nie zrobiono tutaj z niego pizdy, a Kenneth trochę skorzystał z okazji jak Cena w EC. Staredown Zamory i Riddle'a, to akurat dobre zakończenie gali.

No cóż, do jakości się przyczepić nie mogę, bo najsłabsze segmenty były minimum przeciętne, więc to nie jest minus. Minusem jest na pewno brak czegoś mega mocnego oraz to, jak te postacie się ciągle powtarzają, naprawdę aż mi się odechciewało komentować, gdy dani zawodnicy powtarzali się po raz 3, 4. No ta gala dłużyła się przeokrutnie, naprawdę, tak ciężko szedł mi ten komentarz, bo co chwile zaraz pojawiali się ci sami zawodnicy, można bylo probowac łączyć te segmenty, to może płynniej by było. Wymęczyłem się strasznie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
13.10.2026, 18:03 #5
Ciekawy zamysł segmentu, nie jakiś odkrywczy, ale po prostu nie widzimy tego zbyt często u nas, Dowson na pewno zrobił coś podobnego. Ted dobrze wypada, o niebo lepiej niż RVD i nie kopie sam dołków pod sobą aktualnie, a to jest dobry znak, ale waflowanie się z Otungą nie przynosi coś dobrego. Ten pojawił się w fedce i sprawił, że Van Dam musiał zrezygnować z roli GMa. Także no. Adwokat też w tym segmencie wypada spoko, ma to ręce i nogi i obrał słuszną narrację, bo w sumie to co innego może zrobić prócz obserwowania i odpowiedniej reakcji? No nie mam się co tu tutaj czepiać, odpowiednio wykonana robota.

Aż tak dziwnie, bez jakiegoś konkretnego opener sega, ale tak też można zaczać show, poprzez walkę, nie ma w tym nic absolutnie złego. Aczkolwiek fakt, że show się rozpoczyna, mamy opener i wracamy po reklamach do niego, no trochę to takie se. Riddle to nie Kanadyjczyk przecież. Już nie pierwsza osoba, która się złapała na to, to jest mocny efekt Mandeli. Kenny i bycie z Kanady. Dobrze się tu James pokazał, nie ujmuje mu nic taka porażka, w końcu z grubą rybą przegrał. A że Riddle leci dalej, no to nikt się nie łudził, że on nie wygra wszystkich walk i nie zmierzy się z Zamorą. Przewidywalne aż za bardzo, ale co poradzić.

Co za inspirująca rozmowa, nie wiem czemu, ale mnie ten segment po prostu rozbawił. XD Nie był jakiś zły czy coś, no bo to ma sens, ale jeszcze ten tekst po hiszpańsku od Cavazosa mnie po prostu rozłożył na koniec, ale no dobrze, niech nie ufają sobie. Wszyscy są wrogami aktualnie. Krótkie, pcha dalej story, jest w porządku, dobrze chłopaki robią.

Ten segment jest tak głupi, ale w tym dobrym tego słowa znaczeniu, no cieszy mi się micha. Bardzo kreatywne pozbycie się Mateusza AI i użycie go sobie, by zrobić coś tym feudzie, założenie wora i wrzucenie go do kosza mnie rozwaliło na łopatki totalnie, absolutnie piękny segment. No i tez każdy tutaj swój charakter ładnie ukazał, idealnie wykorzystano potencjał komediowy ich.

Dobra, młody chilluj i nie leć w ślady ojca z tymi przekleństwami, bo zaraz zostaniesz prymitywem, ale rozumiem, że to dzieciak i targają nim emocje, bo przegrał. Biedaczek mierzy się ze swoim własnym nazwiskiem i nie ma się co dziwić, że sam tak do tego podchodzi i tyle o tym gada. Jaki ten Riddle jest kochany, słodko. Dobrze tutaj za mentora robi, bardzo ładnie wszedł w rolę i mądre jest to, co przekazał Jamesowi, którego kwestia też była spoko, bo tak jak wyżej napisałem, on jest młody, chce się pokazać, więc porażka go mierzi, targają nim emocje, wszystko chciałby od razu. Zamora trochę inaczej podchodzi do mentorstwa, ale to również jest sensowne i dobre, no młody tyle komplementów i rad dostał w jednym segmencie, skok dopaminki musi być mocny. Ileż ironii, ileż szpilek, no miód na me serce ten segment. Z mentorskiej, miłej pogadanki, do wbijania szpileczek, obaj tutaj bardzo fajnie wypadają. Riddle jak i Zamora i piłeczki są bardzo fajnie odbijane. Zamora nawet może więcej soków wycisnął z odbijania tych bil, ale no obaj mi się tutaj bardzo podobają, James też, ale on inna funkcję pełnił w tym segmencie. Ogólnie to jestem bardzo usatysfakcjonowany dynamiką tego segmentu jak i wszystkimi kwestiami, więc dobra robota.

Co za banger walka. Rajuśku, jakby to Liam Rooses powiedział. Czyli gala pod tytułem oczyszczenia, bardzo dobrze, trzeba się pozbywać  tego. Ben fajnie użyty i pasuje to do niego. Speech też od niego spoko, nie przedłuzał, bo nie było sensu, spoko to wszystko rozegrane. A Zamora buduje się coraz mocniej, Michał nie lubi tego. ;'(

Celów nie celi, ty cwelu. Tak, sam do siebie to piszę, bo ja wyłapałem ten błąd dopiero, jak już sobie segment na gali czytałem, ale no spoko, ostatnio widzę bardzo często błędy językowe robię, już od ai mi się mózg wyłącza totalnie. Diallo swoje zadanie tutaj spełnił jak najbardziej, jak na to, w jakiej sytuacji był, to jego odklejenie pozwoliło zachować mu totalny spokój.

Fajny, klimatyczny trening sobie uskutecznił, ale już widzę, co tutaj będzie grane i osłabłem. No nie, kolejnego języka nam zabrakło do kolekcji, gdzie będą widoczne wstawki. To już od dawna jest memem i każdy po kolei był jebany za to. Lopez, Martin i Tatsu, 3 moje postacie normalnie obśmiewały i parodiowały ten zwyczaj w swoich segmentach. Norweskiego jeszcze nie było chyba. Znaczy się, no i tak mamy opcje tłumaczenia, co zostało tutaj użyte, ale ja i wiele innych osób nie jest fanami tego po prostu, nadrabianie charakteru wstawkami z innego języka nigdy nie zbuduje jakiegoś super obrazu postaci. Przejdźmy jednak już do treści. Warczenie Wilka, to Xebec by go od furasów zwyzywał. Wylałem, co miałem wylać, ale to nie był zły segment, bo treść i klimat, to wszystko trzyma się tutaj kupy i jest interesujące, fajne porównania, zwłaszcza ta końcówka, no to absolutnie nie było słabe, bo wydźwięk tego komentarza może taki być przez wiele przypierdolek. Fenrir tutaj zaciekawił i klamrą spiął ten feud z martwym gościem, który jak na to, że to wszystko z NPC, to nie ma tragedii i wiem przez co on przechodzi feudując ze zdechlakiem.

Otuga już po raz 3? A potem ta gala taka długa wychodzi. Tak to jest taki nieufny i rozsądny, ale tutaj nagle zero instynktu samozachowawczego? Bullshit, kurwa. No ciekawe, co tu się dzieje, ale takiego debila nagle z tego Kutangi zrobiono, że ja cie pierdziele.

No dupa panie Borges. Nie dość, że porażka, to jeszcze klub przyjaciół Myszki Miki się zjawia. Walker powiedział, co wiedział, no ale płynnie dzięki temu można było przejść do walki. Willy jaki odważny tam, nawet rękawy podwinął. XD  Dobrze rozpisana ta walka, wszyscy ładnie użyci i rzeczywiście to wszystko ''żyło''. Lumberjack Match nie był tutaj tylko nazwą, a miało to rzeczywiście przełożenie, bardzo fajne. Jest i jakiś wielgachny koleś, no sporo ich, naprawdę sporo. Nicolas McDanniel? Wygrzebano solidnego zawodnika. Egzekucja. Na jobberach, ale jednak. Będzie się działo na PPV.

Ten ojciec to chyba niewiele starszy od Butli jest. xD Co za telenowela, ja jebie, jakie to jest odklejone, ale nie mierzi mnie jakoś. Głupkowate takie, ale no jest to też jakaś telewizja, zaraz na PPV będzie walczył z tym Giovannim, chłop co sobie swoje własne uniwersum ma. xD No spoko to było, ja lubię śmieszne rzeczy, chociaż może to nietaktowne i dla kogoś takie coś jest wzruszające, a ja takie głupoty piszę...

No ciekawe, ale nadal się nic nie dowiadujemy, chamsko.

Walka godna PPV i to z NPC, hmm. Podziwiam, że komuś się chciało przyłożyć do tego, użyć tylu przedmiotów i bawić się tym, szacun dla bookera, bo naprawdę ciekawe to było.

Jak sprzedać zawodnika? Właśnie tak. Giga ładnie przemyślane i rozpisane, no szacun za cały pomysł i jak to zgrywa się  z tą postacią. To użycie tych wszystkich osób, by pokazać perfekcjonizm Erwina, siedzi to niesamowicie, nawet tak groteskowe osoby jak projektant mody, no bardzo fajne. Dobra robota

Co za połączenie, dobre połączenie, bo dwa inne światy, ale dwa chujki, więc pasują do siebie. Mega skomplikowany plan Zbyszka. Bardzo fajna rozmowa, ale DiMateo mnie tutaj bardzo kupił, to nawiązanie na końcu do RVD i tej afery esejowej, ałć. Tak czułem, że ci ludzie to musza powiązani być z Jayem, bo  w sumie to kto inny miałby takie coś Kutandze zrobić. Ten Uszczelka. XDDD No tak, Van Dam i ta jego polskośc.. jeszcze straszenie zabraniem pasa, piękne. Ładnie ich Ted ujebał, dobrze to rozwiązane, jak dobrze, że to nie jest RVD.

Jay walkę wygrał z kimś innym niż Sakazaki, piekło zamarzło. Nie sądzę,by go cheerowali za powiedzenie Baltimore i przywitanie się. No ten speech dupska nie urwał, w tej rozmowie o z Uszczelką o wiele lepiej się pokazał, tak samo na poprzedniej gali. Tutaj to w sumie poprawnie i tyle. Ma to sens, wylewa swoje żale i się cieszy swoim sukcesem, ale nie opakował tego jakoś wybitnie, no okej i tyle.

Znowu Riddle, jeszcze Ralf. Większość to nie pamięta, ale ja jestem jednym z tych, co wie, że oni znają się z bardzo dalekiej przeszłości, gdzie Jose Lopez był w low cardzie. Ta rozmowa nie zapowiada nic ciekawego dla Nathana. Riddle bardzo honorowy, dobrze mu to Ralf wygarnął i jeszcze tutaj wyciągnął Shio z kapelusza, no fajnie się tutaj postać Raptora pokazała, ogólnie w porządku segment, ale za dużo już tego wszystkiego, tych samych postaci na jednej gali, potem o tym napiszę.

No ten początek tego segmentu, czyli rozmowa Turna z Borgesem jajec nie urwała i można było się tego spodziewać niestety, patrząc na ich charaktery. Ot poprawna pogadanka i porozmyślanie co dalej, słabe to nie było, ale trzeba aspirować do wyższego poziomu. Bezczelny ten Walker, po tym, co robił zwłaszcza temu Turnowi, on chce ich przekupić, bez sensu. XD Borges sensownie podchodzi do tego wszystkiego, Turn na swój sposób też, ma prawo bardzo negatywnie być nastawiony i rwać się do bitki. Kurde, no ten segment jest poprawny, ale już męczy,dłuży się, nawet Walker nie wypadł to jakoś super, po prostu ok i tyle, za długie to.

Bałem się, jak Nate zostanie rozpisany, ale nie zepsuto tego, nie zrobiono tutaj z niego pizdy, a Kenneth trochę skorzystał z okazji jak Cena w EC. Staredown Zamory i Riddle'a, to akurat dobre zakończenie gali.

No cóż, do jakości się przyczepić nie mogę, bo najsłabsze segmenty były minimum przeciętne, więc to nie jest minus. Minusem jest na pewno brak czegoś mega mocnego oraz to, jak te postacie się ciągle powtarzają, naprawdę aż mi się odechciewało komentować, gdy dani zawodnicy powtarzali się po raz 3, 4. No ta gala dłużyła się przeokrutnie, naprawdę, tak ciężko szedł mi ten komentarz, bo co chwile zaraz pojawiali się ci sami zawodnicy, można bylo probowac łączyć te segmenty, to może płynniej by było. Wymęczyłem się strasznie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
21.10.2026, 14:41
#6
późno, ale jest.. przepraszam na obsuwę.

after colo10: dobrze poprowadzona konferencja, pytania dobre, odpowiedzi klarujące motywację i podejście Teda do Colosseum, ciężko się jakoś bardziej do tego odnieść, bo mankamentów brak. pytanie do Davida o sytuację na linii Uszczelka/DiMateo i samo to, że do tego doszło - też nie ma się do czego przyczepić, odpowiedział w swoim stylu, w bardzo dobry sposób. a sama sytuacja na linii wcześniej wymienionych? pobieżnie przeczytałem, już wiem o co chodzi, ale, że to będzie taki nieoczywisty Alliance to się nie spodziewałem akurat. David nie ma pojęcia co go czeka, nie domyśla się, nie próbuje wchodzić nikomu do głowy, chce mieć ich na oku, ale mam wrażenie, że trochę za wolno.

riddle vs wallace: no i zaczynamy na grubo, bez wprowadzeń, bez gadania, po prostu bitka na linii weteran - młoda krew, głodna sukcesu. dla Jamesa za wcześnie chyba na ojebanie tak grubej ryby, ale przebieg daje mu jakieś tam dodatkowe punkciki na przyszłość. Kenneth wygrywa, nie bez problemów, przechodzi dalej - tutaj raczej bez zaskoczenia, cieszy fakt, że młody Wallace został podpromowany mimo porażki.

et1: David w końcu dochodzi do ważnych wniosków, zaczyna mu coś w zachowaniu Jaya i Zbysia nie pasować.. ale ostrzeganie Cavazosa? rozumiem, że nie heel, rozumiem, że jako prawnik chce być na czysto, ale ja bym chyba tak nie zrobił. w każdym razie Jorge i tak nie daje wiary w to co Dawidek mówi - w sumie dobrze, nawet jako face działa z pewną rezerwą, nie zawierza niepotrzebnie z bomby. David się z tym liczy, Jorge czujnie obserwuje każdego. nikomu nie można ufać. obaj wypadli fajnie w tym segmencie, bardzo naturalnie. Jorge mimo, że dał mniej niż Otunga tutaj to i tak na plus, David to wiadomo.

trupa cyrkowa i erwin: MateuszMW umarł, świeć panie nad jego duszą. Ralf i Kannonball polują na biednego Turna, tutaj się nie udało, w sumie zabawna sytuacja z tego wyszła. no i wchodzi Erwin, zdegustowany sytuacją.. ale i tak im pomaga, ciekawe w sumie, myślałem, że będzie moralizował, a tu taka niespodzianka. danie Kannonballowi wymyślać cokolwiek musiało się skończyć klapą tbh. nie ma z nimi Diallo, ciekawe co z nim.. o, jest, w krzakach - ciekawe kto mu to zrobił, sytuacja z tą grupą w końcu jakoś się odbija.

wallace/riddle/zamora: Wallace jako ten, który jest porównywany do ojca, ciągle porównywany - dobry zabieg. normalnie w segmentach nie było tego widać, a tutaj przed Riddlem jest jak otwarta księga, a Kenny ma zaplecze psychologiczne + jest "weteranem" co daje Jamesowi szansę na to, że ktoś go wysłucha i może naprowadzi go na odpowiedni tor. Kenneth z dobrą radą, nawiązanie do "Konfrontacji" zespołu 52 Dębiec wjechało bardzo przyjemnie. no i wchodzi niszczyciel dobrej atmosfery Zamora, jednak nie tyra obu - skupia się na Riddle'u, chwali Jamesa co daje mu kolejne punkty pewności siebie i karze mu zmiatać. Kenneth jeszcze rzuca kilka słów do Jamesa, po czym mamy konfrontację przyszłych pretendentów do pasa Global. i faktycznie czuć tutaj to napięcie, uderzenia Riddle'a w Zamorę o dostawaniu walk i przeciwników na tacy - smaczny strzał. Ben uderzający w Kennetha faktem, że wykorzystuje moment na swoją korzyść, a jest tą dobrą mordką - fajnie odbite. mowy końcowe - tutaj bardziej do mnie trafił Zamora, nie powiem, że nie. ale obaj wypadli w tym segmencie bardzo dobrze.

steele vs escobar zmieniający się w zamora vs kannonball: no tak to się musiało skończyć, Zamora kasuje stalowego i tego z nazwiskiem kokainowego barona i sam rzuca wyzwanie - bez fajerwerków, dobry speech od Bena i mamy jego walkę z Kannonballem. mam nadzieję, że się podobała, tu nie mogło być innego wyniku, wiadomo - Kannonball potraktowany w odpowiedni sposób, czegóż chcieć więcej. dominacja Zamory pokazana w sposób taki jaki powinna być.

martin z diallo: Martin trochę tutaj grubo poleciał z więzieniem typa, tak trochę psychopatycznie nawet bym powiedział. znalazł sobie kolejny obiekt "badań", Cyclone Diallo generalnie nie odpuszcza i nie ściąga nogi z gazu jak zrobiłaby większość osób w jego położeniu - chyba myśli, że nic mu się nie stanie choćby skały srały. niesamowicie popłynął tutaj Nathan z całą sytuacją, jego dzika ekscytacja wręcz mnie zadziwia - podkręca też mówieniem o Walkerze tutaj, ale głównie to Diallo jest jego gwiazdą. fajny segmencik, ładnie ulepione to.

fenrir video: jedna rzecz ode mnie, żeby to wybrzmiało - nie chcę robić kolejnej postaci, która daje te wstawki w innym języku. pasowało to moim zdaniem tutaj do sytuacji - program dwóch norweskich wikingów - więc pozwoliłem sobie na ten zabieg, ale nie będzie on stosowany więcej. samo promo przeszło jedną zmianę, z tego co widzę i czytam tutaj to fajnie weszło, a mi się pisze bardzo przyjemnie te rzeczy.

et2: scena jak z jakichś Szybkich i Wściekłych czy inne tego typu. chloroform? lecimy kurwa na grubo tutaj, teraz już wiem czyja to sprawka, ale wcześniej myślałem, że to może jakiś Cavazosowy gang czy inny uj. ciekawie się rozgrywa sytuacja Valorowa, bardzo filmowa jest - i to na plusik.

borges vs riddle: Borges przegrywa w stu procentach czysto z podmęczonym Riddlem, nieco rozumiem, ale szkoda Luisa, myślałem, że jakoś go rozproszą Walkerowcy. Kenneth wygrywa, wiadomo, walka napisana dobrze, lepiej niż poprawnie. sytuacja po walce, hmm, nie wyłapałem chyba, że Eckhart jest z nimi grupie, coś przeoczyłem? poza gadaniem wcześniej.. hmm.. no ok, w każdym razie mam tutaj vibe Nexus nieco (jestem w chuj fanem, więc gitówa). pojawiają się ich adwersaże, mamy lekki suspens tutaj.. no i praktycznie przechodzimy do walki od razu. ciekawi tekst o "prawie komplecie", myślałem, że może to ktoś z czwórki Wallace/Borges/Martin/Turn jest częścią grupy, ale potem już wiem, że nie.

turn vs ralf: fajne starcie, Johnny musiał to wygrać i brawo mu za to, rozwijamy dalej sytuację "grupową". po walce dostajemy kolejny i ostatni element układanki WRECKD (świetna nazwa, nie muszę już ich cyrkowcami nazywać), mamy tutaj praktycznie każdy styl wrestlingowy jaki mógł być - i świetnie. face'owie się wycofujący - z jednej strony okej, dobrze przeliczony rachunek zysków i ewentualnych strat, ale ujęło im to heroizmu, któryś mógł się wyrwać. ale nie ma co narzekać-.. kolejna walka? no dobra, pokażcie co Demonik i Cyklonik potrafią..

tag match: pokaz siły WRECKDowców, jobberzy zabici, bardzo fajnie. jako taki showcase tego co potrafią działa to dobrze. Walker wcześniej karzący wręcz patrzeć face'om na tę egzekucję jak to zostało dobrze ujęte - pyszne.

butla/ciureja arc: to który jest kurwa synem kogo aż chce się rzucić. początek był dla Zygmunta obiecujący, znalazł rodzinę, postarzał się, ale przynajmniej poznał ojca. a tu chuj - jednak trzeba będzie sobie o majątek powalczyć. tylko teraz tak.. Wiktor podobno go szukał, ale ostatecznie wychodzi na to, że jednak nie chce mu dać nic za darmo, wjeżdża ten Giovanni cały.. kim jest kurwa Emil w tej układance. w każdym razie - pojebana jest ta rodzinka, sens poszukiwań troszeczkę mi umknął, ale może się to rozświetli w następnym odcinkach. jakby nazwać tę telenowelę.. Zbutlowany Anioł? nawet siedzi.

ted: dowiedział się nasz GM o machlojkach przy naszych pretendentach potencjalnych do tytułu Valor.. dość ciekawa reakcja, bez agresji ani niczego. zobaczymy dalej.

fenrir vs thor: walka wyszła PPV quality jak dla mnie, tempo nieco za szybkie, ale fajnie to ostatecznie wyszło. tak jak napisał Game - było sporo powtórzeń, przeszkadzają nieco w odbiorze, ale jak się to wyrzuci z głowy to ostatecznie nie jest tak źle. trochę wrzucenie tutaj motywu z pełnią księżyca.. ciekawe, może to wykorzystam jakoś w przyszłości - ciekawy zbieg okoliczności w sumie, że akurat w dniu Holmgang War Matchu, wyłonił się księżyc w pełni, który dał kopa Fenrirowi, trochę cheating. wygrana Norweskiej Bestii była nieunikniona, ale walka wyszła dobrze, domyślam się, że było ciężko coś takiego pisać, więc narzekał bardzo nie będę. dobra robota.

eckhart video: fajne przedstawienie backgroundu i historii Eckharta, dostał dość dużą ekspozycję, pokazane fragmenty jego treningu, strzępki charakteru, no i ważna informacja, że nie ma szacunku do drugiego człowieka (urodzony heel!), tylko do samego wrestlingu. bardzo fajna wstawka.

uszczelka/dimateo: trzeba przyznać, plan dobry, aż dziwne, że Uszczelka tak to pokminił. Jay jest tam, bo.. jest, ale wiedział z kim się zbratać. czyli DiMateo też tutaj brał udział, z tym pyknięciem Otungi. plan bardzo dobry, Jay ma też nosa.. ściany mają uszy. Ted też na to zwrócił uwagę, i odpowiednio Jaya ukarał, bo trudno byłoby Uszczelkę karać jakkolwiek poza zabraniem pasa, co się nie opłaca. ogólnie obaj panowie - Zbyszek i Jay - wypadli bardzo fajnie, Uszczelka w swoim stylu, Jay jak dzieciak nieco, ale było czuć naturalność tutaj. Ted ich ładnie zaorał w sumie.

uszczelka vs dimateo: o proszę, Jay wygrywa w sposób nie do końca uczciwy. bardzo fajnie, bardzo na plus - nie wrzucamy mistrza na minę, przyjmuje on dirty pin, a DiMateo pokazuje, że nie zależy mu na niczym innym.. i sojusz się rozjebał. speech po walce.. spoko, jest tam nieco charakteru, lepiej niż poprawnie wyszło to - to napewno, nawiązał do historii tytułu.. tekst o tym, że Leone by się nie schylił nawet po ten tytuł - bold, nie wiem czy nie podkopanie nieco renomy. ale on ją przywróci - klasyk. to do niego pasuje. fajnie wyszło.

riddle/ralf: to można traktować bardziej jako ostrzeżenie, plus Ralf nieco tutaj reluje pod koniec. mimo tego.. nie wiem czy dałbym radę brać Ralfa na poważnie. Kenneth jednak traktuje go poważnie. znają się? okej, ciekawe. interwencja w main evencie rozumiem, że jest nieunikniona i jeszcze członek WRECKD otwarcie o niej mówi.. dziwne podejście, ale niech będzie. Riddle'owi rozumiem, że to nie robi różnicy i tak musi lecieć na pełnej. a.. strzał w Sakazakiego nawet zabawny, ale fakt.. ciężko o nim pamiętać.

borges/turn/walker: Borges z depresją po nieudanej walce, morale spadły mu w chuj, bardzo negatywny się zrobił Portugalczyk. Turn podnosi go na duchu, jednocześnie chwaląc jeszcze Riddle'a - wystawiając mu laurkę nieco. dobrze, że mamy tę rozmowę, bo wiemy teraz jakie podejście faktycznie mają Turn i Borges do obecnej sytuacji, Johnny dał nieco Borgesowi do myślenia i raczej wyjdzie tutaj na prostą. Walker wchodzi tutaj, z propozycją zresztą próbując przekonać Turna i Borgesa do zajęcia odpowiedniej strony.. ciekawe, nie powiem. Demonio robiący za straszaka.. wow, o tu chyba tylko po to jest, żeby nikt nie mógł się wpierdalać Walkerowi w jego gierki. Johnny mimo tego, że nie leci fizycznie przez Demonio na Walkera.. to i tak wjeżdża w niego lirycznie, nie jest taki słodziutki jakby się mogło wydawać, ma coś tego ognia i pikantności w sobie. Luis go tonuje, widzi przez Willy'ego.. a ten ma to w sumie gdzieś, będzie musiał zrobić coś to to zrobi, nieważne co to będzie. Walker bardzo mi jakoś Jokera przypomina, ale takiego przy zdrowych zmysłach mimo wszystko.

riddle vs martin: pisałem, to się nie wypowiem o walce. wynik? zrozumiały, lecimy Zamora vs Riddle na pełnej, Martina niby nieco szkoda, ale wyglądał tutaj nieźle i przegrał po odwróceniu uwagi, więc nie ma ujmy. sytuacja po walce - lodzio miodzio panowie, czuć w chuj to napięcie, walka mocno wyczekiwana, może pójść w obie strony, faworytem raczej Zamora, ale wiadomo jaki jest Kenneth - nie da się łatwo i ma jakieś tam szanse. dobrze podbudowany program.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Dziadek
Zawodowiec
21.10.2026, 14:41 #6
późno, ale jest.. przepraszam na obsuwę.

after colo10: dobrze poprowadzona konferencja, pytania dobre, odpowiedzi klarujące motywację i podejście Teda do Colosseum, ciężko się jakoś bardziej do tego odnieść, bo mankamentów brak. pytanie do Davida o sytuację na linii Uszczelka/DiMateo i samo to, że do tego doszło - też nie ma się do czego przyczepić, odpowiedział w swoim stylu, w bardzo dobry sposób. a sama sytuacja na linii wcześniej wymienionych? pobieżnie przeczytałem, już wiem o co chodzi, ale, że to będzie taki nieoczywisty Alliance to się nie spodziewałem akurat. David nie ma pojęcia co go czeka, nie domyśla się, nie próbuje wchodzić nikomu do głowy, chce mieć ich na oku, ale mam wrażenie, że trochę za wolno.

riddle vs wallace: no i zaczynamy na grubo, bez wprowadzeń, bez gadania, po prostu bitka na linii weteran - młoda krew, głodna sukcesu. dla Jamesa za wcześnie chyba na ojebanie tak grubej ryby, ale przebieg daje mu jakieś tam dodatkowe punkciki na przyszłość. Kenneth wygrywa, nie bez problemów, przechodzi dalej - tutaj raczej bez zaskoczenia, cieszy fakt, że młody Wallace został podpromowany mimo porażki.

et1: David w końcu dochodzi do ważnych wniosków, zaczyna mu coś w zachowaniu Jaya i Zbysia nie pasować.. ale ostrzeganie Cavazosa? rozumiem, że nie heel, rozumiem, że jako prawnik chce być na czysto, ale ja bym chyba tak nie zrobił. w każdym razie Jorge i tak nie daje wiary w to co Dawidek mówi - w sumie dobrze, nawet jako face działa z pewną rezerwą, nie zawierza niepotrzebnie z bomby. David się z tym liczy, Jorge czujnie obserwuje każdego. nikomu nie można ufać. obaj wypadli fajnie w tym segmencie, bardzo naturalnie. Jorge mimo, że dał mniej niż Otunga tutaj to i tak na plus, David to wiadomo.

trupa cyrkowa i erwin: MateuszMW umarł, świeć panie nad jego duszą. Ralf i Kannonball polują na biednego Turna, tutaj się nie udało, w sumie zabawna sytuacja z tego wyszła. no i wchodzi Erwin, zdegustowany sytuacją.. ale i tak im pomaga, ciekawe w sumie, myślałem, że będzie moralizował, a tu taka niespodzianka. danie Kannonballowi wymyślać cokolwiek musiało się skończyć klapą tbh. nie ma z nimi Diallo, ciekawe co z nim.. o, jest, w krzakach - ciekawe kto mu to zrobił, sytuacja z tą grupą w końcu jakoś się odbija.

wallace/riddle/zamora: Wallace jako ten, który jest porównywany do ojca, ciągle porównywany - dobry zabieg. normalnie w segmentach nie było tego widać, a tutaj przed Riddlem jest jak otwarta księga, a Kenny ma zaplecze psychologiczne + jest "weteranem" co daje Jamesowi szansę na to, że ktoś go wysłucha i może naprowadzi go na odpowiedni tor. Kenneth z dobrą radą, nawiązanie do "Konfrontacji" zespołu 52 Dębiec wjechało bardzo przyjemnie. no i wchodzi niszczyciel dobrej atmosfery Zamora, jednak nie tyra obu - skupia się na Riddle'u, chwali Jamesa co daje mu kolejne punkty pewności siebie i karze mu zmiatać. Kenneth jeszcze rzuca kilka słów do Jamesa, po czym mamy konfrontację przyszłych pretendentów do pasa Global. i faktycznie czuć tutaj to napięcie, uderzenia Riddle'a w Zamorę o dostawaniu walk i przeciwników na tacy - smaczny strzał. Ben uderzający w Kennetha faktem, że wykorzystuje moment na swoją korzyść, a jest tą dobrą mordką - fajnie odbite. mowy końcowe - tutaj bardziej do mnie trafił Zamora, nie powiem, że nie. ale obaj wypadli w tym segmencie bardzo dobrze.

steele vs escobar zmieniający się w zamora vs kannonball: no tak to się musiało skończyć, Zamora kasuje stalowego i tego z nazwiskiem kokainowego barona i sam rzuca wyzwanie - bez fajerwerków, dobry speech od Bena i mamy jego walkę z Kannonballem. mam nadzieję, że się podobała, tu nie mogło być innego wyniku, wiadomo - Kannonball potraktowany w odpowiedni sposób, czegóż chcieć więcej. dominacja Zamory pokazana w sposób taki jaki powinna być.

martin z diallo: Martin trochę tutaj grubo poleciał z więzieniem typa, tak trochę psychopatycznie nawet bym powiedział. znalazł sobie kolejny obiekt "badań", Cyclone Diallo generalnie nie odpuszcza i nie ściąga nogi z gazu jak zrobiłaby większość osób w jego położeniu - chyba myśli, że nic mu się nie stanie choćby skały srały. niesamowicie popłynął tutaj Nathan z całą sytuacją, jego dzika ekscytacja wręcz mnie zadziwia - podkręca też mówieniem o Walkerze tutaj, ale głównie to Diallo jest jego gwiazdą. fajny segmencik, ładnie ulepione to.

fenrir video: jedna rzecz ode mnie, żeby to wybrzmiało - nie chcę robić kolejnej postaci, która daje te wstawki w innym języku. pasowało to moim zdaniem tutaj do sytuacji - program dwóch norweskich wikingów - więc pozwoliłem sobie na ten zabieg, ale nie będzie on stosowany więcej. samo promo przeszło jedną zmianę, z tego co widzę i czytam tutaj to fajnie weszło, a mi się pisze bardzo przyjemnie te rzeczy.

et2: scena jak z jakichś Szybkich i Wściekłych czy inne tego typu. chloroform? lecimy kurwa na grubo tutaj, teraz już wiem czyja to sprawka, ale wcześniej myślałem, że to może jakiś Cavazosowy gang czy inny uj. ciekawie się rozgrywa sytuacja Valorowa, bardzo filmowa jest - i to na plusik.

borges vs riddle: Borges przegrywa w stu procentach czysto z podmęczonym Riddlem, nieco rozumiem, ale szkoda Luisa, myślałem, że jakoś go rozproszą Walkerowcy. Kenneth wygrywa, wiadomo, walka napisana dobrze, lepiej niż poprawnie. sytuacja po walce, hmm, nie wyłapałem chyba, że Eckhart jest z nimi grupie, coś przeoczyłem? poza gadaniem wcześniej.. hmm.. no ok, w każdym razie mam tutaj vibe Nexus nieco (jestem w chuj fanem, więc gitówa). pojawiają się ich adwersaże, mamy lekki suspens tutaj.. no i praktycznie przechodzimy do walki od razu. ciekawi tekst o "prawie komplecie", myślałem, że może to ktoś z czwórki Wallace/Borges/Martin/Turn jest częścią grupy, ale potem już wiem, że nie.

turn vs ralf: fajne starcie, Johnny musiał to wygrać i brawo mu za to, rozwijamy dalej sytuację "grupową". po walce dostajemy kolejny i ostatni element układanki WRECKD (świetna nazwa, nie muszę już ich cyrkowcami nazywać), mamy tutaj praktycznie każdy styl wrestlingowy jaki mógł być - i świetnie. face'owie się wycofujący - z jednej strony okej, dobrze przeliczony rachunek zysków i ewentualnych strat, ale ujęło im to heroizmu, któryś mógł się wyrwać. ale nie ma co narzekać-.. kolejna walka? no dobra, pokażcie co Demonik i Cyklonik potrafią..

tag match: pokaz siły WRECKDowców, jobberzy zabici, bardzo fajnie. jako taki showcase tego co potrafią działa to dobrze. Walker wcześniej karzący wręcz patrzeć face'om na tę egzekucję jak to zostało dobrze ujęte - pyszne.

butla/ciureja arc: to który jest kurwa synem kogo aż chce się rzucić. początek był dla Zygmunta obiecujący, znalazł rodzinę, postarzał się, ale przynajmniej poznał ojca. a tu chuj - jednak trzeba będzie sobie o majątek powalczyć. tylko teraz tak.. Wiktor podobno go szukał, ale ostatecznie wychodzi na to, że jednak nie chce mu dać nic za darmo, wjeżdża ten Giovanni cały.. kim jest kurwa Emil w tej układance. w każdym razie - pojebana jest ta rodzinka, sens poszukiwań troszeczkę mi umknął, ale może się to rozświetli w następnym odcinkach. jakby nazwać tę telenowelę.. Zbutlowany Anioł? nawet siedzi.

ted: dowiedział się nasz GM o machlojkach przy naszych pretendentach potencjalnych do tytułu Valor.. dość ciekawa reakcja, bez agresji ani niczego. zobaczymy dalej.

fenrir vs thor: walka wyszła PPV quality jak dla mnie, tempo nieco za szybkie, ale fajnie to ostatecznie wyszło. tak jak napisał Game - było sporo powtórzeń, przeszkadzają nieco w odbiorze, ale jak się to wyrzuci z głowy to ostatecznie nie jest tak źle. trochę wrzucenie tutaj motywu z pełnią księżyca.. ciekawe, może to wykorzystam jakoś w przyszłości - ciekawy zbieg okoliczności w sumie, że akurat w dniu Holmgang War Matchu, wyłonił się księżyc w pełni, który dał kopa Fenrirowi, trochę cheating. wygrana Norweskiej Bestii była nieunikniona, ale walka wyszła dobrze, domyślam się, że było ciężko coś takiego pisać, więc narzekał bardzo nie będę. dobra robota.

eckhart video: fajne przedstawienie backgroundu i historii Eckharta, dostał dość dużą ekspozycję, pokazane fragmenty jego treningu, strzępki charakteru, no i ważna informacja, że nie ma szacunku do drugiego człowieka (urodzony heel!), tylko do samego wrestlingu. bardzo fajna wstawka.

uszczelka/dimateo: trzeba przyznać, plan dobry, aż dziwne, że Uszczelka tak to pokminił. Jay jest tam, bo.. jest, ale wiedział z kim się zbratać. czyli DiMateo też tutaj brał udział, z tym pyknięciem Otungi. plan bardzo dobry, Jay ma też nosa.. ściany mają uszy. Ted też na to zwrócił uwagę, i odpowiednio Jaya ukarał, bo trudno byłoby Uszczelkę karać jakkolwiek poza zabraniem pasa, co się nie opłaca. ogólnie obaj panowie - Zbyszek i Jay - wypadli bardzo fajnie, Uszczelka w swoim stylu, Jay jak dzieciak nieco, ale było czuć naturalność tutaj. Ted ich ładnie zaorał w sumie.

uszczelka vs dimateo: o proszę, Jay wygrywa w sposób nie do końca uczciwy. bardzo fajnie, bardzo na plus - nie wrzucamy mistrza na minę, przyjmuje on dirty pin, a DiMateo pokazuje, że nie zależy mu na niczym innym.. i sojusz się rozjebał. speech po walce.. spoko, jest tam nieco charakteru, lepiej niż poprawnie wyszło to - to napewno, nawiązał do historii tytułu.. tekst o tym, że Leone by się nie schylił nawet po ten tytuł - bold, nie wiem czy nie podkopanie nieco renomy. ale on ją przywróci - klasyk. to do niego pasuje. fajnie wyszło.

riddle/ralf: to można traktować bardziej jako ostrzeżenie, plus Ralf nieco tutaj reluje pod koniec. mimo tego.. nie wiem czy dałbym radę brać Ralfa na poważnie. Kenneth jednak traktuje go poważnie. znają się? okej, ciekawe. interwencja w main evencie rozumiem, że jest nieunikniona i jeszcze członek WRECKD otwarcie o niej mówi.. dziwne podejście, ale niech będzie. Riddle'owi rozumiem, że to nie robi różnicy i tak musi lecieć na pełnej. a.. strzał w Sakazakiego nawet zabawny, ale fakt.. ciężko o nim pamiętać.

borges/turn/walker: Borges z depresją po nieudanej walce, morale spadły mu w chuj, bardzo negatywny się zrobił Portugalczyk. Turn podnosi go na duchu, jednocześnie chwaląc jeszcze Riddle'a - wystawiając mu laurkę nieco. dobrze, że mamy tę rozmowę, bo wiemy teraz jakie podejście faktycznie mają Turn i Borges do obecnej sytuacji, Johnny dał nieco Borgesowi do myślenia i raczej wyjdzie tutaj na prostą. Walker wchodzi tutaj, z propozycją zresztą próbując przekonać Turna i Borgesa do zajęcia odpowiedniej strony.. ciekawe, nie powiem. Demonio robiący za straszaka.. wow, o tu chyba tylko po to jest, żeby nikt nie mógł się wpierdalać Walkerowi w jego gierki. Johnny mimo tego, że nie leci fizycznie przez Demonio na Walkera.. to i tak wjeżdża w niego lirycznie, nie jest taki słodziutki jakby się mogło wydawać, ma coś tego ognia i pikantności w sobie. Luis go tonuje, widzi przez Willy'ego.. a ten ma to w sumie gdzieś, będzie musiał zrobić coś to to zrobi, nieważne co to będzie. Walker bardzo mi jakoś Jokera przypomina, ale takiego przy zdrowych zmysłach mimo wszystko.

riddle vs martin: pisałem, to się nie wypowiem o walce. wynik? zrozumiały, lecimy Zamora vs Riddle na pełnej, Martina niby nieco szkoda, ale wyglądał tutaj nieźle i przegrał po odwróceniu uwagi, więc nie ma ujmy. sytuacja po walce - lodzio miodzio panowie, czuć w chuj to napięcie, walka mocno wyczekiwana, może pójść w obie strony, faworytem raczej Zamora, ale wiadomo jaki jest Kenneth - nie da się łatwo i ma jakieś tam szanse. dobrze podbudowany program.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
22.10.2026, 12:53
#7
After Colo #10
Fajny pomysł z wykorzystaniem konferencji prasowej i dołożeniem w ten sposób kolejnych cegiełek do historii. Ted póki co jawi się nam jako znacznie lepszy GM od tego, jak wyglądał RVD. Zobaczymy, czy będzie dalej popierał swoje słowa czynami. Również Otunga podchodzący poważnie do rozmowy Zbyszka z Jayem to coś, co bardzo pasuje do Davida.

Cavazos i Otunga
Wyszła z tego trochę niezręczna konfrontacja. Nie było jakiegoś dużego napięcia między nimi tutaj, David postanowił uczciwie dać Jorge ostrzeżenie, no ale nie powiem, dziwnie to wyszło xd Trochę miałem vibe słynnego już segmentu na BS między Mattem Riddlem a Asuką XD Chociaż tutaj oczywiście nikt nie zapomniał tekstu.

Wyrzucanie śmieci
Rety, jak się uśmiałem XD Absurd tej sytuacji jest cudowny i zostało to fantastycznie napisane. Smutny koniec Mateusza MW. Najgorzej, że nigdy już nie dowiemy się, o co chodzi z oliwką. No ale jeżeli w zamian za to mam dostać taki piękny segment, to jest to poświęcenie, na które jestem gotów.

Wallace, Riddle i Zamora
Spodobała mi się konsekwencja w budowaniu tego fragmentu, począwszy od walki Kennetha z Jamesem aż do tej rozmowy. Doceniam, że postarano się o wyciśnięcie czegoś ekstra z pierwszej walki turniejowej, aby nie odbębniać tylko zwycięstwa jednej ze stron. Dodatkowo sądzę, że udało nam się zbudować całkiem przyjemną dynamikę najpierw we dwójkę, a potem we trójkę.

Steele vs Escobar i Open Challenge
Okej, czyli czystki trwają w najlepsze XD No nie powiem, dobrze tutaj wykorzystano Zamorę i udało się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Trochę wdało się zamieszanie w przekazaniu info. Miałem pierwotnie znak, że Ben i Kenneth będą rozmawiać już po walce Zamory, a wtedy tekst Kenny'ego "Widzę, że od teraz bijesz się także z ludźmi będącymi w pełni sił" miałby więcej sensu. No ale w sumie chyba nikt nie zwrócił uwagi, że to zgrzyta.

Diallo i Martin
Mocny segment, ten Nathan to konkretny świr, nie da się ukryć. Jednak zachowanie Diallo w tej sytuacji też jest interesujące, bo nie panikuje i nawet można chyba powiedzieć, że jako tako próbuje być na równi z Martinem... no, przynajmniej do końcówki. Ah to niehonorowe związanie nóg XD

Fenrir
Bardzo klimatyczny opis na początek. Sam speech także świetny i aż szkoda, że troszkę się zmarnował do "tańca" z już nieaktywnym gościem. Przed Fenrirem na pewno świetne rzeczy w najbliższej przyszłości, bo jest to jeden z jaśniejszych punktów Colosseum. Jestem dużym fanem tej postaci.

ET z Otungą
No masz, coś dużo mamy porwań w tym LPW. Chyba odpowiednie służby powinny się tym zainteresować. Ewidentnie od początku zaplanowana akcja, więc pozostaje nam zobaczyć, co się wydarzy dalej.

Sytuacja wokół Lumberjack Matchu
Całkiem zgrabne wprowadzenie do tej konfrontacji po starciu Kennetha z Luisem. Koszulki siedzą dobrze. Grupa bardzo mocno urosła w siłę, także na tej gali jak widać. Na szczęście dla równowagi po drugiej stronie także udało się pozbierać kilka mocnych nazwisk. W takich konfliktach czasami trudno utrzymać właściwy kurs przez dłuższy czas, także mam nadzieję, że tutaj się to uda. Na pewno mocny props za ten Lumberjack Match, że nie wykorzystano tutaj po prostu losowych członków rosteru. Dzięki temu można było zasiać konkretny rozpierdziel. Jedynie trochę chaotycznie wygląda temat porwania Diallo. Wiadomo, że możemy rozumieć, że udało się go odbić, ale mimo to ja czuję, jakby to były dwa równolegle prowadzone wątki, które się nie zazębiają w żadnym punkcie. Za to delikatny minus, ale to naprawdę delikutasieńki. Demonio został bardzo mocno wprowadzony. Zestawcie go z Zamorą i zobaczymy, który jest większym kozakiem. Ale to by chodziło!

Trudne sprawy Butli
Bardzo interesujący twist z kwestią ojcostwa, a dalej jest tylko lepiej. Przyznaję, że byłoby to zbyt ckliwe, gdyby panowie padli sobie teraz w ramiona i od kolejnej gali mielibyśmy Zygmunta Ciureję. Jednak słowa Wiktora o tym, że na miejsce przy stole trzeba sobie zasłużyć, mogą świadczyć o tym, że całe to przedstawienie może mieć właśnie to na celu. Jeśli Zygmunt faktycznie poskromi swoje demony i pokaże siłę, dzięki której postawi się brutalnej sile rodziny, to zyska jej szacunek. Bardzo ciekawe.

Hólmgang: Nordic War
Rety, brawa dla bookera za to arcydzieło. Klimat nordycki bardzo mocno sprzyja takim opisom, ale trzeba to jeszcze umieć dowieźć. To jest walka godna PPV, zdecydowanie. I zapewne tam by się znalazła, gdyby brało w niej udział dwóch równie aktywnych userów. No cóż, przynajmniej możemy się delektować taką ucztą na Colosseum. Fenrir zgarnia zwycięstwo i nie mogę się doczekać, co dalej.

Video Promo Erwina Eckharta
Cudowna rzecz, bardzo dobrze przygotowana. Krótkie komentarze od wielu osób, które na przestrzeni lat miały okazję przeciąć się z Erwinem, do tego inne ujęcia, a wszystko złożyło się w zgrabną całość. Podobało mi się i na pewno udało się przedstawić Eckharta, zbudować trochę bardziej jego lore.

DiMateo, Uszczelka, Ted
No i wyjaśniło się nam, jaką intrygę uknuli DiMateo z Uszczelką. "Srakos" XD Ale panowie nie mogą mieć ładnych rzeczy, bo Ted, jak na DOBREGO GM'A przystało, pokapował się co jest pięć. Elegancko ich załatwił, bez tupania nóżką że "tak nie wolno". Po prostu szybka decyzja, bardzo trafna zresztą. No i wyszło to dokładnie tak, jak można było się spodziewać - koalicja była zawiązana tylko do momentu, w którym DiMateo na tym korzystał, a jak już musiał sobie coś wyszarpać, to szlag ją trafił. Spodobało mi się, jak mocno kontrastują ze sobą końcówka walki i ton wypowiedzi Jaya po jej zakończeniu. No chłop normalnie jakby Undertakera na Wrestlemanii czysto pokonał XD

Riddle i Ralf
Tak jest, Kenny i Ralf się znają z przeszłości. Myślę, że dla niektórych to nie jest jasne i wtedy styl tego dialogu może się im wydawać dziwny. Kluczowe jest jednak to, że członek WRECKD nawet się nie kryje z tym, że zamierzają zainterweniować w Main Evencie. To pokazuje, że w zasadzie czują się bezkarni.

Borges, Turn, Walker
Pierwsza część segmentu, czyli pogadanka Borgesa i Turna, taka sobie. Nie było to złe, po prostu wrócił trochę vibe z Otungą i Cavazosem z początku gali. Taki miękki dialog. Od wejścia Walkera było już znacznie lepiej, bo i została postawiona bardzo ciekawa zagwozdka. Po co się męczyć - jak nie możesz ich pokonać, to do nich dołącz. A jak masz jeszcze na tym skorzystać finansowo... wielu by się skusiło w podbramkowej sytuacji. Fajnie Walker wypadł, podciągając cały segment do góry.

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
FoTi
Global Champion
22.10.2026, 12:53 #7
After Colo #10
Fajny pomysł z wykorzystaniem konferencji prasowej i dołożeniem w ten sposób kolejnych cegiełek do historii. Ted póki co jawi się nam jako znacznie lepszy GM od tego, jak wyglądał RVD. Zobaczymy, czy będzie dalej popierał swoje słowa czynami. Również Otunga podchodzący poważnie do rozmowy Zbyszka z Jayem to coś, co bardzo pasuje do Davida.

Cavazos i Otunga
Wyszła z tego trochę niezręczna konfrontacja. Nie było jakiegoś dużego napięcia między nimi tutaj, David postanowił uczciwie dać Jorge ostrzeżenie, no ale nie powiem, dziwnie to wyszło xd Trochę miałem vibe słynnego już segmentu na BS między Mattem Riddlem a Asuką XD Chociaż tutaj oczywiście nikt nie zapomniał tekstu.

Wyrzucanie śmieci
Rety, jak się uśmiałem XD Absurd tej sytuacji jest cudowny i zostało to fantastycznie napisane. Smutny koniec Mateusza MW. Najgorzej, że nigdy już nie dowiemy się, o co chodzi z oliwką. No ale jeżeli w zamian za to mam dostać taki piękny segment, to jest to poświęcenie, na które jestem gotów.

Wallace, Riddle i Zamora
Spodobała mi się konsekwencja w budowaniu tego fragmentu, począwszy od walki Kennetha z Jamesem aż do tej rozmowy. Doceniam, że postarano się o wyciśnięcie czegoś ekstra z pierwszej walki turniejowej, aby nie odbębniać tylko zwycięstwa jednej ze stron. Dodatkowo sądzę, że udało nam się zbudować całkiem przyjemną dynamikę najpierw we dwójkę, a potem we trójkę.

Steele vs Escobar i Open Challenge
Okej, czyli czystki trwają w najlepsze XD No nie powiem, dobrze tutaj wykorzystano Zamorę i udało się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Trochę wdało się zamieszanie w przekazaniu info. Miałem pierwotnie znak, że Ben i Kenneth będą rozmawiać już po walce Zamory, a wtedy tekst Kenny'ego "Widzę, że od teraz bijesz się także z ludźmi będącymi w pełni sił" miałby więcej sensu. No ale w sumie chyba nikt nie zwrócił uwagi, że to zgrzyta.

Diallo i Martin
Mocny segment, ten Nathan to konkretny świr, nie da się ukryć. Jednak zachowanie Diallo w tej sytuacji też jest interesujące, bo nie panikuje i nawet można chyba powiedzieć, że jako tako próbuje być na równi z Martinem... no, przynajmniej do końcówki. Ah to niehonorowe związanie nóg XD

Fenrir
Bardzo klimatyczny opis na początek. Sam speech także świetny i aż szkoda, że troszkę się zmarnował do "tańca" z już nieaktywnym gościem. Przed Fenrirem na pewno świetne rzeczy w najbliższej przyszłości, bo jest to jeden z jaśniejszych punktów Colosseum. Jestem dużym fanem tej postaci.

ET z Otungą
No masz, coś dużo mamy porwań w tym LPW. Chyba odpowiednie służby powinny się tym zainteresować. Ewidentnie od początku zaplanowana akcja, więc pozostaje nam zobaczyć, co się wydarzy dalej.

Sytuacja wokół Lumberjack Matchu
Całkiem zgrabne wprowadzenie do tej konfrontacji po starciu Kennetha z Luisem. Koszulki siedzą dobrze. Grupa bardzo mocno urosła w siłę, także na tej gali jak widać. Na szczęście dla równowagi po drugiej stronie także udało się pozbierać kilka mocnych nazwisk. W takich konfliktach czasami trudno utrzymać właściwy kurs przez dłuższy czas, także mam nadzieję, że tutaj się to uda. Na pewno mocny props za ten Lumberjack Match, że nie wykorzystano tutaj po prostu losowych członków rosteru. Dzięki temu można było zasiać konkretny rozpierdziel. Jedynie trochę chaotycznie wygląda temat porwania Diallo. Wiadomo, że możemy rozumieć, że udało się go odbić, ale mimo to ja czuję, jakby to były dwa równolegle prowadzone wątki, które się nie zazębiają w żadnym punkcie. Za to delikatny minus, ale to naprawdę delikutasieńki. Demonio został bardzo mocno wprowadzony. Zestawcie go z Zamorą i zobaczymy, który jest większym kozakiem. Ale to by chodziło!

Trudne sprawy Butli
Bardzo interesujący twist z kwestią ojcostwa, a dalej jest tylko lepiej. Przyznaję, że byłoby to zbyt ckliwe, gdyby panowie padli sobie teraz w ramiona i od kolejnej gali mielibyśmy Zygmunta Ciureję. Jednak słowa Wiktora o tym, że na miejsce przy stole trzeba sobie zasłużyć, mogą świadczyć o tym, że całe to przedstawienie może mieć właśnie to na celu. Jeśli Zygmunt faktycznie poskromi swoje demony i pokaże siłę, dzięki której postawi się brutalnej sile rodziny, to zyska jej szacunek. Bardzo ciekawe.

Hólmgang: Nordic War
Rety, brawa dla bookera za to arcydzieło. Klimat nordycki bardzo mocno sprzyja takim opisom, ale trzeba to jeszcze umieć dowieźć. To jest walka godna PPV, zdecydowanie. I zapewne tam by się znalazła, gdyby brało w niej udział dwóch równie aktywnych userów. No cóż, przynajmniej możemy się delektować taką ucztą na Colosseum. Fenrir zgarnia zwycięstwo i nie mogę się doczekać, co dalej.

Video Promo Erwina Eckharta
Cudowna rzecz, bardzo dobrze przygotowana. Krótkie komentarze od wielu osób, które na przestrzeni lat miały okazję przeciąć się z Erwinem, do tego inne ujęcia, a wszystko złożyło się w zgrabną całość. Podobało mi się i na pewno udało się przedstawić Eckharta, zbudować trochę bardziej jego lore.

DiMateo, Uszczelka, Ted
No i wyjaśniło się nam, jaką intrygę uknuli DiMateo z Uszczelką. "Srakos" XD Ale panowie nie mogą mieć ładnych rzeczy, bo Ted, jak na DOBREGO GM'A przystało, pokapował się co jest pięć. Elegancko ich załatwił, bez tupania nóżką że "tak nie wolno". Po prostu szybka decyzja, bardzo trafna zresztą. No i wyszło to dokładnie tak, jak można było się spodziewać - koalicja była zawiązana tylko do momentu, w którym DiMateo na tym korzystał, a jak już musiał sobie coś wyszarpać, to szlag ją trafił. Spodobało mi się, jak mocno kontrastują ze sobą końcówka walki i ton wypowiedzi Jaya po jej zakończeniu. No chłop normalnie jakby Undertakera na Wrestlemanii czysto pokonał XD

Riddle i Ralf
Tak jest, Kenny i Ralf się znają z przeszłości. Myślę, że dla niektórych to nie jest jasne i wtedy styl tego dialogu może się im wydawać dziwny. Kluczowe jest jednak to, że członek WRECKD nawet się nie kryje z tym, że zamierzają zainterweniować w Main Evencie. To pokazuje, że w zasadzie czują się bezkarni.

Borges, Turn, Walker
Pierwsza część segmentu, czyli pogadanka Borgesa i Turna, taka sobie. Nie było to złe, po prostu wrócił trochę vibe z Otungą i Cavazosem z początku gali. Taki miękki dialog. Od wejścia Walkera było już znacznie lepiej, bo i została postawiona bardzo ciekawa zagwozdka. Po co się męczyć - jak nie możesz ich pokonać, to do nich dołącz. A jak masz jeszcze na tym skorzystać finansowo... wielu by się skusiło w podbramkowej sytuacji. Fajnie Walker wypadł, podciągając cały segment do góry.

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
24.10.2026, 23:35
#8
Trochę się narobiło zaległości (u mnie to powoli nic nowego), to czas najwyższy coś skrobnąć pod galami.

After Colosseum #10: Jak dla mnie dość fajny zamysł z taką konferencją. Wyżej już raczej w którymś z komentarzy już to pewnie padło, ale u nas nie jest to coś za szczególnie częstego. Skoro mieliśmy tutaj rozwinąć wątek z poprzedniego Colosseum, to tutaj zrobiono to w bardzo zgrabny sposób. Przechodząc jednak do rzeczy. Ted tutaj w swoim stylu odpowiadał na pytania, bardzo mocno trzymać się swojego charakteru oraz tego, co nim tak naprawdę motywuje. Jest on typem osoby, która obiecuje wiele rzeczy i faktycznie - na ten moment z wielu z nich wywiązuje się bez większego problemu. No takie totalne przeciwieństwo RVD, co jest na plus. Ma w tym oczywiście swój interes, co też jest zrozumiałe. Ale jak widać - interesy można łączyć z dawaniem ludziom odpowiedniego produktu, tak jak z dawaniem szans ludziom, którzy na to faktycznie zasługują. Jedyne co może tutaj nie siadać to jego dobre „stosunki” z Otungą, co doprowadziło jakiś czas temu Roba do ustąpienia z funkcji Generalnego Managera. Przechodząc do samego Otungi to podoba mi się to, że bawi się w opowiadanie o tym, czego to on nie słyszał, skoro mijałoby się to z prawdą. Widać w nim tą podejrzliwość wobec poczynań DiMateo i Uszczelki co wygląda u nich dość dziwnie i rzeczywiście może zwiastować cichy sojusz mający na celu eliminację pozostałych rywali. Ciekawy wstęp do gali i chyba nic więcej na ten temat dodawać nie muszę.

Walka 1: Lecimy sobie z drugą częścią Contender Series i tutaj na pierwszy ogień lecą Kenneth Riddle oraz Syn Ojca. Niestety wszelkie emocje zostały zabite w chwili wygranej Zamory w poprzednim Contender Series i obsadzeniu Riddle’a w tym. Czy to spory minus? Teoretycznie tak, bo każdy z góry wiedział jak to się zakończy. Z drugiej jednak dało się to inaczej rozwiązać z racji na format „turnieju” o pas Global? No niezbyt. Dlatego połowicznie jest to na minus, ale z drugiej strony skoro już w to poszliśmy, to takie rozwiązanie było konieczne. Ze względu na sam przebieg walki Młody Wallace nic nie traci. Ba! Nawet zyskuje. Jakby nie patrzeć był to bardzo wyrównany pojedynek i James po prostu pod koniec za mocno się podpalił, przez co nadział się na końcowe akcje w wykonaniu Kennetha. Wygrał faworyt i możemy lecieć dalej.

ET: Otunga jak widać chce Kabanosowi przemówić do rozsądku, ale czy ta sztuka mu się uda? Jak widać po przebiegu ich rozmowy to zdecydowanie się nie zanosi na to. Kabanosik jest bardzo uparty i myśli, że Otunga chce wszystkich wydymać bez mydła, podczas gdy rzeczywiście chce go ostrzec. Ale cóż… Jorge za głupotę będzie musiał zapłacić i to najwyższą cenę.

WRECKD: No to Mateuszek oficjalnie został wyjebany na śmieci. Prędzej czy później musiało to nastąpić. No w sumie śmiesznie to wygląda, ale no chłopaki to chyba chcą się pozbyć Turna za wszelką cenę. Szkoda, że nie poszło im to za dobrze. Kannonball wypada przy każdej okazji na takiego półgłówka, że aż to w pewnym stopniu może śmieszyć. Ralf to z tej grupki jakby najmniej charakteru tutaj pokazał. Eckhart też całkiem przyjemnie i mamy te nawiązanko do jego zasad, które koledzy z WRECKD postanowili złamać. Przyjemny przerywnik, całkiem przyjemny i z plusów zdecydowanie ten Mateusz Most Wanted lądujący w śmietniku.

Wallace/Riddle/Zamora: James i Kenneth po stoczonym pojedynku rozmawiają ze sobą jak nigdy nic i widać, że przebiega to w dość spokojnej atmosferze bez żadnego ognia i jest taki lekki zarys motywu mistrz-uczeń. W tym przypadku wygląda to nawet całkiem przyjemnie i Riddle wypadający jako ten, który daje lekcje młodemu fajnie się tutaj spina. Wszystko dość szybko przerywa Zamora i atmosfera dość szybko z przyjemnej zamienia się w dość wrogą. Widać złą krew między Riddlem a Benem, którzy za wszelką cenę chcą zdobyć nad sobą przewagę. Tutaj ich rozmowa była przyjemna, ale jakoś nie było tutaj mocarnych fajerwerków. Sama walka między nimi zapowiada się interesująco, ale jej podbudowa nie dorównuje star powerowi walki. Ogólnie FoTi wspomniał o tym już wyżej, więc no też się przypierdolę z lekka. Ten segment raczej powinien mieć miejsce po walce Zamory, bo taki to wygląda z lekka dziwnie.

Walka 2+Walka 3[OC]: No Steele z Escobarem za wiele nie powalczyli, ale chyba ich oficjalnie pożegnaliśmy. Gala spod znaki wywalania śmieci, co jest sporym plusem. Bardzo długo męczyli nas tym story, tylko po to, aby obydwoje zniknęli bez śladu plując na cały wysiłek, jaki był wkładany tutaj w to, by ich story wyglądało „jakoś”. Dobrze, że Zamora postanowił ich wywalić z federacji na cacy tym atakiem, bo oszczędza się nam tym sporo nerwów. Przy okazji Ben szuka kogoś do obicia i tym kimś okazuje się być Kannonball. Sama walka bez większej historii i Zamora po dość jednostronnym przebiegu zgarnia pewną wygraną, co wcale nie powinno dziwić.

Martin/Diallo: Jakoś mnie ani trochę nie dziwi Nathan odwalający takie numery. To musiało być ciekawe spotkanie dwóch odklejeńców. Jeden uważający siebie za twórcę świata a drugi ze swoimi wróżbami. Cyclone przez całą konwersację stąpał po bardzo cienkim lodzie i musiał uważać na słowa, bo wymuszenie na Nathanie czegoś popierniczonego nie jest większym wyzwaniem i bardzo łatwo u niego wywołać chęć siania bólu innym. Dowson czy Sakazaki to idealne przykłady potwierdzające to, co zresztą wspomniał sam Martin. Całkiem przyjemna pogawędka, po której liczę na coś więcej między nimi, bez wtrącania w to WRECKS i sojuszników Martina.

Fenrir: Rywalizacja z Thorem dobiega końca to mamy też słów kilka od Fenrira, który na swoje nieszczęście został wpakowany w historię z kimś, co postanowił się obrazić o zdanie innych. Ich rywalizacja mogła mieć jakiś potencjał, ale po tupnięciu nóżką przez Harisa i jego odejściu było wiadomo, do czego tutaj zmierzamy. Same promo Fenrira całkiem przyjemne i czuć w nim było te emocje nim targające. Fajnie tutaj gra te zdziwienie, gdy Thora porównuje zachowaniem do Lokiego (fajnie w tym przypadku to gra), gdzie „rzekomy” Thor aż za bardzo przypomina swoich zachowaniem. Bardzo istotne od samej treści jest to, co czekać go będzie dalej, bo jest to zdecydowanie postać z potencjałem i to dość sporym, co fajnie zaznaczył wspominką o wygranych odniesionych nad DiMateo i Turnem, którzy nie są typami z losowej łapanki. No tutaj musi roznieść Thora i pójść po coś konkretnego. Aż się prosi o to.

ET: Czyżby słowa Otungi skierowane w stronę Kabanosa były prawdziwe? Wszystko na to wskazuje, jeśli tak patrzeć na to, co tutaj się wydarzyło. Może jednak to wszystko jest jakąś podpuchą i może to Kabanosik za wszystkim stoi? Wiele pytań i mało odpowiedzi na ten moment, ale obstawiam, że to sojusz DiMateo&Uszczelka za tym stoi.

Walka 4: Kenny pokonuje drugiego rywala. No mógłbym o tym pisać choćby i z tysiąc razy, ale to wszystko tutaj jest aż za przewidywalne. Tyle dobrego, że Borges nie jest postacią pokroju Wallace’a czy Martina i porażka w jego przypadku nie wpływa ani trochę negatywnie. Riddle co prawda wygrywa bez żadnej pomocy z zewnątrz, ale jednak ma to miejsce po kontrze, co pokazuje, że jednak trochę musiał się nasilić.

Po walce: Nie mogło tutaj zabraknąć Walkera, który pojawił się wraz ze swoją paczką i przy okazji mamy chyba ujawnienie nazwy ich stajni. WRECKD jako nazwa stajni prezentuje się u nich całkiem fajnie i nie mam do tego większych zarzutów. Walker chciał pogrozić Borgesowi obecnością swoich kompanów, jednak ten ma swoich kumpli, którzy postanowili pokrzyżować szyki Willy’emu. Walker ewidentnie wyczuł, że bijatyka z nimi nie ma sensu i postanowił rzucić Ralfa na pożarcie już w tym momencie, co z jednej strony mogło rzeczywiście ucieszyć publiczności, ale czy Ralf podzielał ich entuzjazm? Ciężko stwierdzić.

Walka 5: Sporo chaosu, który jest dość typowy dla Lumberjack Matchu. Oczywiście sędzia musiał w pewnym momencie walki oberwać, by goście stojący w okolicach ringu mogli zrobić w nim naparzankę bez zbędnych ingerencji rozjemcy pojedynku. Każdy otrzymał swój moment, ale ostatnie słowo w całym pojedynku musiało należeć do Turna, który musiał wygrać ten pojedynek i tak też się stało.

Walka 6: Po walce z udziałem Turna mamy debiut Caido, który jednocześnie ocalił (?) Cyclone’a Diallo i drużyna tych dobrych widząc potencjalne kłopoty podjęła słuszną decyzję, wycofując się w odpowiednim momencie. Walker wyciągnął asa z rękawa i poszedł za ciosem, dając nam kolejną walkę, która miała wprowadzić Demonio do federacji i zrobił to w iście dominującym stylu, praktycznie mordując McDanniela w walce i po niej. Bardzo mocny debiut w jego wykonaniu, na czym jednocześnie korzysta Diallo, zgarniając pierwszą wygraną w federacji.

Butla/Ciureja Family: Zrobiłem to ostatnio i zrobię to ponownie. Butli nie da już się uratować i równie dobrze może by go wykopać razem z MateuszemMW, Escobarem, Steelem czy Haraldsonem. Nie byłbym w gronie osób, które by go opłakiwało. No widać, że Ryse stara się nim coś zrobić, ale mając przed oczami gościa z gimmickiem żula i tym jego dawnym wyglądem, to naprawdę ciężko go traktować poważnie, bo chłop zamiast walczyć w ringu, to powinien pójść na terapię alkoholową. W całym tym story wyczuwam drugie dno i nie zdziwi mnie, jak legendarne wpływy Diallo stają za całością i pociąga on za sznurki, robiąc z Butli od początku do końca durnia, by ten ślepo wierzył w jego wróżby. Tutaj niby mam fakt, że Wiktor Ciureja jest jego ojcem. No wszystko fajnie niby, ale czy to wszystko jest konieczne? Jakoś nie potrafię wkręcić się w te segmenty i naprawdę moja opinia się nie zmieni. Nie wiem nawet czy przy następnej okazji będę miał siły na danie w kwestii Butli czegoś dłuższego, bo nie widzę w tym sensu. Ta postać tak chłodzi, że zaraz będzie bryłą lodową.

Ted DiBiase Jr.: Robi się coraz ciekawiej i wszystko wskazuje na to, że Otunga od samego początku miał rację co do Uszczelki i DiMateo. Kabanosik wolał żyć w przeświadczeniu, że chłop chce go wydymać i został wydymany, ale przez Uszczelkę i DiMateo.

Walka 7: No bardzo długa walka godna gali PPV by się rzekło. Szkoda tylko, że brał w niej udział Fenrir przeciwko postaci Harisa, który walnąć focha i spierdolił z forum tak szybko, jak na nie zawitał. Takie rozpisanie walki to chyba w tym przypadku spory ukłon w stronę Dziadka za to, że mimo bycia wydymanym przez kolegę od story jednak robił swoje i nie marudził o nic, co było warte docenienia. Takie konkretne rozpisanie walki nie zabrało nic Fenrirowi a wręcz mu dało spory, bo jednak skasowanie Thora po krótkim starciu by mu za wiele nie dało a długi wyrównany pojedynek to już inna para kaloszy. No cóż, ich story dobiegło końca i czekam na coś lepszego dla Fenrira.

Video Promo: Oj został tutaj Eckhart srogo przedstawiony i to bardzo fajnie współgra z jego grana postacią, która jawi się jako ktoś, co trzyma się reguł za wszelką cenę i wręcz gardzi ich łamanie. W sumie tym vibem gościa dążącym do perfekcji i jednocześnie nie wierzącym w takie zjawisko mocno mi przypomina Davida Starra z WCW, który miał pod tym względem bardzo podobne podejście, co dość dobrze pamiętam. Chyba to był nawet postać ShowOffa z tego co pamięta. Mniejsza w to. No tutaj te opinie od osób z jego środowiska czy ogólnie z świata wrestlingu mogą mówić same za siebie. Erwin to nie gość, który zgrywa kogoś, tylko nim jest i można go traktować jako konkretny deal, który z czasem powinien osiągnąć coś więcej niż bycie pomagierem Walkera.

Uszczelka/DiMateo/DiBiase Jr.: Czyli słowa Davida stają się faktem. Fajnie to sobie koledzy ukartowali. Uszczelka sprawiający, że Cavazos po jedzeniu musiał zostać przyspawany do kibla i DiMateo nasyłający „kolegów” na Otungę, aby wyeliminować ich z pojedynku to całkiem ciekawy plan i nie zdziwi mnie, jak ich interakcji z poprzedniej gali nie była pierwszą z brzegu i po cichu coś szykowali już od pierwszej interakcji. DiMateo wspomniał o tym, że ściany mogą mieć uszy i po chwili mógł pożałować tych słów, bo Tedzik złapał ich wręcz za rękę, przyznających się do swoich występków. No postanowił ich ukarać, dając Kabanosowi i Adwokatowi title shota bez walki. Grubo muszę przyznać. Jednocześnie dał jasno Jayowi do zrozumienia, że swoimi występkami przejebał sobie sprawę i żeby zawalczył o Valor Championship na Danse Macabre, to musi pokonać teraz samego mistrza w non title matchu. W sumie niby kara, ale też z drugiej nagroda, bo nie musi walczyć z dwójką rywali i jednocześnie może przetestować swoje siły przeciwko Uszczelce.

Walka 8: Walka będąca konwekwencją segmentu dosłownie sprzed momentu. Chłopaki chcieli sobie ułatwić robotę a teraz muszą stawać naprzeciw sobie. Wystarczyło siedzieć cicho i trzymać ryj na jadaczkę. Natomiast teraz sami są sobie winni i z sojuszników szybko stanęli się rywalami. Uszczelka musiał wygrać, by nie mieć trzech a jedynie dwóch rywali na Danse Macabre. DiMateo musiał wygrać, aby w ogóle na nim wystąpić. Pod koniec większym sprytem wykazał się Jay i w ten sposób zapewnił sobie miejsce w walce o Valor Championship, co niekoniecznie powinno Uszczelkę cieszyć, bo jest on już w dość konkretnej dupie.

Po walce: Bardzo dziwny ten cheer dla DiMateo, który nie zrobił przecież niczego, czym zasłużył sobie na uznanie publiczności. Jednak w dalszej części uniknęliśmy już takich wpadek i mówi on z dużym sensem, jeśli patrzymy na jego dotychczasową historię i jego postać. Po części nawet rozumiem jego sojusz z Uszczelką. Po tak długim czasie bycia „ruchanym” przez zarząd musiał chwytać się każdej możliwości, mogącej zapewnić mu jego wielką szansą. To zostało zaprzepaszczone i w decydującej chwili udało mu się przezwyciężyć wszelkie przeciwności losu. Sporo było prawdy w jego wypowiedzi, co nie jest niczym odkrywczym. No bardzo przyjemna wypowiedź i poza tym debilizmem z cheerem w jego stronę tutaj wszystko pasowało jak należy.

Riddle/Ralf: Tego to się nie spodziewałem. Mogę tutaj strzelać w ciemno, ale chłopaki zapewne mieli już jakieś interakcje z czasów SDW i mamy ich spotkanie po latach. Zapewne Riddle wolałby, aby to miało miejsce w innych okolicznościach, ale nie możemy mieć jednak wszystkiego. Ralf jako ten przydupas Walkera z „wypranym mózgiem”, jednocześnie posiadający wspólną przeszłość z Kennym był najlepszą opcją do krótkiej pogawędki przed walką Kennetha z Martinem. Nieco intrygująca była ta końcówka, gdzie Holender dał jasno do zrozumienia Riddle’owi, że zaingeruje w jakiś sposób w jego walkę z Nathanem, co może zaważyć na wyniku ich pojedynku. Ciekawe, czy też do tego dojdzie.

Borges/Turn/Walker: Tutaj nic nowego nie padnie. Walker zdecydowanie skradł ten segment, mimo że pojawił się on dopiero pod koniec. Borges z Turnem prowadzili sobie dyskusję w dość przyjaznej atmosferze, ale chwilami było to zbyt cukierkowe. Jakoś nie potrafię się wkręcił w pisaniem Borgesem jako tym dobrym i to raczej dość mocno widać. W jego przypadku jakieś zmiany w postaci może by mu jakoś pomogły, bo obecnie jego potencjał jest dość mocno ograniczony i w sumie mówi o jednym i tym samym, co nie zapewni mu żadnego kroku naprzód. Turn już wypadł trochę lepiej i nabiera z czasem trochę charakteru, ale nadal dzielą jego i Walkera lata świetlne, co pokazuje, że mimo rozwoju Johnny’ego, to Willy dalej jest tym, który narzuca warunki gry.

Walka 9: Ostatnia walka z cyklu Contender Series i tutaj Riddle był już praktycznie na krawędzi. Martin do czasu zamieszania spowodowanego działaniami Kannonballa i Ralfa radził sobie bardzo dobre i był na dobrej drodze ku wykończeniu Kennetha. Ten był już cholernie bliski przegrania pojedynku, jednak pomoc ze strony WRECKD (której nie chciał) zapewniła mu zgarnięcie trzeciej wygranej jednego wieczoru, czym zapewnił sobie walkę z Zamorą na Danse Macabre z Global Championship na szali. W samej końcówce otrzymaliśmy to, co Ralf sugerował w czasie swojej rozmowy z Riddlem. Pomógł mu w rozproszeniu Martina, z czego skorzystać Pan Psycholog odliczając zdezorientowanego rywala. Po walce pojawia się Zamora, który wyjątkowo postanowił nie atakować Kenny’ego i stanął z nim twarzą w twarz, co było ostatnią rzeczą podczas jedenastego Colosseum.

Podsumowanie gali: Można ją podzielić w zasadzie na dwie części - na to, co było cholernie przewidywalne oraz na to, co zdecydowanie będzie korzystne dla Colosseum. No niestety, ale druga część Contender Series była aż za bardzo pozbawiona emocji i same walki mogły jedynie ciekawić ze względu na to, jak zostaną rozpisane aniżeli ze względu na wynik, który był znany już właściwie od momentu wygranej Zamory w pierwszym Contender Series (za co nikogo jednak nie zamierzam winić). Z tych korzystnych rzeczy to zdecydowanie wywalenie śmieci (MateuszMW, Escobar, Steele, Thor), co może być sporym odświeżeniem dla czerwonej tygodniówki, która miała nadmiar zbędnych postaci, które zabierały czas antenowy. Gala sama w sobie była dość przyjemna i nawet mimo ogólnej przewidywalności przeleciało się z nią dość płynnie, co oznacza, że było jej bliżej do dobrej niż do złej gali. Taka solidna szkolna czwórka można by rzec.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
24.10.2026, 23:35 #8
Trochę się narobiło zaległości (u mnie to powoli nic nowego), to czas najwyższy coś skrobnąć pod galami.

After Colosseum #10: Jak dla mnie dość fajny zamysł z taką konferencją. Wyżej już raczej w którymś z komentarzy już to pewnie padło, ale u nas nie jest to coś za szczególnie częstego. Skoro mieliśmy tutaj rozwinąć wątek z poprzedniego Colosseum, to tutaj zrobiono to w bardzo zgrabny sposób. Przechodząc jednak do rzeczy. Ted tutaj w swoim stylu odpowiadał na pytania, bardzo mocno trzymać się swojego charakteru oraz tego, co nim tak naprawdę motywuje. Jest on typem osoby, która obiecuje wiele rzeczy i faktycznie - na ten moment z wielu z nich wywiązuje się bez większego problemu. No takie totalne przeciwieństwo RVD, co jest na plus. Ma w tym oczywiście swój interes, co też jest zrozumiałe. Ale jak widać - interesy można łączyć z dawaniem ludziom odpowiedniego produktu, tak jak z dawaniem szans ludziom, którzy na to faktycznie zasługują. Jedyne co może tutaj nie siadać to jego dobre „stosunki” z Otungą, co doprowadziło jakiś czas temu Roba do ustąpienia z funkcji Generalnego Managera. Przechodząc do samego Otungi to podoba mi się to, że bawi się w opowiadanie o tym, czego to on nie słyszał, skoro mijałoby się to z prawdą. Widać w nim tą podejrzliwość wobec poczynań DiMateo i Uszczelki co wygląda u nich dość dziwnie i rzeczywiście może zwiastować cichy sojusz mający na celu eliminację pozostałych rywali. Ciekawy wstęp do gali i chyba nic więcej na ten temat dodawać nie muszę.

Walka 1: Lecimy sobie z drugą częścią Contender Series i tutaj na pierwszy ogień lecą Kenneth Riddle oraz Syn Ojca. Niestety wszelkie emocje zostały zabite w chwili wygranej Zamory w poprzednim Contender Series i obsadzeniu Riddle’a w tym. Czy to spory minus? Teoretycznie tak, bo każdy z góry wiedział jak to się zakończy. Z drugiej jednak dało się to inaczej rozwiązać z racji na format „turnieju” o pas Global? No niezbyt. Dlatego połowicznie jest to na minus, ale z drugiej strony skoro już w to poszliśmy, to takie rozwiązanie było konieczne. Ze względu na sam przebieg walki Młody Wallace nic nie traci. Ba! Nawet zyskuje. Jakby nie patrzeć był to bardzo wyrównany pojedynek i James po prostu pod koniec za mocno się podpalił, przez co nadział się na końcowe akcje w wykonaniu Kennetha. Wygrał faworyt i możemy lecieć dalej.

ET: Otunga jak widać chce Kabanosowi przemówić do rozsądku, ale czy ta sztuka mu się uda? Jak widać po przebiegu ich rozmowy to zdecydowanie się nie zanosi na to. Kabanosik jest bardzo uparty i myśli, że Otunga chce wszystkich wydymać bez mydła, podczas gdy rzeczywiście chce go ostrzec. Ale cóż… Jorge za głupotę będzie musiał zapłacić i to najwyższą cenę.

WRECKD: No to Mateuszek oficjalnie został wyjebany na śmieci. Prędzej czy później musiało to nastąpić. No w sumie śmiesznie to wygląda, ale no chłopaki to chyba chcą się pozbyć Turna za wszelką cenę. Szkoda, że nie poszło im to za dobrze. Kannonball wypada przy każdej okazji na takiego półgłówka, że aż to w pewnym stopniu może śmieszyć. Ralf to z tej grupki jakby najmniej charakteru tutaj pokazał. Eckhart też całkiem przyjemnie i mamy te nawiązanko do jego zasad, które koledzy z WRECKD postanowili złamać. Przyjemny przerywnik, całkiem przyjemny i z plusów zdecydowanie ten Mateusz Most Wanted lądujący w śmietniku.

Wallace/Riddle/Zamora: James i Kenneth po stoczonym pojedynku rozmawiają ze sobą jak nigdy nic i widać, że przebiega to w dość spokojnej atmosferze bez żadnego ognia i jest taki lekki zarys motywu mistrz-uczeń. W tym przypadku wygląda to nawet całkiem przyjemnie i Riddle wypadający jako ten, który daje lekcje młodemu fajnie się tutaj spina. Wszystko dość szybko przerywa Zamora i atmosfera dość szybko z przyjemnej zamienia się w dość wrogą. Widać złą krew między Riddlem a Benem, którzy za wszelką cenę chcą zdobyć nad sobą przewagę. Tutaj ich rozmowa była przyjemna, ale jakoś nie było tutaj mocarnych fajerwerków. Sama walka między nimi zapowiada się interesująco, ale jej podbudowa nie dorównuje star powerowi walki. Ogólnie FoTi wspomniał o tym już wyżej, więc no też się przypierdolę z lekka. Ten segment raczej powinien mieć miejsce po walce Zamory, bo taki to wygląda z lekka dziwnie.

Walka 2+Walka 3[OC]: No Steele z Escobarem za wiele nie powalczyli, ale chyba ich oficjalnie pożegnaliśmy. Gala spod znaki wywalania śmieci, co jest sporym plusem. Bardzo długo męczyli nas tym story, tylko po to, aby obydwoje zniknęli bez śladu plując na cały wysiłek, jaki był wkładany tutaj w to, by ich story wyglądało „jakoś”. Dobrze, że Zamora postanowił ich wywalić z federacji na cacy tym atakiem, bo oszczędza się nam tym sporo nerwów. Przy okazji Ben szuka kogoś do obicia i tym kimś okazuje się być Kannonball. Sama walka bez większej historii i Zamora po dość jednostronnym przebiegu zgarnia pewną wygraną, co wcale nie powinno dziwić.

Martin/Diallo: Jakoś mnie ani trochę nie dziwi Nathan odwalający takie numery. To musiało być ciekawe spotkanie dwóch odklejeńców. Jeden uważający siebie za twórcę świata a drugi ze swoimi wróżbami. Cyclone przez całą konwersację stąpał po bardzo cienkim lodzie i musiał uważać na słowa, bo wymuszenie na Nathanie czegoś popierniczonego nie jest większym wyzwaniem i bardzo łatwo u niego wywołać chęć siania bólu innym. Dowson czy Sakazaki to idealne przykłady potwierdzające to, co zresztą wspomniał sam Martin. Całkiem przyjemna pogawędka, po której liczę na coś więcej między nimi, bez wtrącania w to WRECKS i sojuszników Martina.

Fenrir: Rywalizacja z Thorem dobiega końca to mamy też słów kilka od Fenrira, który na swoje nieszczęście został wpakowany w historię z kimś, co postanowił się obrazić o zdanie innych. Ich rywalizacja mogła mieć jakiś potencjał, ale po tupnięciu nóżką przez Harisa i jego odejściu było wiadomo, do czego tutaj zmierzamy. Same promo Fenrira całkiem przyjemne i czuć w nim było te emocje nim targające. Fajnie tutaj gra te zdziwienie, gdy Thora porównuje zachowaniem do Lokiego (fajnie w tym przypadku to gra), gdzie „rzekomy” Thor aż za bardzo przypomina swoich zachowaniem. Bardzo istotne od samej treści jest to, co czekać go będzie dalej, bo jest to zdecydowanie postać z potencjałem i to dość sporym, co fajnie zaznaczył wspominką o wygranych odniesionych nad DiMateo i Turnem, którzy nie są typami z losowej łapanki. No tutaj musi roznieść Thora i pójść po coś konkretnego. Aż się prosi o to.

ET: Czyżby słowa Otungi skierowane w stronę Kabanosa były prawdziwe? Wszystko na to wskazuje, jeśli tak patrzeć na to, co tutaj się wydarzyło. Może jednak to wszystko jest jakąś podpuchą i może to Kabanosik za wszystkim stoi? Wiele pytań i mało odpowiedzi na ten moment, ale obstawiam, że to sojusz DiMateo&Uszczelka za tym stoi.

Walka 4: Kenny pokonuje drugiego rywala. No mógłbym o tym pisać choćby i z tysiąc razy, ale to wszystko tutaj jest aż za przewidywalne. Tyle dobrego, że Borges nie jest postacią pokroju Wallace’a czy Martina i porażka w jego przypadku nie wpływa ani trochę negatywnie. Riddle co prawda wygrywa bez żadnej pomocy z zewnątrz, ale jednak ma to miejsce po kontrze, co pokazuje, że jednak trochę musiał się nasilić.

Po walce: Nie mogło tutaj zabraknąć Walkera, który pojawił się wraz ze swoją paczką i przy okazji mamy chyba ujawnienie nazwy ich stajni. WRECKD jako nazwa stajni prezentuje się u nich całkiem fajnie i nie mam do tego większych zarzutów. Walker chciał pogrozić Borgesowi obecnością swoich kompanów, jednak ten ma swoich kumpli, którzy postanowili pokrzyżować szyki Willy’emu. Walker ewidentnie wyczuł, że bijatyka z nimi nie ma sensu i postanowił rzucić Ralfa na pożarcie już w tym momencie, co z jednej strony mogło rzeczywiście ucieszyć publiczności, ale czy Ralf podzielał ich entuzjazm? Ciężko stwierdzić.

Walka 5: Sporo chaosu, który jest dość typowy dla Lumberjack Matchu. Oczywiście sędzia musiał w pewnym momencie walki oberwać, by goście stojący w okolicach ringu mogli zrobić w nim naparzankę bez zbędnych ingerencji rozjemcy pojedynku. Każdy otrzymał swój moment, ale ostatnie słowo w całym pojedynku musiało należeć do Turna, który musiał wygrać ten pojedynek i tak też się stało.

Walka 6: Po walce z udziałem Turna mamy debiut Caido, który jednocześnie ocalił (?) Cyclone’a Diallo i drużyna tych dobrych widząc potencjalne kłopoty podjęła słuszną decyzję, wycofując się w odpowiednim momencie. Walker wyciągnął asa z rękawa i poszedł za ciosem, dając nam kolejną walkę, która miała wprowadzić Demonio do federacji i zrobił to w iście dominującym stylu, praktycznie mordując McDanniela w walce i po niej. Bardzo mocny debiut w jego wykonaniu, na czym jednocześnie korzysta Diallo, zgarniając pierwszą wygraną w federacji.

Butla/Ciureja Family: Zrobiłem to ostatnio i zrobię to ponownie. Butli nie da już się uratować i równie dobrze może by go wykopać razem z MateuszemMW, Escobarem, Steelem czy Haraldsonem. Nie byłbym w gronie osób, które by go opłakiwało. No widać, że Ryse stara się nim coś zrobić, ale mając przed oczami gościa z gimmickiem żula i tym jego dawnym wyglądem, to naprawdę ciężko go traktować poważnie, bo chłop zamiast walczyć w ringu, to powinien pójść na terapię alkoholową. W całym tym story wyczuwam drugie dno i nie zdziwi mnie, jak legendarne wpływy Diallo stają za całością i pociąga on za sznurki, robiąc z Butli od początku do końca durnia, by ten ślepo wierzył w jego wróżby. Tutaj niby mam fakt, że Wiktor Ciureja jest jego ojcem. No wszystko fajnie niby, ale czy to wszystko jest konieczne? Jakoś nie potrafię wkręcić się w te segmenty i naprawdę moja opinia się nie zmieni. Nie wiem nawet czy przy następnej okazji będę miał siły na danie w kwestii Butli czegoś dłuższego, bo nie widzę w tym sensu. Ta postać tak chłodzi, że zaraz będzie bryłą lodową.

Ted DiBiase Jr.: Robi się coraz ciekawiej i wszystko wskazuje na to, że Otunga od samego początku miał rację co do Uszczelki i DiMateo. Kabanosik wolał żyć w przeświadczeniu, że chłop chce go wydymać i został wydymany, ale przez Uszczelkę i DiMateo.

Walka 7: No bardzo długa walka godna gali PPV by się rzekło. Szkoda tylko, że brał w niej udział Fenrir przeciwko postaci Harisa, który walnąć focha i spierdolił z forum tak szybko, jak na nie zawitał. Takie rozpisanie walki to chyba w tym przypadku spory ukłon w stronę Dziadka za to, że mimo bycia wydymanym przez kolegę od story jednak robił swoje i nie marudził o nic, co było warte docenienia. Takie konkretne rozpisanie walki nie zabrało nic Fenrirowi a wręcz mu dało spory, bo jednak skasowanie Thora po krótkim starciu by mu za wiele nie dało a długi wyrównany pojedynek to już inna para kaloszy. No cóż, ich story dobiegło końca i czekam na coś lepszego dla Fenrira.

Video Promo: Oj został tutaj Eckhart srogo przedstawiony i to bardzo fajnie współgra z jego grana postacią, która jawi się jako ktoś, co trzyma się reguł za wszelką cenę i wręcz gardzi ich łamanie. W sumie tym vibem gościa dążącym do perfekcji i jednocześnie nie wierzącym w takie zjawisko mocno mi przypomina Davida Starra z WCW, który miał pod tym względem bardzo podobne podejście, co dość dobrze pamiętam. Chyba to był nawet postać ShowOffa z tego co pamięta. Mniejsza w to. No tutaj te opinie od osób z jego środowiska czy ogólnie z świata wrestlingu mogą mówić same za siebie. Erwin to nie gość, który zgrywa kogoś, tylko nim jest i można go traktować jako konkretny deal, który z czasem powinien osiągnąć coś więcej niż bycie pomagierem Walkera.

Uszczelka/DiMateo/DiBiase Jr.: Czyli słowa Davida stają się faktem. Fajnie to sobie koledzy ukartowali. Uszczelka sprawiający, że Cavazos po jedzeniu musiał zostać przyspawany do kibla i DiMateo nasyłający „kolegów” na Otungę, aby wyeliminować ich z pojedynku to całkiem ciekawy plan i nie zdziwi mnie, jak ich interakcji z poprzedniej gali nie była pierwszą z brzegu i po cichu coś szykowali już od pierwszej interakcji. DiMateo wspomniał o tym, że ściany mogą mieć uszy i po chwili mógł pożałować tych słów, bo Tedzik złapał ich wręcz za rękę, przyznających się do swoich występków. No postanowił ich ukarać, dając Kabanosowi i Adwokatowi title shota bez walki. Grubo muszę przyznać. Jednocześnie dał jasno Jayowi do zrozumienia, że swoimi występkami przejebał sobie sprawę i żeby zawalczył o Valor Championship na Danse Macabre, to musi pokonać teraz samego mistrza w non title matchu. W sumie niby kara, ale też z drugiej nagroda, bo nie musi walczyć z dwójką rywali i jednocześnie może przetestować swoje siły przeciwko Uszczelce.

Walka 8: Walka będąca konwekwencją segmentu dosłownie sprzed momentu. Chłopaki chcieli sobie ułatwić robotę a teraz muszą stawać naprzeciw sobie. Wystarczyło siedzieć cicho i trzymać ryj na jadaczkę. Natomiast teraz sami są sobie winni i z sojuszników szybko stanęli się rywalami. Uszczelka musiał wygrać, by nie mieć trzech a jedynie dwóch rywali na Danse Macabre. DiMateo musiał wygrać, aby w ogóle na nim wystąpić. Pod koniec większym sprytem wykazał się Jay i w ten sposób zapewnił sobie miejsce w walce o Valor Championship, co niekoniecznie powinno Uszczelkę cieszyć, bo jest on już w dość konkretnej dupie.

Po walce: Bardzo dziwny ten cheer dla DiMateo, który nie zrobił przecież niczego, czym zasłużył sobie na uznanie publiczności. Jednak w dalszej części uniknęliśmy już takich wpadek i mówi on z dużym sensem, jeśli patrzymy na jego dotychczasową historię i jego postać. Po części nawet rozumiem jego sojusz z Uszczelką. Po tak długim czasie bycia „ruchanym” przez zarząd musiał chwytać się każdej możliwości, mogącej zapewnić mu jego wielką szansą. To zostało zaprzepaszczone i w decydującej chwili udało mu się przezwyciężyć wszelkie przeciwności losu. Sporo było prawdy w jego wypowiedzi, co nie jest niczym odkrywczym. No bardzo przyjemna wypowiedź i poza tym debilizmem z cheerem w jego stronę tutaj wszystko pasowało jak należy.

Riddle/Ralf: Tego to się nie spodziewałem. Mogę tutaj strzelać w ciemno, ale chłopaki zapewne mieli już jakieś interakcje z czasów SDW i mamy ich spotkanie po latach. Zapewne Riddle wolałby, aby to miało miejsce w innych okolicznościach, ale nie możemy mieć jednak wszystkiego. Ralf jako ten przydupas Walkera z „wypranym mózgiem”, jednocześnie posiadający wspólną przeszłość z Kennym był najlepszą opcją do krótkiej pogawędki przed walką Kennetha z Martinem. Nieco intrygująca była ta końcówka, gdzie Holender dał jasno do zrozumienia Riddle’owi, że zaingeruje w jakiś sposób w jego walkę z Nathanem, co może zaważyć na wyniku ich pojedynku. Ciekawe, czy też do tego dojdzie.

Borges/Turn/Walker: Tutaj nic nowego nie padnie. Walker zdecydowanie skradł ten segment, mimo że pojawił się on dopiero pod koniec. Borges z Turnem prowadzili sobie dyskusję w dość przyjaznej atmosferze, ale chwilami było to zbyt cukierkowe. Jakoś nie potrafię się wkręcił w pisaniem Borgesem jako tym dobrym i to raczej dość mocno widać. W jego przypadku jakieś zmiany w postaci może by mu jakoś pomogły, bo obecnie jego potencjał jest dość mocno ograniczony i w sumie mówi o jednym i tym samym, co nie zapewni mu żadnego kroku naprzód. Turn już wypadł trochę lepiej i nabiera z czasem trochę charakteru, ale nadal dzielą jego i Walkera lata świetlne, co pokazuje, że mimo rozwoju Johnny’ego, to Willy dalej jest tym, który narzuca warunki gry.

Walka 9: Ostatnia walka z cyklu Contender Series i tutaj Riddle był już praktycznie na krawędzi. Martin do czasu zamieszania spowodowanego działaniami Kannonballa i Ralfa radził sobie bardzo dobre i był na dobrej drodze ku wykończeniu Kennetha. Ten był już cholernie bliski przegrania pojedynku, jednak pomoc ze strony WRECKD (której nie chciał) zapewniła mu zgarnięcie trzeciej wygranej jednego wieczoru, czym zapewnił sobie walkę z Zamorą na Danse Macabre z Global Championship na szali. W samej końcówce otrzymaliśmy to, co Ralf sugerował w czasie swojej rozmowy z Riddlem. Pomógł mu w rozproszeniu Martina, z czego skorzystać Pan Psycholog odliczając zdezorientowanego rywala. Po walce pojawia się Zamora, który wyjątkowo postanowił nie atakować Kenny’ego i stanął z nim twarzą w twarz, co było ostatnią rzeczą podczas jedenastego Colosseum.

Podsumowanie gali: Można ją podzielić w zasadzie na dwie części - na to, co było cholernie przewidywalne oraz na to, co zdecydowanie będzie korzystne dla Colosseum. No niestety, ale druga część Contender Series była aż za bardzo pozbawiona emocji i same walki mogły jedynie ciekawić ze względu na to, jak zostaną rozpisane aniżeli ze względu na wynik, który był znany już właściwie od momentu wygranej Zamory w pierwszym Contender Series (za co nikogo jednak nie zamierzam winić). Z tych korzystnych rzeczy to zdecydowanie wywalenie śmieci (MateuszMW, Escobar, Steele, Thor), co może być sporym odświeżeniem dla czerwonej tygodniówki, która miała nadmiar zbędnych postaci, które zabierały czas antenowy. Gala sama w sobie była dość przyjemna i nawet mimo ogólnej przewidywalności przeleciało się z nią dość płynnie, co oznacza, że było jej bliżej do dobrej niż do złej gali. Taka solidna szkolna czwórka można by rzec.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości