Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #7 - San Jose, California - 08.08.2026

Colosseum #7 - San Jose, California - 08.08.2026

Colosseum #7 - San Jose, California - 08.08.2026

195
08.08.2026, 15:11
#1
Earlier This Week

Znajdujemy się wewnątrz urządzonego w nowoczesnym stylu biura. Obraz z kamery skierowany jest na biurko, na którym znajduje się laptop, a także starannie ułożony stos dokumentów. Przy biurku siedzi zadbany, szczupły mężczyzna w wieku około 55 lat, o czarnych włosach lekko przyprószonych siwizną. Jest ubrany w garnitur, a na nosie ma okulary. Jest zajęty pracą przy komputerze, którą przerywa dźwięk pukania do drzwi. Operator odwraca się w ich stronę, ukazując w progu odzianego w czarną koszulę Prestona Steele'a.

Preston Steele: Podobno chciałeś mnie widzieć...

Frank Steele: Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Siadaj, synu.

Ojciec Prestona wskazuje na stojące z boku krzesło, które młodszy ze Steele'ów przysuwa bliżej biurka, po czym zajmuje miejsce naprzeciwko swojego ojca.

Frank Steele: Wiesz, że nie wezwałbym cię tutaj, gdybym nie miał powodu. Jestem rozczarowany. Nie podoba mi się to, co się z tobą stało, Preston. Nie chodzi mi wcale o tę twoją zabawę w wrestling. Nie przeszkadza mi to, nawet po części rozumiem, bo każdy musi mieć jakieś hobby. Większy problem stanowi twoje luźne podejście do wydawania pieniędzy. Drogie samochody, bankiety, imprezy, a prezenty przeznaczasz na akcje charytatywne. Uważasz, że Steele Industries miałoby szansę w ogóle powstać, gdybym ja przez całe życie był takim niebieskim ptakiem? Może to moja wina, nigdy nie robiłem problemu, gdy chciałeś więcej pieniędzy. Ostatnio jednak uświadomiłem sobie, że tak nie może dalej być. <Preston chce coś powiedzieć, jednak Frank zatrzymuje go> Poczekaj. Jest jeszcze jedna sprawa, ta gorsza. Chodzi o tego twojego nowego przyjaciela. Escobar, tak? Daj sobie z nim spokój. Od razu widać, że to wąż. Nic dobrego cię nie czeka, jeśli dalej będziesz się z nim bratał.

Widać, że Legacy Breakerem z każdym następnym zdaniem wypowiedzianym przez jego ojca coraz bardziej targają emocje.

Preston Steele: To ty mi mówisz, że jesteś mną rozczarowany? Od najmłodszych lat muszę wysłuchiwać co tobie się nie podoba w moim postępowaniu co tylko nie robiłem. Jedyną osobą, która może mówić o rozczarowaniu w naszej rodzinie jestem ja. Jedyne, czego chciałem od życia to ojca, który będzie przy mnie i czasem się zainteresuję moją osobą. Kiedykolwiek ciebie w ogóle obchodziło czy ja jestem szczęśliwy? Zawsze wszystko kręciło się wokół firmy i wokół tego, żeby zdobyć kontakty z jak najbardziej wpływowymi ludźmi. Zawsze chodziło o to, żeby zarobić kolejne góry pieniędzy.

The Heir Apparent bierze głęboki oddech. Widać, że emocje buzujące w nim sięgają już zenitu.

Preston Steele: Znowu znalazłem sobie przyjaciela, na którego mogę liczyć. I co ty teraz robisz? Jak za każdym razem próbujesz mi wmówić, że nie powinienem się z nim trzymać. Kolejny raz chcesz mnie odsunąć od moich przyjaciół. Miguel jednak miał rację. Jedyne co ciebie interesuje to własne interesy i reputacja twojej firmy.
 
Frank Steele: Preston, wystarczy. Dość już usłyszałem. Nie będę dalej słuchał tego użalania się nad sobą. Skoro ciągle powtarzasz, że chcesz zbudować swoje imię sam i odciąć się ode mnie - w porządku, dostaniesz taką szansę. Powinieneś być zadowolony z tego, co teraz powiem. Od teraz nic już nie łączy cię ze Steele Industries. Postanowiłem, że firma zostanie przekazana komuś innemu, kiedy ja przejdę na emeryturę. Komuś kompetentnemu, kto zna wartość pieniądza i rozumie, że w tym świecie nie ma miejsca na sentymenty. Jesteś moim synem, ale nie mogę pozwolić sobie na to, by dorobek mojego życia trafił w niewłaściwe ręce. Od dzisiaj radzisz sobie sam. Zwróć proszę swoją złotą kartę. Będziesz musiał także wyprowadzić się z apartamentu, w którym ostatnio mieszkałeś, bo od następnego miesiąca zostanie on spożytkowany na cele biznesowe. To wszystko, co miałem ci do powiedzenia, możesz odejść.

Preston Steele: Tymi słowami tylko potwierdzasz, że Miguel miał rację. Zawsze myślałeś tylko o sobie.

Preston opuszcza biuro z wyraźnie zawiedzioną miną.

[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Na titantronie widzimy przypominajkę z wydarzeń, które miały miejsce na drugim wydaniu Elysium między mistrzem Axelem Blazem oraz Jose Lopezem. Nasze oczy są raczone przez ładnie zmontowany filmik z ataku Jose na Axela w barze i z odwetu Blaze'a na Lopezie już na samej tygodniówce. Ekran gaśnie i w końcu wybrzmiewa FATE! A to oznacza, że pretendent do głównego tytułu pojawia się na rampie. Jego pojawieniu towarzyszą mocne głosy niezadowolenia od fanów. Na twarzy Hiszpana widać wiele ran. Szwy oraz gdzieniegdzie plastry pokrywają powierzchnie jego facjaty. Ubrany jest TAK. Lopezzo przygląda się reakcji i podchodzi do jednej ze ścianek, które są na rampie i tworzą wejście. Lopez klepie w nią i mówi: ''dawno do ciebie nie gadałem''. Hiszpan prycha i odchodzi od niej, po czym zmierza do ringu. Publika wykrzykuje do niego, że zasłużył na to, co zrobił mu Blaze. Chico Malo totalnie nie zwraca na nich uwagi i odbiera od pracownika mikrofon, w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia i zamierza zabrać głos.

Jose Lopez: Kilka migawek z Elysium.. tyle wystarczyło, żeby dzisiejsze Colosseum było ciekawsze i wartościowsze niż jego poprzednie wydanie. <heat> Zachwycony Rob Van Dam w przerwie od bycia sędzią będzie mógł napisać oficjalne newsy, które zapewne czyta tylko on, jego rodzina i...najwidoczniej ja.

Jose uśmiecha się i bierze głębszy wdech, po czym spogląda na chwilę do góry, muska palcami rany na swojej twarzy i widać, że jego kąciki ust lekko się unoszą.

Jose Lopez: Zbieranie plonów jest doprawdy satysfakcjonujące... <krótka pauza> Wiem, że bardzo was cieszy oglądanie mojej osoby w takim stanie. <cheer> Co ciekawe.. mnie też. Nie dlatego, że mam masochistyczne zapędy jak ten wrestlingowy iPad kid Elias. Ja po prostu wiem.. że wszystko idzie po mojej myśli. <delikatny uśmiech> Nie kręciłem się nieuważnie po zapleczu bez powodu, doskonale wiedziałem, co nadejdzie i ze spokojem wyczekiwałem tego. Bez strachu, bez wiary, że jestem stwórcą tego świata czy też odpowiadam za pisanie ''opowieści''. Wystarczyła mi do tego... znajomość ludzkiej psychiki oraz 37 lat stąpania po tym świecie. <krótka pauza> W przypadku Blaze'a, miałem jeszcze łatwiej.. w końcu on jest taki sam jak dawny ja i tylko ślepa osoba może się z tym spierać. <ironiczny uśmiech> Dlatego jestem nim tak zainteresowany, a to, co robię... to nie jest uprzykrzanie mu życia, chociaż wielu niezbyt inteligentnych ludzi może wyciągnąć takie wnioski. NIE! Koniec końców, to ja jestem tym, który chce dla niego dobrze! Jako bardziej doświadczony kolega po fachu, który przeżył ten gorszy scenariusz, wiem, co może go czekać. Wiem, jak bardzo traci na was czas, więc zareagowałem! <heat> Sztuczny uśmiech, łechtanie waszego ego i ograniczanie się, to rzeczy, które dadzą mu jedno wielkie NIC! A przecież sam przedstawia się jako Legend In Making czy też Mr Forever! On potrzebuje ognia, nie tego z tej swojej śmiesznej koszulki, którą dumnie mają nosić fani z nadwagą i zarostem jedynie pod brodą. Nie... on potrzebuje takiego, który zostanie zapamiętany na zawsze! Dałem mu tę iskrę, dałem mu warunki do bycia potworem... A on w zamian MUSI dać mi jednego z największych sukinsynów, z jakimi można się zmierzyć! Tego potrzeba zarówno mi, jak i jemu, bo czy tego chcecie.. czy też nie, wrestlerowi z wielkimi ambicjami jest potrzebny jeszcze WIĘKSZY rywal, a nie banda fałszywych ludzi, która na pewnym etapie i tak ma cię gdzieś. <heat, a Lopez bierze głębszy wdech> Pojedynek Axel Blaze kontra Jose Lopez na Heatwave wytworzy pożar i to taki, że reszcie biznesu zacznie palić się pod dupami, bo o LPW będzie naprawdę głośno... wierzcie mi, dotrzymywanie słowa ostatnio idzie mi idealnie. <patrzy w kierunku kamery> Axel! Daliśmy sobie tak konkretnie po mordach, że teraz możemy się lepiej zrozumieć...a przynajmniej taką mam nadzieję, więc czekam.

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "I gotsta get paid", a na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem mistrzowskim zapiętym na biodrach. Ubrany jest standardowo - jeansy, skórzana kurtka, swoja koszulka i okulary przeciwsłoneczne. Zawodnik ma mikrofon w ręce i powolnym krokiem zmierza do ringu.

Axel Blaze: Kolejny raz muszę się z Tobą zgodzić, Lopez. Zaczyna mnie to przerażać, ale muszę przyznać Ci rację, że pojedynek Blaze vs. Lopez na Heatwave wytworzy pożar. To będzie prawdziwy ogień, dzięki któremu na stałe wypalę swoje nazwisko w historii. <cheer> Nie mniej jednak, serio przeraża mnie to, że drugi tydzień z rzędu przyznaję Ci rację...

Mistrz wchodzi do ringu i staje twarzą w twarz z Lopezem. Podchodząc do niego zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę, patrząc prosto w oczy swojego przeciwnika.

Axel Blaze: W co Ty grasz, Lopez? Zaczynasz naszą znajomość od zabrania mi najważniejszego momentu w moim życiu. Dosłownie chwyciłeś marzenie w trakcie spełniania i odebrałeś mi je na zawsze. Kiedy chciałem konfrontacji udawałeś, że Cię nie ma, żeby znowu zaatakować mnie zza pleców. I kiedy w końcu udało Ci się osiągnąć swój cel i zostać pretendentem do mojego pasa znowu postanowiłeś mnie zaatakować. Rozumiem zbłądzić raz, kiedy emocje biorą górę i tkwisz sam ze sobą, nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, możesz nie wytrzymać. Ale 3 razy? A kiedy w końcu nie było dookoła nikogo, kto mógłby Cię tym razem uratować twierdzisz, że na to czekałeś? Że pozwoliłeś się tak urządzić? Co Ty w ogóle gadasz, człowieku, obudź się. To nie jest twitter, którym tak bardzo żyjesz, tutaj przyszła weryfikacja. Jak śmiesz mówić, że chcesz dla mnie dobrze? Ciesz się, że jesteśmy w ringu, którego nie będę bezcześcił, ale wiedz, że splunąłbym Ci teraz pod nogi. Na tyle zasługujesz. Jesteś bardziej śliski, niż słój na pomyje, Lopez. Przestań w końcu kłamać. Przestań kłamać, że Twój stan Cię cieszy. Przestań kłamać, że chcesz dla mnie dobrze. Przestań kłamać, że ktokolwiek mnie ogranicza! Przestań... <głos Blaze'a lekko się załamuje> bo ja już niczego nie rozumiem. Po tym wszystkim co mi zrobiłeś, Ty naprawdę nie próbowałeś się bronić. Ja... nie wiem co powiedzieć. Cały tydzień nie mogłem spać, myśląc o tym wszystkim, co się stało. Puściły mi nerwy, zrobiłem coś złego, a Ty nie dość, że pozwoliłeś się pobić, to jeszcze nie masz do mnie o to pretensji? Przez całe swoje życie starałem się wyróżniać. Starałem się pokazać ogień, który we mnie płonie. Próbowałem zaimponować innym, potrzebowałem innych, żeby być sobą. A potem pojawiasz się Ty, zupełnie sam, mówisz mi, że jesteśmy tacy sami i chcesz mi pomóc? Chcesz mi pokazać inna drogę? Ja... nie widzę innej drogi, Jose. Nie ma innej drogi. Jestem ja i są Oni. Potrzebujemy się, jesteśmy dla siebie stworzeni. A dopiero gdzieś, za tym całym tłumem, jesteś Ty. I próbujesz mi powiedzieć, że można wejść na szczyt na skróty? Co to wszystko ma znaczyć?

Jose przechadza się po ringu przez chwilę i w końcu staje przed Blazem, widać, że na jego twarzy jest teraz wymalowana powaga.

Jose Lopez: Pozwól, że odpowiem ci na to wszystko.. samemu zadając pytania. <krótka pauza> Axel, czy ty naprawdę wierzysz w  to, że ONI <pokazuje palcem na publikę> pomagają ci i mają wpływ na cokolwiek? Czy myślisz, że gdybyś musiał walczyć bez nich, zostaliby wymazani i byłbyś TY oraz rywal, to źle na ciebie by to wpłynęło? <prychnięcie> BULLSHIT! Byłoby wręcz odwrotnie, bo wszystko zawdzięczasz SAMEMU SOBIE! Ich jęki, wymagania, krzyki.. to rozprasza, to ogranicza. Gdy wyzbywasz się zwracania uwagi na to podczas pojedynku.. możesz dać z siebie jeszcze więcej! Gdybyś teraz dostał kontuzji, która zakończyłaby ci karierę, to po pewnym czasie interesowaliby się tobą fani czy ludzie, z którymi dawałeś sobie po mordzie w ringu? Ja znam na to odpowiedź z autopsji! <głębszy wdech> Idąc dalej, dlaczego zinterpretowałeś to wszystko jako droga na skróty? <lekko poirytowany> Nie ma w tym nic łatwiejszego! Jest odwrotnie. To cięższa droga, z wieloma trupami, po których musisz przejść, z jeszcze większą ilością przemyśleń, czy robisz właściwie, ale to ona zaprowadzi cię na ten szczyt, który jest ci pisany. Tam twoje marzenia staną się rzeczywistością i to takie, o których aktualnie nawet byś nie pomyślał. Zniszczenie wymarzonej celebracji to koszt, który musiałeś ponieść, by się przebudzić. Chcesz być LEGENDĄ? <patrzy w oczy Axela> Będziesz nią, ale otwórz oczy i przemyśl to wszystko! Masz w sobie to, co nie może być zmarnowane! <krótka przerwa> A jeśli o zmarnowaniu mowa... to za chwilę masz walkę z jednym takim, który niby idealnie wpisuje się w to, ale to bzdura. Ten człowiek nie jest zmarnowany, on właśnie teraz jest na swoim miejscu i z chęcią z perspektywy twojego narożnika zobaczę, co ten desperat wymyśli, by uniknąć nieuniknionego... <wredny uśmiech>

Blaze przełyka ślinę, jakby się czymś bardzo stresował, po czym energicznie potrząsa głową, jakby budził się z rodzaju jakiegoś transu.

Axel Blaze: Czy Ty chcesz mi wmówić, że stojąc w tym ringu naprawdę wierzysz w to co mówisz? Mówisz, że Ci wszyscy ludzie, którzy kupili bilety i siedzą teraz przed telewizorami nie mają znaczenia?  Że nie mają na nic wpływu? Jose, miałem Cię za weterana, a tymczasem okazujesz się nie mieć pojęcia o wrestlingu. Bo widzisz, bez nich, nie byłoby nas. <cheer> To oni sprawiają, że to nasze "dawanie sobie po mordzie" ma sens i nie jest durnym dawaniem sobie po mordzie. Ależ Ty mi teraz otworzyłeś oczy, Jose. Chłopie, jesteś jak ser, który spadł z krakersa. Bardzo, bardzo, bardzo Ci współczuję i przepraszam za to, co zrobiłem tydzień temu. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko zagubiony i samotny się stałeś. Nie miałem pojęcia, że tak nisko można upaść, wybacz mi, Jose. Teraz już rozumiem, Ty po prostu przez ten cały czas wołałeś o pomoc, a ja tego nie potrafiłem dostrzec. Ta cała Twoja gadka, że próbujesz mi pomóc, to tak naprawdę odwrócona psychologia, to przecież totalnie w Twoim stylu. Ty po prostu potrzebowałeś kogoś, kto będzie mógł wyciągnąć Cię z tego bagna i bałeś się, że każdy inny by Cię odrzucił. Ehh, mam za miękkie serce... ale niech Ci będzie. Jak już zauważyłem Twoje wołanie o pomoc to spróbuję wciągnąć Cię znowu na prawidłową ścieżkę. Możesz porzucić tą całą obłudę, te pierdoły, które opowiadasz, żeby usprawiedliwiać swoje decyzje. Wiem, że byłeś kiedyś na moim miejscu i tak cholernie Ci tego brakuje. Dawaj, postawimy Cię na nogi. <Axel przyjaźnie klepie Jose po ramieniu> Tylko nie myśl sobie, że zapomnę o wszystkim co zrobiłeś. Jestem w stanie potępić czyn, a nie człowieka. Można powiedzieć, że Ci to wybaczam, ale nie zapominam. I dlatego chciałbym, żebyś udowodnił, że faktycznie jesteś po mojej stronie. Dzisiaj staniesz w moim narożniku, a później wpadniemy na event Make a Wish. <cheer> Małe kroczki, Jose, małe kroczki.

Mimo dziwnych zmian nastrojów Blaze'a w jego oczach wciąż widać ogromna niepewność. Co prawda Axel zaczyna się właśnie przygotowywać do starcia, zdejmuje pas, oddaje go sędziemu i rozbiera się do standardowego stroju, jednak wciąż nie odwraca się plecami do Lopeza, który zajął już swoje miejsce koło ringu. Mimo słów, które padły wciąż czuć bardzo dziwną atmosferę między tą dwójką

[Obrazek: DzMkEu9.png]
Non-Title Singles Match
Axel Blaze vs Dan Dowson

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie właśnie obaj zawodnicy znajdują się przy linach i Axel Blaze chwyta rywala za nadgarstek. Szybko wykonuje Irish Whip, którym wysyła rywala na przeciwległe liny, sam przechodząc za nim na środek ringu. Mistrz oczekuje lekko pochylony i nadziewa się na Running DDT od wracającego Dana! Jednak nie! Mr. Forever popisuje się niesamowita sprężynką przez głowę i ląduje na równych nogach bez szwanku. Sam rusza do lin, od których się odbija i pędzi prosto na zaskoczonego One and Only. W ostatnim momencie coś jednak wpada do głowy żywej Legendy i reaguje perfekcyjnym High Dropkickiem. Legend in Making jednak nie upada, a jedynie zatacza się i szybko dochodzi do siebie. Na tyle szybko, że kiedy Dowson zrywa się na równe nogi i natychmiast rusza do ataku, Axel wykonuje Clothesline. Niestety, nie trafia, Dan z gracja przemyka pod jego ręką i pędzi do lin, od których się odbija. Bicycle Knee Strike! Jednak nie! The Cage wykonuje Baseball Slide, dzięki któremu unika ciosu i jednocześnie wyślizguje się z ringu. Blaze wskazuje na niego palcem i rozgląda się po publiczności z pytaniem czy ma za nim ruszyć, a fani reagują bardzo entuzjastycznie. Axel rusza w pościg, a Dowson salwuje się ucieczką. Pogoń trwa około pół okrążenia wokół ringu, ponieważ na widok Lopeza koło jednego z narożników zatrzymuje się, próbuje wskoczyć na apron, ale ta chwila zawahania wystarczyła, aby dopadł go Mistrz. Ten od razu chwyta go za kark i trzaska głową rywala o apron, po czym cofa się, aby nabrać rozpędu i popisuje się soczystym Drive by! Sędzia powoli wylicza obu zawodników, ale Real Rock'n'Roller nie zamierza dać się ograć, tak jak MateuszMW, na ostatnim Colosseum, wślizguje się do ringu, aby przerwać liczenie i od razu łapie za głowę The Cage'a i wciąga go na apron. Następnie odwraca go, wciska ręce pod liny i rozpoczyna wypłacanie Beats of Bodhran. Publiczność liczy znacznie szybciej niż sędzia, udaje im się doliczyć do 10 ciosów, zanim sędzia realnie grozi dyskwalifikacją. Blaze unosi ręce do góry, jakby chciał dać do zrozumienia, że przecież on nic złego nie planuje, lecz tak naprawdę nie zamierza odpuszczać. Odwraca rywala przodem do środka ringu, wciska jego głowę pod pachę i wykonuje Suplex ponad linami! Cały ring zadrżał! Obolały Dan czołga się narożnika, a tymczasem Axel wstaje przy pomocy sprężynki i wchodzi w żywiołową interakcję z publicznością. Fani szaleją, a nakręcony Mistrz szykuje się do zakończenia starcia. Jednak nic z tego. Dowson w narożniku wzywa pomocy sędziego, zgłaszając kontuzję. Arbiter zaczyna sprawdzać stan żywej Legendy, a Mistrza odsyła do narożnika. Podirytowany Mr. Forever udaje się do przeciwległego narożnika, chwyta rękami liny i zarzuca włosy na twarz, jakby brakło mu cierpliwości. Po chwili ktoś klepie go w bark. Axel podnosi głowę, nie widzi Lopeza... odwraca się i od razu wyprowadza potężny punch prosto w głowę sędziego! Mistrz powalił sędziego, będąc przekonanym, że to kolejna gierka ze strony Jose, a tymczasem arbiter chciał tylko dać znać, że walczymy dalej! Zdruzgotany Mistrz klęka przy arbitrze, sprawdza jego stan i próbuje przeprosić i ocucić. Z zamieszania korzysta Dowson, który wyczołguje się z ringu, chwyta za krzesło i wraca z nim do ringu. Ustawia się tuż za plecami Blaze'a i wyprowadza uderzenie! Jednak nie! Pusty przelot! To Lopez chwycił za krzesło i wyrwał je z rąk Dana w trakcie uderzenia! Hiszpan tylko z dezaprobatą kręci głową, a The One and Only zaczyna się tłumaczyć. W końcu odwraca się i nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Axel nie pozwala mu upaść, od razu przechwytuje i naciąga na Fade To Black! W tym momencie nowy sędzia wślizguje się do ringu, a Lopez z niego wychodzi. Pin! 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa! Choć wciąż z niedowierzaniem patrzy na Lopeza i analizuje co się właśnie wydarzyło.

Jesteśmy z kamerą na zapleczu, gdzie obserwujemy, jak Kenneth Riddle idzie korytarzem. Nagle w kadrze znajduje się również Renee Paquette z mikrofonem. Kieruje ona do Sacramento Sainta pytające spojrzenie, które mówi - czy mogę zadać kilka pytań? The Icon odpowiada twierdząco skinieniem głowy i w ten oto sposób nawiązał się nam dialog proszę państwa.

Renee Paquette: Kenneth, wszyscy widzieliśmy, co wydarzyło się podczas ostatniej gali Colosseum pomiędzy Tobą a Rybackiem. Twoja reakcja na jego zaczepkę była dosyć... zdecydowana. Czy mógłbyś jednak powiedzieć nam coś więcej na temat tego napięcia, które jest między Wami?

Kenneth Riddle: Mógłbym, Renee, ale po co? Ten człowiek żywi się atencją. Przekroczył granicę, która jest dla mnie święta i odpłaciłem mu się tak, jak na to zasługiwał. Wolałbym skupić się na ludziach, którzy dla odmiany zasługują na uwagę, więc mam nadzieję, że masz też dla mnie przygotowane pytanie o Jorge Cavazosa.

Renee Paquette: Oczywiście, że tak! Nasz Valor Champion wystosował otwarte wyzwanie, na które błyskawicznie odpowiedziałeś. Dlaczego się na to zdecydowałeś? Jeszcze niedawno byłeś na najlepszej drodze do zdobycia głównego mistrzostwa federacji, a teraz patrzysz w kierunku tytułu Valor. Dla niektórych Twoja decyzja może wydawać się niezrozumiała, jakbyś uciekał od LPW World Championship po pierwszym niepowodzeniu.

Kenneth Riddle: Auć, Renee, w samo serce! Ale tak zupełnie szczerze mówiąc, nie postrzegam tej sytuacji w taki sposób i nie chciałbym, aby ktokolwiek to robił. Fakty są takie, że Axel Blaze na własne życzenie zajął się problemem, z którym ja zmagałem się już bardzo dawno temu. To, że nie jestem z nimi w radosnym trójkącie, to moja świadoma decyzja. Po prostu czekam na rozwój sytuacji i pomyślałem, że w międzyczasie poszukam możliwości do stoczenia dobrej batalii w całym rosterze Colosseum. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Zresztą Jorge Cavazos to facet, którego nie trzeba długo szukać - widać i słychać go z daleka, a błyszczący pas mistrzowski na biodrach czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym w roli rywala dla mnie. Bo tym jest dla mnie Jorge - rywalem, nie wrogiem.

Renee Paquette: Oczywiście. Czy zechciałbyś nam jeszcze powiedzieć...

W tym momencie jednak potężny cios krzesłem spada na  głowę Kennetha Riddle! Chair Shot! Riddle pada jak rażony piorunem. To Ryback! The Big Guy jest ze stabilizatorem na kolano, jednak z bronią w ręku, i w dość niecenzuralnych słowach nakazuje oddalić się Renee Paquette co ta niezwłocznie czyni. Następnie Big Guy urywa kabel podpięty do monitoringu w tym pomieszczeniu i powala kamerzyste ciosem! Kamera ulega zniszczeniu, więc w tym momencie przez kilkanaście sekund dostajemy tylko śnieżenie obrazu, nie wiedząc co dokładnie dzieję się na zapleczu

Earlier Tonight

Przenosimy się do biura Roba Van Dama. Widzimy, że prezes siedzi przy swoim biurku, a na ścianach wiszą obrazy z sytuacji z jego bogatej ringowej kariery. RVD kilka coś na swoim laptopie aż w końcu do biura wchodzi Allan Hill. Widać po jego minie, że nie jest zbytnio zadowolony, że musi tutaj być, ale robi dobrą minę do złej gry.

Allan Hill: Nie jestem zadowolony, że muszę tutaj przychodzić, ale uważam, że zostałem trochę nadgorliwie potraktowany. Praktycznie każdy tutaj atakuje siebie nawzajem, pozwalają sobie na wszystko, a tylko ja za to poniosłem konsekwencje. Już nie mówiąc o tym, że w procesie sądowym powinien być niezawisły i neutralny sędzia, który nie ma nic wspólnego z oskarżonym. Czy tak było w tym przypadku? Śmiem wątpić. W związku z tym powinieneś znieść konsekwencję, które na mnie nałożyłeś tydzień temu.

RVD przez chwilę patrzy na Hilla, po czym zamyka laptop i odchyla się na krześle.

Rob Van Dam: Wiesz co, Allan? Doceniam, że tym razem wszedłeś przez drzwi, zamiast je rozwalić. Doceniam też, że próbujesz rozwiązać sprawę słowami. To jakiś postęp, ale nie próbuj robić ze mnie idioty. Tak, zawodnicy w LPW atakują się nawzajem. To wrestling. Tyle że większość z nich nie napada na człowieka odpoczywającego po przegranej walce, nie demoluje mojego biura i nie próbuje rzucić się na właściciela federacji podczas rozprawy dotyczącej własnego zachowania. A co do neutralnego sędziego, to nie był sąd federalny. To była wewnętrzna rozprawa LPW, dotycząca zawodnika zakontraktowanego przez moją federację. Jestem człowiekiem, który odpowiada za porządek w tym miejscu, więc to ja podejmuję decyzje.<RVD pochyla się lekko nad biurkiem i spogląda Hillowi prosto w oczy> Zakaz zostaje. Będziesz walczył wtedy, kiedy wyznaczę ci przeciwnika, a poza oficjalnymi pojedynkami nie wejdziesz między liny. Pokaż mi, że potrafisz to uszanować, wtedy możemy wrócić do rozmowy. Allan tutaj nie chodzi o kontrolę z mojej strony. Chodzi o to, żebyś wreszcie nauczył się kontrolować samego siebie.

The Broken Prodigy zaciska szczękę, po czym bez pożegnania odwraca się i wychodzi z biura. RVD jeszcze przez chwilę obserwuje zamykające się za nim drzwi, a następnie ponownie otwiera laptop. Kamera gaśnie.

Kiedy powiem sobie dość? Pewnie nigdy ponieważ kocham to co robię ~ Autor nieznany

"Raise Your Flag" i na arenie pojawia się Shio Sakazaki, czyli jeden z nowych nabytków federacji. Japończyk ubrany rzecz jasna w strój ringowy, zielone getry, czarne buty, białe owijki oraz charakterystyczną, zieloną wiatrówkę. Rozgląda się trochę po stage'u, spoglądając w kierunku publiczności, po czym spokojnym krokiem udaje się w stronę ringu. Gdy już tam dotarł, z wiatrówki wyciągnął zapalniczkę oraz paczkę papierosów, jednak gdy chciał odpalić fajkę, wokół niego natychmiast zjawiła się obsługa techniczna. Po krótkiej dyskusji, której nie nie było słychać, Shio oddał im swoje zasoby, przy czym odebrał mikrofon i zaczął mówić...

Shio Sakazaki: Na ostatnim Colosseum zawitałem tu pierwszy raz, jednak nie miałem okazji się wtedy przedstawić a chcąc to nadrobić... Konbanwa, Watashinonamaeha.. Shio.. Sakazaki. <lekka reakcja publiczności, Shio kiwa głową> Ok, wstęp mamy za sobą, więc czas na konkrety. Dwa tygodnie temu pewien osobnik a konkretnie Jay DiMateo, postanowił w dość prymitywny sposób mnie zaczepić. W sumie to nie mam do niego oto żadnych pretensji, podobnie jak ja jest tu nowy i chcąc być tu jakkolwiek zauważonym, musi szukać wszelkich okazji do zaistnienia. Szkoda tylko że w tak słaby sposób, uciekając się do marnej prowokacji ale niech ci będzie Jay, zdobyłeś moją uwagę. Cieszy mnie to, że pomimo twojego nonszalanckiego stylu bycia, masz chociaż jaja i przyjąłeś moje wyzwanie do walki. Widzisz, ja też muszę jakoś zdobyć uwagę by zostać zauważonym, tylko że w przeciwnym kierunku do ciebie, zamierzam wywalczyć to tym <unosi do góry zaciśniętą pięść> a nie tym.<wykonuje gest "kłapania dziobem"> Co do naszych spraw Jay, przemyślałem je sobie raz jeszcze i doszedłem do wniosku, że ukaranie cię ten jeden raz, mi nie sprawi żadnej przyjemności a ciebie niczego nie nauczy. Jedna walka nie rozstrzygnie tego, który z nas jest lepszy, ja to wiem i ty to wiesz... Więc proponuje ci kolejne wyzwanie a konkretnie Best of Five Series! <doraźna reakcja publiczności> Chciałeś fejmu? Cała przyjemność po mojej stronie. Chciałeś tu wszystkich wyjaśniać, masz do tego konkretną okazje. Chcesz na własnej skórze poznać charakter i umiejętności prosto z najciemniejszych ulic Tokio? Wystarczy tylko jedno twoje słowo i twój najgorszy koszmar się ziści. Pokazałeś już jak mocny jesteś w gębie, przyjdź tu i udowodnij to teraz w tym ringu.

Shio ściąga swoją wiatrówkę i oddaje ją obsłudze technicznej, oczekując na swojego przeciwnika.

W hali rozlega się ten utwór i widzimy, że Jay DiMateo pojawia się na rampie. Ma na sobie czarną, skórzaną ramoneskę, czarne, kanciaste okulary przeciwsłoneczne i standardowy pakiet - białe gacie, białe, wysokie buty i białą frotkę, na prawej ręce. Jay podchodzi nieco bliżej do ringu, jednak w ostatniej chwili wycofuje się i prosi obsługę o mikrofon.

Jay DiMateo: Zaraz, zaraz, zaraz! Coś mi tu nie gra, panie Kobayashi Naruto Tamagotchi <pojedyncze śmiechy i buczenie> pan się uważa za człowieka honorowego i w ogóle takiego kulturalnego, ta? No to coś nie pykło, skoro wchodzisz tu jak panicz i chcesz odpalić sobie szluga. <sprawdza coś na telefonie> O, AI mówi, że palenie przy innych ludziach jest niekulturalne i pokazuje brak szacunku dla norm społecznych. A, pamiętaj też, że palenie powoduje raka płuc i inne choroby, więc jeśli chcesz się truć, to spoko, ale nie truj tych niewinnych ludzi. <konsternacja na widowni, ale słychać lekkie brawa> Brawa to się należą panu ochroniarzowi! <Jay podaje mu rękę i bije brawo> Skoro mamy już tę sprawę za sobą, to wyjaśnij mi jedno, kitajcu...co ty pierdolisz? <śmieje się> Jakby, serio. <side eye> Wyjaśnij mi, czego ty chcesz?! Mówisz, że ja się zachowałem niehonorowo i gadasz jakieś splecione farmazony, a tymczasem prawda jest taka, że to TY, TY się wpieprzyłeś w moją rozmowę! Nie wiem, może knaga Cię zaswędziała i miałeś ochotę na puśkę naszej Marii? <buczenie> Oj, już nie bądźcie tacy święci! Nie wiem i nawet nie chcę tego analizować, bo ewidentnie nie ma w twoim myśleniu żadnej logiki. <podchodzi bliżej ringu> Wciskasz jakieś głodne kawałki, o tym, że chce sławy, tymczasem to TY DZWONISZ. To ty wszystko prowokujesz! Wtedy i teraz też! <kręci głową z niedowierzania> Chcesz ze mną walczyć pięć razy? Może od razu 20? Albo 50? <śmieje się pod nosem> Nie wiem czy wystarczy Ci pary, ale jak chcesz to proszę bardzo. Tylko od razu mówię - mam zamiar wygrać pierwsze trzy starcia, więc te dwa ostatnie będą zbędne. <chwilę nad czymś rozmyśla> Ahh, jeszcze jedno - ukarać to możesz swoją gejszę, czy jak wy tam się bawicie, w tej Japonii. Ode mnie po prostu dostaniesz na PYSK! Ile razy będziesz chciał, skoro tak Cię to jara! <Jay roześmiany wchodzi do ringu> A i błagam Cię zacznij się inaczej ubierać, bo czuje się jakbym miał walczyć z jakimś pokemonem.

Jay prowokuje jeszcze publiczność i samego Shio, a następnie odrzuca mikrofon, zdejmuje swoją ramoneskę, przekazuje okulary obsłudze i zaczyna rozciągać się przy narożniku.

[Obrazek: 4AlkWPy.png]
Singles Match
Shio Sakazaki
vs Jay DiMateo

Wracamy do walki, gdzie DiMateo podchodzi do zgiętego Shio. Ten od razu wyprowadza trzy łokcie na korpus. Sakazaki chwyta przeciwnika za rękę, popycha go na liny i Irish Whipem wysyła go na przeciwległe. Po powrocie mamy Snap Scoop Powerslam od Japończyka. Od razu próba pinu, jednak kończy się to wszystko na jednym klepnięciu w matę. Zawodnik z Tokyo nie poddaje się, od razu podbiega do lin i mamy Asai Moonsault. Piękna akcja, po której obaj wstają dosyć równo, a Shio będąc za przeciwnikiem od razu go chwyta i wyprowadza Reverse Backbreaker into Jumping Neckbreaker. Ależ teraz Japończyk rozgrywa oponenta. Ponownie próba przypięcia, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Zawodnik z Tokyo podnosi oponenta za głowę, wyprowadza Gut Kick i chwyta go w Front Facelock. Mamy Suplex od Shio. Jednak nie, Jay wykręca się w powietrzu i ląduje teraz za plecami do oponenta. Nim Japończyk orientuje się w sytuacji, DiMateo posyła rywala w narożnik uderzając jego głową w górną krawędź. Teraz Amerykanin wyciąga przeciwnika za rękę, chwyta jego głowę, rozpędza i wciska go w narożnik między drugą, a trzecią liną tak, że Sakazaki uderza barkiem w ring post. Wyraźnie zadowolony z siebie Made Man wyciąga oponenta za rękę i dokłada jeszcze Russian Leg Sweep. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Japończyk chwyta się za obolały bark, a Jay jeszcze go stompuje właśnie w to miejsce i po głowie. Dochodzi do tego, że sędzia musi go odciągnąć i zagrozić dyskwalifikacją, słychać również buczenie na widowni. Amerykanin tylko odchodzi od przeciwnika na chwilę i gestem ręki pokazuje, że wszyscy tylko kłapią buzią. Made Man podnosi przeciwnika za rękę i wypłaca mu łokieć na głowę. Shio odchodzi kilka kroków, żeby oprzeć się o liny. Gdy się odwraca do przeciwnika ten jeszcze atakuje go pięknym Step-up Enzuigiri. Po tej akcji Japończyk wylatuje z ringu między drugą, a trzecią liną. Jay również wytacza się z kwadratowego pierścienia i idzie w stronę rywala. Ten już powoli wstaje, a DiMateo punchami sprawia, że oponent opiera się teraz o barykady dla fanów. Widzowie protestują, a Amerykanin zbywa ich gestem ręki, po czym wyprowadza serię chopów na klatkę piersiową Sakazakiego. Ta od tych ataków już powoli robi się czerwona, a Jay nie odpuszcza, chwyta rywala za głowę i uderza nią o apron. Sędzia nakazuje wrócić im do ringu doliczając już do 6. DiMateo wpycha rywala do kwadratowego pierścienia i sam wślizguje się do środka, od razu próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Jay pokazuje, że zaraz będzie koniec tej walki. Teraz biegnie na liny i wybijając się z drugiej wyprowadza Springboard Moonsault! Prosto na kolana rywala. DiMateo zwija się z bólu, ale powoli wstaje. Tak samo jak Japończyk, obaj zawodnicy są już na nogach Jay próbuje zaatakować puchem przeciwnika, jednak ten pochyla się pod ręką i za chwilę Sakazaki wykonuje Tilt-a-whirl Headscissors Takedown. Piękna akcja, po której chwytając się za plecy DiMateo aż siada na macie. To idealna okazja dla Sakazakiego, który namierza przeciwnika i wyprowadza Greetings from Japan! Ależ mocne kopnięcie w wykonaniu zawodnika z Tokyo i od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz DiMateo leży na macie, a Shio nie zastanawia się i wchodzi na szczyt narożnika. Szykuje się Rising Sun! Japończyk ustawia się i mamy wyskok! Chybione! Shio trafia prosto w matę, a Amerykanin od razu z tej pozycji wyprowadza Springboard Moonsault tym razem trafione! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden z zawodników nie chce oddać tego zwycięstwa. DiMateo teraz pochyla się, żeby podnieść przeciwnika. Mamy Roll-up pin od Sakazakiego! 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Obaj panowie wstają w miarę szybko, Shio teraz atakuje przeciwnika punchem, jednak nie trafia i z rozpędu odbija się od lin. Po powrocie to Jay teraz wykonuje Roll-up pin z biegu! 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jay DiMateo wygrywa to starcie!

Kamera przenosi nas teraz do biura Roba Van Dama, który rozmawia przez telefon. Niestety nie słychać jego słów. W tym czasie do biura z impetem wpada wyraźnie zdenerwowany LPW Valor Champion, Jorge Cavazos, trzymając swój pas na ramieniu.

Jorge Cavazos: Rob, musimy pogadać.

Rob Van Dam: Muszę kończyć, później do Ciebie oddzwonię.

Jorge Cavazos: Możesz mi wyjaśnić, Rob, co tutaj się dzieje? Kolejny raz ktoś atakuje mojego przeciwnika i kolejny raz nie mogę odbyć uczciwej walki. Tydzień w tydzień, to ciągle się powtarza. Powtórzę swoje pytanie sprzed tygodnia - czy ty jeszcze nad tym panujesz? Kiedy toczył się turniej o pas LPW World Championship to nie miałeś problemu, żeby grozić każdemu dookoła konsekwencjami w razie interwencji. Teraz to kompletnie nie ma miejsca. Ja rozumiem, że ten tytuł jest dla Ciebie mniej ważny <Jorge poklepuje mistrzostwo znajdujące się na swoim ramieniu>, ale to nie może mieć miejsca co tydzień. W sumie to nie powinno mieć miejsca w ogóle. Naprawdę zaczyna mnie to już męczyć.

RVD przez chwilę milczy, uważnie słuchając słów mistrza. Następnie odkłada telefon na biurko i wstaje z fotela.

Rob Van Dam: Nie próbuj mi wmówić, że Valor Championship jest dla mnie mniej ważny. Ten pas reprezentuje Colosseum, a ty jesteś jego pierwszym mistrzem. Właśnie dlatego nie zamierzam pozwolić, żeby twoja kolejna obrona została po prostu odwołana. Masz jednak rację w jednej kwestii. Kenneth Riddle został zaatakowany, a od tamtej pory nie udało nam się z nim skontaktować. W tej sytuacji nie ma możliwości, żeby wystąpił dzisiaj w ringu. Nie zamierzam udawać, że wszystko przebiega zgodnie z planem, ale nie zamierzam też zostawić cię bez przeciwnika. <RVD robi krótką pauzę>Znalazłem już rozwiązanie. Dzisiaj zmierzysz się z The Reaperem. To nie jest jedyna zmiana. Zaplanowany na dzisiaj Tornado Tag Team Match nie odbędzie się w pierwotnej formie. Jego czterech uczestników zmierzy się ze sobą w 4-Way Matchu, a zwycięzca zostanie oficjalnym pretendentem do Valor Championship. Walka o to mistrzostwo odbędzie się podczas LPW: Heatwave<]Rob spogląda na mistrzostwo znajdujące się na ramieniu Jorge.> Pozostaje jeszcze kwestia stawki twojego pojedynku. Kenneth miał dzisiaj walczyć z tobą o ten pas, ale The Reaper jest zastępczym rywalem, dlatego decyzję pozostawię tobie. Możesz zmierzyć się z nim w zwykłej walce i przełożyć obronę mistrzostwa na inny termin albo postawić Valor Championship na szali również przeciwko niemu. Co wybierasz?

Jorge Cavazos: Nic Tobie Rob nie próbuję wmówić, to jedynie wnioski jakie wyciągam z twoich czynów. One zawsze były dla mnie ważniejsze niż słowa. Szkoda, że Kenny nie będzie mógł zawalczyć, to zawsze coś wielkiego móc zmierzyć się z taką żywą legendą, ale Reaper też nie jest kimś przypadkowym. Też miał swoje sukcesy i to będzie na pewno fajny pojedynek. Mam nadzieję, że jemu się przynajmniej nic nie stanie i ten pojedynek dojdzie do skutku. A co do mojej decyzji w sprawie postawienia pasu na szali - tydzień temu zapowiadałem Open Challenge o swój tytuł i nic się nie zmieniło. Nie mam problemu, żeby postawić ten pas na szali dzisiejszego pojedynku nawet po zmianie przeciwnika. A teraz wybacz, ale muszę się udać przygotować do swojego pojedynku.

Jorge obraca się na pięcie i wychodzi z gabinetu Generalnego Managera, a obraz z kamery gaśnie.

Czerwony jak cegła, albo jakiś inny alkoholik, kto ma wiedzieć ten wie ~ Autor nieznany

[Obrazek: k6hppX1.png]
Singles Match
 Nathan Martin
vs Allan Hill

Wracamy po reklamach, gdzie to Allan wbija przeciwnika w narożnik i od razu dokłada Corner Clothesline. Wbity Martin nie pada jednak na matę, więc jego rywal atakuje go Shoulder Trustami. Teraz dopiero Nathan siada w narożniku, a Hill podnosi go za rękę. W tym momencie Nathan wyswobodzą rękę poprzez Gut Kick. Teraz Nate odbija się od lin i inkasuje jeszcze Big Boot od oponenta. Kanadyjczyk pada na matę, a czarnoskóry zawodnik próbuje przypiąć rywala, jednak na próba kończy się na dwóch. Teraz Anglik podnosi rywala za rękę i chwyta pod Fallaway Slam. Wyrzuca przeciwnika za siebie, jednak Nate upada na nogi. Allan nie zdając sobie z tego sprawy powoli wstaje i jest jeszcze odwrócony do przeciwnika plecami. Martin korzysta z tego i Dropkickiem posyła swojego rywala w stronę lin. Zaskoczony Hill chwyta się za górną linę trzymając jednocześnie za uderzone przed momentem plecy i spogląda na przeciwnika. Zawodnik z miasta Beatelsów nieco się irytuje na ten atak i rozpędza w stronę rywala, który również stoi przy przeciwległych linach. Nate sprytnie naciąga górną z nich, przez co Anglik wylatuje poza ring. Teraz Allan będąc na macie z wściekłością uderza rękami o matę otaczającą ring, jednak za chwilę przypomina sobie, żeby nie ponosiły go emocje i wykonuje gest rękami jakby się uspokajał. Martin nie traci czasu i wykorzystuje roztargnienie rywala częstując go jeszcze poprzez Suicide Dive. Publika jest zadowolona z tego co widzi, ale Kanadyjczyk nie zwraca na to uwagi i stompuje przeciwnika. Teraz podnosi go i ciska w stronę ringu, żeby go wtoczyć do środka i sam się tam wślizguje. Hill wstaje, a Martin Irish Whipem kieruje go na liny jednak nie, mamy kontrę i to Nate biegnie w stronę lin. Po prostocie Anglik próbuje Clothesline, lecz Nathan uchyla się pod ręką przeciwnika, zatrzymuje się zaraz za nim i częstuje go jeszcze poprzez Pele Kick. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Martin wstaje i ustawia się w narożniku obserwując swojego rywala. Ten powoli się podnosi do pozycji siedzącej. Kanadyjczyk jakby tylko na to czekał. Rozpędza się i mamy Lowe Your Head! Hill przechwytuje nogę oponenta! Nathan w szoku, a Allan śmieje się w demoniczny sposób i kiwa przecząco głową. Teraz się podnosi cały czas trzymając nogę oponenta. Momentalnie Anglik przyciąga do siebie przeciwnika, obejmuje rękami i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Ależ teraz akcja, po której zawodnik z miasta Beatelsów staje w narożniku i czeka jak jego przeciwnik przed momentem. Nate w końcu wstaje i mamy Spear! Potężna akcja wbija w matę Kanadyjczyka i od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Można powiedzieć, że w ostatnim momencie. Wyraźnie rozdrażniony Anglik znów się podnosi i oczekuje na swojego rywala. Nate słyszy, jak jego rywal dyszy i zachęca go do powstania. To się w końcu dzieje i nabuzowany Hill bierze rozpęd i mamy Blackout! Chybione! Martin pochyla się pod bicepsem przeciwnika. Teraz Allan odbija się od lin, Nathan się odwraca i mamy Superman Punch! Zamroczony Allan pada na matę, a Nate próbuje przypiąć przeciwnika. 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Ależ wytrzymały jest Anglik. Nate pomaga przeciwnikowi wstać podnosząc go za rękę i ustawia się za nim. Martin go „odwija” i mamy Kiss of Solipsism! Jednak nie, Hill w ostatnim momencie odpycha kolano przeciwnika na bok. Allan odbija się od lin i mamy Blackout! Jednak Nate znów pochyla się pod ręką, jednocześnie łapie ją w drugą i Anglik znów jest w potrzasku. Nate znów szykuje przeciwnika pod Kiss of Solipsism! Tym razem udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec, zwycięża Nathan Martin!

Na arenie rozlega się "Undead" i wiadomo, że w drodze na ring Dan Dowson. Ten staje na rampie, wyciągając rękę w górę na co niemal natychmiast milknie jego theme song.

Dan Dowson: Przez ostatnie dni, tygodnie, wydawało mi się, że śnię. Wreszcie, po wychodzeniu jak debil i rzucaniu słów do ściany, która jedyne, co potrafiła, to buczeć nagle stał się cud! Nawet nie mówię o walce z domorosłym prawnikiem, czy gościem, co potrafi łatwo pomylić wodę z wódą. Nie, pojawił się ktoś, kto uważa siebie za stwórcę. Za kogoś, kto mocą swojej wyobraźni tworzy dzieła, które ożywają. Naprawdę fascynujące, czekające na wizytę u ludzi, którzy mu pomogą zakończyć te marzenia. Wracając do tematu - macanie po jajach nie brzmi zbyt męsko, a to właśnie robiłeś, jakbyś czegoś zazdrościł. Czyżby te twoje dzieło *Dowson wymownie robi palcami znak oznaczający cudzysłów" wyszło aż tak zajebiste? Myślałem, że to jakiś kaprys, mimowolna chęć sprawdzenia wizji przełożonej na real, ale na zeszłej gali... To przekroczyło wszelkie granice. Wydaje ci się, że możesz wyjść w moim mieście, aby spierdolić moją pierwszą od długiego czasu walkę przed mieszkańcami mojego miasta? Wychodzi na to, że zawiść, chęć zaistnienia wystarczyła, abyś udowodnił, że z tworzeniem masz tyle samego wspólnego, co Butla z byciem abstynentem.

Nathan, słysząc to wszystko, szeroko i przerażająco się uśmiecha. Następnie podnosi się, po czym bije brawo i mimo zmęczenia po walce prosi o mikrofon. Pracownik mu go wręcza. W tle Hill wyrolowuje się z ringu. Nate jeszcze przez chwilę rozgląda się dookoła i szybko mruga oczami, po czym patrzy już na pana marudę, który jest na rampie.

Nathan Martin: Hę? <wygląda, jakby nie dowierzał> Tak po prostu? Bez gaszenia świateł? Tym razem wchodzisz, gdy jest tak jasno? Niesamowite! <zaczyna bić brawo> Co za rozwój postaci! Danie Dowsonie... to może przy okazji kolejna zmiana imidżu? Hmm? <uśmiecha się> Chociaż może lepiej nie? Teraz jest idealnie! Odnalazłeś się. Do twarzy ci... z tym obrazem nędzy i rozpaczy. <prycha, po czym przeczesuje włosy palcami> Zdaję sobie sprawę, że całkiem nieźle wyglądam, ale Dan, nie musisz dorabiać takiej ideologii do mnie i do swoich jajek. Ja po prostu... po prostu.. sprawdzałem, czy ty je jeszcze w ogóle posiadasz! Mogłem się domyślić, że już ci tego brak, ale sprawdziłem i po pierwszym razie aż ciężko było uwierzyć, że ktoś, kto jest tak wyszczekany i jest odbierany jako ''legenda'' nie ma ani odrobiny.. ovoj <odchrząka> To z języka esperanto, oznacza to jaja, nie chcę być gorszy od innych, a przecież każdy język należy i tak do mnie. <uśmiech> Potem dałem ci drugą szansę i ponownie tam uderzyłem, żeby mieć już miiiiliooon procent pewności, ale mogę oficjalnie potwierdzić - tam nic nie ma... Tutaj również. <pokazuje palcem na głowę> No bo jak inaczej wyjaśnić to, co ty właśnie wygadujesz? Atakujesz mnie po mojej debiutanckiej walce i dziwisz się, że... ci się odwdzięczam? Dziwny tok myślenia, Danny, musiałbyś załatwić mnie na AMEN! A nie jest to możliwe, bo wtedy świat by sie skończył... <przerażająco się uśmiecha> Chociaż dla ciebie to może bez różnicy? W końcu jesteś już tylko popychadłem, które męczy się z Mateuszem, a śmiem stwierdzić, że jest jednym z tych moich tworów, które najwybitniejszymi zawodnikami nie są.. <wzdycha> Zmierzam do tego, że twój brak wdzięczności względem mnie jest okropny, bo prócz mnie.. to ty NIKOGO nie obchodzisz Dan.. totalnie nikogo.

Te słowa chyba poirytowały Dowsona, bo z naburmuszoną miną zmierza do ringu. Nathan czeka na niego i zaprasza go, obaj odrzucają mikrofony i Dan wślizguje się do kwadratowego pierścienia. Martin od razu rzuca się na niego i próbuje przechwycić głowę. Dan wyrywa się, sprytnie łapie jego nogę i przewala Nate'a, po czym w parterze zaczyna go obsypywać ciosami. Kanadyjczyk jednak daje rade przeturlać się i to teraz on jest w dosiadzie nad One and Only i tłucze go solidnie. Pan maruda rodem z San Diego zrzuca z siebie The Solipsista i nogami go odkopuje, po czym momentalnie wstaje. Próbuje wypłacić punch w twarz Nate'a, ale ten unika i będzie ponownie Low Blow! Albo i nie! Tym razem Dowson jest przygotowany na to i chroni krocze, łapiąc rękę Nathana. Dokłada mu szybki Headbutt i momentalnie dorzuca Kill the Lights, czyli swój własny Superkick! The Creator dosłownie pada jak rażony piorunem. Allan Hill w tle odchodzi w kierunku rampy i chwilę się temu z lekką irytacją przygląda, ale po prostu idzie na zaplecze. Na arenę wbiega za to ochrona i tym razem nie do niego. Dan Dowson coś jeszcze trashtalkuje do leżącego Nathana i gdy widzi już ochroniarzy, to szybko wychodzi z ringu z wrednym uśmiechem na twarzy. Amerykanin zadowolony z siebie idzie w kierunku wyjścia, przy okazji słyszy spore buczenie. One and Only na chwilę zatrzymuje się jeszcze i zaczyna przekomarzanie z fanami. Półprzytomny i leżący nadal w ringu The Creator podnosi mikrofon i ledwo przykłada go do ust, przy okazji śmieje się maniakalnie w dosyć obolały dla siebie sposób.

Nathan Martin: Pięknie! C-cudownie! Widzę to... musimy to zrobić. Następne Colosseum. Ja kontra ty, Dan. Burried Alive Match! Zakończmy to wszystko. Zamiast zakopać topór wojenny.. jeden zakopie drugiego żywcem!

Dan Dowson: Serio? Zakopanie żywcem? Wow, cóż za zaszczyt mnie może spotkać. Najchętniej tak tępo szukającego atencji gościa bym olał, jak większość, ale masz to. Kolejne Colloseum.

Każde pokolenie ma własny czas, a teraz czas na reklamy ~ Autor nieznany

Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy poirytowanego Uszczelkę idącego korytarzem. W rogu korytarza stoi jego partner Zygmunt Butla z butelką.. wody??? Uszczelka podchodzi do niego i wytrąca mu ją z rąk.

Uszczelka: Słyszałeś co szef wymyślił? Zamiast rozprawić się z gówniarzami raz, a porządnie dostaliśmy walkę o miano pretendenta. Mało tego do tej stawki wsadza ciebie! Nie obraź się Zygmunt, ale przez cały ten czas wyciągałem do ciebie rękę i chciałem ci pomóc. Ty zamiast skorzystać z tej pomocy złapałeś mnie za tę rękę i ciągniesz mnie do siebie na dno. Wiesz jaka jest zasada w hydraulice? Jak jest wyciek to starasz się go zakleić, ale jak mimo to wycieka dalej to po prostu wymieniasz te rurę na nową. Gdybym nie niańczył cię cały ten czas i pilnował żebyś nie przegrał z nałogiem to spójrz gdzie bym teraz był!

Butla patrzy na rozlaną wodę, po czym ociera mokrą dłoń o spodnie i spogląda na Uszczelkę.

Butla: Zbyszek, ja kiedyś przez trzy dni piłem z takim Mietkiem spod Bydgoszczy. Cały czas gadał, że gdyby nie on, to dawno leżałbym w rowie, bo mnie pilnuje, prowadzi i wyciąga z kłopotów. Czwartego dnia przyszło dwóch chłopów upomnieć się o jego dług. Mietek zamknął się w kiblu, a ja zostałem sam. Dostałem po mordzie, oddałem mocniej, a rano ten pajac wszystkim opowiadał, że wygrał dzięki swojemu planowi. I wiesz co? Ty zaczynasz gadać dokładnie jak on. Może czasem przeszkadzałem, może czasem trzeba było po mnie poprawiać, ale kiedy wygrywaliśmy, jakoś nie mówiłeś, że ciągnę Cię na dno. Teraz RVD daje mi szansę i nagle jestem rurą do wymiany? Może szef po prostu widzi we mnie coś więcej niż Twojego pomocnika. A Ty chyba pierwszy raz zobaczyłeś, że Butla może stanąć nie za Tobą, tylko naprzeciwko. Widzę, że zaczynasz się obawiać, to dobrze, bo czasem nawet ktoś taki jak ja potrafi zaskoczyć.

Uszczelka podnosi głos na kolegę.

Uszczelka: Zygmunt ty już masz kompletnie mózg zalany dyktą! Już raz ci narobiłem guzów na głowie i myślałem, że zmądrzejesz! Jak ty chcesz walczyć o miano pretendenta, jak ty sam ze sobą i swoim nałogiem nie potrafisz wygrać?! Mnie twój kolega Mietek żul nie interesuje i nie próbuj mnie do niego porównywać! Miałem cię za kolegę i nic więcej, pomocników nie potrzebuje. Po takich pomocnikach to mój dziadek na konia wsiadał. Jedynym zaskoczeniem będzie jeśli znów nie wyjdziesz nafurkany do walki. Jak już się dotoczysz do tego ringu to siądź w kącie i chociaż ten jeden, jedyny raz daj mi wziąć sprawy w swoje ręce. Stawka jest teraz zbyt wysoka, żeby znowu puściły ci zawory, a ja bym musiał sprzątać te gówno po raz kolejny.

Po tych słowach Uszczelka wychodzi i trzaska mocno drzwiami od szatni, po tym kadrze kamera płynnie przenosi nas do szatni Miguela Escobara.The Prince of Spain siedzi na krześle i skupia się na dzisiejszym pojedynku podczas gdy Sara rozmasowuje jego barki. Drzwi do szatni się otwierają, a do środka wchodzi Legacy Breaker, po którym już na pierwszy rzut oka widać, że targają nim bardzo duże emocje. Sara kończy masaż, a Miguel patrzy na Prestona.

Preston Steele: Dużo ostatnio myślałem nad sytuacją z ostatniego Colosseum i muszę sam przyznać, że dałem ponieść się emocjom. Należą ci się przeprosiny z mojej strony. Nie powinienem się tak zachować w stosunku do ciebie. 

Na twarzy Hiszpana pojawia się delikatny uśmiech po tych słowach.

Preston Steele: Mogliśmy pokonać tych nieudaczników już drugi raz gdybym nie był samolubny. Boli mnie to tym bardziej, że jesteś jedyną osobą, która zawsze trzyma moją stronę co by się nie działo i mogę na ciebie liczyć na dobre i na złe.

Miguel twierdząco kiwa głową, a następnie oddycha z ulga.

Miguel Escobar: Cieszę się, że wreszcie to zrozumiałeś. Nigdy nie działam na twoją szkodę i wiem, że razem możemy więcej. Nie naraziłbym tej współpracy. 

Escobar w tym momencie wstaje i chwyta Prestona za bark.

Miguel Escobar: Swoją drogą RVD wprowadził niemałe zamieszanie przy naszej walce. To nie będzie walka tag teamowa.

Preston zmarszczył brwi ze zdziwienia.

Miguel Escobar: Zawalczymy w fatal 4-wayu. Ty, ja, Butla i Uszczelka, a w stawce będzie title shot na pas Valor. 

Steele zbierał jeszcze myśli, a Hiszpan kontynuował.

Miguel Escobar: Wiem, że każdy z nas będzie nastawiony na zwycięstwo i wiem, że zarówno ty jak i ja możemy to wygrać. Najważniejsze jednak jest to, że po tej walce kończy się nasza historia z tą dwójką. Zostawiamy to za sobą i rozpoczyna nową przygodę w drodze do pasa mistrzowskiego. Wygrana któregoś z nas to sukces naszej dwójki, pamiętaj o tym.

Miguel po tych słowach zbiera rękę z barku Prestona, macha głową do Sary i opuszcza szatnię.

Mogłaś być już na dnie, ale wypłynęłaś ~ Autor nieznany

Na arenie wybucha nigdy nie slyszana Muzyka Po chwili w stronę ringu zmierza wyraźnie zadowolony z tekstu utworu MateuszMW. Zawodnik leje się oliwką po czole i świeci się jak psu jajca, do tego dokłąda swój dresiarski uśmiech, a następnie przechodzi pod górną liną i melduje się w ringu

MateuszMW: Siemanko z dumą wszech i wobec oświadczam Wam, że w końcu udało mi się wejść na odpowiednie tory. Moje ostatnie dokonania bez wątpienia są tego dowodem. Tylko ja jestem w stanie w tak szybki sposób podnieść się, wstać z kolan i pokazać, czym jest prawdziwa krakowska siła! Widzicie kim powoli się staję? O czym wielokrotnie Wam mówiłem..... O czym moja mama mówiła? Pamiętacie?

 Po tych słowach MateuszMW bierze oliwkę i nakłada ją na swoją łysą głowę.

MateuszMW: Jeśli Wam gdzieś to umknęło to powtórzę jeszcze raz. JA MATEUSZ MAM WSZYSTKO, CO POTRZEBUJE PRAWDZIWA GWIAZDA FEDERACJI I NIKT NIE JEST W STANIE MI ODEBRAĆ ZAWZIĘTOŚCI, KTÓRA PRĘDZEJ, CZY PÓŹNIEJ ZAPROWADZI MNIE NA SAM SZCZYT. Wiem, że jest to żmudny proces, ale sukces jest mi pisany. W ogóle ostatnio zastanawiałem się, kim jest David Otunga? Co to za przychlast noszący garnitur i teczkę.... Czy on nie powinien walczyć? Mniejsza..... Jebać go. W tym momencie dla mnie liczy się dobra passa oraz wiara mamy i mistrza Dereka! Dziękuję Wam za wszystko, co dla mnie zrobiliście! Derek jesteś najlepszy, szkoda że nie ma Cię w moim brandzie :/ 

Na arenie rozbrzmiewa „All About The Power”. David Otunga pojawia się na rampie już w stroju ringowym. Spokojnie spogląda w stronę ringu, gdzie czeka na niego MateuszMW, po czym bez pośpiechu rusza w jego stronę. Wchodzi między liny i staje naprzeciwko swojego dzisiejszego przeciwnika. Pracownik techniczny podaje Adwokatowi mikrofon, a ten przyjmuje go bez słowa.

David Otunga: Mateusz, muszę ci coś przyznać. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem. Tyle słów, tyle zapewnień, tyle wiary w siebie... że aż zacząłem się zastanawiać, ile czasu zajęło ci przygotowanie tej przemowy. Słuchając cię przez chwilę pomyślałem, że ktoś napisał tę przemowę za ciebie. Ale potem przypomniałem sobie, że nawet najlepszy program sztucznej inteligencji nie jest w stanie dopisać ci osiągnięć, których zwyczajnie nie masz. Bo jeżeli naprawdę miałeś czas, żeby to wszystko przemyśleć, a najlepszym dowodem swojej wielkości jaki udało ci się znaleźć, jest jedno zwycięstwo i remis z kimś takim jak Dan Dowson to chyba powinienem ci współczuć.

Legal Killer spogląda w stronę publiczności z wyraźnym niesmakiem, jakby zakończenie jego walki z Dowsonem na Ascencion dalej go gryzło.

David Otunga: W każdym bądź razie... Mówisz, że w końcu wszedłeś na właściwe tory. Tylko widzisz Mateusz... problem polega na tym, że ja nawet nie jestem pewien, czy my jedziemy tym samym pociągiem. No bo Ty mówisz o przyszłości, o byciu twarzą federacji, o tym co dopiero osiągniesz. Ja patrzę na to co już osiągnąłeś. I między tymi dwiema rzeczami jest kolosalna, wielotomowa wręcz różnica.

The Harvard Hammer spogląda na rozsmarowaną oliwkę na głowie Mateusza.

David Otunga: A skoro już wspomniałeś o mnie... zastanawiałeś się kim jestem. Prawnikiem, wysportowanym atletą, a przede wszystkim człowiekiem, który potrafi przygotować się do swojej sprawy i kimś kto rozumie różnicę między twierdzeniem a dowodem. Ty twierdzisz, że jesteś przyszłą gwiazdą, kiedy ja potrzebuję tylko jednej rzeczy, żeby sprawdzić wiarygodność twoich słów.

The Verdict Maker wskazuje palcem w dół, w kierunku maty.

David Otunga: Tego. Nie obchodzi mnie twoja mama. Nie obchodzi mnie, co powiedział ci ten dziwoląg z Elysium. I szczerze mówiąc nie obchodzi mnie nawet to ile oliwki potrzebujesz, żeby poczuć się jak przyszły mistrz. Uświadom sobie, że dzisiaj nie walczysz z człowiekiem którego możesz pokonać samą pewnością siebie. Skończyliśmy już z motywami. Teraz przedstawimy dowody i zakończmy już tę sprawę, za długo ona trwa.

Otunga oddaje mikrofon sędziemu i zmierza w stronę swojego narożnika.

[Obrazek: i7KUp9k.png]
Singles Match
David Otunga vs MateuszMW

Wracamy do pojedynku, gdzie to Mateusz stompuje siedzącego w narożniku przeciwnika. Przyciska go kolanem do rogu ringu, aż sędzia interweniuje i po doliczeniu do 4, Polak puszcza. Sędzia grozi mu palcem i poucza, że nie może przesadzać. Polish Fucker (nie no, nie mogę z tego XD) przepycha teraz na bok arbitra i podnosi za rękę swojego rywala. Irish Whip w przeciwległy narożnik. Otunga wbija się w narożnik, zaraz za nim biegnie Mateusz. David jednak plecami odbija się od narożnika w taki sposób, że nie odczuwa bólu i Chlothesline’m powala przeciwnika. Ten dosyć szybko wstaje, ale Adwokat podchodzi do boku rywala i od razu wypłaca mu Olympic Slam. Amerykanin od razu po tej akcji przypina, 1… nie, Kickout. Mateusz się nie poddaje. Otunga pomaga przeciwnikowi wstać chwytając go w odpowiedni sposób w pasie. Gdy udaje się podnieść rywala, cały czas trzymając go zgiętego za pas, David wykonuje Gutwrench Suplex. Amerykanin prezentuje teraz swoje umiejętności techniczne. Mateusz po otrzymaniu ataku chwyta się za plecy, ale wstaje przy linach. David atakuje go przy linach punchami. Irish Whip na liny, jednak nie, za chwilę przyciąga do siebie oponenta i mamy Short-Arm Lariat. Mocno obity Polak leży teraz na macie, a Adwokat próbuje teraz przypiąć. 1… 2… nie, Kickout. Po tej próbie The Big MW wytacza się poza ring i aż klęknął z bólu. David również wyszedł z ringu i punchem atakuje rywala. Teraz chwyta Polaka za tył głowy i wpycha go w metalowe schodki. Jednak nie, Mateusz w ostatniej chwili odwraca się i to Otunga wpada plecami w podesty. Adwokat aż jęknął z bólu, a Polak dokłada jeszcze stompy na plecy oponenta. The Big MW pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go do ringu, a sam pakuje się na szczyt narożnika. Mamy wyskok i piękny Diving Senton. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Polak wstaje w bardzo podobnym tempie do swojego rywala. Mateusz odbija się od lin i dokłada jeszcze Jumping Clothesline. Polak nie próbuje pinu, podnosi rywala do stójki i Irish Whipem wysyła go do narożnika. Krótki rozpęd i mamy Corner Splash! Jednak w pusty narożnik. David w porę się odsuwa. The Big MW opiera się teraz o narożnik klatką piersiową, a Otunga chwyta w pasie przeciwnika i wyprowadza Release German Suplex. Polak trzymając się za kark wstaje. Adwokat popycha go na liny, a po porwiecie mamy Sit-Out Spinebuster. Proba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Amerykanin podnosi Polaka do stójki, wyprowadza Gut Kick o odbija się od lin. Szykuje się Legal Precedent! Jednak Mateusz w porę się prostuje, wrzuca rozpędzonego przeciwnika na bark i mamy Powerslam! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Mateusz kiwa głową i kieruje się teraz do swojej oliwki w narożniku. Polewa nią swoją głowę i naciera bardzo grubo. Teraz oczekuje, aż jego rywal wstanie. Szykuje się Łysy Punch! Otunga wstaje, Polak chwyta go za kark, jednak Adeokat odpycha przeciwnika i po prostocie Mateusz otrzymuje Motion to Dismiss! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden nie chce oddać tego zwycięstwa. Otunga wstaje i pomaga również podnieść się przeciwnikowi za rękę. Wyniesienie pod Fireman’s Carry i szykuje się Final Judgement! Jednak nie, Mateusz w porę się orientuje, szamocze się na barkach rywala i trzema łokciami ostudza jego zapał. David odpuszcza, a Mateusz pada na nogi za swoim przeciwnikiem. Teraz The Big MW odwraca oponenta do siebie przodem i mamy Łysy Punch! Jednak tym razem gdy Mateusz już jest w powietrzu, Otunga wypycha go do przodu, przez co Polak ląduje plecami na macie sam. Grymas bólu na twarzy The Big MW, a Amerykanin podnosi oponenta za rękę, Irish Whipem wysyła na liny i po powrocie mamy The Verdict! Udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! David Otunga wygrywa!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2026, 23:01 przez Raptor.

[Obrazek: a4578aa15d55c.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-2
Last Match: Axel Blaze def. Rob McŁowicz
Achievements:

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 2-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Jeff Brown
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
08.08.2026, 15:11 #1
Earlier This Week

Znajdujemy się wewnątrz urządzonego w nowoczesnym stylu biura. Obraz z kamery skierowany jest na biurko, na którym znajduje się laptop, a także starannie ułożony stos dokumentów. Przy biurku siedzi zadbany, szczupły mężczyzna w wieku około 55 lat, o czarnych włosach lekko przyprószonych siwizną. Jest ubrany w garnitur, a na nosie ma okulary. Jest zajęty pracą przy komputerze, którą przerywa dźwięk pukania do drzwi. Operator odwraca się w ich stronę, ukazując w progu odzianego w czarną koszulę Prestona Steele'a.

Preston Steele: Podobno chciałeś mnie widzieć...

Frank Steele: Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Siadaj, synu.

Ojciec Prestona wskazuje na stojące z boku krzesło, które młodszy ze Steele'ów przysuwa bliżej biurka, po czym zajmuje miejsce naprzeciwko swojego ojca.

Frank Steele: Wiesz, że nie wezwałbym cię tutaj, gdybym nie miał powodu. Jestem rozczarowany. Nie podoba mi się to, co się z tobą stało, Preston. Nie chodzi mi wcale o tę twoją zabawę w wrestling. Nie przeszkadza mi to, nawet po części rozumiem, bo każdy musi mieć jakieś hobby. Większy problem stanowi twoje luźne podejście do wydawania pieniędzy. Drogie samochody, bankiety, imprezy, a prezenty przeznaczasz na akcje charytatywne. Uważasz, że Steele Industries miałoby szansę w ogóle powstać, gdybym ja przez całe życie był takim niebieskim ptakiem? Może to moja wina, nigdy nie robiłem problemu, gdy chciałeś więcej pieniędzy. Ostatnio jednak uświadomiłem sobie, że tak nie może dalej być. <Preston chce coś powiedzieć, jednak Frank zatrzymuje go> Poczekaj. Jest jeszcze jedna sprawa, ta gorsza. Chodzi o tego twojego nowego przyjaciela. Escobar, tak? Daj sobie z nim spokój. Od razu widać, że to wąż. Nic dobrego cię nie czeka, jeśli dalej będziesz się z nim bratał.

Widać, że Legacy Breakerem z każdym następnym zdaniem wypowiedzianym przez jego ojca coraz bardziej targają emocje.

Preston Steele: To ty mi mówisz, że jesteś mną rozczarowany? Od najmłodszych lat muszę wysłuchiwać co tobie się nie podoba w moim postępowaniu co tylko nie robiłem. Jedyną osobą, która może mówić o rozczarowaniu w naszej rodzinie jestem ja. Jedyne, czego chciałem od życia to ojca, który będzie przy mnie i czasem się zainteresuję moją osobą. Kiedykolwiek ciebie w ogóle obchodziło czy ja jestem szczęśliwy? Zawsze wszystko kręciło się wokół firmy i wokół tego, żeby zdobyć kontakty z jak najbardziej wpływowymi ludźmi. Zawsze chodziło o to, żeby zarobić kolejne góry pieniędzy.

The Heir Apparent bierze głęboki oddech. Widać, że emocje buzujące w nim sięgają już zenitu.

Preston Steele: Znowu znalazłem sobie przyjaciela, na którego mogę liczyć. I co ty teraz robisz? Jak za każdym razem próbujesz mi wmówić, że nie powinienem się z nim trzymać. Kolejny raz chcesz mnie odsunąć od moich przyjaciół. Miguel jednak miał rację. Jedyne co ciebie interesuje to własne interesy i reputacja twojej firmy.
 
Frank Steele: Preston, wystarczy. Dość już usłyszałem. Nie będę dalej słuchał tego użalania się nad sobą. Skoro ciągle powtarzasz, że chcesz zbudować swoje imię sam i odciąć się ode mnie - w porządku, dostaniesz taką szansę. Powinieneś być zadowolony z tego, co teraz powiem. Od teraz nic już nie łączy cię ze Steele Industries. Postanowiłem, że firma zostanie przekazana komuś innemu, kiedy ja przejdę na emeryturę. Komuś kompetentnemu, kto zna wartość pieniądza i rozumie, że w tym świecie nie ma miejsca na sentymenty. Jesteś moim synem, ale nie mogę pozwolić sobie na to, by dorobek mojego życia trafił w niewłaściwe ręce. Od dzisiaj radzisz sobie sam. Zwróć proszę swoją złotą kartę. Będziesz musiał także wyprowadzić się z apartamentu, w którym ostatnio mieszkałeś, bo od następnego miesiąca zostanie on spożytkowany na cele biznesowe. To wszystko, co miałem ci do powiedzenia, możesz odejść.

Preston Steele: Tymi słowami tylko potwierdzasz, że Miguel miał rację. Zawsze myślałeś tylko o sobie.

Preston opuszcza biuro z wyraźnie zawiedzioną miną.

[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Na titantronie widzimy przypominajkę z wydarzeń, które miały miejsce na drugim wydaniu Elysium między mistrzem Axelem Blazem oraz Jose Lopezem. Nasze oczy są raczone przez ładnie zmontowany filmik z ataku Jose na Axela w barze i z odwetu Blaze'a na Lopezie już na samej tygodniówce. Ekran gaśnie i w końcu wybrzmiewa FATE! A to oznacza, że pretendent do głównego tytułu pojawia się na rampie. Jego pojawieniu towarzyszą mocne głosy niezadowolenia od fanów. Na twarzy Hiszpana widać wiele ran. Szwy oraz gdzieniegdzie plastry pokrywają powierzchnie jego facjaty. Ubrany jest TAK. Lopezzo przygląda się reakcji i podchodzi do jednej ze ścianek, które są na rampie i tworzą wejście. Lopez klepie w nią i mówi: ''dawno do ciebie nie gadałem''. Hiszpan prycha i odchodzi od niej, po czym zmierza do ringu. Publika wykrzykuje do niego, że zasłużył na to, co zrobił mu Blaze. Chico Malo totalnie nie zwraca na nich uwagi i odbiera od pracownika mikrofon, w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia i zamierza zabrać głos.

Jose Lopez: Kilka migawek z Elysium.. tyle wystarczyło, żeby dzisiejsze Colosseum było ciekawsze i wartościowsze niż jego poprzednie wydanie. <heat> Zachwycony Rob Van Dam w przerwie od bycia sędzią będzie mógł napisać oficjalne newsy, które zapewne czyta tylko on, jego rodzina i...najwidoczniej ja.

Jose uśmiecha się i bierze głębszy wdech, po czym spogląda na chwilę do góry, muska palcami rany na swojej twarzy i widać, że jego kąciki ust lekko się unoszą.

Jose Lopez: Zbieranie plonów jest doprawdy satysfakcjonujące... <krótka pauza> Wiem, że bardzo was cieszy oglądanie mojej osoby w takim stanie. <cheer> Co ciekawe.. mnie też. Nie dlatego, że mam masochistyczne zapędy jak ten wrestlingowy iPad kid Elias. Ja po prostu wiem.. że wszystko idzie po mojej myśli. <delikatny uśmiech> Nie kręciłem się nieuważnie po zapleczu bez powodu, doskonale wiedziałem, co nadejdzie i ze spokojem wyczekiwałem tego. Bez strachu, bez wiary, że jestem stwórcą tego świata czy też odpowiadam za pisanie ''opowieści''. Wystarczyła mi do tego... znajomość ludzkiej psychiki oraz 37 lat stąpania po tym świecie. <krótka pauza> W przypadku Blaze'a, miałem jeszcze łatwiej.. w końcu on jest taki sam jak dawny ja i tylko ślepa osoba może się z tym spierać. <ironiczny uśmiech> Dlatego jestem nim tak zainteresowany, a to, co robię... to nie jest uprzykrzanie mu życia, chociaż wielu niezbyt inteligentnych ludzi może wyciągnąć takie wnioski. NIE! Koniec końców, to ja jestem tym, który chce dla niego dobrze! Jako bardziej doświadczony kolega po fachu, który przeżył ten gorszy scenariusz, wiem, co może go czekać. Wiem, jak bardzo traci na was czas, więc zareagowałem! <heat> Sztuczny uśmiech, łechtanie waszego ego i ograniczanie się, to rzeczy, które dadzą mu jedno wielkie NIC! A przecież sam przedstawia się jako Legend In Making czy też Mr Forever! On potrzebuje ognia, nie tego z tej swojej śmiesznej koszulki, którą dumnie mają nosić fani z nadwagą i zarostem jedynie pod brodą. Nie... on potrzebuje takiego, który zostanie zapamiętany na zawsze! Dałem mu tę iskrę, dałem mu warunki do bycia potworem... A on w zamian MUSI dać mi jednego z największych sukinsynów, z jakimi można się zmierzyć! Tego potrzeba zarówno mi, jak i jemu, bo czy tego chcecie.. czy też nie, wrestlerowi z wielkimi ambicjami jest potrzebny jeszcze WIĘKSZY rywal, a nie banda fałszywych ludzi, która na pewnym etapie i tak ma cię gdzieś. <heat, a Lopez bierze głębszy wdech> Pojedynek Axel Blaze kontra Jose Lopez na Heatwave wytworzy pożar i to taki, że reszcie biznesu zacznie palić się pod dupami, bo o LPW będzie naprawdę głośno... wierzcie mi, dotrzymywanie słowa ostatnio idzie mi idealnie. <patrzy w kierunku kamery> Axel! Daliśmy sobie tak konkretnie po mordach, że teraz możemy się lepiej zrozumieć...a przynajmniej taką mam nadzieję, więc czekam.

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "I gotsta get paid", a na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem mistrzowskim zapiętym na biodrach. Ubrany jest standardowo - jeansy, skórzana kurtka, swoja koszulka i okulary przeciwsłoneczne. Zawodnik ma mikrofon w ręce i powolnym krokiem zmierza do ringu.

Axel Blaze: Kolejny raz muszę się z Tobą zgodzić, Lopez. Zaczyna mnie to przerażać, ale muszę przyznać Ci rację, że pojedynek Blaze vs. Lopez na Heatwave wytworzy pożar. To będzie prawdziwy ogień, dzięki któremu na stałe wypalę swoje nazwisko w historii. <cheer> Nie mniej jednak, serio przeraża mnie to, że drugi tydzień z rzędu przyznaję Ci rację...

Mistrz wchodzi do ringu i staje twarzą w twarz z Lopezem. Podchodząc do niego zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę, patrząc prosto w oczy swojego przeciwnika.

Axel Blaze: W co Ty grasz, Lopez? Zaczynasz naszą znajomość od zabrania mi najważniejszego momentu w moim życiu. Dosłownie chwyciłeś marzenie w trakcie spełniania i odebrałeś mi je na zawsze. Kiedy chciałem konfrontacji udawałeś, że Cię nie ma, żeby znowu zaatakować mnie zza pleców. I kiedy w końcu udało Ci się osiągnąć swój cel i zostać pretendentem do mojego pasa znowu postanowiłeś mnie zaatakować. Rozumiem zbłądzić raz, kiedy emocje biorą górę i tkwisz sam ze sobą, nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, możesz nie wytrzymać. Ale 3 razy? A kiedy w końcu nie było dookoła nikogo, kto mógłby Cię tym razem uratować twierdzisz, że na to czekałeś? Że pozwoliłeś się tak urządzić? Co Ty w ogóle gadasz, człowieku, obudź się. To nie jest twitter, którym tak bardzo żyjesz, tutaj przyszła weryfikacja. Jak śmiesz mówić, że chcesz dla mnie dobrze? Ciesz się, że jesteśmy w ringu, którego nie będę bezcześcił, ale wiedz, że splunąłbym Ci teraz pod nogi. Na tyle zasługujesz. Jesteś bardziej śliski, niż słój na pomyje, Lopez. Przestań w końcu kłamać. Przestań kłamać, że Twój stan Cię cieszy. Przestań kłamać, że chcesz dla mnie dobrze. Przestań kłamać, że ktokolwiek mnie ogranicza! Przestań... <głos Blaze'a lekko się załamuje> bo ja już niczego nie rozumiem. Po tym wszystkim co mi zrobiłeś, Ty naprawdę nie próbowałeś się bronić. Ja... nie wiem co powiedzieć. Cały tydzień nie mogłem spać, myśląc o tym wszystkim, co się stało. Puściły mi nerwy, zrobiłem coś złego, a Ty nie dość, że pozwoliłeś się pobić, to jeszcze nie masz do mnie o to pretensji? Przez całe swoje życie starałem się wyróżniać. Starałem się pokazać ogień, który we mnie płonie. Próbowałem zaimponować innym, potrzebowałem innych, żeby być sobą. A potem pojawiasz się Ty, zupełnie sam, mówisz mi, że jesteśmy tacy sami i chcesz mi pomóc? Chcesz mi pokazać inna drogę? Ja... nie widzę innej drogi, Jose. Nie ma innej drogi. Jestem ja i są Oni. Potrzebujemy się, jesteśmy dla siebie stworzeni. A dopiero gdzieś, za tym całym tłumem, jesteś Ty. I próbujesz mi powiedzieć, że można wejść na szczyt na skróty? Co to wszystko ma znaczyć?

Jose przechadza się po ringu przez chwilę i w końcu staje przed Blazem, widać, że na jego twarzy jest teraz wymalowana powaga.

Jose Lopez: Pozwól, że odpowiem ci na to wszystko.. samemu zadając pytania. <krótka pauza> Axel, czy ty naprawdę wierzysz w  to, że ONI <pokazuje palcem na publikę> pomagają ci i mają wpływ na cokolwiek? Czy myślisz, że gdybyś musiał walczyć bez nich, zostaliby wymazani i byłbyś TY oraz rywal, to źle na ciebie by to wpłynęło? <prychnięcie> BULLSHIT! Byłoby wręcz odwrotnie, bo wszystko zawdzięczasz SAMEMU SOBIE! Ich jęki, wymagania, krzyki.. to rozprasza, to ogranicza. Gdy wyzbywasz się zwracania uwagi na to podczas pojedynku.. możesz dać z siebie jeszcze więcej! Gdybyś teraz dostał kontuzji, która zakończyłaby ci karierę, to po pewnym czasie interesowaliby się tobą fani czy ludzie, z którymi dawałeś sobie po mordzie w ringu? Ja znam na to odpowiedź z autopsji! <głębszy wdech> Idąc dalej, dlaczego zinterpretowałeś to wszystko jako droga na skróty? <lekko poirytowany> Nie ma w tym nic łatwiejszego! Jest odwrotnie. To cięższa droga, z wieloma trupami, po których musisz przejść, z jeszcze większą ilością przemyśleń, czy robisz właściwie, ale to ona zaprowadzi cię na ten szczyt, który jest ci pisany. Tam twoje marzenia staną się rzeczywistością i to takie, o których aktualnie nawet byś nie pomyślał. Zniszczenie wymarzonej celebracji to koszt, który musiałeś ponieść, by się przebudzić. Chcesz być LEGENDĄ? <patrzy w oczy Axela> Będziesz nią, ale otwórz oczy i przemyśl to wszystko! Masz w sobie to, co nie może być zmarnowane! <krótka przerwa> A jeśli o zmarnowaniu mowa... to za chwilę masz walkę z jednym takim, który niby idealnie wpisuje się w to, ale to bzdura. Ten człowiek nie jest zmarnowany, on właśnie teraz jest na swoim miejscu i z chęcią z perspektywy twojego narożnika zobaczę, co ten desperat wymyśli, by uniknąć nieuniknionego... <wredny uśmiech>

Blaze przełyka ślinę, jakby się czymś bardzo stresował, po czym energicznie potrząsa głową, jakby budził się z rodzaju jakiegoś transu.

Axel Blaze: Czy Ty chcesz mi wmówić, że stojąc w tym ringu naprawdę wierzysz w to co mówisz? Mówisz, że Ci wszyscy ludzie, którzy kupili bilety i siedzą teraz przed telewizorami nie mają znaczenia?  Że nie mają na nic wpływu? Jose, miałem Cię za weterana, a tymczasem okazujesz się nie mieć pojęcia o wrestlingu. Bo widzisz, bez nich, nie byłoby nas. <cheer> To oni sprawiają, że to nasze "dawanie sobie po mordzie" ma sens i nie jest durnym dawaniem sobie po mordzie. Ależ Ty mi teraz otworzyłeś oczy, Jose. Chłopie, jesteś jak ser, który spadł z krakersa. Bardzo, bardzo, bardzo Ci współczuję i przepraszam za to, co zrobiłem tydzień temu. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko zagubiony i samotny się stałeś. Nie miałem pojęcia, że tak nisko można upaść, wybacz mi, Jose. Teraz już rozumiem, Ty po prostu przez ten cały czas wołałeś o pomoc, a ja tego nie potrafiłem dostrzec. Ta cała Twoja gadka, że próbujesz mi pomóc, to tak naprawdę odwrócona psychologia, to przecież totalnie w Twoim stylu. Ty po prostu potrzebowałeś kogoś, kto będzie mógł wyciągnąć Cię z tego bagna i bałeś się, że każdy inny by Cię odrzucił. Ehh, mam za miękkie serce... ale niech Ci będzie. Jak już zauważyłem Twoje wołanie o pomoc to spróbuję wciągnąć Cię znowu na prawidłową ścieżkę. Możesz porzucić tą całą obłudę, te pierdoły, które opowiadasz, żeby usprawiedliwiać swoje decyzje. Wiem, że byłeś kiedyś na moim miejscu i tak cholernie Ci tego brakuje. Dawaj, postawimy Cię na nogi. <Axel przyjaźnie klepie Jose po ramieniu> Tylko nie myśl sobie, że zapomnę o wszystkim co zrobiłeś. Jestem w stanie potępić czyn, a nie człowieka. Można powiedzieć, że Ci to wybaczam, ale nie zapominam. I dlatego chciałbym, żebyś udowodnił, że faktycznie jesteś po mojej stronie. Dzisiaj staniesz w moim narożniku, a później wpadniemy na event Make a Wish. <cheer> Małe kroczki, Jose, małe kroczki.

Mimo dziwnych zmian nastrojów Blaze'a w jego oczach wciąż widać ogromna niepewność. Co prawda Axel zaczyna się właśnie przygotowywać do starcia, zdejmuje pas, oddaje go sędziemu i rozbiera się do standardowego stroju, jednak wciąż nie odwraca się plecami do Lopeza, który zajął już swoje miejsce koło ringu. Mimo słów, które padły wciąż czuć bardzo dziwną atmosferę między tą dwójką

[Obrazek: DzMkEu9.png]
Non-Title Singles Match
Axel Blaze vs Dan Dowson

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie właśnie obaj zawodnicy znajdują się przy linach i Axel Blaze chwyta rywala za nadgarstek. Szybko wykonuje Irish Whip, którym wysyła rywala na przeciwległe liny, sam przechodząc za nim na środek ringu. Mistrz oczekuje lekko pochylony i nadziewa się na Running DDT od wracającego Dana! Jednak nie! Mr. Forever popisuje się niesamowita sprężynką przez głowę i ląduje na równych nogach bez szwanku. Sam rusza do lin, od których się odbija i pędzi prosto na zaskoczonego One and Only. W ostatnim momencie coś jednak wpada do głowy żywej Legendy i reaguje perfekcyjnym High Dropkickiem. Legend in Making jednak nie upada, a jedynie zatacza się i szybko dochodzi do siebie. Na tyle szybko, że kiedy Dowson zrywa się na równe nogi i natychmiast rusza do ataku, Axel wykonuje Clothesline. Niestety, nie trafia, Dan z gracja przemyka pod jego ręką i pędzi do lin, od których się odbija. Bicycle Knee Strike! Jednak nie! The Cage wykonuje Baseball Slide, dzięki któremu unika ciosu i jednocześnie wyślizguje się z ringu. Blaze wskazuje na niego palcem i rozgląda się po publiczności z pytaniem czy ma za nim ruszyć, a fani reagują bardzo entuzjastycznie. Axel rusza w pościg, a Dowson salwuje się ucieczką. Pogoń trwa około pół okrążenia wokół ringu, ponieważ na widok Lopeza koło jednego z narożników zatrzymuje się, próbuje wskoczyć na apron, ale ta chwila zawahania wystarczyła, aby dopadł go Mistrz. Ten od razu chwyta go za kark i trzaska głową rywala o apron, po czym cofa się, aby nabrać rozpędu i popisuje się soczystym Drive by! Sędzia powoli wylicza obu zawodników, ale Real Rock'n'Roller nie zamierza dać się ograć, tak jak MateuszMW, na ostatnim Colosseum, wślizguje się do ringu, aby przerwać liczenie i od razu łapie za głowę The Cage'a i wciąga go na apron. Następnie odwraca go, wciska ręce pod liny i rozpoczyna wypłacanie Beats of Bodhran. Publiczność liczy znacznie szybciej niż sędzia, udaje im się doliczyć do 10 ciosów, zanim sędzia realnie grozi dyskwalifikacją. Blaze unosi ręce do góry, jakby chciał dać do zrozumienia, że przecież on nic złego nie planuje, lecz tak naprawdę nie zamierza odpuszczać. Odwraca rywala przodem do środka ringu, wciska jego głowę pod pachę i wykonuje Suplex ponad linami! Cały ring zadrżał! Obolały Dan czołga się narożnika, a tymczasem Axel wstaje przy pomocy sprężynki i wchodzi w żywiołową interakcję z publicznością. Fani szaleją, a nakręcony Mistrz szykuje się do zakończenia starcia. Jednak nic z tego. Dowson w narożniku wzywa pomocy sędziego, zgłaszając kontuzję. Arbiter zaczyna sprawdzać stan żywej Legendy, a Mistrza odsyła do narożnika. Podirytowany Mr. Forever udaje się do przeciwległego narożnika, chwyta rękami liny i zarzuca włosy na twarz, jakby brakło mu cierpliwości. Po chwili ktoś klepie go w bark. Axel podnosi głowę, nie widzi Lopeza... odwraca się i od razu wyprowadza potężny punch prosto w głowę sędziego! Mistrz powalił sędziego, będąc przekonanym, że to kolejna gierka ze strony Jose, a tymczasem arbiter chciał tylko dać znać, że walczymy dalej! Zdruzgotany Mistrz klęka przy arbitrze, sprawdza jego stan i próbuje przeprosić i ocucić. Z zamieszania korzysta Dowson, który wyczołguje się z ringu, chwyta za krzesło i wraca z nim do ringu. Ustawia się tuż za plecami Blaze'a i wyprowadza uderzenie! Jednak nie! Pusty przelot! To Lopez chwycił za krzesło i wyrwał je z rąk Dana w trakcie uderzenia! Hiszpan tylko z dezaprobatą kręci głową, a The One and Only zaczyna się tłumaczyć. W końcu odwraca się i nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Axel nie pozwala mu upaść, od razu przechwytuje i naciąga na Fade To Black! W tym momencie nowy sędzia wślizguje się do ringu, a Lopez z niego wychodzi. Pin! 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa! Choć wciąż z niedowierzaniem patrzy na Lopeza i analizuje co się właśnie wydarzyło.

Jesteśmy z kamerą na zapleczu, gdzie obserwujemy, jak Kenneth Riddle idzie korytarzem. Nagle w kadrze znajduje się również Renee Paquette z mikrofonem. Kieruje ona do Sacramento Sainta pytające spojrzenie, które mówi - czy mogę zadać kilka pytań? The Icon odpowiada twierdząco skinieniem głowy i w ten oto sposób nawiązał się nam dialog proszę państwa.

Renee Paquette: Kenneth, wszyscy widzieliśmy, co wydarzyło się podczas ostatniej gali Colosseum pomiędzy Tobą a Rybackiem. Twoja reakcja na jego zaczepkę była dosyć... zdecydowana. Czy mógłbyś jednak powiedzieć nam coś więcej na temat tego napięcia, które jest między Wami?

Kenneth Riddle: Mógłbym, Renee, ale po co? Ten człowiek żywi się atencją. Przekroczył granicę, która jest dla mnie święta i odpłaciłem mu się tak, jak na to zasługiwał. Wolałbym skupić się na ludziach, którzy dla odmiany zasługują na uwagę, więc mam nadzieję, że masz też dla mnie przygotowane pytanie o Jorge Cavazosa.

Renee Paquette: Oczywiście, że tak! Nasz Valor Champion wystosował otwarte wyzwanie, na które błyskawicznie odpowiedziałeś. Dlaczego się na to zdecydowałeś? Jeszcze niedawno byłeś na najlepszej drodze do zdobycia głównego mistrzostwa federacji, a teraz patrzysz w kierunku tytułu Valor. Dla niektórych Twoja decyzja może wydawać się niezrozumiała, jakbyś uciekał od LPW World Championship po pierwszym niepowodzeniu.

Kenneth Riddle: Auć, Renee, w samo serce! Ale tak zupełnie szczerze mówiąc, nie postrzegam tej sytuacji w taki sposób i nie chciałbym, aby ktokolwiek to robił. Fakty są takie, że Axel Blaze na własne życzenie zajął się problemem, z którym ja zmagałem się już bardzo dawno temu. To, że nie jestem z nimi w radosnym trójkącie, to moja świadoma decyzja. Po prostu czekam na rozwój sytuacji i pomyślałem, że w międzyczasie poszukam możliwości do stoczenia dobrej batalii w całym rosterze Colosseum. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Zresztą Jorge Cavazos to facet, którego nie trzeba długo szukać - widać i słychać go z daleka, a błyszczący pas mistrzowski na biodrach czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym w roli rywala dla mnie. Bo tym jest dla mnie Jorge - rywalem, nie wrogiem.

Renee Paquette: Oczywiście. Czy zechciałbyś nam jeszcze powiedzieć...

W tym momencie jednak potężny cios krzesłem spada na  głowę Kennetha Riddle! Chair Shot! Riddle pada jak rażony piorunem. To Ryback! The Big Guy jest ze stabilizatorem na kolano, jednak z bronią w ręku, i w dość niecenzuralnych słowach nakazuje oddalić się Renee Paquette co ta niezwłocznie czyni. Następnie Big Guy urywa kabel podpięty do monitoringu w tym pomieszczeniu i powala kamerzyste ciosem! Kamera ulega zniszczeniu, więc w tym momencie przez kilkanaście sekund dostajemy tylko śnieżenie obrazu, nie wiedząc co dokładnie dzieję się na zapleczu

Earlier Tonight

Przenosimy się do biura Roba Van Dama. Widzimy, że prezes siedzi przy swoim biurku, a na ścianach wiszą obrazy z sytuacji z jego bogatej ringowej kariery. RVD kilka coś na swoim laptopie aż w końcu do biura wchodzi Allan Hill. Widać po jego minie, że nie jest zbytnio zadowolo