Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Elysium #2 - Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.

Elysium #2 - Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.

Elysium #2 - Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.

Strony (2): 1 2 Dalej
01.08.2026, 00:25
#1
Earlier this week...

Obraz z kamery przenosi nas do baru. Widać wiele osób, które żyją swoim życiem i przeżywają własne historie. Zbiry, kobiety szukające przygód, szarzy ludzie, którzy potrzebują ukojenia. Miejsce to łączy tych wszystkich osobników. Słychać, że jest dosyć głośno. W pewnym momencie kamera robi zbliżenie na Axela Blaze'a! Mistrz siedzi przy barze, mając obok siebie piękną niewiastę, której właśnie Blaze ubrany w ramoneskę się przysłuchuje i przytakuje. Nie widzimy już w nim tej agresji, do której mogliśmy przywyknąć przez jego ostatnie występki. To jest jego miejsce resetu oraz relaksu, można jedynie lekko dostrzec, że myślami nie jest do końca tutaj, mimo że zapewne bardzo by tego chciał... Obok Axela po jego lewej stronie dosiada się pewien mężczyzna, przyodziany jest w zwykłe czarne proste spodnie, martensy oraz białą koszulkę, siedzi tyłem do nas, ale do złudzenia kogoś przypomina.. Facet ten prostym gestem prosi, by barman zapodał mu tak zwaną kolejkę i czeka. Niczego nieświadomy Amerykanin nadal gawędzi z kobietą, którą tu poznał. Koleś z krótszymi czarnymi włosami odbiera kieliszek, po czym.. wylewa go i mówi, że on nie będzie propagować alkoholu. Ten głos rozpoznaje Axel, który odwraca się szybko, ale jest już za późno, bo to Jose Lopez, który wypłaca Headbutt! Mistrz momentalnie łapie się za twarz,a przerażona kobieta odchodzi. Lopezzo kopie Blaze'a w brzuch i ciska nim na jeden ze stolików i ten rozwala się, nie wspominając o rzeczach, które były na nim. Ludzie zaczynają odchodzić, a niektóre rzezimieszki z uśmiechem na ustach przyglądają się temu i kibicują, by bójka trwała. Jose rzuca się na leżącego Blaze'a i wykrzykuje z sadystycznym uśmiechem wymalowanym na facjacie, że Axel miał być gotów, a wcale nie jest. Mr. Forever instynktownie łapie Jose za twarz i próbuje go zepchnąć, jako tako udaje mu się to, obaj podnoszą się, jednak niewiele to daje, bo Anti Heroe sięga po metalową tackę, która jest w pobliżu i wali nią prosto w głowę Amerykanina! Blaze konkretnie cierpi, a Jose przechwytuje jego głowę i robi Hasta Luego na wcześniej rozwalony stolik! Barman wykrzykuje, że policja jest już w drodze. Jose spogląda tylko na zdewastowanego LPW World Championa i odchodzi. Kilka osób próbuje udzielić pomocy Legend In Makingowi. Widok z kamery znika...

[Obrazek: cNDyCwA.png]
Elysium #2
Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.



Wybrzmiewa "Heavy is the Crown" od Linkin Park a to może oznaczać tylko jedno w terminarzu gal wrestlingowych - czas na drugą odsłonę Elysium! Kamera przejeżdża po całej hali, ujmując fanów zebranych na trybunach. Większość z nich z transparentami w ręku oraz w koszulkach swoich ulubieńców. Kamera zatrzymuje się na chwilę na grupce oddanych wyznawców Maxwella Ransoma, którzy skandują jego imię, po czym przejeżdża na środek, pokazując ring w którym stoi już Samantha Irvin, czekająca na możliwość zapowiedzenia pierwszej z walk!

[Obrazek: lMYDu1Y.png]
Singles Match
Derrick Mantel vs El Garra de Gato

Derrick Mantel stoi w bojowym nastawieniu w swoim narożniku, natomiast El Garra De Gato właśnie kończy swoje wejście. Z rozpędu wślizguje się do ringu... i Mantel zrywa się do ataku. Kociarz jest na to przygotowany i nie daje się zaskoczyć. Obaj rzucają się w wir wymiany punchy, który jest tak niezwykle intensywny. W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz. Sędzia próbuje interweniować, rozdzielić obu zawodników, ale jest bezsilny. Wrestlerzy zwarli się zbyt mocno. Kolejne razy spadają na twarze obu zawodników i zrozpaczony arbiter postanawia poprosić o pomoc. Patrzy błagalnie w stronę rampy i zamaszystym ruchem wzywa wsparcie. Ochroniarze działają niezwykle sprawnie, momentalnie wybiega pierwszy, za nim kolejny i jeszcze jeden, aż w końcu zjawia widzimy już całą grupę ochroniarzy pędzących prosto do ringu. Jednak zaraz za nimi pojawia się Nick Aldis, który uzbrojony w mikrofon zatrzymuje się na rampie i... gestem ręki zatrzymuje ochronę?

Nick Aldis: Ochrona STAĆ! *wśród wszystkich na arenie zapada konsternacja* Obiecaliśmy Kansas City starcie Derricka Mantela z El Garra de Gatą, tak? *Publiczność zgadza się głośnym "YES!" w trakcie gdy Mantel z Kociarzem dalej okładają się w najlepsze* No więc Kansas City dostanie to na co liczyło!

Ochroniarze na te słowa otaczają ring szczelnym pierścieniem, zakładają ręce za plecami i obserwują dalszy przebieg wydarzeń. Tam zawodnicy zdają się kompletnie nie przejmować zamieszaniem dookoła i dalej wymieniają się ciosami. Nagle Mantel zmienia strategię i wyprowadza szybki Headbutt, który lekko oszałamia przeciwnika, więc dokłada kolejny i jeszcze jeden. Kociarz cofa się o krok, a Ego Top postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i rusza z Running Clothesline'em. Jednak Meksykanin jest na to przygotowany, unika ręki schylając się, szybko odwraca się w stronę rywala i teraz to on zaskakuje go błyskawicznym Low Kickiem, po którym dokłada jeszcze Mule Kick. Amerykanin zgina się w pół, a Koci Luchador od razu wciska jego głowę pod pachę. Lone Wolf jednak doskonale wie co się szykuje. Natychmiast następuje piętą na stopę Zamaskowanego Kociarza, a następnie napierając całym ciała pcha spycha go do narożnika. Natychmiast wykorzystuje pozycję, aby dołożyć całą serię Shoulder Thrustów. W końcu się prostuje i dokłada jeszcze Knife-Edge Chop! Ależ to huknęło! Nakręcony Souvenir Collector wykonuje Irish Whip i wysyła rywala w podróż do przeciwległego narożnika, a sam rusza zaraz za nim. Jednak El Garra De Gato popisuje się wspaniałym Up and Over i ląduje bezpośrednio za plecami Mantela, który zaliczył nieprzyjemnie zderzenie z narożnikiem. Zamaskowany Kociarz nie traci czasu, łapie oponenta za głowę i wielokrotnie uderza nią o narożnik. W końcu szarpie go do tyłu, Derrick cofa się o krok, natomiast Koci Luchador jednym susem wskakuje na druga linę, płynnie odwraca się do środka ringu i od razu wyskakuje wykonując Doble Axe Handle! Amerykanin upada na plecy, jednak od razu przeholowuje się przez bark i natychmiast zrywa się na równe nogi. Obaj znajduję się praktycznie w narożnikach, przez pół sekundy rzucają sobie nienawistne spojrzenie, jednak od razu ruszają do ataku. Obaj pędzą przed siebie i w tym samym momencie wyskakują! Double Running Crossbody! Co za zderzenie! Zawodnicy leżą na macie, trzymając się za brzuchy i zwijając z bólu.

Nick Aldis: Dobra, ochrona, do dzieła. Koniec przedstawienia. *publiczność przyjmuje te słowa dość chłodno* Zabrać ich na oddział medyczny. A co do was Derrick, El Garra - dzisiaj dam wam już odpocząć. Ale na następnym Elysium mamy do pogadania. Dostajecie wezwanie na dywanik.

Po tych słowach Aldis schodzi na zaplecze, a ochrona wkracza do ringu, aby zapobiec dalszej przemocy i pomaga się zebrać zawodnikom. Widzimy jeszcze jak wyprowadzają ich osobno na zaplecze, jednak Mantel wyrywa się smutnym panom i ku uciesze publiczności rzuca się na Kociarza! Nie trwa to za długo, ochroniarze od razu ich odesparowują, jednak Derrickowi na odchodne udaje się jeszcze napluć na twarz, a w zasadzie maskę Luchadora! Niezłe zamieszanie, ale w końcu udaje się je opanować...

Przenosimy się teraz na zaplecze, gdzie widzimy nerwowo chodzącego w tę i z powrotem Zacka Sabre Jr! Zawodnik przemierza całą długość korytarza od lewej do prawej, mamrocząc coś pod nosem.

Zack Sabre Jr: Pieprzony foliarz... I pieprzony Aldis... Zawsze muszą coś wymyślić, żebym tylko nie mógł walczyć w normalnej, standardowej walce! A srał na to Brutal!

W tym momencie zza rogu wychodzi Elias ze słuchawkami na uszach, nucąc coś pod nosem. Na pewno jest to coś bezsensownego, jak to gnojek ma w zwyczaju. Nie zauważa on pogrążonego w myślach Zacka i wpada na niego, przez co obaj się prawie przewracają.

Zack Sabre Jr: Uważaj jak łazisz pajacu! *patrzy na Shadowa i chwilę się zastanawia* Ty, młody, a co Ty w ogóle dzisiaj robisz? Bo potrzebuję partnera na walkę wieczoru. *mierzy wzrokiem Eliasa* Nie jest to szczyt moich marzeń, ale z braku laku i taki pokemon się nada.

Elias skrzywiony zerka na Zacka.

Elias Shadow: Brat co się wczuł. Essa bratku, dasz sobie radę, pozdro.

Po tych ledwie zrozumiałych słowach Elias wsadza z powrotem słuchawki do uszu, robi do Zacka 67, obraca się i odchodzi, na co zażenowany Sabre tylko zwiesza głowę. Po chwili dostrzega jednak stojącego pod ścianą Dolnicka, który zawzięcie klika tymi swoimi tłustymi paróweczkami w ekran telefonu. Anglik podchodzi bliżej.

Jean-Pierre Dolnick: 101 sposobów na poprawę komuś humoru, a tylko 100 było! Co za gówno oszukane! (spogląda na Zacka) C-cco ty się tak przybliżasz do mnie? Czego chcesz?!

Zack Sabre Jr: spokojnie Snorlax, przynieść Ci ciasteczko ze stołówki? Na znak pokoju?

Jean-Pierre Dolnick: Snorlax, srollax, nawet nie wiem co to, ale skoro taki uczynny jesteś, to śmiało, przydaj się i mi przynieś, bo po wysiłku intelektualistycznym to ja głodny się robię odrobinę. Tylko odrobinę.

Zack Sabre Jr: *zaszkowany jego głupotą patrzy na Dolnicka* Ty tak na serio teraz? Ty gru... A zresztą, sam sobie idź to może choć trochę schudniesz!

Zack obraca się na pięcie i zostawia Kongijczyka, który chyba nie bardzo wie o co tu właściwie chodzi. Kamera jednak przez chwilę pozostaje jeszcze z Jean-Pierrem, który wygląda jakby się nad czymś zastanawiał... Po czym chowa telefon do kieszeni i rusza w kierunku dużych drzwi z napisem "stołówka". Kamera wraca do Sabre, który nie bardzo wie co ze sobą począć.

Zack Sabre Jr: Nie wiem, tu nie ma nikogo normalnego? A pieprzyć to... Dzwonię do niego! *Wyciąga z kieszeni telefon, wybiera numer i do kogoś dzwoni* Halo, Will? No cześć, dawno się nie słyszeliśmy... Słuchaj, mam taką sprawę, bo widziałem, że jesteś w Saint Louis, to kawałek drogi, może chciałbyś dzisiaj mi pomóc? No w walce a gdzie... Jaki kurwa znowu Omega? Jakie AEW?! A CHUJ MNIE OBCHODZI, ŻE TY SIĘ DO JAKIEJŚ WALKI O PAS PRZYGOTOWUJESZ, JA TU Z HALLOWAYEM DZISIAJ WALCZĘ, ROZUMIESZ?! I PARTNERA POTRZEBUJĘ! *chwilę słucha rozmówcy* Aha. Obyś się posrał na miętowo.

Zdenerwowany Zack rozłącza się i wzdycha. Kątem oka zauważa jednak Maxwella Ransoma zmierzającego w jego stronę. Szybko podbiega i zatrzymuje się przed nim.

Zack Sabre Jr: MAKSIU! Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu! Wiesz, że ja Cię zawsze lubiłem, nie? *Maxwell spogląda na Zacka, ten przełyka ślinę* No dobra, w sumie to Cię wcześniej nie znałem, ale od razu mi zaimponowałeś jak się tu pojawiłeś, przynajmniej Ty jeden nie gadasz od rzeczy... Nie chciałbyś może mi dzisiaj pomóc i zawalczyć ze mną jako drużyna w walce wieczoru?

Maxwell Ransom: Zack, ale ja już mam dzisiaj swoją walkę. I to może b...

Zack Sabre Jr: Jaką walkę? Co jest ważniejsze, niż walka ze mną w drużynie niby co? Z drzewa spadłeś? Zresztą *macha reką* nie tłumacz się już. Nie interesuje mnie to.

Zack obraca się na pięcie i zostawia Ransoma za plecami, który kręci głową z lekkim smutkiem. Widzimy jak załamany już wręcz Sabre przystaje pod ścianą i wznosi oczy ku górze, jakby szukał pomocy u Boga. W tym momencie zza rogu wyskakuje Dick A'Very Big, który... Rozkłada swój płaszcz! Zack tylko mierzy go wzrokiem od stóp do głów, wzdycha, wyciąga telefon, robi szybkie zdjęcie i wymija swojego "rozmówcę". Obraz z kamery gaśnie...

***Dr Kline z główną rolą w reklamie Dr Oetker!***

Kamera zabiera nas do gabinetu, który uważni widzowie LPW bez trudu rozpoznają. Eleganckie wnętrze dalej wypełnione jest mnóstwem dekoracji i bibelotów, wraz ogromem książek i okazałym wahadłem Newtona. Ponownie cała przestrzeń jest chirurgicznie czysta. Każdy cal przestrzeni, wygląda jak świeżo przetarty. W szczególności dębowe biurko, przy którym siedzą starszy Pan w białej koszuli oraz kamizelce i Edgar Dickinson.

W rogu ekranu wyświetla się krótka adnotacja: “29.07.2026 - Edgar Dickinson - Dr. N. Med. Robert Chambers”

Ciszę w końcu przerywa gospodarz.


Robert Chambers: Śledziłem na bieżąco wydarzenia dziejące się wokół Pana. Całą drogę, od powolnego wejścia do Legion Pro Wrestling, przez aktywny Pana udział w turnieju i finałową walkę tegoż. Obserwowałem utarczki z takimi postaciami jak Zack Sabre Jr. czy Zbigniew Uszczelka. Szczególnie jednak, w kontekście Pana przypadłości, zdały mi się ostatnie wydarzenia. Spotkanie z Jose Lopezem i starcie o miano pretendenta do LPW World Championship. Chciałbyś mi opowiedzieć, o tym etapie?

Poeta nie patrzy na swojego rozmówcę. Zamiast tego przygląda się równo ustawionym na półkach książkom. Jakby podziwiając kolekcję eleganckich wydań, starannie pogrupowanych tematyką i ustawionych w kolejności alfabetycznej. Mimo to odpowiada doktorowi.

Edgar Dickinson: Wszystko zmierza w prawidłowym kierunku. Ogrom pracy musiał zostać wykonany, żeby Pan Lopez i Pan Blaze mogli stanąć naprzeciw siebie jako silni rywale, z złością i zaciekłością gotowi stoczyć między sobą bój. Nie trzeba włożyć wiele trudu, żeby zauważyć, jak często delikatnie dbałem, żeby obydwoje byli tam gdzie być powinni w stanie w jakim być powinni.

Robert Chambers: Rozumiem. Więc dalej utrzymujesz, że historia która dzieje się wokół Ciebie, tak naprawdę wychodzi spod twojego pióra?

Edgar Dickinson: Ehh *Westchnął artysta nie odrywając wzroku od książek* Oczywiście, że tak. Wszystko wokół dzieje się tak naprawdę niewolnie. Tak i ziemia w swoim pędzie krąży wskutek wielkich sił. Siły te muszą mieć jednak pewne punkty zakotwiczenia. Jak gwiazdy dla planet.

Mi przypadło być słońcem Legion Pro Wrestling. Pan Lopez, Pan Blaze i mistrzostwo są już pchnięte na właściwą orbitę. Teraz hmmm. Teraz po prostu czekam. Kolejna historia o którą będę musiał zadbać jest tuż za rogiem, tylko jeszcze nie wiem o kim ona będzie. 

Robert Chambers: Rozumiem. Z racji na to, że czas naszej sesji powoli się kończy zapytam się tylko o jedno. Dlaczego dzisiaj nie poruszyłeś wahadła Newtona?

Edgar Dickinson: Bo teraz jest czas ciszy przed burzą. 

Po tych słowach nagranie dobiega końca.

[Obrazek: qDMoZHs.png]
Singles Match
Jeff Brown vs Silas Crowe

Gong rozpoczyna pojedynek. Jeff Brown przez chwilę krąży wokół większego przeciwnika, próbując pokazać, że obecność Silasa Crowe’a nie robi na nim żadnego wrażenia. Mr. Street Cred poprawia bandanę, kieruje kilka słów w stronę rywala, po czym wymierza mu solidny policzek. The Uncured powoli odwraca głowę w jego stronę, ale poza tym nie reaguje. Fake Thug próbuje wykorzystać sytuację i dokłada serię Punchów oraz Kicków, jednak żaden z nich nie jest w stanie zmusić Subjecta 00 do wykonania kroku w tył. Neighborhood Menace odbija się od lin, lecz Silas przechwytuje go oburącz i ciska nim o matę potężnym Biel Throwem. Jeff błyskawicznie przestaje udawać twardziela i zaczyna wycofywać się do narożnika, ale Blackridge Patient rusza za nim. Crowe miażdży przeciwnika Running Body Avalanchem, a następnie wyciąga go na środek ringu i powala Short-Arm Clothesline’em. Brown zostaje niemal odwrócony w powietrzu, lecz Silas nawet nie myśli o przypięciu. The Almost Gangster próbuje ratować się nieczystym zagraniem i wbija palce w okolice oczu rywala. Crowe cofa głowę, ale po chwili ponownie spogląda na Jeffa, jakby ta próba jedynie zwróciła jego uwagę. Mr. Street Cred chce jeszcze wyprowadzić Running Knee Strike, lecz wpada prosto w uścisk Silasa, który podnosi go i wykonuje Failed Procedure. Brown odbija się od maty, po czym zostaje ponownie poderwany i wbity w nią Blackridge Dropem. The Uncured klęka obok rywala i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Następnie kieruje wzrok na Dr. Victora Kline’a.

Dr Victor Kline: Reakcje słabną. Przechodzimy do ostatniej fazy.*Doktor uruchamia dyktafon.*

Nagranie: Zakończyć procedurę.

Silas podnosi bezwładnego Browna, wynosi go do Final Treatment i z ogromną siłą wbija w matę. Crowe kładzie jedną rękę na klatce piersiowej przeciwnika, a sędzia rozpoczyna liczenie…1…2…3! Gong kończy pojedynek, ale nie zatrzymuje Subjecta 00. Silas natychmiast podnosi Jeffa i rzuca nim w narożnik, gdzie zasypuje go kolejnymi uderzeniami w korpus. Arbiter próbuje wejść między zawodników, lecz Crowe odpycha go na bok i ponownie chwyta Fake Thuga za gardło. Kline odtwarza nagranie jeszcze raz, jednak jego podopieczny nie reaguje.

Nagranie: Sesja zakończona. Przerwać leczenie.

The Uncured postanawia zacząć dusić rywala przy użyciu The Restraint, mimo że walka dawno dobiegła końca. Jeff nie jest już w stanie się bronić. Doktor zwiększa głośność urządzenia niemal do maksimum. Zniekształcony komunikat rozbrzmiewa w całej hali.

Nagranie: SUBJECT ZERO! SESJA ZAKOŃCZONA! NATYCHMIAST PRZERWAĆ LECZENIE!

Dopiero wtedy Silas zwalnia uchwyt. Przez kilka sekund siedzi nieruchomo obok Browna, po czym sprawdza jego puls i spogląda na wyraźnie poważniejszego Kline’a.

Dr Victor Kline: Leczenie zakończone.

Crowe powoli wstaje i opuszcza ring za doktorem. Chwilę później przy ringu pojawiają się medycy, którzy zabezpieczają szyję Jeffa, przekładają go na nosze i zabierają Neighborhood Menace na zaplecze.

Kamera przenosi nas jakieś niezwykłe, malownicze miejsce. Słońce dopiero wstaje, a krajobraz rozciąga się aż po góry, których wierzchołki pokryte są śniegiem, wokół widzimy potężne lasy, teraz mamy zbliżenie na wypasające się w pobliżu bydło i...James River Waters! Nie, to nie on jest tym bydłem, o którym była mowa. Widzimy, że James River zsiada właśnie z konia i podchodzi do jakiegoś faceta, który ma na sobie typowy kowbojski kapelusz, czarne wysokie buty, jeansowe spodnie i jasną, skórzaną kurtkę.

JRW: Strasznie nalegałeś na to, żeby się spotkać.

???: Wypadałoby się pożegnać, zanim stąd odjedziesz, nie uważasz?

JRW: Przecież jeszcze nic nie jest...

???: *przerywa Jamesowi* Nie bądź śmieszny, Waters. Wszyscy wiemy, że nic Cię nie powstrzyma przed powrotem, ani Evelyn, ani twój syn. Ani nawet te widoki. *uśmiecha się* Pamiętasz, jak to było jak wprowadziłeś się tu 6 lat temu? Nie wierzyłeś, że można tak żyć. Myślałeś, że to jakiś rodzaj zaklętej magii, niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Zresztą, chyba przydała Ci się ta magia? *Waters nie odpowiada nic, wpatruje się tylko rzekę, która przepływa obok* Oj wiem, że Ci się przydała...byłeś wtedy wrakiem człowieka, miałeś w sobie tyle gniewu, że nawet ta woda nie była w stanie go zmyć.

JRW: W końcu się udało.

???: Udało się. *wyjmuje papierosa i zapala go* Jesteś pewien, że chcesz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz, że jeśli wrócisz, to ten gniew, ten ból, to niezrozumienie, to wszystko wróci? Znowu będziesz tym małym, sfrustrowanym człowiekiem, któremu ciągle jest mało. Znowu będziesz chciał się piąć na szczyt, nie patrząc na koszt. Znalazłeś swoje miejsce na świecie, tu w Montanie. *przechadza się nieco do przodu, by lepiej widzieć rzekę*

JRW: Nie wiem, czy w moim wypadku można mówić o "swoim miejscu na ziemi". Jestem raczej...poszukujący. Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony. Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling zaspokoi mój głód, nie wiem czy cokolwiek...czy ktokolwiek jest w stanie to zrobić.

???: *bierze głęboki oddech* Niech więc tak będzie. Szukaj dalej. Pamiętaj jednak, że masz tu rodzinę. Pamiętaj, że masz tu przyjaciół i wbrew temu co mówisz - masz też dom. Ja wiem, że to twoje miejsce na ziemi. To, że ty jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, no cóż...*uśmiecha się. Wciąż jesteś młody.

JRW: W sierpniu wyjeżdzam. Mamy więc jeszcze trochę czasu, może skoczymy dziś do baru? Chociaż Evelyn po ostatnim nie daje mi żyć, więc może po prostu zaproszę was do mnie. Dziś o 17, co ty na to? Bierz ze sobą Beth, a ja po drodze dam znać reszcie.

Obraz z kamery urywa się.

***Czy Maxwell Ransom przerzuci się na oliwkę?***


Przenosimy się na zaplecze, a tam ponownie naszym oczom ukazuje się Zack Sabre Jr! Niepocieszony zawodnik przemierza arenę rozglądając się w różne strony, gdy nagle mijają go... lekarze, którzy na noszach karetkowych szybko transportują Jeffa Browna! Gangster podłączony jest pod butle tlenową i mając na uwadze głośne reakcje personelu medycznego, dosłownie trwa walka o jego życie. No powiedzmy sobie szczerze, Silas Crowe to były dla niego ciut za wysokie progi. Zack na chwilę przystaje i z politowaniem na twarzy obserwuje bieg lekarzy do karetki, po czym kręci głową i zniechęcony idzie dalej. Sabre rozgląda się i ewidentnie poszukuje kogokolwiek wartego uwagi, gdy nagle robi wielkie oczy. Kamera odwraca się, a tam widzimy właśnie Silasa Crowe, a wraz z nim stoi Dr Victor Kline! Obaj uważnie obserwują Zacka, ten zatrzymuje się, robi krok w przód... po czym przełyka jedynie ślinę i odchodzi dalej. Cóż, Technical Wizard mając w głowie obrazki sprzed chwili woli nie konfrontować się z ową dwójką w żaden sposób. Sabre podąża wiec dalej, a na jego twarzy maluje się spora irytacja. Anglik zauważa w końcu kogoś przy automacie z napojami i po kilku sekundach zastanowienia decyduje się podejść. Osobą tą jest... Jose Lopez!

Zack Sabre Jr: Słuchaj, sprawa jest. *Jose odwraca się* Potrzebuję dzisiaj partnera do walki wieczoru. To jest niepojęte, ile spotkałem tu dzisiaj pokemonów, którym nie zbiera się na jakąkolwiek ewolucję. *składa teatralnie ręce w geście modlitwy i wznosi głowę w górę* Może cholerna opatrzność zesłała mi w końcu kogoś normalnego... To jak będzie?

Jose Lopez: Aktualnie jest tylko jedna osoba, której pomagam, więc limit dobroci wyczerpany... Także zabieraj stąd swoje brytolskie dupsko i szukaj dalej, czas ucieka. *wredny uśmiech*

Zszokowany Sabre odwraca się na pięcie i odchodzi, a będąc już kawałek od Lopeza macha ręką i zaczyna zirytowany kląć sam do siebie. Zack po chwili mija odwróconego tyłem Paddy'ego Jacksona, którego jedynie zjeżdża wzrokiem nie zatrzymując się, jednak zrezygnowany postanawia zawrócić. Cóż, to już chyba akt desperacji...

Zack Sabre Jr: Ty coś kiedyś walczyłeś, nie? Może zdjął byś dzisiaj marynarkę i postał w moim narożniku? Nie wiem, zrobisz za backup, wejdziesz na chwilę do ringu... Tyle jeszcze chyba pamiętasz, co?

Paddy Jackson: Zack! Ja pamiętam wszystko! *szeroki uśmiech* Twoja kariera to prawdziwa sinusoida, jak z resztą wielu w LP...

Zack Sabre Jr: Po pierwsze, nie jestem jak wielu, zważaj na sło...

Paddy Jackson: Porażki przeplatasz zwycięstwami, jednak ostatni czas to dla Cieb...

Zack Sabre Jr: Czy ja mówiłem, że mam ochotę na wywiad? Jesteś kolejnym z tych zdolnych inaczej?

Paddy Jackson: Zack, ale fani chcieliby wiedzieć...

Zack Sabre Jr: A wiesz czego ja bym chciał? Móc przeprowadzić dialog z KIMKOLWIEK z... kim... A, pieprzyć to. *odwraca się* Nic do mnie już nie mów! NIC!

Anglik pośpiesznie opuszcza Jacksona i zmierza dalej. Cóż, Zack chyba nie będzie zachwycony, bo kolejna osoba, która spotyka się z jego wzrokiem to sam Salvador! Argentyńczyk zamiata właśnie korytarz, gdy nagle postanawia zrobić coś dziwnego - otóż wznosi miotłę lekko w górę... i całuje jej czubek. Miotlarz po chwili słyszy tylko "Oh, God" wypowiedziane bardzo załamanym głosem Sabre, po czym dostrzega, że jest obserwowany przez Anglika. Salvador wyraźnie zawstydzony peszy się, a następnie obraca w stronę ściany i kontynuuje zamiatanie. Spytacie co z ZSJ? Na widok całej sytuacji po prostu łapie się za głowę i wściekły mamrocze coś pod nosem. Ewidentnie jego cierpliwość jest już na skraju, ale nie może się poddawać, partner w końcu sam się nie znajdzie. Kawałek dalej dostrzega kolejnego asa, którego opisałby jako ten z gatunku "niepełnosprytnych"... To Pill Tautu we własnej osobie! Pill the Bill przybrał tym razem wcielenie, którego do tej pory nie mogliśmy oglądać. Ubrany jest w płaszcz, twarz ma wymalowaną na biało i... recytuje jakiś wiersz. Trzeba pochwalić jednak ekspresję i emocje, które wkłada w szerzenie sztuki, Tautu na pewno daje z siebie wszystko. Zack obserwuje go chwilę i o dziwo nie wygląda kolejny raz na sfrustrowanego, załamanego i zniecierpliwionego, a wręcz przeciwnie. Sabre wydaje się być zaintrygowany zaistniała sytuacją... Kamera tymczasem przemieszcza się lekko, zostawiając Sabre w spokoju, ale pokazując teraz jak zadowolony z siebie korytarzem przechadza się Jose Lopez. Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich, zostaje zatrzymany przez uśmiechniętego od ucha do ucha Paddy'ego Jacksona! Totalnie podekscytowany Paddula nie traci czasu, chce szybko przeprowadzić wywiad i pochwalić się Aldisowi jego przebiegiem.

Paddy Jackson: Witaj Jose, to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Twoja kariera zaczęła się...

Reporter nagle przerywa, rzuca mikrofon i zaczyna uciekać potykając się przy tym kilkukrotnie o własne nogi. Niezwykle rozbawiony Lopez odwraca się sprawdzić co tak wystraszyło Paddulę i w tym momencie nadziewa się na potężny punch, który momentalnie ściera mu ten uśmiech z twarzy. Axel Blaze wyprowadza potężny sierpowy, potem następny i jeszcze jeden. Nie zwalania tempa i ciska Jose na ścianę, od której ten się odbija, jednak wciąż nie upada. Mistrz od razu go przechwytuje i natychmiast wrzuca w skrzynie ze sprzętem technicznym. Chico Malo wpada w nie na wysokości brzucha i rozpłaszcza się tułowiem na wierzchu skrzyń. Niestety, nie ma jednak ani chwili, aby w ten sposób odpocząć, bo momentalnie dopada do niego High Life Warrior, podnosi za włosy i zaczyna uderzać jego twarzą o skrzynie. Przechodząca obok pracowniczka aż krzyknęła na widok Axela masakrującego rywala o skrzynię i zaczęła wzywać pomocy. To jednak w żadnym wypadku nie przeszkadza Blaze'owi w kontynuowaniu ataku. Przekręca jęczącego z bólu Spanish Stara i zaczyna dusić układając przedramię na jego gardle. Drugą ręką natomiast dokłada od czasu do czasu brutalne łokcie bezpośrednio na twarz. Lopezzo zaczyna krwawić! Na korytarzu słychać coraz większe poruszenie, Axel wie, że musi się śpieszyć. Wciąga Jose do końca na skrzynię, następnie odwraca się i chwyta za nogi. Szybko dźwiga go, odwraca się znowu w stronę skrzyni i wykonuje Reverse Alabama Slam! Prosto na skrzynię! Hiszpan leży, nawet nie reaguje, ale to wciąż zdecydowanie za mało dla Mistrza. Sam wchodzi na górę, podnosi rywala trzymając go za włosy, a następnie dokłada jeszcze Fade To Black! Blaze powoli wstaje i wciąż jeszcze trzęsie się z wściekłości, ale nie ma już szans na dalszy atak. W końcu dopada do niego cała grupa ochroniarzy i odciągają Mistrza od Lopeza, Blaze wcale nie stawia oporu. Do Hiszpana przychodzi lekarz, aby sprawdzić jego stan. Obraz z kamery gaśnie.

[Obrazek: 36ctt9U.png]
Singles Match
Maxwell Ransom vs Elias Shadow

Wracamy do ringu po przerwie, gdzie Elias stompuje przeciwnika w narożniku. Sędzia zaczyna odliczać, więc Lone Wolf odpuszcza, a Maxwell pokasłując powoli próbuje się podnieść. Próbę tą ucina jednak kopniak w wątrobę, po którym Ex-Wilgotniak ponownie upada na deski i zaczyna głośno pokasływać. Sędzia podchodzi do niego i sprawdza jego stan. Ransom jednak mówi mu, że jest w stanie kontynuować walkę, toteż arbiter dopuszcza do dalszej konfrontacji. Elias wykorzystuje to momentalnie i zaczyna pogardliwie obcierać butem o twarz siedzącego w narożniku oponenta, a po chwili biegnie na liny, odbija się od nich i wykonuje Facewash! Publiczność daje z siebie wszystko, by wybuczeć młodziaka jak tylko się da. Ten zaczyna się śmiać, obraca do publiczności, po czym... Oczywiście... Robi 67... To jeszcze bardziej wzmaga negatywną reakcję fanów zebranych na arenie. Beta Wolf powraca jednak do Maxwella i ponownie zaczyna obcierać mu butem po twarzy i krzycząc do niego. *I co Maksiu, gdzie jest ta wielka torta?! Gdzie ten grubas?! Widziałem przed walką, jak wchodził na stołówkę! Pewnie znowu WPIERDALA, zamiast zająć się swoim "przyjacielem"!* Shadow znowu zaczyna się zanosić śmiechem i po raz kolejny obciera twarz rywala swoim butem. Ten jednak jakby nagle nic sobie z tego nie robił... Powoli zaczyna wstawać?! W oczach Ransoma widać nowe pokłady determinacji, która pomaga mu wrócić powoli do stójki mimo ciągłego bycia upokarzanym... Ojjjj, Elias chyba się doczekał! Lekko wystraszony młokos biegnie na liny, wskakuje na nie i leci na Big Handsome Mana ze Springobard Crossbody... Ten jednak go łapie i zostaje na nogach! Publiczność zaczyna wrzeć, dopingując swojego ulubieńca, który rozgląda się dookoła, widać że ma już pewien pomysł! Jednak zaskakują go dwa szybkie łokcie wyprowadzone w bok głowy, po których upuszcza Shadowa na matę. Ten momentalnie się podnosi i wyprowadza Skibidi Kick! Jednak Maxwell unika i sam rusza na liny! I wyprowadza Running Lariat, po którym Elias robi pełne salto i upada na ten głupi ryj! Publiczność eksploduje głośnym cheerem, a młodziak po chwili odtacza się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Maksiu za to jakby odnalazł w sobie drugie życie, zaczyna zbierać energię z dopingu publiczności! I rusza na oponenta gdy tylko ten wraca do stójki w narożniku! Corner Splash! Ex-Wilgotniak odsuwa się na środek ringu, zaciska pięści i wydaje z siebie głośny okrzyk bojowy! W tym czasie Elias ostatkiem sił próbuje go ponownie zaatakować, tym razem Clotheslinem, który ku jego zgrozie zostaje uniknięty! Rozpędzony Lone Wolf wpada na liny, odbija się od nich, wraca do Ransoma i inkasuje Spinning Spinebuster! Cała hala wybucha gromkim dopingiem, mamy pin! 1...2.. Kick Out! Zawodnik pochodzący z Ediny jednak ma już gotowy dalszy plan! Chwyta za ręce Shadowa, publiczność zaczyna skandować "HANDSOMER! HANDSOMER! HANDSOMER!", Maxwell rozgląda się dookoła, potrząsa głową, podnosi przeciwnika i wykonuje Swinging Side Slam! To coś nowego! Mamy pin! 1...2...3...! Koniec walki, zwycięzcą Maxwell Ransom!

A więc koniec! Ransom odnosi swoje pierwsze zwycięstwo po latach! Ex-Wilgotniak z lekkim uśmiechem na ustach wstaje, żeby podziękować widowni za doping... Gdy nagle na rampie pojawia się Paddy Jackson! Reporter Elysium niezdarnie biegnie w kierunku ringu, zwycięzca pojedynku Maxwell spogląda na to już bez większych emocji na twarzy, ale Jackson dzielnie mknie przed siebie i w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia.

Paddy Jackson: Maxwell! Po pierwsze gratu... *jest lekko zdyszany* Gratulacje, wybacz, nie ta kondycja co kiedyś. *uśmiech* A więc Maxwell.. pojawiłeś się w LPW i zwyciężyłeś swój pierwszy pojedynek! Jakie to uczucie?

Maxwell Ransom: Witaj, Paddy. Miło Cię widzieć po takim czasie. *klepie go po ramieniu* To... Przyjemne. Nie ma co ukrywać, bardzo mi tego brakowało. To jednak dopiero początek. Nie mogę poprzestać na jednej wybranej. *zdyszany bierze kilka oddechów* Chcę udowodnić wszystkim, że Maxwell Ransom tym razem jest poważnym graczem... A nie jedynie maskotką widowni. *zerka na publikę, której część wydaje się być zaskoczona* Z całym szacunkiem do was wszystkich, to żaden atak w stronę kogokolwiek. Po prostu... Wspólnie z wami chcę też odnosić sukcesy, dokładnie tu gdzie stoję. *wskazuje na ring* Bo chociaż teraz nie ma dawnego mnie to wiem, że bez was nigdy by go nie było... I nie miałbym kogo odnaleźć na nowo.*cheer* Szukam każdego możliwego klucza. Jeśli miałby być nim prawdziwy sukces w ringu, którego tak naprawdę do tej pory nigdy nie osiągnąłem, to muszę zrobić WSZYSTKO, by ten stan rzeczy zmienić. I chcę to zrobić z WAMI! *wskazuje na widownię, która skanduje imię Ransoma*

Paddy Jackson: Swoją poważną karierę zacząłeś w WCW, od słynnego: ''are you at home?'', przekręciłeś tam też pseudonim *przełyka ślinę* Wesa Wallace'a i nazwałeś go ''May of Mahen'', do tego później oblałeś go wodą, zarzucając mu brak wilgotnych włosów. *nie może powstrzymać uśmiechu* Ogólnie szło różnie, ale na pewno trzeba przypomnieć, że byłeś tam mistrzem drużynowym wraz ze swoim przyjacielem Jean-Pierre Dolnickiem, z którym przeżyłeś wiele przygód, jak wyrywanie ''panienek'' czy  też słynne pójście na grzyby... Czy nie tęsknisz za tym? Czy w LPW nie będzie ci tego brak?

Maxwell Ransom: *wpatruje się w matę i kilkanaście sekund rozmyśla nad odpowiedzią* To wszystko jest słodko-gorzkie. Towarzyszy mi obecnie paskudne uczucie, kiedy po latach te najlepsze wspomnienia stają się neutralne, a nawet bardzo, bardzo przykre... Chcę tego czy nie, to po prostu boli... *poruszenie widowni* Tak, to okrutnie boli, kiedy etap życia, który w mojej głowie zawsze miał specjalnie miejsce, z pewnego względu zaczął stawać się moim koszmarem. Myślę, że większość z nas *patrzy na publikę* coś takiego przeżyła. Ty pewnie też, Paddy, to w końcu spotyka wszystkich, niezależnie od grubości portfela, statusu społecznego, popularności... Jestem więc pewien, że dosłownie każdy obecny obecnie na arenie jest w stanie zrozumieć uczucie, jaki mi towarzyszy... I to chyba jedyne, co mogę i chcę powiedzieć..

Max obojętnym wzrokiem wpatruje się przed siebie, a Paddy stoi chwilę w niezręcznej ciszy i drapie się po karku.

Paddy Jackson: Cieszymy się, że wróciłeś Maxwell, jesteś wzorem dla wielu. *klepie go po ramieniu* Ostatnie pytanie, by cię nie przemęczać. Może nie jest to do końca na miejscu, ale wielu twoich fanów chciałoby to wiedzieć... czy usłyszymy jeszcze ''I AM HANDSOMER''? *publika powtarzała to za Paddym*

Maxwell Ransom: Może? Nie wiem... *zawstydzony gładzi się po łysinie* W każdym razie, na pewno nie teraz. *lekki śmiech* To też sprawa przeszłości i... *wzdycha* To skomplikowane. Przepraszam, ale nie wiem do końca co na to odpowiedzieć... *zwiesza głowę*

Paddy Jackson: Najważniejsze, by wszystko ci się układało. Jeszcze raz gratuluję wygranej! I dziękuję ci za rozmowę mimo zmęczenia.

Panowie podają sobie rękę, a fani nagradzają to cheerem, obaj też powoli udają się na zaplecze, a obraz z kamery znika.

Odpala się przednia kamera w telefonie i od razu widać z bliska twarz Dereka Halloway’a jakby stary odpalał przednią kamerkę. Sprawdza czy wszystko działa.

Derek Halloway: Halo, słychać mnie? *Derek coś czyta na telefonie* Kurde, zdecydujcie się, a nie trollujecie! *Halloway znów coś czyta* Dobra, jak nie słychać to trudno. Witam wszystkich oświeconych! Widzowie, tym razem na wstępie chciałem wam się zaprezentować.

Derek dziś się nie przygotował i po prostu oparł telefon o jakiś kubek. Halloway cofa się kilka kroków i prezentuje taką pozę. Przez chwilę widać Dereka, ale za moment telefon przeważa kubek, przez co ten spada kamerą w dół i teraz widać ciemność. Za chwilę jednak, Halloway podnosi urządzenie i sprawdza czy nie zalał go napojem.

Derek Halloway: Cholerni producenci kubków! Nawet oni czyhają na moje nerwy, ale nie dam się! Zaprezentowałem się wam, żebyście zobaczyli, że wszystko ze mną dobrze. To teraz oficjalnie zaczynamy nasz przebudzony live stream! Zadawajcie pytania, a ja będę na nie odpowiadał zgodnie z prawdą. *Derek czyta czat* Człowiek o nicku Mr. Terry pyta: „czy teoria spiskowa związana z gołębiami to prawda”. *Derek wali facepalma takiego, że echo się poniosło* Już to kiedyś tłumaczyłem. Po pierwsze, to nie są teorie spiskowe, tylko objawiona prawda na temat świata. Ludzie próbujący nas zdyskredytować będą tak mówić, żeby zrobić z nas wariantów, ale nie dajcie się temu nigdy! Po drugie owszem. Przecież sami widzicie co robią nie tylko gołębie, ale również inne ptaki. Siadają na liniach energetycznych i jakoś nic one im nie robią. To przecież oczywiste, że ptaki to tak naprawdę drony, które ładują się w ten sposób, żeby latać dalej i zbierać informacje. Zapytacie czyje są te drony, to przecież oczywiste. Prawdopodobnie wywiad każdego państwa ma z tych dronów pożytek. Strzeżcie się ptaków! *Halloway milknie i czyta dalej* JacobSmallTerrace69 pyta: „co sądzisz o zamachach z 11 września”. Słuchaj, no to co powinni sądzić wszyscy, ale z jakiegoś powodu tego nie robią. To był zamach, ale rządu USA na swoich własnych obywateli. To była zbrodnia na skalę światową i ten smród będzie się ciągnął za USA po wieki wieków. Jesteście kanaliami na czele z tym pieprzonym Bushem, który bez najmniejszego problemu wszystko zatwierdził. Dobra już kończę ten temat, bo zaraz się zagotuję. *Derek się uspokaja i czyta dalej czat*. MateuszMW pisze: „siema, kurwa, kto będzie Twoim Tag Team partnerem?” Fajnie by było jakby ktoś z Krakowa. Pozdrawiam Mateusza, gdybyś był na Elysium, to byłbyś nim Ty oczywiście, ale tak to jest bardzo dobre pytanie kto to będzie.

W tym momencie Derek zauważa przechodzącego za nim Mike’a Brutala.

Derek Halloway: Ej Mike, poczekaj!

Brutal się zatrzymał i spogląda teraz na Halloway’a. Derek podchodzi z telefonem do zaczepionego.

Derek Halloway: Szukam partnera do walki wieczoru. Chciałbyś zawalczyć ze mną ramię w ramię?

Extrememaniac zerka na telefon, po czym znowu na Truth Seekera i wzrusza ramionami

Mike F'N Brutal: Nie wiem, o czym do mnie mówisz - zresztą nie pierwszy raz Cię nie rozumiem typie i nie wiem nawet z kim mamy walczyć. Ale skoro natrafiła się okazja komuś spuścić wpierdol, to nie potrzebuję wiedzieć nic więcej.

Extremely Mad Dog spogląda prosto w telefon mistrza Eternal

Mike F'N Brutal: LET THE BODIES HIT THE FLOOR!

Po tych słowach Mike odchodzi w dalszą podróż po hali, a Derek z powrotem wraca wzrokiem do live’a.

Derek Halloway: No, partner znaleziony, to pora na CS’a *Derek zaśmiewa się i macha ręką* żartowałem. Widzisz, Mateusz, może nie udało się wziąć kogoś z Krakowa, ale jak się nie ma co się lubi, to się mówi prawdę gdzie popadnie. Dobra, kończymy tego live’a, bo za niedługo nasz Main Event. Nie przegapcie go. I pamiętajcie, only the truth can set you free.

Po tych słowach live się kończy.

***Zapraszamy na wykład hiszpańskiego profesora przyrody: hodowla kanarków, a studia z iberystyki***

Kamera przenosi nas do ringu w którym znajduje się rozłożone stanowisko do gotowania.. Tym razem na blacie znajdują się kromki pieczywa, sos beszamelowy, ser gruyère, musztarda, sos barbecue oraz miska wypełniona charakterystycznymi dla Kansas City kawałkami wołowych burnt ends. Obok składników ustawiono niewielką tabliczkę z napisem „Croque Monsieur de Kansas City à la McŁowicz”. Rob McŁowicz stoi za blatem w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy, wyraźnie zadowolony z przygotowanej przez kombinacji składników.

Rob McŁowicz: Witajcie ponownie w Pobitych Garach, miejscu, w którym kuchnia nie zna granic, rozsądek od czasu do czasu wychodzi na przerwę. Dzisiejsze menu powstało z bardzo prostego pytania: co się stanie, jeżeli francuska elegancja przyjedzie do Kansas City, poczuje zapach dymu, zobaczy porządny kawał wołowiny i nagle zrozumie, że sam ser, którego nazwa jest trudna do wymówienia nie wystarczy, żeby człowiek był syty? *Rob smaruje kromkę pieczywa beszamelem, po czym sięga po ser.* Dlatego dziś przygotujemy croque monsieur w wersji, której zapewne nie zatwierdziłaby żadna paryska akademia, bo zamiast delikatnej szynki mamy tutaj burnt ends, czyli wołowinę tak miękką, dymną i przypieczoną, że nawet człowiek bez tytułu szlacheckiego potrafi rozpoznać w niej coś wyjątkowego. *Rob układa mięso na pieczywie i dodaje niewielką ilość sosu barbecue.* Dorzucimy gruyère, beszamel, odrobinę musztardy i właśnie w ten sposób Kansas City spotka się z Francją, choć mam dziwne przeczucie, że Francja za chwilę zacznie narzekać na sposób podania, temperaturę czy brak srebrnych sztućców *Rob przykrywa kanapkę drugą kromką, dociska ją dłonią i spogląda w stronę wejścia.* Na szczęście zaprosiłem dziś człowieka, który o francuskiej klasie potrafi opowiadać dłużej, niż większość ludzi gotuje obiad, a przy okazji jest przekonany, że luksus może zastąpić charakter. Panie i panowie, mój dzisiejszy gość - Lord Sebastien!

Sang Bleu! Lord pojawia się teraz na arenie przy akompaniamencie swojej muzyki. Na sobie ma jedwabny płaszcz w kolorze burgundowym, a w ręku swoją laskę Margaux. Sel de la Terre powolnym krokiem zmierza do ringu, a kiedy któryś z fanów próbuje go dosięgnąć, żeby poklepać go po plecach, ten odsuwa się z obrzydzeniem. W końcu powolnym, dostojnym krokiem wchodzi do ringu i odbiera mikrofon od jednego z pracowników technicznych.

Lord Sebastien: Zastanawiałem się od czasu ostatniego Elysium, czy dobrze zrobiłem, że przyjąłem zaproszenie do twojego programu, Rob. Nie będę kłamał, obawiałem się, że moje wyrafinowane kubki smakowe mogą zostać zniszczone i nie myliłem się. Na początku dobrze się zapowiadało - sos beszamelowy, ser gruyère. Nawet na tą musztardę mogłem przymknąć oko, pomimo, że nie jest to pewnie musztarda Dijon. Ale te amerykańskie wytwory tutaj? Sos barbecue, wołowina w stylu Kansas? *Lord imituje teraz odruch wymiotny, a publiczność zaczyna buczeć* Nie wiem jak można to jeść i nie zwymiotować. Ale skoro tu już jestem to poświęcę swoje kubki smakowe i spróbuję tego, no dobrze nazwijmy to daniem. Gdzie są sztućce? *The Noble One rozgląda się po otoczeniu i nie widzi nigdzie sztućcy* Nie widzę ich nigdzie, chyba nie chcesz, żebym jadł to rękami jak jakieś zwierze?

Rozbawiony Rob spogląda na Lorda, a następnie przekrawa kanapkę na pół. Z wnętrza wypływa roztopiony ser, a zapach mięsa i sosu barbecue roznosi się po całym ringu.

Rob McŁowicz: Sebastien, to jest kanapka, a nie kolacja w Wersalu, więc sztućce do niej są tak samo potrzebne jak Twoja laska podczas degustacji dania. To proste, bierzesz ją w dłonie, gryziesz i pozwalasz, aby przez kilka sekund to smak przemawiał za Ciebie, co jak podejrzewam może być dla Ciebie zupełnie nowym doświadczeniem. *Rob podaje Lordowi jedną połowę kanapki* Mówisz o swoich wyrafinowanych kubkach smakowych, więc chyba odrobina wołowiny z Kansas City nie będzie w stanie ich pokonać. No dalej, udowodnij wszystkim, że pod tym płaszczem który tak dumnie nosisz kryje się coś więcej niż człowiek, który boi się pobrudzić sobie palce.

Lord odkłada laskę opierając ją o linę, a następnie odbiera kanapkę od Roba.

Lord Sebastien: Dobrze, niech będzie, zaryzykuję. Mam nadzieję, że jeżeli coś mi się stanie po zjedzeniu tego czegoś *Lord patrzy teraz z obrzydzeniem na podaną mu kanapkę* to ktoś tutaj zadzwoni po karetkę. *Lord robi gest przeżegnania się, jakby szykował się do modlitwy i bierze gryza kanapki, po którym robi wielkie oczy* To… to… jest niezłe. Kanapkę zabieram dla siebie. *Lord zwraca się w stronę Kucharza* Nie sądziłem, że ktoś twojego pochodzenia będzie w stanie stworzyć coś, co nie przypomina karmy dla ulicznych kundli. Muszę przyznać, ten smak, kompozycja i aromat są godne moich królewskich kubków smakowych. Od dzisiaj zostajesz moim prywatnym kucharzem. Od jutra będziesz przygotowywał wszystkie posiłki dla mnie. Śniadania, obiady, kolacje, przekąski między posiłkami. Wszystko. O pieniądze się nie martw, mogę ci zaoferować więcej niż zarabiasz za prowadzenie tego swojego marnego programu. Pakuj się, po gali mamy samolot do Francji. *Lord bierze teraz swoją laskę Margaux do ręki i daje sygnał Robowi, że pora na nich i muszą już opuszczać arenę*

Rob przez chwilę patrzy na Lorda w kompletnej ciszy, po czym wybucha śmiechem i opiera dłonie o blat.

Rob McŁowicz: Sebastien, przed chwilą udawałeś, że od samego zapachu tej kanapki możesz stracić swoje drogocenne kubki smakowe, a teraz zabierasz ją na później i proponujesz mi posadę w swojej kuchni. Muszę przyznać, że błyskawicznie przeszedłeś od pogardy do rekrutacji.*Rob zabiera Lordowi kanapkę i odkłada ją na blat *Ale odpowiedź brzmi nie!. Nie gotuję na rozkaz, nie podaję do stołu bogaczom i na pewno nie będę czekał w fartuchu, aż wrócisz z ringu i zaczniesz narzekać, że sos nie ukłonił ci się wystarczająco nisko. Skoro jednak przedstawiłeś mi oficjalną propozycję, przygotowałem dla ciebie równie oficjalną odpowiedź. Panowie… puśćcie bit.



Lord po wysłuchaniu dissu uśmiecha się ironicznie pod nosem kręcąc głową… Po czym Rob dostaje prosto w głowę laską Lorda i pada jak rażony piorunem! Lordowi teraz uśmiech zszedł z ust i widać na twarzy duży gniew. W końcu podnosi mikrofon do ust, aby coś powiedzieć.

Lord Sebastien: Chyba czegoś nie zrozumiałeś! To nie była propozycja! Ja zawsze dostaję to czego chcę!

Teraz Lord upuszcza mikrofon na matę ringu i go opuszcza, idąc dynamicznym krokiem w stronę zaplecza. Na twarzy cały czas maluje się wielka złość, a Rob powoli podnosi się w ringu. Obraz z kamery gaśnie.

***BREAKING NEWS! Pan Terry podczas karnawału siedział na tarasie!***

[Obrazek: DWDxyqN.png]
Tag Team Match
Derek Halloway & Mike F'N Brutal vs Zack Sabre Jr. & Edgar Dickinson

Zawodnicy już stoją przy swoich narożnikach. Po krótkich naradach w ringu zostają Brutal i Edgar. Sędzia sprawdza gotowość zawodników i nakazuje bić w gong. Panowie mierzą się wzrokiem okrążając się w ringu. Panowie się zbliżają i będzie klasyczny klincz. Jednak nie, Mike od razu i bezpardonowo atakuje oponenta Gut Kickiem. Ależ potężny heat ze strony publiczności. Double Axe Handle na zgiętym przeciwniku. Dickinson pada na matę z grymasem bólu, a Extremaniac chwyta go za rękę i wykręca w Wrist Lock. Już zaczyna się znęcać nad rywalem. Ten jednak robi przewrót w przód, piękny przerzut w przód wydostając się z uchwytu i jeszcze, na deser, atakuje Low Kickiem oponenta. Teraz to Poeta chwyta w Side Headlock rywala. Amerykanin chwilę stoi w tym potrzasku, jednak zaraz odbija się od lin razem z Edgarem i popycha go na przeciwległe liny. Dickinson wraca i mamy Shoulder Black. Mike odbija się od lin w okolicach Sabre’a, który atakuje go łokciem. Sędzia interweniuje, a Brutal rzuca się sam na Zacka. Arbiter go odciąga, a Extremaniac odwraca się w stronę oponenta, który Dropkickiem wrzuca go do narożnika, gdzie właśnie stoi ZSJ. Teraz zmiana i to Anglik wchodzi do ringu. Sabre zaczyna punchami atakować rywala i na koniec dorzuca Corner Dropkick, który wbija Mike’a w narożnik. Zack odciąga przeciwnika od lin i mamy próbę pinu, jednak zakończoną tylko na jeden. ZSJ stompuje teraz rywala. Anglik podnosi teraz za głowę oponenta w Front Facelocku i dokłada Suplex. Jednak nie, Amerykanin blokuje akcję i nie daje się wynieść. Druga próba również kończy się fiaskiem. Teraz to Brutal trzykrotnie atakuje swojego rywala punchem na brzuch i mamy Snap Suplex. Extremaniac wstaje, dokłada jeszcze stompy na rywalu i zaciąga go do swojego narożnika. Zmiana i teraz to Derek wchodzi do ringu. Zack w międzyczasie wstaje i otrzymuje Gut Kick od Halloway’a. DDT na zawodniku z Anglii. Próba pinu, 1… nie, Kickout. Mistr Eternal teraz bierze rozpęd i mamy Senton na dokładkę. Prosto na pustą matę. ZSJ w porę zdążył się przetoczyć. Foliarz trzymając się za plecy wstaje i otrzymuje Discus Elbow Smash od oponenta. Ależ teraz mocne uderzenie i próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Mike już chciał wkroczyć, ale sędzia go powstrzymał. Zack teraz wstaje i chwyta przeciwnika za rękę pomagając mu wstać. Mamy Enzuigiri od Anglika. Jednak nie, Halloway się pochyla pod nogą oponenta. Teraz Foliarz jest za plecami przeciwnika i wykonuje na nim Atomic Drop. Wyrównana walka między panami. Sabre nie pada na matę, jednak Halloway dokonuje po prostu zmiany i teraz to Brutal jest w kwadratowym pierścieniu. Pochylony ZSJ odwraca się twarzą do swojego przeciwnika, który wyprowadza punch na jego głowę. Anglik próbuje się odpłacić tym samym, jednak Extremaniac się pochyla, chwyta odpowiednio przeciwnika i mamy Uranage. Po tym ataku Brutal atakuje Dickinsona, żeby ten spadł z apronu. Teraz odwraca się do Sabre’a, który powoli się podnosi. Chwyta go w pasie będąc za jego plecami i będzie Hardcore City! Wyniesienie i piękne salto w tył ze strony Zacka. Teraz próba zmiany, ale Edgar jeszcze nie wrócił na apron. ZSJ patrzy teraz w stronę Mike’a, który biegnie w jego stronę i chce wbić go w narożnik. Anglik w ostatniej chwili ucieka w bok, Extremaniac wpada w pusty narożnik, a Zack ogłusza przeciwnika poprzez Pele Kick! Mocne kopnięcie, w międzyczasie Edgar wrócił na apron. Sabre go zaczyna rugać za to, że go nie było w narożniku jak potrzebował zmiana. Teraz to następuje, a Zack powala oponenta na matę. Amerykanin leżący na macie wygląda na zamroczonego, a Poeta wskakuje do ringu i niemal z miejsca dokłada jeszcze Epilog! Prosto na kolana Brutala! Ależ teraz Irlandczyk zwija się z bólu, a Brutal powoli zmierza do swojego narożnika. Zmiana z Derekiem, międzyczasie Dickinson jest już na nogach wciąż trzymając się za brzuch. Halloway dokłada jeszcze Gut Kick i wyniesienie na barki przeciwnika. Szykuje się Corner Powebomb! Jednak nie, Edgar atakuje głowę przeciwnika i spada za niego. Irlandczyk szybko odbija się od lin i wyprowadza Powieść na mistrzu Eternal! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Ależ tempo akcji. Teraz Edgar postanawia wejść na szczyt narożnika, ale Brutal wchodzi do ringu i łokciem sprowadza go na matę. W tym momencie ZSJ również wchodzi do ringu i atakuje trzema punchami rywala. Irish Whip w stronę narożnika i Sabre dopada do oponenta, jednak kontra ze strony Extremaniaca. Jednak nie, po prostu przyciąga do siebie przeciwnika i mamy Dead Static! Ależ mocna akcja, po której Zack pada na matę. Brutal odwraca się w stronę Edgara i ten wypłaca mu jeszcze Superkick! Jednak też zmęczony pada na matę i teraz wszyscy czterej zawodnicy leżą plackiem na macie. Po kilku chwilach widać mały ruch wśród dwójki z leżących w ringu zawodników - Sabre oraz Halloway wytaczają się poza liny i powoli wstają na nogi, po dwóch różnych stronach ringu. Z lekkimi problemami, jednak trzymają się na nogach i zaczynają coś do siebie krzyczeć... Jednak nagle obaj zostają ściągnięci za nogi z ringu i zostają wrzuceni przez dwóch niezidentyfikowanych osobników w pobliskie im barierki! Na hali zapada cisza, nikt nie ma pojęcia co się dzieje, sędzia również, jednak po krótkiej chwili zawahania zarządza No Contest!

Tymczasem tajemniczy zawodnicy wślizgują się do ringu i od razu wskakują na Brutala oraz Dickinsona którzy właśnie próbowali wstać! Zaczynają ich okładać pięściami gdzie popadnie, wszyscy dookoła są w szoku, nikt nie ma pojęcia o co chodzi... W tej chwili na arenie wybrzmiewa Salvatore Macheda - l Cunfirenti a na rampę wychodzi TEN Mężczyzna. Chwilę rozgląda się po zebranych dookoła ludziach, którzy z automatu zaczynają go wygwizdywać. Uśmiecha się jednak życzliwie, po czym spogląda w stronę ringu, gdzie jak na komendę dwaj agresorzy stają na baczność. Po chwili nieznajomy na rampie podnosi do góry kciuk i... obraca go na dół, a następnie przejeżdża nim po swojej szyi! Rozkaz zostaje wykonany! Jeden z mężczyzn podnosi Brutala, po czym popycha go w kierunku drugiego, wyższego, a ten wykonuje mu Discus Elbow który totalnie odcina Extremaniaca! Niższy z napastników natomiast od razu dopada do leżącego wciąż Dickinsona i zapina mu Muta Lock! Mija zaledwie kilka chwil, a Poeta od razu odpływa! W międzyczasie widzimy, jak - najprawdopodobniej - przywódca zmierza powoli do ringu, wciąż z szerokim uśmiechem na ustach. Nie pokrywa się to jednak z jego oczami, bowiem te są zimne niczym lód. Nagle przed nim wyrasta Halloway, który zaczyna krzyczeć coś o jednym wielkim spisku... Jednak od razu zostaje zaatakowany od tyłu, kolejnym Discus Elbowem! Co tu się dzieje! Widzimy również, że Zack Sabre podnosi się i zaczyna powoli wycofywać... Jednak trafia plecami na coś... A w zasadzie kogoś! Powoli obraca się przerażony i zaczyna przepraszać i się tłumaczyć... Kiedy nagle słyszy głośne "BUUUUUU" w swoim uchu, od drugiego z napastników! Od razu zaczyna biec i wskakuje w publiczność, uciekając jak najdalej od całej tej sytuacji i pozostawiając nie tylko swoich rywali, ale również partnera drużynowego na pastwę przybyszów! Ci natomiast wrzucają mistrza Eternal do ringu, sami również do niego wchodzą i stają nad trójką poległych ofiar. Na całe szczęście w tym momencie przybywa ratunek! Nick Aldis wybiega na rampę i zaczyna głośno wzywać ochronę! Jednak... Nikt się nie pojawia?! O co tu chodzi?! Jedna z kamer będąca do tej pory na hali przenosi się biegiem na głębsze obszary zaplecza... Gdzie widzimy jednego z ochroniarzy leżącego na podłodze, z twarzą wklejoną w posadzkę. Tuż za nim leży kolejny, tym razem jednak na plecach. Kamera przybliża się i pokazuje rzecz leżącą na klatce piersiowej mężczyzny - czerwoną różę! Obraz rozszerza się teraz i widzimy całe pobojowisko, pełno nieprzytomnych mężczyzn, również członków ekipy technicznej, a przy ciele każdego z nich spoczywa czerwona róża! Wizja wraca na arenę zmagań, gdzie widzimy uśmiechniętego przywódcę grupy, a po chwili mamy również zbliżenie na twarz przerażonego wręcz zaistniałą sytuacją Generalnego Managera Elysium! Tymczasem w ringu Derek zostaje posadzony, jedynie po to by zainkasować od przywódcy Inverted Shining Wizard które odcina mu prąd! Wyższy z pierwotnych napastników podnosi natomiast Dickinsona i dokłada mu jeszcze Running Sitout Chokeslam, a niższy zapina Brutalowi Pentagram Choke! Po chwili cała trójka jest nieprzytomna! Przywódca teraz zaczyna... małą wyliczankę?! I pada na Edgara! Ten zostaje podniesiony i wyrzucony poza ring! Przywódca oprawców wyciąga spod ringu krzesełko, które podaje drugiemu z nich, ten nakłada je na głowę Poety, a trzeci, najwyższy i najbardziej wyrywny z całej trójki wynosi go do góry, trzymając za jego ręce. I O ZGROZO! CRUCIFIX POWERBOMB NA STÓŁ KOMENTATORSKI! W międzyczasie lider ponownie wsuwa się do ringu i dokłada Brutalowi oraz Halloway'owi po jeszcze jednym Inverted Shining Wizard! A poza ringiem, niższy z dwójki zapina jeszcze Edgarowi Pentagram Choke, wciąż z krzesełkiem na szyi! I nie zamierza odpuścić! Przywódca po chwili wychodzi z ringu i nakazuje przerwanie dźwigni, a następnie z kieszeni wewnątrz płaszcza wyciąga różę, którą kładzie na Edgarze. Obaj po tym ponownie wślizgują się do kwadratowego pierścienia, gdzie spokojnie oczekuje na nich najwyższy napastnik. Szef bandy kładzie teraz różę na piersi znokautowanego Halloway'a oraz Brutala, a po chwili cała trójka staje w linii wpatrując się w publikę. Kamera pokazuje nam jeszcze Aldisa, u którego na twarzy w dalszym ciągu wymalowane jest przerażenie. I tym widokiem...

KOŃCZY SIĘ DRUGA GALA SPOD SZYLDU ELYSIUM!

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
01.08.2026, 00:25 #1
Earlier this week...

Obraz z kamery przenosi nas do baru. Widać wiele osób, które żyją swoim życiem i przeżywają własne historie. Zbiry, kobiety szukające przygód, szarzy ludzie, którzy potrzebują ukojenia. Miejsce to łączy tych wszystkich osobników. Słychać, że jest dosyć głośno. W pewnym momencie kamera robi zbliżenie na Axela Blaze'a! Mistrz siedzi przy barze, mając obok siebie piękną niewiastę, której właśnie Blaze ubrany w ramoneskę się przysłuchuje i przytakuje. Nie widzimy już w nim tej agresji, do której mogliśmy przywyknąć przez jego ostatnie występki. To jest jego miejsce resetu oraz relaksu, można jedynie lekko dostrzec, że myślami nie jest do końca tutaj, mimo że zapewne bardzo by tego chciał... Obok Axela po jego lewej stronie dosiada się pewien mężczyzna, przyodziany jest w zwykłe czarne proste spodnie, martensy oraz białą koszulkę, siedzi tyłem do nas, ale do złudzenia kogoś przypomina.. Facet ten prostym gestem prosi, by barman zapodał mu tak zwaną kolejkę i czeka. Niczego nieświadomy Amerykanin nadal gawędzi z kobietą, którą tu poznał. Koleś z krótszymi czarnymi włosami odbiera kieliszek, po czym.. wylewa go i mówi, że on nie będzie propagować alkoholu. Ten głos rozpoznaje Axel, który odwraca się szybko, ale jest już za późno, bo to Jose Lopez, który wypłaca Headbutt! Mistrz momentalnie łapie się za twarz,a przerażona kobieta odchodzi. Lopezzo kopie Blaze'a w brzuch i ciska nim na jeden ze stolików i ten rozwala się, nie wspominając o rzeczach, które były na nim. Ludzie zaczynają odchodzić, a niektóre rzezimieszki z uśmiechem na ustach przyglądają się temu i kibicują, by bójka trwała. Jose rzuca się na leżącego Blaze'a i wykrzykuje z sadystycznym uśmiechem wymalowanym na facjacie, że Axel miał być gotów, a wcale nie jest. Mr. Forever instynktownie łapie Jose za twarz i próbuje go zepchnąć, jako tako udaje mu się to, obaj podnoszą się, jednak niewiele to daje, bo Anti Heroe sięga po metalową tackę, która jest w pobliżu i wali nią prosto w głowę Amerykanina! Blaze konkretnie cierpi, a Jose przechwytuje jego głowę i robi Hasta Luego na wcześniej rozwalony stolik! Barman wykrzykuje, że policja jest już w drodze. Jose spogląda tylko na zdewastowanego LPW World Championa i odchodzi. Kilka osób próbuje udzielić pomocy Legend In Makingowi. Widok z kamery znika...

[Obrazek: cNDyCwA.png]
Elysium #2
Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.



Wybrzmiewa "Heavy is the Crown" od Linkin Park a to może oznaczać tylko jedno w terminarzu gal wrestlingowych - czas na drugą odsłonę Elysium! Kamera przejeżdża po całej hali, ujmując fanów zebranych na trybunach. Większość z nich z transparentami w ręku oraz w koszulkach swoich ulubieńców. Kamera zatrzymuje się na chwilę na grupce oddanych wyznawców Maxwella Ransoma, którzy skandują jego imię, po czym przejeżdża na środek, pokazując ring w którym stoi już Samantha Irvin, czekająca na możliwość zapowiedzenia pierwszej z walk!

[Obrazek: lMYDu1Y.png]
Singles Match
Derrick Mantel vs El Garra de Gato

Derrick Mantel stoi w bojowym nastawieniu w swoim narożniku, natomiast El Garra De Gato właśnie kończy swoje wejście. Z rozpędu wślizguje się do ringu... i Mantel zrywa się do ataku. Kociarz jest na to przygotowany i nie daje się zaskoczyć. Obaj rzucają się w wir wymiany punchy, który jest tak niezwykle intensywny. W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz. Sędzia próbuje interweniować, rozdzielić obu zawodników, ale jest bezsilny. Wrestlerzy zwarli się zbyt mocno. Kolejne razy spadają na twarze obu zawodników i zrozpaczony arbiter postanawia poprosić o pomoc. Patrzy błagalnie w stronę rampy i zamaszystym ruchem wzywa wsparcie. Ochroniarze działają niezwykle sprawnie, momentalnie wybiega pierwszy, za nim kolejny i jeszcze jeden, aż w końcu zjawia widzimy już całą grupę ochroniarzy pędzących prosto do ringu. Jednak zaraz za nimi pojawia się Nick Aldis, który uzbrojony w mikrofon zatrzymuje się na rampie i... gestem ręki zatrzymuje ochronę?

Nick Aldis: Ochrona STAĆ! *wśród wszystkich na arenie zapada konsternacja* Obiecaliśmy Kansas City starcie Derricka Mantela z El Garra de Gatą, tak? *Publiczność zgadza się głośnym "YES!" w trakcie gdy Mantel z Kociarzem dalej okładają się w najlepsze* No więc Kansas City dostanie to na co liczyło!

Ochroniarze na te słowa otaczają ring szczelnym pierścieniem, zakładają ręce za plecami i obserwują dalszy przebieg wydarzeń. Tam zawodnicy zdają się kompletnie nie przejmować zamieszaniem dookoła i dalej wymieniają się ciosami. Nagle Mantel zmienia strategię i wyprowadza szybki Headbutt, który lekko oszałamia przeciwnika, więc dokłada kolejny i jeszcze jeden. Kociarz cofa się o krok, a Ego Top postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i rusza z Running Clothesline'em. Jednak Meksykanin jest na to przygotowany, unika ręki schylając się, szybko odwraca się w stronę rywala i teraz to on zaskakuje go błyskawicznym Low Kickiem, po którym dokłada jeszcze Mule Kick. Amerykanin zgina się w pół, a Koci Luchador od razu wciska jego głowę pod pachę. Lone Wolf jednak doskonale wie co się szykuje. Natychmiast następuje piętą na stopę Zamaskowanego Kociarza, a następnie napierając całym ciała pcha spycha go do narożnika. Natychmiast wykorzystuje pozycję, aby dołożyć całą serię Shoulder Thrustów. W końcu się prostuje i dokłada jeszcze Knife-Edge Chop! Ależ to huknęło! Nakręcony Souvenir Collector wykonuje Irish Whip i wysyła rywala w podróż do przeciwległego narożnika, a sam rusza zaraz za nim. Jednak El Garra De Gato popisuje się wspaniałym Up and Over i ląduje bezpośrednio za plecami Mantela, który zaliczył nieprzyjemnie zderzenie z narożnikiem. Zamaskowany Kociarz nie traci czasu, łapie oponenta za głowę i wielokrotnie uderza nią o narożnik. W końcu szarpie go do tyłu, Derrick cofa się o krok, natomiast Koci Luchador jednym susem wskakuje na druga linę, płynnie odwraca się do środka ringu i od razu wyskakuje wykonując Doble Axe Handle! Amerykanin upada na plecy, jednak od razu przeholowuje się przez bark i natychmiast zrywa się na równe nogi. Obaj znajduję się praktycznie w narożnikach, przez pół sekundy rzucają sobie nienawistne spojrzenie, jednak od razu ruszają do ataku. Obaj pędzą przed siebie i w tym samym momencie wyskakują! Double Running Crossbody! Co za zderzenie! Zawodnicy leżą na macie, trzymając się za brzuchy i zwijając z bólu.

Nick Aldis: Dobra, ochrona, do dzieła. Koniec przedstawienia. *publiczność przyjmuje te słowa dość chłodno* Zabrać ich na oddział medyczny. A co do was Derrick, El Garra - dzisiaj dam wam już odpocząć. Ale na następnym Elysium mamy do pogadania. Dostajecie wezwanie na dywanik.

Po tych słowach Aldis schodzi na zaplecze, a ochrona wkracza do ringu, aby zapobiec dalszej przemocy i pomaga się zebrać zawodnikom. Widzimy jeszcze jak wyprowadzają ich osobno na zaplecze, jednak Mantel wyrywa się smutnym panom i ku uciesze publiczności rzuca się na Kociarza! Nie trwa to za długo, ochroniarze od razu ich odesparowują, jednak Derrickowi na odchodne udaje się jeszcze napluć na twarz, a w zasadzie maskę Luchadora! Niezłe zamieszanie, ale w końcu udaje się je opanować...

Przenosimy się teraz na zaplecze, gdzie widzimy nerwowo chodzącego w tę i z powrotem Zacka Sabre Jr! Zawodnik przemierza całą długość korytarza od lewej do prawej, mamrocząc coś pod nosem.

Zack Sabre Jr: Pieprzony foliarz... I pieprzony Aldis... Zawsze muszą coś wymyślić, żebym tylko nie mógł walczyć w normalnej, standardowej walce! A srał na to Brutal!

W tym momencie zza rogu wychodzi Elias ze słuchawkami na uszach, nucąc coś pod nosem. Na pewno jest to coś bezsensownego, jak to gnojek ma w zwyczaju. Nie zauważa on pogrążonego w myślach Zacka i wpada na niego, przez co obaj się prawie przewracają.

Zack Sabre Jr: Uważaj jak łazisz pajacu! *patrzy na Shadowa i chwilę się zastanawia* Ty, młody, a co Ty w ogóle dzisiaj robisz? Bo potrzebuję partnera na walkę wieczoru. *mierzy wzrokiem Eliasa* Nie jest to szczyt moich marzeń, ale z braku laku i taki pokemon się nada.

Elias skrzywiony zerka na Zacka.

Elias Shadow: Brat co się wczuł. Essa bratku, dasz sobie radę, pozdro.

Po tych ledwie zrozumiałych słowach Elias wsadza z powrotem słuchawki do uszu, robi do Zacka 67, obraca się i odchodzi, na co zażenowany Sabre tylko zwiesza głowę. Po chwili dostrzega jednak stojącego pod ścianą Dolnicka, który zawzięcie klika tymi swoimi tłustymi paróweczkami w ekran telefonu. Anglik podchodzi bliżej.

Jean-Pierre Dolnick: 101 sposobów na poprawę komuś humoru, a tylko 100 było! Co za gówno oszukane! (spogląda na Zacka) C-cco ty się tak przybliżasz do mnie? Czego chcesz?!

Zack Sabre Jr: spokojnie Snorlax, przynieść Ci ciasteczko ze stołówki? Na znak pokoju?

Jean-Pierre Dolnick: Snorlax, srollax, nawet nie wiem co to, ale skoro taki uczynny jesteś, to śmiało, przydaj się i mi przynieś, bo po wysiłku intelektualistycznym to ja głodny się robię odrobinę. Tylko odrobinę.

Zack Sabre Jr: *zaszkowany jego głupotą patrzy na Dolnicka* Ty tak na serio teraz? Ty gru... A zresztą, sam sobie idź to może choć trochę schudniesz!

Zack obraca się na pięcie i zostawia Kongijczyka, który chyba nie bardzo wie o co tu właściwie chodzi. Kamera jednak przez chwilę pozostaje jeszcze z Jean-Pierrem, który wygląda jakby się nad czymś zastanawiał... Po czym chowa telefon do kieszeni i rusza w kierunku dużych drzwi z napisem "stołówka". Kamera wraca do Sabre, który nie bardzo wie co ze sobą począć.

Zack Sabre Jr: Nie wiem, tu nie ma nikogo normalnego? A pieprzyć to... Dzwonię do niego! *Wyciąga z kieszeni telefon, wybiera numer i do kogoś dzwoni* Halo, Will? No cześć, dawno się nie słyszeliśmy... Słuchaj, mam taką sprawę, bo widziałem, że jesteś w Saint Louis, to kawałek drogi, może chciałbyś dzisiaj mi pomóc? No w walce a gdzie... Jaki kurwa znowu Omega? Jakie AEW?! A CHUJ MNIE OBCHODZI, ŻE TY SIĘ DO JAKIEJŚ WALKI O PAS PRZYGOTOWUJESZ, JA TU Z HALLOWAYEM DZISIAJ WALCZĘ, ROZUMIESZ?! I PARTNERA POTRZEBUJĘ! *chwilę słucha rozmówcy* Aha. Obyś się posrał na miętowo.

Zdenerwowany Zack rozłącza się i wzdycha. Kątem oka zauważa jednak Maxwella Ransoma zmierzającego w jego stronę. Szybko podbiega i zatrzymuje się przed nim.

Zack Sabre Jr: MAKSIU! Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu! Wiesz, że ja Cię zawsze lubiłem, nie? *Maxwell spogląda na Zacka, ten przełyka ślinę* No dobra, w sumie to Cię wcześniej nie znałem, ale od razu mi zaimponowałeś jak się tu pojawiłeś, przynajmniej Ty jeden nie gadasz od rzeczy... Nie chciałbyś może mi dzisiaj pomóc i zawalczyć ze mną jako drużyna w walce wieczoru?

Maxwell Ransom: Zack, ale ja już mam dzisiaj swoją walkę. I to może b...

Zack Sabre Jr: Jaką walkę? Co jest ważniejsze, niż walka ze mną w drużynie niby co? Z drzewa spadłeś? Zresztą *macha reką* nie tłumacz się już. Nie interesuje mnie to.

Zack obraca się na pięcie i zostawia Ransoma za plecami, który kręci głową z lekkim smutkiem. Widzimy jak załamany już wręcz Sabre przystaje pod ścianą i wznosi oczy ku górze, jakby szukał pomocy u Boga. W tym momencie zza rogu wyskakuje Dick A'Very Big, który... Rozkłada swój płaszcz! Zack tylko mierzy go wzrokiem od stóp do głów, wzdycha, wyciąga telefon, robi szybkie zdjęcie i wymija swojego "rozmówcę". Obraz z kamery gaśnie...

***Dr Kline z główną rolą w reklamie Dr Oetker!***

Kamera zabiera nas do gabinetu, który uważni widzowie LPW bez trudu rozpoznają. Eleganckie wnętrze dalej wypełnione jest mnóstwem dekoracji i bibelotów, wraz ogromem książek i okazałym wahadłem Newtona. Ponownie cała przestrzeń jest chirurgicznie czysta. Każdy cal przestrzeni, wygląda jak świeżo przetarty. W szczególności dębowe biurko, przy którym siedzą starszy Pan w białej koszuli oraz kamizelce i Edgar Dickinson.

W rogu ekranu wyświetla się krótka adnotacja: “29.07.2026 - Edgar Dickinson - Dr. N. Med. Robert Chambers”

Ciszę w końcu przerywa gospodarz.


Robert Chambers: Śledziłem na bieżąco wydarzenia dziejące się wokół Pana. Całą drogę, od powolnego wejścia do Legion Pro Wrestling, przez aktywny Pana udział w turnieju i finałową walkę tegoż. Obserwowałem utarczki z takimi postaciami jak Zack Sabre Jr. czy Zbigniew Uszczelka. Szczególnie jednak, w kontekście Pana przypadłości, zdały mi się ostatnie wydarzenia. Spotkanie z Jose Lopezem i starcie o miano pretendenta do LPW World Championship. Chciałbyś mi opowiedzieć, o tym etapie?

Poeta nie patrzy na swojego rozmówcę. Zamiast tego przygląda się równo ustawionym na półkach książkom. Jakby podziwiając kolekcję eleganckich wydań, starannie pogrupowanych tematyką i ustawionych w kolejności alfabetycznej. Mimo to odpowiada doktorowi.

Edgar Dickinson: Wszystko zmierza w prawidłowym kierunku. Ogrom pracy musiał zostać wykonany, żeby Pan Lopez i Pan Blaze mogli stanąć naprzeciw siebie jako silni rywale, z złością i zaciekłością gotowi stoczyć między sobą bój. Nie trzeba włożyć wiele trudu, żeby zauważyć, jak często delikatnie dbałem, żeby obydwoje byli tam gdzie być powinni w stanie w jakim być powinni.

Robert Chambers: Rozumiem. Więc dalej utrzymujesz, że historia która dzieje się wokół Ciebie, tak naprawdę wychodzi spod twojego pióra?

Edgar Dickinson: Ehh *Westchnął artysta nie odrywając wzroku od książek* Oczywiście, że tak. Wszystko wokół dzieje się tak naprawdę niewolnie. Tak i ziemia w swoim pędzie krąży wskutek wielkich sił. Siły te muszą mieć jednak pewne punkty zakotwiczenia. Jak gwiazdy dla planet.

Mi przypadło być słońcem Legion Pro Wrestling. Pan Lopez, Pan Blaze i mistrzostwo są już pchnięte na właściwą orbitę. Teraz hmmm. Teraz po prostu czekam. Kolejna historia o którą będę musiał zadbać jest tuż za rogiem, tylko jeszcze nie wiem o kim ona będzie. 

Robert Chambers: Rozumiem. Z racji na to, że czas naszej sesji powoli się kończy zapytam się tylko o jedno. Dlaczego dzisiaj nie poruszyłeś wahadła Newtona?

Edgar Dickinson: Bo teraz jest czas ciszy przed burzą. 

Po tych słowach nagranie dobiega końca.

[Obrazek: qDMoZHs.png]
Singles Match
Jeff Brown vs Silas Crowe

Gong rozpoczyna pojedynek. Jeff Brown przez chwilę krąży wokół większego przeciwnika, próbując pokazać, że obecność Silasa Crowe’a nie robi na nim żadnego wrażenia. Mr. Street Cred poprawia bandanę, kieruje kilka słów w stronę rywala, po czym wymierza mu solidny policzek. The Uncured powoli odwraca głowę w jego stronę, ale poza tym nie reaguje. Fake Thug próbuje wykorzystać sytuację i dokłada serię Punchów oraz Kicków, jednak żaden z nich nie jest w stanie zmusić Subjecta 00 do wykonania kroku w tył. Neighborhood Menace odbija się od lin, lecz Silas przechwytuje go oburącz i ciska nim o matę potężnym Biel Throwem. Jeff błyskawicznie przestaje udawać twardziela i zaczyna wycofywać się do narożnika, ale Blackridge Patient rusza za nim. Crowe miażdży przeciwnika Running Body Avalanchem, a następnie wyciąga go na środek ringu i powala Short-Arm Clothesline’em. Brown zostaje niemal odwrócony w powietrzu, lecz Silas nawet nie myśli o przypięciu. The Almost Gangster próbuje ratować się nieczystym zagraniem i wbija palce w okolice oczu rywala. Crowe cofa głowę, ale po chwili ponownie spogląda na Jeffa, jakby ta próba jedynie zwróciła jego uwagę. Mr. Street Cred chce jeszcze wyprowadzić Running Knee Strike, lecz wpada prosto w uścisk Silasa, który podnosi go i wykonuje Failed Procedure. Brown odbija się od maty, po czym zostaje ponownie poderwany i wbity w nią Blackridge Dropem. The Uncured klęka obok rywala i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Następnie kieruje wzrok na Dr. Victora Kline’a.

Dr Victor Kline: Reakcje słabną. Przechodzimy do ostatniej fazy.*Doktor uruchamia dyktafon.*

Nagranie: Zakończyć procedurę.

Silas podnosi bezwładnego Browna, wynosi go do Final Treatment i z ogromną siłą wbija w matę. Crowe kładzie jedną rękę na klatce piersiowej przeciwnika, a sędzia rozpoczyna liczenie…1…2…3! Gong kończy pojedynek, ale nie zatrzymuje Subjecta 00. Silas natychmiast podnosi Jeffa i rzuca nim w narożnik, gdzie zasypuje go kolejnymi uderzeniami w korpus. Arbiter próbuje wejść między zawodników, lecz Crowe odpycha go na bok i ponownie chwyta Fake Thuga za gardło. Kline odtwarza nagranie jeszcze raz, jednak jego podopieczny nie reaguje.

Nagranie: Sesja zakończona. Przerwać leczenie.

The Uncured postanawia zacząć dusić rywala przy użyciu The Restraint, mimo że walka dawno dobiegła końca. Jeff nie jest już w stanie się bronić. Doktor zwiększa głośność urządzenia niemal do maksimum. Zniekształcony komunikat rozbrzmiewa w całej hali.

Nagranie: SUBJECT ZERO! SESJA ZAKOŃCZONA! NATYCHMIAST PRZERWAĆ LECZENIE!

Dopiero wtedy Silas zwalnia uchwyt. Przez kilka sekund siedzi nieruchomo obok Browna, po czym sprawdza jego puls i spogląda na wyraźnie poważniejszego Kline’a.

Dr Victor Kline: Leczenie zakończone.

Crowe powoli wstaje i opuszcza ring za doktorem. Chwilę później przy ringu pojawiają się medycy, którzy zabezpieczają szyję Jeffa, przekładają go na nosze i zabierają Neighborhood Menace na zaplecze.

Kamera przenosi nas jakieś niezwykłe, malownicze miejsce. Słońce dopiero wstaje, a krajobraz rozciąga się aż po góry, których wierzchołki pokryte są śniegiem, wokół widzimy potężne lasy, teraz mamy zbliżenie na wypasające się w pobliżu bydło i...James River Waters! Nie, to nie on jest tym bydłem, o którym była mowa. Widzimy, że James River zsiada właśnie z konia i podchodzi do jakiegoś faceta, który ma na sobie typowy kowbojski kapelusz, czarne wysokie buty, jeansowe spodnie i jasną, skórzaną kurtkę.

JRW: Strasznie nalegałeś na to, żeby się spotkać.

???: Wypadałoby się pożegnać, zanim stąd odjedziesz, nie uważasz?

JRW: Przecież jeszcze nic nie jest...

???: *przerywa Jamesowi* Nie bądź śmieszny, Waters. Wszyscy wiemy, że nic Cię nie powstrzyma przed powrotem, ani Evelyn, ani twój syn. Ani nawet te widoki. *uśmiecha się* Pamiętasz, jak to było jak wprowadziłeś się tu 6 lat temu? Nie wierzyłeś, że można tak żyć. Myślałeś, że to jakiś rodzaj zaklętej magii, niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Zresztą, chyba przydała Ci się ta magia? *Waters nie odpowiada nic, wpatruje się tylko rzekę, która przepływa obok* Oj wiem, że Ci się przydała...byłeś wtedy wrakiem człowieka, miałeś w sobie tyle gniewu, że nawet ta woda nie była w stanie go zmyć.

JRW: W końcu się udało.

???: Udało się. *wyjmuje papierosa i zapala go* Jesteś pewien, że chcesz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz, że jeśli wrócisz, to ten gniew, ten ból, to niezrozumienie, to wszystko wróci? Znowu będziesz tym małym, sfrustrowanym człowiekiem, któremu ciągle jest mało. Znowu będziesz chciał się piąć na szczyt, nie patrząc na koszt. Znalazłeś swoje miejsce na świecie, tu w Montanie. *przechadza się nieco do przodu, by lepiej widzieć rzekę*

JRW: Nie wiem, czy w moim wypadku można mówić o "swoim miejscu na ziemi". Jestem raczej...poszukujący. Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony. Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling zaspokoi mój głód, nie wiem czy cokolwiek...czy ktokolwiek jest w stanie to zrobić.

???: *bierze głęboki oddech* Niech więc tak będzie. Szukaj dalej. Pamiętaj jednak, że masz tu rodzinę. Pamiętaj, że masz tu przyjaciół i wbrew temu co mówisz - masz też dom. Ja wiem, że to twoje miejsce na ziemi. To, że ty jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, no cóż...*uśmiecha się. Wciąż jesteś młody.

JRW: W sierpniu wyjeżdzam. Mamy więc jeszcze trochę czasu, może skoczymy dziś do baru? Chociaż Evelyn po ostatnim nie daje mi żyć, więc może po prostu zaproszę was do mnie. Dziś o 17, co ty na to? Bierz ze sobą Beth, a ja po drodze dam znać reszcie.

Obraz z kamery urywa się.

***Czy Maxwell Ransom przerzuci się na oliwkę?***


Przenosimy się na zaplecze, a tam ponownie naszym oczom ukazuje się Zack Sabre Jr! Niepocieszony zawodnik przemierza arenę rozglądając się w różne strony, gdy nagle mijają go... lekarze, którzy na noszach karetkowych szybko transportują Jeffa Browna! Gangster podłączony jest pod butle tlenową i mając na uwadze głośne reakcje personelu medycznego, dosłownie trwa walka o jego życie. No powiedzmy sobie szczerze, Silas Crowe to były dla niego ciut za wysokie progi. Zack na chwilę przystaje i z politowaniem na twarzy obserwuje bieg lekarzy do karetki, po czym kręci głową i zniechęcony idzie dalej. Sabre rozgląda się i ewidentnie poszukuje kogokolwiek wartego uwagi, gdy nagle robi wielkie oczy. Kamera odwraca się, a tam widzimy właśnie Silasa Crowe, a wraz z nim stoi Dr Victor Kline! Obaj uważnie obserwują Zacka, ten zatrzymuje się, robi krok w przód... po czym przełyka jedynie ślinę i odchodzi dalej. Cóż, Technical Wizard mając w głowie obrazki sprzed chwili woli nie konfrontować się z ową dwójką w żaden sposób. Sabre podąża wiec dalej, a na jego twarzy maluje się spora irytacja. Anglik zauważa w końcu kogoś przy automacie z napojami i po kilku sekundach zastanowienia decyduje się podejść. Osobą tą jest... Jose Lopez!

Zack Sabre Jr: Słuchaj, sprawa jest. *Jose odwraca się* Potrzebuję dzisiaj partnera do walki wieczoru. To jest niepojęte, ile spotkałem tu dzisiaj pokemonów, którym nie zbiera się na jakąkolwiek ewolucję. *składa teatralnie ręce w geście modlitwy i wznosi głowę w górę* Może cholerna opatrzność zesłała mi w końcu kogoś normalnego... To jak będzie?

Jose Lopez: Aktualnie jest tylko jedna osoba, której pomagam, więc limit dobroci wyczerpany... Także zabieraj stąd swoje brytolskie dupsko i szukaj dalej, czas ucieka. *wredny uśmiech*

Zszokowany Sabre odwraca się na pięcie i odchodzi, a będąc już kawałek od Lopeza macha ręką i zaczyna zirytowany kląć sam do siebie. Zack po chwili mija odwróconego tyłem Paddy'ego Jacksona, którego jedynie zjeżdża wzrokiem nie zatrzymując się, jednak zrezygnowany postanawia zawrócić. Cóż, to już chyba akt desperacji...

Zack Sabre Jr: Ty coś kiedyś walczyłeś, nie? Może zdjął byś dzisiaj marynarkę i postał w moim narożniku? Nie wiem, zrobisz za backup, wejdziesz na chwilę do ringu... Tyle jeszcze chyba pamiętasz, co?

Paddy Jackson: Zack! Ja pamiętam wszystko! *szeroki uśmiech* Twoja kariera to prawdziwa sinusoida, jak z resztą wielu w LP...

Zack Sabre Jr: Po pierwsze, nie jestem jak wielu, zważaj na sło...

Paddy Jackson: Porażki przeplatasz zwycięstwami, jednak ostatni czas to dla Cieb...

Zack Sabre Jr: Czy ja mówiłem, że mam ochotę na wywiad? Jesteś kolejnym z tych zdolnych inaczej?

Paddy Jackson: Zack, ale fani chcieliby wiedzieć...

Zack Sabre Jr: A wiesz czego ja bym chciał? Móc przeprowadzić dialog z KIMKOLWIEK z... kim... A, pieprzyć to. *odwraca się* Nic do mnie już nie mów! NIC!

Anglik pośpiesznie opuszcza Jacksona i zmierza dalej. Cóż, Zack chyba nie będzie zachwycony, bo kolejna osoba, która spotyka się z jego wzrokiem to sam Salvador! Argentyńczyk zamiata właśnie korytarz, gdy nagle postanawia zrobić coś dziwnego - otóż wznosi miotłę lekko w górę... i całuje jej czubek. Miotlarz po chwili słyszy tylko "Oh, God" wypowiedziane bardzo załamanym głosem Sabre, po czym dostrzega, że jest obserwowany przez Anglika. Salvador wyraźnie zawstydzony peszy się, a następnie obraca w stronę ściany i kontynuuje zamiatanie. Spytacie co z ZSJ? Na widok całej sytuacji po prostu łapie się za głowę i wściekły mamrocze coś pod nosem. Ewidentnie jego cierpliwość jest już na skraju, ale nie może się poddawać, partner w końcu sam się nie znajdzie. Kawałek dalej dostrzega kolejnego asa, którego opisałby jako ten z gatunku "niepełnosprytnych"... To Pill Tautu we własnej osobie! Pill the Bill przybrał tym razem wcielenie, którego do tej pory nie mogliśmy oglądać. Ubrany jest w płaszcz, twarz ma wymalowaną na biało i... recytuje jakiś wiersz. Trzeba pochwalić jednak ekspresję i emocje, które wkłada w szerzenie sztuki, Tautu na pewno daje z siebie wszystko. Zack obserwuje go chwilę i o dziwo nie wygląda kolejny raz na sfrustrowanego, załamanego i zniecierpliwionego, a wręcz przeciwnie. Sabre wydaje się być zaintrygowany zaistniała sytuacją... Kamera tymczasem przemieszcza się lekko, zostawiając Sabre w spokoju, ale pokazując teraz jak zadowolony z siebie korytarzem przechadza się Jose Lopez. Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich, zostaje zatrzymany przez uśmiechniętego od ucha do ucha Paddy'ego Jacksona! Totalnie podekscytowany Paddula nie traci czasu, chce szybko przeprowadzić wywiad i pochwalić się Aldisowi jego przebiegiem.

Paddy Jackson: Witaj Jose, to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Twoja kariera zaczęła się...

Reporter nagle przerywa, rzuca mikrofon i zaczyna uciekać potykając się przy tym kilkukrotnie o własne nogi. Niezwykle rozbawiony Lopez odwraca się sprawdzić co tak wystraszyło Paddulę i w tym momencie nadziewa się na potężny punch, który momentalnie ściera mu ten uśmiech z twarzy. Axel Blaze wyprowadza potężny sierpowy, potem następny i jeszcze jeden. Nie zwalania tempa i ciska Jose na ścianę, od której ten się odbija, jednak wciąż nie upada. Mistrz od razu go przechwytuje i natychmiast wrzuca w skrzynie ze sprzętem technicznym. Chico Malo wpada w nie na wysokości brzucha i rozpłaszcza się tułowiem na wierzchu skrzyń. Niestety, nie ma jednak ani chwili, aby w ten sposób odpocząć, bo momentalnie dopada do niego High Life Warrior, podnosi za włosy i zaczyna uderzać jego twarzą o skrzynie. Przechodząca obok pracowniczka aż krzyknęła na widok Axela masakrującego rywala o skrzynię i zaczęła wzywać pomocy. To jednak w żadnym wypadku nie przeszkadza Blaze'owi w kontynuowaniu ataku. Przekręca jęczącego z bólu Spanish Stara i zaczyna dusić układając przedramię na jego gardle. Drugą ręką natomiast dokłada od czasu do czasu brutalne łokcie bezpośrednio na twarz. Lopezzo zaczyna krwawić! Na korytarzu słychać coraz większe poruszenie, Axel wie, że musi się śpieszyć. Wciąga Jose do końca na skrzynię, następnie odwraca się i chwyta za nogi. Szybko dźwiga go, odwraca się znowu w stronę skrzyni i wykonuje Reverse Alabama Slam! Prosto na skrzynię! Hiszpan leży, nawet nie reaguje, ale to wciąż zdecydowanie za mało dla Mistrza. Sam wchodzi na górę, podnosi rywala trzymając go za włosy, a następnie dokłada jeszcze Fade To Black! Blaze powoli wstaje i wciąż jeszcze trzęsie się z wściekłości, ale nie ma już szans na dalszy atak. W końcu dopada do niego cała grupa ochroniarzy i odciągają Mistrza od Lopeza, Blaze wcale nie stawia oporu. Do Hiszpana przychodzi lekarz, aby sprawdzić jego stan. Obraz z kamery gaśnie.

[Obrazek: 36ctt9U.png]
Singles Match
Maxwell Ransom vs Elias Shadow

Wracamy do ringu po przerwie, gdzie Elias stompuje przeciwnika w narożniku. Sędzia zaczyna odliczać, więc Lone Wolf odpuszcza, a Maxwell pokasłując powoli próbuje się podnieść. Próbę tą ucina jednak kopniak w wątrobę, po którym Ex-Wilgotniak ponownie upada na deski i zaczyna głośno pokasływać. Sędzia podchodzi do niego i sprawdza jego stan. Ransom jednak mówi mu, że jest w stanie kontynuować walkę, toteż arbiter dopuszcza do dalszej konfrontacji. Elias wykorzystuje to momentalnie i zaczyna pogardliwie obcierać butem o twarz siedzącego w narożniku oponenta, a po chwili biegnie na liny, odbija się od nich i wykonuje Facewash! Publiczność daje z siebie wszystko, by wybuczeć młodziaka jak tylko się da. Ten zaczyna się śmiać, obraca do publiczności, po czym... Oczywiście... Robi 67... To jeszcze bardziej wzmaga negatywną reakcję fanów zebranych na arenie. Beta Wolf powraca jednak do Maxwella i ponownie zaczyna obcierać mu butem po twarzy i krzycząc do niego. *I co Maksiu, gdzie jest ta wielka torta?! Gdzie ten grubas?! Widziałem przed walką, jak wchodził na stołówkę! Pewnie znowu WPIERDALA, zamiast zająć się swoim "przyjacielem"!* Shadow znowu zaczyna się zanosić śmiechem i po raz kolejny obciera twarz rywala swoim butem. Ten jednak jakby nagle nic sobie z tego nie robił... Powoli zaczyna wstawać?! W oczach Ransoma widać nowe pokłady determinacji, która pomaga mu wrócić powoli do stójki mimo ciągłego bycia upokarzanym... Ojjjj, Elias chyba się doczekał! Lekko wystraszony młokos biegnie na liny, wskakuje na nie i leci na Big Handsome Mana ze Springobard Crossbody... Ten jednak go łapie i zostaje na nogach! Publiczność zaczyna wrzeć, dopingując swojego ulubieńca, który rozgląda się dookoła, widać że ma już pewien pomysł! Jednak zaskakują go dwa szybkie łokcie wyprowadzone w bok głowy, po których upuszcza Shadowa na matę. Ten momentalnie się podnosi i wyprowadza Skibidi Kick! Jednak Maxwell unika i sam rusza na liny! I wyprowadza Running Lariat, po którym Elias robi pełne salto i upada na ten głupi ryj! Publiczność eksploduje głośnym cheerem, a młodziak po chwili odtacza się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Maksiu za to jakby odnalazł w sobie drugie życie, zaczyna zbierać energię z dopingu publiczności! I rusza na oponenta gdy tylko ten wraca do stójki w narożniku! Corner Splash! Ex-Wilgotniak odsuwa się na środek ringu, zaciska pięści i wydaje z siebie głośny okrzyk bojowy! W tym czasie Elias ostatkiem sił próbuje go ponownie zaatakować, tym razem Clotheslinem, który ku jego zgrozie zostaje uniknięty! Rozpędzony Lone Wolf wpada na liny, odbija się od nich, wraca do Ransoma i inkasuje Spinning Spinebuster! Cała hala wybucha gromkim dopingiem, mamy pin! 1...2.. Kick Out! Zawodnik pochodzący z Ediny jednak ma już gotowy dalszy plan! Chwyta za ręce Shadowa, publiczność zaczyna skandować "HANDSOMER! HANDSOMER! HANDSOMER!", Maxwell rozgląda się dookoła, potrząsa głową, podnosi przeciwnika i wykonuje Swinging Side Slam! To coś nowego! Mamy pin! 1...2...3...! Koniec walki, zwycięzcą Maxwell Ransom!

A więc koniec! Ransom odnosi swoje pierwsze zwycięstwo po latach! Ex-Wilgotniak z lekkim uśmiechem na ustach wstaje, żeby podziękować widowni za doping... Gdy nagle na rampie pojawia się Paddy Jackson! Reporter Elysium niezdarnie biegnie w kierunku ringu, zwycięzca pojedynku Maxwell spogląda na to już bez większych emocji na twarzy, ale Jackson dzielnie mknie przed siebie i w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia.

Paddy Jackson: Maxwell! Po pierwsze gratu... *jest lekko zdyszany* Gratulacje, wybacz, nie ta kondycja co kiedyś. *uśmiech* A więc Maxwell.. pojawiłeś się w LPW i zwyciężyłeś swój pierwszy pojedynek! Jakie to uczucie?

Maxwell Ransom: Witaj, Paddy. Miło Cię widzieć po takim czasie. *klepie go po ramieniu* To... Przyjemne. Nie ma co ukrywać, bardzo mi tego brakowało. To jednak dopiero początek. Nie mogę poprzestać na jednej wybranej. *zdyszany bierze kilka oddechów* Chcę udowodnić wszystkim, że Maxwell Ransom tym razem jest poważnym graczem... A nie jedynie maskotką widowni. *zerka na publikę, której część wydaje się być zaskoczona* Z całym szacunkiem do was wszystkich, to żaden atak w stronę kogokolwiek. Po prostu... Wspólnie z wami chcę też odnosić sukcesy, dokładnie tu gdzie stoję. *wskazuje na ring* Bo chociaż teraz nie ma dawnego mnie to wiem, że bez was nigdy by go nie było... I nie miałbym kogo odnaleźć na nowo.*cheer* Szukam każdego możliwego klucza. Jeśli miałby być nim prawdziwy sukces w ringu, którego tak naprawdę do tej pory nigdy nie osiągnąłem, to muszę zrobić WSZYSTKO, by ten stan rzeczy zmienić. I chcę to zrobić z WAMI! *wskazuje na widownię, która skanduje imię Ransoma*

Paddy Jackson: Swoją poważną karierę zacząłeś w WCW, od słynnego: ''are you at home?'', przekręciłeś tam też pseudonim *przełyka ślinę* Wesa Wallace'a i nazwałeś go ''May of Mahen'', do tego później oblałeś go wodą, zarzucając mu brak wilgotnych włosów. *nie może powstrzymać uśmiechu* Ogólnie szło różnie, ale na pewno trzeba przypomnieć, że byłeś tam mistrzem drużynowym wraz ze swoim przyjacielem Jean-Pierre Dolnickiem, z którym przeżyłeś wiele przygód, jak wyrywanie ''panienek'' czy  też słynne pójście na grzyby... Czy nie tęsknisz za tym? Czy w LPW nie będzie ci tego brak?

Maxwell Ransom: *wpatruje się w matę i kilkanaście sekund rozmyśla nad odpowiedzią* To wszystko jest słodko-gorzkie. Towarzyszy mi obecnie paskudne uczucie, kiedy po latach te najlepsze wspomnienia stają się neutralne, a nawet bardzo, bardzo przykre... Chcę tego czy nie, to po prostu boli... *poruszenie widowni* Tak, to okrutnie boli, kiedy etap życia, który w mojej głowie zawsze miał specjalnie miejsce, z pewnego względu zaczął stawać się moim koszmarem. Myślę, że większość z nas *patrzy na publikę* coś takiego przeżyła. Ty pewnie też, Paddy, to w końcu spotyka wszystkich, niezależnie od grubości portfela, statusu społecznego, popularności... Jestem więc pewien, że dosłownie każdy obecny obecnie na arenie jest w stanie zrozumieć uczucie, jaki mi towarzyszy... I to chyba jedyne, co mogę i chcę powiedzieć..

Max obojętnym wzrokiem wpatruje się przed siebie, a Paddy stoi chwilę w niezręcznej ciszy i drapie się po karku.

Paddy Jackson: Cieszymy się, że wróciłeś Maxwell, jesteś wzorem dla wielu. *klepie go po ramieniu* Ostatnie pytanie, by cię nie przemęczać. Może nie jest to do końca na miejscu, ale wielu twoich fanów chciałoby to wiedzieć... czy usłyszymy jeszcze ''I AM HANDSOMER''? *publika powtarzała to za Paddym*

Maxwell Ransom: Może? Nie wiem... *zawstydzony gładzi się po łysinie* W każdym razie, na pewno nie teraz. *lekki śmiech* To też sprawa przeszłości i... *wzdycha* To skomplikowane. Przepraszam, ale nie wiem do końca co na to odpowiedzieć... *zwiesza głowę*

Paddy Jackson: Najważniejsze, by wszystko ci się układało. Jeszcze raz gratuluję wygranej! I dziękuję ci za rozmowę mimo zmęczenia.

Panowie podają sobie rękę, a fani nagradzają to cheerem, obaj też powoli udają się na zaplecze, a obraz z kamery znika.

Odpala się przednia kamera w telefonie i od razu widać z bliska twarz Dereka Halloway’a jakby stary odpalał przednią kamerkę. Sprawdza czy wszystko działa.

Derek Halloway: Halo, słychać mnie? *Derek coś czyta na telefonie* Kurde, zdecydujcie się, a nie trollujecie! *Halloway znów coś czyta* Dobra, jak nie słychać to trudno. Witam wszystkich oświeconych! Widzowie, tym razem na wstępie chciałem wam się zaprezentować.

Derek dziś się nie przygotował i po prostu oparł telefon o jakiś kubek. Halloway cofa się kilka kroków i prezentuje taką pozę. Przez chwilę widać Dereka, ale za moment telefon przeważa kubek, przez co ten spada kamerą w dół i teraz widać ciemność. Za chwilę jednak, Halloway podnosi urządzenie i sprawdza czy nie zalał go napojem.

Derek Halloway: Cholerni producenci kubków! Nawet oni czyhają na moje nerwy, ale nie dam się! Zaprezentowałem się wam, żebyście zobaczyli, że wszystko ze mną dobrze. To teraz oficjalnie zaczynamy nasz przebudzony live stream! Zadawajcie pytania, a ja będę na nie odpowiadał zgodnie z prawdą. *Derek czyta czat* Człowiek o nicku Mr. Terry pyta: „czy teoria spiskowa związana z gołębiami to prawda”. *Derek wali facepalma takiego, że echo się poniosło* Już to kiedyś tłumaczyłem. Po pierwsze, to nie są teorie spiskowe, tylko objawiona prawda na temat świata. Ludzie próbujący nas zdyskredytować będą tak mówić, żeby zrobić z nas wariantów, ale nie dajcie się temu nigdy! Po drugie owszem. Przecież sami widzicie co robią nie tylko gołębie, ale również inne ptaki. Siadają na liniach energetycznych i jakoś nic one im nie robią. To przecież oczywiste, że ptaki to tak naprawdę drony, które ładują się w ten sposób, żeby latać dalej i zbierać informacje. Zapytacie czyje są te drony, to przecież oczywiste. Prawdopodobnie wywiad każdego państwa ma z tych dronów pożytek. Strzeżcie się ptaków! *Halloway milknie i czyta dalej* JacobSmallTerrace69 pyta: „co sądzisz o zamachach z 11 września”. Słuchaj, no to co powinni sądzić wszyscy, ale z jakiegoś powodu tego nie robią. To był zamach, ale rządu USA na swoich własnych obywateli. To była zbrodnia na skalę światową i ten smród będzie się ciągnął za USA po wieki wieków. Jesteście kanaliami na czele z tym pieprzonym Bushem, który bez najmniejszego problemu wszystko zatwierdził. Dobra już kończę ten temat, bo zaraz się zagotuję. *Derek się uspokaja i czyta dalej czat*. MateuszMW pisze: „siema, kurwa, kto będzie Twoim Tag Team partnerem?” Fajnie by było jakby ktoś z Krakowa. Pozdrawiam Mateusza, gdybyś był na Elysium, to byłbyś nim Ty oczywiście, ale tak to jest bardzo dobre pytanie kto to będzie.

W tym momencie Derek zauważa przechodzącego za nim Mike’a Brutala.

Derek Halloway: Ej Mike, poczekaj!

Brutal się zatrzymał i spogląda teraz na Halloway’a. Derek podchodzi z telefonem do zaczepionego.

Derek Halloway: Szukam partnera do walki wieczoru. Chciałbyś zawalczyć ze mną ramię w ramię?

Extrememaniac zerka na telefon, po czym znowu na Truth Seekera i wzrusza ramionami

Mike F'N Brutal: Nie wiem, o czym do mnie mówisz - zresztą nie pierwszy raz Cię nie rozumiem typie i nie wiem nawet z kim mamy walczyć. Ale skoro natrafiła się okazja komuś spuścić wpierdol, to nie potrzebuję wiedzieć nic więcej.

Extremely Mad Dog spogląda prosto w telefon mistrza Eternal

Mike F'N Brutal: LET THE BODIES HIT THE FLOOR!

Po tych słowach Mike odchodzi w dalszą podróż po hali, a Derek z powrotem wraca wzrokiem do live’a.

Derek Halloway: No, partner znaleziony, to pora na CS’a *Derek zaśmiewa się i macha ręką* żartowałem. Widzisz, Mateusz, może nie udało się wziąć kogoś z Krakowa, ale jak się nie ma co się lubi, to się mówi prawdę gdzie popadnie. Dobra, kończymy tego live’a, bo za niedługo nasz Main Event. Nie przegapcie go. I pamiętajcie, only the truth can set you free.

Po tych słowach live się kończy.

***Zapraszamy na wykład hiszpańskiego profesora przyrody: hodowla kanarków, a studia z iberystyki***

Kamera przenosi nas do ringu w którym znajduje się rozłożone stanowisko do gotowania.. Tym razem na blacie znajdują się kromki pieczywa, sos beszamelowy, ser gruyère, musztarda, sos barbecue oraz miska wypełniona charakterystycznymi dla Kansas City kawałkami wołowych burnt ends. Obok składników ustawiono niewielką tabliczkę z napisem „Croque Monsieur de Kansas City à la McŁowicz”. Rob McŁowicz stoi za blatem w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy, wyraźnie zadowolony z przygotowanej przez kombinacji składników.

Rob McŁowicz: Witajcie ponownie w Pobitych Garach, miejscu, w którym kuchnia nie zna granic, rozsądek od czasu do czasu wychodzi na przerwę. Dzisiejsze menu powstało z bardzo prostego pytania: co się stanie, jeżeli francuska elegancja przyjedzie do Kansas City, poczuje zapach dymu, zobaczy porządny kawał wołowiny i nagle zrozumie, że sam ser, którego nazwa jest trudna do wymówienia nie wystarczy, żeby człowiek był syty? *Rob smaruje kromkę pieczywa beszamelem, po czym sięga po ser.* Dlatego dziś przygotujemy croque monsieur w wersji, której zapewne nie zatwierdziłaby żadna paryska akademia, bo zamiast delikatnej szynki mamy tutaj burnt ends, czyli wołowinę tak miękką, dymną i przypieczoną, że nawet człowiek bez tytułu szlacheckiego potrafi rozpoznać w niej coś wyjątkowego. *Rob układa mięso na pieczywie i dodaje niewielką ilość sosu barbecue.* Dorzucimy gruyère, beszamel, odrobinę musztardy i właśnie w ten sposób Kansas City spotka się z Francją, choć mam dziwne przeczucie, że Francja za chwilę zacznie narzekać na sposób podania, temperaturę czy brak srebrnych sztućców *Rob przykrywa kanapkę drugą kromką, dociska ją dłonią i spogląda w stronę wejścia.* Na szczęście zaprosiłem dziś człowieka, który o francuskiej klasie potrafi opowiadać dłużej, niż większość ludzi gotuje obiad, a przy okazji jest przekonany, że luksus może zastąpić charakter. Panie i panowie, mój dzisiejszy gość - Lord Sebastien!

Sang Bleu! Lord pojawia się teraz na arenie przy akompaniamencie swojej muzyki. Na sobie ma jedwabny płaszcz w kolorze burgundowym, a w ręku swoją laskę Margaux. Sel de la Terre powolnym krokiem zmierza do ringu, a kiedy któryś z fanów próbuje go dosięgnąć, żeby poklepać go po plecach, ten odsuwa się z obrzydzeniem. W końcu powolnym, dostojnym krokiem wchodzi do ringu i odbiera mikrofon od jednego z pracowników technicznych.

Lord Sebastien: Zastanawiałem się od czasu ostatniego Elysium, czy dobrze zrobiłem, że przyjąłem zaproszenie do twojego programu, Rob. Nie będę kłamał, obawiałem się, że moje wyrafinowane kubki smakowe mogą zostać zniszczone i nie myliłem się. Na początku dobrze się zapowiadało - sos beszamelowy, ser gruyère. Nawet na tą musztardę mogłem przymknąć oko, pomimo, że nie jest to pewnie musztarda Dijon. Ale te amerykańskie wytwory tutaj? Sos barbecue, wołowina w stylu Kansas? *Lord imituje teraz odruch wymiotny, a publiczność zaczyna buczeć* Nie wiem jak można to jeść i nie zwymiotować. Ale skoro tu już jestem to poświęcę swoje kubki smakowe i spróbuję tego, no dobrze nazwijmy to daniem. Gdzie są sztućce? *The Noble One rozgląda się po otoczeniu i nie widzi nigdzie sztućcy* Nie widzę ich nigdzie, chyba nie chcesz, żebym jadł to rękami jak jakieś zwierze?

Rozbawiony Rob spogląda na Lorda, a następnie przekrawa kanapkę na pół. Z wnętrza wypływa roztopiony ser, a zapach mięsa i sosu barbecue roznosi się po całym ringu.

Rob McŁowicz: Sebastien, to jest kanapka, a nie kolacja w Wersalu, więc sztućce do niej są tak samo potrzebne jak Twoja laska podczas degustacji dania. To proste, bierzesz ją w dłonie, gryziesz i pozwalasz, aby przez kilka sekund to smak przemawiał za Ciebie, co jak podejrzewam może być dla Ciebie zupełnie nowym doświadczeniem. *Rob podaje Lordowi jedną połowę kanapki* Mówisz o swoich wyrafinowanych kubkach smakowych, więc chyba odrobina wołowiny z Kansas City nie będzie w stanie ich pokonać. No dalej, udowodnij wszystkim, że pod tym płaszczem który tak dumnie nosisz kryje się coś więcej niż człowiek, który boi się pobrudzić sobie palce.

Lord odkłada laskę opierając ją o linę, a następnie odbiera kanapkę od Roba.

Lord Sebastien: Dobrze, niech będzie, zaryzykuję. Mam nadzieję, że jeżeli coś mi się stanie po zjedzeniu tego czegoś *Lord patrzy teraz z obrzydzeniem na podaną mu kanapkę* to ktoś tutaj zadzwoni po karetkę. *Lord robi gest przeżegnania się, jakby szykował się do modlitwy i bierze gryza kanapki, po którym robi wielkie oczy* To… to… jest niezłe. Kanapkę zabieram dla siebie. *Lord zwraca się w stronę Kucharza* Nie sądziłem, że ktoś twojego pochodzenia będzie w stanie stworzyć coś, co nie przypomina karmy dla ulicznych kundli. Muszę przyznać, ten smak, kompozycja i aromat są godne moich królewskich kubków smakowych. Od dzisiaj zostajesz moim prywatnym kucharzem. Od jutra będziesz przygotowywał wszystkie posiłki dla mnie. Śniadania, obiady, kolacje, przekąski między posiłkami. Wszystko. O pieniądze się nie martw, mogę ci zaoferować więcej niż zarabiasz za prowadzenie tego swojego marnego programu. Pakuj się, po gali mamy samolot do Francji. *Lord bierze teraz swoją laskę Margaux do ręki i daje sygnał Robowi, że pora na nich i muszą już opuszczać arenę*

Rob przez chwilę patrzy na Lorda w kompletnej ciszy, po czym wybucha śmiechem i opiera dłonie o blat.

Rob McŁowicz: Sebastien, przed chwilą udawałeś, że od samego zapachu tej kanapki możesz stracić swoje drogocenne kubki smakowe, a teraz zabierasz ją na później i proponujesz mi posadę w swojej kuchni. Muszę przyznać, że błyskawicznie przeszedłeś od pogardy do rekrutacji.*Rob zabiera Lordowi kanapkę i odkłada ją na blat *Ale odpowiedź brzmi nie!. Nie gotuję na rozkaz, nie podaję do stołu bogaczom i na pewno nie będę czekał w fartuchu, aż wrócisz z ringu i zaczniesz narzekać, że sos nie ukłonił ci się wystarczająco nisko. Skoro jednak przedstawiłeś mi oficjalną propozycję, przygotowałem dla ciebie równie oficjalną odpowiedź. Panowie… puśćcie bit.



Lord po wysłuchaniu dissu uśmiecha się ironicznie pod nosem kręcąc głową… Po czym Rob dostaje prosto w głowę laską Lorda i pada jak rażony piorunem! Lordowi teraz uśmiech zszedł z ust i widać na twarzy duży gniew. W końcu podnosi mikrofon do ust, aby coś powiedzieć.

Lord Sebastien: Chyba czegoś nie zrozumiałeś! To nie była propozycja! Ja zawsze dostaję to czego chcę!

Teraz Lord upuszcza mikrofon na matę ringu i go opuszcza, idąc dynamicznym krokiem w stronę zaplecza. Na twarzy cały czas maluje się wielka złość, a Rob powoli podnosi się w ringu. Obraz z kamery gaśnie.

***BREAKING NEWS! Pan Terry podczas karnawału siedział na tarasie!***

[Obrazek: DWDxyqN.png]
Tag Team Match
Derek Halloway & Mike F'N Brutal vs Zack Sabre Jr. & Edgar Dickinson

Zawodnicy już stoją przy swoich narożnikach. Po krótkich naradach w ringu zostają Brutal i Edgar. Sędzia sprawdza gotowość zawodników i nakazuje bić w gong. Panowie mierzą się wzrokiem okrążając się w ringu. Panowie się zbliżają i będzie klasyczny klincz. Jednak nie, Mike od razu i bezpardonowo atakuje oponenta Gut Kickiem. Ależ potężny heat ze strony publiczności. Double Axe Handle na zgiętym przeciwniku. Dickinson pada na matę z grymasem bólu, a Extremaniac chwyta go za rękę i wykręca w Wrist Lock. Już zaczyna się znęcać nad rywalem. Ten jednak robi przewrót w przód, piękny przerzut w przód wydostając się z uchwytu i jeszcze, na deser, atakuje Low Kickiem oponenta. Teraz to Poeta chwyta w Side Headlock rywala. Amerykanin chwilę stoi w tym potrzasku, jednak zaraz odbija się od lin razem z Edgarem i popycha go na przeciwległe liny. Dickinson wraca i mamy Shoulder Black. Mike odbija się od lin w okolicach Sabre’a, który atakuje go łokciem. Sędzia interweniuje, a Brutal rzuca się sam na Zacka. Arbiter go odciąga, a Extremaniac odwraca się w stronę oponenta, który Dropkickiem wrzuca go do narożnika, gdzie właśnie stoi ZSJ. Teraz zmiana i to Anglik wchodzi do ringu. Sabre zaczyna punchami atakować rywala i na koniec dorzuca Corner Dropkick, który wbija Mike’a w narożnik. Zack odciąga przeciwnika od lin i mamy próbę pinu, jednak zakończoną tylko na jeden. ZSJ stompuje teraz rywala. Anglik podnosi teraz za głowę oponenta w Front Facelocku i dokłada Suplex. Jednak nie, Amerykanin blokuje akcję i nie daje się wynieść. Druga próba również kończy się fiaskiem. Teraz to Brutal trzykrotnie atakuje swojego rywala punchem na brzuch i mamy Snap Suplex. Extremaniac wstaje, dokłada jeszcze stompy na rywalu i zaciąga go do swojego narożnika. Zmiana i teraz to Derek wchodzi do ringu. Zack w międzyczasie wstaje i otrzymuje Gut Kick od Halloway’a. DDT na zawodniku z Anglii. Próba pinu, 1… nie, Kickout. Mistr Eternal teraz bierze rozpęd i mamy Senton na dokładkę. Prosto na pustą matę. ZSJ w porę zdążył się przetoczyć. Foliarz trzymając się za plecy wstaje i otrzymuje Discus Elbow Smash od oponenta. Ależ teraz mocne uderzenie i próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Mike już chciał wkroczyć, ale sędzia go powstrzymał. Zack teraz wstaje i chwyta przeciwnika za rękę pomagając mu wstać. Mamy Enzuigiri od Anglika. Jednak nie, Halloway się pochyla pod nogą oponenta. Teraz Foliarz jest za plecami przeciwnika i wykonuje na nim Atomic Drop. Wyrównana walka między panami. Sabre nie pada na matę, jednak Halloway dokonuje po prostu zmiany i teraz to Brutal jest w kwadratowym pierścieniu. Pochylony ZSJ odwraca się twarzą do swojego przeciwnika, który wyprowadza punch na jego głowę. Anglik próbuje się odpłacić tym samym, jednak Extremaniac się pochyla, chwyta odpowiednio przeciwnika i mamy Uranage. Po tym ataku Brutal atakuje Dickinsona, żeby ten spadł z apronu. Teraz odwraca się do Sabre’a, który powoli się podnosi. Chwyta go w pasie będąc za jego plecami i będzie Hardcore City! Wyniesienie i piękne salto w tył ze strony Zacka. Teraz próba zmiany, ale Edgar jeszcze nie wrócił na apron. ZSJ patrzy teraz w stronę Mike’a, który biegnie w jego stronę i chce wbić go w narożnik. Anglik w ostatniej chwili ucieka w bok, Extremaniac wpada w pusty narożnik, a Zack ogłusza przeciwnika poprzez Pele Kick! Mocne kopnięcie, w międzyczasie Edgar wrócił na apron. Sabre go zaczyna rugać za to, że go nie było w narożniku jak potrzebował zmiana. Teraz to następuje, a Zack powala oponenta na matę. Amerykanin leżący na macie wygląda na zamroczonego, a Poeta wskakuje do ringu i niemal z miejsca dokłada jeszcze Epilog! Prosto na kolana Brutala! Ależ teraz Irlandczyk zwija się z bólu, a Brutal powoli zmierza do swojego narożnika. Zmiana z Derekiem, międzyczasie Dickinson jest już na nogach wciąż trzymając się za brzuch. Halloway dokłada jeszcze Gut Kick i wyniesienie na barki przeciwnika. Szykuje się Corner Powebomb! Jednak nie, Edgar atakuje głowę przeciwnika i spada za niego. Irlandczyk szybko odbija się od lin i wyprowadza Powieść na mistrzu Eternal! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Ależ tempo akcji. Teraz Edgar postanawia wejść na szczyt narożnika, ale Brutal wchodzi do ringu i łokciem sprowadza go na matę. W tym momencie ZSJ również wchodzi do ringu i atakuje trzema punchami rywala. Irish Whip w stronę narożnika i Sabre dopada do oponenta, jednak kontra ze strony Extremaniaca. Jednak nie, po prostu przyciąga do siebie przeciwnika i mamy Dead Static! Ależ mocna akcja, po której Zack pada na matę. Brutal odwraca się w stronę Edgara i ten wypłaca mu jeszcze Superkick! Jednak też zmęczony pada na matę i teraz wszyscy czterej zawodnicy leżą plackiem na macie. Po kilku chwilach widać mały ruch wśród dwójki z leżących w ringu zawodników - Sabre oraz Halloway wytaczają się poza liny i powoli wstają na nogi, po dwóch różnych stronach ringu. Z lekkimi problemami, jednak trzymają się na nogach i zaczynają coś do siebie krzyczeć... Jednak nagle obaj zostają ściągnięci za nogi z ringu i zostają wrzuceni przez dwóch niezidentyfikowanych osobników w pobliskie im barierki! Na hali zapada cisza, nikt nie ma pojęcia co się dzieje, sędzia również, jednak po krótkiej chwili zawahania zarządza No Contest!

Tymczasem tajemniczy zawodnicy wślizgują się do ringu i od razu wskakują na Brutala oraz Dickinsona którzy właśnie próbowali wstać! Zaczynają ich okładać pięściami gdzie popadnie, wszyscy dookoła są w szoku, nikt nie ma pojęcia o co chodzi... W tej chwili na arenie wybrzmiewa Salvatore Macheda - l Cunfirenti a na rampę wychodzi TEN Mężczyzna. Chwilę rozgląda się po zebranych dookoła ludziach, którzy z automatu zaczynają go wygwizdywać. Uśmiecha się jednak życzliwie, po czym spogląda w stronę ringu, gdzie jak na komendę dwaj agresorzy stają na baczność. Po chwili nieznajomy na rampie podnosi do góry kciuk i... obraca go na dół, a następnie przejeżdża nim po swojej szyi! Rozkaz zostaje wykonany! Jeden z mężczyzn podnosi Brutala, po czym popycha go w kierunku drugiego, wyższego, a ten wykonuje mu Discus Elbow który totalnie odcina Extremaniaca! Niższy z napastników natomiast od razu dopada do leżącego wciąż Dickinsona i zapina mu Muta Lock! Mija zaledwie kilka chwil, a Poeta od razu odpływa! W międzyczasie widzimy, jak - najprawdopodobniej - przywódca zmierza powoli do ringu, wciąż z szerokim uśmiechem na ustach. Nie pokrywa się to jednak z jego oczami, bowiem te są zimne niczym lód. Nagle przed nim wyrasta Halloway, który zaczyna krzyczeć coś o jednym wielkim spisku... Jednak od razu zostaje zaatakowany od tyłu, kolejnym Discus Elbowem! Co tu się dzieje! Widzimy również, że Zack Sabre podnosi się i zaczyna powoli wycofywać... Jednak trafia plecami na coś... A w zasadzie kogoś! Powoli obraca się przerażony i zaczyna przepraszać i się tłumaczyć... Kiedy nagle słyszy głośne "BUUUUUU" w swoim uchu, od drugiego z napastników! Od razu zaczyna biec i wskakuje w publiczność, uciekając jak najdalej od całej tej sytuacji i pozostawiając nie tylko swoich rywali, ale również partnera drużynowego na pastwę przybyszów! Ci natomiast wrzucają mistrza Eternal do ringu, sami również do niego wchodzą i stają nad trójką poległych ofiar. Na całe szczęście w tym momencie przybywa ratunek! Nick Aldis wybiega na rampę i zaczyna głośno wzywać ochronę! Jednak... Nikt się nie pojawia?! O co tu chodzi?! Jedna z kamer będąca do tej pory na hali przenosi się biegiem na głębsze obszary zaplecza... Gdzie widzimy jednego z ochroniarzy leżącego na podłodze, z twarzą wklejoną w posadzkę. Tuż za nim leży kolejny, tym razem jednak na plecach. Kamera przybliża się i pokazuje rzecz leżącą na klatce piersiowej mężczyzny - czerwoną różę! Obraz rozszerza się teraz i widzimy całe pobojowisko, pełno nieprzytomnych mężczyzn, również członków ekipy technicznej, a przy ciele każdego z nich spoczywa czerwona róża! Wizja wraca na arenę zmagań, gdzie widzimy uśmiechniętego przywódcę grupy, a po chwili mamy również zbliżenie na twarz przerażonego wręcz zaistniałą sytuacją Generalnego Managera Elysium! Tymczasem w ringu Derek zostaje posadzony, jedynie po to by zainkasować od przywódcy Inverted Shining Wizard które odcina mu prąd! Wyższy z pierwotnych napastników podnosi natomiast Dickinsona i dokłada mu jeszcze Running Sitout Chokeslam, a niższy zapina Brutalowi Pentagram Choke! Po chwili cała trójka jest nieprzytomna! Przywódca teraz zaczyna... małą wyliczankę?! I pada na Edgara! Ten zostaje podniesiony i wyrzucony poza ring! Przywódca oprawców wyciąga spod ringu krzesełko, które podaje drugiemu z nich, ten nakłada je na głowę Poety, a trzeci, najwyższy i najbardziej wyrywny z całej trójki wynosi go do góry, trzymając za jego ręce. I O ZGROZO! CRUCIFIX POWERBOMB NA STÓŁ KOMENTATORSKI! W międzyczasie lider ponownie wsuwa się do ringu i dokłada Brutalowi oraz Halloway'owi po jeszcze jednym Inverted Shining Wizard! A poza ringiem, niższy z dwójki zapina jeszcze Edgarowi Pentagram Choke, wciąż z krzesełkiem na szyi! I nie zamierza odpuścić! Przywódca po chwili wychodzi z ringu i nakazuje przerwanie dźwigni, a następnie z kieszeni wewnątrz płaszcza wyciąga różę, którą kładzie na Edgarze. Obaj po tym ponownie wślizgują się do kwadratowego pierścienia, gdzie spokojnie oczekuje na nich najwyższy napastnik. Szef bandy kładzie teraz różę na piersi znokautowanego Halloway'a oraz Brutala, a po chwili cała trójka staje w linii wpatrując się w publikę. Kamera pokazuje nam jeszcze Aldisa, u którego na twarzy w dalszym ciągu wymalowane jest przerażenie. I tym widokiem...

KOŃCZY SIĘ DRUGA GALA SPOD SZYLDU ELYSIUM!

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
01.08.2026, 07:52
#2
ETW: jeeest ramoneska, kurdebele. No teraz to same sukcesy będą. Jestem w połowie i naprawdę fajnie się to czyta. Można wczuć się w klimat. Fajnie też opisani aktorzy. A raczej uczestnicy, kurczę zapomniałem, że to prawdziwe życie. Bardzo dobrze rozpisana bójka. Krótka, treściwa. Wszystko człowiek widzi oczami wyobraźni. Brawo, nie wiem czy to Remik, czy Carni, ale brawo.

Pierwsza walka: no proszę, od razu zaczynamy od waleczki. Oho, napisane jest kursywą, więc chyba nie będzie to po prostu pojedynek. No panowie prowadzący zażarty konflikt nie mogli tak po prostu walczyć ze sobą, bo ten pojedynek ma bardzo mocne podstawy do tego, żeby być na PPV. O proszę, czyli GM zezwala na brawl. Nie pamiętam takiej sytuacji. Kojarzę, że zazwyczaj GM za wszelką cenę nakazuje odciągnąć obu agresorów od siebie. to jest prawdziwy GM kurde, a nie tam jakieś Adamy Pieaerce’y albo inne. Ajajajajaj takie nastąpienie piętą na stopę zawsze wydaje mi się mocne. Fajnie rozpisana ta potyczka, naprawdę dobra zabawa. Zapowiada się jakaś konkretna stypulacja, takie mam wrażenie.

Sabre i pokemony: srał na to Brutal XD. Doskonale to było. Kolega zaraz osiwieje z tych nerwów normalnie. Elias jest zawieszony w swoim wymiarze. Rozmowa z nim nie ma sensu. Tylko 100 było i sam sobie nie poprawił humoru, ale widać, że myśli nad Ransomem. Snorlax XD Ten jak jeździ po wszystkich jebaniec XD. Widać, że męczy się w niewłaściwym miejscu z niewykorzystanym swoim potencjałem. I jeszcze stożkowa z Ospreayem, zajebisty ten segment, doprawdy. No, wyjebane w Omegę i jego nędzny pas World Championship, tu jest walka z HALLOWAY’EM! Nie rozumisz jakie to poważne jest gówno XD. Tak się dobrze bawię przy tym segmencie, doprawdy. Taki purysta jak Sabre musi się męczyć w chuj w takiej federacji. Ten jeszcze wyskakuje zza rogu XD. Trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby funkcjonować w takich warunkach. Zajebisty segment, brawo panowie.

Dobre reklamy doktorat ciekaw czy Silasa też weźmie ze sobą do reklamy na przykład kisielu.

Edgar: aha, to jest ta kontynuacja rozmów z psychologiem czy tam psychiatrą? Tzn. chyba nie kontynuacja, tylko pan kolega tutaj chyba po prostu chodzi na terapię. Jeśli mówimy o dwóch panach, to poprawna forma jest „obydwaj”. „Obydwoje” natomiast odnosi się do sytuacji gdzie jest kobieta k mężczyzna. No chyba, że to taki pocisk podprogowy XD. Ale faktycznie, Edgar żyje w takim świecie, przeświadczeniu, gdzie to on jest tak jakby headbookerem tego wszystkiego, ciekawe. Ale świetna metafora astronomiczna. Cisza przed burzą o kurde, ciekawe co szykuje się dla Poety. Bardzo jestem ciekaw, tak mi się podoba ta postać, widać w tym wszystkim eteryczność, takie bycie w swoim świecie. Mega.

Pojedynek 2: oho, tym razem Jeff zostanie rozjebany. Ciekawe kiedy będzie jakiś program z tym związany. W sensie z Silasem i Kline’m. Oj tam nie dosłyszał pod koniec, co spowodowało, być może, trwały uszczerbek na zdrowiu. Komu z nas się to nie przytrafiło XD. Doktor musi lepszy sprzęt zakupić. A w ogóle śmieszne by było, jakby kiedyś mu się w połowie zdania zaciął ten sprzęt i Silas nie mógłby zakończyć walki, bo nie dostałby takiej komendy i tylko cały czas atakowałby oponenta bez finishera i przypięcia. Albo właśnie po finisherze zaciąłby się, a ten nie mógłby się zatrzymać nawet po walce. No bardzo jest to ciekawe, już drugi tydzień mamy takie coś i czekam aż wpadną panowie w jakiś program z kimś konkretniejszym.

James i znaki zapytania: ja tak tylko zapytam. River to jest jakieś drugie imię czy pseudonim czy co? XD rozterki związane z opuszczeniem domu. To często nie są miłe rozmowy/przemyślenia. Ależ to jest w ogóle filmowe. Nie jestem fanem westernów, ale gdy to czytam, to tak o tym myślę. Konie, kowboje, zajebiste widoki. Coś pięknego. Po tym segmencie śmiem stwierdzić, że chłop będzie bardzo dobrym zawodnikiem. Ależ to się dobrze czytało, rany koguta. Mamy naprawdę dobrą pakę na Elysium. O ile do nas trafi.

No jak to przerzuci się, Johnson’s baby inwestuje tylko w jednego wrestlera w tej federacji. To nie wystarczy być łysym, na to trzeba zasłużyć.

Rozterki szabli: Sabre by złożymy tego Crowe jak origami tymi swoimi dźwigniami itp. Ten jak desperat szuka partnera. Co tam najwyżej byłby handicap, przecież tak poważny wrestler powinien dać sobie radę. Fajna metafora z pokemonami i brakiem ewolucji. O kurde, lubię takie wypowiedzi jak ta Jose. Którymś, treściwa i jaka wredna na dodatek XD. I zaczyna opisywać karierę, złoto te segmenty dzisiaj, naprawdę. Nie było do tej pory złego segmentu. Dom wiariatów patrząc ze strony ZSJ XD. Ale w ogóle jak trędowatego go traktują. Kurde, szkoda, zajebiste by było, jakby Zack spojrzał na Philla, który przebrał się za Sabre’a XD. Ale to i tak dobre. Dzięki za prztyczek w nos z tymi wyspami Kanaryjskimi XD. Może jednak zmienię to co piszę w walkach, zobaczymy. O i jeszcze brawl na koniec. Ależ czuć między nimi tą wrogość. Oj ta Alabama Slam potężna na skrzynię, jeszcze Reverse, czyli twarzą i w ogóle przodem ciała. Bardzo dobre widowisko. Cały segment był wprost doskonały.

Pojedynek 3: widziałem od panów z HB zażartą walkę na PZ przed walką, więc spodziewam się mocnych grzmotów. A jednak Ransom, arkusz kalkulacyjny jest bezlitosny.

Wywiad po walce: juz myślałem, że na starcie będzie Paddy, który wpadnie pod ring po potknięciu się jak kiedyś podczas GRR w WWE zrobił w trakcie wejściówki Titus O’Neil, który zresztą chyba użycza wyglądu Jacksonowi. Dobre pierwsze promo, fajny face się szykuje. Ej, przydatne to streszczanie karier, bo dzięki temu człowiek dużo jest sobie w stanie przypomnieć albo wręcz poznać. Obecny obecnie takie trochę masło maślane. Ale wiadomo o co chodzi, chociaż można zawsze to ubrać w inne słowa. Bardzo fajny wywiad, Maxwell jakby nieco weselszy tym razem. Dobrze się to czytało.

Segment: tak tylko chcę dopisać, że zabawnie się teraz to czyta, iż tak poważny wrestler przez 2/3 gali szuka TT partnera, a Halloway tylko zawołał Brutala i już XD.

No dobra, dobra, przepraszam, macie rację, powinienem bardziej się przyłożyć do tych zagadnień geograficznych XD. Obiecuję poprawę.

Pobite gary: przecież to są pobite gary, dlaczego nie ma tego wielkiego obrazka z pobitymi garami? Oho, francuska elegancja, będzie ten Seba z Francji dziejącym gościem jak nic. Fajne połączenie czegoś z Kansas City z Francuskim daniem. Między panami ostatnio iskrzyło, ciekawe w co się to przerodzi. Ten kanapkę będzie sztućcami jadł XD. Zajebiscie. Nie no dobra wypowiedź arystokraty. Czuć w tym tą wyższość. Pasuje ogólnie do midcardu/upper-midcardu. Ale jaka szybka zmiana od obrzydzenia Robem do propozycji pracy i to za pieniądze. McŁowicz odrzuca, nic dziwnego. Dobry diss, świetny pocisk. Zajebisty segment i mam nadzieję, że program między nimi będzie kontynuowany, bo dobrze się panowie zgrywają.

Nie na tarasie, tylko na małym tarasie, żeby nie rzucać nazwiskami Wink

ME: ej, ale chyba coś mnie ominęło? Kiedy Sabre odnalazł jednak tego Dickinsona? Bo widziałem, że będzie dwa razy segment z jego udziałem szukający partnera, ale nie było tego ostatecznego odnalezienia. Dziwne. Czy to o tym pisał Jakub, że ktoś tu nie dosłał materiałów? Poza tym pisałem ja, poza samą końcówką, miłej lektury. Trochę przydługa mi wyszła, ale i tak jeden post (tak się robi galę, Rysiu). O, mamy non contest i atak grupy.

Po walce: ci co zaczęli atakować zawodników to ci ski, którzy zaatakowali Dereka i Zacka? Ciekawe czy tak jest. Czy to po prostu nie są następni. O, ciekawe czy będzie to Ciampa czy ktoś kto używa jego wyglądu. Bo w ogóle zajebisty zawodnik ten Tommaso irl i z zajebistym movesetem. Aha czyli są tylko dwaj. Jakiś atak skierowany na mistrza Eternal! Nie było szczególnie zainteresowani ZSJ, więc to raczej to. Ależ zdewastowany Derek, spisek jak się patrzy. Nie no, czytam dalej i wszyscy zostali zniszczeni. Ciekawe co z tego wyniknie, bo bardzo dużo pytań przyniósł ten atak. A z tą różą, to możliwe, że wiadomo, któryś komentarz jednego z użytkowników mi to nieco rozjaśnił.

Podsumowując: zajebista gala. Naprawdę od początku do końca akcja na najwyższym poziomie, wszyscy dowieźli ekstra. Jedynie brak wyboru Dickinsona mnie tutaj zastanawia, ale to się chyba wyjaśni. Elysium tu króluje!

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
01.08.2026, 07:52 #2
ETW: jeeest ramoneska, kurdebele. No teraz to same sukcesy będą. Jestem w połowie i naprawdę fajnie się to czyta. Można wczuć się w klimat. Fajnie też opisani aktorzy. A raczej uczestnicy, kurczę zapomniałem, że to prawdziwe życie. Bardzo dobrze rozpisana bójka. Krótka, treściwa. Wszystko człowiek widzi oczami wyobraźni. Brawo, nie wiem czy to Remik, czy Carni, ale brawo.

Pierwsza walka: no proszę, od razu zaczynamy od waleczki. Oho, napisane jest kursywą, więc chyba nie będzie to po prostu pojedynek. No panowie prowadzący zażarty konflikt nie mogli tak po prostu walczyć ze sobą, bo ten pojedynek ma bardzo mocne podstawy do tego, żeby być na PPV. O proszę, czyli GM zezwala na brawl. Nie pamiętam takiej sytuacji. Kojarzę, że zazwyczaj GM za wszelką cenę nakazuje odciągnąć obu agresorów od siebie. to jest prawdziwy GM kurde, a nie tam jakieś Adamy Pieaerce’y albo inne. Ajajajajaj takie nastąpienie piętą na stopę zawsze wydaje mi się mocne. Fajnie rozpisana ta potyczka, naprawdę dobra zabawa. Zapowiada się jakaś konkretna stypulacja, takie mam wrażenie.

Sabre i pokemony: srał na to Brutal XD. Doskonale to było. Kolega zaraz osiwieje z tych nerwów normalnie. Elias jest zawieszony w swoim wymiarze. Rozmowa z nim nie ma sensu. Tylko 100 było i sam sobie nie poprawił humoru, ale widać, że myśli nad Ransomem. Snorlax XD Ten jak jeździ po wszystkich jebaniec XD. Widać, że męczy się w niewłaściwym miejscu z niewykorzystanym swoim potencjałem. I jeszcze stożkowa z Ospreayem, zajebisty ten segment, doprawdy. No, wyjebane w Omegę i jego nędzny pas World Championship, tu jest walka z HALLOWAY’EM! Nie rozumisz jakie to poważne jest gówno XD. Tak się dobrze bawię przy tym segmencie, doprawdy. Taki purysta jak Sabre musi się męczyć w chuj w takiej federacji. Ten jeszcze wyskakuje zza rogu XD. Trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby funkcjonować w takich warunkach. Zajebisty segment, brawo panowie.

Dobre reklamy doktorat ciekaw czy Silasa też weźmie ze sobą do reklamy na przykład kisielu.

Edgar: aha, to jest ta kontynuacja rozmów z psychologiem czy tam psychiatrą? Tzn. chyba nie kontynuacja, tylko pan kolega tutaj chyba po prostu chodzi na terapię. Jeśli mówimy o dwóch panach, to poprawna forma jest „obydwaj”. „Obydwoje” natomiast odnosi się do sytuacji gdzie jest kobieta k mężczyzna. No chyba, że to taki pocisk podprogowy XD. Ale faktycznie, Edgar żyje w takim świecie, przeświadczeniu, gdzie to on jest tak jakby headbookerem tego wszystkiego, ciekawe. Ale świetna metafora astronomiczna. Cisza przed burzą o kurde, ciekawe co szykuje się dla Poety. Bardzo jestem ciekaw, tak mi się podoba ta postać, widać w tym wszystkim eteryczność, takie bycie w swoim świecie. Mega.

Pojedynek 2: oho, tym razem Jeff zostanie rozjebany. Ciekawe kiedy będzie jakiś program z tym związany. W sensie z Silasem i Kline’m. Oj tam nie dosłyszał pod koniec, co spowodowało, być może, trwały uszczerbek na zdrowiu. Komu z nas się to nie przytrafiło XD. Doktor musi lepszy sprzęt zakupić. A w ogóle śmieszne by było, jakby kiedyś mu się w połowie zdania zaciął ten sprzęt i Silas nie mógłby zakończyć walki, bo nie dostałby takiej komendy i tylko cały czas atakowałby oponenta bez finishera i przypięcia. Albo właśnie po finisherze zaciąłby się, a ten nie mógłby się zatrzymać nawet po walce. No bardzo jest to ciekawe, już drugi tydzień mamy takie coś i czekam aż wpadną panowie w jakiś program z kimś konkretniejszym.

James i znaki zapytania: ja tak tylko zapytam. River to jest jakieś drugie imię czy pseudonim czy co? XD rozterki związane z opuszczeniem domu. To często nie są miłe rozmowy/przemyślenia. Ależ to jest w ogóle filmowe. Nie jestem fanem westernów, ale gdy to czytam, to tak o tym myślę. Konie, kowboje, zajebiste widoki. Coś pięknego. Po tym segmencie śmiem stwierdzić, że chłop będzie bardzo dobrym zawodnikiem. Ależ to się dobrze czytało, rany koguta. Mamy naprawdę dobrą pakę na Elysium. O ile do nas trafi.

No jak to przerzuci się, Johnson’s baby inwestuje tylko w jednego wrestlera w tej federacji. To nie wystarczy być łysym, na to trzeba zasłużyć.

Rozterki szabli: Sabre by złożymy tego Crowe jak origami tymi swoimi dźwigniami itp. Ten jak desperat szuka partnera. Co tam najwyżej byłby handicap, przecież tak poważny wrestler powinien dać sobie radę. Fajna metafora z pokemonami i brakiem ewolucji. O kurde, lubię takie wypowiedzi jak ta Jose. Którymś, treściwa i jaka wredna na dodatek XD. I zaczyna opisywać karierę, złoto te segmenty dzisiaj, naprawdę. Nie było do tej pory złego segmentu. Dom wiariatów patrząc ze strony ZSJ XD. Ale w ogóle jak trędowatego go traktują. Kurde, szkoda, zajebiste by było, jakby Zack spojrzał na Philla, który przebrał się za Sabre’a XD. Ale to i tak dobre. Dzięki za prztyczek w nos z tymi wyspami Kanaryjskimi XD. Może jednak zmienię to co piszę w walkach, zobaczymy. O i jeszcze brawl na koniec. Ależ czuć między nimi tą wrogość. Oj ta Alabama Slam potężna na skrzynię, jeszcze Reverse, czyli twarzą i w ogóle przodem ciała. Bardzo dobre widowisko. Cały segment był wprost doskonały.

Pojedynek 3: widziałem od panów z HB zażartą walkę na PZ przed walką, więc spodziewam się mocnych grzmotów. A jednak Ransom, arkusz kalkulacyjny jest bezlitosny.

Wywiad po walce: juz myślałem, że na starcie będzie Paddy, który wpadnie pod ring po potknięciu się jak kiedyś podczas GRR w WWE zrobił w trakcie wejściówki Titus O’Neil, który zresztą chyba użycza wyglądu Jacksonowi. Dobre pierwsze promo, fajny face się szykuje. Ej, przydatne to streszczanie karier, bo dzięki temu człowiek dużo jest sobie w stanie przypomnieć albo wręcz poznać. Obecny obecnie takie trochę masło maślane. Ale wiadomo o co chodzi, chociaż można zawsze to ubrać w inne słowa. Bardzo fajny wywiad, Maxwell jakby nieco weselszy tym razem. Dobrze się to czytało.

Segment: tak tylko chcę dopisać, że zabawnie się teraz to czyta, iż tak poważny wrestler przez 2/3 gali szuka TT partnera, a Halloway tylko zawołał Brutala i już XD.

No dobra, dobra, przepraszam, macie rację, powinienem bardziej się przyłożyć do tych zagadnień geograficznych XD. Obiecuję poprawę.

Pobite gary: przecież to są pobite gary, dlaczego nie ma tego wielkiego obrazka z pobitymi garami? Oho, francuska elegancja, będzie ten Seba z Francji dziejącym gościem jak nic. Fajne połączenie czegoś z Kansas City z Francuskim daniem. Między panami ostatnio iskrzyło, ciekawe w co się to przerodzi. Ten kanapkę będzie sztućcami jadł XD. Zajebiscie. Nie no dobra wypowiedź arystokraty. Czuć w tym tą wyższość. Pasuje ogólnie do midcardu/upper-midcardu. Ale jaka szybka zmiana od obrzydzenia Robem do propozycji pracy i to za pieniądze. McŁowicz odrzuca, nic dziwnego. Dobry diss, świetny pocisk. Zajebisty segment i mam nadzieję, że program między nimi będzie kontynuowany, bo dobrze się panowie zgrywają.

Nie na tarasie, tylko na małym tarasie, żeby nie rzucać nazwiskami Wink

ME: ej, ale chyba coś mnie ominęło? Kiedy Sabre odnalazł jednak tego Dickinsona? Bo widziałem, że będzie dwa razy segment z jego udziałem szukający partnera, ale nie było tego ostatecznego odnalezienia. Dziwne. Czy to o tym pisał Jakub, że ktoś tu nie dosłał materiałów? Poza tym pisałem ja, poza samą końcówką, miłej lektury. Trochę przydługa mi wyszła, ale i tak jeden post (tak się robi galę, Rysiu). O, mamy non contest i atak grupy.

Po walce: ci co zaczęli atakować zawodników to ci ski, którzy zaatakowali Dereka i Zacka? Ciekawe czy tak jest. Czy to po prostu nie są następni. O, ciekawe czy będzie to Ciampa czy ktoś kto używa jego wyglądu. Bo w ogóle zajebisty zawodnik ten Tommaso irl i z zajebistym movesetem. Aha czyli są tylko dwaj. Jakiś atak skierowany na mistrza Eternal! Nie było szczególnie zainteresowani ZSJ, więc to raczej to. Ależ zdewastowany Derek, spisek jak się patrzy. Nie no, czytam dalej i wszyscy zostali zniszczeni. Ciekawe co z tego wyniknie, bo bardzo dużo pytań przyniósł ten atak. A z tą różą, to możliwe, że wiadomo, któryś komentarz jednego z użytkowników mi to nieco rozjaśnił.

Podsumowując: zajebista gala. Naprawdę od początku do końca akcja na najwyższym poziomie, wszyscy dowieźli ekstra. Jedynie brak wyboru Dickinsona mnie tutaj zastanawia, ale to się chyba wyjaśni. Elysium tu króluje!

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
01.08.2026, 11:27
#3
Axel w swoim żywiole, klimatycznie opisana sceneria, lubię to zdecydowanie. Ogólnie miałem zamysł, żeby wyszło to tak kinowo i segment na pewno spełnił swoje zadania - mam tu na myśli przede wszystkim początek, gdzie widzimy tyłem tego Lopeza, Blaze nie wie, że się pojawił i bum, mamy atak. Bardzo fajnie Carni obkminił to z tym alkoholem, szacun. Ogólnie zajebiście dopracowane detale przy tym ataku, czy właśnie to jak Axel ogarnął kogo ma za plecami, czy pocisk Jose z brakiem gotowości, czy zachowanie ludzi obecnych w barze - klasa. Wykorzystanie sprzętu i mebli też super. Dosłownie wszystko tu zagrało, wydarzenia, treść, długość, bo nie mogło to trwać w końcu nie wiadomo ile, ktoś musiał w końcu postraszyć policja. Naprawdę profesjonalna robota. A, ciekawe czy Legend in Makingowi to specjalnie xd.

Tu żeby nie było - chłopaki byli poinformowani, co tutaj zajdzie. Ogólnie otwarcie gali walką rzadko się zdarza na e-fedach, a myślę, że warto czasem to robić (chociaż do walki tu nie doszło, ale to już nie wina Aldisa w końcu). Bardzo przejrzyście jest to napisane, Remik potrafi zdecydowanie, operowanie słownictwem też jest tu na topowym poziomie. Decyzja Nicka dla mnie logiczna, miała być walka? Miała. No to dostaną ją fani, może i bez gongu, ale po co psuć widowisko. Dalsza część również dobrze rozpisana. Myślę jednak, że Aldis mógł dać im pokazać coś troszkę dłużej, żeby padła tu jakaś mocniejsza akcja, ale z drugiej strony musi temperować takie zachowania i pokazywać, że ma wszystko pod kontrolą. Derrick kolejny raz pokazuje co myśli o tej masce, na płycie grube. Nie obraził bym się, jakby bardziej zwycięsko wyszedł z tej konfrontacji, bo Mantel zasłużył sobie na to, aczkolwiek może trzeba zostawić coś jeszcze na później? Udany segment, nietypowe rozpoczęcie gali i to dla mnie tylko na plus. Podobało mi się, bardzo fajnie rozpisane.

Pięknie rozpisane emocje Sabre, ma on w końcu u nas bardzo krótki lont. Srał na to Brutal xD. Konfrontacja z Eliasem też piękna. Ten pierdoli po swojemu, Shadow odpowiedź równie wspaniała, w jego stylu totalnie, no chciałbym to po prostu obejrzeć, musiało by to wyglądać dojebanie xD. Jest i 67, no nie mogło tego zabraknąć. Dolnick też słusznie wkurwiony, w końcu co to za oszukaństwo xD. I ten wysiłek intelektualistyczny, boskie. Nie no, kolejna konfrontacja dojebana, musiałbym tu chwalić praktycznie każdy tekst i zachowanie jakie mogliśmy ujrzeć. Ten telefon do Willa, mega szacun, dojebany pomysł, w dodatku jak ta końcówka została pięknie rozpisana xD. W końcu kogo obchodzi jakiś Omega, jak tu Sabre ma poważną walkę. Zack już traci cierpliwość, nawet nie chciał posłuchać Ransoma do końca. A umówmy się, Maxwell jako osoba szukająca pomocy jednoznacznie by jej nie odmówiła, zwłaszcza że ZSJ niczym mu w LPW nie zdążył zaszkodzic. Jeszcze żeby go tak do końca dojebać dostał tego Dicka, jego reakcja jedyna słuszna. Cóż, perfekcyjnie dla mnie to zostało rozpisane w całości, słownictwo, emocje, gesty, mimika na najwyższym poziomie. Klasa każdy, kto dołożył do tego cegiełkę.

Reklamy chyba wszystkie moje użyte, długo nad nimi nie myślałem xd.

Emiel jak zwykle doskonale potrafi w opis scenerii, zero zaskoczenia. Krótka, ale bardzo klimatyczna rozmowa, od tego segmentu totalnie bije elegancja i to jest chyba rzecz, którą najbardziej cenię u Poety. Emiel jak ryba w wodzie odnajduje się w takich segmentach. Ostatnie pytanie i zdanie Dickinsona mega mi siadło, naprawdę idealna puenta całej rozmowy. No serio, taki krótki fragment, a tak zajebiście tu się dopasował, jakby to dosłownie był zwiastun wydarzeń z zakończenia Elysium 2. Była tu super jakość, nie ma co, a przyszłość Edgarowi przyniesie moim zdaniem bardzo ciekawy program.

Brown jak zwykle odważny xd. Na temperament, mając w pamięci jak w WCW wyrwał bejsbolem prosto w zęby, a Wes Walec napluł mu na ryj i wytarł mu o gębę buta xd. Dobrze to zostało rozpisane, podoba mi się, że nie wszystko poszło po myśli Doktorka i trzeba było kilka razy nawoływać do przerwania rzezi na Brownie. Takie defekty w końcu mogą występować i może to wzbudzić większą ciekawość, niż jakby po raz kolejny dosłownie wszystko poszło po Victora, to na duży plus. Całość jak najbardziej w porządku, może następnym razem przyjdzie czas na mocniejszego rywala? W końcu nie będziemy obijać samych jobberów, ale na start dobrze było się pokazać właśnie z takimi dwoma jopkami co LPW trzyma w rękawie.

Na starcie Game - jeśli jesteś fanem Yellowstone to proszę oceniając segment Ransoma napisać jedno zdanie recenzji o ostatnim sezonie xd. A myślę, że przypadku tu nie ma, skoro pojawiła się wzmianka o Evelyn i Beth, plus miejsce gdzie odbywa się akcja. Oczywiście to nie zarzut, ja tam lubię takie smaczki. Co do samej treści - duży plus za opis scenerii, ale Game jest zdecydowanie z tych, co to potrafi. Bardzo klimatyczna rozmowa nam tu wyszła, dużo mądrości od tajemniczego kompana Rivera, od razu widać, że bardzo dobrze poznał Jamesa. W filmach czy serialach kowboje znali się na ludziach, co tu moim zdaniem zostało uwypuklone i jest to jak najbardziej pozytyw. Waters również bardzo przyjemnie, ciężko mi go bardziej dokładnie oceniać tu solo, bo nie ma co ukrywać - miał tu dla mnie być jedynym z puzzli tworzących spójną całość. Wygląda więc na to, że coraz bliżej jego pojawienia się w LPW. Co do całości - był klimat, przyjemne dialogi, bił od tego wszystkiego taki spokój biorąc pod uwagę również scenerię, bardzo dobra robota Game.

Świetna odpowiedź Lopeza, krótka, ale treściwa i przede wszystkim wredna. Podoba mi się to przejście między dwoma segmentami. Miałem jeszcze pomysł, żeby obraz z Zacka zszedł w momencie gdy usłyszelibyśmy hałas, biegnie kamerzysta, a tam Blaze napierdala już Jose - aczkolwiek tak jak wyszło na gali jest również jak najbardziej w porządku. Dodam jeszcze, że idealnie się złożyło, że zarówno Paddy jak i Cwelopez pojawili się w rozmowie z Sabre, całość wydaje się przez to taka spójna, bo wszystko dzieje się w podobnym czasie i tym samym miejscu w zasadzie. Poza tym, bardzo lubię łączenie segmentów, było to uskuteczniane na Anarchy. Pora przejść do samego ataku. Wstęp fajny z tym śmiechem Jose i zesraniem Jacksona. Mocno tu wjechał Blaze, nawet bardzo, ale nie ma się co dziwić. Miał prawo być wściekły i w końcu sam znalazł szansę na odwet na Hiszpanie. Dużo czasu nie miał, ale zdążył wykonać mocne akcje. Super, że całość zwieńczyło Fade to Black w takim miejscu. Pięknie wyrwał Lopez, no należało mu się. Ochrona wpada i przerywa, Axel kolejny raz logicznie, nie będzie się z nimi bez celu szarpał, a swój cel osiągnął - Hiszpanowi najebał do krwi i udało się zemścić. Bardzo dobrze rozpisany atak, wyszło dokładnie tak, jak miało, nie mam się absolutnie do czego przyczepić. Kolejny mocny punkt gali.

Obecny obecnie, że ja tego nie ogarnąłem sam. No ale dobra, Maxwell był po walce, zmęczony, da mu się wybaczyć nieidealne słownictwo. Jego nie oceniam, Paddula zaś elegancko, dobre pytania, super oddany charakter, tym razem pisany był przez Carniego, żebym nie musiał tego robić sam ze sobą. Co najważniejsze - mieliśmy krótkie streszczenie części kariery Maksia, bez tego Paddy ani rusz. I faktycznie Zimny dobrze zauważył, że to jest zajebiście pożyteczne dla tych, co nie mieli styczności z niektórymi postaciami.

Po pierwsze - bardzo cieszę się, że udało nam się osiągnąć idealny kontrast. Sabre chodzi, krąży, dopytuje, zagaduje i chuja, a fajny kumpel Derek? Pierwsze pytanie na odpierdol i już ma partnera xd. To co chcieliśmy uwypuklić uważam, że doskonale nam się udało. Co do treści - fajny smaczek z tym kubkiem, od razu można węszyć spisku. O, jest i moja ukochana teoria spiskowa o gołębiach, szanuje xd. I akurat Pan Terry o to spytał, no idealnie się złożyło. Jest i mały taras xd. Fajne smaczki nam tu Zimny zapodał. Ogólnie jak najbardziej na plus gesty, wywody o teoriach spiskowych i kontakt z widzami, super to wszystko rozpisane. Dojebanie wyszło to ostatnie pytanie od Mateusza i reakcja Halloway'a xd. Naprawdę super nam tu Zimny całość zbudował, poziom wypowiedzi też odpowiedni, no klasa. Brutal tu krótko, ale bardzo dosadnie, w zasadzie idealnie wpasowała się odpowiedż do jego charakteru. Ten krzyk do telefonu też fajnie wypadł i świetnie wkomponował w całość. Super mi się czytało ten segment, bardzo dobra robota.

Na start ładny opis od Rysia, to lubię. W porzsdku ten wstęp Roba, pasujący do takiego programu, są szpileczki w stronę gościa, mamy to co powinno być. Plus także za wejście Lorda, odsunięcie się od fana w geście obrzydzenia to dobry smaczek. Gimmickowa, dobra pierwsza wypowiedź Sebastiena, również dobrze wpasowująca się w klimat programu. Rob dalej również leci treściwie, lekko prowokująco, tak jak powinno być. Zadziorna ta odpowiedź Lorda, ja kupuję tą formę, która została tu przedstawiona. Bardzo dobrze, że on po prostu naszego poczciwego kucharza stawiał przed faktem dokonanym, nie prosił, nie pytał - jest po prostu tak, jak sam Sebastiena mówi i w ogóle nie chce pomyśleć inaczej - tak powinien zachowywać się francuski szlachcic. Mogło się tu jednak obyć od zabrania kanapki na później, no ten moment totalnie mi nie pasował. Rob oczywiście odmawia, wypowiedź również i tutaj trzyma poziom, zwłaszcza ostatnie zdanie mi siadło z tą "oficjalną odpowiedzią". Przyjemny ten diss, bardzo fajnie wpasował się w cały segment. Reakcja Lorda dokładnie taka, jak powinna być. Chłop z takim ego mógł się srogo wkurzyć, no bo gdzieś go dissować, a w dodatku mu odmawiać. Dla niego to nie na miejscu. Cieszę się, że ten segment skończył się uderzeniem z laski, mamy dzięki temu mocny akcent na koniec. Ogólnie dobry był to segment, podgrzał atmosferę między zawodnikami i dał odpowiednie podwaliny pod następne wydarzenia między Robem, a Lordem. Początkowo miałem trochę inne wyobrażenie jak to może wyglądać. Myślałem, że moglibyśmy tutaj dostać więcej krótkich wypowiedzi, jakieś podkurwianie, przerywanie wypowiedzi Roba przez Francuza i vice versa, żeby całość przedstawiała nam trochę bardziej płynny dialog, niż speech za speech, zwłaszcza, że to taki program rozrywkowy. Myślę, że można taką formę na przyszłość też przemyśleć. Czy wyszłoby lepiej? Tego nie wiem, aczkolwiek sądzę, iż również mogło by być ciekawie. Mimo to segment w takiej formie jaką dostaliśmy także był dla mnie dobry, obaj spełnili swoje role, gimmicki nakreślone, na plus jak najbardziej również detale typu gestykulacja, program powoli nam się rozpędza, odpowiedni poziom był. No cóż więcej dodać, dla mnie to było w porządku.

Tu faktycznie, można było dołożyć entrance Edgara. Chcieliśmy to rozwiązać tak poza ekranem, Sabre widzi przebranego za poetę Tautu, dostaje olśnienia i idzie go szukać, widz może się wtedy domyślić co jest na rzeczy. Dobrze to by siadło będąc na żywo na gali i oglądając, tu rzeczywiście - trzeba było dorzucić samą wejściówkę Dickinsona. Nie jest to moim zdaniem na szczęście duży błąd. Walka bez rozstrzygnięcia, przyczyna znana. Co do samego ataku - dla mnie super rozpisany. Mocno zaprezentowani oprawcy, każdy z pozostałych w ringu zawodników wyrwał coś mocnego, posypały się finishery, no klasa. Mieliśmy mocniejszy spot na Edgarze, to też na plus, potrzeba tu było czegoś takiego. Kolejna super sprawa to zadbanie o detale, jak wejście szefa, Aldisa, pokazanie czemu ochrona nie mogła interweniować, użycie róż też nam wyjaśnia co to była za przesyłka tydzień temu. Całość widać, że była przez nową grupę perfekcyjnie zaplanowana, spacyfikowano ochroniarzy, aby nikt im nie mógł przeszkodzić podczas wygłaszania brutalnego statementu. Dla mnie klasa jak zostało to wszystko napisane, akcja, kolejność wydarzeń, zadbanie o szczegóły, pewne opisy też poskracano, żeby nie wydłużać specjalnie treści. Wiem o jakiej porze to było pisane, to tym bardziej jestem zadowolony z całości. Więcej się wyjaśni oczywiście na następnym Elysium. No Brother Jakub, dla mnie zajebiście wykonana robota, nie widzę powodów do czepialstwa. Mamy kolejne bardzo mocne zakończenie Elysium.

Miałem delikatne obawy co do tej gali przez jeszcze lekko okrojony roster i walki, jakie mogły się na niej odbyć, na co wpływ też miały pewne segmenty, które się tu pojawiły, ale obawy te były bezpodstawne. Jestem pod wrażeniem, jak dowieziono tu poziomem i należą się kolejne podziękowania każdemu, kto dołożył swoją cegiełkę do powstania drugiego Elysium. Brawa dla wszystkich.

Pozdrawiam,

Pan Terry
Fanatyk teorii spiskowej o gołębiach
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2026, 11:32 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
Panter
Moderatorzy
01.08.2026, 11:27 #3
Axel w swoim żywiole, klimatycznie opisana sceneria, lubię to zdecydowanie. Ogólnie miałem zamysł, żeby wyszło to tak kinowo i segment na pewno spełnił swoje zadania - mam tu na myśli przede wszystkim początek, gdzie widzimy tyłem tego Lopeza, Blaze nie wie, że się pojawił i bum, mamy atak. Bardzo fajnie Carni obkminił to z tym alkoholem, szacun. Ogólnie zajebiście dopracowane detale przy tym ataku, czy właśnie to jak Axel ogarnął kogo ma za plecami, czy pocisk Jose z brakiem gotowości, czy zachowanie ludzi obecnych w barze - klasa. Wykorzystanie sprzętu i mebli też super. Dosłownie wszystko tu zagrało, wydarzenia, treść, długość, bo nie mogło to trwać w końcu nie wiadomo ile, ktoś musiał w końcu postraszyć policja. Naprawdę profesjonalna robota. A, ciekawe czy Legend in Makingowi to specjalnie xd.

Tu żeby nie było - chłopaki byli poinformowani, co tutaj zajdzie. Ogólnie otwarcie gali walką rzadko się zdarza na e-fedach, a myślę, że warto czasem to robić (chociaż do walki tu nie doszło, ale to już nie wina Aldisa w końcu). Bardzo przejrzyście jest to napisane, Remik potrafi zdecydowanie, operowanie słownictwem też jest tu na topowym poziomie. Decyzja Nicka dla mnie logiczna, miała być walka? Miała. No to dostaną ją fani, może i bez gongu, ale po co psuć widowisko. Dalsza część również dobrze rozpisana. Myślę jednak, że Aldis mógł dać im pokazać coś troszkę dłużej, żeby padła tu jakaś mocniejsza akcja, ale z drugiej strony musi temperować takie zachowania i pokazywać, że ma wszystko pod kontrolą. Derrick kolejny raz pokazuje co myśli o tej masce, na płycie grube. Nie obraził bym się, jakby bardziej zwycięsko wyszedł z tej konfrontacji, bo Mantel zasłużył sobie na to, aczkolwiek może trzeba zostawić coś jeszcze na później? Udany segment, nietypowe rozpoczęcie gali i to dla mnie tylko na plus. Podobało mi się, bardzo fajnie rozpisane.

Pięknie rozpisane emocje Sabre, ma on w końcu u nas bardzo krótki lont. Srał na to Brutal xD. Konfrontacja z Eliasem też piękna. Ten pierdoli po swojemu, Shadow odpowiedź równie wspaniała, w jego stylu totalnie, no chciałbym to po prostu obejrzeć, musiało by to wyglądać dojebanie xD. Jest i 67, no nie mogło tego zabraknąć. Dolnick też słusznie wkurwiony, w końcu co to za oszukaństwo xD. I ten wysiłek intelektualistyczny, boskie. Nie no, kolejna konfrontacja dojebana, musiałbym tu chwalić praktycznie każdy tekst i zachowanie jakie mogliśmy ujrzeć. Ten telefon do Willa, mega szacun, dojebany pomysł, w dodatku jak ta końcówka została pięknie rozpisana xD. W końcu kogo obchodzi jakiś Omega, jak tu Sabre ma poważną walkę. Zack już traci cierpliwość, nawet nie chciał posłuchać Ransoma do końca. A umówmy się, Maxwell jako osoba szukająca pomocy jednoznacznie by jej nie odmówiła, zwłaszcza że ZSJ niczym mu w LPW nie zdążył zaszkodzic. Jeszcze żeby go tak do końca dojebać dostał tego Dicka, jego reakcja jedyna słuszna. Cóż, perfekcyjnie dla mnie to zostało rozpisane w całości, słownictwo, emocje, gesty, mimika na najwyższym poziomie. Klasa każdy, kto dołożył do tego cegiełkę.

Reklamy chyba wszystkie moje użyte, długo nad nimi nie myślałem xd.

Emiel jak zwykle doskonale potrafi w opis scenerii, zero zaskoczenia. Krótka, ale bardzo klimatyczna rozmowa, od tego segmentu totalnie bije elegancja i to jest chyba rzecz, którą najbardziej cenię u Poety. Emiel jak ryba w wodzie odnajduje się w takich segmentach. Ostatnie pytanie i zdanie Dickinsona mega mi siadło, naprawdę idealna puenta całej rozmowy. No serio, taki krótki fragment, a tak zajebiście tu się dopasował, jakby to dosłownie był zwiastun wydarzeń z zakończenia Elysium 2. Była tu super jakość, nie ma co, a przyszłość Edgarowi przyniesie moim zdaniem bardzo ciekawy program.

Brown jak zwykle odważny xd. Na temperament, mając w pamięci jak w WCW wyrwał bejsbolem prosto w zęby, a Wes Walec napluł mu na ryj i wytarł mu o gębę buta xd. Dobrze to zostało rozpisane, podoba mi się, że nie wszystko poszło po myśli Doktorka i trzeba było kilka razy nawoływać do przerwania rzezi na Brownie. Takie defekty w końcu mogą występować i może to wzbudzić większą ciekawość, niż jakby po raz kolejny dosłownie wszystko poszło po Victora, to na duży plus. Całość jak najbardziej w porządku, może następnym razem przyjdzie czas na mocniejszego rywala? W końcu nie będziemy obijać samych jobberów, ale na start dobrze było się pokazać właśnie z takimi dwoma jopkami co LPW trzyma w rękawie.

Na starcie Game - jeśli jesteś fanem Yellowstone to proszę oceniając segment Ransoma napisać jedno zdanie recenzji o ostatnim sezonie xd. A myślę, że przypadku tu nie ma, skoro pojawiła się wzmianka o Evelyn i Beth, plus miejsce gdzie odbywa się akcja. Oczywiście to nie zarzut, ja tam lubię takie smaczki. Co do samej treści - duży plus za opis scenerii, ale Game jest zdecydowanie z tych, co to potrafi. Bardzo klimatyczna rozmowa nam tu wyszła, dużo mądrości od tajemniczego kompana Rivera, od razu widać, że bardzo dobrze poznał Jamesa. W filmach czy serialach kowboje znali się na ludziach, co tu moim zdaniem zostało uwypuklone i jest to jak najbardziej pozytyw. Waters również bardzo przyjemnie, ciężko mi go bardziej dokładnie oceniać tu solo, bo nie ma co ukrywać - miał tu dla mnie być jedynym z puzzli tworzących spójną całość. Wygląda więc na to, że coraz bliżej jego pojawienia się w LPW. Co do całości - był klimat, przyjemne dialogi, bił od tego wszystkiego taki spokój biorąc pod uwagę również scenerię, bardzo dobra robota Game.

Świetna odpowiedź Lopeza, krótka, ale treściwa i przede wszystkim wredna. Podoba mi się to przejście między dwoma segmentami. Miałem jeszcze pomysł, żeby obraz z Zacka zszedł w momencie gdy usłyszelibyśmy hałas, biegnie kamerzysta, a tam Blaze napierdala już Jose - aczkolwiek tak jak wyszło na gali jest również jak najbardziej w porządku. Dodam jeszcze, że idealnie się złożyło, że zarówno Paddy jak i Cwelopez pojawili się w rozmowie z Sabre, całość wydaje się przez to taka spójna, bo wszystko dzieje się w podobnym czasie i tym samym miejscu w zasadzie. Poza tym, bardzo lubię łączenie segmentów, było to uskuteczniane na Anarchy. Pora przejść do samego ataku. Wstęp fajny z tym śmiechem Jose i zesraniem Jacksona. Mocno tu wjechał Blaze, nawet bardzo, ale nie ma się co dziwić. Miał prawo być wściekły i w końcu sam znalazł szansę na odwet na Hiszpanie. Dużo czasu nie miał, ale zdążył wykonać mocne akcje. Super, że całość zwieńczyło Fade to Black w takim miejscu. Pięknie wyrwał Lopez, no należało mu się. Ochrona wpada i przerywa, Axel kolejny raz logicznie, nie będzie się z nimi bez celu szarpał, a swój cel osiągnął - Hiszpanowi najebał do krwi i udało się zemścić. Bardzo dobrze rozpisany atak, wyszło dokładnie tak, jak miało, nie mam się absolutnie do czego przyczepić. Kolejny mocny punkt gali.

Obecny obecnie, że ja tego nie ogarnąłem sam. No ale dobra, Maxwell był po walce, zmęczony, da mu się wybaczyć nieidealne słownictwo. Jego nie oceniam, Paddula zaś elegancko, dobre pytania, super oddany charakter, tym razem pisany był przez Carniego, żebym nie musiał tego robić sam ze sobą. Co najważniejsze - mieliśmy krótkie streszczenie części kariery Maksia, bez tego Paddy ani rusz. I faktycznie Zimny dobrze zauważył, że to jest zajebiście pożyteczne dla tych, co nie mieli styczności z niektórymi postaciami.

Po pierwsze - bardzo cieszę się, że udało nam się osiągnąć idealny kontrast. Sabre chodzi, krąży, dopytuje, zagaduje i chuja, a fajny kumpel Derek? Pierwsze pytanie na odpierdol i już ma partnera xd. To co chcieliśmy uwypuklić uważam, że doskonale nam się udało. Co do treści - fajny smaczek z tym kubkiem, od razu można węszyć spisku. O, jest i moja ukochana teoria spiskowa o gołębiach, szanuje xd. I akurat Pan Terry o to spytał, no idealnie się złożyło. Jest i mały taras xd. Fajne smaczki nam tu Zimny zapodał. Ogólnie jak najbardziej na plus gesty, wywody o teoriach spiskowych i kontakt z widzami, super to wszystko rozpisane. Dojebanie wyszło to ostatnie pytanie od Mateusza i reakcja Halloway'a xd. Naprawdę super nam tu Zimny całość zbudował, poziom wypowiedzi też odpowiedni, no klasa. Brutal tu krótko, ale bardzo dosadnie, w zasadzie idealnie wpasowała się odpowiedż do jego charakteru. Ten krzyk do telefonu też fajnie wypadł i świetnie wkomponował w całość. Super mi się czytało ten segment, bardzo dobra robota.

Na start ładny opis od Rysia, to lubię. W porzsdku ten wstęp Roba, pasujący do takiego programu, są szpileczki w stronę gościa, mamy to co powinno być. Plus także za wejście Lorda, odsunięcie się od fana w geście obrzydzenia to dobry smaczek. Gimmickowa, dobra pierwsza wypowiedź Sebastiena, również dobrze wpasowująca się w klimat programu. Rob dalej również leci treściwie, lekko prowokująco, tak jak powinno być. Zadziorna ta odpowiedź Lorda, ja kupuję tą formę, która została tu przedstawiona. Bardzo dobrze, że on po prostu naszego poczciwego kucharza stawiał przed faktem dokonanym, nie prosił, nie pytał - jest po prostu tak, jak sam Sebastiena mówi i w ogóle nie chce pomyśleć inaczej - tak powinien zachowywać się francuski szlachcic. Mogło się tu jednak obyć od zabrania kanapki na później, no ten moment totalnie mi nie pasował. Rob oczywiście odmawia, wypowiedź również i tutaj trzyma poziom, zwłaszcza ostatnie zdanie mi siadło z tą "oficjalną odpowiedzią". Przyjemny ten diss, bardzo fajnie wpasował się w cały segment. Reakcja Lorda dokładnie taka, jak powinna być. Chłop z takim ego mógł się srogo wkurzyć, no bo gdzieś go dissować, a w dodatku mu odmawiać. Dla niego to nie na miejscu. Cieszę się, że ten segment skończył się uderzeniem z laski, mamy dzięki temu mocny akcent na koniec. Ogólnie dobry był to segment, podgrzał atmosferę między zawodnikami i dał odpowiednie podwaliny pod następne wydarzenia między Robem, a Lordem. Początkowo miałem trochę inne wyobrażenie jak to może wyglądać. Myślałem, że moglibyśmy tutaj dostać więcej krótkich wypowiedzi, jakieś podkurwianie, przerywanie wypowiedzi Roba przez Francuza i vice versa, żeby całość przedstawiała nam trochę bardziej płynny dialog, niż speech za speech, zwłaszcza, że to taki program rozrywkowy. Myślę, że można taką formę na przyszłość też przemyśleć. Czy wyszłoby lepiej? Tego nie wiem, aczkolwiek sądzę, iż również mogło by być ciekawie. Mimo to segment w takiej formie jaką dostaliśmy także był dla mnie dobry, obaj spełnili swoje role, gimmicki nakreślone, na plus jak najbardziej również detale typu gestykulacja, program powoli nam się rozpędza, odpowiedni poziom był. No cóż więcej dodać, dla mnie to było w porządku.

Tu faktycznie, można było dołożyć entrance Edgara. Chcieliśmy to rozwiązać tak poza ekranem, Sabre widzi przebranego za poetę Tautu, dostaje olśnienia i idzie go szukać, widz może się wtedy domyślić co jest na rzeczy. Dobrze to by siadło będąc na żywo na gali i oglądając, tu rzeczywiście - trzeba było dorzucić samą wejściówkę Dickinsona. Nie jest to moim zdaniem na szczęście duży błąd. Walka bez rozstrzygnięcia, przyczyna znana. Co do samego ataku - dla mnie super rozpisany. Mocno zaprezentowani oprawcy, każdy z pozostałych w ringu zawodników wyrwał coś mocnego, posypały się finishery, no klasa. Mieliśmy mocniejszy spot na Edgarze, to też na plus, potrzeba tu było czegoś takiego. Kolejna super sprawa to zadbanie o detale, jak wejście szefa, Aldisa, pokazanie czemu ochrona nie mogła interweniować, użycie róż też nam wyjaśnia co to była za przesyłka tydzień temu. Całość widać, że była przez nową grupę perfekcyjnie zaplanowana, spacyfikowano ochroniarzy, aby nikt im nie mógł przeszkodzić podczas wygłaszania brutalnego statementu. Dla mnie klasa jak zostało to wszystko napisane, akcja, kolejność wydarzeń, zadbanie o szczegóły, pewne opisy też poskracano, żeby nie wydłużać specjalnie treści. Wiem o jakiej porze to było pisane, to tym bardziej jestem zadowolony z całości. Więcej się wyjaśni oczywiście na następnym Elysium. No Brother Jakub, dla mnie zajebiście wykonana robota, nie widzę powodów do czepialstwa. Mamy kolejne bardzo mocne zakończenie Elysium.

Miałem delikatne obawy co do tej gali przez jeszcze lekko okrojony roster i walki, jakie mogły się na niej odbyć, na co wpływ też miały pewne segmenty, które się tu pojawiły, ale obawy te były bezpodstawne. Jestem pod wrażeniem, jak dowieziono tu poziomem i należą się kolejne podziękowania każdemu, kto dołożył swoją cegiełkę do powstania drugiego Elysium. Brawa dla wszystkich.

Pozdrawiam,

Pan Terry
Fanatyk teorii spiskowej o gołębiach
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2026, 11:32 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
02.08.2026, 16:43
#4
ETW - Ten atak jak najbardziej dobrze rozpisany, tam moja mała inicjatywa żeby tego Lopeza konkretniej 'ujawnić' dopiero jak się odezwie. Wiadomo, że to on, oczywiście, ale to jednak takie bardziej filmowe zagranie, że ta postać nie jest przedstawiona często w barowych scenach. My tu w zasadzie żadnych instrukcji nie dawaliśmy, Panowie sami sobie zaplanowali większość tego co się ma między nimi dziać do czasu ppv. Mi to siedzi ogólnie, jedynie to liczyłem na troszkę inne ogranie tego, bo ja osobiście nie jestem fanem tego rozwalnia czyjegoś mienia. W sensie jak chodzi o postronne osoby. Więc nie jestem fanem takiego jawnego ataku w barze, gdzie jest pewnie sporo osób. Ale to już szczegół w sumie, bo sama jakość wykonania tego segmentu jest bardzo dobra.

Kociarz vs Mantel - wiem, trochę zbaitowane tym PZ, ale chcieliśmy podbić rangę pojedynku w waszych oczach, co chyba sądząc po komentarzach raczej się udało. Wiem też, że koniec końców mimo braku posta od Spazma wyszło to wyrównanie, ale spokojnie Slayer, musisz tylko chwilę poczekać i Ci to wynagrodzimy za Twoją aktywność, bo zasługujesz. Co do samego rozpisania brawlu bardzo poprawny, cieszę się że został ograniczony do ringu, bo i tak mamy dużo segmentów zapleczowych czy też video promo na tej gali. Sama akcja autorstwa Remika, przyjemne czytadełko, dziękuję bardzo.

Sabre - mógłbym teoretycznie lać wodę i oszukiwać, że super sobie Showoff poradził w tym segmencie... No ale mi się nie chce. Wyszedł ten segment spod mojej ręki. Mam po prostu nadzieję, że się podoba xd Jest to na pewno podobna forma do tej którą stworzyłby oryginalny właściciel, bo takie były instrukcje.

Dickinson - podoba mi się ten Edgar który twierdzi że jest osobą która tworzy całą historię w LPW, bardzo fajne. Kojarzy mi się ogólnie z postacią Kustosza trochę z serii gier The Dark Pictures Anthology. Bardzo klimatyczne to wszystko jest, ja totalnie kupuję. Super się jeszcze wpasował z tym ostatnim zdaniem, jak się przeczyta całą galę to rzeczywiście wygląda tak, jakby Edgar z góry wiedział jaki jest przebieg całej historii i co wydarzy się następne.

Crowe & Kline - Rysiu został poproszony o mocniejsze uszkodzenie Browna bo było nam to potrzebne na dalszą część i wyszedł z takim pomysłem, który zaakceptowałem. I uważam że to strzał w 10. Zamiast kolejnej zwykłej rozwałki na jobberze, dostaliśmy już coś ciekawego dookoła tej postaci, mimo że to dopiero jej drugie pojawienie sie. Bardzo mi się podoba jak Rysiu to rozpisuje, jakiego języka używa, jakoś nie mam finalnie żadnych zastrzeżeń do nadmiaru gimmickowych określeń i zwrotów, bo jest to super wyważone.

Jakub Rzeka Wody - no ja naprawdę jestem bardzo zadowolony z tego jak to na razie wygląda. Wiadomo, na pewno ten Waters dostanie pazura większego na gali, szczególnie że mamy już pewne plany odnośnie tego co z nim zrobić. W ogóle pochwalę Game'a też za to, jak szybko dostaję od niego materiały, bo w sumie miałem ten segment już z półtora tygodnia temu xd Yellowstone nie oglądałem, ale już kilka dni temu mi Panter o tym wspominał i jak popatrzyłem, no to rzeczywiście jest to widoczne. Ale nie uważam tego totalnie za żaden minus, wręcz przeciwnie, uważam że to ważna umiejętność korzystać z innych twórów i wplątywać je tak umiejętnie w segmenty. Bardzo dobra robota.

Sabre część 2 - bardzo fajnie rozpisana całość, totalnie nie czuć, że mógłby to pisać ktoś inny xD no i właśnie tu nam ten Brown był potrzebny w stanie zniszczonym. Fajnie to wyszło, że zaraz po Brownie, gdzie wspomniany był Crowe, pojawia się właśnie on z doktorkiem, fajnie się to komponuje, bo mimo kilku różnych interakcji wszystko dzieje się w jednym obszarze. Też za chwilę pojawia się Lopez i Paddy, którzy mają swoje kolejne miejsce w dalszej części tego łączonego segmentu. No super to wszystko wypada. I bardzo fajnie obaj wypadli, Lopez w swoim stylu totalnie na wyjebce, a Paddy to tak jeszcze podkurwił i tak już zniszczonego psychicznie Sabre xD Salvador to będzie miał chyba jakiś romans z tą miotłą niedługo normalnie xD zajebiste to mega. No i ten Tautu w końcu mógł się znowu pojawić, w kolejnym wydaniu. Celowo nie chcieliśmy konkretnie pokazywać interakcji Sabre i Dickinsona, bo jednak niektóre rzeczy nie muszą być wypowiedziane i napisane, żeby były zrozumiałe. Przyznam tylko że rzeczywiście zabrakło nam wejść przy main evencie, żeby to logicznie wyglądało, następnym razem o to zadbamy, człowiek uczy się na błędach. Nie no, klasa rozpisana cała ta część.

Atak Blaze'a - oddzielam to w komentarzu, no bo są to w teorii dwa oddzielne segmenty, po prostu tak się złożyło że można je było fajnie i totalnie logicznie spleść ze sobą. Jak już mówiłem przy ETW, ataki w obie strony to inwencja twórcza Remika i Carnivala. Zgadzam się w teorii z Panterem, że można to już było pokazać jako rozpoczętą poza kamerą rzecz, ale tutaj z tym Paddym to super wypadło też uważam, bo fajnie nam się przewija i widać że on tak cały czas rzeczywiście poluje na te wywiady, fajnie to gra z tą szansą od Aldisa. Sam atak bardzo fajny, bardzo szczegółowo opisany, zawsze to bardzo cenię u Remika bo ma on dar do rozpisywania takich rzeczy. Super rozpoczęcie, bez ceregieli, tylko od razu zaczynamy wpierdolem. No ten Reverse Alabama Slam to wręcz próba morderstwa xD Dobrze, że Blaze tutaj nie tracił czasu, bardzo to logiczne, bo wie że z reguły ochrona u nas jest szybka i sprawna, toteż musiał się pospieszyć. I zdecydowanie potrzebne bardzo to było w końcu, żeby Axel spuścił wpierdol Lopezowi. Podoba się to dla mnie.

Maksiu wywiad - o i tu znowu Paddy na szybkości dolatuje, żeby złapać ofiarę na wywiad. Miałem tak samo jak Zimny jak to czytałem, zobaczyłem że biegnie, to przez wygląd Titusa mi się od razu skojarzyło z tą wpadką pod ring i jakoś tak podświadomie na to czekałem xD Sam wywiad naprawdę przyjemny do czytania, sprawnie przez to przebrnąłem, wszystko rozumiem, emocje oddane, logiczne że Maksiu po samej walce wygranej był w trochę lepszym humorku. Fajnie tu Panter operuje publiką bardzo i super, że Ransom zwraca się stricte do fanów z reguły, bo wbrew pozorom mało mamy takich face'ów którzy aż tak zwracają na publiczność uwagę. Paddula też super, fajnie rzeczywiście wychodzi z tymi streszczeniami jak słusznie zauważono, każdy zawodnik z  przeszłością na efedach może zostać ładnie wszystkim przypomniany.

Stream Hallowaya - xDDD tak bym to najchętniej skomentował. Naprawdę to jest dojebane. Nieładnie Pan Terry się zachował z nazywaniem yego teorią spiskową. Totalny brak szacunku, cieszę się że Derek go wyjaśnił. Czyli od dzisiaj trzeba unikać gołębi. A to szczury latające jedne. JacobSmallTerrace69. To jest gość. Widać że bardziej kumaty niż Pan Terry, nie pierdoli nic o teoriach spiskowych. I jeszcze MateuszMW xd dobrze, że wleciał to się naszemu mistrzowi przypomniało że wypadałoby znaleźć sojusznika. No i szybka sprawa, Brutal specjalnie miał też dużo nie mówić i tu z zadania też dobrze się wywiązał. Ogólnie chodziło właśnie o ten kontrast między męczarnią Sabre, a szybkim i w zasadzie bez wysiłkowym ogarnięciem tematu. Good job.

Pobite gary - segment do którego mam chyba największe zastrzeżenia. Głównie jeśli chodzi o Lorda w sumie, sam Rob i jego wypowiedzi raczej bez większych zastrzeżeń. Co do Lorda - i tak jest lepiej niż było pierwotnie, bo nie będę ukrywał, że segment przeszedł częściowy remake, ponieważ pierwotna wersja stawiała Francuza w zdecydowanie gorszym świetle. Teraz nie ma tragedii, ale oczekiwałem wciąż że zobaczę więcej pazura, więcej takiego chamskiego, wyniosłego traktowania. Nie twierdzę że odpowiednie oddanie takiego gimmicku jest super łatwe, natomiast jeśli się taki wzięło, to trzeba trochę myślę popracować nad tym w jaki sposób Lord się wypowiada. Bo na przestrzeni segmentu mamy momenty w których Lord mówi z odpowiednią mu wyższością, ale mamy też momenty w których jego wypowiedź brzmi jak bardzo regularny zawodnik. Po prostu potrzebujemy, żeby wspiął się na kolejny level, bo tu jest poprawnie i nic więcej. Wiem, że trochę omijam w tym komentarzu Roba, ale kurde no ciężko mi go oceniać w pobitych, bo to jego teren, jego piaskownica. On tam dyktuje warunki, nie są zupełnie na równi. Ale myślę, że dał wystarczająco openingów swojemu rozmówcy. Szkoda tylko, że to nie bardziej konwersacja, myślę że jednak o wiele bardziej realistyczne jest wymienianie zdań a nie długie wypowiedzi xd ogólnie wciąż oceniam na plus. Mały, ale plus.

Main event i po - no cóż, spoilerowal nie będę, ale wydaje mi się że mamy fajne plany z tym związane.

Super gala wyszła moim zdaniem, dzięki każdemu kto dołożył cegiełkę. Nie dziękuję tylko Showoffowi. Pozdro.

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
02.08.2026, 16:43 #4
ETW - Ten atak jak najbardziej dobrze rozpisany, tam moja mała inicjatywa żeby tego Lopeza konkretniej 'ujawnić' dopiero jak się odezwie. Wiadomo, że to on, oczywiście, ale to jednak takie bardziej filmowe zagranie, że ta postać nie jest przedstawiona często w barowych scenach. My tu w zasadzie żadnych instrukcji nie dawaliśmy, Panowie sami sobie zaplanowali większość tego co się ma między nimi dziać do czasu ppv. Mi to siedzi ogólnie, jedynie to liczyłem na troszkę inne ogranie tego, bo ja osobiście nie jestem fanem tego rozwalnia czyjegoś mienia. W sensie jak chodzi o postronne osoby. Więc nie jestem fanem takiego jawnego ataku w barze, gdzie jest pewnie sporo osób. Ale to już szczegół w sumie, bo sama jakość wykonania tego segmentu jest bardzo dobra.

Kociarz vs Mantel - wiem, trochę zbaitowane tym PZ, ale chcieliśmy podbić rangę pojedynku w waszych oczach, co chyba sądząc po komentarzach raczej się udało. Wiem też, że koniec końców mimo braku posta od Spazma wyszło to wyrównanie, ale spokojnie Slayer, musisz tylko chwilę poczekać i Ci to wynagrodzimy za Twoją aktywność, bo zasługujesz. Co do samego rozpisania brawlu bardzo poprawny, cieszę się że został ograniczony do ringu, bo i tak mamy dużo segmentów zapleczowych czy też video promo na tej gali. Sama akcja autorstwa Remika, przyjemne czytadełko, dziękuję bardzo.

Sabre - mógłbym teoretycznie lać wodę i oszukiwać, że super sobie Showoff poradził w tym segmencie... No ale mi się nie chce. Wyszedł ten segment spod mojej ręki. Mam po prostu nadzieję, że się podoba xd Jest to na pewno podobna forma do tej którą stworzyłby oryginalny właściciel, bo takie były instrukcje.

Dickinson - podoba mi się ten Edgar który twierdzi że jest osobą która tworzy całą historię w LPW, bardzo fajne. Kojarzy mi się ogólnie z postacią Kustosza trochę z serii gier The Dark Pictures Anthology. Bardzo klimatyczne to wszystko jest, ja totalnie kupuję. Super się jeszcze wpasował z tym ostatnim zdaniem, jak się przeczyta całą galę to rzeczywiście wygląda tak, jakby Edgar z góry wiedział jaki jest przebieg całej historii i co wydarzy się następne.

Crowe & Kline - Rysiu został poproszony o mocniejsze uszkodzenie Browna bo było nam to potrzebne na dalszą część i wyszedł z takim pomysłem, który zaakceptowałem. I uważam że to strzał w 10. Zamiast kolejnej zwykłej rozwałki na jobberze, dostaliśmy już coś ciekawego dookoła tej postaci, mimo że to dopiero jej drugie pojawienie sie. Bardzo mi się podoba jak Rysiu to rozpisuje, jakiego języka używa, jakoś nie mam finalnie żadnych zastrzeżeń do nadmiaru gimmickowych określeń i zwrotów, bo jest to super wyważone.

Jakub Rzeka Wody - no ja naprawdę jestem bardzo zadowolony z tego jak to na razie wygląda. Wiadomo, na pewno ten Waters dostanie pazura większego na gali, szczególnie że mamy już pewne plany odnośnie tego co z nim zrobić. W ogóle pochwalę Game'a też za to, jak szybko dostaję od niego materiały, bo w sumie miałem ten segment już z półtora tygodnia temu xd Yellowstone nie oglądałem, ale już kilka dni temu mi Panter o tym wspominał i jak popatrzyłem, no to rzeczywiście jest to widoczne. Ale nie uważam tego totalnie za żaden minus, wręcz przeciwnie, uważam że to ważna umiejętność korzystać z innych twórów i wplątywać je tak umiejętnie w segmenty. Bardzo dobra robota.

Sabre część 2 - bardzo fajnie rozpisana całość, totalnie nie czuć, że mógłby to pisać ktoś inny xD no i właśnie tu nam ten Brown był potrzebny w stanie zniszczonym. Fajnie to wyszło, że zaraz po Brownie, gdzie wspomniany był Crowe, pojawia się właśnie on z doktorkiem, fajnie się to komponuje, bo mimo kilku różnych interakcji wszystko dzieje się w jednym obszarze. Też za chwilę pojawia się Lopez i Paddy, którzy mają swoje kolejne miejsce w dalszej części tego łączonego segmentu. No super to wszystko wypada. I bardzo fajnie obaj wypadli, Lopez w swoim stylu totalnie na wyjebce, a Paddy to tak jeszcze podkurwił i tak już zniszczonego psychicznie Sabre xD Salvador to będzie miał chyba jakiś romans z tą miotłą niedługo normalnie xD zajebiste to mega. No i ten Tautu w końcu mógł się znowu pojawić, w kolejnym wydaniu. Celowo nie chcieliśmy konkretnie pokazywać interakcji Sabre i Dickinsona, bo jednak niektóre rzeczy nie muszą być wypowiedziane i napisane, żeby były zrozumiałe. Przyznam tylko że rzeczywiście zabrakło nam wejść przy main evencie, żeby to logicznie wyglądało, następnym razem o to zadbamy, człowiek uczy się na błędach. Nie no, klasa rozpisana cała ta część.

Atak Blaze'a - oddzielam to w komentarzu, no bo są to w teorii dwa oddzielne segmenty, po prostu tak się złożyło że można je było fajnie i totalnie logicznie spleść ze sobą. Jak już mówiłem przy ETW, ataki w obie strony to inwencja twórcza Remika i Carnivala. Zgadzam się w teorii z Panterem, że można to już było pokazać jako rozpoczętą poza kamerą rzecz, ale tutaj z tym Paddym to super wypadło też uważam, bo fajnie nam się przewija i widać że on tak cały czas rzeczywiście poluje na te wywiady, fajnie to gra z tą szansą od Aldisa. Sam atak bardzo fajny, bardzo szczegółowo opisany, zawsze to bardzo cenię u Remika bo ma on dar do rozpisywania takich rzeczy. Super rozpoczęcie, bez ceregieli, tylko od razu zaczynamy wpierdolem. No ten Reverse Alabama Slam to wręcz próba morderstwa xD Dobrze, że Blaze tutaj nie tracił czasu, bardzo to logiczne, bo wie że z reguły ochrona u nas jest szybka i sprawna, toteż musiał się pospieszyć. I zdecydowanie potrzebne bardzo to było w końcu, żeby Axel spuścił wpierdol Lopezowi. Podoba się to dla mnie.

Maksiu wywiad - o i tu znowu Paddy na szybkości dolatuje, żeby złapać ofiarę na wywiad. Miałem tak samo jak Zimny jak to czytałem, zobaczyłem że biegnie, to przez wygląd Titusa mi się od razu skojarzyło z tą wpadką pod ring i jakoś tak podświadomie na to czekałem xD Sam wywiad naprawdę przyjemny do czytania, sprawnie przez to przebrnąłem, wszystko rozumiem, emocje oddane, logiczne że Maksiu po samej walce wygranej był w trochę lepszym humorku. Fajnie tu Panter operuje publiką bardzo i super, że Ransom zwraca się stricte do fanów z reguły, bo wbrew pozorom mało mamy takich face'ów którzy aż tak zwracają na publiczność uwagę. Paddula też super, fajnie rzeczywiście wychodzi z tymi streszczeniami jak słusznie zauważono, każdy zawodnik z  przeszłością na efedach może zostać ładnie wszystkim przypomniany.

Stream Hallowaya - xDDD tak bym to najchętniej skomentował. Naprawdę to jest dojebane. Nieładnie Pan Terry się zachował z nazywaniem yego teorią spiskową. Totalny brak szacunku, cieszę się że Derek go wyjaśnił. Czyli od dzisiaj trzeba unikać gołębi. A to szczury latające jedne. JacobSmallTerrace69. To jest gość. Widać że bardziej kumaty niż Pan Terry, nie pierdoli nic o teoriach spiskowych. I jeszcze MateuszMW xd dobrze, że wleciał to się naszemu mistrzowi przypomniało że wypadałoby znaleźć sojusznika. No i szybka sprawa, Brutal specjalnie miał też dużo nie mówić i tu z zadania też dobrze się wywiązał. Ogólnie chodziło właśnie o ten kontrast między męczarnią Sabre, a szybkim i w zasadzie bez wysiłkowym ogarnięciem tematu. Good job.

Pobite gary - segment do którego mam chyba największe zastrzeżenia. Głównie jeśli chodzi o Lorda w sumie, sam Rob i jego wypowiedzi raczej bez większych zastrzeżeń. Co do Lorda - i tak jest lepiej niż było pierwotnie, bo nie będę ukrywał, że segment przeszedł częściowy remake, ponieważ pierwotna wersja stawiała Francuza w zdecydowanie gorszym świetle. Teraz nie ma tragedii, ale oczekiwałem wciąż że zobaczę więcej pazura, więcej takiego chamskiego, wyniosłego traktowania. Nie twierdzę że odpowiednie oddanie takiego gimmicku jest super łatwe, natomiast jeśli się taki wzięło, to trzeba trochę myślę popracować nad tym w jaki sposób Lord się wypowiada. Bo na przestrzeni segmentu mamy momenty w których Lord mówi z odpowiednią mu wyższością, ale mamy też momenty w których jego wypowiedź brzmi jak bardzo regularny zawodnik. Po prostu potrzebujemy, żeby wspiął się na kolejny level, bo tu jest poprawnie i nic więcej. Wiem, że trochę omijam w tym komentarzu Roba, ale kurde no ciężko mi go oceniać w pobitych, bo to jego teren, jego piaskownica. On tam dyktuje warunki, nie są zupełnie na równi. Ale myślę, że dał wystarczająco openingów swojemu rozmówcy. Szkoda tylko, że to nie bardziej konwersacja, myślę że jednak o wiele bardziej realistyczne jest wymienianie zdań a nie długie wypowiedzi xd ogólnie wciąż oceniam na plus. Mały, ale plus.

Main event i po - no cóż, spoilerowal nie będę, ale wydaje mi się że mamy fajne plany z tym związane.

Super gala wyszła moim zdaniem, dzięki każdemu kto dołożył cegiełkę. Nie dziękuję tylko Showoffowi. Pozdro.

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
02.08.2026, 20:06
#5
ET: Bardzo fajnie, klimatycznie tutaj to zostało rozpisane, przez co można było bez większych problemów sobie stworzyć pewien obraz tego segmenty. Swoją drogą bardzo to pasowało do charakteru Axela, który jednak nie jest typem osoby, która lubi być w cieniu. On uwielbia być wśród ludzi, uwielbia tworzyć momenty i w sumie taki opis w barze bardzo dobrze pasuje do jego całej prezencji. Fajny był ten smaczek, że Lopez się pojawia i nie otrzymaliśmy natychmiastowego ujawnienia. Widać, że ich konflikt coraz mocniej się zaognia, przez co takie wydarzenia z ich udziałem są bardziej niż pożądane. Sam opis ataku Hiszpana na mistrzu był rozpisany całkiem sensownie, bo jednak bójka w barze nie powinna być przesadnie długa, bo śmieszne by było, jakby Jose z Blazem zostali zawinięci przez policję. Te Hasta Luego musiało być zdecydowanie bolesne dla Axela i wątpię, by tak to zostawił bez większego odzewu. Jose prędzej czy później powinien zapłacić za taki numer, jaki wywinął. Bardzo fajnie rozwija się ta rywalizacja i tutaj należą się zdecydowanie duże pochwały dla chłopaków za całą robotę, bo widać gołym okiem, że to rywalizacja nie o pietruszkę a o najważniejsze mistrzostwo całej federacji.

Derrick Mantel vs El Garra De Gato: Panter już w zasadzie wspomniał o tym, że ja ze Spazmem byliśmy poinformowani o całości. W sumie całkiem fajne rozwiązanie, bo pojawił się pewien element zaskoczenia. Niby walka, która miała mieć swoje rozstrzygnięcie na Promo Zone. Tymczasem walka nie dochodzi do skutku i dostajemy brawl między nimi i dobry był ten smaczek, że Aldis nie przerwał tego od razu, tylko pozwolił im na dalszą bijatykę. Końcowa kwestia Aldisa jest zapowiedzią konsekwencji zarówno dla jednego, jak i dla drugiego. Patrząc na to, że jest to mój pierwszy pełnoprawny feud od czasów PHW, gdzie rywalizowałem z Rybackiem, to nie jest w sumie źle i fajnie się to rozwija z gali na galę. Zdecydowanie można pochwalić tutaj kogoś za sam koncept przeprowadzenia tego oraz sam opis brawlu. I zobaczymy co tam uda się ugotować ze Spazmem, bo potencjał jest, tylko trzeba go wykorzystać w pełni, by nie było potem jęków zawodu, że mogło być lepiej.

Zack Sabre Jr: Mamy i Sabre Jr. szukającego sobie wsparcia do walki przeciwko Hallowayowi i jego partnerowi. Ze względu na charakter Zacka to będzie mu raczej ciężko znaleźć kogoś chętnego do pomocy. Na start krótka kwestia, gdzie Anglik ma pretensje do Aldisa i Dereka o to, co czekało go tego wieczoru. Wstawka z Brutalem może śmieszyć albo i nie. Ja tam uważam, że nie było to jakoś konieczne, no chyba, że chcieliśmy tutaj humorystyczną wstawkę, to wtedy jakoś się broni. Na start mamy jego spotkanie z Eliasem, które w normalnym świecie mogłoby go jednocześnie śmieszyć i żenować. Z góry było wiadome to, że Shadow nie będzie jego koleżką od wykonywania brudnej roboty i w swoim stylu go „opluł” i sobie poszedł. Później interakcja z Dolnickiem, który go lekko podłamał swoim wielkim intelektem i sam zrezygnował z dalszej rozmowy z nim. No nie ma Zack lekkiego życia w szukaniu sobie pomocy, ale ciężko się dziwić, skoro nie jest osobą, która jest skora do wchodzenia w jakieś przyjazne stosunki. Ten telefon do Willa i końcówka mocno pasuje do Zacka, bo jednak jest on w LPW osobą o bardzo mocno wywalonym „ego” i uważa siebie za ważniejszego od reszty. Dlatego oplucie Omegi na swój sposób tak mocno do niego pasowało. No podoba mi się tutaj ten Zack. Nie przynudza i każdemu na swój sposób jakoś dopierdala, przez co całość ma jakiś „smak” i wyglądało to całościowo sensownie. Interakcja z Ransomem też ciekawa i widać, że Sabre ma w dupie wszystko i wszystkich, skoro Maxwell walczy podczas tej samej gali z Shadowem. Ciężki wieczór ma Anglik i widać, że nerwy mu puszczają totalnie, skoro nie dał nawet Maksiowi dokończyć tego, co miał do powiedzenia. Ten Dick na końcu xD. No kurde po tym to Sabre już raczej ma totalną kurwicę i dziwę się, że A’Very Big nie zarobił od niego łomotu, bo pewnie wiele by nie brakowało, jakby coś rzucił w jego kierunku. No fajne te ekscesy pretendenta do pasa Eternal i widać, że jego postępowanie wiąże się z pewnymi konsekwencjami. Ciekawi jednak, kto ostatecznie będzie z nim współpracował.

Edgar Dickinson: No czyli wracamy do wątki zapoczątkowane bodajże na drugim Colosseum (?), gdzie mieliśmy pierwszą część z terapią Dickinsona, gdzie mieliśmy zarys Edgara będącego w pewnym stopniu odklejenia. Tutaj powrócono do tego wątku i nawet jest pewne rozwinięcie. Podoba mi się kierunek obrany przez postać Emiela. Po ostatnich gorszych momentach wybrano mu fajny sposób na to, aby móc się stopniowo odbudowywać. Szczególnie podobał mi się fragment, gdzie sugerował, że wszystko się dzieje wokół niego i to on jest centrum wszelkich wydarzeń. To pasuje w pewnym stopniu do jego pewnego oderwania od rzeczywistości. Jakby nie patrzeć artysta nie zawsze musi mieć równo pod kopułą a wręcz przeciwnie. Tutaj to fajnie zostało zaznaczono i widać, że jest konkretny plan na dalsze prowadzenia Edgara i pozostaje kwestia, co będzie czekało go w najbliższym czasie.

Silas Crowe vs Jeff Brown: No tutaj chyba inaczej tego nie można nazwać jak egzekucją, dokonaną na kolejnej ofierze, w wykonaniu Crowe’a. Dobrze, że na starcie dostaje walki pod budowanie go pod coś większego. Byle nie trwało to w nieskończoność, bo szkoda marnować czas na to, by walczył z Salvadorami i innymi wynalazkami. Jak widać Crowe nie jest idealnym projektem i są momenty, gdy Doktorek traci nad nim kontrolę. Zobaczymy do czego to go zaprowadzi w najbliższym czasie, bo póki co wygrywa w mocnym stylu, ale kwestia, co pokaże on w starciach z poważniejszymi rywalami. Nie zdziwi mnie, jak zestawimy go w następnej walce z Dickiem bądź Shadowem.

James River Waters: Pamięć o nim z WCW mam akurat szczątkową i z tego, co pamiętam, to było zdecydowanie inne wcielenie. Tutaj otrzymujemy go za to w dość interesującej kreacji i przyjemnie się to czytało. Widziałem w komentarzach, że były tutaj pewne inspiracje Yellowstone, co można uznać za ciekawy smaczek. Sam osobiście nigdy nie miałem okazji obejrzeć tego serialu, ale no fajnie, że zostało coś takiego zaczerpnięte i wykorzystane w taki sposób. Bez wątpienia Game wie jak pisał takie rzeczy i było to zachowane w pewnym klimacie. Po dłuższym czasie spekulacji możemy już ostatecznie stwierdzić, że za moment zawita na Elysium, gdzie zdecydowanie może namieszać i kto wie, może będzie kolejnym rywalem dla zwycięzcy feudu Lopez vs Blaze (no chyba, że Riddle po złożeniu Rybacka będzie pierwszy w kolejce albo otrzymamy kontynuację ich rywalizacji. Na ten moment segment Watersa zdecydowanie na plus i czekam na jakieś nawiązania do Rivera Phoenixa (jeśli Game zachował dla JRW jego wygląd).

Zack Sabre Jr. Part 2: Ten to ma ciężkie życie na tym Elysium, jeśli chodzi o poszukanie partnera do walki. Lopez jak widać ma w niego srogo wyjebane i w sumie to jest ich druga interakcja od debiutu federacji. Jeśli pamięć mnie nie myli to Lopez mijał na zapleczu Sabre Jr. przed lub po jego wywiadzie. Nie potraktowałbym tego jako jakiejś sugestii, ale takie detale zawsze tworzą jakąś historię między nimi. Na ten moment cokolwiek między nimi nie ma wielkiego sensu, ze względu na przepaść w hierarchii między nimi, ale w przyszłości to kto wie. Póki co Jose ma swoje sprawy na głowie. Ta rozmowa z Paddym xD. Ja pierdziele, to w normalnym życiu by wyglądało tak komicznie. Zack szuka pomocy, tymczasem Jackson chcąc się wykazać zaczął z dupy przeprowadzać z nim wywiad (albo zamierzał) i chciał już ruszyć ze streszczeniem jego kariery. Teraz mnie nie dziwi czemu Panter pisał w sprawie jego użycia. Póki co Paddula to jedna z ciekawszych postaci na Elysium za względu na swoją otoczkę. No Sabre się mocniej wkurwił i jest już na granicy załamania nerwowego. Widzę też, że przy ostatniej kwestii jego brakuje pogrubienia przy jego ringname. W sumie w poprzedniej części też były drobne literówki, ale to akurat detal i raczej jestem ostatnim, który powinien czepiać się literówek i innych rzeczy typowo gramatycznych. Ten Salvador z miotłą to chyba miłość od pierwszego wejrzenia i w sumie też fajnie, że poza Paddym i on znalazł swoje miejsce i wykorzystujemy go na różny sposób. Czekam jednak na kolejny narybek postaci fabularnych, bo przewijają się regularnie i ciekawe, co CT wykombinowałby dla kolejnych. Reaktywacja Sludge Factory to nie byłby chyba taki zły pomysł. Jeszcze ten Tautu na koniec udający Edgara xD No ciekawe, że Zack się nie wkurwił na jego widok, ale może wyniknie z tego coś konkretniejszego.

Jose Lopez/Axel Blaze: Paddy chciał wywiadu z Zackiem i ten mu podziękował, to mamy i kolejną próbę, w tym przypadku z Lopezem. No szkoda, że ten wywiad nie mógł się normalnie odbyć, bo czekałem na streszczenie kariery Lopeza nie tylko z LPW, ale z całej jego ogólnej historii. Trochę by było tego wymieniania. No szybko przerwał to Axel i mamy rewanż za to, co ukazane zostało w ET. Po długim czasie Axel wreszcie otrzymał to, o co tak bardzo prosił - możliwość najebania Lopezowi. Dobrze, że zachowaliśmy przy tym realizm i nie było przeciągania tego w nieskończoność. Zamiast tego Blaze szybko przeszedł do rzeczy i ten atak był mocny. Te Reverse Alabama Slam na skrzynie było cholernie brutalne. Samą akcję mocno kojarzę z tym, że używał ją Drew i Moss w trakcie walki z nim zawalił przy wykonaniu tej akcji i wyglądało to cholernie groźnie. No te Fade To Black to już na kompletną dobitkę. Rywalizacja między nimi się zaognia i nie sądzę, że zakończy się ona w najbliższym czasie.

Maxwell Ransom vs Elias Shadow: Trzecia walka i podobnie jak w przypadku poprzedniej miałem tutaj dość wyraźnego faworyta. Rywalizacja między nimi na PZ pokazała jednak, że wcale nie musi być to walka do jednej mordy i w sumie Elias miał swoje momenty w tym pojedynku. Pojawiło się naturalnie 67 w jego wykonaniu. W dodatku te prowakacje w stronę Ransoma z przywoływaniem Dolnicka. To nie mogło się skończyć dobrze dla Shadowa i tak też się stało. Trochę cwaniakował i miał swoje momenty, ale ostatecznie w pełni zasłużenie wygraną zgarną Maxwell i ciekawy jestem ten, co będziemy mieli dla niego w najbliższym czasie, bo historia z Dolnickiem wymaga rozwinięcia, bo wątpię, że ten wątek zostanie porzucony, skoro mamy taką historię między nimi i ich otoczka aż prosi się o kontynuowanie całego story.

Maxwell Ransom/Paddy Jackson: Do trzech razy sztuka. Jackson po dwóch nieudanych próbach wreszcie przeprowadza udany wywiad. Widząc opis biegnącego Padduli miałem przed oczami niesławny bieg Titusa, który wjebał się po ring, co wywołało spory ubaw i było materiałem pod liczne memy. Myślałem przez moment, że otrzymamy powtórkę, tylko z udziałem Jacksona i to w LPW. Sam w sobie wywiad jak dla mnie poprawny. Maxwell całkiem dobrze odnajduje się w nowej postaci i podoba mi się to, że Jackson nawiązał do jego historii z WCW, gdzie po porzuceniu go przez pierwotnego właściciela dzięki historii z Dolnickiem mógł konkretniej zaistnieć. Jak widać przeszłość dla Ransoma jest dość bolesna i nawet niewinne wspominki Jacksona, czy pytanie w jego stronę wywołują w nim wewnętrzny ból. Bardzo dobrze to oddaje jego odczucia i mamy konkretniejszy zarys tego, co otrzymaliśmy w jego poprzednich występach.

Derek Halloway: Mistrz Eternal w swoim żywiole i jak widać, rozprawia się z kolejnymi osobami, które w jakiś sposób chcą wyśmiewać jego teorie. Ten Pan Terry musiał się tam pojawić z tymi gołębiami. Zimny widać, że czerpie z tego konkretny fun i widać to po każdym kolejnym promie w jego wykonaniu. Przy tym 11 września i uderzeniu w Stany pewnie otrzymałby spore buczenie, jeśli padłoby to na arenie w trakcie trwania gali. No poleciał tutaj ładnie i widać, że nie da się uciszyć. Nawiązanie do Mateusza też musiało się pojawić, ale gdzie jest „XD” w jego wstawce. Nie spisał się Pan w tym momencie, Panie Zimny. Trzeba to poprawić. Jak widać mimo bycia sobą, Derek potrafi znaleźć sobie sojusznika i jak widać, okazał się nim być Brutal, który nigdy nie odmówi sobie okazji do obicia komuś ryja. No ten duet to się śmiesznie wylosował, ale raz Derek prowadzi rywalizację z Sabre a dwa Mike będzie chciał się mu zrewanżować za porażkę z trzeciego Colosseum. No ciekawy duet i Sabre niech się uczy od Pana Foliarza szukania sobie sojuszników, bo Sabre całą galę się wkurwia a ten zagaduje pierwszego z brzegu i cyk, ma wsparcie jak nigdy nic.

Pobite Gary: Mam dość mieszane odczucia co do tego segmentu. Rob swoje zadanie wypełnił i wiadome było, że będzie się tutaj czuł niczym ryba w wodzie. Tymczasem Sebastien jakby w tym wszystkim zgubił z lekka swoją tożsamość. On powinien się wywyższać nad każdym kroku, tymczasem ja jakoś nie czułem jego wyższości i wręcz przeciwnie, odnosiłem wrażenie jakby został on tutaj zjedzony przez McŁowicza. Dodatkowym minusem było to jego spuszczanie się nad kanapką przygotowaną przez Roba. Domyślam się jednak, że taki był zamysł założony z góry, ale jakoś nie mogłem tego kupić. Samego disu nie będę oceniał i w sumie końcowa kwestia Lorda mogła potwierdzić moje przypuszczenia, że takie było założenie. Nie zmienia to faktu, że mocno się zawiodłem na tych Pobitych Garach i spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego. Szkoda mi tutaj trochę Roba, bo ciągnął on Lorda mocno za uszy, ale no ciężko oczekiwać cudów, skoro Lorda przez większość segmentu zapominam o tym, kim właściwie jest. Niby był jakiś zarys, ale bardzo niewyraźny i ciężko było mi się wczuć w jego postać. Widzę tutaj dość spore pole do poprawy dla Francuza, który zdecydowanie nie porwał w tym segmencie.

Main Event: Walka pod podbudowę rywalizacji Dereka z Sabrem nie mogła zakończyć się w normalny sposób. W sumie śmieszy te połączenie Zacka z Edgarem, ale przez Tautu parodiującego Dickinsona można się było tego właśnie spodziewać. No dobrali sobie tutaj zdecydowanie najmocniejsze możliwe nazwiska z Elysium, nie licząc Lopeza i Blaze’a. Sama walka jednak bardziej chyba była pod to, co miało miejsce po jej zakończeniu. Gość z wyglądem Ciampy, to musi być ta druga postać Remika. Tony Leone jak mnie pamięć nie myli. Przy okazji mamy wyjaśnione o co chodziło z różą, którą Paddy przekazał Aldisowi na poprzednim Elysium. No mocno wraz ze swoimi kompanami rozpierdolił całe towarzystwo. Ciekawe jest to, że Sabre jako jedynie nie zebrał łomotu i dali mu możliwość ucieczki. Być może będzie on częścią planu Leone. Na ten moment no mocny debiut, Włoch zrobił srogi łomot i jego pomagierzy zapewne będą go wspierali na starcie i zobaczymy, czy otrzymamy jakieś ich ujawnienie, czy bardziej pozostaniemy przy tym, co jest widoczne na ten moment. Skoro jednak Brutal i Edgar zebrali łomot, to przeczuwam dla nich potencjalne zajęcie. Leone natomiast może nie z marszu, ale z czasem ruszy po pas Eternal i przed Derekiem będzie stało zdecydowanie większe wyzwanie niż Sabre, który po turnieju jakby lekko zaczął regresować.

Ocena gali: No było to przyjemne i poza Pobitymi Garami ciężko tutaj wskazać jakiś gorszy moment gali. Przeleciałem przez to dość sprawnie i zobaczymy, co będzie miało miejsce na najbliższych galach.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
02.08.2026, 20:06 #5
ET: Bardzo fajnie, klimatycznie tutaj to zostało rozpisane, przez co można było bez większych problemów sobie stworzyć pewien obraz tego segmenty. Swoją drogą bardzo to pasowało do charakteru Axela, który jednak nie jest typem osoby, która lubi być w cieniu. On uwielbia być wśród ludzi, uwielbia tworzyć momenty i w sumie taki opis w barze bardzo dobrze pasuje do jego całej prezencji. Fajny był ten smaczek, że Lopez się pojawia i nie otrzymaliśmy natychmiastowego ujawnienia. Widać, że ich konflikt coraz mocniej się zaognia, przez co takie wydarzenia z ich udziałem są bardziej niż pożądane. Sam opis ataku Hiszpana na mistrzu był rozpisany całkiem sensownie, bo jednak bójka w barze nie powinna być przesadnie długa, bo śmieszne by było, jakby Jose z Blazem zostali zawinięci przez policję. Te Hasta Luego musiało być zdecydowanie bolesne dla Axela i wątpię, by tak to zostawił bez większego odzewu. Jose prędzej czy później powinien zapłacić za taki numer, jaki wywinął. Bardzo fajnie rozwija się ta rywalizacja i tutaj należą się zdecydowanie duże pochwały dla chłopaków za całą robotę, bo widać gołym okiem, że to rywalizacja nie o pietruszkę a o najważniejsze mistrzostwo całej federacji.

Derrick Mantel vs El Garra De Gato: Panter już w zasadzie wspomniał o tym, że ja ze Spazmem byliśmy poinformowani o całości. W sumie całkiem fajne rozwiązanie, bo pojawił się pewien element zaskoczenia. Niby walka, która miała mieć swoje rozstrzygnięcie na Promo Zone. Tymczasem walka nie dochodzi do skutku i dostajemy brawl między nimi i dobry był ten smaczek, że Aldis nie przerwał tego od razu, tylko pozwolił im na dalszą bijatykę. Końcowa kwestia Aldisa jest zapowiedzią konsekwencji zarówno dla jednego, jak i dla drugiego. Patrząc na to, że jest to mój pierwszy pełnoprawny feud od czasów PHW, gdzie rywalizowałem z Rybackiem, to nie jest w sumie źle i fajnie się to rozwija z gali na galę. Zdecydowanie można pochwalić tutaj kogoś za sam koncept przeprowadzenia tego oraz sam opis brawlu. I zobaczymy co tam uda się ugotować ze Spazmem, bo potencjał jest, tylko trzeba go wykorzystać w pełni, by nie było potem jęków zawodu, że mogło być lepiej.

Zack Sabre Jr: Mamy i Sabre Jr. szukającego sobie wsparcia do walki przeciwko Hallowayowi i jego partnerowi. Ze względu na charakter Zacka to będzie mu raczej ciężko znaleźć kogoś chętnego do pomocy. Na start krótka kwestia, gdzie Anglik ma pretensje do Aldisa i Dereka o to, co czekało go tego wieczoru. Wstawka z Brutalem może śmieszyć albo i nie. Ja tam uważam, że nie było to jakoś konieczne, no chyba, że chcieliśmy tutaj humorystyczną wstawkę, to wtedy jakoś się broni. Na start mamy jego spotkanie z Eliasem, które w normalnym świecie mogłoby go jednocześnie śmieszyć i żenować. Z góry było wiadome to, że Shadow nie będzie jego koleżką od wykonywania brudnej roboty i w swoim stylu go „opluł” i sobie poszedł. Później interakcja z Dolnickiem, który go lekko podłamał swoim wielkim intelektem i sam zrezygnował z dalszej rozmowy z nim. No nie ma Zack lekkiego życia w szukaniu sobie pomocy, ale ciężko się dziwić, skoro nie jest osobą, która jest skora do wchodzenia w jakieś przyjazne stosunki. Ten telefon do Willa i końcówka mocno pasuje do Zacka, bo jednak jest on w LPW osobą o bardzo mocno wywalonym „ego” i uważa siebie za ważniejszego od reszty. Dlatego oplucie Omegi na swój sposób tak mocno do niego pasowało. No podoba mi się tutaj ten Zack. Nie przynudza i każdemu na swój sposób jakoś dopierdala, przez co całość ma jakiś „smak” i wyglądało to całościowo sensownie. Interakcja z Ransomem też ciekawa i widać, że Sabre ma w dupie wszystko i wszystkich, skoro Maxwell walczy podczas tej samej gali z Shadowem. Ciężki wieczór ma Anglik i widać, że nerwy mu puszczają totalnie, skoro nie dał nawet Maksiowi dokończyć tego, co miał do powiedzenia. Ten Dick na końcu xD. No kurde po tym to Sabre już raczej ma totalną kurwicę i dziwę się, że A’Very Big nie zarobił od niego łomotu, bo pewnie wiele by nie brakowało, jakby coś rzucił w jego kierunku. No fajne te ekscesy pretendenta do pasa Eternal i widać, że jego postępowanie wiąże się z pewnymi konsekwencjami. Ciekawi jednak, kto ostatecznie będzie z nim współpracował.

Edgar Dickinson: No czyli wracamy do wątki zapoczątkowane bodajże na drugim Colosseum (?), gdzie mieliśmy pierwszą część z terapią Dickinsona, gdzie mieliśmy zarys Edgara będącego w pewnym stopniu odklejenia. Tutaj powrócono do tego wątku i nawet jest pewne rozwinięcie. Podoba mi się kierunek obrany przez postać Emiela. Po ostatnich gorszych momentach wybrano mu fajny sposób na to, aby móc się stopniowo odbudowywać. Szczególnie podobał mi się fragment, gdzie sugerował, że wszystko się dzieje wokół niego i to on jest centrum wszelkich wydarzeń. To pasuje w pewnym stopniu do jego pewnego oderwania od rzeczywistości. Jakby nie patrzeć artysta nie zawsze musi mieć równo pod kopułą a wręcz przeciwnie. Tutaj to fajnie zostało zaznaczono i widać, że jest konkretny plan na dalsze prowadzenia Edgara i pozostaje kwestia, co będzie czekało go w najbliższym czasie.

Silas Crowe vs Jeff Brown: No tutaj chyba inaczej tego nie można nazwać jak egzekucją, dokonaną na kolejnej ofierze, w wykonaniu Crowe’a. Dobrze, że na starcie dostaje walki pod budowanie go pod coś większego. Byle nie trwało to w nieskończoność, bo szkoda marnować czas na to, by walczył z Salvadorami i innymi wynalazkami. Jak widać Crowe nie jest idealnym projektem i są momenty, gdy Doktorek traci nad nim kontrolę. Zobaczymy do czego to go zaprowadzi w najbliższym czasie, bo póki co wygrywa w mocnym stylu, ale kwestia, co pokaże on w starciach z poważniejszymi rywalami. Nie zdziwi mnie, jak zestawimy go w następnej walce z Dickiem bądź Shadowem.

James River Waters: Pamięć o nim z WCW mam akurat szczątkową i z tego, co pamiętam, to było zdecydowanie inne wcielenie. Tutaj otrzymujemy go za to w dość interesującej kreacji i przyjemnie się to czytało. Widziałem w komentarzach, że były tutaj pewne inspiracje Yellowstone, co można uznać za ciekawy smaczek. Sam osobiście nigdy nie miałem okazji obejrzeć tego serialu, ale no fajnie, że zostało coś takiego zaczerpnięte i wykorzystane w taki sposób. Bez wątpienia Game wie jak pisał takie rzeczy i było to zachowane w pewnym klimacie. Po dłuższym czasie spekulacji możemy już ostatecznie stwierdzić, że za moment zawita na Elysium, gdzie zdecydowanie może namieszać i kto wie, może będzie kolejnym rywalem dla zwycięzcy feudu Lopez vs Blaze (no chyba, że Riddle po złożeniu Rybacka będzie pierwszy w kolejce albo otrzymamy kontynuację ich rywalizacji. Na ten moment segment Watersa zdecydowanie na plus i czekam na jakieś nawiązania do Rivera Phoenixa (jeśli Game zachował dla JRW jego wygląd).

Zack Sabre Jr. Part 2: Ten to ma ciężkie życie na tym Elysium, jeśli chodzi o poszukanie partnera do walki. Lopez jak widać ma w niego srogo wyjebane i w sumie to jest ich druga interakcja od debiutu federacji. Jeśli pamięć mnie nie myli to Lopez mijał na zapleczu Sabre Jr. przed lub po jego wywiadzie. Nie potraktowałbym tego jako jakiejś sugestii, ale takie detale zawsze tworzą jakąś historię między nimi. Na ten moment cokolwiek między nimi nie ma wielkiego sensu, ze względu na przepaść w hierarchii między nimi, ale w przyszłości to kto wie. Póki co Jose ma swoje sprawy na głowie. Ta rozmowa z Paddym xD. Ja pierdziele, to w normalnym życiu by wyglądało tak komicznie. Zack szuka pomocy, tymczasem Jackson chcąc się wykazać zaczął z dupy przeprowadzać z nim wywiad (albo zamierzał) i chciał już ruszyć ze streszczeniem jego kariery. Teraz mnie nie dziwi czemu Panter pisał w sprawie jego użycia. Póki co Paddula to jedna z ciekawszych postaci na Elysium za względu na swoją otoczkę. No Sabre się mocniej wkurwił i jest już na granicy załamania nerwowego. Widzę też, że przy ostatniej kwestii jego brakuje pogrubienia przy jego ringname. W sumie w poprzedniej części też były drobne literówki, ale to akurat detal i raczej jestem ostatnim, który powinien czepiać się literówek i innych rzeczy typowo gramatycznych. Ten Salvador z miotłą to chyba miłość od pierwszego wejrzenia i w sumie też fajnie, że poza Paddym i on znalazł swoje miejsce i wykorzystujemy go na różny sposób. Czekam jednak na kolejny narybek postaci fabularnych, bo przewijają się regularnie i ciekawe, co CT wykombinowałby dla kolejnych. Reaktywacja Sludge Factory to nie byłby chyba taki zły pomysł. Jeszcze ten Tautu na koniec udający Edgara xD No ciekawe, że Zack się nie wkurwił na jego widok, ale może wyniknie z tego coś konkretniejszego.

Jose Lopez/Axel Blaze: Paddy chciał wywiadu z Zackiem i ten mu podziękował, to mamy i kolejną próbę, w tym przypadku z Lopezem. No szkoda, że ten wywiad nie mógł się normalnie odbyć, bo czekałem na streszczenie kariery Lopeza nie tylko z LPW, ale z całej jego ogólnej historii. Trochę by było tego wymieniania. No szybko przerwał to Axel i mamy rewanż za to, co ukazane zostało w ET. Po długim czasie Axel wreszcie otrzymał to, o co tak bardzo prosił - możliwość najebania Lopezowi. Dobrze, że zachowaliśmy przy tym realizm i nie było przeciągania tego w nieskończoność. Zamiast tego Blaze szybko przeszedł do rzeczy i ten atak był mocny. Te Reverse Alabama Slam na skrzynie było cholernie brutalne. Samą akcję mocno kojarzę z tym, że używał ją Drew i Moss w trakcie walki z nim zawalił przy wykonaniu tej akcji i wyglądało to cholernie groźnie. No te Fade To Black to już na kompletną dobitkę. Rywalizacja między nimi się zaognia i nie sądzę, że zakończy się ona w najbliższym czasie.

Maxwell Ransom vs Elias Shadow: Trzecia walka i podobnie jak w przypadku poprzedniej miałem tutaj dość wyraźnego faworyta. Rywalizacja między nimi na PZ pokazała jednak, że wcale nie musi być to walka do jednej mordy i w sumie Elias miał swoje momenty w tym pojedynku. Pojawiło się naturalnie 67 w jego wykonaniu. W dodatku te prowakacje w stronę Ransoma z przywoływaniem Dolnicka. To nie mogło się skończyć dobrze dla Shadowa i tak też się stało. Trochę cwaniakował i miał swoje momenty, ale ostatecznie w pełni zasłużenie wygraną zgarną Maxwell i ciekawy jestem ten, co będziemy mieli dla niego w najbliższym czasie, bo historia z Dolnickiem wymaga rozwinięcia, bo wątpię, że ten wątek zostanie porzucony, skoro mamy taką historię między nimi i ich otoczka aż prosi się o kontynuowanie całego story.

Maxwell Ransom/Paddy Jackson: Do trzech razy sztuka. Jackson po dwóch nieudanych próbach wreszcie przeprowadza udany wywiad. Widząc opis biegnącego Padduli miałem przed oczami niesławny bieg Titusa, który wjebał się po ring, co wywołało spory ubaw i było materiałem pod liczne memy. Myślałem przez moment, że otrzymamy powtórkę, tylko z udziałem Jacksona i to w LPW. Sam w sobie wywiad jak dla mnie poprawny. Maxwell całkiem dobrze odnajduje się w nowej postaci i podoba mi się to, że Jackson nawiązał do jego historii z WCW, gdzie po porzuceniu go przez pierwotnego właściciela dzięki historii z Dolnickiem mógł konkretniej zaistnieć. Jak widać przeszłość dla Ransoma jest dość bolesna i nawet niewinne wspominki Jacksona, czy pytanie w jego stronę wywołują w nim wewnętrzny ból. Bardzo dobrze to oddaje jego odczucia i mamy konkretniejszy zarys tego, co otrzymaliśmy w jego poprzednich występach.

Derek Halloway: Mistrz Eternal w swoim żywiole i jak widać, rozprawia się z kolejnymi osobami, które w jakiś sposób chcą wyśmiewać jego teorie. Ten Pan Terry musiał się tam pojawić z tymi gołębiami. Zimny widać, że czerpie z tego konkretny fun i widać to po każdym kolejnym promie w jego wykonaniu. Przy tym 11 września i uderzeniu w Stany pewnie otrzymałby spore buczenie, jeśli padłoby to na arenie w trakcie trwania gali. No poleciał tutaj ładnie i widać, że nie da się uciszyć. Nawiązanie do Mateusza też musiało się pojawić, ale gdzie jest „XD” w jego wstawce. Nie spisał się Pan w tym momencie, Panie Zimny. Trzeba to poprawić. Jak widać mimo bycia sobą, Derek potrafi znaleźć sobie sojusznika i jak widać, okazał się nim być Brutal, który nigdy nie odmówi sobie okazji do obicia komuś ryja. No ten duet to się śmiesznie wylosował, ale raz Derek prowadzi rywalizację z Sabre a dwa Mike będzie chciał się mu zrewanżować za porażkę z trzeciego Colosseum. No ciekawy duet i Sabre niech się uczy od Pana Foliarza szukania sobie sojuszników, bo Sabre całą galę się wkurwia a ten zagaduje pierwszego z brzegu i cyk, ma wsparcie jak nigdy nic.

Pobite Gary: Mam dość mieszane odczucia co do tego segmentu. Rob swoje zadanie wypełnił i wiadome było, że będzie się tutaj czuł niczym ryba w wodzie. Tymczasem Sebastien jakby w tym wszystkim zgubił z lekka swoją tożsamość. On powinien się wywyższać nad każdym kroku, tymczasem ja jakoś nie czułem jego wyższości i wręcz przeciwnie, odnosiłem wrażenie jakby został on tutaj zjedzony przez McŁowicza. Dodatkowym minusem było to jego spuszczanie się nad kanapką przygotowaną przez Roba. Domyślam się jednak, że taki był zamysł założony z góry, ale jakoś nie mogłem tego kupić. Samego disu nie będę oceniał i w sumie końcowa kwestia Lorda mogła potwierdzić moje przypuszczenia, że takie było założenie. Nie zmienia to faktu, że mocno się zawiodłem na tych Pobitych Garach i spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego. Szkoda mi tutaj trochę Roba, bo ciągnął on Lorda mocno za uszy, ale no ciężko oczekiwać cudów, skoro Lorda przez większość segmentu zapominam o tym, kim właściwie jest. Niby był jakiś zarys, ale bardzo niewyraźny i ciężko było mi się wczuć w jego postać. Widzę tutaj dość spore pole do poprawy dla Francuza, który zdecydowanie nie porwał w tym segmencie.

Main Event: Walka pod podbudowę rywalizacji Dereka z Sabrem nie mogła zakończyć się w normalny sposób. W sumie śmieszy te połączenie Zacka z Edgarem, ale przez Tautu parodiującego Dickinsona można się było tego właśnie spodziewać. No dobrali sobie tutaj zdecydowanie najmocniejsze możliwe nazwiska z Elysium, nie licząc Lopeza i Blaze’a. Sama walka jednak bardziej chyba była pod to, co miało miejsce po jej zakończeniu. Gość z wyglądem Ciampy, to musi być ta druga postać Remika. Tony Leone jak mnie pamięć nie myli. Przy okazji mamy wyjaśnione o co chodziło z różą, którą Paddy przekazał Aldisowi na poprzednim Elysium. No mocno wraz ze swoimi kompanami rozpierdolił całe towarzystwo. Ciekawe jest to, że Sabre jako jedynie nie zebrał łomotu i dali mu możliwość ucieczki. Być może będzie on częścią planu Leone. Na ten moment no mocny debiut, Włoch zrobił srogi łomot i jego pomagierzy zapewne będą go wspierali na starcie i zobaczymy, czy otrzymamy jakieś ich ujawnienie, czy bardziej pozostaniemy przy tym, co jest widoczne na ten moment. Skoro jednak Brutal i Edgar zebrali łomot, to przeczuwam dla nich potencjalne zajęcie. Leone natomiast może nie z marszu, ale z czasem ruszy po pas Eternal i przed Derekiem będzie stało zdecydowanie większe wyzwanie niż Sabre, który po turnieju jakby lekko zaczął regresować.

Ocena gali: No było to przyjemne i poza Pobitymi Garami ciężko tutaj wskazać jakiś gorszy moment gali. Przeleciałem przez to dość sprawnie i zobaczymy, co będzie miało miejsce na najbliższych galach.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
303
03.08.2026, 12:57
#6
ETW: Bardzo ładny klimatyczny opis, Axel znowu z jakąś dupeczką, ale do tego to już mogliśmy się przyzwyczaić, że to jest taki figo fago. Dosiada się tajemniczy jegomość, ale czy on tak naprawdę jest taki tajemniczy? Skoro Axel go tak nie cierpi to powinien go nawet po zapachu perfum rozpoznać, ale nie - dupeczki są ważniejsze. Mamy dość brutalny atak w miejscu publicznym, Lopez bardzo dobrze wypunktował mistrza, że ten miał być gotowy, ale gdy przyszło co do czego, to on stoi nad nim. Dobra robota. 

Pierwsza walka: A właściwie to rozciągnięty segment bo tak to trzeba nazwać. Uważam, że w przypadku ich konfliktu jest to dobre rozwiązanie, Aldis próbował tutaj uspokoić całą sytuację i nawet mogło się wydawać, że mu się udało. Testosteron był jednak na takim poziomie, że tego się po prostu nie dało zatrzymać, panowie zdecydowanie nie zostaną swoimi przyjaciółmi a sam brawl został rozpisany naprawdę solidne. Pan Aldis zły bo zaprowadza na dywanik, to wciąż lepiej niż rozprawa sądowa xD

ZSJ szukający partnera: Oj nie będzie miał łatwo żeby go znaleźć skoro porównuje swoich potencjalnych sojuszników do pokemonów. Jeśli miałbym strzelać to nie pisał tego Showoff xD Jakoś tak nie pasuje mi to do niego, a panowie się świetnie zabawili koncepcją. Srał na to Brutal <3 cudowne. Z charakterem Sabre i tym jak odnosił się wcześniej do swoich oponentów wcale nie dziwi mnie fakt, że nikt nie chce wyciągnąć do niego pomocnej dłoni. Coś czuje, że to dopiero początek jego ciężarów podczas tej gali.

Może LPW wypuści cukierki Dolniczki czy coś xD Świetna reklama.

Powrót do przeszłości: Na początku istnienia LPW, Edgar odwiedzał już swojego doktora i zdecydowanie nie byli to ani Kline ani Oetker, z rozmowy z jednej strony nie dowiadujemy się niczego nowego, bo Edgar dalej twierdzi, że wszystko co się dzieje to scenariusz jaki został przez niego starannie rozplanowany, z drugiej strony ostatnie słowa o ciszy przed burzą mogą zwiastować nam jakąś jego kolejną kreację artystyczną. Dobrze się to czytało więc stawiam tutaj plusik. 

JRW: Zobaczmy co Pan Rzeka przygotował tym razem. Ma to fajny klimacik, trochę jakbym oglądał jakiś serial w którym to antybohater przechodzi ogromną przemianę. Ten motyw idealnie pasuje do Riversa, w dodatku jeszcze o ironio próbował oczyścić się w rzece xD Jestem ciekaw kto jest panem ???, bo widać że ma jakiś wpływ na tego młodzieńca. Czekam na dalszy rozwój na razie klimat w ogół powrotu Jamesa do LPW jest budowany w sposób prawidłowy. 

ZSJ: No muszę powiedzieć, że chłop ma ciekawe preferencje jeśli chodzi o partnerów, można nawet powiedzieć, że tonący miotły się chwyta, ale zanim to nastąpiło został zgaszony jak pet przez Jose Lopeza. Bardzo krótka i treściwa odpowiedź, ciekawi mnie czemu Sabre nie zagadał do Doktorka, może po tej reklamie bał się, że go Kline wykorzysta do jakiejś receptury na galaretkę czy coś tego typu nie wiem. Ewidentnie czeka go dzisiaj nie lada wyzwanie i ciekawi mnie czy finalnie uda mu się kogoś znaleźć. A no i jeszcze nie dał zrobić wywiadu Paduli więc jebać typa, nie potrzebujemy Cię w naszym składzie xD

Blaze - Lopez: Szkoda Paddyego, bo chłopak chciał sobie przeprowadzić wywiad i znowu mu się nie udaje, bo pan lovelas znalazł jaja i postanowił zaatakować Lopeza. No dobrze, że w końcu jego druga głowa nie była przy panienkach tylko w spodniach i Jose dostał solidną lekcję. Dobrze rozpisany atak, ale czy nie jest to zbyt brutalne ze strony Face'a? Można rozpatrywać to dwojako, ja myślę że po prostu Lopez sprawie że Axelowi puszczają hamulce i dzięki temu całość tego programu dostaje kolejne smaczki. Dobra robota.

Wywiad: No spoko w końcu Paddy może pogadać. Maksiu ty wariacie, na jednej wybranej nie możesz poprzestać, mam nadzieję że nie czyta tego Twoja obecna partnerka. Mamy już takiego jednego tutaj, więc nie baw się w Tautu. Co do samego wywiadu to jest to naprawdę bardzo dobrze napisane, widać że Max przeszedł ogromną przewagę i łysina otworzyła mu oczy na większą ilość tematów i spraw. Ciekawi mnie tylko jedno czy przerzuci się na oliwkę? I mam wrażenie, że Jean też nie może dłużej milczeć i w końcu dostaniemy ich konfrontację słowną.

Derek - Oj te jego streamy to złoto co do  teorii o ptakach, to widzieliście, że ostatnio nie ma wróbli? Może one po prostu nie miały jeszcze akumulatorów i się nie mogły na liniach ładować, więc rząd wymienia w nich teraz baterię. Bardzo ciekawe pytania dostanie nasz mistrz i widać, że czuje się świetnie w takiej formie, szkoda że Mateusza tutaj nie ma bo nie musiałbym szukać partnera jak Sabre. Ale czy na pewno? Derek wiedział do kogo od razu uderzyć, Brutal to jest prosty chłop jak można komuś najebać to on to zrobi i bez problemu wchodzi do ringu, a więc pierwszy znak zapytania został odsłonięty.

Pobite - powiem tylko tyle, dałem Lordowi spore pole do popisu, ale według mnie średnio z tego skorzystał i następnym razem po prostu nie będe stosować taryfy ulgowej, wierzcie mi, że to dobrze, że ten segment został poprawiony, bo tutaj przynajmniej Lord jest jakiś.

ME: Mnie trochę kłuje w oczy to, że jednak nie dostaliśmy nic o tym jak Zack dogadał się z Edgarem, no bo przecież wcześniej widział Tautu który tylko udawał poetę, ale to taki drobny minus. Sama walka napisana dobrze, ale ważniejsze jest to, co wydarzyło się po walce. Mamy debiut nowej grupy złoli, która się w tańcu nie pierdoli. Bardzo dobrze rozpisany atak, który może skutkować nam wybuchem kolejnej rywalizacji na Elysium. Przyjemnie się to czytało i czekam na więcej, bo na pewno brutal i edgar tego tak nie zostawią.

Podsumowując solidna gala daje jej 4/6, bo było kilka drobnych minusików takich jak ten przy ME czy Lord. Reszta naprawdę ok.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
03.08.2026, 12:57 #6
ETW: Bardzo ładny klimatyczny opis, Axel znowu z jakąś dupeczką, ale do tego to już mogliśmy się przyzwyczaić, że to jest taki figo fago. Dosiada się tajemniczy jegomość, ale czy on tak naprawdę jest taki tajemniczy? Skoro Axel go tak nie cierpi to powinien go nawet po zapachu perfum rozpoznać, ale nie - dupeczki są ważniejsze. Mamy dość brutalny atak w miejscu publicznym, Lopez bardzo dobrze wypunktował mistrza, że ten miał być gotowy, ale gdy przyszło co do czego, to on stoi nad nim. Dobra robota. 

Pierwsza walka: A właściwie to rozciągnięty segment bo tak to trzeba nazwać. Uważam, że w przypadku ich konfliktu jest to dobre rozwiązanie, Aldis próbował tutaj uspokoić całą sytuację i nawet mogło się wydawać, że mu się udało. Testosteron był jednak na takim poziomie, że tego się po prostu nie dało zatrzymać, panowie zdecydowanie nie zostaną swoimi przyjaciółmi a sam brawl został rozpisany naprawdę solidne. Pan Aldis zły bo zaprowadza na dywanik, to wciąż lepiej niż rozprawa sądowa xD

ZSJ szukający partnera: Oj nie będzie miał łatwo żeby go znaleźć skoro porównuje swoich potencjalnych sojuszników do pokemonów. Jeśli miałbym strzelać to nie pisał tego Showoff xD Jakoś tak nie pasuje mi to do niego, a panowie się świetnie zabawili koncepcją. Srał na to Brutal <3 cudowne. Z charakterem Sabre i tym jak odnosił się wcześniej do swoich oponentów wcale nie dziwi mnie fakt, że nikt nie chce wyciągnąć do niego pomocnej dłoni. Coś czuje, że to dopiero początek jego ciężarów podczas tej gali.

Może LPW wypuści cukierki Dolniczki czy coś xD Świetna reklama.

Powrót do przeszłości: Na początku istnienia LPW, Edgar odwiedzał już swojego doktora i zdecydowanie nie byli to ani Kline ani Oetker, z rozmowy z jednej strony nie dowiadujemy się niczego nowego, bo Edgar dalej twierdzi, że wszystko co się dzieje to scenariusz jaki został przez niego starannie rozplanowany, z drugiej strony ostatnie słowa o ciszy przed burzą mogą zwiastować nam jakąś jego kolejną kreację artystyczną. Dobrze się to czytało więc stawiam tutaj plusik. 

JRW: Zobaczmy co Pan Rzeka przygotował tym razem. Ma to fajny klimacik, trochę jakbym oglądał jakiś serial w którym to antybohater przechodzi ogromną przemianę. Ten motyw idealnie pasuje do Riversa, w dodatku jeszcze o ironio próbował oczyścić się w rzece xD Jestem ciekaw kto jest panem ???, bo widać że ma jakiś wpływ na tego młodzieńca. Czekam na dalszy rozwój na razie klimat w ogół powrotu Jamesa do LPW jest budowany w sposób prawidłowy. 

ZSJ: No muszę powiedzieć, że chłop ma ciekawe preferencje jeśli chodzi o partnerów, można nawet powiedzieć, że tonący miotły się chwyta, ale zanim to nastąpiło został zgaszony jak pet przez Jose Lopeza. Bardzo krótka i treściwa odpowiedź, ciekawi mnie czemu Sabre nie zagadał do Doktorka, może po tej reklamie bał się, że go Kline wykorzysta do jakiejś receptury na galaretkę czy coś tego typu nie wiem. Ewidentnie czeka go dzisiaj nie lada wyzwanie i ciekawi mnie czy finalnie uda mu się kogoś znaleźć. A no i jeszcze nie dał zrobić wywiadu Paduli więc jebać typa, nie potrzebujemy Cię w naszym składzie xD

Blaze - Lopez: Szkoda Paddyego, bo chłopak chciał sobie przeprowadzić wywiad i znowu mu się nie udaje, bo pan lovelas znalazł jaja i postanowił zaatakować Lopeza. No dobrze, że w końcu jego druga głowa nie była przy panienkach tylko w spodniach i Jose dostał solidną lekcję. Dobrze rozpisany atak, ale czy nie jest to zbyt brutalne ze strony Face'a? Można rozpatrywać to dwojako, ja myślę że po prostu Lopez sprawie że Axelowi puszczają hamulce i dzięki temu całość tego programu dostaje kolejne smaczki. Dobra robota.

Wywiad: No spoko w końcu Paddy może pogadać. Maksiu ty wariacie, na jednej wybranej nie możesz poprzestać, mam nadzieję że nie czyta tego Twoja obecna partnerka. Mamy już takiego jednego tutaj, więc nie baw się w Tautu. Co do samego wywiadu to jest to naprawdę bardzo dobrze napisane, widać że Max przeszedł ogromną przewagę i łysina otworzyła mu oczy na większą ilość tematów i spraw. Ciekawi mnie tylko jedno czy przerzuci się na oliwkę? I mam wrażenie, że Jean też nie może dłużej milczeć i w końcu dostaniemy ich konfrontację słowną.

Derek - Oj te jego streamy to złoto co do  teorii o ptakach, to widzieliście, że ostatnio nie ma wróbli? Może one po prostu nie miały jeszcze akumulatorów i się nie mogły na liniach ładować, więc rząd wymienia w nich teraz baterię. Bardzo ciekawe pytania dostanie nasz mistrz i widać, że czuje się świetnie w takiej formie, szkoda że Mateusza tutaj nie ma bo nie musiałbym szukać partnera jak Sabre. Ale czy na pewno? Derek wiedział do kogo od razu uderzyć, Brutal to jest prosty chłop jak można komuś najebać to on to zrobi i bez problemu wchodzi do ringu, a więc pierwszy znak zapytania został odsłonięty.

Pobite - powiem tylko tyle, dałem Lordowi spore pole do popisu, ale według mnie średnio z tego skorzystał i następnym razem po prostu nie będe stosować taryfy ulgowej, wierzcie mi, że to dobrze, że ten segment został poprawiony, bo tutaj przynajmniej Lord jest jakiś.

ME: Mnie trochę kłuje w oczy to, że jednak nie dostaliśmy nic o tym jak Zack dogadał się z Edgarem, no bo przecież wcześniej widział Tautu który tylko udawał poetę, ale to taki drobny minus. Sama walka napisana dobrze, ale ważniejsze jest to, co wydarzyło się po walce. Mamy debiut nowej grupy złoli, która się w tańcu nie pierdoli. Bardzo dobrze rozpisany atak, który może skutkować nam wybuchem kolejnej rywalizacji na Elysium. Przyjemnie się to czytało i czekam na więcej, bo na pewno brutal i edgar tego tak nie zostawią.

Podsumowując solidna gala daje jej 4/6, bo było kilka drobnych minusików takich jak ten przy ME czy Lord. Reszta naprawdę ok.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
03.08.2026, 13:36
#7
Blaze resetuje się jak mistrz. Dosłownie. Barowe to LPW się robi, nie ma co. No, ale my chyba zawsze lubiliśmy taki klimat, więc nie ma co narzekać, to taka wizytówka feda będzie. Nie wiem czy wolę tą spokojniejszą, bardziej manipulatorska twarz Lopeza, czy właśnie taki bardziej agresywny twór. Muszę się jeszcze zastanowić. Tak czy inaczej - pokazuje to, że ten feud wchodzi coraz bardziej na prywatę i coraz bardziej Lopez chcę uprzykrzyć życie Blaze'owi. Co innego napierdalanie się w ringu, czy jakieś ataki w budynku, a co innego atak, jak ktoś sobie chce miło spędzić wieczór. Co gorsze, z ruchania nici. Wstęp oceniam na plus.

Cieszę się, że kamera zatrzymała się przy fanach Ransoma. Ktoś mądry odpowiada za operatorów. HEHE.

Mantel i Kociarz. Ciekawie to zostało rozegrane, chociaż pewnie pojawią się pytania, co ten Aldis chciał osiągnąć? Przecież wiedział, że to właśnie tak się skończy. No, ale myślę, że tutaj na pewno dostaniemy jakiś gimmick match między nimi i to właśnie zostanie ogłoszone za tydzień. Widać tutaj dużo złej krwi i to mi się podoba, a ten zabieg z ochroną i bijatyką zamiast walki, moim zdaniem był trafiony.

ZSJ musi chyba zrzucić z krzyża to i owo, bo ewidentnie chłop ma pod górkę. Tutaj Elias, tutaj GRUBAS, same zjeby do niego lgną. Z Dolnickiem to jednak trochę przesadził, bo już narobił mu apetytu, a potem Grubcio musiał zadbać o jedzonko sam, słabo. Na dodatek okazuje się, że Ospreay go olał. Rozumiem, że chłop ma inne priorytety, ale czym jest AEW przy LPW? Ransom też nie ma czasu? Kto by pomyślał xD Podoboba mi tutaj jak ZSJ ma wyjebane na wszystkich dookoła i generalnie nawet nie ogarniał, że ten ma walkę xD No i końcówka z Dickiem też śmieszna. Biedny Zack, musiało go to wszystko doprowadzić do kurwicy jasnej, a już na wstępie nie było dobrze. Spoko segment, rozśmieszył mnie parokrotnie.

Dickinson coraz bardziej przypomina Martina. Ten też kreuję swoją historię i naprawdę wierzy, że sam ją pisze. Godne pozazdroszczenia. Bardzo spokojny urywek, zapewne taki miał być. "Cisza przed burzą". Albo swoista próżnia, czy właśnie metafora poczekalni. Edgar dość często jest narzędziem lub tłem ważnych historii, więc uważam, że powinien dostać coś na tyle osobistego, że będzie to wymagało naturalnej zmiany tego, jak on to wszystko postrzega. Bo o ile sama postać cały czas się rozwija, to jej odbiór może być monotonny. Tutaj po prostu czekam na kolejny rozdział, bo ciekawi mnie jak to zostanie poprowadzone. 

Silas Crowe i jego walka. Pozwólcie, że skupie się tutaj na tej postaci, bo wiadomo, że taki był zamysł. Widać, że będzie on kreowany na niezwykle niebezpiecznego i na pewno DR Kline może mieć w pewnym momencie problemy z tym, żeby go poskromić, ale na razie to działa. Pewnie miał w przeszłości różne przeżycia związane np. z różnymi ciekawym procedurami (tortury/eksperymenty), które sprawiają, że ten głos AŻ tak na niego działa. Domyślam się, Ryse ma dużo swobody, więc może tutaj sobie pozwolić na tworzenie ciekawych rzeczy, więc zobaczymy jak się będzie ta postać rozwijała dalej, w konkretnych programach...

Jest i on. No tak, ewidentnie już widać dwie rzeczy - Waters jest odmieniony i Waters wraca. Uchylę wam rąbka tajemnicy, że zastanawiam się jeszcze tylko nad dwoma sprawami. Czy zostawić theme song i czy zostawić finisher. To były w sumie dość kultowe sprawy u niego, więc muszę porządnie pomyśleć, którą droge wybrać. Cieszę się, że Panter od razu rozkminił zabawę z Yellowstone, a ja powiem wam więcej - Jay też daje smaczki z pewnego serialu, tylko tam mam trochę mniej swobody kreatywnej, więc może słabiej to widać. Pan pytajnik musiał tutaj pozostać panem pytanjnikiem, bo jego tożsamość jest nieistotna, ale tym razem psotarałem się, by to co mówił BYŁO istotne, no i cieszę się, że jest to odbierane jak jest, bo taki był zamysł.

Co do Jeffa Browna i tego jak to ostatecznie wygląda, że "trwa walka o jego życie". To pozwolę sobie tylko powiedzieć, że różnica między tym, a Jayem DiMatego jest taka sama, jak między Undertakerem, który kogoś krzyżuje, a DX, którrzy gadali o dupach i kutasach. Zmiany w TV, w mentalności i w tym, co jest chętniej oglądalne i dłużej zakorzeniło się we wrestlingu lepiej zniosło DX. Z taką myślą was pozostawię. W międzyczasie mamy ZSJ, który dalej szuka i widać, że szczeście się do niego nie uśmiecha. Z Lopezem, nie wyszło? Shock. Paddy? Ten to jest jak jakiś prototyp AI, trochę trudno nadawać z nim na jednych falach. 
Ciąg dalszy... "Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich"  - Musicie uważać, bo jak popełnicie jakiś błąd, to Carni jak się uczepi, to się uczepi. A Lopez to dla niego świętość, więc czuje ten ból. A Salvador i Tautu to naprawdę wyglądają jak z jakiegoś szpistala psychiatrycznego, może DR Kline powinien trochę nimi wstrząsnąć? Myślę, że znalazłby odpowiednie narzędzia do tego.

Miał być wywiad, a a mamy wpierdol. Blaze musiał odpowiedzieć, po tym co wydarzyło się na początku gali. No i dobrze, że to zrobił, bo to jednak mistrz, a gimmick też taki raczej ma, że głupio by wyszło, jakby nie spróbował odpłacić Lopezowi w podobny sposób. Jak widać nasz LPW CHAMP też potrafi zaatakować z zaskoczenia. Ciekawe tylko co na to Aldis, bo on czasami zgrywa takiego szeryfa, więc może jakoś zareaguje. Sam atak rozpisany mocno, zresztą podobnie jak ten z początku gali. Panowie się obijają, widać w nich wiele złości, czekamy na treść.

OK. Elias, jest śmieszno-wkurwiający. Ma ku temu możliwości, więc JEST. Nie, to co niektórzy. No, ale wróćmy do Elysium, bo nie jesteśmy na wakacjach w Rzymie. (XD) Pogrubiony tekst został pogrubiony ze względu na to, że jest:

A. Taki śmieszny
B. Taki istotny
C. Mówi o Dolnicku, czyli o GRUBASIE.

Ransom zostaje potężnym babyfacem i ma wszystkie narzędzia do tego, żeby mu się to udało. Już teraz ma publikę po swojej stronie, ma odpowiednią historię za sobą i jeszcze lepszą przed sobą. Mam nadzieje, że będzie miał na tyle ciekawe programy, że uda mu się to wszystko wpleść w jakieś ważne historie. Dobra, ważne pytanie: Co aktualnie robi Wes Wallace? Bo został tutaj tak otwarcie wspomniany. (a Waters w newsach silił się na jakieś "przesadnie głośne silniki") Wracając do Ransoma, świat, otoczenie, porażki i zwycięstwa - to zmienia postrzeganie przez nas nie tylko tego, jak zamierzamy podejść do życia, ale też tego, jak oceniamy swoje poprzednie wybory. Ransom bardzo mądrze mówi, bo generalnie człowiek lubi sobie idealizować i wspominać niektóre chwile z rozrzewnieniem, ale jak się dłużej nad tym zastanowi, to np. dochodzi do wniosku, że nie tylko by tego nie zrobił, w dzisiejszych realiach ale nawet by tego nie powtórzył, gdyby miał wybór. Dobrze, że mamy taką postać, która nie jest kompletna, nie jest już teraz wybitna, tylko jest na jakimś etapie drogi, bo ja generalnie jeśli chodzi o wrestling, to najbardziej właśnie doceniam proces tworzenia, a nie samego zdobywania, a na fedach czesto tego brakuje. Brawo.

PS: Co do ostatniego sezonu Yellowstone to mam bardzo mieszane uczucia, bo w ogóle pochłonąłem cały serial dosyć szybko i chyba musiałem czekać tylko właśnie na tą II część 5 sezonu, więc oczekiwania były mimo wszystko dość duże. Parę rozwiązań fabularnych mi się podobało i uważam, że część postaci fajnie domknęła swoje wątki, ale jednak mocno czułem, że po prostu ten klimat z poprzednich sezonów trochę ucieka, było dużo więcej zatargów i polityki, a mniej koników i Montany w Montanie.

Ehhhh Derek xD Z tego może naprawdę być dużo dobrej telewizji. Jak już wspomniałem, o ile w większość nie wierzę, to jakoś tak się trafiło, że sporo tych teorii spiskowych znam, więc mnie to wszystko bawi. Co do tej z gołębiami, to nawet zapomniałem o tym, ale mam taką ciotkę, która jest trochę crazy i muszę to wykorzystać, jak ją zobaczę. Niezwykle rozśmieszyło mnie to, że ZSJ zapierdala od godziny szukając partnera i gówno z tego, a Derek swojego znalazł przez przypadek. Szanuję takie rozwiązania kreatywne.

Pobite gary. Aż mi ślinka pociekła, mam nadzieje, ze gala powoli się kończy, bo serio zgłodniałem. Lord Sebastien jak typowy francuski piesek - wybrzydzanie, wyśmiewanie itp. No, ale nagle się okazuje, że żarełko jest dobre i rzuca ofertę McŁowiczowi. Doceniam potężny Diss xD Widzicie jak wygląda fed w 2026 roku? Jest rozmach. Lord Sebastien jednak też jest nerwowy. Zajebał laską aż sam poczułem. Mógł jeszcze mu splunąć resztką jedzenia na mordę, no ale to taka luźna propozycja tylko. Przecież takiemu Lordowi to nie przystoi. Spoko to było, nie jakieś wybitne, jaj mi nie urwało, ale swoją rolę myślę, że spełniło, no i oba gimmicki standardowo mocno zaznaczone, więc git.

Dobra i mamy ME. Czyli jednak Tautu pod postacią Edgara podsunął Zackowi pomysł na poszukanie tego prawdziwego. Mi to rozwiązanie bardzo przypadło do gustu, tak jak pisał Panter - można było tutaj ten entrance dołożyć, bo jednak różni ludzie czytają gale i różnie czytają. Sama walka naprawdę spoko rozpisana, szczególnie koniec, gdzie czuć było, że może wydarzyć się wszystko. No i mamy naprawdę ogromne zamieszanie. Wygląda na to, że ta nowa "banda" ma zamiar popsuć naszą zabawę. Bo to właśnie wygląda jak jakiś atak na całe show, czy nawet federację (to się okaże) i widać, że są na to przygotowani, bo najpierw rozprawili się z ochroną. Zobaczymy jak będzie to wyglądało na następnych galach, jak zareagują też pozostali wrestlerzy na coś takiego. Bo moim zdaniem, jeśli dostajemy takie grube rozwiązania, to KAŻDY w jakiś sposób powinien mieć to z tyłu głowy. Np. ludzie od wywiadów, itp. Na następnym Elysium musi być wiszący niepokój w powietrzu i myślę, że fajnie by było jakby np. zrobić specjalne wydanie newsów właśnie z jakimś wywiadem na ten temat itp. Budujmy to po prostu mocno, żeby rzeczywiście miało odpowiednią siłę rażenia.

Kolejna dobra gala, każdy ma tu swoje miejsce i te postaci wyglądają na swobodnie prowadzone, a jednocześnie segmenty i zachowania się nie dublują. Duży plus za to.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.08.2026, 14:27 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
03.08.2026, 13:36 #7
Blaze resetuje się jak mistrz. Dosłownie. Barowe to LPW się robi, nie ma co. No, ale my chyba zawsze lubiliśmy taki klimat, więc nie ma co narzekać, to taka wizytówka feda będzie. Nie wiem czy wolę tą spokojniejszą, bardziej manipulatorska twarz Lopeza, czy właśnie taki bardziej agresywny twór. Muszę się jeszcze zastanowić. Tak czy inaczej - pokazuje to, że ten feud wchodzi coraz bardziej na prywatę i coraz bardziej Lopez chcę uprzykrzyć życie Blaze'owi. Co innego napierdalanie się w ringu, czy jakieś ataki w budynku, a co innego atak, jak ktoś sobie chce miło spędzić wieczór. Co gorsze, z ruchania nici. Wstęp oceniam na plus.

Cieszę się, że kamera zatrzymała się przy fanach Ransoma. Ktoś mądry odpowiada za operatorów. HEHE.

Mantel i Kociarz. Ciekawie to zostało rozegrane, chociaż pewnie pojawią się pytania, co ten Aldis chciał osiągnąć? Przecież wiedział, że to właśnie tak się skończy. No, ale myślę, że tutaj na pewno dostaniemy jakiś gimmick match między nimi i to właśnie zostanie ogłoszone za tydzień. Widać tutaj dużo złej krwi i to mi się podoba, a ten zabieg z ochroną i bijatyką zamiast walki, moim zdaniem był trafiony.

ZSJ musi chyba zrzucić z krzyża to i owo, bo ewidentnie chłop ma pod górkę. Tutaj Elias, tutaj GRUBAS, same zjeby do niego lgną. Z Dolnickiem to jednak trochę przesadził, bo już narobił mu apetytu, a potem Grubcio musiał zadbać o jedzonko sam, słabo. Na dodatek okazuje się, że Ospreay go olał. Rozumiem, że chłop ma inne priorytety, ale czym jest AEW przy LPW? Ransom też nie ma czasu? Kto by pomyślał xD Podoboba mi tutaj jak ZSJ ma wyjebane na wszystkich dookoła i generalnie nawet nie ogarniał, że ten ma walkę xD No i końcówka z Dickiem też śmieszna. Biedny Zack, musiało go to wszystko doprowadzić do kurwicy jasnej, a już na wstępie nie było dobrze. Spoko segment, rozśmieszył mnie parokrotnie.

Dickinson coraz bardziej przypomina Martina. Ten też kreuję swoją historię i naprawdę wierzy, że sam ją pisze. Godne pozazdroszczenia. Bardzo spokojny urywek, zapewne taki miał być. "Cisza przed burzą". Albo swoista próżnia, czy właśnie metafora poczekalni. Edgar dość często jest narzędziem lub tłem ważnych historii, więc uważam, że powinien dostać coś na tyle osobistego, że będzie to wymagało naturalnej zmiany tego, jak on to wszystko postrzega. Bo o ile sama postać cały czas się rozwija, to jej odbiór może być monotonny. Tutaj po prostu czekam na kolejny rozdział, bo ciekawi mnie jak to zostanie poprowadzone. 

Silas Crowe i jego walka. Pozwólcie, że skupie się tutaj na tej postaci, bo wiadomo, że taki był zamysł. Widać, że będzie on kreowany na niezwykle niebezpiecznego i na pewno DR Kline może mieć w pewnym momencie problemy z tym, żeby go poskromić, ale na razie to działa. Pewnie miał w przeszłości różne przeżycia związane np. z różnymi ciekawym procedurami (tortury/eksperymenty), które sprawiają, że ten głos AŻ tak na niego działa. Domyślam się, Ryse ma dużo swobody, więc może tutaj sobie pozwolić na tworzenie ciekawych rzeczy, więc zobaczymy jak się będzie ta postać rozwijała dalej, w konkretnych programach...

Jest i on. No tak, ewidentnie już widać dwie rzeczy - Waters jest odmieniony i Waters wraca. Uchylę wam rąbka tajemnicy, że zastanawiam się jeszcze tylko nad dwoma sprawami. Czy zostawić theme song i czy zostawić finisher. To były w sumie dość kultowe sprawy u niego, więc muszę porządnie pomyśleć, którą droge wybrać. Cieszę się, że Panter od razu rozkminił zabawę z Yellowstone, a ja powiem wam więcej - Jay też daje smaczki z pewnego serialu, tylko tam mam trochę mniej swobody kreatywnej, więc może słabiej to widać. Pan pytajnik musiał tutaj pozostać panem pytanjnikiem, bo jego tożsamość jest nieistotna, ale tym razem psotarałem się, by to co mówił BYŁO istotne, no i cieszę się, że jest to odbierane jak jest, bo taki był zamysł.

Co do Jeffa Browna i tego jak to ostatecznie wygląda, że "trwa walka o jego życie". To pozwolę sobie tylko powiedzieć, że różnica między tym, a Jayem DiMatego jest taka sama, jak między Undertakerem, który kogoś krzyżuje, a DX, którrzy gadali o dupach i kutasach. Zmiany w TV, w mentalności i w tym, co jest chętniej oglądalne i dłużej zakorzeniło się we wrestlingu lepiej zniosło DX. Z taką myślą was pozostawię. W międzyczasie mamy ZSJ, który dalej szuka i widać, że szczeście się do niego nie uśmiecha. Z Lopezem, nie wyszło? Shock. Paddy? Ten to jest jak jakiś prototyp AI, trochę trudno nadawać z nim na jednych falach. 
Ciąg dalszy... "Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich"  - Musicie uważać, bo jak popełnicie jakiś błąd, to Carni jak się uczepi, to się uczepi. A Lopez to dla niego świętość, więc czuje ten ból. A Salvador i Tautu to naprawdę wyglądają jak z jakiegoś szpistala psychiatrycznego, może DR Kline powinien trochę nimi wstrząsnąć? Myślę, że znalazłby odpowiednie narzędzia do tego.

Miał być wywiad, a a mamy wpierdol. Blaze musiał odpowiedzieć, po tym co wydarzyło się na początku gali. No i dobrze, że to zrobił, bo to jednak mistrz, a gimmick też taki raczej ma, że głupio by wyszło, jakby nie spróbował odpłacić Lopezowi w podobny sposób. Jak widać nasz LPW CHAMP też potrafi zaatakować z zaskoczenia. Ciekawe tylko co na to Aldis, bo on czasami zgrywa takiego szeryfa, więc może jakoś zareaguje. Sam atak rozpisany mocno, zresztą podobnie jak ten z początku gali. Panowie się obijają, widać w nich wiele złości, czekamy na treść.

OK. Elias, jest śmieszno-wkurwiający. Ma ku temu możliwości, więc JEST. Nie, to co niektórzy. No, ale wróćmy do Elysium, bo nie jesteśmy na wakacjach w Rzymie. (XD) Pogrubiony tekst został pogrubiony ze względu na to, że jest:

A. Taki śmieszny
B. Taki istotny
C. Mówi o Dolnicku, czyli o GRUBASIE.

Ransom zostaje potężnym babyfacem i ma wszystkie narzędzia do tego, żeby mu się to udało. Już teraz ma publikę po swojej stronie, ma odpowiednią historię za sobą i jeszcze lepszą przed sobą. Mam nadzieje, że będzie miał na tyle ciekawe programy, że uda mu się to wszystko wpleść w jakieś ważne historie. Dobra, ważne pytanie: Co aktualnie robi Wes Wallace? Bo został tutaj tak otwarcie wspomniany. (a Waters w newsach silił się na jakieś "przesadnie głośne silniki") Wracając do Ransoma, świat, otoczenie, porażki i zwycięstwa - to zmienia postrzeganie przez nas nie tylko tego, jak zamierzamy podejść do życia, ale też tego, jak oceniamy swoje poprzednie wybory. Ransom bardzo mądrze mówi, bo generalnie człowiek lubi sobie idealizować i wspominać niektóre chwile z rozrzewnieniem, ale jak się dłużej nad tym zastanowi, to np. dochodzi do wniosku, że nie tylko by tego nie zrobił, w dzisiejszych realiach ale nawet by tego nie powtórzył, gdyby miał wybór. Dobrze, że mamy taką postać, która nie jest kompletna, nie jest już teraz wybitna, tylko jest na jakimś etapie drogi, bo ja generalnie jeśli chodzi o wrestling, to najbardziej właśnie doceniam proces tworzenia, a nie samego zdobywania, a na fedach czesto tego brakuje. Brawo.

PS: Co do ostatniego sezonu Yellowstone to mam bardzo mieszane uczucia, bo w ogóle pochłonąłem cały serial dosyć szybko i chyba musiałem czekać tylko właśnie na tą II część 5 sezonu, więc oczekiwania były mimo wszystko dość duże. Parę rozwiązań fabularnych mi się podobało i uważam, że część postaci fajnie domknęła swoje wątki, ale jednak mocno czułem, że po prostu ten klimat z poprzednich sezonów trochę ucieka, było dużo więcej zatargów i polityki, a mniej koników i Montany w Montanie.

Ehhhh Derek xD Z tego może naprawdę być dużo dobrej telewizji. Jak już wspomniałem, o ile w większość nie wierzę, to jakoś tak się trafiło, że sporo tych teorii spiskowych znam, więc mnie to wszystko bawi. Co do tej z gołębiami, to nawet zapomniałem o tym, ale mam taką ciotkę, która jest trochę crazy i muszę to wykorzystać, jak ją zobaczę. Niezwykle rozśmieszyło mnie to, że ZSJ zapierdala od godziny szukając partnera i gówno z tego, a Derek swojego znalazł przez przypadek. Szanuję takie rozwiązania kreatywne.

Pobite gary. Aż mi ślinka pociekła, mam nadzieje, ze gala powoli się kończy, bo serio zgłodniałem. Lord Sebastien jak typowy francuski piesek - wybrzydzanie, wyśmiewanie itp. No, ale nagle się okazuje, że żarełko jest dobre i rzuca ofertę McŁowiczowi. Doceniam potężny Diss xD Widzicie jak wygląda fed w 2026 roku? Jest rozmach. Lord Sebastien jednak też jest nerwowy. Zajebał laską aż sam poczułem. Mógł jeszcze mu splunąć resztką jedzenia na mordę, no ale to taka luźna propozycja tylko. Przecież takiemu Lordowi to nie przystoi. Spoko to było, nie jakieś wybitne, jaj mi nie urwało, ale swoją rolę myślę, że spełniło, no i oba gimmicki standardowo mocno zaznaczone, więc git.

Dobra i mamy ME. Czyli jednak Tautu pod postacią Edgara podsunął Zackowi pomysł na poszukanie tego prawdziwego. Mi to rozwiązanie bardzo przypadło do gustu, tak jak pisał Panter - można było tutaj ten entrance dołożyć, bo jednak różni ludzie czytają gale i różnie czytają. Sama walka naprawdę spoko rozpisana, szczególnie koniec, gdzie czuć było, że może wydarzyć się wszystko. No i mamy naprawdę ogromne zamieszanie. Wygląda na to, że ta nowa "banda" ma zamiar popsuć naszą zabawę. Bo to właśnie wygląda jak jakiś atak na całe show, czy nawet federację (to się okaże) i widać, że są na to przygotowani, bo najpierw rozprawili się z ochroną. Zobaczymy jak będzie to wyglądało na następnych galach, jak zareagują też pozostali wrestlerzy na coś takiego. Bo moim zdaniem, jeśli dostajemy takie grube rozwiązania, to KAŻDY w jakiś sposób powinien mieć to z tyłu głowy. Np. ludzie od wywiadów, itp. Na następnym Elysium musi być wiszący niepokój w powietrzu i myślę, że fajnie by było jakby np. zrobić specjalne wydanie newsów właśnie z jakimś wywiadem na ten temat itp. Budujmy to po prostu mocno, żeby rzeczywiście miało odpowiednią siłę rażenia.

Kolejna dobra gala, każdy ma tu swoje miejsce i te postaci wyglądają na swobodnie prowadzone, a jednocześnie segmenty i zachowania się nie dublują. Duży plus za to.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.08.2026, 14:27 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
03.08.2026, 16:10
#8
Jestem zadowolony z efektu końcowego i z tego, jak współpraca z Remikiem przebiega i jak zgodni jesteśmy co do tego programu. Warto pochwalić Jakuba właśnie za ten mały smaczek, żeby od razu nie dawać tożsamości Jose, dzięki.

Niby od walki zaczynamy, ale jak widać nie tak do końca. Już reszta też o tym wspomniała, ale tak, Aldis, który daje im się okładać to fajne rozwiązanie i dobry smaczek. Nie zawiódł publiki i w ich oczach na pewno by go to wywindowało. Sam brawl też rozpisany sensownie i nie ma się do czego przyczepić, no może mnie ten Lone Wolf razi w oczy, bo widziałem ten pseudonim na e-fedach 1000 razy, ale to już nie jest kwestia rozpisania. xD Wszystko przejrzyście opisane i niechęć obu wylewa się z ekranu. Jakby tu doszło rzeczywiście do walki, to nie ma się co oszukiwać.. brak tu już emocji. Slayer z taką aktywnością, to nawet przy słabym poście i ten od kociarza z wybitnym postem nic by nie zmieniło. Blisko squashu zapewne i tak by było, trochę tu już brak napięcia z tym, jak zostanie to rozstrzygnięte zapewne, ale i tak nadal mamy dostarczany spoko program.

Historię tego segmentu już znacie, dobrze, że chłopaki zabrały się za to, bo szkoda, żeby takie coś się nie pojawiło. Potencjał przy tym był ogromny i ShowOff dostał segment samograj, na którego nasrał, a wielu by sporo oddało, żeby w ogóle dostać taki pomysł na coś tak fajnego. Zaczynamy grubo, bo od Eliasa. To już moment, w którym wiemy, że tu będzie konkret i nie zawiedziono nas. Bekę mam giga z tego Eliasa i jego kwestii, idealnie oddany tiktokowy kidos. Potem Zack był zdecydowanie blisko przekroczenia granicy tak zwanym g-wordem w kierunku Dolnicka. Tam segment mógłby się skończyć, gdyby doszło do tego, ale no Junior się opamiętał. Jego ukazany ważniactwo tutaj też pasuje i wyciąganie nazwisk z innych fedek. Patrząc na perypetie z komentatorami u nas i tym, jak sobie brali ludzi spoza LPW, to nie powinno nikogo szokować to. Końcówka złota. XD Dick to idealna osoba na dobitkę. Pierwsza część tego dzieła jak najbardziej udana, z jajem, pomysłami, a wszystko było napisane bardzo szybko, więc jest to imponujące.

Dr Oetker jest najlepszym lekarzem.

No i fajowo, że nie zapominamy o tym, co tworzyło aktualnego Edgara, czyli te jego spotkania kontrolne z psychiatrą. Ogólnie bardzo fajny segment i jego trzymanie się narracji ''stwórcy''. Udane to wszystko i dobrze opisane słowami, porównanie do gwiazd też mega. Dobra robota, krótkie acz treściwe i idealnie odbija jego porażkę ostatnią. To jest siła takich postaci. One są w stanie te porażki przekuć w swoją historię i ukazać nam, że wszystko idzie tak, jak powinno być, więc nie ma mowy o jakimś cięższym okresie u Dickinsona. Dobra robota.

Trzeba Brownowi na pewno oddać, że odwagi i głupoty mu nie brak. Tyle upokorzeń, a on dalej głowa do przodu i leci po swoje. Bardzo cenię sobię tego NPC. No całość to musiała być egzekucja i jest, tego można było oczekiwać. Lekki brak kontroli nad Silasem dobrze pokazany i otwiera furtki w przyszłości na pewne sprawy. Ma swój klimat ta postać i Ryse dobrze to wszystko opisuje. Kolejny sympatyczny punkt gali. Na pewno z kimś takim będzie można robić ciekawe, BRUTALne programy. Wink)

Game musiał poinformować nas, że on nie jest tym bydłem, bo już bym tu właśnie o tym pisał, że jest, ale wiesz co? Szkoda te biedne zwierzęta porównywać do niego. Że on syna się dorobił to rzuca totalnie inne światło na niego, ale koniec konców i tak po mleko idzie, więc nie może być zbyt dobrze. xD Jest rzeka, jest woda, to tam mógł użyć imienia James ten koleś, jak mówił do niego, żeby nam wyszło to. Nie wiem, o jakim serialu tutaj panowie wyżej mówią, bo go nie znam, więc oceniam to na sucho, a gość jest wodą, hehe. Podoba mi się przesłanie segmentu, ukazanie zmiany Watersa, ale i jednocześnie to, że pewne cechy ma wyryte na stałe w sobie. Bardzo przyjemne to było, konkretnie opisane i klimatyczne. Fajnie to  teasuje jego postać i na pewno większość nie może się doczekać, aż się zjawi, nawet ci, którzy nie do końca byli jego fanami. Mógłem to opisać, jak Game opisał segment Lopeza, ale jak Dolnick jestem WIĘKSZYM człowiekiem i zrobiłem to w cywilizowany sposób.

Kolejne piękne użycie Browna, jak to widziałem po raz pierwszy, to już ostrą bekę miałem. Interakcja z Lopezem mam nadzieję, że wam do gustu przypada. Paddy to w sumie nie byłby taki zły partner. W swoim streszczeniowym żywiole Paddula, urocze. Potem na gali sam miałem ten zaszczyt pisania nim. Końcówka to już apogeum i ten Zack, to już by zwariował nam tam. Ta część była równie pomysłowa co i pierwsza, Jakubowie uciągneli ten segment i uratowali galę. Piękna robota.

Atak pozwolę sobie oddzielić. Ładnie rozpisany, ten był spod ręki Remika, no i Blaze mógł w końcu negatywne emocje przekuć w czyny. A tych emocji nazbierało się sporo. Przedmioty użyte, mocne akcje, no jest to na pewno dobry odwet, co by nie mówić. A co za tym pójdzie? Zobaczycie, bo to jest przełomowe, to wam mogę zdradzić. Axel na pewno w końcu dał lekki upust temu wszystkiemu. Może uda nam się stworzyć lepszy feud niż te o pasy midcardowe. A, no i bardzo doceniam prawidłowe nazwanie Lopeza kimś z Wysp Kanaryjskich, to jest prawdopodobnie najważniejszy moment gali.

Elias przegiął, oficjalnie przejebał sobie niesamowicie. G-word plus TORTA? Co to ma być. Fajna walka do czytania i mądra decyzja, by dać mu takiego fiutka Eliasa, co będzie takie rzeczy robił podczas walki i powodował, że Maksiu jeszcze większy cheer zbierze. Walka na PZ to tam bliska była bardzo.

Paddy to byłem ja, dzień dobry. Maksio bardzo fajnie, konkretnie i fejsowo wypadł. Czyli tak jak powinien. Słusznie Game zauważył, że on jest przede wszystkim bardzo ludzką postacią, z którą można sympatyzować i którą czeka teraz zupełnie nowa droga. Inna, ale nadal godna śledzenia i uwierzcie mi.. jest na co czekać. Dużo emocji i dużo sensownego dialogu, tego oczekujemy i to jest dostarczane. Kto by pomyślał kiedyś, jak osti tworzył tego Ransoma, że on będzie taką postacią, która ma tak bogatą historię.

Boomerski widok z przedniej kamerki to byłby zaiste PRZEDNI widok, hehe. Poza też hot, seksowny gnojek Derek, kobiety bo ty tam mdlały na arenie. Cieszę się, że mój smaczek Pan Terry nie umiera i ktoś sobie tego jeszcze używa. Oczywiście jest mi znana teoria z gołębiami, więc miło ją widzieć. Mocny tekst w stronę Stanów Zjednoczonych, ich niezbyt inteligentni mieszkańcy to na tej hali, by pewnie posrali się z tego powodu. Mateusz, haha, piękne, serio tutaj ''xD'' zabrakało i to by była taka wisienka na torcie totalna. Nie wisienka na Dolnicku jak co. Jednak doceniam wyciągnięcie patusa krakusa i potem drugi się pojawia. Dobrze, że krótko, bo to właśnie ten kontrast między Zackiem i Derekiem był niezbędny. Może nie Mateusz, ale Mike też jest prawie z Krakowa.. albo i nawet był, hehe. Miły segment, znowu mamy tą bardziej humorystyczną wersję Dereka, w której sprawdza się tak dobrze, jak i w poważniejszej wersji z feudu z Sabrem. Dobra robota, spełnił swoje zadanie ten segment jak najbardziej.

Pobite jak to pobite, Rob tutaj nie wypada słabo i tak też było w tym przypadku. On ma zakodowany jakiś minimalny pozioj poniżej którego nie zejdzie w tym formacie. Dobrze to prowadził, podobały mi się obśmiania zachowania Lorda, który no mógł na pewno więcej wycisnąć. Zwłaszcza że i tak dostał szansę poprawy, bo i inna wersja tego segmentu widniała, która no.. może pozostawię tamten występ Sebastiena bez komentarza. Tutaj jest poprawa i jest już lepiej, ale nadal potrzeba więcej, jeśli chce się prowadzić taką postać. Do ściany te segmenty w jego wykonaniu lepiej wyglądały. To zajebanie kanapki, no to imo zbędne, to jest zachowanie Dolnicka, a nie kogoś, kto w swojej głowie jest ponad wszystkich. Do McŁowicza nie ma się co tutaj czepiać, dobrze prowadził segment. Ogólnie ich połączenie może być serio dobre i ja wiem, jakie są plany, ale no Lord musi wejść na wyższe obroty i być bardziej szlachcicem niż zwykłym kutaskiem.

ME dobrze napisany, trochę literówek jest, ale to nie jest najważniejsze, bo sama walka została przejrzyście rozpisana, ale jednak i tak ważniejsze były wydarzenia po, które już dłuższy czas były zaplanowany. Mocne jest to zakończenie, oj mocne. Dla mnie to i jak dla pobocznych czytelników też trochę zaskoczenie, bo ja nie jestem aż tak into plany tej grupy, więc mam więcej niespodzianek. Motyw z różami mi siedzi, jak i to, że sobie dźwigni używali, przedmiotów i jeszcze ładnie załatwili Aldisa, bo potrafili zabezpieczyć się przed przybyciem ochroniarzy. Dużo sprytu i użycia intelektu z ich strony, co cieszy. No wielkie rzeczy w związku z tym będą i to na pewno pozostawia wam wiele pytań, widzom też by zostawiło, więc odwalono tu sensowną robotę. Tak się właśnie kończy gale.

Komentowałem poza domem, ale bardzo szybko mi to zleciało. Dużo akcji, mniej trochę gadanych segmentów, więc może dlatego o wiele łatwiej z komentarzem, ale wszystko jakościowe, no prawie. Udana gala, a wiem, że im dalej w las tym jeszcze lepiej będzie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
03.08.2026, 16:10 #8
Jestem zadowolony z efektu końcowego i z tego, jak współpraca z Remikiem przebiega i jak zgodni jesteśmy co do tego programu. Warto pochwalić Jakuba właśnie za ten mały smaczek, żeby od razu nie dawać tożsamości Jose, dzięki.

Niby od walki zaczynamy, ale jak widać nie tak do końca. Już reszta też o tym wspomniała, ale tak, Aldis, który daje im się okładać to fajne rozwiązanie i dobry smaczek. Nie zawiódł publiki i w ich oczach na pewno by go to wywindowało. Sam brawl też rozpisany sensownie i nie ma się do czego przyczepić, no może mnie ten Lone Wolf razi w oczy, bo widziałem ten pseudonim na e-fedach 1000 razy, ale to już nie jest kwestia rozpisania. xD Wszystko przejrzyście opisane i niechęć obu wylewa się z ekranu. Jakby tu doszło rzeczywiście do walki, to nie ma się co oszukiwać.. brak tu już emocji. Slayer z taką aktywnością, to nawet przy słabym poście i ten od kociarza z wybitnym postem nic by nie zmieniło. Blisko squashu zapewne i tak by było, trochę tu już brak napięcia z tym, jak zostanie to rozstrzygnięte zapewne, ale i tak nadal mamy dostarczany spoko program.

Historię tego segmentu już znacie, dobrze, że chłopaki zabrały się za to, bo szkoda, żeby takie coś się nie pojawiło. Potencjał przy tym był ogromny i ShowOff dostał segment samograj, na którego nasrał, a wielu by sporo oddało, żeby w ogóle dostać taki pomysł na coś tak fajnego. Zaczynamy grubo, bo od Eliasa. To już moment, w którym wiemy, że tu będzie konkret i nie zawiedziono nas. Bekę mam giga z tego Eliasa i jego kwestii, idealnie oddany tiktokowy kidos. Potem Zack był zdecydowanie blisko przekroczenia granicy tak zwanym g-wordem w kierunku Dolnicka. Tam segment mógłby się skończyć, gdyby doszło do tego, ale no Junior się opamiętał. Jego ukazany ważniactwo tutaj też pasuje i wyciąganie nazwisk z innych fedek. Patrząc na perypetie z komentatorami u nas i tym, jak sobie brali ludzi spoza LPW, to nie powinno nikogo szokować to. Końcówka złota. XD Dick to idealna osoba na dobitkę. Pierwsza część tego dzieła jak najbardziej udana, z jajem, pomysłami, a wszystko było napisane bardzo szybko, więc jest to imponujące.

Dr Oetker jest najlepszym lekarzem.

No i fajowo, że nie zapominamy o tym, co tworzyło aktualnego Edgara, czyli te jego spotkania kontrolne z psychiatrą. Ogólnie bardzo fajny segment i jego trzymanie się narracji ''stwórcy''. Udane to wszystko i dobrze opisane słowami, porównanie do gwiazd też mega. Dobra robota, krótkie acz treściwe i idealnie odbija jego porażkę ostatnią. To jest siła takich postaci. One są w stanie te porażki przekuć w swoją historię i ukazać nam, że wszystko idzie tak, jak powinno być, więc nie ma mowy o jakimś cięższym okresie u Dickinsona. Dobra robota.

Trzeba Brownowi na pewno oddać, że odwagi i głupoty mu nie brak. Tyle upokorzeń, a on dalej głowa do przodu i leci po swoje. Bardzo cenię sobię tego NPC. No całość to musiała być egzekucja i jest, tego można było oczekiwać. Lekki brak kontroli nad Silasem dobrze pokazany i otwiera furtki w przyszłości na pewne sprawy. Ma swój klimat ta postać i Ryse dobrze to wszystko opisuje. Kolejny sympatyczny punkt gali. Na pewno z kimś takim będzie można robić ciekawe, BRUTALne programy. Wink)

Game musiał poinformować nas, że on nie jest tym bydłem, bo już bym tu właśnie o tym pisał, że jest, ale wiesz co? Szkoda te biedne zwierzęta porównywać do niego. Że on syna się dorobił to rzuca totalnie inne światło na niego, ale koniec konców i tak po mleko idzie, więc nie może być zbyt dobrze. xD Jest rzeka, jest woda, to tam mógł użyć imienia James ten koleś, jak mówił do niego, żeby nam wyszło to. Nie wiem, o jakim serialu tutaj panowie wyżej mówią, bo go nie znam, więc oceniam to na sucho, a gość jest wodą, hehe. Podoba mi się przesłanie segmentu, ukazanie zmiany Watersa, ale i jednocześnie to, że pewne cechy ma wyryte na stałe w sobie. Bardzo przyjemne to było, konkretnie opisane i klimatyczne. Fajnie to  teasuje jego postać i na pewno większość nie może się doczekać, aż się zjawi, nawet ci, którzy nie do końca byli jego fanami. Mógłem to opisać, jak Game opisał segment Lopeza, ale jak Dolnick jestem WIĘKSZYM człowiekiem i zrobiłem to w cywilizowany sposób.

Kolejne piękne użycie Browna, jak to widziałem po raz pierwszy, to już ostrą bekę miałem. Interakcja z Lopezem mam nadzieję, że wam do gustu przypada. Paddy to w sumie nie byłby taki zły partner. W swoim streszczeniowym żywiole Paddula, urocze. Potem na gali sam miałem ten zaszczyt pisania nim. Końcówka to już apogeum i ten Zack, to już by zwariował nam tam. Ta część była równie pomysłowa co i pierwsza, Jakubowie uciągneli ten segment i uratowali galę. Piękna robota.

Atak pozwolę sobie oddzielić. Ładnie rozpisany, ten był spod ręki Remika, no i Blaze mógł w końcu negatywne emocje przekuć w czyny. A tych emocji nazbierało się sporo. Przedmioty użyte, mocne akcje, no jest to na pewno dobry odwet, co by nie mówić. A co za tym pójdzie? Zobaczycie, bo to jest przełomowe, to wam mogę zdradzić. Axel na pewno w końcu dał lekki upust temu wszystkiemu. Może uda nam się stworzyć lepszy feud niż te o pasy midcardowe. A, no i bardzo doceniam prawidłowe nazwanie Lopeza kimś z Wysp Kanaryjskich, to jest prawdopodobnie najważniejszy moment gali.

Elias przegiął, oficjalnie przejebał sobie niesamowicie. G-word plus TORTA? Co to ma być. Fajna walka do czytania i mądra decyzja, by dać mu takiego fiutka Eliasa, co będzie takie rzeczy robił podczas walki i powodował, że Maksiu jeszcze większy cheer zbierze. Walka na PZ to tam bliska była bardzo.

Paddy to byłem ja, dzień dobry. Maksio bardzo fajnie, konkretnie i fejsowo wypadł. Czyli tak jak powinien. Słusznie Game zauważył, że on jest przede wszystkim bardzo ludzką postacią, z którą można sympatyzować i którą czeka teraz zupełnie nowa droga. Inna, ale nadal godna śledzenia i uwierzcie mi.. jest na co czekać. Dużo emocji i dużo sensownego dialogu, tego oczekujemy i to jest dostarczane. Kto by pomyślał kiedyś, jak osti tworzył tego Ransoma, że on będzie taką postacią, która ma tak bogatą historię.

Boomerski widok z przedniej kamerki to byłby zaiste PRZEDNI widok, hehe. Poza też hot, seksowny gnojek Derek, kobiety bo ty tam mdlały na arenie. Cieszę się, że mój smaczek Pan Terry nie umiera i ktoś sobie tego jeszcze używa. Oczywiście jest mi znana teoria z gołębiami, więc miło ją widzieć. Mocny tekst w stronę Stanów Zjednoczonych, ich niezbyt inteligentni mieszkańcy to na tej hali, by pewnie posrali się z tego powodu. Mateusz, haha, piękne, serio tutaj ''xD'' zabrakało i to by była taka wisienka na torcie totalna. Nie wisienka na Dolnicku jak co. Jednak doceniam wyciągnięcie patusa krakusa i potem drugi się pojawia. Dobrze, że krótko, bo to właśnie ten kontrast między Zackiem i Derekiem był niezbędny. Może nie Mateusz, ale Mike też jest prawie z Krakowa.. albo i nawet był, hehe. Miły segment, znowu mamy tą bardziej humorystyczną wersję Dereka, w której sprawdza się tak dobrze, jak i w poważniejszej wersji z feudu z Sabrem. Dobra robota, spełnił swoje zadanie ten segment jak najbardziej.

Pobite jak to pobite, Rob tutaj nie wypada słabo i tak też było w tym przypadku. On ma zakodowany jakiś minimalny pozioj poniżej którego nie zejdzie w tym formacie. Dobrze to prowadził, podobały mi się obśmiania zachowania Lorda, który no mógł na pewno więcej wycisnąć. Zwłaszcza że i tak dostał szansę poprawy, bo i inna wersja tego segmentu widniała, która no.. może pozostawię tamten występ Sebastiena bez komentarza. Tutaj jest poprawa i jest już lepiej, ale nadal potrzeba więcej, jeśli chce się prowadzić taką postać. Do ściany te segmenty w jego wykonaniu lepiej wyglądały. To zajebanie kanapki, no to imo zbędne, to jest zachowanie Dolnicka, a nie kogoś, kto w swojej głowie jest ponad wszystkich. Do McŁowicza nie ma się co tutaj czepiać, dobrze prowadził segment. Ogólnie ich połączenie może być serio dobre i ja wiem, jakie są plany, ale no Lord musi wejść na wyższe obroty i być bardziej szlachcicem niż zwykłym kutaskiem.

ME dobrze napisany, trochę literówek jest, ale to nie jest najważniejsze, bo sama walka została przejrzyście rozpisana, ale jednak i tak ważniejsze były wydarzenia po, które już dłuższy czas były zaplanowany. Mocne jest to zakończenie, oj mocne. Dla mnie to i jak dla pobocznych czytelników też trochę zaskoczenie, bo ja nie jestem aż tak into plany tej grupy, więc mam więcej niespodzianek. Motyw z różami mi siedzi, jak i to, że sobie dźwigni używali, przedmiotów i jeszcze ładnie załatwili Aldisa, bo potrafili zabezpieczyć się przed przybyciem ochroniarzy. Dużo sprytu i użycia intelektu z ich strony, co cieszy. No wielkie rzeczy w związku z tym będą i to na pewno pozostawia wam wiele pytań, widzom też by zostawiło, więc odwalono tu sensowną robotę. Tak się właśnie kończy gale.

Komentowałem poza domem, ale bardzo szybko mi to zleciało. Dużo akcji, mniej trochę gadanych segmentów, więc może dlatego o wiele łatwiej z komentarzem, ale wszystko jakościowe, no prawie. Udana gala, a wiem, że im dalej w las tym jeszcze lepiej będzie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
03.08.2026, 17:50
#9
ETW: Jest i ona mityczna Ramoneska! Postać Remika bez ramoneski w szafie to nie jest postać Remika. Podejrzewam, że nawet Pudzianowski na NWE też gdzieś na dnie ją tam chował. Na pewno podoba mi się odejście Blaze'a od tego co się dzieje z Lopezem na początku i skupienie się bardziej na sobie, jeśli jesteś pretendentem, to może się znaleźć miejsce na taki odbieg. Jeśli jesteś mistrzem to musi się znaleźć miejsce na taki odbieg. Dobra, co to za debil do niego podszedł? Sam zamówił kolejkę po czym to wylewa, że nie będzie propagował alko? Fck logic. To nie lepiej było wylać to na Axela, czy tą jego niewiastę? Aż się prosiło. Ale brawl w barze jako ogół to dobry pomysł, brakowało czegoś takiego w tym feudzie, zresztą nie tylko tego. Legend in Makingowi w takiej odmianie mnie nawet rozbawił xDD.

Mantel vs. EGDG: Czyli na stałe odeszliśmy od komentatorów na Elysium, niby spoko ale chociaż we wstępniaku pasowałoby zapodać że przy stoliku siedzi X i Y - no bo co? Gala bez komentatorów w sensie, że fizycznie na gali? Nawet w PTW byli. Skoro rozwiązanie było na Promo Zonie, to jak mamy tutaj takie rozstrzygnięcie? Albo panowie nie dali posta obaj, albo dali mega równego i w Excelu wyszło remisowo. Aż sprawdzę. Ej co jest? Slayer oddał posta a Spaźmik nie. To skąd to co się wydarzyło? Zaraz pewnie uruchomi się lawina odpowiedzi na czacie czemu tak a nie inaczej, a bo to, a bo tamto, ale szczerze coraz mniej chce mi się na niego i wchodzić i czytać, więc może przeczytam, może nie xD. Nie rozumiem tego, może zostało to jakoś uzgodnione ze Slayerem, nie wiem. No bo jeśli nie, to po co tę walkę odraczać na za tydzień, czy kiedyś tam? Gorzej jak na siłę zostanie to przepchane do Heatwave.

Shadow/ZSJ/Dolnick/Ransom: Poszukiwań partnera przez ZSJ część pierwsza, coś czuję że łatwo nie było. Wiem na pewno, że kwestii Zacka nie pisał ShowOffowaty. Nie mógł sobie odpuścić wcześniej grania? xD Okej, ten segment utwierdza mnie w przekonaniu, że Łopata Jakuba zacznie go lekko podkopywać, bo nie wypadł zbyt korzystnie w tym segmencie Sabre. W sensie jaki był zamysł tego segmentu? Oryginalnie ZSJ też miał tu wyjść jak jakiś półmózg? Rozumiem, że Zack miał mieć trudności w tym, ale czy to aby na pewno tak miało być?

Edgar: Mamy powrót Edgara do korzeni - do psychiatry haha. Coś nowego nadchodzi dla Edgara, no gdzieś ten feud z Brutalem mi tu zaczyna podlatywać, bo zarówno jeden jak i drugi jako jedni z niewielu nie mają co na Elysium robić, więc normalnie prosiłoby się o jakieś ich połączenie w takiej czy innej formie.

Brown vs. Crowe: Ależ ja lubie klimat jaki dają Crowe z doktorkiem, mają coś w sobie że chce się tego więcej, ale jakieś zmiany muszą tu nadejść po jakimś czasie, na samym obijaniu noname'ów można się ślizgać kilka tygodni i mam nadzieję, że Rysiek wyczuje moment razem z CT kiedy należy przestać, bo mnie w sumie byłoby ciężko go wytypować, nigdy nie byłem na e-fedach w sytuacji w której obijam kilka tygodni npc-y żeby moja postać była wiarygodna, albo o zgrozo co gorsza, nigdy nie walczyłem ze swoimi postaciami gorszego sortu, żeby podbudować tę główną. 

JRW: Przyjemne to było, miła odmiana segmentu który nie podbudowuje walki, programu czy nawet zawodnika. On stawia go przed decyzją, co wychodzi mega naturalnie. Siadł mi ten klimat - Montana, słońce, góry - czy tylko ja wyczuwam tu Yellowstone? Widziałem bodajże 2,5 sezonu bo gdzieś tam przestałem, z czasem było słabo i przestałem. Słyszałem kiedyś teorię, że jak się przestaje oglądać jakiś serial to znaczy że jest słaby. Ale w tym wypadku bym się nie zgodził. Fajny kontrast na zasadzie tego, że Waters jeśli wróci do LPW to może stracić właśnie to, co w tym segmencie zostało pokazane. Inaczej na niego patrzę niż do tej pory dzięki temu. Lubię tajemniczość w segmentach i tu nie było inaczej, nie wiadomo w sumie z kim gadał JRW, czy z przyjacielem, czy z kimś innym.  On wraca, bo po prostu nie potrafi przestać szukać czegoś, czego prawdopodobnie nigdy nie znajdzie. I to daje mu sporo głębi, na zasadzie takiej, że on nie próbuje nawet udawać, że tę metamorfozę już przeszedł. Bardzo możliwe, że przejdzie ją właśnie w LPW. Oh God, wziął mnie ten segment z zaskoczenia, nie powiem że nie, przyjemne uczucie.  Ja bym na koniec jeszcze coś dodał, na przykład że po odejściu Watersa ten facet mógłby zostać sam, spojrzeć na rzekę i powiedzieć coś krótkiego w stylu: „Mam nadzieję, że tym razem wrócisz jako człowiek, a nie jako wojownik.” Ale to już zmieniałoby charakter sceny i koncepcję być może nawet samej postaci samego właściciela - a może by siadło? Nie mi oceniać. To pozostawiam właścicielowi, nawet nie wiem kto nim gra XD.

ZSJ/Paddy/Lopez:  Sabre desperacko szuka partnera do walki i z każdą kolejną osobą coraz bardziej traci cierpliwość. Najlepsze jest to, że każdy kolejny kandydat jest jeszcze bardziej absurdalny od poprzedniego. No bo Lopez go zbywa byczym moczem, Paddy zaczyna robić wywiad, Salvador całuje miotłę, a Tautu nagle bawi się w Edgara, znowu kogoś parodiuje. Brawl brawlem, bo już dostaliśmy tego preludium tuż przed galą, ale zachowanie Blaze'a po przybyciu ochrony najbardziej wzbudziło moją uwagę. Nie stawia oporu, ta ochrona jest chyba mocno nakokszona u nas, niczym moja postać w Gothicu. To drobiazg, ale dzięki temu nie wygląda jak bezmyślny furiat, który chce za wszelką cenę walczyć z każdym, tylko jak ktoś, kto zrobił dokładnie to, co chciał zrobić, i kiedy uznał, że sprawa jest zakończona, pozwolił się odciągnąć - od tego są inne osoby w tej federacji. W sumie to Axel po zdobyciu mistrzostwa pokazuje zupełnie inną twarz. Przed zdobyciem pasa był szczęśliwym, emocjonalnym babyface'em, a tutaj nagle widzimy gościa, który potrafi kompletnie stracić panowanie nad sobą. To stawia solidne podwaliny pod dalszą historię, bo można się zastanawiać, czy Blaze zaczyna mieć problem z kontrolowaniem emocji, czy Lopezzo rzeczywiście przekroczył granicę, czy może mistrzostwo zaczyna wpływać na jego zachowanie, a może wszystko naraz? 

Ransom vs. Shadow: Nie za dużo tej ofensywy dano Eliasowi? Ale w sumie patrząc na posty i Panterowej i Jakubowej to ciężko tak naprawdę poważnego coś o tym powiedzieć, więc nie powiem nic xD. Natomiast! Wygrana Ransoma stałą się faktem, żadnym zaskoczeniem zresztą - ale prawdziwa treść zaczyna się tak naprawdę po tej walce. Maksiu zaznacza tutaj nam, że w końcu chce być traktowany poważnie, ale jednocześnie nie odcina się od publiki, z tą maskotką widowni interesujące. Wiecie dlaczego Maxwell mnie wcześniej nie interesował? Bo to była czysta komedia, ale to tak czysta komedia jakiej ja chyba nie zwykłem rozumieć, a chyba 80% tego feda wcina to z ręki, jakby to jakieś złoto bookingowe było. Niech będzie, o gustach się nie dyskutuje! Natomiast! (głosem Mateusza Borka). Bardzo się cieszę, że za tą komediową postacią, za którą do tej pory miałem Ransoma jest jakaś historia, którą nie do końca znamy (chyba że inni znają), no ja nie znam. To zostawia wiele opcji, na pewno Maxwell przynajmniej według mnie, nie za bardzo chce wracać do tego kim był kiedyś i wydaje mi się, że to dobry kierunek. Taki z niego trochę typek, który przez lata był dla ludzi zabawny, sympatyczny i uwielbiany, ale sam zaczął mieć z tym problem, bo chciałby w końcu zostać zapamiętany również jako poważny wrestler. I tego mu życzę. 

Halloway/Brutal: Akurat tę komedię łykam jak pelikan, zwłaszcza odkąd Derek zdobył pas Eternal, samo to nadaje temu wyższą rangę. Derek to jest taka postać, której nie trzeba nikomu tłumaczyć. W sensie ktoś zobaczy wygląd, zobaczy chociaż urywek jego gimmicku - to nie musi znać jego historii aby się w tę postać wczuć - takie postacie cenię najbardziej. Kubek przewracający telefon, sprawdzanie czy go nie zalał, to jest dokładnie ten rodzaj nieporadności, który pasuje do gościa przekonanego, że właśnie odkrył prawdę o świecie. Fajnie też, że on nie jest przedstawiony jako ktoś, kto udaje wariata. On absolutnie wierzy w to, co mówi. Dzięki temu te teorie o ptakach jako dronach są zabawniejsze, bo Derek wykłada je z pełną powagą, jakby właśnie prowadził wykład na jakimś UJ-cie XD i miał doktora z historii. Połączenie Brutala i Hallowaya jest tak naturalne, że chyba nikt lepiej nie wpisałby się w rolę partnera dla Dereka w tej walce, serio. Derek jest gościem, który wszystko analizuje i doszukuje się drugiego dna, a Brutal jest dokładnie odwrotny, ma wydupcone - i dlatego to zagrało i jeszcze pewnie zagra.  Bo to jest jeden z tych przypadków, gdzie dwie kompletnie różne postacie bardzo dobrze się uzupełniają. Halloway po prostu znalazł pierwszego chętnego, Brutal dostał okazję do napierdalania i temat załatwiony. Fajny pomysł Kubunia tu ugotował.

Pobite Gary: PG chyba zwykle powinny służyć McŁowiczowi, przynajmniej wydaje mi się że taki był zamysł. Ale bardzo fajnie z tego sega wyszedł moim zdaniem też nasz Milordzik. Na pewno powinien być bardziej wyrazisty po tej gali. Konflikt swojskiego, dość normalnego kucharza z nadętym arystokratą z Państwa Podłużnego Pieczywa naprawdę miałby sens na dłuższą skalę, a nie na tylko jeden segment. Sebastien natomiast jest tutaj chyba najlepszym elementem. Jego wejście, odsuwanie się od fanów, obrzydzenie do amerykańskich składników, pytanie o sztućce, wszystko konsekwentnie pokazuje jego gimmick bez konieczności tłumaczenia widzowi, kim on jest, a pisałem wcześniej w komentarzu co sądze o takich postaciach. Nawet zrobił się lekko sympatyczny bo odkrył że barbecue jest dobre, zresztą on nawet jak kogoś komplementuje to robi to w sposób obraźliwy, sprytnie. Oj chyba jednak mamy tu rozpoczęcie konfliktu.  Najciekawsze jednak byłoby, gdyby Sebastien rzeczywiście uznał, że Rob jest świetnym kucharzem i autentycznie chciał go mieć przy sobie, tylko kompletnie nie rozumiał, że Rob może powiedzieć w pewnym momencie basta. Wtedy jego późniejsze działania wynikają nie z tego, że np. nie lubi Roba, ale z jego spaczonego poczucia własnej pozycji. To dużo bardziej pasowałoby do arystokratycznego gimmicku, w który zaczynam się coraz mocniej wkręcać.

Halloway & Brutal vs. Edgar & ZSJ: Hehe, który to już Main Event Brutala? Brutal i Dickinson, no chodzą mi dwie te postacie w parze od kilku tygodni, gdzieś je trzeba złączyć i chyba mam odpowiedź gdzie. Bardzo fajnie zresztą zabookowany Brutal - temperowany przez Hallowaya, taki zapalnik który rozpierdala wszystko, albo chce to zrobić, mega. Cały ten finał jest zdecydowanie mocniejszy niż cała walka, która zresztą wypadła bardzo fajnie, każdy był aktywny, ale gdzie jest moment ujawnienia się Edgara jako partnera Zacka? W sensie, przebrnąłem przez tę galę szybko i tak dalej, sprawnie mi to poszło, ale że aż tak, że coś ominąłem? Bardzo podoba mi się, że lider, czyli ten pseudo Ciampa praktycznie nie musi robić nic własnymi rękami przez większość segmentu. On wydaje polecenia, a pozostali wykonują jego rozkazy. Więc widać już że tak powiem kto tu pociąga za sznurki i kto jest za ten rozpierdol odpowiedzialny. Ciekaw jestem czy przed zwaleniem sprawy z materiałami na galę plan na Zacka w tym całym zakończeniu był taki sam XD. Nie powiem, taki trochę Nexus vibe z 2010.  I jeszcze lepsze jest to, że Aldis robi dokładnie to, co powinien zrobić GM w takiej sytuacji, czyli wzywa ochronę - normalna reakcja. I nagle okazuje się, że ochrony nie ma. Wtedy dopiero wychodzi na jaw, że ci ludzie nie pojawili się przypadkowo w ringu, oni się musieli przedrzeć przez zaplecze - tylko gdzie były kamery? Nikt nie widział wcześniej, że na zapleczu dzieją się dantejskie sceny? Trochę dziwne. Derek znowu staje przed kolejnym spiskiem, Brutal znowu jak zaczął być na fali wznoszącej zostaje sprowadzony do parteru, Edgar jak rozmawiał z psychologiem, to teraz będzie musiał pogadać z jakimś fizjoterapeutą, a Zack to jest boidupa. Z tymi różami spoko motyw, dzięki temu nie jest to zwykły debiut stajni, zwykły atak, to coś więcej. A wszystko to super oddaje reakcja Aldisa na to całe łajno.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Michał
Zawodowiec
03.08.2026, 17:50 #9
ETW: Jest i ona mityczna Ramoneska! Postać Remika bez ramoneski w szafie to nie jest postać Remika. Podejrzewam, że nawet Pudzianowski na NWE też gdzieś na dnie ją tam chował. Na pewno podoba mi się odejście Blaze'a od tego co się dzieje z Lopezem na początku i skupienie się bardziej na sobie, jeśli jesteś pretendentem, to może się znaleźć miejsce na taki odbieg. Jeśli jesteś mistrzem to musi się znaleźć miejsce na taki odbieg. Dobra, co to za debil do niego podszedł? Sam zamówił kolejkę po czym to wylewa, że nie będzie propagował alko? Fck logic. To nie lepiej było wylać to na Axela, czy tą jego niewiastę? Aż się prosiło. Ale brawl w barze jako ogół to dobry pomysł, brakowało czegoś takiego w tym feudzie, zresztą nie tylko tego. Legend in Makingowi w takiej odmianie mnie nawet rozbawił xDD.

Mantel vs. EGDG: Czyli na stałe odeszliśmy od komentatorów na Elysium, niby spoko ale chociaż we wstępniaku pasowałoby zapodać że przy stoliku siedzi X i Y - no bo co? Gala bez komentatorów w sensie, że fizycznie na gali? Nawet w PTW byli. Skoro rozwiązanie było na Promo Zonie, to jak mamy tutaj takie rozstrzygnięcie? Albo panowie nie dali posta obaj, albo dali mega równego i w Excelu wyszło remisowo. Aż sprawdzę. Ej co jest? Slayer oddał posta a Spaźmik nie. To skąd to co się wydarzyło? Zaraz pewnie uruchomi się lawina odpowiedzi na czacie czemu tak a nie inaczej, a bo to, a bo tamto, ale szczerze coraz mniej chce mi się na niego i wchodzić i czytać, więc może przeczytam, może nie xD. Nie rozumiem tego, może zostało to jakoś uzgodnione ze Slayerem, nie wiem. No bo jeśli nie, to po co tę walkę odraczać na za tydzień, czy kiedyś tam? Gorzej jak na siłę zostanie to przepchane do Heatwave.

Shadow/ZSJ/Dolnick/Ransom: Poszukiwań partnera przez ZSJ część pierwsza, coś czuję że łatwo nie było. Wiem na pewno, że kwestii Zacka nie pisał ShowOffowaty. Nie mógł sobie odpuścić wcześniej grania? xD Okej, ten segment utwierdza mnie w przekonaniu, że Łopata Jakuba zacznie go lekko podkopywać, bo nie wypadł zbyt korzystnie w tym segmencie Sabre. W sensie jaki był zamysł tego segmentu? Oryginalnie ZSJ też miał tu wyjść jak jakiś półmózg? Rozumiem, że Zack miał mieć trudności w tym, ale czy to aby na pewno tak miało być?

Edgar: Mamy powrót Edgara do korzeni - do psychiatry haha. Coś nowego nadchodzi dla Edgara, no gdzieś ten feud z Brutalem mi tu zaczyna podlatywać, bo zarówno jeden jak i drugi jako jedni z niewielu nie mają co na Elysium robić, więc normalnie prosiłoby się o jakieś ich połączenie w takiej czy innej formie.

Brown vs. Crowe: Ależ ja lubie klimat jaki dają Crowe z doktorkiem, mają coś w sobie że chce się tego więcej, ale jakieś zmiany muszą tu nadejść po jakimś czasie, na samym obijaniu noname'ów można się ślizgać kilka tygodni i mam nadzieję, że Rysiek wyczuje moment razem z CT kiedy należy przestać, bo mnie w sumie byłoby ciężko go wytypować, nigdy nie byłem na e-fedach w sytuacji w której obijam kilka tygodni npc-y żeby moja postać była wiarygodna, albo o zgrozo co gorsza, nigdy nie walczyłem ze swoimi postaciami gorszego sortu, żeby podbudować tę główną. 

JRW: Przyjemne to było, miła odmiana segmentu który nie podbudowuje walki, programu czy nawet zawodnika. On stawia go przed decyzją, co wychodzi mega naturalnie. Siadł mi ten klimat - Montana, słońce, góry - czy tylko ja wyczuwam tu Yellowstone? Widziałem bodajże 2,5 sezonu bo gdzieś tam przestałem, z czasem było słabo i przestałem. Słyszałem kiedyś teorię, że jak się przestaje oglądać jakiś serial to znaczy że jest słaby. Ale w tym wypadku bym się nie zgodził. Fajny kontrast na zasadzie tego, że Waters jeśli wróci do LPW to może stracić właśnie to, co w tym segmencie zostało pokazane. Inaczej na niego patrzę niż do tej pory dzięki temu. Lubię tajemniczość w segmentach i tu nie było inaczej, nie wiadomo w sumie z kim gadał JRW, czy z przyjacielem, czy z kimś innym.  On wraca, bo po prostu nie potrafi przestać szukać czegoś, czego prawdopodobnie nigdy nie znajdzie. I to daje mu sporo głębi, na zasadzie takiej, że on nie próbuje nawet udawać, że tę metamorfozę już przeszedł. Bardzo możliwe, że przejdzie ją właśnie w LPW. Oh God, wziął mnie ten segment z zaskoczenia, nie powiem że nie, przyjemne uczucie.  Ja bym na koniec jeszcze coś dodał, na przykład że po odejściu Watersa ten facet mógłby zostać sam, spojrzeć na rzekę i powiedzieć coś krótkiego w stylu: „Mam nadzieję, że tym razem wrócisz jako człowiek, a nie jako wojownik.” Ale to już zmieniałoby charakter sceny i koncepcję być może nawet samej postaci samego właściciela - a może by siadło? Nie mi oceniać. To pozostawiam właścicielowi, nawet nie wiem kto nim gra XD.

ZSJ/Paddy/Lopez:  Sabre desperacko szuka partnera do walki i z każdą kolejną osobą coraz bardziej traci cierpliwość. Najlepsze jest to, że każdy kolejny kandydat jest jeszcze bardziej absurdalny od poprzedniego. No bo Lopez go zbywa byczym moczem, Paddy zaczyna robić wywiad, Salvador całuje miotłę, a Tautu nagle bawi się w Edgara, znowu kogoś parodiuje. Brawl brawlem, bo już dostaliśmy tego preludium tuż przed galą, ale zachowanie Blaze'a po przybyciu ochrony najbardziej wzbudziło moją uwagę. Nie stawia oporu, ta ochrona jest chyba mocno nakokszona u nas, niczym moja postać w Gothicu. To drobiazg, ale dzięki temu nie wygląda jak bezmyślny furiat, który chce za wszelką cenę walczyć z każdym, tylko jak ktoś, kto zrobił dokładnie to, co chciał zrobić, i kiedy uznał, że sprawa jest zakończona, pozwolił się odciągnąć - od tego są inne osoby w tej federacji. W sumie to Axel po zdobyciu mistrzostwa pokazuje zupełnie inną twarz. Przed zdobyciem pasa był szczęśliwym, emocjonalnym babyface'em, a tutaj nagle widzimy gościa, który potrafi kompletnie stracić panowanie nad sobą. To stawia solidne podwaliny pod dalszą historię, bo można się zastanawiać, czy Blaze zaczyna mieć problem z kontrolowaniem emocji, czy Lopezzo rzeczywiście przekroczył granicę, czy może mistrzostwo zaczyna wpływać na jego zachowanie, a może wszystko naraz? 

Ransom vs. Shadow: Nie za dużo tej ofensywy dano Eliasowi? Ale w sumie patrząc na posty i Panterowej i Jakubowej to ciężko tak naprawdę poważnego coś o tym powiedzieć, więc nie powiem nic xD. Natomiast! Wygrana Ransoma stałą się faktem, żadnym zaskoczeniem zresztą - ale prawdziwa treść zaczyna się tak naprawdę po tej walce. Maksiu zaznacza tutaj nam, że w końcu chce być traktowany poważnie, ale jednocześnie nie odcina się od publiki, z tą maskotką widowni interesujące. Wiecie dlaczego Maxwell mnie wcześniej nie interesował? Bo to była czysta komedia, ale to tak czysta komedia jakiej ja chyba nie zwykłem rozumieć, a chyba 80% tego feda wcina to z ręki, jakby to jakieś złoto bookingowe było. Niech będzie, o gustach się nie dyskutuje! Natomiast! (głosem Mateusza Borka). Bardzo się cieszę, że za tą komediową postacią, za którą do tej pory miałem Ransoma jest jakaś historia, którą nie do końca znamy (chyba że inni znają), no ja nie znam. To zostawia wiele opcji, na pewno Maxwell przynajmniej według mnie, nie za bardzo chce wracać do tego kim był kiedyś i wydaje mi się, że to dobry kierunek. Taki z niego trochę typek, który przez lata był dla ludzi zabawny, sympatyczny i uwielbiany, ale sam zaczął mieć z tym problem, bo chciałby w końcu zostać zapamiętany również jako poważny wrestler. I tego mu życzę. 

Halloway/Brutal: Akurat tę komedię łykam jak pelikan, zwłaszcza odkąd Derek zdobył pas Eternal, samo to nadaje temu wyższą rangę. Derek to jest taka postać, której nie trzeba nikomu tłumaczyć. W sensie ktoś zobaczy wygląd, zobaczy chociaż urywek jego gimmicku - to nie musi znać jego historii aby się w tę postać wczuć - takie postacie cenię najbardziej. Kubek przewracający telefon, sprawdzanie czy go nie zalał, to jest dokładnie ten rodzaj nieporadności, który pasuje do gościa przekonanego, że właśnie odkrył prawdę o świecie. Fajnie też, że on nie jest przedstawiony jako ktoś, kto udaje wariata. On absolutnie wierzy w to, co mówi. Dzięki temu te teorie o ptakach jako dronach są zabawniejsze, bo Derek wykłada je z pełną powagą, jakby właśnie prowadził wykład na jakimś UJ-cie XD i miał doktora z historii. Połączenie Brutala i Hallowaya jest tak naturalne, że chyba nikt lepiej nie wpisałby się w rolę partnera dla Dereka w tej walce, serio. Derek jest gościem, który wszystko analizuje i doszukuje się drugiego dna, a Brutal jest dokładnie odwrotny, ma wydupcone - i dlatego to zagrało i jeszcze pewnie zagra.  Bo to jest jeden z tych przypadków, gdzie dwie kompletnie różne postacie bardzo dobrze się uzupełniają. Halloway po prostu znalazł pierwszego chętnego, Brutal dostał okazję do napierdalania i temat załatwiony. Fajny pomysł Kubunia tu ugotował.

Pobite Gary: PG chyba zwykle powinny służyć McŁowiczowi, przynajmniej wydaje mi się że taki był zamysł. Ale bardzo fajnie z tego sega wyszedł moim zdaniem też nasz Milordzik. Na pewno powinien być bardziej wyrazisty po tej gali. Konflikt swojskiego, dość normalnego kucharza z nadętym arystokratą z Państwa Podłużnego Pieczywa naprawdę miałby sens na dłuższą skalę, a nie na tylko jeden segment. Sebastien natomiast jest tutaj chyba najlepszym elementem. Jego wejście, odsuwanie się od fanów, obrzydzenie do amerykańskich składników, pytanie o sztućce, wszystko konsekwentnie pokazuje jego gimmick bez konieczności tłumaczenia widzowi, kim on jest, a pisałem wcześniej w komentarzu co sądze o takich postaciach. Nawet zrobił się lekko sympatyczny bo odkrył że barbecue jest dobre, zresztą on nawet jak kogoś komplementuje to robi to w sposób obraźliwy, sprytnie. Oj chyba jednak mamy tu rozpoczęcie konfliktu.  Najciekawsze jednak byłoby, gdyby Sebastien rzeczywiście uznał, że Rob jest świetnym kucharzem i autentycznie chciał go mieć przy sobie, tylko kompletnie nie rozumiał, że Rob może powiedzieć w pewnym momencie basta. Wtedy jego późniejsze działania wynikają nie z tego, że np. nie lubi Roba, ale z jego spaczonego poczucia własnej pozycji. To dużo bardziej pasowałoby do arystokratycznego gimmicku, w który zaczynam się coraz mocniej wkręcać.

Halloway & Brutal vs. Edgar & ZSJ: Hehe, który to już Main Event Brutala? Brutal i Dickinson, no chodzą mi dwie te postacie w parze od kilku tygodni, gdzieś je trzeba złączyć i chyba mam odpowiedź gdzie. Bardzo fajnie zresztą zabookowany Brutal - temperowany przez Hallowaya, taki zapalnik który rozpierdala wszystko, albo chce to zrobić, mega. Cały ten finał jest zdecydowanie mocniejszy niż cała walka, która zresztą wypadła bardzo fajnie, każdy był aktywny, ale gdzie jest moment ujawnienia się Edgara jako partnera Zacka? W sensie, przebrnąłem przez tę galę szybko i tak dalej, sprawnie mi to poszło, ale że aż tak, że coś ominąłem? Bardzo podoba mi się, że lider, czyli ten pseudo Ciampa praktycznie nie musi robić nic własnymi rękami przez większość segmentu. On wydaje polecenia, a pozostali wykonują jego rozkazy. Więc widać już że tak powiem kto tu pociąga za sznurki i kto jest za ten rozpierdol odpowiedzialny. Ciekaw jestem czy przed zwaleniem sprawy z materiałami na galę plan na Zacka w tym całym zakończeniu był taki sam XD. Nie powiem, taki trochę Nexus vibe z 2010.  I jeszcze lepsze jest to, że Aldis robi dokładnie to, co powinien zrobić GM w takiej sytuacji, czyli wzywa ochronę - normalna reakcja. I nagle okazuje się, że ochrony nie ma. Wtedy dopiero wychodzi na jaw, że ci ludzie nie pojawili się przypadkowo w ringu, oni się musieli przedrzeć przez zaplecze - tylko gdzie były kamery? Nikt nie widział wcześniej, że na zapleczu dzieją się dantejskie sceny? Trochę dziwne. Derek znowu staje przed kolejnym spiskiem, Brutal znowu jak zaczął być na fali wznoszącej zostaje sprowadzony do parteru, Edgar jak rozmawiał z psychologiem, to teraz będzie musiał pogadać z jakimś fizjoterapeutą, a Zack to jest boidupa. Z tymi różami spoko motyw, dzięki temu nie jest to zwykły debiut stajni, zwykły atak, to coś więcej. A wszystko to super oddaje reakcja Aldisa na to całe łajno.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
03.08.2026, 19:04
#10
Panowie od pasa mogli sobie leżeć z jajcami na wierzchu przez 2 tygodnie, ale nie ma tak dobrze, trzeba do roboty wracać. Widać, że zostało to sensownie przemyślane - Lopez uderza wtedy, kiedy Blaze najmniej się tego spodziewał. Niech to się rozwija w swoim tempie, do PPV jest jeszcze trochę czasu, ale na razie raczej nie mam zastrzeżeń do tego programu. Blaze dostał wpierdol, ale w sumie i tak sfarmił trochę aury, jak to ma w zwyczaju. Lopez nigdy żadnej aury nie miał, ale jemu ona w ogóle nie jest potrzebna. Co do opisu, to zatrzymałem się przy "Legend In Makingowi" - tak chyba się nie powinno mówić. Ale w sumie to nie wiem jak można by było to zapisać, żeby lepiej brzmiało. Odwieczny problem z deklinacją w tym naszym pięknym języku.

Widzę że dla odmiany nikt nic nie gada na początku. W sumie można było się spodziewać, że do tej walki ostatecznie nie dojdzie. W sensie można by było ją przeprowadzić, ale jak dla mnie ten program stał się już na tyle intensywny, że lepiej wstrzymać się do PPV. "W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz." - pozdro Sami Zayn i Kevin Owens XD zawsze kiedy widzę tę sekwencję, to ta dwójka przychodzi do głowy. Niesamowite, że jeden gruby i drugi rudy mieli tak duży wpływ na całą branżę. Cały ten brawl porządnie rozpisany. Aldis trochę jakby cyrkiem zarządzał - małpki niech się biją, a ja popatrzę XD ewidentnie show jest dla niego ważniejsze od pieniędzy. W sumie dla nas lepiej.

Szkoda, że kolega ShowOff zlekceważył sobie resztę ekipy. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że jestem zaskoczony. Zajebisty pomysł, żeby podbić do Eliasa z prośbą o tag team xd zastanawiam się w sumie, czy ten segment od początku miał mieć taki przebieg, czy wymyśliliście takie cudo na poczekaniu, żeby się pośmiać z Zacka. Fajne przemycenie Ospreaya. W ogóle tutaj mam pewną ciekawostkę, bo nie wiem czy wiecie, ale obecnie to w ogóle trwa G1 Climax i Sabre w nim uczestniczy. W dodatku któreś z tych pierwszych show z tego turnieju odbywało się w Illinois i to zdaje się w podobnym czasie do którejś z naszych gal w Chicago. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie był pierwotny pomysł. Kurwa, jeszcze ten Dick XD no patrząc na jego nazwę nie należało się tu spodziewać niczego innego.

Reklama a'la "twoja stara leczy się u Dr. Oetkera"

Wahadło Newtona = Judasz vs Szatan XD (swoją drogą piękny był tam motyw muzyczny). Lubię tego Edka, nawet jak gada głupoty, to jest to podane w taki sposób, że aż chce się tego więcej. Niby na Colosseum mamy Nathana Martina, który też przemyca podobny motyw - "to ja tu tworzę rzeczywistość". Tylko że z Martinem jest tak, że trzeba jeszcze pewne rzeczy u niego dopracować, żeby to banglało. Tutaj mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Teoretycznie w tym momencie nieznana jest jego dalsza droga, ale to w ogóle nie sprawia, że stał się męczący w odbiorze. Ja poproszę o jakąś ciekawą rywalizację dla niego, bo to zbyt dobra postać, by się marnować.

Jeff Brown to najprawdopodobniej największy cymbał w tej federacji (czyli wiele się nie zmieniło względem WCW, tam też był debilem w chuj). Postać będąca de facto narzędziem w ręku kogoś innego korzysta z akcji o nazwie "Failed Procedure" - to nie zapowiada niczego dobrego XD ok, zostało nam tutaj pokazane, że nie wszystko tam działa jak należy. Pozostaje więc obserwować tę postać z zaciekawieniem. Ja myślę, że ona może się rozwinąć w coś mocniejszego, aczkolwiek polecam solidnie przemyśleć drogę, jaką chcecie jej nakreślić, bo mam wrażenie, że taki wątek można dość łatwo popsuć.

Jest i on, najbardziej niezainteresowany wrestler, który jednak poświęca czas swój i federacji na proma. Zobaczymy, czy tym razem będzie może trochę bardziej chciał dołączyć do LPW. O nie, rozmnożył się. No to nie będzie miał lekko w życiu ten syn. Czyli chyba jednak jest trochę zainteresowany. "Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony." - no to jest cholernie prawdziwe. I trochę przejebane zarazem. Nie wiem w sumie, czy osobiście mnie to dotyczy, ale nie wykluczam takiej możliwości. Dla mnie on w ogóle nie jest tym dawnym sobą, ale to dobrze, tamten był wkurwiający, a tu jeszcze nie wiem, co będzie, ale obserwuję z ciekawością. Generalnie pozytywnie to się prezentuje. A tak w ogóle to miałem zamiar nie komentować postaci bez KP, ale przypomniałem sobie o tym dopiero w trakcie czytania tego tu, także znajcie moje dobre serce.

Cała ta gala by się nadała na jakiś plot do tych historyjek z gier WWE, gdzie praktycznie zawsze pojawia się motyw "szukania swojej tożsamości po porażce" przez głównego bohatera. Taki mniej więcej jest Sabre na tej gali, tylko że w krzywym zwierciadle. Co to w ogóle za dialog z tym Paddym, jeden drugiemu przerywa XD no i streszczanie też musiało się pojawić. Tak się nawzajem przekrzykiwali, że aż kodowanie zjadło przy ostatniej kwestii. Edgar Tauterson xd no ciężki dzień ma ten Sabre. A wystarczyło wybrać swojego psa.

No ale czemu tak ośmieszacie Paddulę, co to za potykanie się o własne nogi, on nigdy nie był aż takim gamoniem. Jest i kolejny wpierdol. Stalowa skrzynia z backstage, klasyk. Dawać jeszcze te pręty co robią taki fajny hałas i będzie komplet. Co tu dużo gadać, Blaze zareagować musiał i zrobił to adekwatnie do sytuacji. Dwie rzeczy od nich, trzeciej się raczej nie spodziewam. Fajnie, że dostajemy tym razem coś innego niż gadanie.

Walkę może bym przeczytał, ale tam jest Elias, czyli pewnie cringe'owe gówno w każdej linijce, także sobie daruję. Paddula to niezmordowany jest. Kurwa, to on nazwał Wesa "May of Mahen"? XDDDD a ja się zastanawiałem ostatnio nad tym kto to zrobił, tylko zapomniałem zapytać. Kurde, w sumie to streszczenie kariery Ransoma wyjątkowo tu pasuje. Kontynuujemy motyw depresyjnego Maksia. A Grubasowi już się nie chciało wychodzić. W sumie ten Ransom to też na swój sposób kultowa postać, chociaż przez większość czasu był przybocznym dla Dolnicka. Teraz dostał swoją historię - ja jestem za, niech gościu coś ma z tej swojej kariery.

Już od samego startu ten segment Hallowaya będzie wspaniały. Doceniam umiejscowienie (czyli pomiędzy dwiema ostatnimi walkami), ale tradycja z Colosseum mówi, że Halloway ze swoimi pierdami na backstage powinien pojawiać się przed samą walką wieczoru. Apeluję o debiut Pana Terry'ego na jakiejś gali. Gość się z lekka cofnął do ustawień fabrycznych w tym segmencie. Czy to źle? Absolutnie nie, w końcu to na tym wypłynął. "zrobić z nas wariantów" - to jest celowa literówka czy nie? Swoją drogą to jest naprawdę przygnębiające, kiedy sobie człowiek uświadamia, jak wielu idiotów na tym świecie wierzy w spisek 9/11. „siema, kurwa, kto będzie Twoim Tag Team partnerem?” Fajnie by było jakby ktoś z Krakowa." - no jeżeli ktoś z Krakowa i jeszcze w dodatku "siema kurwa", to ja widzę tylko jednego kandydata. Michał Pawlak. Nikt inny. O, widzę że trafiłem XD (jakby ktoś nie wiedział - Brutal w wersji z SDW nazywał się Michał Pawlak i pochodził z Krakowa XD) w ogóle pięknie zarysowany kontrast między Hallowayem i Zackiem - jeden przez cały dzień szuka partnera i znaleźć nie może, drugi randomowo zaczepia typa i sprawa załatwiona XD gratuluję temu, kto na to wpadł. "only the truth can set you free" - ty tam uważaj z tymi zaklęciami, bo jeszcze zsummonujesz dzikiego R-Trutha z serem zamiast głowy i twoim następnym partnerem nie będzie Brutal tylko Little Jimmy.

Widzę, że trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, iż Wyspy Kanaryjskie nie przynależą do Półwyspu Iberyjskiego. To my chyba musimy zrobić coś podobnego w kontekście nazwy Colosseum.

Pobite. Już po składnikach domyślam się, że pan Francuz nie będzie zadowolony. Dobrze, że nie zaprosił jakiegoś Włocha, bo patrząc na jego luźne podejście do tradycyjnej kuchni zapewne dostałby już zakaz wjazdu na terytorium całego kraju. Chociaż za ten keczup to już pewnie i tak do Italii nie wjedzie. No i wjechała szpila w Lorda jeszcze zanim przyszedł. Ciekawe czy się odgryzie. A, bo my w ringu jesteśmy. Nie doczytałem za pierwszym razem. Myślałem, że w kuchni. No okej, jak chcecie. "obawiałem się, że moje wyrafinowane kubki smakowe mogą zostać zniszczone" - nie, to nie jest Lord. To brzmi jak ktoś, kto udaje człowieka z wyższych sfer, ale nie ma pojęcia jak to robić. Musiałem zrobić research co do tej kanapki i faktycznie spożywa się ją przy pomocy sztućców. No ale te jego wypowiedzi mi nie siedzą. Nie czuję tu kompletnie postaci arystokraty. Brzmi bardziej jak bogaty bękart pokroju DiMateo. I co on nagle tak wyjeżdża z tym "od dzisiaj jesteś moim kucharzem", wtf? XD potężnie się odkleił kolega. W sumie tym segmentem zbudował nawet Roba, ale siebie to za chuja. Liczę na lepsze wczucie w ten gimmick, bo można nim robić fajne rzeczy, no ale nie w ten sposób. Nadal jestem ciekaw dalszego przebiegu tego programu. Tutaj mimo że Lord skończył na nogach, to według mnie zaprezentował się słabiej od McŁowicza.

"Pan Terry podczas karnawału siedział na tarasie" - wise words from a wise man.

OK, no contest, trochę się tego spodziewałem. No w końcu jest ta postać, która już miesiąc temu została zgłoszona do rosteru. Theme song ma nie byle jaki, to trzeba przyznać. Jakiś mały kawałek planów związanych z tą postacią widziałem. Domyślam się, że te różnice we wzroście u przydupasów nie są przypadkowe. No, no, widzę że grubo tam jest. Dawno nie widziałem takiego debiutu. To są takie rzeczy, które rzadko można uświadczyć w prawdziwym wrestlingu, ale kiedy już się dzieją to robi to ogromne wrażenie. Nie będę się czepiał nawet o to, że gość zaczyna sobie od demolki w walce wieczoru i w sumie zamyka galę w cholernie mocnym stylu. Jakby nie było, to jest postać Remika, czyli w zasadzie gwarant wysokiego poziomu.

Naprawdę dobra gala. Bardzo mało rzeczy, do których trzeba było się przyczepić, a dużo ciekawych, rozegranych mądrze i ze smakiem. Jest nad czym pracować...przy Colosseum.
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
03.08.2026, 19:04 #10
Panowie od pasa mogli sobie leżeć z jajcami na wierzchu przez 2 tygodnie, ale nie ma tak dobrze, trzeba do roboty wracać. Widać, że zostało to sensownie przemyślane - Lopez uderza wtedy, kiedy Blaze najmniej się tego spodziewał. Niech to się rozwija w swoim tempie, do PPV jest jeszcze trochę czasu, ale na razie raczej nie mam zastrzeżeń do tego programu. Blaze dostał wpierdol, ale w sumie i tak sfarmił trochę aury, jak to ma w zwyczaju. Lopez nigdy żadnej aury nie miał, ale jemu ona w ogóle nie jest potrzebna. Co do opisu, to zatrzymałem się przy "Legend In Makingowi" - tak chyba się nie powinno mówić. Ale w sumie to nie wiem jak można by było to zapisać, żeby lepiej brzmiało. Odwieczny problem z deklinacją w tym naszym pięknym języku.

Widzę że dla odmiany nikt nic nie gada na początku. W sumie można było się spodziewać, że do tej walki ostatecznie nie dojdzie. W sensie można by było ją przeprowadzić, ale jak dla mnie ten program stał się już na tyle intensywny, że lepiej wstrzymać się do PPV. "W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz." - pozdro Sami Zayn i Kevin Owens XD zawsze kiedy widzę tę sekwencję, to ta dwójka przychodzi do głowy. Niesamowite, że jeden gruby i drugi rudy mieli tak duży wpływ na całą branżę. Cały ten brawl porządnie rozpisany. Aldis trochę jakby cyrkiem zarządzał - małpki niech się biją, a ja popatrzę XD ewidentnie show jest dla niego ważniejsze od pieniędzy. W sumie dla nas lepiej.

Szkoda, że kolega ShowOff zlekceważył sobie resztę ekipy. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że jestem zaskoczony. Zajebisty pomysł, żeby podbić do Eliasa z prośbą o tag team xd zastanawiam się w sumie, czy ten segment od początku miał mieć taki przebieg, czy wymyśliliście takie cudo na poczekaniu, żeby się pośmiać z Zacka. Fajne przemycenie Ospreaya. W ogóle tutaj mam pewną ciekawostkę, bo nie wiem czy wiecie, ale obecnie to w ogóle trwa G1 Climax i Sabre w nim uczestniczy. W dodatku któreś z tych pierwszych show z tego turnieju odbywało się w Illinois i to zdaje się w podobnym czasie do którejś z naszych gal w Chicago. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie był pierwotny pomysł. Kurwa, jeszcze ten Dick XD no patrząc na jego nazwę nie należało się tu spodziewać niczego innego.

Reklama a'la "twoja stara leczy się u Dr. Oetkera"

Wahadło Newtona = Judasz vs Szatan XD (swoją drogą piękny był tam motyw muzyczny). Lubię tego Edka, nawet jak gada głupoty, to jest to podane w taki sposób, że aż chce się tego więcej. Niby na Colosseum mamy Nathana Martina, który też przemyca podobny motyw - "to ja tu tworzę rzeczywistość". Tylko że z Martinem jest tak, że trzeba jeszcze pewne rzeczy u niego dopracować, żeby to banglało. Tutaj mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Teoretycznie w tym momencie nieznana jest jego dalsza droga, ale to w ogóle nie sprawia, że stał się męczący w odbiorze. Ja poproszę o jakąś ciekawą rywalizację dla niego, bo to zbyt dobra postać, by się marnować.

Jeff Brown to najprawdopodobniej największy cymbał w tej federacji (czyli wiele się nie zmieniło względem WCW, tam też był debilem w chuj). Postać będąca de facto narzędziem w ręku kogoś innego korzysta z akcji o nazwie "Failed Procedure" - to nie zapowiada niczego dobrego XD ok, zostało nam tutaj pokazane, że nie wszystko tam działa jak należy. Pozostaje więc obserwować tę postać z zaciekawieniem. Ja myślę, że ona może się rozwinąć w coś mocniejszego, aczkolwiek polecam solidnie przemyśleć drogę, jaką chcecie jej nakreślić, bo mam wrażenie, że taki wątek można dość łatwo popsuć.

Jest i on, najbardziej niezainteresowany wrestler, który jednak poświęca czas swój i federacji na proma. Zobaczymy, czy tym razem będzie może trochę bardziej chciał dołączyć do LPW. O nie, rozmnożył się. No to nie będzie miał lekko w życiu ten syn. Czyli chyba jednak jest trochę zainteresowany. "Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony." - no to jest cholernie prawdziwe. I trochę przejebane zarazem. Nie wiem w sumie, czy osobiście mnie to dotyczy, ale nie wykluczam takiej możliwości. Dla mnie on w ogóle nie jest tym dawnym sobą, ale to dobrze, tamten był wkurwiający, a tu jeszcze nie wiem, co będzie, ale obserwuję z ciekawością. Generalnie pozytywnie to się prezentuje. A tak w ogóle to miałem zamiar nie komentować postaci bez KP, ale przypomniałem sobie o tym dopiero w trakcie czytania tego tu, także znajcie moje dobre serce.

Cała ta gala by się nadała na jakiś plot do tych historyjek z gier WWE, gdzie praktycznie zawsze pojawia się motyw "szukania swojej tożsamości po porażce" przez głównego bohatera. Taki mniej więcej jest Sabre na tej gali, tylko że w krzywym zwierciadle. Co to w ogóle za dialog z tym Paddym, jeden drugiemu przerywa XD no i streszczanie też musiało się pojawić. Tak się nawzajem przekrzykiwali, że aż kodowanie zjadło przy ostatniej kwestii. Edgar Tauterson xd no ciężki dzień ma ten Sabre. A wystarczyło wybrać swojego psa.

No ale czemu tak ośmieszacie Paddulę, co to za potykanie się o własne nogi, on nigdy nie był aż takim gamoniem. Jest i kolejny wpierdol. Stalowa skrzynia z backstage, klasyk. Dawać jeszcze te pręty co robią taki fajny hałas i będzie komplet. Co tu dużo gadać, Blaze zareagować musiał i zrobił to adekwatnie do sytuacji. Dwie rzeczy od nich, trzeciej się raczej nie spodziewam. Fajnie, że dostajemy tym razem coś innego niż gadanie.

Walkę może bym przeczytał, ale tam jest Elias, czyli pewnie cringe'owe gówno w każdej linijce, także sobie daruję. Paddula to niezmordowany jest. Kurwa, to on nazwał Wesa "May of Mahen"? XDDDD a ja się zastanawiałem ostatnio nad tym kto to zrobił, tylko zapomniałem zapytać. Kurde, w sumie to streszczenie kariery Ransoma wyjątkowo tu pasuje. Kontynuujemy motyw depresyjnego Maksia. A Grubasowi już się nie chciało wychodzić. W sumie ten Ransom to też na swój sposób kultowa postać, chociaż przez większość czasu był przybocznym dla Dolnicka. Teraz dostał swoją historię - ja jestem za, niech gościu coś ma z tej swojej kariery.

Już od samego startu ten segment Hallowaya będzie wspaniały. Doceniam umiejscowienie (czyli pomiędzy dwiema ostatnimi walkami), ale tradycja z Colosseum mówi, że Halloway ze swoimi pierdami na backstage powinien pojawiać się przed samą walką wieczoru. Apeluję o debiut Pana Terry'ego na jakiejś gali. Gość się z lekka cofnął do ustawień fabrycznych w tym segmencie. Czy to źle? Absolutnie nie, w końcu to na tym wypłynął. "zrobić z nas wariantów" - to jest celowa literówka czy nie? Swoją drogą to jest naprawdę przygnębiające, kiedy sobie człowiek uświadamia, jak wielu idiotów na tym świecie wierzy w spisek 9/11. „siema, kurwa, kto będzie Twoim Tag Team partnerem?” Fajnie by było jakby ktoś z Krakowa." - no jeżeli ktoś z Krakowa i jeszcze w dodatku "siema kurwa", to ja widzę tylko jednego kandydata. Michał Pawlak. Nikt inny. O, widzę że trafiłem XD (jakby ktoś nie wiedział - Brutal w wersji z SDW nazywał się Michał Pawlak i pochodził z Krakowa XD) w ogóle pięknie zarysowany kontrast między Hallowayem i Zackiem - jeden przez cały dzień szuka partnera i znaleźć nie może, drugi randomowo zaczepia typa i sprawa załatwiona XD gratuluję temu, kto na to wpadł. "only the truth can set you free" - ty tam uważaj z tymi zaklęciami, bo jeszcze zsummonujesz dzikiego R-Trutha z serem zamiast głowy i twoim następnym partnerem nie będzie Brutal tylko Little Jimmy.

Widzę, że trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, iż Wyspy Kanaryjskie nie przynależą do Półwyspu Iberyjskiego. To my chyba musimy zrobić coś podobnego w kontekście nazwy Colosseum.

Pobite. Już po składnikach domyślam się, że pan Francuz nie będzie zadowolony. Dobrze, że nie zaprosił jakiegoś Włocha, bo patrząc na jego luźne podejście do tradycyjnej kuchni zapewne dostałby już zakaz wjazdu na terytorium całego kraju. Chociaż za ten keczup to już pewnie i tak do Italii nie wjedzie. No i wjechała szpila w Lorda jeszcze zanim przyszedł. Ciekawe czy się odgryzie. A, bo my w ringu jesteśmy. Nie doczytałem za pierwszym razem. Myślałem, że w kuchni. No okej, jak chcecie. "obawiałem się, że moje wyrafinowane kubki smakowe mogą zostać zniszczone" - nie, to nie jest Lord. To brzmi jak ktoś, kto udaje człowieka z wyższych sfer, ale nie ma pojęcia jak to robić. Musiałem zrobić research co do tej kanapki i faktycznie spożywa się ją przy pomocy sztućców. No ale te jego wypowiedzi mi nie siedzą. Nie czuję tu kompletnie postaci arystokraty. Brzmi bardziej jak bogaty bękart pokroju DiMateo. I co on nagle tak wyjeżdża z tym "od dzisiaj jesteś moim kucharzem", wtf? XD potężnie się odkleił kolega. W sumie tym segmentem zbudował nawet Roba, ale siebie to za chuja. Liczę na lepsze wczucie w ten gimmick, bo można nim robić fajne rzeczy, no ale nie w ten sposób. Nadal jestem ciekaw dalszego przebiegu tego programu. Tutaj mimo że Lord skończył na nogach, to według mnie zaprezentował się słabiej od McŁowicza.

"Pan Terry podczas karnawału siedział na tarasie" - wise words from a wise man.

OK, no contest, trochę się tego spodziewałem. No w końcu jest ta postać, która już miesiąc temu została zgłoszona do rosteru. Theme song ma nie byle jaki, to trzeba przyznać. Jakiś mały kawałek planów związanych z tą postacią widziałem. Domyślam się, że te różnice we wzroście u przydupasów nie są przypadkowe. No, no, widzę że grubo tam jest. Dawno nie widziałem takiego debiutu. To są takie rzeczy, które rzadko można uświadczyć w prawdziwym wrestlingu, ale kiedy już się dzieją to robi to ogromne wrażenie. Nie będę się czepiał nawet o to, że gość zaczyna sobie od demolki w walce wieczoru i w sumie zamyka galę w cholernie mocnym stylu. Jakby nie było, to jest postać Remika, czyli w zasadzie gwarant wysokiego poziomu.

Naprawdę dobra gala. Bardzo mało rzeczy, do których trzeba było się przyczepić, a dużo ciekawych, rozegranych mądrze i ze smakiem. Jest nad czym pracować...przy Colosseum.
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości