Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #9 - Houston, Texas - 12.09.2026

Colosseum #9 - Houston, Texas - 12.09.2026

Colosseum #9 - Houston, Texas - 12.09.2026

Strony (2): Wstecz 1 2
306
01.10.2026, 13:12
#11
Nadrabianie zaległości 2/4

Angry Chairs: Według mnie ten segment jako opener po prostu musiał się wydarzyć. Postanowiliśmy skorzystać z tego, że Riddle, Zamora i Wes mają wspólną historię, a dodatkowo Wallace ponownie pojawia się w swoim rodzinnym mieście i w pewien sposób domyka nam houstońską trylogię. Sam Wes jako host spełnił tutaj swoją rolę tak, jak tego oczekiwałem. Miał przede wszystkim spiąć całą rozmowę, nadać jej odpowiedni kierunek i nie wychodzić przesadnie przed szereg, bo jednak najważniejsi byli tutaj Ben i Kenneth. Zamora bardzo dobrze zrealizował swoje zadanie i przedstawił motywację w taki sposób, żeby od razu było wiadomo, dlaczego wrócił i dlaczego obrał sobie za cel właśnie Riddle’a. Kenneth z kolei wypadł tutaj jako niezwykle wyważony gość. Nie bagatelizował Bena, ale też nie dał się sprowokować i cały czas zachowywał tę charakterystyczną dla siebie pewność siebie. Zależało nam na tym, żeby nie robić tutaj prostego konfliktu na zasadzie „zaatakowałeś mnie, więc teraz chcę zemsty”, tylko żeby obaj mieli konkretne argumenty i własną perspektywę na tę sytuację. Moim zdaniem wyszło to naprawdę dobrze i ustawiło nam Main Event w dość nieoczywisty sposób po poprzez SMS od GM'a.

Atak na Nathana / Otunga vs Martin: Jak widać po tym, jak Martin uporał się z Dowsonem i po swoim odważnym statementcie po tamtym pojedynku, spokoju mieć nie będzie. Kto za nim stoi i kto dokładnie go zaatakował? Tego dowiecie się w kolejnych odcinkach, więc na razie zostawiam tutaj znak zapytania. Sama wypowiedź Nathana również bardzo dobrze pokazała jego charakter. Gość jest poobijany, ledwo dochodzi do siebie, a mimo wszystko pierwsze o czym myśli to nie odpoczynek, tylko to, żeby nadal mieć kontrolę nad sytuacją i wyjść do walki na własnych zasadach. To bardzo pasuje do kogoś, kto chce być kreatorem wydarzeń wokół siebie i nie dopuszcza do myśli, że ktoś inny może mu coś narzucić. Na plus na pewno ukazanie konsekwencji tego ataku już w samej walce, bo Nathan nie wyszedł później jak gdyby nigdy nic, tylko faktycznie było po nim widać zmęczenie i wcześniejsze poturbowanie. Dzięki temu całość miała większy sens, a przy okazji nieco ,,chroni" porażkę Nathana.

James Wallace: Fajne promo wprowadzające nowego zawodnika. Na PPV dostaliśmy jego debiut, a tutaj James w końcu miał okazję zabrać głos i trochę szerzej się przedstawić. Najważniejsze jest chyba to, że od razu został zaznaczony kierunek tej postaci. Wiadomo, że nazwisko Wallace będzie się za nim ciągnęło i sam James doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale jednocześnie bardzo jasno mówi, że nie chce funkcjonować wyłącznie jako syn Wesa. Chce pisać własną historię i dojść do momentu, w którym to właśnie z nim będzie kojarzone to nazwisko.

Pawlak / Thor / Fenrir: Pawlak wiadomo humorystycznie i dokładnie tak miało to tutaj wyjść. Najpierw kozaczy, później widzi Thora i cała pewność siebie momentalnie z niego schodzi, więc swoją rolę w tym wszystkim spełnił bez problemu. Sama walka wiadomo typowo pod rekord. Co do naszych Norwegów, obie wypowiedzi są bardzo mocno klimatyczne i dobrze siedzą w tym, jak te postacie zostały zbudowane. Thor bardzo mocno opiera tutaj swoją narrację na dominacji. Dla niego liczy się pełen podbój przeciwnika, fizyczny i psychiczny, i właściwie cały swój obraz buduje na tym, że jest kimś, kto ma niszczyć kolejnych rywali. To jest spójne z jego gimmickiem, ale też pokazuje nam że w przypadku porażki postać ta będzie miała bardzo duży problem. Fenrir natomiast jest cholernie mocno osadzony w swoim gimmicku i to mi się tutaj bardzo podobało. Nie wychodzi tylko po to, żeby rzucić zwykłe wyzwanie, tylko od razu buduje całą konfrontację na mitologii i tym, kim obaj są jako postacie. Do tego daje należyte emocje i od początku czuć, że dla niego Thor nie jest przypadkowym przeciwnikiem, tylko kimś, kogo faktycznie chce obrać za cel. Ta wypowiedź według mnie mocno przyćmiła przeciętnego tego wieczoru Thora. 

DiMateo / Bret Hart: O ile rozumiem, że Bret był nauczycielem Jaya, tak nie jestem i raczej nigdy nie będę wielkim fanem krosowania uniwersów IRL z tymi e-fedowymi. Nie traktuję tego jednak jako jakiegoś minusa segmentu, bo tutaj Hart ma konkretne uzasadnienie swojej obecności i nie pojawia się z dupy. Co więcej, wypada całkiem ciekawie jako mentor. Nie jest typowym mądrym starcem, który przychodzi wygłosić kilka banałów, tylko nadal ma swoje ego i oczywiście traumę związaną z Golbergiem xD Najważniejsze jest jednak to, że pomiędzy tym całym humorem Bret faktycznie daje Jayowi konkretną radę przed walką z Shio. Męczyć go, zmuszać do analizowania kolejnych sytuacji i wykorzystać to, w czym DiMateo jest dobry. Dzięki temu ten segment nie jest tylko pogadanką dla samej pogadanki, ale faktycznie coś wnosi do przygotowania przed finałem serii. Jay też wypada tutaj dobrze. Nadal jest tym samym Nepo Baby, który potrafi odpłynąć przy ciotce Eleonorze, Monte czy Goldbergu, ale jednocześnie widać, że Breta faktycznie słucha i chyba nawet darzy go jakimś szacunkiem. To jest dla mnie ważne, bo pod całą tą otoczką pokazuje, że nie jest kompletnym idiotą i zdaje sobie sprawę, że czeka go bardzo ważna walka. Końcówka z udawanym telefonem również idealnie do niego pasuje. Nawet kiedy ktoś próbuje mu pomóc, Jay i tak musi zakończyć wszystko po swojemu. Później wygrywa zasłużenie, szkoda że nie wcześniej, ale no tutaj biorę winę na siebie.

Luis Borges: Kolejne przedstawienie nowej postaci i tutaj mam trochę większy problem, bo o ile wszystko jest napisane poprawnie, tak na ten moment Borges brzmi dla mnie dość generycznie. Mamy długą drogę, spełnianie marzeń, reprezentowanie ojczyzny, rozwój, wyciąganie wniosków i walkę do końca. To wszystko pasuje do debiutanta, ale jednocześnie można by podobne promo przypisać naprawdę wielu zawodnikom. Na plus na pewno Portugalia, bo daje mu jakiś punkt zaczepienia i konkretną tożsamość, ale nawet tutaj chciałbym dostać z czasem coś więcej. Brakuje mi po prostu jednego mocniejszego elementu, po którym za kilka tygodni będę mógł powiedzieć: dobra, to jest właśnie Borges. Jakiegoś sposobu myślenia, charakterystycznej cechy, filozofii czy nawet sposobu wypowiadania się, który wyróżni go spośród innych ambitnych babyface’ów. Sam fundament jest okej, ale teraz trzeba będzie na nim zbudować coś bardziej charakterystycznego.

Turn / Diallo: Turn szuka swojego partnera do walki i trzeba przyznać, że Cyclone to ciekawy wybór xD Johnny podchodzi do całych tych wróżb z dużym dystansem, ale jednocześnie potrafi docenić to, co Diallo prezentuje już w ringu, więc nie wygląda to jak całkowicie przypadkowe połączenie. Sam Diallo wyszedł tutaj bardzo wyraziście. Historia z Hindusem, karta z Drinkwaterem i jego całe czary-mary naprawdę mi siedzą, szczególnie że on sam traktuje to wszystko całkowicie poważnie. Z Turnem mam natomiast nadal pewien problem, bo wciąż nie jest dla mnie do końca określony. Jest lepiej niż na początku i zaczyna mieć trochę więcej własnego charakteru, ale dalej nie potrafi mnie zatrzymać przy sobie na dłużej i brakuje mi w nim czegoś, co sprawiłoby, że faktycznie będę czekał na jego kolejne segmenty. Czekam na więcej Zimny, bo wiem że potrafisz to zrobić.

Steele / DiBiase / Escobar: Od wielu tygodni zanosiło się na to, że ta współpraca prędzej czy później się rozpadnie, więc sam kierunek nie powinien być wielkim zaskoczeniem. Ciekawszy jest tutaj jednak Ted, bo Preston przychodzi do niego po informacje, a ten bez większego zastanowienia wysyła go prosto do ringu, gdzie wszystko jest już przygotowane. Przypadek? No cóż, za Teda odpowiadam ja, więc wiem trochę więcej niż Wy i na ten moment pozostawię Was z tym pytaniem xD Sam Escobar wyszedł tutaj bardzo dobrze. Cały przepych, zegarki, szampan i publiczne podziękowanie Prestonowi tylko po to, żeby chwilę później pokazać mu, że był potrzebny wyłącznie do określonego momentu, bardzo dobrze pasują do tej postaci. Najmocniej działa to, że Miguel nie robi tego w afekcie. On po prostu dochodzi do wniosku, że ma już to, czego chciał, więc Steele przestał być mu potrzebny. Zakrycie go czerwonym płótnem też jest bardzo teatralne, ale przy całej otoczce Escobara siedzi idealnie. Dobre zamknięcie jednego etapu i jednocześnie otwarcie kolejnego.

Borges / Petarda / Eckhart: Sama walka jest tutaj chyba mniej istotna niż to, co dzieje się wokół niej. Borges pokazuje trochę swojej dynamiki, Petarda nie robi za całkowity worek treningowy, ale wiadomo, że najważniejszym punktem tego wszystkiego jest debiut Eckharta. I tutaj uważam, że przedstawiono go naprawdę dobrze, bo zamiast pięciu minut tłumaczenia nam jaki ma gimmick, dostajemy go od razu w praktyce. Gość widzi krew, uznaje że łamane są przepisy i dosłownie zasłania cały ring parawanem xD Najlepsze jest to, że Erwin nie wygląda przy tym jak ktoś, kto robi sobie jaja. On naprawdę wierzy w ten swój regulamin i traktuje wszystko śmiertelnie poważnie. Eckhart Wrestling Regulations, konkretna strona i powoływanie się na zapis dotyczący dzieci od razu pokazują, że nie są to zasady wymyślane pod daną sytuację, tylko coś, czym ta postać faktycznie żyje. To daje sporo możliwości na przyszłość. Na plus również to, że całe zamieszanie nie zabiera Borgesowi zwycięstwa. Walka normalnie się kończy, dostajemy powtórki i Luis wychodzi z debiutu z wygraną, więc jedna nowa postać nie została poświęcona tylko po to, żeby przedstawić drugą. Uważam, że całkiem spoko to rozwiązaliśmy.

Walker / Ralf / Kannonball / Turn / Diallo: W końcu dostajemy pełniejsze przedstawienie ludzi Walkera. Sam Walker tym razem bez większego pajacowania z publiką i dobrze, bo przy przedstawianiu grupy zdecydowanie bardziej pasuje mi w takiej formie. Ralf i Kannonball też od razu pokazują, że mają zupełnie inne charaktery. Pierwszy jest bardziej spokojny, enigmatyczny i trochę odklejony w takim sekciarskim kierunku, drugi to po prostu chodząca kula burząca, która chce komuś dać w ryj xD Dzięki temu nie dostajemy dwóch anonimowych pomagierów, tylko już na starcie jakieś rozróżnienie. Najważniejsze dzieje się jednak w samej walce. Diallo schodzi z apronu dokładnie wtedy, kiedy Turn najbardziej go potrzebuje i cała wcześniejsza współpraca okazuje się pułapką. To mi się bardzo podoba, bo wcześniejszy segment z wahadłem i kartami nagle można odczytać trochę inaczej. Cyclone przez cały czas wyglądał jak ekscentryk, który po prostu zgodził się pomóc, a tutaj okazuje się, że wszystko było częścią większego planu. Wejście do ringu po gongu i wspólne świętowanie z Walkerem, Ralfem i Kannonballem jest bardzo dobrym domknięciem tego wszystkiego. Turn z kolei dostaje już konkretny powód, żeby dalej ciągnąć ten program. Do tej pory brakowało mi w nim czegoś, co mocniej by mnie przy nim zatrzymało, a teraz przynajmniej sytuacja wokół niego robi się znacznie bardziej osobista. Został nie tylko pokonany, ale też zwyczajnie wystawiony przez człowieka, którego sam wybrał na partnera. Teraz dużo zależy od tego, jak Johnny na to odpowie.

Borges / Eckhart: Tutaj naturalnie ciągniemy to, co wydarzyło się wcześniej i dobrze, że ten konflikt nie bierze się z nikąd. Eckhart faktycznie ma powód, żeby zaczepić Borgesa, a Luis z kolei ma pełne prawo być wkurzony po tym, jak jego debiut został przykryty całym zamieszaniem z parawanem. Najbardziej podoba mi się zderzenie ich podejścia. Borges chce po prostu walczyć i sprawdzać się w ringu, natomiast Erwin najchętniej podporządkowałby cały wrestling swojemu regulaminowi. Te wszystkie teksty o wycieraniu butów czy trzymaniu za sznurek przy zmianie są absurdalne, ale dokładnie w taki sposób, w jaki powinny być przy tej postaci, bo Eckhart mówi o tym wszystkim całkowicie poważnie. Borges tutaj wypada trochę lepiej niż w swoim pierwszym promo, bo w końcu ma kogoś, od kogo może się odbić i pokazać trochę więcej emocji. Nadal czekam na coś, co mocniej go wyróżni, ale ten kierunek na pewno mu pomaga.

Uszczelka / Cavazos / Otunga / DiMateo: No i tutaj zaczynamy od czegoś, co jednak mocno wybiło mnie z całego segmentu. Skąd my w Houston mamy wóz ochotniczej straży pożarnej z Siedlec? xD Sam pomysł wejścia Uszczelki wozem strażackim jest jak najbardziej w jego stylu, ale sprowadzenie konkretnego pojazdu z Polski do Stanów jest po prostu logistycznie absurdalne. Dało się to zrobić dużo prościej, chociażby zwykłym amerykańskim wozem przerobionym pod Zbyszka i efekt byłby podobny, a nie rozwalałoby to immersji już na starcie. I trochę podobny problem mam z samą wypowiedzią Uszczelki. Ja naprawdę lubię te jego polskie naleciałości, bo są częścią gimmicku, ale tutaj momentami jest tego za dużo. Ską amerykański widz ma kojarzyć Misia Uszatka itd. Moim zdaniem Zbyszek najlepiej działa wtedy, kiedy jego prostota jest zrozumiała również dla kogoś spoza Polski. Teksty o więzieniu Cavazosa, o wykorzystaniu okazji czy o tym, że nie zamierza przepraszać za sposób zdobycia pasa, są już znacznie bardziej przystępne i właśnie w tę stronę bym szedł. Nie chodzi o wycinanie polskości z tej postaci, tylko o to, żeby nie zamykać jej wyłącznie dla polskiego odbiorcy.  Cavazos dobrze odbija zarzuty dotyczące swojej przeszłości, ale trzeba przyznać że miał dobrze wystawioną piłkeczkę. Nie wybiela się, przyznaje, że siedział i jednocześnie kontruje Zbyszka tym, że przynajmniej nie udaje kogoś, kim nie jest. To jest w porządku, choć fragment z „wygraną na Heatwave, bo wygrałeś na Heatwave” brzmi trochę nienaturalnie i można było to napisać sprawniej. Poza tym jego część robi swoje i dalej utrzymuje temat rewanżu przy życiu. Otunga wypada tutaj chyba najrówniej. Podoba mi się, że nie wchodzi z prostym „też chcę pasa”, tylko próbuje ubrać wszystko w swój prawniczy gimmick i najpierw rozkłada sobie obu panów na czynniki pierwsze. Teksty o dokumentacji, interesach i potencjalnych kontrolach pasują do niego, chociaż przy Uszczelce można było uważać, żeby nie wpaść znowu w zbyt mocno polskie klimaty Urzędu Skarbowego. Największy problem mam z tym, że mówi o tygodniach walki o zachowanie kariery, podczas gdy realnie sam postawił ją na szali dopiero na Heatwave. Rozumiem, co Michał chciał tutaj osiągnąć, ale dorabianie do tego całej wcześniejszej historii trochę nie klei się z tym, co faktycznie oglądaliśmy. No i na końcu wpada Jay, który miał chyba najłatwiejszą robotę, bo trzech poprzedników zostawiło mu sporo amunicji xD I tutaj DiMateo działa dokładnie tak, jak powinien. Prymitywny, rozkapryszony, przekonany o własnej zajebistości i jadący po wszystkich po kolei. Moment z RVD i pasem mnie akurat rozbawił, a im dalej idzie jego wypowiedź, tym bardziej ego odlatuje mu w kosmos, co przy tej postaci jest jak najbardziej na miejscu. To jest właśnie wersja Jaya, która mi siada najbardziej - kiedy ma kogo obrażać, może się wykazać tym swoim poczuciem wyższości i faktycznie wygląda jak dzieciak, któremu ktoś powiedział, że może mieć wszystko. „Jay Two Belts” brzmi abstrakcyjnie, ale nie dla niego.. Całość wyszła nierówno i zdecydowanie rozkręcała się z każdą kolejną osobą. Największy minus mam do początku z Uszczelką, bo za bardzo poszliśmy w polskie inside-joke'i, które w realiach amerykańskiej federacji zwyczajnie nie zawsze mają sens. Chcę zachować tę jego swojskość, bo bez niej przestanie być Uszczelką, ale trzeba znaleźć lepszy balans między polskim charakterem a tym, żeby zagraniczna publika w ogóle wiedziała, o czym on mówi. Sam kierunek programu wokół Valor jest natomiast taki, jaki chcieliśmy osiągnąć - mamy kilka różnych osobowości i kilka różnych powodów, żeby interesować się tym pasem.

Nathan Martin / Shio Sakazaki: Wygląda na to, że Nate znalazł winnego wcześniejszego ataku... pytanie tylko, czy na pewno xD Sam segment bardzo dobrze siedzi w charakterze Martina. Nie wystarcza mu zwykłe pobicie Shio, tylko robi z tego praktycznie egzekucję i jeszcze na końcu zaczyna wołać medyków oraz ochronę, jakby sam był przypadkowym świadkiem całego zajścia. To jego udawanie niewinnego po tym, jak przed chwilą urządził Sakazakiemu masakrę, jest chyba najlepszym elementem całego segmentu. Fajne jest też to, że Nate nie atakuje go całkowicie bez powodu. W swojej głowie naprawdę uznał, że Shio go zawiódł i nie zachował się tak honorowo, jak powinien, więc znowu mamy ten jego pokręcony sposób patrzenia na świat i przekonanie, że to on może wydawać wyroki. Tekst o papierosach również zostawia nam mały znak zapytania i nie zamierzam na ten moment zdradzać, czy Martin faktycznie dobrze połączył wszystkie kropki. Co do Shio... no cóż, dziękujemy i raczej tęsknić nie będziemy xD Szkoda tylko, że kończy się to w taki sposób, bo znowu dochodzimy do sytuacji, w której user zwyczajnie pierdolnął grę i trzeba było jakoś sensownie zamknąć jego obecność. Przynajmniej udało się wykorzystać to fabularnie i dać Nathanowi coś do roboty xD

Zamora wygrywa Main Event i jeśli wierzyć Tedowi, a jemy akurat ufać nie można trust me xD To zdobywa jakąś drobną przewagę w drodze do pasa Global. Co to będzie? Dowiecie się niebawem.

Podsumowując: Było to Colosseum stojące przede wszystkim pod znakiem debiutów i wprowadzania nowych postaci. Przez to nie dostaliśmy może jakiejś szczególnie emocjonującej karty pod względem samych walk, ale też nie taki był tutaj główny cel. Trzeba było przedstawić kilka nowych twarzy, nadać im pierwsze kierunki i jednocześnie popchnąć do przodu to, co już mieliśmy rozpoczęte wcześniej. Patrząc na samą kartę i to, z czym musieliśmy tutaj pracować, uważam, że wyszliśmy z tego obronną ręką. Było kilka nierównych momentów i rzeczy, które można było zrobić lepiej, ale całościowo gala nie wypadła źle, a część debiutów zdecydowanie daje podstawy do czegoś ciekawego na kolejne tygodnie.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
01.10.2026, 13:12 #11
Nadrabianie zaległości 2/4

Angry Chairs: Według mnie ten segment jako opener po prostu musiał się wydarzyć. Postanowiliśmy skorzystać z tego, że Riddle, Zamora i Wes mają wspólną historię, a dodatkowo Wallace ponownie pojawia się w swoim rodzinnym mieście i w pewien sposób domyka nam houstońską trylogię. Sam Wes jako host spełnił tutaj swoją rolę tak, jak tego oczekiwałem. Miał przede wszystkim spiąć całą rozmowę, nadać jej odpowiedni kierunek i nie wychodzić przesadnie przed szereg, bo jednak najważniejsi byli tutaj Ben i Kenneth. Zamora bardzo dobrze zrealizował swoje zadanie i przedstawił motywację w taki sposób, żeby od razu było wiadomo, dlaczego wrócił i dlaczego obrał sobie za cel właśnie Riddle’a. Kenneth z kolei wypadł tutaj jako niezwykle wyważony gość. Nie bagatelizował Bena, ale też nie dał się sprowokować i cały czas zachowywał tę charakterystyczną dla siebie pewność siebie. Zależało nam na tym, żeby nie robić tutaj prostego konfliktu na zasadzie „zaatakowałeś mnie, więc teraz chcę zemsty”, tylko żeby obaj mieli konkretne argumenty i własną perspektywę na tę sytuację. Moim zdaniem wyszło to naprawdę dobrze i ustawiło nam Main Event w dość nieoczywisty sposób po poprzez SMS od GM'a.

Atak na Nathana / Otunga vs Martin: Jak widać po tym, jak Martin uporał się z Dowsonem i po swoim odważnym statementcie po tamtym pojedynku, spokoju mieć nie będzie. Kto za nim stoi i kto dokładnie go zaatakował? Tego dowiecie się w kolejnych odcinkach, więc na razie zostawiam tutaj znak zapytania. Sama wypowiedź Nathana również bardzo dobrze pokazała jego charakter. Gość jest poobijany, ledwo dochodzi do siebie, a mimo wszystko pierwsze o czym myśli to nie odpoczynek, tylko to, żeby nadal mieć kontrolę nad sytuacją i wyjść do walki na własnych zasadach. To bardzo pasuje do kogoś, kto chce być kreatorem wydarzeń wokół siebie i nie dopuszcza do myśli, że ktoś inny może mu coś narzucić. Na plus na pewno ukazanie konsekwencji tego ataku już w samej walce, bo Nathan nie wyszedł później jak gdyby nigdy nic, tylko faktycznie było po nim widać zmęczenie i wcześniejsze poturbowanie. Dzięki temu całość miała większy sens, a przy okazji nieco ,,chroni" porażkę Nathana.

James Wallace: Fajne promo wprowadzające nowego zawodnika. Na PPV dostaliśmy jego debiut, a tutaj James w końcu miał okazję zabrać głos i trochę szerzej się przedstawić. Najważniejsze jest chyba to, że od razu został zaznaczony kierunek tej postaci. Wiadomo, że nazwisko Wallace będzie się za nim ciągnęło i sam James doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale jednocześnie bardzo jasno mówi, że nie chce funkcjonować wyłącznie jako syn Wesa. Chce pisać własną historię i dojść do momentu, w którym to właśnie z nim będzie kojarzone to nazwisko.

Pawlak / Thor / Fenrir: Pawlak wiadomo humorystycznie i dokładnie tak miało to tutaj wyjść. Najpierw kozaczy, później widzi Thora i cała pewność siebie momentalnie z niego schodzi, więc swoją rolę w tym wszystkim spełnił bez problemu. Sama walka wiadomo typowo pod rekord. Co do naszych Norwegów, obie wypowiedzi są bardzo mocno klimatyczne i dobrze siedzą w tym, jak te postacie zostały zbudowane. Thor bardzo mocno opiera tutaj swoją narrację na dominacji. Dla niego liczy się pełen podbój przeciwnika, fizyczny i psychiczny, i właściwie cały swój obraz buduje na tym, że jest kimś, kto ma niszczyć kolejnych rywali. To jest spójne z jego gimmickiem, ale też pokazuje nam że w przypadku porażki postać ta będzie miała bardzo duży problem. Fenrir natomiast jest cholernie mocno osadzony w swoim gimmicku i to mi się tutaj bardzo podobało. Nie wychodzi tylko po to, żeby rzucić zwykłe wyzwanie, tylko od razu buduje całą konfrontację na mitologii i tym, kim obaj są jako postacie. Do tego daje należyte emocje i od początku czuć, że dla niego Thor nie jest przypadkowym przeciwnikiem, tylko kimś, kogo faktycznie chce obrać za cel. Ta wypowiedź według mnie mocno przyćmiła przeciętnego tego wieczoru Thora. 

DiMateo / Bret Hart: O ile rozumiem, że Bret był nauczycielem Jaya, tak nie jestem i raczej nigdy nie będę wielkim fanem krosowania uniwersów IRL z tymi e-fedowymi. Nie traktuję tego jednak jako jakiegoś minusa segmentu, bo tutaj Hart ma konkretne uzasadnienie swojej obecności i nie pojawia się z dupy. Co więcej, wypada całkiem ciekawie jako mentor. Nie jest typowym mądrym starcem, który przychodzi wygłosić kilka banałów, tylko nadal ma swoje ego i oczywiście traumę związaną z Golbergiem xD Najważniejsze jest jednak to, że pomiędzy tym całym humorem Bret faktycznie daje Jayowi konkretną radę przed walką z Shio. Męczyć go, zmuszać do analizowania kolejnych sytuacji i wykorzystać to, w czym DiMateo jest dobry. Dzięki temu ten segment nie jest tylko pogadanką dla samej pogadanki, ale faktycznie coś wnosi do przygotowania przed finałem serii. Jay też wypada tutaj dobrze. Nadal jest tym samym Nepo Baby, który potrafi odpłynąć przy ciotce Eleonorze, Monte czy Goldbergu, ale jednocześnie widać, że Breta faktycznie słucha i chyba nawet darzy go jakimś szacunkiem. To jest dla mnie ważne, bo pod całą tą otoczką pokazuje, że nie jest kompletnym idiotą i zdaje sobie sprawę, że czeka go bardzo ważna walka. Końcówka z udawanym telefonem również idealnie do niego pasuje. Nawet kiedy ktoś próbuje mu pomóc, Jay i tak musi zakończyć wszystko po swojemu. Później wygrywa zasłużenie, szkoda że nie wcześniej, ale no tutaj biorę winę na siebie.

Luis Borges: Kolejne przedstawienie nowej postaci i tutaj mam trochę większy problem, bo o ile wszystko jest napisane poprawnie, tak na ten moment Borges brzmi dla mnie dość generycznie. Mamy długą drogę, spełnianie marzeń, reprezentowanie ojczyzny, rozwój, wyciąganie wniosków i walkę do końca. To wszystko pasuje do debiutanta, ale jednocześnie można by podobne promo przypisać naprawdę wielu zawodnikom. Na plus na pewno Portugalia, bo daje mu jakiś punkt zaczepienia i konkretną tożsamość, ale nawet tutaj chciałbym dostać z czasem coś więcej. Brakuje mi po prostu jednego mocniejszego elementu, po którym za kilka tygodni będę mógł powiedzieć: dobra, to jest właśnie Borges. Jakiegoś sposobu myślenia, charakterystycznej cechy, filozofii czy nawet sposobu wypowiadania się, który wyróżni go spośród innych ambitnych babyface’ów. Sam fundament jest okej, ale teraz trzeba będzie na nim zbudować coś bardziej charakterystycznego.

Turn / Diallo: Turn szuka swojego partnera do walki i trzeba przyznać, że Cyclone to ciekawy wybór xD Johnny podchodzi do całych tych wróżb z dużym dystansem, ale jednocześnie potrafi docenić to, co Diallo prezentuje już w ringu, więc nie wygląda to jak całkowicie przypadkowe połączenie. Sam Diallo wyszedł tutaj bardzo wyraziście. Historia z Hindusem, karta z Drinkwaterem i jego całe czary-mary naprawdę mi siedzą, szczególnie że on sam traktuje to wszystko całkowicie poważnie. Z Turnem mam natomiast nadal pewien problem, bo wciąż nie jest dla mnie do końca określony. Jest lepiej niż na początku i zaczyna mieć trochę więcej własnego charakteru, ale dalej nie potrafi mnie zatrzymać przy sobie na dłużej i brakuje mi w nim czegoś, co sprawiłoby, że faktycznie będę czekał na jego kolejne segmenty. Czekam na więcej Zimny, bo wiem że potrafisz to zrobić.

Steele / DiBiase / Escobar: Od wielu tygodni zanosiło się na to, że ta współpraca prędzej czy później się rozpadnie, więc sam kierunek nie powinien być wielkim zaskoczeniem. Ciekawszy jest tutaj jednak Ted, bo Preston przychodzi do niego po informacje, a ten bez większego zastanowienia wysyła go prosto do ringu, gdzie wszystko jest już przygotowane. Przypadek? No cóż, za Teda odpowiadam ja, więc wiem trochę więcej niż Wy i na ten moment pozostawię Was z tym pytaniem xD Sam Escobar wyszedł tutaj bardzo dobrze. Cały przepych, zegarki, szampan i publiczne podziękowanie Prestonowi tylko po to, żeby chwilę później pokazać mu, że był potrzebny wyłącznie do określonego momentu, bardzo dobrze pasują do tej postaci. Najmocniej działa to, że Miguel nie robi tego w afekcie. On po prostu dochodzi do wniosku, że ma już to, czego chciał, więc Steele przestał być mu potrzebny. Zakrycie go czerwonym płótnem też jest bardzo teatralne, ale przy całej otoczce Escobara siedzi idealnie. Dobre zamknięcie jednego etapu i jednocześnie otwarcie kolejnego.

Borges / Petarda / Eckhart: Sama walka jest tutaj chyba mniej istotna niż to, co dzieje się wokół niej. Borges pokazuje trochę swojej dynamiki, Petarda nie robi za całkowity worek treningowy, ale wiadomo, że najważniejszym punktem tego wszystkiego jest debiut Eckharta. I tutaj uważam, że przedstawiono go naprawdę dobrze, bo zamiast pięciu minut tłumaczenia nam jaki ma gimmick, dostajemy go od razu w praktyce. Gość widzi krew, uznaje że łamane są przepisy i dosłownie zasłania cały ring parawanem xD Najlepsze jest to, że Erwin nie wygląda przy tym jak ktoś, kto robi sobie jaja. On naprawdę wierzy w ten swój regulamin i traktuje wszystko śmiertelnie poważnie. Eckhart Wrestling Regulations, konkretna strona i powoływanie się na zapis dotyczący dzieci od razu pokazują, że nie są to zasady wymyślane pod daną sytuację, tylko coś, czym ta postać faktycznie żyje. To daje sporo możliwości na przyszłość. Na plus również to, że całe zamieszanie nie zabiera Borgesowi zwycięstwa. Walka normalnie się kończy, dostajemy powtórki i Luis wychodzi z debiutu z wygraną, więc jedna nowa postać nie została poświęcona tylko po to, żeby przedstawić drugą. Uważam, że całkiem spoko to rozwiązaliśmy.

Walker / Ralf / Kannonball / Turn / Diallo: W końcu dostajemy pełniejsze przedstawienie ludzi Walkera. Sam Walker tym razem bez większego pajacowania z publiką i dobrze, bo przy przedstawianiu grupy zdecydowanie bardziej pasuje mi w takiej formie. Ralf i Kannonball też od razu pokazują, że mają zupełnie inne charaktery. Pierwszy jest bardziej spokojny, enigmatyczny i trochę odklejony w takim sekciarskim kierunku, drugi to po prostu chodząca kula burząca, która chce komuś dać w ryj xD Dzięki temu nie dostajemy dwóch anonimowych pomagierów, tylko już na starcie jakieś rozróżnienie. Najważniejsze dzieje się jednak w samej walce. Diallo schodzi z apronu dokładnie wtedy, kiedy Turn najbardziej go potrzebuje i cała wcześniejsza współpraca okazuje się pułapką. To mi się bardzo podoba, bo wcześniejszy segment z wahadłem i kartami nagle można odczytać trochę inaczej. Cyclone przez cały czas wyglądał jak ekscentryk, który po prostu zgodził się pomóc, a tutaj okazuje się, że wszystko było częścią większego planu. Wejście do ringu po gongu i wspólne świętowanie z Walkerem, Ralfem i Kannonballem jest bardzo dobrym domknięciem tego wszystkiego. Turn z kolei dostaje już konkretny powód, żeby dalej ciągnąć ten program. Do tej pory brakowało mi w nim czegoś, co mocniej by mnie przy nim zatrzymało, a teraz przynajmniej sytuacja wokół niego robi się znacznie bardziej osobista. Został nie tylko pokonany, ale też zwyczajnie wystawiony przez człowieka, którego sam wybrał na partnera. Teraz dużo zależy od tego, jak Johnny na to odpowie.

Borges / Eckhart: Tutaj naturalnie ciągniemy to, co wydarzyło się wcześniej i dobrze, że ten konflikt nie bierze się z nikąd. Eckhart faktycznie ma powód, żeby zaczepić Borgesa, a Luis z kolei ma pełne prawo być wkurzony po tym, jak jego debiut został przykryty całym zamieszaniem z parawanem. Najbardziej podoba mi się zderzenie ich podejścia. Borges chce po prostu walczyć i sprawdzać się w ringu, natomiast Erwin najchętniej podporządkowałby cały wrestling swojemu regulaminowi. Te wszystkie teksty o wycieraniu butów czy trzymaniu za sznurek przy zmianie są absurdalne, ale dokładnie w taki sposób, w jaki powinny być przy tej postaci, bo Eckhart mówi o tym wszystkim całkowicie poważnie. Borges tutaj wypada trochę lepiej niż w swoim pierwszym promo, bo w końcu ma kogoś, od kogo może się odbić i pokazać trochę więcej emocji. Nadal czekam na coś, co mocniej go wyróżni, ale ten kierunek na pewno mu pomaga.

Uszczelka / Cavazos / Otunga / DiMateo: No i tutaj zaczynamy od czegoś, co jednak mocno wybiło mnie z całego segmentu. Skąd my w Houston mamy wóz ochotniczej straży pożarnej z Siedlec? xD Sam pomysł wejścia Uszczelki wozem strażackim jest jak najbardziej w jego stylu, ale sprowadzenie konkretnego pojazdu z Polski do Stanów jest po prostu logistycznie absurdalne. Dało się to zrobić dużo prościej, chociażby zwykłym amerykańskim wozem przerobionym pod Zbyszka i efekt byłby podobny, a nie rozwalałoby to immersji już na starcie. I trochę podobny problem mam z samą wypowiedzią Uszczelki. Ja naprawdę lubię te jego polskie naleciałości, bo są częścią gimmicku, ale tutaj momentami jest tego za dużo. Ską amerykański widz ma kojarzyć Misia Uszatka itd. Moim zdaniem Zbyszek najlepiej działa wtedy, kiedy jego prostota jest zrozumiała również dla kogoś spoza Polski. Teksty o więzieniu Cavazosa, o wykorzystaniu okazji czy o tym, że nie zamierza przepraszać za sposób zdobycia pasa, są już znacznie bardziej przystępne i właśnie w tę stronę bym szedł. Nie chodzi o wycinanie polskości z tej postaci, tylko o to, żeby nie zamykać jej wyłącznie dla polskiego odbiorcy.  Cavazos dobrze odbija zarzuty dotyczące swojej przeszłości, ale trzeba przyznać że miał dobrze wystawioną piłkeczkę. Nie wybiela się, przyznaje, że siedział i jednocześnie kontruje Zbyszka tym, że przynajmniej nie udaje kogoś, kim nie jest. To jest w porządku, choć fragment z „wygraną na Heatwave, bo wygrałeś na Heatwave” brzmi trochę nienaturalnie i można było to napisać sprawniej. Poza tym jego część robi swoje i dalej utrzymuje temat rewanżu przy życiu. Otunga wypada tutaj chyba najrówniej. Podoba mi się, że nie wchodzi z prostym „też chcę pasa”, tylko próbuje ubrać wszystko w swój prawniczy gimmick i najpierw rozkłada sobie obu panów na czynniki pierwsze. Teksty o dokumentacji, interesach i potencjalnych kontrolach pasują do niego, chociaż przy Uszczelce można było uważać, żeby nie wpaść znowu w zbyt mocno polskie klimaty Urzędu Skarbowego. Największy problem mam z tym, że mówi o tygodniach walki o zachowanie kariery, podczas gdy realnie sam postawił ją na szali dopiero na Heatwave. Rozumiem, co Michał chciał tutaj osiągnąć, ale dorabianie do tego całej wcześniejszej historii trochę nie klei się z tym, co faktycznie oglądaliśmy. No i na końcu wpada Jay, który miał chyba najłatwiejszą robotę, bo trzech poprzedników zostawiło mu sporo amunicji xD I tutaj DiMateo działa dokładnie tak, jak powinien. Prymitywny, rozkapryszony, przekonany o własnej zajebistości i jadący po wszystkich po kolei. Moment z RVD i pasem mnie akurat rozbawił, a im dalej idzie jego wypowiedź, tym bardziej ego odlatuje mu w kosmos, co przy tej postaci jest jak najbardziej na miejscu. To jest właśnie wersja Jaya, która mi siada najbardziej - kiedy ma kogo obrażać, może się wykazać tym swoim poczuciem wyższości i faktycznie wygląda jak dzieciak, któremu ktoś powiedział, że może mieć wszystko. „Jay Two Belts” brzmi abstrakcyjnie, ale nie dla niego.. Całość wyszła nierówno i zdecydowanie rozkręcała się z każdą kolejną osobą. Największy minus mam do początku z Uszczelką, bo za bardzo poszliśmy w polskie inside-joke'i, które w realiach amerykańskiej federacji zwyczajnie nie zawsze mają sens. Chcę zachować tę jego swojskość, bo bez niej przestanie być Uszczelką, ale trzeba znaleźć lepszy balans między polskim charakterem a tym, żeby zagraniczna publika w ogóle wiedziała, o czym on mówi. Sam kierunek programu wokół Valor jest natomiast taki, jaki chcieliśmy osiągnąć - mamy kilka różnych osobowości i kilka różnych powodów, żeby interesować się tym pasem.

Nathan Martin / Shio Sakazaki: Wygląda na to, że Nate znalazł winnego wcześniejszego ataku... pytanie tylko, czy na pewno xD Sam segment bardzo dobrze siedzi w charakterze Martina. Nie wystarcza mu zwykłe pobicie Shio, tylko robi z tego praktycznie egzekucję i jeszcze na końcu zaczyna wołać medyków oraz ochronę, jakby sam był przypadkowym świadkiem całego zajścia. To jego udawanie niewinnego po tym, jak przed chwilą urządził Sakazakiemu masakrę, jest chyba najlepszym elementem całego segmentu. Fajne jest też to, że Nate nie atakuje go całkowicie bez powodu. W swojej głowie naprawdę uznał, że Shio go zawiódł i nie zachował się tak honorowo, jak powinien, więc znowu mamy ten jego pokręcony sposób patrzenia na świat i przekonanie, że to on może wydawać wyroki. Tekst o papierosach również zostawia nam mały znak zapytania i nie zamierzam na ten moment zdradzać, czy Martin faktycznie dobrze połączył wszystkie kropki. Co do Shio... no cóż, dziękujemy i raczej tęsknić nie będziemy xD Szkoda tylko, że kończy się to w taki sposób, bo znowu dochodzimy do sytuacji, w której user zwyczajnie pierdolnął grę i trzeba było jakoś sensownie zamknąć jego obecność. Przynajmniej udało się wykorzystać to fabularnie i dać Nathanowi coś do roboty xD

Zamora wygrywa Main Event i jeśli wierzyć Tedowi, a jemy akurat ufać nie można trust me xD To zdobywa jakąś drobną przewagę w drodze do pasa Global. Co to będzie? Dowiecie się niebawem.

Podsumowując: Było to Colosseum stojące przede wszystkim pod znakiem debiutów i wprowadzania nowych postaci. Przez to nie dostaliśmy może jakiejś szczególnie emocjonującej karty pod względem samych walk, ale też nie taki był tutaj główny cel. Trzeba było przedstawić kilka nowych twarzy, nadać im pierwsze kierunki i jednocześnie popchnąć do przodu to, co już mieliśmy rozpoczęte wcześniej. Patrząc na samą kartę i to, z czym musieliśmy tutaj pracować, uważam, że wyszliśmy z tego obronną ręką. Było kilka nierównych momentów i rzeczy, które można było zrobić lepiej, ale całościowo gala nie wypadła źle, a część debiutów zdecydowanie daje podstawy do czegoś ciekawego na kolejne tygodnie.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): Wstecz 1 2
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości