Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, w końcu jest to ostatnie Colosseum przez LPW Heatwave, które odbędzie się już 6 września w Texasie.
Kamera obejmuje cały ring, jednak tym razem trudno skupić uwagę wyłącznie na osobie stojącej w jego centrum. Kwadratowy pierścień otoczony jest szczelnym kordonem ochroniarzy wyposażonych w pałki teleskopowe. Kolejna grupa znajduje się już pomiędzy linami. W samym ringu ustawiono dwa krzesła, które znajdują się po przeciwnych stronach, wyraźnie sugerując, że za chwilę dojdzie tutaj do spotkania, które może pójść w każdą stronę. RVD stoi pośrodku obstawy z mikrofonem w dłoni. Jego mina jasno pokazuje, że przyszedł tutaj z bardzo wyraźnym przesłaniem...
Rob Van Dam: Zanim kogokolwiek tutaj zaproszę, chcę powiedzieć o bardzo ważnej sprawie.. Przez ostatnie tygodnie dawałem zawodnikom LPW sporo swobody. Pozwalałem wam rozwiązywać własne problemy, pozwalałem emocjom brać górę i nieraz przymykałem oko na rzeczy, które może nie powinny się wydarzyć. Najwyraźniej niektórzy z was uznali to za słabość. Dlatego od dzisiaj koniec z pobłażaniem. Jeżeli ustalam zasady, to będziecie ich przestrzegać. Jeżeli mówię, że nie wolno wam się dotknąć, nie dotkniecie się. A jeżeli któryś z was dzisiaj zapomni, kto tutaj podejmuje decyzje... to ci panowie *wskazuje na ochroniarzy* bardzo szybko pomogą mu sobie przypomnieć. Kenneth Riddle... zapraszam Cię do ringu.
Sacramento Saint nie potrzebuje kolejnego zaproszenia, bowiem Evil Ways rozbrzmiało na arenie błyskawicznie po ostatnich słowach General Managera. Kenneth Riddle wychodzi na stage z nietęgą miną - zupełnie jakby miał zaraz stanąć oko w oko z facetem, który niedawno próbował go zabić, jednocześnie nie mogąc mu się fizycznie odpłacić. The Icon ma na sobie TĘ KOSZULKĘ! Rob Van Dam na ten widok przewraca oczami, jakby wiedział, że to nie pomoże w utrzymaniu napiętej sytuacji w ryzach. Riddle wchodzi w międzyczasie do ringu i staje przy jednym z krzeseł. Ewidentnie nie chce usiąść i opuścić gardy, dopóki jego rywal nie będzie w zasięgu wzroku.
Rob Van Dam: Dobrze. Kenneth jest na miejscu. Teraz pora na drugą stronę tej historii. Ryback... zapraszam do ringu. I zanim pojawi Ci się w głowie jakiś głupi pomysł, przypominam: zakaz kontaktu fizycznego obowiązuje do momentu waszego pojedynku na Heatwave.
Kings Never Die! The Butcherback i jego theme rozbrzmiewają na arenie, co powoduje mieszaną reakcję publiczności. Przez moment kamera jest skupiona na ekranie, jednak mieszane okrzyki z trybun dość szybko kierują ostrze kamery na publiczność, gdyż to tam zjawia się Butcher! Ryback z bardzo wściekłą miną, oraz z taką koszulką . The Big Guy ma w ręku również torbę z narzędziami, którą trzymał podczas poprzedniego spotkania obu panów, jednak tym razem decyduje się ją upuścić. Torba podczas upadku wydała charakterystyczny dźwięk narzędzi, a Ryback lekko kulejąc na kolano ruszył ze złowrogą miną w kierunku ringu. Widok torby sprawia, że Kenneth Riddle momentalnie prostuje sylwetkę i zaciska dłonie w pięści. Rob Van Dam dostrzega to natychmiast. Jeszcze zanim Ryback dociera do ringu, General Manager unosi rękę i wydaje krótkie polecenie ochroniarzom. Kilku z nich ustawia się ciasno wokół Riddle'a, skutecznie odcinając mu drogę do lin. The Icon nie jest zachwycony, ale nie próbuje się przepychać. Ryback tymczasem wchodzi po schodkach, przechodzi między linami i zatrzymuje się po przeciwnej stronie ringu. Dopiero wtedy RVD wykonuje kolejny gest. Ochroniarze opuszczają pozycje przy Riddle'u i ustawiają się w równym rzędzie pomiędzy oboma zawodnikami, dzieląc ring na dwie części.
Rob Van Dam: Zanim zaczniemy... obaj dobrze wiecie, jakie są zasady. Żadnego kontaktu fizycznego. Żadnego przekraczania tej linii. Żadnych prób prowokowania bójki. Ja daję wam głos i ja go odbieram. Kiedy mówię, że skończyłeś mówić, to skończyłeś mówić. Jeżeli którykolwiek z was ma z tym problem, możemy zakończyć to spotkanie już teraz. Dzisiaj macie okazję powiedzieć sobie wszystko prosto w twarz bez rozwalania połowy areny. Ryback... zaczynasz. Masz głos.
Ryback: Kenny, wyjątkowo chciałbym, abyś podszedł bliżej, abym mógł Ci spojrzeć w oczy, i zobaczyć w nich to, co widziałem tydzień temu, byłeś przerażony, bezradny, dałeś mi coś czego ode mnie już nie zabierzesz - dałeś mi pewność, że wygram tę walkę. A teraz skup się, bo wytłumaczę Ci dlaczego. Twoja żon…
Kenneth Riddle: Nie waż się nawet wspominać o niej ani o moich dzieciach, Ty sukinsynie! Oczywiście, że się bałem. To żaden wstyd w takiej sytuacji. Wstydem jest Twoje bicie mnie poniżej pasa tylko po to, aby na końcu i tak znaleźć sposób na wydarcie porażki z paszczy zwycięstwa…
Mikrofon Kennetha momentalnie milknie. Riddle jeszcze przez sekundę próbuje coś powiedzieć, zanim orientuje się, że RVD po prostu odciął mu dźwięk.
Rob Van Dam: Kenneth, powiedziałem jasno, ja udzielam głosu i ja go odbieram. Jeszcze raz wejdziesz komuś w słowo i będziesz słuchał reszty tej rozmowy bez możliwości zabrania głosu.
RVD przenosi wzrok na Rybacka i wskazuje na niego palcem.
Rob Van Dam: A Ty lepiej zacznij ważyć słowa. Rodzina Kennetha nie jest częścią tej walki i nie zamierzam pozwolić, żebyś robił z niej narzędzie do prowokacji. Zdaje się, że nie skończyłeś więc kontynuuj.
Ryback: - Ciekawe Rob, tak jednym strzałem odebrać Riddlowi głos, a jak ja chciałem to zrobić tydzień temu to mi nie pozwoliłeś. Ale masz sto procent racji Van Dam Boss, Kenny nie pozwolił mi dokończyć już kilka lat temu. Publiczność zaufała Riddlowi, biedny Kenny tak atakowany przez Rybacka, a wy, zaufaliście manipulatorowi! Bo kto inny mógłby lepiej ukrywać swoją winę i zrzucać ją na innych niż ex kryminalista? Zrobiłeś ze mnie złego, i długo myślałem jak to odwrócić, ale po tym jak doprowadziłeś do mojej kontuzji kolana, to wierz mi - jestem zły, bardziej niż kiedykolwiek, nienawidzę Cię bardziej niż kiedykolwiek, i udowodnię, że pomimo, iż owszem, jestem zły, to jestem lepszy niż Ty, i byłem już za czasów PHW, WCW oraz….
W połowie ostatniego zdania mikrofon Rybacka zostaje wyłączony. The Big Guy jeszcze przez moment porusza ustami, po czym spogląda z niedowierzaniem w stronę RVD.
Rob Van Dam: Czas. Miałeś powiedzieć, co masz do powiedzenia i powiedziałeś. Nie będziemy tutaj robić trzygodzinnego wykładu z historii waszej znajomości. Teraz słuchasz. *RVD jasno wskazuje na Kennetha* Kenneth, teraz Twoja kolej. Masz głos.
Kenneth Riddle: Niebywałe… co Ty wygadujesz, człowieku!? Przecież sam zrobiłeś z siebie złego, kiedy wpadłeś na pomysł, aby prowadzić tę chorą krucjatę przeciwko mnie! No policzmy: wykradłeś prywatne rzeczy moich dzieci, obraziłeś moją żonę, PORWAŁEŚ MNIE IDIOTO, a to wszystko w ciągu dwóch tygodni. Ryback, może i robiłem w przeszłości złe rzeczy, ale nie wypieram się tego. Wziąłem na klatę konsekwencje, jak prawdziwy facet i żyję dalej. Za to Ty każdego dnia stajesz przed lustrem i nie akceptujesz tego, co w nim widzisz. Życzę Ci, żeby kiedyś się to zmieniło, ale nie wydarzy się to moim kosztem. W obronie swojej rodziny i spokoju potrafię sięgnąć bardzo głęboko w mrok. Ostrzegam, że jeśli nie odpuścisz, to nie będę miał skrupułów i zmiażdżę Ci też drugie kolano do pary! Może dasz mi wreszcie spokój, kiedy uczynię Cię kadłubk…
Rob Van Dam natychmiast unosi dłoń, a mikrofon Kennetha zostaje wyłączony w połowie zdania. Riddle odwraca głowę w jego stronę, wyraźnie zirytowany, jednak tym razem RVD nie zwraca na niego większej uwagi. General Manager przykłada palec do słuchawki i przez kilka sekund uważnie słucha przekazywanej mu informacji. Jego mina szybko poważnieje.
Rob Van Dam: Właśnie dostałem informację od naszego zespołu medycznego i muszę coś wyjaśnić, zanim przejdziemy dalej. Ryback... na ten moment nadal nie masz zgody lekarzy na powrót do ringu. I żeby nie było żadnych niedomówień, lekarze nie przewidują, żebyś dostał ją również za dwa tygodnie. Czyli w terminie Heatwave.
Po tych słowach po arenie przechodzi głośny szmer. Ryback zaciska szczękę, natomiast Kenneth natychmiast próbuje podnieść mikrofon, ale ten wciąż pozostaje wyłączony. RVD spogląda na niego i unosi palec.
Rob Van Dam: Kenneth, Ryback, w obecnej sytuacji nie mam innego wyjścia jak tylko odwołać wasze starcie. Ta decyzja jest ostateczne. Kenneth zdaje się, że nie dokończyłeś więc kontynuuj.
Kenneth Riddle: Jakie to ma znaczenie, że przerwałeś mi w połowie zdania, jeśli zamierzasz mi przerwać też rozprawianie się z Rybackiem, zanim w ogóle mogłem zacząć? Chyba sobie żartujecie, panowie! Ten gość *Riddle wskazuje w stronę Rybacka* łamie wszelkie zasady, naraża mnie i moją rodzinę, przez co W NAGRODĘ dostaje walkę, której od początku chciał, a na koniec ma wymigać się od niej zwolnieniem lekarskim? Czy to jest lekcja WF’u w podstawówce, do cholery?! Wyszedłem dziś w tej koszulce ironicznie *Kenny spogląda przez ramię, zwracając uwagę na napis “Bitcherback” i dwa zabawkowe nożyki*, ale w życiu nie mógłbym przewidzieć takiego rozwoju wydarzeń. Ty nie potrafisz doprowadzić niczego do końca, Bitcherbacku. Nigdy nie potrafiłeś mnie pokonać, nawet mając mnie na widelcu. Nie byłeś w stanie dokończyć roboty w piwnicy, a teraz okazuje się, że nie potrafisz nawet dowieźć podpisania kontraktu! Mówią, że za każdym razem, gdy się podnosisz, część Ciebie zostaje na dnie. Jeśli to prawda, to dziś chyba większa część Rybacka spoczywa w pokoju niż jest tutaj z nami. Moją powinnością jest sprawienie, żebyś nie musiał już cierpieć przez to rozdwojenie jaźni. Nie wiem, jak tego dokonasz Rob, ale ten pojedynek ma się odbyć. Po tym wszystkim, co Ryback mi zrobił, mam wręcz OBOWIĄZEK raz na zawsze się z nim rozprawić. Mało tego, muszę dostać jego obrzydliwy łeb na srebrnej tacy w czymś więcej niż zwyczajna walka. Rob, ŻĄDAM prawa do wykończenia go w HELL IN A CELL!
Rob Van Dam: Zaczekaj. *do słuchawki* David, przynieś mi tutaj te dokumenty. Teraz. *W tym momencie RVD dostrzega uniesioną dłoń Rybacka* Chcesz coś dodać Ryback? Proszę masz głos.
Ryback: - Nie dziel skóry na Rybacku. Wiesz co dla mnie oznacza ta decyzja? Że naruszyłeś moje więzadła krzyżowe. Ale nie martw się, Butcherback i tak stanie z Tobą do ringu, i Rob, nie wiem jakie instrukcje dostałeś, ale możesz je wyrzucić do kosza. Choćbym miał na jednej nodze stać to i tak wykończę Kennetha Riddle. Pamiętasz Kenny jak Ci mówiłem, że nie jesteś najlepszym Kennym jakiego znam? No bo nie jesteś. Riddlem też najlepszym nie jesteś jakiego znam. A co gorsza, patrząc na Ciebie, to wyglądasz identycznie jak gość, z którym dzieliłem szatnie w innej federacji. Nie jesteś sobą Kenny… Ale ja przywrócę CI tożsamość…. Rob… Ja chcę tej walki, co by się nie zadziało, pod każdym względem jestem gotowy, na własną odpowiedzialność!
W tym samym momencie spod stage'u wybiega wspomniany wcześniej David z plikiem dokumentów w dłoni. Wślizguje się do ringu i przekazuje je Robowi Van Damowi. RVD szybko przegląda pierwszą stronę, po czym podaje papiery Rybackowi wraz z długopisem.
Rob Van Dam: Skoro chcesz zrobić to na własną odpowiedzialność, to zrobimy to właściwie. Podpisując te dokumenty potwierdzasz, że znasz swój stan zdrowia i zwalniasz LPW z odpowiedzialności za wszelkie konsekwencje, jakie może przynieść Ci ta walka. Jeśli je podpiszesz, nie będzie odwrotu.
Ryback nawet się nie zastanawia. Opiera dokumenty na jednym z krzeseł i składa podpis w wyznaczonych miejscach. Następnie oddaje je RVD, który przez chwilę upewnia się, że wszystko zostało podpisane, po czym przekazuje papiery Davidowi.
Rob Van Dam: W takim razie sprawa jest zamknięta. Na Heatwave... Kenneth Riddle zmierzy się z Rybackiem. I skoro obaj tak bardzo chcecie raz na zawsze zakończyć tę historię, dostaniecie dokładnie to, o co prosiliście. HELL IN A CELL!
Publiczność reaguje potężnym hukiem. Kenneth Riddle i Ryback niemal jednocześnie odsuwają swoje krzesła i wstają. Ochroniarze natychmiast zwierają szereg pomiędzy nimi, lecz tym razem żaden z zawodników nawet nie próbuje go przekroczyć. Riddle i Ryback stoją po przeciwnych stronach ringu, wpatrując się w siebie bez słowa. RVD pozostaje pomiędzy nimi, obserwując obu i pilnując, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Kamera przez kilka sekund utrzymuje obraz na ich wymianie spojrzeń, zanim segment dobiega końca.
Earlier Tonight
Kamera przenosi nas na parking dla zawodników, gdzie właśnie przybył Jose Lopez. Zawodnik ubrany jest tak, jak podczas swoich występów na ostatnich galach, w uszach ma słuchawki i w pełni wyluzowany przemierza parking w stronę wejścia na halę. Na twarzy Hiszpana maluje się charakterystyczny uśmiech. Zawodnik nie ma przy sobie żadnej walizki, czy nawet plecaka, wygląda na to, że przybył na galę, aby obejrzeć starcie pomiędzy Nathanem Martinem, a Danem Dowsonem. Komentatorzy przypominają nam historie, jakie dzieli Hiszpan z obydwoma uczestnikami dzisiejszej walki wieczoru, a sam zainteresowany spokojnie zbliża się do hali. Kiedy jest już bardzo blisko drzwi nagle na parking z dużą prędkością wjeżdża motocykl prowadzony przez Axela Blaze'a. Mistrz parkuje maszynę w losowym miejscu, spogląda na Lopeza, który właśnie przechodzi przez drzwi i znika z widoku... po czym rusza biegiem do tego samego wejścia.
Singles Match
Zbyszek Uszczelka vs
David Otunga
Uszczelka trafia Davida mocnym Clothesline’em, a chwilę później dokłada Brainbuster! Zbychu próbuje podnieść przeciwnika pod Sit-Out Piledriver, lecz Otunga blokuje wyniesienie i po chwili sam wykonuje Legal Precedent! The Harvard Hammer podnosi rywala i dokłada Burden of Proof!
Nagle na ekranie pojawia się Allan Hill.
Allan Hill: Daaaaviiiid. Zobacz tylko gdzie jestem. *The Broken Prodigy wskazuje palcem na plakietkę z nazwiskiem prezesa znajdującą się na drzwiach.* Może zechciałbyś obronić swojego pracodawcę?
Anglik patrzy przez chwilę w kamerę, a następnie otwiera drzwi i wchodzi do środka, a obraz z titantrona gaśnie. Otunga natychmiast przestaje interesować się leżącym przeciwnikiem. Przez moment patrzy na telebim, po czym jego twarz wyraźnie się zmienia. David wychodzi między linami i bez oglądania się za siebie rusza szybkim krokiem w stronę zaplecza. W tym samym czasie sędzia dolicza do 10, a zwycięzcą walki zostaje Zbyszek Uszczelka. Otunga bardzo szybko dociera do biura i otwiera drzwi. Widzi, że w środku są Rob Van Dam, Allan Hill oraz facet ubrany w garnitur wyglądający na elegancika.
Allan Hill: Dobrze, że w końcu spotkaliśmy się tutaj... wszyscy razem. Dokładnie w takim gronie, w jakim powinniśmy byli spotkać się od samego początku. Ty, Rob. Ja. I człowiek, który dopilnuje, żebyśmy tym razem przestrzegali pewnych zasad.
Hill spogląda na stojącego obok niego prawnika, po czym kładzie mu dłoń na ramieniu. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech.
Allan Hill: Nie zatrudniłem go tylko po to, żeby mnie bronił. Zatrudniłem go również po to, żeby pilnował mnie. *Hill na moment odwraca wzrok w stronę Otungi.* Bo czasami... kiedy ktoś za bardzo mnie zdenerwuje... przestaję myśleć o konsekwencjach.
Krótka pauza. Hill znowu spogląda na RVD.
Allan Hill: A chyba wszyscy widzieliśmy już, co się dzieje, kiedy przestaję myśleć.
Nie będę tutaj udawał, że jestem niewinnym człowiekiem. Nie jestem. I nie zamierzam nim być. Ale nie jestem też idiotą. Wiem, co zrobiłem. Wiem, dlaczego to zrobiłem. I przede wszystkim wiem, że od początku nie byłem przez LPW traktowany uczciwie. *Hill zaczyna spokojnie przechadzać się po pomieszczeniu.* Najpierw chcieliście, żebym czekał. Potem kazaliście mi walczyć, jakbym miał wam coś udowadniać. A kiedy w końcu przestałem czekać i sam zacząłem brać to, czego chciałem... nagle wszyscy przypomnieli sobie o zasadach. *Hill zatrzymuje się i patrzy prosto na Roba.* To może przestańmy się bawić w ten cały sąd. Nie chcę kolejnej kary. Nie chcę kolejnego zawieszenia. I zdecydowanie nie potrzebuję wykładu o tym, jak powinien zachowywać się człowiek. Chcę walki. Z Otungą. Na Heatwave.
Rob Van Dam: Allan, po tym wszystkim naprawdę uważasz, że zasłużyłeś na walkę na Heatwave? Bo z mojej perspektywy jesteś znacznie bliżej wylotu z LPW niż miejsca na karcie PPV. *RVD spogląda na prawnika Hilla, po czym wraca wzrokiem do Anglika.* Więc jeśli przyszedłeś tutaj tylko po to, żeby postawić mi kolejne żądanie, to oszczędźmy sobie czasu.
Otunga przez chwilę patrzy na Hilla, a następnie przenosi wzrok na jego prawnika. Widać, że sytuacja jest dla niego poważna, ale nie traci on charakterystycznego spokoju.
David Otunga: Rob, zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję pragnę Ci przypomnieć, że ten człowiek już wielokrotnie udowadniał, że kiedy nie dostaje tego czego chce bierze sprawy we własne ręce. I właśnie dlatego znów się tu spotkamy, zamiast na kolejnej rozprawie dyscyplinarnej. Allan ma rację w jednej kwestii i jeśli rzeczywiście uważa on, że został przez LPW potraktowany niesprawiedliwie to niech wyrazi swoją złość w ringu. Heatwave jest do tego idealnym miejscem. Nie stwierdza się z urzędu, że Hill na to zasłużył, ale jedno jest pewne. Federacja na tym zarobi. Ty najlepiej wiesz, że LPW to nie tylko regulamin i konsekwencje jego łamania. *The Verdict Maker z uśmiechem spogląda na RVD, jednak sprawia wrażenie jakby miał kogoś innego na myśli.* LPW to przede wszystkim biznes, a ci ludzie chcą zobaczyć tę walkę, Hill chce tej walki, a ja jej nie unikam, więc dlaczego mielibyśmy wyrzucać pieniądze przez okno? W końcu jesteśmy profesjonalistami. A profesjonalista nie pyta wyłącznie kto ma rację. Pyta również ile kosztuje ignorowanie tej racji. Czasami najlepszą decyzją nie jest ta, która najlepiej wygląda w protokole. Jest nią ta, która przynosi najlepszy rezultat.
RVD patrzy przez chwilę na Otungę, po czym gestem przywołuje go bliżej. Obaj odchodzą kawałek na bok i przez kilka sekund rozmawiają ze sobą szeptem. Rob nie wygląda na przekonanego, jednak po chwili kiwa głową i ponownie zwraca się w stronę Hilla.
Rob Van Dam: Dobra Allan. Dostaniesz Otungę na Heatwave, ale na moich warunkach. Skoro mam dać ci to, czego chcesz, chcę mieć gwarancję, że znowu czegoś nie odpierdolisz. Dlatego stawiasz na szali swoją karierę w LPW. Jeśli przegrasz kończymy tę historię raz na zawsze.
Allan i jego adwokat odchodzą dwa kroki do tyłu i również wymieniają się zdaniami szeptem. The Rogue jest wyraźnie podekscytowany słowami Roba. Jego adwokat wygląda jakby studził jego emocje. The Broken Prodigy kiwa głową i zwraca się do RVD.
Allan Hill: Wiesz co, Rob? Podoba mi się ten warunek. Naprawdę. Przynajmniej pierwszy raz od dawna ktoś daje mi coś, czego naprawdę chciałem. Stawkę. Akceptuję. Na Heatwave wyjdę z Otungą i postawię na szali swoją karierę. *odwraca się w stronę Otungi* Ale skoro mamy być profesjonalistami, David to chyba powinniśmy grać według tych samych zasad. Jeśli ja mam postawić swoją karierę na szali to ty też postaw swoją. Bez wyjątków. Bez prawniczych sztuczek.
Otunga przez chwilę milczy. Spogląda na Hilla, następnie na GMa. Na jego twarzy pojawia się lekki, niemal rozbawiony uśmiech. Wygląda bardziej tak, jakby właśnie usłyszał propozycję, na którą czekał, niż jak człowiek postawiony pod ścianą.
David Otunga: Wiesz, Allan... właśnie w tym momencie popełniłeś swój pierwszy naprawdę poważny błąd. Pomyliłeś pewność siebie z przewagą negocjacyjną. Ale przyjmuję. Nie dlatego, że muszę. Tylko dlatego, że nie widzę żadnego powodu, żeby odrzucać ofertę, w której stawiasz na szali wszystko co masz przeciwko komuś, kto według ciebie jest tylko człowiekiem w garniturze z teczką. Nie potrzebuję prawniczej sztuczki, Allan. Nie potrzebuję żadnej ochrony i wyjątków. Mówię to z pełną świadomością swoich słów. Stawiam swoją karierę na szali. Rob, nie musisz mnie chronić przed konsekwencjami moich własnych decyzji. Sam powiedziałem, że LPW to biznes. A czasami najlepszą inwestycją jest postawienie wszystkiego na jedną kartę, kiedy masz pewność, że ta karta jest zwycięska.
Legal Killer wyciąga rękę w kierunku Hilla.
David Otunga: Więc jesteśmy dogadani. Twoja kariera. Moja kariera. Heatwave. A potem przekonamy się, Allan, czy rzeczywiście jesteś łowcą... czy tylko kolejnym człowiekiem, który bardzo dużo mówi o swoich polowaniach, ale nigdy nie przyniósł do domu trofeum.
Hill uścisnął dłoń The Advocate'a i razem ze swoim adwokatem wyszli z biura. Tym widokiem obraz gaśnie.
Co Ty wiesz o zabijaniu… czasu podczas reklam? ~ Autor nieznany
Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy Axela Blaze'a otwierającego drzwi do szatni z buta. Zawodnik zagląda do środka, jednak nikogo nie ma w środku. Mistrz jest nieźle zdenerwowany, widać, że ciężko oddycha, nie może się opanować.
Axel Blaze: Wyłaź Lopez! Widziałem, że gdzieś tu jesteś!
Mr. Forever zrywa z siebie skórzaną kurtkę i ciska nią o podłogę. Następnie wraca na korytarz i rusza dalej w poszukiwaniu swojego wroga. Kamera rusza za nim, widać, że kiedy mija pracowników każdy schodzi mu z drogi. W końcu dociera do rozwidlenia i zawodnik na chwilę przystaje, rozglądając się. Nagle z prawej strony korytarzem przemyka ktoś ubrany na czerwono, co od razu przykuwa to uwagę Blaze'a, który od razu rusza w tym kierunku. Obraz z kamery gaśnie.
Kamera pokazuje Zygmunta Butlę idącego korytarzem na zapleczu. Słysząc zawołanie, odwraca się i widzi czarnoskórego mężczyznę, który gestem zaprasza go do szatni. Zdezorientowany wrestler wchodzi do środka i dostrzega przykryty ciemnoniebieskim, welurowym obrusem stół, na którym stoją świece, mały drewniany totem oraz 20-centymetrowa geoda ametystowa. Zanim Polak zdąży zareagować, siedzący przy stoliku mężczyzna odezwa się do niego jako pierwszy.
???: Witaj. Cieszę się, że postanowiłeś tu przyjść. *wyciąga rękę w stronę Butli na powitanie* Nazywam się Cyclone Diallo...to znaczy, tak na mnie mówią. Kiedyś uratowałem przed niszczycielskim wpływem natury całą gwinejską wioskę. To nie przypadek, że los skrzyżował nasze drogi. Gdy tylko znalazłeś się w pobliżu, wahadło zaczęło szaleć. *pokazuje Zygmuntowi drugą rękę, z której zwisa metalowy wisiorek* W twoim życiu przewija się wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Proszę, usiądź.
Diallo wskazuje ręką na...stalowe krzesło, które stoi oparte o stolik. Butla przez chwilę patrzy ze zdziwieniem na swojego rozmówcę, po czym decyduje się sięgnąć po krzesło i usiąść naprzeciw niego.
Cyclone Diallo: Twoje życie przybrało nieoczekiwany obrót. Widzę to w twojej energii. Błądzisz, zastanawiasz się co dalej. Czujesz, że chciałbyś coś zmienić w sobie, prawda? *sięga pod stół, a następnie wyjmuje talię kart* Ja pomogę ci odnaleźć prawdę. Wystarczy, że wyciągniesz kartę z talii.
Zygmunt Butla: Czekaj, czekaj... jakie wahadło, jaka energia? Ja już paru wróżbitów w życiu spotkałem. Jeden pod dworcem powiedział mi, że czeka mnie bogactwo, tylko najpierw muszę dać pięć dych na „oczyszczenie aury”. Dałem mu dwie, bo więcej nie miałem, i jedyne co się oczyściło, to mój portfel. A z tymi kartami pewnie będzie tak samo, jedna, druga, trzecia i na końcu wyjdę bez kasy, ale za to z wiedzą, że Merkury wszedł mi w kanalizację.
Cyclone Diallo: Nic z tych rzeczy! Ta sesja jest zupełnie za darmo, nie zapłacisz ani centa! Sztuka wróżbiarstwa to poważna sprawa. Zaufaj mi, znam się na tym nawet lepiej niż na wrestlingu, a musisz wiedzieć, że jestem już czwartym pokoleniem wrestlerów w swojej rodzinie. Uwierz mi, wystarczy że wyciągniesz jedną z tych kart *pokazuje Butli wachlarz kart* a ja powiem ci kim jesteś.
Zygmunt patrzy podejrzliwie na Cyclone'a, po czym wyjmuje jedną z kart. Patrzy na nią, jednak nie sprawia wrażenia zadowolonego.
Zygmunt Butla: Ty sobie ze mnie jaja robisz? To jest przecież ten cały... Mekambe! Ja mam z tego wyczytać kim jestem?! Co, mam teraz biegać po korytarzu i kopać wszystko, co jest okrągłe? Weź mi daj normalną kartę, a nie piłkarza!
Cyclone Diallo: Jak ty niczego nie rozumiesz. Właśnie dlatego to ja jestem specjalistą, a ty jesteś...no tym kim jesteś. Zastanów się przez chwilę - co robi Kylian Mbappe? *Zygmunt jedynie wzrusza ramionami* Strzela. Dużo strzela. A ty?
Zygmunt Butla: *zastanawia się* Ja...no, ja też lubię sobie strzelić kilka głębszych.
Cyclone Diallo: Właśnie. A co ważniejsze - Kylian Mbappe wychodzi ze skóry, aby zdobyć jak najwięcej bramek...ale pomimo to nie udaje mu się sięgać po trofea. Triumfy święcą inni. Czy nie przypomina ci to kogoś?
Zygmunt Butla: No dobra... jak tak na to spojrzeć, to trochę mi Zbyszka przypomina. Ja się szarpię, obijam, a na końcu to on stoi z rękami w górze i spija śmietankę. Tylko jemu akurat się należy, bo nieraz wyciągał mnie z gówna i naprawiał po mnie robotę. Także może coś w tym twoim Mekambe jest. Ale skoro taki z ciebie specjalista, to powiedz mi lepiej coś o mojej przeszłości. O przyszłości każdy może naściemniać, ale jak trafisz z tym, skąd się wziąłem, to może zacznę cię traktować poważnie.
Cyclone Diallo: Ależ bardzo proszę! Do tego celu karty nie będą potrzebne. Mam coś lepszego!
Diallo wyjmuje z torby miskę, nalewa wody mineralnej i zlewa do niej gorący wosk ze świec.
Cyclone Diallo: Ta metoda nigdy nie zawodzi. Niech wosk ostygnie, a w tym czasie przybliżę ci przyszłość! *znów zagląda do torby, z której wyjmuje białą kulę i kładzie ją przed Zygmuntem* TO jest prawdziwa kość słoniowa! Sam upolowałem tę bestię cztery lata temu! Już za moment poznasz swoją przyszłość. Po prostu połóż ręce na kuli.
Butla nie wygląda na przekonanego, jednak decyduje się położyć ręce na rekwizycie. To samo po drugiej stronie czyni wróżbita, który zamyka oczy i spuszcza głowę.
Cyclone Diallo: Jeszcze moment....widzę coś. Ciemność. Szarość. Cisza. Nikogo wokół. Jest coś jeszcze...kamień. Tak, kamień nagrobny. Cmentarz.
Zygmunt Butla: Jesteś pewny?
Cyclone Diallo: Absolutnie. Tak wygląda twoja przyszłość w grudniu 2100 roku.
Zygmunt Butla: ty sobie kurwa jaja robisz?! W grudniu 2100 roku to będę mieć już tyle lat, że na pewno będę leżeć na cmentarzu. To ja ci mogę za darmo wywróżyć, że jutro rano będzie jasno! Dobra, pierdolę tę kulę... dawaj ten wosk. Co ci tam wyszło?
Diallo sięga do miski, z której wyjmuje kawałek wosku wyglądający tak.
Zygmunt Butla: No i co to ma być? Nic z tego nie rozumiem.
Cyclone Diallo: Przepraszam cię, ale muszę stąd wyjść. Czas mnie nagli.
Zygmunt Butla: Czekaj! Wytłumacz mi, o co z tym chodzi!
Diallo nie zwraca uwagi na Butlę, tylko praktycznie wybiega z szatni pozostawiając Zygmunta samego.
Singles Match
Johnny Turn vs
Cyclone Diallo
Wracamy do pojedynku po reklamach. Przed momentem Cyclone Diallo zdobył przewagę nad swoim przeciwnikiem, a teraz wskakuje na narożnik i wykonuje Moonsault...nie trafia, bo Turnowi udaje się w porę odsunąć. Dopada on do rywala z próbą przypięcia, jednak ta się nie udaje. Obydwaj zawodnicy wstają i Teksańczyk wykonuje Irish Whip, po którym jego oponent odbija się od lin, a następnie inkasuje Monkey Flip. Ta akcja nie zatrzymuje jednak Afrykańczyka na macie zbyt długo, szybko wstaje z powrotem, jednak zostaje złapany z tyłu przez Johnny'ego, który aplikuje Dragon Suplex. Bezpośrednio po tej akcji mamy próbę odliczenia. 1...2...kickout! Zawodnik z Houston nie zamierza zwalniać tempa. Niemal od razu po odkopaniu przez rywala rusza w kierunku narożnika, po czym staje na najwyżej umiejscowionej linie. Zauważa jednak, że Diallo już wstał i teraz rusza w jego stronę. Turnowi udaje się uniknąć próby ataku - w porę przeskakuje on nad głową rywala. Ten odwraca się, a Turn już biegnie. Cyclone spodziewał się tego - Corkscrew Calfkick posyła Tornado Mana na matę. Następnie zapaśnik pochodzący z Gwinei wchodzi na narożnik. Po chwili...decyduje się przejść po górnej linie mniej więcej w pół dystansu do drugiego narożnika, a następnie skacze, wykonując Corkscrew Splash! Zaraz po tej akcji postanawia jeszcze raz wdrapać się na narożnik. Mija kilka sekund i mamy Shooting Star Press....nietrafiony! Johnny'emu ponownie udało się uniknąć, zaś wróżbita po przydzwonieniu w matę postanawia wyturlać się poza ring. W międzyczasie Tornado Man wstaje i widzi, że jego rywal również powoli staje na nogach, tylko że poza ringiem. Turn postanawia wykorzystać okazję - bierze rozbieg i wykonuje Tornado Strike! Trafił! Niemal od razu wrzuca oponenta z powrotem do kwadratowego pierścienia, zaś sam lokuje się na krawędzi, za linami. Czeka kilka sekund, aż Diallo się podniesie, po czym wskakuje na liny i aplikuje F6! Johnny Turn pinuje. 1...2...3! To koniec!
Earlier Tonight
Znajdujemy się w tym momencie w Village Lub & Cafe i widzimy, że przy stoliku siedzi Preston Steele i Miguel Escobar. Panowie zdecydowanie nie przyzwyczaili nas do przebywania w tego typu miejscach co widać wyraźnie po zniechęceniu pomieszanym z obrzydzeniem na twarzy Hiszpana. Legacy Breaker z kolei wygląda na trochę przybitego patrząc zamyślony w telefon leżący na stole.
Preston Steele: Ciężkie czasy ostatnio dla nas nastały. *ciężko wzdycha* Nie dość, że ojciec odciął mnie od swoich pieniędzy i próbował mi wmówić, że nie jesteś moim przyjacielem to jeszcze ten robol Uszczelka wygrał walkę i został pretendentem do mistrzostwa Valor. Gdyby ten alkoholik Butla mu się nie podłożył to nie miałby z nami najmniejszych szans i ktoś z nas stałby teraz przed okazją zostania mistrzem.
Miguel Escobar: To było po prostu śmieszne. Zresztą kto w ogóle wpadł na taki pomysł żeby zorganizować takie starcie…ale wiesz co? Szkoda chyba naszego czasu i nerwów na wspominanie o tym. Czas rozpocząć nowy rozdział, rozdział w którym odbijemy się i będziemy mogli spojrzeć w lustro z myślą - “tak, jestem najlepszą wersją siebie”. Wreszcie z dala od Butli i Uszczelki. Czas na poważny, prawdziwy wrestling.
Preston Steele: Tym bardziej, że teraz przed nami są jeszcze większe wyzwania. Obydwaj zmierzymy się z mistrzami, więc to już mówi samo za siebie kto idzie do przodu. *krótka pauza* Ale wiesz co? Może tym razem nie chcę się nad tym wszystkim zastanawiać. Ostatnio wystarczająco dużo osób pokazało mi, ile warte są ich słowa. *krótka pauza* Ojciec odwrócił się ode mnie w momencie, kiedy najbardziej potrzebowałem kogoś po swojej stronie. Zabiera mi pieniądze, kartę, mieszkanie i jeszcze próbuje wmówić mi, że robi to dla mojego dobra. I chyba właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby przynajmniej jedna osoba w tym całym cholernym biznesie była naprawdę po mojej stronie.
Miguel Escobar: Nie załamuj się amigo. Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Niedługo pasy mistrzowskie znajdą się we właściwym posiadaniu i to jest najważniejsze. Zobaczysz jak wtedy nagle każdy będzie chciał zostać twoim przyjacielem. Będą starali się przypodobać tobie, a gdy znowu powinie ci się noga odejdą tak szybko jak przyszli. Fałszywi ludzie czają się na każdym kroku, taki jest już ten zepsuty świat…ale głowa do góry, nie opinie innych, a nasze czyny świadczą o tym kim jesteśmy. Bierzemy sprawy w swoje ręce, to jest ten moment.
Preston Steele: Wiem. I właśnie dlatego ci ufam. *krótka pauza* Wiesz, jeszcze niedawno powiedziałbym, że nie potrzebuję nikogo. Że pieniądze, nazwisko i własne umiejętności wystarczą mi do wszystkiego. Teraz już wiem, że to była bzdura. Możesz mieć wszystko, a mimo to zostać sam, kiedy osoba, której ufałeś najbardziej, postanowi odwrócić się od ciebie.
Miguel Escobar: Tak to już jest. Sam wiem, że mogę ufać tylko jednej osobie i ona na mnie też może polegać.
W tym momencie Miguelowi dzwoni telefon. Hiszpan przeprasza Prestona, wstaje i na chwilę się oddala. Po chwili wraca, ale nie siada, tylko stojąc mówi.
Miguel Escobar: Miałem ważny telefon. Niestety po swojej dzisiejszej walce muszę jechać na lotnisko i lecieć do Hiszpanii. Wierzę, że poradzisz sobie z Blazem. Do zobaczenia, Amigo.
Divine odwraca się, zakłada okulary przeciwsłoneczne i opuszcza lokal.
Na arenie rozbrzmiewa theme song Zbyszka Uszczelki i Fachowiec pojawia się na rampie. W trakcie marszu w stronę ringu wyciąga klucz francuski z swojego pasa narzędziowego i stuka się z najmłodszymi fanami, którzy w dłoniach mają zabawkowe klucze francuskie. Następnie wchodzi do ringu, w pełnym świetle możemy zobaczyć jego pełny ubiór. Na nogach sandały i grube skarpety, robocze ochraniacze na kolana oraz sweter z dziurą w połowie przez którą przedziera się jego strój ringowy z napisem "Zbyszek Uszczelka". Majster odbiera mikrofon i zaczyna mówić.
Uszczelka: Siemacie ludziska! Słuchajcie Las Vegasniuniusie kochane, to nie tak miało wyglądać.. Miałem utłuc papugę na kwaśne jabłko, a on mi zwiał z ringu. Ludzie kochani.. Zanim żem się zamachnął, żeby mu przyłożyć między paragrafy to jego już nie było. To ja specjalnie przed walką zrobiłem sobie goloneczkę na pokrzepienie, a on nawet nie podejmuje rękawic.. nie honorowo. A srał na to Brutal! Teraz przede mną najważniejsza fucha - spuścić wpierdol Cavazosowi. Co ja będę strzępić ryja.. Jorge! Podejdź do ringu jak i ja podszedłem!
Hasta el Ultimo Ronda! Mistrz Valor został wywołany do ringu i teraz pojawia się we własnej osobie na rampie ze swoim mistrzostwem na ramieniu. Po drodze do ringu zbija piątki z fanami, wchodzi do ringu po schodkach i odbiera mikrofon od pracownika technicznego.
Jorge Cavazos: Hola, Zbyszek! Ja rozumiem wszystko, ale skarpety i sandały? To nie wygląda
biendobrze, ale przejdźmy do konkretów skoro sam mnie wywołałeś tutaj. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że to ty wygrasz walkę i zagwarantujesz sobie szansę walki ze mną. Jak wszyscy widzieliśmy Butla pomógł ci w tym, żebyś mógł się znaleźć w tym miejscu, w którym jesteś teraz. Tylko, czy bez pomocy Zygmunta znalazłbyś się w tej samej pozycji, amigo? Szczerze wątpię. Z Miguelem Escobarem zdecydowanie nie jest mi po drodze, w moich stronach nie lubi się takich
fresas(od słowa fresa – truskawka) w Meksyku i niektórych krajach Ameryki Łacińskiej oznacza osoby z bogatych domów, zachowujące się snobistycznie, zarozumiale lub pretensjonalnie. Odpowiada to polskiemu „złotówkowemu bananowi” lub „ą-ę”.. Muszę jednak przyznać, że pomimo mojej niechęci to on był moim faworytem w waszej walce. Jednak jesteś Ty i to z Tobą zmierzę się na Heatwave o ten pas.
Jorge poklepuje tytuł znajdujący się na jego ramieniu Musisz coś wiedzieć Zbyszek. Ja nie wybiegnę z ringu jak David, ja nie podłoże ci się w walce jak Zygmunt. Jeżeli chcesz ten tytuł to będziesz musiał przejść przeze mnie.
Jorge po tych słowach unosi swój pas wysoko do góry ponad głowę.
Uszczelka: A co ty masz do moich sandałów Jorge? Ja się tak wystroiłem, wypachniłem wodą kolońską, ale smród kupy w twoich gaciach ze strachu przed starciem z Potężnym Fachowcem czuję aż tutaj. Racja, nie wybiegniesz z ringu jak David. Ty będziesz z niego spierdalał gdzie pieprz rośnie. Jeśli chodzi o Zygmunta to wyjaśniliśmy sobie kwestię tego co się wydarzyło. Ja mu pomogłem rozumiesz. Przecież jakby to wygrał to świętowałby w wannie jabola i skończył jak Hendryx albo inny Rysiek Riedel. A co do Miguela. Może i w twoich stronach nie lubi się takich jak Escobar, ale w tych stronach nie lubią takich jak ty, meksykoli. A tak w ogóle to nigdy nie lubiłem tych waszych tortilli. Placki ziemniaczane biją je na głowę, a propos głowy.. Jak przeszkadzają ci moje skarpety, to mogę ci jedną zdjąć i założysz sobie na głowę jak ci twoi bracia, karaluchy od lucha libre.
Zbyszek pociąga nosem i wypluwa pod nogi Cavazosa. Jorge robi krok do przodu i panowie stają prawie face to face, a na ich twarzach widać pojawiające się napięcie.
Jorge Cavazos: Nie myl mnie z Zygmuntem, bo on jest chyba jedyną osobą, od której można w szatni poczuć
hedorsmród. Powiedziałeś za dużo i zrobiłeś za dużo. Obraziłeś mój kraj i kulturę, a także mnie spluwając mi pod nogi. *mówiąc to Jorge wskazuje na miejsce, w które wcześniej splunął* Zbyszek chciałem podejść do sprawy na sportowo, ale Ty widocznie od początku tego nie chciałeś. Jak zatem sobie życzysz, na Heatwave wbije ci trochę szacunku do głowy siłą. Myślisz, że jesteś w stanie mi czymś zagrozić? Może tym kluczem w twoim ręku?
Jorge wskazuje palcem na klucz znajdujący się w ręku Uszczelki W naszych stronach sami naprawiamy cieknące rury, a nie dzwonimy po fachowców. Tak samo zrobię na Heatwave. Wezmę sprawy we własne ręce, skopię ci dupę i udowodnię kto tutaj ma grande cojones!
Jorge teraz unosi pas do góry nad głowę i obaj robią krok do przodu, widzimy teraz klasyczny face to face.
Jorge Cavazos: Może zostaniesz na chwilę? Pokażę Tobie jak rozprawiam się z Miguelem. Będziesz miał przedsmak Heatwave.
Jorge teraz oddaje swój pas oraz mikrofon technicznemu i przygotowuje się do walki, a Zbyszek wychodzi z ringu i zajmuje miejsce przy stoliku komentatorskim.
Singles Match
Jorge Cavazos vs
Miguel Escobar
Wracamy do ringu, gdzie Miguel wpycha Cavazosa w narożnik i tam atakuje go chipami i punchami na głowę. Teraz Escobar chwyta go za głowę, wykonuje Snapmare i dokłada do tego jeszcze taki low kick na plecy Jorge. Mistrz Valor aż się prostuje i syczy z bólu, a zawodnik z wysp kanadyjskich z impetem kładzie go na plecy i mamy próbę pinu. 1… nie, Kickout. Obaj się podnoszą, a Hiszpan wysyła Meksykanina Irish Whipem na liny. Jednak nie, Escobar wykręca rękę rywala i wyprowadza Gut Kick. Front Facelock od Miguela i mamy DD… Northern Lights Suplex od Jorge! Ależ teraz sprytem wykazał się mistrz i teraz jeszcze próba pinu, 1… Nie, Kickout. Wyraźnie pobudzony tym atakiem Hiszpan wstaje zły, jednak Cavazos był pierwszy i czego by przeciwnik nie planował, Jorge wyprowadza kopnięcie kolanem na brzuch przeciwnika i od razu mamy Gut Wenecja Suplex. Uszczelka spogląda na wszystko ze spokojem, a Cavazos wysyła mu z uśmiechem sygnały, że to on jest tutaj mistrzem. W końcu macha na to ręką i pochyla się, żeby podnieść rywala. W tym momencie mamy Roll-up! 1… 2… nie, Kickout. Meksykanin został zaskoczony, jednak nie dał się pokonać. Teraz obaj wstają, Hiszpan się rozpędza jednak Cavazos naciąga trzecią linę, przez co Escobar wylatuje ponad trzecią liną, jednak będąc jeszcze w locie łapie za nią i staje na apronie. Jorge odchodzi kilka kroków, jednak zauważa, że Miguel jest na apronie i rusza na niego. Zawodnik z wysp kanaryjskich reaguje na łokciem co znów cofa jego oponenta do środka kwadratowego pierścienia. Escobar wbija do ringu Cavazos się odwraca i otrzymuje La Mandibula Cae! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Hiszpan się denerwuje i pokazuje, że to koniec na co Zbyniu tylko się podśmiechuje. Escobar go wyzywa i podnosi przeciwnika z maty. Wykręca rękę i chwyta przeciwnika pod Adios! Jednak nie, Cavazos wykręca się z uchwytu odpycha od siebie przeciwnika na liny i wyprowadza Clothesline from Tijuana! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz Jorge podnosi przeciwnika, wyniesienie i szykuje się C Factor! Jednak Hiszpan w tej chwili robi wszystko, żeby tylko nie otrzymać tej akcji i spada za plecy przeciwnika. Teraz Miguel obraca rywala w swoją stronę, wyprowadza Gut Kick i przechodzi we Front Facelock. Jednak nie, mistrz Valor od razu wykręca się z ręką przeciwnika, wysyła Irish Whipem oponenta w stronę lin, sam odbija się od przeciwległych sznurów i mamy CavaShock! Potężna akcja po której od razu następuje pin, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jorge Cavazos wygrywa to starcie!
Po zakończeniu walki Zbyszek Uszczelka podnosi się od stolika komentatorskiego i bez pośpiechu podchodzi w stronę ringu. Chwyta pozostawiony obok pas LPW Valor, po czym wchodzi między liny. Jorge Cavazos odwraca się w jego stronę, a Zbyniu przez chwilę patrzy mu prosto w oczy. Nagle Uszczelka unosi mistrzostwo i bierze nim szeroki zamach, jakby chciał uderzyć Cavazosa prosto w głowę! Jorge momentalnie się napina, jednak Zbyszek zatrzymuje ruch tuż przed jego twarzą. Na ustach Uszczelki pojawia się lekki uśmiech. Po chwili obraca pas i spokojnie podaje go mistrzowi. Cavazos odbiera swoje mistrzostwo, a Zbyniu jedynie kiwa głową i z charakterystycznym uśmieszkiem pod nosem opuszcza ring.
Prawie robi wielką różnicę. Zwłaszcza przy nearfallach ~ Autor nieznany
Kamera przenosi nas do sali, w której na stołach ustawione są przekąski i napoje. Do sali wchodzi ten sam chłop, ubrany na czerwono, który wcześniej mignął Blaze'owi. Podchodzi on do stolika z przekąskami i nagle od tyłu atakuje go właśnie Mistrz! Po kilku ciosach dokłada cios kolankiem w brzuch i przerzuca rywala przez stół. Jedzenie i napoje się przewracają, robi się jeden wielki syf, ale to w ogóle nie przerzedza Axelowi. Kontynuuje natarcie, po kilku ciosach wynosi wroga na bark i wykonuje Snake Eyes na stół! Chłop odbija się i trzymając za twarz wpada prosto na Bicycle Knee Strike. Widać, że Axel nie chciał pozwolić mu upaść, ale to się nie udało. Wściekły krzyczy, żeby Lopez wstawał i nie udawał, że pada już po kilku ciosach, bo jeszcze z nim nie skończył. Sam podnosi swoją ofiarę i naciąga prosto na Fade To Black! Trafiony zatopiony! Przeciwnik Blaze'a nie rusza się, leży twarzą do podłogi, a Mistrz przekręca go na plecy i dobija łokciami na twarz! Nagle zastyga w połowie wyprowadzania ciosu, a szał w jego oczach zmienia się szok, a już po chwili w rozpacz. Czerwone ubranie wcale nie jest garniturem, a jedynie dresem. Porozbijana twarz zdecydowanie nie należy do Jose Lopeza, a jest to pracownik federacji latynoskiego pochodzenia. Axel lekko panikuje, zaczyna przepraszać, jednak gość, którego pobił jest nieprzytomny. Mistrz nie traci czasu, wybiega na korytarz i sam wzywa pomoc medyczną i przyprowadza ich do swojej ofiary. Razem z służbą medyczną pojawia się ochrona, która odprowadza Blaze'a w inne miejsce, aby dał pracować medykom. W drzwiach jednak mijają się z Jose Lopezem, który jak gdyby nigdy nic je czerwone jabłko. Mr. Forever odpala się od nowa, próbuje ruszyć na swojego wroga, ale nic z tego, ochrona bardzo szybko go pacyfikuje i wyprowadza. Mamy jeszcze zbliżenie na uśmiechniętego Lopeza i obraz z kamery gaśnie.