Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Elysium #5 - Denver, Colorado - 19.09.2026r.

Elysium #5 - Denver, Colorado - 19.09.2026r.

Elysium #5 - Denver, Colorado - 19.09.2026r.

Strony (2): 1 2 Dalej
19.09.2026, 17:40
#1
[Obrazek: cNDyCwA.png]



Rozpoczynamy Elysium oznaczone numerem 5! Kamera pokazuje rampę, gdzie wita nas mały pokaz pirotechniczny, a po chwili przenosi się na trybuny! Widzimy wiele plakatów oraz transparentów wspierających naszych ulubionych zawodników, między innymi oczywiście grupkę (coraz większą) wiernych fanów Maxwella Ransoma! Po chwili widzimy jeszcze ujęcie z dalekiego planu, obejmujące całą arenę. Po wstępie zapada chwila ciszy, przerwana przez God Save the King co oznacza pojawienie się Generalnego Managera! Wychodzi on na rampę w granatowym garniturze, z mikrofonem w prawej dłoni... I walizką Golden Laurel w lewej!

Nick Aldis: Witam serdecznie na piątej edycji Elysium! *cheer* Mam dla wszystkich bardzo ważną informację, którą przedstawię już za chwilę... Najpierw jednak... *unosi do góry walizkę* To jest Golden Laurel Briefcase! Na przestrzeni najbliższych gal Elysium będziemy świadkami walk kwalifikacyjnych, uprawniających zwycięzców do wzięcia udziału w finałowym Elimination Chamber Matchu i zostania jej posiadaczem! *cheer się wzmaga, jednak Aldis gestem prosi o ciszę* Będzie mi ona towarzyszyła aż do czasu zbliżającej się, hallowenowej gali. Teraz jednak... Proszę spojrzeć na ekran.

Aldis wskazuje ręką na telebim, na którym wyświetlona zostaje końcówka walki Axela Blaze'a z Jose Lopezem z Heatwave! Wideo jest puszczone w spowolnionym tempie i widać wyraźnie, że bark Axela Blaze'a oderwał się od maty tuż przed ostatecznym, trzecim klepnięciem sędziego.

Nick Aldis: Czasu nie cofniemy, ale widać doskonale, co się wydarzyło. W związku z tym od razu zapowiadam, jako że od teraz pas LPW World Championship należy w całości do Elysium - na najbliższej gali PPV, Jose Lopez stanie do walki z Axelem Blazem, w obronie rewanżowej swojego mistrzostwa! *cheer, Aldis trochę przeczekuje, aż publiczność się uspokoi i zrzuca kolejną bombę* W Three Stages of Hell Matchu! *publika szaleje*

Całość przerywa nam Void in Blue! Czyli nowa, wejściowa piosenka Jose Lopeza! Słychać teraz wyraźne buczenie i niezadowolenie fanów, chociaż widać na trybunach, że niektórzy kibice mają tabliczki sugerujące nam, że Jose Lopez nadal to ma. Nowy LPW World Champion zjawia się na rampie w TYM stroju oraz z mistrzostwem LPW World na ramieniu. Jest jeszcze lekko poobijany, ale od PPV minęło już sporo czasu. Chico Malo przygląda się reakcji fanów, nie okazując jakichkolwiek emocji. Mistrz rzuca w końcu spojrzenie na Aldisa i rusza w kierunku ringu. Przed zagoszczeniem tam, standardowo odbiera mikrofon i w końcu wchodzi do kwadratowego pierścienia. Chwilę jeszcze odczekuje i zabiera głos

Jose Lopez: Spoglądasz na pierwszy, PRAWDZIWY wybór Elysium, Nick. Ten wymuszony przez fakt zostania posiadaczem drugorzędnego tytułu i byciem odrobinę ciekawszym niż Jorge Cavazos nie ma znaczenia. *fani buczą, a Jose patrzy uważnie na Aldisa* Sam tego dokonałeś. Wybrałeś mnie, bo zdawałeś sobie sprawę z tego, że federacje się zmieniają, lata mijają, ale tym, który ZAWSZE ląduje na szczycie...jestem JA. *wynosi pas ku górze, co powoduje głośną reakcję fanów, po chwili kładzie go znów na barku* Nie myliłeś się, w końcu spłaciłem ten kredyt zaufania z solidną nawiązką. *uśmiecha się kącikiem ust* Po wojnie z Axelem Blazem na Heatwave dałem Elysium LPW World Championship i dokonałem tego, co zapowiadałem już na początku. NIKT nie jest słowny tak jak ja. *gładzi swoją brodę* Wiesz... mógłbym ci wybaczyć fakt, że zabrałeś mi możliwość otwarcia show i celebracji, bo... i tak nie mam z kim tego celebrować. *buczenie* Jednak pewnej rzeczy nie mogę zaakceptować. *głębszy wdech* JAKIM PRAWEM nagle przestałeś mi okazywać szacunek?! Wytłumacz mi, Nick! Deprecjonujesz moją wygraną i pokazujesz jakiś durny filmik? W imię czego? Myślisz, że nawet jeśli sędzia zdążyłby zareagować i doliczył ostatecznie do dwóch, to by zmieniło wynik? Oczywiście, że nie! Jesteś byłym zawodnikiem, więc powinieneś wiedzieć, że Blaze'owi wyświadczono przysługę! Nawet jeśli ten twardy sukinsyn instynktownie odkopał, to i tak był już praktycznie nieprzytomny i po prostu bym go ZMASAKROWAŁ, gdyby trwało to dalej. *buczenie* Chcę wszystkim przypomnieć, że... to nie Mike Brutal, nie Ben Zamora, nie James River Waters, nie Kenneth Riddle... nie WES WALLACE, tylko  JA gdzie się nie pojawiam, zostaję GŁÓWNYM mistrzem. To JA przez te pierdolone 10 lat wypruwałem z siebie żyły, dawałem TOPOWE widowisko i NALEŻY mi się szacunek od mojego General Managera!

I gotsta get paid przerywa wypowiedź mistrza, a fani reagują ogromnym cheerem! Blaze pojawia się na rampie ubrany standardowo w jeansy, skórzaną kurtkę, swoją koszulkę i oczywiście z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Zawodnik zatrzymuje się na chwilę i klepie po barku, sygnalizując, że czegoś tam brakuje, a potem rusza żwawo do ringu, przybijając po drodze piątki z fanami. Koło ringu wyciąga rękę w kierunku strefy technicznej, a pracownik rzuca mu mikrofon. Blaze chwyta go bez wysiłku i gestem dziękuje za dobre podanie. W końcu wchodzi do ringu, zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę. Mr. Forever również ma na twarzy wciąż widoczne ślady po ostatniej walce, ale trzyma się całkiem nieźle. Podchodzi do Hiszpana i staje z nim twarzą w twarz.

Axel Blaze: Cholera, Lopez, jesteś głośniejszy niż niedzielny krawat dziadka i to, co Ci się teraz należy to pierwsza nagroda w konkursie na największą beksę po tej stronie Missisipi. *śmiech na trybunach* Ahh… mam Ci tyle do powiedzenia, ale wszystko w swoim czasie. Najpierw muszę naprawić pewne rzeczy. *Blaze totalnie olewa Lopeza i skupia swój wzrok na Aldisie* Nick, od samego początku źle zaczęliśmy. Chciałem Cię serdecznie przeprosić. W pierwszej kolejności za tą pamiątkę, *wskazuje na łuk brwiowy Aldisa* ale także za to, że od początku utrudniałem Ci pracę. Już podczas naszego pierwszego spotkania zachowałem się jak buc, który myśli, że chcesz działać przeciwko niemu. Przepraszam Nick. Może i późno to zrozumiałem, ale lepiej późno niż wcale. *Blaze ponownie patrzy na Lopeza* A co do Ciebie, Lopez, to muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś i wcale nie mam tutaj na myśli, że to Ty dzisiaj wyszedłeś tutaj jako mistrz. Co za ironia, przez ostatnie tygodnie robiłeś wszystko, aby wejść do mojej głowy, zrobić ze mnie potwora, pokazać, że jestem niestabilny... wszystko po to, żeby zepchnąć mnie ze szczytu i zająć moje miejsce. Jednak po takim czasie ktoś tu chyba nabawił się lęku wysokości. Przez cały ten czas chciałeś pokazać, że jesteś ponad to, a kiedy w końcu Ci się to udało to wychodzisz tutaj i nie trzymasz ciśnienia. *cheer* Zabawne, bo przez ostatnie dwa tygodnie dostałem masę wiadomości, w której każdy życzył mi wszystkiego dobrego, mówił, że nic się nie stało, żebym się nie przejmował. Znajomi, którzy nie są tak blisko mnie na co dzień, nagle wpadali do mnie częściej, bojąc się, że zastaną mnie zalewającego się w trupa, nie mogącego podnieść się z łóżka po tym wszystkim przez co przeszedłem. Dziękuję wszystkim za dobre słowo, bardzo to doceniam. Jednak, jak widać, ze mną wszystko w porządku, mam się dobrze, w przeciwieństwie do niektórych. *puszcza oczko do Lopeza* Odkąd tylko sędzia uderzył w matę trzeci raz wiedziałem, że popełnił błąd. Ale jesteśmy tylko ludźmi, każdy je popełnia. Ja popełniłem ich ostatnio całkiem sporo. Dlatego milczałem, bo wiedziałem, że prawda wyjdzie na jaw. Gdybym odezwał się jako pierwszy zostałbym odesłany do Dereka Hallowaya i jego live'a, aby przedstawić "swój punkt widzenia". Jednak teraz stoimy znowu na przeciwko siebie. Walka rewanżowa jest już ogłoszona. A moje serce bije szybciej. Od zdobycia tego pasa nie czułem czegoś takiego. I za to muszę Ci podziękować, to była najlepsza walka w moim życiu. Wkrótce znów zmierzymy swe siły i już nie mogę się tego doczekać. Postaraj się do tego czasu wziąć kilka głębokich oddechów, uspokoić się. Bo widzisz, ja nie chcę wykorzystywać momentu Twojej słabości, żeby ułatwić sobie walkę. Ja chcę walczyć z najlepszą wersją Ciebie, żeby każdy zapamiętał ten pojedynek do końca życia. Nie tylko my dwaj, żeby wspominać to po kilku latach, jak robisz to z Wesem. Żeby każdy, kto to zobaczy, opowiadał o tej walce swoim wnukom! *cheer*

Lopezzo rozgląda się po reakcji publiczności i z lekkim uśmiechem na twarzy kręci głową.

Jose Lopez: Chcesz mojej najlepszej wersji? Widzę, że do takiego motywu zainspirowałem nie tylko Bena Zamorę. *wredny uśmiech* Chłopcze... ja ciągle staję się lepszy, NIKT nie ma takich ambicji jak JA! Dla wielu są one wręcz chore oraz nierealne, ale nie ma co się dziwić... Mój sufit jest tak wysoko, że reszta nawet nie jest w stanie go dostrzec. Dlatego też lęk wysokości, o którym wspomniałeś, rzeczywiście może u mnie występować... tylko nie tak jak myślisz. On objawia się u mnie strachem przed tym, że będąc już za WYSOKO, nie zobaczę nikogo, kto jeszcze będzie stanowić dla mnie WYZWANIE. *krótka pauza, patrzy głęboko w oczy Blaze'a* Nie byłeś w stanie mnie pokonać na Heatwave, to jak chcesz dokonać tego w rewanżu? *poirytowany* Nadal nic nie wbiłem ci do tego twojego łba, Axel! Widzę, że nic się nie zmieniło! Po tym wszystkim, co się wydarzyło, co wyszło na ciebie, po twojej porażce... wchodzisz tutaj wesoły, udajesz, że masz to pod kontrolą i życie leci dalej. Kogo ty znowu chcesz oszukać? ŻENADA! *krótka pauza* Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś ''szaleństwem jest ciągle robić to samo i oczekiwać innych rezultatów.'' A ja już widzę, że nie ma w tobie ŻADNEJ refleksji, nie posłuchałeś, uparcie wierzysz, że masz rację...szkoda. Jednak śmiało, próbuj ponownie po swojemu, wedle schematu, w który wierzysz. Po raz kolejny twoje sztuczne ideały zostaną zmiażdżone, o ironio... w Three Stages of Hell Matchu. *ekscytacja fanów* Zapowiedziałem już ponad dwa miesiące temu, że piekło po ciebie przyjdzie. *wredny uśmiech* To będzie idealne zamknięcie naszej historii i obnażenie cię. Możesz już dać tym swoim znajomym, którzy ostatnio bardzo ochoczo cię odwiedzali adres do potencjalnego szpitala, bo przy twoim tak żenującym i lekkomyślnym podejściu... tam będzie twoje miejsce!

Axel Blaze: O ironio, jak Ty chcesz mnie pokonać w Three Stages of Hell Matchu, skoro nie byłeś w stanie pokonać mnie na Heatwave? Zdaję sobie sprawę, że będziesz to wypierał ze wszystkich, po Twojej stronie lustra to przecież nie miało miejsca, ale w tej prawdziwej rzeczywistości, w tej której obecnie się znajdujemy, mój bark oderwał się od podłogi przed 3 uderzeniem sędziego. A to oznacza, że to nie przegrałem. Ty twierdzisz, że i tak byś mnie zniszczył, a ja wiem, że nie dałbyś rady. Bo odbijając w takim momencie udowodniłem sam sobie, że jestem niezniszczalny. I mógłbyś próbować dokładać kolejne akcje, a ja za każdym razem bym po nich wstawał! *cheer* I nie odpływaj, bo nigdy nie byłeś, ani nie będziesz w miejscu, w którym nie znalazłbyś nikogo na swoim poziomie. Bo jak na razie to udało Ci się tylko zabrać pas bo błędzie sędziego. Nawet nie pokonałeś tego młokosa, któremu tak bardzo próbujesz umniejszyć i pokazać mu, gdzie jego miejsce. Tylko... gdzie wtedy jest Twoje miejsce? *Blaze gwałtownie podchodzi jeszcze bliżej Lopeza* Jak na razie masz szczęście, że dzisiaj przepraszałem Nicka, a Ty za chwilę masz walkę... bo z rozkoszą starłbym Ci ten wredny uśmieszek z twarzy i dał kolejny powód do narzekania.

Po chwili walki na spojrzenia na arenie rozbrzmiewa Layla! Nick Aldis oraz Axel Blaze spokojnie opuszczają ring, aby zrobić miejsce dla Jamesa Rivera Watersa, a Lopez oddaje sędziemu pas i przygotowuje się do walki.

Mars od tyłu to sram, a Michał od tyłu...

Non Title Singles Match
Jose Lopez vs James River Waters

Znajdujemy się teraz w ringu, w którym James River Waters wymierza serię punchy Jose Lopezowi. Sędzia odciąga go od rywala, ale ten ponownie na niego rusza. Łapie za rękę, Irish Whip w narożnik naprzeciwko. Bierze rozpęd, Corner Cothesline?! Nie! Jose w ostatnim momencie odskakuje w bok, a James zgina się z bólu. Jose wymierza szybkie Step-Up Enzuigiri. Waters pada na matę, a Hiszpan wchodzi na narożnik. W tym czasie James wstaje na nogi. Diving Crossbody?! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Lopez zbiera oddech, a Amerykanin w tym czasie wstał. Anti Heroe rusza i dokłada Swinging Neckbreaker. Kolejny pin! 1… 2… Kickout! Zawodnik z Wysp Kanaryjskich od razu wstaje i przewraca przeciwnika. Muta Lock zapięte! Madman cierpi, ale w końcu po kilkunastu sekundach zaczyna się czołgać w kierunku lin. Trochę czasu mu to zajmuje, ale w końcu mu się to udaje. Sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4… Lopezzo wykorzystuje sytuację do granic możliwości i puszcza w ostatniej chwili. Zawodnik z Montany wstaje powoli przy pomocy lin, a Lopez czeka na nogach, aż ten będzie w pozycji pionowej. Rusza na Jamesa, ale ten mu wypłaca Elbow Strike. Jeden, drugi. Dodaje do tego Enzuigiri. Lopez chwieje się, a Waters wynosi go do Powerbombu. Idzie w stronę narożnika i wrzuca Lopeza prosto w niego. Jose na macie, a teraz to Cursed Child wchodzi na narożnik. Moonsault? Connected! Pin! 1… 2… To za mało, żeby pokonać mistrza! Montana Kid jednak się nie poddaje. Hiszpan powoli wstał, tylko po to, aby zainkasować Pele Kick! Jose chwiejnym krokiem cofa się, odbija od lin i wraca do przeciwnika. Waters wkłada jego głowę między swoje nogi. Wynosi do góry! Big Sky Reckoning?! Nie! El Hermoso wierzga nogami będąc w górze, po czym podnosi rywala i mamy Back Body Drop! The Warden aż łapie się za plecy po tej akcji! Spanish Star łapie chwilę oddechu, a w tym czasie James wstał już na kolana. Jose to zauważa, odbija się od liny… Shining Wizard! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Obaj panowie leżą na macie, sędzia zaczyna odliczanie. 1… 2… 3… Obaj już powoli podnoszą się do góry. 4… 5… Są już na kolanach naprzeciwko siebie. Sassy Prince pierwszy wymierza punch na głowę rywala. Chico Malo odpowiada tym samym. Mamy małą wymianę, obaj wstali już na równe nogi. Jeden i drugi robią krok w tył odbijając się od lin… Double Crossbody! Obaj lądują na macie trzymając się za brzuchy! Chwilę zajmuje zanim obaj zawodnicy zaczynają wstawać a w tym momencie na Titantronie wyświetla się jakieś wideo, obaj zawodnicy są mocno tym zdziwieni. Kamera przenosi nas do sierocińca (tak jest napisane na drzwiach wejściowych) i po chwili naszym oczom ukazuje się chyba młody (8-10 lat) James River Waters. Siedzi on na podłodze i chowa twarz w dłoniach, ewidentnie zapłakany, a wokół niego mamy pełno innych dzieciaków, które wskazują na naszego bohatera i głośno się z niego naśmiewają. Z tłumu słuchać przeróżne okrzyki:

- "Co za mazgaj!"
- "Ten świr, znowu beczy!"
- "James chyba się zsikał ze strachu! Hahahah!"


Widzimy, że do chłopaka podchodzi jedna z sióstr, które prowadzą ten sierociniec, na jej twarzy nie ma jednak współczucia. Mocno łapie Jamesa Rivera za rękę, ten nawet zdążył zawyć z bólu. Możemy jeszcze zaobserwować jak zakonnica krzyczy na chłopaka przy innych obecnych dzieciakach, które są ewidentnie bardzo z tego faktu zadowolone. Obraz z kamery urywa się i widać, że bardzo poruszyło to samego Watersa, który w szoku podchodzi do lin i tępo wpatruje się w ekran...  Hasta Luego! Lopez oczywiście nie mógł odpuścić takiej okazji i wykonuje z zaskoczenia finisher! Nie puszcza jednak uchwytu, tylko dla pewności podnosi się z rywalem raz jeszcze i dokłada kolejne Hasta Luego! Mamy pin! 1...2...3... Koniec walki!

James River Waters w swoim debiucie w Legion Pro Wrestling odnosi również swoją pierwszą porażkę! Lopez natomiast odbiera od sędziego swój pas, chwilę z nim świętuje, po czym schodzi na zaplecze. Widać, jak Waters dochodzi do siebie i zrezygnowany siada na środku ringu, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Ma już powoli wstawać, gdy nagle Titantron ponownie ożywa. Kamera pokazuje słabo oświetlony gabinet Dr. Victora Kline’a. Doktor siedzi za szerokim biurkiem, na którym leży kilka otwartych teczek, stary dyktafon oraz dokumentacja podpisana „James River Waters”. Za nim, częściowo skryty w cieniu, stoi Silas Crowe.

Dr Victor Kline: Ludzie bardzo lubią wierzyć, że z czasem stają się kimś innym. Silniejszym. Mądrzejszym. Bardziej odpornym. Budują wokół siebie kolejne warstwy, aż w końcu sami zaczynają wierzyć, że człowiek, którym byli wcześniej, już nie istnieje. *Kline zamyka jedną z teczek i przesuwa ją na bok.* James River Waters zrobił to lepiej niż większość. Przez lata stworzył człowieka, którego inni podziwiali, bali się i pamiętali. Mistrza. Madmana. Człowieka, który potrafił sprawić, że wszystkie oczy były zwrócone na niego. *Doktor na chwilę zatrzymuje wzrok na dokumentacji Watersa.* Tylko że nawet najlepiej zbudowana osobowość ma swój punkt początkowy. Czasem jest nim jedno miejsce. Jedna chwila. Jedno wspomnienie, do którego człowiek, nie chce wracać przez całe swoje życie. *Kline bierze do ręki dyktafon.* Nie interesuje mnie pokonanie Jamesa Rivera Watersa. Chcę zobaczyć, co zostanie, kiedy zaczniemy obierać go z kolejnych warstw i zabierzemy mu. Pewność siebie. Dumę. Madmana, oraz wszystko to co budował przez lata.*Na twarzy doktora pojawia się ledwie zauważalny uśmiech.* Bo ja nie wierzę, że tamten chłopiec zniknął, James. Wierzę, że nauczyłeś się bardzo dobrze go ukrywać. *Silas powoli podnosi głowę.* A terapia ma niezwykłą właściwość. Jeśli cofniemy się wystarczająco daleko… zawsze docieramy do źródła.

Doktor naciska przycisk dyktafonu. Rozlega się trzask starej taśmy.

Nagranie: Etap pierwszy zakończony. *Kline nie odrywa wzroku od kamery.* Rozpocząć regresję. *Za jego plecami Silas robi powolny krok do przodu.* Cel terapii: James River Waters.

Zapada cisza. Dyktafon nadal pracuje, wypełniając pomieszczenie jednostajnym szumem taśmy. Crowe robi kolejny krok i zatrzymuje się tuż obok Kline’a. Nagle z urządzenia dochodzi ostatni trzask.

Nagranie: Pacjent został odnaleziony.

Kline naciska STOP.

Dr Victor Kline: Teraz możemy zacząć.

Silas powoli przechyla głowę, po czym rusza prosto w stronę kamery. Operator instynktownie się cofa. The Uncured wyciąga ogromną dłoń w kierunku obiektywu… Wideo transmitowane na titantronie urywa się, a w ringu widzimy tylko posępnego i zupełnie milczącego Rivera, rozglądającego się bezradnie dookoła. Obraz z kamery po chwili gaśnie...

Przypominamy o zakazie lania wody w komentarzach!

Obraz z kamery przenosi nas... do szatni. Tam siedzi sobie Elias Shadow! Gnojek jak to on, przegląda telefon, a bardziej jego szczątki. Yoshi Tatsu stłukł mu ostatnio jego urządzenie, no i nie wygląda ono teraz najlepiej. Shadow scrolluje zapewne tiktoka, ale nie jest to zbytnio przyjemne i co jakiś czas boli go paluszek. Nagle słyszymy pukanie do drzwi i do pomieszczenia wchodzi... Yoshi Tatsu! Można było się tego spodziewać, bo samo pukanie było bardzo honorowe. Wejście również, podczas którego Yoshi rzucił jednym z tradycyjnych japońskich tekstów, które się mówi w takiej sytuacji. Honorowy Japoniec ma przy sobie jakiś stary worek, który wygląda jakby był na ziemniaki. Elias widząc to wszystko, jest zażenowany.

Yoshi Tatsu: Elias-kun, to czego ostatnio dokonałem, było doprawdy haniebne oraz niehonorowe. *honorowo załamany* Dlatego też... popełnię honorowe seppuku.

Yoshi wyciąga z tego swojego worka pseudo katanę, klęczy i łapie miecz oburącz, celując w swój brzuch, przy okazji zamykając oczy. Wszystko robi bardzo honorowo i pod nosem wypowiada jakieś japońskie formułki, brzmi to jak jakieś modły. Elias lekko przerażony zrywa się i chce zapobiec katastrofie, która za chwilę może tu się odbyć. Wyrywa miecz z rąk Tatsu. Yoshi otwiera oczy i zaczyna śmiać się z dzieciaka i honorowo wskazuje go palcem.

Yoshi Tatsu: Haha! Mam cię! To był taki żart! To tylko zabawka! Haha! *honorowo się śmieje, a Elias jest zirytowany i wyrzuca to z rąk* Zrobiłem to na rozluźnienie atmosfery, bo wiesz Elias-kun... samuraj czasem musi się rozluźnić. *honorowo się uśmiecha* Cieszę się, że jest w tobie wiele ukrytej dobroci i mi przerwałeś, dlatego też przyjmij to...

Tatsu grzebie w worze, na szczęście nie tym z jajec i wyciąga... IPHONE 18 PRO MAX!!! Nówka sztuka, nieśmigana!

Yoshi Tatsu: Przyjmij ten prezent w geście przeprosin, młodzieńcze... *wręcza pudełko Eliasowi*

Kojarzycie film Maska? Ten z Jimem Carrey'em? I moment w którym oczy Maski dosłownie wyskakują z orbit? No to tutaj jesteśmy tak blisko tego widoku jak to tylko możliwe. Elias z wielkim nabożeństwem patrzy na pudełko w rękach Japończyka, po czym powoli (i o dziwo bardzo honorowo) chwyta je w swoje dłonie i przytula do klatki piersiowej.

Elias Shadow: To... To dla mnie? *patrzy zaszokowany na Yoshi'ego* Ja... Ja... Nie wiem co powiedzieć!

Elias zapomniał już, że Tatsu przed chwilą próbował popełnić udawane seppuku, jak najszybciej odpakowuje nowy telefon i go włącza.

Elias Shadow: Ma tiktoka? A youtube shortsy? O a ten, instagram? Reelsy na Instagramie to jest dopiero życie!

Widać, że młody się rozmarzył i zapomniał już gdzie jest. Nagle jednak jakby otrząsnął się z szoku i spogląda na Tatsu.

Elias Shadow: A czego Ty w ogóle ode mnie chcesz co? Próbujesz uśpić moją czujność? Co? Uważaj bo ja znam karate! Coś niecoś potrafię!

Yoshi Tatsu: *honorowo uśmiecha się z dumą* Młodzieńcze, jedyne, czego ja chcę... to byś stał się honorowym człowiekiem, takim jak ja. Z dużą dozą pokory, szacunku i stoicyzmu. Widzę w tobie złoża tych cech, są one tam pod tą skorupą, którą serwujesz, ale Elias-kun, oczu samuraja nie zmylisz...

Elias patrzy na Yoshiego jakby ten był trochę pierdolnięty (nic dziwnego) ale patrzy przez kilka sekund na swój nowy telefon... I kiwa głową.

Elias Shadow: Dobra dziadek-san, masz jedną szansę. Nie zmarnuj jej.

Yoshi Tatsu: A więc zacznijmy razem piękną przygodę! Haha! Mam jeszcze jedną niespodziankę dla nas, zawalczymy dziś razem drużynowo! Także rozgrzewaj się powoli młodzian, czas dopisać mi pierwszą wygraną w tej federacji! Oczywiście podejdziemy do rywali z ogromnym szacunkiem, ale spokojnie... to nie są jakieś kozaki.

Yoshi honorowo klepie Eliasa po ramieniu, a ten czujnie zerka na niego. Obraz z kamery znika...

Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match
Derrick Mantel vs El Garra de Gato

Wracamy do ringu, gdzie Garra biegnie w stronę przeciwnika, a Mantel schodzi mu z drogi i popycha w stronę lin. Kociarz się od nich odbija i po powrocie ma Shoulder Block. Teraz to Derrick odbija się od lin, a Luchador próbuje go podciąć, jednak Amerykanin przeskakuje nad nim, a Meksykanin częstuje przeciwnika Back Body Dropem. Ego Top po upadku chwyta się za plecy, jednak dosyć sprawnie wstaje. De Gato natychmiast do niego doskakuje i częstuje punchami na głowę. Będącego na kolanie przeciwnika częstuje DDT. Od razu próba pinu. 1… Kickout. To zdecydowanie za mało dla jego oponenta. Kociarz wstaje i pomaga wstać oponentowi. Irish Whip w narożnik, jednak kontra i to El Garra wpada w korner. Corner Clothesline od Amerykanina. Po tym ataku Derrick wybiega, odbija się od lin, De Gato lekko zamroczony wychodzi z narożnika i otrzymuje potężny Yakuza Kick. Ależ teraz De Gato pada jak rażony piorunem na matę. Mantel nie końcu jednak tego w ten sposób, szybko wdrapuje się na szczyt narożnika i mamy jeszcze Frog Splash. Próba pinu. 1… 2… Kickout. Ego Top po raz kolejny idzie w stronę narożnika i wchodzi na jego szczyt. Lekko poprawia pozycję i mamy 450 Splash! Prosto w matę! Meksykanin w porę przetoczył się na bok. Derrick aż kopie w matę z grymasem bólu, a Kociarz nie poprzestaje na tym, chwyta oponenta w Rear Waist Locku, pomaga mu wstać i mamy piękny German Suplex. To nie wszystko, to tym razem El Garra wchodzi na szyt korneru i mamy Diving Elbow Drop! Próba pinu. 1… 2… Kickout. De Gato nie poddaje się i oczekuje aż jego rywal się podniesie. Gdy to czyni, Kociaż odbija się od liny i mamy teraz jeszcze Running Crossbody! Spin Kick od Mantela na lecącym już przeciwniku! Ależ teraz wymiana akcji. Amerykanin podnosi teraz przeciwnika za rękę, wkłada mu głowę pod pachę i dokłada jeszcze Spin-out Powerbomb od razu z pinem. 1… 2… 3?! Kickout! Kociarz jest teraz w niemałych tarapatach, ale jakoś udało mu się przetrwać ten pin. Ego Top już wyraźnie sygnalizuje zakończenie tej walki, szykuje się Head Crusher (Curb Stomp)! Derrick w oczekiwaniu łapie się za górną linę i czeka, aż jego ofiara w końcu wstanie. Gdy De Gato jest już w pozycji pochylonej Mantel się rozpędza i mamy Head Crusher! Jednak chybiony, Meksykanin się prostuje i ucieka, a Amerykanin uderza stompem w matę. Już poważnie wściekły odwraca się do przeciwnika i otrzymuje Spinebuster! Kociarz w natarciu, próba pinu! 1… 2… 3?! Kickout! To za mało dla Mantela. De Gato podnosi przeciwnika do stójki i ustawia go pod Garra Slam (Uranage Slam)! Mantel w porę wykręca się z uchwytu trzema uderzeniami z łokcia, w końcu wykręca się z ręką przeciwnika, atakuje go Gut Kickiem i ustawia przeciwnika pod Piledriver! Czy będzie Fatal Blow (Craddle Piledriver)?! Tak! Mamy Fatal Blow! Od razu przypięcie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Derrick Mantel zwycięża to starcie i zostaje pierwszym uczestnikiem walki o walizkę!

Kamera przenosi nas do ciemnego pomieszczenia, nic nie widać, ale... w końcu zapala się lampka i widać Eliego Cottonwooda! Wąsacz patrzy tylko groźnie w obiektyw i zza jego pleców wychodzi TEN FACET. Kolejny wąsaty pan patrzy złowrogo w kadr i ma zamiar coś powiedzieć. Za nim są jeszcze dwie sylwetki innych mężczyzn, których nie znamy i nie możemy ich dostrzec.

Eli Cottonworld: Imię me? Eli. Eli Cottonworld. Wąs? Jest. Gacie? Są. Nie byle jakie. Dzięki głebokim polskim korzeniom poznałem firmę, która odmieniła moje życie. *prezentuje gacie, które ma na sobie, trwa to dłuższą chwilę* Znaczą dla mnie prawie tyle, ile ma rodzina. *ukradkiem spogląda do tyłu* Rodzina, z którą pokażemy, jaka jest różnica między prawdziwymi wąsami. A ogolonymi twarzami.

Cottonworld jeszcze groźnie patrzy i palcami ponownie prezentuje swoje majtki. Obraz z kamery znika...

Masz wonsy? Dołącz do nas!

Rozbrzmiewa theme song Jeffa Browna! A jaki? No ten jego! Nie trzeba więcej wiedzieć. Albo dobra TEN. Innej okazji do posłuchania go może nie być. Jeff pojawia się ubrany w swoje ciuchy, takie jak ma zawsze, jest z nich znany tak jak Shio Sakazaki ze swojej kurtki. Fani z deka mają wyjebane w to. Brown ma na sobie kołnierz ortopedyczny i powoli idzie w kierunku ringu. Przed wejściem odbiera jeszcze mikrofon od pracownika. W końcu włazi pokracznie po schodkach prawie spadając, ostatecznie udaje mu się dotrzeć do docelowego miejsca i przykłada mikrofon do ust, a muzyka cichnie, wielka chwila przed nami.

Jeff Brown: Jestem tutaj bo... *Brown zaczyna zdejmować kołnierz ortopedyczny, idzie mu to bardzo słabo, ale udaje się* JEFF BROWN WRÓCIŁ, DZIWKI! *cisza fanów* Tak jest, dziweczki, o tak! Jeff Brown powrócił silniejszy niż kiedykolwiek i gotowy na cokolwiek! Dajcie mi jakiegoś solidnego sukinsyna do obicia mu mordy, a może i nawet... *udaje, że w kieszeni ma spluwę i uważnie rozgląda się dookoła* ŻARTOWAŁEM! Obicie gęby mi wystarcza, dawać go!

Następuje na arenie nieco niezręczna cisza, gdzieniegdzie daje się usłyszeć lekki cheer w oczekiwaniu na to kto wyjdzie.. i nagle po kilku sekundach na rampie pojawia się nieznany nam zawodnik, przy akompaniamencie tego theme songu, na sobie ma podarty nieco płaszcz u dołu ze złotymi akcentami, głowa przykryta kapturem. Nie tracąc czasu rusza on w kierunku ringu po rampie, gdy nagle odzywa się Jeff..

Jeff Brown: A Ty kim kurwa jesteś, ha?

Postać po chwili wchodzi po schodkach do ringu, a następnie przechodzi między linami i staje naprzeciwko Browna. Ten lekko zamiera widząc postać stającą przed nim, ale nie daje nic po sobie poznać (tak przynajmniej myśli) i mówi..

Jeff Brown: Pytałem się kim ty dziweczko jesteś.. a w sumie chuj mnie to, i tak cię rozpierdolę, jedziemy z tobą kurwo!

Zawodnik zabiera mu mikrofon, przez chwilę stoi w bezruchu, po czym zdejmuje kaptur i ukazuje nam się ta postać i szaleńczo się uśmiechając i z góry patrząc na Jeffa odpowiada..

???: Haha! Moje imię.. Rocks Xebec. Śmieszny jesteś wierząc w to, że cokolwiek tu ugrasz, ale powodzenia. Będzie ci kurewsko mocno potrzebne!

Rocks zrzuca z siebie płaszcz i wyrzuca mikrofon za ring, a po chwili rozbrzmiewa gong..

Singles Match
Jeff Brown vs “Rocks” Xebec

Jeff po usłyszeniu gongu bez ostrzeżenia uderza punchem w twarz Xebeca, po czym sprzedaje mu kopnięcie w lewe udo, następnie w prawe.. Rocks jednak jakby nic sobie z tego nie robił i łapie Browna za twarz i zaczyna przesuwać przeciwnika do tyłu. Gdy dochodzi do lin to łapie go pod Irish Whip i rzuca na przeciwległy zestaw, Jeff Brown odbija się i chce wyczuć sytuację - Running Knee Strike! Nie! Podczas skoku otrzymuje Headbutt! The Apex Anarchist uśmiecha się, po czym łapie za głowę Browna, po czym rzuca go bez wysiłku w narożnik i nabiega.. Corner Clothesline, a po chwili.. Conqueror’s Impact! Fake Thug zgnieciony w narożniku, ale stara się z niego wyjść obolały.. wpada w ramiona Rocksa i.. Anarchy! Prosto w jeden z narożników! Xebec odciąga go z narożnika i przypina dość nonszalancko.. 1.. 2.. kick out! Jednak to nie to.. The Chaos' Sovereign rozmyślił się i chce pokazać coś jeszcze. Podnosi on Fake Thuga.. ten natomiast próbuje kopnąć przeciwnika! Mamy kilka kopnięć na nogi The Apex Anarchista.. ten ewidentnie mocno znudzony i lekko poddenerwowany na twarzy chce to zakończyć, rzuca przeciwnika na liny i Spinebuste-.. Chaos Burst! Po chwili zaczyna krążyć wokół oszołomionego i podnoszącego się bardzo powoli Mr. Street Cred.. gdy ten już jest blisko by się podnieść Rocks wykonuje gest strzału z pistoletu, rozpędza się, odbija od lina raz.. potem od przeciwległych.. Headshot! Brown pada jak martwy, Xebec przyklęka przed przeciwnikiem i kładzie tylko na nim dłoń: 1.. 2.. 3! Zwycięstwo w debiucie!

The Apex Anarchist podnosi się dość szybko, sędzia chce podnieść jego rękę w geście zwycięstwa, ten jednak wyrywa ramię, podchodzi do narożnika i prosi o mikrofon..

Rocks Xebec: Ha! Haha! Co za wyzwanie! Że też trzymacie tak bezużyteczne psy jak ten tutaj u siebie.. Jestem, szczerze mówiąc, nieco rozczarowany.. Chociaż? Zrobił ten ściek za idealną gąbkę żeby wszystkim pokazać co potrafię. Jednakże! Nie myślcie sobie, że tylko z takimi.. osobliwościami, jak to gówno, jestem w stanie tylko wygrywać. *podchodzi do leżącego jeszcze na brzuchu Jeffa, przyklęka przy nim i łapie go za szyję* To był tylko pionek, nic lepszego nie byłem w stanie dostać.. Ale posłuży za przykład, nie tylko tego w jaki sposób rozprawiam się z - wątpliwymi - przeciwnikami, ale też tego co spotka każdego z was. *wstaje i patrzy w kamerę uśmiechając się* Każdego kto zechce chociażby spojrzeć w moją stronę, każdego kto zechce oddychać tym samym powietrzem, bo nie jestem tu po to żeby ludzie mnie lubili, żeby mieli mokro w majtkach na mój widok, żeby kupowali moje koszuleczki, okularki i chuj wie co jeszcze. Nie jestem tu po to żeby ktokolwiek z was mnie szanował od samego startu, bo wydrę sobie sam ten szacunek z waszych trucheł. Jestem tu po to żeby pokazać wam.. wam wszystkim, że wasi ulubieńcy i wasi mistrzowie to tylko olbrzymy na glinianych nogach i każdy z nich będzie upadał, jeden po drugim, bo są niczym w porównaniu z prawdziwą potęgą! Potęgą chaosu, który.. kreuję.. JA!

Wraz z ostatnim wypowiedzianym słowem, Rocks odrzuca mikrofon, po czym wstającego jeszcze Jeffa Browna kopie od niechcenia w brzuch, a następnie wyślizguje się z ringu. Przy widoku Rocksa idącego po rampie i przy dźwięku jego donośnego, dzikiego śmiechu.. obraz gaśnie.

Kamera przenosi nas do pogrążonego w półmroku gabinetu, za masywnym biurkiem z ciemnego, szlachetnego drewna, siedzi trzech mężczyzn w nienagannie skrojonych garniturach. Ich sylwetki niemal stapiają się z cieniem, a jedynym wyraźniejszym źródłem światła jest wąska smuga wpadająca przez niedociągnięte zasłony. Pośrodku, w najważniejszym miejscu, zasiada brodaty mężczyzna o spokojnym, nieprzeniknionym obliczu. Promień światła przecina jego twarz niczym ostrze — jedna połowa pozostaje jasno oświetlona, druga zaś ginie w głębokim cieniu. Kontrast ten nadaje jego spojrzeniu osobliwą dwuznaczność, jak gdyby skrywał w sobie zarówno dostojność, jak i mroczną tajemnicę. Po jego bokach siedzi jego Doradca oraz Kapitan. Milczą, jak przystało ludziom przywykłym do tego, że najważniejsze decyzje zapadają bez zbędnych słów. W powietrzu unosi się ciężki aromat cygar. Każdy z mężczyzn trzyma w dłoni tlące się cygaro, a leniwe smugi dymu wiją się pod sufitem, miękko rozpraszając nikłe światło. Popiół osypywał się do masywnych, kryształowych popielniczek, lecz żaden z nich nie zwraca na to uwagi. Wnętrze jest pełne powściągliwego przepychu - ciemne drewno, skórzane fotele, ciężkie zasłony i pojedyncze elementy klasycznego wystroju, które bardziej sugerują władzę niż ją ostentacyjnie demonstrują. Panuje cisza. Nie jest jednak zwyczajna — ma w sobie ciężar oczekiwania. The Outfit siedzi nieruchomo, otacza ich dym oraz cień, jakby cały świat poza tym gabinetem przestał na chwilę istnieć. W końcu Tony pyknął z cygara, spokojnie wypuścił dym z ust, a następnie z kamienną twarzą spojrzał na swoich towarzyszy.

Tony Leone: Długo zastanawiałem się, czy jestem zły, czy rozczarowany postawą Brutala na Heatwave. Z przykrością muszę stwierdzić, że chyba jednak jedno i drugie. *pyknięcie z cygara* Przychodzę do nich z otwartymi rękoma, oferuję swoją przyjaźń, z godnością przyjmuję wszystkie stawiane mi warunki. Daję im słowo, że nie przekroczymy pewnej granicy. Daję im słowo, że będziemy współpracować dla wspólnego dobra Elysium. Daję im słowo, że nie dojdzie do kolejnego ataku... a dla mnie słowo cenniejsze jest od pieniędzy. I co dostaję w zamian? Całkowity brak szacunku. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony zaczyna mówić szybciej* Ostrzegałem Nicka przed tym frustratem. Zwracałem uwagę, że należy mu się uważnie przyjrzeć, bo takie elementy społeczne są nieprzewidywalne. Prostactwo, pośpiech czy frustracją nigdy nie są dobrym doradcą. Z kimś takim nie powinno się robić żadnych interesów. Ale Nick zapewniał mnie, że przecież Brutal jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek głupiego w naszej sprawie. Dał mi słowo... i go nie dotrzymał. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony mówi coraz szybciej* To już był dla Nas policzek, ale Nick posunął się jeszcze dalej. Postanowił oficjalnie zakazać Waszej obecności przy ringu w trakcie walki wieczoru. Jakby mi w twarz napluł. Dotrzymałem danego słowa. Podjąłem walkę z Brutalem w jego płaszczyźnie, wygrywając z nim bez interwencji. Nie ingerowaliśmy w żadną z naszych walk. Za to  zrobił to Brutal. I to my dostajemy zakaz? Tą zniewagą zajmę się osobiście.

Nagle Tony z całej siły ciska przed siebie cygaro, po czym bierze głęboki oddech i zamyka oczy. Wygląda jakby w mgnieniu oka się uspokoił, jednak znienacka uderza pięścią w stół, a gdy otwiera oczy płonie w nich żywy ogień.

Tony Leone: To się nie może powtórzyć! To jest nieakceptowalne! Aldis jeszcze nie wie kim jestem... kim My jesteśmy! Niesamowite, jak szybko ludzie zapominają od czego się to wszystko zaczęło i do czego jesteśmy zdolni... *Tony poprawia krawat, mankiety i w końcu odzyskuje spokój* Ale wszystko w swoim czasie. Zemsta jest daniem, które należy spożywać na zimno. Zacznijmy od tego, że dzisiaj muszę stać się mistrzem Eternal, a wtedy będzie Jego ruch.

Vizzini powoli wstaje, bez żadnego słowa kierując się do stojącej w pobliżu, bogato zdobionej szafki, na szczycie której stoi złota szkatułka. Vincenzo puka palcem w wieko, a to unosi się z lekkim skrzypnięciem do góry. Mężczyzna zagląda do środka i po chwili dwoma palcami wyławia jedno z umieszczonych w środku cygar. Skrupulatnie je przycina, a następnie obraca się do Dona i podaje mu tak przygotowany podarunek.

Vincenzo Vizzini: Bez emocji, Tony. *zaciąga się cygarem, siadając ponownie obok* Od początku powtarzałem, że to banda zdegenerowanych narcyzów, megalomanów mających siebie za Bóg wie kogo. *Wyjątkowo milczący Enzo unosi wzrok ku górze i całuje medalik zawieszony na szyi* Ale my jesteśmy inni. My mamy plan. My wiemy, po co tu przybyliśmy. Pozwólmy im najzwyczajniej w świecie myśleć, że chodzi nam po prostu o mistrzostwa. Słuchajcie. *strzepuje popiół* Im bardziej ich uwaga skupia się na przeszkadzaniu nam w samych walkach, tym mniej przestrzeni mają na zwracanie uwagi na inne rzeczy. To prosty rachunek.

Tony przeciągle odpala nowe cygaro, po czym przez chwilę z niego pyka. Ciszę w gabinecie zakłóca jedynie Enzo, który nerwowo stuka palcami o blat. Nikomu to jednak nie przeszkadza.

Tony Leone: Jestem oazą spokoju, Vincenzo. Masz rację, nasz plan jest niezagrożony, mimo tak rażącej niekompetencji naszych "partnerów". Na szczęście to jedynie wadliwe trybiki w całej tej machinie, trybiki, które zawsze można wymienić. *pyknięcie z cygara* Przyjaciele nigdy nie powinni zbyt wysoko cenić naszych zalet, zaś ludzie nam nieprzychylni powinni przeceniać nasze wady. Pozwólmy im uwierzyć, że je odnaleźli.

Vincenzo Vizzini: *pyka cygaro, po czym wypuszcza dużą chmurę dymu* Słusznie. Jeśli ktokolwiek sądzi, że brak mnie i Enzo przy ringu przesądza z góry o wyniku tej walki... Cóż, *Nadal słychać nerwowe pukanie palcami o blat* nie mam najmniejszego zamiaru wyprowadzać go z błędu. Sam to zrobisz w trakcie walki. A gdyby Aldis próbował jeszcze innych ciekawych sztuczek *wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki białą zaklejoną kopertę* to możesz pokazać mu to. Uznaj to jako przedwczesny prezent z okazji zostania mistrzem.

Tony odbiera kopertę, przez chwilę się jej przygląda, jednak nie sprawdza co jest w środku i wkłada ją do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Tony Leone: Dziękuję Ci, Vincenzo, dziękuję. To piękny gest. *stukanie palcami się nasila, Tony powoli odwraca wzrok i wpatruje się w Enzo* Wszystko w porządku, Enzo? Jesteś dziś wyjątkowo milczący. Powiedz, co Cię gryzie? W Rodzinie tajemnice nie są potrzebne.

Enzo Sacrale: *zaprzestaje stukania palcami i składa ręce oglądając się na Leone* Martwię się, Tony… Ufam planowi. Ufam Tobie. *zerka na moment na Vincenzo* Ufam całej rodzinie. Mam w sobie jednak grzeszne uczucie… *bardziej emocjonalny ton* Panowie, zobaczcie co tu się zaczyna dziać! Pierwsza sprawa, ignorant Aldis. *kręci głową* Zaczął bawić się w dobrą wróżkę spełniającą najrozmaitsze życzenia. Ten prostak Brutal wymarzył sobie rewanż z Tobą? *spogląda na Leone* Ależ proszę bardzo, będzie rewanż! Co za problem zmienić plany, skoro Błazen Ekstremy zwrócił się z uprzejmą prośbą… Chociaż nie. Jak mogę w ogóle stawiać słowo “uprzejmość” obok tego ordynusa? *prychnięcie* Idźmy dalej. Demencyjny starzec nie wiedzący co się wokół niego dzieje uznaje, że to świetny pomysł, aby wziąć swojego synka z nieprawego łoża i stanąć z nami w ringu? *wskazuje na siebie i Vincenzo* Jasna sprawa, załatwione! A swoją drogą, czy to nie obrzydliwa pogarda i ignorancja, aby marnować nasz czas na zabawę z jednostkami tego pokroju? *westchnięcie* I teraz najważniejsze, co aż nie mieści mi się w głowie! Dostajemy zakaz przebywania przy ringu podczas dzisiejszej walki wieczoru! Ogarnia mnie ciekawość, czyje życzenie tym razem spełnia Aldis? *patrzy prosto w oczy Leone* Tony… To nie jest w porządku wobec całej naszej rodziny, że zostawia Cię samego z tymi trzema wariatami… Nie zrozum mnie proszę źle. To nie jest brak wiary w Ciebie. Głęboko też czuję, że opatrzność jest po naszej stronie. *unosi na moment wzrok* Intryguje mnie jednak coś innego… Jeśli nie będą chcieli za wszelką cenę wyeliminować Cię jak najszybciej… *wzdycha* To tak jakby nie odczuwali należytego respektu i strachu. Tak jakbyśmy ich wystarczająco nie nauczyli, że powinni usunąć się nam z drogi. *ogląda się po obu kompanach* Ta walka da nam odpowiedzi na pewne pytania. Jeśli okaże się, że są to jednostki całkowicie ślepe i głuche… *poważny ton, zaciska pięść* To będzie trzeba otworzyć im oczy i odetkać uszy. Tym razem raz na zawsze. *ściszony głos, wpatruje się w blat* A ja mam na to coraz większą ochotę…

Tony Leone: Skoro to nie brak wiary w moje możliwości... a opatrzność jest po naszej stronie, to o co się martwisz? *Tony zdaje się być zdziwiony* Cóż może pójść nie tak, jeśli mam wszystko we własnych rękach i sprzyja mi opatrzność, Enzo? W niektórych kręgach mogłoby to być uznane za pewną nieuprzejmość. *Tony wstaje* Ale wiem, że nie to miałeś na myśli. Na ten moment nie możemy sprawiać nowych nieprzyjemności naszemu przyjacielowi, Nickowi. *stanowczo* JESZCZE nie. Jednak gdyby za bardzo się zapędził w spełnianiu kolejnych życzeń... cóż. Pani Mickie dowie się, jak to jest pić wrzątek. *przechodzi za plecy Enzo i kładzie dłonie na jego barkach* Przestań bujać w obłokach i skup się, aby opanować tą coraz większą ochotę. Nie po to przygotowywaliśmy taki piękny plan, żeby teraz wyrzucić go do kosza przez grzeszne podszepty. To byłoby wręcz... *z obrzydzeniem* Brutalowe. *Tony klepie Enzo w ramiona i powolnym krokiem zmierza do drzwi* Zadzwoń do naszego informatora. Upewnij się, że wiemy wszystko. To powinno Cię uspokoić.

Po tych słowach Tony wychodzi z gabinetu, a obraz z kamery gaśnie.

Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match
Zack Sabre Jr. vs Maxwell Ransom

Końcówka pojedynku. Zack Sabre Jr. przejął inicjatywę, konsekwentnie pracując nad prawą ręką Maxwella Ransoma. The Technical Wizard wykręca nadgarstek przeciwnika, przechodzi pod jego ramieniem i próbuje Jim Breaks Armbar! Ransom natychmiast splata dłonie, nie pozwalając Zackowi poprawnie zamknąć dźwigni. Sabre zmienia więc plan, obchodzi większego rywala od tyłu i mamy Bridged Dragon Suplex Pin 1…2…Kick Out! ZSJ nie daje mu chwili wytchnienia. Ransom próbuje wstać, ale otrzymuje Kneedrop w osłabione ramię. Zack chwyta kończynę ponownie, jednak Maxwell odpowiada krótkim Punch’em w brzuch. Drugi! Sabre puszcza. Ransom rusza z Running Lariatem, lecz Anglik schyla się i natychmiast przechwytuje nogę przeciwnika. ANKLE LOCK! Maxwell pada na matę! Submission Master mocno wykręca kostkę, ale Ransom wykorzystuje przewagę siły i stopniowo dociera do lin. Chwyta dolny sznur! Rope Break! Sabre odpuszcza i od razu szykuje Penalty Kick. Maxwell siada, Zack nabiera rozpędu... Nie! Ransom przechwytuje nogę! Podnosi się z nią w rękach i gwałtownie przyciąga przeciwnika do siebie. SPINNING SPINEBUSTER! ZSJ zostaje wbity w matę! Pin! 1... 2... NIE! Sabre odkopuje! Maxwell podnosi rywala i wynosi go na barki pod Torn Picture, ale Zack zaczyna uderzać łokciem w bok głowy. Zsuwa się za plecy przeciwnika i natychmiast przechodzi do European Clutch! 1... 2... NIE! Ransom wydostaje się dosłownie w ostatniej chwili! Obaj szybko wracają na nogi. Enzuigiri od Zacka! Maxwell zatacza się, lecz nie pada. Discus Elbow Smash! Ransom cofa się do lin. Sabre rusza za nim, ale Ex-Wilgotniak przechwytuje go i wykonuje Overhead Belly-to-Belly Suplex! ZSJ ląduje kilka metrów dalej. Maxwell podnosi przeciwnika. Zack próbuje jeszcze złapać rękę pod kolejną dźwignię, ale Ransom wyrywa kończynę, wbija Knee Strike w brzuch i zmusza rywala do pochylenia. Gutwrench! Maxwell wynosi Sabre’a na barki i stabilizuje pozycję. WOLF INSIDE!( Full Throttle) Trafione! Ransom natychmiast pinuje przeciwnika. 1... 2... 3! Maxwell Ransom wygrywa to starcie kwalifikacyjne.

Karnawału ciąg dalszy, świętujemy urodziny matki Ryszarda!

Sang Bleu! Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i właśnie on teraz pokazuje się na rampie. Obok niego znajdują się McŁowicz i ten facet. Lord powoli zmierza do ringu ze swoją Margaux w ręku, czerpiąc radość z negatywnych reakcji fanów na jego osobę. Lord z uśmiechem na twarzy wskazuje Robowi palcem na ring bez słowa, a ten wchodzi na apron i rozchyla liny, przez który Lord wchodzi do ringu. Nieznajomy gość podchodzi do pracownika technicznego i odbiera od niego mikrofon, który następnie podaje Lordowi.

Lord Sebastien: Bonjour! Mam nadzieję, że oglądaliście poprzednie Elysium, bo zdecydowanie było co oglądać! Jak widzicie *Lord ręką wskazuje na swoich kompanów* mój dwór powoli zaczyna się powiększać. Wiem, że uważaliście mnie za szaleńca, ale konsekwentnie pokazuję wam, że to ja mam rację w tym co robię. Krok po kroku odzyskam wszystkie honory od tych, którym one się należą. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj chciałem wam przedstawić członków mojej świty. Zacznijmy od kogoś, kto jest w moim życiu od jego początku. Zaczynał jako mój kamerdyner, potem został także trenerem w kwestiach zapaśniczych, a finalnie został nawet moim conseillerdoradca. Panie i panowie, jeżeli można was tak nazwać, przedstawiam wam - oto Alistair Fraser Jr.! Ktoś mógłby zapytać teraz - skoro Alistair jest ze mną całe życie to dlaczego nikt go nie widział jeszcze tutaj, w ringu? Odpowiedź jest banalnie prosta - zachowałem go dla siebie jako moją tajną broń i tydzień temu spisał się znakomicie. Jest jeszcze z nami Rob, mój nadworny kucharz. Skoro już nim zostałeś to teraz musimy sobie parę rzeczy ustalić. Nie jesteś moim przyjacielem, nie jesteś moim partnerem. Jesteś jedynie moim kucharzem. Jedyne na co czekasz to na moje polecenie, które mogę wydać ci w każdej chwili. Zapamiętaj to, nie jesteś mi równym.

Rob, który do tej pory stał z boku, robi krok w stronę Lorda.

Rob McŁowicz: Sebastien, wygrałeś jedną walkę i nagle myślisz, że będę….

Lord natychmiast unosi dłoń, uciszając go. Alistair również robi niewielki krok w stronę Roba, jasno sugerując, że lepiej będzie, jeśli ten pozostanie na swoim miejscu.

Lord Sebastien: Widzisz? Właśnie o tym mówiłem. Nawet teraz nie potrafisz zrozumieć najprostszej rzeczy. Nie pytałem cię o zdanie, Rob. *Lord zaczyna się śmiać, chociaż nikt jeszcze nie ma pojęcia z czego* Najbardziej śmieszy mnie fakt, że myślałeś, że możesz się ze mną równać i stanąć do równej walki. Myślałeś, że będziesz miał szansę na tytuł mistrzowski w LPW, a teraz pozostał ci tylko fartuch. *Lord na chwilę przerywa ponownym śmiechem* Spójrz na siebie i spójrz na mnie. Ty jedyne co masz to toquetradycyjna czapka kucharska i przepis w głowie na mój posiłek. Ja za to mam wszystko co potrzebne przyszłemu mistrzowi. Władza, prestiż, szacunek, dziedzictwo. To jest fakt, jestem najlepszym co Ciebie mogło w życiu spotkać. Postaraj się tym razem tego nie spieprzyć.

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa Van Halen - Jump, a na rampie pojawia się postać "Surfera" Chrisa Finnegana. Trzyma on mikrofon w ręku i zbliża go do ust.

Finnegan: Chwileczkę, chwileczkę. Ściszcie muzykę.. *muzyka cichnie* Jeśli dobrze rozumiem Sebastien kreujesz się tutaj na kogoś godnego mistrzostwa? Ambitnie, ale nie wystarczy się takowym nazwać, trzeba jeszcze sobie na to zapracować. Widzisz podczas ostatniego Elysium stanąłem z obecnym mistrzem w szranki i niektórzy twierdzili nawet, że miałem z nim szansę. Zdaję sobie jednak sprawę, że był to mój debiut i jeszcze wiele pracy przede mną i tym właśnie się różnimy. Ja zakasuję rękawy i biorę się za robotę walcząc z najlepszymi, tymczasem ty próbujesz zdobyć szacunek wygrywając walki przekrętem tak jak zrobiłeś to z Robem. Naprawdę żal mi ciebie Rob. Nie mogę zrozumieć gdzie podział się ten nieprzewidywalny kucharz, który grillował oponentów w ringu i w swoim własnym show. Dlaczego usługujesz temu paniczykowi, skoro bez tego kamerdynero-trenero-conseillera.. Cholera gościu ty naprawdę się na tym wszystkim znasz? Bo patrząc po obecnych sukcesach Lorda mam wrażenie, że trochę nakłamałeś w CV i teraz wpuszczasz go w maliny. Rob.. jeśli potrzebujesz impulsu, że ten cały arystokrata nie jest wcale taki straszny, to chętnie cię przekonam

W tym momencie Chris upuszcza mikrofon i kieruje się z uśmiechem w stronę ringu. Zaraz za nim z zaplecza wybiega sędzia tego pojedynku i przechodzimy do starcia.

Singles Match
Lord Sebastien vs Chris Finnegan

Wracamy do walki, gdzie Lord wynosi Surfera pod Scoop Slam. Ten jednak w porę oprzytomniał, zaczyna się wiercić na barku i ześlizguje się. Chris spada na nogi za plecami przeciwnika i teraz popycha go e stronę lin. Sebastien odbija się i po powrocie inkasuje Arm Drag od Finnegana. Szybki powrót do stójki i ponownie Arm Drag. Australijczyk jest teraz, nomen omen, na fali i gdy po raz kolejny jego przeciwnik wstaje, Surfer chwyta go za rękę i Irish Whipem wysyła w stronę lin. Chris się pochyla, a Francuz po powrocie kopnięciem go prostuje. Teraz to on wykręca rękę przeciwnika i zapina Wrist Lock. W tym uchwycie przechodzi z przeciwnikiem do narożnika i wypycha go tam, po czym zaczyna atakować punchami. Sędzia zaczyna odliczanie i dopiero przy doliczeniu do czterech Sebastien przerywa atak. Sędzia go upomina, a Lord podnosi ręce udając niewiniątko, jednak przy drobnej chwili nieuwagi dokłada jeszcze kopnięcie na tors przeciwnika. Publiczność heatuje. Za ringiem Alistair klaszcze w ręce z zadowoleniem i zachęca też do tego Roba, który tylko kiwa głową z dezaprobatą i macha na to ręką. Francuz upomina McŁowicza słownie i Irish Whipem wysyła przeciwnika w przeciwległy narożnik. Jednak kontra i to Lord wpada w korner. Finnegan podbiega do przeciwnika i wyprowadza pierwszy Corner Back Elbow, za chwilę kolejny i kolejny. Australijczyk odchodzi kilka kroków od oponenta i na koniec jeszcze częstuje go Corner Splashem. Alistair nie może na to patrzeć i zasłania twarz rękoma a Rob się podśmiechuje. W międzyczasie mamy próbę pinu. 1… 2… Kickout. Lord przetacza się na brzuch i na czworaka idzie do lin. Wcześniej Finnegan wstał i czeka również na powstanie Chris w końcu pomaga wstać przeciwnikowi, mamy wyniesienie i ostatecznie Surfer wykonuje The Sydney Sweep (Scoop Slam). Po tym ataku nie ma jednak przypięcia, bo Australijczyk postanawia wejść na szczyt narożnika. Poprawia produkcję i po chwili mamy The Big Wave (Frog Splash)! Prosto w pustą matę! Francuz sprytnie uciekł przed lecącym przecieniiiem, który teraz trzymając się za tors przetacza się na plecy. Lord będąc już na nogach odbija się od lin i wyprowadza Guillotine Drop (Running Leg Drop). Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer nie da się tak łatwo pokonać. Alistair wskakuje na apron i odwraca uwagę sędziego, w tym czasie Lord podchodzi do lin i nakazuje McŁowiczowi podać sobie Margaux. Rob zdecydowanie odmawia, ale Sebastien stanowczo na to nalega. Po długich przemyśleniach Kucharz podaje laskę Francuzowi, który błyskawicznie wypłaca Margaux’s Kiss na klęczącym już przeciwniku. Kompletnie zamroczony Chris pada na matę, Lord oddaje łaskę swojemu Kucharzowi i próbuje pinu. W tym momencie sędziemu udało się przegonić Alistaira z apronu i rozpoczyna liczenie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Lord Sebastien wygrywa ten pojedynek!

Kamera przenosi się na zaplecze areny gdzie krzątają się zawodnicy i pracownicy Legion Pro Wrestling. W jednym z tych spokojniejszych korytarzy widzimy Dereka Hallowaya, który opiera się o ścianę, a przez ramie ma przewieszony pas LPW Eternal. Po chwili zza rogu wyłania się Mike F'N Brutal. King of Hardcore zatrzymuje się kilka kroków od mistrza Eternal, przez moment przyglądając mu się w milczeniu, a następnie podchodzi bardziej stanowczo, jakby z określonym zamiarem w stronę Truth Seekera.

Mike F'N Brutal: Zanim zaczniesz daj mi powiedzieć coś, co musi zostać powiedziane. Na Heatwave zrypałem. Prosto i bez zbędnego pierdzielenia. Wtrąciłem się w Twoją walkę z Leone, chociaż z pozoru nie miałem tam czego szukać. Ale jak widzę na ekranie któregoś z tych trzech parodystów to się we mnie gotuje i niestety, bądź stety - zrobiłem to co potrafię najlepiej. Zamiast pomyśleć, zrobiłem rozpierdol. Do tego wcześniej też zepsułem paradę pisarzynie. Miałem być jego partnerem, miałem pilnować jego pleców, a przez to, że odpaliłem się jak idiota, sam go posłałem na glebę. Gość woli książki, pióro i swoje pogmatwane metafory, a dostał ode mnie więcej przemocy, niż powinien dostać. Nie zamierzam tego wybielać. I nie mów mi nawet o żadnych teoriach spiskowych, że ktoś mnie opłacił, że jakiś iluminata ciągnie za sznurki, nie dobieraj sobie żadnej teorii. Teoria tu jest jedna - Mike Fuckin' Brutal spieprzył sprawę. Więc tak. Przepraszam, że pozwoliłem na to, żeby emocje wzięły mnie znowu za mordę. Uznałem, że skoro narobiłem syfu, to mam wystarczająco dużo jaj, żeby spojrzeć ci w twarz i się do tego przyznać.

Extremely Mad Dog wyciąga rękę w stronę Hallowaya. Derek przenosi ciężar ciała na dwie nogi, żeby już się nie opierać o ścianę. Mistrz staje twarzą w twarz z Mike’m. Lewą ręką zdejmuje okulary z nosa. Widać w jego oczach złość skierowaną w stronę Brutala. Teraz jego wzrok kieruje się na rękę Extremaniaca, po chwili znów podnosi wzrok patrząc w oczy Brutala i kiwa przecząco głową dając do zrozumienia, że żadnego godzenia dzisiaj nie będzie.

Derek Halloway: ”Przepraszam”? Kto Ci kazał tak powiedzieć? Może ten cały Leone, co? Kupił Cię i zwerbował w te swoje faszystowskie szeregi? Teraz już wszystko jasne. Do tej pory się zastanawiałem, ale już wszystko wiem. Od dziś nie traktuję Cię już jako niegroźnego durnia. Od dziś wiem o Tobie to, że jesteś sprzedawczykiem. Przegrałeś walkę przez swoją głupotę, nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, więc postanowiłeś przybyć i wszystko spieprzyć drugi raz? Przecież powinniśmy trzymać wspólny front przeciwko makaroniarzom, a Ty zachowałeś się jak za starych lat. Myślałem, że wyszedłeś na prostą, zacząłeś się dogadywać z Poetą, a to wszytko była podpucha! Najpierw zdradziłeś go, a później ja przegrałem przez Ciebie. Nie rozumiem z jakiej racji stałeś się pretendentem, ale Aldis też nigdy nie grzeszył intelektem. Zawróć z tej drogi, Brutal!

???: Panowie!

Obaj zawodnicy wraz z kamerzystą obracają się i możemy dostrzec teraz Paddy'ego Jacksona! Reporter Elysium pomimo napiętej atmosfery jest uśmiechnięty i bez strachu podchodzi do Brutala i Dereka.

Paddy Jackson: Po co te nerwy? *szeroki uśmiech* Czas przerwać to zanim powiecie sobie o kilka słów za dużo i odpowiedzieć fanom LPW na parę istotnych pytań!  *ogląda się po zawodnikach* Czy myślicie, że dacie radę się dogadać w obliczu zagrożenia, które czeka na was ze strony The Outfit? Czy dalsza współpraca jest jeszcze możliwa? Czy macie obawy, że w pojedynkę nie będziecie w stanie poradzić sobie z tak zorganizowaną drużyną, jak Leone, Vizzini i Sacrale? *mierzy wzrokiem obu oczekując na odpowiedź od kogokolwiek z nich*

Derek i Mike patrzą na Paddy’ego z nietęgimi minami.

Derek i Mike: Spierdalaj stąd.

Paddy ucieka, a panowie znów spoglądają na siebie. Przez kilka sekund Extrememaniac i The Awakened mierzą się wzrokiem. Brutal opuszcza rękę, którą wcześniej wyciągnął w geście pojednania. Widać, że słowa Hallowaya go wkurzyły, ale tym razem nie daje się ponieść emocjom.

Mike F'N Brutal: Wiesz co, Halloway? Przychodzę, mówię ci prosto w twarz, że spieprzyłem, przyznaję się do winy, a ty i tak dorabiasz do tego całą swoją porąbaną teorię. Leone mnie kupił? Cholera, gdyby ktoś chciał mnie kupić, musiałby mieć naprawdę głęboko nasrane w berecie. Nie jestem niczyim żołnierzykiem, jakimś sojusznikiem na rozkaz ani twoim wrogiem tylko dlatego, że tak sobie postanowiłeś. Nie przyszedłem po twoje przebaczenie. Chciałem tylko spojrzeć ci w oczy i przyznać, że to co zrobiłem było moją winą. Reszta to już twój problem. Wierz sobie dalej w swoje teorie i nazywaj mnie sprzedawczykiem, jeśli tak ci wygodnie. I wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Jeszcze niedawno po takiej rozmowie pewnie już byśmy się tutaj naparzali. Ty powiedziałbyś jedno słowo za dużo, ja zrobiłbym krok za daleko i w ciągu kilku minut mielibyśmy kolejny burdel do sprzątania. Ale nie dzisiaj. Nie dam ci tej satysfakcji. Nie pozwolę, żebyś znowu wyciągnął ze mnie tego idiotę, którego sam później będę musiał żałować. Obiecałęm sobie, że tu przyjdę, wyciągnę rękę i spróbuję naprawić to, co spieprzyłem. Ale chyba zapomniałem, że z tobą nie da się po prostu porozmawiać. Całe życie radziłem sobie sam i jakoś przeżyłem bez sztucznego zaufania. Poradzę sobie i teraz. Nie musisz mi ufać, Derek. Ale kiedy przyjdzie czas - będziesz musiał stanąć ze mną w tym samym ringu. I wtedy nie będzie miało znaczenia, co o sobie myślimy. Będzie miało znaczenie tylko to, co zrobimy.

Derek Halloway: *Derek spuszcza wzrok i mówi jakby bardziej do siebie, ale na glos* Ten Paddy też jest jakiś podejrzany. Zakłada współpracę nie mając podstaw, jakby z góry miał powiedziane, że mam się kogo obawiać. Chyba mamy tutaj podsłuchiwacza na zlecenie Leone, muszę to zbadać. *Halloway podnosi wzrok na swojego rozmowce* A Tobie powiem, tak tylko na koniec, że jesteś słaby. Wydaje Ci się, że każdy może się Ciebie bać, bo kochasz extreme, ale tak w głębi duszy jesteś słaby. Przeczytałem Cię dawno, masz wahania nastroju, odpalasz się w sekundę, jak zapałka lekko pociągnięta po drasce. Mam nadzieję, że nie będziesz mi już wchodził w drogę, sprzedawczyku.

Po tych słowach Derek idzie w stronę Brutala i waląc go lekko z bara przechodzi obok niego dalej. Mike już prawie eksplodował po tym wydarzeniu, jednak widać, że walczy ze sobą i zapobiega eskalacji nerwów. W tym momencie obraz z kamery gaśnie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2026, 18:47 przez Jakub.

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
19.09.2026, 17:40 #1
[Obrazek: cNDyCwA.png]



Rozpoczynamy Elysium oznaczone numerem 5! Kamera pokazuje rampę, gdzie wita nas mały pokaz pirotechniczny, a po chwili przenosi się na trybuny! Widzimy wiele plakatów oraz transparentów wspierających naszych ulubionych zawodników, między innymi oczywiście grupkę (coraz większą) wiernych fanów Maxwella Ransoma! Po chwili widzimy jeszcze ujęcie z dalekiego planu, obejmujące całą arenę. Po wstępie zapada chwila ciszy, przerwana przez God Save the King co oznacza pojawienie się Generalnego Managera! Wychodzi on na rampę w granatowym garniturze, z mikrofonem w prawej dłoni... I walizką Golden Laurel w lewej!

Nick Aldis: Witam serdecznie na piątej edycji Elysium! *cheer* Mam dla wszystkich bardzo ważną informację, którą przedstawię już za chwilę... Najpierw jednak... *unosi do góry walizkę* To jest Golden Laurel Briefcase! Na przestrzeni najbliższych gal Elysium będziemy świadkami walk kwalifikacyjnych, uprawniających zwycięzców do wzięcia udziału w finałowym Elimination Chamber Matchu i zostania jej posiadaczem! *cheer się wzmaga, jednak Aldis gestem prosi o ciszę* Będzie mi ona towarzyszyła aż do czasu zbliżającej się, hallowenowej gali. Teraz jednak... Proszę spojrzeć na ekran.

Aldis wskazuje ręką na telebim, na którym wyświetlona zostaje końcówka walki Axela Blaze'a z Jose Lopezem z Heatwave! Wideo jest puszczone w spowolnionym tempie i widać wyraźnie, że bark Axela Blaze'a oderwał się od maty tuż przed ostatecznym, trzecim klepnięciem sędziego.

Nick Aldis: Czasu nie cofniemy, ale widać doskonale, co się wydarzyło. W związku z tym od razu zapowiadam, jako że od teraz pas LPW World Championship należy w całości do Elysium - na najbliższej gali PPV, Jose Lopez stanie do walki z Axelem Blazem, w obronie rewanżowej swojego mistrzostwa! *cheer, Aldis trochę przeczekuje, aż publiczność się uspokoi i zrzuca kolejną bombę* W Three Stages of Hell Matchu! *publika szaleje*

Całość przerywa nam Void in Blue! Czyli nowa, wejściowa piosenka Jose Lopeza! Słychać teraz wyraźne buczenie i niezadowolenie fanów, chociaż widać na trybunach, że niektórzy kibice mają tabliczki sugerujące nam, że Jose Lopez nadal to ma. Nowy LPW World Champion zjawia się na rampie w TYM stroju oraz z mistrzostwem LPW World na ramieniu. Jest jeszcze lekko poobijany, ale od PPV minęło już sporo czasu. Chico Malo przygląda się reakcji fanów, nie okazując jakichkolwiek emocji. Mistrz rzuca w końcu spojrzenie na Aldisa i rusza w kierunku ringu. Przed zagoszczeniem tam, standardowo odbiera mikrofon i w końcu wchodzi do kwadratowego pierścienia. Chwilę jeszcze odczekuje i zabiera głos

Jose Lopez: Spoglądasz na pierwszy, PRAWDZIWY wybór Elysium, Nick. Ten wymuszony przez fakt zostania posiadaczem drugorzędnego tytułu i byciem odrobinę ciekawszym niż Jorge Cavazos nie ma znaczenia. *fani buczą, a Jose patrzy uważnie na Aldisa* Sam tego dokonałeś. Wybrałeś mnie, bo zdawałeś sobie sprawę z tego, że federacje się zmieniają, lata mijają, ale tym, który ZAWSZE ląduje na szczycie...jestem JA. *wynosi pas ku górze, co powoduje głośną reakcję fanów, po chwili kładzie go znów na barku* Nie myliłeś się, w końcu spłaciłem ten kredyt zaufania z solidną nawiązką. *uśmiecha się kącikiem ust* Po wojnie z Axelem Blazem na Heatwave dałem Elysium LPW World Championship i dokonałem tego, co zapowiadałem już na początku. NIKT nie jest słowny tak jak ja. *gładzi swoją brodę* Wiesz... mógłbym ci wybaczyć fakt, że zabrałeś mi możliwość otwarcia show i celebracji, bo... i tak nie mam z kim tego celebrować. *buczenie* Jednak pewnej rzeczy nie mogę zaakceptować. *głębszy wdech* JAKIM PRAWEM nagle przestałeś mi okazywać szacunek?! Wytłumacz mi, Nick! Deprecjonujesz moją wygraną i pokazujesz jakiś durny filmik? W imię czego? Myślisz, że nawet jeśli sędzia zdążyłby zareagować i doliczył ostatecznie do dwóch, to by zmieniło wynik? Oczywiście, że nie! Jesteś byłym zawodnikiem, więc powinieneś wiedzieć, że Blaze'owi wyświadczono przysługę! Nawet jeśli ten twardy sukinsyn instynktownie odkopał, to i tak był już praktycznie nieprzytomny i po prostu bym go ZMASAKROWAŁ, gdyby trwało to dalej. *buczenie* Chcę wszystkim przypomnieć, że... to nie Mike Brutal, nie Ben Zamora, nie James River Waters, nie Kenneth Riddle... nie WES WALLACE, tylko  JA gdzie się nie pojawiam, zostaję GŁÓWNYM mistrzem. To JA przez te pierdolone 10 lat wypruwałem z siebie żyły, dawałem TOPOWE widowisko i NALEŻY mi się szacunek od mojego General Managera!

I gotsta get paid przerywa wypowiedź mistrza, a fani reagują ogromnym cheerem! Blaze pojawia się na rampie ubrany standardowo w jeansy, skórzaną kurtkę, swoją koszulkę i oczywiście z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Zawodnik zatrzymuje się na chwilę i klepie po barku, sygnalizując, że czegoś tam brakuje, a potem rusza żwawo do ringu, przybijając po drodze piątki z fanami. Koło ringu wyciąga rękę w kierunku strefy technicznej, a pracownik rzuca mu mikrofon. Blaze chwyta go bez wysiłku i gestem dziękuje za dobre podanie. W końcu wchodzi do ringu, zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę. Mr. Forever również ma na twarzy wciąż widoczne ślady po ostatniej walce, ale trzyma się całkiem nieźle. Podchodzi do Hiszpana i staje z nim twarzą w twarz.

Axel Blaze: Cholera, Lopez, jesteś głośniejszy niż niedzielny krawat dziadka i to, co Ci się teraz należy to pierwsza nagroda w konkursie na największą beksę po tej stronie Missisipi. *śmiech na trybunach* Ahh… mam Ci tyle do powiedzenia, ale wszystko w swoim czasie. Najpierw muszę naprawić pewne rzeczy. *Blaze totalnie olewa Lopeza i skupia swój wzrok na Aldisie* Nick, od samego początku źle zaczęliśmy. Chciałem Cię serdecznie przeprosić. W pierwszej kolejności za tą pamiątkę, *wskazuje na łuk brwiowy Aldisa* ale także za to, że od początku utrudniałem Ci pracę. Już podczas naszego pierwszego spotkania zachowałem się jak buc, który myśli, że chcesz działać przeciwko niemu. Przepraszam Nick. Może i późno to zrozumiałem, ale lepiej późno niż wcale. *Blaze ponownie patrzy na Lopeza* A co do Ciebie, Lopez, to muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś i wcale nie mam tutaj na myśli, że to Ty dzisiaj wyszedłeś tutaj jako mistrz. Co za ironia, przez ostatnie tygodnie robiłeś wszystko, aby wejść do mojej głowy, zrobić ze mnie potwora, pokazać, że jestem niestabilny... wszystko po to, żeby zepchnąć mnie ze szczytu i zająć moje miejsce. Jednak po takim czasie ktoś tu chyba nabawił się lęku wysokości. Przez cały ten czas chciałeś pokazać, że jesteś ponad to, a kiedy w końcu Ci się to udało to wychodzisz tutaj i nie trzymasz ciśnienia. *cheer* Zabawne, bo przez ostatnie dwa tygodnie dostałem masę wiadomości, w której każdy życzył mi wszystkiego dobrego, mówił, że nic się nie stało, żebym się nie przejmował. Znajomi, którzy nie są tak blisko mnie na co dzień, nagle wpadali do mnie częściej, bojąc się, że zastaną mnie zalewającego się w trupa, nie mogącego podnieść się z łóżka po tym wszystkim przez co przeszedłem. Dziękuję wszystkim za dobre słowo, bardzo to doceniam. Jednak, jak widać, ze mną wszystko w porządku, mam się dobrze, w przeciwieństwie do niektórych. *puszcza oczko do Lopeza* Odkąd tylko sędzia uderzył w matę trzeci raz wiedziałem, że popełnił błąd. Ale jesteśmy tylko ludźmi, każdy je popełnia. Ja popełniłem ich ostatnio całkiem sporo. Dlatego milczałem, bo wiedziałem, że prawda wyjdzie na jaw. Gdybym odezwał się jako pierwszy zostałbym odesłany do Dereka Hallowaya i jego live'a, aby przedstawić "swój punkt widzenia". Jednak teraz stoimy znowu na przeciwko siebie. Walka rewanżowa jest już ogłoszona. A moje serce bije szybciej. Od zdobycia tego pasa nie czułem czegoś takiego. I za to muszę Ci podziękować, to była najlepsza walka w moim życiu. Wkrótce znów zmierzymy swe siły i już nie mogę się tego doczekać. Postaraj się do tego czasu wziąć kilka głębokich oddechów, uspokoić się. Bo widzisz, ja nie chcę wykorzystywać momentu Twojej słabości, żeby ułatwić sobie walkę. Ja chcę walczyć z najlepszą wersją Ciebie, żeby każdy zapamiętał ten pojedynek do końca życia. Nie tylko my dwaj, żeby wspominać to po kilku latach, jak robisz to z Wesem. Żeby każdy, kto to zobaczy, opowiadał o tej walce swoim wnukom! *cheer*

Lopezzo rozgląda się po reakcji publiczności i z lekkim uśmiechem na twarzy kręci głową.

Jose Lopez: Chcesz mojej najlepszej wersji? Widzę, że do takiego motywu zainspirowałem nie tylko Bena Zamorę. *wredny uśmiech* Chłopcze... ja ciągle staję się lepszy, NIKT nie ma takich ambicji jak JA! Dla wielu są one wręcz chore oraz nierealne, ale nie ma co się dziwić... Mój sufit jest tak wysoko, że reszta nawet nie jest w stanie go dostrzec. Dlatego też lęk wysokości, o którym wspomniałeś, rzeczywiście może u mnie występować... tylko nie tak jak myślisz. On objawia się u mnie strachem przed tym, że będąc już za WYSOKO, nie zobaczę nikogo, kto jeszcze będzie stanowić dla mnie WYZWANIE. *krótka pauza, patrzy głęboko w oczy Blaze'a* Nie byłeś w stanie mnie pokonać na Heatwave, to jak chcesz dokonać tego w rewanżu? *poirytowany* Nadal nic nie wbiłem ci do tego twojego łba, Axel! Widzę, że nic się nie zmieniło! Po tym wszystkim, co się wydarzyło, co wyszło na ciebie, po twojej porażce... wchodzisz tutaj wesoły, udajesz, że masz to pod kontrolą i życie leci dalej. Kogo ty znowu chcesz oszukać? ŻENADA! *krótka pauza* Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś ''szaleństwem jest ciągle robić to samo i oczekiwać innych rezultatów.'' A ja już widzę, że nie ma w tobie ŻADNEJ refleksji, nie posłuchałeś, uparcie wierzysz, że masz rację...szkoda. Jednak śmiało, próbuj ponownie po swojemu, wedle schematu, w który wierzysz. Po raz kolejny twoje sztuczne ideały zostaną zmiażdżone, o ironio... w Three Stages of Hell Matchu. *ekscytacja fanów* Zapowiedziałem już ponad dwa miesiące temu, że piekło po ciebie przyjdzie. *wredny uśmiech* To będzie idealne zamknięcie naszej historii i obnażenie cię. Możesz już dać tym swoim znajomym, którzy ostatnio bardzo ochoczo cię odwiedzali adres do potencjalnego szpitala, bo przy twoim tak żenującym i lekkomyślnym podejściu... tam będzie twoje miejsce!

Axel Blaze: O ironio, jak Ty chcesz mnie pokonać w Three Stages of Hell Matchu, skoro nie byłeś w stanie pokonać mnie na Heatwave? Zdaję sobie sprawę, że będziesz to wypierał ze wszystkich, po Twojej stronie lustra to przecież nie miało miejsca, ale w tej prawdziwej rzeczywistości, w tej której obecnie się znajdujemy, mój bark oderwał się od podłogi przed 3 uderzeniem sędziego. A to oznacza, że to nie przegrałem. Ty twierdzisz, że i tak byś mnie zniszczył, a ja wiem, że nie dałbyś rady. Bo odbijając w takim momencie udowodniłem sam sobie, że jestem niezniszczalny. I mógłbyś próbować dokładać kolejne akcje, a ja za każdym razem bym po nich wstawał! *cheer* I nie odpływaj, bo nigdy nie byłeś, ani nie będziesz w miejscu, w którym nie znalazłbyś nikogo na swoim poziomie. Bo jak na razie to udało Ci się tylko zabrać pas bo błędzie sędziego. Nawet nie pokonałeś tego młokosa, któremu tak bardzo próbujesz umniejszyć i pokazać mu, gdzie jego miejsce. Tylko... gdzie wtedy jest Twoje miejsce? *Blaze gwałtownie podchodzi jeszcze bliżej Lopeza* Jak na razie masz szczęście, że dzisiaj przepraszałem Nicka, a Ty za chwilę masz walkę... bo z rozkoszą starłbym Ci ten wredny uśmieszek z twarzy i dał kolejny powód do narzekania.

Po chwili walki na spojrzenia na arenie rozbrzmiewa Layla! Nick Aldis oraz Axel Blaze spokojnie opuszczają ring, aby zrobić miejsce dla Jamesa Rivera Watersa, a Lopez oddaje sędziemu pas i przygotowuje się do walki.

Mars od tyłu to sram, a Michał od tyłu...

Non Title Singles Match
Jose Lopez vs James River Waters

Znajdujemy się teraz w ringu, w którym James River Waters wymierza serię punchy Jose Lopezowi. Sędzia odciąga go od rywala, ale ten ponownie na niego rusza. Łapie za rękę, Irish Whip w narożnik naprzeciwko. Bierze rozpęd, Corner Cothesline?! Nie! Jose w ostatnim momencie odskakuje w bok, a James zgina się z bólu. Jose wymierza szybkie Step-Up Enzuigiri. Waters pada na matę, a Hiszpan wchodzi na narożnik. W tym czasie James wstaje na nogi. Diving Crossbody?! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Lopez zbiera oddech, a Amerykanin w tym czasie wstał. Anti Heroe rusza i dokłada Swinging Neckbreaker. Kolejny pin! 1… 2… Kickout! Zawodnik z Wysp Kanaryjskich od razu wstaje i przewraca przeciwnika. Muta Lock zapięte! Madman cierpi, ale w końcu po kilkunastu sekundach zaczyna się czołgać w kierunku lin. Trochę czasu mu to zajmuje, ale w końcu mu się to udaje. Sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4… Lopezzo wykorzystuje sytuację do granic możliwości i puszcza w ostatniej chwili. Zawodnik z Montany wstaje powoli przy pomocy lin, a Lopez czeka na nogach, aż ten będzie w pozycji pionowej. Rusza na Jamesa, ale ten mu wypłaca Elbow Strike. Jeden, drugi. Dodaje do tego Enzuigiri. Lopez chwieje się, a Waters wynosi go do Powerbombu. Idzie w stronę narożnika i wrzuca Lopeza prosto w niego. Jose na macie, a teraz to Cursed Child wchodzi na narożnik. Moonsault? Connected! Pin! 1… 2… To za mało, żeby pokonać mistrza! Montana Kid jednak się nie poddaje. Hiszpan powoli wstał, tylko po to, aby zainkasować Pele Kick! Jose chwiejnym krokiem cofa się, odbija od lin i wraca do przeciwnika. Waters wkłada jego głowę między swoje nogi. Wynosi do góry! Big Sky Reckoning?! Nie! El Hermoso wierzga nogami będąc w górze, po czym podnosi rywala i mamy Back Body Drop! The Warden aż łapie się za plecy po tej akcji! Spanish Star łapie chwilę oddechu, a w tym czasie James wstał już na kolana. Jose to zauważa, odbija się od liny… Shining Wizard! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Obaj panowie leżą na macie, sędzia zaczyna odliczanie. 1… 2… 3… Obaj już powoli podnoszą się do góry. 4… 5… Są już na kolanach naprzeciwko siebie. Sassy Prince pierwszy wymierza punch na głowę rywala. Chico Malo odpowiada tym samym. Mamy małą wymianę, obaj wstali już na równe nogi. Jeden i drugi robią krok w tył odbijając się od lin… Double Crossbody! Obaj lądują na macie trzymając się za brzuchy! Chwilę zajmuje zanim obaj zawodnicy zaczynają wstawać a w tym momencie na Titantronie wyświetla się jakieś wideo, obaj zawodnicy są mocno tym zdziwieni. Kamera przenosi nas do sierocińca (tak jest napisane na drzwiach wejściowych) i po chwili naszym oczom ukazuje się chyba młody (8-10 lat) James River Waters. Siedzi on na podłodze i chowa twarz w dłoniach, ewidentnie zapłakany, a wokół niego mamy pełno innych dzieciaków, które wskazują na naszego bohatera i głośno się z niego naśmiewają. Z tłumu słuchać przeróżne okrzyki:

- "Co za mazgaj!"
- "Ten świr, znowu beczy!"
- "James chyba się zsikał ze strachu! Hahahah!"


Widzimy, że do chłopaka podchodzi jedna z sióstr, które prowadzą ten sierociniec, na jej twarzy nie ma jednak współczucia. Mocno łapie Jamesa Rivera za rękę, ten nawet zdążył zawyć z bólu. Możemy jeszcze zaobserwować jak zakonnica krzyczy na chłopaka przy innych obecnych dzieciakach, które są ewidentnie bardzo z tego faktu zadowolone. Obraz z kamery urywa się i widać, że bardzo poruszyło to samego Watersa, który w szoku podchodzi do lin i tępo wpatruje się w ekran...  Hasta Luego! Lopez oczywiście nie mógł odpuścić takiej okazji i wykonuje z zaskoczenia finisher! Nie puszcza jednak uchwytu, tylko dla pewności podnosi się z rywalem raz jeszcze i dokłada kolejne Hasta Luego! Mamy pin! 1...2...3... Koniec walki!

James River Waters w swoim debiucie w Legion Pro Wrestling odnosi również swoją pierwszą porażkę! Lopez natomiast odbiera od sędziego swój pas, chwilę z nim świętuje, po czym schodzi na zaplecze. Widać, jak Waters dochodzi do siebie i zrezygnowany siada na środku ringu, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Ma już powoli wstawać, gdy nagle Titantron ponownie ożywa. Kamera pokazuje słabo oświetlony gabinet Dr. Victora Kline’a. Doktor siedzi za szerokim biurkiem, na którym leży kilka otwartych teczek, stary dyktafon oraz dokumentacja podpisana „James River Waters”. Za nim, częściowo skryty w cieniu, stoi Silas Crowe.

Dr Victor Kline: Ludzie bardzo lubią wierzyć, że z czasem stają się kimś innym. Silniejszym. Mądrzejszym. Bardziej odpornym. Budują wokół siebie kolejne warstwy, aż w końcu sami zaczynają wierzyć, że człowiek, którym byli wcześniej, już nie istnieje. *Kline zamyka jedną z teczek i przesuwa ją na bok.* James River Waters zrobił to lepiej niż większość. Przez lata stworzył człowieka, którego inni podziwiali, bali się i pamiętali. Mistrza. Madmana. Człowieka, który potrafił sprawić, że wszystkie oczy były zwrócone na niego. *Doktor na chwilę zatrzymuje wzrok na dokumentacji Watersa.* Tylko że nawet najlepiej zbudowana osobowość ma swój punkt początkowy. Czasem jest nim jedno miejsce. Jedna chwila. Jedno wspomnienie, do którego człowiek, nie chce wracać przez całe swoje życie. *Kline bierze do ręki dyktafon.* Nie interesuje mnie pokonanie Jamesa Rivera Watersa. Chcę zobaczyć, co zostanie, kiedy zaczniemy obierać go z kolejnych warstw i zabierzemy mu. Pewność siebie. Dumę. Madmana, oraz wszystko to co budował przez lata.*Na twarzy doktora pojawia się ledwie zauważalny uśmiech.* Bo ja nie wierzę, że tamten chłopiec zniknął, James. Wierzę, że nauczyłeś się bardzo dobrze go ukrywać. *Silas powoli podnosi głowę.* A terapia ma niezwykłą właściwość. Jeśli cofniemy się wystarczająco daleko… zawsze docieramy do źródła.

Doktor naciska przycisk dyktafonu. Rozlega się trzask starej taśmy.

Nagranie: Etap pierwszy zakończony. *Kline nie odrywa wzroku od kamery.* Rozpocząć regresję. *Za jego plecami Silas robi powolny krok do przodu.* Cel terapii: James River Waters.

Zapada cisza. Dyktafon nadal pracuje, wypełniając pomieszczenie jednostajnym szumem taśmy. Crowe robi kolejny krok i zatrzymuje się tuż obok Kline’a. Nagle z urządzenia dochodzi ostatni trzask.

Nagranie: Pacjent został odnaleziony.

Kline naciska STOP.

Dr Victor Kline: Teraz możemy zacząć.

Silas powoli przechyla głowę, po czym rusza prosto w stronę kamery. Operator instynktownie się cofa. The Uncured wyciąga ogromną dłoń w kierunku obiektywu… Wideo transmitowane na titantronie urywa się, a w ringu widzimy tylko posępnego i zupełnie milczącego Rivera, rozglądającego się bezradnie dookoła. Obraz z kamery po chwili gaśnie...

Przypominamy o zakazie lania wody w komentarzach!

Obraz z kamery przenosi nas... do szatni. Tam siedzi sobie Elias Shadow! Gnojek jak to on, przegląda telefon, a bardziej jego szczątki. Yoshi Tatsu stłukł mu ostatnio jego urządzenie, no i nie wygląda ono teraz najlepiej. Shadow scrolluje zapewne tiktoka, ale nie jest to zbytnio przyjemne i co jakiś czas boli go paluszek. Nagle słyszymy pukanie do drzwi i do pomieszczenia wchodzi... Yoshi Tatsu! Można było się tego spodziewać, bo samo pukanie było bardzo honorowe. Wejście również, podczas którego Yoshi rzucił jednym z tradycyjnych japońskich tekstów, które się mówi w takiej sytuacji. Honorowy Japoniec ma przy sobie jakiś stary worek, który wygląda jakby był na ziemniaki. Elias widząc to wszystko, jest zażenowany.

Yoshi Tatsu: Elias-kun, to czego ostatnio dokonałem, było doprawdy haniebne oraz niehonorowe. *honorowo załamany* Dlatego też... popełnię honorowe seppuku.

Yoshi wyciąga z tego swojego worka pseudo katanę, klęczy i łapie miecz oburącz, celując w swój brzuch, przy okazji zamykając oczy. Wszystko robi bardzo honorowo i pod nosem wypowiada jakieś japońskie formułki, brzmi to jak jakieś modły. Elias lekko przerażony zrywa się i chce zapobiec katastrofie, która za chwilę może tu się odbyć. Wyrywa miecz z rąk Tatsu. Yoshi otwiera oczy i zaczyna śmiać się z dzieciaka i honorowo wskazuje go palcem.

Yoshi Tatsu: Haha! Mam cię! To był taki żart! To tylko zabawka! Haha! *honorowo się śmieje, a Elias jest zirytowany i wyrzuca to z rąk* Zrobiłem to na rozluźnienie atmosfery, bo wiesz Elias-kun... samuraj czasem musi się rozluźnić. *honorowo się uśmiecha* Cieszę się, że jest w tobie wiele ukrytej dobroci i mi przerwałeś, dlatego też przyjmij to...

Tatsu grzebie w worze, na szczęście nie tym z jajec i wyciąga... IPHONE 18 PRO MAX!!! Nówka sztuka, nieśmigana!

Yoshi Tatsu: Przyjmij ten prezent w geście przeprosin, młodzieńcze... *wręcza pudełko Eliasowi*

Kojarzycie film Maska? Ten z Jimem Carrey'em? I moment w którym oczy Maski dosłownie wyskakują z orbit? No to tutaj jesteśmy tak blisko tego widoku jak to tylko możliwe. Elias z wielkim nabożeństwem patrzy na pudełko w rękach Japończyka, po czym powoli (i o dziwo bardzo honorowo) chwyta je w swoje dłonie i przytula do klatki piersiowej.

Elias Shadow: To... To dla mnie? *patrzy zaszokowany na Yoshi'ego* Ja... Ja... Nie wiem co powiedzieć!

Elias zapomniał już, że Tatsu przed chwilą próbował popełnić udawane seppuku, jak najszybciej odpakowuje nowy telefon i go włącza.

Elias Shadow: Ma tiktoka? A youtube shortsy? O a ten, instagram? Reelsy na Instagramie to jest dopiero życie!

Widać, że młody się rozmarzył i zapomniał już gdzie jest. Nagle jednak jakby otrząsnął się z szoku i spogląda na Tatsu.

Elias Shadow: A czego Ty w ogóle ode mnie chcesz co? Próbujesz uśpić moją czujność? Co? Uważaj bo ja znam karate! Coś niecoś potrafię!

Yoshi Tatsu: *honorowo uśmiecha się z dumą* Młodzieńcze, jedyne, czego ja chcę... to byś stał się honorowym człowiekiem, takim jak ja. Z dużą dozą pokory, szacunku i stoicyzmu. Widzę w tobie złoża tych cech, są one tam pod tą skorupą, którą serwujesz, ale Elias-kun, oczu samuraja nie zmylisz...

Elias patrzy na Yoshiego jakby ten był trochę pierdolnięty (nic dziwnego) ale patrzy przez kilka sekund na swój nowy telefon... I kiwa głową.

Elias Shadow: Dobra dziadek-san, masz jedną szansę. Nie zmarnuj jej.

Yoshi Tatsu: A więc zacznijmy razem piękną przygodę! Haha! Mam jeszcze jedną niespodziankę dla nas, zawalczymy dziś razem drużynowo! Także rozgrzewaj się powoli młodzian, czas dopisać mi pierwszą wygraną w tej federacji! Oczywiście podejdziemy do rywali z ogromnym szacunkiem, ale spokojnie... to nie są jakieś kozaki.

Yoshi honorowo klepie Eliasa po ramieniu, a ten czujnie zerka na niego. Obraz z kamery znika...

Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match
Derrick Mantel vs El Garra de Gato

Wracamy do ringu, gdzie Garra biegnie w stronę przeciwnika, a Mantel schodzi mu z drogi i popycha w stronę lin. Kociarz się od nich odbija i po powrocie ma Shoulder Block. Teraz to Derrick odbija się od lin, a Luchador próbuje go podciąć, jednak Amerykanin przeskakuje nad nim, a Meksykanin częstuje przeciwnika Back Body Dropem. Ego Top po upadku chwyta się za plecy, jednak dosyć sprawnie wstaje. De Gato natychmiast do niego doskakuje i częstuje punchami na głowę. Będącego na kolanie przeciwnika częstuje DDT. Od razu próba pinu. 1… Kickout. To zdecydowanie za mało dla jego oponenta. Kociarz wstaje i pomaga wstać oponentowi. Irish Whip w narożnik, jednak kontra i to El Garra wpada w korner. Corner Clothesline od Amerykanina. Po tym ataku Derrick wybiega, odbija się od lin, De Gato lekko zamroczony wychodzi z narożnika i otrzymuje potężny Yakuza Kick. Ależ teraz De Gato pada jak rażony piorunem na matę. Mantel nie końcu jednak tego w ten sposób, szybko wdrapuje się na szczyt narożnika i mamy jeszcze Frog Splash. Próba pinu. 1… 2… Kickout. Ego Top po raz kolejny idzie w stronę narożnika i wchodzi na jego szczyt. Lekko poprawia pozycję i mamy 450 Splash! Prosto w matę! Meksykanin w porę przetoczył się na bok. Derrick aż kopie w matę z grymasem bólu, a Kociarz nie poprzestaje na tym, chwyta oponenta w Rear Waist Locku, pomaga mu wstać i mamy piękny German Suplex. To nie wszystko, to tym razem El Garra wchodzi na szyt korneru i mamy Diving Elbow Drop! Próba pinu. 1… 2… Kickout. De Gato nie poddaje się i oczekuje aż jego rywal się podniesie. Gdy to czyni, Kociaż odbija się od liny i mamy teraz jeszcze Running Crossbody! Spin Kick od Mantela na lecącym już przeciwniku! Ależ teraz wymiana akcji. Amerykanin podnosi teraz przeciwnika za rękę, wkłada mu głowę pod pachę i dokłada jeszcze Spin-out Powerbomb od razu z pinem. 1… 2… 3?! Kickout! Kociarz jest teraz w niemałych tarapatach, ale jakoś udało mu się przetrwać ten pin. Ego Top już wyraźnie sygnalizuje zakończenie tej walki, szykuje się Head Crusher (Curb Stomp)! Derrick w oczekiwaniu łapie się za górną linę i czeka, aż jego ofiara w końcu wstanie. Gdy De Gato jest już w pozycji pochylonej Mantel się rozpędza i mamy Head Crusher! Jednak chybiony, Meksykanin się prostuje i ucieka, a Amerykanin uderza stompem w matę. Już poważnie wściekły odwraca się do przeciwnika i otrzymuje Spinebuster! Kociarz w natarciu, próba pinu! 1… 2… 3?! Kickout! To za mało dla Mantela. De Gato podnosi przeciwnika do stójki i ustawia go pod Garra Slam (Uranage Slam)! Mantel w porę wykręca się z uchwytu trzema uderzeniami z łokcia, w końcu wykręca się z ręką przeciwnika, atakuje go Gut Kickiem i ustawia przeciwnika pod Piledriver! Czy będzie Fatal Blow (Craddle Piledriver)?! Tak! Mamy Fatal Blow! Od razu przypięcie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Derrick Mantel zwycięża to starcie i zostaje pierwszym uczestnikiem walki o walizkę!

Kamera przenosi nas do ciemnego pomieszczenia, nic nie widać, ale... w końcu zapala się lampka i widać Eliego Cottonwooda! Wąsacz patrzy tylko groźnie w obiektyw i zza jego pleców wychodzi TEN FACET. Kolejny wąsaty pan patrzy złowrogo w kadr i ma zamiar coś powiedzieć. Za nim są jeszcze dwie sylwetki innych mężczyzn, których nie znamy i nie możemy ich dostrzec.

Eli Cottonworld: Imię me? Eli. Eli Cottonworld. Wąs? Jest. Gacie? Są. Nie byle jakie. Dzięki głebokim polskim korzeniom poznałem firmę, która odmieniła moje życie. *prezentuje gacie, które ma na sobie, trwa to dłuższą chwilę* Znaczą dla mnie prawie tyle, ile ma rodzina. *ukradkiem spogląda do tyłu* Rodzina, z którą pokażemy, jaka jest różnica między prawdziwymi wąsami. A ogolonymi twarzami.

Cottonworld jeszcze groźnie patrzy i palcami ponownie prezentuje swoje majtki. Obraz z kamery znika...

Masz wonsy? Dołącz do nas!

Rozbrzmiewa theme song Jeffa Browna! A jaki? No ten jego! Nie trzeba więcej wiedzieć. Albo dobra TEN. Innej okazji do posłuchania go może nie być. Jeff pojawia się ubrany w swoje ciuchy, takie jak ma zawsze, jest z nich znany tak jak Shio Sakazaki ze swojej kurtki. Fani z deka mają wyjebane w to. Brown ma na sobie kołnierz ortopedyczny i powoli idzie w kierunku ringu. Przed wejściem odbiera jeszcze mikrofon od pracownika. W końcu włazi pokracznie po schodkach prawie spadając, ostatecznie udaje mu się dotrzeć do docelowego miejsca i przykłada mikrofon do ust, a muzyka cichnie, wielka chwila przed nami.

Jeff Brown: Jestem tutaj bo... *Brown zaczyna zdejmować kołnierz ortopedyczny, idzie mu to bardzo słabo, ale udaje się* JEFF BROWN WRÓCIŁ, DZIWKI! *cisza fanów* Tak jest, dziweczki, o tak! Jeff Brown powrócił silniejszy niż kiedykolwiek i gotowy na cokolwiek! Dajcie mi jakiegoś solidnego sukinsyna do obicia mu mordy, a może i nawet... *udaje, że w kieszeni ma spluwę i uważnie rozgląda się dookoła* ŻARTOWAŁEM! Obicie gęby mi wystarcza, dawać go!

Następuje na arenie nieco niezręczna cisza, gdzieniegdzie daje się usłyszeć lekki cheer w oczekiwaniu na to kto wyjdzie.. i nagle po kilku sekundach na rampie pojawia się nieznany nam zawodnik, przy akompaniamencie tego theme songu, na sobie ma podarty nieco płaszcz u dołu ze złotymi akcentami, głowa przykryta kapturem. Nie tracąc czasu rusza on w kierunku ringu po rampie, gdy nagle odzywa się Jeff..

Jeff Brown: A Ty kim kurwa jesteś, ha?

Postać po chwili wchodzi po schodkach do ringu, a następnie przechodzi między linami i staje naprzeciwko Browna. Ten lekko zamiera widząc postać stającą przed nim, ale nie daje nic po sobie poznać (tak przynajmniej myśli) i mówi..

Jeff Brown: Pytałem się kim ty dziweczko jesteś.. a w sumie chuj mnie to, i tak cię rozpierdolę, jedziemy z tobą kurwo!

Zawodnik zabiera mu mikrofon, przez chwilę stoi w bezruchu, po czym zdejmuje kaptur i ukazuje nam się ta postać i szaleńczo się uśmiechając i z góry patrząc na Jeffa odpowiada..

???: Haha! Moje imię.. Rocks Xebec. Śmieszny jesteś wierząc w to, że cokolwiek tu ugrasz, ale powodzenia. Będzie ci kurewsko mocno potrzebne!

Rocks zrzuca z siebie płaszcz i wyrzuca mikrofon za ring, a po chwili rozbrzmiewa gong..

Singles Match
Jeff Brown vs “Rocks” Xebec

Jeff po usłyszeniu gongu bez ostrzeżenia uderza punchem w twarz Xebeca, po czym sprzedaje mu kopnięcie w lewe udo, następnie w prawe.. Rocks jednak jakby nic sobie z tego nie robił i łapie Browna za twarz i zaczyna przesuwać przeciwnika do tyłu. Gdy dochodzi do lin to łapie go pod Irish Whip i rzuca na przeciwległy zestaw, Jeff Brown odbija się i chce wyczuć sytuację - Running Knee Strike! Nie! Podczas skoku otrzymuje Headbutt! The Apex Anarchist uśmiecha się, po czym łapie za głowę Browna, po czym rzuca go bez wysiłku w narożnik i nabiega.. Corner Clothesline, a po chwili.. Conqueror’s Impact! Fake Thug zgnieciony w narożniku, ale stara się z niego wyjść obolały.. wpada w ramiona Rocksa i.. Anarchy! Prosto w jeden z narożników! Xebec odciąga go z narożnika i przypina dość nonszalancko.. 1.. 2.. kick out! Jednak to nie to.. The Chaos' Sovereign rozmyślił się i chce pokazać coś jeszcze. Podnosi on Fake Thuga.. ten natomiast próbuje kopnąć przeciwnika! Mamy kilka kopnięć na nogi The Apex Anarchista.. ten ewidentnie mocno znudzony i lekko poddenerwowany na twarzy chce to zakończyć, rzuca przeciwnika na liny i Spinebuste-.. Chaos Burst! Po chwili zaczyna krążyć wokół oszołomionego i podnoszącego się bardzo powoli Mr. Street Cred.. gdy ten już jest blisko by się podnieść Rocks wykonuje gest strzału z pistoletu, rozpędza się, odbija od lina raz.. potem od przeciwległych.. Headshot! Brown pada jak martwy, Xebec przyklęka przed przeciwnikiem i kładzie tylko na nim dłoń: 1.. 2.. 3! Zwycięstwo w debiucie!

The Apex Anarchist podnosi się dość szybko, sędzia chce podnieść jego rękę w geście zwycięstwa, ten jednak wyrywa ramię, podchodzi do narożnika i prosi o mikrofon..

Rocks Xebec: Ha! Haha! Co za wyzwanie! Że też trzymacie tak bezużyteczne psy jak ten tutaj u siebie.. Jestem, szczerze mówiąc, nieco rozczarowany.. Chociaż? Zrobił ten ściek za idealną gąbkę żeby wszystkim pokazać co potrafię. Jednakże! Nie myślcie sobie, że tylko z takimi.. osobliwościami, jak to gówno, jestem w stanie tylko wygrywać. *podchodzi do leżącego jeszcze na brzuchu Jeffa, przyklęka przy nim i łapie go za szyję* To był tylko pionek, nic lepszego nie byłem w stanie dostać.. Ale posłuży za przykład, nie tylko tego w jaki sposób rozprawiam się z - wątpliwymi - przeciwnikami, ale też tego co spotka każdego z was. *wstaje i patrzy w kamerę uśmiechając się* Każdego kto zechce chociażby spojrzeć w moją stronę, każdego kto zechce oddychać tym samym powietrzem, bo nie jestem tu po to żeby ludzie mnie lubili, żeby mieli mokro w majtkach na mój widok, żeby kupowali moje koszuleczki, okularki i chuj wie co jeszcze. Nie jestem tu po to żeby ktokolwiek z was mnie szanował od samego startu, bo wydrę sobie sam ten szacunek z waszych trucheł. Jestem tu po to żeby pokazać wam.. wam wszystkim, że wasi ulubieńcy i wasi mistrzowie to tylko olbrzymy na glinianych nogach i każdy z nich będzie upadał, jeden po drugim, bo są niczym w porównaniu z prawdziwą potęgą! Potęgą chaosu, który.. kreuję.. JA!

Wraz z ostatnim wypowiedzianym słowem, Rocks odrzuca mikrofon, po czym wstającego jeszcze Jeffa Browna kopie od niechcenia w brzuch, a następnie wyślizguje się z ringu. Przy widoku Rocksa idącego po rampie i przy dźwięku jego donośnego, dzikiego śmiechu.. obraz gaśnie.

Kamera przenosi nas do pogrążonego w półmroku gabinetu, za masywnym biurkiem z ciemnego, szlachetnego drewna, siedzi trzech mężczyzn w nienagannie skrojonych garniturach. Ich sylwetki niemal stapiają się z cieniem, a jedynym wyraźniejszym źródłem światła jest wąska smuga wpadająca przez niedociągnięte zasłony. Pośrodku, w najważniejszym miejscu, zasiada brodaty mężczyzna o spokojnym, nieprzeniknionym obliczu. Promień światła przecina jego twarz niczym ostrze — jedna połowa pozostaje jasno oświetlona, druga zaś ginie w głębokim cieniu. Kontrast ten nadaje jego spojrzeniu osobliwą dwuznaczność, jak gdyby skrywał w sobie zarówno dostojność, jak i mroczną tajemnicę. Po jego bokach siedzi jego Doradca oraz Kapitan. Milczą, jak przystało ludziom przywykłym do tego, że najważniejsze decyzje zapadają bez zbędnych słów. W powietrzu unosi się ciężki aromat cygar. Każdy z mężczyzn trzyma w dłoni tlące się cygaro, a leniwe smugi dymu wiją się pod sufitem, miękko rozpraszając nikłe światło. Popiół osypywał się do masywnych, kryształowych popielniczek, lecz żaden z nich nie zwraca na to uwagi. Wnętrze jest pełne powściągliwego przepychu - ciemne drewno, skórzane fotele, ciężkie zasłony i pojedyncze elementy klasycznego wystroju, które bardziej sugerują władzę niż ją ostentacyjnie demonstrują. Panuje cisza. Nie jest jednak zwyczajna — ma w sobie ciężar oczekiwania. The Outfit siedzi nieruchomo, otacza ich dym oraz cień, jakby cały świat poza tym gabinetem przestał na chwilę istnieć. W końcu Tony pyknął z cygara, spokojnie wypuścił dym z ust, a następnie z kamienną twarzą spojrzał na swoich towarzyszy.

Tony Leone: Długo zastanawiałem się, czy jestem zły, czy rozczarowany postawą Brutala na Heatwave. Z przykrością muszę stwierdzić, że chyba jednak jedno i drugie. *pyknięcie z cygara* Przychodzę do nich z otwartymi rękoma, oferuję swoją przyjaźń, z godnością przyjmuję wszystkie stawiane mi warunki. Daję im słowo, że nie przekroczymy pewnej granicy. Daję im słowo, że będziemy współpracować dla wspólnego dobra Elysium. Daję im słowo, że nie dojdzie do kolejnego ataku... a dla mnie słowo cenniejsze jest od pieniędzy. I co dostaję w zamian? Całkowity brak szacunku. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony zaczyna mówić szybciej* Ostrzegałem Nicka przed tym frustratem. Zwracałem uwagę, że należy mu się uważnie przyjrzeć, bo takie elementy społeczne są nieprzewidywalne. Prostactwo, pośpiech czy frustracją nigdy nie są dobrym doradcą. Z kimś takim nie powinno się robić żadnych interesów. Ale Nick zapewniał mnie, że przecież Brutal jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek głupiego w naszej sprawie. Dał mi słowo... i go nie dotrzymał. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony mówi coraz szybciej* To już był dla Nas policzek, ale Nick posunął się jeszcze dalej. Postanowił oficjalnie zakazać Waszej obecności przy ringu w trakcie walki wieczoru. Jakby mi w twarz napluł. Dotrzymałem danego słowa. Podjąłem walkę z Brutalem w jego płaszczyźnie, wygrywając z nim bez interwencji. Nie ingerowaliśmy w żadną z naszych walk. Za to  zrobił to Brutal. I to my dostajemy zakaz? Tą zniewagą zajmę się osobiście.

Nagle Tony z całej siły ciska przed siebie cygaro, po czym bierze głęboki oddech i zamyka oczy. Wygląda jakby w mgnieniu oka się uspokoił, jednak znienacka uderza pięścią w stół, a gdy otwiera oczy płonie w nich żywy ogień.

Tony Leone: To się nie może powtórzyć! To jest nieakceptowalne! Aldis jeszcze nie wie kim jestem... kim My jesteśmy! Niesamowite, jak szybko ludzie zapominają od czego się to wszystko zaczęło i do czego jesteśmy zdolni... *Tony poprawia krawat, mankiety i w końcu odzyskuje spokój* Ale wszystko w swoim czasie. Zemsta jest daniem, które należy spożywać na zimno. Zacznijmy od tego, że dzisiaj muszę stać się mistrzem Eternal, a wtedy będzie Jego ruch.

Vizzini powoli wstaje, bez żadnego słowa kierując się do stojącej w pobliżu, bogato zdobionej szafki, na szczycie której stoi złota szkatułka. Vincenzo puka palcem w wieko, a to unosi się z lekkim skrzypnięciem do góry. Mężczyzna zagląda do środka i po chwili dwoma palcami wyławia jedno z umieszczonych w środku cygar. Skrupulatnie je przycina, a następnie obraca się do Dona i podaje mu tak przygotowany podarunek.

Vincenzo Vizzini: Bez emocji, Tony. *zaciąga się cygarem, siadając ponownie obok* Od początku powtarzałem, że to banda zdegenerowanych narcyzów, megalomanów mających siebie za Bóg wie kogo. *Wyjątkowo milczący Enzo unosi wzrok ku górze i całuje medalik zawieszony na szyi* Ale my jesteśmy inni. My mamy plan. My wiemy, po co tu przybyliśmy. Pozwólmy im najzwyczajniej w świecie myśleć, że chodzi nam po prostu o mistrzostwa. Słuchajcie. *strzepuje popiół* Im bardziej ich uwaga skupia się na przeszkadzaniu nam w samych walkach, tym mniej przestrzeni mają na zwracanie uwagi na inne rzeczy. To prosty rachunek.

Tony przeciągle odpala nowe cygaro, po czym przez chwilę z niego pyka. Ciszę w gabinecie zakłóca jedynie Enzo, który nerwowo stuka palcami o blat. Nikomu to jednak nie przeszkadza.

Tony Leone: Jestem oazą spokoju, Vincenzo. Masz rację, nasz plan jest niezagrożony, mimo tak rażącej niekompetencji naszych "partnerów". Na szczęście to jedynie wadliwe trybiki w całej tej machinie, trybiki, które zawsze można wymienić. *pyknięcie z cygara* Przyjaciele nigdy nie powinni zbyt wysoko cenić naszych zalet, zaś ludzie nam nieprzychylni powinni przeceniać nasze wady. Pozwólmy im uwierzyć, że je odnaleźli.

Vincenzo Vizzini: *pyka cygaro, po czym wypuszcza dużą chmurę dymu* Słusznie. Jeśli ktokolwiek sądzi, że brak mnie i Enzo przy ringu przesądza z góry o wyniku tej walki... Cóż, *Nadal słychać nerwowe pukanie palcami o blat* nie mam najmniejszego zamiaru wyprowadzać go z błędu. Sam to zrobisz w trakcie walki. A gdyby Aldis próbował jeszcze innych ciekawych sztuczek *wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki białą zaklejoną kopertę* to możesz pokazać mu to. Uznaj to jako przedwczesny prezent z okazji zostania mistrzem.

Tony odbiera kopertę, przez chwilę się jej przygląda, jednak nie sprawdza co jest w środku i wkłada ją do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Tony Leone: Dziękuję Ci, Vincenzo, dziękuję. To piękny gest. *stukanie palcami się nasila, Tony powoli odwraca wzrok i wpatruje się w Enzo* Wszystko w porządku, Enzo? Jesteś dziś wyjątkowo milczący. Powiedz, co Cię gryzie? W Rodzinie tajemnice nie są potrzebne.

Enzo Sacrale: *zaprzestaje stukania palcami i składa ręce oglądając się na Leone* Martwię się, Tony… Ufam planowi. Ufam Tobie. *zerka na moment na Vincenzo* Ufam całej rodzinie. Mam w sobie jednak grzeszne uczucie… *bardziej emocjonalny ton* Panowie, zobaczcie co tu się zaczyna dziać! Pierwsza sprawa, ignorant Aldis. *kręci głową* Zaczął bawić się w dobrą wróżkę spełniającą najrozmaitsze życzenia. Ten prostak Brutal wymarzył sobie rewanż z Tobą? *spogląda na Leone* Ależ proszę bardzo, będzie rewanż! Co za problem zmienić plany, skoro Błazen Ekstremy zwrócił się z uprzejmą prośbą… Chociaż nie. Jak mogę w ogóle stawiać słowo “uprzejmość” obok tego ordynusa? *prychnięcie* Idźmy dalej. Demencyjny starzec nie wiedzący co się wokół niego dzieje uznaje, że to świetny pomysł, aby wziąć swojego synka z nieprawego łoża i stanąć z nami w ringu? *wskazuje na siebie i Vincenzo* Jasna sprawa, załatwione! A swoją drogą, czy to nie obrzydliwa pogarda i ignorancja, aby marnować nasz czas na zabawę z jednostkami tego pokroju? *westchnięcie* I teraz najważniejsze, co aż nie mieści mi się w głowie! Dostajemy zakaz przebywania przy ringu podczas dzisiejszej walki wieczoru! Ogarnia mnie ciekawość, czyje życzenie tym razem spełnia Aldis? *patrzy prosto w oczy Leone* Tony… To nie jest w porządku wobec całej naszej rodziny, że zostawia Cię samego z tymi trzema wariatami… Nie zrozum mnie proszę źle. To nie jest brak wiary w Ciebie. Głęboko też czuję, że opatrzność jest po naszej stronie. *unosi na moment wzrok* Intryguje mnie jednak coś innego… Jeśli nie będą chcieli za wszelką cenę wyeliminować Cię jak najszybciej… *wzdycha* To tak jakby nie odczuwali należytego respektu i strachu. Tak jakbyśmy ich wystarczająco nie nauczyli, że powinni usunąć się nam z drogi. *ogląda się po obu kompanach* Ta walka da nam odpowiedzi na pewne pytania. Jeśli okaże się, że są to jednostki całkowicie ślepe i głuche… *poważny ton, zaciska pięść* To będzie trzeba otworzyć im oczy i odetkać uszy. Tym razem raz na zawsze. *ściszony głos, wpatruje się w blat* A ja mam na to coraz większą ochotę…

Tony Leone: Skoro to nie brak wiary w moje możliwości... a opatrzność jest po naszej stronie, to o co się martwisz? *Tony zdaje się być zdziwiony* Cóż może pójść nie tak, jeśli mam wszystko we własnych rękach i sprzyja mi opatrzność, Enzo? W niektórych kręgach mogłoby to być uznane za pewną nieuprzejmość. *Tony wstaje* Ale wiem, że nie to miałeś na myśli. Na ten moment nie możemy sprawiać nowych nieprzyjemności naszemu przyjacielowi, Nickowi. *stanowczo* JESZCZE nie. Jednak gdyby za bardzo się zapędził w spełnianiu kolejnych życzeń... cóż. Pani Mickie dowie się, jak to jest pić wrzątek. *przechodzi za plecy Enzo i kładzie dłonie na jego barkach* Przestań bujać w obłokach i skup się, aby opanować tą coraz większą ochotę. Nie po to przygotowywaliśmy taki piękny plan, żeby teraz wyrzucić go do kosza przez grzeszne podszepty. To byłoby wręcz... *z obrzydzeniem* Brutalowe. *Tony klepie Enzo w ramiona i powolnym krokiem zmierza do drzwi* Zadzwoń do naszego informatora. Upewnij się, że wiemy wszystko. To powinno Cię uspokoić.

Po tych słowach Tony wychodzi z gabinetu, a obraz z kamery gaśnie.

Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match
Zack Sabre Jr. vs Maxwell Ransom

Końcówka pojedynku. Zack Sabre Jr. przejął inicjatywę, konsekwentnie pracując nad prawą ręką Maxwella Ransoma. The Technical Wizard wykręca nadgarstek przeciwnika, przechodzi pod jego ramieniem i próbuje Jim Breaks Armbar! Ransom natychmiast splata dłonie, nie pozwalając Zackowi poprawnie zamknąć dźwigni. Sabre zmienia więc plan, obchodzi większego rywala od tyłu i mamy Bridged Dragon Suplex Pin 1…2…Kick Out! ZSJ nie daje mu chwili wytchnienia. Ransom próbuje wstać, ale otrzymuje Kneedrop w osłabione ramię. Zack chwyta kończynę ponownie, jednak Maxwell odpowiada krótkim Punch’em w brzuch. Drugi! Sabre puszcza. Ransom rusza z Running Lariatem, lecz Anglik schyla się i natychmiast przechwytuje nogę przeciwnika. ANKLE LOCK! Maxwell pada na matę! Submission Master mocno wykręca kostkę, ale Ransom wykorzystuje przewagę siły i stopniowo dociera do lin. Chwyta dolny sznur! Rope Break! Sabre odpuszcza i od razu szykuje Penalty Kick. Maxwell siada, Zack nabiera rozpędu... Nie! Ransom przechwytuje nogę! Podnosi się z nią w rękach i gwałtownie przyciąga przeciwnika do siebie. SPINNING SPINEBUSTER! ZSJ zostaje wbity w matę! Pin! 1... 2... NIE! Sabre odkopuje! Maxwell podnosi rywala i wynosi go na barki pod Torn Picture, ale Zack zaczyna uderzać łokciem w bok głowy. Zsuwa się za plecy przeciwnika i natychmiast przechodzi do European Clutch! 1... 2... NIE! Ransom wydostaje się dosłownie w ostatniej chwili! Obaj szybko wracają na nogi. Enzuigiri od Zacka! Maxwell zatacza się, lecz nie pada. Discus Elbow Smash! Ransom cofa się do lin. Sabre rusza za nim, ale Ex-Wilgotniak przechwytuje go i wykonuje Overhead Belly-to-Belly Suplex! ZSJ ląduje kilka metrów dalej. Maxwell podnosi przeciwnika. Zack próbuje jeszcze złapać rękę pod kolejną dźwignię, ale Ransom wyrywa kończynę, wbija Knee Strike w brzuch i zmusza rywala do pochylenia. Gutwrench! Maxwell wynosi Sabre’a na barki i stabilizuje pozycję. WOLF INSIDE!( Full Throttle) Trafione! Ransom natychmiast pinuje przeciwnika. 1... 2... 3! Maxwell Ransom wygrywa to starcie kwalifikacyjne.

Karnawału ciąg dalszy, świętujemy urodziny matki Ryszarda!

Sang Bleu! Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i właśnie on teraz pokazuje się na rampie. Obok niego znajdują się McŁowicz i ten facet. Lord powoli zmierza do ringu ze swoją Margaux w ręku, czerpiąc radość z negatywnych reakcji fanów na jego osobę. Lord z uśmiechem na twarzy wskazuje Robowi palcem na ring bez słowa, a ten wchodzi na apron i rozchyla liny, przez który Lord wchodzi do ringu. Nieznajomy gość podchodzi do pracownika technicznego i odbiera od niego mikrofon, który następnie podaje Lordowi.

Lord Sebastien: Bonjour! Mam nadzieję, że oglądaliście poprzednie Elysium, bo zdecydowanie było co oglądać! Jak widzicie *Lord ręką wskazuje na swoich kompanów* mój dwór powoli zaczyna się powiększać. Wiem, że uważaliście mnie za szaleńca, ale konsekwentnie pokazuję wam, że to ja mam rację w tym co robię. Krok po kroku odzyskam wszystkie honory od tych, którym one się należą. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj chciałem wam przedstawić członków mojej świty. Zacznijmy od kogoś, kto jest w moim życiu od jego początku. Zaczynał jako mój kamerdyner, potem został także trenerem w kwestiach zapaśniczych, a finalnie został nawet moim conseillerdoradca. Panie i panowie, jeżeli można was tak nazwać, przedstawiam wam - oto Alistair Fraser Jr.! Ktoś mógłby zapytać teraz - skoro Alistair jest ze mną całe życie to dlaczego nikt go nie widział jeszcze tutaj, w ringu? Odpowiedź jest banalnie prosta - zachowałem go dla siebie jako moją tajną broń i tydzień temu spisał się znakomicie. Jest jeszcze z nami Rob, mój nadworny kucharz. Skoro już nim zostałeś to teraz musimy sobie parę rzeczy ustalić. Nie jesteś moim przyjacielem, nie jesteś moim partnerem. Jesteś jedynie moim kucharzem. Jedyne na co czekasz to na moje polecenie, które mogę wydać ci w każdej chwili. Zapamiętaj to, nie jesteś mi równym.

Rob, który do tej pory stał z boku, robi krok w stronę Lorda.

Rob McŁowicz: Sebastien, wygrałeś jedną walkę i nagle myślisz, że będę….

Lord natychmiast unosi dłoń, uciszając go. Alistair również robi niewielki krok w stronę Roba, jasno sugerując, że lepiej będzie, jeśli ten pozostanie na swoim miejscu.

Lord Sebastien: Widzisz? Właśnie o tym mówiłem. Nawet teraz nie potrafisz zrozumieć najprostszej rzeczy. Nie pytałem cię o zdanie, Rob. *Lord zaczyna się śmiać, chociaż nikt jeszcze nie ma pojęcia z czego* Najbardziej śmieszy mnie fakt, że myślałeś, że możesz się ze mną równać i stanąć do równej walki. Myślałeś, że będziesz miał szansę na tytuł mistrzowski w LPW, a teraz pozostał ci tylko fartuch. *Lord na chwilę przerywa ponownym śmiechem* Spójrz na siebie i spójrz na mnie. Ty jedyne co masz to toquetradycyjna czapka kucharska i przepis w głowie na mój posiłek. Ja za to mam wszystko co potrzebne przyszłemu mistrzowi. Władza, prestiż, szacunek, dziedzictwo. To jest fakt, jestem najlepszym co Ciebie mogło w życiu spotkać. Postaraj się tym razem tego nie spieprzyć.

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa Van Halen - Jump, a na rampie pojawia się postać "Surfera" Chrisa Finnegana. Trzyma on mikrofon w ręku i zbliża go do ust.

Finnegan: Chwileczkę, chwileczkę. Ściszcie muzykę.. *muzyka cichnie* Jeśli dobrze rozumiem Sebastien kreujesz się tutaj na kogoś godnego mistrzostwa? Ambitnie, ale nie wystarczy się takowym nazwać, trzeba jeszcze sobie na to zapracować. Widzisz podczas ostatniego Elysium stanąłem z obecnym mistrzem w szranki i niektórzy twierdzili nawet, że miałem z nim szansę. Zdaję sobie jednak sprawę, że był to mój debiut i jeszcze wiele pracy przede mną i tym właśnie się różnimy. Ja zakasuję rękawy i biorę się za robotę walcząc z najlepszymi, tymczasem ty próbujesz zdobyć szacunek wygrywając walki przekrętem tak jak zrobiłeś to z Robem. Naprawdę żal mi ciebie Rob. Nie mogę zrozumieć gdzie podział się ten nieprzewidywalny kucharz, który grillował oponentów w ringu i w swoim własnym show. Dlaczego usługujesz temu paniczykowi, skoro bez tego kamerdynero-trenero-conseillera.. Cholera gościu ty naprawdę się na tym wszystkim znasz? Bo patrząc po obecnych sukcesach Lorda mam wrażenie, że trochę nakłamałeś w CV i teraz wpuszczasz go w maliny. Rob.. jeśli potrzebujesz impulsu, że ten cały arystokrata nie jest wcale taki straszny, to chętnie cię przekonam

W tym momencie Chris upuszcza mikrofon i kieruje się z uśmiechem w stronę ringu. Zaraz za nim z zaplecza wybiega sędzia tego pojedynku i przechodzimy do starcia.

Singles Match
Lord Sebastien vs Chris Finnegan

Wracamy do walki, gdzie Lord wynosi Surfera pod Scoop Slam. Ten jednak w porę oprzytomniał, zaczyna się wiercić na barku i ześlizguje się. Chris spada na nogi za plecami przeciwnika i teraz popycha go e stronę lin. Sebastien odbija się i po powrocie inkasuje Arm Drag od Finnegana. Szybki powrót do stójki i ponownie Arm Drag. Australijczyk jest teraz, nomen omen, na fali i gdy po raz kolejny jego przeciwnik wstaje, Surfer chwyta go za rękę i Irish Whipem wysyła w stronę lin. Chris się pochyla, a Francuz po powrocie kopnięciem go prostuje. Teraz to on wykręca rękę przeciwnika i zapina Wrist Lock. W tym uchwycie przechodzi z przeciwnikiem do narożnika i wypycha go tam, po czym zaczyna atakować punchami. Sędzia zaczyna odliczanie i dopiero przy doliczeniu do czterech Sebastien przerywa atak. Sędzia go upomina, a Lord podnosi ręce udając niewiniątko, jednak przy drobnej chwili nieuwagi dokłada jeszcze kopnięcie na tors przeciwnika. Publiczność heatuje. Za ringiem Alistair klaszcze w ręce z zadowoleniem i zachęca też do tego Roba, który tylko kiwa głową z dezaprobatą i macha na to ręką. Francuz upomina McŁowicza słownie i Irish Whipem wysyła przeciwnika w przeciwległy narożnik. Jednak kontra i to Lord wpada w korner. Finnegan podbiega do przeciwnika i wyprowadza pierwszy Corner Back Elbow, za chwilę kolejny i kolejny. Australijczyk odchodzi kilka kroków od oponenta i na koniec jeszcze częstuje go Corner Splashem. Alistair nie może na to patrzeć i zasłania twarz rękoma a Rob się podśmiechuje. W międzyczasie mamy próbę pinu. 1… 2… Kickout. Lord przetacza się na brzuch i na czworaka idzie do lin. Wcześniej Finnegan wstał i czeka również na powstanie Chris w końcu pomaga wstać przeciwnikowi, mamy wyniesienie i ostatecznie Surfer wykonuje The Sydney Sweep (Scoop Slam). Po tym ataku nie ma jednak przypięcia, bo Australijczyk postanawia wejść na szczyt narożnika. Poprawia produkcję i po chwili mamy The Big Wave (Frog Splash)! Prosto w pustą matę! Francuz sprytnie uciekł przed lecącym przecieniiiem, który teraz trzymając się za tors przetacza się na plecy. Lord będąc już na nogach odbija się od lin i wyprowadza Guillotine Drop (Running Leg Drop). Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer nie da się tak łatwo pokonać. Alistair wskakuje na apron i odwraca uwagę sędziego, w tym czasie Lord podchodzi do lin i nakazuje McŁowiczowi podać sobie Margaux. Rob zdecydowanie odmawia, ale Sebastien stanowczo na to nalega. Po długich przemyśleniach Kucharz podaje laskę Francuzowi, który błyskawicznie wypłaca Margaux’s Kiss na klęczącym już przeciwniku. Kompletnie zamroczony Chris pada na matę, Lord oddaje łaskę swojemu Kucharzowi i próbuje pinu. W tym momencie sędziemu udało się przegonić Alistaira z apronu i rozpoczyna liczenie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Lord Sebastien wygrywa ten pojedynek!

Kamera przenosi się na zaplecze areny gdzie krzątają się zawodnicy i pracownicy Legion Pro Wrestling. W jednym z tych spokojniejszych korytarzy widzimy Dereka Hallowaya, który opiera się o ścianę, a przez ramie ma przewieszony pas LPW Eternal. Po chwili zza rogu wyłania się Mike F'N Brutal. King of Hardcore zatrzymuje się kilka kroków od mistrza Eternal, przez moment przyglądając mu się w milczeniu, a następnie podchodzi bardziej stanowczo, jakby z określonym zamiarem w stronę Truth Seekera.

Mike F'N Brutal: Zanim zaczniesz daj mi powiedzieć coś, co musi zostać powiedziane. Na Heatwave zrypałem. Prosto i bez zbędnego pierdzielenia. Wtrąciłem się w Twoją walkę z Leone, chociaż z pozoru nie miałem tam czego szukać. Ale jak widzę na ekranie któregoś z tych trzech parodystów to się we mnie gotuje i niestety, bądź stety - zrobiłem to co potrafię najlepiej. Zamiast pomyśleć, zrobiłem rozpierdol. Do tego wcześniej też zepsułem paradę pisarzynie. Miałem być jego partnerem, miałem pilnować jego pleców, a przez to, że odpaliłem się jak idiota, sam go posłałem na glebę. Gość woli książki, pióro i swoje pogmatwane metafory, a dostał ode mnie więcej przemocy, niż powinien dostać. Nie zamierzam tego wybielać. I nie mów mi nawet o żadnych teoriach spiskowych, że ktoś mnie opłacił, że jakiś iluminata ciągnie za sznurki, nie dobieraj sobie żadnej teorii. Teoria tu jest jedna - Mike Fuckin' Brutal spieprzył sprawę. Więc tak. Przepraszam, że pozwoliłem na to, żeby emocje wzięły mnie znowu za mordę. Uznałem, że skoro narobiłem syfu, to mam wystarczająco dużo jaj, żeby spojrzeć ci w twarz i się do tego przyznać.

Extremely Mad Dog wyciąga rękę w stronę Hallowaya. Derek przenosi ciężar ciała na dwie nogi, żeby już się nie opierać o ścianę. Mistrz staje twarzą w twarz z Mike’m. Lewą ręką zdejmuje okulary z nosa. Widać w jego oczach złość skierowaną w stronę Brutala. Teraz jego wzrok kieruje się na rękę Extremaniaca, po chwili znów podnosi wzrok patrząc w oczy Brutala i kiwa przecząco głową dając do zrozumienia, że żadnego godzenia dzisiaj nie będzie.

Derek Halloway: ”Przepraszam”? Kto Ci kazał tak powiedzieć? Może ten cały Leone, co? Kupił Cię i zwerbował w te swoje faszystowskie szeregi? Teraz już wszystko jasne. Do tej pory się zastanawiałem, ale już wszystko wiem. Od dziś nie traktuję Cię już jako niegroźnego durnia. Od dziś wiem o Tobie to, że jesteś sprzedawczykiem. Przegrałeś walkę przez swoją głupotę, nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, więc postanowiłeś przybyć i wszystko spieprzyć drugi raz? Przecież powinniśmy trzymać wspólny front przeciwko makaroniarzom, a Ty zachowałeś się jak za starych lat. Myślałem, że wyszedłeś na prostą, zacząłeś się dogadywać z Poetą, a to wszytko była podpucha! Najpierw zdradziłeś go, a później ja przegrałem przez Ciebie. Nie rozumiem z jakiej racji stałeś się pretendentem, ale Aldis też nigdy nie grzeszył intelektem. Zawróć z tej drogi, Brutal!

???: Panowie!

Obaj zawodnicy wraz z kamerzystą obracają się i możemy dostrzec teraz Paddy'ego Jacksona! Reporter Elysium pomimo napiętej atmosfery jest uśmiechnięty i bez strachu podchodzi do Brutala i Dereka.

Paddy Jackson: Po co te nerwy? *szeroki uśmiech* Czas przerwać to zanim powiecie sobie o kilka słów za dużo i odpowiedzieć fanom LPW na parę istotnych pytań!  *ogląda się po zawodnikach* Czy myślicie, że dacie radę się dogadać w obliczu zagrożenia, które czeka na was ze strony The Outfit? Czy dalsza współpraca jest jeszcze możliwa? Czy macie obawy, że w pojedynkę nie będziecie w stanie poradzić sobie z tak zorganizowaną drużyną, jak Leone, Vizzini i Sacrale? *mierzy wzrokiem obu oczekując na odpowiedź od kogokolwiek z nich*

Derek i Mike patrzą na Paddy’ego z nietęgimi minami.

Derek i Mike: Spierdalaj stąd.

Paddy ucieka, a panowie znów spoglądają na siebie. Przez kilka sekund Extrememaniac i The Awakened mierzą się wzrokiem. Brutal opuszcza rękę, którą wcześniej wyciągnął w geście pojednania. Widać, że słowa Hallowaya go wkurzyły, ale tym razem nie daje się ponieść emocjom.

Mike F'N Brutal: Wiesz co, Halloway? Przychodzę, mówię ci prosto w twarz, że spieprzyłem, przyznaję się do winy, a ty i tak dorabiasz do tego całą swoją porąbaną teorię. Leone mnie kupił? Cholera, gdyby ktoś chciał mnie kupić, musiałby mieć naprawdę głęboko nasrane w berecie. Nie jestem niczyim żołnierzykiem, jakimś sojusznikiem na rozkaz ani twoim wrogiem tylko dlatego, że tak sobie postanowiłeś. Nie przyszedłem po twoje przebaczenie. Chciałem tylko spojrzeć ci w oczy i przyznać, że to co zrobiłem było moją winą. Reszta to już twój problem. Wierz sobie dalej w swoje teorie i nazywaj mnie sprzedawczykiem, jeśli tak ci wygodnie. I wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Jeszcze niedawno po takiej rozmowie pewnie już byśmy się tutaj naparzali. Ty powiedziałbyś jedno słowo za dużo, ja zrobiłbym krok za daleko i w ciągu kilku minut mielibyśmy kolejny burdel do sprzątania. Ale nie dzisiaj. Nie dam ci tej satysfakcji. Nie pozwolę, żebyś znowu wyciągnął ze mnie tego idiotę, którego sam później będę musiał żałować. Obiecałęm sobie, że tu przyjdę, wyciągnę rękę i spróbuję naprawić to, co spieprzyłem. Ale chyba zapomniałem, że z tobą nie da się po prostu porozmawiać. Całe życie radziłem sobie sam i jakoś przeżyłem bez sztucznego zaufania. Poradzę sobie i teraz. Nie musisz mi ufać, Derek. Ale kiedy przyjdzie czas - będziesz musiał stanąć ze mną w tym samym ringu. I wtedy nie będzie miało znaczenia, co o sobie myślimy. Będzie miało znaczenie tylko to, co zrobimy.

Derek Halloway: *Derek spuszcza wzrok i mówi jakby bardziej do siebie, ale na glos* Ten Paddy też jest jakiś podejrzany. Zakłada współpracę nie mając podstaw, jakby z góry miał powiedziane, że mam się kogo obawiać. Chyba mamy tutaj podsłuchiwacza na zlecenie Leone, muszę to zbadać. *Halloway podnosi wzrok na swojego rozmowce* A Tobie powiem, tak tylko na koniec, że jesteś słaby. Wydaje Ci się, że każdy może się Ciebie bać, bo kochasz extreme, ale tak w głębi duszy jesteś słaby. Przeczytałem Cię dawno, masz wahania nastroju, odpalasz się w sekundę, jak zapałka lekko pociągnięta po drasce. Mam nadzieję, że nie będziesz mi już wchodził w drogę, sprzedawczyku.

Po tych słowach Derek idzie w stronę Brutala i waląc go lekko z bara przechodzi obok niego dalej. Mike już prawie eksplodował po tym wydarzeniu, jednak widać, że walczy ze sobą i zapobiega eskalacji nerwów. W tym momencie obraz z kamery gaśnie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2026, 18:47 przez Jakub.

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
19.09.2026, 17:41
#2
Wybrzmiewa "Doli - Jebać dorosłość" a to oznacza jedno - Elias-kun melduje się na arenie! I to nie sam, ponieważ tuż za nim na... tak, na kukurynie, wjeżdża Yoshi Tatsu! Elias odpala transmisję live na tiktoku i coś tam pierdoli w drodze do ringu, ale kogo by to w sumie obchodziło, skoro w tym samym czasie Yoshi honorowo wywraca orła na rampie! Wkurzony młodziak od razu podbiega do niego, oczywiście nie do Yoshiego, tylko do swojego ukochanego kukurynka i sprawdza, czy jest cały. Japoniec na szczęście też żyje, podnosi się, otrzepuje z brudu i z uśmiechem na ustach wsiada ponownie na hulajnogę, w tym czasie Shadow go opierdziela, żeby uważał na jego super brykę. W końcu docierają do ringu do którego wchodzą i oczekują na swoich przeciwników... Salvatore Macheda - l Cunfirenti! A na rampie pojawiają się Sacrale oraz Vizzini! Elias w szoku, spogląda na Tatsu który uśmiecha się do niego i mówi Widzisz? Mówiłem, że to żadne kozaki!. No chyba zaraz będzie bitka, ale 1 na 1! Mafiozi w końcu docierają do ringu i walka się rozpoczyna!

Tag Team Match
The Outfit (Enzo Sacrale & Vincenzo Vizzini) vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow

Na arenie rozbrzmiał Gong, a Elias Shadow od razu spogląda na swojego dzisiejszego partnera  z niedowierzaniem, jakby nadal nie mógł uwierzyć w słowa, które Japończyk wypowiedział przed walką. Przez moment wdają się w krótką kłótnię, a Beta Wolf wskazuje palcem w stronę Vizziniego i Sacrale wyraźnie pytając, czy Tatsu naprawdę uważa ich za łatwych przeciwników. Ten odpowiada mu spokojnie, lecz zanim rozmowa może przerodzić się w coś większego Vizzini rusza do ataku. Vincenzo szybko przejmuje kontrolę nad Eliasem zaczytnając od wrist locku, następnie Arm Stretcher, po czym Knee Strikes to the Back i od razu Sitting Body Scissors, a następnie Forearms to the Neck, cóż za ofensywa członka The Outfit! Shadow próbuje się wyrwać, ale La Macchina dokłada Snap Suplex i nie pozwala mu złapać ani pół oddechu. Lone Wolf po powstaniu po tej dość szybkiej sekwencji odpowiada Spinning Wheel Kickiem, mamy unik! Vincenzo natychmiast przechwytuje Shadowa Running Lariatem. Consigliere już od początku przejął pełną inicjatywę w tym pojedynku. Shadow zaczynał się podnosić, ale nic z tego. W jednej chwili Il Ombre wyskakuje z z narożnika i mamy Divine Departure! Vizzini od razu spogląda na Sacrale i zmienia się z nim. Enzo natychmiast podnosi nieprzytomnego Eliasa... Lupara! Elias pada na matę. Sacrale jednak nie przypina go. Podnosi go ponownie, odbija się od lin i ponownie trafia go swoją Luparą! Następnie chwyta Shadowa i rzuca go pod narożnik. Tatsu widząc sytuację, szybko zmienia się z nieprzytomnym partnerem i wchodzi do ringu. Capo widząc biegnącego w swoją stronę Japończyka natychmiast reaguje. Trzecią już Luparą w dniu dzisiejszym! Tatsu pada na matę jak zabity. Sacrale natychmiast przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3! The Outfit zwycięża, a Elias pozostaje nieprzytomny poza ringiem.

Przenosimy się na zaplecze, gdzie dostrzec możemy Derricka Mantela podążającego przed siebie. W pewnym momencie zza zakrętu wyłania się Maxwell Ransom, który na bark zarzucony na plecak i wygląda, jakby szykował się do wyjścia. Mantel zauważając zawodnika z Minnesoty odbija lekko w bok, przez co po chwili obaj stają naprzeciwko siebie. Souvenir Collector przygląda się Ransomowi z lekkim uśmieszkiem na twarzy, ten pozostaje zaś niewzruszony.

Derrick Mantel: Gratulacje, udało ci się. *wrednie się podśmiewa* Cóż za wielka wygrana! *oczekuje na reakcję Ransoma, ten mu się jedynie przygląda* Myślałem, że zwłoki Sabre Jr. będą w stanie pokonać wielkiego Maxwella Ransoma. Jak widać, myliłem się. *kręci głową niedowierzając* Skoro jednak mamy to za sobą, to postanowiłem spojrzeć ci prosto w oczy. Wiesz czemu, Maxwellu? *jego wzrok skupiony jest wyłącznie na rozmówcy* Chcę w nich ujrzeć coś, co przekona mnie do tego, że znajdujesz się w właściwym miejscu i czasie. Jeszcze niedawno ludzie spoglądali na ciebie z politowaniem. Nie widzieli gwiazdy. Widzieli kogoś, kto może bawić i uczyć. *zerka kątem oka na słuchającego go Maxwella* Nie jesteś typem osoby, która jest w stanie udźwignąć prawdziwy ciężar bycia kimś. Możesz udawać, że jest inaczej, ale ja znam prawdę... *krótka pauza* całą prawdę. *wrednie się podśmiewa* Wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Oszukujesz samego siebie myśląc, że jest inaczej.

Maxwell Ransom: Kolekcjoner, maniak, w dodatku psycholog... Walczyłeś z maskami, a jednak teraz postanowiłeś ukazać nam swoją kolejną. *pustym spojrzeniem zjeżdża Mantela, po czym odzywa się ściszonym głosem* Z łatwością przychodzi Ci ocenianie co myślę o sobie i z czym się oszukuję... To bzdury, Derrick. Kompletne bzdury. *głębszy oddech* Nie wiem czego ode mnie chcesz, ale jeśli to wszystko co miałeś do powiedzenia... *kręci głową* To nie będę tracić czasu, brak mi słów i po prostu chcę iść do domu. *Maxwell robi krok, jednak Derrick łapie go za ramię*

Derrick Mantel: Nie tak szybko, mój drogi. *patrzy prosto w oczy Ransoma* To ja wyznaczam czas, w którym nasza konwersacja dobiega końca. Nigdy nie byłeś ani nie będziesz osobą, która może rozdawać karty. Ja natomiast, jeśli czegoś chcę, to dostaję to bez żadnego „ale”. To nas właśnie różni. Nie muszę żebrać o atencję, opowiadając cnotliwe historyjki o wielkim bohaterze, który zdołał poskromić wszelkie demony. Mogłeś mieć swoje pięć minut, ale postanowiłeś zmarnować je na romantyczne wypady z Jean-Pierre Dolnickiem. *wrednie się podśmiewa* Moje pięć minut natomiast ma się bardzo dobrze i korzystam z nich, ile tylko mogę. Widać to zresztą po moich ostatnich walkach. Nie pozostawiam już niczego w rękach innych i gdy muszę kogoś wykończyć - robię to. Moja gablotka czeka na kolejne pamiątki i kolejną z nich może być obalenie mitu o bohaterskim Maxwellu Ransomie. Kociarz „ofiarował” mi swoją maskę. Ty najwyżej możesz ofiarować mi swoją marną karierę, która i tak w najbliższym czasie nie będzie równie pełna sukcesów, co moja. Obawiam się jednak, że twoja odwaga kończy się w chwili, gdy staje przed tobą prawdziwe zagrożenie, którego nie jesteś w stanie okiełznać. *szyderczo się uśmiecha prosto w twarz Ransoma* Jednak, jeśli nie brakuje ci jaj, to możesz na najbliższym Elysium przekonać się o tym, że Souvenir Collector jest czymś więcej niż kolejną częścią twojej historii. Będzie on jej pogrzebaniem.

Maxwell Ransom: *sarkastycznie* Tym prawdziwym zagrożeniem jesteś Ty, dobrze rozumiem? *rozemocjonowany* Kim Ty w ogóle jesteś i co Tobie udało się dokonać? Kogo nazywasz "żebrakiem atencji" samemu wciskając się pod kamerę i ukazując praktycznie pustą półkę na idiotyczne trofea? Snujesz opowieści o jakiejś gablocie, dorabiasz do tego ideologię i myślisz, że każdego to obchodzi? Że Derrick Mantel nagle stał się języczkiem uwagi? *kręci głową w nerwach* I jaką Ty w ogóle walkę toczysz? Walka o "normalność"? Walka z "odmieńcami"? *wzdycha* Cóż za ironia, że największy z nich wszystkich toczy bój z innymi! Dobrze słyszałeś! Nadrzędnym z nich jesteś TY! *wskazuje na Mantela dotykając jego klatki piersiowej* Obaj mamy misję, lecz ja w przeciwieństwie do Ciebie nie prosiłem się o swoją. Nie chciałem jej. Mój przeciwnik SAM mnie wybrał. A Ty? Kiedy miałeś okazję podjąć swoją decyzję i zdecydowałeś się na zabawę w piaskownicy. Jeśli więc myślisz, że mam JAKIEKOLWIEK obawy przed kolekcjonerem zabawek, to jesteś po prostu śmieszny. ŚMIE-SZNY! *przybliża się do Mantela* Żyj sobie w wyimaginowanym, bajkowym świecie, gdzie jesteś zbawcą i dosłownie każdy boi się, że zdejmiesz z niego skalp... Ale NIGDY nie deprecjonuj pewnych istotnych kwestii i problemów. *oddala się od Derricka* A co do twojej propozycji... Nie uciekam przed niczym. W życiu nie brakowało mi odwagi. A jeśli myślisz, że ona zniknie tak po prostu przed taką kreaturą jak Ty... To jesteś nie tylko małym, chorym człowiekiem z olbrzymim ego, ale i paskudnie żałosnym.

Wyraźnie przebodźcowany Maxwell odchodzi zostawiając skonsternowanego Derricka samego. Po chwili na twarzy Mantela pojawia się lekki uśmiech, jakby był mimo wszystko zadowolony ze spełnienia swojej misji. Obraz z kamery gaśnie…

Fatal 4 Way Match for LPW Eternal Championship
Derek Halloway © vs Tony Leone vs Edgar Dickinson vs Mike F'N Brutal

Wracamy do walki po reklamach i widzimy, jak Tony Leone otłukuje Edgara Dickinsona poza ringiem, zaś pomiędzy linami trwa walka o dominację pomiędzy tymi nieco "szerszymi" zawodnikami. Aktualny mistrz Eternal - Halloway przed momentem przejął kontrolę nad Brutalem. Teraz zakłada mu Headlock, po którym Brutal niemal natychmiast odklep...nie no, żart. Extrememaniac wymierza dwa silne ciosy w brzuch Dereka, po których ten puszcza chwyt. Po chwili wrestler z Philadelphii chwyta The Truth Seekera i wynosi w górę te 130 kilogramów (chociaż patrząc na posturę Hallowaya to może być ich nawet więcej) i aplikuje Belly-to-Back Suplex! Próba przypięcia, jednak zostaje ona przerwana przez Leone, który zauważając intencje Brutala powrócił do ringu. Po przerwaniu liczenia lider The Outfit niemal natychmiast atakuje wstającego Mike'a serią kopnięć. Ten początkowo zdaje się być bierny i przyjmuje kolejne uderzenia, jednak po chwili przypomina sobie, że można również się bronić. Blokuje kopnięcie, po czym wraca do pozycji stojącej. Leone chce wymierzyć Gut Kick, jednak Philly Scumbag przechwytuje jego nogę, po czym przyciąga Włocha bliżej siebie i wykonuje Overhead Belly-to-Belly...jednak nie udaje się to, gdyż Tony przechwytuje jego twarz, po czym wymierza Elbow Strike, co zmusza Brutala do przerwania chwytu. Następnie próba High Kicku ze strony Sycylijczyka, jednak Brutal robi unik, po czym udaje mu się podciąć oponenta. Ten ląduje na macie, zaś Concrete Saint chce ruszyć za ciosem...jednak nadziewa się na Drop Toe Hold, po którym ląduje twarzą na macie. Tony z powrotem wstaje...jednak zostaje zaskoczony przez Hallowaya, który wykonuje Small Package. 1...2...kickout! Niewiele brakowało. Obydwaj wstają, a Leone próbuje zaatakować mistrza, jednak nadziewa się na Inverted Atomic Drop, a następnie Derek dokłada Belly-to-Belly Suplex. W tym czasie Edgar pozbierał się już i aktualnie siedzi na narożniku, czekając aż Halloway wstanie. Ten już po krótkiej chwili podnosi się i mamy Diving Crossbody! A w zasadzie to próbę, gdyż foliarz przechwytuje Dickinsona i utrzymuje w swoich rękach, nie upadając! Następnie mamy próbę przerzucenia Irlandczyka na barki Eternal Championa...która jednak kończy się niepowodzeniem, gdyż Dickinsonowi udaje się wyślizgnąć i wylądować za plecami oponenta. Po chwili Derek odwraca się...tylko po to, by zainkasować Pele Kick! The Awakened chwieje się na nogach, zaś Poeta ponownie wdrapuje się na narożnik i już po chwili aplikuje Blockbuster! Edgar chce natychmiast kontynuować ofensywę, jednak zostaje przechwycony z tyłu przez Tony'ego Leone, który odwraca go, a następnie wykonuje Pay Your Debt! Nie ma jednak próby liczenia - zamiast tego The Sicilian Don decyduje się wziąć rozbieg, po czym rusza w stronę Edgara i...zostaje w połowie drogi przechwycony przez Brutala, który wykonuje Factory Reset! Mamy próbę przypięcia. 1...2...Halloway przerywa liczenie, trafiając Mike'a kopnięciem w głowę. Teraz obrońca mistrzowskiego tytułu chwyta ekstremalnie wściekłego psa i podnosi go z maty, a w międzyczasie Leone wytacza się poza ring. Derek chwyta Brutala, po czym chce wykonac Vertical Suplex, jednak zostaje powstrzymany silnym ciosem w korpus. Teraz to Brutal próbuje wynieść rywala w górę...jednak ten okazuje się zbyt ciężki. Widzimy jednak, że Edgar już się pozbierał, po czym postanawia dołączyć do Mike'a i już po chwili Halloway zostaje podniesiony przez obydwu panów, którzy wykonują na nim Double Vertical Suplex! Potem jeszcze Brutal postanawia podnieść Edgara pod Military Press Hold...a następnie zrzuca Irlandczyka prosto na leżącego Hallowaya! Ładny moment współpracy...ale chyba najwyraźniej się kończy, bowiem Edgar postanawia wykorzystać sytuację i pinuje mistrza! 1...2...Brutal w porę się orientuje, odrywając Poetę. Ewidentnie ma pretensje do Dickinsona o próbę "kradzieży" zwycięstwa. Odpycha go kilka razy. Edgar także nie pozostaje dłużny, jednak przewaga fizyczna daje o sobie znać. Mike blokuje próbę ciosu, a następnie wymierza silny European Uppercut, po którym Lyrical Assassin ląduje w narożniku. King of Extreme zauważa w tej sytuacji swoją szansę. Decyduje się wziąć maksymalny rozbieg. Już po chwili rusza i mamy Concrete Check! A jednak nie! Edgar w porę zauważa nadciągającego rywala i powstrzymuje jego szarżę poprzez wykonanie Enzuigiri! Brutal chwieje się, ale jeszcze nie pada. Wrestling Shakespeare jest jednak na to przygotowany - już po chwili Mike trafia na Powieść! Dickinson jednak zupełnie nie zauważa Hallowaya, który właśnie się podniósł, a teraz przechwytuje go i aplikuje Piledriver! Kolejna próba liczenia. 1...2...kickout! Derek jest zdziwiony, że nie udało mu się zakończyć tej rywalizacji. Zostawia w spokoju Edgara, który wytacza się poza ring. Większym zmartwieniem dla Eternal Championa wydaje się Brutal, który powoli się podnosi. Derek ustawia się za jego plecami, po czym chwyta w Pumphandle Hold, a następnie wynosi na swój bark. Zachwiał się lekko na nogach pod wpływem ciężaru Mike'a, jednak udaje mu się go utrzymać. Po kilku sekundach mamy Awak...nie! Derek był już przygotowany, jednak w tym momencie Tony Leone zaskakuje go Shotgun Dropkickiem! Brutal oczywiście osuwa się na matę, zaś Halloway ląduje w narożniku, w pozycji siedzącej. Leone bierze rozbieg, po czym aplikuje Hesitation Dropkick! To nie koniec - Włoch jeszcze raz cofa się do przeciwległego narożnika. Rusza w kierunku Hallowaya, aplikując Facewash! Mistrz osuwa się na matę, a następnie wytacza poza ring. Tony zaś spostrzega wstającego Brutala. Ustawia się za jego plecami, po czym wykonuje Final Warning! Udane! Teraz cofa się kilka kroków, oczekując na ruch ze strony przeciwnika. Brutal powoli się zbiera, ale nie udaje mu się wstać, gdyż zostaje trafiony akcją La Familia Greetings! Tony kładzie się na rywalu, a sędzia odlicza. 1...2...3! To koniec, mamy nowego mistrza Eternal!

Wybija gong kończący pojedynek, a sędzia odbiera od pracownika technicznego pas, po czym podaje go wciąż klęczącemu na macie Leone. Ten chwyta za swoje świeżo zdobyte mistrzostwo, patrzy na nie chwilę, po czym całuje z nabożeństwem i unosi wysoko do góry! Kilka sekund później dołączają do niego w ringu Sacrale oraz Vizzini, gratulując Donowi. Tony w końcu wstaje, traci jeszcze na chwilę równowagę, ale pod ramię wsuwa mu się Vincenzo, utrzymując go na nogach. Widokiem świętującego The Outfit...

KOŃCZY SIĘ ELYSIUM #5!

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
19.09.2026, 17:41 #2
Wybrzmiewa "Doli - Jebać dorosłość" a to oznacza jedno - Elias-kun melduje się na arenie! I to nie sam, ponieważ tuż za nim na... tak, na kukurynie, wjeżdża Yoshi Tatsu! Elias odpala transmisję live na tiktoku i coś tam pierdoli w drodze do ringu, ale kogo by to w sumie obchodziło, skoro w tym samym czasie Yoshi honorowo wywraca orła na rampie! Wkurzony młodziak od razu podbiega do niego, oczywiście nie do Yoshiego, tylko do swojego ukochanego kukurynka i sprawdza, czy jest cały. Japoniec na szczęście też żyje, podnosi się, otrzepuje z brudu i z uśmiechem na ustach wsiada ponownie na hulajnogę, w tym czasie Shadow go opierdziela, żeby uważał na jego super brykę. W końcu docierają do ringu do którego wchodzą i oczekują na swoich przeciwników... Salvatore Macheda - l Cunfirenti! A na rampie pojawiają się Sacrale oraz Vizzini! Elias w szoku, spogląda na Tatsu który uśmiecha się do niego i mówi Widzisz? Mówiłem, że to żadne kozaki!. No chyba zaraz będzie bitka, ale 1 na 1! Mafiozi w końcu docierają do ringu i walka się rozpoczyna!

Tag Team Match
The Outfit (Enzo Sacrale & Vincenzo Vizzini) vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow

Na arenie rozbrzmiał Gong, a Elias Shadow od razu spogląda na swojego dzisiejszego partnera  z niedowierzaniem, jakby nadal nie mógł uwierzyć w słowa, które Japończyk wypowiedział przed walką. Przez moment wdają się w krótką kłótnię, a Beta Wolf wskazuje palcem w stronę Vizziniego i Sacrale wyraźnie pytając, czy Tatsu naprawdę uważa ich za łatwych przeciwników. Ten odpowiada mu spokojnie, lecz zanim rozmowa może przerodzić się w coś większego Vizzini rusza do ataku. Vincenzo szybko przejmuje kontrolę nad Eliasem zaczytnając od wrist locku, następnie Arm Stretcher, po czym Knee Strikes to the Back i od razu Sitting Body Scissors, a następnie Forearms to the Neck, cóż za ofensywa członka The Outfit! Shadow próbuje się wyrwać, ale La Macchina dokłada Snap Suplex i nie pozwala mu złapać ani pół oddechu. Lone Wolf po powstaniu po tej dość szybkiej sekwencji odpowiada Spinning Wheel Kickiem, mamy unik! Vincenzo natychmiast przechwytuje Shadowa Running Lariatem. Consigliere już od początku przejął pełną inicjatywę w tym pojedynku. Shadow zaczynał się podnosić, ale nic z tego. W jednej chwili Il Ombre wyskakuje z z narożnika i mamy Divine Departure! Vizzini od razu spogląda na Sacrale i zmienia się z nim. Enzo natychmiast podnosi nieprzytomnego Eliasa... Lupara! Elias pada na matę. Sacrale jednak nie przypina go. Podnosi go ponownie, odbija się od lin i ponownie trafia go swoją Luparą! Następnie chwyta Shadowa i rzuca go pod narożnik. Tatsu widząc sytuację, szybko zmienia się z nieprzytomnym partnerem i wchodzi do ringu. Capo widząc biegnącego w swoją stronę Japończyka natychmiast reaguje. Trzecią już Luparą w dniu dzisiejszym! Tatsu pada na matę jak zabity. Sacrale natychmiast przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3! The Outfit zwycięża, a Elias pozostaje nieprzytomny poza ringiem.

Przenosimy się na zaplecze, gdzie dostrzec możemy Derricka Mantela podążającego przed siebie. W pewnym momencie zza zakrętu wyłania się Maxwell Ransom, który na bark zarzucony na plecak i wygląda, jakby szykował się do wyjścia. Mantel zauważając zawodnika z Minnesoty odbija lekko w bok, przez co po chwili obaj stają naprzeciwko siebie. Souvenir Collector przygląda się Ransomowi z lekkim uśmieszkiem na twarzy, ten pozostaje zaś niewzruszony.

Derrick Mantel: Gratulacje, udało ci się. *wrednie się podśmiewa* Cóż za wielka wygrana! *oczekuje na reakcję Ransoma, ten mu się jedynie przygląda* Myślałem, że zwłoki Sabre Jr. będą w stanie pokonać wielkiego Maxwella Ransoma. Jak widać, myliłem się. *kręci głową niedowierzając* Skoro jednak mamy to za sobą, to postanowiłem spojrzeć ci prosto w oczy. Wiesz czemu, Maxwellu? *jego wzrok skupiony jest wyłącznie na rozmówcy* Chcę w nich ujrzeć coś, co przekona mnie do tego, że znajdujesz się w właściwym miejscu i czasie. Jeszcze niedawno ludzie spoglądali na ciebie z politowaniem. Nie widzieli gwiazdy. Widzieli kogoś, kto może bawić i uczyć. *zerka kątem oka na słuchającego go Maxwella* Nie jesteś typem osoby, która jest w stanie udźwignąć prawdziwy ciężar bycia kimś. Możesz udawać, że jest inaczej, ale ja znam prawdę... *krótka pauza* całą prawdę. *wrednie się podśmiewa* Wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Oszukujesz samego siebie myśląc, że jest inaczej.

Maxwell Ransom: Kolekcjoner, maniak, w dodatku psycholog... Walczyłeś z maskami, a jednak teraz postanowiłeś ukazać nam swoją kolejną. *pustym spojrzeniem zjeżdża Mantela, po czym odzywa się ściszonym głosem* Z łatwością przychodzi Ci ocenianie co myślę o sobie i z czym się oszukuję... To bzdury, Derrick. Kompletne bzdury. *głębszy oddech* Nie wiem czego ode mnie chcesz, ale jeśli to wszystko co miałeś do powiedzenia... *kręci głową* To nie będę tracić czasu, brak mi słów i po prostu chcę iść do domu. *Maxwell robi krok, jednak Derrick łapie go za ramię*

Derrick Mantel: Nie tak szybko, mój drogi. *patrzy prosto w oczy Ransoma* To ja wyznaczam czas, w którym nasza konwersacja dobiega końca. Nigdy nie byłeś ani nie będziesz osobą, która może rozdawać karty. Ja natomiast, jeśli czegoś chcę, to dostaję to bez żadnego „ale”. To nas właśnie różni. Nie muszę żebrać o atencję, opowiadając cnotliwe historyjki o wielkim bohaterze, który zdołał poskromić wszelkie demony. Mogłeś mieć swoje pięć minut, ale postanowiłeś zmarnować je na romantyczne wypady z Jean-Pierre Dolnickiem. *wrednie się podśmiewa* Moje pięć minut natomiast ma się bardzo dobrze i korzystam z nich, ile tylko mogę. Widać to zresztą po moich ostatnich walkach. Nie pozostawiam już niczego w rękach innych i gdy muszę kogoś wykończyć - robię to. Moja gablotka czeka na kolejne pamiątki i kolejną z nich może być obalenie mitu o bohaterskim Maxwellu Ransomie. Kociarz „ofiarował” mi swoją maskę. Ty najwyżej możesz ofiarować mi swoją marną karierę, która i tak w najbliższym czasie nie będzie równie pełna sukcesów, co moja. Obawiam się jednak, że twoja odwaga kończy się w chwili, gdy staje przed tobą prawdziwe zagrożenie, którego nie jesteś w stanie okiełznać. *szyderczo się uśmiecha prosto w twarz Ransoma* Jednak, jeśli nie brakuje ci jaj, to możesz na najbliższym Elysium przekonać się o tym, że Souvenir Collector jest czymś więcej niż kolejną częścią twojej historii. Będzie on jej pogrzebaniem.

Maxwell Ransom: *sarkastycznie* Tym prawdziwym zagrożeniem jesteś Ty, dobrze rozumiem? *rozemocjonowany* Kim Ty w ogóle jesteś i co Tobie udało się dokonać? Kogo nazywasz "żebrakiem atencji" samemu wciskając się pod kamerę i ukazując praktycznie pustą półkę na idiotyczne trofea? Snujesz opowieści o jakiejś gablocie, dorabiasz do tego ideologię i myślisz, że każdego to obchodzi? Że Derrick Mantel nagle stał się języczkiem uwagi? *kręci głową w nerwach* I jaką Ty w ogóle walkę toczysz? Walka o "normalność"? Walka z "odmieńcami"? *wzdycha* Cóż za ironia, że największy z nich wszystkich toczy bój z innymi! Dobrze słyszałeś! Nadrzędnym z nich jesteś TY! *wskazuje na Mantela dotykając jego klatki piersiowej* Obaj mamy misję, lecz ja w przeciwieństwie do Ciebie nie prosiłem się o swoją. Nie chciałem jej. Mój przeciwnik SAM mnie wybrał. A Ty? Kiedy miałeś okazję podjąć swoją decyzję i zdecydowałeś się na zabawę w piaskownicy. Jeśli więc myślisz, że mam JAKIEKOLWIEK obawy przed kolekcjonerem zabawek, to jesteś po prostu śmieszny. ŚMIE-SZNY! *przybliża się do Mantela* Żyj sobie w wyimaginowanym, bajkowym świecie, gdzie jesteś zbawcą i dosłownie każdy boi się, że zdejmiesz z niego skalp... Ale NIGDY nie deprecjonuj pewnych istotnych kwestii i problemów. *oddala się od Derricka* A co do twojej propozycji... Nie uciekam przed niczym. W życiu nie brakowało mi odwagi. A jeśli myślisz, że ona zniknie tak po prostu przed taką kreaturą jak Ty... To jesteś nie tylko małym, chorym człowiekiem z olbrzymim ego, ale i paskudnie żałosnym.

Wyraźnie przebodźcowany Maxwell odchodzi zostawiając skonsternowanego Derricka samego. Po chwili na twarzy Mantela pojawia się lekki uśmiech, jakby był mimo wszystko zadowolony ze spełnienia swojej misji. Obraz z kamery gaśnie…

Fatal 4 Way Match for LPW Eternal Championship
Derek Halloway © vs Tony Leone vs Edgar Dickinson vs Mike F'N Brutal

Wracamy do walki po reklamach i widzimy, jak Tony Leone otłukuje Edgara Dickinsona poza ringiem, zaś pomiędzy linami trwa walka o dominację pomiędzy tymi nieco "szerszymi" zawodnikami. Aktualny mistrz Eternal - Halloway przed momentem przejął kontrolę nad Brutalem. Teraz zakłada mu Headlock, po którym Brutal niemal natychmiast odklep...nie no, żart. Extrememaniac wymierza dwa silne ciosy w brzuch Dereka, po których ten puszcza chwyt. Po chwili wrestler z Philadelphii chwyta The Truth Seekera i wynosi w górę te 130 kilogramów (chociaż patrząc na posturę Hallowaya to może być ich nawet więcej) i aplikuje Belly-to-Back Suplex! Próba przypięcia, jednak zostaje ona przerwana przez Leone, który zauważając intencje Brutala powrócił do ringu. Po przerwaniu liczenia lider The Outfit niemal natychmiast atakuje wstającego Mike'a serią kopnięć. Ten początkowo zdaje się być bierny i przyjmuje kolejne uderzenia, jednak po chwili przypomina sobie, że można również się bronić. Blokuje kopnięcie, po czym wraca do pozycji stojącej. Leone chce wymierzyć Gut Kick, jednak Philly Scumbag przechwytuje jego nogę, po czym przyciąga Włocha bliżej siebie i wykonuje Overhead Belly-to-Belly...jednak nie udaje się to, gdyż Tony przechwytuje jego twarz, po czym wymierza Elbow Strike, co zmusza Brutala do przerwania chwytu. Następnie próba High Kicku ze strony Sycylijczyka, jednak Brutal robi unik, po czym udaje mu się podciąć oponenta. Ten ląduje na macie, zaś Concrete Saint chce ruszyć za ciosem...jednak nadziewa się na Drop Toe Hold, po którym ląduje twarzą na macie. Tony z powrotem wstaje...jednak zostaje zaskoczony przez Hallowaya, który wykonuje Small Package. 1...2...kickout! Niewiele brakowało. Obydwaj wstają, a Leone próbuje zaatakować mistrza, jednak nadziewa się na Inverted Atomic Drop, a następnie Derek dokłada Belly-to-Belly Suplex. W tym czasie Edgar pozbierał się już i aktualnie siedzi na narożniku, czekając aż Halloway wstanie. Ten już po krótkiej chwili podnosi się i mamy Diving Crossbody! A w zasadzie to próbę, gdyż foliarz przechwytuje Dickinsona i utrzymuje w swoich rękach, nie upadając! Następnie mamy próbę przerzucenia Irlandczyka na barki Eternal Championa...która jednak kończy się niepowodzeniem, gdyż Dickinsonowi udaje się wyślizgnąć i wylądować za plecami oponenta. Po chwili Derek odwraca się...tylko po to, by zainkasować Pele Kick! The Awakened chwieje się na nogach, zaś Poeta ponownie wdrapuje się na narożnik i już po chwili aplikuje Blockbuster! Edgar chce natychmiast kontynuować ofensywę, jednak zostaje przechwycony z tyłu przez Tony'ego Leone, który odwraca go, a następnie wykonuje Pay Your Debt! Nie ma jednak próby liczenia - zamiast tego The Sicilian Don decyduje się wziąć rozbieg, po czym rusza w stronę Edgara i...zostaje w połowie drogi przechwycony przez Brutala, który wykonuje Factory Reset! Mamy próbę przypięcia. 1...2...Halloway przerywa liczenie, trafiając Mike'a kopnięciem w głowę. Teraz obrońca mistrzowskiego tytułu chwyta ekstremalnie wściekłego psa i podnosi go z maty, a w międzyczasie Leone wytacza się poza ring. Derek chwyta Brutala, po czym chce wykonac Vertical Suplex, jednak zostaje powstrzymany silnym ciosem w korpus. Teraz to Brutal próbuje wynieść rywala w górę...jednak ten okazuje się zbyt ciężki. Widzimy jednak, że Edgar już się pozbierał, po czym postanawia dołączyć do Mike'a i już po chwili Halloway zostaje podniesiony przez obydwu panów, którzy wykonują na nim Double Vertical Suplex! Potem jeszcze Brutal postanawia podnieść Edgara pod Military Press Hold...a następnie zrzuca Irlandczyka prosto na leżącego Hallowaya! Ładny moment współpracy...ale chyba najwyraźniej się kończy, bowiem Edgar postanawia wykorzystać sytuację i pinuje mistrza! 1...2...Brutal w porę się orientuje, odrywając Poetę. Ewidentnie ma pretensje do Dickinsona o próbę "kradzieży" zwycięstwa. Odpycha go kilka razy. Edgar także nie pozostaje dłużny, jednak przewaga fizyczna daje o sobie znać. Mike blokuje próbę ciosu, a następnie wymierza silny European Uppercut, po którym Lyrical Assassin ląduje w narożniku. King of Extreme zauważa w tej sytuacji swoją szansę. Decyduje się wziąć maksymalny rozbieg. Już po chwili rusza i mamy Concrete Check! A jednak nie! Edgar w porę zauważa nadciągającego rywala i powstrzymuje jego szarżę poprzez wykonanie Enzuigiri! Brutal chwieje się, ale jeszcze nie pada. Wrestling Shakespeare jest jednak na to przygotowany - już po chwili Mike trafia na Powieść! Dickinson jednak zupełnie nie zauważa Hallowaya, który właśnie się podniósł, a teraz przechwytuje go i aplikuje Piledriver! Kolejna próba liczenia. 1...2...kickout! Derek jest zdziwiony, że nie udało mu się zakończyć tej rywalizacji. Zostawia w spokoju Edgara, który wytacza się poza ring. Większym zmartwieniem dla Eternal Championa wydaje się Brutal, który powoli się podnosi. Derek ustawia się za jego plecami, po czym chwyta w Pumphandle Hold, a następnie wynosi na swój bark. Zachwiał się lekko na nogach pod wpływem ciężaru Mike'a, jednak udaje mu się go utrzymać. Po kilku sekundach mamy Awak...nie! Derek był już przygotowany, jednak w tym momencie Tony Leone zaskakuje go Shotgun Dropkickiem! Brutal oczywiście osuwa się na matę, zaś Halloway ląduje w narożniku, w pozycji siedzącej. Leone bierze rozbieg, po czym aplikuje Hesitation Dropkick! To nie koniec - Włoch jeszcze raz cofa się do przeciwległego narożnika. Rusza w kierunku Hallowaya, aplikując Facewash! Mistrz osuwa się na matę, a następnie wytacza poza ring. Tony zaś spostrzega wstającego Brutala. Ustawia się za jego plecami, po czym wykonuje Final Warning! Udane! Teraz cofa się kilka kroków, oczekując na ruch ze strony przeciwnika. Brutal powoli się zbiera, ale nie udaje mu się wstać, gdyż zostaje trafiony akcją La Familia Greetings! Tony kładzie się na rywalu, a sędzia odlicza. 1...2...3! To koniec, mamy nowego mistrza Eternal!

Wybija gong kończący pojedynek, a sędzia odbiera od pracownika technicznego pas, po czym podaje go wciąż klęczącemu na macie Leone. Ten chwyta za swoje świeżo zdobyte mistrzostwo, patrzy na nie chwilę, po czym całuje z nabożeństwem i unosi wysoko do góry! Kilka sekund później dołączają do niego w ringu Sacrale oraz Vizzini, gratulując Donowi. Tony w końcu wstaje, traci jeszcze na chwilę równowagę, ale pod ramię wsuwa mu się Vincenzo, utrzymując go na nogach. Widokiem świętującego The Outfit...

KOŃCZY SIĘ ELYSIUM #5!

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
19.09.2026, 19:05
#3
opening segment: lecimy z tym koksem i na sam początek mamy rozwianie wątpliwości odnośnie Golden Laurel.. będzie to ekwiwalent Money in the Bank i to bardzo spoko, pytanie czy to będzie cykliczne jak walizka z WWE czy jednak wybiórczy event. najpierw walki kwalifikacyjne, na razie tutaj bez podania składów (ale na twitterku były, więc..), potem zwieńczenie w Elimination Chamber matchu na nastepnym PPV - biorę to w ciemno, emocji będzie w chuj i ciut ciut, ciekawe jak będzie prezentował się sam skład walki. jednakże nie tylko to tutaj mamy, bo jeszcze wyjaśnienie kontrowersji z main eventu Heatwave - było jasne, że to będzie pociągnięte dalej, nie myślałem jednak, że we 3 Stage of Hell matchu. kolejna walka z giga potencjałem, pytanie w którą stronę pójdzie program, bo w drodze do Heatwave było giga mocarnie, tutaj może trochę pary ulecieć, ale nie ma co złowróżyć. pojawiają się obaj panowie zamieszani w perypetie odnośnie pasa World i zaczynamy na ostro - jednak Lopez tutaj trochę gorzej, bardzo heelowo, ale trochę sztampy tam wyczułem. mimo to nie było źle. wjeżdża Blaze i ładnie punktuje, tekst z lękiem wysokości uderzył bardzo celnie idealnie oddając moje odczucia odnośnie kwestii Jose. Axel szczerze mówiąc zajebał niesamowitą odkutkę, mam wrażenie, że goniący pas w tym feudzie jest po prostu tą ciekawszą stroną - nie chcąc nikogo obrazić oczywiście, bo poziom nadal jest wysoki, ale jednak jest ta przewaga: tutaj ze strony Axela ewidentnie. kolejne kwestie nie zmieniły tego obrazu, dalej imo Axel górą tutaj, ale to bardzo fajnie rokuje na przyszłość i moje wątpliwości odnośnie ciekawego programu zostały nieco przesunięte, bo rozwiane zostaną jak poziom się utrzyma. bardzo dobry segment.

lopez vs river waters i segment po: dobra walka, Lopez mimo bycia poobijanym wypadł dobrze na tle lepiej dysponowanego Jamesa, ale nie to tutaj jest najważniejsze, bo mamy tutaj jakieś video. dość zaskakujące, że w taki sposób tutaj Jose zgarnia "W", bo to, że wygra było jakby w stu procentach pewne. River Waters załamany (też bym pewnie był widząc swoją chujową przeszłość), kontynuuje program z Crowe'm i Kline'm. no i właśnie - wjeżdża Kline, dość dobry, ciekawy monolog z jego strony, wchodzący Jamesowi do głowy. szczerze mówiąc.. to jest złoto, myślę, że najlepsze horrory by się nie powstydziły czegoś takiego. czuć klimat, jest ta psychologia i znęcanie się - głównie psychiczne - nad oponentem. River Waters wydaje się w tej sytuacji kurewsko bezradny, ale zobaczymy co przyniosą następne tygodnie. to jest zajebiste kino, oby poziom został utrzymany.

yoshi/elias shadow: no jest to ewidentnie segment. szczerze? nawet się uśmiałem, bo spodziewałem się czegoś zupełnie innego. to jak zachowanie Yoshi'ego jest opisane to jest coś zupełnie innego, Elias jest tu tylko tłem (i dobrze), ciekawe co wyjdzie z tej wątpliwej współpracy, bo prędzej czy później (pewnie prędzej) to pierdolnie. ale na razie honorowo dobrze się bawię nawet, mimo początkowej niechęci do samego Tatsu.

mantel vs kociarz: mamy rewanż z PPV, który nie jest jakby rewanżem do końca, bo emocji jest tutaj jakby mniej. zwycięstwo Mantela? przewidywalne. dołącza do starcia o walizkę w dobrym stylu, po w miarę wyrównanej (choć nie do końca - wiadomo czemu) walce. zrozumiały wybór, zgadzam się w stu procentach.

cottonworld?: no pokurwi mnie. reklama? świetna. segment? no uśmiechnąłem się lekko pod wąsem-.. znaczy nosem. nie dołączę do was, nie proście.

brown/rocks segment, walka i speech: mój debiucik, pisane w większości przeze mnie. mam nadzieję, że się podoba. fajnie, że mogłem zadebiutować tak prędko, bo mogę zacząć historię już w drodze do następnego PPV - a nóż-widelec się uda coś odjebać żeby się tam znaleźć.

the outfit segment: podzielam wkurwienie Tony'ego, no bo jak to to tak. jakiś Brutal będzie mu się w biznes wpierdalał? w jego walkę o pas? oj bracie, myślałeś, że tym razem się uda, że wrestling nie będzie wrestlingiem, a tu taki chuj jak słonia nos. czy Sacrale i Vizzini by nie ingerowali? wątpię nieco, ale słowo Dona to słowa Dona, mi nic do tego. osobiście uważam, że bardzo dobrze wypadł tutaj przede wszystkim.. Enzo, bo faktycznie stał się dla mnie kimś więcej niż tylko "dokładką" do Tony'ego. Vincenzo będzie pewnie miał jeszcze swoje momenty, bo na razie tylko jest potwierdzaczem - a takich tu nie lubimy. segment sam w sobie bardzo dobrze promujący Outfit, samego Tony'ego i mocno windujący Enzo - może dla niego też coś ciekawego się znajdzie, kto wie. jeśli Leone wygra dziś tytuł to myślę, że będzie on w dobrych rękach, bo będzie w stanie pociągnąć jeszcze bardziej w górę (nie chcę Derekowi odejmować) status mistrzostwa na Elysium.

ransom vs sabre: Maxwell kasuje Zacka - fajnie, git. nawet tak dość pewnie. spot jak najbardziej zasłużony, mamy Mantela, mamy Ransoma i wygląda to już bardzo ładnie. sama walka bez większej historii, czytało się okej, choć dość krótka była.

lord sebastien i jego kucharz + finnegan: Lord w swoim stylu, dość wysoko, po kurewsku (tak, nie chciałem napisać "królewsku") wjeżdża na salony. po złamaniu serca McŁowiczowi, przygarnął go jako swojego kucharza.. i na start widać jaka to będzie relacja, będzie on pieskiem (można się było domyślić). Rob nie będzie miał łatwo tutaj, dojście do głosu będzie kurewsko trudne, ale potakim traktowaniu.. zemsta będzie słodziutka na pewnym etapie - oby był dobrym piekarzem, bo w talent kucharski nie wątpię. dalej mamy mieszanie z błotem naszego szefa kuchni - fajnie go punktuje, w dobry sposób. aż w końcu wchodzi Chris i.. miał do wyboru mnóstwo języków, wybrał ten faktów, bo zgadzam się z nim w każdym zdaniu - bardzo na plus. no i ten jego heroizm się tutaj przebija - bardzo dobrze to wyszło. segmencik na plus.

lord vs chris: tutaj nie mogło być inaczej, w stricte heelowy sposób Lord zgarnia zwycięstwo - Rob z zawahaniem, ale pomógł swojemu "pracodawcy".. będzie cierpiał tutaj przyjacielu, serce krwawić będzie od tych złych występków. Sebastien powoli kieruje się w stronę czegoś większego coś czuję, jest na idealnej do tego drodze. Chris? on ma jeszcze dużo przed sobą, kolejna porażka, szczególnie w takim stylu mu nic złego nie zrobi, bo walczy jak lew - w końcu się uda Chris, wierzę!

derek/brutal segment: wjeżdżamy w segment podbudowujący poniekąd main event. Brutal na start - przeprosiny na miejscu, impuls żeby wjechać w Leone - wiadomo, trzeba było to zrobić bracie, no tutaj pełnego przyznania się do winy się nie spodziewałem, dobrze, że potrafi to zrobić. i nawet nie ujęło mu to zbytnio charakteru co na plus. Derek natomiast.. no cóż, jest naprawdę słodki z tym swoim negowaniem rzeczywistości, jeszcze wmawia Brutalowi rzeczy i chce go nawracać(?) - no nieźle. Paddy Jackson wszedł, zadał pytanie i dostał zjebę, został opluty i dobre to było, uśmiechnąłem się. Brutal robi się mniej potulny - i dobrze, teraz wjeżdża w Dereka może nie na pełnej, ale dość mocno. szczerze mówiąc.. były tu dwa Brutale, ten drugi lepszy. Derek jak to Derek, odklejka levelu maximum. fajne podbudowanie main eventu, dodaje emocji.

tag match: chciałem wierzyć, że może coś się uda Tatsu i Shadowowi zrobić więcej, ale ostatecznie i tak gleba.. no cóż. zwycięzca był raczej pewny, aczkolwiek była możliwość na cokolwiek więcej ze strony YoshiElias. krótka, treściwa walka, z jednym pinem i do domu. było ok.

mantel/ransom segment: segment z dwoma mocnymi zawodnikami, dwa mocne punktu Elysium naprzeciw siebie. i ten dialog oddał. domyślam się, że to na potrzeby walki w Elimination Chamber matchu, ale raczej jako standalone program też by siadło. obaj bardzo dobrze, bardzo celnie punktowali swojego oponenta i dało się wyczuć to, że jest tutaj też trochę emocjonalnie, nawet weszło tu w grę ego. czytało się to bardzo dobrze, ciekawe kto do nich dołączy - chyba, że faktycznie chłopaki będą się bujać sami przez większość czasu. dobry prognostyk na przyszłość, brak mankamentów. zobaczymy co dalej.

fatal 4-way o pas: nie powiem, że się nie spodziewałem takiego outcome'u, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na fakt, że to Tony i Outfit będą tutaj "królować". pytanie czy będzie tutaj rewanż? pytanie też co z Edgarem, czyżby Brutal vs Dickinson jakieś? bo coraz więcej tutaj niesnasek między nimi. to zwycięstwo dało nam jedną potężną odpowiedź i dobry prognostyk na przyszłość, ale też kilka pytań. co do samej walki, skoro już opisałem moje odczucia na temat zwycięzcy - czytało się to bardzo dobrze, napisane to zostało jak faktyczna walka 4 typów, a nie 1v1 w 1v1 itd. do samego końca sytuacja była otwarta, co bardzo na plus. podsumowując to wszystko: oby Tony'emu się wiodło, oby nie spuszczał z tonu. oby Derek znalazł sobie coś dobrego, ale też Edgar i Mike Brutal, bo tutaj sytuacja jak na ostrzu noża. fajnie się to zapowiada.

bardzo fajne Elysium, bez gorszych momentów czy punktów. ciągle trzymany wysoki poziom segmentów, walki były przynajmniej dobre, więc.. bardzo ładnie panowie.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Dziadek
Zawodowiec
19.09.2026, 19:05 #3
opening segment: lecimy z tym koksem i na sam początek mamy rozwianie wątpliwości odnośnie Golden Laurel.. będzie to ekwiwalent Money in the Bank i to bardzo spoko, pytanie czy to będzie cykliczne jak walizka z WWE czy jednak wybiórczy event. najpierw walki kwalifikacyjne, na razie tutaj bez podania składów (ale na twitterku były, więc..), potem zwieńczenie w Elimination Chamber matchu na nastepnym PPV - biorę to w ciemno, emocji będzie w chuj i ciut ciut, ciekawe jak będzie prezentował się sam skład walki. jednakże nie tylko to tutaj mamy, bo jeszcze wyjaśnienie kontrowersji z main eventu Heatwave - było jasne, że to będzie pociągnięte dalej, nie myślałem jednak, że we 3 Stage of Hell matchu. kolejna walka z giga potencjałem, pytanie w którą stronę pójdzie program, bo w drodze do Heatwave było giga mocarnie, tutaj może trochę pary ulecieć, ale nie ma co złowróżyć. pojawiają się obaj panowie zamieszani w perypetie odnośnie pasa World i zaczynamy na ostro - jednak Lopez tutaj trochę gorzej, bardzo heelowo, ale trochę sztampy tam wyczułem. mimo to nie było źle. wjeżdża Blaze i ładnie punktuje, tekst z lękiem wysokości uderzył bardzo celnie idealnie oddając moje odczucia odnośnie kwestii Jose. Axel szczerze mówiąc zajebał niesamowitą odkutkę, mam wrażenie, że goniący pas w tym feudzie jest po prostu tą ciekawszą stroną - nie chcąc nikogo obrazić oczywiście, bo poziom nadal jest wysoki, ale jednak jest ta przewaga: tutaj ze strony Axela ewidentnie. kolejne kwestie nie zmieniły tego obrazu, dalej imo Axel górą tutaj, ale to bardzo fajnie rokuje na przyszłość i moje wątpliwości odnośnie ciekawego programu zostały nieco przesunięte, bo rozwiane zostaną jak poziom się utrzyma. bardzo dobry segment.

lopez vs river waters i segment po: dobra walka, Lopez mimo bycia poobijanym wypadł dobrze na tle lepiej dysponowanego Jamesa, ale nie to tutaj jest najważniejsze, bo mamy tutaj jakieś video. dość zaskakujące, że w taki sposób tutaj Jose zgarnia "W", bo to, że wygra było jakby w stu procentach pewne. River Waters załamany (też bym pewnie był widząc swoją chujową przeszłość), kontynuuje program z Crowe'm i Kline'm. no i właśnie - wjeżdża Kline, dość dobry, ciekawy monolog z jego strony, wchodzący Jamesowi do głowy. szczerze mówiąc.. to jest złoto, myślę, że najlepsze horrory by się nie powstydziły czegoś takiego. czuć klimat, jest ta psychologia i znęcanie się - głównie psychiczne - nad oponentem. River Waters wydaje się w tej sytuacji kurewsko bezradny, ale zobaczymy co przyniosą następne tygodnie. to jest zajebiste kino, oby poziom został utrzymany.

yoshi/elias shadow: no jest to ewidentnie segment. szczerze? nawet się uśmiałem, bo spodziewałem się czegoś zupełnie innego. to jak zachowanie Yoshi'ego jest opisane to jest coś zupełnie innego, Elias jest tu tylko tłem (i dobrze), ciekawe co wyjdzie z tej wątpliwej współpracy, bo prędzej czy później (pewnie prędzej) to pierdolnie. ale na razie honorowo dobrze się bawię nawet, mimo początkowej niechęci do samego Tatsu.

mantel vs kociarz: mamy rewanż z PPV, który nie jest jakby rewanżem do końca, bo emocji jest tutaj jakby mniej. zwycięstwo Mantela? przewidywalne. dołącza do starcia o walizkę w dobrym stylu, po w miarę wyrównanej (choć nie do końca - wiadomo czemu) walce. zrozumiały wybór, zgadzam się w stu procentach.

cottonworld?: no pokurwi mnie. reklama? świetna. segment? no uśmiechnąłem się lekko pod wąsem-.. znaczy nosem. nie dołączę do was, nie proście.

brown/rocks segment, walka i speech: mój debiucik, pisane w większości przeze mnie. mam nadzieję, że się podoba. fajnie, że mogłem zadebiutować tak prędko, bo mogę zacząć historię już w drodze do następnego PPV - a nóż-widelec się uda coś odjebać żeby się tam znaleźć.

the outfit segment: podzielam wkurwienie Tony'ego, no bo jak to to tak. jakiś Brutal będzie mu się w biznes wpierdalał? w jego walkę o pas? oj bracie, myślałeś, że tym razem się uda, że wrestling nie będzie wrestlingiem, a tu taki chuj jak słonia nos. czy Sacrale i Vizzini by nie ingerowali? wątpię nieco, ale słowo Dona to słowa Dona, mi nic do tego. osobiście uważam, że bardzo dobrze wypadł tutaj przede wszystkim.. Enzo, bo faktycznie stał się dla mnie kimś więcej niż tylko "dokładką" do Tony'ego. Vincenzo będzie pewnie miał jeszcze swoje momenty, bo na razie tylko jest potwierdzaczem - a takich tu nie lubimy. segment sam w sobie bardzo dobrze promujący Outfit, samego Tony'ego i mocno windujący Enzo - może dla niego też coś ciekawego się znajdzie, kto wie. jeśli Leone wygra dziś tytuł to myślę, że będzie on w dobrych rękach, bo będzie w stanie pociągnąć jeszcze bardziej w górę (nie chcę Derekowi odejmować) status mistrzostwa na Elysium.

ransom vs sabre: Maxwell kasuje Zacka - fajnie, git. nawet tak dość pewnie. spot jak najbardziej zasłużony, mamy Mantela, mamy Ransoma i wygląda to już bardzo ładnie. sama walka bez większej historii, czytało się okej, choć dość krótka była.

lord sebastien i jego kucharz + finnegan: Lord w swoim stylu, dość wysoko, po kurewsku (tak, nie chciałem napisać "królewsku") wjeżdża na salony. po złamaniu serca McŁowiczowi, przygarnął go jako swojego kucharza.. i na start widać jaka to będzie relacja, będzie on pieskiem (można się było domyślić). Rob nie będzie miał łatwo tutaj, dojście do głosu będzie kurewsko trudne, ale potakim traktowaniu.. zemsta będzie słodziutka na pewnym etapie - oby był dobrym piekarzem, bo w talent kucharski nie wątpię. dalej mamy mieszanie z błotem naszego szefa kuchni - fajnie go punktuje, w dobry sposób. aż w końcu wchodzi Chris i.. miał do wyboru mnóstwo języków, wybrał ten faktów, bo zgadzam się z nim w każdym zdaniu - bardzo na plus. no i ten jego heroizm się tutaj przebija - bardzo dobrze to wyszło. segmencik na plus.

lord vs chris: tutaj nie mogło być inaczej, w stricte heelowy sposób Lord zgarnia zwycięstwo - Rob z zawahaniem, ale pomógł swojemu "pracodawcy".. będzie cierpiał tutaj przyjacielu, serce krwawić będzie od tych złych występków. Sebastien powoli kieruje się w stronę czegoś większego coś czuję, jest na idealnej do tego drodze. Chris? on ma jeszcze dużo przed sobą, kolejna porażka, szczególnie w takim stylu mu nic złego nie zrobi, bo walczy jak lew - w końcu się uda Chris, wierzę!

derek/brutal segment: wjeżdżamy w segment podbudowujący poniekąd main event. Brutal na start - przeprosiny na miejscu, impuls żeby wjechać w Leone - wiadomo, trzeba było to zrobić bracie, no tutaj pełnego przyznania się do winy się nie spodziewałem, dobrze, że potrafi to zrobić. i nawet nie ujęło mu to zbytnio charakteru co na plus. Derek natomiast.. no cóż, jest naprawdę słodki z tym swoim negowaniem rzeczywistości, jeszcze wmawia Brutalowi rzeczy i chce go nawracać(?) - no nieźle. Paddy Jackson wszedł, zadał pytanie i dostał zjebę, został opluty i dobre to było, uśmiechnąłem się. Brutal robi się mniej potulny - i dobrze, teraz wjeżdża w Dereka może nie na pełnej, ale dość mocno. szczerze mówiąc.. były tu dwa Brutale, ten drugi lepszy. Derek jak to Derek, odklejka levelu maximum. fajne podbudowanie main eventu, dodaje emocji.

tag match: chciałem wierzyć, że może coś się uda Tatsu i Shadowowi zrobić więcej, ale ostatecznie i tak gleba.. no cóż. zwycięzca był raczej pewny, aczkolwiek była możliwość na cokolwiek więcej ze strony YoshiElias. krótka, treściwa walka, z jednym pinem i do domu. było ok.

mantel/ransom segment: segment z dwoma mocnymi zawodnikami, dwa mocne punktu Elysium naprzeciw siebie. i ten dialog oddał. domyślam się, że to na potrzeby walki w Elimination Chamber matchu, ale raczej jako standalone program też by siadło. obaj bardzo dobrze, bardzo celnie punktowali swojego oponenta i dało się wyczuć to, że jest tutaj też trochę emocjonalnie, nawet weszło tu w grę ego. czytało się to bardzo dobrze, ciekawe kto do nich dołączy - chyba, że faktycznie chłopaki będą się bujać sami przez większość czasu. dobry prognostyk na przyszłość, brak mankamentów. zobaczymy co dalej.

fatal 4-way o pas: nie powiem, że się nie spodziewałem takiego outcome'u, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na fakt, że to Tony i Outfit będą tutaj "królować". pytanie czy będzie tutaj rewanż? pytanie też co z Edgarem, czyżby Brutal vs Dickinson jakieś? bo coraz więcej tutaj niesnasek między nimi. to zwycięstwo dało nam jedną potężną odpowiedź i dobry prognostyk na przyszłość, ale też kilka pytań. co do samej walki, skoro już opisałem moje odczucia na temat zwycięzcy - czytało się to bardzo dobrze, napisane to zostało jak faktyczna walka 4 typów, a nie 1v1 w 1v1 itd. do samego końca sytuacja była otwarta, co bardzo na plus. podsumowując to wszystko: oby Tony'emu się wiodło, oby nie spuszczał z tonu. oby Derek znalazł sobie coś dobrego, ale też Edgar i Mike Brutal, bo tutaj sytuacja jak na ostrzu noża. fajnie się to zapowiada.

bardzo fajne Elysium, bez gorszych momentów czy punktów. ciągle trzymany wysoki poziom segmentów, walki były przynajmniej dobre, więc.. bardzo ładnie panowie.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
20.09.2026, 01:24
#4
no dobra, lecimy z tym koksem. Od razu daję info, że wiem co się działo na PPV, a komentarz wleci a dniach, bo jestem w trakcie.

opener segment - ten segment miałem okazję czytać wcześniej i muszę przyznać, że jestem z niego całkiem zadowolony. Podoba mi się, że Aldis otwiera galę, bo ma ważne ogłoszenie na dzień dobry. Walizka wygląda bardzo ładnie, jak cała szata graficzna. Sam pomysł bardzo mi leży, bo Elimination Chamber to jeden z moich ulubionych gimmick matchów i zawsze to spoko dać jako nagrodę walizkę, zamiast klasycznego title shota/pasa, bo daje więcej możliwości. Zwłaszcza przy obecnym składzie na Elysium można to tak dobrze rozegrać. A nie ma sensu robić kolejnej walki z drabinami o walizkę, bo przed chwilą mieliśmy walkę z drabinami o pasy Eternal/Valor, nie ma co się powtarzać. Klasa decyzja. Potem od razu przejście do pokazania, że wynik walki nie był do końca czysty, trzeba było dać pretekst do rewanżu, żeby ta rywalizacja trwała dalej. Spoko to jest podane, że trzeba było pokazać obraz w zwolnionym tempie, żeby pokazać jak blisko to było, bo mam wrażenie, że na gali to nie wybrzmiało to jak powinno. Lope wychodzi i robi to, co powinien zrobić. To nie dobra jest wspominać o takich rzeczach, kiedy to on powinien otwierać galę. Carni nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu, bardzo wysokiego poziomu, ale tutaj miałem trochę wrażenie, że chciał mnie oszczędzić, albo trochę gorsza dyspozycja, bo zostawił mi sporo miejsca na odbijanie piłeczki i (moim zdaniem) fajne ogranie tego odbicia przed 3. Bałem się trochę, że to wyjdzie za długie, ale jednak nie ma tragedii, można powiedzieć, że jest średnio (czyli wiadomo, że super). W sumie nie obgadywaliśmy tego, ale tutaj mam wrażenie, że trochę leci reverse uno, do tego co było do tej pory. Z Blaze'a zeszła presja po utracie pasa, za to przeszła na Lopeza. Kto by się spodziewał po takim weteranie. Tak jak teraz to czytam jeszcze raz to naprawdę przyjemnie się to czyta. Przez całość się płynie, nie jest to ciężkie, dużo luzu i jest smacznie. Fajny, naprawdę przyjemny początek gali.

bardzo doceniam w reklamie nawiązanie do mojej wiadomości z konfy jak robiłem Milan Challange. Właśnie, wyślę Wam jutro screeny po 3 sezonie, bo jest czym się chwalić, a zapomniałem przez robotę i kursik xD

Kline i Waters - No i, tak jak już wspominałem chyba w poprzednim komentarzu, bardzo sensowne jest, że od razu zaczynamy od porażki Watersa. Oprócz tego, co wydarzyło się na ostatniej gali to jest to oddzielenie bardzo grubą kreską tego co było i możemy zacząć od nowa, na spokojnie i pokazać tą postać praktycznie na nowo. Bardzo doceniam korelację między zachowaniem Wód po walce z tym, jak swoją wypowiedź zaczyna doktorek. Siedzi zrezygnowany z kolanami podciągniętymi pod brodę, to trochę wygląda, jakby miał się rozkleić. Dokładnie tak, jak to było na filmiku w trakcie walki i Kline ładnie wciska, że ludzie się nie zmieniają. Jestem naprawdę pod wrażeniem jak to pięknie ze sobą zazębia. Bardzo ciekawy pomysł na prowadzenie story, że tutaj nie chodzi o zwycięstwo, tylko o obieranie go z warstw, aż dojdziemy do tego chłopca z nagrania. Kurde, ale ja tutaj widzę potencjał. No sam mam już w głowie kilka pomysłów jak to cudownie można filmowo pokazać. Jak z tygodnia na tydzień będziemy dostawać segment w zupełnie innym klimacie, który będzie właśnie kolejną warstwą, aż dojdziemy do tego chłopca. Nie powiem, jaram się na kolejne segmenty. Cudowne, że Waters nie musiał dosłownie nic powiedzieć w tym segmencie, ale jego reakcja wystarczyła, żeby podbić segment całościowo. Szef. Naprawdę bardzo dobrze rozpisany segment i trzymamy wysoki poziom od samego startu gali. Brawo.

Tatsu/Shadow - co dwutygodniowa dawka honoru przyjęta, teraz nie zgubię godności, nawet jak się skurwię jak szmata. Coś pięknego. Najbardziej z całego segmentu doceniam chyba opis wyskakujących oczu z orbit, wiem jak to wyglądało, zawsze lubiłem maskę i totalnie to sobie wyobrażam jak Elias to robi na widok nowego iPhone'a xD no i piękny moment jak można się było domyślić, że to Yoshi po pukaniu, bo było honorwe xD Ja czasami mam wrażenie, że te opisy są lepsze niż sama gadka xD Totalnie kupuję motyw z workiem pokutnym. Uśmiechnąłem się szerzej po segmencie, fajne umiejscowienie, żeby odpocząć po dwóch poważnych. Ależ przygoda tej dwójki będzie musiała być prawdziwie piękna. Honorowa.

rodzinka Cottonów - Uuu, widzę, że jest kontynuacja. Dobrze, dobrze. Nie rozczarowałem się po występie Cottonwooda. Zapowiedział, że przyszli wpierdolić wszystkich nieogolonych chłopców, no i powoli nam się przedstawiają. Dobrze, że moje postacie są zarośnięte jak menele, to mogę odetchnąć z ulgą. Swoją drogą Cottonworld wziął mnie totalnie z zaskoczenia xDDDDDDDDD jak łatwo znaleźć pomysł na gimmick xD swoja drogą to już mam do nich pytania. Pierwsze jest takie - czy jak zawodnik ma brodę, ale nie ma wąsów to też się liczy jako ogolony chłopiec i ma przejebane, czy może być? Czy hasło "najbardziej znienawidzona marka? Gillette!" będzie propagowane w LPW? Czy możemy liczyć na chanty "jak wygląda twarz bez wąsów? JAK DUPA!". Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. Ale piękne to jest, jestem ciekawy jak chcecie przebić Cottonworlda xD

Brown i Rocks - nie można zaczynać segmentu od tego, że jest znany ze swoich ciuchów jak Sakazaki ze swojej kurtki, bo się prawie zachłysnąłem pepsi xD mielibyście mnie na sumieniu. Albo co gorsza mojego laptopa, jakbym parsknął w tym momencie. I wtedy by brother Panter mógł się prosić 3 miesiące o komentarze do gali. Nieładnie, bardzo nieładnie. Ale Jeffito szefito. No jest w formie, dokładnie takiego go zapamiętałem. Nie wiem dlaczego, ale przy tekście "Tak jest, dziweczki, o tak!" znowu skisłem srogo. Boże, jakie ja mam prymitywne poczucie humoru, wręcz bym powiedział, że mongolskie. Jezu, ale jakie wysokie przekleństwa-kultura ratio. Chłop prawie Brutala pobił, a to jest wyczyn. O, kolega też dobry, wchodzi, mówi jedną linijkę i od razu klnie. No i króciutko. Dużo już pisałem w komentarzach na ten temat, postanowiłem się nie powtarzać, więc będę tylko punktował, że dla mnie w takich sytuacjach to zawsze działa na minus. Mam wrażenie, że bardzo w animcowym stylu ta wypowiedź jest, w sensie, jakbym odpalił anime to myślę, że mógłbym w jakimś zobaczyć taki tekścik przy pierwszym spotkaniu rywali i złol mówi coś takiego. Po walce mamy coś więcej i powiedziałbym, że było to średnie (tym razem średnie nie znaczy, że super). Dlaczego średnie? Bo początek był trochę toporny, nawet językowo się trochę zakręcił, ale z plusów to na pewno się rozkręcał im dłużej trwał segment. Końcówka już była całkiem fajna. Podobało mi się tempo segmentu i to jak nim zarządzał. Tutaj potrzeba trochę więcej luzu, moim zdaniem, jak się rozkręci to też na pewno unikniemy tych językowych wpadek i jest potencjał na solidną postać. Na pewno będzie miał co robić na Elysium. Ta końcówka mnie zaintrygowała, lubię takie klimaty. No zobaczymy co pokaże dalej, ale na pewno jest potencjał. Może też będzie łatwiej jak dostanie realniejszego partnera na mikrofonie.

The Outfit - bardzo sprawnie poszło napisanie tego segmentu i nie będę ukrywał, że zajebistą przyjemność sprawia mi prowadzenie tej postaci, całego The Outfit. To ma taki potencjał, wszystko można z nimi zrobić. Tutaj chciałem tylko dać znać dla czytających, że Tony nie odchodzi od swojego gimmicku, tylko zamysł był taki, że teoretycznie nikt ich nie widzi, więc może pokazać trochę prawdziwej twarzy i swojego niezrównoważenia. Mega doceniam jak każdy tutaj gra i opisuje co się dzieje, bo grają małe detale nawet. Od oświetlenia, przez gesty, aż po słowa. Długie to wyszło, ale czyta się szybko, nie ma co tutaj narzekać na długość.

Lord i Makłowicz/Finnegan - No Lord zaczął od razu od błędu językowego. "Krok po kroku odzyskam wszystkie honory od tych, którym one się należą." Tutaj powinno być, że odzyska honory od tych, którym się one NIE należą. Bo tak to przyznaje, że w sumie są w odpowiednich rękach teraz. Jakby to pominąć to jest przyzwoicie. Jest dobry gimmick work, w końcu lepszy niż używanie wstawek z francuskiego, chociaż i bez tego się nie obyło. Całkiem dobra gra słowem, nie spodziewałem się tego. O, mamy drugiego konsiljori na Elysium, bo Vizzini też jest doradcą Leone. Gangstersko trochę ten Lord xd tylko chyba jedna rzecz mi przeszkadza. Skoro Rob jest kucharzem Lorda, to dlaczego on go bierze do ringu? Czy jakby chciał mu to dosadnie podkreślić to nie lepiej byłoby, jakby ten segment był nagraniem z jego chaty, jak mu tłumaczy, że nawet nie ma po co iść na galę, bo ma w tym czasie mu przygotować kolację? Tak się czuję, jakby nie był tylko kucharzem, ale właśnie przydupasem. Druga wypowiedź utrzymana w eleganckim gimmickim, czuć tą wyższość. To jest chyba najmocniejszy punkt tej łączonej wypowiedzi. Za to Finnegan tu wchodzi i daje dobry kontrast. Bardzo ładnie punktuje Lorda i jeszcze delikatnie trąca McŁowicza. Na pewno jest to lepsza wypowiedź niż na ostatniej gali. Fajnie, że tutaj podkreśla tą pracowitość i zakasywanie rękawów, bo w końcu jest ratownikiem i to mu dodaje głębi do gimmicku surfera. Całościowo nie był to zły segment, ale nie był też dobry. Chyba ciut lepiej Surfer, bo przebrnąłem przez to na raz, a u Lorda się jednak zatrzymywałem, żeby coś napisać w trakcie czytania, a to jest u mnie zły znak xD

Brutal i Halloway - No, no, jest progres względem ostatniej gali. Brutal na pewno lepiej się odnajduje w takiej sytuacji, niż w intelektualnym segmencie z Poetą i The Outfit. Bez owijania w bawełnę, prosto z mostu, tak jak to powinna zrobić postać tego typu. Fajne pokazanie, że faktycznie ma jaja przyznać się do błędu i przeprosić. Dopełnia to jego obecny obraz i stawia w znacznie lepszym świetle. Świetnie, że Halloway nie przyjmuje przeprosin, bałem się, że machnie na to ręką i powie, że w sumie i tak zachował pas, więc jest git, ale na szczęście nie poszliśmy w tą stronę i bardzo to doceniam. Bardzo kąśliwy jest ten Derek, mega mi się podoba w tej wersji. Świetnie się poodnosił do wszystkiego co się wydarzyło plus odbił piłeczkę Brutala. Bardzo był potrzebny ten segment po PPV i tym co odwalił Brutal, czekałem na to i się nie zawiodłem. O, no i Paddula tutaj wpada z rigczem, nie dość, że rozładowuje atmosferę, to jeszcze zadaje serio ważne pytania. Bo wprowadzenie takiego fermentu i napięcia między nimi, dodatkowo angażując to, co Brutal zrobił Edgarowi w walce TT sprawia, że ME nie musi być zorganizowaną ofensywą przeciwko Leone, a daje mu szansę ograć to po swojemu. Piękna sytuacja. Ale no, nie wolno tak pluć na Paddy'ego. To nie do niego tak. Do niego nie. Chyba trzeba ich zapisać na jakie korki do Tatsu, żeby im pokazał jak się honorowo traktuje najlepszego reportera. Drugie wypowiedzi utrzymały poziom z początku. Bardzo równy ten segment od początku do końca. Ale ten Halloway z podejrzeniami do Paddy'ego to mnie rozjebał xDDDDDDD Ale nie powiem, jego śledztwo w sprawie Padduli to jest coś, czego potrzebuję, ale na to nie zasługuję xD Już widzę, jak Halloway się wychyla gdzieś w śmietniku zza winkla, śledząc Paddy'ego, Paddy się potyka o rozwiązane sznurowadło, Halloway się wypierdala w tym śmietniku i rzuca tekst w stylu - Ha! Dokładnie tak, jak podejrzewałem, nie zawiązał butów, na pewno nasłali go producenci sandałów, żeby swoją udawaną nieporadnością zniechęcał ludzi do kupowania wiązanych butów. Bo szatan nie znosi wiązanych butów. - czy coś w tym stylu xD Ogólnie podsumowując segment to na pewno plus, szybko przez to przebrnąłem i dobrze się bawiłem.

Opis przed walką to jest złoto, jak Yoshi mówi, że to żadne kozaki i zaraz się będą nawalać 1 vs 1 xD No i kukuryna, mój największy koszmar, Elias na kukurynie, który spełnia swoje groźny z czatu. Od razu jest honorowy respect do sytuacji. W ogóle Yoshi to jednak kurwa jest straszna. Najpierw mówi, że podejdziemy z szacunkiem, a potem mówi, że przeciwnicy są słabi, to na pewno nie było honorowe.

Mantel i Ransom - W tej pierwszej wypowiedzi Mantela trochę się pogubiłem, chyba warto byłoby trochę uprościć przekaz, bo moim zdaniem był zbyt zawiły i mogło ulecieć jego sedno. Ale końcówka jest mocna, bardzo fajnie nawiązuje do problemów z depresją Maxwella, chce naruszyć jego psychikę, która jeszcze nie dawno była w bardzo złym stanie. Na początku tego nie zauważyłem, że Mantel chciał tutaj po prostu zaburzyć równowagę emocjonalną Wilgotniaka, ale druga wypowiedź i zakończenie już to krzyczą bardzo jasno. Druga wypowiedź Mantela jest dużo lepsza niż pierwsza, wszystko dotarło, jasno pokazało jego motywy, naprawdę dobra robota. Ransom miał ta pierwszą wypowiedź bardzo krótką, widać, że on się nie chce pakować w żadne krzywe akcje, chłop zrobił swoje i chce po prostu iść do domu, ale jak się odpalił w drugiej to nie ma już co zbierać. Wypunktował elegancko Mantela, wbił dosłownie każdą szpilę, którą mógł, znowu bardzo precyzyjne to było z jego strony. No ale jego reakcje świadczą o tym, że dał się wciągnąć w grę, dał się sprowokować. Fajnie, że Panowie się spotkali, trzeba spinać klamrą wątki i tutaj skoro już się zakwalifikowali do walki, to musieli się przeciąć.

celebracja - Nie moja robota, ale jest wszystko tak jak trzeba. Bardzo doceniam żarcik z odklepaniem z początku walki. Tony zdobywa tytuł i bardzo uwiarygadnia Outfit. To w ogóle miało dużą wagę, bo pokazał, że mimo tak niekorzystnej sytuacji jest w stanie poradzić sobie sam, bez swoich towarzyszy. No i jest to bardzo elegancki obrazek, żeby zakończyć galę.

podsumowanie - Mocna to była gala. Przede wszystkim nie było tutaj żadnego słabego punktu. Jak coś nie było dobre, to było w najgorszym wypadku średnie, więc to jest naprawdę duży sukces. Jest dobry balans między humorem, a poważnymi segmentami, w dalszym ciągu wszystko jest bardzo konsekwentnie prowadzone. Bardzo mi się podoba, że cały czas utrzymujemy mocne otwarcia i mocne zakończenia. W sensie, że nawet jak zamknięcie gali nie jest gadanym segmentem, to jest to po prostu mocny obrazek. Idziemy do przodu. Musze wyróżnić na pewno pomysł, że robimy EC, bo jestem fanem tego gimmick matchu. Najlepszy segment na gali... chuj, zrobię sobie gałę, imo The Ourfit xD

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Remik
Eternal Champion
20.09.2026, 01:24 #4
no dobra, lecimy z tym koksem. Od razu daję info, że wiem co się działo na PPV, a komentarz wleci a dniach, bo jestem w trakcie.

opener segment - ten segment miałem okazję czytać wcześniej i muszę przyznać, że jestem z niego całkiem zadowolony. Podoba mi się, że Aldis otwiera galę, bo ma ważne ogłoszenie na dzień dobry. Walizka wygląda bardzo ładnie, jak cała szata graficzna. Sam pomysł bardzo mi leży, bo Elimination Chamber to jeden z moich ulubionych gimmick matchów i zawsze to spoko dać jako nagrodę walizkę, zamiast klasycznego title shota/pasa, bo daje więcej możliwości. Zwłaszcza przy obecnym składzie na Elysium można to tak dobrze rozegrać. A nie ma sensu robić kolejnej walki z drabinami o walizkę, bo przed chwilą mieliśmy walkę z drabinami o pasy Eternal/Valor, nie ma co się powtarzać. Klasa decyzja. Potem od razu przejście do pokazania, że wynik walki nie był do końca czysty, trzeba było dać pretekst do rewanżu, żeby ta rywalizacja trwała dalej. Spoko to jest podane, że trzeba było pokazać obraz w zwolnionym tempie, żeby pokazać jak blisko to było, bo mam wrażenie, że na gali to nie wybrzmiało to jak powinno. Lope wychodzi i robi to, co powinien zrobić. To nie dobra jest wspominać o takich rzeczach, kiedy to on powinien otwierać galę. Carni nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu, bardzo wysokiego poziomu, ale tutaj miałem trochę wrażenie, że chciał mnie oszczędzić, albo trochę gorsza dyspozycja, bo zostawił mi sporo miejsca na odbijanie piłeczki i (moim zdaniem) fajne ogranie tego odbicia przed 3. Bałem się trochę, że to wyjdzie za długie, ale jednak nie ma tragedii, można powiedzieć, że jest średnio (czyli wiadomo, że super). W sumie nie obgadywaliśmy tego, ale tutaj mam wrażenie, że trochę leci reverse uno, do tego co było do tej pory. Z Blaze'a zeszła presja po utracie pasa, za to przeszła na Lopeza. Kto by się spodziewał po takim weteranie. Tak jak teraz to czytam jeszcze raz to naprawdę przyjemnie się to czyta. Przez całość się płynie, nie jest to ciężkie, dużo luzu i jest smacznie. Fajny, naprawdę przyjemny początek gali.

bardzo doceniam w reklamie nawiązanie do mojej wiadomości z konfy jak robiłem Milan Challange. Właśnie, wyślę Wam jutro screeny po 3 sezonie, bo jest czym się chwalić, a zapomniałem przez robotę i kursik xD

Kline i Waters - No i, tak jak już wspominałem chyba w poprzednim komentarzu, bardzo sensowne jest, że od razu zaczynamy od porażki Watersa. Oprócz tego, co wydarzyło się na ostatniej gali to jest to oddzielenie bardzo grubą kreską tego co było i możemy zacząć od nowa, na spokojnie i pokazać tą postać praktycznie na nowo. Bardzo doceniam korelację między zachowaniem Wód po walce z tym, jak swoją wypowiedź zaczyna doktorek. Siedzi zrezygnowany z kolanami podciągniętymi pod brodę, to trochę wygląda, jakby miał się rozkleić. Dokładnie tak, jak to było na filmiku w trakcie walki i Kline ładnie wciska, że ludzie się nie zmieniają. Jestem naprawdę pod wrażeniem jak to pięknie ze sobą zazębia. Bardzo ciekawy pomysł na prowadzenie story, że tutaj nie chodzi o zwycięstwo, tylko o obieranie go z warstw, aż dojdziemy do tego chłopca z nagrania. Kurde, ale ja tutaj widzę potencjał. No sam mam już w głowie kilka pomysłów jak to cudownie można filmowo pokazać. Jak z tygodnia na tydzień będziemy dostawać segment w zupełnie innym klimacie, który będzie właśnie kolejną warstwą, aż dojdziemy do tego chłopca. Nie powiem, jaram się na kolejne segmenty. Cudowne, że Waters nie musiał dosłownie nic powiedzieć w tym segmencie, ale jego reakcja wystarczyła, żeby podbić segment całościowo. Szef. Naprawdę bardzo dobrze rozpisany segment i trzymamy wysoki poziom od samego startu gali. Brawo.

Tatsu/Shadow - co dwutygodniowa dawka honoru przyjęta, teraz nie zgubię godności, nawet jak się skurwię jak szmata. Coś pięknego. Najbardziej z całego segmentu doceniam chyba opis wyskakujących oczu z orbit, wiem jak to wyglądało, zawsze lubiłem maskę i totalnie to sobie wyobrażam jak Elias to robi na widok nowego iPhone'a xD no i piękny moment jak można się było domyślić, że to Yoshi po pukaniu, bo było honorwe xD Ja czasami mam wrażenie, że te opisy są lepsze niż sama gadka xD Totalnie kupuję motyw z workiem pokutnym. Uśmiechnąłem się szerzej po segmencie, fajne umiejscowienie, żeby odpocząć po dwóch poważnych. Ależ przygoda tej dwójki będzie musiała być prawdziwie piękna. Honorowa.

rodzinka Cottonów - Uuu, widzę, że jest kontynuacja. Dobrze, dobrze. Nie rozczarowałem się po występie Cottonwooda. Zapowiedział, że przyszli wpierdolić wszystkich nieogolonych chłopców, no i powoli nam się przedstawiają. Dobrze, że moje postacie są zarośnięte jak menele, to mogę odetchnąć z ulgą. Swoją drogą Cottonworld wziął mnie totalnie z zaskoczenia xDDDDDDDDD jak łatwo znaleźć pomysł na gimmick xD swoja drogą to już mam do nich pytania. Pierwsze jest takie - czy jak zawodnik ma brodę, ale nie ma wąsów to też się liczy jako ogolony chłopiec i ma przejebane, czy może być? Czy hasło "najbardziej znienawidzona marka? Gillette!" będzie propagowane w LPW? Czy możemy liczyć na chanty "jak wygląda twarz bez wąsów? JAK DUPA!". Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. Ale piękne to jest, jestem ciekawy jak chcecie przebić Cottonworlda xD

Brown i Rocks - nie można zaczynać segmentu od tego, że jest znany ze swoich ciuchów jak Sakazaki ze swojej kurtki, bo się prawie zachłysnąłem pepsi xD mielibyście mnie na sumieniu. Albo co gorsza mojego laptopa, jakbym parsknął w tym momencie. I wtedy by brother Panter mógł się prosić 3 miesiące o komentarze do gali. Nieładnie, bardzo nieładnie. Ale Jeffito szefito. No jest w formie, dokładnie takiego go zapamiętałem. Nie wiem dlaczego, ale przy tekście "Tak jest, dziweczki, o tak!" znowu skisłem srogo. Boże, jakie ja mam prymitywne poczucie humoru, wręcz bym powiedział, że mongolskie. Jezu, ale jakie wysokie przekleństwa-kultura ratio. Chłop prawie Brutala pobił, a to jest wyczyn. O, kolega też dobry, wchodzi, mówi jedną linijkę i od razu klnie. No i króciutko. Dużo już pisałem w komentarzach na ten temat, postanowiłem się nie powtarzać, więc będę tylko punktował, że dla mnie w takich sytuacjach to zawsze działa na minus. Mam wrażenie, że bardzo w animcowym stylu ta wypowiedź jest, w sensie, jakbym odpalił anime to myślę, że mógłbym w jakimś zobaczyć taki tekścik przy pierwszym spotkaniu rywali i złol mówi coś takiego. Po walce mamy coś więcej i powiedziałbym, że było to średnie (tym razem średnie nie znaczy, że super). Dlaczego średnie? Bo początek był trochę toporny, nawet językowo się trochę zakręcił, ale z plusów to na pewno się rozkręcał im dłużej trwał segment. Końcówka już była całkiem fajna. Podobało mi się tempo segmentu i to jak nim zarządzał. Tutaj potrzeba trochę więcej luzu, moim zdaniem, jak się rozkręci to też na pewno unikniemy tych językowych wpadek i jest potencjał na solidną postać. Na pewno będzie miał co robić na Elysium. Ta końcówka mnie zaintrygowała, lubię takie klimaty. No zobaczymy co pokaże dalej, ale na pewno jest potencjał. Może też będzie łatwiej jak dostanie realniejszego partnera na mikrofonie.

The Outfit - bardzo sprawnie poszło napisanie tego segmentu i nie będę ukrywał, że zajebistą przyjemność sprawia mi prowadzenie tej postaci, całego The Outfit. To ma taki potencjał, wszystko można z nimi zrobić. Tutaj chciałem tylko dać znać dla czytających, że Tony nie odchodzi od swojego gimmicku, tylko zamysł był taki, że teoretycznie nikt ich nie widzi, więc może pokazać trochę prawdziwej twarzy i swojego niezrównoważenia. Mega doceniam jak każdy tutaj gra i opisuje co się dzieje, bo grają małe detale nawet. Od oświetlenia, przez gesty, aż po słowa. Długie to wyszło, ale czyta się szybko, nie ma co tutaj narzekać na długość.

Lord i Makłowicz/Finnegan - No Lord zaczął od razu od błędu językowego. "Krok po kroku odzyskam wszystkie honory od tych, którym one się należą." Tutaj powinno być, że odzyska honory od tych, którym się one NIE należą. Bo tak to przyznaje, że w sumie są w odpowiednich rękach teraz. Jakby to pominąć to jest przyzwoicie. Jest dobry gimmick work, w końcu lepszy niż używanie wstawek z francuskiego, chociaż i bez tego się nie obyło. Całkiem dobra gra słowem, nie spodziewałem się tego. O, mamy drugiego konsiljori na Elysium, bo Vizzini też jest doradcą Leone. Gangstersko trochę ten Lord xd tylko chyba jedna rzecz mi przeszkadza. Skoro Rob jest kucharzem Lorda, to dlaczego on go bierze do ringu? Czy jakby chciał mu to dosadnie podkreślić to nie lepiej byłoby, jakby ten segment był nagraniem z jego chaty, jak mu tłumaczy, że nawet nie ma po co iść na galę, bo ma w tym czasie mu przygotować kolację? Tak się czuję, jakby nie był tylko kucharzem, ale właśnie przydupasem. Druga wypowiedź utrzymana w eleganckim gimmickim, czuć tą wyższość. To jest chyba najmocniejszy punkt tej łączonej wypowiedzi. Za to Finnegan tu wchodzi i daje dobry kontrast. Bardzo ładnie punktuje Lorda i jeszcze delikatnie trąca McŁowicza. Na pewno jest to lepsza wypowiedź niż na ostatniej gali. Fajnie, że tutaj podkreśla tą pracowitość i zakasywanie rękawów, bo w końcu jest ratownikiem i to mu dodaje głębi do gimmicku surfera. Całościowo nie był to zły segment, ale nie był też dobry. Chyba ciut lepiej Surfer, bo przebrnąłem przez to na raz, a u Lorda się jednak zatrzymywałem, żeby coś napisać w trakcie czytania, a to jest u mnie zły znak xD

Brutal i Halloway - No, no, jest progres względem ostatniej gali. Brutal na pewno lepiej się odnajduje w takiej sytuacji, niż w intelektualnym segmencie z Poetą i The Outfit. Bez owijania w bawełnę, prosto z mostu, tak jak to powinna zrobić postać tego typu. Fajne pokazanie, że faktycznie ma jaja przyznać się do błędu i przeprosić. Dopełnia to jego obecny obraz i stawia w znacznie lepszym świetle. Świetnie, że Halloway nie przyjmuje przeprosin, bałem się, że machnie na to ręką i powie, że w sumie i tak zachował pas, więc jest git, ale na szczęście nie poszliśmy w tą stronę i bardzo to doceniam. Bardzo kąśliwy jest ten Derek, mega mi się podoba w tej wersji. Świetnie się poodnosił do wszystkiego co się wydarzyło plus odbił piłeczkę Brutala. Bardzo był potrzebny ten segment po PPV i tym co odwalił Brutal, czekałem na to i się nie zawiodłem. O, no i Paddula tutaj wpada z rigczem, nie dość, że rozładowuje atmosferę, to jeszcze zadaje serio ważne pytania. Bo wprowadzenie takiego fermentu i napięcia między nimi, dodatkowo angażując to, co Brutal zrobił Edgarowi w walce TT sprawia, że ME nie musi być zorganizowaną ofensywą przeciwko Leone, a daje mu szansę ograć to po swojemu. Piękna sytuacja. Ale no, nie wolno tak pluć na Paddy'ego. To nie do niego tak. Do niego nie. Chyba trzeba ich zapisać na jakie korki do Tatsu, żeby im pokazał jak się honorowo traktuje najlepszego reportera. Drugie wypowiedzi utrzymały poziom z początku. Bardzo równy ten segment od początku do końca. Ale ten Halloway z podejrzeniami do Paddy'ego to mnie rozjebał xDDDDDDD Ale nie powiem, jego śledztwo w sprawie Padduli to jest coś, czego potrzebuję, ale na to nie zasługuję xD Już widzę, jak Halloway się wychyla gdzieś w śmietniku zza winkla, śledząc Paddy'ego, Paddy się potyka o rozwiązane sznurowadło, Halloway się wypierdala w tym śmietniku i rzuca tekst w stylu - Ha! Dokładnie tak, jak podejrzewałem, nie zawiązał butów, na pewno nasłali go producenci sandałów, żeby swoją udawaną nieporadnością zniechęcał ludzi do kupowania wiązanych butów. Bo szatan nie znosi wiązanych butów. - czy coś w tym stylu xD Ogólnie podsumowując segment to na pewno plus, szybko przez to przebrnąłem i dobrze się bawiłem.

Opis przed walką to jest złoto, jak Yoshi mówi, że to żadne kozaki i zaraz się będą nawalać 1 vs 1 xD No i kukuryna, mój największy koszmar, Elias na kukurynie, który spełnia swoje groźny z czatu. Od razu jest honorowy respect do sytuacji. W ogóle Yoshi to jednak kurwa jest straszna. Najpierw mówi, że podejdziemy z szacunkiem, a potem mówi, że przeciwnicy są słabi, to na pewno nie było honorowe.

Mantel i Ransom - W tej pierwszej wypowiedzi Mantela trochę się pogubiłem, chyba warto byłoby trochę uprościć przekaz, bo moim zdaniem był zbyt zawiły i mogło ulecieć jego sedno. Ale końcówka jest mocna, bardzo fajnie nawiązuje do problemów z depresją Maxwella, chce naruszyć jego psychikę, która jeszcze nie dawno była w bardzo złym stanie. Na początku tego nie zauważyłem, że Mantel chciał tutaj po prostu zaburzyć równowagę emocjonalną Wilgotniaka, ale druga wypowiedź i zakończenie już to krzyczą bardzo jasno. Druga wypowiedź Mantela jest dużo lepsza niż pierwsza, wszystko dotarło, jasno pokazało jego motywy, naprawdę dobra robota. Ransom miał ta pierwszą wypowiedź bardzo krótką, widać, że on się nie chce pakować w żadne krzywe akcje, chłop zrobił swoje i chce po prostu iść do domu, ale jak się odpalił w drugiej to nie ma już co zbierać. Wypunktował elegancko Mantela, wbił dosłownie każdą szpilę, którą mógł, znowu bardzo precyzyjne to było z jego strony. No ale jego reakcje świadczą o tym, że dał się wciągnąć w grę, dał się sprowokować. Fajnie, że Panowie się spotkali, trzeba spinać klamrą wątki i tutaj skoro już się zakwalifikowali do walki, to musieli się przeciąć.

celebracja - Nie moja robota, ale jest wszystko tak jak trzeba. Bardzo doceniam żarcik z odklepaniem z początku walki. Tony zdobywa tytuł i bardzo uwiarygadnia Outfit. To w ogóle miało dużą wagę, bo pokazał, że mimo tak niekorzystnej sytuacji jest w stanie poradzić sobie sam, bez swoich towarzyszy. No i jest to bardzo elegancki obrazek, żeby zakończyć galę.

podsumowanie - Mocna to była gala. Przede wszystkim nie było tutaj żadnego słabego punktu. Jak coś nie było dobre, to było w najgorszym wypadku średnie, więc to jest naprawdę duży sukces. Jest dobry balans między humorem, a poważnymi segmentami, w dalszym ciągu wszystko jest bardzo konsekwentnie prowadzone. Bardzo mi się podoba, że cały czas utrzymujemy mocne otwarcia i mocne zakończenia. W sensie, że nawet jak zamknięcie gali nie jest gadanym segmentem, to jest to po prostu mocny obrazek. Idziemy do przodu. Musze wyróżnić na pewno pomysł, że robimy EC, bo jestem fanem tego gimmick matchu. Najlepszy segment na gali... chuj, zrobię sobie gałę, imo The Ourfit xD

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
20.09.2026, 23:46
#5
Segment otwierający: A zatem rozpoczynamy pierwsze Elysium po PPV. Spoko są te ujęcia na fanów, bardzo to podobne do WWE, zawsze mi się to podobało. Jest Aldis i jest zapowiedziana walizka Golden Laurel. O kurde, walizkę można wygrać podczas EC Matchu, to zajebiście. Uwielbiam EC Matche. A zatem kwalifikacje muszą być. Szykuje się nie lada widowisko. A jednak zabookowałem to źle, bo u mnie było, że pinfall, a chwilę po tym Kickout. Ale nic, to były ułamki sekund i ludzkie oko tego nie wychwyci. No i dobrze, że jednak oddzielają się główne mistrzostwa, bo to mógłby generować kłótnie między HB z Colosseum oraz Elysium. Yay, kolejna walka Lopez vs Blaze, yay Blaze trzeci raz w main evencie PPV. YAY Three Stages of Hell Match, zajebisty gimmick. Ciekawe kto będzie pisał to przedsięwzięcie… XD. Ciekawe co to będą generalnie za poziomy, ale cokolwiek by nie było, biorę w ciemno taką walkę. Jeszcze takiej nie pisałem, coś pięknego. Bardzo fajna ta nowa piosenka wejściowa Lopeza. Jose w stroju podpowiadającym, że nie będzie się raczej dzisiaj bił. Ciekawe co na to Blaze XD. O, dobry początek z podkreśleniem ważności tego, iż to pierwszy główny mistrz stricte na Elysium. No to prawda, że Lopezzo gdzie by nie był, to główny mistrz. Można popaść w megalomanię, co zresztą widać po nim właśnie. No ale tak, to wszystko dzięki umiejętnościom. Muszę przyznać, że nie słyszałem tego powiedzonka, że ktoś jest głośniejszy, niż niedzielny krawat dziadka. Wiadomo o co chodzi, ale pierwsze słyszę. Choćby Blaze nie wiem jak odwracał rzeczywistość, to Jose wszedł przeciwnikowi do głowy jak nikt inny. Fajna analogia z wdrapaniem się na szczyt po trupach i nabawieniu się lęku wysokości. Przeczytałem większość i kurde, naprawdę dobre, face’owe promo. Jak już mówiłem, pan Remik to jednak fachowiec jest. Wszyscy kochają Halloway’a, tak? Nie umyka nikomu, cholerny foliarz XD. A Lopez się uruchamia, jest chłop już w swoistej odklejcie na dobre. Jak to się mówi „pamiętaj, że jak Ty gdzieś wchodzisz, to ja już schodzę”. Taki Jose jest do przodu. Jose nie pozostaje dłużny, mistrz zajebiście się tutaj wypowiada. No pokonał czy nie pokonał, fakty są takie, że pas spoczywa teraz na ramieniu Lopezzo i przez następne gale nigdzie się nie wybiera. Kilka literówek u Blaze’a się wkradło, chociaż nie będę tutaj gadał, bo sam pisząc na telefonie pewnie dużo ich robię. Ogólnie wyrównany segment, jednak z przewagą na Lopeza rymarzem. Co nie zmienia faktu, że był super.

Pierwsza walka: no nie ma szans, żeby Lopezzo to przegrał. A znając życie zaraz coś Silas namiesza. O, coś się dzieje w środku walki. O matko, dwa Hasta Luego, to już koniec na amen. Ciekawe kto jest sprawcą tego roztargnienia Jamesa.

Po walce: dziś pytanie - dziś odpowiedź. Mamy rzeczonego Kline’a. Silas stoi za nim w cieniu. Że też ten człowiek nie obawia się, iż Silasowi coś odjebie i rzuci się na niego, albo przypadkowo wciśnie się, w jakiś sposób, ta kaseta z nagraniem, że terapia rozpoczęta i go zmiażdży? No chyba, że gościu jest go pewien jak właściciel niby niebezpiecznego psa. No dobry jest ten doktorek, czuć ten stan grozy. Jeszcze biedy operator zebrał na cymbał, bo maszyna nie odróżnia kto jest wrogiem, a kto tylko na nagraniu. James musi czuć zaciskającą się pętlę na szyi, chociaż znając życie taki kozak jak Waters znajdzie sposób i Crowe odniesie pierwszą porażkę w karierze.

Kto leje wodę, ten leje.

Elias i Tatsu: rozjebany telefon, a ten i tak scrolluje, to się nazywa determinacja XD. Zapukał może i honorowo, ale nie zachował się honorowo, bo nie poczekał, aż Elias powie „proszę”! Mam go! Jak popełni honorowe sepuku?! Kurwa, on zginie, federację nam zdejmą z ramówki. Wszyscy spadną z rowerka! Ale w ogóle jak casualowo sobie przyszedł „no siema, sorry za ostatnio co zrobiłem, odsyłam się na tamten świat, nara” XD. Jakby to było na porządku dziennym XD. Pseudo katanę? Co to znaczy pseudo? XD No jaki kurwa jajcarz, lepszy niż Dolnick XD. Szkoda, że napisałeś pseudo katanę, bo tak to chociaż nie byłoby wiadomo czy ona prawdziwa. Elias może niehonorowo wyrzucił z rąk zabawkę, ale za to nie pozostał bierny w obliczu tego, że chłopa mogłoby za chwilę nie być. Pięknie z jego strony. Wooo, jaki prezent. No ale honorowy chwyt, już coś zaczyna łapać, pan Elias. Teraz jajca by były, jakby ten IPhone też był zabawkowy czy coś XD. Czyli jednak Shadow staje się uczniem, super. Zajebisty jest ten segment, bawiłem się naprawdę miodnie od początku to końca.

Druga walka: pisałem ja, miłej lekturki. Zwycięzca raczej oczywisty.

Promo Cottonwooda: Panter przypomniał mi (nawet dwukrotnie na chatboxie) słynne moustache promo z NxT. Przyznam, że ostatnim razem jak komentowałem, to kompletnie o tym zapomniałem. O matko, Cottonwood i Cottonworld, teraz będą się mylić XD. Są polskie korzenie, kolejne e naszej pięknej federacji. Ależ kurwa to było dziwne promo XD. Czuję się dziwnie, ale czekam na więcej XD.

Mam taki mały wąs teraz, nadam się? Code się nazywać Cottoncold.

Jeff i jego rywal: nie wiem jakie miał wcześniej theme, ale to jest zajebiste, klasyka. Mógłby takie mieć XD. Wysokiej klasy jest to promo, nie powiem, że nie. Myślę, że mógłby zawalczyć o pick do Elimination Chamber Matchu. Nie no, śmiechłem trochę, nie powiem XD. No taki dosyć fajny ten theme song. Druga postać Leviathana. Zobaczmy co ma do zaprezentowania, bo po Fenrirze narobił mi nieco apetytu. W sumie nic nie powiedział znaczącego, ale wiadomo, że Jeff znowu dostanie na pizde, a to najważniejsze w sumie.

Trzecia walka: nie sprawdzałem, ale jeśli są to dwa odbicia od lin i akcja nazywa się Headshit, to pewnie jakiś dojebany Lariat. Yay, mamy zwycięstwo pana Rocksa.

Po walce: no i wychodzi taki heel pyszałkowaty. Na ten moment taki mocno ogólny heel, nic ponad miarę. Pamiętam, że Levsky potrafi w kreowanie postaci i stać go na więcej. Także czekam na rozkręcenie się postaci.

VP od The Outfit: ten opis jest niezwykły. Jakbym czytał film, dosłownie. Mogę to sobie na spokojnie wyobrazić. No i dobrze Aldis zarządził, żeby nie było tych gagatków w okolicy ringu. Niemniej jednak wiadomo jak to się zazwyczaj kończy, a F4W to walka bez DQ. Także można sobie folgować. I tutaj wychodzi prawdziwa natura Leone. Gdy czuje, że zaczyna tracić kontrolę nad sytuacją, wszystko go irytuje i szuka tanich rozwiązań. Typowy boss mafii sycylijskiej w sumie. Poza tym tak teraz myślę, że to, iż zakazał Aldis przebywać kolegom Tony’ego w okolicach ringu nie obliguje ich do tego, aby nie zaatakować mistrza czy innych pretendentów. Swoją drogą ale tam musi śmierdzieć od tych cygar i dym taki, że siekierę zawiesisz bez problemu w powietrzu. Tak, Enzo to jest jednak prosty umysł w porównaniu do poprzedniej dwójki. Przede wszystkim rozwiązania siłowe i taki bardziej, nie chcę, żeby wyszło bardzo pejoratywnie, ale prostacki(?) język. Bardzo skupili się na Brutalu, jakby to on był największym zagrożeniem. Kompletnie pominięty został Edgar i sam mistrz. Nieco to dziwne, z drugiej zaś strony widzę, że tutaj głównym motywem tego wszystkiego jest zemsta na Extremaniacu. Tak czy siak, długi, ale doprawdy, zajebisty segment.

Czwarta walka: no błagam, wspaniały Ransom nie wypuści tego z rąk na rzecz NPC. No, ale Mantel i Ransom, naprawdę mocne nazwiska już są w tej walce.

Lord Farquad, przydupasy (sorry Rob) i Chris: ależ McŁowicz musi mieć minę jak to wszystko robi, w sensie to rozchylenie liny i w ogóle ten przemarsz u boku Sebastiena. Alistair szkoda, że nie Overeem. Ileż pogardy w tym chłopie jest, lubię mega tego zawodnika. Bardziej w ogóle lubię tę postać, niż Jorge od Cavazosa. Ale niekażde polecenie musi wykonywać, skoro jest tylko nadwornym kucharzem. „Nie jesteś mi równym” jak to brzmi XD. Król Karol normalnie. No jest dobry ten Francuzik cholerny. Aaa, taki theme song, znany, stary numer. No taaaki przeciętny bym powiedział ten speech Surfera. Odniósł się tak ogólnie do wszystkiego, wypowiedź Lorda o wiele bardziej mi się podobała w tym momencie.

Piąta walka: również ja pisałem, czytajcie sobie. Wygrał Lord, czego się spodziewałem po tym segmencie. Chociaż wersja walki, gdzie wygrywa Chris bardziej mi się podobała w moim wykonaniu XD. No ale nie jest źle.

Brutal i Halloway: również milej lektury. Tak na szybko powiem, że widać u Brutala tę przemianę. Naprawdę dobre te wypowiedzi Mike’a. Wydawało nam się, że strasznie długie nam to wyszło, ale w porównaniu do INNYCH segmentów (pozdro pany Big Grin).

Przed walką: mamy jebać dorosłość umcy, umcy. Kurwa, co to jest ta kukuryna? XD Muszę sprawdzić, bo nie mogę, już Remik o tym pisał na czacie. Aaa jeny ta hulajnoga jebana. Wyjebal się honorowo XD. To jest tak zajebiście zabawne, naprawdę ja nie mogę ze śmiechu jak to czytam XD. Ja jestem jednak prosty człowiek. Różnie mogło się to skończyć, na przykład sepuku na kierownicy od kukuryny. O kurde, no faktycznie słabiaki jak nic.

Szósta walka: druga porażka gwiazdora. Ktoś chyba niedługo straci kontrakt. I to jaka dominująca.

Mantel i Ransom: zwłoki ZSJ XD. Mocno leci Mantel z tym Sabrem. Dosyć dobra pierwsza wypowiedź Derricka. Zazwyczaj stać go na więcej, ale nie było to złe. A Ransom w swoim stylu. Gość jest naprawdę konkretny. Wszystkie te dziwne zachowania zostały wytknięte z kolekcjonowaniem i manią. Druga wypowiedź Mantela już bardziej mi się podobała. Próbował Maxwella podejść, ale ten się opierał jak mógł. Sabre sam wybrał Ransoma? To ciekawe. Ależ Maxwell pocisnął przeciwnikowi na wszystko co trzeba było. Bardziej podobał mi się wciąż tutaj Ransom.

ME: a jednak. Bez pomocy kolegów Tony wygrał pas Eternal. Spodziewałem się porażki, ciekaw byłem jak to się wydarzy. Znów wszystko przez tego Brutala XD. Co powiem, to było piękne 76 dni, nie zapomnę ich nigdy XD. Powodzenia dla Leone, a Halloway niech idzie wyżej… albo niech trzyma się na tym samym poziomie. Zależy co przewidzą HB dla nas. No i mają włosi swój moment, brawo.

Ogółem: naprawdę dobra gala. Zdecydowanie dobrze mi się to wszystko czytało. Ciekaw jestem jak potoczą się walki o Golden Laurel.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
20.09.2026, 23:46 #5
Segment otwierający: A zatem rozpoczynamy pierwsze Elysium po PPV. Spoko są te ujęcia na fanów, bardzo to podobne do WWE, zawsze mi się to podobało. Jest Aldis i jest zapowiedziana walizka Golden Laurel. O kurde, walizkę można wygrać podczas EC Matchu, to zajebiście. Uwielbiam EC Matche. A zatem kwalifikacje muszą być. Szykuje się nie lada widowisko. A jednak zabookowałem to źle, bo u mnie było, że pinfall, a chwilę po tym Kickout. Ale nic, to były ułamki sekund i ludzkie oko tego nie wychwyci. No i dobrze, że jednak oddzielają się główne mistrzostwa, bo to mógłby generować kłótnie między HB z Colosseum oraz Elysium. Yay, kolejna walka Lopez vs Blaze, yay Blaze trzeci raz w main evencie PPV. YAY Three Stages of Hell Match, zajebisty gimmick. Ciekawe kto będzie pisał to przedsięwzięcie… XD. Ciekawe co to będą generalnie za poziomy, ale cokolwiek by nie było, biorę w ciemno taką walkę. Jeszcze takiej nie pisałem, coś pięknego. Bardzo fajna ta nowa piosenka wejściowa Lopeza. Jose w stroju podpowiadającym, że nie będzie się raczej dzisiaj bił. Ciekawe co na to Blaze XD. O, dobry początek z podkreśleniem ważności tego, iż to pierwszy główny mistrz stricte na Elysium. No to prawda, że Lopezzo gdzie by nie był, to główny mistrz. Można popaść w megalomanię, co zresztą widać po nim właśnie. No ale tak, to wszystko dzięki umiejętnościom. Muszę przyznać, że nie słyszałem tego powiedzonka, że ktoś jest głośniejszy, niż niedzielny krawat dziadka. Wiadomo o co chodzi, ale pierwsze słyszę. Choćby Blaze nie wiem jak odwracał rzeczywistość, to Jose wszedł przeciwnikowi do głowy jak nikt inny. Fajna analogia z wdrapaniem się na szczyt po trupach i nabawieniu się lęku wysokości. Przeczytałem większość i kurde, naprawdę dobre, face’owe promo. Jak już mówiłem, pan Remik to jednak fachowiec jest. Wszyscy kochają Halloway’a, tak? Nie umyka nikomu, cholerny foliarz XD. A Lopez się uruchamia, jest chłop już w swoistej odklejcie na dobre. Jak to się mówi „pamiętaj, że jak Ty gdzieś wchodzisz, to ja już schodzę”. Taki Jose jest do przodu. Jose nie pozostaje dłużny, mistrz zajebiście się tutaj wypowiada. No pokonał czy nie pokonał, fakty są takie, że pas spoczywa teraz na ramieniu Lopezzo i przez następne gale nigdzie się nie wybiera. Kilka literówek u Blaze’a się wkradło, chociaż nie będę tutaj gadał, bo sam pisząc na telefonie pewnie dużo ich robię. Ogólnie wyrównany segment, jednak z przewagą na Lopeza rymarzem. Co nie zmienia faktu, że był super.

Pierwsza walka: no nie ma szans, żeby Lopezzo to przegrał. A znając życie zaraz coś Silas namiesza. O, coś się dzieje w środku walki. O matko, dwa Hasta Luego, to już koniec na amen. Ciekawe kto jest sprawcą tego roztargnienia Jamesa.

Po walce: dziś pytanie - dziś odpowiedź. Mamy rzeczonego Kline’a. Silas stoi za nim w cieniu. Że też ten człowiek nie obawia się, iż Silasowi coś odjebie i rzuci się na niego, albo przypadkowo wciśnie się, w jakiś sposób, ta kaseta z nagraniem, że terapia rozpoczęta i go zmiażdży? No chyba, że gościu jest go pewien jak właściciel niby niebezpiecznego psa. No dobry jest ten doktorek, czuć ten stan grozy. Jeszcze biedy operator zebrał na cymbał, bo maszyna nie odróżnia kto jest wrogiem, a kto tylko na nagraniu. James musi czuć zaciskającą się pętlę na szyi, chociaż znając życie taki kozak jak Waters znajdzie sposób i Crowe odniesie pierwszą porażkę w karierze.

Kto leje wodę, ten leje.

Elias i Tatsu: rozjebany telefon, a ten i tak scrolluje, to się nazywa determinacja XD. Zapukał może i honorowo, ale nie zachował się honorowo, bo nie poczekał, aż Elias powie „proszę”! Mam go! Jak popełni honorowe sepuku?! Kurwa, on zginie, federację nam zdejmą z ramówki. Wszyscy spadną z rowerka! Ale w ogóle jak casualowo sobie przyszedł „no siema, sorry za ostatnio co zrobiłem, odsyłam się na tamten świat, nara” XD. Jakby to było na porządku dziennym XD. Pseudo katanę? Co to znaczy pseudo? XD No jaki kurwa jajcarz, lepszy niż Dolnick XD. Szkoda, że napisałeś pseudo katanę, bo tak to chociaż nie byłoby wiadomo czy ona prawdziwa. Elias może niehonorowo wyrzucił z rąk zabawkę, ale za to nie pozostał bierny w obliczu tego, że chłopa mogłoby za chwilę nie być. Pięknie z jego strony. Wooo, jaki prezent. No ale honorowy chwyt, już coś zaczyna łapać, pan Elias. Teraz jajca by były, jakby ten IPhone też był zabawkowy czy coś XD. Czyli jednak Shadow staje się uczniem, super. Zajebisty jest ten segment, bawiłem się naprawdę miodnie od początku to końca.

Druga walka: pisałem ja, miłej lekturki. Zwycięzca raczej oczywisty.

Promo Cottonwooda: Panter przypomniał mi (nawet dwukrotnie na chatboxie) słynne moustache promo z NxT. Przyznam, że ostatnim razem jak komentowałem, to kompletnie o tym zapomniałem. O matko, Cottonwood i Cottonworld, teraz będą się mylić XD. Są polskie korzenie, kolejne e naszej pięknej federacji. Ależ kurwa to było dziwne promo XD. Czuję się dziwnie, ale czekam na więcej XD.

Mam taki mały wąs teraz, nadam się? Code się nazywać Cottoncold.

Jeff i jego rywal: nie wiem jakie miał wcześniej theme, ale to jest zajebiste, klasyka. Mógłby takie mieć XD. Wysokiej klasy jest to promo, nie powiem, że nie. Myślę, że mógłby zawalczyć o pick do Elimination Chamber Matchu. Nie no, śmiechłem trochę, nie powiem XD. No taki dosyć fajny ten theme song. Druga postać Leviathana. Zobaczmy co ma do zaprezentowania, bo po Fenrirze narobił mi nieco apetytu. W sumie nic nie powiedział znaczącego, ale wiadomo, że Jeff znowu dostanie na pizde, a to najważniejsze w sumie.

Trzecia walka: nie sprawdzałem, ale jeśli są to dwa odbicia od lin i akcja nazywa się Headshit, to pewnie jakiś dojebany Lariat. Yay, mamy zwycięstwo pana Rocksa.

Po walce: no i wychodzi taki heel pyszałkowaty. Na ten moment taki mocno ogólny heel, nic ponad miarę. Pamiętam, że Levsky potrafi w kreowanie postaci i stać go na więcej. Także czekam na rozkręcenie się postaci.

VP od The Outfit: ten opis jest niezwykły. Jakbym czytał film, dosłownie. Mogę to sobie na spokojnie wyobrazić. No i dobrze Aldis zarządził, żeby nie było tych gagatków w okolicy ringu. Niemniej jednak wiadomo jak to się zazwyczaj kończy, a F4W to walka bez DQ. Także można sobie folgować. I tutaj wychodzi prawdziwa natura Leone. Gdy czuje, że zaczyna tracić kontrolę nad sytuacją, wszystko go irytuje i szuka tanich rozwiązań. Typowy boss mafii sycylijskiej w sumie. Poza tym tak teraz myślę, że to, iż zakazał Aldis przebywać kolegom Tony’ego w okolicach ringu nie obliguje ich do tego, aby nie zaatakować mistrza czy innych pretendentów. Swoją drogą ale tam musi śmierdzieć od tych cygar i dym taki, że siekierę zawiesisz bez problemu w powietrzu. Tak, Enzo to jest jednak prosty umysł w porównaniu do poprzedniej dwójki. Przede wszystkim rozwiązania siłowe i taki bardziej, nie chcę, żeby wyszło bardzo pejoratywnie, ale prostacki(?) język. Bardzo skupili się na Brutalu, jakby to on był największym zagrożeniem. Kompletnie pominięty został Edgar i sam mistrz. Nieco to dziwne, z drugiej zaś strony widzę, że tutaj głównym motywem tego wszystkiego jest zemsta na Extremaniacu. Tak czy siak, długi, ale doprawdy, zajebisty segment.

Czwarta walka: no błagam, wspaniały Ransom nie wypuści tego z rąk na rzecz NPC. No, ale Mantel i Ransom, naprawdę mocne nazwiska już są w tej walce.

Lord Farquad, przydupasy (sorry Rob) i Chris: ależ McŁowicz musi mieć minę jak to wszystko robi, w sensie to rozchylenie liny i w ogóle ten przemarsz u boku Sebastiena. Alistair szkoda, że nie Overeem. Ileż pogardy w tym chłopie jest, lubię mega tego zawodnika. Bardziej w ogóle lubię tę postać, niż Jorge od Cavazosa. Ale niekażde polecenie musi wykonywać, skoro jest tylko nadwornym kucharzem. „Nie jesteś mi równym” jak to brzmi XD. Król Karol normalnie. No jest dobry ten Francuzik cholerny. Aaa, taki theme song, znany, stary numer. No taaaki przeciętny bym powiedział ten speech Surfera. Odniósł się tak ogólnie do wszystkiego, wypowiedź Lorda o wiele bardziej mi się podobała w tym momencie.

Piąta walka: również ja pisałem, czytajcie sobie. Wygrał Lord, czego się spodziewałem po tym segmencie. Chociaż wersja walki, gdzie wygrywa Chris bardziej mi się podobała w moim wykonaniu XD. No ale nie jest źle.

Brutal i Halloway: również milej lektury. Tak na szybko powiem, że widać u Brutala tę przemianę. Naprawdę dobre te wypowiedzi Mike’a. Wydawało nam się, że strasznie długie nam to wyszło, ale w porównaniu do INNYCH segmentów (pozdro pany Big Grin).

Przed walką: mamy jebać dorosłość umcy, umcy. Kurwa, co to jest ta kukuryna? XD Muszę sprawdzić, bo nie mogę, już Remik o tym pisał na czacie. Aaa jeny ta hulajnoga jebana. Wyjebal się honorowo XD. To jest tak zajebiście zabawne, naprawdę ja nie mogę ze śmiechu jak to czytam XD. Ja jestem jednak prosty człowiek. Różnie mogło się to skończyć, na przykład sepuku na kierownicy od kukuryny. O kurde, no faktycznie słabiaki jak nic.

Szósta walka: druga porażka gwiazdora. Ktoś chyba niedługo straci kontrakt. I to jaka dominująca.

Mantel i Ransom: zwłoki ZSJ XD. Mocno leci Mantel z tym Sabrem. Dosyć dobra pierwsza wypowiedź Derricka. Zazwyczaj stać go na więcej, ale nie było to złe. A Ransom w swoim stylu. Gość jest naprawdę konkretny. Wszystkie te dziwne zachowania zostały wytknięte z kolekcjonowaniem i manią. Druga wypowiedź Mantela już bardziej mi się podobała. Próbował Maxwella podejść, ale ten się opierał jak mógł. Sabre sam wybrał Ransoma? To ciekawe. Ależ Maxwell pocisnął przeciwnikowi na wszystko co trzeba było. Bardziej podobał mi się wciąż tutaj Ransom.

ME: a jednak. Bez pomocy kolegów Tony wygrał pas Eternal. Spodziewałem się porażki, ciekaw byłem jak to się wydarzy. Znów wszystko przez tego Brutala XD. Co powiem, to było piękne 76 dni, nie zapomnę ich nigdy XD. Powodzenia dla Leone, a Halloway niech idzie wyżej… albo niech trzyma się na tym samym poziomie. Zależy co przewidzą HB dla nas. No i mają włosi swój moment, brawo.

Ogółem: naprawdę dobra gala. Zdecydowanie dobrze mi się to wszystko czytało. Ciekaw jestem jak potoczą się walki o Golden Laurel.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
21.09.2026, 00:06
#6
Aldis jak to on, spełnia swoje zadanie, dosyć niewdzięczną rzecz miał do zrobienia, czyli gadanie o kontrowersjach z ME. Walizka to pewnie pomysł, który będzie grzał każdego - w tym mnie. Jak dodamy do tego fakt, że to jest Elimination Chamber, to już w ogóle, dwie kozackie sprawy jednocześnie, no na pewno motywacja dla wielu to będzie. O Lopezie powiem tylko tyle, że jaki by nie był, to on tez musi mieć rysy na swoim pancerzu i pęknięcia, w tym przypadku to jest jego EGO, które zostało według niego zaatakowane, a ten się tam zesrał w tym ringu. Zdaję sobie sprawę, że może się to mniej podobać. Blaze za to dużo luzu, dużo fejsowania. Rzeczywiście ta presja z niego uszła, uparcie odbijał piłeczki i dobrze mu to wychodziło. Zero wstydu po takiej porażce i wykorzystał to. No bardzo przyjemne kwestie i zbudował się tą walką i znowu odzyskał pewność siebie. Są te jego teksty typowo z Teksasu, o których Remik sam mówił, to trzeba docenić. Teraz bardziej uwagę do tego przykładam i właśnie z tym krawatem dziadka, to byłem pewien, że to właśnie takie cuś jest i sprawdziłem, nie myliłem się. No dobra robota, nie ma smęcenia, to jest ten stary Axel, który możliwościami takich walk się jarał. Nie mam się do czego przyczepić. Wysoki poziom, jak zawsze. Z tego co pamiętam, to coś ponad 1500 słów miało, więc niby długie, ale raczej mega przyjemne do czytania jako całość, no i jednak program o główny pas. Dobre otwarcie gali.

Walka dobrze napisana, Waters potrzebował zrzucenia ciężaru tego streaku i innego przywitania go w LPW, jednocześnie, to nie dość, że został rozproszony, to dostał dwa finishery i to przeciwko mistrzowi, więc dupsko jest chronione. No i pcha to feud do przodu jego.

O, naprawdę fajne promo w wykonaniu doktorka. No jestem pod wrażeniem, bo to wszystko ma dużo, dużo sensu i idealnie opisuje Watersa. Jeszcze połączenie tego z terapią, no siadł mi ten segment bardzo. Jest naprawdę dobrze zbudowany ten monolog i godzi w małego Jamesa. Chciałem czegoś konkretniejszego na mikrofonie od Silasa/Doktorka i w końcu to dostałem. Good job.

Jestem bardzo zadowolony z tego honorowego segmentu i mnie również kupiła reakcja Eliasa rodem z Maski. Cieszy mnie ich połączenie, bo jest tak głupie. xD Oni idealnie pasują do siebie.

Mantel już chyba definitywnie rozprawił się z Kociarzem.

Żeby nie było.. ten Cottonworld został wymyślony przed komentarzem Varosta. xD

Brown to moja zasługa, ta jego pierwsza najdłuższa kwestia w sumie jedynie. Bardzo lubię wcielać się w jego postać, te krótkie teksty jego nie moje, ale nadal wedle jego charakteru, także spoko. Postaci z One Piece to ja się nie spodziewałem na Elysium kiedykolwiek. Szkoda, że mając prawie 300 anime na liczniku, nadal nie mam na liście tego dzieła, ale może kiedyś. Same kwestie jego? Mocno prymitywne, dla mnie za mocno, bo Brutal był ciśnięty za to, a to wygląda pod tym względem praktycznie jak dawny Mike, a on bez zmian w charakterze pewnie by przepadł. Ja wiem, że pan pirat ma taki gimmick, że w język gryźć się nie będzie, ale ilość tak pustych wyzwisk, przekleństw, to wcale nie dodaje charakteru i nie pomaga tej postaci. Przekleństwa nie są niczym złym, o ile nie są przesadzone i nie są bez powodu. Nie jesteśmy w erze PG, więc można sobie na to pozwalać, widać to np. bo Brownie, ale właśnie. Jeff to tylko jobber, leszcz do bicia, a od postaci prowadzonej na poważnie potrzeba czegoś ambitniejszego. Tutaj na pewno gimmick został zarysowany spoko, ale średnie to jest i chciałbym zobaczyć coś więcej.

Opis to jakbym czytał jakąś fajną książkę, podoba mi się. Bardzo ładnie napisany jest. Tak dobrze dzięki niemu można wczuć się w to wszystko i nawet poczuć te emocje, jakie są w tym pomieszczeniu. Bardzo fajny myk z tym przyspieszaniem wypowiedzi i budowanie coraz większej frustracji w Tonym. W końcu mamy jakieś większe emocje od niego, ale też nie ma się co mu dziwić. Konkretna ta pierwsza kwestia od lidera, właśnie budowanie emocji i podsumowanie wszystkiego było tutaj kluczowe. Ja właśnie myślałem, czy jak Enzo usłyszy słowo BÓG, to będzie reakcja jakaś, długo czekać nie musiałem, dzięki. xD Swoją drogą Vizzini podający kolejne cygaro Donowi to też fajny smaczek jest. O, ciekawe co jest w tej kopercie, mam nadzieję, że coś innego niż do Butli. Ordynus? Jak ja lubię poznawać nowe słowa w segmentach, dziękuję. Po co mi książki do ubogacenia słownictwa? Feda mam. Bardzo ładnym słownictwem w ogóle operuje ten Enzo. Podobuje mi się to. Kurde, no przeczytałem już cały segment. Mega robota, czułem się jak w dobrej książce lub jakimś mafijnym filmie, super klimat oddany i cała trójka dowozi poziomem. Ta stajnia ma wszystko, by zapisać się w historii e-fedów na AMEN. Każdy z nich prezentuje odpowiedni do tego poziom. Dobra robota. Sporo intrygujących rzeczy tu było.

Maksio zasłużenie wygrywa. Dolnick płakał jak oglądał.

Lord porządnie, dobre wprowadzenie swojego przydupasa, nie zanudzał. Taki przyzwoity poziom po prostu heelowy. Aczkolwiek nadal tu brak jakiegoś lepszego słownictwa, a segment wyżej miałem Enzo Sacrale, który takowym włada miodnie, więc no trzeba trochę się wziąć za to, jak to ma być taki arystokrata. Surfer zaczął spokojnie, ale powoli się rozkręcał. Wypełniono swoje fejsowe zadanie. Docenić można zabawę słowem momentami i punktowanie pewnych spraw. Myślę, że spoko, zbliżony poziom tutaj prezentują. Może nawet lepiej siadł Chris, ale odpowiadał, więc i tak dałbym ich na równi. Ich posty też oceniłem tak samo. Ostatecznie jednak Lord więcej w arkuszu punktów zdobył i to zwyciężył. Kurde, Chris już dwie walki bez wygranej, ale na bank się odkuje.

No proszę. Brutalini przeprasza, a to akurat bardzo spoko z jego strony. Nie wychodzi przez to na jakąś pipkę, wręcz przeciwnie. Ukazuje dzięki temu dużo charakteru i to dobrego. Podoba mi się ten zabieg. Same przeprosiny też są jak najbardziej spoko napisane, z pazurem mimo wszystko i bierze to na klatę jak trzeba. Zaczynamy dobrze. Tyle z przeprosin. xD Taki jednak jest Derek, więc idzie to kupić. Niby pasa nie stracił dzięki temu, ale w sumie... to teraz może nawet nie być przypięty i straci mistrzostwo. Także nie ma się co mu dziwić. Dobrze jest ta kwestia Dereka napisana, w jego stylu, ale rzeczywiście czuć, że jest poirytowany, a nie sobie śmieszkuje z tego. Biedny Paddy, ale beka, że oni to samo jednocześnie powiedzieli. xD Fajny moment. Brutal bardzo ze smakiem odpowiada. Odpowiednia narracja, pokazuje nam tu swoje jajca Mike w tym segmencie, wygląda konkretnie. Bardzo płynnie się to czyta. Halloway to się biedny rozkojarzył i bardziej na tym Paddym skupił. xD Co się dziwić, jak mu przychodzi nagle chłop tutaj i wali jakieś pytania z daną narracją. Dobre zakończenie segmentu, chociaż ta końcówka w stronę Mike'a to jest już napisana w taki wymuszony sposób. Takie odczucia mam. Jednak całość to przyjemna telewizja, nie ma co. Czytało się to lekko i była chemia między nimi. Paddy też tutaj uroku dodał. Jestem zadowolony, udało wam się panowie.

Złoto, Elias biedny, taki wkurwiony musiałby być na niego. XDD Przynajmniej telefon dostał nowy... W DNIU DZISIEJSZYM??? Panowie no.. nie robimy tak.

Widziałem, że nie ja jedyny się pogubiłem w tej pierwszej kwestii Mantela. Fiutkowaty jest bardzo, irytuje on, ale to dobrze. Taki typ, co szuka zaczepki o cokolwiek do kogokolwiek, ale taka jego rola, więc to zaleta. Maxwella odpowiedź mi się podoba, bo jest strasznie ludzka. Jak cała postać Ransoma, ale dobre jest to, że w głębi go to ruszyło i on nie chce eskalować, tylko chce spokoju. No i sam początek też mocny, bardzo fajna metafora. Mantel przeplata w swoim speechu lepsze momenty jak i gorsze, ale na pewno nadal jest tutaj bardzo wkurwiający, co dobrze kontrastuje z Ransomem. Chociaż mimo wszystko nie przekroczył pewnych granic, ale to też jest poważny temat. Ogólnie niezła wypowiedź Mantela, więcej dobrych momentów. Spełnia swoje założenie, bo wierci on w tym umyśle Maksia i odpala go. Ulalal, Maxwell co przeorke tu zrobił. No wyjaśnia totalnie Derricka, tamten zrobił mu podwaliny pod to swoim sukińsyńskim zachowaniem i bardzo dobra robota w wykonaniu ex-Wilgotniaka. Czytając to, sam właśnie myślałem, że takimi tekstami bym cisnął w Derricka. No i kolekcjoner w tym segmencie wypada porządnie, ale jednak Max to jest inny level, kolejny bardzo dobry występ na Elysium w jego wykonaniu.

Brutal zgarnia pin - w arkuszu też najmniej punktów zdobył, więc to logiczne. Derek może być teraz jeszzce bardziej wkurwiony na niego. xD Ogólnie panowie wszyscy dali fajne posty, serio. Przyjemnie się je czytało, ale ostatecznie Leone zasłużenie wygrywa, dzięki temu, jak mocno w każdej rubryce wypadł.

Fajna gala, nie ma co jej porównywać do 4, bo to totalnie bez sensu. Tamto Elysium będzie ciężkie do powtórzenia przez specyfikę tego, jakie wydarzenia się skumulowały w tamtym okresie i że to było przed PPV. 5 nie miała żadnego słabego momentu. Dużo dobrych, niektóre bardzo dobre.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
21.09.2026, 00:06 #6
Aldis jak to on, spełnia swoje zadanie, dosyć niewdzięczną rzecz miał do zrobienia, czyli gadanie o kontrowersjach z ME. Walizka to pewnie pomysł, który będzie grzał każdego - w tym mnie. Jak dodamy do tego fakt, że to jest Elimination Chamber, to już w ogóle, dwie kozackie sprawy jednocześnie, no na pewno motywacja dla wielu to będzie. O Lopezie powiem tylko tyle, że jaki by nie był, to on tez musi mieć rysy na swoim pancerzu i pęknięcia, w tym przypadku to jest jego EGO, które zostało według niego zaatakowane, a ten się tam zesrał w tym ringu. Zdaję sobie sprawę, że może się to mniej podobać. Blaze za to dużo luzu, dużo fejsowania. Rzeczywiście ta presja z niego uszła, uparcie odbijał piłeczki i dobrze mu to wychodziło. Zero wstydu po takiej porażce i wykorzystał to. No bardzo przyjemne kwestie i zbudował się tą walką i znowu odzyskał pewność siebie. Są te jego teksty typowo z Teksasu, o których Remik sam mówił, to trzeba docenić. Teraz bardziej uwagę do tego przykładam i właśnie z tym krawatem dziadka, to byłem pewien, że to właśnie takie cuś jest i sprawdziłem, nie myliłem się. No dobra robota, nie ma smęcenia, to jest ten stary Axel, który możliwościami takich walk się jarał. Nie mam się do czego przyczepić. Wysoki poziom, jak zawsze. Z tego co pamiętam, to coś ponad 1500 słów miało, więc niby długie, ale raczej mega przyjemne do czytania jako całość, no i jednak program o główny pas. Dobre otwarcie gali.

Walka dobrze napisana, Waters potrzebował zrzucenia ciężaru tego streaku i innego przywitania go w LPW, jednocześnie, to nie dość, że został rozproszony, to dostał dwa finishery i to przeciwko mistrzowi, więc dupsko jest chronione. No i pcha to feud do przodu jego.

O, naprawdę fajne promo w wykonaniu doktorka. No jestem pod wrażeniem, bo to wszystko ma dużo, dużo sensu i idealnie opisuje Watersa. Jeszcze połączenie tego z terapią, no siadł mi ten segment bardzo. Jest naprawdę dobrze zbudowany ten monolog i godzi w małego Jamesa. Chciałem czegoś konkretniejszego na mikrofonie od Silasa/Doktorka i w końcu to dostałem. Good job.

Jestem bardzo zadowolony z tego honorowego segmentu i mnie również kupiła reakcja Eliasa rodem z Maski. Cieszy mnie ich połączenie, bo jest tak głupie. xD Oni idealnie pasują do siebie.

Mantel już chyba definitywnie rozprawił się z Kociarzem.

Żeby nie było.. ten Cottonworld został wymyślony przed komentarzem Varosta. xD

Brown to moja zasługa, ta jego pierwsza najdłuższa kwestia w sumie jedynie. Bardzo lubię wcielać się w jego postać, te krótkie teksty jego nie moje, ale nadal wedle jego charakteru, także spoko. Postaci z One Piece to ja się nie spodziewałem na Elysium kiedykolwiek. Szkoda, że mając prawie 300 anime na liczniku, nadal nie mam na liście tego dzieła, ale może kiedyś. Same kwestie jego? Mocno prymitywne, dla mnie za mocno, bo Brutal był ciśnięty za to, a to wygląda pod tym względem praktycznie jak dawny Mike, a on bez zmian w charakterze pewnie by przepadł. Ja wiem, że pan pirat ma taki gimmick, że w język gryźć się nie będzie, ale ilość tak pustych wyzwisk, przekleństw, to wcale nie dodaje charakteru i nie pomaga tej postaci. Przekleństwa nie są niczym złym, o ile nie są przesadzone i nie są bez powodu. Nie jesteśmy w erze PG, więc można sobie na to pozwalać, widać to np. bo Brownie, ale właśnie. Jeff to tylko jobber, leszcz do bicia, a od postaci prowadzonej na poważnie potrzeba czegoś ambitniejszego. Tutaj na pewno gimmick został zarysowany spoko, ale średnie to jest i chciałbym zobaczyć coś więcej.

Opis to jakbym czytał jakąś fajną książkę, podoba mi się. Bardzo ładnie napisany jest. Tak dobrze dzięki niemu można wczuć się w to wszystko i nawet poczuć te emocje, jakie są w tym pomieszczeniu. Bardzo fajny myk z tym przyspieszaniem wypowiedzi i budowanie coraz większej frustracji w Tonym. W końcu mamy jakieś większe emocje od niego, ale też nie ma się co mu dziwić. Konkretna ta pierwsza kwestia od lidera, właśnie budowanie emocji i podsumowanie wszystkiego było tutaj kluczowe. Ja właśnie myślałem, czy jak Enzo usłyszy słowo BÓG, to będzie reakcja jakaś, długo czekać nie musiałem, dzięki. xD Swoją drogą Vizzini podający kolejne cygaro Donowi to też fajny smaczek jest. O, ciekawe co jest w tej kopercie, mam nadzieję, że coś innego niż do Butli. Ordynus? Jak ja lubię poznawać nowe słowa w segmentach, dziękuję. Po co mi książki do ubogacenia słownictwa? Feda mam. Bardzo ładnym słownictwem w ogóle operuje ten Enzo. Podobuje mi się to. Kurde, no przeczytałem już cały segment. Mega robota, czułem się jak w dobrej książce lub jakimś mafijnym filmie, super klimat oddany i cała trójka dowozi poziomem. Ta stajnia ma wszystko, by zapisać się w historii e-fedów na AMEN. Każdy z nich prezentuje odpowiedni do tego poziom. Dobra robota. Sporo intrygujących rzeczy tu było.

Maksio zasłużenie wygrywa. Dolnick płakał jak oglądał.

Lord porządnie, dobre wprowadzenie swojego przydupasa, nie zanudzał. Taki przyzwoity poziom po prostu heelowy. Aczkolwiek nadal tu brak jakiegoś lepszego słownictwa, a segment wyżej miałem Enzo Sacrale, który takowym włada miodnie, więc no trzeba trochę się wziąć za to, jak to ma być taki arystokrata. Surfer zaczął spokojnie, ale powoli się rozkręcał. Wypełniono swoje fejsowe zadanie. Docenić można zabawę słowem momentami i punktowanie pewnych spraw. Myślę, że spoko, zbliżony poziom tutaj prezentują. Może nawet lepiej siadł Chris, ale odpowiadał, więc i tak dałbym ich na równi. Ich posty też oceniłem tak samo. Ostatecznie jednak Lord więcej w arkuszu punktów zdobył i to zwyciężył. Kurde, Chris już dwie walki bez wygranej, ale na bank się odkuje.

No proszę. Brutalini przeprasza, a to akurat bardzo spoko z jego strony. Nie wychodzi przez to na jakąś pipkę, wręcz przeciwnie. Ukazuje dzięki temu dużo charakteru i to dobrego. Podoba mi się ten zabieg. Same przeprosiny też są jak najbardziej spoko napisane, z pazurem mimo wszystko i bierze to na klatę jak trzeba. Zaczynamy dobrze. Tyle z przeprosin. xD Taki jednak jest Derek, więc idzie to kupić. Niby pasa nie stracił dzięki temu, ale w sumie... to teraz może nawet nie być przypięty i straci mistrzostwo. Także nie ma się co mu dziwić. Dobrze jest ta kwestia Dereka napisana, w jego stylu, ale rzeczywiście czuć, że jest poirytowany, a nie sobie śmieszkuje z tego. Biedny Paddy, ale beka, że oni to samo jednocześnie powiedzieli. xD Fajny moment. Brutal bardzo ze smakiem odpowiada. Odpowiednia narracja, pokazuje nam tu swoje jajca Mike w tym segmencie, wygląda konkretnie. Bardzo płynnie się to czyta. Halloway to się biedny rozkojarzył i bardziej na tym Paddym skupił. xD Co się dziwić, jak mu przychodzi nagle chłop tutaj i wali jakieś pytania z daną narracją. Dobre zakończenie segmentu, chociaż ta końcówka w stronę Mike'a to jest już napisana w taki wymuszony sposób. Takie odczucia mam. Jednak całość to przyjemna telewizja, nie ma co. Czytało się to lekko i była chemia między nimi. Paddy też tutaj uroku dodał. Jestem zadowolony, udało wam się panowie.

Złoto, Elias biedny, taki wkurwiony musiałby być na niego. XDD Przynajmniej telefon dostał nowy... W DNIU DZISIEJSZYM??? Panowie no.. nie robimy tak.

Widziałem, że nie ja jedyny się pogubiłem w tej pierwszej kwestii Mantela. Fiutkowaty jest bardzo, irytuje on, ale to dobrze. Taki typ, co szuka zaczepki o cokolwiek do kogokolwiek, ale taka jego rola, więc to zaleta. Maxwella odpowiedź mi się podoba, bo jest strasznie ludzka. Jak cała postać Ransoma, ale dobre jest to, że w głębi go to ruszyło i on nie chce eskalować, tylko chce spokoju. No i sam początek też mocny, bardzo fajna metafora. Mantel przeplata w swoim speechu lepsze momenty jak i gorsze, ale na pewno nadal jest tutaj bardzo wkurwiający, co dobrze kontrastuje z Ransomem. Chociaż mimo wszystko nie przekroczył pewnych granic, ale to też jest poważny temat. Ogólnie niezła wypowiedź Mantela, więcej dobrych momentów. Spełnia swoje założenie, bo wierci on w tym umyśle Maksia i odpala go. Ulalal, Maxwell co przeorke tu zrobił. No wyjaśnia totalnie Derricka, tamten zrobił mu podwaliny pod to swoim sukińsyńskim zachowaniem i bardzo dobra robota w wykonaniu ex-Wilgotniaka. Czytając to, sam właśnie myślałem, że takimi tekstami bym cisnął w Derricka. No i kolekcjoner w tym segmencie wypada porządnie, ale jednak Max to jest inny level, kolejny bardzo dobry występ na Elysium w jego wykonaniu.

Brutal zgarnia pin - w arkuszu też najmniej punktów zdobył, więc to logiczne. Derek może być teraz jeszzce bardziej wkurwiony na niego. xD Ogólnie panowie wszyscy dali fajne posty, serio. Przyjemnie się je czytało, ale ostatecznie Leone zasłużenie wygrywa, dzięki temu, jak mocno w każdej rubryce wypadł.

Fajna gala, nie ma co jej porównywać do 4, bo to totalnie bez sensu. Tamto Elysium będzie ciężkie do powtórzenia przez specyfikę tego, jakie wydarzenia się skumulowały w tamtym okresie i że to było przed PPV. 5 nie miała żadnego słabego momentu. Dużo dobrych, niektóre bardzo dobre.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
21.09.2026, 20:45
#7
Aldis/Lopez/Blaze: Podoba mi się ten Aldis pełen konkretów, bez owijania w bawełnę, w przeciwieństwie do innych uczestników tego segmentu, którzy chyba idą na coraz to większe rekordy w długościach tekstu pisanego na galach. I jeden z Was ma czelność mi zwracać uwagę na długość segów XDD. Powiedzmy, że traktuję Cię poważnie i tak też potraktuję ten komentarz w tym fragmencie. Three Stages of Hell? Ja bym to wybrał po drugiej walce, czy ja wiem czy warto dawać taką hardcore, wręcz jedną z ostateczniejszych stypulacji dopiera na ich drugą walkę? Nie powiedziałbym. Widać, że Lopez nie zamierza już pozostawić żadnych wątpliwości po tej walce więc JAKOŚ się to wszystko broni, Jakoś. Wszystko to jest spójne z jego gimmickiem, arogancik który lubi podkreślać swój sukces, umniejsza rywalowi kimkolwiek by on nie był i domaga się rzecz jasna respektu - cały Lopez. Od Blaze'a oczekiwałem tego, że będzie stopniowo wyciągął wnioski z dotychczasowego feudu z Lopezem i w ogóle z Heatwave. Przeprasza Aldisa ale nie rezygnuje z takiej pewności siebie i rzecz jasna - chęci rewanżu.  Wracacie w segu kilka razy do tego samego. A to błąd sędziego, a to rzekoma przewaga Lopeza, a to przekonanie Axela, że jest terminatorem. Ta wymiana zdań mogłaby mieć lepsze tempo, gdyby może i miałą więej kwestii, ale krótszych, kto jak kto - ale Ty Remik lekturując wszystkich dookoła jakbyś był sam profesorem zapasów nie powinieneś popełniać tego samego błędu. W sensie, te docinki Blaze'a są prawie zabawne, ale ta jego wypowiedź i tak jest zajebiście rozbudowana. I przez to momentami tracisz to momentum, w przeciwieństwie do Lopezza przy którym nie mam się do czego doczepić za bardzo. Tym bardziej cieszy mnie wynik ME z Heatwave. Ale tą taśmą to wy mnie zniechęciliście do czytania tej gali w dzień gali, naprawdę - to co piszę teraz to jest sobota wieczór - okropnie się czuję - a po tym jest jeszcze gorzej, idę spać. Lopez jakoś to uratował, nie przynudzał.

Lopez vs. Waters: Lopez potrzebował zwycięstwa dzisiaj jak chyba nigdzie indziej. Ta charakterystyka Kline'a jest nie do podwalenia. Owszem, Crowe jest tutaj że tak powiem główną atrakcją w całym tym plocie, ale o Victorze nie wolno zapominać. Obu ich celem jest rozmontowanie Watersa i tak naprawdę dotarcie do chłopca którego ten próbuje ukryć - pytanie czy im się to opłaci i czy aby na pewno tego chcą xd. Wszystko to buduje taki niepokojący klimat, który ja od początku kupuję, aż to zaniepokojenie chyba mnie zmotywuje do obejrzenia nowego Residenta. To odnalezienie pacjenta wydaje mi się, że będzie miało większy sens za parę tygodni. Co do Watersa to sam fakt, że dzieci go wyśmiewają, a zakonnica traktuje go bez współczucia, wystarcza, by zrozumieć źródło tej jego traumy. Resztę można zostawić naszej wyobraźni i domysłom. Przynajmniej na razie. No przyznaję, że czekałem aż Crowe i Waters się kogoś konkretnie zaczepią - i się doczekałem.

Tatsu/Shadow: Jak on nie będą razem, to nie wierzę w miłość. Yoshi pozostaje przesadnie honorowy i trochę odklejony, a Elias reaguje na niego typowym dla siebie niedowierzaniem i podejrzliwością, no więc ten kontrast między nimi nadal działa, jakby ta formuła się nie wyczerpuje. Z tym telefonem to aż się prosi, żeby zrobić stypulację iPhone on a Pole Match na którymś Elysium, najlepiej w ME xd. Yoshi dobrze wypada jako ktoś, kto szczerze chce wyciągnąć z Eliasa dobro, choć robi to w kompletnie absurdalny sposób, choć troszkę nas już do tego zdążył przyzwyczaić. Humor Eliasa zawsze na propsie i zaczynam się czytając jego segmenty czuć jak ostatni dziaders - a nawet nie mam trzydziestki... W sensie, nie mój język, ale miło posłuchać - w rozmowach z siostrą muszę trochę tego poużywać, a niech się popatrzy jakby starego poebao xD. Segment lekki, ale nie jest pusty - dobrze, że dajemy Eliasowi dość groteskowy sposób, aby zgodził się na współpracę.

Mantel vs. EGDG: Dość szybki rewanż z Heatwave, ale szanuję. Ten awans ma dość odpowiednią wagę, bo to zwycięstwo mimo wyjebki Spazmowatej nie przyszło Mantelowi tak łatwo. W walce są drobne potknięcia językowe takie jak Kociaż (xd bez komentarza, tyle razy to słowo padło czy to w komentarzach, czy to na czatach, że można było sobie przyswoić jak się to pisze), czy Mantel nie końcu jednak. No ja zanim wyślę walkę to sprawdzam takie rzeczy, zwłaszcza że piszemy tylko końcówki. 

Cottonwood: Dobrze, wedle życzenia, nie będę przekraczał komentarzem ilości słów sega xd. Ale czy my potrzebujemy kolejnej komediowej, absurdalnie komediowej wręcz postaci na Elysium? No nie wiem xd. Cottonworld przedstawia się z pełną powagą, jakby wygłaszał groźną deklarację, a tymczasem jego największym skarbem są… gacie. Ja rozumiem humor humorem, że mamy grozę a za chwilę satyrę, ale tyle tego w LPW już jest, że ja naprawdę zaczynam już tym wymiotować jak tęczą xdd. No bo po co to wszystko w sumie? Jaki to ma zamysł teraz przy Cottonwoodzie? Co z niego będzie? xD Mamy tu brak konkretów poza prezentacją gaci i komedią dla komedii. I to jeszcze dwa razy te gacie pokazano ;x Jak nie wąsy to gacie. Teraz w Elim widzę bardziej dziwactwo postaci niż ciekawość, niby na plus, ale na dłuższą metę nie przejdzie mi to za fiksa. Nie widzę tu na razie ciekawej historii.

Brown vs. Xebec: Bardzo mocny debiut Xebeca, zastanwiałem się kto za tym stoi - a jak już zobaczyłem, to przestałem się zastanawiać skąd to. Ale po kolei - Jeff jest chaotyczny, głośny i kompletnie nie przejmuje się tym, że publiczność średnio reaguje, jak zreszta zwykły NPC którym jest. Rocks od początku jest natomiast spokojny, pewny siebie i przede wszystkim nie traktuje Browna jak równorzędnego przeciwnika. Sam squash jest moim zdaniem tu potrzebny. Nie ma sensu przy debiucie budować Xebeca przez piętnaście minut wyrównanej walki, skoro cały segment chce sprzedać go jako potężnego nowego zawodnika. Podoba mi się jak on otwarcie odrzuca potrzebę aprobaty i mówi, że szacunek zamierza sobie wywalczyć siłą. Levski tylko uważaj, żebyś nie zmieszał charakteru Fenrira z Xebecem bo widzę że idziesz w podobny vibe jednym i drugim. Przynajminej takie są moje odczucia. Ja wiem, że gimmicki z goła inne, ale po charakterze widać że ten sam właściciel ich prowadzi. I to od razu. Brown świetnie się tu sprawdził jako mięso armatnie - został przez niego potraktowany jak pionek. Najważniejsze, że po tym wszystkim wiem kim jest Rocks Xebec, chcę go więcej. Choć ten debiut bardzo podobny do Fenrira - obym widział więcej różnic między nimi poza tym, że mają inny gimmick.

Outfit: Są i oni - nie boję się tego powiedzieć. Najmocniejszy punkt Elysium, jak nie całego LPW. I szczerze? Leone nakrywa czapką Blaze'a. Ciekaw jestem Remuald jakbyś sobie poradził z Lopezem jako Leone - prędzej czy później się to wydarzy. Obleciałem trochę przy Blaze'ie, ale tutaj ewidentnie nadrobiłeś i o wiele bardziej mi się podoba ta postać, jak pewnie wielu innym. Dlaczego? Bardzo naturalnie rozwijane jest Outfit, nie jest nic na siłę, to jest jebany samograj. Największą zaletą jest to, że każdy z członków rodziny ma tu własną rolę i osobowość. Leone jest fe-no-me-nal-ny i nie mam całkowicie problemu z tym, aby dostawać od niego co 2 tygodnie oklep. Zaczyna od kontrolowanego oburzenia, stopniowo daje się ponieść emocjom, po czym błyskawicznie wraca do chłodnej kalkulacji.  Końcowa groźba jest mocna i niepokojąca (nadużywam tego słowa, przy Crowe pisałem to samo xdd, ale tak jest), a jednocześnie podkreśla, że Tony nie zamierza jeszcze otwarcie eskalować konfliktu, o tym pisałem - naturalność. Vizzini to taki głos rozsądku co pasuje do roli doradcy. Nie wdaje się w emocjonalne roztrząsanie sytuacji, tylko proponuje, by przeciwnicy skupili się na zakazie obecności przy ringu i nie dostrzegli właściwego planu. Leone to wiadomo, ale Sacrale jest takim cichym bohaterem tego sega. Jego narastająca irytacja i obawa, że przeciwnicy nie okazują im należytego strachu, dobrze pokazują jego bardziej emocjonalną stronę. Nie chodzi mu wyłącznie o samą walkę, lecz o to, że The Outfit może tracić kontrolę nad otoczeniem. Tony, który próbuje go uspokoić i odwołuje się do ich planu, wypada przy nim jak prawdziwy przywódca - i o to chodzi. Na wszystko jest miejsce, na wszystko jest czas. Powtarzam - Outfit to najmocniejszy punkt LPW od czasów naszego istnienia. I o ile uważam, że bez sensu jest na fedach ostatnio rywalizować bo i tak któregoś dnia wjedzie jakiś Jakub, Ryse, Remik czy inny Panter z postacią, która rozjebie konkurencję na rynku - tak miło się to wszystko czyta i jest to przy tym mega zajebiste xd. Nie byłbym soba jakbym się do długości nie przyczepił, ale tutaj mnie to aż tak nie gryzie. Może ten opis przed kwestiami jest też zbyt bardzo szczegółowy, nie wszystko było tu potrzebne do sprzedania takiego samego klimatu, ale też do przeżycia. I jak już chcemy być tacy zajebiście poprawni językowo i zwracać uwagę do językowości innych, to się sami pilnujmy xdd bo nie sądzę, żeby tą coraz większą ochotę było poprawne - tę ochotę powinno być. Tak tylko mówię hihi. 

Ransom vs. ZSJ: Najważniejsze, że przez cały fragment widać konkretną historię: Sabre pracuje nad ręką Ransoma, próbuje kolejnych sposobów na złamanie jego oporu, a Maxwell za każdym razem znajduje odpowiedź. W pewnym momencie znalazł ją na tyle trafną, że zakończył walkę dość stanowczo. Dobry sposób na wprowadzenie Ransoma obok Mantela do EC Matchu, robi się coraz solidniejsze grono. A co do Zacka to chyba wszystko zostało już napisane. Nie mogę się doczekać na zemstę Brutala.

LS vs. Finnegan: Relacja Lorda i Roba chyba robi tu największą robotę, jak zresztą od kilku tygodni w ich programie. Rob próbuje się postawić, ale Sebastien natychmiast go ucina, a Alistair dodatkowo pokazuje, że za Lordem stoi ktoś, kto w razie potrzeby wkroczy. Fajne jest też to, że Rob nie staje się nagle bezwolnym idiotą, bo jego dezaprobata przy podawaniu Margaux pokazuje, że nadal ma własny charakter i nie jest zachwycony tym układem - co jest na duży plus bo jednak dalej jest tam gdzieś ten stary McŁowicz który prędzej czy później przypomni o sobie, na to w sumie wielu z nas czeka xdd. Finnegan wchodzi jako ktoś, kto podważa narrację Sebastiena, a przy okazji próbuje przemówić Robowi do rozsądku, więc jest ten dobry argument przeciwko LS zachowany. Sama walka to logiczny ciąg wydarzeń, storyline'owo to się wszystko tak trzyma kupy, że aż nie mam co o tym napisać i do czego się przyczepić, kolejne świetne story na Elysium jest tu robione. I myślę że osobna linijka należy się też Alistairowi. Widać, że jest kimś więcej niż tylko gościem stojącym obok Lorda. I właśnie dzięki temu jego zapowiadana historia jako wieloletniego kamerdynera, trenera, czy innego jakiegoś conseillera zaczyna mieć sens. Lord wychodzi z sega jako jeszcze większy buc, Rob dostaje konflikt wewnętrzny, Alistair zostaje przedstawiony jako realna część jego dworu, a Finnegan dostaje sensowny powód do walki. Kluczowe jest to, że zwycięstwo Lorda nie zamyka historii, tylko ją rozwija, a to jest sztuka w czystej postaci, a nie sztuka dla sztuki.

Brutal/Halloway/Paddy: W sumie to obiecałem sobie, że o Brutalu już ani słowa w swoich segach nie będę pisał, bo po co mam to w sumie oceniać? Niech lud oceni, zbiera on coraz lepsze recenzje z czego jestem bardzo zadowolony choć nie tylko moja w tym zasługa. Halloway to jednak zawsze będzie ten Halloway. Nie przyjmuje przeprosin, tylko natychmiast buduje własną teorię o Leone i sprzedawczyku. To jest fajne, bo konflikt nie zostaje rozwiązany jednym segmentem. Ba, ten konflikt nawet na dobre się nie rozpoczął. Derek ma konkretny powód, żeby być wściekłym, a jednocześnie jego paranoiczne interpretowanie wszystkiego jest nadal obecne. Nawet w Paddym doszukuje się drugiego dna. Z Derekiem jednak byłbym na tyle ostrożny, że przestałbym już dopisywać do wszystkiego teorię spiskową, bo jak przy Otundze taka gadka prawnicza zaczęła już być dla mnie takim hmm.... Niby oczywistością, ale już się zaczynało to przejadać po jakimś czasie - tak przy Dereku też któregoś dnia może się to przejeść. Na razie proporcje są dobre i niech tak pozostanie, bo nie chciałbym następnym razem Hallowaya mieć za skrajnego paranoika. 

Outfit vs. Shadow & Tatsu: I wejście przeciwników Outfit i sam squash to wszystko tak pasuje do tej stajni, że naprawdę nie wiem co tu napisać. Walkę pisałem ja, jest to moja pierwsza walka po dłuuuugiej absencji bookingowej (choć wcześniej napisałem już walkę na Colo, ale niech będzie że ta jest pierwsza xdd). Dominacji Outfit ciąg dalszy, ale chyba nikogo to nie powinno dziwić, ot co, walka dla sportu. Zdecydowanie dobra telewizja, ciekawie by to wyglądało. EliasBro03 nawet nie wie ile contentu dostarcza jego postać po jego pipe bombie, a szkoda. Śmiem twierdzić, że ta postać bardziej skorzystała na jego odejściu, niż jakby Elias nadal tu był xDD

Mantel/Ransom: Mantel wypada świetnie jako protekcjonalny manipulator. Nie chce od razu bójki, tylko celowo naciska Ransoma, podważa jego wartość i próbuje wejść mu do głowy. Najlepsze jest zakończenie, gdzie Maxwell odchodzi wyraźnie przebodźcowany, a Derrick się uśmiecha. Widać, że dokładnie o taką reakcję mu chodziło. Kto by pomyślał, że to Mantel będzie tym który będzie próbował tutaj namieszać w głowie? Ransom z kolei dobrze odpowiada, bo nie przyjmuje narracji Mantela. Na pewno na plus jest to, że ten się nie rzuca na niego, tylko odchodzi po swojej hm... tyradzie xd. Mantel troszkę za długo jakby to tak podsumować, ale do przeżycia. 

LPW Eternal Championship Match - Halloway © vs. Dickinson vs. Brutal vs. Leone: A rozpiszę się tu co nieco, bo czemu nie? Zawsze w takich walkach trzeba doceniać (to jest niby podstawa, ale widywałem już takie wtopy) że każdy z zawodników pokazał i dodał w tej walce coś od siebie. Dobra, ale co do decyzji bookingowej bo nie ma sensu rozpisywać się o walce samej - jakby była źle napisana to jeszcze byłby sens xdd Ale nie jest. Leone jako mistrz Eternal to zajebista bookingowo decyzja i cieszę się że ShowOff jako ZSJ zrezygnował, bo zapewne mielibyśmy na Heatwave po prostu udaną obronę Hallowaya, skoro Derek poradził sobie z Zackiem już na Ascencion. Najważniejsze, że Tony zdobywa pas w sposób, który nie zabija pozostałych historii. Przypina Brutala, więc zostaje nowym mistrzem, ale Halloway nie zostaje przypięty i może mieć pretensje, że stracił tytuł w chaosie. Brutal natomiast dostaje naturalny powód do wściekłości na Leone. Edgar również może wrócić do historii po tym, jak był o krok od przypięcia Hallowaya. Outfit faktycznie zaczyna już coś osiągać jako stajnia, już nie gadają o tym jacy oni będą potężni. Oni są potężni - w sumie już byli od momentu debiutu ale to kwestia interpretacji pewnych rzeczy - Tony i nie tylko bo całe Outfit zdecydowanie wejdą teraz na wyższy poziom - tak samo zresztą jak pas Eternal. Jedyny znak zapytania to Edgar, bo po walce jego historia jest najmniej oczywista. Warto szybko dać mu jakiś dalszy kierunek. I przede wszystkim - nie róbmy od razu Halloway - Leone II. Nie wiem jak to rozwiążecie, ale nie szedłbym od razu w ten rewanż, wiadomo. Elysium będzie się teraz w dużej części opierało na Ruchu Opozycyjnym kontra Outfit (ktoś to fajnie nazwał tych przeciwników Outfit i w sumie mnie to pasuje xdd). Może pasowałoby wymyślić trio Edgar Brutal i Halloway jakąś nazwę?

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Michał
Zawodowiec
21.09.2026, 20:45 #7
Aldis/Lopez/Blaze: Podoba mi się ten Aldis pełen konkretów, bez owijania w bawełnę, w przeciwieństwie do innych uczestników tego segmentu, którzy chyba idą na coraz to większe rekordy w długościach tekstu pisanego na galach. I jeden z Was ma czelność mi zwracać uwagę na długość segów XDD. Powiedzmy, że traktuję Cię poważnie i tak też potraktuję ten komentarz w tym fragmencie. Three Stages of Hell? Ja bym to wybrał po drugiej walce, czy ja wiem czy warto dawać taką hardcore, wręcz jedną z ostateczniejszych stypulacji dopiera na ich drugą walkę? Nie powiedziałbym. Widać, że Lopez nie zamierza już pozostawić żadnych wątpliwości po tej walce więc JAKOŚ się to wszystko broni, Jakoś. Wszystko to jest spójne z jego gimmickiem, arogancik który lubi podkreślać swój sukces, umniejsza rywalowi kimkolwiek by on nie był i domaga się rzecz jasna respektu - cały Lopez. Od Blaze'a oczekiwałem tego, że będzie stopniowo wyciągął wnioski z dotychczasowego feudu z Lopezem i w ogóle z Heatwave. Przeprasza Aldisa ale nie rezygnuje z takiej pewności siebie i rzecz jasna - chęci rewanżu.  Wracacie w segu kilka razy do tego samego. A to błąd sędziego, a to rzekoma przewaga Lopeza, a to przekonanie Axela, że jest terminatorem. Ta wymiana zdań mogłaby mieć lepsze tempo, gdyby może i miałą więej kwestii, ale krótszych, kto jak kto - ale Ty Remik lekturując wszystkich dookoła jakbyś był sam profesorem zapasów nie powinieneś popełniać tego samego błędu. W sensie, te docinki Blaze'a są prawie zabawne, ale ta jego wypowiedź i tak jest zajebiście rozbudowana. I przez to momentami tracisz to momentum, w przeciwieństwie do Lopezza przy którym nie mam się do czego doczepić za bardzo. Tym bardziej cieszy mnie wynik ME z Heatwave. Ale tą taśmą to wy mnie zniechęciliście do czytania tej gali w dzień gali, naprawdę - to co piszę teraz to jest sobota wieczór - okropnie się czuję - a po tym jest jeszcze gorzej, idę spać. Lopez jakoś to uratował, nie przynudzał.

Lopez vs. Waters: Lopez potrzebował zwycięstwa dzisiaj jak chyba nigdzie indziej. Ta charakterystyka Kline'a jest nie do podwalenia. Owszem, Crowe jest tutaj że tak powiem główną atrakcją w całym tym plocie, ale o Victorze nie wolno zapominać. Obu ich celem jest rozmontowanie Watersa i tak naprawdę dotarcie do chłopca którego ten próbuje ukryć - pytanie czy im się to opłaci i czy aby na pewno tego chcą xd. Wszystko to buduje taki niepokojący klimat, który ja od początku kupuję, aż to zaniepokojenie chyba mnie zmotywuje do obejrzenia nowego Residenta. To odnalezienie pacjenta wydaje mi się, że będzie miało większy sens za parę tygodni. Co do Watersa to sam fakt, że dzieci go wyśmiewają, a zakonnica traktuje go bez współczucia, wystarcza, by zrozumieć źródło tej jego traumy. Resztę można zostawić naszej wyobraźni i domysłom. Przynajmniej na razie. No przyznaję, że czekałem aż Crowe i Waters się kogoś konkretnie zaczepią - i się doczekałem.

Tatsu/Shadow: Jak on nie będą razem, to nie wierzę w miłość. Yoshi pozostaje przesadnie honorowy i trochę odklejony, a Elias reaguje na niego typowym dla siebie niedowierzaniem i podejrzliwością, no więc ten kontrast między nimi nadal działa, jakby ta formuła się nie wyczerpuje. Z tym telefonem to aż się prosi, żeby zrobić stypulację iPhone on a Pole Match na którymś Elysium, najlepiej w ME xd. Yoshi dobrze wypada jako ktoś, kto szczerze chce wyciągnąć z Eliasa dobro, choć robi to w kompletnie absurdalny sposób, choć troszkę nas już do tego zdążył przyzwyczaić. Humor Eliasa zawsze na propsie i zaczynam się czytając jego segmenty czuć jak ostatni dziaders - a nawet nie mam trzydziestki... W sensie, nie mój język, ale miło posłuchać - w rozmowach z siostrą muszę trochę tego poużywać, a niech się popatrzy jakby starego poebao xD. Segment lekki, ale nie jest pusty - dobrze, że dajemy Eliasowi dość groteskowy sposób, aby zgodził się na współpracę.

Mantel vs. EGDG: Dość szybki rewanż z Heatwave, ale szanuję. Ten awans ma dość odpowiednią wagę, bo to zwycięstwo mimo wyjebki Spazmowatej nie przyszło Mantelowi tak łatwo. W walce są drobne potknięcia językowe takie jak Kociaż (xd bez komentarza, tyle razy to słowo padło czy to w komentarzach, czy to na czatach, że można było sobie przyswoić jak się to pisze), czy Mantel nie końcu jednak. No ja zanim wyślę walkę to sprawdzam takie rzeczy, zwłaszcza że piszemy tylko końcówki. 

Cottonwood: Dobrze, wedle życzenia, nie będę przekraczał komentarzem ilości słów sega xd. Ale czy my potrzebujemy kolejnej komediowej, absurdalnie komediowej wręcz postaci na Elysium? No nie wiem xd. Cottonworld przedstawia się z pełną powagą, jakby wygłaszał groźną deklarację, a tymczasem jego największym skarbem są… gacie. Ja rozumiem humor humorem, że mamy grozę a za chwilę satyrę, ale tyle tego w LPW już jest, że ja naprawdę zaczynam już tym wymiotować jak tęczą xdd. No bo po co to wszystko w sumie? Jaki to ma zamysł teraz przy Cottonwoodzie? Co z niego będzie? xD Mamy tu brak konkretów poza prezentacją gaci i komedią dla komedii. I to jeszcze dwa razy te gacie pokazano ;x Jak nie wąsy to gacie. Teraz w Elim widzę bardziej dziwactwo postaci niż ciekawość, niby na plus, ale na dłuższą metę nie przejdzie mi to za fiksa. Nie widzę tu na razie ciekawej historii.

Brown vs. Xebec: Bardzo mocny debiut Xebeca, zastanwiałem się kto za tym stoi - a jak już zobaczyłem, to przestałem się zastanawiać skąd to. Ale po kolei - Jeff jest chaotyczny, głośny i kompletnie nie przejmuje się tym, że publiczność średnio reaguje, jak zreszta zwykły NPC którym jest. Rocks od początku jest natomiast spokojny, pewny siebie i przede wszystkim nie traktuje Browna jak równorzędnego przeciwnika. Sam squash jest moim zdaniem tu potrzebny. Nie ma sensu przy debiucie budować Xebeca przez piętnaście minut wyrównanej walki, skoro cały segment chce sprzedać go jako potężnego nowego zawodnika. Podoba mi się jak on otwarcie odrzuca potrzebę aprobaty i mówi, że szacunek zamierza sobie wywalczyć siłą. Levski tylko uważaj, żebyś nie zmieszał charakteru Fenrira z Xebecem bo widzę że idziesz w podobny vibe jednym i drugim. Przynajminej takie są moje odczucia. Ja wiem, że gimmicki z goła inne, ale po charakterze widać że ten sam właściciel ich prowadzi. I to od razu. Brown świetnie się tu sprawdził jako mięso armatnie - został przez niego potraktowany jak pionek. Najważniejsze, że po tym wszystkim wiem kim jest Rocks Xebec, chcę go więcej. Choć ten debiut bardzo podobny do Fenrira - obym widział więcej różnic między nimi poza tym, że mają inny gimmick.

Outfit: Są i oni - nie boję się tego powiedzieć. Najmocniejszy punkt Elysium, jak nie całego LPW. I szczerze? Leone nakrywa czapką Blaze'a. Ciekaw jestem Remuald jakbyś sobie poradził z Lopezem jako Leone - prędzej czy później się to wydarzy. Obleciałem trochę przy Blaze'ie, ale tutaj ewidentnie nadrobiłeś i o wiele bardziej mi się podoba ta postać, jak pewnie wielu innym. Dlaczego? Bardzo naturalnie rozwijane jest Outfit, nie jest nic na siłę, to jest jebany samograj. Największą zaletą jest to, że każdy z członków rodziny ma tu własną rolę i osobowość. Leone jest fe-no-me-nal-ny i nie mam całkowicie problemu z tym, aby dostawać od niego co 2 tygodnie oklep. Zaczyna od kontrolowanego oburzenia, stopniowo daje się ponieść emocjom, po czym błyskawicznie wraca do chłodnej kalkulacji.  Końcowa groźba jest mocna i niepokojąca (nadużywam tego słowa, przy Crowe pisałem to samo xdd, ale tak jest), a jednocześnie podkreśla, że Tony nie zamierza jeszcze otwarcie eskalować konfliktu, o tym pisałem - naturalność. Vizzini to taki głos rozsądku co pasuje do roli doradcy. Nie wdaje się w emocjonalne roztrząsanie sytuacji, tylko proponuje, by przeciwnicy skupili się na zakazie obecności przy ringu i nie dostrzegli właściwego planu. Leone to wiadomo, ale Sacrale jest takim cichym bohaterem tego sega. Jego narastająca irytacja i obawa, że przeciwnicy nie okazują im należytego strachu, dobrze pokazują jego bardziej emocjonalną stronę. Nie chodzi mu wyłącznie o samą walkę, lecz o to, że The Outfit może tracić kontrolę nad otoczeniem. Tony, który próbuje go uspokoić i odwołuje się do ich planu, wypada przy nim jak prawdziwy przywódca - i o to chodzi. Na wszystko jest miejsce, na wszystko jest czas. Powtarzam - Outfit to najmocniejszy punkt LPW od czasów naszego istnienia. I o ile uważam, że bez sensu jest na fedach ostatnio rywalizować bo i tak któregoś dnia wjedzie jakiś Jakub, Ryse, Remik czy inny Panter z postacią, która rozjebie konkurencję na rynku - tak miło się to wszystko czyta i jest to przy tym mega zajebiste xd. Nie byłbym soba jakbym się do długości nie przyczepił, ale tutaj mnie to aż tak nie gryzie. Może ten opis przed kwestiami jest też zbyt bardzo szczegółowy, nie wszystko było tu potrzebne do sprzedania takiego samego klimatu, ale też do przeżycia. I jak już chcemy być tacy zajebiście poprawni językowo i zwracać uwagę do językowości innych, to się sami pilnujmy xdd bo nie sądzę, żeby tą coraz większą ochotę było poprawne - tę ochotę powinno być. Tak tylko mówię hihi. 

Ransom vs. ZSJ: Najważniejsze, że przez cały fragment widać konkretną historię: Sabre pracuje nad ręką Ransoma, próbuje kolejnych sposobów na złamanie jego oporu, a Maxwell za każdym razem znajduje odpowiedź. W pewnym momencie znalazł ją na tyle trafną, że zakończył walkę dość stanowczo. Dobry sposób na wprowadzenie Ransoma obok Mantela do EC Matchu, robi się coraz solidniejsze grono. A co do Zacka to chyba wszystko zostało już napisane. Nie mogę się doczekać na zemstę Brutala.

LS vs. Finnegan: Relacja Lorda i Roba chyba robi tu największą robotę, jak zresztą od kilku tygodni w ich programie. Rob próbuje się postawić, ale Sebastien natychmiast go ucina, a Alistair dodatkowo pokazuje, że za Lordem stoi ktoś, kto w razie potrzeby wkroczy. Fajne jest też to, że Rob nie staje się nagle bezwolnym idiotą, bo jego dezaprobata przy podawaniu Margaux pokazuje, że nadal ma własny charakter i nie jest zachwycony tym układem - co jest na duży plus bo jednak dalej jest tam gdzieś ten stary McŁowicz który prędzej czy później przypomni o sobie, na to w sumie wielu z nas czeka xdd. Finnegan wchodzi jako ktoś, kto podważa narrację Sebastiena, a przy okazji próbuje przemówić Robowi do rozsądku, więc jest ten dobry argument przeciwko LS zachowany. Sama walka to logiczny ciąg wydarzeń, storyline'owo to się wszystko tak trzyma kupy, że aż nie mam co o tym napisać i do czego się przyczepić, kolejne świetne story na Elysium jest tu robione. I myślę że osobna linijka należy się też Alistairowi. Widać, że jest kimś więcej niż tylko gościem stojącym obok Lorda. I właśnie dzięki temu jego zapowiadana historia jako wieloletniego kamerdynera, trenera, czy innego jakiegoś conseillera zaczyna mieć sens. Lord wychodzi z sega jako jeszcze większy buc, Rob dostaje konflikt wewnętrzny, Alistair zostaje przedstawiony jako realna część jego dworu, a Finnegan dostaje sensowny powód do walki. Kluczowe jest to, że zwycięstwo Lorda nie zamyka historii, tylko ją rozwija, a to jest sztuka w czystej postaci, a nie sztuka dla sztuki.

Brutal/Halloway/Paddy: W sumie to obiecałem sobie, że o Brutalu już ani słowa w swoich segach nie będę pisał, bo po co mam to w sumie oceniać? Niech lud oceni, zbiera on coraz lepsze recenzje z czego jestem bardzo zadowolony choć nie tylko moja w tym zasługa. Halloway to jednak zawsze będzie ten Halloway. Nie przyjmuje przeprosin, tylko natychmiast buduje własną teorię o Leone i sprzedawczyku. To jest fajne, bo konflikt nie zostaje rozwiązany jednym segmentem. Ba, ten konflikt nawet na dobre się nie rozpoczął. Derek ma konkretny powód, żeby być wściekłym, a jednocześnie jego paranoiczne interpretowanie wszystkiego jest nadal obecne. Nawet w Paddym doszukuje się drugiego dna. Z Derekiem jednak byłbym na tyle ostrożny, że przestałbym już dopisywać do wszystkiego teorię spiskową, bo jak przy Otundze taka gadka prawnicza zaczęła już być dla mnie takim hmm.... Niby oczywistością, ale już się zaczynało to przejadać po jakimś czasie - tak przy Dereku też któregoś dnia może się to przejeść. Na razie proporcje są dobre i niech tak pozostanie, bo nie chciałbym następnym razem Hallowaya mieć za skrajnego paranoika. 

Outfit vs. Shadow & Tatsu: I wejście przeciwników Outfit i sam squash to wszystko tak pasuje do tej stajni, że naprawdę nie wiem co tu napisać. Walkę pisałem ja, jest to moja pierwsza walka po dłuuuugiej absencji bookingowej (choć wcześniej napisałem już walkę na Colo, ale niech będzie że ta jest pierwsza xdd). Dominacji Outfit ciąg dalszy, ale chyba nikogo to nie powinno dziwić, ot co, walka dla sportu. Zdecydowanie dobra telewizja, ciekawie by to wyglądało. EliasBro03 nawet nie wie ile contentu dostarcza jego postać po jego pipe bombie, a szkoda. Śmiem twierdzić, że ta postać bardziej skorzystała na jego odejściu, niż jakby Elias nadal tu był xDD

Mantel/Ransom: Mantel wypada świetnie jako protekcjonalny manipulator. Nie chce od razu bójki, tylko celowo naciska Ransoma, podważa jego wartość i próbuje wejść mu do głowy. Najlepsze jest zakończenie, gdzie Maxwell odchodzi wyraźnie przebodźcowany, a Derrick się uśmiecha. Widać, że dokładnie o taką reakcję mu chodziło. Kto by pomyślał, że to Mantel będzie tym który będzie próbował tutaj namieszać w głowie? Ransom z kolei dobrze odpowiada, bo nie przyjmuje narracji Mantela. Na pewno na plus jest to, że ten się nie rzuca na niego, tylko odchodzi po swojej hm... tyradzie xd. Mantel troszkę za długo jakby to tak podsumować, ale do przeżycia. 

LPW Eternal Championship Match - Halloway © vs. Dickinson vs. Brutal vs. Leone: A rozpiszę się tu co nieco, bo czemu nie? Zawsze w takich walkach trzeba doceniać (to jest niby podstawa, ale widywałem już takie wtopy) że każdy z zawodników pokazał i dodał w tej walce coś od siebie. Dobra, ale co do decyzji bookingowej bo nie ma sensu rozpisywać się o walce samej - jakby była źle napisana to jeszcze byłby sens xdd Ale nie jest. Leone jako mistrz Eternal to zajebista bookingowo decyzja i cieszę się że ShowOff jako ZSJ zrezygnował, bo zapewne mielibyśmy na Heatwave po prostu udaną obronę Hallowaya, skoro Derek poradził sobie z Zackiem już na Ascencion. Najważniejsze, że Tony zdobywa pas w sposób, który nie zabija pozostałych historii. Przypina Brutala, więc zostaje nowym mistrzem, ale Halloway nie zostaje przypięty i może mieć pretensje, że stracił tytuł w chaosie. Brutal natomiast dostaje naturalny powód do wściekłości na Leone. Edgar również może wrócić do historii po tym, jak był o krok od przypięcia Hallowaya. Outfit faktycznie zaczyna już coś osiągać jako stajnia, już nie gadają o tym jacy oni będą potężni. Oni są potężni - w sumie już byli od momentu debiutu ale to kwestia interpretacji pewnych rzeczy - Tony i nie tylko bo całe Outfit zdecydowanie wejdą teraz na wyższy poziom - tak samo zresztą jak pas Eternal. Jedyny znak zapytania to Edgar, bo po walce jego historia jest najmniej oczywista. Warto szybko dać mu jakiś dalszy kierunek. I przede wszystkim - nie róbmy od razu Halloway - Leone II. Nie wiem jak to rozwiążecie, ale nie szedłbym od razu w ten rewanż, wiadomo. Elysium będzie się teraz w dużej części opierało na Ruchu Opozycyjnym kontra Outfit (ktoś to fajnie nazwał tych przeciwników Outfit i w sumie mnie to pasuje xdd). Może pasowałoby wymyślić trio Edgar Brutal i Halloway jakąś nazwę?

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
22.09.2026, 15:54
#8
Opener segment: Już myślałem, jak pokazał Aldis walizkę, że dostaniemy klasyczny MITB. Ładne tutaj połączenie, walka EC bardziej pasuje mi do klimatu federacji. Szybka i krótka ta zapowiedź, ale w sumie dobrze. Już u siebie na twitterku przedstawiał szczegóły. Czyli jednak to zakończenie z Heatwave miało swoje znaczenie i widzimy kontynuację pomiędzy tą dwójką. Dobrze, bo fajnie się oglądało tą rywalizację. Ciekawe co dalej wydarzy się pomiędzy tą dwójką, bo ostatnim Elysium wydawało mi się, że rywalizacja jest zamknięta i pozostaje już tylko walka. Three Stages of Hell fajnie się nam zapowiada. Mocno ten Lopez musiał być poobijany w walce, skoro dalej odczuwa trudy po dwóch tygodniach. Lopez wygrał, więc teraz pora na to na co sobie zasłużył - przechwałki i pławienie się w swoim sukcesie. Trochę się zdziwiłem, że Jose gada o braku szacunku ze strony GMa. To, że pokazał po prostu co się wydarzyło nie jest brakiem szacunku. Jeżeli to zakończenie było jakie było to zresztą ta walka pozostaje trochę taka nierozstrzygnięta. Potem wchodzi Axel. Na pewno fajnie, że porażka zadziałała na niego jak taki kubeł zimnej wody i dostrzega błędy popełnione wcześniej. Dobrze, że nie przychodzi i nie ma pretensji do nikogo o pomyłkę z PPV. Zresztą w pewnym sensie można sobie odpuścić temat skoro już masz zaklepany rewanż z mistrzem. Ten przytyk Lopeza z tym, że nie był w stanie go pokonać trochę średni. Wychodzi na to, że Lopez też nie był w stanie go pokonać i rywalizacja cały czas pozostaje nierozstrzygnięta. Dalej też uważa, że Axel nie ma żadnej refleksji i twierdzi, że Axel uważa, że zawsze ma rację. Przecież sam przyszedł już bardziej spokojny, a nie taki podpalony jak ostatnio. I jeszcze do tego zaczął od przeprosin, więc sam przyznał, że popełnił błąd przecież. Dobrze Blaze punktuje Jose, że przecież nie przegrał walki.

Lopez vs. Waters: Walkę pisałem, więc zacznę od jej zakończenia. Dostajemy tutaj film pokazujący ciężkie dzieciństwo Jamesa. Został wprowadzony trochę jak gwiazda do LPW, więc fajnie, że zostało pokazane, że nie zawsze w życiu było kolorowo i chłop ma swoje przejścia emocjonalne. Jose przerywa to wszystko i w swoim stylu wykańcza przeciwnika, nie ważne w jakim stylu. Waters nie ucierpiał tutaj. Raz, że interwencja, a dwa, że zarobił od Lopeza dwa finishery. Ładnie Jamesowi wjeżdżają tutaj na psychę. Zgrywa się to wszystko, najpierw filmik, żeby obnażyć go, a potem dobrze dobrana motywacja. Fajnie wyszedł tutaj duet Kline/Crowe. Czuć było, że Waters podłamany jest tymi wydarzeniami.

Yoshi/Shadow: Jestem ciekaw jak wygląda/brzmi honorowe pukanie do drzwi xD Co to za sprawiedliwość? Rozbiłem ci telefon więc w ramach kary strzelę teraz samobója? xD Przyznam, że sam dałem się wkręcić Yoshiemu tutaj. Hojny strasznie Japoniec, ledwo była premiera IP 18 a ten już go prezentuje gnojkowi. Dziadek-san - ale to pasuje do Eliasa. Bardzo dobrze się spisują chłopaki jako komediowy duet. Człowiek czyta i już od razu chciałby się dowiedzieć co będzie się działo u nich dalej.

Mantel vs. Kociarz: To już chyba definitywne zakończenie rywalizacji tej dwójki? Derrick dobrze wygląda na galach, więc chyba najwyższa pora, żeby dostał coś nowego. A rywalizacja z pozostałymi uczestnikami walki w klatce brzmi dobrze. Stawka też jest całkiem wysoka.

Eli Cottonwood: Eli nie rzucał słów na wiatr i ma przy sobie swoją rodzinę. Cottonworld bardzo ładnie tutaj zostało wplecione xD Krótko, ale fajnie się prezentuje Eli. Chyba już pora powoli na jakiś debiut, bo takie segmenty do ściany mogą po czasie zacząć trochę męczyć.

Jeff Brown vs. Xebec: “Jeff Brown wrócił, dziwiki” - ale mi to do niego pasuje xD Taki udawany gangster, trochę prostak. Jeszcze do tego wjeżdża jakby miał być kimś ważnym, a fani mają na niego trochę wyjebane. Odważnie ten Brown do przeciwnika. Ledwo ściągnął kołnierz, a już będzie kogoś rozpierdalał xD Czyli debiut nowego zawodnika. Na razie nie za dużo pokazał nam Rocks. W walce nic innego nie mogło się zdarzyć. Xebec pozamiatał tutaj gangsterem. Praktycznie nic do powiedzenia nie miał Brown. Dobry debiut, teraz pora może na jakieś poważniejsze wyzwanie. Strasznie pewny siebie ten Xebec. Nie jest źle, póki co ma powody, Jeff został rozłożony jak tylko chciał Rocks. Na razie trochę mało pokazał w tym promie, ale początek jest obiecujący. Przedstawił się i o to chodziło w tym segmencie.

Outfit: No bardzo klimatyczne to wprowadzenie do ich segmentu, ale do tego to już nas zdążyli przyzwyczaić. Fajne nawiązanie na początek do ojca chrzestnego z tą odrzuconą przyjaźnią. Pasuje to do retoryki i motywacji takich ludzi jak Tony. Chociaż wiadomo, że z logicznego punktu widzenia to się nie klei - na samym początku ich atakują, a potem gadają o przyjaźni. Z kolei z pretensjami za interwencję Brutala ma rację. Skoro zakaz dostali jego ludzie to skonfliktowany z nim Brutal też powinien go dostać. Pytanie co teraz z tym zrobi. Raczej ciężko, żeby miał teraz GMowi wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Fajnie pokazane, że kiedy nie wszystko idzie po jego myśli to w końcu powoli zaczyna tracić kontrolę nad sobą. Czuć od niego taki klimat gościa, który uważa, że wszystko mu wolno, bo szefuje mafii. Vizzini chyba jest doradcą Tonego? Albo tak przynajmniej ja zrozumiałem. Chyba doradcy szefa mafii nie mówili do swojego szefa po imieniu? Tylko to mi w sumie nie pasuje w jego wypowiedzi. Potem dobrze się prezentuje jako ten z chłodną głową, jak to na doradcę przystało. Oaza spokoju, no tak, wiadomo xD Ten tekst z trybikami zajechał trochę jakby Tony był poukładany z szefostwem fedki i mógł wymienić Aldisa, kiedy tylko zechce. No tu już chyba jasna zapowiedź od Vincenzo, że wejdą na wojenną ścieżkę z Nickiem. Zapowiada się może jakiś szantaż, tak wnioskuję z jego słów. Pytanie o co może chodzić? Na pewno takie zagrywki bardzo pasują do takich ludzi jak oni. Do Enzo ten sam zarzut co wcześniej do Vincenzo. Skoro Tony jest jego szefem to chyba powinien zwracać się do niego per Don. Podoba mi się na pewno element religijności u Enzo. Zresztą chyba tacy starzy, stereotypowi włoscy mafiozi też byli wierzący. Podchodzili do życia coś na zasadzie, że teraz robię co robię, a po śmierci Bóg mnie oceni. Tak przynajmniej kojarzę, o kiedyś trochę czytałem o nich. Ewidentnie pokazuje nam się tutaj Enzo jako ten najbardziej narwany, który najchętniej przeszedłby od razu do czynów. Trochę szkoda, że wszyscy pomijają konsekwentnie resztę swoich przeciwników z PPV, a skupiają się tylko na Brutalu. Chociaż z drugiej strony można to zrozumieć, w końcu to on rozpoczął chaos na Heatwave. Tony na końcu to już na grubo wjeżdża. Najpierw nazywa Aldisa przyjacielem, a potem grozi, że jego żona może wypić wrzątek. Fajnie dodaje to grozy i przy okazji niepewności jakie finalnie podejście będzie miał do Aldisa.

ZSJ vs. Ransom: Ładnie pokazany na początku walki Zack jako ten Submission Specialist, który będzie katował kończynę swojego rywala przez całą walkę, ale nie miał szans na wygranie tej walki. Max bardzo dobrze prezentował się w segmentach po swojej zmianie na bardziej poważną postać. Zasłużone miejsce w Golden Laurel.

Lord vs. Finnegan: Chris wchodzi i ładnie punktował Lorda. Ogromny kontrast jest pomiędzy nimi już na poziomie gimmicku i stylu bycia, a on jeszcze dodatkowo to podkreśla porównując ich etykę pracy w ringu. Do tego wszystkiego jeszcze wjechał na psychę Robowi, któremu z pewnością nie podoba się fakt usługiwaniu Lordowi. Dobrze wypadł Chris w tym segmencie. Walka została zdecydowanie zdominowana przez to co działo się obok ringu i próbę zmuszenia Roba do pomocy Lordowi. Końcówka nie ujmuje Chrisowi. Przegrał dwie walki z rzędu, ale najpierw z późniejszym głównym mistrzem, a teraz z Lordem po interwencjach i nielegalnych przedmiotach.

Brutal/Halloway/Paddy: Zrypałem, pierdzielenia? Znająć Brutala i to jak wypowiadał się w przeszłości to wygląda to jakby miał swój dzień bez słowa na K. Dobrze się tutaj Mike pokazuje. Dał się ponieść emocjom, ale z perspektywy czasu umie dostrzec, że to było błędem, i co ważniejsze, przeprosić za swoje błędy. Dlaczego Leone miałby go kupić? Przecież w trójkę będą dzisiaj w walce przeciwko sobie. W sensie, ja rozumiem, pasuje to do gimmicku Derecka - wietrzenie wszędzie spisku. Ale tak z logicznego punktu widzenia nie ma to najmniejszego sensu. Ta zdrada w stosunku do Edgara też przesadzona. Może Brutal odjebał głupotę w walce, ale w dobrej wierze. Ooo, Paddy jeszcze się pojawia. Może uda mu się trochę rozładować emocje pomiędzy tą dwójką jakimś streszczeniem. Dobra, w pewnym sensie się ze sobą zgadzają wyganiając Jacksona. Brutal sam siebie dissuje na początku xD W sumie ma trochę racji, jest zbyt nieprzewidywalny, żeby ktoś zechciałby go wynająć. Bardzo dobrze wypada Brutal z tym, że przeprasza za błędy, ale nie będzie się płaszczył i prosił o wybaczenie Derecka. Zrobił to co uważał za słuszne, a to już sprawa Halloway`a co on z tym zrobi. A ten dalej z kupowanie ludźmi przez Leone. Zaraz wszyscy zostaną przez niego wykupieni, żeby tylko zaszkodzić Dereckowi xD Ładnie na końcu podsumował Brutala. Szybko się odpala, o czym też zresztą jest świadomy.

Outfit vs. Yoshi & Shadow: No, rzeczywiście Tatsu miał rację, że nie będą walczyć z żadnymi kozakami dzisiaj. Na miejscu Shadowa miałby mu za złe za wjebanie mnie w takie coś. Można było trochę bardziej rozpisać to wejście Outfit do ringu. Trochę dziwnie, że Japoniec i Gnojek dostali rozbudowane wejście, a makaroniarze po prostu wchodzą i tyle. No szybie złomowanie mieliśmy tutaj w tej walce. Ale w sumie inaczej nie mogło być skoro mamy taką różnicę klas między drużynami. Swoją drogą biorąc pod uwagę segment Outfit z wcześniej części gali można by wywnioskować, że przydzielenie im takich słabych przeciwników też mogłoby być odebrane jako brak szacunku ze strony Nicka.

Mantel/Ransom: Naturalne spotkanie. Obaj zagwarantowali sobie dzisiaj udział w EC, więc teraz pora na małą konfrontację pomiędzy nimi. Trochę dziwna przypierdolka od Mantela, że pokonał Zacka w walce kwalifikacyjnej. On sobie nie wybierał przeciwnika. On po prostu pokonał tego, kogo mu dali. Argument, że Ransom może nie być w stanie stać się dużą gwiazdą ma jakiś sens. Dotychczas był tylko komediowym gościem, więc jeszcze nie został zweryfikowany na tym poziomie. Derrick z drugiej strony też jest świeżą postacią i też nie można mówić o takiej weryfikacji. Dobrze mu Ransom odpowiedział. Szybka odbitka o ocenianiu zawodnika bez poznania go, a potem to w sumie już go olał. Druga wypowiedź Derricka lepsza od pierwszej. Jaśniej wyklarował swoją motywację do walki z Ransomem niż w pierwszej wypowiedzi. Max bardzo dobrze odbił piłkę o atencji w jego kierunku. Derrick wypadł trochę na hipokrytę. Ciekawie zapowiada się walka pomiędzy tą dwójką na następnym Elysium.

Main Event: Bardzo szybkie tempo walki, ale tego można było się w sumie spodziewać po walce wieloosobowej. Spodziewałem się też tutaj raczej interwencji reszty Outfit, ale w sumie segment z gali trochę to wyjaśnia. Tony potraktowałby to jako brak wiary w jego osobę, a tego nie chcieli. Zakończenie też daje parę możliwości na to co może się wydarzyć w przyszłości. Był zgrzyt między Brutalem, a Dereckiem, więc po tym jak Mike został przypięty to te zgrzyty mogą się tylko pogłębić. Outfit mocno weszło do federacji i teraz udowadnia właśnie swoją rację. Jedynie w przypadku Edgara nie do końca wiadomo co go dalej czeka. Najbardziej pasowałby go teraz chyba wrzucić do walki Golden Laurel.
Odpowiedz
Cytuj
Cavazos
Zawodowiec
22.09.2026, 15:54 #8
Opener segment: Już myślałem, jak pokazał Aldis walizkę, że dostaniemy klasyczny MITB. Ładne tutaj połączenie, walka EC bardziej pasuje mi do klimatu federacji. Szybka i krótka ta zapowiedź, ale w sumie dobrze. Już u siebie na twitterku przedstawiał szczegóły. Czyli jednak to zakończenie z Heatwave miało swoje znaczenie i widzimy kontynuację pomiędzy tą dwójką. Dobrze, bo fajnie się oglądało tą rywalizację. Ciekawe co dalej wydarzy się pomiędzy tą dwójką, bo ostatnim Elysium wydawało mi się, że rywalizacja jest zamknięta i pozostaje już tylko walka. Three Stages of Hell fajnie się nam zapowiada. Mocno ten Lopez musiał być poobijany w walce, skoro dalej odczuwa trudy po dwóch tygodniach. Lopez wygrał, więc teraz pora na to na co sobie zasłużył - przechwałki i pławienie się w swoim sukcesie. Trochę się zdziwiłem, że Jose gada o braku szacunku ze strony GMa. To, że pokazał po prostu co się wydarzyło nie jest brakiem szacunku. Jeżeli to zakończenie było jakie było to zresztą ta walka pozostaje trochę taka nierozstrzygnięta. Potem wchodzi Axel. Na pewno fajnie, że porażka zadziałała na niego jak taki kubeł zimnej wody i dostrzega błędy popełnione wcześniej. Dobrze, że nie przychodzi i nie ma pretensji do nikogo o pomyłkę z PPV. Zresztą w pewnym sensie można sobie odpuścić temat skoro już masz zaklepany rewanż z mistrzem. Ten przytyk Lopeza z tym, że nie był w stanie go pokonać trochę średni. Wychodzi na to, że Lopez też nie był w stanie go pokonać i rywalizacja cały czas pozostaje nierozstrzygnięta. Dalej też uważa, że Axel nie ma żadnej refleksji i twierdzi, że Axel uważa, że zawsze ma rację. Przecież sam przyszedł już bardziej spokojny, a nie taki podpalony jak ostatnio. I jeszcze do tego zaczął od przeprosin, więc sam przyznał, że popełnił błąd przecież. Dobrze Blaze punktuje Jose, że przecież nie przegrał walki.

Lopez vs. Waters: Walkę pisałem, więc zacznę od jej zakończenia. Dostajemy tutaj film pokazujący ciężkie dzieciństwo Jamesa. Został wprowadzony trochę jak gwiazda do LPW, więc fajnie, że zostało pokazane, że nie zawsze w życiu było kolorowo i chłop ma swoje przejścia emocjonalne. Jose przerywa to wszystko i w swoim stylu wykańcza przeciwnika, nie ważne w jakim stylu. Waters nie ucierpiał tutaj. Raz, że interwencja, a dwa, że zarobił od Lopeza dwa finishery. Ładnie Jamesowi wjeżdżają tutaj na psychę. Zgrywa się to wszystko, najpierw filmik, żeby obnażyć go, a potem dobrze dobrana motywacja. Fajnie wyszedł tutaj duet Kline/Crowe. Czuć było, że Waters podłamany jest tymi wydarzeniami.

Yoshi/Shadow: Jestem ciekaw jak wygląda/brzmi honorowe pukanie do drzwi xD Co to za sprawiedliwość? Rozbiłem ci telefon więc w ramach kary strzelę teraz samobója? xD Przyznam, że sam dałem się wkręcić Yoshiemu tutaj. Hojny strasznie Japoniec, ledwo była premiera IP 18 a ten już go prezentuje gnojkowi. Dziadek-san - ale to pasuje do Eliasa. Bardzo dobrze się spisują chłopaki jako komediowy duet. Człowiek czyta i już od razu chciałby się dowiedzieć co będzie się działo u nich dalej.

Mantel vs. Kociarz: To już chyba definitywne zakończenie rywalizacji tej dwójki? Derrick dobrze wygląda na galach, więc chyba najwyższa pora, żeby dostał coś nowego. A rywalizacja z pozostałymi uczestnikami walki w klatce brzmi dobrze. Stawka też jest całkiem wysoka.

Eli Cottonwood: Eli nie rzucał słów na wiatr i ma przy sobie swoją rodzinę. Cottonworld bardzo ładnie tutaj zostało wplecione xD Krótko, ale fajnie się prezentuje Eli. Chyba już pora powoli na jakiś debiut, bo takie segmenty do ściany mogą po czasie zacząć trochę męczyć.

Jeff Brown vs. Xebec: “Jeff Brown wrócił, dziwiki” - ale mi to do niego pasuje xD Taki udawany gangster, trochę prostak. Jeszcze do tego wjeżdża jakby miał być kimś ważnym, a fani mają na niego trochę wyjebane. Odważnie ten Brown do przeciwnika. Ledwo ściągnął kołnierz, a już będzie kogoś rozpierdalał xD Czyli debiut nowego zawodnika. Na razie nie za dużo pokazał nam Rocks. W walce nic innego nie mogło się zdarzyć. Xebec pozamiatał tutaj gangsterem. Praktycznie nic do powiedzenia nie miał Brown. Dobry debiut, teraz pora może na jakieś poważniejsze wyzwanie. Strasznie pewny siebie ten Xebec. Nie jest źle, póki co ma powody, Jeff został rozłożony jak tylko chciał Rocks. Na razie trochę mało pokazał w tym promie, ale początek jest obiecujący. Przedstawił się i o to chodziło w tym segmencie.

Outfit: No bardzo klimatyczne to wprowadzenie do ich segmentu, ale do tego to już nas zdążyli przyzwyczaić. Fajne nawiązanie na początek do ojca chrzestnego z tą odrzuconą przyjaźnią. Pasuje to do retoryki i motywacji takich ludzi jak Tony. Chociaż wiadomo, że z logicznego punktu widzenia to się nie klei - na samym początku ich atakują, a potem gadają o przyjaźni. Z kolei z pretensjami za interwencję Brutala ma rację. Skoro zakaz dostali jego ludzie to skonfliktowany z nim Brutal też powinien go dostać. Pytanie co teraz z tym zrobi. Raczej ciężko, żeby miał teraz GMowi wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Fajnie pokazane, że kiedy nie wszystko idzie po jego myśli to w końcu powoli zaczyna tracić kontrolę nad sobą. Czuć od niego taki klimat gościa, który uważa, że wszystko mu wolno, bo szefuje mafii. Vizzini chyba jest doradcą Tonego? Albo tak przynajmniej ja zrozumiałem. Chyba doradcy szefa mafii nie mówili do swojego szefa po imieniu? Tylko to mi w sumie nie pasuje w jego wypowiedzi. Potem dobrze się prezentuje jako ten z chłodną głową, jak to na doradcę przystało. Oaza spokoju, no tak, wiadomo xD Ten tekst z trybikami zajechał trochę jakby Tony był poukładany z szefostwem fedki i mógł wymienić Aldisa, kiedy tylko zechce. No tu już chyba jasna zapowiedź od Vincenzo, że wejdą na wojenną ścieżkę z Nickiem. Zapowiada się może jakiś szantaż, tak wnioskuję z jego słów. Pytanie o co może chodzić? Na pewno takie zagrywki bardzo pasują do takich ludzi jak oni. Do Enzo ten sam zarzut co wcześniej do Vincenzo. Skoro Tony jest jego szefem to chyba powinien zwracać się do niego per Don. Podoba mi się na pewno element religijności u Enzo. Zresztą chyba tacy starzy, stereotypowi włoscy mafiozi też byli wierzący. Podchodzili do życia coś na zasadzie, że teraz robię co robię, a po śmierci Bóg mnie oceni. Tak przynajmniej kojarzę, o kiedyś trochę czytałem o nich. Ewidentnie pokazuje nam się tutaj Enzo jako ten najbardziej narwany, który najchętniej przeszedłby od razu do czynów. Trochę szkoda, że wszyscy pomijają konsekwentnie resztę swoich przeciwników z PPV, a skupiają się tylko na Brutalu. Chociaż z drugiej strony można to zrozumieć, w końcu to on rozpoczął chaos na Heatwave. Tony na końcu to już na grubo wjeżdża. Najpierw nazywa Aldisa przyjacielem, a potem grozi, że jego żona może wypić wrzątek. Fajnie dodaje to grozy i przy okazji niepewności jakie finalnie podejście będzie miał do Aldisa.

ZSJ vs. Ransom: Ładnie pokazany na początku walki Zack jako ten Submission Specialist, który będzie katował kończynę swojego rywala przez całą walkę, ale nie miał szans na wygranie tej walki. Max bardzo dobrze prezentował się w segmentach po swojej zmianie na bardziej poważną postać. Zasłużone miejsce w Golden Laurel.

Lord vs. Finnegan: Chris wchodzi i ładnie punktował Lorda. Ogromny kontrast jest pomiędzy nimi już na poziomie gimmicku i stylu bycia, a on jeszcze dodatkowo to podkreśla porównując ich etykę pracy w ringu. Do tego wszystkiego jeszcze wjechał na psychę Robowi, któremu z pewnością nie podoba się fakt usługiwaniu Lordowi. Dobrze wypadł Chris w tym segmencie. Walka została zdecydowanie zdominowana przez to co działo się obok ringu i próbę zmuszenia Roba do pomocy Lordowi. Końcówka nie ujmuje Chrisowi. Przegrał dwie walki z rzędu, ale najpierw z późniejszym głównym mistrzem, a teraz z Lordem po interwencjach i nielegalnych przedmiotach.

Brutal/Halloway/Paddy: Zrypałem, pierdzielenia? Znająć Brutala i to jak wypowiadał się w przeszłości to wygląda to jakby miał swój dzień bez słowa na K. Dobrze się tutaj Mike pokazuje. Dał się ponieść emocjom, ale z perspektywy czasu umie dostrzec, że to było błędem, i co ważniejsze, przeprosić za swoje błędy. Dlaczego Leone miałby go kupić? Przecież w trójkę będą dzisiaj w walce przeciwko sobie. W sensie, ja rozumiem, pasuje to do gimmicku Derecka - wietrzenie wszędzie spisku. Ale tak z logicznego punktu widzenia nie ma to najmniejszego sensu. Ta zdrada w stosunku do Edgara też przesadzona. Może Brutal odjebał głupotę w walce, ale w dobrej wierze. Ooo, Paddy jeszcze się pojawia. Może uda mu się trochę rozładować emocje pomiędzy tą dwójką jakimś streszczeniem. Dobra, w pewnym sensie się ze sobą zgadzają wyganiając Jacksona. Brutal sam siebie dissuje na początku xD W sumie ma trochę racji, jest zbyt nieprzewidywalny, żeby ktoś zechciałby go wynająć. Bardzo dobrze wypada Brutal z tym, że przeprasza za błędy, ale nie będzie się płaszczył i prosił o wybaczenie Derecka. Zrobił to co uważał za słuszne, a to już sprawa Halloway`a co on z tym zrobi. A ten dalej z kupowanie ludźmi przez Leone. Zaraz wszyscy zostaną przez niego wykupieni, żeby tylko zaszkodzić Dereckowi xD Ładnie na końcu podsumował Brutala. Szybko się odpala, o czym też zresztą jest świadomy.

Outfit vs. Yoshi & Shadow: No, rzeczywiście Tatsu miał rację, że nie będą walczyć z żadnymi kozakami dzisiaj. Na miejscu Shadowa miałby mu za złe za wjebanie mnie w takie coś. Można było trochę bardziej rozpisać to wejście Outfit do ringu. Trochę dziwnie, że Japoniec i Gnojek dostali rozbudowane wejście, a makaroniarze po prostu wchodzą i tyle. No szybie złomowanie mieliśmy tutaj w tej walce. Ale w sumie inaczej nie mogło być skoro mamy taką różnicę klas między drużynami. Swoją drogą biorąc pod uwagę segment Outfit z wcześniej części gali można by wywnioskować, że przydzielenie im takich słabych przeciwników też mogłoby być odebrane jako brak szacunku ze strony Nicka.

Mantel/Ransom: Naturalne spotkanie. Obaj zagwarantowali sobie dzisiaj udział w EC, więc teraz pora na małą konfrontację pomiędzy nimi. Trochę dziwna przypierdolka od Mantela, że pokonał Zacka w walce kwalifikacyjnej. On sobie nie wybierał przeciwnika. On po prostu pokonał tego, kogo mu dali. Argument, że Ransom może nie być w stanie stać się dużą gwiazdą ma jakiś sens. Dotychczas był tylko komediowym gościem, więc jeszcze nie został zweryfikowany na tym poziomie. Derrick z drugiej strony też jest świeżą postacią i też nie można mówić o takiej weryfikacji. Dobrze mu Ransom odpowiedział. Szybka odbitka o ocenianiu zawodnika bez poznania go, a potem to w sumie już go olał. Druga wypowiedź Derricka lepsza od pierwszej. Jaśniej wyklarował swoją motywację do walki z Ransomem niż w pierwszej wypowiedzi. Max bardzo dobrze odbił piłkę o atencji w jego kierunku. Derrick wypadł trochę na hipokrytę. Ciekawie zapowiada się walka pomiędzy tą dwójką na następnym Elysium.

Main Event: Bardzo szybkie tempo walki, ale tego można było się w sumie spodziewać po walce wieloosobowej. Spodziewałem się też tutaj raczej interwencji reszty Outfit, ale w sumie segment z gali trochę to wyjaśnia. Tony potraktowałby to jako brak wiary w jego osobę, a tego nie chcieli. Zakończenie też daje parę możliwości na to co może się wydarzyć w przyszłości. Był zgrzyt między Brutalem, a Dereckiem, więc po tym jak Mike został przypięty to te zgrzyty mogą się tylko pogłębić. Outfit mocno weszło do federacji i teraz udowadnia właśnie swoją rację. Jedynie w przypadku Edgara nie do końca wiadomo co go dalej czeka. Najbardziej pasowałby go teraz chyba wrzucić do walki Golden Laurel.
Odpowiedz
Cytuj
23.09.2026, 11:35
#9
Nick Aldis/Jose Lopez/Axel Blaze – Więc lecimy z komentarzem do gali i z marszu wlatuje dość istotny segment. Najpierw Aldis nam co nieco opowiada na temat walizki, ale no w sumie nie padło tutaj nic odkrywczego, bo właściwie zostało to wyjaśnione w jego wpisie na social mediach, gdzie ogłosił nawet walki kwalifikacyjne. Dalsza część jego wypowiedzi była zdecydowanie bardziej istotna. Było nagranie z końcówką walki obecnego z byłym mistrzem głównym, co wywołało zresztą na Heatwave spore kontrowersje. Jak widać, Nick nie zamierza tego zostawić bez żadnego wyjaśnienia. LPW World Championship oficjalnie na Elysium, czy Global Championship będzie głównym mistrzostwem na Colosseum (na to wychodzi). W sumie fajnie, że każdy brand ma swoje główne świecidełko, bo jednak jest kilka postaci, które mogą kręcić się w Main Eventach i nie będzie wzbudzało to kontrowersji. Ogłoszony rewanżyk i jeszcze stypulacja. Three Stages of Hell Matchu nie widziałem już w e-fedach (równie tych facebookowych, gdzie też jednak jestem/byłem) od dłuższego czasu. Fajnie, że wracamy więc do tej stypulacji, bo daje nam sporo możliwości. Jednak żeby było ciekawiej, przerywa wszystko Lopez, który dopiero co zdobył główne mistrzostwo. Od początku leci konkretnie, dając do zrozumienia, że jest ponad resztą i nikt nie może się mu równać. Ciekawa była też ta przypierdółka do Nicka o to, że to nie on otwiera galę. Zaraz po tym jeszcze szpileczka w publiczność, która zapewne wywołała sporą falę niechęci. Pod koniec w sumie poleciał faktami, że gdzie się nie pojawia, to zostaje głównym mistrzem. Jednak to w LPW zajęto mu to zdecydowanie najmniej czasu. Mając na uwadze jego run w PHW, gdzie jednak kilka miesięcy potrzebował, podobnie zresztą w WCW, to tutaj właściwie zrobił to w sprinterskim tempie. W sumie ciekawe jest to, że wspomniał Watersa, z którym będzie walczył za kilka chwil. Będzie miał idealną okazję ku temu, by udowodnić, że jego słowa mają przełożenie na czyny. Jeszcze żeby było ciekawiej, to pojawia się Blaze, który po przegranej zdecydowanie ma dużo do powiedzenia. Póki co jak widać nie chce rzucać wszystkich kart na stół, by utrudnić Hiszpanowi robotę. No w sumie fajnie tutaj nawija przez cały czas. Te przeprosiny dla Aldisa bardzo pasują do jego postaci. Widać, że Axel wyciąga wnioski i nie zamierza chować głowy w piasek. Uznanie błędów to w jego przypadku pierwszy krok ku odkupieniu. No trochę w sumie się role zamieniły, bo dotychczas to Jose był w ofensywie a Blaze się bronił. W konfrontacjach słownych Hiszpan miał dotychczas większą kontrolę, ale albo celowo daje się wystrzelać byłemu mistrzowi albo dopadła go lekka zadyszka. Dalsza ich rozmowa dalej trzyma się na bardzo wysokim poziomie i Hiszpan konsekwentnie trzyma się swojej narracji, w której za wszelką cenę chce ukazywać siebie jako gościa mającego „kontrolę” a Blaze stara się to podważać. No aktualnie ta kontrowersyjna końcówka ich walki z Heatwave będzie chyba dość częstym tematem ich rozmów. Bardzo mocny start gali muszę przyznać.

Walka 1 - Tak myślałem. To nie mogło się zakończyć w pełni czysty sposób. Fajnie to było rozpisane i River wypadł dość mocno na tle mistrza, jednak nie miał prawa tego wygrać. Ciekawe było te nagranie, ukazujące traumatyczną przeszłość Jamesa. Zdecydowanie mogło to na niego zadziałać, co kosztowało go całą walkę. Mimo wszystko był tutaj dość mocno chroniony, bo jednak nie padł po jednym a po dwóch Hasta Luego, co raczej nie jest czymś częstym. Mistrz notuje mocną wygraną na start panowania i nawet, jeśli jej styl pozostawia wątpliwość to jednak wygrał.

Dr. Victor Kline – Zdecydowanie najlepsza rzecz, jaka od niego pojawiła się do tej pory, bo nie miał za wielu okazji do konkretnego rozwinięcia się. Widać, że doktorek to trochę taki pojeb, który uwielbia eksperymentować na ludziach i ich psychice. No dotychczas James wydawał się praktycznie nietykalny a wszystko zmieniło się w chwili, gdy Silas zniszczył go w jego debiucie. Od tego momentu widać, że Waters jest pod „kontrolą” doktorka, który się nim bawi niczym zabawką. Jego argumentacja z obieraniem go z kolejnych warstw jest tutaj cholernie mocna i zwiastuje, że Rivera czeka zdecydowanie więcej kłopotów niż te, których doświadczył do tej pory. To dopiero początek „leczenia”, jakie zostało mu przygotowane przez Kline’a. Wszystko jednak kiedyś dobiega końca i JRW da mu i Silasowi konkretnie popalić.

Yoshi Tatsu/Elias Shadow – Peak komedii ponownie wbija na rejony. Po ostatnim Elysium musiało do tego dojść. Zniszczenie telefonu Eliasa przez Yoshiego z lasu i ich zaogniona dyskusja. Tutaj musiała być kontynuacja tamtych wydarzeń i to też miało tutaj miejsce. Tatsu wyraźnie pokorny po ostatnich występkach postanowił naprawić swoje błędy, wręczając gówniakowi najnowszego iPhone’a. Reakcja kidosa na to była złota i mam przed oczami Maskę, której nawet nie trzeba tutaj było sugerować, bo bez tego bym z tym sobie mógł jego reakcję skojarzyć. No pięknu segmencik z ich udziałem. Tu próba seppuku, tutaj wręczenie nowego telefonu. No peak komedii pełną gębą. Jeszcze ten Tatsu chcący zrobić z Eliasa honorowego człowieka. Kisnę z tego srogo i ciężko mi się w sumie dziwić. Swoją drogą, ciekawe z kim załatwić im walkę Yoshi, bo zwiastować to musi dla nich srogie kłopoty. Innego wyjścia nie mam, ale bawiłem się przednio przy ich segmencie i czekam na kolejną dawkę tej komedii, bo potrafi zwalić z nóg.

Walka 2 – Lecimy z rewanżem i jednocześnie z pierwszą walką kwalifikacyjną do walki o walizkę. Fajnie to zostało tutaj rozpisane. Są momenty ofensywy Garry, są momenty ofensywy Mantela. Przez to walka sprawia wrażenie wyrównanej, co dodaje jej emocji, których niestety i tak nie mogło być za wiele z racji na odejście Spazma. Wygrał Mantel i jako pierwszy melduje się w walce o walizkę, ale nie było to dla niego zdecydowanie łatwa wygrana, co jest dla mnie bardziej na plus niż na minus.

Eli Cottonworld - Jest też i pan wąsacz zaraz po nich. To nie może być przypadek. Na poprzednim Elysium dał zalążek ze swoim udziałem i teraz mamy kontynuację i jednocześnie reklamę gaci. No grubo poleciał tutaj Panter i znając życie Michał zapierdoli tutaj Pana Tadeusza pisząc komentarz do tego segmentu. Jednego Cottonowi odebrać nie można, ma swoją misję jakim jest tępienie ludzi bez wąsów i się jej konsekwentnie trzyma. Fajny przerywnik między kolejnymi wydarzeniami.

Jeff Brown/Rocks Xebec - Ten opis xDDDDDD Chryste Panie na gumowym bananie. Co tutaj się właśnie odpierdoliło. Brown znany ze swoich ciuchów tak samo jak Sakazaki z kurtki. Już sam opis wystarcza do tego, abym czuł się usatysfakcjonowany. Reakcja publiczności idealnie go podsumowuje. W końcu jest to nowy Bruno Alves. Ciekawe jednak, co będzie miał do powiedzenia? Są dziwki, są dziweczki, chce komuś obić ryja, czyli to on zgarnie epicki wpierdol. Wszystko zostaje szybko przerwane przez Rocksa Xebeca, prowadzonego przez Dziadka. Brown niby dalej taki wyszczekany a jednak mu minka zrzędła. W sumie jego kozaczenie zakończy się w chwili rozbrzmienia gonga rozpoczynającego walkę.

Walka 3 - Stało się to, co właściwie przewidywałem. Rocks się przejechał po nim niczym walec i wielki Jeff Brown notuje kolejną porażkę po tym jakże emocjonującym pojedynku.

Rocks Xebec – Trochę dał tutaj vibe Brutalem, jeśli chodzi o wulgaryzmy. Jednak już odpuszczając je i skupiając się na reszcie, to całkiem przyjemny speech, przez który dość sprawnie przebrnąłem. Fajnie tutaj Dziadek zaznaczył charakter postaci i widać, że jest z czego tutaj lepić. Widzę dość fajny potencjał na rozwój Rocksa i pozostaje kwestia, co będzie go czekało w najbliższym czasie, bo zapowiada się on dość interesująco. Karta na najbliższe Elysium wleciała i widzę, że poprzeczka lekko poszybowała w górę. Byle nikt nie wpadł na pomysł, by dawać mu pierdyliard wątpliwej jakość walk, gdzie rywale będą pełnić funkcję statystów. Pan odpowiadający za chaos potrzebuje prawdziwej rywalizacji do wykazania się. Póki co będę mu się bacznie przyglądał, bo niewątpliwie potencjał jest i to nawet spory.

Tony Leone/Vincenzo Vizzini/Enzo Sacrale - Konkretny opis wleciał na start, który bardzo fajne wprowadził nas w ten ich klimat. Każdy najmniejszy detal został tutaj uwzględniony i nadano mu odpowiednią funkcję/cechę, aby nic, co się rzucało w kadr nie było tak „wstawiane” bez większego celu. Przechodząc do samych kwestii mówionych. Zaczyna Tony i czuć w nim pewną frustrację w związku z tym, że nie wszystko idzie zgodnie z ich planem. Fajnie nawiązał do obietnic Aldisa o tym, że Brutal nie będzie się mieszał w ich sprawy. Ciekawie się to zestarzało xD Tyle obietnic a ten zrobił dokładnie to, co przewidywał Leone od samego początku. W sumie ta jego narracja mająca na celu ich przedstawić jako tych, którzy chcą działać dla dobra Elysium bardzo tutaj pasuje i jednocześnie zazębia się z tym, co mówił w kwestii Aldisa i Mike’a. No ewidentnie Mafiozi będą chcieli zrobić coś grubego, aby udowodnić wszystko, że są tymi samymi ludźmi, który rozwalili Main Event drugiego Elysium. W sumie obserwując poczynania innych, to oni jakby zapominali momentami, do czego są zdolni The Outfit. Vizzini leci po nim i wypada trochę jako taki potakiwać, który grzecznie się zgadza z wszystkim, co tylko pada z ust Tony’ego. Fajne jest to, że jest ich trzech a każdy na swój sposób się wyróżnia. Bardzo ich boli ten zakaz reszty Outfitu przy ringu podczas walki o pas Eternal, oj bardzo. Ale nie ma co się im dziwić. Brutal rozpierdala sobie walkę tak o mimo zapewnień a to oni są za to karani. Tony i Vincenzo sobie pogadali i wyjątkowo cichy Sacrale doszedł do głosu i było to cholernie mocne. W przeciwieństwie do Vincenzo nie przytakuje na wszystko i ma swoje zdanie. Jednocześnie trafnie wytyka każdą decyzję Aldisa, który wychodzi tutaj na kogoś, kto spełnia zachcianki każdego poza The Outfit. Ta mieszanka „przejęcie się” i złości w wykonaniu Enzo bardzo fajnie ze sobą współgra i widać, że ta postać żyje i nie robi wyłącznie za tło dla Leone. On ma własną tożsamość i nie boi się powiedzieć Tony’emu tego, co uważa za stosowne. Sam Leone go ostatecznie trochę uspokaja i lekko „pogroził” palcem w stronę Nicka, wspominając o Mickie James. Domyślam się, że nie będzie w tym choćby grama przypadku i do czego to zaprowadzi, prędzej czy później.

Walka 4 - Ciężko nie odnieść wrażenia, że Mantel i Maksiu otrzymali zdecydowanie najłatwiejszych możliwych rywali, aby przejść dalej. No Ransom musiał się trochę namęczyć w walce z Sabrem Jr., który bardzo mocno skupiał się na tym, aby osłabić jego rękę, co towarzyszyło mu przez większość walki. Wygrana Maxwellowi nie przyszła tutaj zdecydowanie jakoś łatwo i musiał przejść przez spory ból. Ostatecznie przeszedł swój test charakteru, odnotowując swoją największą (mimo wszystko) wygraną w Legion Pro Wrestler. Zack natomiast mimo bycia porzuconym przez ShowOffa jak widać, dalej będzie występował w federacji, będąc takim gościem do nabijania wygranych dla innych, ale nie takim w stylu Jeffa Browna a bardziej Prestona Steele’a czy Miguela Escobara.

Lord Sebastien/Rob McŁowicz/Chris Finnegan - Na starcie jestem zmuszony wytknąć Lordowi dość konkretny błąd w fragmencie, gdzie wspominał o zamiarze odzyskania honorów od tych, które się one należą. Czy tutaj nie powinno być coś zupełnie innego? Bo skoro chce odzyskiwać honory od osób zasługujących na nie, to co z osobami, którym się one nie należą? No dał tutaj ciała Sebastian i to srogo. Dalsza część wypowiedzi w jego wykonaniu już dużo lepsza i gdyby nie początek, to w sumie całkiem to znośne było. Rob próbuje mu przerwać, nie mogąc pogodzić się z własną rolą i zostaje to szybko ucięte. Bardzo fajnie to ukazuje Lorda jako kogoś, mającego nad Kucharzem pełną kontrolę. Jeszcze ten wprowadzony przez niego Alistair pilnuje, by Rob nie odwalił czegoś głupiego. No widać, że chłop po pokonaniu McŁowicza dość mocno odleciał i już coś pierniczy o pasie mistrzowskim. Ambitnie, ale czy czasem nie za bardzo? Z tym szacunkiem to też przestrzelił, bo może w swoim otoczeniu ten szacunek posiada, ale wątpię by w szatni LPW znalazł się ktokolwiek, co również nim darzy. Całość przerywa tutaj Finnegan (czemu co galę jest on inaczej przedstawiany?) i całkiem celnie atakuje Lorda, rzucając przy tym sensownymi argumentami. W porównaniu z poprzednim Elysium wypadł tutaj o wiele lepiej, ale może to kwestia, że odpowiadał Sebastienowi a nie brał udział w pogawędce z Lopezem. No fajnie tutaj próbuje wydobyć z Roba jego szczytową wersję, która kasowała Cavazosa. Być może Australijczyk przyczyni się do tego, że McŁowicz zdradzi Arystokratę i ostatecznie dokona na nim pełnej zemsty.

Walka 5 - Lecim z walką Arystokraty i Surfera, która zapowiadała się dość interesująco. Chris po przegranej walce z Lopezem, gdzie zaprezentował się z dobrej strony miał okazję na odkucie się. Widać było, że szło mu tutaj całkiem nieźle i w sumie gdyby nie ingerencje ze strony Alistaira i pomoc McŁowicza (wymuszona rzecz jasna, bo dobrowolnie tego nie zrobił i mocno się z tym gryzł) to może i by tutaj wygrał. Sama walka rozpisana dość dobrze i Surfer mimo porażki za wiele nie traci a Lord notuje kolejną cenną wygraną.

Mike Brutal/Derek Halloway/Paddy Jackson – A cóż to za łagodny język u Brutalskiego? No niezbyt to podobne do niego. Czyżby ktoś go trzymał za jaja i zakazał mu używania normalnym wulgaryzmów. Mike, jeśli tak jest to mrugnij dwa razy. Jednak już tak poważnie, to w życiu nie uwierzyłbym w to, że Brutal przyzna się do błędu i jeszcze za to przeprosi. Chłop chyba serio został podmieniony i może to jakiś sobowtór za niego gada, bo ciężko mi w to uwierzyć xD Najważniejsze jednak, że gość finalnie chyba zrozumiał, że jego sposób bycia nie gwarantuje mu żadnego sukcesy i chwała mu za to. Jednej nocy spierdolił w zasadzie dwie walki, przyczyniając się do uwalania tag team matchu i doprowadzając do dyskwalifikacji w walce o pas Eternal. Derek oczywiście musiał pójść w swoje teorie spiskowe. Te zwerbowanie w faszystowskie szeregi i nazwanie Brutala sprzedawczykiem były mocne i Mike zapewne musiał wręcz wybuchać ze złości, będąc w konkretnej kurwicy. On chce przeprosić Hallowaya a ten mu zajebał właściwie szmatą w ryj, z uśmiechem na twarzy. Derek to do wszystkiego potrafi dołożyć jakąś teorię spiskową i w sumie nawet Aldisowi się oberwało za ,,nie grzeszenie” intelektem. Jeszcze tu kurde Padduli brakowało xD Co to za uniwersum. Ci lada moment by się pewnie pozabijali a tutaj wpada sobie Jackson, licząc na wywiad z nimi. No autentycznie Brutal z Derekiem byli pewne na skraju wybuchnięcia śmiechem, bo jednak Paddy to taki nasz R-Truth, który potrafił złamać nawet największych. Fajnie się chłopaki zjednoczyli w obliczu wspólnego wroga i Jackson musiał robić to, co potrafi najlepiej, czyli spierdalać. W dalszej części w sumie rozmowa się zaostrzyła i widać, że miłości to między nimi nie będzie. Jeszcze ten Foliarz na koniec powiązujący Jacksona z Leone. Kurwa kisnę xD

Walka 6 - Ten opis przed rozpoczęciem walki xD W sumie nie było to honorowe Panie Tatsu. Ogólnie z tego co czytałem komentarze wyżej to Michał odpowiadał za napisanie tej walki i w pewnym momencie miałem taki lekki chaos w głowie, czytając to. „Zaczytnając” bardzo mocno rzuciło mi się w oczy i było to drobny minus. No skoro wspomniałem o chaosie to był on widoczny w opisie i te combo Vizziniego było dla mnie troszkę dziwnie rozpisane. Wszystko wskazywało na to, że The Outfit wygra i jak widać, nie myliłem się. Tatsu wpadł na koniec, wyłapał finishera i poszedł spać. Elias bankowo będzie miał spore pretensje o to, no chyba, że przypomni sobie o tym prezencie, jaki prędzej mu wręczył Yoshi z lasu.

Derrick Mantel/Maxwell Ransom - Segment z moim udziałem oraz Pantera. Wstępny opis, podobnie jak moja pierwsza kwestia uległy poprawkom, bo w pierwotnym wydaniu wyglądało by to zdecydowanie gorzej. I chwała za to Panterowi, że temat wyłapał w czasie pisania, przez co poprawione było co trzeba. No w sumie muszę przyznać, że dość przyjemny segment i zaryzykuję stwierdzeniem, że chyba najlepszy występ Mantela dotychczas, bo wreszcie miał okazję na konkretniejszą pogawędkę, gdzie musiał się bardziej wysilić niż to było z Kociarzem. Maksiu bardzo wysoko postawił tutaj poprzeczkę i trzeba było jednak spiąć dupę, by wyskrobać coś konkretniejszego. Czy jestem zadowolony z tego, co napisałem? No może tak w 100% nie, ale w sumie jest i tak lepiej niż zazwyczaj, bo mimo wszystko jestem zadowolony z tego co napisałem. Ransom jako partner do rozmowy bardzo fajnie się dopasował z Mantelem i był takim jego całkowitym przeciwieństwem, nie wpadając się z nim zbędne przekrzykiwanie i po prostu robił swoje, olewając jego narrację i odpowiadając mu dwa razy mocniej. O ile przy pierwszej kwestii może nie było aż takiej przepaści, bo Maksiu nie był za zbytnio wylewny to w drugiej już srogo pozamiatał i dał Mantelowi jasno do zrozumienia, że on nie jest Kociarzem i na niego potrzeba czegoś więcej niż zwykłe kąsanie po kostkach. Walka na najbliższym Elysium zdecydowanie zapowiada się bardzo interesująco i zobaczymy, co z niej wyniknie. Z segmentu jestem jednak jak najbardziej zadowolony, bo bawiłem się przy jego pisaniu dość fajnie.

Walka 7 - No i otrzymaliśmy to, czego właściwie się spodziewałem. Mocna walka, gdzie działo się bardzo wiele, ale wygrać mógł wyłącznie jeden. Całe szczęście, że tym kimś został Leone, bo zdecydowanie sobie zasłużył na takie wyróżnienie. Jeszcze ten fakt, że odliczył on Brutala jest kolejny plusem, jeśli chcemy u Brutala wywołać zespół stresu pourazowego na widok Makaroniarzy. Przy fragmencie o Mike’u prawie odklepującym przy Headlocku aż żałowałem przez moment, że do tego nie doszło, ale może jeśli nie on, to może niech Elias tak odklepie po tym ruchu? Co do rozpisania walki nie ma co się nawet za wiele przyczepić. Derek został tutaj ochroniony i podoba mi się to. Edgar też niezbyt na bycie odliczonym zasługiwał a Michaś i jego Brutal to lubią upierdalać ważne walki, więc mu to tam w zasadzie wszystko jedno.

Podsumowanie - Gala może nie aż tak mocarna jak poprzednia, ale nie było podczas niej jakoś za zbytnio gorszych momentów. Mamy dalsze rozwinięcie rywalizacji o główne mistrzostwo. Wątek The Outfit z ich wrogami też nie został zamieciony pod dywan i będzie tutaj kontynuacja z rozszerzeniem o kolejne wątki. Inne elementy gali też ewidentnie dowiozły i nawet takie wstawki komediowe, jak powrót Browna czy Cottonwood jakoś nie zaniżają u mnie oceny gali, bo i takie przerywniki są nam tutaj potrzebne.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
23.09.2026, 11:35 #9
Nick Aldis/Jose Lopez/Axel Blaze – Więc lecimy z komentarzem do gali i z marszu wlatuje dość istotny segment. Najpierw Aldis nam co nieco opowiada na temat walizki, ale no w sumie nie padło tutaj nic odkrywczego, bo właściwie zostało to wyjaśnione w jego wpisie na social mediach, gdzie ogłosił nawet walki kwalifikacyjne. Dalsza część jego wypowiedzi była zdecydowanie bardziej istotna. Było nagranie z końcówką walki obecnego z byłym mistrzem głównym, co wywołało zresztą na Heatwave spore kontrowersje. Jak widać, Nick nie zamierza tego zostawić bez żadnego wyjaśnienia. LPW World Championship oficjalnie na Elysium, czy Global Championship będzie głównym mistrzostwem na Colosseum (na to wychodzi). W sumie fajnie, że każdy brand ma swoje główne świecidełko, bo jednak jest kilka postaci, które mogą kręcić się w Main Eventach i nie będzie wzbudzało to kontrowersji. Ogłoszony rewanżyk i jeszcze stypulacja. Three Stages of Hell Matchu nie widziałem już w e-fedach (równie tych facebookowych, gdzie też jednak jestem/byłem) od dłuższego czasu. Fajnie, że wracamy więc do tej stypulacji, bo daje nam sporo możliwości. Jednak żeby było ciekawiej, przerywa wszystko Lopez, który dopiero co zdobył główne mistrzostwo. Od początku leci konkretnie, dając do zrozumienia, że jest ponad resztą i nikt nie może się mu równać. Ciekawa była też ta przypierdółka do Nicka o to, że to nie on otwiera galę. Zaraz po tym jeszcze szpileczka w publiczność, która zapewne wywołała sporą falę niechęci. Pod koniec w sumie poleciał faktami, że gdzie się nie pojawia, to zostaje głównym mistrzem. Jednak to w LPW zajęto mu to zdecydowanie najmniej czasu. Mając na uwadze jego run w PHW, gdzie jednak kilka miesięcy potrzebował, podobnie zresztą w WCW, to tutaj właściwie zrobił to w sprinterskim tempie. W sumie ciekawe jest to, że wspomniał Watersa, z którym będzie walczył za kilka chwil. Będzie miał idealną okazję ku temu, by udowodnić, że jego słowa mają przełożenie na czyny. Jeszcze żeby było ciekawiej, to pojawia się Blaze, który po przegranej zdecydowanie ma dużo do powiedzenia. Póki co jak widać nie chce rzucać wszystkich kart na stół, by utrudnić Hiszpanowi robotę. No w sumie fajnie tutaj nawija przez cały czas. Te przeprosiny dla Aldisa bardzo pasują do jego postaci. Widać, że Axel wyciąga wnioski i nie zamierza chować głowy w piasek. Uznanie błędów to w jego przypadku pierwszy krok ku odkupieniu. No trochę w sumie się role zamieniły, bo dotychczas to Jose był w ofensywie a Blaze się bronił. W konfrontacjach słownych Hiszpan miał dotychczas większą kontrolę, ale albo celowo daje się wystrzelać byłemu mistrzowi albo dopadła go lekka zadyszka. Dalsza ich rozmowa dalej trzyma się na bardzo wysokim poziomie i Hiszpan konsekwentnie trzyma się swojej narracji, w której za wszelką cenę chce ukazywać siebie jako gościa mającego „kontrolę” a Blaze stara się to podważać. No aktualnie ta kontrowersyjna końcówka ich walki z Heatwave będzie chyba dość częstym tematem ich rozmów. Bardzo mocny start gali muszę przyznać.

Walka 1 - Tak myślałem. To nie mogło się zakończyć w pełni czysty sposób. Fajnie to było rozpisane i River wypadł dość mocno na tle mistrza, jednak nie miał prawa tego wygrać. Ciekawe było te nagranie, ukazujące traumatyczną przeszłość Jamesa. Zdecydowanie mogło to na niego zadziałać, co kosztowało go całą walkę. Mimo wszystko był tutaj dość mocno chroniony, bo jednak nie padł po jednym a po dwóch Hasta Luego, co raczej nie jest czymś częstym. Mistrz notuje mocną wygraną na start panowania i nawet, jeśli jej styl pozostawia wątpliwość to jednak wygrał.

Dr. Victor Kline – Zdecydowanie najlepsza rzecz, jaka od niego pojawiła się do tej pory, bo nie miał za wielu okazji do konkretnego rozwinięcia się. Widać, że doktorek to trochę taki pojeb, który uwielbia eksperymentować na ludziach i ich psychice. No dotychczas James wydawał się praktycznie nietykalny a wszystko zmieniło się w chwili, gdy Silas zniszczył go w jego debiucie. Od tego momentu widać, że Waters jest pod „kontrolą” doktorka, który się nim bawi niczym zabawką. Jego argumentacja z obieraniem go z kolejnych warstw jest tutaj cholernie mocna i zwiastuje, że Rivera czeka zdecydowanie więcej kłopotów niż te, których doświadczył do tej pory. To dopiero początek „leczenia”, jakie zostało mu przygotowane przez Kline’a. Wszystko jednak kiedyś dobiega końca i JRW da mu i Silasowi konkretnie popalić.

Yoshi Tatsu/Elias Shadow – Peak komedii ponownie wbija na rejony. Po ostatnim Elysium musiało do tego dojść. Zniszczenie telefonu Eliasa przez Yoshiego z lasu i ich zaogniona dyskusja. Tutaj musiała być kontynuacja tamtych wydarzeń i to też miało tutaj miejsce. Tatsu wyraźnie pokorny po ostatnich występkach postanowił naprawić swoje błędy, wręczając gówniakowi najnowszego iPhone’a. Reakcja kidosa na to była złota i mam przed oczami Maskę, której nawet nie trzeba tutaj było sugerować, bo bez tego bym z tym sobie mógł jego reakcję skojarzyć. No pięknu segmencik z ich udziałem. Tu próba seppuku, tutaj wręczenie nowego telefonu. No peak komedii pełną gębą. Jeszcze ten Tatsu chcący zrobić z Eliasa honorowego człowieka. Kisnę z tego srogo i ciężko mi się w sumie dziwić. Swoją drogą, ciekawe z kim załatwić im walkę Yoshi, bo zwiastować to musi dla nich srogie kłopoty. Innego wyjścia nie mam, ale bawiłem się przednio przy ich segmencie i czekam na kolejną dawkę tej komedii, bo potrafi zwalić z nóg.

Walka 2 – Lecimy z rewanżem i jednocześnie z pierwszą walką kwalifikacyjną do walki o walizkę. Fajnie to zostało tutaj rozpisane. Są momenty ofensywy Garry, są momenty ofensywy Mantela. Przez to walka sprawia wrażenie wyrównanej, co dodaje jej emocji, których niestety i tak nie mogło być za wiele z racji na odejście Spazma. Wygrał Mantel i jako pierwszy melduje się w walce o walizkę, ale nie było to dla niego zdecydowanie łatwa wygrana, co jest dla mnie bardziej na plus niż na minus.

Eli Cottonworld - Jest też i pan wąsacz zaraz po nich. To nie może być przypadek. Na poprzednim Elysium dał zalążek ze swoim udziałem i teraz mamy kontynuację i jednocześnie reklamę gaci. No grubo poleciał tutaj Panter i znając życie Michał zapierdoli tutaj Pana Tadeusza pisząc komentarz do tego segmentu. Jednego Cottonowi odebrać nie można, ma swoją misję jakim jest tępienie ludzi bez wąsów i się jej konsekwentnie trzyma. Fajny przerywnik między kolejnymi wydarzeniami.

Jeff Brown/Rocks Xebec - Ten opis xDDDDDD Chryste Panie na gumowym bananie. Co tutaj się właśnie odpierdoliło. Brown znany ze swoich ciuchów tak samo jak Sakazaki z kurtki. Już sam opis wystarcza do tego, abym czuł się usatysfakcjonowany. Reakcja publiczności idealnie go podsumowuje. W końcu jest to nowy Bruno Alves. Ciekawe jednak, co będzie miał do powiedzenia? Są dziwki, są dziweczki, chce komuś obić ryja, czyli to on zgarnie epicki wpierdol. Wszystko zostaje szybko przerwane przez Rocksa Xebeca, prowadzonego przez Dziadka. Brown niby dalej taki wyszczekany a jednak mu minka zrzędła. W sumie jego kozaczenie zakończy się w chwili rozbrzmienia gonga rozpoczynającego walkę.

Walka 3 - Stało się to, co właściwie przewidywałem. Rocks się przejechał po nim niczym walec i wielki Jeff Brown notuje kolejną porażkę po tym jakże emocjonującym pojedynku.

Rocks Xebec – Trochę dał tutaj vibe Brutalem, jeśli chodzi o wulgaryzmy. Jednak już odpuszczając je i skupiając się na reszcie, to całkiem przyjemny speech, przez który dość sprawnie przebrnąłem. Fajnie tutaj Dziadek zaznaczył charakter postaci i widać, że jest z czego tutaj lepić. Widzę dość fajny potencjał na rozwój Rocksa i pozostaje kwestia, co będzie go czekało w najbliższym czasie, bo zapowiada się on dość interesująco. Karta na najbliższe Elysium wleciała i widzę, że poprzeczka lekko poszybowała w górę. Byle nikt nie wpadł na pomysł, by dawać mu pierdyliard wątpliwej jakość walk, gdzie rywale będą pełnić funkcję statystów. Pan odpowiadający za chaos potrzebuje prawdziwej rywalizacji do wykazania się. Póki co będę mu się bacznie przyglądał, bo niewątpliwie potencjał jest i to nawet spory.

Tony Leone/Vincenzo Vizzini/Enzo Sacrale - Konkretny opis wleciał na start, który bardzo fajne wprowadził nas w ten ich klimat. Każdy najmniejszy detal został tutaj uwzględniony i nadano mu odpowiednią funkcję/cechę, aby nic, co się rzucało w kadr nie było tak „wstawiane” bez większego celu. Przechodząc do samych kwestii mówionych. Zaczyna Tony i czuć w nim pewną frustrację w związku z tym, że nie wszystko idzie zgodnie z ich planem. Fajnie nawiązał do obietnic Aldisa o tym, że Brutal nie będzie się mieszał w ich sprawy. Ciekawie się to zestarzało xD Tyle obietnic a ten zrobił dokładnie to, co przewidywał Leone od samego początku. W sumie ta jego narracja mająca na celu ich przedstawić jako tych, którzy chcą działać dla dobra Elysium bardzo tutaj pasuje i jednocześnie zazębia się z tym, co mówił w kwestii Aldisa i Mike’a. No ewidentnie Mafiozi będą chcieli zrobić coś grubego, aby udowodnić wszystko, że są tymi samymi ludźmi, który rozwalili Main Event drugiego Elysium. W sumie obserwując poczynania innych, to oni jakby zapominali momentami, do czego są zdolni The Outfit. Vizzini leci po nim i wypada trochę jako taki potakiwać, który grzecznie się zgadza z wszystkim, co tylko pada z ust Tony’ego. Fajne jest to, że jest ich trzech a każdy na swój sposób się wyróżnia. Bardzo ich boli ten zakaz reszty Outfitu przy ringu podczas walki o pas Eternal, oj bardzo. Ale nie ma co się im dziwić. Brutal rozpierdala sobie walkę tak o mimo zapewnień a to oni są za to karani. Tony i Vincenzo sobie pogadali i wyjątkowo cichy Sacrale doszedł do głosu i było to cholernie mocne. W przeciwieństwie do Vincenzo nie przytakuje na wszystko i ma swoje zdanie. Jednocześnie trafnie wytyka każdą decyzję Aldisa, który wychodzi tutaj na kogoś, kto spełnia zachcianki każdego poza The Outfit. Ta mieszanka „przejęcie się” i złości w wykonaniu Enzo bardzo fajnie ze sobą współgra i widać, że ta postać żyje i nie robi wyłącznie za tło dla Leone. On ma własną tożsamość i nie boi się powiedzieć Tony’emu tego, co uważa za stosowne. Sam Leone go ostatecznie trochę uspokaja i lekko „pogroził” palcem w stronę Nicka, wspominając o Mickie James. Domyślam się, że nie będzie w tym choćby grama przypadku i do czego to zaprowadzi, prędzej czy później.

Walka 4 - Ciężko nie odnieść wrażenia, że Mantel i Maksiu otrzymali zdecydowanie najłatwiejszych możliwych rywali, aby przejść dalej. No Ransom musiał się trochę namęczyć w walce z Sabrem Jr., który bardzo mocno skupiał się na tym, aby osłabić jego rękę, co towarzyszyło mu przez większość walki. Wygrana Maxwellowi nie przyszła tutaj zdecydowanie jakoś łatwo i musiał przejść przez spory ból. Ostatecznie przeszedł swój test charakteru, odnotowując swoją największą (mimo wszystko) wygraną w Legion Pro Wrestler. Zack natomiast mimo bycia porzuconym przez ShowOffa jak widać, dalej będzie występował w federacji, będąc takim gościem do nabijania wygranych dla innych, ale nie takim w stylu Jeffa Browna a bardziej Prestona Steele’a czy Miguela Escobara.

Lord Sebastien/Rob McŁowicz/Chris Finnegan - Na starcie jestem zmuszony wytknąć Lordowi dość konkretny błąd w fragmencie, gdzie wspominał o zamiarze odzyskania honorów od tych, które się one należą. Czy tutaj nie powinno być coś zupełnie innego? Bo skoro chce odzyskiwać honory od osób zasługujących na nie, to co z osobami, którym się one nie należą? No dał tutaj ciała Sebastian i to srogo. Dalsza część wypowiedzi w jego wykonaniu już dużo lepsza i gdyby nie początek, to w sumie całkiem to znośne było. Rob próbuje mu przerwać, nie mogąc pogodzić się z własną rolą i zostaje to szybko ucięte. Bardzo fajnie to ukazuje Lorda jako kogoś, mającego nad Kucharzem pełną kontrolę. Jeszcze ten wprowadzony przez niego Alistair pilnuje, by Rob nie odwalił czegoś głupiego. No widać, że chłop po pokonaniu McŁowicza dość mocno odleciał i już coś pierniczy o pasie mistrzowskim. Ambitnie, ale czy czasem nie za bardzo? Z tym szacunkiem to też przestrzelił, bo może w swoim otoczeniu ten szacunek posiada, ale wątpię by w szatni LPW znalazł się ktokolwiek, co również nim darzy. Całość przerywa tutaj Finnegan (czemu co galę jest on inaczej przedstawiany?) i całkiem celnie atakuje Lorda, rzucając przy tym sensownymi argumentami. W porównaniu z poprzednim Elysium wypadł tutaj o wiele lepiej, ale może to kwestia, że odpowiadał Sebastienowi a nie brał udział w pogawędce z Lopezem. No fajnie tutaj próbuje wydobyć z Roba jego szczytową wersję, która kasowała Cavazosa. Być może Australijczyk przyczyni się do tego, że McŁowicz zdradzi Arystokratę i ostatecznie dokona na nim pełnej zemsty.

Walka 5 - Lecim z walką Arystokraty i Surfera, która zapowiadała się dość interesująco. Chris po przegranej walce z Lopezem, gdzie zaprezentował się z dobrej strony miał okazję na odkucie się. Widać było, że szło mu tutaj całkiem nieźle i w sumie gdyby nie ingerencje ze strony Alistaira i pomoc McŁowicza (wymuszona rzecz jasna, bo dobrowolnie tego nie zrobił i mocno się z tym gryzł) to może i by tutaj wygrał. Sama walka rozpisana dość dobrze i Surfer mimo porażki za wiele nie traci a Lord notuje kolejną cenną wygraną.

Mike Brutal/Derek Halloway/Paddy Jackson – A cóż to za łagodny język u Brutalskiego? No niezbyt to podobne do niego. Czyżby ktoś go trzymał za jaja i zakazał mu używania normalnym wulgaryzmów. Mike, jeśli tak jest to mrugnij dwa razy. Jednak już tak poważnie, to w życiu nie uwierzyłbym w to, że Brutal przyzna się do błędu i jeszcze za to przeprosi. Chłop chyba serio został podmieniony i może to jakiś sobowtór za niego gada, bo ciężko mi w to uwierzyć xD Najważniejsze jednak, że gość finalnie chyba zrozumiał, że jego sposób bycia nie gwarantuje mu żadnego sukcesy i chwała mu za to. Jednej nocy spierdolił w zasadzie dwie walki, przyczyniając się do uwalania tag team matchu i doprowadzając do dyskwalifikacji w walce o pas Eternal. Derek oczywiście musiał pójść w swoje teorie spiskowe. Te zwerbowanie w faszystowskie szeregi i nazwanie Brutala sprzedawczykiem były mocne i Mike zapewne musiał wręcz wybuchać ze złości, będąc w konkretnej kurwicy. On chce przeprosić Hallowaya a ten mu zajebał właściwie szmatą w ryj, z uśmiechem na twarzy. Derek to do wszystkiego potrafi dołożyć jakąś teorię spiskową i w sumie nawet Aldisowi się oberwało za ,,nie grzeszenie” intelektem. Jeszcze tu kurde Padduli brakowało xD Co to za uniwersum. Ci lada moment by się pewnie pozabijali a tutaj wpada sobie Jackson, licząc na wywiad z nimi. No autentycznie Brutal z Derekiem byli pewne na skraju wybuchnięcia śmiechem, bo jednak Paddy to taki nasz R-Truth, który potrafił złamać nawet największych. Fajnie się chłopaki zjednoczyli w obliczu wspólnego wroga i Jackson musiał robić to, co potrafi najlepiej, czyli spierdalać. W dalszej części w sumie rozmowa się zaostrzyła i widać, że miłości to między nimi nie będzie. Jeszcze ten Foliarz na koniec powiązujący Jacksona z Leone. Kurwa kisnę xD

Walka 6 - Ten opis przed rozpoczęciem walki xD W sumie nie było to honorowe Panie Tatsu. Ogólnie z tego co czytałem komentarze wyżej to Michał odpowiadał za napisanie tej walki i w pewnym momencie miałem taki lekki chaos w głowie, czytając to. „Zaczytnając” bardzo mocno rzuciło mi się w oczy i było to drobny minus. No skoro wspomniałem o chaosie to był on widoczny w opisie i te combo Vizziniego było dla mnie troszkę dziwnie rozpisane. Wszystko wskazywało na to, że The Outfit wygra i jak widać, nie myliłem się. Tatsu wpadł na koniec, wyłapał finishera i poszedł spać. Elias bankowo będzie miał spore pretensje o to, no chyba, że przypomni sobie o tym prezencie, jaki prędzej mu wręczył Yoshi z lasu.

Derrick Mantel/Maxwell Ransom - Segment z moim udziałem oraz Pantera. Wstępny opis, podobnie jak moja pierwsza kwestia uległy poprawkom, bo w pierwotnym wydaniu wyglądało by to zdecydowanie gorzej. I chwała za to Panterowi, że temat wyłapał w czasie pisania, przez co poprawione było co trzeba. No w sumie muszę przyznać, że dość przyjemny segment i zaryzykuję stwierdzeniem, że chyba najlepszy występ Mantela dotychczas, bo wreszcie miał okazję na konkretniejszą pogawędkę, gdzie musiał się bardziej wysilić niż to było z Kociarzem. Maksiu bardzo wysoko postawił tutaj poprzeczkę i trzeba było jednak spiąć dupę, by wyskrobać coś konkretniejszego. Czy jestem zadowolony z tego, co napisałem? No może tak w 100% nie, ale w sumie jest i tak lepiej niż zazwyczaj, bo mimo wszystko jestem zadowolony z tego co napisałem. Ransom jako partner do rozmowy bardzo fajnie się dopasował z Mantelem i był takim jego całkowitym przeciwieństwem, nie wpadając się z nim zbędne przekrzykiwanie i po prostu robił swoje, olewając jego narrację i odpowiadając mu dwa razy mocniej. O ile przy pierwszej kwestii może nie było aż takiej przepaści, bo Maksiu nie był za zbytnio wylewny to w drugiej już srogo pozamiatał i dał Mantelowi jasno do zrozumienia, że on nie jest Kociarzem i na niego potrzeba czegoś więcej niż zwykłe kąsanie po kostkach. Walka na najbliższym Elysium zdecydowanie zapowiada się bardzo interesująco i zobaczymy, co z niej wyniknie. Z segmentu jestem jednak jak najbardziej zadowolony, bo bawiłem się przy jego pisaniu dość fajnie.

Walka 7 - No i otrzymaliśmy to, czego właściwie się spodziewałem. Mocna walka, gdzie działo się bardzo wiele, ale wygrać mógł wyłącznie jeden. Całe szczęście, że tym kimś został Leone, bo zdecydowanie sobie zasłużył na takie wyróżnienie. Jeszcze ten fakt, że odliczył on Brutala jest kolejny plusem, jeśli chcemy u Brutala wywołać zespół stresu pourazowego na widok Makaroniarzy. Przy fragmencie o Mike’u prawie odklepującym przy Headlocku aż żałowałem przez moment, że do tego nie doszło, ale może jeśli nie on, to może niech Elias tak odklepie po tym ruchu? Co do rozpisania walki nie ma co się nawet za wiele przyczepić. Derek został tutaj ochroniony i podoba mi się to. Edgar też niezbyt na bycie odliczonym zasługiwał a Michaś i jego Brutal to lubią upierdalać ważne walki, więc mu to tam w zasadzie wszystko jedno.

Podsumowanie - Gala może nie aż tak mocarna jak poprzednia, ale nie było podczas niej jakoś za zbytnio gorszych momentów. Mamy dalsze rozwinięcie rywalizacji o główne mistrzostwo. Wątek The Outfit z ich wrogami też nie został zamieciony pod dywan i będzie tutaj kontynuacja z rozszerzeniem o kolejne wątki. Inne elementy gali też ewidentnie dowiozły i nawet takie wstawki komediowe, jak powrót Browna czy Cottonwood jakoś nie zaniżają u mnie oceny gali, bo i takie przerywniki są nam tutaj potrzebne.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
23.09.2026, 13:19
#10
Nick Aldis ogłasza co trzeba i tak jak myśleliśmy, jeśli ktoś czytał PPV (a o dziwo czytał, albo był na live) to mamy potwierdzenie, że dość długa rywalizacja Blaze'a z Lopezem jeszcze się nie kończy. Myślę, że jakaś logika w tym jest, chociaż nie ukrywam, że ja chętnie przefrunąłbym już na koniec października. Walizka to zawsze ciekawe rozwiązanie i daje nam dużo możliwości. Ja swojego faworyta mam, zobaczymy czy CT pójdzie w tym kierunku. Ahhh pan Lopez w wersji na serio i z omastą. Dobrze tutaj zagrał takiego topowego heela, który w końcu dostaje to, co powinien. Lopez w sumie dość często nawiązuje do tego, że jest swego rodzaju weteranem i wspomina o przeszłości, tutaj też to mamy, ale dobrze komponuje się z całością wypowiedzi. Ten tekst o "wyświadczeniu przysługi" to taki bardzo generic do powiedzenia w takiej sytuacji, ale też działa to wszystko w jednej linii z charakterem Lopeza i ogólnie ich rywalizacją. Teraz po zdobyciu mistrzostwa LPW Lopez realnie ustawia się na szczycie naszej federacji i w dużej mierze o tym jest ten speech, mocarne EGO tu widać i myślę, że to dobrze siedzi jak na pierwszą wypowiedź po PPV. Baaaaardzo był grzeczny Blaze. Szczególnie ten moment jak powiedział, że "każdy popełnia błędy". No tak, lekarze na stole operacyjnym też xD Ten błąd kosztował go utratę mistrzostwa LPW, czy tam pasa (jak wolicie), więc myślę, że tutaj nawet jakaś niewielka pretensja byłaby jak najbardziej na miejscu. Tak oprócz tego to widzimy, że on tutaj zdecydowanie mniej "fika i bryka", bo i Aldisa przeprosił i akceptuje ten obecny stan rzeczy. Ma nawet autorefleksję. To w sumie może pokazywać, że Blaze dojrzewa i że ta porażka paradoksalnie mu się przyda i rzeczywiście pozwoli pewne rzeczy przeanalizować przed rewanżem, więc generalnie ja ten zabieg kupuję, żeby była jasność. To o "najlepszej wersji" to mógłby sobie darować, bo nawet u nas na fedzie to się już pojawiło i to dość intensywnie, najczęściej w kontekście Riddle'a, ale i w ich feudzie, więc ja bym to oszczędził. Zresztą widzimy, że Lopez właśnie do tego nawiązuje w swojej drugiej wypowiedzi, więc coś jest na rzeczy. Lopez tutaj dalej mocno z EGO, można rzeczywiście pomyśleć, że "odpłynął", ale ta postać już taka jest. Tam radykalizacja jest dość mocna, a to w świecie wrestlingu się sprawdza. Dobrze, że tutaj nie próbuje jakiś durnych prób ucieczki od tej walki, bo to by pokazało, że jest pizdeuszem, a przy takich wypowiedziach to nie miałoby sensu. Blaze u siebie - no jest już tutaj trochę zmiana podejścia, sam mówi o tym, że generalnie to NIE PRZEGRAŁ i że Lopez ma urojenia. Dobrze, dobrze. Bo tak to by było za miękko, patrząc na tę pierwszą kwestię. Generalnie całkiem dobre wprowadzenie w gale. Myślę, że po tym co działo się na PPV, to jedyne logiczne, jakie mogliśmy tu zobaczyć. Three Stages of Hell to ciekawy twór, więc z chęcią zobaczę, co oni tam konkretnie włożą.

Waters vs Lopez i FILMIKI. No, mamy pierwszą przegraną Jamesa Rivera Watersa w karierze. Boooooo. Zobaczymy w następnych tygodniach ile on na tym straci, ile zyska. Na pewno została odcięta pępowina od WCW, skuteczniej myślę niż u wielu, wielu innych zawodników. FILMIK i wypowiedź Kline'a. Bardzo mi się podobało jak Rysiu podszedł do tematu i jak opisał to, co mu wysłałem, bo za dużo informacji przecież nie dostał. Fajnie, że oni mają jakiś konkretny plan na Watersa i na pewno otwiera nam to wiele dróg na przyszłość. Mi też to bardzo pomoże w budowaniu nowej...TWARZY.

Ahhh. No dobrze, że Tatsu nie popełnił seppuku. Jeszcze lepiej, że nie grzebał w "worze z jajec" . Jak to jest patrzeć na coś z nabożeństwem? Też bym się ucieszył, jakbym dostał taką zabawkę, chociaż uwaga NIE MIAŁEM NIGDY IPHONE'a. Więc w sumie na chuj mi to? No, ale Elias to nie jakiś stary dziad, więc normalka, że jest tam mocno podniesiona kita. Aż dziwne, że tak szybko się otrząsnął. Kurwa ten Tatsu to jest taki...On musi być chujem w środku. Bo to aż za bardzo śmiedzi. Honorowo, ale śmierdzi. Zaraz znowu go zwyzywa od gnojów. A może chłop walczy sam z sobą i po prostu czasami mu się ulewa? Może Carni korzystał z postaci Szymona K przy tworzeniu Yoshiego?

ELI XD NO tak, czyli idziemy w tematykę wąsów, bo kurwa w jaką inną moglibyśmy iść? XD To będzie wielka telewizja, jestem o tym przekonany.

Jeff Brown...chyba widzowie zaczynają już przełączać kanały. Bo ewidentnie mamy mało star poweru w tym fragmencie gali. No, a Jeff, jak to on - odklejka jest, więc zaraz będą jakieś kłopoty. Już ma kłopoty. Rocks Xebec oczywiście wygrywa swoją debiutancką walkę i daje mocny speech po. Na pewno bardzo "ofensywnie" zaczyna i widać, że będzie to postać która "nie bierze jeńców". Wyrazistość jakaś już jest teraz, więc zobaczymy jak to się będzie rozwijało w konkretniejszych rywalizacjach. Na razie myślę, że jak na wprowadzenie do rosteru, to było to bardzo poprawne.

O, jest reakcja na spadającą widownię. Włochów dali. Tak, Remikowe opisy są znane z tego, że jest to TOP i że przede wszystkim możesz sobie to fajnie wizualizować. Tutaj też mamy idealne budowanie klimatu, który w przypadku The Outfit odgrywa ogromną rolę. Leone jako boss zaczyna i widać, że targają nim emocje. Nawet na wejściu da się wyczuć, że stara się to kontrolować, ale jednak ewidentnie gryzie go ten brak odpowiedniego porozumienia z Aldisem. Bo to, że Brutal jest nieobliczalny, to wiadomo. The Outfit musi jednak umiejętnie "tańczyć" z Nickiem, bo ten jest znacznie trudniejszy do przeanalizowania i umówmy się - dużo więcej od niego zależy. Bardzo podobało mi się to, że on w pewnym momencie tutaj nie wytrzymał i mieliśmy przedsmak tego, co myślę, że wkrótce nas czeka - bardziej agresywnej wersji. Dobrze jest też prowadzona cała narracja o tym, że PLAN działa bez zarzutu i nikt nie jest w stanie im przeszkodzić. Kolejny raz mamy wyraźnie pokazane, że The Outfit nie chodzi tylko o pasy, popularność, czy pieniądze. Myślę, że nawet w OGÓLE o to nie chodzi. To są czynniki, które na to wpływają. Im bardziej chodzi o KONTROLĘ. Ludzi, miejsca. Vincenzo w obu swoich wypowiedziach był pełny stoicyzmu i tam unosi się w dalszym ciągu taka nutka tajemniczości. "Co on tak naprawdę myśli?", "jaka jest jego rola w tym układzie?". No i mamy Enzo. Stukanie towarzyszyło nam od dłuższego czasu, więc chyba jest lekkie zniecierpliwienie, zdenerwowanie? O, no i bardzo fajnie, że mamy jednak jakieś inne podejście do tego tematu i do Aldisa przede wszystkim, bo tak jak pisałem - to on jest tu kluczowy. Grzeszne myśli u ludzi uduchowionych mogą być bardzo niebezpieczne. To już widzieliśmy wielokrotnie. Cieszę się też, że Tony od razu nawiązuje do tego, co Enzo mówił - bo on jednak jest bardzo pewny siebie, jest bossem, a Enzo...no cóż, może nie jest to brak wiary, ale na pewno głośno mówi o tym, że jest w nim mniej pewności niż było. Bardzo doceniam taki zabieg, bo po prostu robi się ciekawiej, a postaci są coraz pełniejsze. No i ta końcówka. Tutaj już mocno czuć taką prawdziwą MAFIĄ - jest wspomniana Micki, jest ten informator w tle. Aldis musi mieć z tyłu głowy, że musi być wyjątkowo uważny w słowach i czynach. Jakub bardzo pilnuje żeby ta postać nie wypadała głupio, więc to dodatkowo mnie podnieca (XD) bo ten konflikt na pewno nie będzie zero-jedynkowy.

Lord Sebastien i jego nowy giermek. Nawet okej to było. Jak na wejście z czymś nowym, to tutaj nie miałem większych oczekiwań. Brakuje mi u niego w dalszym ciągu takiej realnej nutki tego bogactwa, tego blichtru, bo jeśli to ma być wyczuwalne na pierwszy rzut oka, to na pewno trzeba to dopracować. Ja bym może po prostu popracował nad opisami, słownictwem i drobnymi gestami. To w takich postaciach naprawdę potrafi zrobić różnicę. Chris...i tutaj powiem szczerze, że wyglądało by to całkiem dobrze i miałby całkiem sporo racji, gdyby nie to, że potem udupił walkę. No, nie wygląda to zbyt dobrze na start. Ja powiem szczerze, że oczekiwałem tutaj innego wyniku, no ale Arkusz prawdę Ci powie, nie? Generalnie na pewno nasz Surfer musi mieć stałą rywalizację, jeśli ma ta postać być konkretniej budowana, bo na razie te jego wypowiedzi są w porządku, mają sens i fajnie się spełnia w tej roli face'a, ale tutaj na pewno potrzebne jest odniesienie. W tym wypadku po prostu wyszedł na kolesia, który trochę wyżej srał, niż dupę miał. A wiadomo, że face'ów takie coś zaboli bardziej niż pizdo heela. (JAY! JAY! JAY!)

Brutal to po prostu Michał, czy tam na odwrót. On też łatwo się gotuje i nie wytrzymuje ciśnienia. Jestem w szoku, że on tak przeprasza i przeprasza. Wiadomo, że odjebał i kosztowało ich to trochę, ale no rzadko widzę Mike'a, który bierze tak całą winę na siebie. Nawet nie wiedziałem, że on tak potrafi. Ani trochę się nie dziwię, że ktoś taki, jak Derek tego nie kupił. Nawet ja bym tego nie kupił, bo może to było szczerze, ale kurwa było też zajebiście dziwne, patrząc na to, kto to mówił. No, Leone i jego faszystowskie szeregi - dość grubo, żeby zaraz procesu nie było. Pięknie Paddy się w to wpierdolił i pięknie mu odpowiedzieli. Ośmiałem się i to tak z omastą. W drugiej wypowiedzi Brutal podobał mi się dużo bardziej, bo po prostu bardziej był sobą. Dobrze też, że on cały czas jednak wbija szpilę w tego Dereka i jego teorie spiskowe, bo dzięki temu to Mike jest tym, którym twardo stąpa po ziemi. Na pewno było więcej omasty w tym, niż we wprowadzeniu. Derek w swoim stylu kończy - on wie lepiej i generalnie to już nie ufa Brutalowi, o ile w ogóle można powiedzieć, że on KOMUKOLWIEK ufa. Spoko to wyszło, bo myślę, że mimo wszystko obie postaci zachowały odpowiedni styl, no i zostało to po prostu dobrze napisane. Na pewno tutaj jeszcze będzie sporo zgrzytów, więc czekam na rozwinięcie. Tam ten Edgar w tle jeszcze mnie zastanawia, bo on to wieczny wpierdol dostaje i na pewno jego pozycja ostatnio mocno leci w dół.

Honorowy Japuniec i Elias dostali? Szokujące. No, rzeczywiście było to dziwne zestawienie xD

Podobał mi się Mantel tutaj. Tak, zdecydowanie. Był w tym wszystkim sens, były podwaliny (wygrana z Kociarzem), były odpowiednie dla heela uszczypliwości. Romantyczne wypady z Dolnickiem to coś, co brzmi paskudnie. A jak człowiek sobie zacznie wyobrażać, to już w ogóle. Fajne jest to, że on próbuje tutaj kompletnie zdyskredytować tę przemianę Ransoma i ogólnie budowanie jego nowego wizerunku. Generalnie wszystkiemu winny jest sam Maxwell, więc niech przestanie płakać i opowiadać jak to mu ciężko. Kupuję taką narrację. No, a czy odpowiedzi Maxwella kupuje? Tak. Tylko od razu panie Panterka, tam jest "języczek uwagi" i to jest błąd. Bo to w 100% jest "języczek u wagi". Myślę, że generalnie było to tu źle użyte, patrząc na kontekst. No, ale oprócz tego przypierdalania się to bardzo dobrze on tu wychodzi. U Ransoma naocznie czuć po prostu te emocje, że to nie jest tylko POSTAĆ. My tu widzimy REALNEGO CHŁOPA, który ma swoje problemy i nie boi się o nich mówić, ale nie jest tez zjebem, który będzie wysłuchiwał wszystkiego i przytakiwał. To wszystko co powiedział o Mantelu ma sens, czy o tej pseudo gablocie, czy wcześniej o tym, że ten nagle się bawi w psychologa - wszystko trafione. To zakończenie dość ostre i wyraziste, też mi tu pasuje. Ehhh...nawet nie wiecie, jak bardzo bym chciał, żeby taki Jay kiedyś trafił na Ransoma. Obaj są na razie w drodze, a wydaje mi się, że akurat ich charaktery świetnie by się uzupełniały. Na razie czekam na więcej od obu panów, bo idzie to w dobrym kierunku. (Mówię o Mantelu i Ransomie, nie robię sobie loda)

Tony Leone nowym mistrzem. Wszystko się sprawdza. Myślę, że to naprawdę ważne wydarzenie w kontekście następnych gal Elysium. Znowu mamy ważne i mocne zakończenie gali. To mi się podoba. Zresztą, mieliśmy mocny początek, ten klimatyczny segment w środku no i teraz nowego mistrza, więc mądrze jest to budowane. Było parę słabszych rzeczy, ale chyba zostały one umiejętnie umieszczone, może tam te 3 segmenty pod rząd trochę wątpliwe były, ale pamiętajmy, że komedia też jest potrzebna. Dzięki za galę, bardzo płynnie się to czytało, to też doceniam.

PS: A, co do większości walk, to nie jestem zaskoczony zwycięzcami. Ja mam swojego faworyta, ale mam też człowieka, którego zwycięstwa bym pożądał. Zobaczymy, co z tego wyniknie xD
Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 13:20 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
23.09.2026, 13:19 #10
Nick Aldis ogłasza co trzeba i tak jak myśleliśmy, jeśli ktoś czytał PPV (a o dziwo czytał, albo był na live) to mamy potwierdzenie, że dość długa rywalizacja Blaze'a z Lopezem jeszcze się nie kończy. Myślę, że jakaś logika w tym jest, chociaż nie ukrywam, że ja chętnie przefrunąłbym już na koniec października. Walizka to zawsze ciekawe rozwiązanie i daje nam dużo możliwości. Ja swojego faworyta mam, zobaczymy czy CT pójdzie w tym kierunku. Ahhh pan Lopez w wersji na serio i z omastą. Dobrze tutaj zagrał takiego topowego heela, który w końcu dostaje to, co powinien. Lopez w sumie dość często nawiązuje do tego, że jest swego rodzaju weteranem i wspomina o przeszłości, tutaj też to mamy, ale dobrze komponuje się z całością wypowiedzi. Ten tekst o "wyświadczeniu przysługi" to taki bardzo generic do powiedzenia w takiej sytuacji, ale też działa to wszystko w jednej linii z charakterem Lopeza i ogólnie ich rywalizacją. Teraz po zdobyciu mistrzostwa LPW Lopez realnie ustawia się na szczycie naszej federacji i w dużej mierze o tym jest ten speech, mocarne EGO tu widać i myślę, że to dobrze siedzi jak na pierwszą wypowiedź po PPV. Baaaaardzo był grzeczny Blaze. Szczególnie ten moment jak powiedział, że "każdy popełnia błędy". No tak, lekarze na stole operacyjnym też xD Ten błąd kosztował go utratę mistrzostwa LPW, czy tam pasa (jak wolicie), więc myślę, że tutaj nawet jakaś niewielka pretensja byłaby jak najbardziej na miejscu. Tak oprócz tego to widzimy, że on tutaj zdecydowanie mniej "fika i bryka", bo i Aldisa przeprosił i akceptuje ten obecny stan rzeczy. Ma nawet autorefleksję. To w sumie może pokazywać, że Blaze dojrzewa i że ta porażka paradoksalnie mu się przyda i rzeczywiście pozwoli pewne rzeczy przeanalizować przed rewanżem, więc generalnie ja ten zabieg kupuję, żeby była jasność. To o "najlepszej wersji" to mógłby sobie darować, bo nawet u nas na fedzie to się już pojawiło i to dość intensywnie, najczęściej w kontekście Riddle'a, ale i w ich feudzie, więc ja bym to oszczędził. Zresztą widzimy, że Lopez właśnie do tego nawiązuje w swojej drugiej wypowiedzi, więc coś jest na rzeczy. Lopez tutaj dalej mocno z EGO, można rzeczywiście pomyśleć, że "odpłynął", ale ta postać już taka jest. Tam radykalizacja jest dość mocna, a to w świecie wrestlingu się sprawdza. Dobrze, że tutaj nie próbuje jakiś durnych prób ucieczki od tej walki, bo to by pokazało, że jest pizdeuszem, a przy takich wypowiedziach to nie miałoby sensu. Blaze u siebie - no jest już tutaj trochę zmiana podejścia, sam mówi o tym, że generalnie to NIE PRZEGRAŁ i że Lopez ma urojenia. Dobrze, dobrze. Bo tak to by było za miękko, patrząc na tę pierwszą kwestię. Generalnie całkiem dobre wprowadzenie w gale. Myślę, że po tym co działo się na PPV, to jedyne logiczne, jakie mogliśmy tu zobaczyć. Three Stages of Hell to ciekawy twór, więc z chęcią zobaczę, co oni tam konkretnie włożą.

Waters vs Lopez i FILMIKI. No, mamy pierwszą przegraną Jamesa Rivera Watersa w karierze. Boooooo. Zobaczymy w następnych tygodniach ile on na tym straci, ile zyska. Na pewno została odcięta pępowina od WCW, skuteczniej myślę niż u wielu, wielu innych zawodników. FILMIK i wypowiedź Kline'a. Bardzo mi się podobało jak Rysiu podszedł do tematu i jak opisał to, co mu wysłałem, bo za dużo informacji przecież nie dostał. Fajnie, że oni mają jakiś konkretny plan na Watersa i na pewno otwiera nam to wiele dróg na przyszłość. Mi też to bardzo pomoże w budowaniu nowej...TWARZY.

Ahhh. No dobrze, że Tatsu nie popełnił seppuku. Jeszcze lepiej, że nie grzebał w "worze z jajec" . Jak to jest patrzeć na coś z nabożeństwem? Też bym się ucieszył, jakbym dostał taką zabawkę, chociaż uwaga NIE MIAŁEM NIGDY IPHONE'a. Więc w sumie na chuj mi to? No, ale Elias to nie jakiś stary dziad, więc normalka, że jest tam mocno podniesiona kita. Aż dziwne, że tak szybko się otrząsnął. Kurwa ten Tatsu to jest taki...On musi być chujem w środku. Bo to aż za bardzo śmiedzi. Honorowo, ale śmierdzi. Zaraz znowu go zwyzywa od gnojów. A może chłop walczy sam z sobą i po prostu czasami mu się ulewa? Może Carni korzystał z postaci Szymona K przy tworzeniu Yoshiego?

ELI XD NO tak, czyli idziemy w tematykę wąsów, bo kurwa w jaką inną moglibyśmy iść? XD To będzie wielka telewizja, jestem o tym przekonany.

Jeff Brown...chyba widzowie zaczynają już przełączać kanały. Bo ewidentnie mamy mało star poweru w tym fragmencie gali. No, a Jeff, jak to on - odklejka jest, więc zaraz będą jakieś kłopoty. Już ma kłopoty. Rocks Xebec oczywiście wygrywa swoją debiutancką walkę i daje mocny speech po. Na pewno bardzo "ofensywnie" zaczyna i widać, że będzie to postać która "nie bierze jeńców". Wyrazistość jakaś już jest teraz, więc zobaczymy jak to się będzie rozwijało w konkretniejszych rywalizacjach. Na razie myślę, że jak na wprowadzenie do rosteru, to było to bardzo poprawne.

O, jest reakcja na spadającą widownię. Włochów dali. Tak, Remikowe opisy są znane z tego, że jest to TOP i że przede wszystkim możesz sobie to fajnie wizualizować. Tutaj też mamy idealne budowanie klimatu, który w przypadku The Outfit odgrywa ogromną rolę. Leone jako boss zaczyna i widać, że targają nim emocje. Nawet na wejściu da się wyczuć, że stara się to kontrolować, ale jednak ewidentnie gryzie go ten brak odpowiedniego porozumienia z Aldisem. Bo to, że Brutal jest nieobliczalny, to wiadomo. The Outfit musi jednak umiejętnie "tańczyć" z Nickiem, bo ten jest znacznie trudniejszy do przeanalizowania i umówmy się - dużo więcej od niego zależy. Bardzo podobało mi się to, że on w pewnym momencie tutaj nie wytrzymał i mieliśmy przedsmak tego, co myślę, że wkrótce nas czeka - bardziej agresywnej wersji. Dobrze jest też prowadzona cała narracja o tym, że PLAN działa bez zarzutu i nikt nie jest w stanie im przeszkodzić. Kolejny raz mamy wyraźnie pokazane, że The Outfit nie chodzi tylko o pasy, popularność, czy pieniądze. Myślę, że nawet w OGÓLE o to nie chodzi. To są czynniki, które na to wpływają. Im bardziej chodzi o KONTROLĘ. Ludzi, miejsca. Vincenzo w obu swoich wypowiedziach był pełny stoicyzmu i tam unosi się w dalszym ciągu taka nutka tajemniczości. "Co on tak naprawdę myśli?", "jaka jest jego rola w tym układzie?". No i mamy Enzo. Stukanie towarzyszyło nam od dłuższego czasu, więc chyba jest lekkie zniecierpliwienie, zdenerwowanie? O, no i bardzo fajnie, że mamy jednak jakieś inne podejście do tego tematu i do Aldisa przede wszystkim, bo tak jak pisałem - to on jest tu kluczowy. Grzeszne myśli u ludzi uduchowionych mogą być bardzo niebezpieczne. To już widzieliśmy wielokrotnie. Cieszę się też, że Tony od razu nawiązuje do tego, co Enzo mówił - bo on jednak jest bardzo pewny siebie, jest bossem, a Enzo...no cóż, może nie jest to brak wiary, ale na pewno głośno mówi o tym, że jest w nim mniej pewności niż było. Bardzo doceniam taki zabieg, bo po prostu robi się ciekawiej, a postaci są coraz pełniejsze. No i ta końcówka. Tutaj już mocno czuć taką prawdziwą MAFIĄ - jest wspomniana Micki, jest ten informator w tle. Aldis musi mieć z tyłu głowy, że musi być wyjątkowo uważny w słowach i czynach. Jakub bardzo pilnuje żeby ta postać nie wypadała głupio, więc to dodatkowo mnie podnieca (XD) bo ten konflikt na pewno nie będzie zero-jedynkowy.

Lord Sebastien i jego nowy giermek. Nawet okej to było. Jak na wejście z czymś nowym, to tutaj nie miałem większych oczekiwań. Brakuje mi u niego w dalszym ciągu takiej realnej nutki tego bogactwa, tego blichtru, bo jeśli to ma być wyczuwalne na pierwszy rzut oka, to na pewno trzeba to dopracować. Ja bym może po prostu popracował nad opisami, słownictwem i drobnymi gestami. To w takich postaciach naprawdę potrafi zrobić różnicę. Chris...i tutaj powiem szczerze, że wyglądało by to całkiem dobrze i miałby całkiem sporo racji, gdyby nie to, że potem udupił walkę. No, nie wygląda to zbyt dobrze na start. Ja powiem szczerze, że oczekiwałem tutaj innego wyniku, no ale Arkusz prawdę Ci powie, nie? Generalnie na pewno nasz Surfer musi mieć stałą rywalizację, jeśli ma ta postać być konkretniej budowana, bo na razie te jego wypowiedzi są w porządku, mają sens i fajnie się spełnia w tej roli face'a, ale tutaj na pewno potrzebne jest odniesienie. W tym wypadku po prostu wyszedł na kolesia, który trochę wyżej srał, niż dupę miał. A wiadomo, że face'ów takie coś zaboli bardziej niż pizdo heela. (JAY! JAY! JAY!)

Brutal to po prostu Michał, czy tam na odwrót. On też łatwo się gotuje i nie wytrzymuje ciśnienia. Jestem w szoku, że on tak przeprasza i przeprasza. Wiadomo, że odjebał i kosztowało ich to trochę, ale no rzadko widzę Mike'a, który bierze tak całą winę na siebie. Nawet nie wiedziałem, że on tak potrafi. Ani trochę się nie dziwię, że ktoś taki, jak Derek tego nie kupił. Nawet ja bym tego nie kupił, bo może to było szczerze, ale kurwa było też zajebiście dziwne, patrząc na to, kto to mówił. No, Leone i jego faszystowskie szeregi - dość grubo, żeby zaraz procesu nie było. Pięknie Paddy się w to wpierdolił i pięknie mu odpowiedzieli. Ośmiałem się i to tak z omastą. W drugiej wypowiedzi Brutal podobał mi się dużo bardziej, bo po prostu bardziej był sobą. Dobrze też, że on cały czas jednak wbija szpilę w tego Dereka i jego teorie spiskowe, bo dzięki temu to Mike jest tym, którym twardo stąpa po ziemi. Na pewno było więcej omasty w tym, niż we wprowadzeniu. Derek w swoim stylu kończy - on wie lepiej i generalnie to już nie ufa Brutalowi, o ile w ogóle można powiedzieć, że on KOMUKOLWIEK ufa. Spoko to wyszło, bo myślę, że mimo wszystko obie postaci zachowały odpowiedni styl, no i zostało to po prostu dobrze napisane. Na pewno tutaj jeszcze będzie sporo zgrzytów, więc czekam na rozwinięcie. Tam ten Edgar w tle jeszcze mnie zastanawia, bo on to wieczny wpierdol dostaje i na pewno jego pozycja ostatnio mocno leci w dół.

Honorowy Japuniec i Elias dostali? Szokujące. No, rzeczywiście było to dziwne zestawienie xD

Podobał mi się Mantel tutaj. Tak, zdecydowanie. Był w tym wszystkim sens, były podwaliny (wygrana z Kociarzem), były odpowiednie dla heela uszczypliwości. Romantyczne wypady z Dolnickiem to coś, co brzmi paskudnie. A jak człowiek sobie zacznie wyobrażać, to już w ogóle. Fajne jest to, że on próbuje tutaj kompletnie zdyskredytować tę przemianę Ransoma i ogólnie budowanie jego nowego wizerunku. Generalnie wszystkiemu winny jest sam Maxwell, więc niech przestanie płakać i opowiadać jak to mu ciężko. Kupuję taką narrację. No, a czy odpowiedzi Maxwella kupuje? Tak. Tylko od razu panie Panterka, tam jest "języczek uwagi" i to jest błąd. Bo to w 100% jest "języczek u wagi". Myślę, że generalnie było to tu źle użyte, patrząc na kontekst. No, ale oprócz tego przypierdalania się to bardzo dobrze on tu wychodzi. U Ransoma naocznie czuć po prostu te emocje, że to nie jest tylko POSTAĆ. My tu widzimy REALNEGO CHŁOPA, który ma swoje problemy i nie boi się o nich mówić, ale nie jest tez zjebem, który będzie wysłuchiwał wszystkiego i przytakiwał. To wszystko co powiedział o Mantelu ma sens, czy o tej pseudo gablocie, czy wcześniej o tym, że ten nagle się bawi w psychologa - wszystko trafione. To zakończenie dość ostre i wyraziste, też mi tu pasuje. Ehhh...nawet nie wiecie, jak bardzo bym chciał, żeby taki Jay kiedyś trafił na Ransoma. Obaj są na razie w drodze, a wydaje mi się, że akurat ich charaktery świetnie by się uzupełniały. Na razie czekam na więcej od obu panów, bo idzie to w dobrym kierunku. (Mówię o Mantelu i Ransomie, nie robię sobie loda)

Tony Leone nowym mistrzem. Wszystko się sprawdza. Myślę, że to naprawdę ważne wydarzenie w kontekście następnych gal Elysium. Znowu mamy ważne i mocne zakończenie gali. To mi się podoba. Zresztą, mieliśmy mocny początek, ten klimatyczny segment w środku no i teraz nowego mistrza, więc mądrze jest to budowane. Było parę słabszych rzeczy, ale chyba zostały one umiejętnie umieszczone, może tam te 3 segmenty pod rząd trochę wątpliwe były, ale pamiętajmy, że komedia też jest potrzebna. Dzięki za galę, bardzo płynnie się to czytało, to też doceniam.

PS: A, co do większości walk, to nie jestem zaskoczony zwycięzcami. Ja mam swojego faworyta, ale mam też człowieka, którego zwycięstwa bym pożądał. Zobaczymy, co z tego wyniknie xD
Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 13:20 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości